piątek, 24 marca 2017

Kenzo- Amour







Klasyk Kenzo tak samo jak Słonik  tyle tylko,  że Amour już do mnie nie przemawia. Ja naprawdę nie mogę pojąć co takiego magicznego może być w wanilii rodem z serka homogenizowanego.

Puchaty, ciepły niczym szklanka gorącego mleka podane do łóżka albo kremowy jak ciepły ryż na mleku. Możliwe. Tyle, że ja naprawdę nie czuję tu nic więcej poza wanilią, która własnie przypomina mi tę ze słodkich serków. Zresztą podobnie opisywałam tani zapach Yoppy Glam, bo istotnie bardzo przypomina on Amour tyle, że trąci chemią, a w tej kompozycji tego nie uświadczymy. Niemniej ta wanilia jest subtelna i snuje się na mnie wyłącznie blisko skóry. 

Waniliowość nużąca i leniwa, czyli zdecydowanie nie taka jaką lubię. Mało się tu dzieje, w ogóle nic się nie dzieje i nie pokusiłabym się o założenie tej kompozycji na jakąś ważną okazję i tak sobie psikam moje ostatnie resztki na dzień w dni kiedy nie chce mi się pachnieć niczym ważnym i charakternym.

Amour jest dobrze wykonany, tego nie mogę zaprzeczyć. Tyle tylko, że nie akceptuję tej pełnej waniliowości, która nie jest niczym przełamana.

Kolejny popularne pachnidło, którego fenomenu nie rozumiem.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : biała herbata, ryż

nuty serca: kwiat wiśni, frangipani, heliotrop

nuty bazy : piżmo, wanilia, nuty drzewne, kadzidło


Ocena: 3 -  / 5

Cena: 100ml / ok. 200zł

Dostępność : perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Amour?


środa, 22 marca 2017

L´oreal- Infallible Matte





Matowa szminka w  nowej formie. Dostępna w 6 kolorach : nudziak, blady róż, malinowy róż, oranż, moja pomidorowa czerwień i fiolet .Warto wspomnieć, że nazwy poszczególnych kolorów nawiązują do popularnych utworów i tak posiadany przeze mnie 006 to Disturbia, czyli tytuł piosenki Rihanny.  Cała paleta jest ładna i zastanawiałam się czy nie zakupić jeszcze innego odcienia, choć najbardziej podoba mi się fiolet 008 I Got The Feeling., ale jak widzę na innych blogach na ustach nie jest on typowo fioletowy, ale różowawy i to mnie lekko zniechęca. Tak czy inaczej Infallible Matte to wart polecenia produkt.


Opakowanie: aplikatorem jest tu gąbeczka nasiączona kolorem, więc nie ma obaw, że coś się złamie czy wyleje. Jednak od początku mam wrażenie, że produktu jest mniej niż w standardowych kosmetykach do ust w formie szminki czy płynnej pomadki.



Zapach i Konsystencja: bezzapachowa, sucha, ale z łatwością maluje się usta, chociaż najlepiej to robić po nasmarowaniu ich balsamem i koniecznie polecam zrobić wcześniej peeling. Szminka od razu nadaje kolor.

Kolor : 006 to klasyczna czerwień. Całkowicie matowa nadaje się zarównio na dzień jak i na większe okazje.





Działanie: wg producenta szminka ma trwać 8 godzin na ustach. Nie jest to prawdą, ale kto miałby to przetestować w końcu trzeba coś jeść i pić, prawda?  Tymczasem pomadka bez problemu wytrzymuje picie nie robiąc śladów na szklance i dwudaniowy posiłek, choć kolor jest wtedy trochę wyblakły i przydałaby się poprawka. Natomiast bez jedzenia i picia możemy cieszyć się tym pięknym kolorem ok. 4 godziny i to bez wysuszenia warg. To dobry wynik, a jeszcze bardziej podoba mi się to, że kosmetyk jest niezwykle lekki i praktycznie się go nie czuje.




Dużą zaletą jest też brak rozmazywania co czyni ją także świetną propozycją na randki i wszędzie tam, gdzie chcemy, aby nasz makijaż był nienaganny. Jakieś wady? Jak już wspomniałam mam wrażenie, że produkt skończy się wcześniej niż normalne pomadki, bo jest go jakby mniej, ale i tak nie ma na co narzekać.

Wypróbujcie jeśli uwielbiacie matowe wykończenie na ustach i chcecie czegoś innego niż klasyczna szminka w sztyfcie.


Ocena: 5 - / 5

Cena: nie ma podanej gramatury/ w Finlandii 9,50€

Dostępność : w szafach L´oreal


Testowałyście juz ten produkt?

poniedziałek, 20 marca 2017

OPI- Give Me Space







Jak długo używam lakierów OPI tak nigdy się nie rozczarowałam. W końcu przyszedł czas, żeby zjechać lakier tej marki. Za co? Za tragiczną trwałość!


Opakowanie: tu bez zmian. Pękata butelka o poj. 15ml z lekko spłaszczonym pędzelkiem.

Konsystencja: ogólnie dobra, choć mogłaby być minimalnie bardziej gęsta, bo lakier lubi rozlewać się po płytce paznokcia i malować trzeba spokojnie, nie w pośpiechu


Kolor: strasznie spodobał mi się ciemny granat z bardzo drobym srebrnym pyłem Give Me Space. Wygląda jak rozgwieżdzone niebo nocą.

Działanie: technicznie lakier nie sprawia kłopotu, bo i maluje się nim w miarę szybko ( 2 warstwy to mus mimo, że nie ma smug czy prześwitów), czas schnięcia również jak najbardziej w porządku , to już trwałość woła o pomstę do nieba! Paznokcie pomalowane w czwartek wieczorem i dobrze wysuszone ( malowałam 3 godziny przed snem) następnego dnia w godzinach wczesnopopołudniowych miały wielgachne odpryski jakbym szorowała nimi po betonie, a przecież nie robiłam nic takiego! Nie mogłam sobie pozwolić na zmycie, więc zgrabnie zamalowałam te ubytki, żeby to jako tako wyglądało i myślałam naiwnie, że mam sprawę z głowy. Taaa napewno!

Po niecałej godzinie odryski magiczną siłą znów się pojawiły i to na dodatek jeszcze na tych paznokciach, gdzie ich wcześniej nie było. Generalnie wszystkie 10 paznokci wyglądało tak jakbym z nudów je gryzła, żeby usunąć lakier. Wyobraźcie to teraz sobie. Wkurzona nie na żarty musiałam sięgnąć po zmywacz i teraz się zastanawiam czy ten lakier sam w sobie jest tak beznadziejny lub to może wina top coata Skinfood? Nie wiem. Obawiam się  kolejnego użycia tego OPIaka, no chyba, że kupię jakiś inny top coat i przekonam się co tu jest tak naprawdę grane. Póki co jestem bardzo rozczarowana, bo nie spodziewałam się, że lakier tej marki może nie wytrzymać nawet jednego całego dnia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 15ml /  kupiony za 5 €

Dostępność: TU


A jak Wam podoba się ten kolor?

piątek, 17 marca 2017

V Canto - Mirabile





Dziś o zapachu,który w zasadzie odkryłam przypadkiem i dzieki koleżance, którą pozdrawiam:) Pewnie niszowa marka V Canto niewiele Wam mówi, ale jeśli uwielbiacie MOCNO waniliowe kompozycje to być może ta Was zaspokoi, choć niestety ja nie moge jej docenić i nawet jeden dzień z Mirabile to dla mnie za dużo.

Wanilia ponad wszystko. Waniliowa góra wyższa niż Mount Everest i K2 razem wzięte i mimo, że skład jest bardzo rozbudowany to tak naprawdę nie ma tu nic ponad właśnie tę wanilię, która nawet nie jest puszysta, gładka i budyniowa, a oscyluje w klimatach waniliowych świeczek, olejku do ciasta i cukru wanilinowego. W zasadzie Mirabile pachnie dokładnie jak ciasto do którego dodano zdecydowanie za dużo waniliowego aromatu i wanilinowego cukru, a całość ozdobiono jeszcze waniliwymi ciastkami, a dodatkowo dla klimatu w pomieszczeniu zapalono waniliową świecę. Ufff za dużo tego!

Wanilia nie daje za wygraną i jest z nami od początku do samego końca i daje nieźle popalić, bo trwałośc tych perfum jest całodniowa i potrafi bardzo zmęczyć szczególnie, że nic się tu nie dzieje. Jest jednostajnie i poprostu nudno. Unisex? Moim zdaniem kompozycja zdecydowanie damska, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby facet chciał pachnieć na kilometr waniliową świecą, ale co kto lubi.

I mogłabym napisać coś więcej, ale w zasadzie nie ma co, bo zapach dla mnie jest nijaki, a mówi to fanka wanilii tyle, że nie w takiej postaci. Przewaniliowano tu i to ostro.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: wanilia, słód, opponax

nuty serca: rum, geranium, agathosma, lawenda, róża, mleko

nuty bazy : absolut z wanilii, paczula, gożdziki, bób tonka, białe piżmo




Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 300zł

Dostępność: perfumerie online i wybrane stacjonarne




Znacie markę V Canto i Mirabile? Lubicie wanilię w perfumach?

środa, 15 marca 2017

Nyx- Stay Matte But Not Flat-podkład w kompakcie






Przy okazji recenzji kompaktowca Accord Parfait TU  wspominałam jak ciężko znaleźć porządny tego typu podkład za kwotę do lub nawet poniżej 50zł.   Dlatego po bardzo długich wahaniach i wielu przeczytanych postach skusiłam się na zakup Stay Matte But Not Flat, który w zasadzie zbiera pozytywne recenzje, a jako, że bardzo lubię kosmetyki do ust  marki Nyx to miałam nadzieję, że dostanę coś do czego będę wracać i przestanę co chwila poszukiwać podkładu w kompakcie. Srogo się jednak zawiodłam i nie ma mowy,żebym powtórzyła zakup tego produktu. W moim przypadku on nie spełnia swojej roli i czekam cierpliwie, aż zobacze dno w puderniczce i wtedy odetchnę z ulgą.


Opakowanie: czarna, dość solidnie wykonana puderniczka, która dodatkowo ma lusterko i osobną przegródkę na gąbeczkę. Poj. to 7,5g

Zapach i Konsystencja: podkład jest bezzapachowy i mimo, że dośc mocno go sprasowano to zdarza się, że pyli w trakcie aplikacji. Jednak nakłada się go dobrze zarówno gąbką jak i pędzlem aczkolwiek ja zdecydowanie wolę ten drugi sposób.




Odcień : miałam problem z wyborem pasującego odcienia, bo moja karnacja jest jasna, ale nie bardzo blada. Ostatecznie zdecydowałam się na  04 Creamy Natural i niby jest ok, ale jednak wydaje mi się trochę za jasny, choć może to wynikać z ogólnych wad tego produktu. Niemniej ten kolor będzie dobry dla wszystkich bladolicych, ponieważ jest zupełnie niewidoczny.




Działanie: producent obiecuje, że podkład jest odporny na wodę, pot i jest jedwabisty na skórze,a w dodatku matuje. No cóż nie do końca tak jest, ponieważ jest on kompletnie niewidoczny na skórze ( co samo w sobie byłoby zaletą) zarówno kiedy nakładam go pędzlem jak i gąbeczką cera wygląda dokładnie tak samo jak przed aplikacją. Koloryt NIE jest wyrównany, a na tym bardzo mi zależy i to dla mnie niezmiernie ważne, krycie jest zerowe, bo podkład nie zakrywa nawet minimalnych zaczerwienień czy malutkich wyprysków. Korektor jest tu niezbędny.

Mimo, że obecnie moja cera jest w bardzo dobry stanie, ale jest trochę przesuszona przez zimno i ogrzewanie to ten podkład nie upiększa jej w żaden sposób i nie przeboleję tego, że nie wyrównuje kolorytu! Fakt, że cera jest po nim matowa, ale jak wspomniałam moja nie przetłuszcza się teraz ani trochę, więc nie jestem pewna,czy dziewczyny walczące z sebum będą zadowolone z tego kosmetyku.  Kolejna wada to trwałość, a w zasadzie jej brak. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, że godzinę po nałożeniu podkład tajemniczo znika, a płatek kosmetyczny jest praktycznie czysty! Czary jakieś czy co? Dlatego też zbywam śmiechem te obietnice o wodoodporności i odporności na pot skoro kosmetyk nie trzyma się skóry nawet w normalnych warunkach.

W ogóle według mnie to nie jest podkład, a zwykły puder do wykończenia makijażu, bo jedyną jego cechą jest jako takie matowanie i nie zatykanie porów. Dlatego jeśli szukacie lekkiego, kryjącego i wyrównującego podkładu na codzień to serdecznie odradzam Stay Matte But Not Flat, bo nie spełnia swojej roli. Żałuję, że go kupiłam i znów za jakiś czas przyjdzie mi gorączkowe poszukiwanie kompaktowaca z prawdziwego zdarzenia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 7,5g / w Finlandii zapłaciłam 14,90€

Dostępność: głównie online


A czy Wy testowałyście ten podkład? Jak się u Was spisuje?

poniedziałek, 13 marca 2017

Schwarzkopf- Bonacure Color Freeze-odżywka w sprayu






Tę odżywkę dostałam od mojej fryzjerki do której chodzę kiedy jestem w Polsce. Bardzo ją chwaliła, a ja choć nie przepadam za kosmetykami tej marki to z ochotą prezent przyjęłam i tak już od ponad roku męczę tę odżywkę i mam nadzieję, że wreszcie się skończy. Ja w ogóle ostatnio kręcę nosem na wszystkie kupne odżywki w sprayu, bo nie mogę znaleźć takiej z idealnym składem, więc moim głównym włosowym psikaczem jest teraz mikstura z lnu, odżywki i oleju makadamia z dodatkiem kropli olejku o zapachu białego piżma. Wracając jednak do odżywki Color Freeze to nie jest ona najlepszym kosmetykiem i nie polecę jej nikomu.


Opakowanie: różowo-przezroczysta butelka o poj. 200ml. Spray działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią dawkę mgiełki.

Zapach i Konsystencja: odżywka jest dwufazowa. Jedna warstwa jest różowawa, a druga przezroczysta, a po wstrząśnięciu otrzymujemy różowy płyn o konsystencji wody, który pachnie alkoholem z dodatkiem jakieś nuty typowej dla perfumowanych kosmetyków jednak jest to tak delikatne, że nie trzyma się włosów. Alkohol jest dość mocno tu wyczuwalny.


Skład: No cóż wysuszający alkohol denaturowany  mamy już na 3 pozycji, więc na dłuższą metę kosmetyk będzie przesuszać włosy, ale po co ładować potencjalnego przesuszacza do odżywki, która ma m.in nawilżać? Są filtry w tym niestety kontrowersyjny Benzophenone-4, którego unikam jak ognia, jest hydrolizowana keratyna, hydrolizowane proteiny z  warzyw, silikony, kwas mlekowy, pantenol.Generalnie skład mocno średni i to główna przyczyna dlaczego ten spray mi nie odpowiada. Czy tak trudno jest wyprodukować spray ochronny do włosów farbownaych z naturalnych albo przynajmniej z większością naturalnych składników? Widzę, że chyba tak.




Działanie: jako, że farbuję włosy na różne odcienie czerwieni to odrost widzę po ok miesiącu- półtora, choć na całej długości czerwień nie blaknie przez dwa pełne miesiące.
Ten spray ma za zadanie domknąć łuski włosa, aby kolor trzymał się dłużej. No niestety tego nie zaobserwowałam .Pomaga tylko w rozczesaniu włosów, czyli jest takim rozplątywaczem jeśli ktoś tak jak ja ma włosy mocno falowane i zdarza się po myciu, że są skołtunione. Kilka psiknięć i można delikatnie rozplątać kosmyki palcami lub jak kto woli czesać, choć ja wzbraniam się przed rozczesywaniem mokrych włosów, ale wiem, że moim to nigdy nie szkodziło. Czytałam, że inne dziewczyny zauważyły, iż po tej odżywce włosy mają miękkie, gładkie i lśniące. Ja mam takie i bez tego produktu, więc ciężko mi to ocenić, ale ten spray napewno mi ich dodatkowo nie nabłyszczył.

Nazwę ten spray różową wodą, a nie odżywką, bo odżywka powinna też nawilżać włosy, odżywić je. Dlatego jeśli szukacie kosmetyku do włosów farbowanych to odradzam Color Freeze, bo ten produkt poprostu nie działa, bo samo ułatwienie rozczesywania to nie wszystko.


Ocena: 1 / 5

Cena: 200ml / ok 20zł

Dostępność: w salonach pracujących na kosmetykach profesjonalnych Schwarzkopf, w sklepach fryzjerkich, online



Testowałyście tę odżywkę?

piątek, 10 marca 2017

Escada Fiesta Carioca




Limitowana edycja stworzona na 25lecie letniaków Escady i nie wyłamuje się ona z tradycyjnego schematu zapachów tej marki, czyli jest przeraźliwie słodko. Osobiście nie jestem miłośniczką tak zasłodzonych kompozycji, a Escadę lubię jedynie za wycofaną Escada Collection, która owszem też jest słodka, ale nie w taki tani, infantylny sposób jak letnie propozycje tej marki.

Opakowanie i flakon prrzywodzą na myśl imprezę na jakieś egzotycznej wyspie, gdzie muzyka rozgrzewa do tańca, a kolorowe drinki leją się hektolitrami. Tymczasem ja nigdy w życiu nie użyłabym czegoś tak ulepnego w gorące dni, bo nie dałabym rady. Marakuja i malina, ale nie prawdziwe, a w wersji landrynkowej są dodatkowo posłodzone jeszcze jakimś syropem lub samym białym cukrem i to one grają tu główną rolę od początku do szybkiego końca, bo i trwałością ten zapach nie grzeszy.


Nie da się więcej o nim powiedzieć, bo i sam zapach się nie zmienia i bardzo razi sztuczną nutą owocowych cukierków. Mam wrażenie, że mogłaby go wydać Katy Perry. Na lato i słoneczne dni, na wakacje poszukuję czegoś bez tony cukru i syropu, więc nie zabrałabym ze sobą tego flakonu nawet gdyby nic innego nie było w perfumeriach.

Fiesta Carioca to propozycja wyłącznie dla zagorzałych fanek letnich edycji zapachów Escady i tym, które lubią pachnieć super słodko aż do bólu zębów. Reszcie radzę uważać.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: marakuja, malina, liście fiołka

nuty serca: kwiat marakuji, kwiat pomarańczy, jaśmin

nuty bazy: piżmo, cedr, benzoina


Ocena: 1 / 5

Cena: nie jestem pewna czy ten zapach jest już dostępny w PL, w Finlandii kosztuje 60€ za 50ml i 45€ za 30ml

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne



Testowałyście już Fiesta Carioca?