środa, 31 lipca 2013

Oceanic- AA- Cera Mieszana- płyn micelarny + peeling 2w1






Tak samo jak ważny jest dla mnie staranny makijaż tak nie wyobrażam sobie pójść spać nie zmywając dokładnie twarzy z wszystkich zanieczyszczeń. Nie uznaję demakijazu bez użycia wody, bo wtedy czuję się nieświeżo i mam wrażenie, że ciągle jeszcze coś jest do zmycia.
Dlatego też mimo, iż stosuję płyny micelarne to wolę je w roli codziennego toniku. Natomiast peeling mam jeden ulubiony  ( dotychczas był nim morelowy St.Ives, ale chyba juz go nie produkuja, teraz zmienilam na podobny produkt z Sorai) i jego się trzymam.

Marka Oceanic proponuje nam produkt 2w1, czyli płyn micelarny do zmywania makijażu ( omijajac okolice oczu) oraz peeling. Brzmi nieźle i z pewnością mogłoby zaoszczędzić trochę czasu. Niestety mimo, że pomysł był dobry to już wykonanie nie za bardzo. Zdeycydowanie wolę płyn i peeling osobno, a opisywany tu kosmetyk jeszcze bardziej mnie w tym utwierdził.

Kosmetyk ten ma za zadanie usunąć makijaż, regulować proces produkcji sebum, oczyszczać pory, zmniejszać skłonność do powstawania zaskórników, zmniękczać, wygładzać, a także koić skórę i usuwać zaczerwienienia. Niestety są to tylko pobożne życzenia producenta.
Przede wszystkim płyn w ogóle nie dae sobie rady ze zmyciem podkładu i pudru, a nie używam tych długotrwałych i kryjących. Po zużyciu 5 płatków kosmetycznych miałam już serdecznie dość tego produktu, choć wizualnie podładu na twarzy już nie było, ale dalsze przecieranie skóry pokazało co innego. Zużywając 6 płatek powiedziałam sobie, że to już ostatni i czym prędzej umyłam twarz olejkiem do demakijażu. Co za ulga! Dopiero teraz cały makijaż został dokładnie zmyty ( potwierdziło to użycie toniku).

Z kremem BB ten płyn też sobie nie radzi, a co najgorsze po aplikacji zostawia twarz klejącą i dosyć mocno błyszczącą- gdzie tu w takim razie ta redukcja sebum?
Żadnego oczyszczenia porów czy redukowania podrażnień nie zaobserwowałam. Po tym płynie moja cera jest jedynie troszeczke gładsza, ale w ogóle nie ma porównania z użyciem tradycyjnego peelingu mechanicznego.Muszę też dodać, że bezposrednio po przetarciu skóry odczuwalne jest leciutki, kilkusekundowe mrowienie, pewnie za sprawą kwasów AHA.

Obecnie używam tego płynu w charakterze toniku i tu radzi sobie przeciętnie, a w każdym razie gorzej od innych. Dlatego raczej nie polecam zakupu. Po co wydawać pieniądze na coś, co słabo działa kiedy można kupić sprawdzony produkt?

Ocena 2/5

Cena: ok. 13zł / 200ml

Dostępność: drogerie


Używałyście tego produktu? Jakie macie o nim zdanie?


wtorek, 30 lipca 2013

L´oreal False Lash Wings- rzęsy niczym skrzydła motyla?





L´Oreal False Lash Wings- tusz z asymetryczną szczoteczką





Najnowszy tusz tej popularnej marki jest szeroko reklamowany, więc pewnie już o nim słyszałyście.
Osobiście lubię maskary L´oreal ( moja ulubiona to podstawowa wersja Lash Architect) dlatego też ucieszyłam się z możliwości wypróbowania False Lash Wings.
Jak sprawuje się ten tusz? Od razu powiem, że nie ma tu żadnego efeku WOW, ale kosmetyk jest dobry.
Zaczynając od opakowania to jak widać jest ono dosyć duże o wyglądzie wręcz futurystycznym aczkolwiek mi osobiście przypadło do gustu. Ciekawostką jest szczoteczka, a w zasadzie grzebyk. Ma plastikowe ´´włoski´´i wbrew moim początkowym obawom maluje się nią bardzo łatwo i szybko. Konsystencja tuszu jest idealna tzn. ani za rzadka ani za gęsta. Osobiście nie znoszę kiedy maskara przez swoją rzadką konsystencję brudzi powieki w trakcie malowania- tu pod tym względem jest idealnie. Z kolei czerń jest bardzo intensywna, żaden tam grafit jak to niestety się czasem zdaża. 


Od tuszu  wymagam przede wszystkim widocznego pogrubienia i wydłużenia. Nie zadowala mnie efekt  lekkiego podreślenia rzęs,ale też nie lubię zbyt przerysowanego looku.
False Lash Wings zdało u mnie egzamin pod tym względem. Rzęsy są rzeczywiście dosyć mocno wydłużone, pogrubione i rozdzielone, ale nie jakoś niesamowicie, bo podobne rezultaty dają mi inne tego typu maskary co nie czyni tego kosmetyku jakimś super wyjątkowym. Oczywiście efektu wydłużenia rzęs w kącikach oka, jak obiecuje producent nie ma, ale to było raczej do przewidzenia , a jeśli rzeczywiście tego wymagamy to radzę raczej iść do jednego z profesjonalnych  salonów i doczepić sobie  sztuczne rzęsy.

Co do trwałości to tu również bez zarzutów: tusz pozostaje na swoim miejscu cały dzień, nie kruszy się i nie rozmazuje, a potem można go bez problemu zmyć praktycznie każdym mleczkiem bądź płynem do demakijażu. 
Jeśli zapytacie mnie czy polecam ten tusz odpowiem : tak. Kupcie i przekonajcie się, że to dobry kosmetyk, aczkolwiek nie jest to żaden cud w swojej kategorii.



Ocena 4/5

Cena: W Polsce False Lash Wings kosztuje ok. 53-55zł / 7ml, natomiast w Finlandii  ok. 18,50€

Dostępność: W Polsce znajdziecie go w popularnych drogeriach m,in w Rossmanie,a  w Finlandii w Antilla, Minimani oraz marketach w szafach z kolorówką


Znacie ten tusz? Używałyście ? Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 29 lipca 2013

Syoss-Repair& Fullness- odżywka bez silikonów



Tak to jest jak się robi zakupy na ´´szybko´´ i nie czyta się etykiet produktów.... Chciałam wypróbować z tej serii szampon bez silikonów i bez zastanowienia włożyłam do koszyka... odżywkę!
Mogę mieć pretensje tylko do siebie, ale mam też do producenta, bo ten kosmetyk jest wyjątkowo beznadziejny.
Nie wiem jak coś takiego mogło powstać we współpracy z fryzjerami ( szczerze powiedziawszy raczej w to nie wierzę), bo przecież znają się oni na rzeczy i nie używaliby u siebie takiego bubla.

Odżywka jest niby przeznaczona do włosów normalnych i zniszczonych. Szczerze wątpie, że pomoże cokolwiek przy tych ostatnich, bo nie nadaje się nawet jako zwykła odżywka dla włosów nieproblematycznych.

Konsystystencja jest gęsta, produkt pachnie niezbyt ładnie, jakby roślinno-kosmetycznie. Nakłada się ją łatwo na włosy, nie spływa i także nie przysparza problemów ze spłukaniem. Niestety w ogóle nie zmiękcza włosów, nie pomaga w ich rozczesaniu. Moje włosy są po tej odżywce szorstkie, napuszone i bez połysku. Prezentują się ogólnie nie za dobrze. Miałam też mały kłopot z rozczesaniem ich po umyciu, co na ogól mi się nie zdaża.
Testowałam ją z wieloma szamponami i z każdym efekt był podobny, choć najgorzej test wypadł w przypadku szamponu  z serii Trzy Zioła, bo włosy za nic w świecie nie chciały się układać i były oporne nawet na prostowanie!
Muszę też koniecznie dodać, że ta odżywka w ogóle naszej czupryny nie nawilży, więc absolutnie odpada dla włosów suchych czy choćby trochę przesuszonych.


Ten produkt to jeden wielki niewypał, który nie powinien w ogóle powstać. Co z tego, że nie obciaża włosów i nie zawiera silikonów skoro do niczego się nie nadaje! Nie mam pojęcia jak ją zmęczę, ale pewnie i tak wyląduje w koszu, gdy moja cierpliwość do niej sięgnie zenitu.

Nie polecam. Trzymajcie się z daleka i nie dajcie się zwieść wielkiej butli i  niskiej cenie!

Ocena 1/5

Cena: butla 500ml kosztuje ok. 15zł

Dostępność: W Polsce Rossmann, a w Finlandii we wszystkich marketach


Znacie ten produkt? Jakie macie o nim zdanie?

niedziela, 28 lipca 2013

Malinowy róż na ustach- to lubię!


Lumene Natural Code Smile Booster nr 13   Raspberry Pink





Szukałam szminki w intensywnym, malinowym odcieniu i w oko wpadła mi właśnie ta.
Kolor jest rzeczywiście mocny, wręcz elektryzujący i nie da się przejść nie zauważoną mają go na ustach. Do tego wystarczy delikatniejsze podreślenie oczu i letni makijaż gotowy!

Szminka jest bardzo łatwa w aplikacji, gładko sunie po ustach, ale mogłaby trochę lepiej je nawilżać. Mam problem z suchością ust i akurat pod tę pomadkę muszę nakładać balsam nawilżający.
Nie ma w sobie żadnych drobinek i daje wykończenie pół matowe. Jest dosyć trwała, nie zostawia nieestetycznych śladów na szklankach. Picie i jedzenie zniosła całkiem nieźle, poległa natomiast zupełnie przy jedzeniu lodów :)
Jej zapach jest bardzo słaby taki kosmetyczno-owocowy. Smaku na szczęście nie posiada.

Jeśli szukacie odważnego kolorku na wakacje  ( choć nie tylko)  to zachęcam do zapoznania się z Smile Booster, bo do wyboru jest 10 innych, fajnych odcieni.

Ocena 4/5

Cena: ok. 7-8€

Dostępność: nie jestem pewna, gdzie w Polsce można kupić ten produkt, pewnie drogeriach internetowych, natomiast w Finlandii są łatwo dostępne w marketach, drogeriach i perfumeriach. Ja zakupiłam w sklepie Antilla.

Jak Wam się podoba ten kolor?



sobota, 27 lipca 2013

Fruity-floral z lekkim pazurkiem, czyli...


Britney Spears Believe EDP




Britney wylansowała już całkiem sporo własnych zapachów i myślę, że biorąc pod uwagę, że to zapachy celebryckie są one jednymi z ciekawszych.

Believe to drugi zapach tej wokalistki, który posiadam ( pierwszym jest Fantasy, którego recenzja wkrótce się pojawi) i dużo mniej słodki. Co wyczuwam od razu to dużo  truskawek ( których nie ma jakoś w składzie), ale na szczęście ta nuta nie jest syntetyczna, bo w przeważającej ilości perfum, których składnikiem są te pyszne owoce wyraźnie czuć coś sztucznego, niezbyt naturalnego. Tu tego nie ma. Mój nos wychwytuje też jakiś inny owoc, bardziej tropikalny i słodkawy, być może to ta guajawa, ale nie mam pojęcia jak smakuje i jaki aromat ona posiada, więc to tylko moje domysły.
Znalazło się także miejsce dla mojej ukochanej paczuli, aczkolwiek w Believe jest ona ułagodzona i fajnie miesza się z wyżej wspomnianymi owocami sprawiając, że cała kompozycja mimo, że typowo owocowa ma lekki pazurek. Kwiatów nie wyczuwam w ogóle. Zapach jest soczyście owocowy, musujący i poprostu ładny. Nie jest za słodki, nie sprawia, że po dłuższym noszeniu mamy go dość, ale też nie powiedziałabym, że kompletnie ´´rzucił mnie na kolana´´.

Believe kojarzy mi się z sympatyczną, roześmianą dziewczyną, której nie da się nie lubić, ale która potrafi krzyknąć i tupnąć nogą jeśli trzeba. Taki obrazek widzę, kiedy noszę ten zapach na sobie.
Trwałość jest dobra, utrzymuje się na mnie ok. 6 godz,a później jest delikatnie wyczuwalny przy samej skórze. Jedynie nie podoba mi sie flakonik. W wersji 100ml jest strasznie nieporęczny i trzeba uważać, żeby  przypadkowo go  nie rozbić
Polecam ten zapach szczególnie w okresie wiosenno-letnim.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: guajawa, tangerynka

nuty serca: wiciokrzew, kwiat lipy

nuty bazy: pralinki, ambra, paczula

Cena: posiadany przeze mnie flakon 100ml kosztuje ok. 25€

Dostepność: perfumerie internetowe


Znacie ten zapach? Podoba się Wam?

piątek, 26 lipca 2013

Oceanic-AA-Cera Mieszana-starter matujący pod makijaż



Jeśli tak jak ja borykacie się z cerą przetłuszczającą to dobrze wiecie jak trudno jest dobrać właściwe kosmetyki do jej pielęgnacji, które nie przesuszają, a także odpowiedni podkład, który nie robi tynku na twarzy, a wygląda naturalnie i matuje. Ja taki już znalazłam ( nawet kilka) i obecnie już wiem co służy najlepiej mojej skórze. Nie są to niestety żadne bazy, które na ogól są przeładowane silikonami i to one niemiłosiernie zapychają mi pory. Dlatego też byłam sceptycznie nastawiona do opisywanego tutaj Startera Matującego zanim go wypróbowałam. Teraz mogę już śmiało napisać, że nie jest to produkt niezbędny w mojej kosmetyczce i szczerze powiedziawszy nie za bardzo lubię go używać.

W tubce mieści się 50ml, niezbyt gęstego, bezzapachowego produktu, który w ogóle nie jest tłusty, szybko się wchłania i nie zostawia żadnej warstwy na skórze. Można zatem od razu nakładać podkład, ale wbrew słowom producenta, że ten Starter pomaga w rozprowadzeniu podkładu i sprawia, że utrzymuje się on dłużej powiem tyle, że to nieprawda. U mnie podkład nakładało się tak samo łatwo ( flat topem) i utrzymywał się on tak samo długo jak zawsze, czyli cały dzień.



Używałam tego Startera z moim ulubieńcami  Bourjois 123 Perfect, Astor Skin Match oraz kilkoma kremami BB i oto moje wnioski: w parze z podkładami mat utrzymywał się ok. 2 godz. dłużej niż zwykle, ale tylko jeśli nie było upału, inaczej czoło świeciło się dosyć widocznie, a zwykle te podkłady sprawują się u mnie rewelacyjnie niezależnie od warunków atmosferycznych. Nie wiem co o tym sądzić. Natomiast na każdym kremie BB ( tj. Alterra, uniwersalny Garnier, uniwersalny Maybelline, Lovely, AA) zawiódl kompletnie. Już po ok. 30min od nałożenia i wykończenia sypkim pudrem czoło świeciło się jak szalone. Fakt, że np. wspomiany Garnier, AA i Maybelline to u mnie robiły i bez tego Startera, ale przecież miał on temu przeciwdziałać!  Jednym słowem porażka.

Oprócz tego Starter ma skóre wygładzać nawilżać i redukować podrażnienia i zaczerwienienia. Zgodze się tylko z tym, że skóry nie przesusza, ale mam wrażenie, że przyczynił się do powstawania zaskórników na czole, bo kiedy używałam go częściej, celem dokłądnych testów miałam ich jakby więcej. Uważajcie więc jeśli macie skłonność do zapychania porów.
No i jeszcze jedno: na opakowaniu wyraźnie piszę, że produkt nie zawiera parabenów i barwników. Fajnie. Szkoda tylko, że ma wstrętna parafinę, jakby to był taki składnik, który absolutnie musi się tu znaleźć i bez niego by ten specyfik nie powstał. Czasem nie rozumiem poczynań niektórych marek, że niby produkt dla skóry tłustej, mieszanej, redukuje błysk, a naszpikowany jest  parafiną lub innymi świństwami.

Nie wiem jak go ocenić,bo na każdym pewnie będzie działał inaczej. Ja jestem średnio zadowolona i nie wiem, czy nie wyrzucę opakowania zanim się skończy.

Ocena 3- / 5

Cena: ok. 17zł

Dostępność: drogerie


Znacie ten produkt? Używałyście? Macie zamiar spróbować?

czwartek, 25 lipca 2013

Bell Air Flow nr 709







Bardzo ładna ´´pomidorowa´´ czerwień z połyskiem. Lubię ją nosić od czasu do czasu jako odskocznię po ciemnych kolorach, a ten czerwony naprawdę zwraca uwagę.

Sam lakier technicznie jest niezły, bo i pędzelek pozwala na szybką i bezproblemową aplikację, gdzie jedna warstwa już dobrze kryje ( ja jednak zawsze nakładam dwie) i czas schnięcie jest optymalny.

To ponoć lakier z przepuszczającą powietrze formułą, supertrwały. No niestety z tą trwałością jest nie za dobrze. Za supertrwały lakier uważałabym taki, który trzyma się tydzień lub ponad tydzień, a Air Flow po 2-3 dniach ( na dobrej bazie i top coacie)  już ściera się z końcówek, a gdzieniegdzie też odpryskuje. Nie wykonuję żadnych prac domowych bez rękawic, więc to nie wina detergentów, ale właśnie tej nieszczęsnej ´´super trwałości´´. Niemniej kolor bardzo mi przypadł do gustu.

Ocena 4/5

Cena: 10zł / 10ml

Dostępność: drogerie m.in Hebe, ale widziałam też w Biedronce


Jak Wam się podoba ten kolor?  Używałyście innych odcieni tego lakieru?


środa, 24 lipca 2013

Matrix Biolage Full-Lift- szampon nadający objętość+ odżywka




Ten zestaw dostałam na urodziny od męża ( w opakowaniu był także lakier do włosów, ale nie używam go za czesto, bo lakierów nie lubię) i bardzo sie ucieszyłam, bowiem cenię sobie profesjonalne kosmetyki do włosów, a Matrixa nigdy jeszcze nie używałam. Wersja dodająca objętości również mi pasuje, bo moje włosy choć zdrowe i dosyć gęste to są wrażliwe i łatwo mogą się obciążyć nieodpowiednimi kosmetykami, a czasem pod koniec dnia zaczynają już być przyklapnięte. A oto co myślę o tym duecie:

Szampon: mieści się w dosyć poręcznej 250ml butelce i jest całkowicie bezbarwny, o trochę lejącej konsysystencji. Jego zapach określiłabym jako kosmetyczno-roślinny, nie drażni ani nie jest za intensywny. Produkt pieni się bardzo dobrze i w mojej ocenie oczyszcza włosy na 5. Muszę tutaj wspomieć, że zadaniem szamponu jest właśnie oczyszczenie włosów z sebum, kurzu i innych zanieczyszczeń, resztę ma robić odżywka i maska, o czym niestety niektórzy zapominają i czasem wymagają od takiego kosmetyku aż za dużo. Nie łudźmy się, nie ma takiego szamponu, który zregeneruje nam zniszczone włosy sam  lub sprawi, że będziemy miec super lśniacy kolor na dłużej. Nie ma cudów!
Wracając jednak do opisywanego szamponu, to czyści on włosy tak dobrze, że są one po nim troszkę splątane, ale odżywka zaraz to nieweluje.
Nie zauważyłam jednak, aby szampon dodawał jakoś znacząco objętości moim włosom.  Tyle tylko, że bardziej sypkie i jest ich jakby optycznie więcej, ale nie ma tu efektu ´´push up´´.  Niemniej ten szampon jak dla mnie jest dobry, bo robi to co dokładnie powinien, a włosom też chyba się spodobał :)

Ocena 4/5

Odżywka: w tubie 250ml,  biała, dosyć gęsta o takim samym roślinno-kosmetycznym zapachu jak sam szampon. Wystarczy jej niedużo na moje włosy do połowy szyi. Nie spływa w trakcie nakładania, a później łatwo się spłukuje i co ważne nie obciąża włosów w ogóle.
Są one po niej miękkie i przyjemne w dotyku i trochę lepiej się rozczesują. Nie zauważyłam jedynie, aby w jakikolwiek sposób nadawała włosom objętości, a przetestowałam ja pod tym kątem także z innymi szamponami. Jest to raczej zwykła odżywka, która tylko zmiękcza włosy, rozplątuje je i tym samym nie musimy ´´walczyć´´ z grzebieniem. Nie wygładza też niesfornych kosmyków jak obiecuje producent.Szczerze powiedziawszy to jak dla mnie jest to dośc nijaki produkt i używałam już lepszych. Fakt, że najgorsza napewno nie jest, ale jak na produkt profesjonalny to mogłaby lepiej nawilżać i pomóc ´´odbić´´ włosy u nasady.
Ot taka sobie odżywka...

Ocena 3/5





Jako, że lubię zmieniać szampony i odżywki to pewnie sprawdzę inne produkty tej marki. Do szamponu Full Lift być może kiedyś bym wróciła z tym, że dobrałabym inną odżywkę.

Cena: szampon osobno ok. 10€, odżywka osobno 10€, cały zestaw razem z lakierem kosztował 20€

Dostępność: salony fryzjerskie pracujące na produktach Matrix oraz sklepy internetowe


A co Wy myślicie o tych produktach? Czy stosowałyście już coś z Matrixa?

wtorek, 23 lipca 2013

Herbina Volume-suchy szampon nadający objętości



Szukając w Finlandii suchego szamponu, dzięki którym mogłabym odświeżyć włosy między myciem nie miałam wielkiego wyboru, bo na półce w sklepie była tylko Herbina lub Sunsilk. Sunsilków nie lubię, a używam antyperspirantu z Herbiny, więc pomyślałam, że wypróbuje też ich suchy szampon i zobaczę jak się sprawuje.

Dotychczas nie używałam suchych szamponów, bo w sumie nie były mi potrzebne. Myje włosy co drugi dzień, ale czasem zdaży się, że już po 1,5 dnia są one jakieś takie nieświeże i oklapnięte, a ja akurat muszę wyjść:D  W planach urlopowych miałam zakup suchego szamponu z Isany, ale walizki miałam tak wypchane, że z trudem się pomieściłam i nie dałam rady już nic więcej zapakować ( w sumie to u mnie normalne hehe).
Tak czy inaczej mam raczej mieszane uczucia względem tego szamponu i nie wiem, czy kupię go ponownie, choć krzywdy włosom nie robi.

Opakowanie to 200ml puszka, a sam szampon w chwili spyskiwania ma lekko jabłuszkowy zapach, ale drażni mnie on, bo jest wyczuwalny na włosach i miesza się z niektórymi delikatniejszymi perfumami.Wolałabym, żeby go w ogóle nie było.

Szampon rozpylamy z odległości ok 20cm. Nie przysparza to trudności, bo strumien jest równy i zwarty. Po aplikacji oczywiście należy ów kosmetyk wyczesać, ale to również jest dziecinnie proste,bo specyfik nie bieli wlosów i nie zostawia na nich żadnej widocznej powłoki, ale niestety w składzie już na drugim miejscu jest alkohol denaturowany ( nie zauważyłam go jakoś czytając listę składników w sklepie, jakim cudem?!) i używanie tego produktu dzień w dzień mogło by się negatywnie odbić na ich kondycji. Nie wiem po jakie licho producent dodał ten alkohol tutaj, ale moim zdaniem jest on zbyteczny.

Jednak z tym odświeżeniem włosów to nie jest zupełnie tak jak obiecuje producent. Moje włosy owszem zyskały troszeczke objętości, ale przy nasadzie były matowe w dotyku i trochę suche, efekt był podobny do użycia lakieru do włosów z tym,że ten szampon nie zlepia pojedynczych kosmyków.
Czy włosy wyglądały na odświeżone? I tak i nie. Dalej czułam się niezbyt komfortowo jak zawsze kiedy włosy już zaczynają mi się przetłuszczać, ale jednocześnie ich wygląd nie był zły i mogłam wyjść normalnie na spacer, choć o większym wyjściu raczej nie ma mowy.
Oczywiście ten szampon w żadnym stopniu nie zastąpi normalnego umycia włosów tradycyjnym sposobem i należy to mieć na uwadze.

Czy ponowie zakup? Raczej nie. Nie ujał mnie ten produkt niczym co by zaważyło na jego powtórnej obecności w mojej łazience, a kolejnym razem jeli już  zdecyduję się na taki szampon, to innej marki, ot tak dla porównania, choć w dalszym ciągu nie wiem, czy jest  mi taki kosmetyk  bardzo potrzebny.

Ocena 3/5

Cena: ok. 4,50€

Dostępność: większość marketów w Finlandii, ja akurat zakupiłam w K-market


A czy Wy używacie suchych szamponów?  Który jest Waszym ulubionym?

poniedziałek, 22 lipca 2013

Revitacell-Stem Cells Eye Zone Regenerating Concentrate-bioaktywny koncentrat regenerujcy do delikatnej skóry okolic oczu na bazie opatentowanych komórek macierzystych MIC-1


Kremy pod oczy wybieram bardzo starannie. Mimo, że nie mam jeszcze zmarszczek to działam prewencyjnie i taką też funkcję musi spełniać dla mnie dobry krem pod oczy.
Nie może mieć konsystencji żelu, bo wprost nie znoszę kiedy klei się ona na skórze, a ponadto takie kosmetyki w ogóle nie radzą sobie u mnie z nawilżeniem i odżywieniem.

Revitacell to polska marka o której jak dotąd nie słyszałam.Oto co producent mówi o swoim produkcie:
´´Revitacell Stem Cells Eye Zone Regenerating Concentrate - bioaktywny koncentrat regenerujący do delikatnej skóry okolic oczu na bazie opatentowanych komórek macierzystych MIC-1. Został opracowany przez polskich naukowców w nowoczesnych laboratoriach biotechnologicznych. Zawiera innowacyjny składnik NHAC Biocervin MIC-1, który poprawia jędrność i redukuje zmarszczki poprzez aktywację fibroblastów do produkcji kolagenu i innych białek tworzących naturalne rusztowanie skóry, opóźnia proces starzenia się komórek naskórka (keratynocytów) i skóry właściwej (fibroblastów).´´

Brzmi to poważnie i w porównaniu z ceną jaką przyjdzie nam zapłacić za ten kosmetyk daje nadzieję, że ów produkt musi działać, a jak to się ma w praktyce?
Powiem szczerze, że jestem z tego kremu zadowolona i gdyby nie wygórowana cena i słaba dostępność to kupowałabym go regularnie.
Krem ma dosyć gęstą konsystencje i jest bezzapachowy.Podoba mi się sposób w jaki nawilża i odżywia delikatną skóre pod i wokól oczu, bo już po pierwszej aplikacji jest ona gładka, przyjemna w dotyku,rozświetlona, delikatnie linie mimiczne są zmniejszone. Jako, że nie mam problemów z opuchnięciami to nie powiem Wam czy ten krem je usuwa, ale tak na marginesie zdradzę, że najbardziej sprawdza się tutaj domowy sposób z przyłożeniem pod oczy zimnych łyżeczek:)

Kosmetyk nie jest tłusty, ale potrzebuje chwilki na wchłonięcie i po tym czasie możemy już nakładać np. korektor pod oczy i nic nam się nie rozmaże.W składzie znajdziemy olej makadamie, oliwę z oliwek, masło shea, ekstrakt ze złotych alg i witaminę E oraz kofeinę, dzięki której zaraz po aplikacji wyczuwalne jest bardzo delikatne chłodzenie, ale bez obaw, krem nie podrażnia ani nie powoduje łzawienia, więc mogą go używać nawet wrażliwcy.

Na koniec jeden minus: opakowanie. Za dość wysoką cenę otrzymujemy jedynie 15ml kremu, co jest raczej standardem w tego typu produktach, więc niby nie powinnam narzekać, ale muszę dodać, że malutka buteleczka z pompką opakowana jest w wielkie pudło, które dopiero po otwarciu pokazuje jakia mała w rzeczywistości jest butelka z produktem. Nie wiem po co to, ale wprowadza w błąd potencjalną użytkowniczkę. Dla mnie to bez sensu i za to właśnie odejmuje jeden punkt w ocenie końcowej.

Podsumowując:  krem robi co należy, a moja skóra pod oczami rzeczywiście wygląda jakby lepiej i jest też lekko rozjaśniona. Ktoś powie, że z łatwością można kupić inny, tańszy krem, który zrobi to samo. Być może, ale czasem warto pozwolić sobie na coś z wyższej pólki cenowej, tym bardziej jeśli wciąż szukamy swojego ulubieńca pod oczy i szukamy czegoś więcej niż zwykłego produktu nawilżającego.

Skład: Aqua, NHAC Biocervin, MIC-1, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Caprylic/Capric Trigliceride, Squalane, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Hydrogenated Olive Oil, Olea Europaea ( Olive) Fruit Oil, Olea Europaea ( Olive) Oil Unsaponifiables, Cetearyl Alcohol, Laminaria Ochroleauca Extract, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Caffeine, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, Tetrasodium Glutamate Diacetate

Ocena: 4/5

Cena: 100zł

Dostępność: internet oraz niektóre apteki

Słyszałyście o tym kremie,a może używałyście innych kosmetyków tej marki?

niedziela, 21 lipca 2013

Mój zapach na dziś


 Yves Rocher Comme une Evidence 10 ans 








Róża,jaśmin i moja ulubiona paczula. Te trzy składniki tworzą ten interesujący, romantyczny zapach.
Żaden z nich nie ´´wychyla się przed szereg´´, ale wszystkie razem tworzą spójną całość.
Zapach ten należy do kategorii szyprowo-kwiatowej i najbardziej lubię go nosić wiosną.
Nie jest ciężki, dlatego myślę, że spodoba się miłośniczkom aromatów kobiecych, delikatnych, ale pozostawiających za soba zapachowy ślad.
Stworzono go na dziesięciolecie pierwotnej wersji Comme une Evidence, ale pierwowzór różni się nutami zapachowymi.
Trwałość jest średnia- na mojej skórze ok. 4 godziny.

Zachęcam do przetestowania!

Nuty zapachowe: róża, jaśmin, paczula

Cena: ja swój flakonik 50ml kupiłam w promocji za 17,90€, ale cena regularna wynosi ok. 44€

Dostępność: nie widziałam go w polskim Yves Rocher, ale jest dostepny w Finlandii i innych krajach na stronie internetowej marki


sobota, 20 lipca 2013

Maybelline Dream Pure BB 8in1


Ten krem BB to chyba jeden z najlepszych dla mnie europejskich odpowiedników takich kremów.
Testowałam ich już dużo i za każdym razem coś było nie tak:  a to odcień za ciemny, a to po chwili od nałożenia świeciłam się jak księżyc w pełni. Z Dream Pure jestem na tyle zadowolona, że mam zamiar kupować go regularnie o ile oczywiście nie znajdę czegoś jeszcze lepszego.

Posiadany przeze mnie odcień Light jest rzeczywiście jasny i idealnie stapia się z moją cerą. Myślę jednak, że jest stworzony do naprawdę jasnych karnacji i jeśli macie już ciut ciemniejsze to radzę wybrać kolor Medium, który dla mnie z kolei jest za ciemny i  za bardzo się odznacza.

Konsystencja jest średnio gęsta i nie sprawia kłopotów przy aplikacji zarówno palcami jak i płaskim pędzlem do podkładu. Krem w ogóle nie jest tłusty, od razu po nałożeniu matowi moją skórę, ale i tak wykańczam go jeszcze sypkim pudrem.
Całkowity mat mam zapewniony na ok. 4-5godziny , póżniej czoło jak zawsze błyszczy się najbardziej, ale i tak to nic w porównaniu z tym co wyczyniała u mnie podstawowa wersja tego kremu BB do każdej skóry- oślepiający błysk i okropnie rozszerzone pory już w minutę po nałożeniu!

Krem zawiera 2% kwas salicylowy, ale nie zauważyłam, aby miał on jakiekolwiek działanie na mojej skórze. Wypryski przytrafiają mi się rzadko, a jeśli już to ten krem ich nie zwalcza, ani nie sprawia, że goją się krócej.
Krycie jest bardzo słabe i to należy mieć na uwadze.Napewno za pomocą tego kosmetyku nie ukryjemy niedoskonałości , nadaje się więc dla cery bez dużych problemów. Duży plus za miejski filtr SPF 15!


Jak dotąd tek krem BB przypadł mi do gustu, ale próbuję, inne przeznaczone do mojego typu cery, więc kto wie może zmienię zdanie?

Ocena 4/5

Dostępność: drogerie oferujące kosmetyki Maybelline

Cena:  ja kupiłam za 9,50€


Co myślicie o tym kremie BB? Testowałyście go już?



wtorek, 2 lipca 2013

Cacharel Liberte EDT i przerwa wakacyjna





Zapach do którego mam sentyment i jest jednym z moich ulubieńców. Niestety trudno go już dostać, bo jest wycofany, ale ponoć pojawia się jeszcze w Drogeriach Natura.

Liberte został wylansowany w 2007r i należy do kategorii szyprowo-kwiatowej.

Uwielbiam w nim tę początkową nutę pomarańczy i mandarynek, słodkawą, ale też trochę orzeźwiającą, choć zapach nie jest żadnym ´´świeżakiem´´. Później czuć wyraźnie słodkie nuty cytrusowo-marmoladowe do których dołącza paczula ( jeden z moich ulubionych składników), ale nie ta piwniczna i niemiła dla nosa, ale przyjemna, jakby lekko ziemista. Pomarańcza i paczula zdecydowanie tu dominują. Zapach jest intensywny, ciepły, przytulny, choć  jednocześnie zmysłowy. Uwielbiam go nosić szczególnie jesienią i zimną, choć w inne pory roku również pięknie się układa na skórze.
Na mnie bardzo trwały. Wyczuwam go nawet po kąpieli, ale to oczywiście sprawa indywidualna. 

Flakonik kolorystycznie idealnie nawiązuje do nuty przewodniej tego zapachu.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, cytryna Amalfi, gorzka pomarańcza, pomarańcza, mandarynka, frezja

nuty serca: cukier, białe kwiaty, kwiat plumerii, gardenia,heliotrop, marmolada, biały miód

nuty bazy: przyprawy, paczula, wanilia, wetiweria


Flakon 30ml kosztuje ok. 65zł


Znacie Liberte? Podzielacie mój zachwyt, czy raczej nie przypadł Wam do gustu?


Jako, że dziś przylatuję do Polski na wakacje to kolejny post pojawi sie po 18 lipca. Spodziewajcie się wielu nowych recenzji kosmetycznych oraz nowych zapachów, które będę chciała Wam przedstawić. Buźka;*!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Mleczka i płyny do demakijażu



Dziś chciałam Wam przedstawić kilka preparatów do demakijażu, które posiadam.
Osobiście preferuję płyny, bo nie lubię tego tłustego filmu, które przeważnie zostawiają na skórze mleczka, ale generalnie nie jestem wybredna, bo tych kosmetyków używam jedynie do zmywania makijażu oczu i ust. Podkład wymywam olejkiem z Biochemii, a moje wymagania co do takich kosmetyków są proste: nie mogą powodować łzawienia i szczypać w oczy ( niestety nie wszystkim się to udaje, mimo, iż nie mam oczy wrażliwych), muszą całkowicie zmywać niewodoodporny tusz nie rozmazując go. Takie zalety powinny miec wszystkie kosmetyki do demakijażu, ale jak wiemy w praktyce wygląda to różnie.

A oto moje kosmetyki z tej kategorii:


1.  Gosh Professional -2in 1 Cleanser-emulsja 2w1 do demakijażu

Potrzebowałam na szybko jakiegoś preparatu do zmywania makijażu za pomocą wody kiedy skończył mi się ukochany olejek Shiseido ( którego już nie mogę zdobyć!) i pani w perfumerii doradziła mi to coś. Wzięłam niestety bez czytania etykiety i składu i to był błąd.
Ta emulsja wcale nie zmywa się wodą, a poprostu płatkiem kosmetycznym i ma w składzie alkohol.
Na początku próbowałam jakoś zmyć nią podkład, ale zupełnie sobie z tym nie radziła i po 5 (!!) płatku dałam sobie spokój. Lekki podkład pozostał prawie nienaruszony i wolę nie myśleć co by było gdyby ktoś chciał tym mleczkiem zmyć DW Estee Lauder.
Później pomyślałam, że spróbuję zmyć makijaż oczu. No i tu też niestety emulsja poległa. Przede wszystkim okropnie szczypie mnie w oczy, tak bardzo, że momentalnie łzawią i robią się czerwone. Tusz rozmazuje, ale jako tako zmywa, ze szminką radzi sobie lepiej, choć tak do całkowitego zmycia makijażu oczu potrzebuje 2 płatków.
Męczę się z tym opakowaniem i najchętniej wyrzuciłabym już je do śmieci, bo ten kosmetyk kompletnie nie spełnia moich oczekiwań.

Ocena 1/5

Pojemność: 200ml

Cena: ok. 40zł

Dostępność: drogerie internetowe, drogerie stacjonarne sprzedające kosmetyki Gosh


2. Pat&;Rub -Mleczko oczyszczające

To moje ulubione mleczko do demakijażu. Uwielbiam je! Przede wszystkim skład jest świetny, bo całkowicie naturalny, znajdziemy tu wodę orkiszową, olej arganowy, prawoślaz, rumianek solny,naturalną witaminę E. Mleczko ładnie pachnie i jest bardzo delikatne dla oczu. Nie podrażnia ich nic a nic! Makijaż oczu zmywa skutecznie i szybko nie zostawiając tłustej warstwy, a skóra wokól oczu jest przyjemnie gładka i nawilżona.
W kategorii mleczek do demakijażu to mercedes.

Ocena 5/5

Pojemność: 200ml

Cena ok. 60zł

Dostępność: drogerie internetowe

1.Dr Irena Eris- Lirene delikatny płyn do demakijażu oczu

Bardzo dobry, dwufazowy płyn, który zmywa makijaz szybko i skutecznie. Nie rozmazuje go,nie podrażnia oczu. Raz- dwa pozbędziemy się też kosmetyków wodoodpornych ( próbowałam ze szminką). Zostawia co prawda tłustawy film na powiekach, ale to normalne w przypadku dwufazówek i mnie to akurat nie przeszkadza.

Ocena 5/5

Pojemność:125ml

Cena: ok 12zł

Dostepność: drogerie

2. Dr Irena Eris -Pharmaceris  Puri-Optic delikatny płyn do demakijażu oczu

Bezzapachowy płyn, który całkiem dobrze usuwa makijaż oczu i ust, ale zdaża mu sie czasem rozmazać tusz ( nie zawsze jednak tak sie dzieje). Nie podrażnia oczu i nie zostawia tłustego filmu. Płyn zawiera wyciąg z czarnej perły, olej z rózy oraz D-panthenol.
Dobry kosmetyk nie tylko dla wrażliwców.

Ocena 4/5

Pojemność:125ml

Cena: ok 19zł

Dostepność: apteka

1. Galenic- Pur 2in 1- preparat do demakijażu twarzy i oczu

Jest to biała, średnio gesta emulsja o zapachu przypominającym wode po goleniu dla mężczyzn. Nie pasuje zupełnie do takiego rodzaju kosmetyku, ale w zasadzie nie ma to dla mnie znaczenia, bo to nie perfumy.
Emulsje należy nałożyć na twarz za pomoca wacika i tak zmyć cały makijaz. W przypadku oczu i ust ta metoda sie sprawdza, bo istotnie nie ma po kolorówce  potem śladu, oczy nie pieka, ale podkładu nie udalo mi sie całkowicie zmyć. Mimo zużycia ok 4 wacików twarz cały czas była brudna i został na niej nieprzyjemny film. Musiałam umyć ją w tradycyjny sposob.
Do oczu i ust ten kosmetyk sie jak najbardziej nadaje, ale już do demakijażu twarzy bez użycia wody nie.

Ocena 4/5

Pojemność: 200ml

Cena ok. 50zł

Dostepność: apteka


2. Oceanic- AA Intensive Theraphy- płyn micelarny

Początkowo miałam zamiar używać go jako tonik, do odświeżenia twarzy po porannym myciu, ale nie sprawdził sie w tej roli, bo zauważyłam, ze pienił sie na skórze  i zaczełam stosować  ten płyn do zmywania makijażu. Wywiązuje sie z tej roli dobrze. Cały makijaż oczu i ust jest szybko usunięty, bez rozmazywania i piekących oczu, a o to przecież chodzi.

Ocena 4/5

Pojemność: 250ml

Cena: ok. 20zł

Dostepność: drogerie

1. Oceanic- AA Naturalna Stymulacja odżywcze mleczko de demakijażu

Dostałam to mleczko bedąc w ciąży razem z kremem na noc z tej serii, kiedy to moja cera zmieniła sie z tłustej na normalna w stronę suchej. Krem juz zużyłam, a mleczka jak widać zostało mi pół opakowania.
Jest poprostu dobre. Robi co ma robić tj. zmywa cały makijaz oka i ust, nie podrażnia, nie powoduje tzw.´´widzenia przez mgłę´´.Mleczko zawiera Omega 3+6, witaminę E, ekstrakt z kakao i białej herbaty.
Niby jest przeznaczone dla pań +40, ale radzę sie tym nie sugerować. To mleczko, a nie krem przeciwzmarszczkowy i nie ma w składzie nic takiego czego nie mogłaby uzywać dużo młodsza osoba.
Nie mam temu kosmetykowi nic do zarzucenia.

Ocena 5/5

Pojemność: 250ml

Cena: ok 13zł

Dostepność: drogerie

2. Dermedic - Tolerians Clear- żelowy płyn micelarny  do skóry suchej, odwodnionej, delikatnej

Jest to bezbarwny, dosc rzadki żel, delikatnie pachnący, który już podczas pierwszego użycia bardzo podraznił mi oczy. Mocno łzawily i piekły i szybko musiałam przemyć je zimna woda.
Miałam sobie dać spokój z tym płynem, ale moja natura testerki zwycieżyła i postanowiłam sprobować raz jeszcze. Tym razem obyło sie bez przykrych niespodzianek i płyn usunał całkowicie makijaż oczu i ust nie zostawiajac żadnej warstwy i to  przy użyciu jednego wacika.
Próbowałam także zmyć za pomoca tego kosmetyku podkład, ale szło to bardzo opornie. Podkład został częściowo usunięty po 3 zużytym  waciku, ale skóra twarzy była jakaś dziwna w dotyku, niby nie klejąca, ale w ogóle nie odświeżona.
Średnio mi sie ten kosmetyk podoba i nie wrócę do niego po skończonej butelce.

Ocena 3/5

Pojemość: 200ml

Cena: ok 20zł

Dostepność: apteka





1. Yves Rocher- Pur Bleuet- dwufazowy płyn do demakijażu oczu

Dla mnie to jedna z najlepszych dwufazówek. Jest bardzo delikatna, bezzapachowa. Zmycie nawet cieższego makijażu oczy nie sprawia jej żadnych trudności. Fakt, że nie używam wodoodpornych tuszy, wiec nie wiem tak naprawdę jak ten płyn sobie z nimi radzi, ale z tymi ´´zwykłymi´´ wręcz idealnie.
Płyn zawiera wyciąg z bławatka bio.
Kupię ponownie napewno, bo to mój ´´must have´´.

Ocena 5/5

Pojemność 125ml

Cena: 4,90€ ( Yves Rocher Finland)

Dostępność: salon YR, sklep internetowy marki

2. Ziaja -Różany-różany płyn micelarny

To niestety najsłabszy płyn micelarny jakiego dotąd  używalam, a szkoda, bo Ziaje lubię.
Płyn przede wszystkim za każdym razem podrażnia mi oczy tak bardzo, ze łzawią i mocno pieką, a demakijaż nie należy do przyjemności. Co więcej płyn rozmazuje makijaż oczu i zmywa go niedokładnie. W konsekwencji, żeby zmyc tusz, cienie, eyeliner i kredkę zużylam 2 waciki, a oczy miałam czerwone jak królik.
Do twarzy również tego płynu nie polecam. Nie odświeża, a pozostawia klejąca warstwę na skórze.
Ponoć był testowany przez okulistów, ale radzę uważać, nawet jeśli tak jak ja nie macie oczu wrażliwych.

Ocena 2/5

Pojemność: 200ml

Cena: ok 10zł

Dostepność: Rossmann

Biochemia Urody -olejek myjący-drzewko herbaciane

Mój kosmetyk bez którego nie mogę sie obyć! Olejek pachnący, no może nie dla każdego ładnie, choć to kwestia gustu, ja akurat lubię ten specyficzny aromat drzewka herbacianego. Tłustawy,  ale pierwszorzędnie zmywa cały podkład i puder, wystarczy tylko nałożyć go na lekko zwilżona twarz  i masować . Jak to olejek, pozostawia film na skórze, więc ja dodatkowo przemywam ją  jeszcze hydrolatem z Biochemii, który również gorąco polecam.

Kosmetyk  zamawiamy tutaj: CLICK i otrzymujemy zestaw do samodzielnego wymieszania razem z potrzebnymi naczyniami.
Na zdjęciu widziecie mój egzemplarz ważny do kwietnia tego roku, oczywiście zdjęcie było robione wcześniej i ten olejek już mi sie skończył. Nowe opakowanie czeka na mnie w rodzinnym domu:).

Pojemność: 120ml

Cena: 11,80zł

Dostepność: strona producenta



Który z tych kosmetyków przetestowałyście? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do demakijażu?