wtorek, 29 kwietnia 2014

Zużycia miesiąca - kwiecień 2014




W tym miesiącu nie ma tego za wiele, ale dobre i to:)





1. Yves Rocher - Collection Cacao- mydło w płynie Kakao & Pomarańcza

Jakiś czas temu pokazywałam to samo mydełko, ale kakaowo-malinowe. To pomarańczowe również pochodzi ze świątecznej limitowanki.
Jego zapach był poprostu obłędny, bo identyczny jak pomarańczowe Delicje,a  co więcej utrzymywał się na skórze po umyciu. Używałam go tylko do rąk i mimo, że mam je wyjątkowo wrażliwe to to mydełko ich nie podrażniło ani nie przesuszyło. Dobrze myło, usuwało zanieczyszczenia. Dobry produkt i szkoda, że już niedostępny.

Ocena: 5 / 5

Cena: 300ml / ok. 2€

Dostępność: obecnie już niedostępny w YR


2. Isana- Med- krem do rąk do pielęgnacji suchej i szorstkiej skóry

Lubie kremy Isana, a ten jest teoretycznie przeznaczony do mojego typu skóry. Jest średnio gęsty i bezzapachowy. Zawiera olejek z wiesiołka. Trzeba jednak uważać, aby nie nabrać go zbyt dużo, bo potem długo się wchłania i jest tłustawy. Z suchą skórą dłoni radzi sobie dobrze, ale nie rewelacyjnie. Wygładza, nawilża i trochę odżywia, choć powiem szczerze, że po niedługim czasie znudził mi się i cieszę się, że już go wykończyłam.

Ocena: 4 / 5

Cena: 100ml / ok. 5zł

Dostępność: Rossmann


3. Vademecum- WhiteFresh 2w1- pasta z fluorem i antybakteryjny płyn do płukania ust

Nie wierzę w pasty 2w1, które mają też zastąpić płyn do płukania ust tak samo jak nie wierzę w pasty, które mają wybielać zęby. Jednak lubię pasty Vademecum, więc po długiej przerwie postanowiłam znowu po taką siegnąć. Producent zapewnia, że efekt wybielenia ma się pojawić po 10 dniach używania pasty i oczywiście nie jest to prawdą, ale ja na biel zębów nie narzekam, więc w zasadzie aż tak mi na tym nie zależało. Jeśli jednak ktoś pije dużo kawy, pali papierosy lub poprostu sam w sobie ma nieładny odcień szkliwa to ta pasta w tym nie pomoże. Owszem usuwa lekkie przebarwienia po herbacie, kawie, ale nic poza tym.
Jest dosyć rzadka, ma mocny miętowy smak, ale nie jest ostra w smaku co mi pasuje. Mocno się pieni i na długo odświeża oddech, choć płynu do płukania ust raczej nie zastępuje.

Można wypróbować tym bardziej, że kosztuje niewiele.

Ocena: 4 / 5

Cena: 75ml/ ok. 7zł

Dostępność: Rossmann


4. Avon- Anew Vitale-krem na noc


Pokazywałam wam ten krem TU. Nie lubię go i to bardzo i cieszę się, że już się skończył, choć wymęczenie go do końca nie było łatwe. Nigdy więcej!



5. L´Occitane- Immortelle-  Precious Eye Balm- drogocenny krem pod oczy

Strasznie wydajny, choć w irytującym i niehigienicznym opakowaniu. Jednak to dobry krem, który cudów nie robi. Nawilża, lekko wygładza, trochę rozświetla. Nadaje się pod makijaż, bo nie jest ciężki i tłusty. Ma delikatny jakby roślinny zapach i zawiera wyciąg z bluszczu i ruszczyka lekarskiego. Ma też ponoć działać na opuchnięcia i cienie, ale tego sprawdzić nie mogłam. Fajny krem, choć jeśli mam być szczera to cena jest przesadzona.

Ocena: 4 + / 5

Cena: 15ml / ok. 140zł

Dostępność:  sklepy firmowe marki


6. Nivea - Baby- aksamitne mleczko nawilżające

Bardzo to mleczko lubię i napewno kupię ponownie. Raz, że jest bardzo wydajne i nie kosztuje dużo to jest idealne dla skóry mojego dziecka, która jest normalna i nie ma skłonności do podrażnień. Nawilża, wygładza, lekko odżywia, a przy tym nie jest tłuste i nie trzeba czekać długo aż się wchłonie. Pachnie delikatnie ´´dzidziusiowo´´.  Przyczepię się tylko do trochę za rzadkiej konsystencji, bo po raz butelka upadła mi na podłogę i zepsuła się pompka, więc musiałam lać kosmetyk bezpośrednio na rękę co przy ´´mleczkowatej´´ konsystencji nie było zbyt przyjemne . Tak czy inaczej polecam nie tylko dla dzieci:)

Ocena : 5 / 5

Cena: 500ml / ok. 15zł

Dostępność: m.in w Rossmanie


7. Corine de Farme- tonik oczyszczający


Pokazywałam ten tonik TU . To dobry produkt. Niby zwykły tonik, ale robi to co powinien,a przy tym nie zawiera alkoholu. Polecam!



A jak u was ze zużyciami?

niedziela, 27 kwietnia 2014

Maybelline - MNY- My Gloss nr 273









Bardzo lubię ten błyszczyk i ubolewam nad tym, że stoisko z tymi kosmetykami zniknęło z mojego marketu i nie mogę ich nigdzie tutaj dorwać. Tak jak nie przepadam zbytnio za błyszczykami tak ten uważam za wyjątkowo dobry , a nawet lepszy od niektórych selektywnych!

Wybrałam odcień 273, czyli jasny róż z drobinkami, a do wyboru było wiele innych kolorów w tym bez drobin. Mimo, że na zdjęciu owe drobinki wydają się duże to w rzeczywistości wcale takie nie są. Ładnie połyskują w świetle i schodzą równo z błyszczykiem.
Kolor natomiast jest jaśniejszy niż w opakowaniu i również bardzo mi odpowiada, jest subtelny i idealny na dzień. Dodatkowo błyszczyk pięknie wygładza usta, optycznie je powiększa i daje efekt tzw. tafli wody, czyli mocnego nabłyszczenia z tym, że nie wygląda to tandetnie w żadnym wypadku!

Jak już kiedyś wspominałam nienawidzę klejących błyszczyków i jeśli dostanie mi się taki kosmetyk to od razu ląduje on w koszu. Tu jest w porządku. Usta nie są klejące, nie przylepiają się do siebie, choć błyszczyk jest dość wyczuwalny na nich, ale nie nazwałabym jego konsystencji ciężką. Nie waży się i w trakcie jego noszenia nie mam wrażenie, że posmarowałam usta klejem.To duży plus! Jednak nie używam go w wietrzne dni ( tak jak innych lip glossów), bo jednak włosy troszeczkę się wtedy przyklejają do ust z tym, że i tak nie jest to tak bardzo irytujące jak przy podobnych kosmetykach.

Zapach jest przyjemny delikatny, owocowy, smaku nie ma na szczęście.

Jeśli uda wam się natrafić na te błyszczyki to koniecznie je wypróbujcie!

Ocena: 5 / 5

Cena: 5ml / ja płaciłam ok. 4 €

Dostępność: szukajcie online

Używałyście tych kosmetyków?

sobota, 26 kwietnia 2014

Thierry Mugler- Alien Sunessence Edition Or d´Ambre EDT





Nie przemawia do mnie klasyczny Obcy z tego powodu, że główny bohater tego zapachu, czyli jaśmin układa się na mnie jak zwykły kwiatowy odświeżacz powietrza i nie pachnie dla mnie niczym nadzywczajnym. Jednak wersja Sunessence Edition Or d´Ambre to co innego. Od pierwszego użycia zawładnął moim sercem:)

Zapach powstał w 2011r. i stworzył go znany´´ nos´´ Dominique Ropion ( A. Mcqueen My Queeen, Burberry London, Cacharel Amor Amor, CK Euphoria, Dior Pure Poison, P. Rabanne Lady Million itp.) Należy do kategorii orientalno-drzewnej.

Co tu wyczuwam? Przede wszystkim jaśmin z orchideą i ambrą i te trzy składniki zdecydowanie dominują. Jednakże jaśmin nie jest  na mojej skórze taki nudny i bezpłciowy jak w klasyku i nie zaczyna po pół godzinie pachnieć jak kwiatowe ´´byleco´´. Tu ten jaśmin jest trochę ułagodzony, ale wciąż trzeba pamiętać, że to TEN jaśmin. Zapach jest´´ świetlisty´´ i bardzo pociągający, ale nadaje się zarówno na dzień jak i na wieczór, choć jednak nie używam go w upalne letnie dni, bo jego intensywność mogłaby być wtedy męcząca. Poza tym co ważne nie jest oklepany, nie pachnie jak tysiące zapachów i z pewnością wzbudzi zainteresowanie innych:)

Flakonik różni się od ´´zwykłego´´ tylko kolorem i dla mnie jest także wyjątkowo piękny, zresztą jak wszystkie flakony od Muglera.

Trwałość ok. 5 godz.
Polecam ten zapach szczególnie na wiosnę. Jest poprostu przepiękny!!

Nuty zapachowe: 

nuty głowy : kiwi

nuty serca: jaśmin, wanilia, orchidea

nuty bazy: nuty drzewne, ambra



Znacie tę wersje Obcego?

piątek, 25 kwietnia 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene - DNA Protect- wzmacniający krem nawilżający pod oczy








Kolejny krem do pielęgnacji okolic oczu, który przetestowałam i doszłam do wniosku, że niczym nie różni się od tych typowych, dziennych kremów dla skóry niewymagającej i bez zmarszczek. Niby przeznaczono go dla kobiet w wieku +25 i + 35, ale osobiście uważam, że dla tcyh drugich będzie za słaby i powinno być: + 20 i + 25.

W składzie mamy kwas foliowy, witaminę C, mikroelementy z alg morskich, olej bawełniany oraz jony miedzi. Konsystencja jest średnio gęsta, a sam preparat jest bezzapachowy co uważam za duży plus, bo nie znoszę perfumowanych kremów pod oczy!

Zmarszczek nie mam i oby trwało to jak najdłużej:) Moja skóra wokół oczu potrzebuje jedynie nawilżenia, choć nie powiedziałabym, że jest bardzo wysuszona, ale bez kremu do tych rejonów nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Ten kosmetyk nawilża dość dobrze trochę wygładza, ale do tej mocno suchej nie będzie to wystarczające. Lekko też rozświetla przy czym nie ma tu żadnych zbędnych drobinek.Jako, że wchłania się bardzo szybko i nie jest tłusty to możemy nakładać go pod makijaż ( wypróbowałam to!).  Nie wiem jak radzi sobie jednak z cieniami i obrzękami, bo z tymi drugimi nie mam problemu, a te pierwsze mam niewielkie, choć faktem jest, że krem ich nie usunął.

To dość  przeciętny krem, jakich wiele w drogeriach i nie daje rewelacyjnych efektów. Poprostu trochę nawilża i tyle, ale myślę, że mogę go polecić tym z was, które szukają właśnie czegoś takiego do używania na codzień.

Ocena:  4 - / 5

Cena: 15 ml / ok. 20zł

Dostępność: Rossmann

Sklad: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Caprylic/ Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, C12-15 Alkyl Benzoate, Cetearyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Gossypium Herbaceum ( Cotton) Seed Oil, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Dimethicone, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Triethanolamine, Acrylate / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disdoium EDTA, Chondrus Crispus ( Carageenan) Extract, Ethylhexylglycerin , Ascorbyl Tetraisopalmitate, Copper Gluconate, Sorbitol, Lecithin, Collagen, Sodium Chondroitin Sulfate, Folic Acid, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Glyceryl Caprylate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Chlorphenesin, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide


Znacie już kosmetyki z linii DNA Protect?

środa, 23 kwietnia 2014

Artego - New Hair System - fluid termoochronny







Nie lubię kosmetyków przeładowanych silikonami, zresztą moje włosy źle na nie reagują. Przetłuszczają się w tempie ekspresowym i są przyklapnięte i bez połysku już po niedługim czasie od użycia.  Ten fluid termoochronny nie za bardzo przypadł mi do gustu właśnie za silikonowy skład.

Kosmetyków termoochronnych używam od bardzo dawna i włosy mam zdrowe i lśniące, ale nie przesadzam z prostownicą , ale muszę suszyć włosy suszarką, bo inaczej są nie do ułożenia. Ten fluid to bardzo rzadki olejek o przyjemnym, lekko orientalnym zapachu. Wmasowuję niewielką ilość tylko w końcówki i suszę włosy suszarką. Efekt? Końcówki sa trochę wygładzone, choć szczerze mówiąc szału nie ma. Oczywiście po wygładzeniu prostownicą rezultat jest trochę lepszy, ale i tak nie ma tu nic specjalnego i dużo bardziej wolę olejek Loreala Mystic Oil lub naturalne oleje. Co więcej ten fluid obciąża mi fryzurę mimo, że nakładam go naprawdę mało i tylko na końce to pod koniec dnia włosy są już nieświeże.

Jak z ochroną?  Ciężko mi o tym powiedzieć, bo obsesyjnie dbam o włosy, choć ten produkt ani mi nie pomaga ani jakoś wybitnie nie szkodzi. Dla mnie jest nijaki.

Jeśli nie macie nic przeciwko silikonom to wypróbujcie. Ja zużyje butelkę ( co trochę mi zajmie)  i bez żalu się rozstaniemy.

Ocena: 3 / 5

Cena: 150ml / ok. 80zł

Dostępność : online, w salonach fryzjerskich i hurtowniach fryzjerskich

 
Skład: Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Palmiatate, Isopropyl Palmitate, Parfum, BIS Hydroxy/Methoxy Amodimethicone, Dimethicoonol, Dimethicone Crosspolymer, Paraffinum Liquidum, CI 4700, CI 26100, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Limonene, Linalool, Cinnamal, Coumarin, Isoeugenol, Eugenol, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Benzyl Alcohol, Citral, Benzyl Benzoate, Alpha Isomethyl Ionone, Geraniol



A jaki jest wasz ulubiony kosmetyk termoochronny?

wtorek, 22 kwietnia 2014

KMS California- Color Vitality-Blonde Shampoo








Ten szampon występuje obecnie w nowej szacie graficznej, a mianowicie butelka jest cała fioletowa, a góra czarna. Z tego co wiem skład pozostał niezmieniony.

Jestem naturalną blondynką i narazie nie zamierzam tego zmieniać tym bardziej, że ten odcień bardzo mi pasuje i słyszę na ten temat wiele komplementów. Lubię próbować szamponów do włosów blond, choć nie zależy mi tak naprawdę na dużym efekcie, a jedynie na tym, by włosy dalej był pełne blasku, a jaśniejsze naturalne pasma podkreślone.

Ten szampon kupiłam z ciekawości i uważam go za dobry, choć mówiąc szczerze jak na produkt profesjonalny to chyba spodziewałam się czegoś więcej, a tymczasem jest on dość zwykły.
Na początku przeraziła mnie jego fioletowa barwa, ale okazało się, że nie było czego się bać, szampon nie zmienia koloru włosów i w jakikolwiek sposób nie wpłynął na odcień mojego blondu. Być  może robi to przy włosach farbowanych, ale tego nie sprawdzę.

Pieni się mocno i jest bardzo wydajny, bo niewielka ilość spokojnie wystarcza na porządne umycie włosów o długości do końca szyji. Zapach jest przyjemny jakby lekko lawendowy, a może to tylko mój nos tak ´´twierdzi´´, bo w składzie znajduje się rabarbar i wyciąg z lawendy. Włosy w trakcie mycia nie są poplątane, a wręcz przeciwnie. W ogóle mam wrażenie, że ten szampon jest dosyć odżywczy i mocniejsza odżywka sprawiłaby, że moja fryzura byłaby obciążona dlatego wraz z tym szamponem stosuję lekką odżywkę w spraju Ziaji i ten duet sprawdza się idealnie.

Włosy są lekkie, sypkie i ogólnie wyglądają dobrze. Nie ma tu jednak żadnego WOW i nie zauważyłam jakiś więszych efektów, ale z drugiej strony nie dajmy się zwariować, bo to tylko szampon!  Sprawdzi się u posiadaczek włosów normalnych, lekko przesuszonych.

Czy kupiłabym ponownie? Myślę, że nie, choć to dobry produkt, ale ja szybko nudzę się kosmetykami do włosów i ciągle muszę mieć coś nowego:) Polecam blondynkom farbowanym i naturalnym do codziennej pielęgnacji.

Ocena: 4 / 5

Cena: 300ml / ok. 12€

Dostępność: kupowałam na Truskawce


Znacie kosmetyki tej marki?

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Dr Organic - Organic Manuka Honey Cuticle & Nail Solution- odżywka do paznokci i pielęgnacji skórek








Nie znoszę odżywek do paznokci typu lakier, bo nie wierzę, że takie coś w ogóle może zregenerować i pomóc zniszczonym paznokciom. Do ich pielęgnacji używam natyralnych olejów i nie narzekałam na ich kondycję, ale obecnie jest z nimi trochę gorzej, choć i tak lepiej niż jeszcze miesiąc temu kiedy to łamały się na potęgę. Teraz też są dość miękkie i podatne na złamania, ale już na szczęście widzę poprawę w tym kierunku.

Ta odżywka zawiera  dwa rodzaje miodu w tym Manuka, oliwę z oliwek, olej jojoba, witaminę E, olejek z drzewa herbacianego, olej z afrykańskiego drzewa kawowego, masło kakaowe i shea oraz olej słonecznikowy i ma za zadanie chronić , pielęgnować, nawilżać i odżywiać skórki i paznokcie. 
Jej konsystencja przypomina tłustawą maść, ale nie jest przesadnie tłusta i wsmarowanie trwa zaledwie chwilę.  Towarzyszy temu wyjątkowo przyjemny miodowy aromat, który czuć wyraźnie jeszcze długą chwilę po aplikacji. 

Paznokcie od razu są nawilżone, bo oczywiście zostaje na nich ten lekk tłustawy film i trzeba uważać, żeby go nie zetrzeć co jak dla mnie jest trochę problematyczne, bo często myję ręce i chyba musiałabym co chwila nakładać odżywkę, a zwyczajnie nie mam na to czasu i używam jej jedynie wieczorami. 

A jak z działaniem? Jedyne co zauważyłam to nawilżenie paznokci i samych skórek i to w zasadzie tyle. Kondycja niestety nie poprawiła się na tyle, aby mnie zadowolić. Być może moje paznokcie to ´´ciężki przypadek´´, choć nie sądzę. Myślę, że na widoczne działanie tej odżywki potrzeba czasu i więcej niż jednego opakowania. 

Do nawilżania płytki paznokcia na codzień polecam, ale do regeneracji niekoniecznie. 

Ocena: 3 / 5

Cena: 15ml/  ok. 8 €

Dostępność: sklepy online


A jaka jest wasza ulubiona odżywka do paznokci?



sobota, 19 kwietnia 2014

Gosh - Intense Eye Liner Pen 06 BLUE





Gosh Intense Eyeliner Pen 06 Blue, tusz YR Sexy Pulp






Postawiłam sobie za cel znalezienie w tutejszej perfumerii niebieskiego eyelinera, choć wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. Co dziwne, wśród marek selektywnych też nie udało mi się takiego znaleźć ( był bodajże jeden, ale ciemny granat, a mnie nie o to chodziło). Ze średniej półki jedyne co udało mi się dorwać to ten oto niebieski liner Gosh i w sumie cieszę się z tego, bo kolor bardzo mi się podoba.

Końcówka jest cieniutka, ale z malowaniem poradzi sobie każdy. Ja miałam wrażenie, że maluje się flamastrem:) Liner schnie natychmiastowo i nie odbija się na skórze tyle tylko, że trzeba malować dość precyzyjnie, bo poprawki są dość utrudnione.

Kolor to taki morski błękit. Bardzo oryginalny i zwracający uwagę, świetny na wiosnę i lato! Nie ma żadnych niepotrzebnych drobinek, jest całkowicie matowy, a kolor jest głęboki i nie ma żadnych prześwitów.

Trwałość jest bardzo dobra, liner wytrzymuje u mnie cały dzień, ale pozbyć się go można płynem do demakijażu wodoodpornego, bo kiedy próbowałam tym zwykłym to schodził dość opornie.

Dla mnie same plusy i nie wykluczone, że kupię go jeszcze nie raz:)

Ocena: 5 / 5

Cena: 1ml / ok. 12 €

Dostępność : nie wiem, gdzie można dostać kosmetyki tej marki w Polsce, w Finlandii jest m.in w Sokos Emotion, gdzie kupiłam swój egzemplarz


Jak wam się podoba ten kolor?

piątek, 18 kwietnia 2014

Avon - szminki ´´Doskonałość absolutna´´ w odcieniach Natural Flush i Pink Renewal






PINK RENEWAL



NATURAL FLUSH


Sceptycznie podchodzę do kosmetyków marki Avon. Zbyt wiele razy się na nich zawiodłam dlatego sama już ich nie kupuję. Te szminki dostałam i obawiałam się, że znowu będzie to coś, co mi się nie spodoba, choć kolory są zdecydowanie bardzo ładne. Okazało się jednak, że szminki są jak najbardziej w porządku i obecnie dość często ich używam.

Nazwanie ich doskonałością absolutną to rzecz jasna przesada, ale to niezłe szmineczki na codzień do lekkiego podkreślenia ust.

Konsystencja jest dość miękka, ale nie aż za bardzo i nie ´´rozpływa´´ się w czasie aplikacji. Zapach jest bardzo delikatny, taki typowo kosmetyczny, smaku nie posiada ( na szczęście). Na plus jak dla mnie jest także brak jakichkolwiek drobinek, bo nie zawsze mam ochotę na takie świecidełka i bardziej mi one przeszkadzają aniżeli upiększają usta.

Szminki nadawają lekkiego połysku, coś ala błyszczyk, ale nie do końca zresztą doskonale to widać na zdjęciach:) Niestety nie polecam ich nakładania jeśli macie choć trochę przesuszone usta, bo jakimś cudem dość widocznie to podkreślają i najlepiej wykonać peeling przed ich nałożeniem i posmarować usta balsamem, chociaż szminki nie przesuszają same z siebie.
Z racji jasnych odcieni usta są optycznie pełniejsze i większe,a  także gładsze, bo szminki nosi się przyjemnie. W palecie jest aż 20 odcieni nie tylko jasnych, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Niestety minus za trwałość. Pomadki nie wytrzymują nawet niewielkiego posiłku, picie też je poskramia, a bez tego ścierają się u mnie już po 2 godz. To bardzo krótko!

Niemniej myślę, że mogę je polecić :)

Ocena : 4 / 5

Cena: 3,5g / zależnie od promocji w katalogu

Dostępność : Avon


Jak wam sie podobają te szminki?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Moje nowe nabytki : Sleek i Yves Rocher



 Ostatnio zamówiłam kilka rzeczy z YR i Sleek´a, które właśnie dziś do mnie przyszły, a o to one :)


Yves Rocher




Waniliowy peeling do ciała

-  3 wodooporne kredki do oczu w odcieniach Fioletowym, Turkusowym i Niebieskim. Od dawna chciałam je wypróbować ze względu na te obłędne kolorki

- krem do twarzy z rumiankiem używa go mój mąż i bardzo sobie chwali :)

Jako gratis otrzymałam torebkę zaprojektowaną przez Daniela Hechter´a w kolorze ciemnego fioletu ( to nie jest czarny jak wygląda na zdjęciu!)  oraz 50ml Flowerparty bardzo fajny zapach na teraz :)




Sleek






Lip4 paleta szminek w odcieniu Showgirl

-   najnowsza i -Divine Del Mar , która ma rewelacyjne kolory!
-  Eau la la liner odcień Cobalt Blue


Jak wam się podobają moje nowe kosmetyczne nabytki?

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Estee Lauder - Pure Color Eyeliner nr 910 SugarPlum






eyeliner EL Pure Color  SUGARPLUM, tusz Maybelline One by One Satin Black


Kiedy widzę kolorowy eyeliner ( a w szczególności niebieski lub fioletowy) to nie ma siły, żebym go nie kupiła :) W tym wypadku zdecydowało też to, iż uwielbiam kosmetyki kolorowe Estee Lauder, więc bez namysłu kupiłam dwa opakowania tego linera. Nie żałuję, choć prawdę powiedziawszy myślałam, że kolor będzie intensywniejszy, a tymczasem nadaje się on do makijażu tak na codzień.

Po pierwsze opakowanie: wyjątkowo estetyczne ( jak to u EL) z porządnie wyprofilowanym pędzelkiem, dzięki któremu aplikacja bez bezproblemowa.  Liner szybko zasycha, nie robi´´ odbitek´´ i co dla mnie ważne nie podrażnia powiek.

Po drugie kolor: w opakowaniu pod światło można się dopatrzyć mikroskopijnych drobinek, ale na skórze sa one kompletnie niewidoczne. Sama konsystencja kosmetyku jest prawidłowa, choć nie do końca podoba mi się to, że jedna warstwa nie daje pełnego krycia, a dopiero po drugiej, trzeciej ( jak na zdjęciu) efekt jest zadowalający. Liner mógłby mieć mocniejszy, bardziej nasycony kolor, a jest raczej świetlisty. Nie ma źle, ale jednak spodziewałam się rewelacji, a tu jej nie ma.  Makijaż wygląda ładnie, estetycznie, ale nie przyciąga raczej uwagi, dla mnie jest taki ´´bezpieczny´´, delikatny. Mimo to używam wtedy kiedy nie mam ochoty na mocniej podkreślone spojrzenie i stawiam na makijaż ust.

Trwalość całodzienna niezależnie od pogody, potem łatwo poddaje się demakijażowi.

Ocena : 4 / 5

Cena: 3ml / ok. 15€

Dostępność- kupowałam na Truskawce, obecnie już go tam nie widuję


A jaki jest wasz ulubiony kolorowy eyeliner?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Thierry Mugler - Womanity EDP








Womanity to jeden z bardziej kontrowersyjnych zapachów. Budzi wiele sprzecznych emocji i albo się jest jego fanką albo nie chce się go nawet czuć wokół siebie. Na jego temat krąży wiele opinii, a to, że zalatuje ogórkami lub nieświeżą rybą, po dosadne określenia co dokładnie komu ten zapach przypomina :) Jedno jest pewne : warto przekonać się samej, bo zapach jest naprawde nietuzinkowy.

Sama zakupiłam mój flakon w ciemno, wiem niezbyt to mądre, ale już tak mam, że lubię takie ryzyko i po przeanalizowaniu nut rzadko kiedy wybór jest nietrafiony. Tym razem było podobnie.
Na początku niesamowicie spodobał mi się flakonik, bo robi wrażenie. Powiedziałabym nawet, że to takie małe dzieło sztuki. A jaki jest zapach? Patrząc na nuty nurtowało mnie jak może pachnieć to wszystko w połączeniu z kawiorem, a może w ogóle go nie czuć i to tylko taki ´´bajer´´ na załapanie klienteli?  Oczywiście każda skóra przyjmnie Womanity inaczej i musimy o tym pamiętać natomiast na mojej to zapach zdecydowanie figowy i ta figa jest bardzo intensywna, świeża, soczysta, ale czuć też taką słoną nutkę jak powietrze nad morzem, nie wiem czy to ten kawior , ale nie czuję tu nic rybnego. Jest słodkawo-słono. Zadziwiające, bo nigdy nie spotkałam się z podobnie pachnącą kompozycją, żadna nie była też choćby odrobinę podobna do Womanity.

Warto wspomnieć, że zapach został wydany w 2010r, a jego kreatorami są Mane ( m.in P. Hilton Fairy Dust) i Alexis Dadier ( J. Simpson Fancy, Oriflame Architect, K. Moss Lilabelle Truly Adorable).

Ludzie jednak różnie reagują na ten zapach. Moja Mama stwierdziła, że pachnie to jak kiszonki :D , inni poprostu mówili, że pachnę dziwacznie i zapach im się nie za bardzo podoba. Dlatego absolutnie nie polecam zakupu flakonika w ciemno, bo to zbyt ryzykowne, szczególnie za tę cenę.
Ja lubię go nosić teraz wiosną i latem, choć nie codziennie. Muszę mieć na niego humor, bo kilka razy zdażyło się, że mnie drażnił i za bardzo się narzucał. Dla mnie to taki zapach, który lubię mieć na pólce, lubię od czasu do czasu ponosić, przyjaźnimy się, ale nie jest to ( jeszcze?) miłość.

Trwałość i projekcja na piątkę. Zapach trzyma się na mnie nawet po kąpieli. Jest też dobrze wyczuwalny przez otoczenie. 

Jeżeli jeszcze nie zapoznałyście się z Womanity to gorąco zachęcam do testów, a jeśli już znacie to piszcie w komentarzach co o nim sądzicie.

Nuty zapachowe: figa, kawior, drzewo figowe, liść figi


Ocena : 5 - / 5

Cena: za mój flakon 50ml zapłaciłam 45€

Dostępność: perfumerie stacjonarne i online



PS. Tu obejrzycie reklamę Womanity. Szczerze powiedziawszy dla mnie jest´´ taka sobie´´, przeciętna. Możnaby się bardziej postarać.


piątek, 11 kwietnia 2014

Pat&Rub- olejek rozświetlający do twarzy i ciała



Nie jestem fanką rozświetlających kosmetyków do ciała. Sama ich nie kupuję, bo nie widzę takiej potrzeby. Latem się nie opalam, nie używam samoopalaczy i dobrze mi z tym:)  Do twarzy oczywiście coś rozświetlającego by się u mnie znalazło, ale też nie znoszę efektu błyszczenia jak z dyskoteki z milionem tandetnych drobinek. Jeśli błysk to subtelny i naturalny.

Ten olejek dostałam jakiś czas temu i nie używałam zbyt często. Raz, że lato i wiosna nie dały mi okazji do założenia szortów, a dwa, że trwają zbyt krótko, niestety... Udało mi się posmarować skórę tym olejkiem będąc na wakacjach w Polsce i wtedy przekonałam co to za kosmetyk.

Jak wskazuje nazwa to olejek z tym, że ma mnóstwo złotych drobinek i rudawy odcień, który mimo, że nie barwi skóry to jednak na mojej jasnej pozostawia widoczny kolor szczególnie jeśli nie przyłożę się do jego dokładnego rozsmarowania. Na ciemniejszej oczywiście nie będzie to widoczne.
Konsystencja jest lejąca i przed użyciem trzeba tą szklaną buteleczką potrząsnąć, bo olejek rozwarstwia się. Nie wiem , czy tak jest z każdym egzemplarzem, ale akurat u mnie tak właśnie się dzieje. Olejek jest tłustawy, ale nie przesadnie, nie daje ofektu oblepienia i nie jest aż tak tłusty jak niektóre oliwki dla dzieci. Zapach jest bardzo delikatny, słabo wyczuwalny.




PO ROZSMAROWANIU


Kosmetyk nakładałam tylko na przednią część nóg i ramiona i według mnie tam sprawdza się idealnie. Na twarz się nie odważyłam, bo jednak tych drobinek jest dla mnie za dużo i lubią one migrować. Efekt jest ciekawy, taki letnio-wakacyjno-imprezowy, choć nie widzę powodu dlaczego by nie stosować ten produkt w zwykłe, ciepłe dni szczególnie, że całkiem nieźle wygładza i nawilża skórę, jednak dla mnie ta pielęgnacja była za słaba, no, ale ja mam bardzo suchą i wymagającą skórę.
Skład jak zwykle u tej marki godny pochwały. Gorzej z ceną, bo moim zdaniem jest ona jak zwykle zawyżona.

Fajny kosmetyk i myślę, że wiele osób go polubi. Ja oddam swój Mamie, bo jednak nie uważam, żeby był mi potrzebny i tylko zalega w łazience, ale to tylko moje ´´widzimisię ´´ :) .


Ocena: 4 / 5

Cena: 100ml / ok. 90zł

Dostepność: Sephora i strona producenta


Skład: Olea Europaea ( Olive) Fruit Oil,Orbignya Oleifera Seed  Oil, Caprylic / Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Vitis Vinifera ( Grape) Seed Oil, Simmondsia Chinensis ( Jojoba) Seed Oil, Silica,  Mica, CI77019, CI 77491, CI 77019, Parfum, Tocopherol ( mixed), Beta-Sitosterol, Squalene



Używałyście tego olejku?





  

czwartek, 10 kwietnia 2014

Eveline - Hydra Expert- krem na dzień i na noc +35








Miałam już wersję tego kremu +25, która niczym się nie różni od +35 i kiedy mi się skończyła postanowiłam dokupić słoiczek, ale przez nieuwagę wzięłam właśnie +35. Nic to jednak nie szkodzi, bo krem nie ma w sobie niczego takiego co by szkodziło młodszej cerze i żadna krzywda się nam nie stanie:)  Zawiera kwas hialuronowy i nieznanej wartości filtry UV ( czyli bardzo niskie) i osobiście bardzo lubię używać go na noc, choć na dzień pod makijaż jak najbardziej się nadaje!

Ma dość lekka konsystencję i na mojej tłustej cerze pozostawia bardzo delikatny, nietłusty film, który jednak wchłania się po chwili.Pachnie słabo, typowo kosmetycznie. Nawilżenie odczuwam od razu. Skóra jest elastyczna, miękka, przyjemna w dotyku, a po nocy wygląda na wypoczętą i nie świeci się, choć krem nie ma właściwości matujących i trzeba o tym pamiętać.  To krem typowo nawilżający, taki dla cer normalnych, mieszanych , choć i u mnie daje dobre efekty, ale oczywiście nie gwarantuję tego na każdej tłustej cerze. Faktem jest, że nie zapycha porów i nigdy nic mi po nim nie wyskoczyło.

Polecam na codzień lub  na noc jeśli szukacie niezłego nawilżacza do cery bezproblemowej.


Ocena : 5 / 5

Cena: 50ml / ok. 13zł

Dostępność: ja kupiłam w mniejszej drogerii


Znacie ten krem lub inne produkty z serii Hydra Expert?

środa, 9 kwietnia 2014

Verona - Perfection Spa- peeling do ciała Zielona herbata & Limonka













Peeling do ciała zawsze muszę mieć w łazience. Uwielbiam tylko te naturalne cukrowe bądź solne bez zbędnego dodatku chemii, ale niestety ciężko mi taki tutaj dostać, choć radzę sobie jak mogę:)
Kiedy zatem otrzymałam peeling Verony pomyślałam, że będzie to fajny kosmetyk o odświeżającym zapachu, bo zieloną herbatę lubię bardzo. Spotkało mnie jednak wielkie rozczarowanie! Powiem dosadnie: to beznadziejny produkt i nie polecam jego zakupu. Czemu? Po pierwsze wystarczy spojrzeć na skład: kilka wyciągów roślinnych, a potem wiadomo, chemia.Jakby producent nie mógł poprostu stworzyć peelingu na bazie cukru z mieszaniną naturalnych olejków i tyle. To pierwszy zgrzyt. Dalej też nie jest lepiej...

Konsystencja jest dziwaczna, bo przypomina bardziej krem do ciała, jest dokładnie taka sama, kremowa,a  drobinek w delikatnie zielonej substancji nie widać za bardzo. Co z zapachem? To jedna wielka lipa :/  Peeling absolutnie nie ma aromatu nawet minimalnie podobnego do limonki czy zielonej herbaty, bo nie pachnie niczym. Jest bezzapachowy! Co jak co, ale tego kompletnie się nie spodziewałam, bo jednak jeśli widzę na opakowaniu napis zielona herbata&limonka to przecież logiczne jest, że liczę na taką kompozycję zapachową! Kolejny minus...

Kosmetyk nanoszę na wilgotną skórę, bo jeśli spóbujemy na suchą to małe drobinki bardzo szybko się rozpuszczają. W kwestii ścierania martwego naskórka produkt spisuje się bardzo średnio.Drobinki niby czuć na skórze, ale nie są one ostre, peeling nie należy do tych mocnych, chociaż superdelikatny też nie jest. Zależy co kto lubi, ja wolę mocne zdzieracze, a ten taki nie jest. Jeśli nie macie skóry wrażliwej to śmiało możecie używać go częściej niż raz w tygodniu, krzywdy nie zrobi:) Jednak uważam, że do ścierania martwego naskórka z takich rejonów jak brzuch, pośladki, uda ten specyfik jest zdecydowanie za słaby. Fakt, że mam skórę suchą, ale ten peeling w ogóle jej nie wygładza.

Jestem przyzwyczajona, że większość  peelingów pozostawia moja skórę aksamitnie gładką i nałożenie balsamu nie jest potem konieczne. Nie w tym wypadku. Tu koniecznie muszę czymś się wysmarować po kąpieli, bo skóra wręcz o to błaga! Jest przesuszona i mało elastyczna, ewidentnie  brakuje jej nawilżenia. Ten peeling raz, że marnie złuszcza to jeszcze w ogóle nie dba o kondycję skóry, a czegoś takiego nie mogę wybaczyć! Zużyć, zużyję ( choć z trudem), bo nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale zamówiłam już waniliowy peeling z Yves Rocher, który jest nieporównywalnie lepszy.

Ocena : 2 - / 5

Cena: 250ml/ ok. 12zł

Dostępność: online i w mniejszych drogeriach

Skład:Aqua, Caprylic / Capric Triglyceride, Polyethylene, Decyl Cocoate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate (and) PEG-100 Stearate, Propylene Glycol (and) Camellia Sinensis Leaf Extract, Propylene Glycol (and) Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Panthenol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and)Propylparaben (and) Ethylparaben (and) Butylparaben, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone ( and) Methylisothiazolinone, Triethanolamine, Diethylhexyl Syringylidene Malonate, Disodium EDTA, CI 19140, CI 42090, Citronellol, Hydroxycitronellol, Hydroxyisohexyl 3- Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool

A jak jest wasz ulubiony peeling do ciała?

wtorek, 8 kwietnia 2014

Delia - maseczka do twarzy z zieloną glinką






Do moich ulubionych maseczek zdecydowanie należą te z zieloną glinką koniecznie mające naturalny skład. Wypróbowałam już takich naprawdę wiele i mam porównanie. Dziś chciałam pokazać wam maseczkę z zieloną glinką naszej rodzimej Delii.

Od razu powiem, że wprost nie znoszę wszelkich kosmetyków zamkniętych w saszetkach. Wkurza mnie takie opakowanie niesamowicie, bo jest nieporęczne i trudno przechowywać resztki. Niestety tu producent też nie wpadł na to, że może lepiej byłoby zamknąć tę maseczkę w tubce i tak mamy dwie saszetki, które teoretycznie wystarczają na dwie aplikacje ( mnie starczyły na trzy i nie żałowałam sobie).

Maska ma konsystencję i kolor typowy dla tego typu kosmetyków i nie ma kłopotów z aplikacją. Nie jest ani za rzadka ani za gęsta i nie pachnie. Nakładałam ją ( jak każdą maskę) po porządnym peelingu i pozostawiałam według zaleceń producenta na ok. 20min. Oczywiście jak chyba każda zielona glinka tak i ta zasycha na skórze szybko i ściąga ją, ale mnie to nie przeszkadza i nie spryskuję wtedy twarzy wody, bo nie uważam, aby to było konieczne, choć oczywiście to ściągnięcie wielu osobom przeszkadza i muszą nawilżyć twarz. To już zależy od użytkownika.

Zaskoczyło mnie jednak, że bezpośrednio po nałożeniu na twarz maska piecze i to naprawdę mocno! Tak, producent zaznacza to na opakowaniu, ale nie sądziłam, że ten efekt będzie aż taki nieprzyjemny. Po raz pierwszy myślałam, że nie dam rady i poprostu zmyję maskę od razu, bo twarz mocno piekła, ale minęło to po ok. 2 minutach. Niemniej nie polecam  tej maski wszystkim, a już napewno nie wrażliwcom.  Potem zmyłam kosmetyk letnią wodą i zauważyłam, że rzeczywiście cera jest wyjątkowo gładka, miękka w dotyku aż przyjemnie było ją dotykać. Pory były zamknięte, a skóra całkowicie matowa, ale nie wysuszona. To dobry rezultat i taki właśnie otrzymuję po kazdej glince zielonej.

Niestety jest i minus. Otóż nie podoba mi się skład tego produktu i nie rozumiem dlaczego producent nie ograniczył się tylko do dodania glinki i oczaru wirginijskiego,a  wpakował to też inne, niepotrzebne ´´śmieci´´.   Jeśli mam wybór to jednak wolę maseczki z glinką o prostym, naturalnym składzie, choć ta opisywana działa bardzo dobrze i skutecznie dlatego polecam ją tym, którzy nie zwracają aż takiej uwagi na skład.

Ocena: 4 / 5

Cena: 2x10g / ok. 5zł

Dostępność: drogerie online i stacjonarne


Skład: Aqua, Bentonite, Glycerin, Lithium Magnesium Sodium Silicate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Butylparaben,  Ethylparaben, Hamamelis Virginiana Extract, Propylene Glycol, Caprylic / Capric Triglyceride, Sodium Acrylate Copolymer, Xanthan Gum, 2-Bromo-2 Nitropropane-1,3-Diol

Jakie są wasze ulubione maseczki?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Lily Lolo - podkład mineralny odcień Blonde







Te z was, które używają podkładów mineralnych pewnie znają i te od Lily Lolo i nie trzeba im ich przedstawiać :)  Ja podkładu mineralnego LL w odcieniu Blonde używam od ok. 3 lat i nie zamierzam przestać, bo bardzo dobrze mi służy. Owszem normalnie sięgam po płynne podkłady, ale w dni kiedy nie chcę i nie muszę się malować tylko wystarczy mi tusz i błyszczyk to taki leciutki podkład sypki sprawdza się idealnie.

Odcieni jest bardzo dużo do wyboru, mnie pasuje jeszcze ten o nazwie China Doll, a pozostałe w wersji Light, czyli Candy Cane i Warm Peach są już za ciemne. Z kolei najjaśniejszy Porcelain jest zbyt jasny.  Mam ten podkład jeszcze chyba w starym opakowaniu, bo patrząc na stronę producenta ma ono teraz czarne denko i dodatek filtru SPF 15. Od razu dokupiłam też pędzel kabuki od LL, który również serdecznie polecam, bo jest świetny. Nie gubi włosia i bardzo dobrze się nim nakłada podkład.


Podkład nakładam zawsze na odpowiedni krem, nie korzystam z żadnych silikonowych baz to tak dla jasności:)  Jest bardzo lekki i niestety trochę pyli, choć nie jest to aż taka wielka wada i trzeba poprostu uważać przy aplikacji, a najlepiej nie robić tego w pełnym ubraniu. Nakładam go lekko omiatając twarz po czym delikatnie´´ wklepuję´´ go pędzlem - dokładnie tak jak radzi producent. Odcień Blonde tak dobrze stapia się z moją cerą, że jest na niej niewidoczny, ale wyraźnie ją upiększa. Co prawda nie kryje większych zmian, choć równocześnie myślę, że dla cer problematycznych będzie dobry, bo napewno nie zapycha i nie przyczyni się do pogorszenia stanu cery, ale to musicie już sprawdzić na sobie. Ja nie mam problemów z cerą dlatego zależy mi tylko na niewielkim kryciu i wyrównaniu kolorytu. Jeśli natomiast mam jakieś wypryski ( co zdaża się rzadko)  to podkład bardzo delikatnie je zakrywa, ale i tak korektor jest potrzebny. Nie przeszkadza mi to jednak.

Cera  po użyciu tego podkładu naprawdę lepiej i najlepiej przekonać się o tym samemu:) Czy podkład ma właściwości matujące?  Obecnie moja cera nie przetłuszcza się za bardzo i podkład daje mi mat na cały dzień bez użycia jakiegokolwiek pudru wykańczającego aczkolwiek latem i w ciepłe dni normalnie zaczyna się świecić po ok. 5 godz. i nie mogę sobie pozwolić na nieużycie czegoś matującego. Trwałość tego podkładu jest u mnie całodzienna. 


Dla mnie to świetny kosmetyk, który będę używać i nie szukam zastępstwa. Warto przetestować!!


Ocena: 5 / 5

Cena: 10g/ ok. 70zł

Dostępność: TU

Używacie podkładów mineralnych?

sobota, 5 kwietnia 2014

Ted Lapidus - Rumba Passion EDT











Jeden z moich ulubionych zapachów, choć noszę go od ´´wielkiego dzwonu´´, a to tylko dlatego, że trudno mi obecnie kupić kolejny flakonik. Jeszcze rok temu spokojnie można było dostać w perfumeriach online, a teraz coś chyba się pochowały. Jeśli zapach zniknie zupełnie to dla mnie będzie to niepowetowana strata...

Rumba Passion to zapach z rodziny orientalno-kwiatowej stworzony przez dom mody Teda Lapidusa. To flankier oryginalnej Rumby wydany pierwotnie przez Balenciagę, a obecnie sprzedawany również pod szyldem Lapidusa. Pierwitnej wersji jeszcze nie znam, ale się do niej przymierzam natomiast Rumba Passion to zdecydowanie ´´mój´´ zapach. Jest w nim wszystko to co uwielbiam, czyli dobrze wyczuwalny jaśmin z miodem i kwiatem pomarańczy oraz niezbyt ciężka paczula i delikatna róża. To wszystko sprawia, że kompozycja jest szalenie zmysłowa, lekko słodkawa i być może odrobinkę nawet retro.Podoba mi się w nim to, że nie jest oklepana i trudno będzie znaleźć kogoś kto pachnie podobnie do nas.

To idealny zapach na randkę i wszędzie tam, gdzie chcemy zrobić wrażenie. Nie pasuje do zwykłego stroju typu trampki, bluza i jeansy, ale będzie dopełnieniem eleganckiej sukienki i szpilek. Na wiosnę, jesień i zimę, bo na lato będzie trochę zbyt przytłaczający, no i w upały opada zupełnie, choć nie jest to bardzo mocny orient. Żaden tam z niego ´´dusiciel´´, którego czuć z kilometra, bo Rumba Passion mimo, że nie ciągnie ogona to jest doskonale wyczuwalna i czaruje wszystkich dookoła.Mimo, że to woda toaletowa to trwałość na mojej skórze jest całodzienna.

Flakonik może nie jest najpiękniejszy, ale w tym wypadku nic mnie to nie obchodzi. Mogliby sprzedawać ten zapach w słoikach, a i tak bym go kochała :)


Nuty zapachowe:

nuty głowy: kwiat pomarańczy

nuty serca: jaśmin, róża

nuty bazy: paczula, wanilia, miód


Ocena: 5 / 5

Cena: 100ml/ ok. 70zł

Dostępność: online



Słyszałyście o tym zapachu, a może znacie jego pierwotną wersję?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Eveline Cosmetics- bioHyaluron 4D - skoncentorowany rozświetlający krem pod oczy SPF 8









Krem kupiłam w zasadzie z tzw. ´´braku laku´´ . Prosiłam panią w drogerii o coś nawilżającego i przeciwzmarszczkowego pod oczy  +25 i to był jedyny krem jaki mogła mi zaproponować, a że lubię kosmetyki do pielęgnacji twarzy Eveline to nie namyślałam się zbyt długo. Po czasie mogę powiedzieć, że krem jest dość przeciętny i w zasadzie niczym wielkim się nie wyróżnia. Miałam lepsze i do tego już nie wrócę.

Krem ma za zadanie rozświetlać, redukować cienie i obrzęk, wypełniać zmarszczki mimiczne, intensywnie nawilżać i ujędrniać. Ma dość gęstawą konsystencję, której jakby brak poślizgu, bo krem marze się na skórze i lepiej go wklepać niż rozsmarowywać.  Bezpośrednio po nałożeniu da się zauważyć jakby lekko rozświetlającą poświatę ( nie ma żadnych drobinek),która sprawia, że niewielkie cienie rzeczywiście są słabiej widoczne, a spojrzenie staje się świeższe.

Nie mam zmarszczek i skóra pod oczami nie jest bardzo przesuszona, ale potrzebuje codziennej dawki nawilżenia. Krem jak dla mnie działa pod tym względem wystarczająco aczkolwiek napewno nie jest to intensywny nawilżacz i nie polecam go dla tych, którzy walczą już ze zmarszczkami. Oprócz tego niczego więcej nie zauważyłam. Kosmetyk trochę pielęgnuje, choć ogólnie szału nie robi. Dodam jeszcze, że jak najbardziej nadaje się pod makijaż, bo w ogóle nie jest tłusty. Dodatek filtru SPF 8 trochę mnie bawi, bo tak niski filtr w ogóle nie spełnia swojej roli,więc śmiało można było z niego zrezygnować.

Taki przeciętniak z niego...

Ocena :  3 / 5

Cena: 15ml /ok. 13zł

Dostępność: drogerie stacjonarne i online

Używałyście już kosmetyków z linii bioHyaluron 4D?

środa, 2 kwietnia 2014

Dr Organic - organiczny dezodorant Aloe Vera






Kolejny naturalny dezodorant, który znalazł się w mojej łazience. Nie zawiera on parabenów, soli aluminium, SLS i alkoholu. Jest jednak podobny do większości tego typu dezodorantów...

Zamknięto go w szklanej 50ml buteleczce, kulka działa sprawnie i się nie zacina. Zapach od razu mi się spodobał : jest świeży, orzeźwiająco cytrynowy, ale pachnie naturalnie, a nie jak środki czystości. Czuć go delikatnie na skórze, choć nie zakłóci zapachu nawet najdelikatniejszych perfum.
Konsystencja również jest prawidłowa, deozodorant nie zostawia żadnych śladów na ubraniach i szybko wysycha.

Jak już wspominałam nie raz przy okazji recenzji innych tego typu produktów : nie mam problemów z nadmiernym poceniem, ale po naturalne dezodoranty sięgam tylko w siedząc w domu lub kiedy idę na spacer, na inne okazje wybieram sprawdzoną Rexonę. Opisywany produkt sprawdza się właśnie w warunkach domowych i przy niewielkiej aktywności ( szczerze wątpie, aby dał radę ochronić nas przed nieprzyjemnym zapachem np. przy wielkim sprzątaniu, bo o bieganiu nie ma mowy). Jego działanie jest poprostu łagodne i skierowane dokładnie dla tych, którzy nie pocą się nadmiernie. Jednakże nie chroni on od rana do wieczora, bowiem po kilku godz. ( ok. 6-7) czuję się już trochę nieświeżo , choć tragedii jeszcze nie ma, koszulka nie jest mokra i w zasadzie nie czuć charakterystycznego zapachu.

Jeśli lubicie takie dezodoranty i często po nie sięgacie to ten możecie śmiało wypróbować. Uważam, że jest w porządku, ale nie wyróżnia się jakoś na tle podobnych produktów.


Skład : Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua, Zinc Ricinoleate, Aroma Triethyl Citrate, Lauryl Glucoside, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Glycerin, Glyceryl Caprylate, Cetearyl Alcohol, Polyglyceryl-3 Stearate, Sodium Stearoyl Lactate, Isocetyl Palmitate, Cetraria Islandica Extract, Glycyrrhetinic Acid, Sodium Bicarbonate, Citrus Medica Limonum Oil, Tocopherol, Helianthus Annus Seed Oil, Chondrus Crispus Extract, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, , Citral , Limonene


Ocena: 4 / 5

Cena: ok. 25zł

Dostępność: online

Znacie kosmetyki tej firmy?

wtorek, 1 kwietnia 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene Ideale- Glam&Matt - podkład matująco -rozświetlający






Po porażce z podkładem Lirene City Matt powiedziałam sobie, że już nie chcę widzieć żadnych tego typu produktów tej marki. Wszystko w tym kosmetyku było nie tak począwszy od niby najjaśniejszego odcienia, który na mnie był ceglasto-pomarańczowy po nienaturalne pudrowe wykończenie, które sprawiało, że twarz wydawała się płaska i sztuczna. Dlatego też obawiałam się, że Glam&Matt będzie taki sam i wyląduje w koszu, a jednak okazało się, że to całkiem niezły podkład. Owszem jeszcze nie rewelacyjny, bo ustępuje ´´mojemu´´ Astorowi Skin Match i Bourjois 123 Perfect , ale i tak jest w porządku, choć ma jednego minusa...

Zaczynając od odcienia : 01 Jasny w opakowaniu wydawał mi się za ciemny, ale w rzeczywistości bardzo ładnie wygląda na mojej jasnej skórze, nie odznacza się na niej. Za to duży plus, bo jak sobie przypomnę, że najjaśniejszy odcień City Mat zrobił ze mnie Indiankę...

Konsystencja jest odpowiednia i podkład nakłada się bez problemu zarówno pędzlem jak i palcami. Idealnie zgrywa się on ze skórą i co mi się bardzo podoba to to, że jest na niej niewidoczny, a jednak ją upiększa. Twarz jest wygładzona, LECIUTKO i naturalnie rozświetlona oraz matowa ( u mnie!) na długo. Jednak nie polecam go do cery bardzo tłustej i problemowej, bo krycie jest dość słabe, choć dla mnie w sam raz. Podkład napewno nie ukryje większych niedoskonałości, a te malutkie musiałam zamaskować korektorem, ale nie przeszkadza mi to, bo do tego korektor przecież służy, a co więcej nie znoszę mocno kryjących podkładów.

Tu dochodzimy do wspomnianej wady, a mianowicie podkład nie jest długotrwały. W niezbyt ciepły dzień nie utrzymał się u mnie do demakijażu, bo nałożony rano ( i przypudrowany sypańcem) zniknął tajemniczo przed wieczorem. To nie za dobrze, bo od podkładu wymagam całodniowej trwałości i myślę co będzie w upały.

Plus za filtr SPF 15.


Nie wiem, czy kupię kolejne opakowanie, bo przyzwyczajona jestem do moich ulubienców, ale polecam ten podkład do wypróbowania!

Ocena: 4 / 5

Cena: 30ml / ok. 40zł

Dostępność: Rossmann

Znacie już ten podkład?