czwartek, 31 lipca 2014

Zużycia miesiąca - lipiec 2014



W tym miesiącu udało mi się zużyć zaledwie kilka produktów. Mam nadzieję, że w następnym będzie lepiej :)



1. Oceanic- AA- Sensitive Nature SPA- wygładzający krem do rąk  Kokos

Uwielbiam nutę wszystko co kokosowe nie tylko w kosmetykach, ale ten krem nie pachnie tak jakbym sobie tego życzyła. Zapach jest kosmetyczny, nawet podchodzi lekko pod chemię i jeśli już to bardziej kojarzy mi się z mlekiem kokosowym, którego aromat nie bardzo lubię ( ale używam w kuchni). Krem zawiera masło shea, betainę, cucurbitynę z nasion dyni i organiczną wodę z kwiatów ylang-ylang, a nie zawiera olejów mineralnych, silikonów, PEG i glikolu propylenowego. Jest średnio gęsty i o ile nie nałożymy go za dużo to wchłania się bardzo szybko i nie jest tłusty, Jednak w mojej ocenie nie nadaje się do skóry rąk wymagającej i raczej nie na zimę. Męczyłam go dość długo i cieszę się, że´´ mam go już z głowy´´, bo niczym mnie nie zachwycił. Trochę nawilża, wygładza i to tyle. Nadaje się jako krem torebkowy, ale do zadań specjalnych napewno nie. No i nie uważam, aby był wart tych 30zł jakie życzy sobie za niego producent na swojej stronie internetowej.


Ocena : 3 + / 5

Cena : 100ml / ok. 30zł

Dostępność : strona producenta


Skład: Aqua, Butyspermum Parkii (Shea) Butter, Betaine, Parfum, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Octyldodecanol, Glyceryl Stearate Citrate, Simmondsia Chinesis (Jojoba) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Coco-Caprylate/Caprate, Cucurbita Pepo Seed Extract, Cananga, Odorata Flower Water, Beta-Glucam, Xylitylglucoside, Hexyldacanol, Hippophae, Rhamnoides Seed Oil, Hexyldecyl Laurate, Xylitol, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Anhydroxylitol.


2. Joanna - Z Apteczki Babuni- krem zmiękczający do stóp


To było moje drugie opakowanie tego kremu i chętnie kupiłabym go znowu, bo jest naprawdę dobry do suchej skóry stóp. Zawiera mocznik i masło shea, jest trochę tłusty i bezpośrednio po nałożeniu trzeba dać mu kilka minut na wchłonięcie inaczej będzie my ślizgać się po podłodze. Zapach jak dla mnie jest neutralny. Krem bardzo dobrze poradził sobie z odżywieniem i nawilżeniem, a efekt ten nie znikał rano jak to miało u mnie miejsce po innych tego typu kremach. Warto go wypróbować!

Ocena : 5 / 5

Cena: 100g / ok. 8zł

Dostępność : m.in Rossmann

3. Nature´s Gate - Natural Toothpaste For Kids


Tę pastę akurat zużyło moje dziecko nie ja :) To pasta bez fluoru, całkowicie naturalna o delikatnym wiśniowym smaku. Nie pieni się , ma taki lekko beżowo-bezbarwny kolor. Dobrze myje i jest bezpieczna w przypadku połknięcia. Ja kupuje tylko naturalne pasty dla swojego dziecka, więc mam porównanie. Ta jest bardzo dobra!

Ocena : 5 / 5

Cena: 141g / płaciłam ok 4 $

Dostępność : iherb


4. Colodent - Super Biel


Tak jak lubię pasty Colodent tak Super Biel jest dla mnie ot ´´taka sobie.´´ Myć myje, pieni się trochę mniej niż inne pasty tej marki, ale moim zdaniem na krócej odświeża oddech i ma łagodniejszy posmak ( co dla jednych będzie wadą ,a  dla innych zaletą). Nie wyróżnia się absolutnie niczym na tle innych past i dlatego już do niej nie wrócę. W kwestii wybielenia nie zauważyłam różnicy, ale moje zęby są z natury białe.


Ocena 3 + / 5

Cena: 100ml / ok. 5zł

Dostepność  : Rossmann, supermarkety





5. Pat&Rub - mydło z przyprawami korzennymi

Bardzo lubię kosmetyki tej marki, choć dalej będę się upierać, że ich ceny są nieco zawyżone i napewno nie na każdą kieszeń i dlatego ucieszyłam się kiedy dostałam to mydełko, choć jest ono małe, bo ma tylko 100g! Używałam go do mycia całego ciała, bo szkoda mi go było tylko do rąk. W działaniu jest naprawdę dobre, bo przede wszystkim nie przesusza skóry  i jej nie ściąga jak zwykłe mydła i mogłam się czasem obejść bez smarowania po prysznicu, choć teraz częściej mi się to zdaża, bo moja skóra przestała szaleć i być  nadmiernie przesuszoną. Mydło dobrze się pieni i przepięknie cynamonowo pachnie, ale ten zapach jest słabo wyczuwalny w czasie mycia, a szkoda!

Zawiera olej kokosowy, z orzeszków ziemnych, rycynowy, winogronowy i masło shea, a także przyprawy korzenne i olejków eterycznych z cynamonowca, mandarynki i pomarańczy.

To naprawdę fajne i naturalne mydełko, które spełnia swoją rolę pielęgnacyjno - myjącą w 100%  tyle tylko, że jak dla mnie ma 2 wady :  okropnie rozpływa się w mydelniczce już po 2 tyg używania, a zaznaczam, że nie trzymałam mydelniczki pod prysznicem tylko z dala od niego, a mydło i tak po niedługim czasie straciło kształt i stało się poprostu nieestetycznie wyglądającą breją, która pobrudziła całą mydelniczkę. Druga sprawa to cena. Mydło kosztuje 25zł i według mnie to trochę za dużo. Rozumiem, że jest całkowicie naturalne, ale bez przesady...Niemniej polecam!

Ocena : 4 + / 5

Cena: 100g / 25zł

Dostępność : strona producenta


A jak u Was ze zużyciami w tym miesiącu ?

środa, 30 lipca 2014

Dax Cosmetics - Sun- wysoko wodoodporny krem do twarzy na słońce SPF 30









Co roku mam problem z wyborem odpowiedniego kremu z filtrem SPF 30 ( niższych tj. 15 używam w pozostałe pozostałe pory roku). Praktycznie każdy taki krem jest dla mojej cery za tłusty, zapycha, bieli i nie nadaje się pod makijaż dlatego kiedy wpadnie mi w ręce nowy taki specyfik zawsze się martwię co to będzie. Tym razem jednak jestem zadowolona, bo krem naszej rodzimej marki Dax Cosmetics okazuje się dobry.

Nakładam go ( jak i inne tego typu kremy)  zawsze na lekki krem nawilżający lub nawilżająco -matujący po czym odczekuję ok. 10min i zabieram się za aplikację podkładu. Duży plus za to, że krem nie jest kolejnym´´ tłuściochem´´ i nie oblepia skóry, nie zostawia na niej nieprzyjemnego filmu ( oczywiście trzeba dać mu tę chwilę na wchłonięcie!), nie roluje się też pod żadnym używanym przeze mnie podkładem ani kremem CC. Sam cery oczywiście nie matuje, ale wraz z odpowiednim podkładem i obsypany pudrem już tak (a przynajmniej u mnie) i moja cera nie świeci się praktycznie przez cały dzień, ale zaznaczam tu, że obecnie mam cerę, która mało się przetłuszcza i do takiej poleciłabym ten krem, a także do suchej i normalnej.

Kolejna zaleta to to, że nie bieli, a wiem co mówię, bo do szału doprowadzają mnie takie bielące mazidła, które sprawiają, że wygląda się jak duch i nijak nie da się wyjść z taką twarzą z domu. Tu tego na szczęście nie ma. Poza tym krem rzeczywiście nawilża i wygładza skórę, nie zapycha porów, choć niestety zawiera parafinę i za to odejmę jedną gwiadkę. W składzie mamy też olej arganowy, wyciąg z nasion drzewa Tara, glicerynę i d-panthenol. Zapach niespecjalnie przypadł mi do gustu. Jest taki chemiczno-kosmetyczny  i trochę kojarzy mi się z proszkiem do prania, ale nie jest intensywny.

Chronić rzeczywiście chroni, bo obecnie mam tutaj niezłe upały, słońce świeci jak szalone, a moje niewielkie przebarwienia na twarzy się nie powiększyły ani nie wyskoczyły mi nowe. Jednak w ogóle się nie opalam i nie wystawiam się świadomie na słońce. No i nie testowałam go pod względem wodoodporności.


Lubię ten krem i teraz często go używam. Polecam go, jeśli szukacie czegoś  ochronnego do twarzy z sensownym filtrem.


Ocena : 4 / 5

Cena: 50ml / ok. 14zł

Dostępność : m.in Rossmann


Skład: Aqua, Octocrylene, Iodecyl Neopentanoate, Diisopropyl Sebacate, Lauryl Lactate, Butyl Methoxydibenzolmethane, Glycerin, Ethylhexyl Triazone, Caprylic / Capric Triglyceride, Panthenol, Hydrolized Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Polyester 5. Dimethicone, Paraffinum Liquidum, Gossyplum Herbaceum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Gossypium Hirsutum, Extract, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Ethylhexylglycerin, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Parfum 


A jaki krem SPF 30 Wy najbardziej lubicie ?

wtorek, 29 lipca 2014

Balmain - Texturing Salt Spray









Co roku latem stawiam na tzw. plażowy look i w tym celu używam wody z solą morską. Rok temu używałam tej od Tigi, ale kompletnie mi nie pasowała i kiedy w pewnym magazynie przeczytałam o kosmetykach do włosów w tym sprayu z solą znanego domu modu Balmain od razu wyruszyłam na poszukiwania i ku mojemu zdziwieniu zdobyłam go w tutejszej perfumerii.

Używam go w nastepujący sposób :  po umyciu włosów i nałożeniu pianki dodającej objętości psikam włosy kilka razy i je ugniatam po czym pozostawiam do wyschnięcia na noc. Już w trakcie owego ugniatania tworzą mi się śliczne loczki i fale co nie udaje się przy użyciu innych kosmetyków.
Preparat lekko włosy usztywnia i może też delikatnie je posklejać jeśli przesadzimy z nakładaną ilością o czym trzeba pamietać. Rano budzę się z burzą wyjątkowo efektownych loczków i fal przy przy czym fryzura wygląda lekko i typowo wakacyjnie i taki look trzyma się u mnie aż do następnego mycia włosów, czyli 2 dni z tym, że włosy nie są przesuszone, ale lekko zmatowione i o to tu chodzi, mają wyglądać jak po kąpieli w morzu kiedy potem naturalnie wyschły na słońcu.


Spray pachnie przyjemnie, choć nie umiem tego zapachu określić. Mnie kojarzy się poprostu z dobrej jakości preparatami do włosów. Nie jest to jednak aromat bardzo intensywny, choć bezpośrednio po spryskaniu czuć go na włosach. Pewnie zauważyłyście w składzie dodatek alkoholu. Mnie on na początku przeraził, bo kategorycznie się go wystrzegam, ale tu nie robi on włosom krzywdy i jak już wspomniałam wcześniej nie sprawia, że są nadmierne przesuszone aczkolwiek osobiście używam tego sprayu tylko raz w tygodniu i potem myję włosy mocno oczyszczającym szamponem i nakładam nawilżającą maskę.  Myślę, że gdybym pokusiła się o stosowanie tej wody dużo częściej czupryna  mogłaby zdradzać objawy suchości dlatego polecam umiar w stosowaniu tego typu produktów.


Jak dla mnie jest to jednej z najlepszych takich specyfików i jeśli dalej będzie u mnie bez problemu dostępny to nie będe rozglądała się za innym, podobnym. Tak bardzo podoba mi się po nim wygląd moich włosów, że koniecznie muszę kupić na zapas następne opakowanie :)


Ocena : 5 / 5

Cena 200ml / zapłaciłam 18,90€

Dostępność : nie wiem jak z dostępnością w Polsce, ja kupiłam w Finlandii w Sokos



A czy Wy używacie sprayów z solą morską ?

niedziela, 27 lipca 2014

Soraya - 10min na... Perfekcyjne Oczyszczenie - glinkowa maseczka do cery tłustej i mieszanej




Jako fanka maseczek z glinką ucieszyłam się, kiedy w ręce wpadła mi ta oto maseczka Sorai, bo czytałam , że wiele dziewczyn ją sobie chwali. Według mnie jest ona całkiem dobra, ale nie widzę w niej jakieś rewelacji.

Na oczyszczoną peelingiem skórę nakładałam tę jasnozieloną, pachnącą jakby proszkiem do prania ( tak typowo kosmetycznie-chemicznie, ale nie drażniąco)maź i pozostawiałam  na przykazane 10min. Już po chwili od aplikacji maska zasycha i lekko ściaga skórę, co jednak mi zupełnie nie przeszkadza i nie zraszałam jej wodą w sprayu ani niczym innym. Wiem, że wielu osobom  mocno przeszkadza to, że większość glinkowym masek ściąga skórę w czasie zasychania, ale ja nie widzę w tym problemu i nigdy nie daję za to minusa.

Kosmetyk zmywa się bardzo łatwo i szybko, a efekty ? Moja cera była po niej gładka, miła w dotyku, delikatnie zmatowiona i nie przesuszona, a pory niewidoczne. Tak działa na mnie większość takich drogeryjnych masek i nie widzę w tym wielkiego WOW, ale jest naprawdę dobrze. Nie walczę z wypryskami i z mocno przetłuszczającą się cerą, więc nie wiem jak kosmetyk na taką by podziałał.

Jak informuje producent jedna saszetka ( a jest ich dwie) wystarcza na 2 zastosowania, choć mnie obie wystarczyły na 6 zabiegów, a nie żałowałam jej sobie. Denerwuje mnie właśnie tylko to opakowanie, bo nie znoszę takich saszetek i zawsze muszę kombinować jak tu zamknąć otwarte opakowanie, żeby zawartość nie wyschła. Dużo lepiej sprawdziłaby się nawet niewielka tubka!


Czy polecam? Myślę, że jak najbardziej można przetestować szczególnie jeśli w planach mamy ważne wyjście lub poprostu chcemy sobie umilić wieczór i zafundować takie małe domowe SPA :)


Ocena : 4 / 5

Cena: 10ml / ok 3zł

Dostępność : m.in. Rossmann





Używałyście tej maseczki?

sobota, 26 lipca 2014

Guerlain - Aqua Allegoria - Limon Verde EDT






Najnowszy zapach z linii Aqua Allegoria zainteresował mnie jeszcze zanim pojawił się w perfumeriach, bo zastanawiłam się co kupić sobie na lato i jako, że wszelkie kompozycje Guerlain zawsze bardzo mnie interesują,więc bez oporów kupiłam flakon kiedy tylko pojawił się na Truskawce.

Chciałam czegoś świeżego, aromatycznego z niewielką kroplą słodyczy. Czegoś co orzeźwi mnie w upalny dzień i nie zamęczy ani mnie ani otoczenia. Limon Verde taki właśnie jest! Orzeźwia jak szklanka domowej lemoniady  pita w ogrodzie gdzieś w tropikalnym kraju. Czuć wyraźnie świeżą, tryskającą sokiem limonkę i przekrojone soczyste owoce ( szczególnie figi),a także zielone liście lekko rozgniecione w dłoniach. Dodatek trzciny cukrowej całość delikatnie osładza, ale w żadnym wypadku nie można tu mówić o jakieś nachalnej słodyczy i nie jest to napewno żaden zamulający słodziak! Za to rewelacyjnie pobudza i dodaje energii. Świetnie nosi mi się go właśnie w takie gorące, letnie dni jakie teraz tu panują, kiedy temperatura sięga 30stopni,a  wtedy mam właśnie ochotę na spacer brzegiem morza, gdzie czuć w włosach powiew wiatru, a nad głową przelatują skrzeczące mewy. To zapach wakacji i odpoczynku.

Jako, że jest to woda toaletowa nie spodziewałam się nadzywczajnej trwałości, ale jest dobrze. Spokojnie wytrzymuje u mnie ok 4-5godz, choć po 3 godz jest wyczuwalna raczej już blisko skóry.



Dla mnie to świetna propozycja na tegoroczne lato i mam nadzieję, że Thierry Wasser na kolejny sezon  stworzy coś równie ciekawego!


Nuty zapachowe : 

nuty głowy:  limonka

nuty serca : nuty zielone, tropikalne owoce, figa, trzcina cukrowa

nuty bazy : fasola tonka


Ocena : 5 / 5

Cena: za moje 75 ml zapłaciłam  55€

Dostępność : kupowałam na Truskawce


Znacie już ten zapach?  Jaki jest Wasz ulubiony zapach na lato?

czwartek, 24 lipca 2014

Moje nowe nabytki z iherb i nie tylko...



Przybyło mi parę nowych kosmetyków. Jedne zamówiłam jak zawsze z iherb, a drugie dostałam w paczce z Polski :)







1. Kirk´s Castile - bezzapachowe mydełka kokosowe bez chemii, bez syntetycznych detergentów.

2. Queen Helene - Mud Pack Masque - maska do twarzy z glinką i kaolinem

3. Syrop z Agawy - u mnie musi być zawsze tak samo jak syrop klonowy

3. Monoi Tiki Tahiti - naturalny olejek kokosowy i z kwiatów Tiare

4. dwie tubki żeli do zębów bez fluoru dla dzieci : Jason Natural- Kids Only! o smaku pomarańczowym, Branam - żel do zębów z ksylitolem o smaku gumy do żucia





5. Mustela - 9 miesięcy - Szybki Komfort Nóg- żel na zmęczone nogi ( użyłam już kilka razy i nie jestem niestety zadowolona : / )

6. Bielenda - arbuzowy peeling do twarzy

7. Nuxe- Reve de Miel - ultraodżywczy balsam do ust



Od jakiegoś czasu szukałam też dobrej i prostej w obsłudze lokówki i na nic rewelacyjnego nie mogłam natrafić, bo moje włosy są śliskie i niepodatne na kręcenie za pomocą takich urządzeń (ale co dziwne kręcą się kiedy jest wilgotno, można je też bez problemu pofalować i pokręcić używając sprayu z wodą morską, a zwykłą lokówką nie). Aż tu trafiłam na absolutną nowość, czyli Babyliss Curl Secret. Poczytałam, przetestowałam w sklepie i zdecydowałam, że musi być moja i naprawdę było warto!  Opiszę jej działanie w osobnej notce.









Jak Wam się podobają moje nowe nabytki ?  Coś Wam szczególnie wpadło w oko?

środa, 23 lipca 2014

DelaWell - peeling witaminowy w żelu do rąk, stóp i ciała




Kolejny i mam nadzieję, że ostatni produkt tej marki, który miałam okazję wypróbować jeśli wszystkie one są takie przeciętne...

Przede wszystkim nie przemawia do mnie forma żelu, bo w tym wypadku do czynienia z ´´zielonym glutem´´, który trzeba ostrożnie nabierać, bo lubi ot tak sobie spadać na ziemię. Drobinkami ściernymi są tu drobiny z łodyg bambusa i witamina E,a  całość pachnie identycznie jak pozostałe kosmetyki z tej żelowej serii, czyli niezbyt ładnie roślinno-kosmetycznie.

Sam peeling w działaniu jest mocno średni i dla mnie zwolenniczki konkretnych drapaków jednak zbyt łagodny, choć drobiny są wyczuwalne na skórze. Używam go raz w tygodniu na całe ciało i o ile sprawdza się w przypadku ramion to już przy łydkach, pośladkach i udach naprawde mógłby być mocniejszy w działaniu, bo w tych rejonach przydaje się silniejsze złuszczanie martwego naskórka.







Do dłoni i stóp jak sugeruje producent u mnie się nie nadaje. Do stóp był zdecydowanie za słaby i nie czułam żadnego działania. Natomiast skórę rąk ściągał i wysuszał i szybko zrezygnowałam ze stosowania go na te miejsca. Nawilżać napewno nie nawilża, bo ja po użyciu na całe ciało koniecznie muszę nałożyć balsam.


To taki peeling, który niby coś robi, ale nie do końca. Używam go, bo krzywdy mi nie robi , ale kupowanie go raczej nie ma sensu.


Ocena : 3 - / 5

Cena : 260ml / ok. 35zł

Dostępność : strona producenta


Skład: Aqua, Glycerin, Bambusa Arundinacea Steam Powder, Olea Europaea ( Olive) Leaf Extract, Methyl Gluceth-20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Sodium Phytate, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Alpha Isomethyl Ionone, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citral, Citronellol, Gernaiol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl-3 Cyclohexene Carboxaldehyde, Isoeugenol, Limonene, Linalool, Lactose, Microcrystalline Cellulose, Tocopheryl Acetate, CI 77491, CI 19140, CI 42090



A jaki peeling do ciała Wy lubicie najbardziej?

wtorek, 22 lipca 2014

Garnier - Oil Beauty - odżywcze mleczko do ciała z olejkami




Lubię mleczka do ciała Garniera z serii 7 dni w zielonych butelkach, no i są one tu powszechnie dostępne, więc jeśli w sklepie akurat nie ma wyboru odpowiedniego nawilżacza do ciała ( a czasem naprawdę nie ma!) to biorę właśnie to mleczko.

Z kolei ta nowość z linii Oil Beauty powinna także przypaść mi do gustu, bo zawiera olejek arganowy, makadamia, migdałowy i różany. Szkoda tylko, że znalazło się też miejsce dla parafiny, a wspomniane olejki zostały zepchnięte niżej. Jestem zdeklarowaną przeciwniczką dodawania parafiny i nie wiem po co producent się tu na nią zdecydował skoro olejki przecież by ją zastąpiły, bo nie jest ona w żadnym wypadku konieczna. Kosmetyk przeznaczony jest dla skóry suchej, pozbawionej blasku i mamy się spodziewać, że nie będzie tłusty, nie będzie się kleił,a  szybko wchłaniał. Tak jednak nie jest.



Jak na mleczko to jest ono gęste, żółtawe, a zapach miał chyba przypominać olejek różany, ale jest dziwny, trochę mdły, choć na szczęście´´ nie daje po nosie´´.  W kwestii działania jest akurat dobrze, bo mleczko rzeczywiście wygładza i odczuwalnie nawilża skórę nawet na długo tyle tylko, że na obecną porę roku jest dla mnie za ciężkie. Nie wchłania się od razu, a zostawia film na skórze na kilka minut i w ciepłe dni daje okropne uczucie pocenia się. Chyba wiecie co mam na myśli?  Skóra jakby się dusiła, jest oblepiona i zaczyna się pocić. To strasznie niemiłe uczucie! Dlatego też nie polecam tego produktu posiadaczką skóry bezproblemowej, normalnej, no i napewno nie na gorące lato.


Rozświetlenia jako tako nie zauważyłam chyba, że producent miał na myśli blask zdrowej skóry, bo mleczko nie zawiera żadnych drobinek. Denerwuje mnie tylko ta niepręczna butelka, bo nie można kontrolować ubytku kosmetyku,a  pompka nie da rady wycisnąć nam go do końca, więc pod koniec będzie trzeba przeciąć opakowanie. Wolałabym słoiczek bądź tubę.


Podsumowując : ja po skończeniu opakowania drugi raz po niego nie sięgnę, ale nie jest to zły produkt, bo spełnia swoją rolę odżywczą i nawilżającą dlatego myślę, że jeśli narzekacie na suchą skórę i nie macie nic przeciwko cięższej konsystencji to możecie wypróbować.


Ocena : 4 - / 5

Cena: 250ml / ok. 20zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Petrolatum, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Butyrospermum Parkii Butter, Argania Spinosa Oil, Caprylyl Glycol, Carbomer, CI 14700/ Red 4, CI 19140 / Yellow 5, Glyceryl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Palmitic Acid, PEG-100 Stearate, Phenoxyethanol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, / Sweet Almond Oil, Rosa Rubiginosa Seed Oil, Sodium Hydroxide, Stearic Acid, Tocopherol, Parfum








Znacie to mleczko ?  Jaki jest Wasz ulubionu nawilżacz do ciała na lato?

niedziela, 20 lipca 2014

Eveline Cosmetics - Argan Oil - głęboko odżywczy balsam do ciała pod prysznic










To mój pierwszy tego typu wynalazek i powiem szczerze, że żadna rewelacja to to nie jest. Osobiście wolę normalne balsamy czy inne mazidła nakładane po prysznicu tym bardziej, że lepiej spełniają one swoją rolę nawilżającą. 

Konsystencja rzeczywiście jest typowa dla balsamów jednak w ogóle nie tłusta. Zapach jest dokładnie taki sam jaki posiada różowy krem do biustu Eveline, czyli pudrowy - na skórze bardzo słabo wyczuwalny. Zasada działania tego kosmetyku jest prosta :  najpierw myjemy ciało pod prysznicem naszym ulubionym żelem / mydłem , spłukujemy po czym nakładamy ten balsam i też spłukujemy. Nie pieni się on w ogóle, nie ma poślizgu i muszę nakładać go dosyć dużo, więc siłą rzeczy opakowanie skończy się szybciej niż możnaby przypuszczać.

Mam teraz skórę normalną, ale moim zdaniem ten balsam napewno nie jest odżywczy,a  i nawilża na krótko. Owszem, bezpośrednio po umyciu skóra jest tylko troszeczkę gładsza, ale po ok godzinie mam wrażenie, że jednak na łydki, pośladki i uda coś przydałoby się nałożyć. Natomiast po depilacji ten balsam się u mnie nie sprawdza, bo wtedy potrzebuje większego nawilżenia, a ten kosmetyk tego nie zapewnia, jest one raczej powierzchowne i krótkotrwałe. Ogólnie produkt nie zachwyca, choć jakiś totalnie zły też nie jest. Ot przeciętniak i raczej gadżet niż kosmetyk pierwszej potrzeby, który napewno nie ma działania głęboko odżywczego.  Nie polecam do skóry suchej i problematycznej, a właśnie dla tych z Was, które smarują się balsamami od czasu do czasu, mają skórę w dobrej kondycji i chcą zaoszczędzić te parę minut szczególnie rano.


Mam jeszcze z tej serii balsam pod prysznic nawilżający, który wkrótce pokaże, choć niewiele się on różni od odżywczego. W składzie znalazl się olejek arganowy, roślinne komórki macierzyste PhytoCellTec, witaminy A, E i F i niestety parafina :/

Generalnie wypróbować zawsze można, choć ja po skończeniu butelki nie zamierzam kupować ponownie. 


Ocena:  3 / 5

Cena: 350ml / ok. 16zł

Dostępność: Rossmann



Wypróbowałyście już te balsamu pod prysznic ?

sobota, 19 lipca 2014

Yves Rocher - Flowerparty by Night EDP






Po Flowerparty w czerwonym flakoniku przyszedł czas na jego wersję ´´nocną´´, czyli Flowerparty by Night, ale niech Was nie zmyli ta nazwa, bowiem  nie ma  on nic wspólnego z zapachami wieczorowymi. To typowo dzienny zapach, który praktycznie niewiele różni się od zwykłego Flowerparty.

Mimo, że powinnam wyczuć tutaj 3 podane nuty zapachowe, czyli olejek z gorzkiego migdała, anyż i absolut wanilii to kompletnie ich nie czuję. Dla mnie ta kompozycja jest typowo owocowa ( mój nos rozpoznaje  pomarańczę z liczi, ale generalnie trudno to jednoznacznie stwierdzić, bo nuty zlewają się ze sobą) z niewielką domieszką wanilii, którą błąka się w tle. Zero migdałów i anyżu,a  przynajmniej ja nic takiego nie odnotowałam. Myślałam, że zapach będzie intensywnie słodki w sposób ´´jadalny ´´, ale niestety nie. To taka owocowa, lekka słodycz w sam raz na wiosnę i lato, ale tylko wtedy kiedy chcemy pachnieć bardzo subtelnie, bowiem Flowerparty by Night ma słabą projekcję i niezbyt dobrą trwałość nawet jak na EDP ( na mnie maksymalnie 2godz nawet po dość obfitym spryskaniu).


Generalnie ten zapach nie powala. Jest taki zwykły, niczym się nie wyróżnia, ale też trudno powiedzieć, aby kogoś mógł do siebie zrazić, bo znika szybciej niż zdąży nas rozdrażnić :).  W Finlandii nie jest już on dostępny na stronie Yves Rocher, a jeśli będziecie go chcieli kupić to  polecam tylko po duużej promocji, bo naprawdę nie jest wart tych ponad 100zł za jakie można go było dotychczas nabyć.



Nie polecam, ale też nie odradzam. Wypróbujcie jeśli lubicie słodkawe, owocowe zapachy.


Ocena : 3 / 5

Cena: 50ml / ok. 125zł

Dostępność : obecnie raczej online


Znacie ten zapach?

czwartek, 17 lipca 2014

Bielenda - Azja SPA - ujędrniające mleczko do ciała z imbirem i kardamonem





Nie wierzę w ujędrniające działanie mleczek i balsamów, bo testowałam ich baaardzo dużo i jeszcze przy żadnym nie zauważyłam, aby faktycznie działało. To mleczko z serii Azja również nie ujędrnia, ale podoba mi się jego zapach - lekko orientalny, gdzie mocniej wyczuwalny jest kardamon.

Mleczko ma odpowiednią dla swej nazwy konsystencję, bo nie jest ani zbyt lejące ani za gęste,a  przy tym pozbawione tłustości, więc nic nie stoi na przeszkodzie by używać go także rano tym bardziej, że wchłania się szybko, choć jest wyczuwalny minimalny film, który jednak znika po kilku minutach.






Jak już wspomniałam mleczko to nie robi nic w kwestii ujędrniania, a przynajmniej ja nie zaobserwowałam takiego efektu. Z drugiej swej funkcji, czyli nawilżania wywiązuję się też dość przeciętnie i napewno nie polecam go posiadaczką skóry bardzo wymagającej i nie na chłodne miesiące, bo jest za mało treściwy. Teraz latem dla skórty normalnej ( którą obecnie posiadam) wystarczy. Skóra jest wygładzona i bardzo przyjemna w dotyku, ale super odżywienia nie ma co się tu doszukiwać aczkolwiek jeszcze na drugi dzień było czuć, że kosmetyk działa, bo skóra nie była przesuszona co jest dobrą oznaką.

Nie jest to jednak produkt zbyt wydajny. Po zaledwie kilku użyciach widać już wyraźny ubytek w butelce.  Doczepię się jednak dodatku parafiny w składzie, która jest tu niepotrzebna i mogła być zastąpiona naturalnym olejem.

To dosyć dobry nawilżacz na teraz o wyjątkowo ciepłym, przyjemnym zapachu. Warto przetestować!


Ocena: 4 -  / 5

Cena: 250ml / ok. 11zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Ethylhexyl Cocoate, Paraffinum Liquidum ( Mineral Oil), Ceteareth-18, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Cyclopentasiloxane, Zingiber Officinalis ( Ginger) Root Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Citric Acid, Propylene Glycol, Elettaria Cardamomum ( Cardamom) Extract, Ammonium Acryldimethyltaurate / VP Copolymer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum, Coumarin, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, CI 19140 ( Acid Yellow 23)



środa, 16 lipca 2014

Yes To - Carrots- balsam koloryzujący do ust




Mam dwa ulubione nawilżacze do ust, a mianowicie masełka Nivea i balsamy marki Sierra Bees. Perfekcyjnie radzą sobie z moimi wiecznie przesuszonymi ustami i nie zamienię ich na nic innego. Kiedyś lubiłam też Tisane, ale od dłuższego czasu już go nie kupuję, bo irytuje mnie ten nieporęczny słoiczek, a wersja w sztyfcie u mnie akurat w ogóle nie spełnia swojej roli pielęgnacyjnej.

Ten balsam koloryzujący marki Yes To wystepuje w 3 odcieniach : różowym, brzoskwiniowym i tym, który ja posiadam, czyli Soft Plum - to taka delikatna śliwka, ale o ile na zdjęciu poniżej wygląda dość łagodnie to na moich ustach wręcz koszmarnie,bo nienaturalnie je przyciemnia ( a są one z natury pełne i czerwone). Nie miałam wpływu na wybór koloru, bo swój egzemplarz dostałam, ale w ogóle mi się ten odcień nie podoba i z tego też powodu nie używam tego balsamu już  prawie w ogóle.  Kosmetyk nie posiada żadnych ´´świecidełek´´ i sam delikatnie nabłyszcza usta.


Konsystencja jest dobra tzn. kosmetyk fajnie ślizga się po skórze w czasie aplikacji, ale nie jest ani za miękki ani za twardy, a dokładnie w sam raz. Pachnie neutralnie, nie drażniąco tak typowo naturalnie bez dodatku chemii. Zresztą kosmetyki tej marki w ogóle mają dobre składy. Niestety z nawilżeniem moich ust ten balsam radzi sobie kiepsko. Troszeczkę wygładza, minimalnie nawilża, aczkolwiek nie jest intensywny w działaniu i musiałabym go chyba aplikować kilka razy dziennie,a i to nie zagwarantowałoby, że coś się w tej kwestii zmieni na lepsze. Myślę, że do ust, które nie zmagają się z wiecznym przesuszeniem powinien się sprawdzić. Oczywiście jest on do użytku tylko na dzień, bo nie wyobrażam sobie na noc nałożyć koloryzjący balsam do ust z obawy przed zabrudzeniem poduszki szczególnie,że jak już wspomniałam ten nietrafiony odcień jest naprawdę mocno widoczny.

Trwałość też nie jest jego mocną cechą. U mnie bez jedzenia i picia ściera się już po niecałej godzinie co jest dość marnym wynikiem. Kolejna sprawa to beznadziejne opakowanie. Niby jest estetyczne, ale sztyft w moim egzamplarzy od początku nie chce wkręcać się z powrotem i trzeba´´ popychać´´ go palcem co nie jest zbyt higieniczne.

Dla mnie to nieprzydatny gadżet, który słabo spełnia swoją rolę. Mogę polecić jedynie do ust niewymagających i dla tych, którzy nie lubią zwykłych pomadek i błyszczyków.


Ocena : 3 / 5

Cena: 3,3g / ok. 30zł

Dostepność: online

 
Sklad: Ricinus Communis ( Castor) Seed Oil, Cera Alba ( Beeswax), Ethyl Palmitate, Helianthus Annus ( Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea ( Olive) Fruit Oil, Simmondsia Chinensis ( Jojoba) Seed Oil, Sorbitan Tristearate, Theobroma Cacao ( Cocoa) Seed Butter, Behenyl Behenate, CI 77742 ( Manganese Violet),CI 77491 ( Iron Oxides), Euphorbia Cerifera Cera ( Candelilia Wax), Copernicia Cerifera Cera ( Carnauba Wax), Ammonium Glycyrrhizate, Tocopherol, CI 77499 ( Iron Oxides), Daucus Carota Sativa ( Carrot) Root Extract




Znacie kosmetyki Yes To?

wtorek, 15 lipca 2014

Fleur de Sante - Flower Power- nawilżające mleczko do ciała o relaksującym zapachu fiołków





Rozbawiła mnie nazwa tego produktu, bo ten produkt ani nie jest nawilżający ani nie ma relaksującego zapachu, a już napewno nie pachnie fiołkami.  Mam z tej serii jeszcze żel pod prysznic, który też ´´daje po nosie´´ tym pseudokwiatowym aromatem i będę jakoś musiała go zmęczyć...

Co się tyczy tego mleczka to nadaje się ono chyba tylko do kompletnie niewymagającej skóry, która w ogóle się nie przesusza, bo samo z siebie nawilża naprawdę słabo. Jest lekkie, nietłuste i od razu po aplikacji możemy się ubrac, bo na ciele nie ma żadnej wyczuwalnej warstwy. Bezpośrednio po nasmarowaniu skóra była troszeczkę wygładzona, ale efekt ten znikł po dość krótkim czasie. To wszystko  w kwestii pielęgnacji.




Rzekomy zapach fiołków nie ma z nimi nic wspólnego. To nawet koło fiołków nie stało! Woń wprawdzie mnie nie odrzuca całkowicie, ale jest dziwna i wcale mi się nie podoba. Powiedziałabym, że to coś kwiatowopodobnego zmieszanego z chemią. Mnie osobiście ten zapach na dłuższą metę razi i dlatego nie mogę używać tego mleczka za często,a  już napewno nie w duecie z tym samym żelem pod prysznic. Zapach  niestety jest dosyć intensywny i czuję go przez ok. 2 godz od nasmarowania

No i na koniec skład. Wystarczy spojrzeć i wszystko jasne. Sama chemia,a  to ponoć mają być kosmetyki z naturalnymi składami :/




Nie polecam w żadnym wypadku. To kompletnie nieudany produkt!


Ocena : 2 - / 5

Cena: 250ml / nie znam ceny

Dostępność : online


Spotkałyście się już z produktami tej marki?

niedziela, 13 lipca 2014

Jane Iredale - Lip Fixation odcień Craving







Ta pomadka z błyszczykiem to jeden z moich faworytów i kosmetyk, który zasłyguje na same ´´ochy i achy´´.  Uwielbiam w nim wszystko!

W opakowaniu mamy satynową pomadkę bez drobinek, którą nakładamy gąbeczką oraz bezbarwny, zupełnie nie klejący się błyszczyk ( też pozbawiony świcidełek), a aplikatorem jest tu pędzelek. Te aplikatory są wyjątkowo udane, bo gąbeczka jest odpowiednio miękka, a pędzelek służy dzielnie aż do końca i nie ´´rozcapierza´´ się jak to czasem ma miejsce w innych kosmetykach do ust. Zapach jest nienachalny i nie razi chemią, ja określiłabym go jako karmelowo-waniliowy.

Do wyboru mamy wiele odcieni, a ten o nazwie Craving posiadam po raz drugi. Pomadka nadaje lekko satynowy efekt, uwypukla usta, wygładza je i sprawia, że wyglądają wyjątkowo efektownie jednak rzadko kiedy noszę ją solo i wolę połączyć ją z bezbarwnym błyszczkiem, bo razem dają wręcz olśniewający efekt mocno nałyszczonych, optycznie większych, seksownych ust. Uwielbiam moje wygląd moich ust po pomalowaniu Lip Fixation i muszę dodać, że wiele osób zwracało mi uwagę i pytało czego używam, że usta tak bosko wyglądają :)  Co więcej duet pielęgnuje skórę warg, nawilżając je dlatego nie trzeba nakładać żadnego balsamu pod spód.


Kolejna zaleta to trwałość. Pomadka zarówno sama jak i z błyszczykiem utrzymuję się u mnie ok. 4-5 godz i nie straszne jej jedzenie czy picie no i jak już wspomniałam nie ma tu mowy o żadnym wstrętnym klejeniu i uczuciu ciężkich ust!

Niestety jednyną wadą jest cena i dlatego kupuję ją tylko jeśli na Truskawce jest akurat na nią promocja. Myślę, że  ponad 100zł to trochę przesada, ale zaręczam, że naprawdę warto się skusić i kupić ten kosmetyk, bo lepszego takiego moim zdaniem nie ma.





Ocena : 5 / 5

Cena: 2x3ml / ok. 115zł

Dostępność : online


Jak wam się podoba Lip Fixation?

sobota, 12 lipca 2014

Yves Rocher - Secret D´Essences Neroli EDP












Secret D´ Essences Neroli  to wraz z Voile D´Ambre i Iris Noir moi ulubieńcy od Yves Rocher i żałuję, że firma nie zdecydowała się na kontynuację tej serii, a co więcej wycofuje większość tych zapachów i tak nie można już u mnie dostać Iris Noir oraz Rose Absolue, który bardzo chciałabym mieć :/ Co mnie okropnie drażni to to, że Yves Rocher od tego czasu nie stworzyło żadnego zapachu godnego uwagi ,wszystkie inne są według mnie dość słabe natomiast ciągle pojawiają się flankiery znanych zapachów tej marki, które nie wnoszą nic nowego i są baardzo nijakie. 

Wracając jednak do Secret D´Essences Neroli to jest to zapach przede wszystkim łagodny, nie narzucający się i perfekcyjny na gorące dni. Dominuje oczywiście neroli wraz z kwiatem pomarańczy,a  w tle wyraźnie czuję mydełko takie dobrej jakości. To zasługa piżma. Prosto, a przy tym niebanalnie, bo kompozycja ma niewątpliwy urok. To taki zapach, który pokochają miłośniczki kwiatu pomarańczy ( ja się do nich zaliczam!) i można go nosić na codzień bez względu na okazję, bo z pewnością nikt nie będzie na niego narzekał.


Kompozycja powstała w 2013r. , a jej twórczynią jest Veronique Nyberg ( P. Rabanne Invictus, J. Choo Exotic).

Trwałość u mnie ok. 4-5godz i zapach ´´ciągnie´´ za sobą małą chmurkę.



Warto poznać ten zapach jesli gustujecie w delikatnych, świeżych, kwiatowych woniach!

Nuty zapachowe:

nuty głowy: gorzka pomarańcza, petitgrain

nuty serca: esencja neroli, kwiat pomarańczy

nuty bazy: piżmo


Ocena : 5 / 5

Cena: ja kupiłam 3 flakoniki 15ml po 11€ każdy, a cena 50ml i 30ml to odpowiednio 40€  i 28€ w Finlandii,  w Polsce 50ml kosztuje 175zł, a 30ml 132zł

Dostępność : YR


Znacie ten zapach?  Który z tej serii lubicie najbardziej?

czwartek, 10 lipca 2014

Ziaja - Med - kuracja dermatologiczna z witaminą C + HA / P- krem ujędrniający na dzień i głęboko regenerujący na noc







od lewej : krem na dzień, prawa strona : na noc




Kupiłam te kremy, bo bardzo lubię dodatek witaminy C w składzie kosmetyków jeśli oczywiście nie jest na ostatniej pozycji w składzie :)  a poza tym uważam, że ostatnimi czasy produkty Ziaji są warte wypróbowania no i ceny niewątpliwie zachęcają.
Te kremy jednak są ´´ot takie sobie´´ i raczej nie skuszę się na zakup po raz drugi. Jeśli już to spróbuję jakiegoś innego kremu z serii Med.

Mam wrażenie, że obie wersje, czyli na dzień i na noc nie różnią  się praktycznie  niczym.

Krem na dzień: średnio gęsty o zapachu, który mnie osobiście kojarzy się z jogurtem z dodatkiem nuty kosmetycznej. Być może ciężko to sobie wyobrazić, ale nie umiem tego lepiej określić :) Zapach jest delikatny i w zasadzie słabo wyczuwalny.  Krem zostawia na mojej skórze lekko tłustawą powłokę i musze odczekać chwilę przez nałożeniem makijażu, z tym, że nie jest to krem bardzo tłusty, nie świecę się po nim, co ważne nie zapycha porów i dobrze zachowuje się pod podkładem.

Jego zadaniem jest wzmacnianie efektu spoistości i jędrności naskórka, redukcja wiotczenia skóry, długotrwałe wygładzanie zmarszczek, odmładzanie przez rozświetlenie i wyrównanie kolorytu, i zapewnienie ochrony przed promieniowaniem UV. Jako, że zmarszczek nie mam to i nie zauważyłam ich znikania, to logiczne. Nowe też się nie pojawiły. Dalej bez fajerwerków. Nie zaobserwowałam większych rezultatów niż dobre nawilżenie i odżywienie skóry i lekkie rozświetlenie. Ten krem nie jest mocny w działaniu i  nie trzeba bać się go stosować. Szkoda tylko, że ma bardzo niski filtr SPF 6, bo taka ochrona jest praktycznie zerowa i nie widzę sensu dodawania filtrów poniżej 15...

Przeciętny krem na dzień. Myślę, że dla cery normalnej, trochę wysuszonej, ewentualnie mieszanej.


Krem na noc: jest dokładnie taki sam jak jego dzienna wersja. Ta sama konsystencja, zapach, wchłanianie z tym, że nie pozostawia tłustego filmu na skórze, moim zdaniem jest jakby lżejszy.
Ma zmniejszać objawy starzenia się skóry, wzmacniać i odnawiac strukturę kolagenoqą, wygładzać i spłycać głębokie zmarszczki, nawilżać, zmiękczać, złuszczać naskórek i redukować matowy wygląd skóry. I znów tak samo jak przy kremie na dzień efekty są raczej średnie. Faktycznie krem wystarczająco jak dla mnie nawilża i odżywia oraz istotnie moja cera po nim rano ma jakby lepszy koloryt, ale to wszystko. Oczywiście nie sprawdzę ´´gołym okiem´´, czy rzeczywiście wzmacnią on tę strukturę kolagenową :) aczkolwiek moim zdaniem nie jest to krem dla tych z was, które chcą się pozbyć zmarszczek, a właśnie dla takich jak ja, które sięgają po tego typu kosmetyki profilaktycznie.


Ocena : 3 + / 5

Cena : oba 50ml /  ok. 12zł

Dostępność : tylko w aptekach


Używałyście tych kremów?

środa, 9 lipca 2014

Garnier - Essentials- odświeżający płyn do demakijażu oczu







Od mleczek do demakijażu zdecydowanie wolę płyny, ale te pierwsze także mam w łazience i używam :) Nie mam jakiś wygórowanych wymagań odnośnie płynu do demakijażu, bo najważniejsze co ma robić to właśnie usuwać makijaż oczu i ust bez podrażniania i wysuszania skóry i ten Odświeżający płyn od Garniera dokładnie jest taki jaki ma być : łagodny, a przy tym skuteczny.

Według producenta usuwa także makijaż wodoodporny i po części jest to prawda, bo z trwałym eyelinerem i szminką poradził sobie wyjątkowo szybko z tym, że nie wiem jak byłoby w przypadku wodoodpornego tuszu, bo takiego nie używam. Bez problem usuwa też zwykły, delikatny make up. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze, choć szczerze powiedziawszy mnie to nigdy jakoś nie przeszkadzało, bo jeśli kosmetyk do demakijażu to robi to poprostu zmywam tę warstwę micelem i po kłopocie.  Płyn pachnie winogronami, charakterystycznie dla produktów tej marki i mnie ten aromat odpowiada aczkolwiek nie wiem po co dodaje się´´ parfum´´ do takich produktów. Moim zdaniem to całkowicie zbyteczne.


Niemniej lubię ten płyn i uważam, że jest wart polecenia!


Ocena : 5 / 5

Cena: 125ml / ok. 12zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, PEG-7 Caprylic / Capric Glycerides, Poloxamer 184, Poloxamer 124, PEG-6 Caprylic/ Capric Glycerides, Polysorbate 80, Benzyl Salicylate, Disodium EDTA, Linalool, Methylparaben, Polyaminopropyl Biguanide, Pyrus Malus Water / Apple Fruit Water, Tetrasodium EDTA, Vitis Vinifera Extract/ Grape Fruit Water, Parfum


A jaki płyn do demakijażu Wy najbardziej lubicie?

wtorek, 8 lipca 2014

DelaWell - żel relaksujący do stóp









Teraz w upały mam uczucie tzw. ciężkich, zmęczonych nóg i dużą ulgę przynosi mi moczenie ich w bardzo zimnej wodzie i nakładanie żeli chłodzących. Po tym od razu czuję się lepiej :)

Żel relaksujący do stóp DelaWell też miał mieć działanie chłodzące, miał usuwać uczucie ciężkich nóg, obrzęki i nawilżać Miał, bo tak obiecuje producent, a prawda jest taka, że kosmetyk w ogóle nie wywiązuje się z tych funkcji i używanie go nie ma najmniejszego sensu.


Jest to rzeczywiście żel nie tylko z nazwy. Ma konsystencję zielonej galaretki o zapachu roślinno- alkoholowym, który na szczęście nie jest zbyt mocny. Nakładam go codziennie i nie przynosi to żadnego efektu. Żel trochę klei się na skórze, wchłania się z prędkością światła nie pozostawiając po sobie żadnej warstwy.

Przede wszystkim żadnego chłodzenia NIE MA! Sto razy lepiej chłodzi zimna woda niż ten żel. Szkoda, bo na to liczyłam najbardziej tylko patrząc na skład nie wiem co miałoby niby odpowiadać za to obiecywane chłodzenie...  Po drugie : nie wpływa w jakikolwiek sposób na uczucie ciężkich, zmęczonych nóg, nie łagodzi tego nieprzyjemnego uczucia nawet minimalnie. Nawilżenie i pielęgnacja są praktycznie zerowe. Żel moich stóp akurat nie przesusza, ale też nie robi niczego pozytywnego. To tak jakby wmasować w stopy owocową, zieloną galaretkę i oczekiwać super efektów, tak mi się to kojarzy. Zresztą w składzie mamy alkohol, więc przeczuwałam, że z nawilżeniem może być kiepsko, ale że aż tak?!

Kosmetyk, który jest bo jest, ale nic poza tym. Moja butelka ląduje w koszu, bo nie mam ochoty używac czegoś co nie działa.


Ocena : 2 - / 5

Cena: 250ml / 35zł

Dostępność : strona producenta

Skład: Aqua, Alcohol, PEG-75 Lanolin, Glycerin, Ruscus Asculeatus Root Extract, Citrus Medica Limonum ( Lemon) Peel Extract, Soligago Virgaurea ( Goldenrod) Extract, Methyl Gluceth-20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Triethanolamine, Sodium Phytate, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Alpha Isomethyl Ionone, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citral, Citronellol, Gernaiol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3- Cyclohexene Carboaldehyde, Isoeugenol, Limonene, Linalool, CI 19140, 42090



Znacie kosmetyki tej marki?

niedziela, 6 lipca 2014

Avon- Ideal Flawless CC





Nie mam szczęścia do kosmetyków tej marki, bo tylko nieliczne okazują się dość dobre, a większość to totalne niewypały i tak jest w przypadku tego kremu CC. Krem jest tak zły i beznadziejny, że nie widziałam sensu jego dalszego używania i wylądował w koszu...


Odcień: mam ten o nazwie Natural Beige i mimo, że na początku bałam, że, będzie za ciemny to tak naprawdę wcale taki nie jest i jest odpowiednio dobrany do mojej jasnej karnacji. Nie odznacza się na niej, jest praktycznie zupełnie niewodoczny. To jedyny plus.



Zapach: większość kremów Avonu pachnie dla mnie czystą chemią i ten CC też. Aromat nie jest niby mocny, ale nie lubię go.

Konsystencja: nie jest gęsta, nie totalnie lejąca, ale dosyć płynna i trzeba uważać, bo krem ma tendencje do mazania się na skórze w czasie aplikacji, ale w sumie nie miałam jakiś wielkich kłopotów z nakładaniem.

Efekt: raczej brak efektu. Krem już w trakcie nakładania strasznie natłuszczał mi twarz, wyglądała poprostu nieświeżo, pory, które normalnie mam niewidoczne tu były wręcz ogromne no i chyba domyślacie się jak to wyglądało :/  Koniecznie musiałam przypudrować twarz, ale to i tak nie dało zbyt wiele, bo po krótkim czasie znów pojawił się MEGA błysk i pory niczym kratery, co jest o tyle dziwne, że zwykle nic się takiego u mnie nie dzieje.  Producent zapewnia, że krem ten nawilża, ja bym powiedziała, że raczej natłuszcza i wzmaga produkcję sebum.

Kolejna sprawa to to, że kosmetyk w ogóle nie wyrównuje kolorytu cery,a  to jego główne zadanie. Nie kryje nawet malutkich przebarwień z którymi każdy korektor daje sobie u mnie radę,a  co by były z większymi niedoskonałościami ?!  Ja wiem, że to nie podkład i nie ma być super kryjący, zresztą nawet nie chciałabym, aby taki był, no, ale żeby przynajmniej krył choć trochę. Niestety nic z tego. To taki kosmetyk, który nic nie robi.

Dobrze, że dodano do niego filtr SPF 20, bo ja szczególnie latem nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez filtra na twarzy, ale z drugiej strony producent znowu dodał tu okropny Benzophenone-3 co jest w zasadzie normą dla Avonu , bo w wielu jego kosmetykach ten składnik figuruje, a ja go unikam.


Nie widzę praktycznie żadnych zalet i nie polecam zakupu. Dwie gwiazdki tylko za dopasowany kolor.


Ocena: 2 / 5

Cena: 30ml / zależna od promocji

Dostępność : Avon
 
Skład: Aqua, Homosalate, Ethylhexyl Methoxycinnamte, Propanediol, Butyloctyl Salicylate, Benzophenone-3, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Silica, Octocrylene, Dilauryl Thiodipropionate, Ceteareth-20, PEG-8, Glycerin, Octyldodecanol, C30-45 Alkyl Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, Phenoxyethanol, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Hydrogetanted Lecithin, Stearoxytrimethylsilane, Ceteth-2, Kaolin, Stearyl Alcohol, Caprylyl Glycol, Hydroxyethyl Acrylate / Sodium Acrylodimethyl Taurate Copolymer, Disodium EDTA, Ethylene Brassylate, Parfum, Isohexadecane, Polysorbare 60, Ascorbyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Glycyrrhiza Glabra ( Licorice) Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extracy, Retinyl Palmitate, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Tocopherol, Mica, CI 77491, CI 77492, CI 77499



Używałyście już tego kremu CC ?

sobota, 5 lipca 2014

Bijan - VIP for women EDT






Pierwsze co rzuca się w oczy to nietypowy, zabawny flakonik, który mnie kojarzy się ze smoczkiem bądź dziecięcą grzechotką. Te flakoniki są charakterytyczne dla marki Bijan. Sam zapach niestety kompletnie mnie nie´´ porwał´´. Dużo sobie po nim obiecywałam, a tymczasem okazało się, że nie jest dla mnie.

Stworzono go w 2008r. i nalezy on do kategorii kwiatowo-owocowo-gourmand, czyli powinno być ciekawie, trochę jadalnie, a jednak VIP  mnie poprostu znudził!  Zapach od początku do końca jest taki sam, w ogóle się nie rozwija, nie ma jakieś głębi, poprostu jest i tyle. Ja czuję tu jedynie śliwkę z ambrą, a wszystko to przykryte trochę słodką wanilią. To wszystko. Nie ma nic więcej i mimo, że nuty zapachowe obiecują coś fajnego to VIP jest prosty jak ´´budowa cepa´´ w dodatku ja bym nie powiedziała, że jest stricte ´´jadalny´´, bo na mojej skórze właściwie tylko ta wanilia lekko tu słodzi, choć i tak zapach nie jest mocny i śmiało mogłam go nosić też w upał, bo trzyma się blisko skóry. Szkoda tylko, że jest tak strasznie banalny...  Nie ma tu nic co by mi się podobało na tyle, żebym chciała go dalej używać i buteleczka  powędruje bez żalu w świat.


Trwałośc niestety też nie za dobra. Wyczuwam go na sobie jedynie  ok.3godz.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: śliwka, mandarynka, czarna porzeczka

nuty serca: lilia, jaśmin, tahitańska gardenia

nuty bazy: wanilia, piżmo, ambra



Ocena: 3 / 5

Cena: 75ml / ok. 40zł

Dostępność: perfumerie online


Znacie ten zapach?

czwartek, 3 lipca 2014

Maybelline - Master Smoky odcień Smoky Violet





Bardzo fajna kredka z pomocą której szybko wykonamy lekko przydymiony makijaż oczu,a jako, że jestem fanką klasycznego smokey eyes ( także w wersji brązowej i fioletowej) to zawsze z otwartymi ramionami witam kolorówkę, która ma zapewnić podobny efekt.

Jak widać kredka jest gruba, ale jej konsystencja jest w sam raz : nie jest ani za miękka ani za twarda i narysowanie kreski jest dziecinnie łatwe, poradzi sobie z tym każdy! Wbrew moim obawom gąbeczka jest dobrej jakości i da się jej normalnie używać do rozcierania kresek.

Kolor Smokey Violet jest dość ciemny, a przynajmniej tak się prezentuje, bo po pomalowaniu staje się jakby jaśniejszy. Mnie to nie przeszkadza, bo uwielbiam wszystkie odcienie fioletu :)

Makijaż wykonany tą kredką jest trwały ( przynajmniej u mnie) . Wytrzymał bez szwanku do wieczornego makijażu, ale w moim przypadku jeszcze chyba nigdy nie zdażyło się, żebym musiała poprawiać makijaż w ciągu dnia.






po rozmazaniu gąbeczką





Podoba mi się ta kredka i z przyjemnością jej używam. Niewykluczone, że kupiłabym kolejny egzemplarz!

Ocena: 5 / 5

Cena: 3,7 g / w Finlandii ok. 12 €

Dostępność : w szafach Maybelline


Używałyście już tej kredki?

środa, 2 lipca 2014

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene - fluid rozświetlający z witaminą duo C 01 Jasny








Bałam się tego podkładu, oj bałam, bo jak czytam:  podkład rozświetlający to od razu widzę tonę brokatu i maksymalnie przetłuszczoną twarz. Okazało się jednak, że bardzo się myliłam, a kosmetyk jest wyjątkowo dobry!

Konsystencja: każdy podkład nakładam pędzlem. Ten fluid nie przysparza żadnych trudności w równomiernym nałożeniu. Nie robi smug, nie marze się. Nie jest ani za rzadki ani przesadnie gęsty. Jak widać nie ma w sobie żadnych niepotrzebnych ´´wspomagaczy´´ typu drobinki.

Kolor:  do wyboru mamy 4 odcienie, a 01 Jasny jest dla mnie wprost idealny. Świetnie stapia się z cerą i jest na niej niewidoczny.

Efekt:  to bardzo dobry podkład na ciepłe pory roku, bo kryje słabo i z większymi problemamu typu wypryski, mocne przebarwienia raczej sobie nie poradzi. Ja nie mam tego kłopotu, więc dla mnie jest w sam raz. Kosmetyk bardzo dobrze wyrównuje koloryt cery i nadaje jej taki odświeżony, naturalny wygląd.  Co ważne moja cera w ogóle się przy nim nie błyszczy, a jest zmatowiona na cały dzień nawet przy upałach! Nie spodziewałam się tego po fluidzie rozświetlającym!  Mat ten nie jest płaski, wręcz przeciwnie cera wygląda bez zarzutu. Nie zauważyłam co prawda tego rozświetlenia, ale może chodzi o to, że twarz wygląda promiennie i poprostu lepiej.

Trwałość : U mnie całodzienna. Podkład trzymał się bez poprawek aż do wieczornego demakijażu.


Z reguły nie lubię naszych polskich podkładów, ale ten polecam z pełnym przekonaniem!


Ocena : 5 / 5

Cena: 30ml / ok. 15zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Cyclohexasiloxane, Cyclopentasiloxane, , Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Talc, Synthetic Fluorphlogopite ,Nylon-12, Polyglyceryl-4 Isostearate, Sodium Chloride, Cera Alba ( Beeswax), Dimethicone, Magnesium Sulfate, Polysilicone-11, Tocopheryl Acetate, Isopropyl Titanium, Triistearate, Ethylhexylglycerin, Tin Oxide, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Lecitin, Alcohol Denat, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Parfum, CI 77891 Titanium Dioxide, CI 77492 Iron Oxides, CI 77491 Iron Oxides, CI 77499 Iron Oxides, CI 77489 Iron Oxides



Testowałyście już ten fluid?

wtorek, 1 lipca 2014

Zużycia miesiąca - czerwiec 2014


W tym miesiącu zużyłam wiele produktów do pielęgnacji ciała i mam nadzieję, że będzie tego ciągle przybywało, bo moje zapasy wypełniają zdecydowanie za dużo szafek :)








1. Pharma CF - Venus - balsam do ciała nawilżający z ekstraktem z jagód Acai i olejem arganowym

Nic specjalnego. Zwykły balsam z parafiną (  czuć tę charakterystyczną warstwę na skórze). Średnio gęsty o zapachu chemiczno -jagodowo- parafinowym, który mnie od początku drażnił. Coś tam nawilża, trochę wygładza, ale w zasadzie to takie nic. Dobrze, że już mi się skończył, choć był bardzo wydajny.

Ocena : 3 - / 5

Cena : 400ml / ok. 9zł

Dostępność : drogerie


2. Corine de Farme - delikatny żel myjący 2w1

Żel kupiłam dla mojego dziecka, bo skusiło mnie to, że kosmetyk składa się ponoć z 95% naturalnych składników i nie ma parabenów, a w dodatku pojemność była słuszna. To niezły kosmetyk, ale niestety zawiera SLES  i SLS (  ten ostatni co prawda prawie na końcu składu, ale jednak) , a olej ze sodkich migdałów i pantenol pochowały się na szarym końcu. Nie do końca mi odpowiada ten skład, ale mogę mieć żal tylko do siebie, bo w sklepie jakoś pobieżnie go przeczytałam  i poprostu wrzuciłam do koszyka . Na szczeście kosmetyk nie zadziałał negatywnie na skórę mojego Maluszka.

Jest to raczej biała emulsja aniżeli żel. Pachnie dość mocno chemicznie-rumiankowo, dobrze się pieni i tak samo dobrze myje nie podrażniając i nie wysuszając skóry, ale moje dziecko nie jest wrażliwcem. Do mycia włosów go nie używałam. Nie wrócę do niego, bo jednak to nie´´ to´´.

Ocena : 3 + / 5

Cena: 500ml / ok 13z

Dostępność : kupiłam w Tesco

3. Verona Laboratories- Perfection SPA - peeling ciała Zielona herbata & Limonka


Pokazywałam ten peeling TU. Okazało się, że peeling używany raz w tygodniu jest niewydajny i to w sumie dobrze, bo nie lubiłam go używać. Co prawda jakoś tam pod koniec ścierał martwy naskórek, ale to naprawdę nie jest dobry produkt i nie mogę go polecić.



4 . Babydream - puder

Nie lubię i w zasadzie nie stosuję pudrów w pielęgnacji dziecka, a ten kosmetyk kupiłam jedynie dlatego, że darzę wielką sympatią produkty z linii Babydream. Puder jak puder. Raz, że bardzo wydajny, bo starczył mi na wiele miesięcy, a dwa, że mój Malec nie nabawił się przez ten czas żadnych odparzeń, podrażnień itp, ale faktem jest, że od urodzenia ich nie miał. Nie zamierzam ponawiać zakupu, bo wolę kremy z cynkiem.

Ocena : 4 / 5

Cena: 100g / ok. 6zł

Dostępność : Rossmann


5 . Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene - Będę Mamą - ujędrniające serum na biust


Nie zliczę ile przetestowałam produktów do pielęgnacji biustu i znalazłam tylko jeden, który naprawdę lubię. Z kolei to serum cudów nie robi, bo wbrew zapewnieniom producenta nie ujędrnia, ale sprawia, że skóra biustu jest trochę bardziej elastyczna, lekko wygładzona i nawilżona. Nic więcej. Co prawda powinnam jeszcze zaobserwować redukcje rozstępów, ale u mnie na biuście one nie występują, więc trudno mi powiedzieć czy serum rzeczywiście je usuwa. To średnio gęsty krem, który w ogóle nie jest tłusty i łatwo się wsmarowuje. Można praktycznie od razu się ubrać. Pachnie tak samo jak reszta produktów z tej serii, czyli kosmetycznie - migdałowo.

Pomarudzę nad składem, bo nie podoba mi się dodatek silikonów, parabenów i znienawidzonej parafiny tym bardziej w produkcie dla przyszłych mam.

Taki sobie krem, który krzywdy nie robi, a efekty nie są lepsze niż po wypróbowaniu innych tego typu produktów drogeryjnych. Muszę dodać, że używałam tego serum 2 razy dziennie i jest on bardzo wydajne, bo starczyło aż na 3 miesiące.

Ocena:  3 / 5

Cena : 150ml / ok. 17 zł

Dostępność : Rossmann

 
Skład: Aqua, Isopropyl Myristate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum ( Mineral Oil), Dimethicone, Cyclohexasiloxane, Canola Oil, Stearic Acid, Niacinamide, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, C13-14 Isoparaffin, Tocopheryl Acetate, Laureth-7, BHA, Hydrolized Cucurbita ( Pumpkin) Seedcake, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Parfum, Benzyl Alcohol


6. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene - Będę Mamą - intensywne serum zapobiegające rozstępom


Po ostatniej ciąży zostały mi na brzuchu roztępy. Niewielkie, ale jednak są, choć nie robię z tego jakies tragedii i nie płaczę nocami w poduszkę :) Używałam cały czas odpowiednich kremów, a rozstępy i tak się pojawiły. Teraz postawiłam na oleje i jak narazie żadne rozstępy się nie pojawiają.
Ten krem był takim przerwnikiem pomiędzy tymi olejami i mam do niego obojętne podejście, bo niczym się nie wyróżnia.

Niestety znowu mamy tu parafinę i silikony, a tuż za nimi ekstrakty roślinne m.in wosk z oliwek, masło shea, wyciąg z Cucurbita Pepo, czyli pestek dyni. Konsystencja tego serum jest dokładnie taka sama jak pozostałych produktów z serii , czyli preparatu antycellulitowego i do biustu : biała, średnio gęsta, nietłusta i pachnąca kosmetycznie - migdałowo. Po nałożeniu nie ma żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze i zaraz też możemy wskoczyć w ubranie.

Używałam serum 2 razy dziennie i jedyne czego się dopatrzyłam to to, że wygładza i zmiękcza skórę, choć bardzo mocno jej nie nawilża i jeżeli mamy wybitnie przesuszoną skórę to to serum będzie za słabe. Producent zapewnia, że kosmetyk usuwa stare roztępy, ale to nieprawda. Moich w ogóle nie ruszył. W trakcie stosowania nie przybył mi ani jeden nowy, więc to dodaję jako plus.

Jednak oprócz wygładzenia to serum nie robi zbyt wiele i obecnie powróciłam do sprawdzonych olejów do ciała.

Ocena : 3 / 5

Cena: 200ml / ok 17zł

Dostępność : Rossmann


7. HIPP - krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała


Bardzo lubię markę HIPP zarówno za jej produkty do pielęgnacji jak i spożywcze przeznaczone dla najmłodszych. Po ten krem sięgnęłam, więc bez wahania i nie zawiodłam się. Jest bardzo, bardzo dobry!  Nie używałam go co prawda na sobie, ale smarowałam Maluszka latem, wiosną i jesienią ( zimą zmieniłam krem na ochronny ) .

To niezbyt gęsty krem o przyjemnym, lekko migdałowym zapachu, który rewelacyjnie nawilża i wygładza delikatną skórę dziecka ( zarówno twarzy jak i ciała). Nie jest tłusty i nie klei się co niestety jest wadą kremów Ziajka, których używałam poprzednio. Zresztą HIPP ma o wiele lepsze składy swoich produktów.

Fajny krem, który pewnie jeszcze kupię. Polecam nie tylko dla dzieci!

Ocena : 5 / 5

Cena: 75ml / ok 12zł

Dostępność : Rossmann




8. Green Pharmacy - olejek łopianowy z czerwoną papryką

Kupiłam na wakacjach w małym sklepiku, gdzie był duży wybór produktów tej marki i myślałam, że będzie to coś fajnego, ale nie. Używałam raz w tygodniu i nie zauważyłam, aby włosy wyglądały lepiej ( choć gorzej też nie) . Nowych włosów mi nie przybyło.  Dla mnie bezużyteczny kosmetyk.

Ocena : 2 / 5

Cena: 100ml / kupiłam za 8,50 zł

Dostępność : drogerie


9. Dabur - Amla

Wychwalana pod niebiosa Amla u mnie okazała się totalną beznadzieją! Raz, że zawiera olej mineralny i niestety czuć to było u mnie na włosach nawet po jej dokładnym spłukaniu to włosy były szorstkie, matowe i bardzo się elekryzowały. Nakładałam raz w tygodniu i zostawiałam na godzinę po czym zmywałam szamponem Babydream, który zawsze się sprawdza. Niestety Amla tak mi kołtuniła włosy, że odżywka była konieczna.  Wiele osób ją chwali, bo oczywiście zależy to od rodzaju włosów, ale do moich kompletnie się nie nadaje.

Ocena : 2 / 5

Cena: 200ml /  płaciłam 9 €

Dostępność : kupowałam online


10. Himalaya Herbals - Revitalizing Hair Oil

Kolejna porażka. Po przeczytaniu wielu pozywtynych opinii o tym olejku strasznie chciałam go mieć no i zamówiłam w aptece internetowej.  Wszędzie napisane jest jaki to cudowny skład ma ten olejek i podaje się oset i agrest indyjski, kozieradkę i ciecierzycę. Szkoda tylko, że nikt nie zauważył, że drobnym drukiem na butelce jest napis, że jest tu także parafina :/  Olejek z moimi włosami się nie polubił. Nie były po nim ani bardziej lśniące, ani odżywione. Wyglądały poprostu tak samo. Strata pieniędzy i czasu.

Ocena : 2 / 5

Cena: 200ml / 16 zł

Dostępność : kupowałam w aptece internetowej


11. Yves Rocher - Eclat Radiance - ocet malinowy do włosów

Ten kosmetyk na szczęście otrzymałam gratis do zamówienia, bo inaczej żałowałabym wydanej sumy. Tyle osób się nim zachwyca, a ja nie będę, bo dla mnie to różowa i ładnie pachnąca woda i tyle. Nic z włosami nie robi, nie zauważyłam żadnego blasku, czy czegokolwiek podobnego. Jedyny plus to śliczny malinowy zapach. Gadżet.

Ocena : 2 / 5

Cena: 150ml /  w Finlandii 7,90€

Dostępność : YR



A jak u Was ze zużyciami?