sobota, 31 maja 2014

Zużycia miesiąca - maj 2014



W tym miesiącu udało mi się ´´wydenkować´´ więcej niż ostatnio i jestem z siebie zadowolona :)










1. Eveline Cosmetics - bio Hyaluron 4D - luksusowy krem odżywczo-regenerujący do ciała


Pokazywałam go TU i teraz po skończeniu opakowania dalej uważam, że jest to całkiem dobry krem do używania na codzień do skóry normalnej i lekko przesuszonej. U mnie się sprawdził.


2. Original Source - Raspberry & Vanilla Milk - żel pod prysznic

To mój drugi ( po czekoladowo- miętowym i próbce czekoladowo- pomararańczowego) żel do mycia tej marki i według mnie to naprawdę nic nadzywczajnego. Zapachy owszem fajne, ale strasznie ulotne, bo w czasie mycia w ogóle nic nie czułam,a  na ciele to już wcale. Wersja malinowa z mleczkiem waniliowym również mnie nie powaliła na kolana. 

Konsystencja dość rzadka,ale w dozowaniu pomaga przemyślanie opakowanie z silikonwym zaworkiem, dzięki czemu nic się z butelki nie wylewa. Kolor kosmetyku jest jasnoróżowy, a zapach przypomina mi cukierki mleczno-truskawkowe ( nie, nie malinowe!). Ładny, ale nie nadzywczajny. Poza tym żel myje, dobrze się pieni, nie wysusza, ale też nałożenie potem balsamu jest dla mnie koniecznością. Taki sobie przeciętniak i chyba sama z siebie już nie kupię żadnego żelu Original Source, bo jakoś mnie nie zachwycają. 

Ocena : 4 - / 5

Cena: 250ml / ok. 9zł

Dostępność : m.in w Rossmanie




3. Nivea - Visage- Control Shine - matujący krem- żel

Pokazywałam go  TU. Dopiero teraz udało mi się zużyć opakowanie do końca, bo jak wspomniałam we wcześniejszej recenzji tego produktu to taki zwyklak do cery, która w zasadzie wiele nie wymaga. Coś tam niby robi, ale niewiele.
.


4. Nuxe - Creme Prodigieuse -krem na dzień do cery normalnej i mieszanej

TU o nim możecie przeczytać. Nie zmieniam zdania po wykończeniu tubki. Taki sobie przeciętny krem o nieładnym zapachu, marnym nawilżeniu i też niewiele lepszym matowaniu. Myślę, że ta marka ma lepsze produkty. 





5. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene - Będę Mamą - wygładzający balsam antycellulitowy


Balsam adresowany do mnie, choć na cellulit nie narzekam. Oczywiście mam go na udach, ale nie jest duży i tak widoczny, żebym nie mogła założyć np. szortów. W zasadzie kosmetyków antycellulitowych nie kupuję sama, bo nie wierzę w ich działanie,a  poza tym nie mam obsesji na ich punkcie. 

Kosmetyk używany 2 razy dziennie tylko na uda nie zmniejszył cellulitu w ogóle, ale tego się spodziewałam, więc nie jestem rozczarowana, nie zauważyłam też jej ujędrnienia. Poza tym bardzo szybko się wchłania, nie jest tłusty, nie mrozi, nie grzeje i zaraz po nasmarowaniu można się ubrać, bo nie zostawia też wyczuwalnej warstwy. Pachnie dziwacznie jak cała seria produktów tej linii, czyli jakby migdałowy, choć delikatny i zdążyłam się do niego przyzwyczaić, chociaż na początku był trochę mdlący. 

Jedyne co zauważyłam po 2 miesiącach stosowania to to, że balsam nieźle wygładza skórę i to się naprawdę czuje. Jest gładka i miła w dotyku, ale to umieją zwykłe balsamy nawilżające,a  ten produkt miał też inne działanie, którego nie spełnia. Zużyłam i zapomniałam.

Ocena : 3 - / 5

Cena: 200ml / ok. 18zł

Dostępność: m.in w Rossmanie

Skład: Aqua, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Isohexadecane, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Canola Oil, Dimethicone, Theobroma Cacao Seed Butter, Pentaerythrityl Distearate, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Niacinamide, BHA, Hydrolized Cucurbita Pepo ( Pumpkin) Seedcake, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Butylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Parfum


6. Bath&Body Works- Bali Mango-mleczko do ciała

Pokazywałam go TU. Męczący kosmetyk. Męczący pod względem zapachu, który o ile na początku nawet mi odpowiadał to potem nie mogłam go już znieść i stał się zbyt natarczywy i zbyt chemiczny. Reszta w porządku, bo nadaje się do skóry normalnej jako lekki nawilżacz. Denerwująca była tylko ta butelka, bo kiedy w opakowaniu zostało mniej niż pół zawartości to za żadne skarby nie można się było do tego dostać i przecięcie opakowanie było konieczne. Tuba lub słoiczek byłyby sto razy lepsze!  Gwiazdka w dół za zapach, który mnie potem zaczął drażnić.





7. Colgate - Max Fresh

Dawno nie miałam pasty Colgate, a że w markecie była promocja i dwie duże tuby można było wziąć za 3€ to postanowiłam ´´odświeżyć´´ sobie pamięć na temat tego produktu, który już kiedyś miałam.
Pasta jest dobra. Ma niebieski kolor i kawałki kwadratowych kryształków, które mają jeszcze bardziej odświeżyć oddech, ale szybko rozpływają się i nie czuć ich w trakcie szczotkowania zębów. Mocno się pieni, ma miły miętowy posmak, ale co dla mnie ważne nie jest on za mocny i nie sprawia, że aż pali w język. Rzeczywiście na długo odświeża oddech. Niezły produkt.

Ocena : 4 + / 5

Cena: 125ml / ok 3€ w promocji

Dostępność : w większości drogerii i marketach


8. Babydream - Natural - krem pielęgnacyjny z rumiankiem

Bardzo lubię kosmetyki Babydream za składy i rewelacyjne ceny na każdą kieszeń. Ten krem kupiłam dla mojego Maluszka do smarowania buzi,a  potem zaczęłam także używać go do ciałka. W każdym przypadku sprawdził się bardzo dobrze, ale zastrzeżenia mam do wyjątkowo lejacej konsystencji, która pod koniec opakowania zrobiła się jeszcze rzadsza i używania tego produktu były kłopotliwe.

Krem jest lekki, dość dobrze się wchłania, nie jest przesadnie tłusty. Dobrze nawilża skórę normalną bezproblemową ( nie wiem jak sprawdzi się w przypadku dzieci ze skórą suchą i wymagającą), nie podrażnia. Ma tylko dosyć mocny, roślinny zapach, ale mnie on akurat nie przeszkadzał. Jak najbardziej polecam do codziennej pielęgnacji nie tylko mamom!

Ocena : 4 + / 5

Cena: 100ml / ok. 5zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Helianthus Annuus Seed Oil, Caprylic / Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Parfum, Panthenol, Sodium Stearoyl Lactylate, Glyceryl Stearate, Tocopherol, Calendula Officinalis Flower Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Lecithin, Bisabolol, Ascorbyl Palmitate, Potassium Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Xanthan Gum, Sodium Hydroxidide




9. Avon - Mega Effects Mascara

Mogliście przeczytać o nim TU . Strasznie mi się nie podoba to opakowanie i beznadziejna szczoteczka, ale tusz na początku dawał nawet dość dobre efekty. Niestety po ok. miesiącu jakby zgęstniał i przestał w ogóle spełniać swoją rolę, słabo podkreślał rzęsy, ale próbowałam jeszcze dawać mu szansę kilkakrotnie. Jednak nic to nie dało i obecnie jest już nie do użytku. Nie lubię tego tuszu i obniżam gwiazdę z oceny początkowej 4 - na 3 - .


10. Aco - Face Plus- krem pod oczy 

 To szwedzka marka kosmetyków aptecznych, a ten krem kupiłam właściwie z ´´braku laku ´´, bo moje zamówienia na inne kremy pod oczy przedłużało się,a  nie miałam już w zapasie żadnego. Wymęczyłam ten krem i trwało to długo. Drugi raz go nie kupię, zresztą miałam kiedyś krem do twarzy tej marki i też mi nie pasował, bo zapychał pory. Natomiast opisywany krem pod oczy krzywdy nie robi, ale jest niesamowicie przeciętny i nie zauważyłam praktycznie nic więcej niż to, że lekko nawilża i nadaje się pod makijaż. Jest zdecydowanie za słaby dla skóry dojrzałej lub / i  suchej i będą zadowolone z niego jedynie osoby młode, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kremami pod oczy. Ja skóre pod oczami mam w dobrej kondycji, ale wymagam od takiego kosmetyku więcej niż delikatne nawilżenie. Zmarszczek nie mam.

Kosmetyk jest bezzzapachowy, niezbyt gęsty i nietłusty. Szybko się wchłania i nie zostawia żadnej warstwy. Cieszę się, że skończyło się już wreszcie to opakowanie,bo nie znoszę takich totalnych przeciętniaków, które nic nie robią.

Ocena : 3 -  / 5

Cena: 15ml / ok. 13€

Dostępność : apteki na terenie Finlandii, Szwecji, Norwegii

Skład: Aqua, canola oil, propylene glycol, dimethicone, glyceryl stearate, caprylic/capric triglyceride, glycerin, nylon-12, cetyl alcohol, isopropyl myristate, hydrogenated coco-glycerides, PEG-100 stearate, butyrospermum parkii butter, sucrose stearate, panthenol, calcium pantothenate, calcium PCA, magnesium PCA, manganese PCA, potassium PCA, sodium PCA, zinc PCA, tocopherol, ascorbyl glucoside, sodium ascorbyl phosphate, niacinamide, pyridoxine hcl, folic acid, sodium riboflavin phosphate, cyanocobalamin (B12), citric acid, phenoxyethanol, sodium benzoate, potassium sorbate.



 11. Benefit - They´re Real !

Bardzo ten tusz lubię i żałuję, że już mi się skończył, ale miałam go długo, więc to normalne. Pokazywałam Wam go TU i zachęcam do jego wypróbowania jeśli lubię mocno podreślone spojrzenie!



A jak u Was ze zużyciami?





czwartek, 29 maja 2014

Oceanic - AA - Eco - maseczka ściągająca z organicznym ekstraktem z ogórka









Z tej serii miałam jeszcze krem ´´matujący´´ ogórkowy, który śmiało mogę zaliczyć do najgorszych produktów jakie kiedykolwiek używałam. Bałam się, że maseczka będzie podobna i też zaliczy kosz, ale okazało się, że jest dobra i z przyjemnością jej używam.

Maseczka jest gęsta, biała i pachnie delikatnie na szczęście nie ogórkiem, a bardziej kosmetycznie. Zawiera tlenek cynku, białą glinkę i oczywiście wyciąg z ogórka. Nałożona na oczyszczoną peelingiem twarz zasycha szybko i lekko ściąga skórę, ale nie tak mocno jak niektóre maseczki z glinką i nie trzeba zwilżać twarzy wodą. Zmywam ją po ok. 15 min i musze powiedzieć, że działa nieźle, bo pory są rzeczywiście zwężone, cera wyrażnie rozjaśniona i matowa, ale nie wysuszona, nie błagała o natychmiastową dawkę nawilżenia. Niewielkie wypryski maseczka wysusza i sprawia, że szybciej się goją.  Produkt więc działa tak jak powinien, więc polecam go przede wszystkim cerom tłustym i mieszanym ze skłonnością do przetłuszczania.

Minus tylko za małe opakowanie, bo 50ml to naprawdę niewiele.


Ocena: 5 / 5

Cena: 50ml / ok. 22zł

Dostępność: drogerie

Skład: Aqua, Kaolin, Zinc Oxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Magnesium Aluminium Silicate, Cetyl Alcohol, , Dicaprylyl Ether, Octyldodecanol, Glyceryl Stearate, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Myristyl Myristate, Xanthan Gum, Glycerin, Arachidyl Glucoside, Cucumis Sativus ( Cucumber) Fruit Extract, Phenethyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Citric Acid, Parfum




Używałyście kosmetyków AA z serii Eco?

środa, 28 maja 2014

Avon - Luxe- puder rozświetlający









Ja bym nazwała ten produkt raczej różem rozświetlającym, bo jako puder się nie sprawdza i nie da się go nałożyć nigdzie indziej niż na policzki.  Dostałam odcień Rose Aura i jestem średnio zadowolona z tego produktu. Nie używam go za często, bo i kolor nie mój i jakoś tak niezbyt fajnie wygląda po nałożeniu.

Opakowanie to złota kasetka, która przynajmniej dla mnie prezentuje się wyjątkowo kiczowato. Firma chyba myślała, że pakując ten puder w takie´´ złotko´´ podkreśli jeszcze bardziej luksusowość tego produktu, no cóż jeśli tak to na mnie to nie działa... A na spodzie straszy napis Made in China :/

Odcień tego pudru nie do końca mi odpowiada. Jest niby różowy, ale ciężko go opisać. W opakowaniu wygląda na matowy, a na skórze daje bardzo delikatną, nabłyszczającą poświatę, gdzie można się dopatrzyć mikroskopijnych złotych drobin, ale są one tak małe, że w zasadzie ciężko je nawet dojrzeć.  Puder aplikuję jedynie na policzki, bo ze względy na kolor, który jest dosyć widoczny na mojej jasnej cerze nie wyobrażam sobie podkreślać nim innych partii twarzy. Jednak jak już wspomniałam odcień Rose Aura nie przypadł mi do gustu i poprostu nie podoba mi się jak wygląda na mojej skórze. Wolałabym bardziej cukierkowy róż lub typowo różany. Aplikacja jest prosta, puder nie osypuje się ani nie jest za twardy.

Trwałość też nie powala. Kosmetyk nie utrzymuje się u mnie całego dnia ( a wszystkie tego typu produkty wytrzymują u mnie nawet w upały aż do demakijażu!) i po kilku godzinach poprostu znika.
Jego cena katalogowa jest według mnie zbyt wygórowana. Mój egzemplarz oddam Mamie, może jej bardziej się spodoba.


Ocena: 3 / 5

Cena: 10g / ok. 60zł

Dostępność: Avon


Używałyście kosmetyków  z serii Luxe?


wtorek, 27 maja 2014

Sante- Acai Energy- dezodorant w kulce






To kolejny mój ´´domowy´´ dezodorant, bo jak już wspominałam nie raz tych naturalnych używam kiedy nigdzie nie wychodzę, a na wyjście mam niezawodną Rexonę.

Dezodorant Acai Energy dobrze się sprawdza kiedy nie mamy problemów z nadmiernym poceniem, ale raczej nie polecam go w upały i, gdy czeka nas np. wielogodzinna podróż, bo może nie dać sobie rady. Działa łagodniei mimo zawartości alkoholu nie podrażnia. Ma dość gęstą konsystencję, ale w ogóle nie robi śladów na koszulkach ( przynajmniej u mnie)  i szybko się wchłania. Nie przypadł mi do gustu tylko ten dziwny zapach, który choć naturalny jest´´ taki sobie´´. Nie pachnie niczym konkretnym i nie czuć go zbyt mocno, nie kłóci się z delikatniejszymi perfumami.

Kosmetyk zawiera olejki eteryczne oraz wyciąg z jagód Acai, które są doskonałym antyoksydantem. Dezodorant ogranicza pocenie, ale nie elimunuje go całkowicie, więc przy większm wysiłku koszulka pod pachami może być trochę mokra, ale przykrego zapachu nie będzie. Ja jestem z jego działania zadowolona, bo zapewnia mi ochronę na praktycznie cały dzień  oczywiście mowa tu o normalnych warunkach, żadnego biegania, generalnych porządków itp.

Polecam jeśli lubicie naturalne dezodoranty!

Ocena: 4+ / 5

Cena: 50ml / kupiłam za 5€ na wyprzedaży

Dostępność : sklepy z kosmetykami eko, online

Skład: Aqua (Water), Alcohol denat.*, Glycerin, Triethyl Citrate, Sorbitol, Cetyl Alcohol, Parfum (Essential Oils), Lauryl Lactate, Betaine, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Xanthan Gum, Lactic Acid, Euterpe Oleracea Fruit Oil*, Rumex Acetosa Leaf Extract*, Tocopherol, Limonene, Geraniol, Linalool, Coumarin, Farnesol


Jaki jest Wasz ulubiony naturalny dezodorant?

niedziela, 25 maja 2014

Clinique - Colour Surge Butter Shine Lipstick nr 437 Pink-A-Boo











Mój drugi kosmetyk kolorowy od Clinique ( pierwszym był beznadziejny podkład Stay-True Makeup). Nie jestem fanką tej marki, nie szaleję za jej kosmetykami, wolę inne marki za podobną cenę, ale ta szminka jest naprawdę fajna i wyjątkowo komfortowa na ustach.

Jest jednak jeden minus, a mianowicie konsystencja: szminka jest wyjątkowo miękka, wręcz ´´maślana´´ i nie mogę jej nosić w torebce, bo wtedy staje się jeszcze bardziej miękka i trochę się topi.  Z drugiej strony ta konsystencja sprawia, że ma dobry poślizg i nie mam problemu z jej nałożeniem. Zapachu ani smaku nie posiada.

Kolor jaki wybrałam, Pink-A-Boo to dziewczęcy róż ze złotymi drobinkami, które delikatnie połyskują w świetle, ale na ustach są niewyczuwalne i schodzą razem z pomadką, zresztą są tak mikroskopijne, że raczej da się je dojrzeć tylko z bliska.  Opisywany kolor pasuje szczególnie na lato i wiosnę i polubią  go te z was,, które nie przepadają za mocnym malowaniem ust, ale chcą nadać im odrobinkę koloru tak dla ożywienia cery. To wyjątkowo ładny odcień!

Szminka jak widać daje wykończenie podobne do błyszczyków i w zasadzie jest połączeniem tych dwóch produktów z tym wyjątkiem, że w ogóle się nie klei. Nieźle nawilża usta i można zapomnieć o nakładaniu pod spód balsamu. Usta są optycznie powiększone, pełne widać to szczególnie ´´na żywo´´.  Żałuję tylko, że trwałość nie jest najlepsza. Kosmetyk schodzi już w trakcie picia, a posiłek to już dla niego za dużo. Bez tego trzyma się ok. 2 godz.

Kolorów do wyboru jest całkiem dużo, więc każda z was wybierze coś dla siebie. Sprawdzcie tę szminkę szczególnie teraz, latem, bo jest naprawdę fajna!


Ocena : 4 + / 5

Cena: 4g / w Polsce ok. 100zł, ja płaciłam w Finlandii 30€

Dostępność: W Polsce w Douglas, Sephora itp.


Jak Wam się podoba ten kolor?

sobota, 24 maja 2014

Yves Rocher - Flowerparty EDT






Flakonik tej wody toaletowej dostałam jako gratis do zakupów w sklepie internetowym YR. Nie znałam wcześniej tego zapachu, ale po składzie przypuszczałam, że będzie to taki przyjemniaczek na lato i nie pomyliłam się. To rzeczywiście fajny zapach, pozbawiony nadmiernej słodyczy, więc w gorące dni nie będzie drażnił.

Skład jest prosty i wszystkie składniki są wyczuwalne. Najbardziej jednak czuć liczi z różą i madarynką, a wszystko to przykrywa leciutka kołderka wanilii, która jednak nie jest intensywna i w zasadzie nie ma jej tu za dużo. Flowerparty kojarzy mi się z roześmianą, młodą dziewczyną z długimi włosami  ubraną w długą, letnią sukienkę:) Podoba mi się ten flakonik z korkiem w ksztacie kwiatka. Jest poręczny i ogólnie miły dla oka.

Zapach należy do kategorii kwiatowo-owocowej- gourmand, choć moim zdaniem typowo jadalnej słodyczy tu nie ma, więc te z was, które nie lubią pachnieć jadalnie powinny być zadowolone. Stworzył go w 2010r. Philippe Romano ( m.in A. Sui Sui Dreams, Escada Tropical Punch, Pacific Paradis, Island Kiss).

I wszystko byłoby super gdyby nie beznadziejna wręcz trwałość i projekcja! Rozumiem, że to tylko woda toaletowa, ale nie znoszę kiedy zapach jest słabo wyczuwalny i totalnie bliskoskórny, a w tym wypadku właśnie tak jest. Mocniej czuć go jedynie krótko po spryskaniu,a  po godzinie nie czułam już nic, mój mąż tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że zapach już się ulotnił. Wielki minus za to! Dlatego nie polecam zakupu własnego flakonu, bo to strata pieniędzy, mimo, że sam zapach jest ładny i gdyby nie znikał tak szybko to oceniłabym go wyżej. Jeśli dostaniecie w gratisie to bierzcie bez pytania, w innym wypadku nie warto, bo kto chce pachnieć tak krótko? Cena na stronie producenta bez promocji to jakiś żart...


Ocena: 4 - / 5

Cena: 50ml / na stronie YR 125zł, ale są promocje, w Finlandii 22€

Dostępność: YR


Znacie ten zapach?

czwartek, 22 maja 2014

Ingrid Cosmetics - Eye Liner - kredka do oczu nr 117








Dostałam tę kredkę w kolorze szarym i tak jak lubię takie kosmetyki, tak ten jest na tyle przeciętny, że niczym nie zaskakuje aczkolwiek używam jej od czasu do czasu kiedy nie mam czasu na bardziej skomplikowany makijaż i chcę wykonać szybkie kreski na powiekach,

Zaczynając od koloru:  podoba mi się, ale na powiece jest jaśniejszy niż prezentowany na zdjęciu na dłoni, nie jest taki intensywny. Druga sprawa to konsystencja, bo kredka w mojej ocenie jest trochę za miękka i kiedy chciałam zrobić wyraźniejsza kreskę czubek rysika poprostu się złamał.Nie da się też kresek rozmazać odpowiednim pędzelkiem w celu zrobienia przydymionych kresek, bo wtedy kredka brzydka się marze i znika.

Same kreski rysuje się w zasadzie bez problemu, ale tak jak już powiedziałam kolor nie jest taki intensywny i widoczny jakbym sobie tego życzyła. Nadaje się więc typowo na dzień do nieskomplikowanego make upu. Natomiast na linii wodnej w ogóle się nie sprawdza, kreskę ciężko tam namalować,a  jak już się to nam uda to i tak szybko znika.

Ja zawsze nakładam bazę pod cienie i wtedy ta kredka trzyma się cały dzień bez uszczerbku. Nie próbowałam jej stosowac bez bazy, ale jestem przekonana, że nie jest wtedy zbyt trwała.

Do wyboru mamy wg strony producenta 12 odcieni. Nie jest to jednak produkt, który koniecznie trzeba mieć. Ma wady, może nie aż tak przeszkadzające, ale jednak.


Ocena: 3 - / 5

Cena: ok. 6zł

Dostępność: online i w mniejszych drogeriach

Znacie kosmetyki tej marki, co o nich sądzicie?

środa, 21 maja 2014

Dr Organic - Bioactive Skincare - krem z witaminą E








To krem uniwersalny, bo można go nakładać nie tylko na twarz, ale także na rozstępy, suchą skórę na całym ciele, a także na dłonie. Ma mocno nawilżać i idealnie sprawdzać się w przypadku zniszczonej, przesuszonej skóry. Jednak ja oceniam go jako typowego przeciętniaka.


Na początku postanowiłam używać go na moje pociążowe rozstępy na brzuchu, które nie są zbyt wielkie i nie mam na ich punkcie obsesji, ale są , żyję z nimi i jest ok :) Poza tym skóra w tym rejonie była trochę przesuszona i myślałam, że krem mi na to pomoże, ale się pomyliłam. Oczywiście rozstępy pozostały takie jakie są aczkolwiek nie wierzę w żaden kosmetyk, który może sobie z tym poradzić i nie mam o to pretensji.  Co się zaś tyczy nawilżenia to było ono wyczuwalne przez ok. 2 godz,a  potem znikało bezpowrotnie i skóra na powrót była szorstka. Uratowałam skórę nakładając Isanowy balsam z urea, bo ten ´´cudownie nawilżający´´ krem sobie w ogóle nie radził.

Jego konsystencja jest lekka i wsmarowany na skórę ciała wchłania się szybko, bez jakiegokolwiek filmu. Pachnie bardzo podobnie do pokazywanego wam wcześniej dezodorantu aloesowego tej marki, aromat jest cytrusowy, nienachalny.


Pomyślałam, że skoro do ciała ten krem się nie sprawdził to może będzie lepszy do twarzy, gdzie skóry przecież nie mam przesuszonej. Znów pudło, choć jest minimalnie lepiej z nawilżeniem z tym, że krem u mnie zostawia dziwaczną warstwę, jakby woskową, która wprawdzie się wchłania i nie jest tłusta, ale jakoś mi nie pasuje. Kosmetyk nawilża przeciętnie, nie ma tu żadnej rewelacji.Skóra poprostu jest gładka i tyle. Z bardzo przesuszoną cerą raczej sobie nie da rady. Co więcej zauważyłam, że ilekoroć go nałożę ( używam go tylko na noc) to rano budzę się z pojedynczymi, wypryskami nawet jeśli nie stosuję go codziennie. Dziwna sprawa. Niczego więcej nie zauważyłam.


Nie ma się czym tu zachwycać. Znam dużo lepsze kremy nawilżające.

Ocena: 3 / 5

Cena: 50ml /  ok. 40zł

Dostępność: online


 
Skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice Extract, Aqua, Coco-Caprylate, Dicaprylyl Ether, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Caprylic / Capric Triglyceride, Cetyl Ricinoleate, Glycerin, Cetearyl Glucoside, Oryza Sativa ( Rice) Bran Oil, Parfum, Sodium Stearoyl Glutamate, Chondrus Crispus ( Carrageenan) Extract, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Citrus Medica, Limonum ( Lemon) Peel Oil, Cymbopogon Citratus ( Lemongrass) Oil, Canarlum Luzonicum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Benzoate, Limonene, Benzyl Salicylate, Amyl Cinnamal, Citral, Eugenol, Hydroxycitronellal, Linalool



Używałyście kosmetyków Dr Organic?

wtorek, 20 maja 2014

Phenicoptere - Glov on - the go - rękawica do demakijażu





Ta rękawica to moje ostatnie odkrycie, choć na samym początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona, bo miałam już kilka podobnych wynalazków, które w ogóle nie spełniały swojej roli i nie zmywały makijażu. Tu jest inaczej. Produkt jest rewelacyjny i nie wybrażam sobie, żeby mogło go już u mnie nie być! Poleciłam go także Mamie :)

Rękawica jest miękka i przyjemna w dotyku, a także dość mała, bo jeśli macie większą dłoń niż ja to chyba będziecie miały problem z użyciem, choć może nie?

Jak to działa?  Otóż producent zapewnia, że rękawica usuwa makijaż oczu bez użycia jakichkolwiek kosmetyków, a także można jej używać do normalnego mycia twarzy i peelingu, choć ja poprzestałam jedynie na demakijażu, bo do peelingu wolę odpowiedni kosmetyk. Zwilżamy rękawicę ciepłą lub zimną wodą i przecieramy oczu i twarz. U mnie bez problemu, już za jednym dotykiem zmywa zarówno mocne smokey eyes  jak i delikatniejszy makijaż nie rozmazując go ani trochę.  Tak samo jest z długotrwałą szminka - schodzi bez problemu.  Dzięki tej rękawicy można zapomnieć o płynach do demakijażu, nie trzeba obawiac się o łzawiące oczy i podrażnienia! Poprostu cudeńko!

Podkładowi i pudrowi też daje radę w co szczerze mówiąc początkowo wątpiłam. Zarówno lżejsze podkłady, kremy BB, CC jak i mocniej kryjące schodzą praktycznie od razu i cera jest czysta (  test z wacikiem nasączonym płynem micelarnym zdany na 5!). Jedynie przy tych mocno kryjących lepiej jeszcze przetrzeć twarz micelem, ot tak dla świętego spokoju:)  Cały demakijaż trwa u mnie o wiele krócej niż dotychczas, bo przedtem myłam twarz specjalnymi olejkami, a teraz wystarczy już tylko użyć tej rękawicy i gotowe! Gładka i czysta cera w parę sekund!

Po wszystkim myjemy rękawicę antybakteryjnym mydełkiem i pozostawiamy do wyschnięcia i ponownego użycia. Plamy nie zostają na materiale, a to co widzicie na zdjęciu na rękawicy to tylko cień,a  nie zabrudzenie:)

Jeśli macie dość tradycyjnego demakijażu i nie potraficie znaleźć dla siebie odpowiedniego do tego kosmetyku to przestańcie szukać i kupcie Glov on-the go. Zapewniam, że jest tego warta!


Ocena : 5 / 5

Cena: ok. 40zł

Dostępność: online


Słyszałyście już o tej rękawicy?


niedziela, 18 maja 2014

Bell - Lip Tint nr 05











Ten kosmetyk to mój absolutny ulubieniec i nie wyobrażam sobie go nie mieć w kosmetyczce. Szkoda tylko, że ciężko mi na niego natrafić i pierwszy egzemplarz kupiłam w Biedronce. Chciałam wziąć kilka sztuk na zapas, ale nie było takiej możliwości, bo zostało tylko jedno opakowanie. Wybrałam odcień mocnego różu 05, a do wyboru mamy łącznie 6 kolorów w tym aż trzy czerwienie, pomarańcz i fiolet.

Kosmetyk ma dosyć intensywny kolor i niesamowicie lekką konsystencję, tak lekką, że w ogóle nie czuć nic na ustach,a  są one wciąż pomalowane! Już za jednym pociągnięciem aplikatora nałożymy pożądaną ilość. Jak widzicie tint nie ma żadnych niepotrzebnych drobinek i delikatnie nabłyszcza usta, wygładza je i optycznie powiększa. W ogóle też ich nie wysusza, więc nawet ja, osoba, która wiecznie boryka się suchymi wargami nie mogę sobie darować nakładanie pod spód balsamu.

Obiecywana przez producenta supertrwałość potwierdzam w 100%. Mogę bez obaw, jeść, pić, a tint pozostaje na swoim miejscu przez długie godziny nie tracąc nic z koloru i nie odbijając się np. na szklankach i co ważne: absolutnie się nie klei! Zapach jest owocowy, nie drażniący. Smaku nie posiada. Potem można łatwo go zmyć zwykłym płynem do demakijażu.

Bije na głowę podobny produkt Maybelline, który przynajmniej u mnie w ogóle się nie sprawdził. Gdybym mogła to wykupiłabym wszystkie kolory! Kocham ten produkt i mam nadzieję, że firma nie przestanie go produkować.

Ocena: 5 / 5

Cena: 5,5g/ ok. 10zł

Dostępność: w mniejszych drogeriach, online



Używałyście tego kosmetyku?  Jakie macie o nim zdanie?



sobota, 17 maja 2014

L´Artisan - Traverse du Bosphore EDP







Miałam nie lada problem z tym zapachem, bo kiedy zdobyłam własny flakon zdałam sobie sprawę, że... nie mogę tego zapachu znieść i robi mi się po nim niedobrze! Testowałam kilka razy i za każdym musiałam biec wymyć nadgarstki, bo nie byłam w stanie znieść zbyt intensywnego zapachu nowiuteńkich torebek z nie do końca odganiętą aczkolwiek tak samo drażniącą słodyczą. Postanowiłam, że dam zapachowi ostatnią szansę i wypróbuję globalnie kiedy zrobi się ciepło, bo może wtedy lepiej się ułoży i pokaże swoje piękno?  To była dobra decyzja i flakonik pozostaje ze mną:)

Zapach jest inspirowany wyprawą do Turcji do Stambułu i ma oddać atomosferę tego niezwykłego miasta, jego historię i energię. Powstał w 2010r., a nosem, kóry go stworzył był znany i ceniony Bertrand Duchaufour, który ma na koncie wiele kompozycji dla marki L´Arisan, ale też stworzył kilka m.in dla Penhaligon´s, Comme de Garsons . Jego dzieła charakteryzują się wyjątkową oryginalnością i tak też jest w przypadku Traverse du Bosphore.


Jest to kompozycja z kategorii skórzanych i już na wstępie czuć skórę właśnie jak z nowych, drogich torebek, choć jednocześnie skóra ta nie jest ´´surowa ´´, a jakby zamszowa, miękka i wraz z tą charakterystyczną nutą czuję dokładnie cukier puder! Tak, wiem, że on w zasadzie nie pachnie, ale jeśli się dobrze wwąchamy to czuć taki lekko słodkawy, pylisty aromat cukru i tutaj dokładnie to czuję. Taki bardzo podobny jest zapach cukru w kostkach.  Może się to wydać dziwne, no bo jak wyobrazić sobie cukier i skórę, a jednak zaskakująco dobrze to wychodzi!  Jednocześnie zapach jest łagodny i akurat dla mnie nie do końca´´ jadalny´´ , nie jest też żadnym ulepem.  Mimo , że skład jest bardzo rozbudowany mój nos ´´nie umie´´ wychwycić innych składników. Dla mnie nie ma tu żadnych kwiatów i szkoda, że także tytoń nie chce się ukazać. Projekcja nie jest powalająca jak na EDP, bo zapach lubi trzymać się bliżej skóry, choć jest wyczuwalny przez otoczenie przez ok. 2-3godz.

Nigdy nie byłam w Turcji, nie wiem czy Traverse rzeczywiście w pełni oddaje klimat tego miasta, więc musicie się o tym sami przekonać:)  Ciekawa, niebanalna kompozycja, ale przed zakupem koniecznie radzę przetestować!

Nuty zapachowe

nuty głowy: czerwone jabłko, granat, przyprawy

nuty serca: szafran, skóra, różowy tulipan, irys, tytoń

nuty bazy: róża, biały miód, cukier, pistacje, piżmo, nugat


Ocena: 4+ / 5

Cena: za moje 50ml zapłaciłam 70€

Dostępność: kupowałam na Truskawce




Znacie zapachy L´Artisan? Który najbardziej lubicie?

czwartek, 15 maja 2014

Bell - Anti-Age&Shine- wygładzająca szminka z kompleksem przeciwzmarszczkowym nr 034









Uwielbiam Lip Tinty tej marki, ale zanim je odkryłam to na wakacjach kupiłam dwie szminki Bell, a jedną z nich jest pokazywana Wam dziś Anti-Age&Shine. Wybrałam odcień różowy nr 034, który w opakowaniu ma minimalne drobinki, ale na ustach w ogóle ich nie widać ani nie są wyczuwalne. Wszystkich kolorów do wyboru jest 7 ( wg strony producenta). Oczywiście nie wierzę, że ta szminka ma jakiekolwiek działanie przeciwzmarszczkowe i nie dlatego jej używam. Poprostu bardzo lubię ten odcień, a dwa , że szminka jest wyjątkowo komfortowa w noszeniu, choć niestety ma jeden dość duży minus, ale o tym za chwilę...


Odcień, który posiadam jest intensywny, widać go na ustach i pozostawia lekki połysk. Poza tym sama szminka sprawia, że usta są optycznie powiększone i gładsze. Jest też wyjątkowo miła w noszeniu i co ważne nie przesusza ust. Pachnie delikatnie owocowo, smaku nie ma.

A teraz wspomniana wada. Otóż szminka rozmazuje się, chyba z powodu swojej miękkiej konsystencji. Kiedy mam ją na ustach i zawieje lekki wiatr i włosy wpadają mi na twarz nie raz się zdażyło, że blisko ust miałam nieestetycznie i co najgorsze widoczne różowe mazy! Dlatego też nie sięgam po nią kiedy jest wietrznie, bo nie mam ochoty co chwila sprawdzać czy znowu mnie nie ubrudziła. Trwałość  to bez jedzenia i picia ok. 2-3godz. Mały posiłek jej nie poskramia, z dużym już jest gorzej i szminka wymaga poprawki.

Niemniej lubię ją, choć denerwuje mnie to rozmazywanie, bo nigdy wcześniej z inną pomadką mi się to nie zdażyło.

Ocena : 4 + / 5

Cena: ?g ( brak gramatury na opakowaniu) / ok. 17zł

Dostępność: na stronie producenta


Jak Wam się podoba ten kolor?

środa, 14 maja 2014

IsaDora - Mascara Volume 2.0









Mój drugi tusz tej marki, którą uważam za bardzo dobrą i z powodu tego, że mam łatwy do niej dostęp to używam wielu jej kosmetyków. Ten tusz nie zachwycił mnie jednak na tyle, aby chcieć go mieć ponownie, ale jest dobry szczególnie do dziennego makijażu.

Szczoteczka na początku mi się nie spodobała, bo jest dla mnie zbyt gruba i włoski ma za krótkie, ale okazało się, że dobrze się nią maluje, a sam tusz nie jest ani za gęsty ani za wodnity, raczej taki kremowy. Nie brudzi powiek w trakcie nakładania, nie rozmazuje się ani nie kruszy.

Po dwóch warstwach rzęsy są przede wszystkim wydłużone, a pogrubienie jest mniejsze, choć też występuje. Jednak moim zdaniem ta maskara nie daje spektakularnego efektu i nałożenie trzeciej warstwy w sumie niewiele zmienia. Kosmetyk nie zaskakuje, ale jest dobry. Jednak na początku podobał mi się bardziej, teraz widzę, że nie wyróżnia się niczym nadzywczajnym.

Czerń jest mocna jak zresztą w większości tuszy tej marki. Kosmetyk demakijażowi poddaje się bez oporów nie musimy sięgać po tłuste dwufazówki.


Oceniam go o pół gwiazdki  niżej niż IsaDora Build Up Extra Volume, który również Wam pokazywałam, bo tamtym tuszem udaje mi się osiągnąć trochę lepszy, bardzej wyrazisty efekt.


Ocena : 4 - / 5

Cena: 12ml / ok. 50zł

Dostępność: w szafach IsaDora


Znacie tę maskarę?

wtorek, 13 maja 2014

Avon - Planet SPA- Bali Botanica- odświeżająca maseczka do twarzy








Dla mnie istnieją tylko naturalne maski glinkowe, bo tylko po nich widzę efekty. Nie lubię szczególnie masek
peel-off .  Pokazywana Wam dziś maseczka z linii Bali Botanica Avon´u w mojej ocenie jest średnia. Nie robi zbyt wiele i osobiście uważam, że nie jest warta zakupu no i oczywiście jak to w przypadku większości produktów tej marki ekstrakty roślinne są na samiutkim końcu składu.

Maseczka jest dość gęsta i ma wyjątkowo przyjemny słodkawy zapach kwiatów frangipani z delikatną nutką trawy cytrynowej, choć ją samą czuć zdecydowanie mniej. Ten aromat to wielki plus produktu, bo dzięki niemu jakoś uda mi się zmęczyć kosmetyk do końca. Maskę nakładamy na 5 min po czym zmywamy wodą. Już po chwili od nałożenia zastyga ona na skórze jak typowe maski z glinką z tą różnicą, że nie ściąga mocno skóry i jej nie wysusza. Zmywanie jej nie przysparza żadnych trudności.

Efekt jest ot taki sobie. Moja cera jest lekko zmatowiona, pory domknięte i to w zasadzie tyle. Nie zauważyłam nic więcej, a tytułowe odświeżenie daje mi zmycie maski woda:). Wiem, że wiele osób chwali ten kosmetyk, ale ja osobiście uważam, że to nic specjalnego i napewno nie nadaje się jako pomoc dla tłustej i trądzikowej skóry, a właśnie dla mieszanej i normalnej bez większych problemów.

Całkowicie obojętny mi produkt, ale że mnie nie zapycha i krzywdy mojej cerze nie robi to nie zaliczy kosza jak większość kosmetyków Avonu, a postaram się ją zużyć do końca.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 75ml / zależnie od promocji obecnie ok.10zł

Dostępność: Avon

Skład: Aqua, Hydrated Silica, Ethylhexyl Palmitate, Propylene Glycol, Glycerin, Isoceteth-20, Cocamidopropyl Betaine, Xanthan Gum, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Parfum, Disodium EDTA, Salicylic Acid, Dimethicone, Menthyl Lactate, Cymbopogon Schoenantus Extract, Plumeria Alba Flower Extract, CI 77891


Używałyście tej maseczki lub innego produkt z linii Bali Botanica?

niedziela, 11 maja 2014

Ingrid Cosmetics - Estetic lakier do paznokci odcień 97





Lubię takie odcienie żywej, błyszczącej czerwieni tym bardziej kiedy sam lakier jest prosty w obsłudze i malowanie nim zajmuje mało czasu tak jak w przypadku tego lakieru z linii Estetic. Do wyboru mamy dość dużo odcieni, ale moim zdaniem są one mało urozmaicone i dominują czerwienie, róże, fiolety i brązy. Przydałoby się coś bardziej szalonego, ale generalnie kolory są ładne.

Sam lakier ma spłaszczony pędzelek i bardzo fajną nie lejąca, ale i nie za gęstą konsystencję i dzięki temu aplikacja jest szybka i bezproblemowa. Jedna warstwa daje już widoczny kolor, ale lepiej dodać drugą dla pełnego efektu błyszczącego koloru. Zaskoczył mnie czas schnięcia, bo już po krótkiej chwili wszystkie paznokcie były całkowicie wysuszone!  Trwałość standardowa, czyli ok. 3-4dni, a potem lakier ściera się jak zawsze jednak ze zmywaniem też nie ma kłopotów. Używam zmywacza Isany, który usuwa ten lakier już za jednym pociągnieciem wacika, bez rozmazywania jak to się często zdaża w przypadku takich odcieni.

Wydaje mi się jednak, że lakier śmierdzi jakoś bardziej niż inne, a nie jestem na ten zapach zbyt wrażliwa, bo maluję paznokcie od lat. W tym wypadku jednak autentycznie zrobiło mi się niedobrze od tego ´´aromatu´´ , mimo, że zawsze staram się go nie wdychać i otwieram okno na czas malowania.
Druga sprawa to to, że lakier zawiera na pierwszym miejscu toluen co automatycznie skreśla go u mnie i niestety wyląduje on przez to w koszu. Wystrzegam się tego składnika jak i formaldehydu i nie wierzę, że są one konieczne w lakierach skoro inne mogą się bez nich obyć. Szkoda, bo z przyjemnością używałabym tego kosmetyku, bo jest on naprawdę niezły.

Ocena: 4 / 5

Cena: 10ml / ok. 4 zł

Dostępność: sklep online producenta


Jak wam się podoba ten kolor?

sobota, 10 maja 2014

Britney Spears - Island Fantasy EDT





Island Fantasy to najlżejszy ( również pod względem projekcji i trwałości) i najmniej słodki zapach z ´´bombkowej´´ serii od Britney, a że testuję jej zapachy z zainteresowaniem to nie mogłam sobie odmówić zakupu, choć nuty zapachowe nie są do końca ´´moje´´, ale na lato ta kompozycja jest jak znalazł!

Zapach powstał w 2013r. i zaliczany jest to kategorii kwiatowo-owocowej. Zgadzam się z tym jak najbardziej, bo wyraźnie czuć tu mandarynkę z wodną nutą arbuza wraz z delikatną frezją, a wszystko to dopełnia nutka cukrowa. To napewno nie jest słodziak i nie ma wiele wspólnego z pozostałymi ´´bombkami´´. Island Fantasy kojarzy mi się z wakacjami, zabawą w wodzie, kolorowymi drinkami, palmami. Jest łagodny i jest to zarówno wada jak i zaleta. Zaleta dlatego, iż nie zasładza i spokojnie mogą po niego sięgnąć również przeciwniczki typowych słodziaków, a wada ponieważ ja lubię kiedy zapach jest na mnie wyczuwalny do wieczora i nie znoszę się ´´dopsikiwać ´´ w ciągu dnia. Zapach owszem jest wyczuwalny przez otoczenie (  mojemu mężowi przypadł do gustu:)), ale mniej niż pozostałe z tej serii i nie trzyma się całego dnia ( u mnie ok. 4godz.) Dziwi mnie też fakt, że jest to woda toaletowa, bo inne´´ bombki´´ to EDP.  Jeśli miałabym porównać Island Fantasy do innych znanych kompozycji to napewno byłaby to Acqua di Gioia , jest tu też trochę z Light Blue i Naturelle Yves Rocher.

Flakonik według mnie najładniejszy z całej linii. Podoba mi się to przechodzenie kolorów z zielonego do błekitu.

Sam zapach jest fajny, miło się go nosi i polecam go na ciepłe dni. Rewelacji oczywiście tu nie ma, bo kompozycja jest dość prosta aczkolwiek i takie zapachy są czasem potrzebne, aby odetchnąć :).


Nuty zapachowe:

nuty głowy : cytrusy, klementynka,mandarynka, czerwone jagody, arbuz

nuty serca: jaśmin, fiołek, frezja

nuty bazy: piżmo, trzcina cukrowa


Ocena : 4+ / 5

Cena: za moje 50ml zapłaciłam 16€

Dostępność : perfumerie online


A wy, którą z´´ bombek´´ najbardziej lubicie?

czwartek, 8 maja 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - VitaCeric - serum rozświetlające do cery normalnej i suchej







Nie jestem miłośniczką kosmetyków napakowanych silikonami i sama takich nie kupuję. Jeśli serum to tylko z Biochemii albo inne naturalne.

To serum z nowej linii VitaCeric kompletnie mnie nie zachwyciło i zastanawiam się skąd ta cena?  Jaki jest sens płacenia blisko 90zł za kosmetyk, który w dużej mierze składa się właśnie z silikonów! Oczywiście wypróbowałam go dokładnie na trzy możliwe sposoby jakie podaje producent ( pod makijaż, solo i pod krem) i dla mnie nie dał on żadnego rezultatu i nie mam ochoty na dalsze używanie.

Zaczynając od opakowania to nie podoba mi się już to, że nie jest ono przezroczyste i ciężko kontrolowac ubytek produktu. Konsystencja jest średnio gęsta, ale kosmetyk nie pachnie za fajnie. To coś chemiczno-kosmetycznego, niby niezbyt agresywnego dla nosa, ale lepiej, aby tego zapachu w ogóle nie było. Co obiecuje się na opakowaniu? Poprawienie kolorytu, kondycji skóry, redukcję przebarwień, zapobieganie hiperpigmentacj i zwalczanie podstawowych oznaków starzenia.

Serum używane jako baza pod makijaż : zero rezultatów, podkład ani nie nakłądało się lepiej niż zwykle, a trzymał się tak samo dłużej jak zawsze, czyli do wieczora. Baza w ogóle tu w niczym nie pomogła.

Samodzielnie: zostawia trochę wyczuwalną warstwę i cera lekko się świeciła, ale nie miało to nic wspólnego z owym rozświetleniem. Moja tłusta cera jest teraz normalna i nie przetłuszcza się praktycznie w ogóle niestety to serum z nawilżeniem nie radzi sobie u mnie tak jakbym tego oczekiwała. Po niedługim czasie czułam, że przydałoby się nałożyć coś mocniej działającego. Generalnie oprócz wygładzenia typowego dla silikonów nie zauważyłam żadnych efektów działania produktu.

Pod krem:  Tu też bez fajerwerków. Owszem, z nawilżeniem było już lepiej, ale w dużej mierze to zasługa kremu niż tego serum. Tu też oprócz wygładzenia niczego więcej nie zaobserwowałam.


Skreślam ten kosmetyk także dlatego, że zauważyłam, iż po dłuższym używaniu zaczynał zapychać mi pory, a nie zmieniałam niczego w pielęgnacji.


Nie polecam, bo i po co skoro na rynku mamy pełno tego typu produktów za niższą lub podobną cenę, które coś robią, po których efekt pięknej cery jest zauważalny. To serum nie robi nic, więc nie widzę sensu jego dalszego stosowania i poprostu się go pozbędę.


Ocena: 2 / 5

Cena: 30ml / ok. 90zł ( choć widziałam trochę taniej)

Dostępność : Sephora, sklepy online


Skład: Aqua, Dimethicone, Isodecane , Triethylohexanoin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Glycerin, Lauryl PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Ethylhexyl Palmitate, Alcohol Denat, Vinyl Dimethicone/Methicane Silsesquioxane Crosspolymer, Cyclopentasiloxane, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Polysilicone 11, Dimethicone Crosspolymer, Sodium Citrate, Prunus Amygdalus Dulcis ( Sweet Almond) Seed Extract, Citrus Aurantium Dulcis ( Orange) Extract, Alcohol, Papain, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Ethylene/ Methacrylate Copolymer, Silica Dimethyl Silylate, L-Thioproline, Lecithin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Isopropyl Titanium Triisostearate, Caprylyl Glycol, Hydroxycellulose, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Silybum Marianum ( Lady´s Thistle) Extract, Dextran, Nonapeptide-1, Phenoxyethanol, Dipropylene Glycol, Hexylene Glycol, Parfum, Mica, CI 77891, CI 19140, CI 16035


Znacie kosmetyki z linii VitaCeric?






środa, 7 maja 2014

Alterra-masło do ciała Winogrona i Kakao












Masła do ciała lubię chyba nawet bardziej niż inne mazidła. Lepiej radzą sobie z moją suchą skórą, no i przeważnie zamknięte w słoiczkach, a taka forma opakowanie też należy do moich ulubionych.

Masło Alterry przypadło mi do gustu z początku za sprawą ciekawego zapachu. Połączenie winogron i kakao daje coś na kształt rodzynek w gorzkiej czekoladzie ( przy czym ten aromat nie jest jadalny i nie czuje się nim oblepiona), ale generalnie ciężko go sprecyzować, bo np. mojemu mężowi od razu skojarzył się z woskiem pszczelim :)  Nie sądzę, żeby ten zapach mógł kogoś odrzucić, bo nie jest natarczywy, choć utrzymuje się jakiś czas na skórze.

Kosmetyk zawiera masło kakaowe, olej z pestek winogron, masło shea i mango. Nie jest typowym ´´tłuściochem´´ i z powodzeniem nada się zarówno do skóry normalnej jak i suchej. Jego konsystencja zdziwiła mnie na początku , bo w opakowaniu kosmetyk jest zwarty, nie leje się. Na skórze co prawda zostawia minimalnie wyczuwalny film, ale wchłania się in całkowicie po niedługim czasie i zaraz można się ubrać.

Rezultaty używania tego masła są bardzo dobre.Moja skóra jest mocno odżywiona, bardzo gładka i nawilżona, a taki stan utrzymuje się przez kilka dni. I szkoda tylko, że opakowanie ma zaledwie 200ml, bo masła zużywam w szybkim tempie i to na długo mi nie wystarczy.


Ocena : 5 / 5

Cena: 200ml / ok. 13zł

Dostępność: Rossmann


Skład: Aqua, Alcohol, Glycine Soja Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Helianthus Annus Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera Seed Oil, Tocopherol, Theobroma Cacao Seed Butter, Mangifera Indica Seed Butter, Xanthan Gum, P- Anisic Acid Parfum, Sodium Hydroxide, Helianthus Annus Seed Oil


Lubicie kosmetyki Alterra?

poniedziałek, 5 maja 2014

Clochee- wygładzający olejek do demakijażu






Do demakijażu twarzy od dawna używam olejów i nie mam zamiaru tego zmieniać, bo tylko one perfekcyjnie radzą sobie z usunięciem podkładu,a  przy tym nie przesuszają cery. Do niedawna moim ulubieńcem był olejek Kanebo Impress IC Brightening Make Up Off, ale nie mogę go już nigdzie dostać i jego miejsce zajął olejek z Biochemii, choć chętnie testuję inne z tej kategorii.

Jednym z nich jest ten oto olejek marki Clochee, który zawiera olej ze słodkich migdałów i sesamu, a nie posiada parabenów, parafiny i silikonów. Dla mnie to wielki plus!  Ma postać żółtawego, dość lejącego olejku, który nakładamy na suchą skórę, masujemy i spłukujemy wodą.Pachnie typowo jak olej ze słodkich migdałów, czyli bardzo delikatnie.  Olejek nie robi piany i nie jest ona konieczna, bo podkład i puder pięknie się rozpuszczają , a cera była idealnie czysta co potwierdziło się kiedy chciałam usunąć ewentualne pozostałości płynem micelarnym - nie było czego usuwać, twarz była oczyszczona na piątkę,a  przy tym cudownie gładka i miękka. Jednym słowem rewelacja!

Jednak widzę też wadę, bowiem producent obiecuję, że ów olejek usuwa także makijaż wodoodporny, więc spróbowałam usunąć nim tusz, wododoporny liner i cienie i niestety słabo to wyszło. Olejek strasznie te kosmetyki rozmazywał,a im więcej masowałam, żeby je rozpuścić tym było gorzej. Owszem, udało mi się zmyć wszystko, ale trwało to zdecydowanie dłużej niż gdybym sięgnęła po wacik z płynem do demakijażu oczu. Dlatego poprzestaję na używaniu tego olejku jedynie do  zmywania podkładu. 

Drugim minusem jest dla mnie opakowanie. Niby porzadne i ładnie wykonane, ale nie da się kontrolować ilości ubywającego produktu, bo jest nieprzezroczyste. 

Myślę jednak, że kosmetyk tak czy siak jest godny polecenia, bo perfekcyjnie wygładza cerę i rzeczywiście dzięki niemu pozbędziemy się makijażu z twarzy. 

Ocena:  4 / 5

Cena: 250ml / ok. 40zł

Dostępność: online


Skład: Sesamum Indicum ( Sesame) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis ( Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Sorbitan Laurate (and) Polyglyceryl-4 Laurate (and) Dilauryl Citrate (and) Aqua, Dehydroacetic Acid (and) Benzyl Alcohol ( and) Aqua, Citrus Sinensis (and) Eugenia Caryophyllus (and) Myrystica Fragrans (and) D-Limonene (and) Eugenol



Znacie ten olejek? Który olejek do demakijażu jest waszym ulubionym?

niedziela, 4 maja 2014

Lumene Wild Rose Lip Shine nr 04 Dew










Szminkę kupiłam już jakiś czas temu, ale szczerze mówiąc nie używam jej zbyt często, bo mam tyle innych,a ta w sumie nie wyróżnia się niczym nadzywczajnym. Nie jest zła, ale znam lepsze. Spodobał mi się kolor 04 Dew,  ( na pierwszym zdjęciu kolor jest trochę przekłamany, to róż amarantowy) i posiada on dość dużo srebrnych drobinek, które na ustach w świetle są słabo widoczne, no chyba ze z bliska. Niestety te drobinki nie schodzą razem ze szminką, ale zostają na ustach kiedy kolor zniknie. Na szczęście to nie jest brokat, więc nie rzucają się one w oczy.

Szminka ma ponoć właściwości nawilżające i zawiera olej z nasion owocu dzikiej róży arktycznej. Do wyboru mamy niewiele, bo jedynie 9 odcieni i oprócz 04 żaden mi się nie spodobał. Konsystencja jest lekka,ale trzeba uważać w ciepłe dni, bo szminka lubi się topić w opakowaniu, choć niby nie jest ´´maślana´´.  Nadaje wykończenie podobne do błyszczyków, z lekkim połyskiem, a kolor jest także widoczny, choć to nie szminka mocno kryjąca i nada się raczej na dzień.

Zapach jest trudny do sprecyzowania, jakby kosmetyczny ze słabo wyczuwalną nutą ´´czegoś jeszcze´´, ale absolutnie nie mogę skojarzyć co to może być. Ważne, że nie drażni i nie jest intensywny.

Niestety posiada dwie wady: wysusza mi usta ( a niby jest nawilżająca!) i nie ma mowy, żeby nałożyła ją bez balsamu´´ pod spód´´. W ogóle usta do niej muszą być w dobrej kondycji, bo inaczej podkreśla wszystkie suche skórki. Druga sprawa to nienajlepsza trwałość. U mnie wytrzymuje jedynie 2 godz i to bez jedzenia i picia. Tak może zachowywać się zwykły błyszczyk, ale od szminki oczekuję więcej.

Nie kupię więcej, bo niczym mnie nie ujęła. Lumene ma lepsze pomadki.

Ocena: 4 - / 5

Cena: 3,8g / ok. 10€

Dostępność: w Finlandii wszędzie w szafach Lumene


Używałyście szminek tej marki?

sobota, 3 maja 2014

Britney Spears- Circus Fantasy EDP








Testuję zapachy panny Spears  z ciekawością i z linii Fantasy został mi tylko ciemnoniebieski Midnight, a chciałabym też sprawdzić Radiance.

Circus Fantasy nie dawał mi spokoju od dawna i bardzo ucieszyłam się kiedy otrzymałam ´´używkę´´, choć z drugiej strony miałam obawy, że będzie to kopia różowego Fantasy i znowu będę miała cukrową bombę, która zasłodzi otoczenie i mnie. A jednak nie! W tej dość nieładnej jasnoniebieskiej flaszeczce siedzi wyjątkowo przyjemny zapach, który od razu mi sie spodobał i po skończeniu tej niewielkiej pojemności, którą mam muszę kupić 100ml :)

Przede wszystkim doceniam to, że Circus nie powala mnie ulepną słodyczą i nie jest taki intensywny jak jego różowy brat, bo dzięki temu śmiało mogę go nosić latem i nikt nie będzie narzekał, a i ja nie będę się czuła jak chodzący cukierek. Jednak, żeby była jasność : ten zapach jest słodkawy, ale moim zdaniem nie do końca ´´jadalny´´ jak pozostałe z tej serii. Główną rolę odgrywa tu malina wraz z kwiatami ( to chyba ten kwiat moreli i orchidea). Nie rozwija się jakoś bardzo , ale mnie to nie przeszkada, bo naprawdę dobrze się w nim czuję i używam na nieformalne okazje tak na codzień.

Kompozycja pochodzi z 2009r. i zakwalifikowano ją do kategorii kwiatowo-owocowej. Flakonik jest chyba najgorszy z całej serii. Nie podoba mi się to połączenie kolorów aczkolwiek to według mnie nie aż tak istotne. Natomiast trwałość jest trochę gorsza, bo zapach nie wytrzymuje u mnie całego dnia i staje się bliskoskórny po ok. 5godz.

Razem z Believe to dla mnie najlepsze zapachy od Britney :) Polecam na wiosnę i lato amatorką umiarkowanej słodyczy.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: malina, kwiat moreli, cukier

nuty serca: orchidea, piwonia, lilia wodna

nuty bazy: wanilia, nuty słodkie, piżmo, nuty drzewne, fiołek

Ocena: 5 / 5

Cena: zapach dostępny w poj. 30, 50 i 100ml, moje 30 można dostać za ok. 10€

Dostępność: perfumerie online



PS. Tu możecie zobaczyć reklamę tych perfum. Mnie osobiście się ona nie podoba. Nie ma w niej nic ciekawego i w zasadzie nie zachęca ona do poznania zapachu.




Znacie ten zapach?

czwartek, 1 maja 2014

Delia - Reconstructor- olejek do paznokci









W parze z wcześniej pokazywaną wam odżywką z Delii z serii Reconstructor używałam tego oto olejku, który jednak okazał się tak samo beznadziejny i u mnie w ogóle się nie sprawdził zatem dalsze używanie nie ma dla mnie sensu i kosmetyk wyląduje w koszu.

Jak widzicie olejek jest trójkolorowy. Ładnie to wygląda. Oczywiście przed użyciem musimy wstrząsnąć buteleczką i możemy nakładać preparat na czyste paznokcie. Olejek jest dość tłusty dlatego trzeba go dobrze wmasować. Pachnie delikatnie, jakby kosmetyczno-owocowo, choć jest to wyczuwalne tylko kiedy powącha się bezpośrednio z otwartej buteleczki.

Jak radzi producent olejek nakładałam 2 razy w tygodniu, ale tylko wieczorem, bo w czasie dnia nie miałam na to czasu. Spodziewałam się przynajmniej nawilżenia płytki paznokcia, bo raczej nie wierzę, że taki produkt może zregenerować, odżywić i wzmacniać ( a to obietnica na opakowaniu!). Moje paznokcie nie są jeszcze w najlepszym stanie i ten olejek w parze z odżywką w ogóle im nie pomógł. Nawilżył krótkotrwale, bo na drugi dzień paznokcie znów były suche, natomiast ani trochę nie zregenerował ich i nie wzmocnił. Paznokcie pozostały takie samej jak przed rozpoczęciem 2 miesięcznej kuracji, na dłuższe używanie tego duetu nie mam ochoty.

W składzie mamy olejek migdałowy, witaminę A, E i C, olej jojoba i niestety parafinę i parabeny.

Mnie ten olejek nie pomógł, ale nie wykluczone, że sprawdziłby się u was dlatego sprawdzcie same:)

Ocena: 2 / 5

Cena:  14ml / ok. 10zł

Dostępność: online lub mniejszych drogeriach

Skład: PEG-7 Glyceryl Cocoate, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopheryl Acetate, Octyldodecanol, Lecithin, Arachidynyl Propionate, Retinyl Palmitate, Ethyl Linoleate, Ethyl Linolenate, Ethyl Oleate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Methylparaben, Propylparaben, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Aqua, Parfum, CI 4700, CI 14700

Używałyście kosmetyków z serii Reconstructor?