piątek, 31 stycznia 2014

Zużycia miesiąca - styczeń 2014

Oto moje zużycia w tym miesiącu:





1. Mustela - Stelatopia- woda micelarna dla niemowląt i dzieci

To moje pierwsze opakowanie tej wody ( mam w zapasie jeszcze drugie, które kupiłam w tym samym czasie) i niby to dobry kosmetyk, bo rzeczywiście jest delikatny, nie podrażnia dziecięcej buźki, nie przesusza jej, ale nie pasuje mi w nim ten dziwny jakby alkoholowy zapach, mimo, że żadnego alkoholu w składzie nie ma. Skąd on więc się bierze?  Pojęcia nie mam i chyba po drugiej butelce nie wrócę do tego micela dla dzieci. Jakoś bardziej wolę płyn oczyszczający do twarzy tej samej marki. Skład też mi do końca  tu nie pasuje.

Ocena: 4 / 5

Cena: 400ml / ok. 60zł

Dostępność : kupiłam w aptece online

Skład : Aqua, PEG-32, Butylene Glycol, PEG-200, Hydrogenated  Glyceryl Palmate, Glycerin, Poloxamer 184 Polyaminopropyl Biguanide, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Trehalose, Pentylene Glycol, Tromethamine, Citric Acid, Helianthus Annus ( Sunflower) Seed Oil Unsaponifables, Bisabobol Citrus Aurantium Amara Flower Extract

2. HIPP- żel do mycia ciała i włosów

Bardzo lubię kosmetyki marki HIPP, a ten żel do mycia nie jest wyjątkiem. Używałam go u swojego dziecka i z chęcią kupię kolejne opakowanie.
Żel jest przezroczysty, niezbyt gęsty i bardzo delikatnie pachnie jakby migdałami. Pieni się niezbyt mocno, ale to plus. Dobrze myje i oczyszcza, nie podrażnia. Do mycia włosków także się nadaje i sprawia, że są one puszyste, miękkie i nie ma problemu z ich rozczesaniem.
Ogromny plus za brak SLS, SLES, parabenów i innych świństw.  Koniecznie przetestujcie!!

Ocena : 5 / 5

Cena: 400ml / ok. 18zł

Dostępność: m.in w Rossmanie

Sklad: Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Lactic Acid, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Glycerin, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Zinc Sulfate, Glyceryl Caprylate, Citric Acid, Parfum


3. Eveline Cosmetics- SPA! Professional- Kwiat Lotosu - nawilżająco - ujędrniający balsam do skóry suchej i bardzo suchej


Pokazywałam Wam ten balsam TU   Nie polecam, bo niewiele robi. Cieszę się , że jakoś wymęczyłam to opakowanie.

Ocena: 2 / 5


4. Alterra - peeling pod prysznic Pomarańcza i Trzcina Cukrowa


Ten peeling także Wam pokazywałam TU . Jest w porządku, choć szału nie robi. Nie kupię ponownie.

Ocena : 4 / 5


5. Tołpa - Dermo Face- Sebio- normalizujący tonik matujący


Też gościł już na moim blogu TU . Nie przepadam za tonikami z alkoholem, więc ten tonik się już u mnie więcej nie pojawi, ale jeśli lubicie takowe to możecie spróbować.

Ocena : 4 - / 5


6. Oriflame- Eco Beauty- wygładzający krem na noc

Pisałam już o nim TU . To całkiem niezły krem, który rzeczywiście wygładza skórę i będzie świetny dla tej ściągnietej, przesuszonej i podrażnionej. Osobiście nie mam dostępu do kosmetyków tej marki, więc nie zamierzam specjalnie szukać tego kremu, ale polecam go!

Ocena : 4 / 5


7. Tołpa - Dermo Face - Sebio - regenerujący krem korygujący na noc
    Tołpa- Dermo Face- Sebio- matujący krem korygujący na dzień


Już o nich pisałam TU . Zdania nie zmieniłam. Sama nie ponowię zakupu, bo takie kremy mi obecnie niepotrzebne.

Ocena kremu na dzień : 4 - / 5     krem na noc : 3 / 5


8. Clinique - Pore Refining Solutions - krem nawilżająco - matujący

Przeczytacie o nim  TU

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że udało mi się zużyć ten pseudo krem! Ufff... ale łatwo nie było niestety. Jako nawilżacz jest beznadziejny i wręcz wysusza. Natomiast jako krem matujący niby spełnia swoją rolę, bo moja cera naprawdę była matowa cały dzień, ale co z tego skoro zostaje na niej ohydna pudrowa warstwa?! Nie polecam.

Ocena : 2 / 5


9. Orly- Bonder - baza podkładowa pod lakier

Pokazywałam ten kosmetyk TU

 Kupiłam na fali entuzjastycznych opinii i się rozczarowałam. Baza nie spełnia swojej funkcji tak jak bym chciała. Po pomalowaniu trzeba czekać trochę dłużej niż zwykle, aby raczyła wyschnąć. Lakier nakłada się na nią dobrze, ale w ogóle nie przedłuża jego trwałości, a już napewno nie do 2 tyg jak obiecuje producent!  Niestety mam jeszcze drugą buteleczkę, ale narazie nie zamierzam do niej powracać i używam bazy podkładowej Nubar.

Ocena : 2 / 5


10. Yves Rocher - Inositol Vegetal -krem przeciwzmarszczkowy na noc

Opisywalam go TU   To najgorszy krem jaki miałam nieszczęście używać w ostatnim czasie. Poprostu tłuścioch, zapychacz i śmierdziel. Radzę trzymać się z daleka!

Ocena : 1 / 5


A jak u Was ze zużyciami?

czwartek, 30 stycznia 2014

Eveline Cosmetics- Diamonds & 24 Gold- esencja młodości serum na twarz i szyję 5w1





Pomimo tego, że mam już swoje ulubione sera do twarzy ( z Biochemii) to chętnie próbuję nowych jesli oczywiście mają nienajgorszy skład . Jako, że serum ´´wszystkorobiące´´ od Eveline ma skład całkiem do rzeczy to zaczęłam je stosować ponad 2 miesiące temu i muszę powiedzieć, że spodobał mi się ten produkt na tyle, że chętnie kupiłabym drugie opakowanie, a to się nie często u mnie zdaża.

W składzie znajdziemy: 24K złoto ( przy końcu listy co prawda), biokwas hialuronowy, Matrixyl Synthe 6´- peptyd najnowszej generacji wypełniający zmarszczki i przywracający gęstość skórze, PhytoCellTec- roślinne komórki macierzyste, Acacia Collagen, naturalną betainę, alantoinę oraz d-panthenol.  Serum ma sprawić, iż nasza cera będzie nawilżona, wygładzona, ujędrniona,owal twarz ma być wymodelowany, a zmarszczki zredukowane. To dużo jak na jeden kosmetyk, ale o ile nie dopatrzyłam się efektów w postaci wymodelowania owalu i usunięcia zmarszczek , bo ich najzupełniej w świecie nie mam to jak najbardziej mogę zapewnić, że to serum nieźle nawilża i wygładza.

Jego konsystencja jest żelowa z zatopionymi złotymi kawałkami, które są lepiej widoczne w buteleczce. Zapach jest przyjemny taki słodkawo-owocowy. Kosmetyk absolutnie nie jest tłusty i wchłania się od razu po nałożeniu,zostawia co prawda minimalnie klejącą powłokę, ale znika ona po sekundzie.. Ja stosuję go pod kremy, które gorzej radzą sobie z funkcją nawilżania  ( np. pod matujące) i ta metoda zdaje egzamin.
Cera jest wygładzona, miękka i odczuwalnie nawilżona,a  przy tym nie wzmaga się jej przetłuszczenie. Moja twarz wygląda też na bardziej wypoczętą i poprawił się jej koloryt, choć nie jest to wielka zmiana. Używam też tego specyfiku pod oczy i skóra w tych rejonach jest jakby rozświetlona, gładka i także dobrze nawilżona.

Opakowanie to plastikowa buteleczka z pompką. Nic nadzywczajnego, ale precyzyjne dozuje produkt i zdaje się, że dzięki niej będę mogła zużyć wszystko do ostatniej kropli.

Jeśli potrzebujecie niedrogiego serum nawilżająco - wygładzającego, które nie jest przeładowane silikonami to przetestujcie to z serii Diamonds & 24k Gold!

Ocena : 5 / 5

Cena: 40ml / ok. 25zł

Dostępność : drogerie online i stacjonarne



Skład: Aqua, Sodium Hyaluronate, Hyaluronic Acid, Betaine, Glycerin, Acacia Seyal Gum, PEG-40 Hydrogenated Cator Oil, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Palmitoyl Tripeptide-38, Gold, Panthenol, Allantoin, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisotholionoe, Parfum

 Znacie kosmetyki z tej serii?

wtorek, 28 stycznia 2014

Loreal Professionel - Vitamino Color- szampon przedłużający trwałość koloru






Szampon do włosów farbowanych, czyli w sumie nie dla mnie,bo nie farbuję włosów już od jakiegoś czasu z prostego powodu :  mój naturalny kolor mi się podoba i nie zamierzam go zmieniać :) Tego szamponu używam więc na codzień na zmianę z innymi i mimo, że bardzo sobię cenię profesjinalne kosmetyki do pielęgnacji włosów Loreala ( szczególnie maski) to w tym wypadku mam kompletnie obojętny stosunek do opisywanego produktu. Jest to najzwyklejszy szampon, który poprostu myje włosy i tyle.

Jego konsystencja nie jest zbyt gęsta i niestety ma kolor perłowy. Piszę ´´niestety´´, bo zdecydowanie wolę szampony bezbarwne lub lekko barwione. Pieni się bardzo dobrze i tak samo spłukuje.
Oczyszcza włosy, ale w żadnym wypadku nie zmywa olejów ( w sumie tego się spodziewałam) i nie nadaje się w przypadku moich włosów do używania z żadną treściwszą maską, bo taki duet sprawia, że włosy na drugi dzień nadają się tylko do ponownego mycia.
Natomiast w parze z lekką odżywką np. Pantene Aqua Light spisuje się już lepiej. Włosy są puszyste i miękkie, ładnie, owocowo pachną. Nie zauważyłam jakiegokolwiek wpływu na mój naturalny kolor, ale nie mam o to pretensji, chociaż jakiegoś połysku czy czegoś więcej niż zwykłego umycia i odświeżenia też się nie dopatrzyłam.



Jak już powiedziałam szampon sam w sobie nie obciąża włosów, ale radzę uważać w przypadku włosów skłonnych do przetłuszczenia. Poleciłabym go posiadaczką włosów suchych, farbowanych, ale nie bardzo zniszczonych.

Dla mnie to taki przeciętniak. Zużyję butelkę i się pożegnamy. Sprawdzę natomiast jak się spisują inne szampony tej marki przeznaczone do mojego rodzaju włosów :)

Ocena: 3 + / 5

Cena: 250ml / ok. 25zł

Dostępność : internet, salony frysjerskie pracujące na produktach tej marki

Skład: Aqua/Water, Sodium Laureth Sulfate, Disodium Cocoamphodiacetate, Dimethicone, Glycol Distearate, Sodium Chloride, PPG-5-Ceteth-20, Sodium Benzoate, Cocamide Mipa, Sodium Methylparaben, Salicylic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Carbomer, Ethylparaben, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Linalool, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Magnesium Sulfate, Limonene, Methyl Cocoate, Sodium Cocoate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Parfum/Fragrance. C30470/1.




Używałyście tego szamponu ?

Benefit - Moisturize- Triple Performing Facial Emulsion SPF 15





To moja druga buteleczka tego kremu i jestem z niego zadowolona. To bardzo dobry nawilżacz, który dodatkowo zawiera filtr SPF 15.

Emulsja jest lekka, delikatnie pachnie, choć wcale nie jest totalnie beztłuszczowa jak sugeruje producent, bo na mojej skórze zostawia wyczuwalny film i niestety sprawia on, że szybciej zaczyna mi się ona świecić szczególnie w okolicach czoła i nosa. No, ale nikt tu nie obiecywał matowania, więc się nie czepiam, a ponadto to błyszczenie nie wpływa na świeżość makijażu, bowiem pod podkładem emulsja zachowuje się lepiej, choć uważam, że to podkład i puder poprostu nie pozwalają na zbytnie szaleństwa mojej twarzy :)



Kosmetyk nawilża i wygładza na cały dzień i jest to odczuwalne zaraz po aplikacji dlatego polecam go także dla cer suchych i normalnych i dla tych, które nie mają dużego problemu z nadmiernym połyskiem
Dodatkowo nie zaobserwowałam , aby emulsja zapychała pory czy wpływała negatywnie  na kondycję skóry. Buteleczka jesst szklana, zaopatrzona w pompkę i generalnie podoba mi się takie rozwiązanie.

Fakt, że cena za zwykły krem nawilżajacy z miejskim filtrem jest duża i sama uważam, że trochę przesadzona, bo za jej połowę śmiało możemy znaleźć coś podobnego dlatego aż tak nie zachęcam do zakupu tego produktu


Ocena: 4 / 5

Cena: 50ml / 120zł

Dostępność : sklepy online

Skład: Water (Aqua), Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Butylene Glycol, Pentylene Glycol, Diglycerin, C14-22 Alcohols, Polymethyl Methacrylate, Silica, Betaine, Steareth-21, Phenoxyethanol, Phenyl Trimethicone, Coco-Glucoside, Fragrance (Parfum), C12-20 Alkyl Glucoside, Coconut Alcohol, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Sodium Hydroxide, Decyloxazolidinone, Tetrasodium Edta, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Xanthan Gum, Laureth-7, Xylitylglucoside, Linalool, Anhydroxylitol, Bht, Xylitol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Ajuga Turkestanica Extract, Hyaluronic Acid, Sodium Hyaluronate. N° 05421/A



poniedziałek, 27 stycznia 2014

Jane Iredale- Smooth Affair- baza rozjaśniająco - rozświetlająca





Nie jestem przekonana do baz pod makijaż. Testowałam ich dosyć dużo i jakoś żadna nie dawała rewelacyjnego efektu,a ponadto nie podoba mi się, że większość z nich składa się prawie wyłącznie z silikonów.  Po bardzo zachwalanej bazie Smooth Affair spodziewałam się rewelacji, a okazało się, że jest poprostu w porządku i szału nie robi.

Konsystencja jest lekka o delikatnie różowej barwie ( czego nie udało mi się uchwycić na zdjęciu) i niby ma pachnieć cytrusami. No nie powiedziałabym, że dokładnie cytrusami, bo to bardziej aromat mulitwitaminy pomarańczowej w tabletkach, choć czuć to bardzo słabo i trzeba się dobrze ´´wwąchać´´.  Jako, że baza ta zawiera silikony ( niestety!) to po nałożeniu od razu mamy uczucie wygładzonej, miłej w dotyku cery. Dodatkowo kosmetyk w ogóle nie jest tłusty, więc podkład możemy nakładać niemal od razu.



Zauważyłam, że baza sprawiła, iż moja cera była troszeczkę rozświetlona aczkolwiek był to efekt naprawdę delikatny i w zasadzie  wielkiej różnicy w wyglądzie nie było. To jednak wszystko, bo niczego więcej się nie dopatrzyłam, a podkład tak samo łatwo mi się nakładało i też wytrzymywał na skórze przez cały dzień.

Oprócz tego baza zawiera:

Ekstrakt z grejpfruta rozświetla i nadaje skórze blask, minimalizuje pory skóry i zmarszczki, pomaga rozjaśnić nierówną pigmentację skóry.
• Ekstrakt z jabłka, wygładza skórę - przeciwutleniacz, złuszcza, oczyszcza i odmładza skórę.
• Ekstrakty z liści zielonej i białej herbaty oraz mleczka pszczelego, oferują działanie anti-aging i przeciwzapalne.
• Alkan kokosowy (Coconut Alkanes ) nietłusta formuła, emolient o działaniu odżywczym
• Sok z liści Aloesu łagodzi i uspokaja skórę.
• Ekstrakt z liścia oliwy promuje odnowę komórek naskórka.
• Wyciąg z wiciokrzewu pomaga oczyścić skórę.


Szkoda tylko, że naprawdę nie ma w niej nic takiego co by odróżniało ją od podobnych kosmetyków i dlatego nie używam jej zbyt często, bo poprostu nie widzę takiej potrzeby.




Ocena: 4 / 5

Cena: 50ml / ok. 180zł

Dostępność: online


Skład : Aqua/Water/Eau, Coconut Alkanes (and) Polysilicone 11, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Pectin, Chlorella Vulgaris/Lupinus Albus Protein Ferment, Maltodextrin,  Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Amara (Bitter  Orange) Fruit Extract, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Raphanus Sativus (Radish) Root Extract , Lecithin, Palmitoyl Tripeptide-1, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract, Ascorbyl Glucoside,  Zinc PCA, Sodium Ascorbate, Royal Jelly, Tocopherol, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract,   Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil , Caprylic/Capric Triglyceride, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract (and) Lonicera
Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Xanthan Gum.

A Wy jakie bazy pod makijaż używacie?

niedziela, 26 stycznia 2014

Jessica Simpson - Fancy Nights EDP







Fancy Nights to zapach, który poprostu uwielbiam, bo pomimo tego, że sygnowany jest przez znaną amerykańską wokalistkę to jest naprawdę bardzo dobry!

Zaliczany jest do kategorii szyprowo-kwiatowej, a stworzył go w 2010r. Steve Demercado ( Escada Magnetism, CK Escape for men, Guess Man, J.Lo Love at First Glow). Zapach spodoba się przede wszystkim fanką paczuli, bo ona tutaj rządzi. Jest to taka czekoladowa paczula, niezbyt ciężka, choć nie powiedziałabym, że też bardzo łagodna, poprostu taka ´´w sam raz.´´ Jest tu obecna także wanilia, ale dość wytrawna, mało w niej słodyczy.

Całość jest ciepła, przytulna , typowo jesienno-zimowa i wbrew temu co na początku sądziłam zapach jest bogaty i mocny. Zdecydowanie wyróżnia się na tle owocowych kompozycji innych celebrytek. Zaznaczam jednak, że miłośniczki lekkich owocowo-kwiatowych woni stwierdzą, że Fancy Nights absolutnie nie są dla nich. Trzeba lubić paczulę!

Generalnie uważam, że Jessica Simpson ma udaną kolekcję zapachów. Zapoznałam się też z karmelowym słodziakiem Fancy i też zachęcam Was do testów, bo to fajny słodziak na zimę :)

Trwałośc i projekcja na 5, co prawda zapach nie zostawia za sobą ´´ogona ´´, ale jest dobrze wyczuwalny przez innych, a na mnie trzyma się od rana do wieczora.

Co do flakonika to podoba mi się ta butelkowa zieleń i złoto, ale już korek i pierścień spod spodu są plastikowe i trochę rażą tandetą. Niemniej plastik nie ´´szeleści ´´ w rękach i całość jest porządnie wykonana.

Nie spodziewałam się po pannie Simpson takiego zapachu, bo jednak zawsze uważałam, że jej perfumy muszą być banalne i wręcz nudne, a tu spotkała mnie wielka niespodzianka i Fancy Nights muszę mieć na półce już zawsze :)

Nuty zapachowe: 

nuty głowy : bergamotka, papirus

nuty serca : jaśmin, paczula, róża

nuty bazy: drzewo sandałowe, mech dębowy, ambra, wanilia

Ocena: 5 / 5

Cena: moje 100ml kosztuje ok. 80zł

Dostępność : perfumerie online

A jak Wy oceniacie ten zapach?

piątek, 24 stycznia 2014

Estee Lauder - Pure Color - Sheer Matte Lipstick w odcieniu Demure




Jestem wielką fanką kolorówki Estee Lauder. Bardzo rzadko któryś mnie rozczaruje, ostatnio zdażyło się to tylko pudrowi rozświetlającemu Tom Ford dla EL The Face Highlighter in Coquillee, który niestety wylądował w koszu.

Dziś chcę Wam pokazać szminkę w kolorze, który spodobał mi się od samego początku i gdyby produkt nie miał jednej, podstawowej wady to z chęcią kupiłabym drugi egzemplarz.


Kolor jest taki jaki lubię tzn. ´´żywy´´, intensywny i nie ma żadnych drobinek. Jak widać efekt jest matowy  co też bardzo mi się podoba. Nie podoba mi się natomiast trochę za sucha konsystencja, której brak poślizgu, co więcej nie polecam nakładać tej szminki na choćby trochę przesuszone wargi, bo wygląda to wtedy fatalnie - podkreśla ona ewentualny zły stan naszych ust. Druga sprawa, że absolutnie nie mogę nakładać Sheer Matte´´ na gołe´´ wargi, bo niesamowicie je przesusza!  Pierwszy raz wypróbowałam tę pomadkę latem, kiedy skóra moich ust była w doskonałym stanie, a już po niedługim czasie od noszenia stały się one mocno suche, szorstkie z odstającymi skórkami! Myślałam, że to jednorazowy wybryk, ale tak się dzieje zawsze w przypadku tego kosmetyku. Czasami samo nałożenie balsamu niewiele nawet daje. Co jak co, ale nie spodziewałam się czegoś takiego po tej marce...


Zapach nie jest najlepszy, ale też nie odrzuca. Przypomina mi maść z apteki tyle tylko, że nie jest to aromat zbyt . Co do trwałośc to jest więcej niż dobrze. Pomadka z łatwością przetrwa dwudaniowy posiłek , nie rozmarze się, nie zrobi śladów na szklance, a kolor nie zblaknie ani trochę.Do wyboru są jednak tylko 4 odcienie, a to trochę mało.

To naprawdę mógła być rewelacyjna szminka, ale brak pielęgnacji to zbyt duży dla mnie minus. Wolę inne kosmetyki do ust od Estee Lauder.

Ocena : 3 / 5

Cena: 1,2 g / ok. 100zł

Dostępność : wszędzie tam, gdzie jest kolorówka EL

Jak Wam się podoba ten kolor?

Maybelline - ColoRama - Polka Dots nr 200










Zauważyłam te lakiery w TV i bardzo mnie zaciekawiły, bo podobają mi się takie wzorki na paznokciach. Do wyboru mamy 3 kolory : zieleń, granat ( który też posiadam) oraz czerń.
Niestety już po pierwszym malowaniu przekonałam się, że producent pomysł na tę serię miał dobry, ale w praktyce nie do końca się to sprawdza.

Sam lakier wygląda naprawdę nieźle i kilka osób pytało mnie czym malowałam paznokcie, bo wyglądają interesująco. Żałuję tylko, że dalej nie jets już tak różowo...

Pokazany na zdjęciu kolor nr 200 to zieleń z dużymi kropkami czarno - białymi. Są one widoczne i przypominają rozsypane konfetti z tym, że to nie jest żaden brokat, nic się tu nie błyszczy.
Samym lakierem maluje się dobrze tylko, że bez trzech warstw się nie obejdzie, bo inaczej będziemy mieli same smugi i prześwity.Trzeba też dobrze nakładać owe kropki, bo nie zawsze da się zrobić to równowmiernie aczkolwiek nie przysparza to jakiś wielkich problemów.

Schnięcie jest szybkie. Dalej następują DWIE WIELKIE wady tego produktu : zaledwie 2-dniowa trwałość (  na dobrej bazie) kiedy to nie robiłam z rękami nic specjalnego, żadnych prac domowych ani nic z tych rzeczy,a  lakier dosłownie zdrapał się sam z płytki paznokcia oraz FATALNE zmywanie i to najbardziej mnie wkurza w tym lakierze i sprawia, że nie chce go używać za często, bo potem nie mam czasu siedzieć w łazience aż 20min, lać zmywacza i użerać się z przyklejającymi  się do paznokci wacikami ( a zużyłam ich niemało!). Zrozumiem wszystko, miałam lakery, które ciężko było zmyć, ale tu to przesada!


Szkoda. Wielka szkoda, bo naprawdę podoba mi się ten efekt kropek, a tak trochę czasu zajmie zanim znów sięgnę po Polka Dots.

Ocena : 3 - / 5

Cena: 7ml / ok. 10zł

Dostępność : w szafach Maybelline


Używałyście już tego lakieru?




czwartek, 23 stycznia 2014

Moje zakupy w iherb







Sklep iherb.com należy do ścisłej czołówki moich ulubionych sklepów online. Zamawiam stamtąd regularnie i będę to robić, bo oferta produktów naturalnych i dziecięcych jest tak duża, że każdy wybierze coś dla siebie, a ponadto ceny nie są wygórowane. Znajdziemy tam produkty spożywcze, pielęgnacyjne, dla maluchów, dla zwierząt - słowem wszystko :)

Dziś chciałam Wam pokazać moje kolejne zakupy:

* ksylitol - zdrowa alernatywa dla cukru. Sama nie słodzę i nie dodaję cukru do napojów i dań mojego dziecka, ale ksylitolu używam od czasu do czasu . Nie wywołuje próchnicy i jest całkowicie bezpieczny dla zdrowia.

* Ecover -  płyn do płukania tkanin z bardzo krótkim składem. Nie testowany na zwierzętach. Nuta zapachowa oparta jest na roślinnych składnikach

* Healthy Times - Sleepy Time Baby Shampoo- szampon dla dzieci i niemowląt na dobranoc.
Bez sulfatów, parabenów, ftalanów. Delikatny dla wrażliwej skóry.

* Now Solutions- 100% olej z pestek winogron.  Używam do ciała i włosów.

* Out of Africa- Pure Shea Butter Bar Soap - naturalne mydło z Shea Butter
Używam go do kąpieli mojego dziecka. Świetnie nawilża i balsam po umyciu już nie jest potrzebny.

*  Totz - szczoteczka do zębów dla dzieci Extra Soft  . Bardzo dobra , miękka szczoteczka dostępna  w wielu wariantach kolorystycznych

* E.L.F - Cream Eyeliner w odcieniu Punk Purple.
Jako maniaczka eyelinerów nie mogła się oprzeć temu kosmetykowi. Miałam kilka produktów od ELFa, ale niestety nie przypadły mi one do gustu. Zobaczymy jak będzie z tym linerem.


Czy coś szczególnie Was zainteresowało?










środa, 22 stycznia 2014

Loreal - Lumi Magique- puder rozświetlający nr 01 Rose Boudoir







Pudry rozświetlające czy inne nabłyszczacze do twarzy to nie jest coś za czym przepadam. Strasznie przeszkadza mi efekt błysku, który da się zauważyć już z daleka. Wygląda to moim zdaniem tandetnie i w ogóle nie ma działania upiększającego. Przetestowałam wiele nabłyszczaczy w płynie, prasowanych i każdy za bardzo odznaczał się na mojej cerze i sprawiał, że wyglądała ona jakbym wybierała się na zabawę karnawałową, a przecież nie o to chodzi! Poza tym na tłustej cerze taki look nie jest zbyt pożądany...

Kiedy więc w ręce wpadł mi puder rozświetlający Loreal z serii Lumi Magique też obawiałam się, że znowu będzie to samo, a okazało się zupełnie inaczej i ten kosmetyk sprawił, że odzyskałam wiarę w tego typu produkty, bo pokazuje on, że rozświetlenie nie ma polegać na drobinkowym błysku.

Puder zostawia na skórze DELIKATNIE połyskującą poświatę. Co prawda zawiera jakieś tam drobinki, ale są one tak malutkie, że prawie ich nie widać. Dlatego też to świetny kosmetyk zarówno na codzień jaki i na imprezy pod warunkiem jednak, że tak jak ja nie znosicie oślepiającego blasku na twarzy, bo ten puder w żadnym razie go nie daje i śmiało mogą go używać posiadaczki takiej cery jak moja - zaręczam, że  nie przyczynia się on do nadmiernego przetłuszczenia twarzy ani nie zapycha porów.


Ja nakładam go na skronie, czasem zamiast różu lub powyżej  kości policzkowymi  i za każdym razem wygląda to bardzo dobrze :) Opakowanie może nie jest najbardziej estetyczne i pewnie znajdą się osoby, którym będzie przeszkadzał brak lusterka i aplikatora, ale ja uważam to za plus, bo nie potrzebne mi te gadżety. Maluję się w domu i nie potrzebuję poprawek w ciągu dnia.

Po długich poszukiwaniach nareszcie znalazłam puder rozświetlający, który daje taki rezultat o jaki mi chodziło.  Nie rozstanę się z nim!

Ocena : 5 / 5

Cena: 10g / ok. 53zł

Dostępność : Rossmann

Znacie już ten puder? Który rozświetlacz lubicie najbardziej?

wtorek, 21 stycznia 2014

Gosh- Trio Eyeshadow / Diamond Rock





Bardzo lubię te cienie. Kupiłam je w sumie przez przypadek, bo w perfumerii szukałam paletki do smokey eyes i akurat Trio Eyeshadow w wersji Diamond Rock wyglądało najlepiej. Nie zawiodłam się i napewno sprawdzę jak sprawują się inne wersje kolorystyczne tej mini paletki.

Opakowanie jest zwykłe i proste. Nie ma aplikatorów ani lusterka i dla mnie to plus, bo nie potrzebne mi takie bajery.



Mamy tu ciemny szary, jaśniejszy oraz połyskliwą biel. Wszystkie one posiadają migotliwe drobinki, które rozświetlają spojrzenie. Cienie nie osypują się ani nie wałkują. Na bazie wytrzymują cały dzień w nienaruszonym stanie. Ponadto bardzo fajnie się ze sobą mieszają i blendują i nie ma żadnego problemu z ich nakładaniem.

To jedne z moich ulubionych cieni i  używam ich często w codziennym makijażu. Są poprostu idealne!




cienie Gosh Trio Eyeshadow Diamond Rock, IsaDora Colorful Eyeliner, tusz Maybellone One by One Satine Black





Ocena : 5 / 5

Cena: 2g / ok. 5€

Dostępność : nie bardzo wiem, gdzie kosmetyki Gosh można dostać w Polsce, ja kupowałam w Finlandii w Sokos Emotion


Jak Wam się podobają te cienie?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene- Like Your Skin- serum ujędrniające do ciała




Nie narzekam na kondycję swojej skóry. Fakt, że po ciąży i utracie wagi nie jest już tak jędrna jak kiedyś, ale też żadnej tragedii nie ma i mogę z tym żyć :) Obecnie zdrowo się odżywiam, od czasu do czasu pozwalając sobie na coś słodkiego, ale nie przesadzam ani w jedną ani w drugą stronę.

Kosmetyków ujędrniających nie używam, bo nie widzę takiej potrzeby, a co więcej nie wierzę, że taki specyfik w ogóle coś daje. Może on tylko wygładzić , trochę napiąć i nawilżyć skórę, a efekty i tak znikają wraz z końcem opakowania. Od samego początku byłam sceptycznie nastawiona do serum z linii Like Your Skin i niestety nie pomyliłam się, bo nie działa ono w ogóle tak jak obiecywano.

Używałam to serum ponad miesiąc 2 razy dziennie tylko na skórę brzucha, obecnie odstawiłam. Żadnych efektów się nie dopatrzyłam. Konsystencja jest lekka, w ogóle nie tłusta i po nasmarowaniu od razu możemy się ubrać, bo na skórze nie zostaje żaden wyczuwalny film. Nie ma też uczucia chłodzenia lub ciepła i bardzo dobrze, bo nie znoszę , gdy takie specyfiki to robią. Nie potrafię nawet powiedzieć które z tych zjawisk jest dla mnie gorsze, bo zimna nie lubię ponad wszystko, ale nadmiernego rozgrzania skóry, kiedy nie rzadko jest ona czerwona i wygląda na podrażnioną też nie.

Producent zapewnia, że serum pachnie cudownie, pobudzająco limonką. Hmm.. coś  cytrusowego da się wyczuć, ale jest to słaby aromat, który nie zostaje na skórze, więc równie dobrze możnaby o nim w ogóle nie wspominać. Preparat nawilża słabo. Za słabo w stosunku do potrzeb mojej suchej skóry, wygładzenie też nie jest najwyższych lotów, bo po kąpieli skóra wraca do stanu pierwotnego, ale nie dziwię się skoro za gładkość z pewnością odpowiadają tu silikony.




Jestem bardzo systematyczna i kiedy zaczynam jakaś kurację to stosuję ją regularnie i wpajam sobie nawyk użycia danego produktu tyle razy ile potrzeba. Niestety mimo, że smarowałam się tym serum naprawdę porządnie to nic to nie dało.Skóra na brzuchu absolutnie nie stała się ani bardziej napięta ani bardziej elastyczna, a wygląda dokładnie tak samo jak przed rozpoczęciem używania tego kosmetyku. Dlatego uważam, że nie warto sobie nim zawracać głowy, no chyba, że jesteście uzależnione od tego typu specyfików i testujecie wszystkie nowości, które pojawiają się na rynku, a ponadto czujecie się lepiej używając takich mazideł to możecie ostatecznie opisywane serum wypróbować. W innych przypadkach nie polecam.





Ocena :  2 / 5

Cena: 200ml / ok.18zł

Dostępność : nie wiem, czy ta seria pojawiła się już w Rossmanie

Widziałyście już kosmetyki z tej serii ?  A może używałyście już tego serum?

niedziela, 19 stycznia 2014

Molinard - Vanille Patchouli EDT






Kocham paczulę we wszystkich odsłonach, uwielbiam także nutę wanilii oraz karmelu, a jesli wszystkie te składniki połączono tak doskonale właśnie w tej kompozycji.  Z nazwy zapach wydaje się prosty, no bo co niby może być skomplikowanego w perfumach z paczulą i wanilią ? Teoretycznie nic, ale marka Molinard pokazała, iż da się zrobić to w wielkim stylu!

Zapach należy do kategorii orientalno -drzewnej  i dominują tu wspomniane wcześniej trzy składniki: paczula, karmel i wanilia. Żadne z nich jednak nie dominuje i nie stara się´´ zagłuszyć´´ pozostałych., a wręcz przeciwnie wszystkie one tworzą nierozerwalne trio i idealnie ze sobą współgrają.
Nie powiedziałabym, że jest to typowy zapach z gatunku jadalnych,bo nie czuję się w nim jak słodki do obrzydzenia deser, który odstawiamy na bok po spróbowaniu kilku łyżek. Powiedziałabym, że to zapach budyniowo-krówkowy z´´ pazurem´´ w postaci dodatku paczuli.

To cudowna mieszanka, która zachwyci każdego, szczególnie w zimne dni.
Trwałość to ok. 7 godzin, zapach nie wypełnia całego pomieszczenia, ale jest dobrze wyczuwalny przez innych. Świetnie komponuje się z ciepłym szalikiem:)

Jestem wielką fanką zapachów marki Molinard i koniecznie muszę sprawdzić inne propozycje z waniliowej serii! 


Nuty zapachowe : 

nuty głowy: karmel, wanilia, pomarańcza

nuty serca : paczula, goździki ( przyprawa) , pieprz

nuty bazy : piżmo, drzewo sandałowe


Ocena : 5 / 5

Cena: flakon 100ml kosztuje ok. 30 €

Dostępność : perfumerie online


Znacie ten zapach?  Lubicie takie nuty w perfumach?

sobota, 18 stycznia 2014

Ahava - Time to Hydrate - Essential - krem nawilżający na dzień do cery mieszanej





To najlepszy krem nawilżający jakiego dotychczas używałam. Jest naprawdę rewelacyjny pod względem działania tylko irytuje mnie jedno : cena. Czy naprawdę MUSI kosztować blisko 130zł?? Według mnie to przesada i tylko ta wydumana cena sprawia, że nie będę się rozglądała za nowym słoiczkiem. Szkoda, ale jakoś nie bawi mnie wydawanie takiej sumy na krem nawilżający kiedy za połowę napewno da się znaleźć coś podobnego.




Wracając jednak do działania : krem jest bardzo lekki, pachnie podobnie jak niebieski krem Nivea  ( tylko delikatniej). Wchłania się od razu po nałożeniu i nie zostawia żadnego  wyczuwalnego filmu, od razu możemy nałożyć podkład. Cera jest wyczuwalnie wygładzona, miękka i odpowiednio nawilżona. Owo nawilżenie jednak nie jest bardzo intensywne to znaczy chodzi mi o to, że z pewnością okazałoby się za słabe dla cery przesuszonej. Krem jest wystarczający dla cery tłustej i mieszanej jeśli nie są one akurat podrażnione i nie potrzebują bardzo mocnego nawilżenia. Nie uratuje on was jeśli wasza cera przypomina w dotyku pustynię. To raczej typowo dzienny krem pod makijaż dla cer bezproblemowych. Dla mnie jest to wystarczające, tym bardziej, że na noc zawsze używam mocniejszych w działaniu preparatów.

Bardzo podoba mi się to, że kosmetyk w ogóle nie przyczynia się do zwiększenia produkcji sebum,a co więcej u mnie sprawia, że twarz jest zmatowiona nawet na czole i nosie, które przeważnie zaczynają mi się błyszczeć po paru godzinach. Po regularnym używaniu zaboserwowałam, że twarz ogólnie wygląda lepiej, jest wypoczęta, kolor jakby wyrównany w dodatku nie ma tu mowy o zapchaniu porów.

Szkoda tylko, że producent nie pomyślał o dodaniu filtru, bo w końcu to krem na dzień. Za taką  cenę powinien być to już standard w tego typu produktach dlatego też odejmuję za to pół gwiazdki.


Nie będę zachęcać aż tak do jego zakupu, bo jednak nie jest on na każdą kieszeń i nie ma co się oszukiwać. Jednak jeśli szukacie dobrej jakości kremu nawilżającego pod podkład, a macie dość tłustych mazideł to koniecznie zwróćcie uwagę na Time to Hydrate w wersji dziennej!


Ocena : 4 + / 5

Cena: 50 ml / ok. 130zł

Dostępność: przede wszystkim online, ja nie natrafiłam na niego nigdzie stacjonarnie



Skład: Aqua ( Mineral Spring Water), Hexyl Decyl Laurate, Cyclomethicone, Behetrimonium Methosulfate & Cetearyl Alcohol, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Propanediol (Corn derived Glycol), Alanine & Creatine&Glycerin&Glycine&Magnesium Aspartate & Saccharide Hydrolisate & Urea, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Stearate & PEG-100 Stearate, Hamamelis Virginiana ( Witch Hazel) Flower Water, Caprylyl Glycol & 1,2 Hexanediol, Maris Sal ( Dead Sea Water), Panthenol ( Pro Vitamin B5), Menthyl Lactate, Parfum, Iodopropynyl Butylcarbamate & Methylisothiazolinone & Aqua, Allantoin, Bisabobol, Disodium Lauriminodipropionate Tocopheryl Phosphates, Lecithin & Propylene Glycol & Squalene ( Phytosqualene) & Tocopherol ( Vitamin E) & Beta-Sitosterol & Ascorbyl Palmitate & Hydrogenated Vegetable Glycerides Citrate, Alpha Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool



Znacie kosmetyki Ahava?

piątek, 17 stycznia 2014

Sleek - Eye Drama Mascara Black






Wiecie, że uwielbiam paletki Sleek´a i zawsze z ogromną niecierpliwością czekam aż wypuszczą kolejną. Bardzo lubię też ich eyelinery Dip It. Tę mascarę z kolei kupiłam dla Mamy, bo na zdjęciu pokazano, że kosmetyk posiada fajną, plastkową szczoteczkę.  Mama jednak jest z niej średnio zadowolona i raczej nie chce ponowić zakupu. Ja z kolei uważam, że ten tusz jest w porządku, ale są lepsze, a nazwa jego jest nieco na wyrost , bo myślałam, że będzie tu osiągalny efekt sztucznych rzęs, mocno pogrubionych i wydłużonych,a  tymczasem jest trochę inaczej.


Zdziwiła mnie też ta szczoteczka, bo na stronie producenta wygląda naprawdę porządnie, a okazało sie, że jest cała oblepiona tuszem. Poza tym nie jest owalna, a spłaszczona z każdej strony. Nie utrudnia to jednak malowania, choć z powodu mazistej konsystencji tusz trochę brudzi powieki.



Jedna warstwa robi niewiele. Rzęsy są jedynie trochę wydłużone. Dodając drugą i trzecią, a nawet czwartą efekt jest już lepszy, choć dla mnie nie ma tu żadnej rewelacji. Eye Drama jedynie wydłuża i delikatnie pogrubia, trzeba też uważać, bo ma tendencje do sklejenia. Moja Mama ma rzęsy dużo krótsze i rzadsze ode mnie i u niej rezultat po pomalowaniu nie powalał niestety. Rzęsy nie wyglądały jakoś nadzwyczajnie, były tylko troszeczkę wydłużone. 

Ta maskara jest taka zwykła, nadaje się na dzień kiedy chcemy tylko trochę podkreślić spojrzenie i nic więcej. Plus za całodzienną trwałość bez kruszenia i rozmazywania. 

Cieszę się, że nie zakupiłam tego tuszu także dla siebie, bo to taki przeciętniak, który być może przypadnie do gustu amatorkom  delikatnie pomalowanych oczu.






Ocena : 3 / 5

Cena: 6ml / 6€

Dostępność : TU

Znacie ten tusz?

czwartek, 16 stycznia 2014

Wibo - Express Growth nr 169







Kolejny lakier z serii Express Growth ( mam już ich pokaźną kolekcję) i ten również jest bardzo fajny! W ogóle z tańszych lakierów zawsze stawiam na Wibo, bo chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiodły, a co jakiś czas pojawiają się nowe kolekcje z interesującą paletą kolorów.

Nr 169 to taki różo-fiolet ( na żywo jest trochę bardziej fioletowy niż różowy), posiada dużo malutkich drobinek, których nie czuć i widać je dopiero w mocniejszym świetle. Nadaje ładny połysk tylko, że aby kolor był intensywny to 3 warstwy to absolutne minimum. Nawet po dwóch są prześwity. Normalnie strasznie mnie takie coś denerwuje i odbiera całą ochotę na manicure, ale ten lakier schnie bardzo szybko i w ogóle malowanie nim (za sprawą idealnej niezbyt gęstej ani nazbyt lejącej konsystencji) zajmuje mało czasu dlatego przymykam oko na konieczność dołożenia dodatkowej warstwy. Oczywiście nie zauważyłam, aby paznokcie rosły mi jakoś szybciej,ale nie zależy mi na tym, bo i bez tego lakieru rosną z zadziwiającą prędkością z tym, że osobiście nie jestem amatorką długich pazurków, bo przeszkadzałoby mi to na codzień.

Trwałość 4-dniowa,a  zmywanie jest totalnie bezproblemowe co przyjęłam z ulgą, bo ostatnio używałam głównie  lakierów z brokatem  i dały mi się one na jakiś czas we znaki.  Wrócę do nich jak sie przeprosimy:)

Jeśli podoba Wam się taki kolor to śmiało kupujcie, bo to naprawdę dobrej jakości produkt!

Ocena : 5 / 5

Cena: 8 ml / ok. 5 zł

Dostępność : Rossmann

A co Wy sądzicie o lakierach Express Growth?

środa, 15 stycznia 2014

Celia - pomadka - błyszczyk nr 507





Pomadki-błyszczyki naszej polskiej Celii to dowód na to, że niska cena nie zawsze świadczy o jakości. Aktualnie posiadam dwa kolory z palety i uważam, że to rewelacyjne pomadki, równocześnie żałuję, że tak ciężko mi je dostać, bo nawet będąc w Polsce w rodzinnym mieście nie udało mi się ich znaleźć.

Dziś pokażę Wam nr 507, czyli koralowo-pomarańczowy. Posiada on malutekie drobinki, ale na ustach są one niewidoczne i niewyczuwalne. Jak widzicie daje wykończenie jak większość błyszczyków tj.  nadaje kuszący połysk i optycznie powiększa usta i co ważne absolutnie się nie klei! Powiem szczerze, że normalnie wolę satynowe lub nawet matowe pomadki, a Celia mnie tak urzekła, że najchętniej kupiłabym wszystkie kolory z palety :)


Ponadto z powodu swej miękkiej konsystencji jest bardzo komfortowa na ustach i odczuwalnie je wygładza i nawilża. Używam jej także w mroźne dni i nigdy nie zdażyło mi się, aby usta później były spierzchnięte!  Jednak jej trwałość nie jest rewelacyjna i nie przetrzyma ona nawet posiłku, bo najpierw znika połysk, a zaraz za moment kolor. To nie jest jednak pomadka długotrwała i nie ma utrzymywać się 12godzin, więc wybaczam jej średnią trwałość. Bez jedzenia i picia trzyma się natomiast ok. 3godz.

Warto też wspomnieć o zapachu, ponieważ jest naprawdę ładny : słodko winogronowy i nie razi chemią.Opakowanie jest estetyczne, nie rysuje się i nie schodzi z niej kolor, a to duży plus, bo zazwyczaj noszę ją w torebce, w której zwykle´´ lata´´ sobie i obija o inne fanty:)

Żadnym minusów, no może ta denerwująco słaba dostępność i tylko ona mnie ogranicza przed zakupem kolejnego egzemplarza tego cudeńka. Serdecznie polecam!


Ocena : 5 / 5

Cena: ? g ( brak gramatury na opakowaniu) / ok 12zł

Dostępność: wybrane drogerie internetowe, mniejsze drogerie stacjonarne

Znacie tę pomadkę? Używalyście?

wtorek, 14 stycznia 2014

Oceanic - 4 Long Lashes- serum przyspieszające wzrost rzęs



                                         
           

To kolejne serum do rzęs, które używam. Wcześniej miałam m.in popularną Talikę i Eveline i po tym pierwszym rzeczywiście widać było efekty w postaci widocznie pogrubionych rzęs,a  w przypadku 4 Long Lashes rezultaty są niewielkie i naprawdę dziwę się, że producent życzy sobie za ten produkt prawie 70zł! To zdecydowanie za dużo...

Opakowanie jest maleńkie, mieści jedynie 3ml bezbarwnego i bezzapachowego serum, które nakładamy wieczorem tuż przy linii górnych rzęs.Produkt nie podrażnia powiek i w ogóle nie czuć go po nałożeniu, nie daje też żadnego nabłyszczenia i tym podobnych rzeczy. Jestem bardzo zdyscyplinowana jeśli chodzi o takie kuracje i używam tego kosmetyku codziennie od prawie 2 miesięcy. Efekty powinnam zauważyć już po 3 tyg  ( jak obiecuje ulotka dołączona do opakowania),a  tymczasem wygląd moich rzęs pozostał praktycznie taki sam jak przed rozpoczęciem kuracji.  Jeśli jest takaś różnica to trudna do zauważenia. Nie wiem, może Wy widzicie, że moje rzęsy są rzeczywiście dłuższe, ale ja uważam, że nie za bardzo. Co najdziwniejsze, patrząc na poniższe zdjęcia mam wrażenie, że rzęsy sprzed kuracji prezentowały się jakby lepiej niż obecnie!


PRZED 






PRZED



PO

PO


Stosować to serum należy przez ok. 6 miesięcy i na tyle ma starczyć nam buteleczka. Hmm, może po pól roku coś się zmieni ? Może rzęsy będą wtedy zalotnie długie?  Szczerze mówiąc aż tak mi już na tym nie zależy,bo przekonałam się, że ten kosmetyk jest poprostu słaby i mimo dodatku alantoiny, prowitaminy B5, kwasu hialuronowego oraz bimatoprostu ( substancja stymulująca wzrost rzęs) nie działa tak jak zapewniano. Oczywiście u Was może okazać się przełomowym kosmetykiem, który da nadzywyczajne rezultaty :)  Myślę jednak, że to nie jest coś co koniecznie trzeba wypróbować. Sama wykończe opakowanie  i na tym się skończy.

Ocena : 2 / 5

Cena: 3ml / ok. 70zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Pentylene Glycol, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Bimatoprost, Hydrolyzed Hyaluronate, Pantenol, Allantoin, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Phosphate, Triethanolamine, Methylparaben, Alcohol



A czy Wy używacie jakiegoś kosmetyki wspomagającego wzrost rzęs?





poniedziałek, 13 stycznia 2014

Garnier - Pure Active- oczyszczający żel do demakijażu twarzy i oczu



                                                                                                                     



  Demakijaż jest bardzo ważny i powszechnie to wiadomo.  O ile kilka razy zdaży nam się pójść spać z nieusuniętym makijażem to nic strasznego się nie stanie ( mnie nigdy się to nie przytrafiło, bo choćbym nie wiem jak bardzo była zmęczona to poprostu nie zasnęłabym z umalowaną twarzą) , ale jesli robimy to nagminnie wtedy niestety odbije się to negatywnie na wyglądzie naszej cery.  Osobiście nie lubię mleczek do demakijażu, ale mam kilka i używam ich jedynie do usunięcia makijażu oczu i ust. Nie wyobrażam sobie usuwać makijażu bez użycia wody. Czuję się wtedy niedomyta, oblepiona podkładem i odczuwam wielki dyskomfort.

Oczy i usta przemywam micelem lub mleczkiem,a  resztę twarzy olejkiem (np. z Biochemii) lub żelem do mycia twarzy, a potem resztki podkładu usuwam tonikiem.

Na żel do demakijazu Garniera skusiłam się z powodu pokazywanej w tutejszej TV reklamy. Ma on za zadanie usunąć cały makijaż i jest przeznaczony dla cery tłustej z niedoskonałościami.Gdy tylko zobaczyłam go w sklepie od razu powędrował on do koszyka. Czy jestem zadowolona ? Powiem, że to nie ideał w swej kategorii...

Rzadki, bezbarwny żel posiada bardzo delikatny, słabo wyczuwalny zapach, pieni się wystarczająco, choć wielkiej piany nie robi. Ze spłukiwaniem nie ma problemów, a bezporśrednio po tym skóra nie jest ściągnięta i wysuszona, choć żel też jej nie nawilża. Co do zmywania makijażu to po umyciu twarz jest wizualnie czysta i świeża i trudno doszukać się resztek podkładu i pudru, ale gdy przetrzemy ją tonikiem lub micelem to na płatku wyraźnie widać brud. Jako, że używam dość lekkich podkładów to wacik nie jest totalnie zanieczyszony aczkolwiek oznacza to, że jednak cera nie jest oczyszczona tak dobrze jak możnaby się spodziewać. Kosmetyk poprostu nie oczyszcza dogłębnie i w 100 % . Uważam też, że dużo gorzej poradziłby sobie w przypadku cięższych, mocniej kryjacych podkładów.

Nie zmywałam nim pozostałości po tuszu, bo wolę do tego micele czy mleczka i dlatego nie powiem Wam jak się sprawdza w tej roli.

Opisywany żel działa, ale nie do końca i najlepiej używać go w parze z odpowiednim płynem do demakijażu, by pozbyć się w całości całego make upu. Zastanowię się czy kupię ponownie.

Ocena : 3 + / 5

Cena: 200ml / ok.7 €

Dostępność : W Polsce jeszcze go nie widziałam, w Finlandii natomiast jest m.in w Anttila

Skład: Aqua, Decyl Glucoside, Propanediol, Sodium Cocoamphoacetate Carbomer, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Eucalyptus Globulus Extract, Glycerin, Poloxamer 184, Salicylic Acid, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Zinc Gluconate

                                                                 
 Używałyście tego żelu?

                  

niedziela, 12 stycznia 2014

Karl Lagerfeld - Karleidoscope EDP






Nazwisko tego projektanta jest wszystkim dobrze znane. Jest to postać kontrowersyjna, bardzo oryginalna i charakterystyczna. Przyznam, że lubię jego projekty, podoba mi się styl,który kreuje i dlatego z zainteresowaniem podeszłam do zapachu o ciekawej nazwie Karleidoscope, który został wydany w 2011r. , a nosem był Chrisopher Raynaud ( Guerlain My Insolence, Paco Rabanne One Million for men, Yves Rocher Ambre Noir). Zapach należy do kategorii orientalno-kwiatowej, ale to lekki orient, taki przejrzysty, nie za ciężki i z powodzeniem nosiłam go także latem, choć nie pasuje on do szortów i topu na ramiączkach. Myślę, że idalnie nadaje się do pracy w parze z elegancką, białą koszulą i czarnymi cygaretkami, jako, że ten zapach ma męski pierwiastek, więc dobrze będzie uzupełniał damski strój w trochę męskim stylu.

Od początku mocno wyczuwam tu nutę dzięglu i mimo, że z czasem staje się on już słabszy to ciągle jest tyle, że nie tak intensywny jak poprzednio. Główną rolę natomiast odgrywa tu lekko pudrowy fiołek oraz ciut mydlane piżmo z heliotropem, nieśmiało wychyla się też benzoes.  Zapach jest dokładnie pudrowo-kremowy momentami wyłapałam coś na kształt aromatu niebieskiego kremu Nivea.

Karleidoscope określiłabym także jako cielesny, bo  interesująco zgrywa się ze skórą. Spodobać sie powinien przede wszystkim miłośniczkom pudrowych kompozycji z tym, że raczej nie polecam zakupu w ciemno, bo to nie do końca łatwy zapach. Mnie się podoba i cieszę się, że  ten piękny flakonik dołączył do mojej kolekcji.

A właśnie co do opakowania : tuba to pomysłowe rozwiązanie, ma przypominać kalejdoscop, ale moim zdaniem jest trochę nieporęczna. Zamnięcie znajduje się u jej dołu i nie raz mi się zdażyło, że biorąc perfumy z półki zamknięcie samodzielnie wypadło,a  flakonik omal nie wylądował an podłodze. Dużo wygodniej byłoby, gdyby otwierało się ono od góry.
Sam flakon natomiast jest bardzo stannie wykonany z grubego szkła i pewnie leży w dłoni.

Trwałość na mnie ok. 7 godz. , zapach mimo, że nie jest bardzo intensywny to jest przez otoczenie wyczuwalny.

Zachęcam do testów!


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: dzięgiel

nuty serca: frezja, heliotrop, fiołek

nuty bazy: piżmo, paczula, benzoes, fasola tonka


Ocena :  5 / 5

Cena: zapach dostępny jest w poj. 60 i moich 30ml / ok. 16 €

Dostępność : perfumerie internetowe

A czy Wy znacie już Karleidoscope?

sobota, 11 stycznia 2014

Jane Iredale - Pure Pressed Bare SPF 20 - mineralny puder prasowany w odcieniu Radiant





Markę Jane Iredale darzę ogromną sympatią ( choć ceny ich produktów już mniej). Miałam wiele jej kosmetyków i chyba tylko raz byłam niezbyt zadowolona - z balsamu do ust i peelingu w jednym Sugar & Butter Lip Exfoliant / Plumper. Ten puder, który dziś Wam pokazuję to naprawdę porządny kosmetyk wysokiej jakości i jeśli szukacie  pudru, który nie zapycha porów, nie daje efektu mąki, nie wysusza, matuje, pielęgnuje cerę i do tego zawiera stabilny filtr SPF 20 to warto wydać te blisko 200zł na to cudeńko.


Możemy wybierać spośród bardzo szerokiej palety odcieni i nie ma szans, aby ktoś nie umiał dostać dla siebie odpowiedniego koloru. Mój Radiant jest jasny i idealnie stapia się z cerą. Nie odznacza się  na niej. Na zdjęciu wygląda na dość ziemisty i może niezbyt ładny, ale to tylko pozory.


Oprócz tego puder jest wyjątkowo lekki, nie czuć go na skórze, którą czyni aksamitnie gładką, matową ( u mnie na cały dzień!). Można go używać też w charakterze podkładu nakładając załączoną gąbeczką, ale tego nigdy nie próbowałam, bo wolę tradycyjne podkłady w płynie.

Bardzo podoba mi się w nim także to, iż dodano wspomniany filtr SPF 20, bo niewiele pudrów posiada jakikolwiek filtr i przeważnie zdaża się to w przypadku tych drogich.
Puderniczka spodobała mi się od razu. Nie jest plastikowa, a właśnie metalowa, dość cieżka i prezentuje się elegancko.

Czy ten puder ma jakieś wady?  Asbolutnie żadnej, no chyba, że cena, ale to oczywiście zależy dla kogo. Choć nic by się nie stało, gdyby trochę ją obniżono.  Tak czy inaczej polecam ten kosmetyk z czystym sumieniem, szczególnie jeśli macie cerę wrażliwą, tłustą i nie potraficie znaleźć odpowiedniego dla siebie pudru. Ten z pewnością spełni wasze wymagania.

Ocena: 5 / 5

Cena: 9,9g / ok. 190zł

Dostępność: np. TU

Co sądzicie o produktach Jane Iredale?

piątek, 10 stycznia 2014

Fusion Beauty - Ultraflesh Panthera The Ultimate Jet Black Buildable Lashes Mascara





Szukając maskary dla mojej Mamy, która akceptuje jedynie takie z plastikową, niezbyt dużą szczoteczką natknęłam się na bardzo pozytywne opinie na temat tuszu amerykańskiej marki Fusion Beauty, czyli opisywanej dziś Ultraflesh Panthera. Użytkowniczki wręcz rozpływały się w zachwytach nazywając ten tusz najlepszym jaki kiedykolwiek używały, robiącym cuda z rzęsami.

Pomyślałam, że może warto zaryzykować i zamówiłam. Do wyboru była jeszcze wersja w złotym opakowaniu ( przypominająca wyglądem tusze YSL) , ale, że w zasadzie różniły się one tylko tym to nie chciałam wydawać więcej tylko ze względu na opakowanie.

Tusz z wyglądu prezentuje się ciekawie. Jest zakończony głową pantery i wbrew temu co na poczatku myślałam nie otwiera się go od tej strony, a właśnie z przeciwnej. Generalnie samo opakowanie jest pomysłowe i nie wygląda tandetnie. Z pewnością zaciekawi koleżanki :)

Szczoteczka okazała się taka, jaką lubi Mama. Ma cieniutkie, plastikowe wypustki, ale nie są one ostre i nie czuć ich przy malowaniu. Dobrze się nią nakłada tusz, który jednak jak dla mnie mógłby być trochę bardziej gęsty. Co prawda nie jest za rzadki, ale coś mi w tej konsystencji nie do końca pasuje. Zdaża się też, że tusz skleja rzęsy i trzeba nakładać go ostrożnie. Plus za to, że nie kruszy się i nie rozmazuje przez cały dzień.


Niestety nie zgodzę się, że jest to rewelacyjny kosmetyk. Miałam tusze o wiele lepsze i dające widoczny efekt pogrubionych, rozdzielonych i wydłużonych rzęs,a   w tym wypadku same widzicie jak to wygląda:





Ta maskara jedynie  trochę wydłuża i nieznacznie pogrubia. Efekt jest typowo dzienny. Po 3 warstwach w zasadzie nie widać wielkiej różnicy. Spojrzenie jest delikatnie podkreślone i nie ma tu żadnych zachwytów. Może marudzę,ale naprawdę nie widzę w tym tuszu nic nadzwyczajnego i cieszę się, że nie kupiłam drugiego egzemplarza dla siebie ( a chciałam!). Czerń też nie jest jakaś super intensywna, ot taka normalna, jak w wielu innych, podobnych kosmetykach. 

Możecie go wypróbować jeśli podoba wam się opakowanie i szukacie tuszu, który tylko lekko podkreśla rzęsy. Moja Mama jest z  niego zadowolona, więc same się przekonajcie jak się spisze u Was Panthera :)

Ocena : 3 / 5

Cena: 8,5ml / ok 12€

Dostępność : kupowałam na Truskawce

Słyszałyście o tym produkcie? Zamierzacie kupić ?

czwartek, 9 stycznia 2014

Wibo - Lovely- Baltic Sand nr 4




To drugi z lakierów z tej serii, który posiadam tyle tylko, że ten egzemplarz otrzymałam do testów i na poczatku zwlekałam z użyciem, bo strasznie nie podobał mi się ten brązowy kolor. Sama nie kupuję lakierów o tej barwie. Przełamałam się jednak i muszę powiedzieć, żejest dobrze,ale nie obyło sie bez wad.

Brąz przypomina barwę gorzkiej czekolady i ma zatopione malutkie, złote drobinki. Jest mniej połyskujący niż jasnoniebieski Baltic Sand nr 3 i nie rzuca się tak w oczy, więc można go używać na codzień.

Samo nakładanie raczej nie przysparza trudności, choć według mnie lakier mógłby być odrobinę bardziej gęsty. Schnie bardzo szybko tylko niestety jest chropowaty i czuć to doskonale po wyschnięciu. To dokładnie taki ´´ efekt piasku´´. Nie podoba mi się to, ale większość lakierów z drobinami tak ma.

Trwałość standardowa: 4 dni. Minusem jest natomiast zmywanie. Płatek przykleja się do paznokci, rwie się i trzeba mocno trzeć,aby lakier usunąć. Musiałam na to zużyć ok. 6 wacików, no i męczyłam sie nad tym 20min : / Denerwuje mnie to, że jeśli w tego typu produktach występują jakieś świecidełka i ozdoby to potem strasznie ciężko się ich pozbyć dlatego mam wielką nadzieję, że producenci będą nad tym pracować i to się zmieni!!

Gdyby nie irytujące usuwanie lakieru to używałabym go często, bo kolor przypadł mi do gustu ( z daleka wydaje się czarny), a tak sięgnę po niego od czasu do czasu.

Ocena : 4 - / 5

Cena: 8ml / ok. 8,50zł

Dostępność : Rossmann

Znacie lakiery z tej serii? Używałyście?

środa, 8 stycznia 2014

Maybelline - Color Tatoo 24 HR odcień 15 Endless Purple





Jak wiadomo fiolotowe cienie pięknie podkreślają zielone tęczówki, a ponadto makijaż w tych barwach nigdy nie wychodzi z mody i nadaje się na każdą okazję. Fiolet to mój ulubiony kolor i w swoim kosmetycznym kuferku mam wiele paletek i pojedynczych cieni właśnie w tej tonacji.

Opisywane cienie mam w 3 kolorach, a dziś chciałam pokazać Wam ten o nazwie Endless Purple.Jak widać to jasny, wręcz elektryzujący fiolet, który na powiekach jest widoczny i sprawdzi się  szczególnie na specjalne okazje. Niestety sam cień w moim mniemaniu mógłby być lepszy...

Jego najważniejszą cechą ma być supertrwałość oraz wyjątkowe nasycenie kolorem i o ile ów kolor rzeczywiście jest mocny i zauważalny to już samo nakładanie kosmetyku na powieki wcale nie jest takie przyjemne.Przede wszystkim dla mnie cień jest za suchy i marze się w trakcie aplikacji ( zarówno palcem jak i pędzelkiem) nie da się nałożyć równomiernie, ale zbiera się w jednym miejscu i trzeba się trochę namachać, aby równomiernie go rozetrzeć tak, aby pokrywał całą powiekę. Zauważcie na zdjęciu poniżej jak to wygląda:




Te same kłopoty z dokładnym nałożeniem cienia na powieki mam też w przypadku pozostałych dwóch kolorów,, więc to nie wina pojedynczego egzemplarza . Zdecydowanie zmieniłabym tu konsystencję, bo nie jest żelowa jak twierdzi producent, a właśnie taka dziwnie suchawo-kremowa.

Trwałość rzeczywiście jest dobra. Przynajmniej na bazie. Cień nie wałkuje się, nie rozmazuje ani też nie znika tajemniczo w ciągu dnia.´´ Siedzi´´ sobie spokojnie na swoim miejscu aż do wieczornego demakijażu i wtedy łatwo poddaje się jakiemukolwiek produktowi zmywającemu.

Ten produkt nie robi na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Ot, cień, który jest tak samo trwały jak inne moje cienie i to wszystko. Nie używam go zbyt często, no chyba, że mam czas sterczeć przed lustrem kilka dodatkowych minut i denerwować  się przy nakładaniu. Zużyję, ale nie ma szans,abym kupiła ponownie.

Ocena : 3 - / 5

Cena: ? g ( brak gramatury na opakowaniu) / w Polsce ok. 24zł, w Finlandii ok. 9,50€

Dostępność: ogólnodostępne w szafach Maybelline

A czy Wy miałyście okazję testować te cienie?

wtorek, 7 stycznia 2014

i już po przerwie... Zużycia miesiąca : grudzień 2013


Witam Was po świąteczno- noworocznej przerwie:)  Pierwszy post zaczynam od pokazania  moich grudniowych zużyć:



1.Nivea-Visage- Oxygene Power

 Pokazywałam go Wam jakiś czas temu TU  Zdania o nim nie zmieniłam. To najzwyczajniejszy żel do mycia twarzy, który nawet nie oczyszcza tak dobrze jak powinien. Nie mam zamiaru kupować go ponownie. Ocena również pozostaje bez zmian 3 / 5

2. Ziaja - oliwka w żelu do masażu ujędrniająca

To było moje czwarte opakowanie tego produktu i muszę powiedzieć, że chętnie kupiłabym kolejne. Nie, nie chodzi mi o to, że ta oliwka robi cuda, ale miło mi się jej używa, a skóra jest gładka i bardziej elastyczna. Używałam jej tylko na skórę brzucha ( 2 razy dziennie), który po porodzie nie prezentuje się nienajgorzej, ale wciąż brakuje mu trochę jędrności i dlatego też lubię testować tego typu produkty nie w nadzieji, że spektakularnie zmienią skórę w tym rejonie , bo tego nie zrobi nawet najdroższy kosmetyk, tylko poprostu tak dla samej siebie.

Oliwka ma postać intensywnie niebieskiego żelu, który jest co prawda trochę tłusty, ale jeśli nie przesadzimy z aplikacją to wchłania się dość szybko i w ogóle nie brudzi ubrań.Pachnie cakiem przyjemnie morsko, a w składzie zawiera algi, witaminy E i F oraz eko-certyfikowaną substancję żelującą.  Należy ów produkt wmasować w skórę przed lub po kąpieli ( tak robiłam) do wchłonięcia. Zajmuje to kilka minut i bezporednio po tym da sie zauważyć, że skóra jest miękka i gładka, a po regularnym stosowaniu trochę bardziej elastyczna. Ujędrnienia niestety nie zauważyłam, więc jeśli najbardziej Wam na tym zależy to raczej się zawiedziecie. Ten kosmetyk to taki umilacz masażu. Dostępny jest w kilku wariantach, a także w wersji w butelce z pompką.

Ocena: 4/ 5

Cena: 180ml / ok. 17zł

Dostępność: ja kupuję w aptekach internetowych


Skład: Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Caprylic / Capric Trigliceride, Glycerin, Aqua, Sucrose Laurate, Laminaria Ochroleuca Extract, Propylene Glycol, Entoromorpha Compressa Extract, Ethyl Linoleate, Ethyl Oleate, Ethyl Linolenate, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum, CI 42090



3. Yves Rocher - Les Plaisirs Nature- mandarynkowy żel pod prysznic

Żele pod prysznic tej marki kupuję regularnie, bo lubię ich owocowe zapachy, a także dlatego, że są zamknięte w dużych butlach, które starczają na długo. Jedyną wadą jest brak pompki i przez to dozowanie nie należy do przyjemności, ale jeśli dokupicie osobno pompkę ( co zrobiłam) to nie ma się w zasadzie tu do czego przyczepić, choć trochę niefajnie, że producent niejako zmusza nas do nabycia tej pompki, bo co jak co, ale powinna ona być już częścią każdego opakowania.

Mandarynkowy żel jest dosyć rzadki, przyjemnie pachnący mandarynkami o barwie jasnopomarańczowej. Pieni się mocno, nie wysusza, ale też nie nawilża i osoby, które narzekają na suchość skóry będą musiały po umyciu potraktować skórę odpowiednim mazidłem. Żel nie ściąga skóry, nie podrażnia jej i poprostu robi to co do niego należy, czyli myje. W zapasie mam jeszcze inne zapachy i obecnie używam kokoska :)

Ocena : 5 / 5

Cena: 400ml / ok. 4,50€

Dostępność: YR

4. Colodent- Super Biel

Wspominałam, że pasty Colodent należą do moich ulubionych i gdybym mogła to używałabym ich regularnie, ale nie są u mnie dostępne, więc zaopatrzam się w kilka opakowań w trakcie pobytu w Polsce lub proszę o nie w paczkach. Wersja Super Biel jest również bardzo dobra. Dobrze się pieni, nie jest za ostra w smaku ( nie znoszę past miętowych, które są bardzo intensywne i wręcz palą w język i wysuszają  przy tym jamę ustną), a przy tym dobrze i na długo odświeża oddech.

Używam jej wraz z szczoteczką soniczną i zęby są oczyszczone i lśniące, a osady np. z herbaty usunięte. Pasta ta nie wybiela zębów, ale nie wierzę w takie rzeczy. Takie rzeczy robi tylko dentysta. W zasadzie nawet nie jest mi to aż tak potrzebne, bo moje zęby są naturalnie białe.

Świetny produkt, który z pewnością kupię ponownie!

Ocena : 5 / 5

Cena: 100ml / ok. 5zł

Dostępność : w wielu marketach, a także w Rossmanie


5. Ziaja - mleczko do ciała do skóry bardzo suchej i podrażnionej

Zainteresował mnie zawarty w składzie bio olejek arganowy, a jako, że w okresie grzewczym zmagam się z przesuszeniem skóry pomyślałam, że to mleczko będzie w sam raz dla mnie. Duże opakowanie dodatkowo zachęcało do zakupu. Istotnie, kosmetyk jest  dobry i gdyby nie jedna wada to pewnie pomyślałabym o kolejnym zakupie.

Mleczko jest niezbyt gęste, ale też trudno powiedzieć, aby było lejące jak woda. Dobrze, że w opakowaniu jest pompka, bo inaczej aplikacja byłaby trochę problematyczna. Pachnie ładnie, choć ciężko mi określić czym, więc powiem, że to taki kremowo-kosmetyczna woń, którą czuć na skórze po posmarowaniu. Niestety mleczko jest jak dla mnie za tłuste i wchłania się za długo. Nawet po godzinie od posmarowania wyczuwalny jest tłustawy film i to mi się nie podoba. Co więcej ciężko domyć ręce po aplikacji, bo są one pokryte ów tłustym filmem i trzeba się nieźle wysilić, aby zmyć go z dłoni. Myślę, że winę za to ponosi parafina, która jest na drugim miejscu w składzie. Czy nie możnaby zastąpić ją czymś bardziej naturalnym?

Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne to bez zastrzeżeń : moja skóra jest wygładzona, miękka i odczuwalnie nawilżona, a stan ten trwa jeszcze na drugi dzień. Możliwe, że pozostałe warianty z tej serii nie są takimi tłuściochami jednak nie chcę się narazie o tym przekonywać.

Ocena : 3 + / 5

Cena: 400ml / ok. 10zł

Dostępność: kupiłam w aptece internetowej

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Sorbitan Sesquioleate, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Magnesium Sulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Ceresin, Dimethicone, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2 Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Limonene, Benzyl Salicylate, Hydroxycitronellol, Alpha- Isomethyl Ionone, Hexyl Cinnamal, Citric Acid






6. Eveline- Big Volume Lash

Widziałyście już ten rewelacyjny tusz na moim blogu TU  Zachęcam do jego przetestowania, bo za niewielkie pieniądze otrzymujemy kosmetyk, który śmiało może rywalizować z tymi droższymi. W mojej kosmetyczce czeka kolejne opakowanie...

Ocena : 5 / 5

Cena: 9ml / ok 15zł

Dostępność: mniejsze drogerie i internet


7. Sleek- Flick It Eyeliner w odcieniu Blue

Uwielbiam kosmetyki do makijażu Sleeka´a  i dlatego też musiałam kupić ten niebieski eyeliner, bo dla mnie to kosmetyk obowiązkowy, a strasznie trudno mi znaleźć tutaj liner w takim właśnie odcieniu. Niestety zawiodłam się i nie wiem, czy otrzymałam wadliwy egzemplarz, czy ten produkt rzeczywiście jest słabej jakości, ale po dosłownie jednym użyciu (!), kiedy to oczywiście zamknęłam go dokładnie i przechowywałam jak należy dosłownie wysechł i za nic w świecie nie chciał malować.  Próbowałam już potem mocniej przyciskać końcówkę nawet do kartki papieru, ale nic z tego. Dziwi mnie to, bo nie robiłam z tym linerem nic nadzwyczajnego i dosłownie raz sie nim pomalowałam.

Kolor Blue jest bardzo ładny ani nie za jasny ani zbyt ciemny. Maluje się naprawdę łatwo, a kreska pozostaje na miejscu cały dzień. Jednak co z tego skoro to produkt jednorazowego użytku?! Więcej nie kupię, wolę eyelinery Dip It tej marki.

Ocena : 1 / 5

Cena: 10g / 7 €

Dostepność: strona producenta


A jak z Waszymi zużyciami w poprzednim miesiącu?