sobota, 31 sierpnia 2013

Eveline- Big Volume Lash





Tusz, który podbił moje serce już od pierwszego użycia i od tego czasu nie wyobrażam sobie nie mieć go w swym kuferku. Dostałam go do wypróbowania i byłam nastawiona negatywnie, bo nie pzrepadam za kolorówką Eveline i myślałam, ba byłam przekonana, że ten tusz to kolejny słaby produkt, który po testach wyląduje w koszu. Tymczasem zużywam już 2 opakowanie!

Zadaniem tuszu jest oczywiście nadanie niesamowitej objętości, a ma w tym pomagać specjalnie zaprojektowana szczoteczka, która widzicie na zdjęciu powyżej. Łatwo się ją obsługuje, a konsystencja tuszu jeszcze to ułatwia, bo nie jest on ani za rzadki ani za gęsty i w ogóle nie odbija się na powiekach w trakcie malowania, co dla mnie osobiście jest ważne.
Już po jednej warstwie rzęsy są pogrubione i widocznie wydłużone, a po 3 efekt jest zwiększony przy czym rzęsy absolutnie nie są posklejane czy usztywnione!
Bardzo podobaja mi się wygląd moich rzęs pomalowanych tym tuszem,a co więcej śmiało porównam go do tych z wyższej półki, których miałam okazję używać.

Kolejną zaletą jest trwałość. Big Volume Lash nie kruszy się i nie rozmazuje przez cały dzien,a  potem można go zmyć dowolnym płynem do demakijażu. Jest też dostępny w wersji wodoodpornej,ale tej nie próbowałam.

Świetny tusz, któremu pozostanę wierna!


Ocena : 5 / 5

Cena: ok13-16zł

Dostępność: mniejsze drogerie i internet


Znacie ten tusz?  Podoba Wam się?

piątek, 30 sierpnia 2013

Wibo Lovely Baltic Sand nr 3




W trakcie wakacji w Polsce i zakupów w Rossmanie wpadły mi w oko nowe lakiery o ciekawej nazwie Baltic Sea. Wybór kolorów jest mały, bo tylko 4 : braz, koralowy, żółty i mój jasny niebieski.
Wszystkie posiadają duże drobinki brokatu, a właściwie to składają się wyłącznie z niego. Jeśli nie jesteście fankami takich ozdób to odradzam zakup tego produktu.

Nakładanie nie przysparza żadnych kłopotów, bo lakier ma krótki, ale lekko spłaszczony pędzelek i praktycznie za jednym pociągnieciem pomalujemy całą płytkę paznokcia. Jedna warstwa robi niewielkie prześwity i dołożenie drugiej raczej jest koniecznie, bo i zyskuje na tym intensywność koloru. Niestety lakier w dotyku jest chropowaty nawet jeśli nałożyłam na niego top coat dalej czułam jego nieprzyjemną strukturę, a miałam tego typu lakiery, które były całkowicie gładkie mimo zawartości widocznych drobin. Przypomina mi  to właśnie pod tym względem ziarnka piasku.Schnie szybko, a trwałość to ok. 4 dni.

Wybrałam taki odcień ponieważ nie lubię brązów na paznokciach, a dwa pozostałe jakoś do mnie nie przemawiały. Ten błękit jest zimny, mocno błyszczy i przypomina mi morze w czasie słonecznej pogody w gorące lato kiedy promienie słońca odbijaja się na wodzie. Zwraca uwagę, ale moim zdaniem nadaje się raczej na wakacje lub imprezę. Tak czy inaczej podoba mi się, ale zmywa się go tak cieżko, że z tego powodu cieszę się, że zakupiłam tylko jedną buteleczkę.
Aby zmyć cały lakier potrzebuję ok 3waciki, lakier zmywa się dośc opornie i przykleja się do płatka kosmetycznego, trzeba mocno trzeć, żeby go ´´ruszyć´´,a potem i tak na drugi dzień mam jeszcze na paznokciach resztki brokatu.

Można wypróbować z ciekawości, aczkolwiek nie jest to ´´must have´´ . Można nosić taki manicure od czasu do czasu, ale na dłuższą metę raczej nie.

Ocena 3 / 5

Cena 8ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann

Używałyście tego lakieru? Jak Wam się podoba kolor i efekt?

czwartek, 29 sierpnia 2013

Berner- XZ- szampon o zapachu smoły i czekoladowo-waniliowy










Pewnie zdziwiliście się czytając nazwę tych szamponów. Jak to szampon o zapachu smoły? Dokładnie tak! 


Szampony XZ są bardzo popularne w Finlandii. Przemawia za tym niska cena i szeroka dostępność, bo są praktycznie w każdym markecie. Do wyboru mamy wiele wariantów szamponów i odżywek :
- szampon odżywczy 2w1 z olejkiem lnianym, rycynowym, z oliwy z oliwek, kiełków pszenicy,
-  z borówką dla włosów normalnych
-  odświeżający, przeciwłupieżowy
-  żurawinowo-karmelowy o działaniu nabłyszczająco-ochronnym
-  przeciwłupieżowy dla włosów suchych
-  jabłkowy o działaniu nawilżająco-nabłyszczającym
-  cytrynowo-miodowy dla włosów blond i z pasemkami
-  czekoladowo-waniliowy o działaniu kojącym, przeciwłupiezowym i przeciwświądowym
-  intensywnie przeciwłupieżowy dla mężczyzn
- przeciwłupiezowy, kojący o zapachu smoły
-  z rokitnikiem do włosów farbowanych
-  waniliowo-kawowy  dla włosów cienkich, dodający objętości ( był przeze mnie używany razem z odżywka)
-  pogrubiający włosy i nadający objętości dla mężczyzn
-  z ksylitolem i miodem o działaniu nawilżającym dla włosów farbowanych i ´´po przejściach´´

W ofercie marki są jeszcze odżywki, 3 szampony dla dzieci, dwie maski, które mam zamiar wypróbować oraz produkty do stylizacji i olejki do włosów.

Pewnie ciągle się zastanawiacie nad tym zapachem smoły i słusznie, bo napewno to nie jest aromat, który jest powszechnie spotykany w kosmetykach i bardzo dobrze, bo dla mnie osobiście jest wprost wstrętny i odrzucający! Szamponu używa mój mąż i ów zapach uwielbia ( nigdy tego nie zrozumiem hehe), a ja ilekroć poczuję ten smród to zatykam nos i uciekam z łazienki :) A jeszcze producent piszę, że ten aromat jest wyjątkowo relaksujący , no doprawdy nie wiem kogo może on relaksować ;)
Jestem w stanie wytrzymać bez problemu przykre aromaty aptecznych maści, czy innych tego typu produktów, ale tego szamponu już nie.
W kwestii działania jest poprawny ale nie´´ zgrał´´ sie z moimi włosami. Co prawda mój mąż nie ma łupieżu i używa tego szamponu tylko z  powodu odpowiadającemu mu zapachu, ale jest zadowolony, a ma włosy skłonne do przetłuszczania. Szampon ich nie wysusza, choć jakoś odczuwalnie też nie nawilża. Poprostu myje włosy i je oczyszcza, a to mojemu mężowi wystarcza.

Raz skusiłam się na przetesowanie tego kosmetyku ( swoja drogą ten ´´aromat´´ mało mnie nie udusił pod prysznicem hehe) i moje włosy były trochę przesuszone i splątane, odżywka oczywiście była nieodzowna. Włosy natomiast były sypkie, ale fruwały na wszystkie strony i ciężko mi je było ´´ujarzmić´´. Nie mam zamiaru ponawiać testów tego szamponu, bo za nim nie przepadam.

Szampon jest dosyć rzadki o jasno brązowej barwie. Pieni się dosyć dobrze, a ´´zapach´´ jest tak intensywny, że czuć go w całej łazience i jeszcze trochę po umyciu włosów.

Z kolei waniliowo-czekoladowy plasuje się ciut wyżej w mojej ocenie.
Zapach jest o wiele, wiele lepszy niż w wersji ze smoła, tyle tylko, że nie apetycznie czekoladowy, bo czuć nutę kosmetyczną . Wanilia jest słabiej wyczuwalna, mocniej czuć kakao. Niemniej zapach napewno nie odrzuca, a powiedziałabym, że jest przyjemny.
Konsystencja jest troche bardziej gęsta niż u poprzednika, barwy perłowej. Pieni się mocno i całkiem dobrze oczyszcza włosy ( niestety nie radzi sobie z olejami ani z naftą, ale u mnie każdy szampon XZ tutaj poległ), choć trochę je plącze i bez odżywki się nie obejdzie. Moje włosy po wysuszeniu były sypkie, trochę zwiększyła się ich objętość, aczkolwiek znowu miałam wrażenie, że są lekko przesuszone i to chyba wina tego, że jest to szampon przeciwłupieżowy, których normalnie nie używam i powędrował na półkę u męża, który nie ma do niego żadnych zastrzeżeń. 

Z pewnością inne warianty tych szamponów  wraz odżywkami będą u mnie gościć regularnie, bo generalnie są to  dobre produkty do codziennego użytku, musza być tylko dobrane do rodzaju włosów.
Myślę, że kolejnym razem wrzucę do koszyka wersję z cytryną i miodem lub żurawiną i karmelem.

Oczywiście w Polsce nie są te produkty znane, ale za jakiś czas będzie je można u mnie wygrać w konkursie. Nie ustaliłam jeszcze kiedy dokładnie, ale bądźcie czujne i zaglądajcie na bloga:)

Ocena wersji o zapachu smoły :  3- / 5, wersja waniliowo-czekoladowa 4- /5

Cena: 250ml / ok. 3€

Dostępność: w każdym fińskim supermarkecie


Który zapach najbardziej Was interesuje?

środa, 28 sierpnia 2013

Alterra- krem brzoskwiniowy brązujacy na dzień do cery normalnej i mieszanej





Nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała tego produktu i od początku pokładałam w nim duże nadzieje, że oto znalazłam idealny krem brązujący, który będzie matował, a ponadto ma świetny skład.No cóż.. tym razem się nie udało.

Cytując producenta: ´´brązujacy krem na dzień z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz odświeżającym ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu posiadając dodatkowo właściwości matujące. Dzieki starannie opracowanej kompozycji roślinnych substancji aktywnych krem pielęgnuje skórę. Zestaw pigmentów identycznych z naturalnymi nadaje skórze delikatny koloryt i pozwala pokryć niedoskonałości. Wartościowe połączenie oliwy z oliwek, oleju z jojoby z woskiem pszczelim nadaje skórze sprężystości. Roślinna gliceryna dostarcza jej dobroczynnego nawilżenia. Delikatny, owocowy zapach zapewia uczucie przyjemnej pielęgnacji´´.
A jak jest w praktyce?  Zacznę od konsystencji: krem jest średnio gęsty , ale trzeba go nakładać szybko i sprawnie na skórę, bo od razu się wchłania i jets jakby ´´tępy´´, nie da się później rozsmarować go na twarzy, a jeśli tego nie zrobimy dobrze to zostaną nam widoczne smugi. Zauważyłam też, że z niektórymi kremami nawilżającymi ten kosmetyk nie współgra i roluje się przy nakładaniu,wygląda to wówczas tak jakbyśmy użyły gumki do ścierania i jej pozostałości zostały nam na skórze.

Druga sprawa to za ciemny odcień. Ten krem jest dostępny niestety tylko w jednym kolorze co uważam za duże niedopatrzenie, bo dla mojej jasnej karnacji jest o cały ton za ciemny i odznacza się.
Zaraz po nałożeniu momentalnie wchłania się i pozostawia cerę matową, ja oprószam twarz jeszcze pudrem sypkim i mat mam zapewniony na ok. 4godz. nie dłużej. Po tym czasie czoło i nos bardzo mocno się błyszczą, a cała twarz wygląda dość nieświeżo. Szkoda, bo liczyłam na dłuższe matowienie...
Cera jest dosyć przyjemna w dotyku, gładka, ale jakieś super pielęgnacji tutaj się nie dopatrzyłam i wydaje mi się, że ten krem zapycha u mnie pory, bo ilekroć go użyje to na drugi dzień wyskakują mi po nim niedoskonałości, które na codzień w ogóle mi się nie przytrafiają.

Wbrew obietnicą producenta ten krem nie kryje w ogóle, ale tego się akurat spodziewałam. Wyrównuje jedynie koloryt cery ( choć niezbyt dobrze z uwagi na wspomniany wcześniej odcień) i tyle, a już stwierdzenie, że posiada on przyjemny owocowy aromat do reszty mnie rozbawiło :) Dla mnie ten krem poprostu śmierdzi, jest intensywny i wyczuwam go dobrze także po aplikacji kremu. Określiłabym go jako mdląco -brzoskwiniowo- alkoholowy.

Za dużo wad jak na jeden produkt i to sprawia, że nie mam zamiaru powtarzać zakupu. Niestety to drugi kosmetyk tej marki, który mi nie odpowiada.

Ocena 2 / 5

Cena : 50ml / 10zł

Dostępność: Rossmann


Używałyście tego kremu? Co o nim myślicie?

wtorek, 27 sierpnia 2013

Lumene-Lingonberry Lip Lacquer



Kiedy tylko zobaczyłam na stoisku Lumene ten błyszczyk od razu wiedziałam,że musze go mieć. Wybór kolorów był raczej niezbyt duży (niby 10 odcieni, ale wszystkie jakieś takie nijakie jak dla mnie). Nie miałam ochoty na mocny pomarańcz, czy amarant i wybrałam odcień nr 8, czyli  stonowany, ciemniejszy róż.
Po jakimś czasie od zakupu stwierdzam, że mogłam go lepiej przemyśleć, bo niestety nie jest to kosmetyk idealny.

Przede wszystkim nie nazwałabym tego błyszczykiem, a kryjącą pomadką w płynie. Konsystencja jest dosyć gęsta, szminkę czuć na ustach, które są też klejące. Włosy ciągle przylepiały mi się do warg , były też ubrudzone kosmetykiem, który zostawiał ślady na policzkach i szyi! Możecie sobie wyobrazić jak bardzo mnie to irytowało... Potrafię zrozumieć jeśli jakiś kosmetyk do ust troszkę się klei, ale tu nie będe wyrozumiała, bo ten efekt był dla mnie nie do wytrzymania. W rezultacie nie używam tego kosmetyku w dni kiedy choć trochę wieje wiatr, a nawet wtedy wyciągam go z kosmetyczki niezbyt chętnie i raczej, żeby tylko zużyć do końca.

Jak już wspominałam jest to raczej kryjąca szminka, bo kolor jest bardzo intensywny. Nie zawiera żadnych drobinek i  pachnie poprostu nieładnie. W zasadzie nie umiem określić czym dokłądnie, ale ten aromat kojarzy mi się z jakaś apteczną maścią.  Aplikatorem jest tutaj pędzelek i uważam to za błąd, bo przy takiej gęstości i mocy koloru lepiej sprawdziłaby się tutaj tzw. ´´pacynka´´, a tak trzeba uważać przy nakładaniu tego specyfiku, żeby nałożyć go równomiernie i nie wyjechać za linię ust, a ponadto szminka lubi w czasie dnia się rozmazać i zostawia nieestetyczne ślady na szklankach , ustach ukochanego i generalnie nie daje nam o sobie zapomnieć.
Jeśli ktoś lubi kiedy mężczyzna nosi ślady naszych pocałunków to śmiało może kupić Lip Lacquer :) dla mnie jednak nie jest to zbyt estetyczne.

Trwałość jest dosyć dobra. Bez jedzenia i picia kosmetyk utrzymuje się przez ok 4godz i po tym czasie kolor dalej jest widoczny, znika natomiast połysk.  Ja pomalowałam nią usta przed wyjściem do restauracji i wytrzymała dwudaniowy posiłek i deser, z tym, że kolor starł się i nie był juz tak widoczny i trzeba było zrobić poprawkę.
Do zmycia tego specyfiku radziłabym użyć płynu lub mleczka do demakijażu, bo wtedy mamy pewność, że usuniemy go całkowicie. Sama woda nic nam nie da:). Kosmetyk nie przesusza ust, a nawet je nawilża i wygładza.






Muszę się nauczyć, żeby nie robić kosmetycznych zakupów pod wpływem chwili oraz wtedy kiedy zobaczę jakąś nowość ;)

Ocena 3- / 5

Cena 5ml / ok 10€

Dostępność: W Finlandii wszędzie tam gdzie jest kolorówka Lumene, nie wiem natomiast jak z
 dostępnością w Polsce


Znacie ten produkt? Jak Wam się podoba kolor?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

John Frieda- Brilliant Brunette- szampon nawilżający i odżywka


konsystencja szamponu



konstystencja odżywki


Zestaw ten kupiłam, kiedy jeszcze farbowałam włosy na odcień gorzkiej czekolady, a obecnie wróciłam do swojego naturalnego koloru średniego blondu, który bardzo mi odpowiada i nie farbuję włosów w ogóle.
Jestem sceptycznie nastawiona na wszelkie produkty do włosów mające zachować kolor  na dłużej, bo czy używałam tych zwykłych marketowych, czy wydawałam niemałe sumy na te z salonów to i tak musiałam odświeżyć kolor po ok 1,5-2 miesiącach.

Szampon: ma za zadanie oczyszczać włosy, nawilżać i zmiękczać wysuszone włosy, dodawać objętości i jak zaznacza producent nie koloryzuje on włosów. Zawiera napar z liści herbaty i pokruszone perły. Zarówno na włosy blond jak i brązowe ten szampon działa tak samo, czyli rzeczywiście całkiem nieźle oczyszcza, odczuwalnie je zmiękcza i nawilża ( czuć to juz w trakcie mycia, bo włosy nie sa  ogóle splątane,a  właśnie przyjemnie gładkie), ale nie zauważyłam w żadnym wypadku,aby dodawał objętości, a co więcej moja fryzura jest trochę oklapnięta i za bardzo wygładzona. Kolejnego dnia gdzieś koło południa włosy już zaczynają być nieświeże i to jasno daje mi do zrozumienia, że dla włosów takich jak moje tj. zdrowych i nieprzesuszonych ten szampon jest trochę za ciężki. Obiecywanego blasku włosów jednak się tutaj nie dopatrzyłam, ale moje włosy są naturalnie błyszczące, więc aż tak mi na tym nie zależało.
Jego konsystencja jest dość rzadka,pieni się mocno i dośc ładnie pachnie -typowo kosmetycznie i ten zapach w połączeniu z odżywką jest wyczuwalny na włosach jeszcze przez jakis czas po umyciu.

Odżywka: jak widać na zdjęciu powyżej, odżywka jest dużo bardziej gęstsza niż szampon i nie spływa z włosów w trakcie nakładania, pachnie tak samo jak szampon.
Zmiękcza włosy i jeszcze bardziej je wygładza ( dlatego tez miałam je trochę obciążone) i sprawia, że łatwo można je rozczesać. Nie zaobserwowałam jakiś większych właściwości.

Mam wrażenie, że te kosmetyki przeznaczone są bardziej dla włosów suchych, farbowanych i takim też je polecam, bo to w sumie całkiem dobre, drogeryjne produkty. Do tej wersji już nie wróce, ale kupię tę przeznaczoną dla blondynek.

Ocena 4- / 5

Cena: 200ml szampon i odżywka kosztują ok. 35zł w Polsce,  w Finlandii ok 13€

Dostępność: W Polsce Rossmann, w Finlandii Sokos, Anttila i Kicks


Używałyście już produktów John Frieda? Jakie macie o nich zdanie?


niedziela, 25 sierpnia 2013

Mój zapach na dziś




Yves Rocher Voile D´Ambre




Serię Secrets D´Essences marki Yves Rocher darzę duża sympatią, bo są tam naprawdę piękne i warte poznania zapachy. Wystarczy spróbować Vanille Noire czy Iris Noir :)
Jednak moim absolutnym faworytem jest Voile D´Ambre.

Zapach został wylansowany w roku 2005, a twórcą kompozycji zapachowej jest Olivier Pescheux, który stworzył także m.in : Higher Dior, męską wersję 1 Million. Należy do kategorii zapachów orientalno-drzewnych.

Będę się tutaj rozpływać nad tym zapachem, bo dla mnie jest poprostu przepiękny!
Główne role gra tutaj mirra i żywica opponax. Jest gorąco, lekko korzennie, a nawet powiedziałabym , że słodko-słono, bo wyraźnie wyczuwalna jest tutaj wanilia, ale gdzieś w oddali, więc nie przesładza całej kompozycji i trzyma się w ´´bezpiecznej´´ odległości.
Napewno jest to zapach seksowny i zmysłowy, ale też otulający.

Nie powiedziałabym,że jest przeznaczony tylko na jesień i zimę, bo używam go też w niezbyt gorące wiosenne i letnie dni i równie dobrze sie wtedy układa na skórze.
Jest intensywny i bardzo trwały. Na sobie wyczuwam go bez problemu przez cały dzień, a nawet jeszcze po kąpieli.

Flakonik jest niby prosty, ale bardzo estetyczny i pasuje do całości.

Mam nadzieje, że nigdy nie zniknie z oferty Yves Rocher, bo niestety wspomiany Iris Noir w Finlandii jest już wycofany :(  Jeśli lubicie orienty to koniecznie zapoznajcie sie z Voile D´ Ambre!

Nuty zapachowe:

nuty głowy: liść mandarynki, kardamon, mandarynka, mirt

nuty serca: opponax, kadzidło, mirra

nuty bazy: paczula, australijskie drzewo sandałowe, madagaskarska wanilia


Ocena 5 / 5

Cena: zapach dostępny jest w poj. 30 i posiadanym przeze mnie 50ml. Wersja 50ml kosztuje w Finlandii 39€, a w Polsce 175zł

Dostępność: strona internetowa YR i salony


Znacie ten zapach, podoba Wam się, a może używałyście innego z tej serii?

sobota, 24 sierpnia 2013

Bielenda- Sexy Look- serum modelujące z efektem powiększania i podnoszenia biustu




Ten krem kupiła mi przez przypadek Mama. Chciałam mojego ulubieńca tej samej marki o nazwie Secy Mama ( recenzja również się pojawi), a dostałam Sexy Look, nie ma jednak tragedii, bo krem jest dobry,choć nie aż tak jak wspomniany wcześniej, inny kosmetyk tej firmy.

Kremów do biustu zaczełam używać od ciąży i oczywiście były to kremy specjalnie przeznaczne dla przyszłych mam. Jako,że weszło mi to jakoś w nawyk to zostałam przy kremie do biustu, który mi najbardziej odpowiada i do niego wrócę po skończeniu tubki opisywanego kremu.

Producent zapewnia nas, że ´´krem poprawia elastyczność i spreżystość skóry, daje widoczny efekt powiększenia i podniesienia biustu, wspomaga wypełnianie biustu o rozmarze Ai B, który wizualnie staje się większy, natomiast biust o miseczce C i D nabiera kuszącego, wymodelowanego kształtu´´
Mam biust w rozmiarze C, który nie prezentuje się najgorzej i nie narzekam na niego. Brakuje mu troche jędrności, ale też bez przesady.
Krem stosuję od 2 miesięcy, 2 razy dziennie i zauważyłam, że skóra biustu rzeczywiście jest gładka i przyjemna w dotyku oraz delikatnie napięta i elastyczna. Nie ma żadnego powiększenia ani innego, cudownego efektu, ale to przecież normalne, bo żaden kosmetyk nie powiększy nam biustu z miseczki np. B do D! Nie wierzcie w takie objetnice, bo takie rzeczy uzyskacie tylko u chirurga plastycznego. Jeśli chcecie poprawić wygląd swojego biustu to radzę zainwestować w dobrej jakości biustonosze i ćwiczyć, a takie kremy są jedynie do tego dodatkiem.W składzie znajdziemy:

 Bio-bustyl TM - stymuluje syntezę kolagenu i elastyny. Wzmacnia skórę, zapobiega jej wiotczeniu, napina i ujędrnia naskórek.
- Złoto koloidalne - daje efekt zbliżony do zabiegu polegającego na wszczepieniu pod skórę cieniutkich niteczek złota, tzw. efekt złotych nici, które ujędrniają i liftingują zwiotczałą skórę.
- Kigelia Africana - ekstrakt z owocu afrykańskiej rośliny, znanej z właściwości powiększających i ujędrniających biust.
- Black Cohosh - egzotyczna roślina, pobudza powstawanie nowych włókien podporowych utrzymujących jędrność i napięcie skóry.



Krem jest dosyć rzadki i nietłusty. Pachnie jak dla mnie typowo kosmetycznie, niezbyt silnie, choć zapach mógłby być lepszy albo mogłoby go nie być w ogóle. Specyfik wchłania się szybko, ale można wykonać krótki masaż i zaraz potem ubrać się, bo nie ma tu nieprzyjemnego filmu i nie pobrudzimy sobie ubrania.
Muszę jednak dodać, że nie powinniśmy używać tego kremu jeśli mamy problemy zdrowotne z biustem  lub karmimy piersią -taka notka widnieje na opakowaniu.

Nie wywarł na mnie ten kosmetyk wielkiego wrażenia, bo lepsze rezultaty widzę po innym i do Sexy Look nie wróce. Uważam jednak, że napewno warto go przetestować, oczywiście mając na uwadze, że ten krem NIE powieksza biustu.

 Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Kigelia Africana Extract, Butylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Coco-Caprylate/Caprate, Cetyl Palmitate, Sodium Polystyrene Sulfonate, Propylene Glycol, Cimicifuga Racemosa (Black Cohosh) Root Extract, Ethoxydiglycol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Caviar Extract, Glyceryl Polymethacrylate, Rahnella/Soy Protein Ferment, Glycerin, PEG-8, Palmitoyl Oligopeptide, Hydrolyzed Elastin, Hydrolyzed Collagen, Gold, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Polysilicone-11, Laureth-12, Sodium Acrylates Copolymer, Disodium EDTA, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Geraniol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexane Carboxyaldehyde, Linalool

Ocena 3+ / 5

Cena: 125ml /  ok. 20zł

Dostępność: Rossmann, szukajcie także w supermarketach

A czy Wy wypróbowałyście już ten krem?

piątek, 23 sierpnia 2013

Maybelline ColorRama nr 749 i Dotter od Yves Rocher





czarne kropki powstały przy użyciu lakieru We Care Icon w odcieniu 23 True Black


Dotter


Lakier ColoRama nr 749 to intensywna, bezdrobinkowa żółć, bardziej bananowa niż cytrynowa.Ładna, ale samodzielnie wygląda dość nudno, więc postanowiłam tym manicure trochę ´´podrasować´´, a okazja nadażyła się kiedy otrzymałam zamówiony z Yves Rocher Dotter.

Sam lakier po jednej, a czasem i dwóch warstwach zostawia smugi i prześwity i konieczne było nałożenie aż 3 warstw do całkowitego pokrycia, z tym, że już po tej jednej kolor jest  identyczny jak buteleczce. Ma fajny, lekko spłaszczony pędzelek, dzięki którym lakier nakłada się szybko i mimo, że jest konsystencja jest trochę rzadka to nie ma problemów przy malowaniu.
Schnie szybko, a przynajmniej nie dłużej niż inne lakiery, a jego trwałość jest średnia po 3-4 dniach ściera się na końcówkach. Nie dokońca pasuje mi jednak ten odcień żóltego i nie ponowie zakupu.

Dotter zamówiłam z ciekawości, bo cena była przyjazna, a ja nigdy czegoś takiego nie używałam i tu możecie się nawet ze mnie śmiać, ale nigdy też nie dekorowałam paznokci jakimiś ozdobami, nie robiłam wzorków specjalnymi lakierami :) Brak mi do tego talentu i cierpliwości i eksperymentuje jedynie z brokatowymi lakierami czy naklejanymi. Kiedy Dotter trafił w moje ręce zabrałam się do pracy ;)  Wzięłam czarny lakier i maczając większą koncówkę Dottera w lakierze robiłam kropki na płytce paznokcia. Nie jest to czynnośc trudna ( czego sie obawiałam) tylko wymaga staranności i trwa trochę dłużej niż zwykle malowanie lakierem. Nie polecam też brać się za to, jeśli gdzieś się śpieszymy. Mnie wyszło to, jak na pierwszy raz całkiem dobrze, ale i tak nie obeszło się bez poprawek, bo na dwóch paznokciach kropeczki wyszły nierówne. Za drugi razem będę bardziej uważna.
Dotter ma dwie końcówki, więc możemy zrobić większe lub mniejsze kropki , jak tylko sobie zamarzymy:) Podoba mi się ten efekt i cieszę się, że wreszcie sie przełamałam, żeby wypróbować czegoś nowego.

Ocena lakieru 4 / 5

Cena: lakier 7ml / ok.10zl,w Finlandii ok 5,60€, Dotter na str. polskiej kosztuje 14,90, a w Finlandii 3,90€

Dostepność: W Polsce lakiery ColoRama sa m.in w Rossmanie, a w Finlandii wszędzie tam, gdzie są szafy Maybelline, Dotter kupicie na stronie Yves Rocher


Używałyście lakierów ColoRama? Jak Wam się podoba efekt z Dotterem?


czwartek, 22 sierpnia 2013

Estee Lauder- Pure Pops Brush on Color odcień Blackberry


Mam słabość do kolorówki Estee Lauder. Uwielbiam zarówno jej podkłady, cienie, tusze, a także szminki i błyszczyki. Jeszcze nigdy żaden produkt tej marki mnie nie zawiódł i choć ceny niewątpliwie do niskich nie należą to te kosmetyki jak najbardziej są tego warte.

Błyszczyki w tubce to nie jest moja ulubiona forma aplikacji, ale postanowiłam wypróbować Pure Pops Brush on Color w odcieniu Blackberry,który w opakowaniu wygląda na ciemny, przejrzysty fiolet i posiada luźno zawieszone, różnokolorowe drobiny.
Jak widać na zdjęciu aplikatorem jest pędzelek i aby wycisnąć porządaną ilośc produktu musimy przekręcić plastikową nasadkę nad pędzelkiem i lekko ścisnąć tubkę. Jako, że błyszczyk jest średnio gęsty to nie wychodzi go za dużo ( no chyba, że za mocno ściśniemy opakowanie), pachnie lekko owocowo ( nie jest to zapach jeżyn jak mogłoby się wydawać).

Kolor na ustach jest całkowicie bezbarwny i w sumie pasuje mi to, bo raczej nie chciałabym, aby ten fiolet był mocno kryjący, bo jakkolwiek lubię takie barwy, ale nie na ustach. Drobinki rozkładaja się nierównomiernie i zdaża się, że na wargach mamy ze dwie migoczące błyskotki i tyle, ale nie uważam, że wygląda to źle,ponieważ owe drobiny nie są zbyt widoczne i lśnią tylko w świetle sztucznym lub słonecznym.
Podoba mi się w tym błyszczyku to, że nie jest ciężki, nie czuć go za bardzo na ustach, jest komfortowy w noszeniu, a klejenie nie jest uciążliwe i nawet w wietrzny dzień można to opanować,a  włosy nie przylepiają się do ust jak do plastra miodu.

Usta pomalowane tym specyfikiem wyglądają bardzo naturalnie, nie rzucają się w oczy, choć są zadbane, optycznie powiększone i gładkie. To dobry kosmetyk do mocniejszego makijażu oczu albo taki, którego możemy używać wszędzie tam, gdzie intensywniejszy makijaż nie jest wskazany. Polubią go też przeciwniczki błyszczyków koloryzujących,.



Poprostu fajny kosmetyk, ale nie jest to raczej mój ulubieniec i kiedy mi się skończy nie ponowię zakupu.

Ocena 4 / 5

Cena: 10ml / ok. 20 €

Dostepność:  obecnie widuję go częściej na Truskawce i ebay


Lubicie bezbarwne błyszczyki?  Próbowałyśyście Pure Pops?

środa, 21 sierpnia 2013

Eveline Cosmetics-Ecoline-ultranawilżający krem na dzień +30




Moda na kosmetyki ekologiczne trwa nadal i każda szanująca się marka musi mieć takie produkty w swojej ofercie. Niektóre są rzeczywiście eko, a niektóre tylko udają, bo przecież zawierają kilka ceryfikowanych składników, ale co z tego skoro reszta składu wcale fajna już nie jest.
Dlatego zachęcam Was do czytania składu kosmetyków!

Markę Eveline znam od jakiegoś czasu i nigdy nie byłam zadowolona z jej podkładów, cieni i błyszczyków. Obecnie stosuje z powodzeniem dwa tusze tej firmy i krem, o którym dziś chciałabym napisać.

Krem przede wszystkim wcale nie jest taki eko jak producent sugeruje, bo wystarczy spojrzeć na skład i wszystko jest jasne, a już dodatek parabenów przeczy tej całej ekologicznej idei produktu.
Oprócz tego krem zawiera certyfikowane składniki takie jak łopian, rokitnik, olejek arganowy i masło karite. Jego zadaniem jest intensywnie nawilżać, wygładzać pierwsze zmarszczki, chronić przed powstawaniem kolejnych, regulować wydzielanie sebum i matowić.
Czy wywiązuje się z tych obietnic?  Od razu powiem, że nie ma co spodziewać się matowania i regulacji wydzielania sebum. Krem poprostu tego nie robi i już. Od razu po nałożeniu zostawia lekko tłustą warstwę na skórze, której wchłanianie trwa kilka minut i w tym czasie lepiej poczekać z nakładaniem podkładu. Kiedy ów warstwa się wchłonie, cera rzeczywiście jest odczuwalnie gładka, przyjemna w dotyku i mocno nawilżona na cały dzień i za to przyznaję temu kremowi dużego plusa.
Niestety po ok. 3 godz. daje o sobie znać błysk. I to jaki! Moja twarz poprostu wygląda tak jakbym nasmarowała ją oliwą... a miała być przecież matowa.Cóż, tym razem nie wyszło.Niemniej moja cera po tym specyfiku,zanim sebum da o sobie znać, wygląda na wypoczetą i promienną.
A jak tam z wygładzaniem pierwszych zmarszczek?  Nie wiem i mam nadzieję, że jeszcze długo się nie dowiem, bo zmarszczek żadnych nie mam i takich kremów używam prewencyjnie.

Konsystencją ten krem przypomina mi wyjęte jakiś czas temu z lodówki masło. Pachnie delikatnie i  nie drażniąco. Krem zawiera także filtry UVA/ UVB, ale nie podano jakiej są one wartości, więc automatycznie oznacza to, iż są tak niskie, że mogłoby ich w ogóle nie być.

Nie sugerujcie się podanym wiekiem, jakoby ten krem był przeznaczony dla kobiet +30, bo nie ma w nim nic takiego co by wykluczało stosowanie go przez te młodsze.

Podsumowując: jeśli szukacie całkiem dobrego kremu nawilżającego, nie macie tendencji do nadmiernego przetłuszczania się skóry oraz nie obchodzi Was to, że jego ekologiczność jest trochę naciągana to polecam ten krem jak najbardziej.

 Skład: Aqua, Glycine Soya Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Olus Vegetable Oil, Glycerin, Octyldodecanol, Butyspermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Disodium Cetearyl Sulfosuccinate, Titanium Dioxide, Glyceryl Stearate SE, Hippohae Rhamnoides, Arctium Lappa Root Extract, Argania Spinose Kernel Oil, Hyaluronic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Isobutylrabanen, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Fragrance, Disodium EDTA

Ocena 4- / 5

Cena: 50ml / ok. 15zł

Dostępność: nie jestem pewna, czy ten krem jest dostępny w Rossmanie, szukajcie go też mniejszych drogeriach

Stosowałyście już ten krem lub inne kosmetyki Eveline z lini Ecoline?

wtorek, 20 sierpnia 2013

Maybelline-ColorSensational Shine Gloss 130 Fuchsia Flash i 150 Pink Shock







ColorSensational Shine Gloss są dostępne od jakiegoś czasu w drogeriach, kilka razy się im przyglądałam ( zachwycił mnie wtedy Pink Shock), ale nie kupiłam ani jednego, bo pomyślałam, że znowu to będzie coś co poużywam parę razy, znudzi mi się i wyląduje na dnie kuferka.
Na szczęście dostałam dwa kolory do wypróbowania :  Fuchsia Flash i Pink Shock i już od samego początku stały się one moimi ulubieńcami.
Zaczynając od koloru: Fuchsia Flash to ciemniejszy róż z maleńkimi drobinami, które na ustach pięknie się mienią i są niewyczuwalne, a Pink Shock jest  bezdrobinkowym, mocnym różem, ale na ustach jest dosyć stonowany i nie kryje całkowicie. Bardzo mi się te odcienie podobają, bo pasują do prawie każdego makijażu i na każdą okazję.

Jak już wiecie ( choć bedę to do znudzenia powtarzała przy każdej nadażajacej sie okazji :)) nie akceptuję zbytniego klejenia sie błyszczyków czy kosztują  10zł czy  100 i więcej. Opisywane błyszczyki nie są niestety całkowicie pozbawione tej wady, ale lepią się dużo mniej niż wiele innych lip glossów i w zasadzie tylko wtedy możemy to odczuć kiedy mocno wieje wiatr i włosy lubią przylepiac się do ust, ale zapewniam Was, że nie jest to w tym wypadku tak uciążliwe i da się wytrzymać, a wiem co mówię, bo dostaję szału kiedy włosy lataja mi na wszystkie strony i później lepią się do ust. Poza tym błyszczyk jest bardzo komfortowy na ustach i nie jest ciężki. Usta są gładkie, optycznie powiększone, pięknie błyszczą i ogólnie wyglądają naprawdę całuśnie :)

Bardzo ważna jest dla mnie kwestia nawilżania ust przez szminki i błyszczyki i tutaj mogę dodać plusa za to, że błyszczyk nie przesusza ust, a po jego zmyciu są one w dobrej kondycji. Zapach natomiast określiłabym jako owocowo-kosmetyczny, dość słabo wyczuwalny co jest akurat dla mnie zaletą, bo nie lubię kiedy kosmetyki do ust posiadają intensywny aromat, który bardziej mnie drażni niż zachwyca.

Trwałość zawsze w przypadku takiego kosmetyku jest słabsza niż po użyciu szminki, aczkolwiek i tak jestem zadowolona, bo wytrzymuje bez jedzenia i picia ok 3 godz, a po niewielkim posiłku da się zauważyć jeszcze kolor z tym, że już bez połysku.

Nie spodziewałam sie, że ten błyszczyk zagrzeje u mnie miejsce na długo, a tymczasem tak właśnie się stało i zamierzam wypróbowac także inne odcienie.

130 Fuchsia Flash

150 Pink Shock




Polecam z ten kosmetyk z pełną odpowiedzialnością jeśli tylko lubicie kolorowe błyszczyki:)

Ocena 5 / 5

Cena: 6.8ml /  ok. 20zl w Polsce, a w Finlandii  ok. 8,20€

Dostepność: w Polsce m.in w Rossmanie, w Finlandii m.in Sokos, Anttila, Minimani


A czy W już testowałyście ten błyszczyk?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rimmel- Max Volume Flash Mascara




Tusz ten kupiłam w sumie od niechcenia, bo w drogerii był niewielki wybór tuszy, a ja akurat chciałam wypróbować coś tańszego. Maskar Rimmela używałam jakiś czas temu ( do dziś wspominam świetny i oczywiście wycofany MagnifierEyes) i byłam dość zadowolona, jednak skończyło się to po wypróbowaniu beznadziejnego Volume Flash i na jakiś czas dałam sobie spokój z produktami tej firmy.
Wróciłam do nich niedawno i muszę powiedzieć, że jakość ich tuszy polepszyła się.
Max Volume Flash zwrócił moją uwagę przede wszystkim wyróżniającym się, mocno różowym opakowaniem i mimo, że stronię od tego koloru na codzień to akurat w tym wypadku podoba mi się ono.
Szczoteczka jest raczej zwykła, ale nie sprawia trudności przy nakłądaniu, a tusz ma odpowiednią konsystencję, choć zdaża mu się troszkę brudzić powieki w trakcie malowania.
Najważniejszą funkcję, czyli pogrubiająco spełnia bez zarzutu, oczywiście rzęsy nie będą wyglądać jakbyśmy przyczepiły sobie sztuczne i dla jednych to będzie wada, a dla drugich zaś zaleta. Rzęs jest jakby więcej, są też rozdzielone i wydłużone i o to tutaj chodzi, bo nakładając więcej warstw możemy stopniować efekt pogrubienia i wydłużenia.
Będąc zadowolona z tego tusz, pomyślałam, że sprezentuję go mojej koleżance ( którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, bo zagląda ona na bloga :)) i ona również dobrze sie o nim wypowiadała.

Tusz jest trwały, u mnie w ogóle się nie kruszy ani nie rozmazuje ( oczywiście w normalnych warunkach, nie mam tu na myśli pływania itp. bo to tusz niewodoodporny) i łatwo zmywa sie każdym preparatem do demakijażu.

Jest to poprostu dobry tusz, a za niewygórowaną cenę, spełniający obietnice producenta. Nie wiem, czy kupię go ponownie, bo z reguły zmieniam tusz po skończeniu opakowania ( z jednym tylko wyjątkiem). Max Volume Flash polecam, bo może to nie jest produkt, który bije na głowę inne tusze, ale dorównuje tym lepszym.



Ocena 4 / 5

Cena: 8ml / ok. 20zl w Polsce, w Finlandii ok. 7€

Dostepność: W Polsce m.in Rossmann, w Finlandii Anttila i Minimani oraz wszędzie tam, gdzie są półki z kolorowką Rimmel


A Wy lubicie tusze Rimmel?  Próbowałyście Max Volume Flash?

niedziela, 18 sierpnia 2013

Wibo Gel Like nr 3 Zielona Fantazja





Kolejny ´´żelek´´   serii Gel Like. Kolor na zdjęciu wyszedł nieco blado, bo w rzeczywistości jest  troszeczkę mocniejszy. Przypomina mi soczyste, słodkie zielone jabłka za którymi przepadam:)
Kolorek wybrała dla nas Bernadetta z blogu kosmeto-look.blogspot.com 

Technicznie nie mam raczej nic do zarzucenia temu produktowi.Konsystencja jest taka jaka być powinna, czyli nie rozlewająca się ani nie za gęsta, choć krycie po jednej warstwie jest słabe i lakier robi prześwity, więc warstwa druga, a czasem nawet i trzecia są konieczne, ale maluje się paznokcie szybko i sprawnie, dlatego na  tę małą niedogodność mogę przymknąć oko.
Akurat ten odcień nie posiada żadnych drobinek. Schnie szybko i wytrzymuje ok. 4 dni, ścierając się potem na końcówkach.
To fajny, poprawiający humor kolor szczególnie na lato :)

Ocena 5 / 5 

Cena: 8.5ml / 6zł

Dostępność: Rossmann


A jak Wam sie podoba ten kolor?

sobota, 17 sierpnia 2013

Pat&Rub - balsam nawilżający do ciała dla niemowląt i dzieci





W pielęgnacji mojego dziecka bardzo uważam, aby kosmetyki, które dla niego wybieram były pozbawione parafiny SLS, silikonów i parabenów. Niestety w dalszym ciągu wiele jest na rynku kosmetyków dla dzieci i niemowląt, które mimo wszelakich atestów i rekomendacji nie mogą pochwalić  się najlepszym składem.
Już mam od dawna wyrobiony nawyk dokładnego sprawdzania listy składu każdego kosmetyku ( i nie tylko kosmetyku), który kupuję i nie wrzucę do koszyka jeśli ´´coś jest nie tak´´. Może ktoś mi zarzuci, że przesadzam, ale wolę wiedzieć co w siebie i we własne dziecko wsmarowuję, co jemy, bo co jak co, ale ma to duży wpływ na zdrowie i na kształtowanie prawidłowych nawyków u dziecka. Dlatego też bardzo lubię naturalne kosmetyki. Nie jestem jednak ich maniakalną użytkowniczką, bo kupuję też ´´chemiczne´´, ale z głową.

Ucieszyłam się niezmiernie kiedy dostałam do przetestowania balsam nawilżający naszej rodzimej marki Pat&Rub i żeby była jasność: nie obchodzi mnie, że pod tymi produktami podpisuje się Kinga Rusin, bo nic do tej Pani nie mam i nie przylepiam ´´łatek´´ produktom z powodu tego kto za nimi stoi. Dla mnie liczy się tylko wysoka jakość produktu, a niestety wiele osób już z miejsca skreśla te kosmetyki, bo nie darza sympatią p. Rusin i w ten sposób nie mają szans się przekonać, że są one naprawde bardzo dobre.

Przechodząc jednak do mojej opinii o tym balsamie:  jest to kolejny produkt tej marki, który szczyci się rewelacyjnym składem i działaniem, aczkolwiek ma jedną wadę z powodu której nie zamierzam zakupić go ponownie, ale o tym za chwilę.

Balsam nadaje się już dla maluszków od pierwszego dnia życia i jest bardzo łagodny. Zawiera wodę Aox z Jeleniej Strugi w Karkonoszach, olej słonecznikowy, sojowy, lanolinę roślinną, olej bawełniany, wyciąg z liści oliwek, Hydracire S, czyli woski roślinne z mimozy, jojoby i słonecznika, glicerynę, Biolin, czyli prebiotyk oraz naturalną witaminę E.

Konsystencja jest średnio gęsta, balsam nie jest za tłusty i nie trzeba czekać w nieskończoność aż się wchłonie, a chyba każda mama wie jak niełatwo jest posmarować niecierpliwego Malca:)'
W tym miejscu zwrócę uwagę na wspomnianą wyżej wadę produktu, a jest nią  zapach!
W założeniu balsam miał być chyba bezzapachowy, ale to się nie udało. Kiedy po raz pierwszy otworzyłam tubę i rozsmarowałam specyfik na skórze dziecka pomyślałam: ´´ Skąd sie wziął smród farby do malowania ścian?!´´. Aromat tego balsamu właśnie to mi przypomina, zresztą mój mąż stwierdził to samo. Nie jest to jednak zapach bardzo intensywny, nie wypełnia całego pokoju, a na skórze jest tylko trochę wyczuwalny, ale jednak powinno  to być jak najszybciej przez producenta poprawione, bo mnie, osobę wyczuloną na zapachy, ten akurat drażni i jednak jest trochę kontrowersyjny dla produktu skierowanego przede wszystkim dla dzieciaczków.

Poza tym działanie jest bez zarzutu. Balsam bardzo dobrze nawilża, wygładza i chroni delikatną skórę. Moje dziecko akurat ma skórę normalną, bez tendencji do przesuszeń i podrażnień, ale polecam ten kosmetyk mamą, których dzieci mają skórę suchą i wymagającą mocniejszej pielęgnacji, jeśli tylko ten zapach nie będzie im tak przeszkadzał jak mnie.

Uczepię się tylko ceny, bo 50zł za ten kosmetyk to nie jest mało, można to przeżyć, ze względu na bezpieczny dla dziecka skład i dobre działanie, więc nie będe aż tak marudzić, ale osobiście uważam, że firma powinna obniżyć trochę ceny swych produktów,bo nie są one dostępne na każdą kieszeń.

Podsumowując: gdyby zmieniono zapach tego balsamu, byłby to kosmetyk idealny, a tak jest tylko bardzo dobry. Zachęcam jednak do przetestowania nie tylko mamy!

Ocena 4 / 5

Cena: 200ml / 50zł

Dostepność kosmetyki Pat&Rub sa do nabycia w Sephorze, ale nie jestem pewna, czy dziecięce również, bez problemu zakupicie ten balsam w internecie na stronie producenta


A co Wy myślicie o kosmetykach tej firmy? Których używałyscie?

piątek, 16 sierpnia 2013

Iceberg - Eau de Iceberg EDT





Dziś chcę Wam przedstawić wodę toaletową Eau de Iceberg Pour Femme, zapach wylansowany w 2010 przez włoską markę Iceberg, klasyfikowany do kategorii kwiatowo-owocowej.

Natrafiłam na niego błądząc bez celu w perfumerii i znalazłam na jednej z półek razem z zapachami celebryckimi ( nie mam pojęcia czemu akurat tam, ale nie miało to związku z ceną, bo te zapachy do najtańszych nie należały). Nie wiem co mnie podkusiło do przetestowania akurat tego zapachu, ale spryskałam nadgarstek i... do mego nosa dotarł bardzo przyjemny, ciepły i wiosenny zapach dojrzałych, soczystych owoców na czele z apetyczną gruszką. Spojrzałam na cenę  ( jak zwykle była ona niezrozumiale zawyżona) i postanowiłam zakupić flakonik w sieci.

Kiedy już otrzymałam swoje 100ml czym prędzej wzięłam się za testowanie i po czasie stwierdziłam,że mogłam poczekać z zakupem tak dużej pojemności i zaznajomić się bardziej z kompozycją. Nie chodzi mi tu absolutnie o to, że ten zapach jest nieładny, bo napewno nie jest.
Otwarcie to jak już wspomniałam kosz soczystych owoców na czele z gruszką i ananasem i to one wyraźnie tu dominują. Do kosza dosypano kilka sztuk czerwonych pomarańczy i udekorowano kilkoma kwiatami frezji. Na końcu bardzo delikatnie pobrzmiewa drzewna baza. Jest lekko, przyjemnie i idealnie wręcz na upalne lato czy wiosnę kiedy mamy dość cytrusowych świeżaków, a drażnią nas wszystkie słodziaki.
To nie jest żaden ulepek, cała słodycz pochodzi tylko i wyłącznie od pysznych owoców. Pasuje  i do jeansów i t-shirta i do letniej sukienki.

I wszystko byłoby super, gdyby nie to,że zapach najzwyczajniej w świecie nie jest ´´mój´´ . Po ok. pół roku od zakupu używałam go rzadko, łapiąc się na tym, że mnie męczy i nie czuję sie w nim dobrze. Być może działo się tak, ponieważ nie gustuję w tego typu kompozycjach . Zwykle szukam czegoś bardziej złożonego i niejednoznacznego, a tu wszystkie nuty podano mi jak na tacy pod sam nos. Z kategorią kwiatowo-owocową też nie jest mi całkowicie po drodze. Dlatego też  posłałam mój flakonik w świat i mam nadzieję, że cieszy kogoś innego:)

Zwykle nie mylę się przy kupowaniu nowego flakonika perfum, co więcej kupuję w ciemno po przeanalizowaniu nut i nie zdaża mi się rozczarować. Eau de Iceberg również mnie nie rozczarował, poprostu się nie ´´dopasowaliśmy´´.  Polecam go jednak jak najbardziej dla wszystkich miłośniczek owoców, które szukają zapachu w dobrej cenie i w dużej pojemności.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: czerwona pomarańcza, ananas, gruszka

nuty serca: jaśmin, frezja, figa

nuty bazy: nuty drzewne,wanilia

Ocena 3+ / 5

Cena: flakon jest dostępny tylko w pojemności 100ml, która kosztuje ok 80zł w perfumeriach online

Dostępność: W Polsce jest w Rossmanie, kupimy także w większości perfumerii internetowych zarówno polskich jak i zagranicznych, w Finlandii dostępny w Sokos


Znacie ten zapach? Jak Wam się podoba?

czwartek, 15 sierpnia 2013

Alterra- krem przeciwzmarszczkowy na dzień z wyciągiem z dzikiej róży








Poszukując przeciwzmarszczkowego kremu na dzień trafiłam na wiele obiecujący krem marki, którą cenię za świetne składy swych produktów w połączeniu z przystępną ceną.
Nie mam zmarszczek, ale stawiam na prewencję, bo krzywdy mi taki krem napewno nie zrobi i nieprawdą jest jakoby kremy przeciwzmarszczkowe ´´rozleniwiały´´ skórę.

´´Krem przeznaczony do pielęgnacji skóry młodej i wymagającej. Starannie dobrany zestaw substancji aktywnych chroni, rozpieszcza i regeneruje skórę. Wartościowy olej z dzikiej róży w połączeniu z ekstraktem z winogron, oliwą z oliwek oraz olejem sojowym wygładza ją i nawilża. Ceramidy, naturalny koenzym Q10 i kwas hialuronowy chronią przed niekorzystnym działaniem wolnych rodników i przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu się skóry. Przy regularnym stosowaniu preparatu skóra staje się wyraźnie nawilżona, jej struktura sprawia wrażenie gładkiej i jednolitej, a zmarszczki ulegają widocznemu spłyceniu´´.
Tyle od producenta, a teraz przyszła kolej na moje zdanie na temat tego kremu:

Jak widać skład tego produktu jest bogaty, niestety, ale to właśnie jest wada, bo nie nadaje się on dla cer takich jak moja.
Konsystencja jest średnio gęsta, krem po aplikacji zostawia film na skórze, który potrzebuje kilku dłuższych minut do całkowitego wchłonięcia. Pachnie niezbyt ładnie, niby naturalnie, ale nie za bardzo mi ten dziwaczny aromat odpowiada.
Kiedy już krem się wchłonie zauważymy, że istotnie cera jest wygładzona i dobrze nawilżona, nie świeci się ( do czasu) i ogólnie sprawia wrażenie zdrowej i zadbanej.

Nie trwa to jednak długo, bowiem po mniej więcej 3 godzinach moje czoło i nos świecą się jak oszalałe i  są przetłuszczone. Jedynym ratunkiem ( jeśli oczywiście nie mamy akurat na twarzy makijażu) jest umycie twarzy. Nie lubię kiedy kremy tak bardzo wpływają na produkcję sebum, bo chyba wiecie jak duży czuć wtedy dyskomfort.
Poza tym, nie dam głowy, czy ten kosmetyk nie zapycha porów, bo zauważyłam, że po dłuższym używaniu miałam na policzkach więcej zaskórników. To byłby naprawdę świetny krem, bo nie zawiera wstrętnej parafiny i silikonów i miałam nadzieję, że stanie się moim ulubieńcem który zamieszka w mojej łazience na długo. Szkoda, że rzeczywistośc okazała się inna. Niemniej polecam wypróbować go posiadaczką cer suchych, bo wtedy może się sprawdzi na 5.

Ocena 3 /  5

Cena: 50ml / ok 12zł

Dostępność: Rossmann

Lubicie kosmetyki Alterra?  Co sądzicie o tym kremie?

środa, 14 sierpnia 2013

Isadora-Build-Up Mascara Extra Volume



Szukając w drogerii tuszu pogrubiąjcego nie miałam dużego wyboru. Postanowiłam więc, spróbować tej oto maskary, ale nie nastawiałam się, że będzie to coś super , bo nie czarujmy się: obietnice niesamowitego pogrubienia rzęs obiecuje praktycznie każda marka tuszy, a szczoteczka Build-Up jest tu najzwyklejsza, tyle tylko, że dosyć duża i trudniej nią manewrować na dolnych rzęsach.

Sama konsystencja jest dobra co oznacza ani nie za rzadka, ani nie przypomina smoły, ale zdaża się, że tusz pobrudzi powieki i linię pod dolnymi rzęsami. Jest to wina wspomnianej szczoteczki, która powinna być trochę mniejsza.
Co zaś się tyczy kwestii pogrubienia: rzeczywiście da się to zaobserwować, aczkolwiek efekt ten nie jest jakiś spektakularny. Można go porównać do pogrubienia jakie daje większość tuszów w tym przedziale cenowym, a może i tańsze. Jednakże ta maskara też całkiem dobrze wydłuża, co można zaobserwować jeszcze dokładniej jeśli mamy z natury niezbyt długie rzęsy.
Pierwsza i druga warstwa tuszu daje delikatny efekt, natomiast po trzeciej i czwartej rzęsy są widoczne, ale nie nazwałabym tego ´´efektem sztucznych rzęs´´ i moim zdaniem ten kosmetyk go nie daje. Rzęsy jednak wyglądają jakby ich było optycznie więcej, są wydłużone i rozdzielone, choć nie radzę nakładać więcej niż 3-4 warstw tuszu, bo później skleja on rzęsy.

Tusz jest trwały. Nie kruszy się i nie rozmazuje. Łatwo i szybko daje się zmyć jakimkolwiek płynem do demakijażu. Kolor 01 Super Black jest naprawdę intensywna czernią.

Czy kupię ponownie Build-Up? Nie, bo ten tusz nie´´ powalil mnie na kolana´´ swym działaniem, ale jest dobry i napewno mogę go Wam polecić.



Ocena 4/5

Cena: 12ml /  ok. 50zł w Polsce, w Finlandii  ok. 14,50€

Dostępność: w Polsce powinna być m.in w Douglasie, a w Finlandii w Antilla, Sokos i Kicks


Używałyście tego tuszu?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Benefit- The Gloss No Peeking






Jeszcze całkiem niedawno wariowałam na punkcie błyszczyków. Jak tylko zauważyłam coś nowego, w kolorze, którego jeszcze nie mam ( a tak naprawde sobie to wmawiałam ;D) musiałam kupić i kropka. I cóż z tego, że kosmetyczka już z trudem się zamykała, kiedy kupno nowego błyszczyka to był poprostu ´´mus´´. Na szczęście już mi przeszło ( czy to sie dzieje z wiekiem?) i teraz raczej wolę szminki, ale nie kupuję ich tak namiętnie jak błyszczyków,a jakiś lip gloss czasem też kupię, ale obecnie bardziej staranniej je wybieram.

The Gloss w słodko-różowym kolorze No Peeking kupiłam w czasie trwania mojej ´´manii´´ i mówiąc szczerze używam go jedynie na niezobowiązujące okazje typu spacer, czy szybki wypad do sklepu. Nie, żeby to był zły kosmetyk, bo jest w porządku ( tylko w porządku), ale po marce Benefit spodziewałam się czegoś lepszego.

Kolor jaki wybrałam na ustach jest delikatniejszy, jakby rozbielony i średnio mi się podoba, ale mogę mieć żal tylko do siebie, że taki odcień wybrałam. Błyszczyk nie zawiera żadnych drobinek. Jego konsystencja w ogóle nie jest żelowa jaka występuje na ogół w innych tego typu produktach, a mówiąc konkretniej : kremowa co sprawia też, że w ogóle się nie klei. To bardzo dobrze, bo co jak co, ale sklejonych ust do których przylepiają mi się włosy niecierpię ponad wszystko!
Z drugiej jednak strony ta lekka konsystencja sprawia, że nosząc ten kosmetyk na ustach mam wrażenie jakbym posmarowała je warstwą ochronnego kremu. Dziwne uczucie, choć usta rzeczywiście są gładkie i nawilżone nawet kiedy kosmetyk już z nich zniknie.

The Gloss oferuje raczej delikatne nabłyszczenie, nie ma tu efektu tzw. ´´plastikowych ust´´, wygląda naturalnie i myślę, że bardziej nadaje się na codzień niż na specjalne okazje.
Trwałość mogłaby być lepsza- po 2 godz. bez jedzenia i picia zszedł praktycznie cały z warg.
Wiem,że dla wielu zapach i smak błyszczyka to ważna rzecz,ale The Gloss pachnie wg mnie kosmetyczno-chemicznie, niezbyt ładnie, smaku nie posiada.

Nie powiem, że jestem rozczarowana tym błyszczykiem, ale znowu powtórzę to samo, co w poście o Glam Shine Reflexion ´´ znam błyszczyki  tańsze i dajace podobny lub nawet lepszy efekt´´.
Jeśli jesteście fankami marki to przetestujcie ten produkt, a jeśli nie to niczego nie tracicie.




Ocena 3 /  5

Cena: 5,2g /  ok.43zł

Dostępność: obecnie widuję go na ebayu oraz Truskawce


Lubicie kosmetyki Benefit?  Znacie ten błyszczyk?

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wibo Lovely- Skin Beautifer BB Beblesh Balm



Do mojej kolekcji kremów BB dołaczył Skin Beautifer od Wibo Lovely.
Producent zapewnia, że ów krem maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt oraz odżywia skórę.
Poza tym zawiera olejek kokosowy, który nawilża i wygładza, kwas hialuronowy działający przeciwzmarszczkowo, witaminę E opóźniającą procesy starzenia, ekstrakt z mango bogaty w witamin C, B1, B2, witaminę PP działającą regenerująco i łagodząco na skórę naczynkową oraz ekstrrakt z algi zielonej ożywiającą koloryt skóry.
Dużo jak na jeden , w dodatku tani produkt, ale robi to dobre wrażenie to czasu kiedy zorientujemy się, że na tubce nie ma podanego składu!  Duży minus za to, bo przecież wiele z nas sprawdza składy kupowanych kosmetyków przed zakupem.

Obalę od razu obietnice maskowania niedoskonałości, bo krem w ogóle nie kryje, ale to normalne w większości przypadków europejskich kremów BB ( innych jak narazie nie próbowałam), zatem jeśli macie problematyczną cerę to nie radzę zdawać się na ten krem.
Kolor, który posiadam opatrzono nazwą Nude i jest on o cały ton za ciemny dla mojej karnacji. Niby nie wygląda to tragicznie, bo możnaby pomyśleć, że poprostu za trochę za mocno opaliłam buzię, ale nie podoba mi się to za bardzo. Mam też wrażenie, iż ten krem ciemnieje jeszcze na twarzy w czasie dnia. Tak więc ten odcień pasuje raczej dla cer opalonych, napewno nie bladolicych.


Czy odżywia i nawilża skórę? Oj, jeszcze jak! Będę złośliwa i poprostu sie tego uczepię, ale NIENAWIDZĘ kiedy jakikolwiek podkład, czy właśnie krem BB wręcz natłuszcza moją skórę tak, że błyszczy się ona jak księżyc w pełni. Ten krem to właśnie robi. Nie od razu jednak, bo po nałożeniu cera może nie jest w 100% matowa, ale też kłamstwem byłoby stwierdzenie, że widocznie przetłuszczona. Nakładam na ten krem puder bambusowy i wtedy jest ona całkowicie zmatowiona.
Tylko, o ile wspomniany puder matuje mnie na cąlutki dzień w parze z podkładem, tak z tym kremem BB mat trwa zaledwie 3 godz.( w niezbyt upalny dzień ok. 5 godz.) ,a  później właśnie pojawia się ten BŁYSK. Cera zaczyna wyglądać mocno nieświeżo . Własnie z tego powodu nie polecam tego produktu tym z Was, które mają cerę mieszaną lub tłustą. Powinien lepiej sprawdzić się w przypadku normalnej bez tendencji do przetłuszczania i suchej.

Jeśli chodzi o konstystencję to jest podobna do konsystencji klasycznego BB Garniera . Krem nakłada się dosyć dobrze, ale na skórze robi sie on jakiś taki ´´tępy´´ i szybko się wchłania, więc musimy pospieszyć się z rozsmarowywaniem, bo inaczej łatwo sobie porobic widoczne smugi. 
Pachnie nie drażniąco, typowo kosmetycznie.
Nie zauważyłam,aby ten kosmetyk zapychał pory, ale też nie używam go codziennie.

Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś lepszego, a tymczasem to bardzo przeciętny kosmetyk, który wykończę i nie zamierzam doń wracać. Z powodu niskiej ceny można przetestować,choć jakoś mocno nie zachęcam:)

A tak na marginesie czy wiecie co ma oznaczać jego nazwa Beblesh Balm:) ? Ja jakoś jeszcze na to nie wpadłam, ale mam wrażenie, że to błąd i powinno być Blemish Balm.

Ocena 3- / 5

Cena: 30g / ok. 10zł

Dostępność: Rossmann


Testowałyście już ten krem? Jak Wam się podoba?

niedziela, 11 sierpnia 2013

Nivea- Control Shine-matujący krem-żel













Seria Control Shine oprócz tego kremo-żelu zawiera też m.in całkiem dobry All-in-1, czyli żel-krem-maskę, którego używałam i byłam raczej zadowolona. Natomiast widoczny tutaj produkt określę jedynie jako : dostateczny.

Producent zapewnia, że ten krem natychmiast eliminuje nadmierne błyszczenie cery oraz doskonale nawilża.Nie zgodzę się z tym do końca.
Faktem jest, że krem jest lekki, bardzo szybko się wchłania i nie jest tłusty.Pachnie jakby morsko z alkoholową nutą. Słyszałam zarzuty, że roluje się pod podkładami i ciężko na nim wykonać makijaż. Mnie nic takiego się nie działo i z każdym używanym podkładem ten krem ´´dogadywał się´´.

Jednak podstawowe pytanie brzmi: co z nawilżeniem i matowaniem? Jak już pewnie wiecie mam cerę tłustą, choć nie bardzo tłustą i nie sprawiającą mi większych problemów.  Kiedy więc używam tego kremu rano w dni kiedy nie wychodzę  za bardzo z domu to mat utrzmuje sie ok. 4godz., póżniej mocno błyszczy sie czoło i nos.. Natomiast pod makijażem mat jest całodzienny, choć w dużej mierze zawdzięczam to dopasowanym podkładom i pudrowi aniżeli produktowi Nivea.
Z kolei kwestia ´´doskonałego´´ nawilżenia to rzecz sporna. Ja po aplikacji tego kremu mam uczucie trochę szorstkiej skóry, która zapomniała, że przed chwilą została posmarowana kremem, czyli wynika z tego, że  jego nawilżające właściwości są raczej marne, ale w sumie wystarczy spojrzeć na skład i zauważymy, że jednym ze składników jest wysuszający alkohol denaturowany. Po co go dodano do kremu do twarzy? Nie mam pojęcia, ale jest on zbędny.
Zaopatrzono go ponoć w filtry UVA/UVB, ale nie ma podanej ich wartości co równa się tym, iż są one bardzo niskie i nie można im ufać. Tak szczerze powiedziawszy to nie widzę sensu dodawania tak niskich filtrów do kremów, bo nie spełniają one swojej podstawowej roli, czyli ochrony.

Zgodzę się jedynie, że krem nie zatyka porów, a moja cera ma do tego niestety skłonności.

Ten krem nie zrobił na mnie wrażenia. Jest nijaki i być może spodobałby się cerom normalnym, nie wymagającym ani głębokiego nawilżenia ani matowienia. Wszystkim innym radzę przemyśleć zakup.

Ocena 3- /  5

Cena: 75ml / ok. 13zł

Dostępność: w Polsce jest w Rossmanie, w Finlandii widziałam go w Antilla


A Wy używałyście kosmetyków z serii Control Shine?
 

sobota, 10 sierpnia 2013

Lolita Lempicka Au Masculin EDT


Na moim blogu nie ograniczam się tylko do pokazania Wam zapachów damskich, a pierwszą propozycją jest męska wersja znanego ´´jabłuszka´´, czyli Lolita Lempicka Au Masculin.

Zapach stworzyła w 2000r. Annick Menardo, twórczyni m.in Hypotic Poison Diora, cudownego Bvlgari Black oraz damskiej wersji Lolity.

Słyszałam opinie, że ten zapach śmiało może uchodzić za unisex i zgadzam się z tym. To nie jest zapach typowo męski,  dla twardych,  facetów w typie businessmana, nie pasuje mi do garnituru i oficjalnych spotkań. Kojarzy mi się raczej z typem faceta, który lubi czasem pobujać w obłokach, ma swój własny styli i lubi wyróżniać się zapachem swoich perfum.

Od początku mocno wyczuwalny jest anyż i lukrecja i te nuty są obecne aż do końca. Dochodzi do nich też wanilia oraz delikatne alkoholowe nutki rumu i jak można się domyślać zapach jest słodkawy, wszak przypisano go do kategorii orientalno-waniliowej, ale w ogólne się ´´narzuca´´, nie męczy ową słodyczą, nie jest ulepem i uważam, że nawet jest mniej słodki niż damska Lolita ( którą mam i lubię).
 Określiłabym go jako zmysłowy i niejednoznaczny i myślę, że nadaje się do noszenia całorocznego, choć niekoniecznie na duże upały.

Trwałość to rzecz względna tutaj ok. 7 godz., póżniej wyczuwalny jest blisko skóry.
Flakonik jest bardzo estetyczny i oryginalny i zasługuje na maksymalną ocenę. 

Co tu dużo pisać.. Uwielbiam ten zapach!  Zachęcam do podsunięcia go swojemu mężczyźnie lub... spróbowania go na sobie.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: fiołek, bluszcz, bazylia, anyż, lukrecja, piołun

nuty serca: drzewo sandałowe, bób tonka, rum, migdały

nuty bazy: wanilia, wetyweria, cedr, pralinki, labdanum


Cena: posiadam flakon 100ml, który kosztuje ok. 30€

Dostępność: perfumerie internetowe


A jak Wam podoba się Au Masculin?

piątek, 9 sierpnia 2013

Wibo Lovely- Gloss Like Gel nr 332


Ten piękny, kobaltowy błękit zwrócił moją uwagę już w drogerii i jest praktycznie taki sam jak eyeliner Electric Blue tej samej marki tyle tylko, że lakier nie jest matowy. Jego wykończenie jest jakby ´´metaliczne´´, ale ciężko mi to było uchwycić na zdjęciu.
Dawno żaden kolor tak bardzo mi nie przypadł do gustu i to nie tylko mnie bo moja Mama widząc moje paznokcie, na drugi dzień też zakupiła ten sam kolorek :)

Technicznie lakier jest dobry, choć słyszałam opinie, że jest słabej jakości.
Ma krótki pędzelek, którym maluje się wygodnie, ale życzyłabym sobie,aby konsystencja była ciut bardziej gęsta, bo lakier niestety lubi rozlewać się po płytce paznokcia i trzeba na to uważać.
Jedna warstwa nie kryje całkowicie dlatego nałożenie drugiej to mus i wtedy też krycie jest pełne,a  kolor dokładnie taki sam jak w buteleczce.
Schnie tylko trochę dłużej niż inne lakiery, przynajmniej ja mam takie wrażenie, bo po ok. 2 minutach przypadkowo dotknęłam paznokciem blatu stołu i zrobiło się ´´piękne´´ wgniecenie.
Nie radziłabym zatem zaczynać malowania tym lakierem jeśli mamy mało czasu.

Trwałość średnia ok. 4 dni, później zaczyna się ścierać.

W serii Gloss Like Gel do wyboru mamy wiele fajnych odcieni, ja sama zaopatrzyłąm się już w inny, który również Wam pokażę :), a nr 332 szczególnie polecam!

Ocena 4/ 5

Cena: 8ml / ok 6zł

Dostępność: Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

czwartek, 8 sierpnia 2013

Pantene- 2 minutowa maska głęboko regenerująca do włosów normalnych i grubych











Nie lubię kosmetyków Pantene. Miałam kilka razy duet szampon + odżywka w różnych wariantach i za każdym razem byłam niezadowolona. Szczególnie nie podoba mi się ich skład. Zero wyciągów naturalnych, za to sama chemia.
Co więc skłoniło mnie to kupna opisywanej maski? Wrodzona ciekawość czy po kilku latach jakość tych specyfików się zmieniła oraz bardzo niska cena, bo niecałe 3€.
Po dłuższym używaniu jednak uważam, że mogłam wydać tę sumę na coś innego albo dołożyć i kupić sprawdzony kosmetyk. Czy to znaczy, że ta maseczka jest aż taka zła? Nie, nie nazwałabym jej też bublem, ale moim włosom średnio przypadła do gustu.

Jest przeznaczona do włosów normalnych ( jak moje) i grubych i ma głęboko regenerować. Powiem tak:  mam włosy zdrowe i głebokiej regeneracji nie potrzebuję. Myślałam, że maska poprostu dobrze nawilży mi włosy  i to wszystko. Owszem zrobiła to, ale niestety coś za coś, bo już po umyciu i dokładnym spłukaniu czułam, że włosy są bardzo gładkie, a po wysuszeniu rzeczywiście takie były- tyle tylko, że też oklapnięte i wyglądające dość smętnie i tak prezentowały się dnia kolejngo. Ta maska zdecydowanie je ´´przekarmiła´´, choć naprawdę czuć, że nawilża i dlatego polecam sięgnąć po nią jeśli macie włosy farbowane i suche oraz zniszczone, do innych rodzajów jest za silna i obciąża fryzurę co bardzo mi się nie podoba i sprawia, że używam jej niezbyt chętnie.

Opakowanie mieści 200ml średnio gęstej maski o intensywnym, ale nie drażniącym, kosmetycznym zapachu. Maska nie spływa w czasie nakładania i dobrze się spłukuje.

Ciężko mi ją jednoznacznie ocenić, bo faktem jest, że działa, choć nie wiem jak sprawdziłaby się przy włosach naprawdę wymagających. Nie kupię jej już jednak ponownie, nawet na promocji.

Ocena 3/ 5

Cena: 200ml / kosztowało mnie dokładnie 2,90€, ale normalnie cena oscyluje w granicach 5€

Dostępnośc: W Polsce jest w Rossmanie, a w Finlandii w większych marketach np. Minimani


Znacie te maskę?  Lubicie, a może macie juz ulubioną zupełnie innej marki?

środa, 7 sierpnia 2013

Bourjois-123 Perfect-podkład korygujący i matujący cerę








Przedstawiam Wam dziś jeden z moich ulubionych podkładów, którego nie przestanę używać dopóki będzie dostępny na rynku. Jest to podkład korygujący i matujący z kombinacją 3 pigmentów: żóltych, które mają usuwać cienie, różowe mają ją odżywiać, a zielone tuszować zaczerwienienia.

Długo szukałam matującego podkładu, który nie daje efektu ´´maski´´  i nie zapycha porów, rzeczywiście matuje. Metodą prób i błędów znalazłam dwa dla siebie najlepsze  ( drugim jest Astor Skin Match, którego recenzja również się pojawi).

Bourjois 123 Perfect używam w idealnie pasującym mi odcieniu 52 Vanille. Podkład określiłabym jako średnio kryjący, więc jeśli borykacie się z widocznymi niedoskonałościami to ten kosmetyk raczej nie pomoże Wam ich ukryć.
Nakłada się ten podkład łatwo ( ja tradycyjnie używam do tego flat topa), nic się nie marze, nie waży. Cera jest gładka, zmatowiona, przy czym ten mat absolutnie nie jest ´´płaski´´. Twarz wygląda naturalnie i wręcz perfekcyjnie.
Matowanie to oczywiście kwestia indywidualna , bo u mnie utrzymuje się niezależnie od pogody ok. 6godz i po tym czasie tylko czoło wymaga poprawki, choć nie jest to regułą, bo zdaża się jednak tylko w mocne upały. Dużym plusem jest także całodzienna trwałośc. Nigdy nie zdażyło mi się, aby ten podkład zniknął mi niepostrzeżenie w czasie dnia lub starł się w niektórych partiach twarzy. Od nałożenia wygląda nienagannie.

A jak z korygowaniem cery? Szczerze powiedziawszy aż tak mi na tym nie zależy, bo moje niewielkie cienie czy lekkie zaczerwienienia zakrywam korektorem, jednak sam podkład radzi sobie z tym dobrze.

Warto dodać, że zawiera filtr SPF 10. Tak, wiem, że to mało, ale przynajmniej jest i mam nadzieję, że doczekam czasów kiedy zarówno wszystkie podkłady jak i kremy do twarzy i pod oczy będą zawierać filtr minimum SPF 20.

Starsznie denerwuje mnie tylko jedna rzecz: marka Bourjois nie jest dostępna w Finlandii ( nigdy nie zrozumiem dlaczego wiele marek światowych, które mamy w Polsce w Finlandii nie występuja, a wybór kosmetyków jest dosyć ograniczony) i ciężko mi go dostać w sklepach internetowych, więc kupuję go albo przy okazji odwiedzin u rodziców albo proszę ich o wysłanie kolejnej buteleczki.

Opakowanie to 30ml szklana buteleczka z pompką i żałuję, że nie z mechanizmem tłokowym jak w innym,dobry podkładzie tej marki Healthy Mix, gdzie podkład wykorzystamy do końca. Tutaj może być mały problem z wydobyciem resztek.

Komu polecam 123 Perfect? Tym z Was, które wciąż nie natrafiły na podkład, który im odpowiada, a nie mają cery bardzo przetłuszczającej się z niedoskonałościami, nie oczekują mocnego krycia, a poprostu wysokiej jakości produktu, który upiększy naszą twarz.

Ocena 5 /  5

Cena : 30ml / 50zł

Dostępność: W Finlandii oczywiście nie ma co go szukać, natomiast w Polsce jest w Rossmanie


A Wy co sądzicie o tym podkładzie?  Jaki jest wasz ulubieniec  w tej kategorii?

wtorek, 6 sierpnia 2013

L´oreal- Glam Shine Reflexion nr 174 Sheer Peach


Błyszczyki Glam Shine są chyba jednymi z najpopularniejszych ze średniej półki. Co chwila czytam, jakie to są wspaniałe. Dosłownie same ´´ochy i ´´achy´´! Postanowiłam, więc sama się przekonać o ich rzekomej ´´cudowności´´  i zakupiłam wersję Reflexion z bardzo leciutkimi, niewyczuwalnymi drobinkami.
Powiem szczerze, że nie rozumiem zachwytów. Owszem, błyszczyk jest w porządku, ale znam o połowę tańsze, którę mu dorównują, a nawet są lepsze. Drugi raz się nie skuszę na żadnego Glam Shine´a.

Odcień 174 Sheer Peach, który posiadam na ustach jest całkowicie bezbarwny, co mocno mnie rozczarowało, bo spodziewałam się przynajmniej delikatnego muśnięcia kolorem. Wiedziałam, że to nie jest kryjący lip gloss, ale żeby nie dawał koloru nic a nic?!
Są natomiast drobinki i też dosyć słabo je widać, choć to akurat dobrze, bo nie znoszę wielkich kawałów brokatu na ustach (ani nigdzie indziej). Schodzą razem z warstwą błyszczyka.

Wersja Reflexion na tyle lekko nabłyszcza usta, że spokojnie można tego kosmetyku używać do szkoły i wszędzie tam, gdzie niezbyt mile widziany jest mocniejszy makijaż. Nie ma tu żadnych ´´efektów specjalnych´´, żadnego oślepiającego blasku milionów drobinek itp. Błyszczyk ten jest poprostu zwykły i gdyby ktoś zakrył buteleczkę z nazwą i kazał mi zgadnąć co to, w życiu nie powiedziałabym, że to może być  Glam Shine w wersji Reflexion, mający nadawać lustrzany blask.
Tym samym uważam, że ten produkt nie jest wart swojej ceny i śmiało mógłby kosztować półowę, a nawet jeszcze mniej. Są błyszczyki o niebo tańsze i dające lepszy efekt.

Na koniec jeszcze mała wzmianka o konsystencji, bo to też ważne. Otóż błyszczyk na szczęście nie jest klejący ani ciężki. Przyjemnie się go nosi na ustach, choć jest niezbyt trwały 2 godziny i po nim.
Pachnie ( jak dla mnie) czysto kosmetycznie, choć nie drażniąco. Smaku nie posiada.

Zaspokoiłam ciekawość i to mi wystarczy. Nie kupię ponownie.










Ocena 3/5

Cena: 6ml / ok. 30zł

Dostępność: W Polsce m.in Rossmann, w Finlandii chyba ta wersja nie jest już dostępna i nawet nie wiem czy w ogóle była