środa, 31 grudnia 2014

Zużycia miesiąca - grudzień 2014



Ostatni dzień 2014r. Jaki dla Was był ten rok ?  Dla mnie bardzo udany i szczęśliwy :) Prezentuję Wam zatem ostatnie  tego roku denko :










1. HIPP - mleczko pielęgnacyjne


Bardzo lubię produkty tej firmy, począwszy od kosmetyków, a skończywszy na żywności dla dzieci i niemowląt. To mleczko także zasługuje na wysoką ocenę. Ma przyjemny, delikatny, lekko migdałowy zapach, dość lejąca konsystencję, która akurat nie jest dla mnie wadą. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Świetne jest do skóry normalnej, bo taką ma mój starszy synek i stosuję to mleczku u niego od urodzenia. Nawilża i wygładza na 5! Warto kupić nie tylko dla dzieci, ale także dla samych siebie. W zapasie mam kolejne opakowanie tyle, że w nowej szacie graficznej ( biała butla z zieloną klapką.).


Ocena : 5 / 5

Cena : 350ml / ok. 16zł

Dostępność : Rossmann


2. Babydream - Extrasensitive - krem przeciw odparzeniom

Średnio mi podpasował ten krem. Przede wszystkim jest o wiele za gęsty i ciężko się go wyciska z tuby, słoiczek byłby tu lepszy. Nie ma zapachu i ogólnie zachowuje się jak znany Sudokrem. Chroni przed odparzeniami, ale nie łagodzi podrażnień, bo mój Maluszek miał lekko zaczerwienioną pupkę i ten krem tylko chronił przed powstaniem mocniejszych podrażnień, ale zeszły one kompletnie przy używaniu Bepanthenu i kremu Nivea Baby S.O.S.  Nie kupię więcej, bo wolę inne kremy przeciw odparzeniom.



Ocena : 3 + / 5

Cena: 100ml / ok. 6zł

Dostępność : Rossmann


3. Nivea Baby - delikatny żel do mycia ciała i włosków

Bezbarwny, niezbyt gęsty żel ma przyjemny taki dziecięcy zapach. Pieni się dobrze, ale szalonej piany nie robi co uważam za plus. U mojego starszego dziecka nie wywołuje żadnych podrażnień i nie wysusza skóry, a ładny zapach pozostaje na niej po kąpieli. Kilka razy myłam mu też nim włoski i były one puszyste i dobrze się rozczesywały. U maleńkiego niemowlęcia stosowałam ten żel raz do mycia i jego delikatna skóra nie zaprotestowała. Ta mała butelka okazała się świetna na wakacje, no i żel jest wydajny przy codziennym używaniu. Teraz mam jego wersje 750ml.


Ocena : 5 / 5

Cena: 250ml / ok. 13zł

Dostępność : Rossmann


4. Babydream - emulsja dla kobiet w ciąży


Używałam jej w pierwszej ciąży i niestety pojawiły mi się rozstępy, ale emulsja łagodziła świąd skóry na brzuszku i dobrze nawilżała. To opakowanie zaczęłam ok. tydzień przed porodem, a roztępów w tej ciąży nie nabawiłam się w ogóle. Lubię ją za to, że poprostu nawilża i wygładza, ma dobry skład. choć chyba wolę olejek do ciała z tej serii.

Ocena : 4 / 5

Cena: 250ml / ok. 13zł

Dostępność: Rossmann


5. Garnier - Naturalna Pielęgnacja - szampon rumianek i miód kwiatowy


Miałam go długo, a odżywkę stosowaną wraz z nim ciągle jeszcze mam, bo jest aż zbyt wydajna. Możecie poczytać o nim TU


Fajny, ale nie kupię ponownie.


6. Oriflame - PureSkin- żel do mycia ciała

Ten żel jest przeznaczony do skóry borykającej się z wypryskami , które ma niwelować za pomocą kwasu salicylowego. Czy tak rzeczywiście jest nie jestem w stanie powiedzieć, bo nigdy nie miałam jakichkolwiek wyprysków gdzie indziej niż na twarzy,a  i tam zdarzają mi się bardzo rzadko, Generalnie dla mnie ten żel jest słaby jeśli chodzi o samą kwestię mycia i pielęgnacji. Nie pachnie za fajnie, jakoś tak dziwacznie grapefruitowo z lekko mentolową nutą. Jest dość rzadki z zatopionymi kuleczkami, które nic nie robią, bo w ogóle ich nie czuć na skórze. Pieni się średnio i jest nie wydajny. Myć myje, nie wyskusza jakoś bardzo, ale i tak balsam po nim jest obowiązkowy. Gdybym go nie dostała to sama napewno bym po niego nie sięgnęła.

Ocena : 3 - / 5

Cena: 200 ml / bez promocji ok. 17zł

Dostępność : Oriflame


7. Floris - Gardenia EDT


Dostałam tylko ok. 10 -15ml we flakonie, ale to mi zdecydowanie wystarczyło. To zapach nie dla mnie. Spodziewałam się pięknej, słodkawej wonii gardenii, a tu mamy aromat jakby z innej epoki, choć przecież stworzono go w 1996r. To białe kwiaty na czele z lilią i gardenią i nutami zielonymi. Zapach świeży, typowo wiosenny, łagodny, ale dla mnie nudny. Nie czułam się w nim dobrze i nie potrafił on współgrać z żadnym strojem. Nie jest nieprzyjemny, ale mam wrażenie, że nadaje się tylko dla panienek w krynolinach spacerujących po parku z parasolką. Te kilka mililitrów zużyłam jako room spray i zapach trzymał się baardzo długo.


Nuty zapachowe :

nuty głowy : nuty owocowe, nuty zielone

nuty serca : jaśmin, gardenia, tuberoza, lilia, cyklamen

nuty bazy : labdanum, drzewo sandałowe


Ocena : 3 - / 5

Cena: 100ml /  45€

Dostępność strona producenta TU

8. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Like Your Skin - serum ujędrniające

TU   o nim pisałam. Musiałam je odstawić na czas ciąży i po porodzie do niego wróciłam. Jak już wspominałam mam niewielki cellulit na udach, skóra trochę straciła tam na jędrności, ale mogę z tym żyć i osobiście uważam, że są gorsze rzeczy. Śmieszy mnie jednak to co producent tego serum obiecuje, bo prawda jest taka, że jest to poprostu bubel, który oprócz lekkiego wygładzenia nic, kompletnie nic nie robi. Stosowałam go z intensywnym codziennym treningiem, który dalej uprawiam. Zabawne jest to, że to serum ma sprawiać, że skóra będzie cudownie elastyczna, jędrna, a cała sylwetka nabierze kuszących kształtów. To nieprawda!  Ten kosmetyk w ogóle nie działa. Nawet tak niewielki cellulit jaki mam nie zmniejszył się ani trochę a skóra nie stała się jędrniejsza. W dodatku co oznacza niby ten cudownie pobudzający zapach limonki skoro serum pachnie kosmetycznie, lekko mydlanie z bardzo odległą jakby cytrynową nutą w której nie ma nic fajnego. Nie dajcie się nabrać na to badziewie!


Znacie któryś z tych kosmetyków ?




Życzę Wam na ten Nowy Rok 2015 , aby był on dla Was wyjątkowo pomyślny, by spełniły się Wasze marzenia i żebyście poprostu byli szczęśliwi :)

wtorek, 30 grudnia 2014

Celia - Lashes On Top ! - maskara 100 % rozdzielenia i objętości





W tym ładnym różowym opakowaniu kryje się jeden z gorszych tuszy jakich używałam w tym roku. Stawiam go na równi z beznadziejnym Oriflame The One Volume Blast ( który również Wam pokażę)  oraz Oriflame The One Lash Resistance TU

Tusz Celii w mojej opinii ma tylko dobrą konsystencję, dzięki której nie marze się on w trakcie malowania i nie brudzi powiek, ale to absolutnie wszystko, bo nie spełnia obietnic o maksymalnym rozdzieleniu i objętości. Być może nie nadaje się on do takich rzęs jak moje, czyli niezbyt gęstych i nie za długich ? Sama nie wiem... Strasznie niepodoba mi się to jak wyglądam po użyciu tego tuszu!



Szczoteczka jak widać jest plastikowa. Po jednej stronie ma krótsze włoski, a po drugiej dłuższe. Lubie takie szczoteczki, ale ta kłuła mnie w powieki w trakcie malowania, a nigdy mi się to nie zdażyło wcześniej.  Tusz nakłada się dość dobrze, szybko wysycha i nie usztywnia rzęs. Niestety ani pierwsza ani druga ani nawet trzecia warstwa nie robi nic. Aplikowałam ten tusz starannie, powoli i precyzyjnie i za każdym razem rzęsy prezentowały się tak źle,  jak wyglądają na zdjęciu poniżej. Są posklejane, wręcz rozprostowane, wyglądają jakoś tak nierówno. Nie są ani rozdzielone ani pogrubione. Prezentują się poprostu OKROPNIE i nie wyszłabym z domu tak umalowana!
Druga sprawa, że po innych tuszach np. po Maybelline One by One moje rzęsy są spektakularnie podkreślone, widać je, wyglądają jak sztuczne, a po Celii ´´gubią się´´ gdzieś, nie widać ich .



po 4 ( !!)  warstwach



Co więcej maskara kruszy się i bardzo rozmazuje nawet przy lekkim łzawieniu oczu ( jako okularnica mam do tego skłonność ),a  inne tusze mi tego nie robią i mówię tu o tych niewodoodpornych.


Nie mam siły ani ochoty bawić się tym tuszem, bo malowaniem nie mogę tego nazwać. Dla mnie to bubel, którego nie polecam,a  przynajmniej nie posiadaczką takich rzęs jak moje.

Ocena : 1 / 5

Cena: 10ml /  nie wiem, dostałam

Dostępność : raczej w mniejszych drogeriach



Znacie ten tusz ?

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Flormar - Supershine Miracle Colours - lakier do paznokci nr U25 oraz co znalazłam pod Choinką





Lakier kupiłam, bo spodobał mi się kolor, a także dlatego, że mogłam wziąć 3 lakiery i zapłacić za 2. Lubię takie promocje :)  Lakier nazywa się Supershine i rzeczywiście lśni dość mocno, w dodatku ma w sobie fioletowo - niebieski shimmer i w świetle jest wioczna fioletowa poświata. Podoba mi się taki efekt. Jednak lakier jest wyjatkowo denerwujący w użytkowaniu,a  to z tego powodu, że nawet po nałożeniu 3 warstw prześwituje ( wtedy już nie aż tak bardzo, ale końcówki paznokcia są widoczne szczególnie z bliska ). Trzeba mieć cierpliwość i zarezerwować sobie ok. pół godziny na dokładny manicure z tym lakierem, a jako, że jestem nerwusem ;) to używam go niezbyt często.

Na szczęście lakier schnie szybko i ma dośc dobrą konsystencję, choć według mnie mógłby być odrobinę bardziej gęsty. Pędzelek jest poręczny, choć długi i nie spłaszczony.

Jednak trwałość nie zachwyca. Po ok. 3 dniach widać starcia. Ze zmywaniem też miałam mały problem, bo musiałam trochę trzeć, aby cały zszedł.  Na plus dodam , że lakier nie śmierdzi prawie wcale, a już napewno mniej niż inne lakiery.

Nie wiem czy tylko te jaskrawe odcienie z serii Supershine Miracle Colours tak beznadziejnie kryją, ale zastanowię się zanim kupię drugi z tej serii. Generalnie za sam ładny kolor elektryzującego błękitu należą się 4 gwiazdki, ale muszę odjąć trochę za to koszmarne krycie!

Ocena : 4 - / 5

Cena : 10ml / nie pamiętam

Dostępność : nie wiem jak w PL, ja kupiłam ten lakier w sklepie odzieżowym Seppälä



Jak Wam się podoba ten kolor ?


A pod Choinką znalazłam :)

kolczyki marki Apart oraz uroczy wiosenno - letni aromat róży, fiołków i malin, czyli Fragonard Moment Vole.




środa, 24 grudnia 2014

Isana - Oil Care - olejek do włosów









Kolejny olejek silikonowy do włosów i chyba jeden z lepszych jakie dotychczas stosowałam co nie znaczy, że jakiś przełomowy. Ja takie olejki nakładam wyłącznie na końcówki w celu ich wygładzenia. Jedne robią to lepiej inne gorzej, a ten olejek Isany jest w tej pierwszej grupie.




Wyróżnia się konsystencją, bo nie jest taki lejący jak większośc olejków. .Ma fajny delikatnie orientalny zapach. Rzeczywiąście sprawia, że końcówki są widocznie wygładzone,miękkie w dotyku, a przy tym nie obciążone. No i to by było na tyle. Nie wiem jak olejek sprawdza nałożony na całe włosy,. ale podejrzewam ( a raczej jestem pewna) , ze okrutnie by mi je przetłuścił dlatego tę metodę polecam jedynie jeśli macie włosy bardzo suche, zniszczone i puszące się, które ciężko obciążyć.

Isanowy olejek jest według mnie lepszy niż np. Mythic Oil Loreala czy New Hair System olejek od Artego, które są przecież dużo droższe od niego. Jednak nie ma tu jakiś fajerwerków, bo takie silikonowe olejki niczego wielkiego nie robią niż wygładzenie. Ciężko mi uwierzyć,aby mogłby zregenerować komuś włosy w końcu to praktycznie sam silikon!


Ten kosmetyk jednak mogę polecić ze względu na niską cenę i ogólną dostępność. Jeśli lubicie takie olejki to śmiało spróbujcie tego.



Ocena :  4 / 5

Cena : 100ml / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann




Skład : Cyclopentasiloxane, Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annus Hybrid Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Parfum, Argania Spinosa Kernel Oil, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Alpha Isomethyl Ionone, Geraniol, Citral, CI 40800




Życzę Wam pięknie pachnących Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w spokoju, zdrowiu i w gronie rodziny !

wtorek, 23 grudnia 2014

Oriflame - Very Me - New York- kredka do powiek







od lewej : Go Taupe, Black





Mam dwa odcienie tych kredek : Black i Go Taupe i oba bardzo mi się podobają. Robię  nimi kreski na górnej i dolnej powiece i rozmazuję je pędzelkiem, tak aby powstał przydymiony efekt. Kredki mają lekko kremową konsystencję, ale nie są zbyt miękkie, a właśnie takie, że malowanie nimi nie sprawia żadnego problemu. Na bazie ( bez niej nie próbowałam) trzymają się cały dzień bez ścierania i rozmazywania. Oba odcienie delikatnie połyskują, choć na szczęście nie mają w sobie żadnych niepotrzebnych drobinek.



Lubię je. To naprawdę fajne kredki, dzięki którym szybko i bez wysiłku można zrobić efektowny makijaż.



Ocena : 5 / 5

Cena : 1,8 g / ok. 19,90zł

Dostępność : Oriflame


Jak Wam się podobają te kredki i ich kolory ?





poniedziałek, 22 grudnia 2014

Eveline Cosmetics - SPA! Professional - Argan Vanilla - luksusowe masło do ciała













Markę Eveline znam nie od dziś i chwalę sobie przede wszystkim jej kremy do twarzy, które mi służą. Z innymi produktami jest już gorzej, choć jeszcze w porządku są kremy do ciała zamkniete w słoiczkach ( te w innych formach opakowania pod względem działania też niezbyt mi odpowiadają ). To masło mogę uznać za mocno przeciętne.

Oczywiście przymiotnik ´´luksusowe´´ jest tu nieco na wyrost. To napewno nie jest kosmetyk luksusowy nawet jeśli zawiera  olejek arganowy! Jednak i tym razem producent nie mógł oprzeć się przed dodaniem oleju mineralnego. Czyżby był to tak niezbędny składnik, że bez niego ten kosmetyk nie mógłby powstać ?! Bez przesady... Konsystencja istotnie przypomina masło, tyle, że takie, które wyciągnęliśmy z lodówki jakąś dobr godzine temu i już sie topi. Nie jest zbyt tłuste i nie czuć na skórze nieprzyjemnego filmu, choć przy aplikacji nieco się marze. Nie trzeba czekać zbyt długo aż się wchłonie.



Moja skóra jest teraz trochę przesuszona i to masło jej pomaga. Nawilża, odżywia i wygładza, skóra jest aksamitna w dotyku, a naprawdę nie spodziewałam sie tego, bo jednak olej mineralny tak wysoko w składzie nie świadczy o niczym dobrym. Zdaje sobie jednak sprawę, że dla bardzo wysuszonej skóry to masełko będzie jednak za słabe, ale do normalnej i lekko przesuszonej jest w sam raz.






Nie do końca przekonuje mnie tylko jego zapach. O ile w opakowaniu czuć ciepłą, lekko wytrawna wanilię w połączeniu z czymś orientalnym, to na skórze ten aromat zmienia się w trochę chemiczny. Nie przeszkadza on jednak, choć jest intensywny i zostaje na ubraniach  np. na piżamie.


Ten olej mineralny nie daje mi spokoju i apeluję do producentów, aby wreszcie zaprzestali pakować to świństwo do swoich produktów,a  zastąpili je naturalnymi olejami!

To  nawet dobry kosmetyk do codziennego użycia. Warto jednak wcześniej zapoznać się z zapachem, bo nie każdemu będzie pasował. Mam podarowane drugie pudełeczko i potem nie zamierzam już do tego masełka wracać.

Ocena :  3  / 5

Cena : 200ml / dostałam, ale ok. 20zł

Dostępność : Rossmann



 
Skład: Aqua, Mineral Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Parfum, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-75 Stearate, Ceteth-20,Steareth-20, Ceteareth-20, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Hyaluronic Acid, Urea, Dicaprylyl Carbonate, Propylene Glycol, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Acrylates / C10 – 30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Tocopheryl Acetate, DMDM Hydantoin, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Phenoxyethanol, CI 19140, Lilial, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal,Alpha-Isomethic Ionone, Citronellol




Znacie to masło lub inny kosmetyk z waniliowo -arganowej linii Eveline ?

piątek, 19 grudnia 2014

Oriflame - Nature Secrets - ochronny krem do rąk z granatem i wanilią











Ochronny krem z granatem i wanilią oraz olejkiem migdałowym. Ot, taki sobie przeciętniaczek, który śmiało możemy zabrać do torebki i używać np. w pracy lub na uczelni jeśli oczywiście nie mamy suchych dłoni, bo do takich to on się raczej nie nadaje.





Pachnie w zasadzie nie granatem z wanilią, ale zwyczajnie owocowo - kosmetycznie. Nic w tym zapachu nie ma niezywykłego. Krem jest dość gęsty, ale nie przesadnie, nie zostawia żadnej tłustej powłoki dlatego śmiało można go użyć w każdej sytuacji. Niestety w ogóle nie ochronił ani nie pomógł w żaden sposób moim dłoniom kiedy były one popękane i ekstremalnie wysuszone w czasie pobytu w szpitalu. Skóra piekła i swędziała z przesuszenia, a ów krem nie dał jej żadnej ulgi. W końcy zrezygnowałam z niego na rzecz sprawdzonego czerwonego kremu  Be Beauty, który po niecałych 2 dniach sprawił, że dłonie całkowicie się zregenerowały.

Opisywany krem działa tylko na skórę normalną, w dobrej kondycji i jest lekkim nawilżaczem i niczym poza tym. Używam go w domu, bo trochę wygładza, coś tam nawilża i w zasadzie chciałabym, żeby się już skończył.


Nie wiem czy polecam. Chyba tylko dla tych, którzy kupują regularnie z katalogów Oriflame, znają te kosmetyki i szukają lekkiego kremu do rąk.


Ocena : 3 - / 5

Cena: 75 ml / ok. 12,90zł

Dostępność : Oriflame

Skład : AQUA, GLYCERIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, STEARYL ALCOHOL, CETYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, CETEARYL ETHYLHEXANOATE, CARBOMER, METHYLPARABEN, IMIDAZOLIDINYL UREA, PARFUM, CETEARETH-20, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, STEARIC ACID, BUTYLENE GLYCOL, PROPYLPARABEN, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM HYDROXIDE, ISOPROPYL MYRISTATE, HEXYL CINNAMAL, BENZYL BENZOATE, LINALOOL, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, CITRONELLOL, LIMONENE, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, VANILLA PLANIFOLIA FRUIT EXTRACT, PHENOXYETHANOL, CI 15510 


Jaki krem do rąk lubicie najbardziej ?

środa, 17 grudnia 2014

Nuxe - Reve de Miel - ultraodżywczy balsam do ust







To kultowy kosmetyk. Ja kupiłam go z czystej ciekawości, bo chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście sprawdzi się w przypadku moich suchych i spierzchniętych ust, czy przyniesie im ulgę. Kiedy otworzyłam szklany słoiczek zdziwiłam się konsystencją tego balsamu. Jest sucha, dość zwarta i brak jej poślizgu, nie jest też tłusta. Na ustach zachowuje się tak samo, a ponadto nie daje im żadnego połysku co akurat mi nie przeszkadza, bo w końcu nie ma błyszczeć , a pomagać. Pachnie jak olejek pomarańczowy bądź grapefruitowy.









Czy jestem zadowolona z działania ?  I tak i nie. Tak, bo balsam rzeczywiście wygładza i nawilża usta. Nie, bo w moim przypadku nie robi tego tak genialnie jak oczekiwałam i jak obiecuje producent. W mojej ocenie nie dorównuje sztyftom Sierra Bees. Nakładam go tylko na noc, bo pod niektórymi pomadkami  ( szczególnie tymi long lasting ) nie zachowuje się najlepiej z racji właśnie tego braku poślizgu. Nie zregenerował też moich warg, które były ekstremalnie wysuszone i mocno popękane w czasie pobytu w szpitalu, gdzie panowało bardzo suche powietrze. W takich warunkach ten kosmetyk okazał się niewystarczający. Działa u mnie tylko wtedy kiedy usta mam w dobrej kondycji. W składzie mamy miód, olejki roślinne, masło shea oraz ekstrakt z grapefruita.



  Nie kupię go ponownie. Jest dobry, ale niczego nadzywczajnego w nim nie widzę, a nazwanie go ultraodżywczym to dla mnie trochę przesada.


Ocena : 4 - / 5

Cena : 15ml / ok.  30zł

Dostępność : apteki





Skład : AQUA/WATER, GLYCERIN, COCO-CAPRYLATE/CAPRATE, TRIBEHENIN PEG-20 ESTERS, GLYCOL PALMITATE, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER) EXTRACT, PENTYLENE GLYCOL, HYDROXYETHYL UREA, POLYETHYLENE, TRISTEARIN, MEL/HONEY, HYDROXYSTEARIC/LINOLENIC/OLEIC POLYGLYCERIDES, XYLITYLGLUCOSIDE, ANHYDROXYLITOL, PARFUM/FRAGRANCE, GLYCERYL STEARATE, HYDROXYETHYLCELLULOSE, ACRYLAMIDE/AMMONIUM ACRYLATE COPOLYMER, TOCOPHEROL, ORYZA SATIVA (RICE) BRAN OIL, SESAMUM INDICUM (SESAME) SEED OIL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, ACETYLATED GLYCOL STEARATE, XYLITOL, POLYISOBUTENE, CAPRYLYL GLYCOL, AVENA SATIVA (OAT) MEAL EXTRACT, DEHYDROACETIC ACID, PHYTIC ACID, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, POLYSORBATE 20, SORBITAN ISOSTEARATE, SOLANUM LYCOPERSICUM (TOMATO) FRUIT/LEAF/STEM EXTRACT, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BETA-CAROTENE, DAUCUS CAROTA SATIVA (CARROT) ROOT EXTRACT, POLYSORBATE 80, BENZYL SALICYLATE, CITRAL, CITRONELLOL, COUMARIN, FARNESOL, LIMONENE, LINALOOL [N0812/B].



A Wy używałyście tego balsamu ? 

wtorek, 16 grudnia 2014

Lalique - Encre Noire








Czarny Atrament chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Za wszelką cenę chcałam sprawdzić czy wszelkie zachwyty nad nim są prawdziwe i czy zapach rzcezywiście zasługuje na swoją sławę i popularność. Długo nie mogłam tego sprawdzić, choć po cichu marzyłam, że będzie on świetnie ze mną współgrał, wszak czytałam opinie, że może być używany też przez kobiety. Wreszcie wpadła mi w ręce próbka i przekonałam się, że Encre Noire to zapach wyjątkowy.


Skład jest prosty i w zasadzie nie ma w nim nic nadzywczajnego i zaskakującego i chyba w tym tkwi cały sekret tej kompozycji.  Wetiwer to główny bohater. Jest świeży, ´´chrupiący´´ i aromatyczny. Wraz z nim wyczuwam też delikatne cyprysowe nutki i już, to wszystko. Wydaje się, że to nie może być nic ciekawego, a jednak jest! Encre Noire pachnie dla mnie jak spacer wczesnym rankiem po lesie, gdzie wokół nie ma nikogo oprócz nas samych. Czasem słychać tylko z oddali krzyk ptaków, czy szelest w trawie, a liście są mokre od porannej rosy. Powietrze jest świeże, rześkie i wilgotne. bierzemy haust powietrza do płuc, zamykamy oczy i pragniemy, aby ta chwila trwała wiecznie. Jednocześnie kompozycja jest mroczna,  drzewna, trochę niepokojąca i ´´ciemna´´ jak piękny flakon w którym się znajduje. Ciężko opisać ten zapach, bo dla każdego pachnie czymś innym. Według mojego męża to zapach tradycyjnej fińskiej sauny oraz gałązek, którymi smaga się ciało w celu jego zahartowania. I to właśnie jemu ten zapach tam bardzo się spodobał, że nie miałam wyboru jak kupić największy flakonik. Żałuję, że na mnie Encre Noire jest raczej nie do noszenia, bo nie uważam, aby był to unisex, nie potrafię go nosić, czuję się w nim zbyt męsko.


Wiele osób twierdzi, że trwałość jest tu wręcz niesamowita i zapach pozostaje na skórze cały dzień, a czasem jest wyczuwalny po umyciu. Zgadzam się z tym. Nawet po 10 godzinach jest dobrze wyczuwalny!

Pokuszę się o stwierdzenie, że Czarny Atrament ociera się o niszę. Nie pachnie jak wiele popularnych męskich kompozycji. Jest inny, wyróżnia się i zdecydowania zwraca uwagę. Zdecydowanie warto poznać!



Nuty zapachowe :

Nuty głowy : cyprys

Nuty serca : wetiwer

Nuty bazy: piżmo, drzewo kaszmirowe


Ocena : 5 / 5

Cena : 100ml / ok. 100zł

Dostępność : perfumerie online


Aco Wy sądzicie o tym zapachu ?

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Oriflame - The One - Eye Liner Stylo











Eyeliner to dla mnie kosmetyk, który mam zawsze w kosmetyczce i w to w różnych kolorach, ale czarny to klasyk. Preferuję te w buteleczkach z pędzelkiem, nie przepadam za pisakami, bo kilka razy się nacięłam  (  fatalny eyeliner Avonu i Maybelline). Jednak liner od Oriflame jest bardzo dobry i warto go przetestować.

Mam 3 z 4 dostępnych odcieni  ( czarny, szary i brąz) i jestem z nich bardzo zadowolona. Kolory nie są wyblakłe, a wręcz przeciwnie -  intensywne, przede wszystkim czerń jest czernią, a nie grafitem jak to się często zdaża. Cienką końcówką maluje się wyjątkowo łatwo i szybko, poradzi sobie z tym każdy!  Liner szybko schnie i co ważne nie odbija się na powiekach  w ciągu dnia. Można nim wykonać zarówno cienkie jak i grube kreski - co kto lubi







od lewej : czarny, brąz, szary



Kosmety jest też trwały. Wytrzymuje u mnie cały dzień w nienaruszonym stanie nawet kiedy łzawią mi oczy, a potem łatwo go zmyć jakimkolwiek produktem do demakijażu. Wydaje mi sie tylko, że jego wydajność będzie dużo mniejsza niż eyelinerów w buteleczkach, choć nie mogę jeszcze na ten temat nic powiedzieć.

Polecam, bo to naprawdę porządny eyeliner. Ja nie widzę w nim żadnych wad.


Ocena : 5 / 5

Cena: 0,8ml / ok. 33 zł

Dostepność :  Oriflame

Skład: AQUA, STYRENE/ACRYLATES/AMMONIUM METHACRYLATE COPOLYMER, GLYCERIN, LAURETH-21, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, BUTYLENE GLYCOL, PHENOXYETHANOL, BENZYL ALCOHOL, SODIUM LAURETH-12 SULFATE, POTASSIUM SORBATE, CAPRYLYL GLYCOL, SODIUM DEHYDROACETATE, CITRIC ACID, TETRASODIUM EDTA, DEHYDROACETIC ACID, CI 77266 (NANO), CI 42090, CI 28440, CI 19140, CI 17200, CI 45410, CI 61570, CI


A Wy używacie eyelinerów ? Jaki lubicie najbardziej ?

piątek, 12 grudnia 2014

Oceanic - AA - Glamour Bronzing - brązujący balsam do ciała do jasnej karnacji











Kolejny bronzer do ciała jaki wpadł mi w ręce i kolejny z którego nie jestem zadowolona. Nie wiem, czy jestem uprzedzona do tego typu kosmetyków, że za każdym razem coś jest  nie tak albo one rzeczywiście są  takie beznadziejne ?  Nie opalam się nigdy ani na słońcu  nie zaglądam do solarium, no, a o tej porze roku brązowa skóra tym bardziej nie jest mi potrzebna. Postanowiłam jednak wypróbować ten balsam, bo w końcu to nie typowy samoopalacz i pomyślałam, że przynajmniej nawilży mi skórę i lekko ją przybrązowi, a ponadto nie będę musiała się męczyć z aplikacją i uważać, żeby nie porobić smug. Tak się teraz zastanawiam, czy ten balsam tylko na mnie nie podziałał, a może wersja do jasnej karnacji jest taka marna ? Sama nie wiem...






W nieprzerzoczystej tubce ( za to minus!)  mamy niezbyt gęsty, ale też nie lejący biały balsam bez jakichkolwiek drobinek. Nietłusty, bardzo szybko się wchłaniający i nie pozostawiajacy żadnej warstwy na skórze. Niestety balsam śmierdzi w opakowaniu czymś, czego nie potrafię określić  i o ile wtedy jeszcze ten zapach nie jest taki wkurzający i da się go wytrzymać, to potem na mojej skórze zmienia się na tak intensywny i drażniący, że nie jestem w stanie przez to używać tego produktu. Cuchnie on jak typowe samoopalacze, a co najgorsze zapach przeszedł na piżamę ( używałam go tylko wieczorem). Mimo dodatku masła Shea i gliceryny moja skóra szczególnie na łydkach była poprostu szorstka i nieprzyjemna w dotyku. I gdzie to obiecywane przez producenta nawilżanie?!

Balsam jak już wspomniałam szybko się wchłania, choć ja i tak czekałam kilka dłuższych minut przed ubraniem się. Na początku używałam go codziennie wieczorem przez tydzień i efektów brak. Skóra w ogóle nie przybrała innego odcienia. Potem zmieniłam taktykę i stosowałam co drugi dzień. Też nic. Rozumiem,że z balsamami brązujacymi efekt opalenizny nadchodzi wolniej niż w tradycyjnych samoopalaczach, ale ile mam czekać, żeby cokolwiek zobaczyć, miesiąc ?!  Dlatego dałam sobie spokój. Gdyby mi koniecznie zależało na opalonym ciele to jeszcze bym się smarowała i czekała (i umierała z tego ohydnego zapachu ), a tak to nie mam na to ochoty.

Być może wersja do ciemnej karnacji jest lepsza, ale tej do jasnej nie polecam. Szkoda czasu. Opakowanie leci do kosza.

Ocena : 1 / 5

Cena: 200ml / nie wiem, dostałam

Dostępność : Rossmann






A Wy jakie macie zdanie na temat balsamów brązujacych ?

środa, 10 grudnia 2014

Garść nowych nabytków od Sleek



 Szukałam granatowej kredki do oczu i nie umiałam takiej znaleźć w żadnej z tutejszych perfumerii i drogerii ( aż sama byłam w szoku, bo w końcu granat to popularny kolor!) . Powinnam się przyzwyczaić, że tutaj wybór kosmetyków jest o wiele, wiele uboższy niż w Polsce, ale jednak dalej się dziwię...  : /  Jako, że nie mam zbyt dużo czasu to i nie mogłam sobie pozwolić na dłuższe bieganie po sklepach i postanowiłam,że kupię taka kredkę od Sleeka na spokojnie w domu. Najpierw wahałam się nad wersją z drobinami, ale jako, że nie lubię takich świecidełek to lepsza była wersja zwykła, czyli Sapphire.  Do tego nie odmówiłam sobie kolejnej paletki cieni, tym razem w wersji kolorystycznej Acid, drugiej już w mojej kolekcji palety Lip 4 , ale teraz w wersji Ballet oraz róży Blush By 3 Pink Lemonade.












Jak Wam się podobają te rzeczy ? Lubicie kosmetyki Sleek ?

wtorek, 9 grudnia 2014

Oriflame - Optimals Even Out Face Lotion SPF 30- emulsja ochronna do twarzy







Zainteresowała mnie ta emulsja z powodu dość wysokiego filtru SPF 30, który byłyby bardziej sensowny na  lato niż obecna porą roku , choć taki krem z filtrem przecież zawsze się przyda, a wiadomo, że szkodliwe promieniowanie dociera do nas także w pochmurny dzień zza chmur. Szkoda tylko, że oprócz filtru ten kosmetyk jest tak nieudany, że doprawdy nie mam serca go nikomu podarować.  Na lato będzie zdecydowanie za ciężki, a i teraz nie daję rady go używać!

Emulsja zapakowana jest w nieporęczne opakowanie z pompką. Nieporęczne dlatego, że jest nieprzezroczyste i nie widać ile kosmetyku ubyło. Nie wiem , czy tak ciężko producentowi było zapakować emulsję np. w słoiczek czy tubkę, bo ja nie lubię takich buteleczek z pompką, mam wrażenie, że ona nie dozuje produktu do ostatniej kropli i tak naprawdę nie zużyjemy go do końca, a rozciąć opakowania raczej się nie da.  Konsystencja jest adekwatna do nazwy, ale napewno nie jest ona lekka jak obiecywano. Zapachu prawie nie ma. No i przechodzę w tym miejscu do działania tej emulsji, a jest ono wręcz tragiczne!

Otóż zaraz po aplikacji preparat niesamowicie natłuszcza skórę, a co za tym idzie błyszczy się ona wręcz szaleńczo i nie pamiętam, żeby w ostatnim czasie jakiś kosmetyk zostawiał tak obleśnie tłustą warstwę w dodatku wyczuwalną cały dzień!  Czy może być coś jeszcze gorszego? Jesli dodać do tego pory przypominające kratery wulkanów to już totalnie porażka, a ja nigdy nie miałam problemów z rozszerzonymi porami!! Wyobraźcie sobie teraz jak to wszystko wygląda :  buzia tłusta jak po wylaniu na siebie butelki oleju i ogromne pory... Jak tu się tak pokazać komukolwiek na oczy?!  Z tego też względu emlusja nie nadaje się pod żaden używany przeze mnie podkład, bo sprawia, że nawet po przysypaniu pudrem błysk wychodzi zaraz na wierzch,a cały podkład gromadzi się na twarzy i wygląda tak, że od razu musiałam go zmyć. Maluję się już dłuugo ,a  nigdy nie miałam z czymś takim do czynienia!  Z powodu tego maksymalnego natłuszczenia twarzy nie moge tej emulsji stosować, a przynajmniej nie codziennie, bo boję się, że wyskoczą mi po niej jakieś niedoskonałości tym bardziej,że cały dzień na twarzy mam uczucie zalepienia i wrażenie, że skóra się dusi.

Nie ocenię działania filtru, bo u mnie całymi dniami jest już ciemno i poprostu nie da rady sprawdzić, czy emulsja istotnie spełnia funcję chroniącą. 

Jedyny pozytyw to nawilżenie, które rzeczywiście jest odczuwalne, bo cera jest gładka,ale to zdecydowanie za mało. Bardzo suchym cerom ta emulsja może się spodobać, ale jeśli macie mieszane, tłuste i nawet normalne to trzymajcie się z daleka.  Dla mnie Optimals Even Out to jedna z największych porażek kosmetycznych tego roku! Opakowanie leci do kosza.


Ocena : 1 / 5

Cena: 50ml / ok. 40zł

Dostepność : Oriflame


Skład:

AQUA, HOMOSALATE, OCTOCRYLENE, C12-15 ALKYL BENZOATE, ETHYLHEXYL SALICYLATE, BUTYL METHOXYDIBENZOYLMETHANE, PROPANEDIOL, GLYCERIN, CETEARYL ALCOHOL, ISONONYL ISONONANOATE, STEARETH-21, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, CETEARYL GLUCOSIDE, PHENOXYETHANOL, TOCOPHERYL ACETATE, CAPRYLYL GLYCOL, PARFUM, ETHYLHEXYLGLYCERIN, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, SODIUM HYDROXIDE, CAPRYLHYDROXAMIC ACID, DISODIUM EDTA, POTASSIUM CETYL PHOSPHATE, XANTHAN GUM, MANNITOL, RUMEX OCCIDENTALIS EXTRACT, FAEX EXTRACT, HYDROLYZED CRANBERRY FRUIT/LEAF EXTRACT, PROPYLENE GLYCOL, GLYCOGEN, MAGNESIUM ASCORBYL PHOSPHATE, SACCHAROMYCES/MAGNESIUM FERMENT, BHT, SACCHAROMYCES/IRON FERMENT, SACCHAROMYCES/COPPER FERMENT, SACCHAROMYCES/SILICON FERMENT, SACCHAROMYCES/ZINC FERMENT




Znacie tę emulsję ?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Wilkinson - Rasier Shaving Gel









Jest to moja pierwsza pianka do golenia dla kobiet. Dlaczego ? Ponieważ dotychczas wolałam męskie pianki i one spisywały się tak dobrze, że nie widziałam sensu kupowania w sumie takiego samego produktu, bo po co skoro w łazience zawsze stoi pianka do golenia męża. Jednak od kiedy kupiłam golarkę z depilatorem nie używam już zwykłej maszynki. Depilatorem  bądź golarką goli mi się o niebo szybciej i dokładniej no i przede wszystkim nie muszę obawiać się zacięć. Kiedy w ręce wpadła mi nowa pianka dla kobiet od Wilkinson postanowiłam znów po długiej przerwie sięgnąć po maszynkę i przekonać się w czym ta pianka może być lepsza od męskich odpowiedników.


Pianka ma postać takiego pianko-musu jest zwarta i puszysta i przy wyciskaniu ma różowy kolor Nie trzeba jej dużo na pokrycie np. całych łydek. W dodatku pachnie bardzo przyjemnie owocowo, jak jagody. Wraz z tą pianką i odpowiednią maszynką golenie jest szybkie i bezproblemowe, nie zacięłam sie też ani razu. Pianka sprawdza się nie tylko do nóg, ale do całego ciała, również bikini jak głosi napis na opakowaniu. Pochwalić ją też muszę za to, że skóra po jej spłukaniu nie jest przesuszona na wiór,a  mam tak zawsze po depilacji. Owszem, trzeba użyć nawilżającego mazidła jak zawsze aczkolwiek skóra nie jest nieprzyjemnie ściągnięta, a gładka i miła w dotyku.


Fajny produkt. Nie wiem czy jeszcze go kupię, bo jednak przyzwyczaiłam się do mojej golarki i depilatora, ale polecam tę piankę z pełnym przekonaniem!

Ocena : 5 / 5

Cena: 150ml  / nie wiem, dostałam

Dostępność: Rossmann


Skład : Aqua, TEA- Palmitate, Oleth-20, TEA- Stearate, Isopentane, Laureth-23, Sorbitol, Propylene Glycol, Triethanolamine, Ceteth-2, Isobutane, Cocamide DEA, Isopropyl Palmitate, Parfum, Hydroxyethylcellulose, Polyquaternium-7, Persea Gratissima, Hydroxypropylcellulose, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Retinol, Hydrolized Algin, Maris Aqua, Chlorella Vulgaris, Octyldodecanol, Cera Alba, Rubus Idaeus, Cyclodextrin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Polyisobutene, BHT, CI 17200, CI 42090


 Używacie pianek do golenia dla kobiet czy może macie inne sposoby depilacji ?

sobota, 6 grudnia 2014

Słodki, różowy kotek z hipnotyzującym spojrzeniem, czyli Katy Perry - Meow EDP








Witam Was w ten mikołajkowy dzień  ( w Finlandii 6 grudnia obchodzony jest jako Dzień Niepodległości) :)  Zawsze lubiłam Mikołajki i to nie tylko z powodu otrzymanych prezentów ( u mnie przeważnie są to słodycze bądź perfumy albo i jedno i drugie :D), ale także dlatego, że od tego dnia jakoś bliżej jest do Świąt Bożego Narodzenia, chociaż sklepy i centra handlowe już od początku listopada atakują tandetnymi gadżetami i dekoracjami no i pewną okropną piosenką,puszczaną do znudzenia od dobrych kilku lat... chyba kojarzycie o jaki utwór chodzi ? A dziś chcę Wam pokazać kolejny zapach z mojej dość pokaźnej kolekcji, a mianowicie Katy Perry Meow.

Pewnie kojarzycie flakonik tych perfum  , bo wygląda jak kotek i hipnotyzuje swoim spojrzeniem. Słyszałam zarzuty, że opakowanie jest strasznie tandetne i wiele osób właśnie z tego powodu nie wyobraża sobie kupić tych perfum. Rozumiem to. Mam tak samo z zapachami Nicki Minaj. Nie interesują mnie właśnie z powodu okropnych buteleczek, choć pewnie skuszę się przynajmniej na ich przetestowanie, ot tak z czystego perfumoholizmu...Co sie jednak tyczy Meow to kupiłam go razem z Purr i o ile ten drugi dokładnie testowałam to pierwszego w ogóle nie znałam i wzięłam tylko dlatego, żeby kotki były w parze :) Patrząc na skład stwierdziłam, że źle nie może być, ale dochodziły mnie głosy, że jest to mega słodziak i bałam się, że dostanę kopię britneyowego Fantasy, który mimo, że lubię to nie mogę używać za często, bo mnie ta słodycz męczy. Okazało się jednak, że Meow jest trochę inny i absolutnie nie żałuję zakupu!

Po pierwsze : jeśli nie lubicie zapachów słodkich to nie macie tu czego szukać, z tym, że mnie Meow nie przypomina Fantasy praktycznie wcale. Oba zapachy łączy jednak słodycz, ale o ile Różowa Bombka od Britney składa się w dużej mierze z białej czekolady, od której czasem aż zęby bolą to Meow to słodycz pochodząca od owoców i wanilii. Różowy kotek otwiera się zapachem przepysznej słodziutkiej gruszki i jej aromat zdecydowanie wiedzie tu prym. Gruszka ocieka sokiem i jest prawdziwa, nie czuję żadnej chemii. Owoc ten dodatkowo przysypano wanilią, ale nie wytrawną, a bardziej jakby sosem lub cukrem z wanilią i to dodaje takiej apetycznej, niezamulajacej słodyczy. A wszystko to zostało skropione odrobiną soku z mandarynek. W oddali wychwytuję nawet lekką karmelową nutę, choć przecież tego smakołyku nie ma w składzie. Całość kojarzy mi sie z letnim deserem serwowanym w uroczej kawiarence. Mimo obecności kwiatów w spisie nut, ja ich w ogóle nie wyczuwam.

 W Meow niewątpliwie podoba mi się to, że całość nie jest nadmiernie ´´przecukrzona´´, choć owszem słodycz jest tu wyraźnie wyczuwalna, ale nie mdląca i raczej nie poczujemy się jakbyśmy zjadły na raz  całą paczkę cukierków.  Mnie w każdym bądź razie ta kompozycja nie zasładza na amen i dlatego mogę jej używać nawet kilka dni pod rząd co np. w przypadku Fantasy jest wykluczone i sięgam po niego jedynie od czasu do czasu kiedy mam na to odpowiedni humor lub ogromną chęć na czekoladę.

Różowy Kotek bardzo spodobał się też mojemu mężowi, który lubi na mnie owocowe, trochę słodkie zapachy, a ja przeważnie bombarduję go cięższym bądź lżejszym orientem :D Stwierdził wręcz, że pachnę przepysznie i mogłabym nie używać żadnych innych perfum;).
Dodam jeszcze swoje 3 grosze na temat flakonika. Otóż moim zdaniem jest on pomysłowy i na żywo wcale nie wygląda aż tak kiczowato, jest porządnie wykonany i bardzo przypadł do gustu mojemu starszemu synkowi :) Jasne, że nie spodoba się wszystkim, bo wiele osób uważa, że to szczyt bezguścia mieć coś takiego w swojej kolekcji, że nie wypada i takie tam blablabla.Mnie to nic nie obchodzi. Zreszta ja nie sugeruję się tym kto się sygnuuje dany zapach, dla mnie liczy się tylko i wyłącznie jak on pachnie i nie czuję wstydu mając w szafie pefumy celebrytów. Katy Perry jest znana ze swego charakterystycznego stylu, który do mnie w ogóle nie przemawia, nie podoba mi się też jej muzyka, ale nie można spodziewać się po  takich gwiadkach zapachów na miarę L´Artisan bądź Lutensa, bo to nie o to chodzi. Celebryckie zapachy mają być łatwe i przyjemne w odbiorze i właśnie z Meow tak właśnie jest.

Na koniec jeszcze o trwałości  : u mnie ok. 6 godz. a, projekcja też jest niczego sobie, zapach jest wyczuwalny przez innych bez trudu.

Podsumowując : Meow to sympatyczny słodziak idealny na codzień jak i na imprezy dla wszystkich amatorek zapachów jadalnych. Warto przetestować!


Nuty zapachowe :

nuty głowy : jaśmin, gardenia, tangerynka, gruszka

nuty serca : kwiat pomarańczy, wiciokrzew, konwalia

nuty bazy : piżmo, drzewo sandałowe,  żywica bursztynowa, wanilia


Ocena : 4 / 5

Cena:  100ml / ok. 80zł

Dostępność : perfumerie online



A Wy co sądzicie o tym zapachu ?

czwartek, 4 grudnia 2014

John Frieda- Full Repair- regeneracyjny olejek do włosów










Kolejny olejek w mojej małej ´´olejkowej´´ kolekcji i tym razem nie ma żadnych rewelacji, a przynajmniej ja tak uważam. Według mnie te wszystkie olejki z silikonami praktycznie się między sobą nie różnią. Ja nakładam je wyłącznie na końcówki, choć i tak nie wierzę, że może im to jakoś wybitnie pomóc, czy wpłynąć na ich kondycję, ale póki nie szkodzą, to jest ok.

Ten olejek możemy nakładać na całą długość mokrych lub suchych włósów lub tylko od połowy. Szczerze powiedziawszy to nie wiem kto odważyłby sie spróbować zastosować olejek na całe suche włosy i wyjść tak do ludzi. Trzeba by chyba mieć ekstremalnie przesuszone włosy, których nic nie jest w stanie przetłuścić...No, ale żeby nie było postanowiłam sprawdzić czy rzeczywiście ten olejek obciąży mi włosy jeśli nałożę jego niedużą ilość na całe, mokre włosy. Lepiej nie pytać jak się to skończyło... Dość powiedzieć, że włosy po wysuszeniu ( co trwało dużo dłużej niż normalnie) prezentowały się tak jakbym zapomniała,że istnieje coś takiego jak szampon i woda i to na dobre pół roku... nie przesadzam! Koniec eksperymentów na tym polu.

Olejek jak to, olejek jest rzadki, spływa z dłoni w trakcie aplikacji, więc trzeba uważać. Pachnie słabo, trochę kosmetycznie, a trochę tak nijako.Nie czuć tego zapachu na włosach. Nakładam go na na końcówki uprzednio wysuszone ręcznikiem i ten olejek troszeczkę je wygładza, ale następnego dnia i tak sa lekko napuszone, nie odnotowałam żadnego nawilżenia, czy innego działania. Ten preparat w zasadzie nic z moimi włosami nie robi i używam go tylko dlatego, aby wykończyć buteleczę, bo generalnie nie przepadam za silikonowymi olejkami. Warto wspomieć jeszcze, że w składzie mamy olejek Inca Inchi, który posiada 47 %  więcej kwasów tłuszczowych niż olej arganowy, to tak na pociechę.

Słaby prodkukt jak dla mnie. Nie chce mi się wierzyć, że może pomóc włosom zniszczonym do których jest przecież przeznaczony. Jeśli lubicie takie olejki i wierzycie w ich ´´magiczne´´ działanie to ten ten możecie spróbować, choć jakoś szczególnie nie zachęcam. Nie ma to jak prawdziwe, naturalne oleje bez wspomagaczy...


Ocena 2 / 5

Cena: 100ml /ok. 55zł

Dostępność : jest m.in w Douglasie

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Trisiloxane, Plukenita Volubilis Seed Oil, Dimethicone / Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Crambe Abyssinica Seed Oil, Parfum, Tocopherol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Citronellol



Lubicie olejki do włosów ?

wtorek, 2 grudnia 2014

Oriflame - The One- Lash Resistance Mascara - tusz wodoodporny




Tusz z nowej serii Oriflame The One. Zdziwiłam się, że jest wodoodporny, bo takich nie używam, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby wypróbować,a nuż okaże się dobry. No nie okazał się, co więcej wkurzył mnie tak bardzo swoją beznadziejnością, że nie chcę go już więcej używać. Dla mnie ten tusz to dno. Poprostu dno, ale wystarczy spojrzeć na zdjęcie po pomalowaniu i wtedy zrozumiecie dlaczego tak mi się nie podoba.  Jednak po kolei:






Opakowanie jakie jest kazdy widzi. Nic nadzwyczajnego. Szczoteczka natomiast ma normalne włosie, żadne tam plastikowe, a szkoda, bo ja jednak wolę takie, ale trudno. Niestety malowało mi się nią bardzo źle, jest nieporęczna. Na zdjęciu tego tak nie widać, ale jest ona spłaszczona co dodatkowo utrudniało mi manewrowanie nią. Wierzę jednak, że komuś taka szczoteczka się podoba i nie ma z nią problemu. Kolor czarny to poprostu czarny, nie jest głęboki, ot taki normalny.

Tusz ma prawidłową konsystencję co oznacza, że nie jest ani rzadki ani za gęsty i dzięki temu nie brudzi powiek w czasie malowania. Szkoda tylko, że nawet po 4 warstwach rzęsy dalej wyglądają na praktycznie niepomalowane, a ledwie muśnięte kolorem i to mnie w tym tuszu wkurza najbardziej, bo trzeba się namachać,a i tak nic z tego nie wychodzi. Rzęsy nie są ani ładnie podreślone, ani pogrubione ani wydłużone. Są poprostu nijakie,a  na dodatek mnie ta maskara wręcz prostowała rzęsy, bo na ogół mam je podkręcone. Dla mnie ten tusz jest wręcz fatalny i jak patrzę na zdjęcie poniżej to zastanawiam się jak można wyprodukować taki bubel?! Czytałam jednak opinie innych dziewczyn, które wychwalają ten kosmetyk, więc jak widać wszystko jest kwestią upodobania i rodzaju rzęs, bo na moich kompletnie się nie sprawdza.


rezultat po nałożeniu 4 ( ! ) warstw



Co z jego wodoodpornością ? Nie wiem, jak się sprawuje na deszczu czy w basenie, ale faktem jest, że nie rozmazuje się kiedy łzawią mi oczy, ale to żaden wyczyn, bo nawet zwykłe tusze trzymają się u mnie do wieczornego demakijażu. Nie pamiętam, aby jakiś tusz pokruszył mi się czy rozmazał.  Nie zmyjemy jednak Lash Resistance zwykłym płynem czy mleczkiem, a co więcej opornie schodzi nawet przy użyciu dobrej dwufazówki! Musiałam pocierać oczy mocno nasączonym wacikiem,a i tak zostały resztki, które zmyły się dopiero przy użyciu zwilżonej wodą rękawicy Glow on - the go. Dziwne...


Ciężko mi powiedzieć, czy polecam ten tusz. Powiedziałabym, że nie, absolutnie nie, bo jest okropny, ale odnosząc się do innych, pochwalnych opinii pod jego adresem stwierdzam, że najlepiej przekonajcie się same czy Wam się spodoba jeśli oczywiście lubicie tusze wodoodporne. Ja mu mówię zdecydowane NIE!


Ocena :  2  - / 5

Cena: 8ml / ok. 38zł

Dostępność : Oriflame


Znacie ten tusz?

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Zużycia miesiąca - listopad 2014




To niesamowite jak ten czas leci! Już zaczyna się grudzień, idą Święta, a przecież dopiero co było lato... ehh szkoda. Ja zdecydowanie nie lubię zimy co jest dosyć zabawne mając na uwadze, gdzie mieszkam :D   W tym miesiącu zużyć jest całkiem sporo. Pozbyłam się też dwóch flakonów perfum, któych nie dałam rady używać. Oczywiście na ich miejsce przybyło kilka innych :)








1. Cien -  zmywacz do paznokci bez acetonu

Kupiony z ciekawości w Lidlu. Uważam, że to dobry produkt. Oczywiście śmierdzi jak wszystkie inne zmywacze, ale radzi sobie ze zmyciem wielu lakierów, choć z brokatami, piaskami i tym podobnymi ma mały problem dlatego wtedy zastępuję go ulubieńcem z Isany. Pompka działa fajnie na początku, bo przy końcu butelki już nie chce działać i musiałam odkręcić korek i lać zmywacz bezpośrednio na wacik. Można kupić jak najbardziej. Ja się jednak już nie skuszę. Wypróbowałam i starczy.

Ocena : 4 / 5

Cena: 200ml / nie pamiętam

Dostępność : Lidl


2. Oceanic - AA- SlimLine 5HD- rozświetlający balsam antycellulitowy do ciała

Nie wierzę w żadne kosmetyki mające redukować cellulit. One poprostu nie robią nic więcej oprócz wygładzenia skóry. Ten balsam jest taki sam jak wszystkie. Używałam go 2 razy dziennie przez równo miesiąc, bo na tyle starczyło mi opakowanie i nie zauważyłam absolutnie niczego. Ktoś mi pewnie zaraz zarzuci, że jedna tuba to za mało, że powinnam dokupić z dziesięć i wtedy wystawić opinię. Tylko, że po  wymazianiu tym kosmetykiem skóry przez miesiąc powinnam chyba widzieć choć minimalne efekty, a tu nie ma nic! W dodatku balsam zawiera wkurzające drobinki miki, które osiadają na dłoniach po aplikacji, a na skórze w miejscu nasmarowania są kompletnie nie do zauważenia ( tzn. u mnie na jasnej skórze ich nie widzę).

Balsam jest dość gęsty, nie leje się, ale można wykonać krótki masaż.Pachnie znośnie grapefruitowo-kosmetycznie. Nie ziębi ani nie grzeje co uważam za ogromny plus, bo nienawidzę kosmetyków, ktore zapewniają takie ´´efekty specjalne´´.
Stosowałam go jedynie na uda, bo tylko tam mam niewielki cellulit i skóra po dwóch porodach nie jest taka jędrna, choć i tak nie narzekam na jej stan. Balsam nie zrobił jednak nic więcej opócz delikatnego wygładzenia. Nie nawilża też w sposób mnie satysfakcjonujący, bo po nim musiałam sięgać po balsam nawilżający. Ten kosmetyk poprostu nie działa i cieszę się, że już go wykończyłam. Nie polecam.

Ocena : 2 -  / 5

Cena: 200ml / ok. 15zł

Dostępność Rossmann

 
Skład: Aqua, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii ( Shea) Butter, Glycine Soja ( Soybean) Oil, Dimethicone, Trideceth-6, Olea Europaea ( Olive) Fruit Oil, Caffeine, Hydrogenated Vegetable Oil, Centella Asiatica Extract, Equisetum Arvense Extract, Paullinia Cupana Seed Extract, Carniline, Propylene Glycol, Acrylamide / Sodium Acrylate Copolymer, Calcium Aluminium Borosilicate, Mica, Allantoin, Citric Acid, Silica, Tin Oxide, Titanium Dioxide CI 77891, Iron Oxides CI 77491, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum






3. Forever Living- Forever Bright - aloesowa pasta do zębów bez fluoru

Pastę tę dostałam od mojej Mamy, która jest jej wierną użytkowniczką. Jest to pasta w postaci dość gęstego, żelu barwy ciemnozielonej. Ma łagodny miętowy posmak i fajnie odświeża oddech, nie gorzej niż popularne pasty dostępne w drogeriach. Zaskoczyło mnie to, że dobrze się pieni, co nie jest takie powszechne w naturalnych pastach ( no, ale ma SLS, więc dlatego). Zawiera ekstrakt z aloesu i propolis. Jej działanie myjące również jest na plus. Generalnie to dobra pasta warta polecenia. Ja mam jeszcze w zapasie dwa opakowania i chyba już do niej nie wrócę, bo mi się znudziła (  no chyba, że Mama znowu mi ją podaruje ). Tak czy inaczej przetestujcie, bo warto!

Ocena : 5 / 5

Cena: 130 g / ok. 30zł

Dostępność : online

Skład : Barbadensis Gel ( Stabilized Aloe Vera Gel), Sorbitol, Hydrated Silica, Glycerin, Sodium Lauryl Sulfate, Chondrus Crispus ( Carrageenan), Flavor, Bee Propolis, Sodium Saccharin, Sodium Benzoate, Chlorophyllin- Copper Complex

4. Pat&Rub- piling do biustu i dekoltu z bambusem

Opisywany TU . W dalszym ciągu uważam, że to bardzo dobry piling,a  w parze ze świetnym kremem do biustu tej samej firmy czynią cuda. Warto kupić, ale właśnie razem z tym kremem, bo piling to tylko dodatek.

5. Isana -  krem do rąk z olejkiem arganowym

Nawet nie pamiętam kiedy ten krem kupiłam, bo jest tak wydajny! Ja w ogóle lubię kremy Isany, a ten też jest porządny i świetne nawilżał i odżywiał moją przesuszoną i wrażliwą skórę dłoni. Ma gęstą konsystencję i taki kosmetyczny, trudny do sprecyzowania zapach. Zostawia co prawda trochę tłustą powłokę i dlatego trzeba uważać, żeby nie nałożyć go za dużo, bo wtedy będzie się długo wchłaniał, ale ja używałam go tylko przed snem i wtedy już nic mnie nie obchodziło :)  Nie kupię go już więcej, bo zmieniam kremy po skończeniu opakowania, a zresztą mam taki zapas w szafce, że jeszcze długo nie muszę kupować żadnego. Jednak ten polecam szczególnie na teraz i do suchej skóry!

Ocena: 5 / 5

Cena: 100ml / ok. 6zł

Dostępna: Rossmann

Skład: Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Se, Isopropyl Palmitate, Butyl Methoxydibenzolmethane, Butyrospermum Parkii Butter, Glycine Soja Oil, Phenoxyethanol, Perfum, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Cera Alba, Sodium Cetearyl Sulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Limonene.







 6. Fleur de Sante - Honey- płyn do kąpieli z ekstraktem z miodu

Nie mam wanny, więc używałam tego płynu normalnie pod prysznicem i do tego się nadaje. Nie jest lejący, ma taką konsystencję,która właśnie przypomina miód tyle, że oczywiście nie jest lepka. Kolor również miodowy, a zapach no cóż... chemiczny miód. Nie, nie jest zły, ale nawet nie przypomina naturalnego miodu niestety, zresztą ekstrakt z niego jest prawie na końcu składu, więc po co producent w ogóle o tym wspomina, skoro miodu są tu zaledwie śladowe ilości ?!

Kosmetyk  dobrze się pieni i myje, bo to w końcu ma robić. Nie nawilża, obowiązkowo musiałam po nim się nasmarować, ale też nie wysusza skóry na wiór. Butelka strasznie mi sie nie podoba,bo płyn wygląda jak najtańszy produkt z supermarketu, no i jak na płyn do kąpieli to jest mała. Nie umiałam znaleźć ceny tego płynu, ale jesli kosztuje 40zł tak jak inne z tej serii to to chyba jakiś żart! Produkt absolutnie nie jest wart nawet połowy tego bo to najzwyklejszy żel do mycia i to na dodatek z bardzo średnim składem. Za 5 zł można kupić za więcej napewno nie.

Ocena : 3 / 5

Cena: 300ml / w przeliczeniu ok. 40zł

Dostępność : nie wiem, dostałam


7. Clochee- odżywczy peeling cukrowy


Pokazywany TU . Świetny peeling, szkoda, że już mi się skończył, bo używany raz w tygodniu nie był zbyt wydajny. Koniecznie spróbujcie!



8. Fleur de Sante -  2 in 1 Extra Wear Mascara & Primer

Dobrze, że już mi sie ta maskara skończyła, bo poprostu od początku jej nie lubiłam. Pokazywałam ją TU . Niby na początku dawała dość dobry efekt, ale po dłuższym stosowaniu rzęsy wyglądały marnie. Za to odejmuję gwiazdkę. No i wciąż przeraża mnie ta cena za taki tusz...


9. Colgate - Maximum Protection Cares plus Sugar Acid Neutralizer

Dostałam dwa małe opakowania po 19ml od dentystki. W Polsce ta pasta nazywa się Maximum Cavity Protection. Nie wiem czy rzeczywiście neutralizuje działanie kwasów cukrowych, bo nie da się tego sprawdzić,ale faktem jest, że ogólnie jest dobra i chyba kupię pełnowymiarowe opakowanie.
Jest dość gęsta, biała o miętowym smaku, który nie jest przesadnie mocny. Jednak ja po umyciu czuję w ustach dziwny miętowy posmak z nutą czegoś hmm medycznego. Nie wiem jak to określić, bo nie jest to obrzydliwy smak i nie wiem, czy wersja na polski rynek też tak smakuje czy tylko ta. Jednak aż tak mi to nie przeszkadza. Dobrze się pieni, odświeża oddech na długo.

Ocena : 4 + / 5

Cena: nie znam, dostałam

Dostępność : w Polsce w Rossmanie


10. Astor- Play it Big Mascara


Od początku tego tuszu nie lubiłam,a  ta szczoteczka doprowadzała mnie do szału! Dobrze, że już się skończył. Nigdy więcej!  Pokazywałam Wam go TU


11. Dermedic - Hydrain - krem - żel pod oczy

Bardzo lekki krem, który nie nadaje się do przesuszonej skóry wokół oczu, bo jego działanie nawilżające nie jest powalające. U mnie spisywał się poprawnie choć i tak mogłoby być lepiej. Plus za brak tłustej warstwy i za to, że nadaje się pod makijaż. Do młodej, nastoletniej cery tak, dla reszty raczej nie.

Ocena : 3 / 5

Cena: 15ml /  ok. 30zł

Dostępność: apteki


12. Mixa - Baby-  łagodząca woda oczyszczająca bez spłukiwania

Mój ulubiony kosmetyk do oczyszczania buzi starszego dziecka. Oczyszcza bez podrażnienia, łagodzi i delikatnie nawilża, a przy tym nie ma zapachu,a  przynajmniej ja nic tu nie czuję.  Nie stosuję go do pielęgnacji noworodka, bo jego skóra jest z kolei sucha i łatwo ją podrażnić, więc wolę nie ryzykować, ale dla większego malucha o skórze normalnej bez skłonności do podrażnień ta woda jest idealna i będę ją kupować!

Ocena : 5 / 5

Cena: 250ml / ok. 15zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua/Water, Glycerin, PEG-8, Chlorhexidine Digluconate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Parfum/Fragrance



13. Environ- Avst - Moisturising Toner - tonik nawilżający do twarzy




TU go pokazywałam. Całe szczęście, że już zmęczyłam butelkę, choć dłuugo to trwało. Kosmetyk dla mnie okazał się beznadziejny.



Do nowych właścicielek powędrowały :

Rihanna Rogue - O ile na początku nawet mi się podobały to z biegiem czasu nie mogłam znieść tej dziwnej pudrowości. Zapach mnie tak męczył i drażnił, że nie używałam go prawie wcale. Teraz mam zamiar kupić Nude oraz Rogue Love, które ma za niedługo się pojawić. O Rogue przeczytacie u mnie TU

 Britney Spears Island Fantasy - lubię zapachy Brit i ten też na początku mi sie podobał. Jest fajny taki świeży, typowo letni, ale jego trwałośc woła o pomstę do nieba! U mnie trzymał się do 4 godzin i to tylko jeśli wylałam go na siebie dość dużo. Szkoda, bo to naprawdę ciekawy zapach na lato. Poczytacie o nim TU




Znacie któryś z pokazywanych produktów ?

sobota, 29 listopada 2014

Bielenda Professional - arbuzowy peeling do twarzy














Jestem wielką fanką morelowego peelingu St. Ives, ktróry został zamieniony na ten sam marki Soraya, ale działa on tak samo rewelacyjnie na moją skórę, więc nie mogę narzekać. Przeglądając stronę Bielendy wpadłam na pomysł, że fajnie byłoby wypróbować coś z ich profesjonalnej linii, gabinetowej. Poszukałam gdzie można nabyć te produkty i okazało się, że nie daleko mojej Mamy jest sklep, gdzie są między innymi te kosmetyki. Chciałam także maskę czekoladową do twarzy, ale akurat nie było i poprzestałam na tym peelingu arbuzowym. Jednak następnym razem wybiorę więcej tych produktów do przetestowania.

Jaki jest ten peeling ? Dobry, nawet bardzo dobry, ale jedno muszę podkreślić : to nie jest mocny zdzierak, napewno jego siła ścierania nie jest taka jak w morelowym peelingu Sorai, jest łągodniejszy, ale drobinki ( jojoby) czuć na skórze. Nie jest łagodny, ale nie jest też mocny, ot tak pomiędzy. Konsystencja jest średnio gęsta, dość zwarta o bardzo fajnej barwie dokładnie odpowiadającej miąższowi arbuza z widocznymi niebieskimi drobinkami. Ta konsystencja ma jeszcze dodatkowy bajer, a mianowicie lekko połyskuje! Ciekawie to wygląda. Zapach ładny, arbuzowy, czyli wszystko tak jak ma być.

Według informacji na opakowaniu peeling nakładamy na suchą skórę, wykonać masaż, a następnie zmyć preparat letnią wodą lub tonikiem. Przy pierwszym użyciu dostosowałam się do słów producenta i zaaplikowałam peeling na suchą skórę i dla mnie to nie jest dobra opcja, bo ścieranie było słabsze, peeling zrobił się jakiś taki´´ tępy´´ na skórze, a i efekt po zmyciu był nijaki tzn. skóra wcale nie była gładka, wyglądała tak jakbym w ogóle nie wykonała żadnego peelingu. Teraz nakładam ten peeling na lekko zwilżoną twarz i tak jest o wiele lepiej. Skóra jest wygładzona, rozpulchniona, oczyszczona i lepiej przyjmuje wszelakie maski i kremy.

To bardzo dobry peeling, którego z przyjemnością używam. Nie jest co prawda tak rewelacyjny jak wspomniany morelowy Sorai, ale i tak go lubię i polecam wszystkim, bo jest tego wart.


Ocena : 5 / 5

Cena: 175 g / ok. 25zł

Dostępność : sklepy internetowe i stacjonarne, gabinety kosmetyczne






Używałyście tego peelingu? Który kosmetyk z linii profesjonalnej Bielendy polecacie ?


piątek, 28 listopada 2014

Oriflame - Chiffon EDT









Chiffon. Zapach, którego próżno już szukać w ofercie marki Oriflame. Ja na niego natrafiłam przez przypadek przy okazji wymiany, a jako, że lubię nuty kwiatowe na czele z tuberozą to pomyślałam,że będzie to coś godnego uwagi i zapamiętania. Otworzyłam przesyłkę, popsikałam nadgarstek i zamarłam...nie, to zdecydowanie nie jest moja bajka.

Flakon przypomina mi pannę młodą w klasycznej sukni jednak w połączeniu z zapachem widzę ni mniej ni więcej, a bardzo nieszczęśliwą Pannę Młodą, która w tak ważnym dla siebie dniu nie porafi się cieszyć. Jest przygnębiona tym co lada chwila ma nadejść, chciałaby zniknąć i ucieć gdzieś daleko byleby nie wychodzić za mąż za człowieka, którego nie kocha, a którego musi poślubić, bo tak nakazuje jej rozsądek i niepodważalna opinia bliskich. Ta młoda dziewczyna siedzi przy swojej toaletce ubrana już w swą suknię i spoglądając w lustro płacze rzewnymi łzami wiedząc, że tak naprawdę nic nie uratuje jej przed rychłym ślubem, którego nie chce. Tak, Chiffon to dla mnie zapach poprostu smutny, przygnębiający, wręcz depresyjny! Jak to możliwe skoro dominują białe kwiaty, które lubię ? To chyba efekt połączenia ich z nielubianą przeze mnie nutą geranium i ylang ylang,bo  nawet paczula z cedrem i  z miękką nutą sandałowca nie potrafi tego uratować. Kompozycja nie jest świeża, czy słodka, dla mnie jakby hmm´´ zakurzona´´ ?

Chiffon kojarzy mi się ten bardzo mocno z uroczystością pogrzebową. Tak, wiem, że to brzmi strasznie, ale nosząc ten zapach nie mogę się opędzić od myśli, że zaraz sypnę białe płatki na trumnę zmarłego. Dziwne to, bo ja generalnie lubię ´´cmentarne´´ zapachy ( Demeter Funeral Home dobrze mi się nosiło), a w tym przypadku nie mogę, no poprostu nie mogę! Zapach kompletnie nie pasuje mi do mojego stylu, do ubioru i osobowości, czuję się w nim poprostu źle, męczył mnie i sprawiał, że od razu psuł mi się humor.

Dawno nie miałam styczności z zapachem, który może nie tyle, by mnie odrzucał, bo Chiffon jednak mnie nie odrzuca, ale sprawiał, że patrzę na flakonik i myślę, że to´´ idealny´´ zapach depresjogenny szczególnie na ciemne, ponure jesienne dni jakie mam tu teraz.

Słówko o trwałości : tak słaba jak i projekcja. Po godzinie znika i w sumie bardzo dobrze.

Nuty zapachowe:

nuty głowy : śliwka, ylang ylang, geranium, białe kwiaty

nuty serca : paczula, cedr, tuberoza

nuty bazy : kwiat pomarańczy, drzewo sandałowe, piżmo


Ocena: 2 / 5

Cena : 50ml, nie znam ceny

Dostępność : teraz już chyba tylko na aukcjach



Znacie ten zapach ?

czwartek, 27 listopada 2014

Nubar Foundation Base Coat & Nubar Diamont Seal&Shine Top Coat









Maluję paznokcie od dawna i nie umiem trafić na dobrą bazę i top coat, które sprawiłby, że lakier wytrzymałby dłużej niż 4 dni. Wiem, że zalezy to od wielu czynników, a także od samych lakierów, ale w moim przypadku nawet te z wysokiej półki nie wyglądają już ładnie po kilku dniach. Fakt, że bardzo często w czasie dnia myję ręce, to też osłabia żywotność lakierów, ale nie wykonuję żadnych prac ręcznych bez rękawiczek. Nie wiem już nawet ile takich produktów przetestowałam i żaden mnie za zachwycił. Skusiłam się więc na zakup bazy i top coatu marki Nubar, bo zachęciło nie to, że nie zawierają one formaldehydu, toluenu oraz ftalanów, a tych składników bardzo się wystrzegam.
Niestety wbrew opinią, że te produkty sprawiają, że lakier trzyma się dłużej u mnie tak nie jest.


Zaczynając od bazy : bardzo szybko schnie i lekko nabłyszcza płytkę paznokcia. Nie ułatwia nakładania lakierów, bo z nią czy bez niej każdy lakier nakłada mi się tak samo, nie mam z tym kłopotów. Czy zabezpiecza bez odbarwieniem paznokci ? Szczerze mówiąc nie wiem, bo nie zdażyło mi się nigdy, aby jakikolwiek lakier mi je zabarwił. Jak już wspomniałam baza w moim przypadku nie sprawia, że lakiery trzymają się dłużej, więc w mojej ocenie swojej podstawowej roli nie spełnia, choć może dla producenta 4 dni to jest dużo?

Top coat również schnie bardzo szybko, ale wbrew jego nazwie wcale nie nadaje jakiegoś super połysku. Paznokcie są nabłyszczone, ale bez przesady, nie bardziej niż po zwykłym bezbarwnym lakierze. Nie ma różnicy czy go nakładam czy nie, bo i tak lakier albo ściera się po kilku dniach albo schodzi płatami.

Jestem zawiedziona, bo naprawdę wierzyłam, że tak wychwalane produkty będą spisywać się na medal, a tymczasem działają tak samo jak baza i top coat z Rimmela, a są droższe. Chyba nie ma cudów i nie znajdę niczego co utrzymałoby lakier bez odprysków przez tydzień...

Tak się zastanawiam czy kupiłabym te produkty ponownie. Sama nie wiem. Cenię sobie, że nie zawierają szkodliwych składników i jeśli zdecyduję się dać im szansę raz jeszcze to tylko z tego powodu.


Ocena : 3 / 5

Cena: 15ml / kupiłam za ok. 10€

Dostępność: kupowałam na feelunique.com



Znacie markę Nubar ? Jaką bazę i top coat możecie mi polecić?

wtorek, 25 listopada 2014

Celia - maska do włosów intensywnie regenerująca









Po bardzo fajnym regenerującym szamponie Celii przyszedł czas na podzielenie się swoją opinią o masce do włosów, której podstawowym zadaniem jest intensywna regeneracja. O ile  szampon będę chwalić, to maska jest bardzo przeciętna i w zasadzie nie nazwałabym jej maską, a odżywką, bo dokładnie tak działa. Nie ma mocnego działąnia jak to powinny mieć maski i szczerze wątpie, że poradziłaby sobie z regeneracją zniszczonych włosów, nie nadaje się też do tych mocno przesuszonych.

Znów pomarudzę nad beznadziejnym opakowaniem. Nie znoszę saszetek, bo wkurza mnie potem ich przechowywanie szczególnie jeśli zawartość nie jest przeznaczona na jedno użycie. W tym wypadku maska starczyła mi na 4 razy co jest dobrym wynikiem jak na dosyć małą saszetkę. W środku  mamy niezbyt gęstą ( ale też nie lejącą)  białą maź o przyjemym typowo kosmetycznym zapachu. Kosmetyk łatwo się nakłada i nie spływa z włosów. Ja trzymałam ją ok 3 min ( producent radzi od 3 do 5min.) na włosy wcześniej umyte szamponem głęboko oczyszczającym, który zresztą zawsze stosuję w parze z maskami.

W trakcie spłukiwania włosy są gładkie, a po wysuszeniu miękkie, trochę bardziej puszyste, nawilżone ( choć nie wiem na ile to zasługa tego produktu, bo moje włosy nie są suche) i to w zasadzie tyle. Nie ma super efektów, a takich oczekuję od każdej maski, która ma przecież działać mocniej niż codzienna odżywka. Tak tak nie działa i nic nie stoi na przeszkodzie by sięgać po nią nawet codziennie, bo nie obciąża włosów. No naprawdę nie mogę powiedzieć na jej temat nic więcej, ponieważ jest to taki typowy kosmetyk bez nadzywczanjego działania. Spróbowałam i więcej nie chcę.

Do włosów problematycznych nie polecam, ale do normalnych tak na spróbowanie czegoś za niską cenę, czemu nie ?


Ocena : 3 / 5

Cena: 12ml / ok. 1,30zł

Dostepność : nie wiem gdzie można ją kupić, bo swoją dostałam




A co Wy sądzicie o tej masce ?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Sierra Bees - Organiczny balsam do ust z masłem kakaowym / wanilią







W sezonie jesień - zima mam zawsze wielki problem z wysuszonym ustami. W trakcie dnia nakładam cienką warstwę odpowiedniego balsamu,a  wieczorem grubszą. Kiedyś bardzo lubiłam słoiczkowy Tisane, ale kiedy wypróbowałam jego wersję w sztyfcie to nie mam zamiaru do niego wrócić, bo nie działa już na mnie tak dobrze jak kiedyś. Długo szukałam, eksperymentowałam, a jako, że nienawidzę mazideł do ust z dodatkiem parafiny ( którą zawiera lwia część balsamów dostępnych w sklepach i aptekach ) to wiele z nich poprostu się nie nadawało, bo na dłuższą metę w ogóle nie radziły sobie ze spierzchniętymi wargami. Na dłużej zatrzymałam się tylko przy pomadce Alterry i choć skład jest wyjątkowo dobry to nawilżenie jak dla mnie jest na poziomie średnim i tak sobie szukałam chyba 2 lata jak nie więcej,aż w końcu kupując w iherb.com wybrałam z gratisów waniliowy balsam do ust amerykańskiej marki Sierra Bees, a przy kolejnym zamówieniu kliknęłam w ten z dodatkiem masła kakaowego.

Balsamy te nie zawierają wstrętnej parafiny, mają krótki, treściowy skład i zawierają tylko naturalne składniki, nie są też perfumowane i koloryzowane. Waniliowy pachnie delikatnie woskiem pszczelim, a ten z masłem kakaowym tak samo tyle, że z nutką owego masła. Obydwa nie dają żadnego koloru ustą,a leciutko je nabłyszczają, ale nie ma tu żadnego efektu błyszczyka i bardzo dobrze. Ich rewelacyjne działanie odczuwalne jest praktycznie od razu, bowiem moje usta są odżywione, miękkie, gładkie i przede wszystkim dobrze nawilżone, a co więcej ten stan nie znika po ´´zjedzeniu´´ balsamu. Można je bez przeszkód nakładać pod pomadki, bo nie są ciężkie, nie czuć ich na ustach i nie zmieniają barwy kolorowych szminek ( a zdażyło mi się to przy balsamie AA migdałowym, który sprawiał, że barwa każdej kolorowej pomadki była rozbielona,a  w dodatku pomadki warzyły się na ustach i szybciej się ścierały). Jak najbardziej nadają się na wszystkie pory roku i zawsze uleczą nawet te najbardziej przesuszone usta.

Jak narazie nie znalazłam lepszych balsamów ( testuję teraz Badgersy i zobaczymy jak się spiszą ) i będę je kupowała tak długo, jak będą dostępne w ofercie na iherb.com. Doszło nawet do tego, że nie mogę się bez nich obyć, bo świetnie zdały egzamin także  z masakrycznie spierzchniętymi, popękanymi wargami w czasie pobytu w szpitalu. To mój kosmetyczny ideał w kategorii balsamy do ust.


Ocena : 5 / 5

Cena: 4,25g /  0,95$

Dostępność : kupuje na iherb.com

Skład waniliowej : Extra virgin olive oil*, beeswax*, flavor*, sunflower seed oil*, non GMO vitamin E.
*Organic

 Skład z masłem kakaowym : Extra virgin olive oil*, beeswax*, cocoa butter*, sunflower seed oil*, non GMO vitamin E.
*Organic



Słyszelicie o tych balsamach ?

niedziela, 23 listopada 2014

Alba Botanica - Hawaiian Leave-in Conditioning Mist- odżywka do włosów w sprayu z mleczkiem kokosowym









Lubię odżywki w formie sprayu szczególnie jeśli mają działanie nawilżające i do tego nie obciążają włosów. Tyle od nich wymagam. Oczywiście fajnie, jeśli ich skład jest pozbawiony zbędnej chemii i silikonów, które moje włosy średnio tolerują, ale w drogerich ciężko trafić na idealny pod tym względem produkt. Dlatego też skusiłam się na tę naturalną odżywkę z dodatkiem mleczka kokosowego i oleju arganowego. Nie zawiera ona silikonów, parabenów, ftalanów, SLS, SLES, barwników oraz syntetycznych substancji zapachowych i nie jest testowana na zwierzakach.

Przeznaczona jest do włosów potrzebujących nawilżenia, suchych i ogólnie ´´spragnionych´´, bo jej zadaniem jest dać im nawilżającego´´ kopa ´´. Odżywka jest w postaci prawie bezbarwnego płynu. Nie jest to woda, a jakby bardzo rzadka, nietłusta emulsja pachnąca naturalnie mleczkiem kokosowym i w tej nucie nie ma krzty chemicznych naleciałości. Jeśli nie wiecie jak takie mleczko pachnie to nie spodziewającie się słodyczy, ten aromat nie jest jadalny, a jakby lekko roślinny. Mnie się w każdym razie podoba i co ważne czuć go przez kilka godzin na włosach, ale nie jest nachalny.

Co do obiecywanego super nawilżenia to powiem tyle : nie sądzę, aby to był dobry produkt dla włosów mocno przesuszonych, zniszczonych, które są w złym stanie i muszą być mocno nawilżone. Bardziej posłuży takim jak moje, czyli zdrowym, które nie potrzebują intensywnego napojenia i wystarczy im taka lekka odżywka. Kosmetyk sprawia, że włosy sa miękkie, przyjemne w dotyku, nie są obciążone.  Oczywiście nie jest to jedyny tego typu kosmetyk, którego używam w pielęgnacji włosów, bo raz w tygodniu sięgam po odpowiednią maskę, olejek,a na codzień odżywki do spłukiwania.  Po Hawaiian Leave-in Conditioning Mist sięgam raz tydzień myjąc włosy co drugi dzień. 

Można ją stosować na mokre, wysuszone ręcznikiem włosy lub na całkowicie suche. Ja preferuję tę pierwszą metodę. Dzięki niej ( choć w parze z Tangle Teezer ´em) nie ma problemów z rozczesaniem pukli.

Spodziewałam się jednak po niej trochę mocniejszego działania ( szczególnie po takim składzie), choć nie twierdzę, że to zły produkt,wręcz przeciwnie polecam ją z pełnym przekonaniem jako delikatną odżywkę do codziennego stosowania dla niewymagających włosów.

Ocena : 4+ / 5

Cena: 237 ml / ok. 7$

Dostępność : kupiam na iherb.com


Skład : Aqua (Water), Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice(1), Sorbitol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Hydrolyzed Wheat Protein, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract(1), Camilla Sinensis Leaf Extract(1), Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract(1), Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract(1), Myrtus Communis Leaf Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract(1), Aleurites Moluccana Seed Oil, Argania Spinosa Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil(1), Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Reticulata (Tangerine) Leaf Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Juniperus Virginiana Oil, Myroxylon Pereirae (Balsam Peru) Oil, Arginine, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Alcohol, Citric Acid, Glyceryl Stearate SE, Retinyl Palmitate, Sodium Chloride, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium PCA, Squalane, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Alcohol(1), Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Anisaldehyde, Triethyl Citrate, Vanillin, Limonene.



Znacię markę Alba Botanica ? Jaką odżywka jest Waszą ulubioną ?

czwartek, 20 listopada 2014

Wibo - Lovely - Classic Nail Polish nr 98






Strasznie żałuję, że w Finlandii nie ma Rossmana ( dlaczego?!) i z tego powodu jak tylko jestem w Polsce to od razu tam kieruję swoje kroki i kupuję rzeczy, których wiem, że nie dostanę nigdzie indziej. Tak też było z lakierami Lovely. Na półce było ich od groma i nie umiałam zdecydować się na konktretny kolor, więc wzięłam ich kilka, a jednym z nich jest o nr 98, czyli szary. Lubię manicure w ciemnych barwach, czasem skuszę się na coś mocno kolorowego, ale pastelom i wszystkim nudziakom oraz bladym różom mówię zdecydowane NIE!

Ten szary kolor idealnie oddaje aurę którą mam za oknem. Jest szaro, ponuro, zimno i słońce za nic nie chce się pokazać i tak niestety jest do końca lutego. Nienawidzę takiej pogody ( ale kolor lakieru bardzo mi odpowiada, mimo, że jest właśnie taki smutno jesienny)), bo sprawia ona, że kompletnie na nic nie mam energii i ciągle chce mi się spać i częściej sięgam po czekoladę, ale radzę sobie z tym  jak mogę :)  W Polsce jesień jest zdecydowanie bardziej kolorowa...   Jednak miało być o lakierze z serii Classic, a zatem oświadczam,że jest on  fajny, ale niestety nie pozbawiony wad, konkretnie dwóch.

Do pędzelka i konsystencji nic nie mam. Maluje się szybko i bezproblemowo, ale jedna warstwa absolutnie nie wystarczy,bo wtedy kolor jest bardzo blady i widoczne są prześwity. Przy drugiej jest lepiej, choć trzecia daje pełny efekt i wtedy kolor jest taki sam jak w buteleczce. Schnie szybko, więc w  zasadzie nakładanie tych 3 warstw aż tak mocno nie irytuje, ale wiadomo mogłoby być lepiej. Irytuje mnie natomiast dość kiepska trwałość. U mnie lakiery trzymają się przeważnie 4 dni i nic dłużej, a tu lakier po jednym dniu zaczął lekko odpryskiwać, a na dwóch paznokciach starł się z końcówek, a zawsze używam bazy i lakieru wykończeniowego. Fakt, że bardzo często myję ręce, ale z innymi lakierami takie rzeczy mi się nie dzieją. Kiepska sprawa i dlatego obniżam ocenę.


Zastanawiam się czy te lakiery są jeszcze w Rossmanie dostępne, bo chciałabym inne odcienie.


Ocena : 4 - / 5

Cena: 8ml / nie pamiętam ile zapłaciłam

Dostępność : Rossmann


A Wy jaki kolor manicure preferujecie na teraz ?