niedziela, 30 marca 2014

Zużycia miesiąca - marzec 2014



A oto moje zużycia w marcu:





1. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene- Like Your Skin - żel pod prysznic

Nie lubię tego żelu i z niecierpliwością czekałam aż się skończy. Na początku użytkowania jeszcze jakoś go znosiłam, ale pod koniec miałam go serdecznie dość. Nie jest jakiś niesamowicie beznadziejny, ale kompletnie niczym się nie wyróżnia od innych, tańszych, a powiem szczerze, że nawet te typowo drogeryjne są lepsze.

Przede wszystkim ma niesamowicie rzadką, lejącą konsystencję przez co wylewa się do nakrętki i przy każdym myciu jest ona brudna. Nie jest żelem, ale właśnie rzadką, białą emulsją o lekkim, jakby morskim aromacie, który nie orzeżwiał mnie tak jak to obiecywał producent, bo po kilku użyciach mnie zmęczył. Myć myje, pieni się dostatecznie dobrze, ale absolutnie nie nawilża , a to jedna z obietnic. Co prawda nie wysusza, skóra nie była nieprzyjemnie ściągnięta, ale posiadaczki skóry takie jak ja, czyli suchej i szorstkiej bez balsamu się nie obejdą.

Totalnie przeciętny żel i napewno do niego nie wrócę.

Ocena : 3 / 5

Cena: 200ml / ok. 16 zł

Dostępność : seria tych kosmetyków dostępna jest w Empiku

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Styrene / Acrylates Copolymer, Disodium EDTA, PEG-18 Glyceryl Oleate / Cocoate, Propylene Glycol, PEG-120 Methyl Glucose Trioleate, Hydrolized Silk, Methylchlorothiazolinone, Methylthiazolinone, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Benzyl Alcohol, Citronellol, CI 16035, CI 19140


2.  Soraya - Lactissima Forte - żel ginekologiczny do higieny intymnej

Bardzo żałuję, że marka Soraya zrezygnowała z produkcji tych żeli do higieny intymnej, bo były rewelacyjne!  Udało mi się dostać wcześniej jeszcze jedno opakowanie, które właśnie mi się skończyło.

Żel z powodu swojej dość gęstej, bezbarwnej konsystencji był wyjątkowo wydajny. Pachniał lekko i nie drażniąco. Używałam go też w ciąży i połogu i świetnie się też wtedy sprawdzał. Był delikatny, nie podrażniał, a wręcz koił. Zawierał kwas mlekowy i panthenol. Szkoda, że już go nie ma...

Ocena : 5 / 5

Cena: 400ml / nie pamiętam

Dostępność : obecnie wycofany


3. Sleek - Dip It Eyeliner - odcień Sky Blue

Pokazywałam ostatnio ten eyeliner TU  i to opakowanie znów leci do kosza, bo zawartość jest totalnie wyschnięta, a stało się to znów po niecałym miesiącu! Nie mam nerwów do tego kosmetyku i nie kupię żadnego linera z serii Dip It!



4. Iwostin - woda termalna z Iwonicza- Zdroju

Wody termalnej używam do oczyszczania buzi mojego dziecka. Dotychczas stosowałam tą z Avene, ale przerzuciłam się na Iwostin i mimo tego, że to naprawdę dobry i delikatny produkt, który idealnie oczyszcza delikatną skórę dziecka to nie kupię kolejnego opakowanie. Powód?  Za każdym razem kiedy w opakowaniu zostaje troszkę mniej niż połowa zacina się spray i nie da się za żadne skarby wydobyć zawartości ! Po raz pierwszy myślałam, że to wadliwe opakowanie mi się trafiło, ale kupowałam potem w różnych aptekach i za każdym razem było to samo.
Teraz też wody spokojnie zostało na kilkanaście użyć, ale nie da się psikać sprayem i puszka leci do kosza. Wracam do płynów micelarnych dla dzieci...

Ocena : 4 / 5

Cena: 150ml / ok. 20 zł

Dostępność : w aptekach


5. Victoria´s Secret -  Pure Seduction - ultra-nawilżający krem do ciała, i rąk o zapachu czerwonej śliwki i frezji

Pokazywałam ten kosmetyk TU
Jak się cieszę, że wreszcie udało mi się ten pseudo krem do ciała zużyć! Jeżeli wszystkie kosmetyki VS są tak beznadziejne to ja już nie chcę próbować żadnego. Jeszcze na początku tak mi ten ohydny, plastikowy smrodek nie przeszkadzał i jakoś dawałam radę się tym ´´czymś´´ smarować, ale potem myślałam, że oszaleję! Nie wiem jak można wyprodukować coś co niby ma pachnieć śliwką i frezją, a zalatuje ordynarnie chemią ?!
Druga sprawa, że jeszcze wcześniej kiedy moja skóra nie była aż tak przesuszona jak teraz krem jako tako dawał radę, ale potem już  w ogóle, a nawet sprawiał, że była jeszcze bardziej szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Z zaciśniętymi zębami jakoś zmęczyłam tubę,choć łatwo nie było. Nigdy więcej!


6. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene- Ratunek - krem dla zniszczonych dłoni


Taki sobie krem napewno nie dla zniszczonych dłoni, a dla bezproblemowych do codziennego używania. Używałam go przez całą zimę i średnio się sprawdzał. Niby dłonie nawilżał i wygładzał, ale na krótko do suchej, podrażnionej i wrażliwej skóry dłoni jest za słaby nawet pomimo dodatku 10%  masła shea i alantoiny W dodatku mała tubka szybko się kończy.
Krem jest średnio gęsty, pachnie typowo kosmetyczne, choć troszeczkę dziwnie. Nie jest w ogóle tłusty i bardzo szybko się wchłania.
Do torebki się nada, ale jako ratunek napewno nie.

Ocena: 3 / 5

Cena: 50ml / ok. 10zł

Dostępność: Rossmann


7. Garnier - Mineral- Invisible - antyperspirant przeciw śladom/ plamom/ przebarwieniom 48h

Jeden z gorszych antyperspirantów jakich używałam. Kompletnie nie radził sobie z ochroną przed nieprzyjemnym zapachem, a w czasie jego używania nie uprawiałam sportu, nie biegałam ani nie robiłam nic takiego żeby spocić się na całego. Poprostu normalna, codzienna aktywność, lekki stres, a antyperspirant zawodził nawet w domu.  Kilka razy użyłam go w podróży i nawet, gdy nie było gorąco bluzki miały nieestetyczne mokre ślady,a  ja przecież nie mam problemów z nadmiernym poceniem!

Co do obietnicy ochrony przed śladami, przebarwieniami itp to dla mnie to nie takie ważne, bo jeszcze żaden, nawet najtańszy antyperspirant nie zrobił  mi plan, nie odbarwił żadnej koszulki czy to białej czy kolorowej, a na czarnych też nie pozostawił białych śladów, więc ten Garnier to żadna innowacja na rynku.

Kolejna sprawa, to to, że w każdym antyperspirancie tej marki zacina mi się kulka po kilku użyciach, a ta wersja dodatkowo dziwnie kruszyła się i pod pachami zostawały białe, zaschnięte resztki kosmetyku. Kulkę czyściłam przed i po każdym użyciu, ale nic to nie pomagało, bo potem i tak resztki zasychały i znów było to samo :/ Na plus delikatny zapach i brak podrażnień, ale to wszystko.

Ocena: 2 / 5

Cena: 50ml /  ok. 12zł

Dostępność: Rossmann


8. ArtDeco - baza pod cienie

 Nie umieściłam jej na zdjęciu, bo poleciała do kosza kilka dni wcześniej i poprostu zapomniałam pstryknąć fotkę, ale pokazywałam Wam ją TU i znów musiałam wyrzucić niezużyte do końca opakowanie, bo baza tak samo jak wcześniej stwardniała i za nic nie dało się jej nabrać na palec czy pędzelek.  To był mój ostatni zakup tego kosmetyku.



A jak u Was ze zużyciami?


sobota, 29 marca 2014

Sean John - Unforgivable Woman EDP






Kto ukrywa się pod pseudonimem Sean John? Nikt inny jak znany amerykański raper P. Diddy. W jego teledyskach zawsze roi się od półnagich kobiet, a on sam uważa się za niesamowitego macho ;D  No cóż nie mnie to oceniać zresztą to nie miejsce na to, dość powiedzieć, że jego muzyka jak i styl kompletnie do mnie nie przemawiają. Kwestia gustu.

Na rynku (  za Oceanem) raper wydał ok. 10 zapachów i najbardziej znany jest I Am a King, którego nie dane mi było ( jeszcze) przetestować.

Damski zapach Unforgivable Women powstał w 2007r. , a jego twórcą jest David Apel ( E. Arden Sunflowers, T. Ford Black Orchid Voile de Fleur, Van Cleef & Arpels Reve) i zaliczany jest do kategorii orientalno- kwiatowej, choć jak na mój nos to raczej fruity- floral.

Spodobał mi się dość bogaty skład,a  i recenzje były pozytywne, więc zaopatrzyłam się w malutkie 30ml i ... żałuję.  Spodziewałam się zapachu soczystego, mocno owocowego w którym dużą rolę odgrywają też kwiaty i nuty drzewne, a dostałam kompozycję  nijaką i bez polotu.
Zapach kompletnie się na mojej skórze nie rozwija i od początku do końca pachnie tak samo, czyli wypraną z całego soku, suchą gruszką, odrobiną równie ´´suchego´´  jaśminu z frezją, które stały już za długo w wazonie i lekkim drzewem sandałowym, ale wszystko to jest tak rozmyte, takie anemiczne, że aż strach!  Mam też wrażenie pewnej sztuczności, nienaturalności, no sama nie wiem. Zapach niby nie jest taki zły, bo nie drażni mnie ani nie chcę go od razu z siebie zmyć aczkolwiek jest taki jakiś nudny, nie zwracający uwagi i używam go tylko na spacery i do sklepu byleby tylko zużyć flakonik.  Kiedy mam go na sobie czuję się jakbym w zasadzie niczego nie użyła, bo trwałość i projekcja nie powalają. Zapach jest bliskoskórny, nie umiał się wybić spod  apaszki, a po 3 godzinach w ogóle już go nie czułam.Pasuje przede wszustkim na wiosnę i na niezbyt zimne dni.
Nazwa Unforgivable Woman w tym wypadku jest tu nietrafiona...


Sam flakonik w wersji 30ml jest niby prosty, ale wyjątkowo poręczny, idealnie mieści się w dłoni.


Oczywiście to tylko moja opinia i najlepiej przetestować zapach na własnej skórze:)

Nuty zapachowe: 

nuty głowy: liść czarnej porzeczki, grapefruit, jabłko, gruszka, neroli, bergamotka, gorzka pomarańcza

nuty serca : cyklamen, kwiat pomarańczy, fiołek, frezja, jaśmin, konwalia, róża

nuty bazy: irys, drzewo sandałowe, fasola tonka, ambra, paczula, wanilia, mech dębowy, wetyweria, cedr


Ocena : 3 / 5

Cena: 30ml / ok. 12€

Dostępność : perfumerie online

PS:  Tu  możecie zobaczyć reklamę tych perfum. Mnie wyjątkowo nie przypadła do gustu i raczej nie zachęca do zakupu ( no chyba, że fanów). Wygląda poprostu tanio, ale z drugiej strony idealnie odzwierciedla  tandetny styl Diddiego i MTV.


Znacie ten zapach?

piątek, 28 marca 2014

Youngblood - Brow Artiste odcień Blonde









Do koloryzowania i nadawania ksztatu brwiom najbardziej lubię używać specjalnie do tego przeznaczonych kredek, a także maskar. Paletki z cieniami do brwi nigdy wcześniej nie miałam i w sumie nie była mi ona potrzebna, bo wspomniane kredki świetnie dawały sobie radę, a efekt był naturalny. Co więc popchnęło mnie do zakupu Brow Artiste marki Youngblood w odcieniu Blonde? W zasadzie sama nie wiem. Poprostu pomyślałam sobie, że sprawdzę jak to działa :)

W ładnej, matowo czarnej kasetce znajdują sie dwa cienie: ciemniejszy i jaśniejszy,brązowy wosk ,  bardzo dobra pęseta oraz dwustronny aplikator ( według mnie pędzelek mógłby mieć odrobinę dłuższe włosie, a szczoteczka jest za szorstka i używanie jej nie jest przyjemne).

Oba cienie dają taki sam efekt kolorystyczny na moich brwiach, lekko je tylko przyciemniając natomiast wosk trzeba nakładać ostrożnie, bo  dość mocno barwi i efekt może być komiczny. Poza tym lekko usztywnia, nabłyszcza brwi i trzyma je w ryzach na cały dzień. Nie ma żadnej trudności w nakładaniu tych kosmetyków i poradzi sobie z tym każdy. choć przyznam szczerze, że mnie nie chce się w to za często ´´bawić ´´ i wolę jednak użyć sprawdzonej kredki, bo tak jest szybciej i prościej, a rezultat praktycznie taki sam.  Po tę paletkę siegam kiedy mam czas.

Niemniej to wysokiej jakości kosmetyk i jak najbardziej godny polecenia. Jeśli używacie takich paletek częściej niż ja i wolicie je niż kredki to koniecznie sięgnijcie po Brow Artiste!

Ocena :  5 / 5

Cena: 3 g / ok. 30€

Dostępność: kupiłam na Truskawce

A czego Wy używacie do brwi?

środa, 26 marca 2014

Garnier - Fructis - Nordic Hair Care Pure Volume - szampon do włosów nadający objętość





Dla wyjaśnienia: w Polsce ten szampon figuruje pod nazwą Mega Objętość 48H.

 Szukam szamponu, który rzeczywiście nada moim włosów objętości próbuje wszystkiego co mi wpadnie w oko. Szamponów Fructis nie używałam już bardzo dawno. Ostatni raz miałam ten dla włosów puszących się kiedy dopiero wszedł na rynek i miał inną konsystencję oraz skład. Tak przetłuszczał mi włosy, że przyrzekłam sobie nie wracać do Fructisów nigdy więcej. Niedawno będąc w markecie postanowiłam wypróbować coś nieprofesjonalnego, bo nawet te fryzjerskie szampony słabo radzą sobie z nadaniem objętości. Pomyślałam, że dam szanse Fructisowi.

Od razu powiem, że szampon nie sprostał zadaniu, ale też nie jest zły. W sumie lubię go używać i myślę, że po tej wersji spróbuję jakąś inną. Podoba mi się w nim to, że nie ma silikonów, nie obciąża włosów.  Jego konsystencja jest bardzo rzadka, bezbarwna o pięknym zapachu jabłuszek, który jest chyba największa zaletą teg produktu. Pieni sie dobrze, nie ma problemu ze spłukaniem tylko szkoda, że szampon w ogóle nie radzi sobie ze zmywaniem olejów i nafty...


W kwestii działania jak już napisałam nie ma u mnie efektu WOW! Czytałam, że wiele dziewczyn chwali ten szampon za odbicie włosów od nasady i widoczny efekt´´ push up´´ nawet w przypadku grubych włosów. U mnie tego nie ma, choć skłamałabym mówiąc, że szampon nic nie robi. U mnie bardzo fajnie dodaje włosów lekkości, są po nim sypkie, choć niestety trochę się puszą i lubią latać na wszystkie strony. Kosmetyk dobrze sobie radzi z oczyszczeniem, ale ani nie nawilża ani nie przesusza włosów. Oczywiście użycie odżywki nie podlega tu dyskusji zresztą ja w ogóle nie wyobrażam sobie jej nie użyć po jakimkolwiek szamponie.

Nie lubie tylko opakowania, a dokładnie tej klapki, bo urwała się ona kiedy butelka spadła raz na miękkie podłoże i teraz muszę uważać, żeby szampon się nie wylał. Zresztą ta klapka jest niepręczna, bo przy dłuższych paznokciach jest problem z jej podważeniem.

To dobry szampon do częstego użycia i jako taki go polecam.

Ocena : 4 / 5

Cena: 250ml / ok. 3€

Dostępność:  w marketach i drogeriach

A jakie Wy macie zdanie o szamponach Fructis?

poniedziałek, 24 marca 2014

Calvin Klein - Delicious Luxury Creme Lipstick odcień Henna







Szminkę dostałam jako gratis do zamówienia na Truskawce. Było kilka kolorów do wyboru, a mnie spodobał się ten o nazwie Henna. Dla mnie to taki nude-róż. Delikatny, idealny na dzień i pasujący do każdego makijażu.

Szminke nakłada się praktycznie jednym ruchem. Jest miękka, ale nie´´ maślana´´. Nie ma drobinek, ale jak widać nie jest ani matowa ani nie nadaje typowo błyszczykowego wykończenia. Pachnie typowo kosmetycznie, ale tak słabo, że praktycznie tego nie czuć, smaku nie posiada.

Bardzo podoba mi się to jak wygładza usta, a moje teraz są ciągle przesuszone i szorstkie. Nawilża też dobrze, nie musiałam pod nią używać żadnego balsamu.

Trwałość jest średnia. U mnie bez jedzenia i picia wytrzymuje ok. 3 godz. nic dłużej, ale nie narzekam, bo naprawdę lubię ją używać i kupię jakiś inny odcień, który wpadnie mi w oko.


To bardzo dobry kosmetyk!

Ocena : 5 / 5

Cena: 3,5g / ok. 11,50€

Dostępność : m.in na Truskawce


Używałyście już kolorówki CK?

niedziela, 23 marca 2014

Sleek - Dip It Eyeliner odcień Sky Blue





Uwielbiam niebieskie linery, ale jak kończy mi się taki to mam nie lada problem, bo zdobycie tutaj eyelinera w kolorze innym niż czarny to cud. Nie mam czasu latać po sklepach i szukać, więc od jakiegoś czasu zamawiam kolorowe linery od Sleek´a. Ich barwy są naprawdę bajeczne i pięknie wyglądają na powiekach, ale niestety produkt ma jedną wielką wadę : jest szalenie niewydajny!

Jasnobłękitny liner Sky Blue ma dość gęstą konsystencję i bardzo szybko zasycha dlatego poprawki są wręcz niemożliwe. Jednak maluje się nim prosto i nie sądzę, aby nawet te z was, które nie mają w tym wprawy mogłby mieć trudności.  Kolor jak widać na zdjęciu poniżej jest troszkę migotliwy, zwraca uwagę. Co ważne kosmetyk da się usunąć każdym preparatem do demakijażu choć jest trwały i u mnie zawsze wytrzymuje cały dzień.


eyeliner Dip It Sky Blue, tusz Loreal False Lash Wings


No i teraz przyszedł czas na krytykę. To moje 4 opakowanie tego eyelinera i każde wysychało po niecałym  miesiącu używania tak, że nie dało się nim pomalować, a zaznaczam, że nie stosowałam go codziennie, dobrze przechowywałam i zakręcałam. Nie wiem od czego to może zależeć, ale jest to strasznie denerwujące i sprawia, że nie mam ochoty kupować kolejnego egzemplarza i szukam czegoś podobnego innej marki.

Dlatego nie wiem czy mogę polecić ten liner. Kolor jest interesujący tylko jaki jest sens kupowania kolejnego opakowania za kilka tygodni? Wybór pozostawiam Wam.

Ocena : 4 - / 5

Cena: 5,5ml / 5,50 €

Dostępność : online na stronie producenta

Używacie kosmetyków Sleek?

sobota, 22 marca 2014

Mandarina Duck - Rogue Intense EDT






Rogue Intense spodobał mi się od pierwszego testu, a w takie wczesno wiosenne dni jak teraz bardzo przyjemnie mi się go nosi. Jest to kwiatowy zapach, ale nie bardzo intensywny dlatego nie zmęczy ani użytkowniczki ani nikogo wokół.

Bardzo wiele osób tu tonę świdrującego, ostrego pieprzu i spodziewałam się, że i na mnie ta nuta będzie dominująca. A jednak nie. Na mnie wyraźnie dominuje łagodny jaśmin w towarzystwie słabej herbaty i piżma, które nadaje kremowości podobnej do zapachu klasycznego kremu Nivea.

O ile lubię zawsze´´ ciągnąć za sobą ogon´´ to nie przeszkadza mi to, że Czerwona Kaczka jest dość bliskoskórnym zapachem aczkolwiek dla innych  wyczuwalnym. Miło układa się na skórze i współgra z nią,a  co dla mnie ważne nie łapię się na tym, że zapach drażni mnie w ciągu dnia i dziwnie ewoluuje.

To zapach z gatunku nieinzwazyjnych. Idealny kiedy chcemy pachnieć świeżo, interesująco, ale nie wypada´´ powalać´´  otoczenia i zbytnio zwracać na siebie uwagę. Na wiosnę i lato na codzień jak znalazł.

Trwałość u mnie duża, bo ok. 7 godzinna. Flakonik jest dość nieporęczny szczególnie jeśli ktoś nosi perfumy ze sobą. Podoba mi się jednak ten czerwony kolor :)


Nuty zapachowe :

nuty głowy : lilia, gardenia, pieprz, jaśmin, herbata, heliotrop

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, wanilia, cedr


Ocena : 5 / 5

Cena: 100ml /  ok. 80zł

Dostępność : perfumerie online

Znacie ten zapach?

czwartek, 20 marca 2014

Klorane - Rozjaśniający szampon na bazie wyciągu z rumianku





Jestem fanką takich´´zwykłych´´ rumiankowych szamponów, choć niestety tutaj nie łatwo taki znaleźć. Ten szampon po raz pierwszy otrzymałam do testów  i tak mi się spodobał, że po skończeniu opakowania postanowiłam go kupić.

Szampon przeznaczony jest do włosów blond i ma on za zadanie naturalnie je rozświetlić. Jestem naturalną blondynką i potwierdzam, że ten kosmetyk rzeczywiście nadaje włosom LEKKICH, słonecznych refleksów, ale wygląda to naprawdę naturalnie i pewnie nie na każdych włosach będzie zauważalne. Konsystencja szamponu przypomina trochę miód i ma podobny odcień.Zapach jest dość mocny, typowo rumiankowy, ale mnie się podoba.  Bardzo dobrze się pieni i już w trakcie mycia da się wyczuć, że włosy są bardzo miękkie. Kilka razy zdażyło mi się nie użyć żadnej odżywki ( jednak były to sytuacje wyjątkowe!)  i z rozczesaniem włosów nie było problemu. Co więcej fryzura była bardzo puszysta, choć włosy lubią sobie polatać na wszystkie strony. Podobny efekt dają u mnie szampony naturalne i te dla dzieci.

Nie zauważyłam, aby po tym kosmetyku włosy szybciej mi się przetłuszczały. Myję je co drugi dzień.

To taki prosty szampon, który nie robi cudów z włosami jak kosmetyki profesjonalne, ale poprostu je myje i nie przesusza i za to go lubię. Polecam wszystkim blondynkom!


Ocena : 5 / 5

Cena: 200ml ( dostępne jest też 400ml) / ok. 30zł

Dostępność : apteki online i stacjonarne


Znacie kosmetyki Klorane?

środa, 19 marca 2014

Delia - Reconstructor- odżywka do paznokci





Ostatnią moją odżywką do paznokci był zestaw Mavali Nail Shield, który świetnie utwardził mi paznokcie. Zużyłam buteleczki i nie ponowiłam zakupu, bo nie było takiej konieczności.
Zresztą jestem zwolenniczką wcierania w płytkę paznokcia naturalnych olejków, po lakierowe odżywki nie sięgam praktycznie wcale, a jeśli już to uważnie czytam ich skład i jak ognia unikam formaldehydu i toluenu.

Moje paznokcie teraz są dość kruche i lubią się łamać, więc znów rozpoczęłam wcieranie olejków,a  tę odżywkę Delii dostałam i mina mi zrzędła kiedy przeczytałam, że zawiera formaldehyd. Chciałam ją od razu wyrzucić, ale pomyślałam, że miesiąc uczciwego testu nie zaszkodzi.

Nakładałam ją tak jak radzi producent : jedną warstwę 2 razy w tygodniu. Odżywka jest w opakowaniu mlecznobiała, a na paznokciach bezbarwna i zostawia leciutki połysk. Niestety śmierdzi niesamowicie! Według mnie dużo intensywniej niż większośc tego typu produktów. Czułam ten odór nawet kiedy zasłoniłam nos szalikiem, żeby go nie wdychać.

Rezultat powinien być taki, że moje pazurki będą utwardzone, wzmocnione i mają szybciej rosnąć. Nic z tego. Oczywiście rosną tak szybko jak zawsze, ale w żadnym wypadku nie są mocniejsze. W czasie kuracji też kilka mi się złamało. Lipa jednym słowem... Odżywka w ogóle u mnie nie zadziałała, ale w sumie spodziewałam się tego. To samo było z odżywką Eveline, która także zawiera formaldehyd. Strzeżcie się tego dodatku i nie kupujcie kosmetyków, które go zawierają, bo to naprawdę nic dobrego!

Ocena:     ogólnie:  2, ale za brak działania:  1  / 5

Cena: 14ml / ok. 10zł

Dostępność : drogerie online i stacjonarne

 

Skład : Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nitrocellulose, Adipic Acid / Neopentyl, Glucol / Trimellitic Anhydride Copolymer, Isopropyl Alcohol, Acetyl Tributyl Citratem, Aqua, Formaldehyde 2%, Acrylates Copolymer, Stearalkonium Bentonite, Etocrylene, Silica, CI 77891, Polyvinil Butyral, Trimethylpentanedinyl Dibenzoate
                                

A jakiej odżywki do paznokci Wy używacie?

poniedziałek, 17 marca 2014

John Frieda - Luxurious Volume - pianka dodająca włosom objętości







Wspominałam przy innej okazji, że pianki do włosów owszem lubię, ale sama ich nie kupuję, bo nie jest to mój kosmetyczny ´´must have´´ i śmiało mogę się bez nich obyć. Jeśli jednak już mam taki kosmetyk w łazience to ma on dodawać fryzurze objętości,a to niełatwe zadanie, bowiem moje włosy sa wyjątowo oporne na wszelakie stylizacje, trudno je nawet zakręcić w loki. Akceptują jedynie prostowanie.

Pianka John Frieda obiecuje look jak od fryzjera z czym nie mogę się zgodzić aczkolwiek przyznaję, że jest to dobry kosmetyk i przyjemnie mi się go używa. Przyznam, że po długich poszukiwaniach pianki idealnej nie znalazłam takiej. Nawet produkty profesjonalne miały jakieś ´´ale´´ i wcale nie  sprawiały, że moich włosów było więcej.

Opisywana pianka spodobała mi się już wizualnie z powodu ładnej, turkusowej ( na zdjęciu kolor jest przekłamany) puszki. Kosmetyk pachnie delikatnie. Przede wszystkim nie skleja i nie obciąża włosów, a tu wieelki plus! Poza tym sprawia, że włosy wyglądają naturalnie i o to mi chodzi, bo nie chcę mieć napuszonego kasku na głowie i przypominać chodzącego ula :)

Co do obiecywanej super objętości to rzeczywiście jest ona trochę widoczna, ale naprawdę nie ma tu spektakularnego efektu jaki mógłby dać nam fryzjer. Po tej piance fryzura lepiej mi się układa,trochę mniej elekryzuje i ogólnie wygląda ładnie.

Możecie jej wypróbować i to niezależnie od rodzaju włosów. Narazie przy niej pozostanę.

Ocena: 5 / 5

Cena: 200ml / ok. 35zł

Dostępność : online i wszędzie tam, gdzie są produkty John Frieda

Skład : Aqua, Butane Propane, Isobutane, Polyquaternium-11, PEG-12 Dimethicone, Panthenol, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Diazolidinyl Urea, Isosteareth-10, Methylparaben, Parfum, Propylparaben, Benzophenone-4, Linalool




Jaką piankę do włosów możecie mi polecić?

sobota, 15 marca 2014

United Colors of Bennetton - Cumbia Colors Man EDT




United Colors of Benneton to włoska marka odzieżowa. Nie bywam w jej butikach, bo jednak to nie mój styl, nie znam zapachów, które wypuściła na rynek ( a jest ich sporo) , ale męska wersja Cumbia Colors bardzo mi się podoba.

Zapach określany jest niby jako drzewny, ale moim zdaniem lepiej pasuje do niego miano:  aromatyczny. Wszedł na rynek w 2005r. razem z damską werską w różowym flakonie ( której nie testowałam). Niebieska Cumbia to idealna propozycja na gorące lato i wiosnę i wtedy też ten zapach najlepiej się rozwija, choć zdaża się, że mój mąż używa go zimą jednak generalnie to zapach wiosenno-letni.

Głównym bohaterem jest tutaj anyż, ale nie w wersji ziołowych cukierków na gardło, a dosyć łagodnej w parze z charakterystyczną nutą eukaliptusa. Sprawia to, że zapach jest przede wszystkim odświeżający i rześki. Daje takiego energetycznego´´ kopa´´. Kręci się tu jeszcze melon i przyprawy, ale są one kilka kroków w tyle.  To kompozycja prosta, nieskomplikowana i nie ma co doszukiwać się w niej głębi aczkolwiek i takie zapachy są potrzebne.

Cumbia nie pasuje do garnituru, a do bawełnianej koszulki. Dla młodego mężczyzny / chłopaka.

Flakonik może nie jest szczególnie urodziwy, ale w tym wypadku to mało ważne. Licz się zapach!

Trwałość natomiast jest duża, bo praktycznie całodzienna, więc jeśli szukacie dla swoich facetów zapachu na cieplejsze dni to koniecznie rozejrzyjcie się za Cumbia Colors!


Nuty zapachowe:

nuty głowy: anyż, przyprawy

nuty serca: eukaliptus, melon

nuty bazy: piżmo, nuty drzewne 



Ocena : 5 / 5

Cena: 100ml / zapłaciłam 10 €

Dostępność : trudno go obecnie spotkać, ja kupowałam na Truskawce


Znacie zapachy Benetton?

piątek, 14 marca 2014

Bazy pod cienie - Artedeco i Lumene







Te bazy zna chyba każdy, bo są najpopularniejsze w swojej kategorii. Baze Lumene stosuję od dobrych kilku lat  natomiast pierwszy słoiczek  Artdeco zakupiłam ok. 2 lata temu. Dla mnie tego typu kosmetyk jest obowiązkowy w kosmetyczce i nawet nie zabrałabym się do nakładania cieni bez niego. Który z tych dwóch jest najlepszy? Oba spełniają swoją rolę bardzo dobrze, ale jednak pewna rzecz sprawia, że  nie kupię już kolejnego opakowania bazy ArtDeco...


 Lumene Beauty Base : zamknięto ja w malutkiej tubce, ale jest wyjątkowo wydajna i wręcz nie polecam nakładać jej więcej niż dosłownie minimalną ilość. Kiedyś przez przypadek wycisnęło mi się za dużo i cień po kilku godzinach się zrolował. Baza jest matowa i nie daje żadnego koloru. Moim zdaniem nie pogłębia też za bardzo kolorów cieni, ale słyszałam na ten temat różne opinie. Wszystko co nakładam na powiekę pod tę bazę trzyma się calutki dzień obojętnie czy praży słońce czy śnieg sypie do oczu. Nigdy nie zdażyo mi się, aby cienie się zrolowały ( no oprócz tego razu kiedy przesadziłam z aplikacją bazy) , wchodziły w załamania powiek itp. Pod względem trwałości  i wydajności baza Lumene to rewelacja i polecam ją każdemu. Nie sądzę abyście się zawiedli :)

Ocena : 5 / 5

Cena: 7ml / ok. 14€

Dostępność : nie wiem, gdzie można ją kupić w Polsce, w Finlandii jest wszędzie w szafach marki



Baza ArtDeco: ten kosmetyk nie jest u mnie dostępny, kupuję go będąc w Polsce w Douglasie.
To czarny słoiczek z lekką opalizującą bazą, która także nie daje żadnej barwy na powiece, ale moim zdaniem wyraźnie podbija kolory użytych cieni ( jest to widoczne szczególnie przy tych ciemniejszych). Nakładam ją palcem i nie ma z tym problemu ( niestety do czasu, ale o tym za chwilę). W tym przypadku również każdy cień nawet ten najtańszy utrzymuje się cały dzień, nie blaknie, nie wałkuje się ani nic z tych rzeczy. Poprostu´´ siedzi´´ na swym miejscu aż do zmycia.

Czytałam różne opinie na temat tej bazy i jak zawsze są one  podzielone. Osobiście uważam, że jest ona jest naprawdę dobra, ale do pewnego momentu. Otóż po 3 miesiącach od otwarcia ( data ważności jest ok, produkt był odpowiednio zamykany i przechowywany)  baza zmienia konsystencję! Staje się dziwnie plastelinowata i grudkuje się. Trudniej ją też nałożyć palcem, bo wchodzi w załamania powieki dlatego radzę sobie pędzelkiem do korektora, ale i to zbytnio nie ułatwia pracy.
Gdyby to stało się w przypadku jednego opakowania to pomyślałabym, że trafiła mi się felerna sztuka. Niestety działo się to z każdym zakupionym słoiczkiem, a także miało miejsce w przypadku egzemplarza kupionego przez moją Mamę , więc coś tu jest ewidentnie nie tak!

Szkoda, bo gdyby nie to, to kupowałabym ją nadal, bo swoją rolę spełnia idealnie, a tak więcej nie pojawi się u mnie i dam teraz szansę nowemu nabytkowi, czyli bazie Elizabeth Arden.


Ocena : 4 / 5

Cena: 5ml / na str. Douglas kosztuje 37zł, ja jednak stacjonarnie zawsze płacę tam 60zł

Dostępność : wszędzie tam, gdzie są kosmetyki ArtDeco


A Wy którą bazę lubicie najbardziej?

środa, 12 marca 2014

Iwostin - Sensitia - krem intensywnie nawilżający SPF 20




Potrzebowałam kremu nawilżającego z sensownym filtrem UV i traf chciał, że taki właśnie znalazłam w trakcie zakupów w aptece online. Lubię naszą polską markę Iwostin, więc nie wahałam się ani chwili i krem intensywnie nawilżający z SPF 20 / UVA 14 powędrował do koszyka.

Na początku nasza współpraca układała się  w miarę dobrze, bo krem rzeczywiście mocno nawilżał, wygładzał skórę i chronił ( sprawdziłam latem!) , ale obecnie nie jestem już do niego przekonana i wiem, że drugiego opakowania nie zakupię.
Kosmetyk ma średnio gęstą konsystencję i praktycznie nie pachnie. Jednak dla mnie pod makijaż odpada, bo jest za tłusty i cera bardzo szybko się przetłuszcza i wygląda na nieświeżą. Nie nadaje się nawet pod sypkie podkłady, bo też po krótkim czasie nabłyszcza skórę aż za bardzo.

Poza tym po nałożeniu wyczuwalna jest niezbyt przyjemna tłustawa powłoka, która akurat u mnie się nie wchłania i jest wyczuwalna do końca dnia, a to dla mnie duża wada.


Nie wiem co sprawiło, że moja cera totalnie ten krem odrzuciła i reaguje na niego zbyt mocnym wydzielaniem sebum, a co więcej zauważyłam też, że wyskakują mi po tym kremie wypryski ( no tak, przeoczyłam znienawidzoną parafinę w składzie!).  Szkoda, bo jako silny nawilżacz i kosmetyk ochronny na lato sprawdza się jak najbardziej i poleciłabym go cerom mocno przesuszonym i nie mającym skłonności do zapychania porów.


Ocena : 3 - / 5

Cena: 75ml / ok. 45zł

Dostępność : tylko w aptekach

Skład: Aqua, Iwonicz Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ethoxydiglycol, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Caprylic / Capric Triglyceride, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Mineral Oil ( Liquid Paraffin), Octocrylene, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Soybean ( Glycine Soja) Protein: Oxido Reductases, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Sodium Acrylate/ Acrylodimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Disodium EDTA, PEG-8, Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Parfum


Używałyście tego kremu?

wtorek, 11 marca 2014

Fleur de Sante - 2 -in-1 Extra Wear Mascara & Primer




Po raz pierwszy mam okazję testować kosmetyki  szwedzkiej marki Fleur de Sante. Recenzja tego tuszu jest już zamieszczona  TU , więc nie będę się powtarzać i znów pisać tego samego.

Tusz jak widzicie jest dwustronny i nie podoba mi się szczoteczka od czarnego tuszu, ale nie przysparza ona problemów w nakładaniu, z białą jest podobnie. Tusz szybko schnie i ma bardzo dobrą konsystencję, bo ani nie brudzi powiek w trakcie nakładania ani też potem rzęs  nie usztywnia i nie skleja.



Nazwałabym go jednak tuszem typowo wydłużającym, bo pogrubienie u mnie jest minimalne i efekt jest typowo na dzień, a ja jednak wolę kiedy tusze mocno podkreślają spojrzenie dlatego sięgam po niego jedynie kiedy idę na spacer itp. na większe okazje u mnie odpada choć jak widzicie rzęsy prezentują się ładnie i nie narzekam na ten kosmetyk, ale sama napewno bym go nie kupiła także dlatego, iż jego cena jest absolutnie za wysoka! 120zł za maskarę, która w zasadzie nie robi nic innego prócz wydłużenia rzęs? Taki rezultat otrzymamy praktycznie każdym tuszem dostępnym w drogerii i nie musimy wydawać na niego majątku. Moim zdaniem ta cena to gruba przesada... Tyle jestem w stanie dać za kosmetyki do makijażu sprawdzonych, selektywnych marek, ale nie  w zasadzie nieznanej mi firmy!




Generalnie jednak ten tusz jest w porządku, choć napewno niczym się nie wyróżnia na tle, innych podobnych i duuużo tańszych. Można kupić, wypróbować i przekonać się samemu, rozczarowania nie będzie szczególnie jeśli preferujecie lekko podkreślone oczy.

Ocena : 4 / 5

Cena: 8ml / 120zł

Dostępność : online na stronie producenta

Znacie kosmetyki Fleur de Sante?

niedziela, 9 marca 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Under 20 - Anti Acne - multifunkcyjny antybakteryjny krem BB





Nie lubię kosmetyków z linii Under Twenty. Nigdy ich nie lubiłam, bo za każdym razem okazywały się dla mnie poprostu beznadziejne i kończyły w koszu. Ten krem BB jednak zasługuje na pochwałę, choć nie uważam, aby był ideałem w swojej kategorii, ale jednak używam go i nie narzekam.

Zaczynając od odcienia to jestem posiadaczką nr 01 Jasny Beżowy i nareszcie marka wzięła się garść i wyprodukowała odcień rzeczywiście jasny, a nie pomarańczowy jak to miało miejsce w przypadku kilku innych koloryzujących kosmetyków Under Twenty. Jasny Beżowy zgrywa się idealnie z moją cerą, nie odznacza się na niej.



Krem ma nawilżać, matować, maskować niedoskonałości, wygładzać i wyrównywać koloryt i rzeczywiście prawie wszystkie z tych obietnic pozostają spełnione, a tego się po tym produkcie absolutnie nie spodziewałam! Jest tylko jedno ALE, otóż mojej cery krem w ogóle nie matuje i użycie pudru jest konieczne, bo inaczej twarz świeci mi się dość mocno.
Kosmetyk pachnie charakterystycznie dla innych produktów z tej linii i ma dość gęstą konsystencję. Po nałożeniu wyczuwalny jest tłustawy film na skórze ( nie bardzo tłusty, ale da się go odczuć). Jak juz wspomniałam użycie tutaj pudru jest´´ musem´´, ale i z tym matowy wygląd cery nie jest osiągalny na długo. Po niedługim czasie moja twarz zaczyna się błyszczeć i tak mam przy większości niematujących kremów BB.

Co się tyczy nawilżenia i wygładzenia to jak najbardziej to występuje. Cera jest naprawdę miła w dotyku, gładka. Z niedoskonałościami i zaczerwieniami nie mam problemu, ale krem delikatnie je ukrywa. Oczywiście  posiadaczki cery bardzo problematycznej i trądzikowej nie będą tu usatysfakcjonowane. Krycie jest takie, jakie zwykle dają tego typu specyfiki.

Krem wyposażono w filtry UV nieznanej wartości, czyli bardzo niskie. Nie warto się tym sugerować, zresztą nie wiem po co w ogóle producent o tym informuje, bo takie filtry praktycznie nie chronią.

Jeszcze słówko o opakowaniu:  nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę designu kosmetyków Under Twenty. Tutaj też jest  tak nabagrane na tubce, że z trudem można się doczytać. Za dużo tego jak dla mnie.

Podsumowując : polecam ten krem szczególnie posiadaczką cery normalnej i suchej. Tłuste i mieszane też będą miały z niego pożytek, ale niech zaopatrzą się też w dobry puder :)





Ocena : 4 / 5

Cena: 75ml / ok. 17zł

Dostępność : Rossmann


Używałyście już tego kremu?

sobota, 8 marca 2014

Bob Mackie - Mackie EDT





Z pewnością nie słyszałyście wcześniej o tych perfumach. Ja też nie. Natknęłam się na nie po poczytaniu zagranicznych stron dla perfumomaniaków, gdzie są bardzo komplementowane i zbierają same pochwały, a jako, że nie odmówię sobie poznania nowego zapachu to kupiłam w ciemno najmniejszą pojemność...

Kim jest Bob Mackie? To amerykański projektant mody najlepiej znany ze swojej współpracy przy tworzeniu kostiumów dla Cher, Tiny Turner, Lizy Minelli, ale ubrania jego projektu noszą też inne największe sławy kina i muzyki. Na swoim koncie ma też kilka innych zapachów, choć są one raczej popularne  za Oceanem.

Mackie to kompozycja z gatunku orientalno - kwiatowych ( moim zdaniem jest bardziej kwiatowa, orientu tu niewiele) z roku 1991. Jest to zapach mocno kwiatowy, gdzie zdecydowanie rządzi kwiat pomarańczy z ylang -ylangiem,a zaraz za nimi stoją narcyz i tuberoza.  To ´´burza´´ kwiecia, ale o dziwo nie ma się wrażenia przesytu, kwiatu nie są duszące, nie drażnią, a dzięki niewielkiemu dodatku owoców zyskują lekko słodkawy wyraz, łagodności dodaje także róża z drzewem sandałowym.  Z powodu tej intensywnej woni kwiatów z słodkawo-owocowym´´ tłem´´ Mackie bardziej widzi mi się jako zapach z lat 80, czuć tu charakterystyczny klimat tamtych czasów.

Kompozycja dobrze spisuje się w zasadzie we wszystkei pory roku, oprócz gorącego lata, bo z pewnością będzie przytłaczać swoją intensywnością.  Jeśli mogłabym porównać go do jakiegoś innego zapachu to byłyby to również mocno kwiatowy Amarige Givenchy, oba zapachy nadaja w podobnym tonie, ale oczywiście nie są ´´bliźniakami´´ i napewno nie są łudząco podobne do siebie.

Mimo tego, że Mackie jest wart poznania to nie nosze go zbyt często. Ostatnio praktycznie wcale. Chyba nie do końca wpasował się moje gusta i podaruję go Mamie, której się spodobał.

Flakonik jest troszeczkę ´´niedzisiejszy´´. Jest wypukły po jednej stronie, choć na zdjęciu tego nie zauważycie. Średnio mi się podoba, ale przynajmniej jest poręczny :)

Trwałość zasługuje na plusa. Zapach może i nie ciągnie za soba wielkiego ´´ogona´´, ale jest dobrze wyczuwalny przez ok. 6godz. , później stopniowo słabnie.


Ciężko go obecnie upolować, ale jeśli lubujecie się w zapachach typowo kwiatowych szczególnie z ´´dawnych lat´´ to przetestujcie Mackie!

Nuty zapachowe :

nuty głowy : ananas, malina, brzoskwinia

nuty serca : tuberoza, kwiat pomarańczy, narcyz, jaśmin, ylang -ylang, róża, wiciokrzew

nuty bazy: drzewo sandałowe, ambra, paczula, piżmo, wetyweria


Ocena : 4 / 5

Cena: 30ml / zapłaciłam ok. 12 €

Dostępność : kupowałam na allbeauty.com


Słyszałyście o tym zapachu?

czwartek, 6 marca 2014

Pat&Rub - Serum ekoAmpułka 5 pod oczy



Wspominałam już przy okazji innej recenzji kosmetyku Pat&Rub, że bardzo mi odpowiadają produkty tej marki, a szczególnie to, że postawiła ona sobie za cel nie dodawać żadnej chemii i stawia na 100% naturalność to idea warta uznania!

Dziś chcę Wam pokazać serum-ampułkę 5 pod oczy. W jej skład wchodzi :

  • ekstrakt z białej lilii, marapuamy i pfafii - 5% -  redukuje ciemne cienie, opuchliznę, wzmacnia skórę pod oczami
  • Olej wiesiołkowy* - 3% - zapobiega wysychaniu, łagodzi podrażnienia i stany zapalne skóry,  wygładza drobne zmarszczki
  • Wyciąg z algi Laminaria ochroleuca* - 2% - nawilża, wspomaga gojenie, chroni przed poparzeniem słonecznym
  • Nisko i wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy*-1% - wygładza, zapobiega utracie wody, ujędrnia, naturalnie żeluje
  • Naturalna kofeina  - 0,5% - poprawia mikrokrążenie, ujędrnia
  • Naturalna witamina E* -  0,2% - wymiatacz wolnych rodników, działa przeciwzapalnie
  • Woda z bławatka - 10%* - działa antyoksydacyjnie, antyseptycznie, łagodząco, zmiękczająco i lekko ściągająco
Konsystencja jest rzadka, o ciemnożółtawej barwie i niezbyt ładnym, roślinnym zapachu, który jednak nie drażni i nie jest zbyt mocny. Serum nie jest tłuste, a właśnie wodnite i lepiej nie przesadzić z nakładaniem, bo potem nieładnie marze się na skórze i trzeba bardziej je wmasować, aby szybciej się wchłonęło. Pod makijaż jak najbardziej się nadaje.

Od razu powiem, że strasznie wkurza mnie pompka w opakowaniu, bo dosłownie ´´strzela ´´ i nie da się nabrać mniejszej ilości kosmetyku co drastycznie obniża jego wydajność. Druga sprawa, że wokół otworu pompki cały czas zbierają się resztki serum i trzeba to oczyszczać po każdym użyciu. Średnio to wygodne, ale zauważyłam na stronie producenta, że opakowanie zmieniono i zamiast pompki jest pipetka i bardzo dobrze!




Jakie efekty?  Mam skórę pod oczami pozbawioną zmarszczek, niezbyt suchą, cienie również są raczej niewielkie. Serum przede wszystkim nieźle napina skórę, wygładza ją i nawilża, ale do skóry suchej i bardzo wymagającej to nawilżenie może okazać się za słabe, więc warto po nałożeniu tego specyfiku sięgnąć wtedy też po używany krem pod oczy by wzmocnić efekt.
Cieni nie ruszył w ogóle, ale nie zależało mi na tym aczkolwiek da się zauważyć, że po wmasowaniu serum skóra pod oczami jest naturalnie rozświetlona i ogólnie wygląda na bardziej wypoczętą.

Nie uważam, aby ten kosmetyk był cudotwórcą i niesamowicie zmieniał wygląd skóry. Nie robi tego, ale działa prewencyjnie i jest delikatny, lubię go stosować, ale nie zamierzam sięgać po kolejne opakowanie, bo jednak cena jest dla mnie zbyt wysoka, a ja jednak wolę tradycyjne kremy pod oczy i serum na okolice oczu  z Biochemii.


Ocena : 4 + / 5

Cena: 15ml / 185zł

Dostępność : strona producenta

Skład : Aqua, Centaurea  Cyanus Flower Water, Glycerin, Caprylyl / Capryl Glucoside, Pfaffia Paniculata Root Extract, Ptychopetalum Olacoides Bark / Stem Extract, Lilium Candidium Flower Extract, Oenothera Biennis ( Evening Primrose) Oil, Isoamyl Laurate , Caprylyl/ Capric Triglyceride, Laminaria Ochroleuca Extract, Lysolecithin, Sclerotium Gum, Xanthan Gum, Pullulan, Coffea, Phenethyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Sodium Phytate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene


Używacie kosmetyków Pat&Rub?







wtorek, 4 marca 2014

Maybelline - Pure Cover Mineral - mineralny korektor w płynie




Moje cienie pod oczami nie są zbyt duże, nie rzucają się bardzo w oczy, ale muszę je delikatnie ukryć dobrym korektorem najlepiej w płynie  ( nie lubie tych w sztyfcie), który też dodatkowo rozświetli skórę pod oczami. Z kolei wypryski pojawiają się u mnie naprawdę od ´´wielkiego dzwonu´´ i szybko znikają, ale jeśli już jakiś się pojawi i jest na tyle duży, że może być widoczny to także maskuję do płynnym korektorem. Nie mam w tej kategorii ulubieńca i testuje produkty z każdej pólki cenowej.

Mineralny korektor Maybelline kupiłam właściwie z przymusu, bo w drogerii nie było nic lepszego, a akurat wtedy nie chciałam wydawać dużej kwoty. Poza tym odcień 02 Natural wydawał się idealny dla mojej jasnej cery.  W sumie nie żałuję tego zakupu, bo korektor robi co ma robić aczkolwiek niczym się nie wyróżnia.

Jego konsystencja jest dość gęsta, ale z aplikacją nie ma problemów. Niestety po 2 miesiącach używania gąbeczka w aplikatorze się zniszczyła nawet nie wiem od czego, bo nakładałam korektor palcem. Korektor rzeczywiście nieźle kryje i nie wchodzi w załamania skóry, nie przesusza jej, ale mam wrażenie, że nie do końca ten odcień pasuje do mojej cery, bo wygląda jakby był minimalnie dla niej za jasny i dlatego nie mogę go używać kiedy pojawią się wypryski, bo wtedy jaśniejsza plama korektora trochę się odznacza. Pod oczami jednak nie wygląda to nienaturalnie i mogę to zaakceptować. Szkoda, że paleta kolorów nie jest większa, bo już odcień 03 jest dla mnie zdecydowanie za ciemny.






Jeśli spodziewacie się efektu rozświetlenia to ten korektor tego nie robi. Jest matowy.

Nie wiem, czy kupiłabym go po raz drugi, bo lubię eksperymentować, ale myślę, że mogę go polecić. To raczej dobry i przede wszystkim wydajny kosmetyk, który starczy na długo.


Ocena : 4 / 5

Cena: 5ml / ok 25zł

Dostępność : już wycofany, ale trafia się na aukcjach


Znacie ten korektor?

niedziela, 2 marca 2014

Britney Spears - Fantasy EDP





Różowa´´ bombka´´ Fantasy jest chyb najbardziej rozpoznawalnym zapachem od Britney i jak zawsze tyle jest o nim opinii ile ludzi. Jedni nie mogą go znieść, bo jest według nich za słodki, a amatorzy słodkości nie wyobrażają nie mieć go  na półce.  W mojej opinii zapachy panny Spears są ciekawe i mam zamiar je wszystkie przetestować, a Fantasy lubię i to bardzo, choć zdecydowanie nie wyobrażam sobie używania go codziennie ani nawet co drugi dzień, a jedynie kiedy chodzi za mną ochota na słodycze i wtedy ten zapach rewelacyjnie się sprawdza. Jednak w ciepłe i gorące dni nawet po niego nie sięgam, bowiem jest wtedy zdecydowanie za ciężki i może przytłaczać. Na jesień i zimę pasuje jak dla mnie zdecydowanie lepiej.

Stworzył go w 2005r. James Krivda z Coty, twórca m.in Splendor Elizabeth Arden, a sklasyfikowano ten zapach jako kwiatowo-owocowo-gourmand z czym w zupełności się zgadzam.

Jeśli jeszcze nie miałyście okazji poznać Fantasy to musicie wiedzieć jedno :  to zapach słodki, nawet bardzo słodki i nie polecam go tym z was, które nie lubią od czasu do czasu pachnieć´´ jadalnie´´.
Bardzo mocno wyczuwalna jest biała czekolada z liczi, jaśminem i orchideą, a w bazie dochodzi do tego korzeń irysa i lekkie drzewne nuty.  Dodatkowo zapach jest na mojej skórze tak mocny, że dosłownie 2 ´´psiki ´´w zupełności wystarczą by pachnieć cały dzień. Nie da się też przeoczyć tego pysznego aromatu, bo ciągnie za sobą mały ogon i interesuje otoczenie :).

Flakon jaki jest każdy widzi. Różowa bomba ozdobiona kryształkami Swarovskiego prezentuje się trochę tandetnie i infantylnie,a  w dodatku nie przepadam za różowym kolorem, ale nie zapominajmy, że to zapach od Britney :) Zresztą widywałam już dużo gorsze opakowania perfum nawet tych z wyższej półki. 

Fantasy to nie jest zapach dla wszystkich i trzeba mieć to na uwadze aczkolwiek jeśli lubicie eksperymentować z zapachami i nie macie uprzedzeń do celebryckich ´´tworów´´ to polecam z czystym sumieniem te perfumy i to bez względu na okazję.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: kiwi, liczi, pigwa

nuty serca : biała czekolada, jaśmin, orchidea, babeczka ´´cupcake´´

nuty bazy : piżmo, korzeń irysa, nuty drzewne




Ocena: 5 / 5

Cena: za moje 50ml zapłaciłam 20€

Dostępność : perfumerie online


PS. Tu  możecie zobaczyć reklamę tego zapachu. Według mnie jest ´´taka sobie´´, za to bardzo w stylu wokalistki.





Znacie ten zapach? Co o nim sądzicie?