niedziela, 31 sierpnia 2014

Zużycia miesiąca - sierpień 2014




Ani się obejrzałam, a lipiec się skończył, sierpień  już prawie też, a pogoda staje się coraz bardziej jesienna i chłodna niestety...  W tym miesiącu troche udało mi się zużyć i zawsze mnie to cieszy, bo mam tyle zapasów, że nie ma co się zastanawiać tylko ich używać, bo inaczej data ważności minie i wylądują w koszu.







1. Mustela - szampon z rumiankiem dla dzieci


Tego szamponu używałam od narodzin mojego dziecka i jest to 2 buteleczka, a kosmetyk jest wydajny mimo dość rzadkiej konsystencji. Pachnie rumiankowo i ma żółtawo - przezroczyste zabarwienie. Dobrze się pieni i nie ma żadnego problemu ze spłukaniem. Delikatne, dziecięce włoski są po nim miękkie, naturalnie lśniące i łatwo dają się rozczesać. Dla mnie ten produkt nie ma wad i chętnie kupiłabym go ponownie.

Ocena : 5 / 5

Cena: 200ml / ok. 25zł

Dostępność : apteki


2. Berner - Herbina- Marja SPA Fresh- tonik do cery tłustej i mieszanej

Pokazywałam ten tonik w notce TU  i cieszę się niezmiernie, że wreszcie udało mi się go zmęczyć. To woda z alkoholem i tyle.


3. DelaWell-  peeling witaminowy w żelu do stóp, rąk i ciała


Pisałam o nim TU . Zdania nie zmieniłam i nadal uważam, że to totalny przeciętniak w swojej kategorii nie wart swojej ceny, bo za niższą możemy znależć dużo lepsze peelingi.


4. Eveline Cosmetics - Fresh&Soft- odżywczy krem nawilżający na dzień i na noc


Notka TU  Po zużyciu całego słoiczka ( na noc)  nadal uważam, że jest to dobry i godny polecenia krem, który cudów co prawda nie czyni i nadaje się raczej do cery niezbyt wymagającej, ale cenię go za to, że moja cera go polubiła i nigdy nie wyskoczyły mi po nim żadne niespodzianki, a twarz wyglądała rano promiennie. Mogę polecić.


5. Eveline Cosmetics - Fresh & Soft - matujący krem nawilżający

To jedyny krem matujący, którego w ostatnim czasie używałam, bo jednak preferuję te nawilżające. Nie jest zły, ale rewelacją też bym go nie nazwała. Konsystencją przypomina mi wazelinę, jest gęsty , w ogóle nie tłusty i przyjemnie świeżo pachnie. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż, aczkolwiek po aplikacji na mojej skórze pozostawiał dziwną jakby woskową warstwę, która szczerze mówiąc mnie drażniła i powodowała dyskomfort. Nie była ona bynajmniej tłusta, ale dawała właśnie takie dziwne, bliżej nieokreślone uczucie, które nie należało do przyjemnych. Jakbym miała na twarzy maskę czy coś podobnego. Ta warstwa potrzebowała dobrych kilka minut na wchłonięcie, choć i tak nie czyniła tego do końca.



Moją cerę owszem matowił na cały dzień z tym, że nie jest ona bardzo tłusta, więc trudno mi powiedzieć jak poradziłby sobie u kogoś kto narzeka na nadmierną produkcję sebum. Jednak nawilżaczem ten krem jest słabym. Co prawda nie przesusza skóry, ale nie mogę powiedzieć, żeby naprawdę dbał o jej nawilżenie. Cera po nim była jakas taka nijaka. Nie za dobrze mi się go używało.



Ocena : 3 - / 5


Cena: 50ml / ok. 10zł


Dostępność : online, drogerie




6. Babydream- olejek do pielęgnacji dla kobiet w ciąży


Jeden z moich ulubieńców, który napewno dalej będę stosować! Przede wszystkim  duży plus za naturalny, dobry skład , nie nachalny zapach i przede wszystkim cudowne działanie! Olejek jak to olejek jest trochę tłusty, ale napewno nie tak jak np. beznadziejna oliwka Bambino czy Johnson´s. Używałam go 2 razy dziennie przez 3 miesiące ( taki był wydajny) na brzuch i piersi i skóra w tych rejonach rzeczywiście wygląda dużo lepiej. Jest ujędrniona, nawilżona, gładka i nie pojawiły się żadne rozstępy, czyli w moim przypadku kosmetyk działa tak jak producent obiecał. Super produkt!


Ocena : 5 / 5


Cena: 250ml / ok. 13zł


Dostępność : Rossmann






7. Alterra- krem na dzień brązujący do cery normalnej i mieszanej




Opisywałam go TU  .Jeden z najgorszych tego typu kosmetyków jakie testowałam. Nic mi się w nim nie podoba, a całości dopełniał tylko nienanaturalny, za ciemny kolor i ohydny zapach. Nie polecam w żadnym wypadku!




A jak u Was ze zużyciami?

sobota, 30 sierpnia 2014

Schwarzkopf - Essence Ultime Omega Repair - odżywka do włosów zniszczonych i osłabionych












Jestem uprzedzona do kosmetyków do pielegnacji włosów z drogerii, bo zbyt wiele razy się ´´nacięłam´´. Szczególnie jestem nieufna do tzw. profesjonalnych linii, które można tanio kupić w zwykłych sklepach te najbardziej mnie rozczarowały. Potrzebowałam jednak jakieś bardziej odżywczej odżywki, która będzie dobrze współgrać z lżejszym szamponem i nie mając pomysłu co wybrać pomyślałam, że dam szansę odżywce z serii Omega Repair. Jest ona co prawda stworzona do włosów zniszczonych i osłabionych, ale z moimi normalnymi i zdrowymi też współpracuje całkiem nieźle. Nie uważam, żeby była jakaś rewelacja, aczkolwiek jak na drogeryjny produkt jest dobrze.

Od razu urzekł mnie jej zapach, bo jest naprawdę ładny. Jakby słodkawo-orientalny. Gdzieś już coś podobnego czułam, ale nie umiem sobie przypomnieć co tak pachniało. Aromat jest lekko wyczuwalny na włosach po umyciu. Konsystencja jest średnio gęsta, nie spływa w czasie aplikacji. Już w trakcie jej spłukiwania ( trzymam ok. 2 min) czuć, że włosy sa wygładzone, odżywka napewno też ułatwia ich rozczesanie, a po wysuszeniu fryzura nie była napuszona tylko wygładzona co jednak nie miało nic wspólnego z obciążeniem! Poza tym włosy były sypkie, miękkie i naturalnie lśniące. Jako, że moja czupryna sama w sobie jest nawilżona to nie wiem jak ta odżywka podziała na posiadaczki włosów zniszczonych, przesuszonych. Nie twierdzę też, że u wszystkich da ona takie efekty jak u mnie , bo wiadomo, że każda z nas ma inne potrzeby i inny rodzaj włosów dlatego najlepiej przekonać się samemu :)

W składzie mamy ekstrakt z pereł, pantenol, keratynę i wzbogacone proteiny. Oczywiście są też silikony, ale tutaj akurat moim włosom nic złego nie robią i nie sprawiają, że fryzura szybciej oklapuje i wygląda na nieświeżą co niestety ma miejsce przy wielu szamponach i odżywkach z silikonami.


W mojej ocenie produkt zasługuje na czwórkę, bo  dla mnie robi to co ma robić odżywka. Nie sądze jednak, żebym kupiła ją czy inny kosmetyk z tej linii raz jeszcze, bo jednak wolę produkty profesjonalne.

Komu bym ją poleciła ? Tym z Was, które mają włosy w dobrej kondycji bez tendencji do przetłuszczania, nie narzekają też na ich suchość i potrzebują troszkę mocniejszej odżywki do używania na codzień.


Ocena : 4 / 5

Cena: 250ml / ja płaciłam 8 €

Dostępność : Rossmann





Znacie produkty z serii Essence Ultime ?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Paul Mitchell - Awapuhi Moisture Mist Hydrating Spray - nawilżająca mgiełka do ciała i włosów








Kosmetyki do włosów marki Paul Mitchell zajmują u mnie wysoką pozycję, bo są wysokiej jakości i rzeczywiście widać i czuć, że działają dlatego polecam je wszystkim, ale jednak ta nawilżająca mgiełka będzie wyjątkiem. Kupiłam ją, bo potrzebowałam pilnie jakieś nawilżającej odżywki do włosów koniecznie w formie sprayu i nic konktretnego nie umiałam znaleźć, a ten kosmetyk  ma wiele pozytywnych opinii i jeszcze nigdy się nie zawiodłam na produktach tej marki. No cóż, ten jest pierwszym...

Mam wrażenie, że psikam włosy wodą z kranu, bo kompletnie nie czuję, że ta mgiełka nawilża i działa w jakikolwiek inny sposób. Włosy są po niej takie same, nie odczuwam żadnej różnicy ani na plus ani na szczęście na minus, więc jest dla nich totalnie obojętna. Może to wynikać z tego, że moja czupryna jest zdrowa i lśniąca, więc nie wiem jak ta mgiełka poradziłaby sobie w przypadku innego rodzaju włosów. Po użyciu nie zostawia po sobie żadnego wyczuwalnego śladu i to w sumie dobrze, ale mogłabym też w ogóle jej nie użyć i efekt byłby taki sam - zero rezultatu. Jest też praktycznie bezzapachowa.

´´ Mgiełka została stworzona na bazie aktywnego, botanicznego ekstraktu z hawajskiego imbiru ( awapuhi) , który równoważy poziom wilgoci i zapobiega przesuszeniu włosów, a także sodu PCA, który jest naturalnym komponentem ludzkiej skóry i zwiększa jej miękkość. Kosmetyk zawiera też ekstrakt z alg słodkowodnych.´´

Można ją stosować także do ciała, ale szczerze mówiąc mnie taki pomysł wydaje się nieco dziwny. Nie przekonuje mnie używanie kosmetyku do włosów także do ciała, wolę osobne produkty. Żałuję, że zdecydowałam się na zakup akurat tej mgiełki i męczę się ze zużyciem wielkiej butli, a jak na złość produkt jest bardzo wydajny.


Inne kosmetyki tej marki zasługują na polecenie. Ten nie.


Ocena : 2 / 5

Cena: 250ml / 12€

Dostępność : kupowałam na Truskawce


 Skład : Water (aqua), Sodium PCA, Propylene Glycol, Bisamino PEG/PPG-41/3 Aminoethyl PG-Propyl Dimethicone Hedychium Coronarium (White Ginger), PEG 12 Dimethicone, Hedychium Coronarium Extract (White Ginger), Spirulina Maxima Extract, Plankton Extract, Polyquaternium 4, PEG 40 Hydrogenated Castor Oil, Lactic Acid, Fragrance (Parfum), Methylparaben, Diazolidinyl Urea, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hydroxycitronellal



A może Wy polecicie mi jakąś dobrą, nieobciążająca nawilżającą odżywkę w sprayu do włosów normalnych?

środa, 27 sierpnia 2014

Vita Liberata - 24ct Silken Shimmer- Tinted Wash Off Gel- samoopalacz do ciała










Samoopalacze to nie są moje ulubione kosmetyki. Nie mam obsesji na punkcie opalonej skóry, a co więcej nie mam ani czasu ani cierpliwości,aby się bawić w nakładanie brązującego mazidła, czekać aż się wchłonie, zatykać nos przed tym ohydym zapachem i martwić się, czy nie porobiłam smug. To zdecydowanie nie dla mnie! Lubię swoją jasną karnację :)

Ten samoopalacz dostałam i z początku przeraziłam się tym, że jest w odcieniu Medium, a jego zabarwienie jest bardzo ciemne. To jest gęsta emulsja i właśnie to mocne zabarwienie pomaga w jej nałożeniu,a  także specjalna rękawica, która dostałam w zestawie. Jednak i tak należy ten produkt nakładać ostrożnie i z wyczuciem, bo inaczej efekt może być nieciekawy.

Używałam tego samoopalacza  najpierw tylko na nogi i oto moje spostrzeżenia :

- szybko się wchłania nie pozostawiając żadnej wyczuwalnej warstwy, ale i tak lepiej zaczekać przed ubraniem się

-  jets totalnie bezzapachowy, w ogóle nie ma tu mowy o typowym smrodzie samoopalacza

-  po uprzednim  peelingu nałożyłam samoopalacza dosyć dużo, a mimo to bardzo subtelny brązowawy kolor był ledwo widoczny i pojawił się po ok. 2 godz., oprócz mnie nikt nie zauważył znaczącej różnicy w kolorycie skóry

-  kolejnego dnia ponowiłam próbę i znów kolor wyszedł naprawdę bardzo lekki co jest tym bardziej dziwne, że to wersja kolorystyczna dla średniej karnacji!

-  kiedy użyłam go na ręce one również zostały jedynie muśnięte  kolorem

- specyfik możemy usunąć kiedy chcemy poprostu w czasie kąpieli

- dopatrzyłam się malutkich drobinek, ale na skórze nie są one w ogóle widoczne ( przynajmniej u mnie)


Niby to dobrze, że samoopalacz nie jest mocny i nie daje tandetnego efektu jakbyśmy zasnęły na plaży czy w solarium, ale jednak opalenizna nawet na mojej bladej skórze była ledwo widoczna. Zastanawiam się, czy to typowa cecha tego konkretnego produktu i u wszystkich on tak działa, czy tylko na mojej skórze ? Spodziewałam się normalnej, ładnej opalenizny takiej jak po wakacjach, a  tu nic  z tego.

Dziwna sprawa. Jednak wiele dziewczyn bardzo chwali ten produkt, więc jeśli samoopalacz to Wasz kosmetyczny niezbędnik to wypróbujcie Vita Liberata i dajcie znać jak się u Was spisuje!  Ja oddaje ten specyfik Mamie, która ma wprawę w nakładaniu samoopalaczów i bardzo je lubi.


Odejmuję tylko punkt za beznadziejne, nieprzezroczyste opakowanie, które utrudnia kontrolowanie ubytku preparatu.


Ocena :  4 - / 5

Cena: 200ml / ok. 70zł

Dostępność : online


Skład: Aloe Barbadensis ( Leaf), Water, Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Isohexadecane, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine, Panthenol, Disdoum EDTAm Butyrospermum Parkii ( Shea) Butter, Saccharide Isomerate, Tocopheryl Acetate, Cucumis Melo ( Melon) Fruit, Extract, Hyaluronic Acid, Vitis Vinifera ( Grape) Seed Extract, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Litchi Chinensis Fruit Extract, Rubus Idaeus ( Raspberry) Seed Extract, Hydrolized Silk, Glycyrrhiza Glabra ( Licorice) Extract, Mica, CI 77891 ( Titanium Dioxide), CI 77491 ( Iron Oxides), CI 17200 ( Red33), CI 42090 ( Blue 1), CI 19140 ( Yellow 5)



A Wy lubicie samoopalacze?

wtorek, 26 sierpnia 2014

Eveline Cosmetics - Body Glam Argan- luksusowy jedwab do ciała ze złocistym pyłem
















Nie przepadam za kosmetykami do ciała z drobinkami i jeśli taki wpadnie mi przypadkiem w ręce to szybko znajduje inną właścicielkę:)  Jednak w wypadku tego kosmetyku zwanego przez producenta jedwabiem do ciała nic takiego nie miało miejsca, bo używam go z przyjemnością głównie za naprawdę ładny, nieprzerysowany efekt jaki daje. Jednak jest to kosmetyk do używania raczej tylko latem lub na okazje kiedy możemy odkryć nieco więcej ciała i potrzeba nam czegoś subtelnie rozświetlającego. Jeśli szukacie właśnie czegoś takiego to polecam ten jedwab!


Jest to biała, dość lejąca emulsja o znanym już, nudnym pudrowym zapachu takim samymj jak różowy preparat do biustu tej marki. Nie utrzymuje się długo na skórze i nie drażni, ale wolałabym, aby producent bardziej się wysilił i nadał temu kosmetykowi bardziej oryginalny zapach. Nie to jest jednak najważniejsze...

Od razu po nasmarowaniu możemy zauważyć na skórze subtelną, równą złotawą poświatę, która mnie osobiście bardzo się spodobała, bo nie wygląda tandetnie ( a tego się najbardziej obawiałam). Co więcej drobinki są bardzo malutkie i można je zauważyć raczej tylko z bliska, a skóra pięknie mieni się w świetle. Dodatkowym plusem jest to, że ten efekt jest widoczny nawet na mojej jasnej karnacji! Jednak po zastosowaniu koniecznie trzeba umyć ręce, bo i one są dość mocno ozłocone.



Kolejną zaletą jest trwałość. Kiedy po raz pierwszy posmarowałam się tym jedwabiem wieczorem po kąpieli to złota poświata utrzymała się do kolejnego dnia, a w przypadku gdy sięgnęłam po niego rankiem to efekt były widoczny przez cały dzień nawet w upale, wnioskuję więc, że śmiało możecie użyć tego produktu na całonocne imprezy bez obawy, że drobiny zaczną migrowac czy ścierać się.


W składzie  mamy olejek arganowy, bioHyaluron Complex, VitalSkin, ekstrakt z czystego jedwabiu, Hydromanil, witaminy A, E, F, naturalną betainę . D-panthenol oraz alantoine, ale prawda jest taka, że nie jest to najlepszy nawilżacz. Może do skóry totalnie bezproblemowej się nada, ale do suchej już nie. W ogóle powinno się go traktować jedynie jako kosmetyk upiększajacy a nie pielęgnacyjny. Wprawdzie trochę wygładza naskórek i bardzo szybko się wchłania, ale też lekko się klei i pozostawia dziwną, jakby silikonową warstwę ( coś ala baza pod makijaż) aczkolwiek nie jest to dużym dyskomfortem i w zasadzie mi nie przeszkadza. 

Polecam jako naprawdę dobry kosmetyk rozświetlający do ciała. Jako nawilżacz nie. 


Ocena: 4 + / 5

Cena: 245 ml / ok. 17zł

Dostępność : Rossmann 



 
Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Propylene Glycol, Argania Spinosa Kernel Oil, Cocos Nucifera Oil, Urea, Octyldodecanol, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Hyaluronic Acid, Dicaprylyl Carbonate, Hydrolized Silk, Hydrolized Yeast Extract, Hydrolized Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Betaine, Glucose, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Allantoin, DMDM Hydantoin, Disodium EDTAm Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Titanium Dioxide, Mica, Parfum, Hexyl Cinnamal, Lilial, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Hydroxycitronellal, Lyral



Znacie kosmetyki z linii Body Glam Argan?

niedziela, 24 sierpnia 2014

Astor - Shine Deluxe Jewels nr 008 Precious Amethyst














Wspominałam, że nie jestem miłosniczką błyszczyków, bo strasznie razi mnie to, że większość z nich (nawet te z wyższej półki) się kleją i czuć je na ustach. Poza tym stawiam na długotrwałość,a  one tego nie zapewniają.  Postanowiłam jednak wypróbować Shine Deluxe z serii Jewels w jednym z odcieni różu, czyli 008 Precious Amethyst, który na ustach jest stonowany, naturalny i nie rzuca się zbytnio w oczy. Cóż mogę powiedzieć ? Błyszczyk jest fajny i nie żałuję, że go mam. Śmiało może konkurować z tymi drogimi, bo niczym im nie ustępuje.

Konsystencja jest idealna, błyszczyk nie jest ani za ciężki, ani za lejący i co bardzo mnie uciszyło nie klei się tak chamsko jak wiele. Owszem całkowicie nie jest tego pozbawiony, ale nie denerwuje mnie to aż tak mocno i zdaża mi się go użyć w wietrzny dzień. Bardzo podoba mi się to w jaki sposób nabłyszcza usta, bo daje efekt tzw. tafli wody optycznie je powiększając i wygładzając. Nie wysusza przy tym warg. Posiada malutkie, srebrne drobinki aczkolwiek w ogóle mi one tu nie przeszkadzają, bo są niewyczuwalne, słabo widoczne ( jedynie w świetle) i schodzą równo wraz z błyszczykiem.

Producent podaje, że błyszczuk utrzymuje się do 6 godzin.Niestety nie jest to prawda. U mnie bez jedzenia i picia schodzi po ok. 2, a jeśli coś zjem to od razu musze go nałożyć ponownie. Jest tak samo trwały jak większość błyszczyków.  Pachnie jakby kremowo, smaku nie posiada. Dodatkowym plusem jest poręczny, płaski aplikator - gąbeczka.


Nie kupię go ponownie, bo wolę szminki, ale jeśli Wy preferujecie błyszczyki to koniecznie sprawdzcie Shine Deluxe, bo to naprawdę porządny lip gloss!

Ocena: 4 + / 5

Cena: 5,5 ml / ok. 20zł

Dostępność : Rossmann


Znacie ten błyszczyk ?

sobota, 23 sierpnia 2014

Jennifer Lopez - Forever Glowing EDP










To mój pierwszy damski zapach sygnowany przez Jennifer Lopez, a wpadłam na niego przez przypadek. Otóż był w niskiej cenie, a że bardzo lubię nuty miodowe i toffi to bardzo się nim zainteresowałam tym bardziej, że w recenzjach ma dobre opinie. I tak nabyłam moje 50ml. Warto było, bo ten zapach nie jest typowo celebrycki i nie pachnie jak owocowy kompot, czyli jak większość takich perfum, które gwiazdy i gwiazdeczki masowo wypuszczają na rynek byleby tylko się sprzedał, a ja, że pachnie to bylejak to już inna sprawa. Forever Glowing to bardzo fajny lekko słodkawy mix toffi i miodu w połączeniu ze szczyptą szafranu i pudrowością irysa, który pojawia się na końcu. Jednak nic tu zamula i nie zasładza. Nie nazwałabym tego zapachu słodkim ulepem,a  prędzej ´´bezpiecznym słodziakiem´´. Ma on w sobie coś takiego, że wiele osób pytało mnie czym pachnę, a potem byli zdziwieni, że to zapach od J.Lo, bo nie jest oklepany i nadaje sie zarówno na cieplejsze dni jak i chłodne. Nie przeszkadza i nie jest natarczywy dla otoczenia. Szkoda tylko, że nie jest zbyt trwały, bo po ok. 4 godz. już go nie czuję.

Flakonik niewątpliwie zasługuje na uwagę, bo w trakcie psikania dolna część świeci chłodnym światłem przez kilka sekund i naprawdę wygląda to estetycznie i wzbudza zainteresowanie innych :)

Oczywiście nie jest to zapach, który z miejsca rzuca na kolana i nie da o sobie długo zapomnieć, ale napewno jest inny, ciekawszy niż wiele z tej kategorii. Dlatego myślę, że warto go przetestować!


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : szafran, biały pieprz, biały miód

nuty serca : neroli, jaśmin, zamsz

nuty bazy: paczula, irys, toffi, wanilia


 Ocena : 5 / 5

Cena: za 50ml  zapłaciłam 16€

Dostępność : perfumerie online


Znacie zapachy J.Lo?  Który polecacie ?

czwartek, 21 sierpnia 2014

Pollena-Savona - Trzy Zioła - szampon do włosów suchych i normalnych









Kupiłam ten szampon jakiś czas temu w trakcie wakacji nad naszym morzem, bo szampon, który ze sobą przywiozłam (chyba z powodu innej wody) tam się nie sprawdzał i sprawiał, że włosy kompletnie nie chciały się układać. Nie znałam wcześniej szamponów z serii Trzy Zioła, ale postanowiłam zaryzykować i wybrałam wersję do włosów normalnych i suchych.

Nie wiem dlaczego, ale nad morzem szampon ten sprawdzał się o wiele lepiej niż po powrocie do domu. Wtedy włosy były sypkie, wygładzone i czuć było, że kosmetyk je nawilża, bo nie musiałam używać silniejszej odżywki. Z kolei teraz nic wielkiego nie robi i chciałabym, żeby się już skończył.

Konsystencja jest dosyć rzadka, bezbarwna o lekko perłowobiałym zabarwieniu.  Pachnie niezbyt fajnie, typowo kosmetycznie i mnie ten aromat przypomina słabej jakości płyn do płukania tkanin. Dobrze się pieni. Producent podaje, iż szampon zawiera ekstrakty z nagietka, brzozy i krwawnika, ale co z tego skoro są one praktycznie na końcu składu, a i on sam naprawdę mógłby być lepszy.

Nie spodobało mi się to, że szampon  w ogóle nie zmywa olejów i słabo radzi sobie z mocniej przetłuszczonymi włosami tzn. nie domywa ich za pierwszym razem i trzeba ponawiać jego aplikację i jeszcze raz myć włosy.Dziwi mnie jednak to, że jeśli czupryna nie jest mocno przetłuszczona to szampon oczyszcza włosy tak dobrze, że aż ´´piszczą´´. Sama nie wiem o tym sądzić.

Używam go razem z odżywką kokosową w sprayu Alba Botanics, a ponadto na końcówki nakładam olejek i to wszystko razem sprawdza się bardzo dobrze, ale muszę to zastrzec, że sam szampon włosów nam raczej nie nawilży i nie wyobrażam go sobie użyć bez odżywki jak zresztą każdego szamponu. Nie wpływa on na włosy jakoś znacząco, nie pielęgnuje ich, a jedynie myje i lekko wygładza stąd moje przypuszczenia, że nie nada się do włosów naprawdę wymagających i przesuszonych, a właśnie takich jak moje : normalnych, bezproblemowych, zdrowych.

To taki sobie szamponowy przeciętniak, którego możemy spróbować z uwagi na niską cenę i szeroką dostępność. Do wyboru mamy kilka innych wariantów:  do włosów tłustych, przeciwłupieżowy, 2w1 oraz dla mężczyzn.


Ocena : 3 / 5

Cena: 250ml / kupiłam za 8zł

Dostępność : supermarkety, drogerie


Skład : Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, PEG- 75 Lanolin, Sodium Chloride, Glycol Distearate, Cocamide MEA, Laureth 10, Parfum ( Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal), PEG-7-Glyceryl Cocoate, Polyquaternium 7, Propylene Glycol, Calendula Officinalis Extract, Propylene Glycol, Betula Verrucosa Extract, Propylene Glycol, Achillea Millefolium Extract, Citric Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone



Znacie szampony Trzy Zioła?

środa, 20 sierpnia 2014

Garnier - Oil Beauty - upiększający olejek do ciała







Lubię olejki do ciała i twarzy, ale tylko te naturalne.Nie lubię  kiedy producenci na opakowaniach piszą, że dany produkt ma same naturalne składniki, a po przeczytaniu składu okazuje się, że owszem, ale są one na samym końcu...

Mam już mleczko do ciała z tej linii, a teraz przyszedł czas na podzielenie się moją opinią na temat teg olejku. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy jako fanatyczce czytania składów to to, że owszem olejki ( tu arganowy, makadamia, migdałowy i różany) są obecne, ale jedynie ten pierwszy zajmują wyższą pozycję, bo reszta plasuje się już trochę niżej. Dobrze, że przynajmniej nie ma tu parafiny...

Butelka ze sprayem od początku strasznie mnie denerwuje, bo jest nieporęczna i wyślizguje się z dłoni w trakcie aplikacji,a  sam spray działa tylko pod kątem prostym. Niby miało być dobrze, a nie jest. Zapach też nie należy do najpiękniejszych. W zamyśle miał być różany, a jest dość dziwny, trochę mdły, ale koniec końców mnie nie drażni i mogę go przeżyć.

Według słów na opakowaniu ma to być olejek suchy i ma nie zostawiać tłustej warstwy i nie plamić przy tym ubrań.Tego ostatniego rzeczywiści nie robi, ale tłusty jest jak najbardziej, bo moja skóra potrzebuje nawet 15min na wchłonięcie wyczuwalnie tłustej warstwy dlatego ten produkt odpada u mnie po porannym prysznicu. Fakt, że ta warstwa nie jest tak bardzo tłusta jak  przy normalnych olejkach, ale jednak jest odczuwalna. Kiedy już kosmetyk się wchłonie skóra jest gładka, miła w dotyku aczkolwiek fajerwerków i mocnego odżywienia nie ma, a przynajmniej nie bardziej niż po tradycyjnych balsamach i masłach. Ten olejek bardziej natłuszcza aniżeli nawilża i moim zdaniem będzie za słaby jeśli macie skórę bardzo wymagającą i przesuszoną, bo nie działa on intensywnie. Dla mnie na teraz jest wystarczający.

Jeśli lubicie olejki do ciała  to śmiało wypróbujcie, ale nie jest to żadne´´ must have´´


Ocena : 3 / 5

Cena : 150ml / ok. 20zł

Dostępność : Rossmann


Sklad: Caprylic / Capric Trigliceride, Isopropyl Palmitate, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Oil / Argania Spinosa Kernel Oil, Benzyl Alcohol, Capsicum Annum Extract / Capsicum Annum Fruit Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Pentaerythrityl Tedtra-DI – T Butyl Hydroxycinnamate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil / Sweet Almond Oil, Rosa Rubiginosa Seed Oil, Parfum


wtorek, 19 sierpnia 2014

Wibo - Elixir - nawilżająca pomadka do ust nr 03 i 06







nr 06




nr 03


To jednak z moich ulubionych pomadek i mimo, że jest tania to naprawdę warto ją wypróbować jeśli jej jeszcze nie znacie. Mam dwa kolory mocny róż nr 03 i stonowany, ciemniejszy róż nr 06. Pierwszy odcień dostałam do testów, a drugi podarowała mi Mama, bo jednak nie dobrze się w nim czuła. Mnie oba te kolorki wyjątkowo się podobają :)


Pomadki nie mają żadnych drobinek, a na ustach dają lekko błyszczący efekt. Z powodu idealnej konsystencji równo się nakładają i nie wysuszają ust. Kolory są nasycone, szczególnie nr 03 nie sposób przeoczyć,ale obydwa sprawiają, że usta są optycznie większe, pełniejsze i wygładzone. Nie spodziewałam się po nich jakieś nadzywczajnej trwałości, a jednak bez jedzenia i picia spokojnie wytrzymują u mnie 3 godz,choć i wtedy nie wymagaja poprawki. Smaku nie mają, a pachną delikatnie jakby kosmetycznie - kremowo. Nie widzę w nich żadnych wad oprócz okropnego, tandetnego opakowania z którego już po tygodniu zmazały się napisy i nie wygląda to estetycznie. Dla mnie jednak najważniejsze jest działanie i tu te szminki zdecydowanie zasługują na najwyższą ocenę.


Ocena : 5 / 5

Cena: 4,2g / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann



Znacie te szminki ? Co o nich sądzicie ?

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sephora - long- lasting ultra vinyl eyeliner












Eyeliner to kosmetyk bez którego nie wyobrażam sobie wyposażenia mojego kosmetycznego kuferka. Mam ich dużo w wielu kolorach w tym  także klasyczny czarny. Przetestowałam ich już bardzo dużo i jestem wybredna. Nie przepadam za tymi w formie pisaka, bo kilka razy zdażyło się, że poprostu przestał rysować linię po paru użyciach. Najlepiej lubię właśnie te w buteleczce z pędzelkiem lub tzw. rysikiem.

Ten liner Sephory dostałam jakiś czas temu i zainteresowała mnie jego nazwa, bo nie umiałam sobie wyobrazić co będzie znaczyć to, że ma dawać ´´vinylowy´´ efekt.  Po pierwszym użyciu okazało się, że kosmetyk daje na powiece mocno czarny kolor i jest jakby mokry, błyszczący i to właśnie ten zapowiadany vinylowy look. Na początku bardzo mi się to spodobało, ale okazało się potem, że lepiej nie rysować zbyt  mocnej linii, bo o ile u matowych linerów wygląda to ładnie i estetycznie to tu daje nieco dziwny rezultat, wygląda to trochę przerysowanie i lekko tandetnie, ot kwestia gustu aczkolwiek umiar w tym wypadku jest wskazany.

Liner wyposażony jest w długi pędzelek i ja osobiście nie mam problemu z narysowaniem kreski, ale wydaje mi się, że mniej wprawione mogą mieć z tym kłopot tym bardziej, że konsystencja jest nieco gęsta i czasem zdaża się, że kreskę trzeba poprawiać i ponownie maczać aplikator w buteleczce. Jednak jak już powiedziałam mnie to aż tak nie przeszkadza i nie uważam, żeby była to jakaś wielka wada, choć oczywiście są lepsze pod tym względem linery. Schnie bardzo szybko i co dla mnie ważne nie podrażnia skóry powiek. Jest bardzo trwały - bez problemu przetrzymał całodzienną podróż w upale jak i mocne opady śniegu, a potem łatwo go zmyć np. micelem.

Wydaje mi się, że była to limitowanka, bo  nie jest już do dostania w Sephorze, a jedynie na aukcjach, ale jeśli lubicie eyelinery i macie ochotę na coś innego niż zwykły matowy kolor to polecam rozejrzeć się za tym produktem.


Ocena : 4 / 5

Cena: 4,5ml / ceny nie znam, bo go dostałam

Dostępność : obecnie na aukacjach online


A jaki jest Wasz ulubiony eyeliner ?

sobota, 16 sierpnia 2014

Yves Rocher - Monoi Eau de Vahines EDT







Jestem kokosową maniaczką i uwielbiam wszystko co pachnie tym egzotycznym owocem, ale niestety wiele takich zapachów razi sztucznością o czym wielokrotnie się przekonałam. Na zapach Monoi Eau de Vahines natykałam się wielokrotnie na blogach i czytałam często pozytywne opinie, że tak pachną wakacje, kolorowe drinki... Jednak wciąż wahałam się przed zakupem tym bardziej, że u mnie stacjonarnie jedyny sklep YR jest baardzo daleko i nie było możliwości,aby pojechać tam i przekonać się na własnej skórze jaki to zapach. Natrafiła się promocja i poprostu zaryzykowałam i kupiłam 100ml buteleczkę w ciemno. Nie żałuję aż tak bardzo, choć szczerze powiedziawszy nie jestem też oczarowana i przed ewentualnym zakupem radzę Wam porządnie przetestować!

Mamy tu tylko 4 nuty zapachowe : ylang -ylang, kokos, wanilię i kwiat Tiare i niestety na mojej skórze za mocno wybija się ylang z kwiatem Tiare, za bardzo dominują co zagłusza kokos i wanilię, które stoją nieśmiało z tyłu i nie chcą się za bardzo wychylać. Owszem czuć je, ale niezbyt intensywnie, a szkoda. To rozczarowało mnie najbardziej. Dalej zapach nie bardzo się rozwija, w tle ciągle próbują dość do głosu wanilia z kokosem i czasem trochę im się to udaje, ale i tak ten zapach to w zdecydowanej mierze duet ylang-ylang i Tiare. Jest trochę przyciężkawy, słodki,kremowy jakby duszny i mocno kojarzy mi się z aromatem niektórych olejków do opalania. Nie używałam go w upały, ale mam wrażenie, że na chłodniejsze dni też się sprawdzi, bo nie jest to raczej świeża, przejrzysta kompozycja.Mnie kojarzy się z nieznośnie gorącym dniem spędzonym na plaży, gdzie nie ma ani skrawka cienia, a my leżymy plackiem piasku i za wszelką cenę próbujemy nabrać opalenizny :) A jako, że fanką opalania nie jestem to i ten zapach nie wpisał się w 100 % w mój gust i drugi raz nie kupiłabym flakonika, choć używam go od czasu do czasu.



Co do samego opakowanie to jest tak proste, że chyba prościej już się nie dało, a mimo to nawet mi się podoba. Jest poręczne, choć do najbardziej estetycznych nie należy.

Zapach dostępny jest jako woda toaletowa, ale o dziwo ma całkiem niezłą trwałość i projekcję.


Podsumowując: miłośniczkom takich kwiatowych woni polecam, a odradzam tym, które liczą na pysznego kokosa z wanilią.Nie uważam też, żeby ten zapach był wart swojej ceny, czyli ok. 120zł. Ja kupiłam za połowę i Wam też radzę poszukac go taniej.


Ocena : 4 - / 5

Cena : 100ml / zapłaciłam 60zł

Dostępność : YR


Znacie ten zapach?

czwartek, 14 sierpnia 2014

Green Pharmacy - scrub do stóp








Jako, że moje stopy są dość wymagające i muszą być codziennie smarowane i raz w tygodniu peelingowane, a raz w miesiącu przydaje im się większy zabieg pielęgnacyjny to szukam przede wszystkim dobrych, odżywczych kremów i peelingów do tej części ciała. Różnie mi to wychodzi, bo raz trafiam na produkty , które kończa w koszu,a  innym razem jestem zadowolona, choć fajerwerków jakoś nigdy nie ma.  O marce Green Pharmacy słyszałam, miałam już jej olejek do włosów ( który notabene okazał się niewypałem) i niestety o tym scrubie do stóp też nie powiem nic dobrego. Dla mnie jest poprostu beznadziejny i  w ogóle nie spełnia swojej podstawowej roli.



Konsystencja jest rzadka przez co kosmetyk spływa w trakcie aplikacji i nie da się nim wykonać masażu w celu usunięcia martwego naskórka. Drobinki to pestki moreli i  mimo, że dość duże i wyczuwalne to też w zasadzie nic nie robią. Bardzo lekko masują, ale nic poza tym, a po wszystkim skóra stóp jest w dokładnie takiej samej kondycji, nie odczuwam żadnego wygładzenia, odżywienia , a już napewno nie chłodu i świeżości co zapewnia producent. Ten preparat poprostu nie działa, no chyba, że kogoś satysfakcjonuje takie lekkie, prawie niewyczuwalne´´mizianie´´ które byłoby akceptowalne,gdyby produkt  przeznaczono do dłoni lub wrażliwej cery, ale nie do stóp, gdzie potrzebne jest konkretne działanie.

Scrub zawiera olejek morelowy, mielone pestki moreli, olejki eteryczne jodły i drzewa herbacianego, kwasy owocowe, mentol i kamforę oraz niestety olej mineralny i parabeny, więc nie można go napewno nazwać naturalnym, a taki napis widnieje na tubce.  Pachnie charakterystycznie olejkiem z drzewa herbacianego i jakby leśną nutą. Niezbyt mocno i nie drażniąco.


Nie polecam  tego scrubu. Lepiej rozejrzeć się za czymś innym ( ze swojej strony polecam peeling do stóp Yves Rocher lub Palomy). To takie nic, nie warte nawet tych paru groszy.


Ocena : 1 / 5

Cena: 100ml / kupiłam za 6zł

Dostępność : kupowałam w małym sklepiku w nadmorskiej miejscowości


Skład : Aqua, Mineral Oil, Monoglycerides, Glycerin, Stearic Acid, Isopropyl Myristate, Apricot Kernel Powder, Apricot Oil, Cetostearyl Alcohol, Calicylic Acid, AHA, Carbomer, Carbamide, Menthol, Parfum, Tea Tree Essential Oil, Camphor, Fir Essential Oil, Phenoxyethanol, Methylparaben, TEA, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben



Znacie kosmetyki Green Pharmacy ? Który lubicie ?

środa, 13 sierpnia 2014

Iwostin - Solercin SPF 30 - lekki krem ochronny








Solercin SPF 30 to kolejny krem z filtrem do twarzy, którego używam tego lata (  które jak nigdy wyjątkowo tu w tym roku dopisało :) ) i spośród pozostałych takich kremów jest najsłabszy.

Przede wszystkim wbrew temu co jest napisane na opakowaniu to raczej nie jest lekki krem, bo gdyby taki był to moja cera nie świeciłaby się po nim zaraz po aplikacji i jeszcze długo po. Zostawia on też wyczuwalną warstwę i sprawia, że moje niewidoczne normalnie pory przypominają kratery wulkanów! Mam też wrażenie, że skóra się pod nim  dusi, jest on za ciężki i być może sprawdzi się przy cerze suchej, ale napewno nie przy tłustej i mieszanej. Ma bardzo neutralny zapach i dosyć gęstą konsystencję.

Używałam go pod makijaż i nie było problemów z aplikacją podkładu, nic się nie ważyło, ale o ile normalnie moja cera nie świeci się jak szalona tak po tym kremie już po niedługim czasie sprawiała wrażenie spoconej i mocno nieświeżej. Zdecydowałam więc, że krem posłuży mi tylko do ciała, ale tam też zostawiał wyczuwalny film i był lekko tłusty i nie mijało to przez cały dzień.

Nie znoszę bielących kremów z filtrem,a ten niestety ma tę paskudną przypadłość, że jeśli nałożymy go za dużo (  a przecież kremów z filtrem należy nałożyć trochę więcej) to twarz jest trochę wybielona. Nie mocno, nie wygląda się jak duch, choć i tak za estetyczny widok to to nie jest. Fakt, że miałam inne tego typu kremy, które tak bieliły, że nie dało się wyjść z domu w obawie przed pękającymi ze śmiechu przechodniami :), ale jednak dla mnie bielący krem do twarzy odpada już na starcie.


W kwestii ochrony nie mam zastrzeżeń. Słońce tu świeci jak szalone ( niestety lato tu trwa krótko :/ ),  ja nie nabawiłam się żadnych przebarwień, a te stare nie pogłębiły się. Jednak musze tu podkreślić, że nie jestem zwolenniczką opalania.

Gdyby krem nie był tak tłusty i nie bielił to napewno zużyłabym całą tubkę, a tak chyba powędruje ona do śmieci.


Ocena : 3 - / 5

Cena: 50ml / ok. 30zł

Dostępność : apteki


Skład: Aqua, C12-C15 Alkyl Benzoate, Dicaprylyl Carbonate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cyclopentasiloxane, Propylheltyl Caprylate, Ethoxydiglycol, Glycerin, Titanium Dioxide, Butyl Methoxydigenzoylmethane, Potassium Cetyl Phosphate, Bis- Ethylhexylphenol Methoxyphenyl Triazine, Caprylic / CapricTrigliceride, Methylene Bis- Benzotriazolyl Tetramethylbutylophenol, PVP / Eicosense Copolymer, Hydrogenated Polydecane, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Disteardimonium Hectorite, Hydrogenated Olive Oil Stearyl Esters, Tocopheryl Acetate, Hydroxystearic Acid, Decyl Glucoside, Sodium Polyacrylate, Propylene Carbonate, Propylene Glycol, Xanthan Gum, Laminaria Ochroleuca Extract, Disodium EDTA, Parfum, Methylthiazolinone, Phenylpropanol, PEG-8 Tocopherol, Ascorbic Acid, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid


A jakiego kremu  do twarzy z filtrem Wy używacie tego lata?

wtorek, 12 sierpnia 2014

Yes to - Blueberries - Age Refresh - Intensive Skin Repair Serum - intensywne serum naprawcze do twarzy








Jeśli chodzi o serum do twarzy to lubię jedynie te naturalne,bo najlepiej działają na moją skórę. Moimi faworytami są te z Biochemii, ale, że wpadło w i w ręce to serum amerykańskiej marki Yes to z jagodami to pomyślałam, że musi to być coś dobrego skoro skład to sama natura. Jednak nie. Nie chodzi mi o to, że ten kosmetyk coś złego mi ze skóra zrobił tylko, że po regularnym stosowaniu 2 razy dziennie kompletnie nie widzę jego działania i równie dobrze mogłabym sobie odpuścić jego stosowanie. Mam porównanie z innymi serami po których już po paru tygodniach, a czasem nawet dniach zauważam pozytywne zmiany, a tu nic.


Spodziewałam się, że serum będzie miało jagodowy zapach i kolor, ale nie - jest żółtawe o jakby roślinnym aromacie, niezbyt intensywnym, choć szczerze mówiąc mnie nie za bardzo się on podoba, ale w końcu to nie perfumy, więc nie będę narzekać. Konstystencja jest prawidłowa tzn. ani nie za lejąca ani bardzo gęsta. Niestety to serum w ogóle mojej skóry nie nawilża ( a nie mam suchej!) i koniecznie muszę potem użyć odpowiedniego kremu, bo inaczej mam wyraźne uczucie, że skórze czegoś brakuje. Poza tym bezpośrednio po nałożeniu kosmetyk daje lekkie uczucie klejenia i napięcia, które to znikają co prawda po niedługiej chwili potem cera jest dosyć gładka i miła w dotyku. Jednak to absolutnie wszystko co tu zaobserwowałam, a jak na taki kosmetyk to zdecydowanie za mało, bo wygładzenie można uzyskać innymi preparatami i to serum jest mi poprostu zbędne. Wbrew temu co obiecuje producent nie dopatrzyłam się żadnego odżywienia i rozświetlenia, a cera wygląda dokładnie tak samo jak przed rozpoczęciem stosowania tego serum.


Jestem tym produktem naprawdę rozczarowana, bo spodziewałam się o wiele więcej,a tymczasem nie dostałam praktycznie nic. Jak widać czasem naturalny skład to nie wszystko, a cena  w tym wypadku jest o wiele za wysoka.


Ocena : 2 / 5

Cena: 30ml / ok. 120zł

Dostępność : online


Skład: Vaccinum Cyanococcus ( Blueberry) Juice, Water, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Glycerin, Avena Sativa ( Oat) Kernel Oil, Alcohol, Xanthan Gum, Lecithin, Simmondsia Chinensis ( Jojoba) Seed Oil, Oryza Sativa ( Rice) Bran Extract, Phenethyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Fragrance, Ribes Nigrum ( Blackcurrant) Seed Oil, Onopordum Acanthium ( Cotton Thistle) Flower / Leaf Steam Extract, Pyrus Malus ( Apple) Fruit Extract



Znacie kosmetyki tej marki ? Który polecacie ?

niedziela, 10 sierpnia 2014

Eveline Cosmetics - Magical CC - Diamonds & 24k Gold - nawilżająco - rozświetlający krem CC 8w1













Kolejny z drogeryjnych kremów CC, któy znalazł się u mnie na półce, a że takie kosmetyki lubię to i testowanie ich sprawia mi przyjemność :)

Ten krem posiadam w odcieniu Light i moim zdaniem jest on o pół tonu dla mnie za ciemny z tym, że nie wygląda to źle, a właśnie jak leciutka opalenizna z tym, że jeśli macie bardzo bladą karnację, jaśniejszą niż moja to ten kolor już nie będzie dla was. Nie narzekam na niego, choć szczerze powiedziawszy mógłby być jednak jaśniejszy. W ogóle ten odcień może zmylić, bo w opakowaniu krem jest taki perłowo - biały i ma w sobie coś ala brązowe opiłki koloryzujące i dopiero sekundę po nałożeniu na skórę ukazuje się rzeczywista barwa kosmetyku.  Pachnie tak samo jak inne kosmetyki z linii Diamonds & 24k Gold kosmetycznie -owocowo.


Nakładanie nie jest problemowe tyle tylko, że wbrew obietnicy producenta ten krem mojej cery w ogóle nie matuje, a co więcej błyszczy się ona praktycznie od razu i użycie pudru jest konieczne. Nie lubię kiedy podkład czy taki krem sprawia, że świecę się jak latarnia i taka cecha skreśliłaby go u mnie natychmiastowo, ale właśnie po oprószeniu twarzy pudrem ten błysk znika i mat trzyma się u mnie przez długie godziny. Bez pudru jednak ani rusz...

Poza tym krem ma wyrównywać koloryt cery i pokrycia niedoskonałości i faktycznie to pierwsze zadanie spełnia nawet nieźle, troszkę też kryję niewielkie przebarwienia, które posiadam, ale nie wypowiem się jak byłoby w przypadku widocznych niedoskonałości, bo takich na szczęście mi się nie zdażają. Należy jednak pamiętać, że nie jest to kosmetyk mający za zadanie zakamuflować duże zmiany! Poza tym ten krem sprawia, że moja cera wygląda poprostu na naturalnie rozświetloną, gładką i jest odczuwalnie nawilżona. Szału tu co prawda nie ma, ale jest poprostu dobrze i krem oprócz wspomnanego braku matowania sprawdza się u mnie w dni kiedy nie chcę nakładać tradycyjnego podkładu. Dodatkowo zawiera filtr SPF 15, jednak w lato jest on dla mnie za niski, więc pod spód muszę nałożyć krem z filtrem SPF 30.


Myślę, że mogę go polecić posiadaczkom cery normalnej i suchej oraz takiej bez tendencji do nadmiernego błysku i rozszerzonych porów. Jeśli szukacie rozświetlającego kremu koloryzującego to sprawdzcie ten CC!

Ocena : 4  / 5

Cena: 30ml / ok. 28zł

Dostępność : Rossmann


Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Isododecane, Glycerin, BIS-PEG / PPG – 14 / 14 Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Isodecyl Neopentanoate, Polyglyceryl-2 Dopolyhydroxystearate, Disteardimonium Hectorite, Propylene Carbonate, BIS- Ethylhexyloxyphernol Methoxyphenyl Triazine, Polymethyl Methacrylate, Hyaluronic Acid, Beeswax, Silica Dimethyl Silylate, Sodium Chloride, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG / PPG- 10 / 1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Hydrogenated Castor Oil, Tocopherol, Dimethicone, Butylene Glycol, Carbomer,



Używałyście już tego kremu ?

sobota, 9 sierpnia 2014

Juicy Couture - Juicy Couture EDP







Ten zapach poznałam w zasadzie przez przypadek. Wpadła mi w ręce próbka, a nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z damskimi zapachami tej marki jedynie mój mąż posiada Dirty English, który oboje bardzo lubimy to postanowiłam sprawdzić co może kryć się za tą niezbyt oryginalną nazwą :) Przetestowałam i... przepadłam. Flakon musiał być mój!

Uwielbiam ten zapach tuberozy, która niewątpliwie tu rządzi i nie za bardzo chce oddać pierwszeństwo innym składnikom, ale pozwala na to jedynie subtelnemu hiacyntowi i lekkiej, wodnej nucie arbuza z marakują,które to nie trwają zbyt długo. Przy końcu czuję lekką słodycz, która być może pochodzi od karmelu, ale jest ona nienachalna i stanowi jedynie tło, bo tuberoza jest obecna aż do końca. Jednak jest to jej łagodna wersja, bo nie dusi i nie przytłacza co sprawia, że ten zapach jest wręcz stworzony na wiosnę i lato. Juicy Couture to kompozycja mocno kwiatowa, aczkolwiek w żadnym wypadku kilerowata, nie sądze, aby ktoś mógł źle na nią reagować, choć trzeba wziąć pod uwagę, że jest gęsty , bogaty i trwały, żaden tam z niego zwiewny świeżak.


Flakonik choć niewątpliwie pieknie prezentuje się na toaletce to jest szalenie niepraktyczny w podróży,bo szkło jest ciężkie, a i w torebce zajmuje zbyt dużo miejsca. Jednak taki urok mają flaszeczki tej marki, a jako, że osobiście nie mam w zwyczaju nosić ze sobą perfum w torebce to nie przeszkadza mi to tak bardzo.

Wspomnę jeszcze tylko, że zapach wykreował w 2006. Harry Fremont twórca m.in CK One, Lancome Miracle, Armani Sensi, a w 2007r kompozycja dostała nagrodę w kategorii najlepszy zapach damski.


Zdążyłam jeszcze poznać Love, Peace and Juicy Couture, które kompletnie mnie nie uwiodło i mam zachomikowaną próbkę Couture Couture, które czeka na testy. Mam jeszcze zamiar nabyć pełnowymiarowy flakon Viva La Juicy, bo coś mi mówi, że spodoba mi się tak samo jak Juicy Couture :)


Póki co polecam do testów miłośniczkom odważnych, kwiatowych zapachów!


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : marakuja, mandarynka, zielone jabłko, hiacynt, arbuz, aksamitka, zielone liście

nuty serca : tuberoza, lilia, owoc dzikiej róży

nuty bazy : paczula, wanilia, karmel, nuty drzewne, deser Creme Brulee



Ocena : 5 / 5

Cena: za moje 100ml zapłaciłam ok. 40€

Dostępność : perfumerie online


A Wy znacie ten zapach ?

czwartek, 7 sierpnia 2014

Mustela - 9 miesięcy - szybki komfort nóg








Mam problem z tzw. uczuciem ciężkich nóg szczególnie w obecnym czasie i z powodu upałów. Dotychczas pomagał mi na to zwykły żel chłodzący z apteki , ale kiedy się skończył pomyślałam, że może warto sprawdzić jak działa kosmetyk przeznaczony dla mnie, czyli dla ciężarnych. Wybrałam preparat dobrze mi znanej i lubianej marki Mustela, bo stosuję wiele jej kosmetyków i nie podejrzewałam, że coś może być nie tak. Niestety srodze się zawiodłam na tym preparacie i jestem na siebie zła, bo mogłam wybrać coś innego,a  tak mam kosmetycznego bubla, którego zużyję tylko dlatego, że był dość drogi i poprostu szkoda, żeby skończył w koszu. W innym wypadku napewno bym się nie zawahała.


Jest to rzadka emulsja o bladozielonym- białym kolorze ( na zdjęciu wyszedł on całkowicie biały) i bardzo delikatnym mentolowym zapachu, który nie zostaje na skórze. Bardzo szybko się wchłania nie pozostawiąc tłustej czy klejącej warstwy i od razu po aplikacji można się ubrać. To tyle z zalet. Dalej jest gorzej. Według producenta emulsja ma chłodzić i odprężać nogi dzięki ekstraktowi z mentolu i peptydów awokado. Poza tym ma zniknąć wrażenie nadmiernego gorąca, a skóra ma być bardziej jędrna. Szkoda tylko, że nijak sie to ma do rzeczywistości. Emulsja w ogóle nie chłodzi, a przynajmniej ja niczego takiego nie odczuwam. Początkowo myślałam, że może przesadzam i dałam kosmetyk do wypróbowania  mężowi, który również stwierdził, że nic a nic nie chłodzi, więc nie jest to tylko moja opinia. Druga sprawa, że absolutnie nie pomaga na zmęczone, ociężałe nogi. Nakładam go sporo, a i tak nic to nie daje i mogłabym chyba za jednym zamachem zużyć całe opakowanie. Nie widzę żadnego działania tego produktu oprócz tego, że minimalnie wygładza skórę łydek i nóg, a to pewnie za sprawą zawartego silikonu, ale ja przecież nie chciałam preparatu wygładzającego,a  redukującego nieprzyjemny uczucie przemęczonych nóg! Ja wiem, że taki kosmetyk dla kobiet w ciąży ma działać delikatnie i nie marudziłabym gdyby ten specyfik chłodził i pomagał zmęczonym nogom choć trochę, ale ta emulsja jak dla mnie jest totalnie bezużyteczna. Dawno żaden kosmetyk aż tak mnie nie rozczarował...

Wyszło na to, że i tak musiałam kupić apteczny żel chłodzący, który o niebo lepiej się sprawuje, a był o wiele tańszy niż ta nic nie robiąca emulsja Musteli.




Ocena : 1 / 5

Cena: 125ml / ok. 80zł

Dostępność : apteki stacjonarne i online


Skład :  Aqua (Water), PEG-12 Dimethicone, Propylene Glycol Dipelargonate, 1,2-Hexanediol, Carbomer, Ethyl Ximenynate, Glyceryl Caprylate, Menthyl PCA, Menthol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Sodium Hydroxide, Hydrolyzed Soy Protein, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Hydrolyzed Avocado Protein, Maltodextrin, Butylene Glycol, Lupinus Albus Seed Extract, Pentylene Glycol, CI 42090 (Blue 1), Tocopherol, CI 47005 (Yellow 10).



 Znacie kosmetyki tej marki ? Który lubicie najbardziej ?

środa, 6 sierpnia 2014

Yves Rocher - kredka do powiek odcień Jaune Citron








tusz IsaDora Build-Up Extra Volume Mascara, cień YR Illuminating Effect 02 Or blanc, kredka YR odcień Jaune Citron






Kupiłam tę kredkę w 2 kolorach : żółtym i niebieskim, który pokażę Wam innym razem i muszę powiedzieć jedno : żałuję... że nie wzięłam jeszcze innych odcieni, bo te kredki są świetne!

Kolor jak widać jest cytrynowy, nie ma żadnych drobinek. Nakłada się ją jednym pociągnięciem i od razu daje nasycony kolor przy czym jej konsystencja nie jest ani za miękka ani za twarda. Da się nią pomalować całą powiekę lub tylko grubszą kreskę, a na bazie trzyma się bez problemu aż do wieczornego demakijażu nawet w upał (  bez bazy nie próbowałam ).

Mam nadzieję, że Yves Rocher ich nie wycofa, bo byłaby to wielka szkoda. Jeśli macie możliwość i lubicie taki kolorowy makijaż to koniecznie te kredki przetestujcie! Ja sama przy kolejnym zamówieniu dokopię inne wersje kolorystyczne.


Ocena : 5 / 5

Cena: 3,25g / 5,90€

Dostępność : YR




Używałyście tych kredek? Jakie kolorowe kredki najbardziej lubicie ?

wtorek, 5 sierpnia 2014

Inglot - pomadka do ust nr 106










Pomadkę tę otrzymałam od Mamy, która w salonie Inglot poszukiwała dla siebie takiej w odcieniu lekkiego pomarańczu,a  pani w sklepie zapewniała, że taki jest odcień 106. Niestety w świetle dziennym okazało się to nieprawdą. Mamie kolor w ogóle nie przypadł do gustu, stwierdziła, że jest dla niej zbyt jaskrawy i niedobrze się w nim czuje, więc powędrował do mnie i mnie akurat się podoba:) Jednak sama pomadka moim zdaniem jest przeciętna i oprócz fajnego koloru nie widzę w niej nic takiego co by mnie zachęcało do nabycia innych odcieni.


Akurat ten odcień nie zawiera żadnych drobinek i bardzo subtelnie nabłyszcza usta tj. nie jest ani całkowicie matowy ani ´´błyszczykowy´´. Ma dobrą konsystencję i już jedno pociągnięcie daje widoczny kolor, choć niestety szminka podreśla wszystkie ewentualne mankamenty ust i odradzam stosowanie jej na choćby trochę wysuszone wargi, bo brzydko to podkreśli. Sama w sobie też nie nawilża i mnie nawet lekko przesuszyła naskórek dlatego kiedy po nią sięgam muszę wcześniej posmarować usta odpowiednim balsamem.

Pachnie bardzo delikatnie, jakby kosmetycznie -owocowo, ale czuć to tylko kiedy przyłożymy sztyft blisko nosa. Smaku ( na szczęście) nie posiada. Jej trwałośc również nie powala. Przegrywa walkę z jedzeniem i piciem,a  bez tego schodzi po ok. 2,5-3godz.


Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z kosmetykami tej marki, choć miałam kilka lakierów z których nie byłam zadowolona. Ta szminka jest w porządku i głównie używam jej ze względu na pasujący mi kolor.


Ocena : 4 / 5

Cena: 4,5g / ok. 25zł

Dostępność : salony Inglot oraz strona online firmy


Znacie szminki tej marki ? Które jej kosmetyki są według Was godne polecenia?



niedziela, 3 sierpnia 2014

Kilka nowych rzeczy z Yves Rocher



Kupiłam sobie ostatnio kilka rzeczy z Yves Rocher, bo mój mąż lubi stamtąd żele do mycia twarzy, więc jako, że była promocja to zakupiłam od razu dwa różne :) Nie mogłam sobie odmówić też wody toaletowej  Monoi Eau de Vahines, bo oferta była  niezła. Poza tym dwie kolorowe kredki z których jestem BARDZO zadowolona!




1. Sebo Vegetal - oczyszczający żel do mycia twarzy

2. Pure Calmille - żel do mycia twarzy

3, 4, 5, 6, 7-  Jardins du Monde - żele pod prysznic ( Limonka z Meksyku, Ziarna Kawy z Brazylii, Pomarańcza z Florydy, Zielona Herbata z Chin, Fioletowy Ryż z Laosu)

8. Woda toaletowa Monoi Eau de Vahines

9, 10 - kredki do oczu w odcieniu Bleu Roi i Jaune Citron

Gratis do zamówienia otrzymałam dobrze mi znany żel pod prysznic Les Plaisirs Nature o zapachu malinowym.




Jak Wam się podobają moje nabytki ?

sobota, 2 sierpnia 2014

Burberry - The Beat EDP







W poszukiwaniu zapachu na lato, gdzie w składzie byłaby nuta herbaty, którą bardzo lubię trafiłam na Burberry The Beat w wersji wody perfumowanej i kliknęłam flakonik zupełnie w ciemno co czynię dość często :)  I tym razem moja intuicja mnie nie zawiodła, bo zapach wpasował się w mój gust w 100 %  i coś mi się wydaje, że na długo zostanie jednym z moich ulubieńców na wiosnę i lato.


Wydany w roku 2008r. należy do kategorii kwiatowo-drzewno-piżmowej, a stworzył go autor wielu perfumeryjnych hitów :  Dominique Ropion ( Burberry London, Cacharel Amor Amor, CK Euphoria, Dior Pure Poison, Armani Code for Women, Mugler Alien itp.) wraz z Oliverem Polge  i Beatrice Piquet. 

Na początku The Beat wydaje się mocny. Czuję wyraźnie różowy pieprz z mandarynką, ale ów pieprz po niedługim czasie ucieka w tył i ustępuje miejsca nutom herbaty i piżma, które są wyczuwalne już do końca i w zasadzie kiedy je czuć zapach nie ewoluuje jakośc znacząco , bo nie odnotowałam w nim obecności irysa , kardamonu czy  wetywerii.Nie przeszkadza mi to jednak, bo ta piżmowo -herbaciana nuta jest bardzo przyjemna, niby łagodna, ale nie do końca, bo zapach nie należy do bliskoskórnych, otoczenie i ja sama doskonale go wyczuwam przez wiele godzin.

Nie powiedziałabym, że jest to kompozycja, która jest szalenie oryginalna i bardzo się wyróżnia, ale zapach ewidentnie jest kobiecy,  ma w sobie to ´´coś´´ , zwraca uwagę i to kolejny powód dlaczego tak bardzo go lubię. Podoba mi się też flakonik w delikatną, charakterystyczną dla marki kratę.
 


Nuty zapachowe : 

nuty głowy : różowy pieprz, mandarynka, bergamotka, kardamon

nuty serca : irys, herbata, dzwonek ( kwiat)

nuty bazy: wetyweria, cedr, białe piżmo



Ocena : 5 / 5

Cena : za tester 75ml zapłaciłam 105zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne




Znacie The Beat ?