czwartek, 31 października 2013

Zużycia miesiąca - pażdziernik 2013 oraz odwołanie konkursu



Niestety muszę odwołać ogłoszony wcześniej konkurs makijażowy. Nie spotkał się on z dużym zainteresowaniem, więc nagrody zostają u mnie. 



A oto moje zużycia w tym miesiącu:








1. Neutrogena- Visibly Clear 2-in1

Pokazywałam Wam już ten kosmetyk TU . Przeciętniak, którego nie zamierzam kupować ponownie.


2. Gosh-Professional-2-in 1 Cleanser- emulsja 2 w 1 do demakijażu

Tę emulsję do demakijażu też już widzieliście u mnie  TU  i cieszę się niezmiernie, że nareszcie udało mi się zmęczyć do końca opakowanie. Nie znoszę tego kosmetyku, bo bardzo podrażnia i szczypie w oczy, a także bardzo słabo radzi sobie ze zmyciem makijażu. Absolutnie nie polecam.




3. Nivea- Bambino- Oliwka z witamin F

Napewno znacie tę oliwkę. Jest na rynku od lat,a  ja otrzymałam ją dla swojego dziecka ( dostałam 2 opakowania, jedno zużyłam dużo wcześniej), ale jako, że nie odpowiada mi jej skład  to postanowiłam sama zacząć jej używać na okolice brzucha. No i powiem tyle, że nie podoba mi się zbytnio ten kosmetyk. 
Pachnie bardzo intensywnie i charakterystycznie - dla dziecka to w ogóle zbędne, a może podrażniać. Jak to oliwka, jest tłusta, ale to całkowicie normalne szkoda tylko, że praktycznie nie nawilża, a jedynie natłuszcza skórę. Moja po zużyciu ok. pół butelki zaczęła być szorstka i przesuszona. Mogłam od razu pozbyć się tej oliwki, ale jednak jakoś dałam radę ją zmęczyć do końca i już więcej nie zagości u mnie. Dla dziecka i dla Was polecam oliwkę HIPP,a Bambino lepiej sobie odpuście.

Cena: 300ml / ok. 8zł

Dostępność: w większości drogerii

Skład: Glycine Soja, Paraffinum Liquidum, Parfum, Ethyl Linoleate, Ethyl Oleate, Ethyl Linolenate, Ethylparaben, Propylene Glycol, BHA, Propyl Gallate, Citric Acid


4. Garnier- Intensive 7 days- mleczko do ciała z masłem shea
To mleczko kupiłam w zasadzie ´´z braku laku´´, bo potrzebowałam jakiegoś mazidła dla skóry suchej, a w drogerii nie było pod tym względem wielkiego wyboru (  dlaczego tu nie ma Rossmana?!). W sumie był to dobry wybór i dokupiłam już wersję z miodem.
Mleczko jest średnio gęste trochę lejące, przyjemnie pachnie, w sumie tak kosmetycznie. Nie polecałabym go tylko do skóry bardzo suchej, bo z taką raczej sobie nie poradzi. Natomiast moją nawilża zadowalająco. Skóra jest miła w dotyku, wyczuwalnie wygładzona i stan ten trwa do dnia następnego, czyli jednak krócej niż obiecuje producent. Szybko się wchłania i nie jest tłuste. Niby to nie żadne WOW, ale przyjemnie mi się go używa i chyba wypróbuję wszystkie dostępne wersje.Minus jednak za dodatek parafiny.

Ocena: 4 / 5

Cena: 400ml/ w Finlandii ok. 5 €, w Polsce ta wersja występuje tylko w postaci kremu do rąk i kremu do ciała w słoiczku

Dostępność: w marketach i drogeriach



Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum , Glycerin, Elaeis Guineensis Oil ( Palm Oil), Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Benzyl Alcohol, Bifidia Ferment Lysate, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Carbomer, Citronellol, Limonene, Methylparaben, Olea Europaea Oil ( Olive Fruit Oil), Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Xanthan Gum, Zinc Gluconate, Parfum



5. Elmex Sensitive

Lubię pasty Elmex, ale wersja Sensitive mi nie podeszła i napewno jej więcej nie kupię. Fakt, trochę radzi sobie z nadwrażliwością zębów, choć trzeba by chyba używać jej kilogramami, żeby to działanie było długofalowe. Obecnie nie stosuję już pasty  na nadwrażliwość i ten problem jest jakby mniejszy. Dziwne.
Elmex Sensitive pieni się słabo, tzn. nie robi piany, a poprostu spływa ze szczoteczki. Być może myjąc zęby tą tradycyjną nie ma tego dyskomfortu , trudno mi powiedzieć, bo ja używam sonicznej  Phillipsa. Ma miętowy, niezbyt intensywny posmak, w którym czuję słodycz i to mi przeszkadza, jakieś to takie chemiczne mi się wydaje. Niemniej w ustach nie jest sucho choć świeżość utrzymuje się raczej krótko. 

Jak już powiedziałam mam nawracający problem z nadwrażliwością zębów i występuje to po spożyciu słodyczy ( nie jem ich często, ale po czekoladzie jest najgorzej) oraz zimnych potraw i napojów. Stosowałam wiele past na tę dolegliwość i jedne pomagały bardziej , inne mniej. Ten Elmex pomógł już po tygodniu używania z tym, że problem powrócił po zużyciu połowy tubki. Dlatego teraz dałam sobie spokój z takimi pastami i wróciłam do ulubionej , zwykłej Colodent i narazie zapomniałam co to nadwrażliwość.

Generalnie tej wersji Elmexu nie polecam.

Ocena: 2 / 5

Cena: 75ml / ok 12zł

Dostępność: jest m.in w Rossmanie

6 .Global Cosmed - Bobini- mydło w płynie dla dzieci powyżej 1 roku życia

To mydełko dostałam dla dziecka i używałam go jedynie do mycia jego rączek, bo niestety nie podoba mi się skład tego kosmetyku. To fajnie, że dodano tutaj wyciąg z rumianku, ale to za mało. Radziłabym usunąć parabeny i SLS . Skład kosmetyków dzięciecych powinien być jak najbardziej naturalny, a ciągle jeszcze niektórzy producenci o tym zapominają i myślą, że jak zapakują takie mydełko w fajne, kolorowe opakowanie to już to załatwia sprawę. 

Mydełko pachnie przede wszystkim mocno malinowo. Zapach jest dosyć sztuczny, ale nie utrzymuje się na skórze długo i w zasadzie nie przeszkadza.Ma kisielowatą konsystencje i jest bezbarwne. Mocno się pieni i dobrze myje skór rąk nie podrażniając jej i nie przesuszając.

Do mycia rąk jak najbardziej się nadaje i kupiłabym je ponownie jedynie do tego celu.

Ocena: 3+ / 5

Cena: 400ml / ok 10zł

Dostępność: w większości marketów i w Rossmanie

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Propylene Glycol, Chamomilla Recutta Flower Extract, Sodium Chloride, Glycol Distearate, Cocamide MEA, Laureth 10, Parfum, Hexyl Cinnamal, Citric Acid, Tetrasodium EDTA, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol


7. Alterra - mydło w płynie Mleko i Róża

Mam bardzo wrażliwą skórę dłoni i nie mogę używać zwykłych mydeł, bo wtedy ręce wyglądają jakbym zrobiła remont łazienki i przekopała pół ogródka bez rękawic. Od dawna sprowadzam z Polski mydełka w kostce Isana Med i Alterra i tyle te się u mnie sprawdzają.
Wersję w płynie kupiłam z ciekawości i musze powiedzieć, że to dobry kosmetyk, ale wolę jednak tradycyjne kostki tej marki.

Mydło jest rzadkie, bezbarwne i pachnie lekko różano z alkoholową nutą, pieni się średnio. Nie podrażnia, nie wysusza ( ale też nie nawilża) i poprostu myje dłonie jak należy. To tyle, cudów żadnych tu nie ma, ale to tylko naturalne mydełko.

Ocena 4 / 5

Cena: 300ml /  ok.8zł

Dostępność: w Rossmanie

Skład: Aqua, Alcohol, Glycerin, Coco-Glucoside, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Citrate, Xanthan Gum, Caprylyl/ Capryl Glucoside, Parfum ( natural essential oils),Sodium Lauroyl Lactylate, Sine Adipe Lac, Glyceryl Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Linalool (  from natural essential oils), Rosa Canina Fruit Extract


8. Isana- Q10- ujędrniający balsam do ciała

Pokazywałam go Wam całkiem niedawno TU    . Jak dobrze, że udało mi się już go skończyć! Powtórzę jeszcze raz: to bubel i nie polecam zakupu.







9. Dermedic - Hydrain3 Hialuro- koncentrat balsamu nawadniający skórę

TU    mogliście już przeczytać o tym koncentracie. Podtrzymuję swoją dotychczasową opinię : to dobry, codzienny nawilżacz , ale jednak nie do skóry bardzo wysuszonej i problematycznej. 
Zużyłam tubę i raczej nie wróce do niego, bo lubię ciągle używać czegoś nowego.


A jak u Was ze zużyciami w tym miesiącu?


środa, 30 października 2013

Wibo - XXL Lift Lash Volume






Tak jak lubię lakiery Wibo i kupuję je przy każdej nadażającej się okazji tak nie przepadam za tuszami tej marki, a XXL Lift Lash Volume dodatkowo utwierdził mnie w przekonaniu, żeby sobie ich zakup darować. Ten tusz akurat dostałam i jako, że nie satysfakcjonuje mnie efekt końcowy to skończy on w koszu.

Jestem dosyć wymagająca i od dobrego tuszu do rzęs wymagam, aby widocznie pogrubiał i wydłużał -to podstawa. Nie może też sklejać rzęś i ich usztywniać. Mimo, że ten kosmetyk jako tako sobie radzi to nie jestem z niego zadowolona, bo lubię, gdy moje rzęsy są widoczne, a tu jest to na tyle słabe, że nie chce mi się już więcej podchodzić do tej maskary.



Konsystencja od początku jest trochę sucha, choć tusz nie brudzi powiek w trakcie malowania i przez cały dzień nie rozmazuje się i nie kruszy. Nie podoba mi sie natomiast wygięta w łuk szczoteczka. Nie lubię takich i sama nie kupuję tuszów, które ją posiadaja.
Pogrubienie jak i wydłużenie jak dla mnie jest dość marne ,a po 2 warstwach tusz zaczyna sklejać rzęsy. Efekt jest typowo dzienny i chyba jedynie dla kogoś kto stawia na minimalne podkreślenie spojrzenia lub nie może sobie pozwolić na mocniejszy makijaż oczu.

Opakowanie niestety jest tandetne. Wszystkie napisy ścierają się z niego po niedługim czasie i wyglada to poprostu nieestetycznie.

Tusz zmywa się bez problemu każdym kosmetykiem do demakijażu, ale nie polecam go. Lepiej dołożyć trochę i mieć kosmetyk, który naprawdę działa.



Ocena : 2 / 5

Cena: 8g / ok 10zł

Dostępność: Rossmann

Używałyście tego tuszu?

wtorek, 29 października 2013

Peelingi do twarzy, których używam



Dziś chcę Wam pokazać kilka peelingów do twarzy, które aktualnie mam u siebie. Dla mnie dobry peeling musi być dosyć mocny, bo nie lubię takich, które jednie lekko muskają skórę i to cecha, która decyduje o tym, czy dany kosmetyk zostaje u mnie na stałe.




1. St. Ives-morelowy peeling i  Soraya- Beauty Therapy-morelowy peeling antybakteryjny

Nie pomnę już, ile opakowań tego peelingu zużyłam zanim zniknął on ze sklepów. To jak dla mnie najlepszy peeling i ma on wszystko to co dla mnie taki kosmetyk mieć powinien.
Konsystencja jest dosyć gęsta, kremowa z zatopionymi brązowymi drobinami, które czuć na skórze. W ogóle peeling ten napewno nie nadaje się dla tych, którzy mają cerę wrażliwą czy suchą, bo z racji tego, że jest mocny to może podrażnić. To typowy ´´drapak´´, który świetnie sprawdza się w przypadku mojej tłustej cery, bowiem świetnie ją wygładza i usuwa martwy naskórek, no, ale niestety już wycofany. Jednak na jego miejsce pojawił się dokładnie taki sam w działaniu i konsystencji peeling naszej rodzimej marki Soraya, która była też dystrybutorem St.Ives i tego zamiennika obecnie używam, bo nie widzę w działaniu żadnej różnicy. Według mnie to ten sam produkt.



Po nich obu moja cera nabiera kolorytu, a maseczki i kremy działają lepiej. Mam nadzieję, że producentowi znowu się coś nie odwidzi i nie wycofa on całkowicie i tego peelingu, bo wtedy nie wiem czego będę używała na zmianę z peelingiem z Biochemii.

Dla mnie to kosmetyk na piątkę!

Ocena : 5 / 5

Cena: peeling Soraya 150ml / ok. 13zł

Dostępność: jest w Rossmanie

 Skład: Aqua, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Glyceryl Stearate SE, Glycerin, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Salicylic Acid, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, PEG-100 Stearate, Triethanoloamine, Polysorbate 60, Cocamidopropyl Betaine, Cetyl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol, Titanium Dioxide, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Sorbitol, Propylene Glycol, Carbomer, DMDM Hydantoin, Methylaparaben, Propylparaben, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citral, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Isoeugenol, Limonene, Linalool.






2. Yves Rocher- pianka peelingująca do demakijażu

Mimo, że kosmetyki Yver Rocher lubię bardzo i często je kupuję to do tego akurat nie jestem przekonana. Otrzymałam go gratis do zamówienia i używam raczej z musu, bo słabo spełnia swoją rolę.
Przede wszystkim to nie jest żadna pianka, bo kremowy peeling pieni się bardzo słabo. Drobinki są odczuwalne, ale dość luźno zawieszone w kremie i niezbyt ostre, a sam kosmetyk polecany jest do cery tłustej i mieszanek, a od siebie dodam, że można ją stosować też w przypadku normalnej.
Pachnie niezbyy ładnie- jakby zielono, roślinnie. Nie lubię takich kompozycji zapachowych, ale to nie perfumy, więc przymykam na to oko.

W składzie znajdziemy wyciąg z herbaty zielonej, białej oraz tej pochodzącej z Madagaskaru. Dalej zaczynają się schody, bowiem według mnie ten peeling słabo radzi sobie ze złuszczaniem martwego naskórka, on bardziej masuje aniżeli złuszcza, no chyba, że to ja mam jakaś super grubą skórę i nic nie czuję :) Druga sprawa, że kompletnie nie usuwa makijażu. Oczywiście do demakijażu oczu absolutnie go nie stosujemy, a lekkiego podkładu nie usuwa zbyt dobrze i świadczy o tym totalnie zabrudzony płatek kosmetyczny z płynem micelarnym. Jestem zmuszona użyć po tym peelingu sprawdzonego olejku do demakijażu, aby´´ poprawił´´ błędy poprzednika, a chyba nie o to chodzi...

Mam jeszcze praktycznie całe opakowanie, które staram się jak najszybciej wykończyć. Nie lubię kosmetyków, które nie spełniają swojej roli i zalegają mi na półce : /

Ocena: 2 / 5

Cena: 150ml / 23,90zł, a w Finlandii 8€

Dostępność: na stronie producenta





3. Ahava - Time to Clear - peeling do twarzy z błotem z Morza Martwego

To kosmetyk izraelskiej marki, który jest naprawde bardzo dobry, ale jego cena jest moim zdaniem trochę przesadzona i śmiało mógłby kosztować mniej.

Peeling jest średnio gęsty, pachnie dość dziwnie, ale nie jest to zapach drażniący i ciężko mi go opisać, bo z niczym mi się nie kojarzy. Drobinki są nylonowe i luźno zawieszone, sam peeling określiłabym mianem średnio ostrego i też nie zarekomenduję go posiadaczką skóry wrażliwej.
Moja cera po nim jest wręcz aksamitnie gładka , lekko rozpulchniona i gotowa na nałożenie maski czy kremu. Producent zapewnia, że ów produkt też nawilża, ale nie zaobserwowałam tego aczkolwiek faktem jest, że cery nie przesusza.
Jeśli szukacie dobrego peelingu,a  próbowałyście już wiele to sprawdżcie ten od Ahavy!

Ocena 4+ / 5

Cena: 100ml / ok 90zł

Dostępność: sklepy internetowe




od lewej pianka peelingująca do demakijażu YR, Ahava peeling z błotem z Morza Martwego




4. Biochemia Urody- peeling owocowy gruboziarnisty





Powtórzę się i napiszę, że jestem wielką fanką naturalnych kosmetyków z Biochemii. Dla mnie ich składy, działanie,a  także samodzielność w przygotowaniu to wspaniała rzecz!
Ten peeling owocowy kupiłam w sumie z ciekawości, aby sprawdzić co też się w nim kryje. Nie rozczarowałam się- spełnia on w 100% swoje zadanie.

W opakowaniu dostajemy mączkę owsianą mleko z serwatką w proszku, peeling z pestek porzeczki i wszystko to razem mieszamy dołączoną łyżeczką i nalepiamy na pudełeczko (  z zestawu) naklejkę informacyjną. Prawda, że proste? A jakie przyjemne! Osobiście uwielbiam sama mieszać poszczególne składniki z Biochemii na moje ulubione sera do twarzy, olejki itp.

Peeling jak widzicie ma postać drobnego, dość mącznego proszku, aby przygotować sobie porcję peelingu mieszamy niewielką jego ilość z wodą aż do powstawnia papki, którą nakładamy na twarz i masujemy. Kosmetyk ma wyczuwalne, dość duże drobiny i jest średnio mocny, bezzapachowy. Lubi też spływać z twarzy i brudzić umywalkę, bo ma brunatne zabarwienie dlatego radzę uważać w czasie aplikacji.
Twarz po nim jest bardzo gładka, miękka, rozpulchniona , a niewielkie zaskórniki usunięte.

Na stronie producenta pojawiły się także inne peelingi m.in arganowy, który też mam zamiar wypróbować. 

 Produkt wysokiej jakości i  widocznym działaniu jak zresztą każdy kosmetyk tej firmy.

Ocena: 5 / 5

Cena: 125ml ( 49g) / 11,90zł

Dostępność: nie ma go już na stronie Biochemii, być może zaprzestano jego produkcji

Skład: Avena Sativa (Oat) Kernel Flour (koloidalna mączka owsiana) , Ribes Nigrum (Blackcurrant) Seeds Powder, Milk/Whey Powder (mleko krowie)


A jaki peeling Wy lubicie najbardziej?

poniedziałek, 28 października 2013

Eveline Cosmetics- bio Hyaluronic 4D- luksusowy krem odżywczo-regenerujący do ciała






Nadeszła jesień, a wraz z nią dni stały się coraz krótsze i coraz chłodniejsze. Ubieramy się zatem ciepło i dbamy o to, aby w naszych domach również panowała odpowiednia temperatura. Niestety w tym czasie skóra lubi nam się przesuszać i ten problem również mi nie jest obcy. Kiedyś nie mogłam sobie pozwolić na nieużycie mazidła po kąpieli, a teraz mocno przesuszona skóra zmieniła się na normalną w stronę suchej i smarowanie co dwa dni czymś bardziej odżywczym jej wystarcza.

Zawsze chętnie wypróbowuję nowe kremy/ balsamy/ masła do ciała i nie mam w tej kategorii absolutnego faworyta. Zdaża się natomiast, że z przyzwyczajenia kupię dany produkt ponownie.
Obecnie stosuję ten oto krrem marki Eveline, który zawiera bioOlejek arganowy, ekstrakt z liści oliwki,  kompleks witamin A, E, F. Jest on przeznaczony do skóry normalnej i suchej.

Krem jest dobry, ale mam wrażenie, że nie poradzi sobie z dostatecznym nawilżeniem o odżywieniem skóry problematycznej i mocno wysuszonej. Jest lekki i nietłusty, a co za tym idzie wchłanianie zajmuje mu dosłownie chwilkę i nie pozostawia on na ciele żadnej tłustej i nieprzyjemnej warstwy. Dlatego też śmiało możemy go używać nie tylko wieczorem,ale i po porannym prysznicu.
Przeszkadza mi tu jednak zawartość parafiny i parabenów w składzie, których się wystrzegam, bo nie są to niezbędne składniki i możnaby całkowicie z nich zrezygnować.

Zapach jest delikatny, świeży, choć jakby męski. Nie trzyma się jednak zbytnio skóry. Nawilżenie jest wyczuwalne- skóra jest miła w dotyku, trochę wygładzona,a  efekt ten utrzymał się do nastepnego dnia aczkolwiek nie ma pod tym względem jakieś wielkiej rewelacji.

Napewno nie określiłabym tego kosmetyku mianem luksusowego. To raczej normalny krem do ciała dla skóry normalnej, który spełnia swoją rolę codziennego nawilżacza, a że cena jest przyjazna to można go bez przeszkód wypróbować.

 
Skład: Aqua, Mineral Oil, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Polybutene, Glycerin, Hyaluronic Acid, Ceteareth-20, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Acrylates/ C-10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Butylene Glycl, Carbomer, Polysorbare 20, Palmitoyl Oligopeptyide, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Propylene Glycol, Olea Europea Leaf Extract, Hydrolized Silk Urea, Glucose Allantoin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Parfum



Ocena: 4 / 5

Cena: 200ml / ok 13zł

Dostępność:  produkty z tej serii są dostępne w Rossmanie


Używałyście już tego kremu lub innego kosmetyku z serii bioHyaluronic 4D?


niedziela, 27 października 2013

Lolita Lempicka EDP




Lolita Lempicka to pseudonim artystyczny francuskiej projektantki Josiane Maryse Pividal, która w 1997r wypuściła na rynek swoj pierwszy zapach nazywając go poprostu Lolita Lempicka.
´´Nosem´´  pracującym nad kompozycja  była Annick Menardo twórczyni m.in : Bvlgari Black, Hypnotic Poison Diora, mojego ulubieńca Kokorico  Jean Paul Gaultier, Lancome Hypnose. Zapach zaliczany jest do kategorii kwiatowo-owocowej-gourmand.

Pewnie wiele z Was miało juz okazję zaznajomić sie z klasyczną Lolitą, bo jest ona popularna i jak każde perfumy ma tyle samo zwolenniczek jak przeciwniczek. Ja zaliczam sie do tego pierwszego grona z tym, że nie używam Lolity codziennie i muszę ´´mieć na nią humor´´.
Tym , które go jeszcze nie  poznały postaram się go opisać jak najlepiej, by zachęcić do sięgnięcia po ten śliczny flakonik w kształcie jabłuszka :)

Lolita Lempicka to zapach słodki i co do tego nie ma wątpliwości, ale według mnie to nie jest słodycz tandetna, a już napewno żaden mdlący, cukierkowy ulepek, który szybko się nudzi. To jest taka seksowna i zmysłowa słodycz, troszke tajemnicza i zadziorna.
Wiele osób wyczuwa wiśnie,a  u mnie te owoce gdzieś się chowają, bo mój nos praktycznie nie umie ich wychwycić. Na mnie Lolita to przede wszystkim anyż, lukrecja i wanilia. Te trzy składniki zdecydowanie tu rządzą i ani myślą dopuścić do głosu inne nuty. Pasuje mi to, bo mimo, że mogło by się wydawać, że zapach jest płaski i jednostajny to tak nie jest.



Trwałość jest naprawdę duża. Na mojej skórze perfumy są wyczuwalne nawet po prysznicu, a projekcji też niczego zarzucić nie mogę - to zapach intensywny, napewno nie będzie się trzymał blisko skóry.
To kompozycja idealnie pasująca na jesiennie i zimowe chłody. Sprawdzałam też jak układa się latem, ale to nie był dobry pomysł. Czułam się wręcz oblepiona tym zapachem, który podwoił swoją moc i zaczął mnie drażnić tak, że musiałam go z siebie zmyć.

Komu bym go poleciła?  Wszystkim tym , którzy lubują się w tej kategorii zapachowej, a przy tym szukają czegoś otulająco- słodkiego, a zarazem oryginalnego. To dobra propozycja na randkę i na większe wyjścia.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: fiołek, bluszcz, anyż

nuty serca : irys, amarylis, lukrecja, korzeń irysa, wiśnie

nuty bazy: bób tonka, wanilia, wetyweria, białe piżmo, pralinki

Ocena: 5 / 5

Cena: zapach dostępny jest w 3 pojemnościach 30, 50 i moje 100ml , które kosztuje ok.140zł

Dostępność: perfumerie internetowe

PS: Tutaj możecie zobaczyć reklamę perfum.



A jak Wy oceniacie ten zapach?

sobota, 26 października 2013

MAC- Cremesheen Glass w odcieniu Calypso Beat



Kosmetyki MAC są bardzo polecane i chwalone jako jedne z najlepszych  na rynku. Używają ich gwiazdy i celebrytki, a każde pojawienie się nowej serii wzbudza zainteresowanie. Ja też byłam niezwykle ciekawa jakie one są i kiedy otrzymałam pierwszy błyszczyk tej marki ( który za niedługo Wam pokażę)  długo się zastanawiałam co w nich jest takiego, że świat oszalał  na ich punkcie. Później to samo rozczarowanie przyszło ze szminką, a teraz trochę lepiej jest z błyszczykiem z serii Cremesheen Glass, choć dalej będę się upierać przy swoim zdaniu, że te kosmetyki ( do ust) wcale nie są takie super, hiper doskonałe i znam inne, które sprawują się lepiej.


Odcień Calypso Beat to w opakowaniu różo-beż, który posiada mikroskopijne drobinki. Na ustach jest praktycznie bezbarwny, a drobiny są słabo widoczne i niewyczuwalne. Konsystencja jest kremowa i niestety marze się  na ustach w trakcie nakładania,a ten jasny kolor czyni to troszkę widocznym.
Usta są optycznie większe i pełniejsze, lekko nabłyszczone, ale wyglądają w sumie normalnie. Nie ma tu żadnego efektu, który powaliłby mnie na kolana i sprawił, że koniecznie muszę mieć inny błyszczyk z tej serii.

Niestety nie podoba mi się to, że ów błyszczyk się klei. Fakt, że nie jest to tak mocne i uciążliwe jak w Dazzleglass, który klei sie wręcz ordynarnie aczkolwiek tak wychwalany produkt powinien być tego zupełnie pozbawiony, bo na rynku można dostać tańsze błyszczyki pozbawione tej denerwującej wady.
Dobrze, że przynajmniej aplikator to zwykła gąbeczka,a  nie pędzelek, bo tych strasznie nie lubię.
Zapach jest ot taki sobie, kosmetyczny i w zasadzie nijaki, ale nie jest za to intensywny i nie drażni.


Nie jestem uprzedzona do marki, ale spośród 3 wypróbowanych produktów narazie ani jeden nie przypadł mi do gustu na tyle, bym chciała bliżej zainteresować się jej innymi kosmetykami.
Żeby była jasność:  nie uważam, żeby akurat ten pokazany Wam dziś błyszczyk był fatalny, ale też nie wyróżnia się niczym wśród podobnych lip glossów . Być może gdybym miała bardziej zdecydowany kolor to byłabym bardziej z niego zadowolona, a tak używam go jedynie na spacery.

Ocena : 3 / 5

Cena: 2,7 g / ok 80zł

Dostępność: W Finlandii kosmetyki MAC nie występują, w Polsce są salonach marki

A co Wy myślicie o kosmetykach MAC?

piątek, 25 października 2013

Mój ulubiony fiolet.... Rimmel- 60seconds nr 605 Purple Reign






Fiolet jest moim ulubionym kolorem. Lubię ubrania w tym odcieniu, makijaż, manicure ( oczywiście nie wszystko razem) , a także łapię się na tym, że podświadomie interesują mnie zapachy zamknięte w fioletowych flakonikach ( w innych też, ale ten fiolet jakoś tak na mnie działa magnetyzująco:)).

Kiedy więc zauważyłam promocję na lakiery Rimmel, a wśród nich na ten śliczny fiolet bez wahania go kupiłam. Używałam już kiedyś lakieru tej marki i byłam bardzo zadowolona szczególnie z płaskiego, precyzyjnego pędzelka, który bardzo ułatwiał malowanie. Tutaj także on wystepuje.
Oprócz tego lakier ma bardzo dobrą konsystencję, nie jest lejący ani za gęsty choć moim zdaniem jedna jego warstwa nie wystarczy jak sugeruje producent, bo zdaża się, że zostają niewielkie smugi. Dlatego też ja dodaję warstwę drugą.

Kolor jest dokładnie taki sam jak w buteleczce i nie ma żadnych drobinek. Ma lekki połysk.
Jednak, czy rzeczywiście schnie w obiecane 60 sekund?  Nie testowałam tego z zegarkiem w ręku, ale muszę powiedzieć, że lakier wysycha naprawdę bardzo szybko, chyba dużo szybciej niż inne tego typu produkty, których używam.

Trwałość jak zawsze średniam,czyli ok. 3-4 dni, ale nie mam o to pretensji, bo jak już kiedyś pisałam nie spotkałam jeszcze lakieru, który wytrzymałby tydzień. Zmywa się szybko i co dla mnie ważne nie brudzi przy tym paznokci i palców co niestety zdaża się wcale nie tak rzadko podobnym produktom.

Lakiery Rimmel napewno będą często u mnie gościć.

Ocena: 5 / 5

Cena: 8ml / ok 10zł, w Finlandii ok.  5,70€

Dostępność: w Polsce są m.in w Rossmanie,a  w Finlandii w Sokos Emotion, Anttila i w marketach w szafach Rimmel

A czy Wy jaki kolor lakieru lubicie najbardziej?

czwartek, 24 października 2013

Essence-Silky Touch Blush w odcieniu 30 Secret it-girl







Lubię kolorówkę Essence, ale nie mam do niej na codzień dostępu toteż ilekroć jestem w Polsce ( co niestety nie zdaża się zbyt często) to muszę pokupować kilka kosmetyków tej marki. Tym razem wybór padł na ten oto róż w odcieniu jasno pomarańczowo-koralowym.

Nie kupiłam tego odcienia przypadkowo, bo już od dłuższego czasu poszukiwałam podobnego kolorku i nie potrafiłam nic porządnego znaleźć wśród innych marek.
Nie zawiodłam się ,a  co więcej mimo, że w swoim kuferku mam od groma innych róży to Silky Touch używam najczęściej.

Jak wspominałam na początku kolor jest taki lekko koralowy i posiada maleńkie, złotawe drobinki, które można dostrzeć jedynie w świetle. Konsystencja nie jest zbyt twarda, róż leciutko się osypuje w opakowaniu, ale nie przeszkadza to jakoś bardzo i nie utrudnia nakładania.
Pigmentacja jest dość mocna  i  oczywiście jak we wszystkich tego typu kosmetykach należy zachować umiar w nakładaniu.

Policzki nabierają subtelnej, koralowej barwy i fajnego, odświeżonego looku nie tylko na codzień, ale i na większe okazje.
Jeśli chodzi o opakowanie to jest najzwyklejsze jakie można zrobić i bardzo dobrze. Nie potrzebuję w takich kosmetykach lusterek i aplikatorów, te gadżety są mi absolutnie zbędne, bo lusterko zawsze noszę w torebce,a  pędzli używam sprawdzonych.

Do wyboru mamy 6 odcieni. Mnie podoba się także nr 10 Adorable.

Silky Touch to bardzo dobry kosmetyk w niskiej cenie. Polecam jak najbardziej!

Ocena : 5 / 5

Cena: 5g / ok 12zł

Dostępność: ja kupowałam w Douglas, ale są też w Drogeriach Natura


Jak Wam się podoba ten róż?

środa, 23 października 2013

Pat&Rub-piling do biustu i dekoltu





Na półkach w drogeriach mamy do wyboru różnorakich peelingów. Przeważają oczywiście te do ciała i twarzy, ale znajdą się jeszcze i te do skóry głowy. Nowością dla mnie jest piling ( jak nazywa go producent)  przeznaczony specjalnie do biustu i dekoltu. Ktoś pomyśli, że po co coś takiego kupować jeśli peeling do ciała nada się i na te rejony! Poniekąd się zgadzam, jednak opisywany kosmetyk jest wyjątkowo przyjemny w użyciu,a w dodatku jego skład jest całkowicie naturalny.

Jest do dość drobny piling z drobinkami bambusa, wodą z rumianu rzymskiego, ekstraktu z hibiskusa, lukrecją, roślinną gliceryną oraz łagodnymi substancjami myjącymi.

 

Jest ani nie za łagodny ani nie zbyt mocny. Przystosowany idealnie do stosowania tak delikatnch miejsc jak własnie skóra biustu i dekoltu. Czuć, że ściera, ale nie podrażnia, skóra nie jest zaczerwieniona, , a właśnie przyjemnie gładka w dotyku , taka jaka powinna być po dobrym pilingu i gotowa na przyjęcie odpowiedniego kremu. Zapach jest delikatny, taki naturalny i nie trzyma się skóry.

To moje drugie opakowanie tego kosmetyku. Za pierwszym razem stosowałam go wraz z rewelacyjnym kremem do biustu z tej samej serii, który bezdyskusyjnie zajmuje pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu i także gorąco polecam go wypróbować.

Ocena : 5 / 5

Cena: 150ml / 75zł

Dostępność: m.in na stronie producenta TU


Skład : Aqua, Anthemis Nobilis Flower Extract, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Bentonite, Glycerin, Hibiscus Sebdariffa Flower Extract, Glycyrrhia Glabra ( Licorice) Root Extract, Babasumidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Sodium Phosphate, Parfum, Sorbic Acid, Citric Acid

Co sądzicie o kosmetykach Pat&Rub?

wtorek, 22 października 2013

Astor- Play it Big Mascara











Nie lubię tego tuszu. Dostałam go od Mamy, która kupiła go dla siebie, ale nie spodobała jej się szczoteczka i tusz wylądował u mnie. Od pierwszego użycia jestem do niego nastawiona negatywnie.

 Również nie podoba się ta jakby kulista szczoteczka i wcale nie ułatwia ona malowania, a mnie - weterance w tej dziedzinie zdaża się´´ maznąć´´ skórę na powiekach dzięki temu ´´cudownemu ´´ aplikatorowi. Kosmetyk na szczęście ma dosyć dobrą konsystencję, nie jest rzadki ani nie przypomina też smoły. Jednak efekt jaki daje trudno mi nazwać rewelacją.

Trochę wydłuża i pogrubia, zdaża mu się skleić, bo ta szczoteczka niezbyt dobrze rozczesuje rzęsy. Efekt jest poprawny choć mnie osobiście nie zachwyca i poprostu zmuszam się do zużycia opakowania. Na plus jedynie to, że tusz jest trwały, nie rozmazuje się i nie kruszy. Łatwo go zmyć każdym kosmetykiem do demakijażu.

Ten tusz nie ma w sobie absolutnie nic takiego, żebym używała go z przyjemnością. Jest tak przeciętny, że nie polecam zakupu.



Ocena : 3- / 5

Cena: 12ml / ok. 25zł

Dostępność: jest m.in w Rossmanie


Używałyście już tego tuszu?

poniedziałek, 21 października 2013

Oriflame M by Marcel Marongiu EDP




Do perfum dostępnych za pośrednictwem firm katalogowych miałam zawsze mieszane uczucia. Bardzo lubię jednak niektóre kompozycje Yves Rocher, a Oriflame dzięki Mirage i pokazywanemu Wam dziś M by Marcel Marongiu pokazało, że czasem warto zainteresować się´´ co tam u nich słychać´´.
Śmiało powiem, że ten zapach jest jednym z najlepszych tej szwedzkiej marki!

Przede wszystkim jest zupełnie inny od sztampowych zapachów katalogowych, wyróżnia się. Nie jest nudny, czy płaski, a właśnie zaskakuje.
Wydano go w 2011r. i należy do mojej ulubionej kategorii orientalno-kwiatowej.

Od razu powiem, że ten udziwniony flakon kompletnie mi się nie podoba  i jest nieporęczny, ale nie ma to żadnego znaczenia, bo liczy się zawartość. Jak więc pachnie M by Marcel Marongiu?
Dominuje piękna, spokojna paczula ( mój ulubiony składnik perfum) do której dołącza róża i lekkie kadzidło.Nie ma tu żadnej słodyczy. Powiedziałabym nawet, że ta kompozycja jest jakby ´´sucha´´ i wytrawna z tym, że nie brak tu mocy.  Te trzy składniki wyraźnie dominują, sprawiając, że zapach jest naprawdę interesujący i z pewnością sprawi, że będziecie pytane czym pachniecie :).  Z tym, że nie powiedziałaby, że jest to zapach dla każdego. Mnie, miłośniczce takich klimatów podoba się bardzo, ale już komuś, kto na codzień woli zapachy z kategorii owocowo-kwiatowej lub cukierkowe słodziaki może nie przypaść do gustu.

Osobiście przypomina mi Perles de Lalique i Neonatura Cocoon YR, więc jeśli jesteście miłośniczkami tych zapachów to M by Marcel Marongiu również się Wam spodoba.
Na tę porę roku jaką mamy teraz oraz na zimę nadaje się idealnie!

Trwałośc i projekcja bez zarzutu. Na mnie utrzymuje się aż do wieczora i jest wyczuwalny przez otoczenie.

Świetna robota Oriflame! Oby więcej tak dobrych kompozycji!

Nuty zapachowe:

nuty głowy: piołun, róża Taif, kadzidło

nuty serca : róża, daktyle, irys

nuty bazy: paczula, ambra, zamsz


Ocena : 5 / 5

Cena: perfumy są dostępne tylko w pojemności 50ml, która kosztuje zależnie od promocji katalogowych, teraz na stronie producenta  jest po  135zł, a w Finlandii 50€

Dostępność: tylko w Oriflame

PS: Tu możecie zobaczyć reklamę tego zapachu. Dla mnie jest taka, sobie, nic w niej ciekawego.


 


A jak Wam podoba się ten zapach?

niedziela, 20 października 2013

Rimmel-Lasting Finish by Kate nr 101



Dziś chcę Wam pokazać jedną z moich ulubionych szminek, którą zakupiłam w sumie przypadkowo, bo wpadła mi w oko w szafie Rimmel,a że była na nią akurat promocja to bez zastanowienia włozyłam nr 101 do koszyka. Do wyboru było 5 odcieni.

Kolor 101 to taki jasny róż ( absolutnie nie w typie Barbie!), a że szminka jest całkowicie matowa to wygląda to poprostu świetnie. Jedyne co jej zarzucę toto, że mogłaby mieć trochę więcej poslizgu przy nakładaniu, bo jest minimalnie za sucha, ale w sumie to jakoś bardzo nie przeszkadza. Nie poiada żadnych drobinek i jak już wspomniałam daje całkowicie matowe wykończenia, a przy tym optycznie powiększa usta.

Nie nawilża ( dlatego nakładam pod nią jak i  pod każdą inną szminke balsam do ust, szczególnie teraz kiedy niesamowicie pierzchną mi wargi) aczkolwiek nie zauważyłam, aby przesuszała usta.
Jej trwałość jes ogromym plusem. Bez problemu zniosła posiłek, picie i mówienie i utrzymała się ok 5 godzin w niezmienionym stanie,a po tym czasie tylko nieznacznie zbladł kolor. i gdybym nie zmyła wtedy makijażu to podejrzewałam, że pomadka dalej by trwała na ustach.
Kolejną zaletą jest także to, iż nie jest tłusta i przez to, nie zostawia nieesteycznych śladów na szklankach.  Smaku nie posiada za to pachnie dość zwyczajnie, kosmetycznie i nie drażniąco.

Jeśli jeszcze tej szminki nie macie to koniecznie kupcie, bo tym produktem marka Rimmel znowu udowodniła, że robi najlepsze tego typu pomadki w tym przedziale cenowym.





Ocena: 5 / 5

Cena: 4g / ok 17zł

Dostępność: jeśli nie była to limitowanka to powinna być jeszcze w Rossmanie

Lubicie szminki Rimmel ?

sobota, 19 października 2013

Sephora- Instant Moistuizer- lekki krem nawilżający do twarzy



Nie byłam przekonana do tego kremu, ociągałam się z użyciem, a co się okazało?  To bardzo dobry produkt, który spełnia swoją rolę nietłustego nawilżacza na dzień i pod makijaż.

Ja w ogóle mam problem z kremami nawilżającymi, bo wiele z nich jest dla mnie o wiele za tłustych i w efekcie zatykają pory. Tutaj tego problemu nie ma.

Co jest najważniejsze to to, że ten krem jest leciutki i szybko się wchłania, a ponadto nie zostawia żadnej irytującej powłoki, jakbyśmy nasmarowały buzię masłem.Pachnie delikatnie, typowo kosmetycznie. Wchłania się bardzo szybko, u mnie praktycznie do matu i od razu wyczuwalnie nawilża skórę i to na calutki dzień. Być może to nawilżenie nie będzie wystarczało skórą suchym i bardzo suchym, ale dla mieszanych, tłustych i normalnych jest odpowiednie.



Mimo, że nie jest to krem matujący i producent nie obiecuje nic w tym kierunku to moja cera w ogóle się po tym kremie nie przetłuszcza i nawet czoło i nos, które zwykle jako pierwsze zaczynają się błyszczeć, są zmatowione. Kolejną zaletą tego kosmetyku jest to, iż sprawia, że skóra jest bardzo fajnie wygładzona, miękka i wygląda na wypoczętą.
Życzyłabym sobie tylko, aby zawierał filtr , przynajmniej SPF 15. W składzie znajdziemy  ´´HydroSen+TM , ultranawilżający składnik pochodzenia roślinnego, bardziej skuteczny niż kwas hialuronowy, odbijające światło pigmenty oraz antyoksydanty.´´

To naprawę godny polecenia kosmetyk i jeśli szukacie dobrego dziennego nawilżacza to wypróbujcie Instant Moistuizer!

Ocena : 5 / 5

Cena: krem występuje w dwóch pojemnościach : 30ml / 30zł i mojej 50, która kosztuje 60zł

Dostępność: tylko w Sephora

 
Skład :Aqua, Caprylic/ Capric Trigliceride, C12-20 Acid PEG-8 Ester, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Potassium Cetyl Phosphate, Dimethicone, Carbomer, Ethylhexylglycerin, Parfum, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Cassia Angustifolia Seed Polysaccharidie, CI 77891 ( Titanium Dioxide), Mica, PEG-8, Maltodextrin, Tocopherol, Silica, D-Limonene, Linalool, Ascorbyl Palmitate, Benzyl Salicylate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Ascorbic Acid, Citric Acid


Testowałyście już ten krem?

piątek, 18 października 2013

Miss Sporty Clubbing Colours nr 042 i przypomnienie o konkursie





Ten lakier to moje nowe odkrycie! Jest poprostu świetny i to nie tylko pod względem koloru.
Zdjęcie nie oddaje w całości tego odcienia i w pomieszczeniu wydaje się on czarny, a tak naprawdę jest bardzo ciemnym burgundem. To zdecydowanie MÓJ kolor!

Płaski i krótki pędzelek, a także świetna konsystencja (  ani nie za lejąca ani za gęsta) zdecydowanie sprawiają, że malowanie paznokci tym lakierem jest łatwe i szybkie. Jedna warstwa robi minimalnie smugi, ale dodanie drugiej już całkowicie to niweluje i kolor jest dokładnie taki sam jak w buteleczce
Schnie bardzo szybko, a trwałość jego jest taka sama jak innych lakierów -  po ok. 3 dniach  ściera się na końcówkach. 

Lakier tani, a naprawdę dobrej jakości. Koniecznie muszę dokupić jakiś inny, ciemny kolorek z palety.

Ocena: 5 / 5

Cena: 7ml / ok 6zł

Dostępność: jest w Rossmanie w szafach Miss Sporty


Przypominam Wam o moim konkursie! Wysyłajcie zdjęcia swoich makijaży! Nagroda czeka!

czwartek, 17 października 2013

Isana- Q10-ujędrniający balsam do ciała + krem do rąk Q10



 


Wybierając się na urlop kompletowałam swoją kosmetyczkę i szukałam dobrego balsamu do mojej suchej skóry. Warunek był jeden - miał mocno nawilżać, ale nie był tłusty. Jako, że lubię kosmetyki Isana produkowane dla Rossmana to nie wahałam się i wzięłam z półki to oto balsam do ciała oraz krem do rąk z tej samej serii. Już po jednym użyciu pożałowałam wyboru...


 Balsam przede wszystkim w ogóle NIE nawilża, , nie wygładza,nie odżywia , nie ujędrnia i generalnie nie robi nic. Postanowiłam jednak go nie wyrzucać,a  spróbować zużyć tym bardziej, że latem moja skóra nie jest tak przesuszona jak obecnie.

Kosmetyk jest dosyć rzadki i lejący, o niezbyt fajnym typowo kosmetycznym zapachu, który mnie drażnił od samego początku. Na szczęście ów aromat nie jest bardzo intensywny i czuć go tylko kilka minut po nasmarowaniu ciała. Wchłania się momentalnie i nie zostawia żadnego wyczuwalnego filmu na skórze i to niby dobrze z tym, że moja skóra od razu rząda dawki czegoś silniej działającego, bo staje się po tym balsamie szorstka. O jakiejkolwiek pielęgnacji możemy tu zapomnieć i nawet mazianie się tym kosmetykiem kilka razy w ciągu dnia niewiele tu pomoże.


Dla skóry normalnej i kompletnie niewymagającej może się sprawdzi, natomiast absolutnie nie kupujcie tego ´´czegoś´´ jeśli narzekacie na przesuszoną skórę, bo to wyrzucone pieniądze, nawet tak niewielkie.
Kończe opakowanie i nie chcę tego balsamu widzieć już więcej na oczy.

Ocena 1 / 5

Cena: 400ml / ok. 9zł

Dostępność : tylko w Rossmann



Krem do rąk z Q10


Krem do rąk z tej samej serii jest niewiele lepszy niż balsam do ciała i prawie pełne opakowanie poprostu wyrzucę, bo nijak mi ten produkt nie przypadł do gustu.

Konsystencja jest podobna jak balsamu, różni się tylko zapachem, któy tutaj jest lepszy, taki kremowy. Jak zapewnia producent kosmetyk nie jest tłusty i szybko się wchłania- to prawda. Po nasmarowaniu dłoni czuć przez kilka sekund nieznaczną tłustość, ale znika  ona całkowicie kiedy specyfik już się wchłonie, a robi to bardzo szybko. 

Nawilżenie i wygładzenie dłoni owszem występuje aczkolwiek tylko do pierwszego ich umyciam, bo potem wracają do pierwotnego stanu. Moje dłonie o tej porze roku jak i zimą są niezwykle wrażliwe i nie mogę sobie pozwolić ,aby na dworze kiedy jest chłodno nie mieć rękawiczek, bowiem skóra rąk robi się bardzo szorstka i zaczerwieniona i znika to dopiero po kilku dniach intensywnego ich smarowania silnie odżywczym kremem. 

Ten krem musiałabym nakładać co chwilę, aby poczuć, że w ogóle działa. Dla moich suchych dłoni jest zdecydowanie za słaby i nie sprawdził się w codziennej pielęgnacji. 
Ciekawostką jest fakt, że ponoć zawiera filtry UVA/ UVB tyle tylko, że nie podano ich wartości, więc są bardzo niskie i z tego powodu raczej zbędne, bo swojej roli nie spełniają. 

Jesli nie narzekacie na kondycję skóry rąk i szukacie zwykłego, torebkowego kremu na codzień to ewentualnie możecie ten produkt wypróbować. W innym przypadku raczej odradzam.



Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 5zł

Dostępność: tylko w Rossman


Lubcie kosmetyki Isany?  Używałyście produktów z serii Q10?



środa, 16 października 2013

Lumene - Mineral Eyeshadow Arctic Duet w odcieniu 10 Winter Frost



Marka Lumene należy do jednej z moich ulubionych, szczególnie w kwestii kolorówki. Uwielbiam przede wszystkim jej szminki, a te cienie zakupiłam, bo spodobał mi się kolor. Nie rozczarowałam się- to świetny produkt!

Konsystencja cieni jest dosyć miękka, ale w ogóle nie osypują się one w trakcie nakładania, a tego obawiałam się najbardziej. Można je nałożyć nawet dodaną pacynką ( która jest zaskakująco dobra), choć ja stawiam na moje pędzle. Cienie z łatwością się blenduje tylko na powiekach stają się  raczej szare aniżeli chłodno niebieskie, mają też delikatny połysk, ale nie są perłowe.

cienie Lumene odcień Winter Frost, eyeliner Bourjois Liner Pinceau, tusz Maybelline  One by One Volume Express Satin Black


Nic to, bo akurat lubię szarości i w takim makijażu dobrze się czuję. Kolejną zaletą jest trwałość-  cienie siedzą grzecznie na swoim miejscu przez cały dzień, oczywiście na bazie, bo nie wyobrażam sobie nałożyć jakichkolwiek cieni bez niej.

Do wyboru jest 12 odcieni i wszystkie są interesujące. Miałam jeszcze inne cienie od Lumene z serii Blueberry ( piękny duet złoto-turkusowy Golden Pond) i też miałam go Wam pokazać, ale przypadkowo spadł mi on podłogę i kompletnie się pokruszył ...

Polecam te i wszystkie cienie  marki z pełnym przekonaniem!

Ocena: 5 /  5

Cena: 3g / ok 10 €

Dostępność: w szafach Lumene, m.in w Sokos Emotion, Anttila

Lubicie kolorówkę Lumene?

wtorek, 15 października 2013

Benefit- 10, Bronzing and Highlighting Powder Duo- puder brązujący i rozświetlający






po lewej brązer, po prawej rozświetlacz, którego praktycznie nie widać


Kolejny zakup pod wpływem dobrych opinii, a także mojej sympatii do tej amerykańskiej marki. Cóż moge powiedzieć?  Kosmetyk fajny, ale piać z zachwytu napewno nie będę i następnym razem wezmę Dandelion, Coralistę lub Hoola.

10-tka składa się z bronzera i rozświetlacza i ów bronzer zdecydowanie jest tu najlepszy. Rozświetlacza na mojej skórze w ogóle nie widać, w świetle są widoczne maluteńkie drobiny i to wszystko. Nie daje on u mnie żadnego rezultatu zachowuje się tak, jakby go nie było.
Oczywiście nie chciałam efektu bombki choinkowej, no, ale  żeby tak zupełnie zero efektu?


 
Bronzer jest mocno napigmentowany i posiada malutkie, złotawe drobinki, które można  zauważyć w świetle. Nie polecam do aplikacji załączonego, płaskiego pędzla, bo jedyne co można nim zrobić to namalować ´´śliczne´´ placki na policzkach, ale tak przeważnie jest, że aplikatory dodawane do kosmetyków są beznadziejne i wolę kiedy ich nie ma. Ja ten pędzelek od razu wyrzuciłam.

Producent poleca nałożenie rozświetlacza na kości policzkowe, a bronzer poniżej ( zalecam nakładanie go ´´lekką´´´ ręką). Jak już wspomniałam rozświetlacz jest na mojej jasnej cerze praktycznie w ogóle niewidoczny. Jeśli się przyjrzeć to można zauważyć minimalne drobinki w miejscu jego nałożenia i tyle, używam go bardzo rzadko. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi ten bronzer, bo daje naprawdę fajny efekt zdrowej opalenizny jeśli wymodelujemy nim twarz. Kosmetyk jest trwały i utrzymuje się cały dzień.

Opakowanie jest dosyć estetyczne, ale chyba wolałabym plastikową kasetkę aniżeli takie kartonowe pudełko. 

Nie jest to mój kosmetyczny ulubieniec i drugi raz raczej nie skuszę się na zakup. To ciekawy kosmetyk , który można raz kupić na wypróbowanie. Jeśli lubujecie się w kosmetykach tej firmy to wypróbujcie 10-tkę, a jeśli nie to nic nie tracicie.

Ocena 4 / 5

Cena: 10g / ok 100zł

Dostępność: ja kupowałam na Truskawce, teraz jest dostępny przede wszystkim na aukcjach

Znacie ten puder, używałyście?


poniedziałek, 14 października 2013

Marella Ferrera EDP





Marella Ferrera to włoska projektantka mody, która w 1995 wypuściła na rynek zapach nazwany poprostu Marella Ferrera. Zaliczany jest on do kategorii kwiatowo-owocowej, a do mnie trafił przy okazji wymianki i choć jestem wielką fanką wanilii to cała ta kompozycja to nie moja bajka.

Jesli znacie Chopard Casmir to Marella Ferrera jest do niego mocno porównywana. Nie będę tutaj robić wywodów, czy to prawda czy nie z jednej prostej przyczyny : nie testowałam Casmir.
Marella to zapach w którym wyraźnie dominuje wanilia, ale nie ta słodka i puchata rodem z deserów,a wytrawna, gorzkawa jakby przesadziło się z dodaniem jej do potrawy. Wyczuwam też morele, które nie są już pierwszej świeżości oraz sztucznego ananasa z puszki razem z syropem, gdzieś błąka się też jaśmin i gardenia. Bardzo podobna owocowa sztuczność występuję w Fantasme Teda Lapidusa. Generalnie dominuje tutaj  jednak zdecydowanie wanilia i morele z tym, że brzmią one nie do końca naturalnie i  na dodatek mdląco. Poza tym na mnie ten zapach jest płaski i w ogóle się nie rozwija.

Próbowałam się zaprzyjaźnić z tym zapachem. Dawałam mu wielokrotne szanse, by za każdym razem stwierdzić, że niedobrze się w nim czuję. Ani latem ani obecną porą roku mi nie przypasował.

Projekcja i trwałość na mojej skórze są dość przeciętne. O ile zapach czuć z odległości ramion to znika on z mojej skóry już po 3 godzinach, choć w tym wypadu może to i lepiej.

Flakon ja widzicie  jest dość interesujący, ale mnie się nie podoba. Wolę takie kształty w Chopard Wish .
Mój egzemplarz poleci w świat i mam nadzieję, że sprawi większą radość innej użytkowniczce.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: geranium, ananas, morela

nuty serca : jaśmin, gardenia, ylang-ylang, goździki ( przyprawa), kminek, kwiat karo -karund

nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, ambra, wanilia

Ocena 3 - / 5

Cena : flakon 100ml kosztuje ok 60zł

Dostępność: trafia się na Allegro i Ebay

Znacie ten zapach?

niedziela, 13 października 2013

KONKURS!!







 Ogłaszam pierwszy ( i napewno nie ostatni) konkurs na moim blogu!

Zadanie konkursowe jest w zasadzie proste i przyjemne :)  :

Pokażcie mi swój ulubiony makijaż, który najczęściej wykonujecie u siebie i w którym najlepiej się czujecie. Może to być tylko makijaż oczu lub całej twarzy. Co jest ważne, aby był to WASZ makijaż, a nie koleżanki, siostry itp.


Zdjęcia przesyłajcie do  31 pażdziernika na mój email : koloretti@gmail.com i koniecznie w zgłoszeniu napiszcie nazwy kosmetyków, jakich użyłyście do wykonania danego makijażu oraz swoje imię bądź nick.

Rozwiązanie konkursu nastąpi 3 listopada, a zdjęcie z najlepszym makijażem pokażę na blogu.

Nagrodami są kosmetyki pokazane na zdjęciu powyżej:

- szampon XZ Vanilla & Cafe
- szminka Lumene Natural Code w odcieniu nr 10
- lakier Lumene z serii Angry Birds


Ważne: w konkursie może brać udział każdy, ale nagrodę wysyłam tylko na tereny Unii Europejskiej

Czekam na wasze zgłoszenia!



sobota, 12 października 2013

Sephora- Glossy Lip Pencil w odcieniu Glossy Raspberry








Ostatnio pokazywałam Wam podobną szminkę z Avonu, która dla mnie okazała się niewypałem. Kiedy więc otrzymałam podobną od Sephory byma przekonana, że ta też wyląduje w koszu , a jednak tak się nie stało, bo szminka jest całkiem dobra, a pozatym bardzo odpowiada mi jej kolor.

Paleta jest bardzo mała,bo do wyboru mamy jednie 3 kolory: mój Glossy Raspberry, Glossy Pink oraz Glossy Orange. Nie każdy wybierze coś dla siebie i myślę, że producet powinien dodać inne kolory np. klasyczną czerwień, amarant czy beż.

O ile konsystencja kredkowej szminki Avonu była tępa i sucha to tutaj jest o wiele lepiej.Szminka gładko sunie po wargach i aplikowanie jej zajmuje dosłownie chwilę. Daje wykończenie podobne do błyszczyka i nie ma żadnych drobinek ( za to plus). Pachnie słabo, niby owocowo choć typowo kosmetycznie.
Kolor jak widzicie na zdjęciu poniżej określiłabym bardziej wiśniowo- malinowym,niemniej jest bardzo ładny , widoczny i dobrze komponuje się zarówno z mocniejszym jak i delikatnym makijażem oczu.

Szminka jest komfortowa w noszeniu. Nie jest ciężka, nie klei się, nie waży i nawet nie bardzo czuć, że mamy pomalowane usta. Tylko trwałość mogłaby być troche lepsza, bo o ile bez jedzenia i picia przetrwa ona ok 2 -3 godz. to znika już po jednym posiłku i zostawia nieestetyczne ślady na szklankach.Ust jako tako nie nawilża choć napewno też sama z siebie nie przesusza. Ja, nauczona doświadczeniem nakładam pod nią balsam do ust.

Jednak to naprawdę udany kosmetyk i chętnie go używam na codzień.

Ocena 4 + / 5

Cena :  2,84g / 40zł

Dostępność : tylko w Sephora



Widziałyście już tę szminkę w Sephorze?

piątek, 11 października 2013

Wibo -Lovely Moulin Rouge nr 8 oraz w poszukiwaniu dobrej bazy i top coatu.... Orly Bonder i Rimmel Pro Super Wear Ultra Shine Top Coat






Ten lakier był dostępny w ofercie Wibo-Lovely jakiś czas temu i chyba była to limitowanka, bo zanim zdażyłam bliżej się tej serii przyjrzeć zniknęła ona z Rossmana.

Do wyboru było 7 odcieni i wszystkie oscylowały w tonacji czerwieni lub mocnego różu, a nr 8 który posiadam to taki koral z mnóstwem złotych drobinek. Podoba mi się, bo mimo, że nie jestem jakąś wielką miłośniczką lakierów z brokatem to od czasu do czasu sprawię sobie taki manicure.

Lakier nakłada się bez zarzutu, a pomaga w tym skośnie ściety pędzelek i odpowiednia konsystencja tj. ani nie za rzadka ani za gęsta. Po jednej warstwie są lekkie prześwity, więc trzeba nałoźyć druga i ona wystarcza, aby kolor był intensywny i dokładnie taki sam jak w buteleczce.
Schnie moim zdaniem troszkę dłużej niż inne lakiery i lepiej nałożyć na niego jakiś preparat przyspieszający schnięcie. Nie podoba mi się też to, iż jest chropowaty w dotyku aczkolwiek dodanie top coata załatwia sprawę.W sumie ta chropowatość to normalna rzecz w lakierach z drobinami i nie powinno mnie to dziwić.

Trwałość wynosi ok 3 dni, później ściera się po bokach paznokcia. Niestety zmywania go wcale nie jest takie proste i szybkie. Płatek przykleja się do lakieru i trzeba mocno trzeć, aby pozbyć się kosmetyku do końca, a drobiny i tak gdzieniegdzie jeszcze zostają.

Może i to żadna rewelacja , ale lubię ten lakier i żałuję, że nie udało mi się zakupić innego odcienia z palety przed ich wycofaniem.

Ocena 4/ 5

Cena: 9ml / ok 5zł

Dostępność: był w Rossmanie, obecnie niedostępny

Miałyście okazję testować jakiś kolor z tej limitowanki?


Orly Bonder  i  Rimmel Pro Super Wear





Jestem w fazie testowania przeróżnych baz pod lakier. Szukam swoich ulubieńców w kategorii baza podkładowa i top coat i jeszcze takich nie znalazłam.

Dziś chcę Wam pokazać dwie bazy, których używam od dłuższego czasu:


Orly Bonder- to podkład pod lakier, który ma sprawiać, że będzie się on trzymał do 2 ( !!)  tygodni, a poza tym zapobiega jego odpryskiwaniu i żółknięciu płytki. 
Jest bezbarwny i co mnie zdziwiło pozostawia klejącą warstwę na paznokciach, a poza tym schnie niezbyt szybko. Kolorowy lakier nakłada się tak jak zawsze czyli ani lepiej ani gorzej. Niestety Bonder wcale nie przedłuża żywotności lakieru ( sprawdziłam to wielokrotnie) bo każdy trzyma się na moich paznokciach nie dłużej niz 4 dni w normalnych warunkach tj. prace domowe w rękawicach.
Nie zapobiega odpryskiwaniu lakieru napewno, a z żółknieciem płytki nigdy nie miałam problemu. 
Mam jeszcze w zapasie druga buteleczkę, która oddała mi Mama, bo jej Bonder absolutnie się nie spodobał i po drugim opakowaniu nie mam zamiaru ponawiać zakupu.

Ocena 2 / 5

Cena : 9ml / ok 10 €

Dostępność : internet


Rimmel -  Pro Super Wear Ultra Shine Top Coat

Kupiłam, bo zachęciły mnie recenzje dziewczyn na Wizażu :)  i w sumie sama nie wiem co o tym produkcie sądzić. Nie jest to napewno żadna beznadzieja, ale moim zdaniem cudo też nie. 
Baza ma bardzo fajny, szeroki pędzelek za pomocą którego nałożymy ja już za jednym pociągnieciem, szybko też schnie.  Od razu można zauważyć, że fajnie nabłyszcza i nawet najnudniejszy kolor lakieru od razu zyskuje więcej głębi i blasku. Tylko czy utrzymuje się dłużej ?  U mnie nie. 4 dni to absolutne maksimum, potem każdy lakier ściera się i odpryskuje. Nie ma mowy o przedłużeniu trwałości do 10 dni.

Choć ten produkt zbiera dobre opinie to nie kupię go ponownie. Szukam dalej.

Ocena 3 + / 5

Cena: 12ml / ok. 4€

Dostępność: w szafach Rimmel

A może Wy pomożecie mi wybrać dobry lakier nawierzchniowy i podkładowy?