wtorek, 22 grudnia 2015

Wesołych Świąt!







Święta tuż tuż. Pewnie już większość z Was ma podarunki dla bliskich, przygotowuje świąteczne potrawy, a może wyjeżdża gdzieś na świąteczny wypoczynek.  Dlatego chcę Wam życzyć wszystkiego co najlepsze. Abyście spędzili ten czas z tymi, których kochacie w miłej, ciepłej atmosferze pełnej radości i spokoju, a Nowy Rok 2016 okazał się jeszcze lepszy niż poprzedni! Trzymajcie się ciepło! Kolejny post ukaże się już po moim powrocie do Finlandii, czyli po 3 stycznia:)



poniedziałek, 21 grudnia 2015

May to be Cosmetics- Las Vegas Glam&Shine nr 611






Kolejny lakier May to be Cosmetics. Marki, którą odkryłam w małej, osiedlowej drogerii. Niestety tym razem nie trafiłam z kolorem, bo w sztucznym świetle sklepu ten szary wydawał się taki jak lubię, a w rzeczywistości jest dużo jaśniejszy, zbyt jasny jak dla mnie. Musiałam go połączyć z czernią Caffe Latte od Bell, choć i tak nie wygląda to jakoś oryginalnie. W dodatku ten  szary odcień jest najmniej trwały i ma gorszą konsystencję aniżeli pozostałe pokazywane przeze mnie lakiery tejże firmy co jest dość dziwne.

Pędzelek krótki i wygodny, ale malowanie już takie fajne nie było, bo lakier okazał się trochę za gęsty i mazał się, smużył. Jedna warstwa niby dawała intensywny kolor i pełne krycie, ale jednak te smugi było widać. Do aplikacji trzeba się przyłożyć. Czas schnięcia niby krótki, a w praktyce okazało się, że po 20min lakier nie strwardniał co poskutkowało nieestetycznym wgnieceniem i malowaniem od nowa. Kolejna niepsodzianka czekała mnie jednak na drugi dzień, bo oto lakier raczył odprysnąć, a że nie miałam możliwości go zmyć to szybko zamalowałam to co trzeba ( widzicie to na fotce) i zapomniałam o sprawie.

Minus i jednak daję za to, że ten odcień ma bardzo słaby połysk, a dwie pokazywane wcześniej czerwienie były tego zupełnym przeciwieństwem. Trwałość też nie zachwyca. 3 dni i do zmycia.

Żałuję, że go kupiłam i od tak bladych kolorów będę się już trzymać z daleka na zawsze.


Ocena: 2 - / 5

Cena: 10ml / płaciłam 8,50zł

Dostępność: osiedlowa drogeria


A czy Wy testowałyście już lakiery May to be Cosmetics?

piątek, 18 grudnia 2015

Thierry Mugler- Alien Essence Absolute




Jak to jest, ż klasycznego Aliena nie lubię, drażni mnie ten odświeżaczowy jaśmin, a wszystkie jego flankiery wprost uwielbiam?  Wersja Essence Absolute to moje zauroczenie w tym miesiącu.Przepadłam i wiem, że muszę sobie sprawić flakon.


Jaśmin zdecydowanie potrzebował dodatku wanilii i ambry z mirrą, a że wszystkie te składniki idealnie się uzupełniają i żadne ze sobą nie walczy to efekt końcowy jest oszałamiający! Wyszedł zapach ciepły, o burszynowie barwie ( dosłownie i w przenośni, bo kolor płynu idealnie pasuje do tego co czujemy), bardzo zmysłowy i elegancki. Zapewniam, że nikt nie pozostanie na niego obojętnym! Mugler co chwila zaskakuje mnie swoim podejściem do komponowania zapachów, bowiem jeszcze nikomu nie udało się stworzyć tak pięknej odsłonu jaśminu , a to przecież wydawałoby się banalny składnik i nie może z niego powstać nic zaskakującego. Alien Essence Absolute jest ponad to.

Fakt, że to w dalszym ciągu alienowy jaśmin tylko, że tu zyskuje inne oblicze. O ile w klasyku ten kwiat mnie poprostu denerwuje, bo pachnie sztucznie i nijako to tutaj całkowicie zniewala. To kompozycja na wielkie okazje,na randkę i wszędzie tam, gdzie chcemy być zauważone, czuć się docenione i mamy zamiar podkreślić nas seksapil. Do tego rozświetlający makijaż i czerwona szminka i możemy podbijać świat:)







Nie miałam w rękach flakoniku, ale widziałam na fotkach, że wygląda wyjątkowo i choć sroką nie jestem to chciałabym go mieć aczkolwiek bardziej dla samego zapachu i też dla tego, że parametry są bardzo dobre. Pachniemy nim cały dzień!


Cudny. Poprostu cudny. Same się przekonajcie.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: jaśmin

nuty serca : drzewo kaszmirowe, korzeń irysa

nuty bazy: wanilia, biała ambra, mirra, kadzidło


Ocena: 6 / 5

Cena: 60ml / ok. 200zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się ten Złoty Alien?

środa, 16 grudnia 2015

Receptury Agafii - miętowy naturalny proszek do zębów ´´Wybielanie´´







Czy słyszeliście kiedyś o proszku do zębów?  Ja nigdy, ale kupiła go moja Mama mówiąc, że lata temu używała podobnego produktu i bardzo go lubiła za świetne oczyszczanie zębów. Miałam mieszane uczucia,choć ostatnio stałam się fanką kosmetyków babuszki Agafii. Proszek występuję w dwóch wersjach i oprócz miętowej jest także ziołowa, a największą zaletą jest brak SLES, SLS, cukru, fluoru, ftalanów, parabenów, gluteny, metali ciężkich, chlorheksydyny, formaldehydu, aluminium. To praktycznie całkowicie naturalny produkt do stosowania dla całej rodziny, który jest dużo łagodniejszy niż popularne pasty wybielające.


Opakowanie: to proszek, więc nie może być zamnknięty w tubę, ale ten płaski słoiczek jest dość nieporęczny, bo mimo nakładki zabezpieczającej trzeba uważać, aby zawartość się nie wysypała. Odpada także zabranie produktu do torebki, w podróż. Warto wspomnieć, że w środku znajdziemy plastiową łyżeczkę pomocą w aplikacji lub przesypywaniu proszku.


Zapach i Konsystencja: zielonkawy, miętowo pachnący proszek, który w konsystencji przypomina właśnie proszek do prania, a nie np. puder sypki.




Działanie: Jestem wierna sonicznej szczoteczce,która nieporównywalnie lepiej czyści zęby aniżeli szczoteczka elektryczna czy zwykła i dzięki niej nie mam problemu z kamieniem, nalotem itp. Kawy ani wina nie pijam, ale uwielbiam herbatę, a jak wiadomo ona także pozostawia osad na zębach. Ten proszek sprawia, że zęby rzeczywiście są odczuwalnie bardziej czyste i to czuć. Poczujecie różnicę szczególnie jeśli na codzień używacie drogeryjnych past.

Proszek  daje lekką pianę, ale nie jest ona taka sama jak w przypadku zwyłych past, ma naturalny miętowy posmak , który nie jest ani zbyt ostry ani bardzo łągodny. To taka delikatna mięta. Bardzo się cieszę, że zrezygnowano tu z dodawania substancji słodzących, bo dla mnie nie ma nic gorszego niż nieznośmy słodki posmak w ustach szczególnie jeśli pasta nie jest owocowa, a ziołowa lub miętowa. Ostatnio miałam taki problem z ziołową pastą R.O.C i będę się tego wystrzegać.

Zęby są czyste, jakby wypolerowane, a osad usunięty. Oczywiście ten kto liczy na całkowitą biel i hollywoodzki uśmiech ten się gorzko rozczaruję, ale nie ma tu o tym mowy i nikt u niczego takiego nie obiecuje! Ja mam z natury białe zęby, więc jestem zadowolona. Życzyłabym sobie tylko, aby odswieżenie trochę dłużej się utrzymywało.

Ciekawy produkt, który przede wszystkim działa jak należy, jest bezpieczny i ma bardzo dobry skład. Zdecydowanie wart wypróbowania!

 Skład (INCI): Organic Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract (organiczny ekstrakt mięty), Organic Melissa Officinalis Leaf Extract ( organiczny ekstrakt melisy), Organic Schizandra Chinensis Fruit Extract (organiczny ekstrakt z owoców cytryńca chińskiego), Calcium Carbonate (węglan wapnia), Sodium Bicarbonate, Mentha Piperita Essential Oil (olejek eteryczny z mięty pieprzowej), Salvia Officinalis Essential Oil (olejek eteryczny z szałwii lekarskiej)



Ocena: 5 / 5

Cena: 120ml / ok. 20zł

Dostępność: kupiony na skarbysyberii.pl


Stosowałyście już proszek do zębów?


wtorek, 15 grudnia 2015

Misslyn - Sweet Macaron lip balm-Strawberry








Nie rozumiem dlaczego na odwrocie opakowania przetłumaczono, iż jest to błyszczyk do ust. Nie. To zapachowa wazelina do ust inspirowana przepysznymi makaronikami, które osobiście mogłabym jeść codziennie i  nie miała dość. Uwielbiam je, choć sama nigdy nie pokusiłam się, aby je przygotować. Chyba aż tak bardzo nie wierzę w swoje zdolności kulinarne:)

Wiem, że do wyboru jest kilka wersji zapachowych, ale ja na truskawkowej poprzestanę, bo jak dla mnie ten produkt ma praktyczne same wady, choć w jednym z kobiecych magazynów bardzo go zachwalano i zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo na rynku jest mnóstwo lepszych nawilżaczy do ust, a ja jeśli mam wybrać taką wazelinkę to sto razy bardziej wolę masełko do ust Nivea.


Opakowanie: wkurzająca metalowa puszeczka, której nie da się otworzyć jeśli mamy zmarznięte,mokre lub tłuste dłonie. Jest i tak lepiej niż w porównaniu z takim samym produktem Agathy Ruz de la Prada, który kiedyś miałam, a który był tak pancernie zamknięty, że jeśli nie posiadamy silnego mężczyzny w domu lub jeśli  same nie mamy mięśni Pudziana to możemy zapomnieć o otwarciu puszeczki. Nie znoszę takich opakowań także dlatego, że rezerwują ów produkt tylko do użytku domowego i z użyciem palca bądź pędzelka.


Zapach i Konsystencja: nie ma się nad czym rozwodzić. Wazelina pachnie typowo chemiczną truskawką i mnie osobiście ten zapach odrzuca. Nie ma w nim nic przyjemnego. Plusem jest tylko to, że konsystencja okazała się miękka, tak, że łatwo nabrać za dużo, ale dzięki temu nie trzeba´´ jeździć´´ palcem po powierzchni.




Działanie: praktycznie znikome, bo nie mogę powiedzieć, aby ten produkt dbał o moją suche usta, robi to jedynie powierzchownie i na krótko. Nałożony wieczorem nie łagodzi spierzchniętych warg, a tylko lekko nawilża. Rano usta wracają do stanu poprzedniego.Nie barwi ich mimo, że sam jest blado różowy, daje jednak subtelny połysk jak typowa wazelina.  Znów porównam ten produkt do masełka Nivea i Sweet Macaron wypada bardzo blado. W zasadzie nie wiem po co używać czegoś co nic nie robi, bo nie nadaje się nawet pod szminkę ( wypróbowałam i każda się ´´ważyła´´).  No i jeszcze jedno: wyprodukowano go w Chinach co mówi samo za siebie, nie podano też składu. Ja podziękuję. Nieważne ile razy jeszcze będzie gdzieś zachwalany. Dla mnie to chemiczny bubel, który po dodaniu tej notki zaliczy kosz.


Ocena: nie ma plusów 0 / 5

Cena: 10g / nie wiem

 Dostępność: dostałam



Miałyście ten balsam?

poniedziałek, 14 grudnia 2015

O.P.I - Uh-Oh Roll Down The Window





Niespotykany kolor tzw. wojskowa zieleń od razu zwrócił moją uwagę-jest świetny!  Oprócz tego jak to u OPI lakier żadnych wad nie posiada.

Malowanie to sama przyjemność, nic się nie brudzi, nie rozmazuje , można by to zrobić niemal z zamkniętymi oczami!  Jedna warstwa daje nasycony kolor, ale dobrze jest położyć dwie i zabezpieczyć top coatem. Czas schnięcia i twardnienia to dosłownie kilka chwil, a kolor jest intensywny, zwraca uwagę i ładnie błyszczy.

U mnie lakier trzymał się całe 5 dni, a to długo, bo bardzo często myję ręce i wiele lakierów po 3 dniach tego nie wytrzymuje. OPI po raz kolejny pokazało, że robi rewelacyjne lakiery i zastanawiam się nawet czy nie wygrywa u mnie w prywatnym rankingu z Essie.

Uh - Oh Roll Down The Window zaliczam do moich lakierowych faworytów!


Ocena: 6 / 5

Cena: 15ml / ok. 20zł

Dostępność : kupiony na ezebra.pl


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 11 grudnia 2015

Armani Prive-Cuir Noir




Armani Prive. Nigdy nie miałam do czynienia z zapachami tej linii, bo raz, że u mnie próżno ich szukać i nie ma niszowych perfumerii to szczerze mówiąc nie byłam nimi zaintersowana także ze względu na cenę. Wydawanie ok. 200€ na flakon w przypadku gdyby jakaś kompozycja przypadła mi do gustu jest wykluczone. Nie uznaję takich cen i nie uważam, żeby były czymś uzasadnione.Fakt, składniki są wysokiej jakości, płacimy za flakon i markę, ale i to do mnie nie przemawia, aby wydawać na jakiekolwiek perfumy taką cenę i więcej. Wracając jednak do kompozycji, którą chcę Wam dziś przedstawić: Cuir Noir wyjątkowo nie jest. To znaczy owszem to piękny, ciepły zapach jesienno-zimowy, otulający, rozgrzewający, choć wzbudza też lekki dystans. Nie znajduję w nim jednak nic takiego czego już bym nie znała. Co więcej bardzo przypomina mi zapach 24 Scent Story, a różni się od niego tylko tym, że jest mniej słodki.


Nie wiem dlaczego Cuir skoro ja skóry nie wyczuwam praktycznie wcale. Jest tu za to dużo łagodnego oudu, bardzo przystępnego wraz z wanilią w słodkawej ( ale nie deserowej ) postaci, a także sandałowca. I tak to trwa sobie od początku do końca niewiele się zmieniając, nie ewoluując.To taki przyjazny zapach z miękkim wykończeniem, lekko dymny aczkowiek nie jest to dla mnie nic zachwycającego. Nosi się dobrze i tylko tyle.

Kojarzy mi się z ciepłem kominka, przy którym siedzimey popijając czerwone wino owinięci w koc kiedy za oknem pada deszcz...

Może wybrzydzam, może jestem zbyt wybredna, ale fajerwerków tu nie ma. To jednak wciąż bardzo dobrej jakości kompozycja dla amatorek rozgrzewajacych zapachów, choć szczerze mówiąć ja wolę tańszy 24 Scent Story również ze względu na lepsze parametry. Curi Noir nie wytrzymuje na mnie dłużej niż 4 godziny.

Wart testów napewno. Pełnowymiarowego flakonu według mnie niekoniecznie.

Nuty zapachowe:

 nuty głowy : drzewo sandałowe,esencja różana, kolendra, gałka muszkatałowa

nuty serca: skóra, drzewo gwajakowe, oud

nuty bazy: wanilia, benzoina


Ocena: 4 + / 5

Cena: 100ml / ok. 800zł

Dostępność: online i w perfumariach niszowych


A jak Wam podoba sie Cuir Noir?

środa, 9 grudnia 2015

Le Petit Marseillais- odżywczy krem do rąk






Niedawno recenzowałam krem regenerujący do rąk Małego Marsylijczyka. Nie jestem nim szczególnie zachwycona i nie inaczej jest z kremem odżywczym. One w zasadzie działaniem niewiele się u mnie różnią. To poprostu przeciętne kremy dla niewymagających, które nie radzą sobie w pielęgnacji wrażliwych, bardzo suchych dłoni. Ta wersja jest wzbogacona o masło Shea, olej arganowy i słodkie migdały.


Opakowanie:  zwykła, nieprzezroczysta tuba z żółtą klapką. Można spakować do torebki i zajmie niewiele miejsca.


Zapach i Konsystencja: krem nie jest taki gęsty jak jego regenerujacy ´´brat´´ i łatwiej wycisnąć go z tuby. Jeśli nie przesadzimy z ilością to szybko się wchłania i nie jest tłusty. Ma jednak dla mnie niezbyt przyjemny chemiczny zapach, który chyba miał być migdałowy. Nie odrzuca, choć mógłby być lepszy.





Działanie: wspominałam nie raz, że mam straszliwie wrażliwą skórę dłoni, która reaguje bardzo gwałtownie na zimno, wodę i mydła w płynie. Jest wtedy bardzo zaczerwieniona, mocno sucha, łuszczy się, swędzi i ogólnie wygląda to fatalnie. Wstyd pokazywać ręce!  Ten krem mi nie pomaga, a przynajmniej nie na tyle, aby problem zniknął lub choć zmniejszył się.

Po posmarowaniu przynosi chwilową ulgę i problem wraca wraz z pierwszym myciem rąk lub wyjściem na zewnątrz bez rękawiczek. Nałożony wieczorem owszem łagodzi świąd i suchość aczkolwiek rano wszystko wraca do punktu wyjścia. Nie jest to dobry krem na zimne miesiące o czym właśnie się przekonuję, no chyba, że dla kogoś kto ma skórę dłoni normalną, nie narzeka na przesuszenie, a po kremy do rąk sięga raz dziennie i nie ma wielkich wymagać ewentualnie potrzebuje kremu do zabrania do pracy, noszenia w torebce. Nawilżenie i odżywienie są dla mnie zbyt powierzchowne  i krótkotrwałe.

Tani krem, bardzo przeciętne działanie. Regenerującą wersje oceniłam na dostateczny, ta zasługuje na to samo tyle, że z minusem.



Ocena: 3 - / 5

Cena: 75ml / ok. 12zł

Dostępność: w większości marketów, Rossmann



Lubicie kremy Le Petit Marseillais?


wtorek, 8 grudnia 2015

Garnier- Skin Naturals- Miracle Cream-krem przeciwzmarszczkowy na noc z efektem metamorfozy skóry




Napewno kojarzycie ten krem, ponieważ był często reklamowany. Mam mieszane uczucia względem kremów Garnier, to dopiero mój drugi. Jak wskazuje nazwa jest on przeznaczony do użytku na noc, na opakowaniu nie ma przedziału wiekowego, więc uważam, że jest on dla wszystkich tych, którzy zaczynają profilaktykę przeciw zmarszczkom jak i dla osób, które mają już niewielkie zmarszczki. Producent nie pokusił się także, by sklasifikować ów produkt do konkretnego rodzaju cery, a ja uważam, że śmiało można go spróbować zarówno przy cerze tłustej jak i suchej, normalnej czy mieszanej.

W składzie mamy:LHA, adenozynę, tajemniczy Beauty Complex, kwas hialuronowy, wyciąg z ruskusa, olej jojoba i lawandynowy. Warto wspomnieć także , iż ma to być krem o sile maseczki nakładanej wg sposobu Azjatek -na noc. Czy ten krem jest rzeczywiście tak wspaniały?  Oto moja opinia:


Opakowanie: plastikowy, lekki słoiczek. Typowy dla kremów Garniera.

Zapach i Konsystencja: dość chemiczny aromat. W zasadzie nie jest najlepszy i nie potrafię go sprecyzować. Mnie nie przeszkadza, ale wolałabym, aby go nie było. Konsystencja natomiast w słoiczku jest dość ciekawa. Lekko ciągnąca, jakby budyniowa, na skórze natomiast krem wydaje się lekki,ale rzeczywiście otula twarz jak maseczka.



Działanie:  Nie należy się tego kremu bać. Nie działa intensywnie i nie będzie za mocny dla 20latek, wierzcie mi. Nie sądzę, aby był rewelacją  w przypadku cery dojrzałej, która wymaga mocnej pielęgnacji, choć oczywiście mogę się mylić, bo sama zmarszczek nie mam.




Ten kosmetyk przede wszystkim bardzo dobrze odżywia , poprawia koloryt i nawilża twarz tak, że rano jest w lepszej kondycji nawet jeśli nie spałyśmy zbyt dobrze. Fakt, że zostawia na skórze wyczuwalną warstwę, która u mnie się nie wchłania, ale mniemam, że tak ma być w końcu to krem-maseczka. Po przebudzeniu moja twarz jest wprawdzie nie jest matowa aczkolwiek tego nie oczekuję, bo to nie krem matujący! Nie działa komodogennie co sprawdziłam, a kilku miesięcy co chwila przytrafiaja mi się niedoskonałości co doprowadza mnie do szału, bo winna jest prawdopodobnie polska woda i zanieczyszczenie powietrza.

Jak już wpomniałam jest to bardzo dobrej jakości krem dla kogoś kto pragnie wygładzenia, poprawy kolorytu, odżywienia i nawilżenia, a przy tym nie chce, aby krem wchłaniał się całkowicie, ale też by nie był za tłusty. Polemizowałabym, aby był to cudowny krem, ale spełnia wiekszość obietnic producenta. Zachęcam do wypróbowania, chociaż ja nie skuszę się na drugie opakowanie, bo zawsze zmieniam krem po skończeniu.

Ocena: 5 - / 5

Cena: 50 ml / ok. 40zł

Dostępność: w większości drogerii, marketów



Stosowałyście już Miracle Cream?






poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wibo-Lovely- UV Shine - lakier świecący pod lampą UV nr 6





Ten fiolet tak mi się spodobał, że czym prędzej wrzuciłam lakier do koszyka, choć obawiałam się o jego jakość, bo niestety lakiery Lovely albo są świetne albo beznadziejne. Tu na szczęście okazało się, że trafiłam w 10!

Dość krótkim i grubszym pędzelkiem maluje się wygodnie tym bardziej, że lakier ma odpowiednią konsystencję i sama aplikacja trwa naprawdę kilka minut. Szybkość schnięcia i twardnienie również zasługuje na 5. Jedna warstwa w zasadzie by wystarczyła, ale ja jestem przyzwyczajona do dwóch i wtedy kolor jest jeszcze bardziej głęboki z lśniącym wykończeniem. Jasny, bardzo rzucający się w oczy fiolet bez żadnych zbędnych świecidełek. To lubię!

Jego trwałości również nic nie zarzucę, choć wiem, że dla wielu 4 dni to za mało,ale u mnie nawet lakiery Essie nie trzymają się dłużej. Ze zmyciem nie ma żadnych kłopotów.

Czy lakier jednak rzeczywiście świeci w świetle UV? Niestety nie wiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić aczkolwiek dla mnie to nieistotne.

Świetny kolor i bardzo dobra jakość!

Ocena: 5 / 5

Cena: 8ml/ ok. 6zł

Dostępność: Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 4 grudnia 2015

Naomi Campbell -Queen of Gold








Najbardziej znanym zapachem Naomi jest ten nazywany jej imieniem i nazwiskiem, czyli Naomi Campbell. Uwielbiają go miłośniczki słodyczy w perfumach, choć z tego co słyszałam przeszedł on reformulację. Testowałam go dość dawno i pobieżnie, ale niespecjalnie przypadł mi do gustu. Oprócz tego nie znam praktycznie wcale innych kompozycji tej ikony mody, aż tu przyszła do mnie z wymianki mała flaszeczka Queen of Gold. Cóż flakonik nieco tandetny, wyglądający tanio, szczególnie ta pazurowa zakrętka, ale przecież to nic takiego, bo ja nie kupuję perfum dla opakowania . Liczy się tylko i wyłącznie zapach... no i trwałość.

´´Królowa Złota´´ to zapach z kategorii gourmandowców. Ciepły,przytulny, bardzo dobrze spisuje się w zimne dni np. do dzianinowej sukienki.  Fakt, czuję lekko syntetyczne składniki, ale nie ma tu nadmiernej sztuczności i przesadnej słodyczy, która może drażnić i nic tu nas nie zasłodzi na amen. Wanilia w swojej deserowej odsłonie wraz z ciemną czekoladą . Jednak nie jest to czekolada wysokiej jakości, bo jednak bardziej przypomina mi czekoladę do malowania ciała (jeśli wiecie jak ona pachnie). Na początku  jest mocno słodka, dojrzała gruszka, która sprawia, że całość nie obraca się tylko wokół wanilii i czekolady, bo jednak byłoby to trochę nudne. Kwiatów nie ma, a przynajmniej ja ich w ogóle nie czuję.




Całość nie zmienia się praktycznie wcale w ciągu dnia i faktem jest, że jest to kompozycja dość jednostajna oscylująca wokół wanilii i czekolady z owocowym tłem. Bezpieczna, choć typowo dzienna. Dużą zaletą jest dobra trwałość, bo ok. 5-6 godzinna, a tego się nie spodziewałam, bo perfumy są tanie i powszechnie dostępne, chciaż nie ma co generalizować. Znam wiele perfum nawet niszowych za niemałą kwotę, które posiadają zerową trwałość i projekcję!

Queen of Gold to jeden z lepszych słodziaków celebryckich. Jeśli przeszkadza Wam nadmierne zacukrzenie Fantasy, nie trawicie mdlących ulepów Kylie Minogue i chciecie się otulić w wanilii i czekoladzie to jak najbardziej przetestujcie kompozycję Naomi.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: passiflora, gruszka, czarna porzeczka

nuty serca: śliwka, jaśmin, płatki róży, frezja

nuty bazy: ciemna czekolada, wanilia, drzewo sandałowe


Ocena : 4+ / 5

Cena: 50ml / ok. 70zł

Dostępność: perfumerie online i Rossman


A co Wy sądzicie o tym zapachu?

wtorek, 1 grudnia 2015

Zużycia miesiąca- listopad 2015


 Ostatnie denko w tym roku. Ostatnie, bo grudniowego nie zdążę Wam pokazać z powodu przerwy, a po Nowym Roku wracam do Finlandii. Jestem zadowolona, bo w listopadzie zużyłam dużo z pielęgnacji, choć nie wszystkie rzeczy przypadły mi do gustu.






1.Bielenda-Ameryka SPA-nawilżający peeling solny do ciała

Peeling kupiony z tzw.´´ braku laku´´, bo w składzie jest parafina i to się niestety czuje, ale nie jest to najgorszy produkt. Dla mnie jednak jest zbyt słabym zdzierakiem i nie nawilża skóry tak jak naturalne cukrowe bądź solne peelingi na bazie naturalnych olejków. Ma jasnozielony kolor i dziwaczny kosmetyczny zapach, który można przeboleć, ale wolałabym,aby był bardziej naturalny.

Drobinki są wyczuwalne, ale rozpuszczają się szybko w trakcie mycia nawet kiedy najpierw nakładałam peeling na suchą skórę. Dlatego złuszczanie jest według mnie średnie. Skóra owszem jest gładka, ale nie nawilżona. Zużyłam i więcej nie chcę.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 200g / ?

Dostępność: markety, Rossmann itp.



2. Farmona-Let´s Celebrate-Mojito-ekskluzywne masło do ciała Mięta&Limonka

Nie ekskluzywne to po pierwsze. Po drugie:to jak pachnie to masło w ogóle nie przypomina mi drinku Mojito, a miętowo-cytrynową pastę do zębów z tym, że nie jest to aromat nieprzyjemny, ot taki sobie. Zostaje na ciele i przechodzi na piżamę.

Nie jest to w sumie masło, a powiedziałabym krem do ciała z niebieskimi kuleczkami, które są niewyczuwalne i nie odgrywają żadnej roli. Niestety jest tu parafina i czuć to, bowiem na skórze zostaje charakterystyczny film. Niby nie ciężki, nie zapychający, ale jednak jest i za to daję minusa, bo ta parafina jest tu kompletnie niepotrzebna! Jest to raczej kosmetyk do użytku wieczornego, bo trochę się marze i musi się wchłonąć z tym, że nie jest bardzo tłusty. Nawilża, wygładza-tu bez rozczarowań tyle,że nie jest to żadna rewelacja i do skóry bardzo suchej, wymagającej nie polecam.  Skończyłam opakowanie i wystarczy.

Ocena: 4 / 5

Cena: 200ml /dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie


3. Skarb Matki- Femina-pianka do higieny intymnej

Przeczytacie o niej TU

Niestety poleci gwiazdka w dół, ponieważ w połowie opakowanie zepsuła mi się pompka ( butelka nie spadła ani nic podobnego się z nią nie stało) i nijak nie dało się dozować produktu inaczej aniżeli wylewając go wprost na dłoń, więc nie była to już pianka a woda i to drastycznie obniżyło jej wydajność, choć i tak przy częstym używaniu posłużyła mi długo. No i było to szalenie niewygodne.

Tak czy inaczej to wciąż dobry kosmetyk, wart polecenia nie tylko Mamom!

Ocena: 4 / 5

4. Toni&Guy-Casual-sól morska w sprayu

Przeczytacie o niej  TU 

Zdania nie zmieniam. To bardzo dobry produkt!




5. Ziaja-Liście Manuka-żel myjący normalizujący na dzień/ na noc

  Niedawno dzieliłam się z Wami opinią o tym żelu TU

To przeciętniak, jest taki sam jak wiele innych żeli, ale nie narzekałam w czasie jego stosowania. Nie kupię jednak ponownie, choć cena jest bardzo przyjazna.


6. La Roche Posay-Lipikar-kojący i ochronny żel myjący do twarzy i ciała

Moje ostatnie odkrycie. Żel poleciła mi pani farmaceutka kiedy poprosiłam o coś do mycia dla niemowląt co nadaje się także do włosów i będzie w dużej butli. Poleciła Lipikar i muszę powiedzieć, że to świetny produkt!

Bezbarwny żel o przyjemnym zapachu, dość dobrze się pieni i jest wyjątkowo łagodny. Nie wysusza skóry, nie plącze włosków i moja pociecha mająca skórę normalną mogła obyć się bez codziennego smarowania.  Zawiera masło karite, niacynamid i glicerynę i można go stosować także u dorosłych do mycia twarzy i higieny intymnej, ale tego nie wypróbowałam. Kupię jeszcze nie raz i gorąco polecam, tym bardziej, że jets bardzo wydajny!

Ocena: 6 / 5

Cena: 400ml / zapłaciłam 40zł

Dostępność: apteki


7. BeBeauty-Hydrate-nawilżający płyn micelarny 2w1

Płyn kupiony przez moją Mamę w Biedronce, a wyprodukowany przez Tołpę. Przeznaczony dla cery normalnej ma nawilżać i usuwać także wodoodporny makijaż, choć tego nie przetestowałam, bo nie używam trwałego tuszu, choć zgodzę się, że wodoodporny liner zmył się bez trudu.

Płyn jest perfumowany, choć mnie to nie przeszkadza aczkolwiek moją Mamę bardzo podrażniał i nie była w stanie więcej go używać. Ja natomiast nie zgłaszam skarg. Płyn świetnie radzi sobie ze zmyciem makijażu oczu i ust (do twarzy go nie stosowałam) i nie wysuszał ani trochę, nie było rozmazywania, efektu pandy. Dla mnie kosmetyk na piątkę, ale bądźcie ostroźne jeśli jesteście wrażliwcami!

Ocena: 5 / 5

Cena: 200ml / nie wiem

Dostępność: Biedronka

8. Isana-mydło w płynie Mango i Pomarańcza 

Mydło o pomarańczowej barwie i mocno owocowym zapachu pomarańczy z dość kosmetycznym mango. Niestety wbrew temu co zapewnia producent to mydło strasznie podrażniało mi wrażliwą skórę rąk i przesuszało. Zauważyłam, że mydła Isany są dla mnie zbyt agresywne dlatego nie mogę mu dać zbyt wysokiej noty.


Ocena: 2 / 5

Cena: 500ml / kupiłam w promocji za 1,60zł

Dostępność: Rossmann


9. Mustela-Hydra Bebe-nawilżający krem dla dzieci i niemowląt

Wydaje mi się, że kiedyś Wam ten krem już pokazywałam, bo nie jest to moje pierwsze opakowanie. To bardzo dobry, lekki, nie tłusty krem,który stosowałam u obojga dzieci z pozytywnym skutkiem. Zmieniłabym w nim tylko dość intensywny rumiankowy zapach,bo uważam, że produkty dla najmłodszych nie powinny tak mocno pachnieć. Jednak krem świetnie wygładza i nawilża, koi podrażnienia no i mała tubka jest bardzo praktyczna w podróży. Żadnych wad. Jak najbardziej polecam!

Ocena: 5+ / 5

Cena: 40ml / ok. 30zł

Dostępność: apteki

10. Ziaja- Mintperfect-Sensitiv-pasta stomatologiczna przeciwpróchnicza

Ziaja powiększyła swój asortyment o produkty do zębów dla dorosłych, a miniaturka tej pasty była w jednym z kobiecych czasopism, więc ucieszyłam się, że będę mogła wypróbować tę nowość zanim zdecydowałabym zakupić większe opakowanie.

Pasta nie posiada fluoru co uważam za plus, bo fluor powoduje u mnie zaostrzenie nadwrażliwości co dziwi wszystkich dentystów, ale tak niestety jest. Zamiast tego ma xylitol i glukonian wapnia i nadaje się także dla dzieci, które umieją już wypluwać pastę w trakcie mycia.

Jest biała i dość gęsta, choć spodziewałam się mocniejszej mięty, a tymczasem pasta jest łagodna i nie odświeża oddechu na długo, choć dla kogoś może będzie w sam raz. Kwestia upodobań. Duży plus, że nie wysusza i nie jest słodka czego szczerze nie znoszę! Dobrze się pieni.

Czy zminimalizowała moją nadwrażliwość? Nie mogę tego ocenić po tygodniu stosowania, bo na tyle starczyła mi na mini tubka. Planuję jednak zakup tej pasty w normalnym opakowaniu wraz z płynem do płukania ust w tej samej wersji Sensitiv. Nie będę jej oceniała, bo za krótko jej używałam jednak polecam szczególnie za tak niską cenę.


11. Iwostin - Perfectin - Re-Liftin-profesjonalny peeling na noc

Pisałam o nim TU

Podtrzymuję swoje zdanie: strata pieniędzy.


12. Vichy-Liftactiv Serum 10

3ml próbka tego serum podarowana mi została w aptece i tak jak lubię markę Vichy tak zastanawiam się co to właściwie jest i dlaczego kosztuje tyle ile kosztuje? Bezbarwny, dość rzadki żel o kosmetycznym zapachu strasznie kleił się na mojej skórze i co było najgorsze nałożony pod jakikolwiek krem ( matujący, nawilżający) sprawiał, że ów krem straszliwie się wałkował i pozostawiał okruszki niczym po zmazaniu gumką do ścierania! Od razu uprzedzam, że nie była to kwestia użycia peelingu czy tego, że krem mi nie pasuje. Poprostu to serum jest nie do użytku, no i moją twarz dodatkowo ściągało. Opakowanie starczyło mi na dwa użycia, więc jasne, że nie mogę nic powiedzieć o efektach, ale absolutnie nie skuszę się na kupno pełnowymiarowego opakowania.


13. R.O.C.S-remineralizując pasta Double Mint

Bardzo lubię pasty tej rosyjskiej marki i chętnie je kupuję szczególnie te o owocowych smakach. Tę kupiłam, bo chciałam czegoś mocno miętowego. Nie zawiera ona fluoru, a bromelinę, xylitol, wapń, fosfor, magnez.

Z tą podwójną miętą to troszeczkę przesada. Znam mocniejsze pasty, bardziej odświeżające.Ta jest pod tym względem średnia. Swoją rolę codziennej, łagodnej pasty spełnia bardzo dobrze, ale nie wyróżnia się niczym na tle innych. Nie pomogła mi też przy nadwrażliwości.  Dobra, choć nie kupię jej powtórnie.

Ocena: 3/ 5

Cena: 60ml / 24zł

Dostępność: kupiona na spadental.pl


Znacie coś z mojego denka?










poniedziałek, 30 listopada 2015

May to be Cosmetics- Las Vegas Glam&Shine nr 608







Nr 608 to intensywna, ´´strażacka czerwień´´. Bardzo podobna do nr 607 lakieru z tej samej serii, który możecie zobaczyć TU 

Ta czerwień jest jednak o pół tonu ciemniejsza, choć szczerze mówiąc ta różnica nie jest jakoś bardzo zauważalna, ot jeśli przypatrzymy się dokładniej. Poza tym bez zmian. Pędzelkiem maluje się wyjątkowo dobrze, lakier potrzebuje jednak dwóch warstw, a wtedy zyskuje intensywnie lśniące wykończenie. Producent nazywa je winylowym i ma rację.

Lakier bardzo szybko wysycha, choć nie wiem czemu ten kolor już po 2 dniach zaczął odpryskiwać, więc jest to dość średni wynik,ale i tak ten kolor nosiło mi się bardzo dobrze. Zresztą polubiłam lakiery tej nieznanej marki i dokupię inne kolory, bo  w maałej drogerii obok mają pokaźną paletę.

Fajny kolor, jeśli lubicie czerwienie i mocny połysk to poszukajcie tego lakieru!


Ocena: 4 / 5

Cena: 10ml / zapłaciłam 8,50zł

Dostępność: kupiony w osiedlowej drogerii


Znacie lakiery tej marki? Lubicie takie mocne czerwienie?


piątek, 27 listopada 2015

Burberry- Brit Rhythm for Women




Miał być rock, miała byś skórzana kurtka ramoneska ( uwielbiam!), klasyczne smokey eyes ( tak, tak tak!), adrenalina, zadziorność. Śmieję się kiedy to piszę, bo sama dałam się nabrać. Przede wszystkim nazwa Rhytm nijak  tu nie pasuje- Poudre lub Iris jak najbardziej, bo to iście pudrowo irysowy zapach. 

Nie jestem miłośniczką pudrowców, a irys w wielu wypadkach zmienia się na mnie w zapach świeżej marchewki czego nie znoszę. Tu jednak na początku prym wiedzie piżmowe mydełko i przywodzi na myśl zapach świeżo umytej skóry, ale raczej w Białym Jeleniu aniżeli w czymś bardziej wykwintnym. Są i aldehydy, choć raczej nieszkodliwe, nie ma w nich tej wściekłości jaka często się zdaża, bo ja naprawde uciekam jak najdalej od aldehydów i mam do nich wstręt. No i pudrowy irys. To on gra główną rolę, a piżmo i aldehydy tylko asystują jednak również wyraźnie zaznaczają swą obecność. 

Zastanawiam się co ten zapach ma wspólnego z energiczną, pełną dynamiki muzyką na żywo ( taki był zamysł twórców), bo chyba chodziło im o koncert chopinowski, a nie występ Metallici, gdzie i skórzana kurtka i smokey eyes są dużo bardziej na miejscu. Ja muzykę kocham zarówno klasykę jak i mocne brzmienia, ale Rhythm nigdy w życiu nie założyłabym na koncert i to obojętnie jaki. Przy samych testach wynudziłam się niesamowicie i doszłam do wniosku, że to zapach do pudrowej różowej obcisłej sukienki, wysokich beżowych obcasów i białej kurtki. Na randkę, gdzie doskonale znamy swojego partnera i nie chcemy go niczym zaskakiwać, nie zależy nam też, aby go uwieść, bo mamy go już w ´´garści ´´.




 Jednocześnie Rhythm jest pozbawiony energii, brak tu pazura, powera, jest nudno i przewidywalnie, nic za bardzo się nie dzieje.  Czytałam, że dla wielu to zapach mocny, ale na mnie absolutnie nie. Jest łagodny jak biały, puszysty koteczek i niestety nie tak miły. 

Trwałość i projekcja na mnie też siada. Po 3 godzinach wszystko zniknęło, a ja nie miałam ochoty na powtórną aplikację. 

Dla wielbicielek pudrowych zapachów, grzecznych dziewczynek i napewno nie do skórzanej ramoneski i looku jaki prezentuje w reklamie Suki Waterhouse!





Nuty zapachowe:

nuty głowy: lawenda, różowy pieprz, neroli, aldehydy

nuty serca: irys, kwiat pomarańczy, liście jeżyn, Petalia

nuty bazy: wetiweria, piżmo, cedr, nuty drzewne, bób tonka


Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam się podoba Brit Rhythm?







środa, 25 listopada 2015

Isana-Colorglanz-ekspersowa odżywka do włosów w sprayu







Ciężko jest znaleźć odżywkę w sprayu, bo jednak dominują te tradycyjne, a mnie była właśnie potrzebna lekka, nawilżająca w formie sprayu. Postanowiłam kupić tę od Isany do włosów farbowanych i z pasemkami, choć za 6zł nie spodziewałam się cudów, ale wiele razy przekonałam się, że drogie produkty nie działałby tak jak powinny. Jest to odżywka z olejkiem z pestek moreli, choć początek składu to silikony,więc jeśli ich nie tolerujecie to odpuśćie sobie zakup. Produkt ma powodować większą elastyczność włosów, łatwiejsze rozczesywanie, wyrazisty połysk oraz świeży kolor na dłużej.

Opakowanie: plastikowa, przezroczysta butelka 200ml ze sprayem, który dozuje odpowiednią mgiełkę.

Zapach i Konsystencja: odżywka jest dwufazowa: dół pomarańczowy, a góra mlecznobiała, aby zmieszać ze sobą te warstwy należy potrzasnąć butelką i otrzymujemy brzoskwiniowy kolor kosmetyku, który pachnie kosmetycznie-owocowo i ten zapach akurat mouch włosów się nie trzyma.

Działanie:  nie spodziewałam się jakieś wyjątkowej pielęgnacji i jej nie otrzymałam. To dość przeciętny produkt, który w moim przypadku absolutnie nie wpływa ani na połysk koloru ani na jego długotrwałość. Przyznam jednak, że istotnie po użyciu tej odżywki włosy trochę lepiej się rozczesuje.

Odżywka jest niby lekka( 4 psiki moje długie włosy wystarczą), jednak kiedy raz spryskałam je odrobinę za bardzo to kolejnego dnia fryzura była zbyt ´´płaska´´ i  szybko się przetłuściła dlatego radzę uważać. Nie mogę jednak nic więcej o niej napisać, bo naprawdę nie ma o czym. To nie jest intensywnie pielęgnujący produkt, a lekka mgiełka dzięki której grzebień czy szczotka łatwiej suną po mokrych włosach. Nie zupełnie o to mi chodziło, więc obecnie nie mam ochoty na zbyt częste jej używanie.Gdyby zdecydowano się wzbogacić skład o naturalne olejki i odżywka naprawdę odczuwalnie nawilżałaby i nadawała połysk to kupiłabym ją ponownie, ale w tym wypadku nie i nawet nie spakuję jej do walizki wracając do domu.


Ocena: 4 - / 5

Cena: 200ml / zapłaciłam 6zł

Dostępność: Rossmann


A jak u Was sprawdza się ta odżywka?

wtorek, 24 listopada 2015

Oceanic-AA-Oil Infusion2-krem na noc regeneracja+sprężystość 40+







Znów krem nie dla mojego przedziału wiekowego, więc jak pewnie się domyślacie sama go nie kupiłam. Z tej serii pokazywałam Wam już krem pod oczy TU 

Używałam także kremu na dzień, ale nie dałam rady kontynuować jego stosowania, bo okazał się straszliwie tłusty i zapchał mi pory, choć okazało się, że bardzo suchej i wrażliwej skóry mojej Mamy był w sam raz. Natomiast wersja nocna to dobry krem, bez fajerwerków i znów powtórzę to co pisałam o kremach dla cer dojrzałych: nie ma tu nic co mogłoby zaszkodzić młodszym osobom, więc śmiało możecie po niego sięgnąć jeśli potrzebujecie nawilżaczo-odżywiacza na noc.


Opakowanie: zwykły szklany słoiczek 50ml

Zapach i Konsystencja: w opakowaniu krem wydaje się gęsty, ma subtelny jakby kwiatowy zapach.




Działanie: spodziewałam się tłustej ´´kołderki´´ na twarzy, bo wersja dzienna była dla mnie mega ciężka i dosłownie czułam tę ciężkość na skórze. W tym wypadku jednak jest inaczej, bo krem jest lżejszy, nie daje zostawia tej uciążliwej warstwy, chociaż i tak czuję, że posmarowałam czymś twarz i ten film wchłania się przez ok. 15min jednocześnie jednak cera się nie błyszczy, nie jest lepka i nie mam wrażenia, że nie ´´oddycha´´ co robił jego dzienny ´´brat´´.




Czuć nawilżenie, które będzie wystarczające dla cery od normalnej po mieszaną , tłustą i suchą, ale podejrzewam, że dla naprawdę wymagającej może być niewystarczające. Trwa ono całą noc, a dodatkowo cera jest odżywiona, rano wygląda na wypoczętą, choć moja akurat jest po tym kremie przetłuszczona, ale mało który krem nocny tego nie robi i nie ma to dla mnie większego znaczenia. Ważne natomiast, że nie zaobserowałam po nim pogorszenia stanu cery, a odkąd przyjechałam do Polski non stop coś mi wyskakuje i nie mogę dość z czego to jest, bo również stan moich włosów się pogorszył ( obwinam wodę ). Pomimo tego, że krem ma parafinę ( a fe!) w połowie składu  to nic mi się złego nie dzieje , ale zaznaczam, że nakładam ten krem na zmianę z innymi, a pod spód smaruje Skinorenem.

W składzie oczywiście mamy olejek tsubaki, kompleks Hial+, olej arganowy, mikrolipidowy system MLS, który zapewnia spoistość komórek i wspomaga regenerację skóry.

Jak jednak wspomniałam wyżej nie uważam, aby to był krem do zadań specjalnych i bomba przeciwzmarszczkowa. To dość zwykły krem dla każdego przedziału wiekowego dla wszystkich, którzy potrzebują poprostu nawilżyć i odżywić twarz nocą. Cudów nie ma i nie będzie. Ja nie zabiorę go ze sobą do domu, zostawię go Mamie.

Ocena: 4 / 5

Cena: 50ml / dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie



Używałyście kosmetyków z z tej serii?

poniedziałek, 23 listopada 2015

Ados-Extra Long Lasting Nail Polish nr 736






Jak mogłam nie kupić sobie kolejnej czerni do kolekcji tym bardziej, że to nie jest zwykła czerń, bo posiada złoty shimmer, który choć nie jest bardzo widoczny to jednak można zauważyć, że coś jednak migocze. Cena też jest bardzo przyjazna jednak wbrew temu co pisze na buteleczce absolutnie nie jest to lakier long lasting!

Pędzelek jest dość cienki, długi, ale maluje się nim bardzo wygodnie, a dodatkowo świetna konsystencja także to ułatwia i nie ma mowy o ubrudzeniach jak to bywa w przypadku ciemnych lakierów. Dwie warstwy są obowiązkowe, bo po jednej widać wyraźne prześwity jednak lakier schnie i twardnieje bardzo szybko, więc tu też jest w porządku.

Jedyną wadą tego lakieru jest kiepska trwałość. Po półtorej dnia od pomalowania zaczął mocno odpryskiwać,a  że nie mogłam wtedy go zmyć to to kamuflowałam, ale kolejnego dnia już się nie dało,więc poszedł do zmycia. Gdyby nie to dałabym najwyższą notę, bo wyjątkowo mi ta czerń ze złotem przypadła do gustu , a tak będzie czwórka z minusem.

Myślę jednak, że skuszę się na więcej kolorów tego lakieru od tak do wypróbowania czy ich trwałość jest lepsza, no i paleta barw jest bardzo okazała!

Ocena: 4 - / 5

Cena: 9ml / zapłaciłam 5,42zł

Dostępność: kupiony TU



Miałyście lakiery Ados?

piątek, 20 listopada 2015

Versace-Eros pour Femme



Damska wersja Erosa pojawiła się w zeszłym roku i od razu przykuła uwagę ze względu na złoty, tandetny flakonik na ´´bogato´´ jak to u Versace. Jednak po zapoznaniu się z nutami i wersją męską stwierdziłam, że to nie dla mnie, ale tak się złożyło, że miałam okazję dobrze się z Erosem zapoznać i jestem zdegustowana. Zapach jest słaby pod każdym względem. Nie kupiłabym go nikomu nawet w prezencie.

Myśląc o perfumach mającym w nazwie imię mitologicznego boga miłości od razu czuję jaśmin, gardenię, różę, ambrę i słodkie nuty i taki też powinien być ten zapach, ale nie jest. To blade, anemiczne niewiadomo co, które znika ze skóry po sekundzie i w ogóle jest niewyczuwalne!
Cytrynka z bergamotką, jakiś plątający się jaśmin i nic więcej, zero ewoluucji, głębi. Ot poprotu świeży, typowo letnio-wiosenna kompozycja z naciskiem do użytku na dzień dla kogoś kto nie lubi się wyróżniać i nie ma wymagań do perfum, tylko chce czymś pachnieć. Tylko, że równie dobrze można wybrać coś innego i to w niższej cenie, bo Eros absolutnie nie jest wart ponad 200zł!



Naprawdę jestem wręcz´´ uczulona´´ na takie świeże bezbarwne, nudne ´´zapaszki´´ stworzone nie wiedzieć dlaczego i dla kogo. Nic nie tracicie jeśli jeszcze Erosa nie znacie. Tak nie pachnie miłość.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: sycylijska cytryna, kalabryjska bergamotka, granat

nuty serca: kwiat cytryny, jaśmin, jaśmin Sambac, piwonia

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, nuty drzewne, ambroksan


Ocena: 1 ( nic mi się w nim nie podoba nawet ten kiczowaty złoty flakon) / 5

Cena: 100ml / ok. 260zł

Dostępność: perfumerie stacjonarne i online


A jak Wam podoba się damski Eros?

środa, 18 listopada 2015

Ziaja-De-makijaż-mleczko micelarne uniwersalne




Mleczko kupiłam na prośbę Mamy, bo jej bardzo wrażliwa cera i oczy w kwestii demakijażu tolerują jedynie mleczka. Pomyślałam, że skoro lubię dwufazówkę tej marki to i warto się przekonać jak sprawuje się to micelarne mleczko. Stało się jednak coś czego bym się w ogóle nie spodziewała, a co sprawiło, że absolutnie już nie sięgnę po ten kosmetyk.


Opakowanie: Ziaja lubi minimalizm, a mnie to nie przeszkadza. Opakowanie mogłoby być tylko przezroczyste.

Zapach i Konsystencja: białe, średnio gęste mleczko o niezwykle subtelnym aromacie, w zasadzie prawie bezzapachowe.

 


Działanie:  nie jestem wrażliwcem, żaden kosmetyk mnie nie uczula, a tu proszę mleczko Ziaji sprawiało, że oczy były załzawione jakby kroiła kilogram cebuli! W dodatku piekły i widziałam przez ´´mgłę´´. Dla mnie to wystarczający powód do wystawienia negatywnej oceny, ale muszę jeszcze wspomnieć o zmywaniu makijażu. Otóż usuwałam tym mleczkiem tylko szminkę , tusz, eyeliner i cień i o ile makijaż ust zszedł od razu to tusz i eyeliner najpierw się rozmazały,a  dopiero kiedy ponownie przetarłam oczy wacikiem zeszły z tym, że nie do końca. Pozostał tzw. ´´efekt pandy´´ i musiałam wspomóc się micelem Biodermy, aby całość została całkowicie rozpuszona, a dodam, że nie stosuję tuszu wodoodpornego, a liner również nie należał do tych long lasting.

Jako, że absolutnie nie stosuję mleczek do usunięcia podkładu to nie mogę się wypowiedzieć jak radzi sobie w tej kwestii, ale podpytałam moją Mamę, która jest z tego mleczka bardzo zadowolona i twierdzi, że idealnie odpowiada jej potrzebom tj. usuwa makijaż (bez podrażnień) oraz podkład. Hmm... dziwna sprawa, że wrażliwca ten produkt nie uczula, natomiast moje oczy tak źle na niego zareagowały. Bądźcie jednak ostrożne i pamiętajcie, że jeśli macie skłonność do zapychania i przetłuszczania cery to lepiej nie próbujcie zmywać tym specyfikiem całej twarzy, ponieważ w składzie znalazła się parafina.

Tak, jak lubię Ziaję tak nie mogę wystawić temu mleczku wysokiej oceny. Wiem, że podrażnienia to kwestia indywidualna, aczkolwiek w mojej ocenie ono także niezbyt dobrze zmywa makijaż.


Ocena: 1 / 5

Cena: 200ml / zapłaciłam 8zł

Dostępność: apteki, drogerie, markety


A jak u Was spisuje się to mleczko?

wtorek, 17 listopada 2015

Bioderma-Sebium-oczyszczający żel do mycia twarzy do cery tłustej i mieszanej







Manukowy żel do twarzy Ziaji już mi się skończył, więc wybrałam się o apteki po jakiś do cery tłustej / mieszanej, ale moim warunkiem była cena maksymalnie do 25zł. Pani farmaceutce szeroki uśmiech zszedł z twarzy kiedy jej o tym powiedziałam, bo przecież chciała mi zaproponować ´´ taki fajny, nowy dobrze oczyszczający za 50zł, no, a za 25zł to będzie ciężko´´. Nie wydaję na żel do mycia takiej kwoty, więc już miałam wyjść kiedy jednak Pani się przypomniało, że mają dwupak Sebium Biodermy. Dwa żele po 34zł. No cóż, pomyślałam, że to i tak za dużo, ale może jednak warto? W końcu mam i micel i krem do twarzy z tej serii to czemu by nie dopełnić pielęgnacji żelem? Teraz tak się zastanawiam, czym właściwie różni się ten apteczny żel od innych, tanich dostepnych np. w Rossmanie. Podejrzewam, że niczym. Nie, nie żałuję, że go kupiłam, aczkolwiek uważam, że nie powinnien kosztować więcej niż 15zł.


Opakowanie: nieporęczna, miękka, przezroczysta tuba. Dużo lepsza byłaby butla z pompką, bo żel lubi wylewać się do zakrętki.

Zapach i Konsystencja: niebieski, żel o konsystencji kisielu i delikatnym, kosmetycznym
zapachu.Pieni sie średnio.



Działanie:  to najzwyklejszy w świecie żel do mycia twarzy i polemizowałabym, że super oczyszczający, bo resztek podkładu nie do końca zmył, więc nie polecam go jako środka do demakijażu twarzy.  Używam go dwa razy dziennie i potwierdzam, że jest łagodny i nie wysusza skóry, nie ściąga jej. Zmywa sebum pozostawiając twarz lekko zmatowioną i odświeżoną. Innych rewelacji brak. Tak działają jego koledzy z drogeryjnej półki za połowę tej ceny albo i jeszcze mnie. Co więcej żel w ogóle nie ma wpływu na niedoskonałości. Zwyklak, który poprostu myje twarz i ponadto. Nie zachwycam się nim i napewno po użyciu tych dwóch tub nie sięgnę po niego ponownie, ale i nie ma w nim nic takiego co mogło by zaszkodzić.


Jeśli potrzebujecie zwykłego, niewysuszającego żelu do mycia przetłuszczającej się cery i ufacie tylko produktom aptecznym możecie sięgnąć po Sebium.W przeciwnym wypadku idźcie do Rossmana i rozejrzyjcie się za podobnymi kosmetykami.


Ocena: 4 / 5

Cena : 2x200ml za dwupak zapłaciłam 34zł

Dostępność: apteka


A czy Wy używałyście tego żelu?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Wibo-Lovely-Gloss Like Gel nr 90







Tę ciekawą zieleń dojrzałam na półce w Rossmanie i od razu wylądowała w koszyku, bo akurat takie barwy lubię, a prawie ich nie mam. Nie wiem co jest grane, bo przecież mam kilka lakierów z serii Gloss like Gel i uważam, że są bardzo dobre. Ten jest niechlubnym wyjątkiem, wypadkiem przy pracy. Najgorszy lakier z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia!

Pędzelek i konsystencja nie różnąi się od innych lakierów z tej serii. Potrzeba jednak dwóch warstw, aby pozbyć się smug i prześwitów, to jeszcze jednak można przeżyć, dalej jest gorzej. Lakier owszem wysycha szybko, ale nawet po 5 godzinach (!) był miękki i porobiły mi się wgniecenia, odcisnęły wzorki, więc musiałam malować jeszcze raz. Kolejnym razem bardzo starałam się, by nie robić nic co by mogło skrócić żywotność lakieru, ale to i tak nic nie dało, bowiem lakier sam z siebie zaczął się ścierać pod koniec dnia, a nie miał ku temu żadnych powodów! W dalszym ciągu był też na tyle miękki, że łatwo można go było ´´ściągnąć´´ palcem z paznokcia. Nie rozumiem tego, bo pozostałe odcienie Gloss like Gel są naprawdę udane i przede wszystkim trwałe!

Trwałość jest więc praktycznie kilkugodzinna, ponieważ nawet kiedy zamaskowałam odpryski i starcia to za chwilę one i tak znów się pojawiały ( jakby same z siebie), więc nie było sensu w ten sposób dalej się bawić tylko sięgnąć po wacik i zmywacz.  To straszny bubel, którego nie da się używać, bo można sobie tylko napsuć nerwów. Jednymi plusem jest ciekawy odcień zieleni z ładnym połyskiem.


Ocena: 1 / 5

Cena: 8ml / ok. 6zł

Dostępność:Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 13 listopada 2015

Burberry-Women






Klasyka Burberry. Zapach powszechnie znany i bardzo lubiany. Określany jako szalenie kobiecy, ciepły, bezpieczny, zmysłowy. U mnie plasuję się wysoko na prywatnej liście perfumowych traum (razem z D&G The One). Męczący, drażniący i gdy go nosiłam źle się czułam, wszystko mnie denerwowało, nie potrafiłam się skupić. Winię za to duet, który zwykle omijam w zapachach, a mianowicie brzoskwinie z wanilią.Od tej mieszanki robi mi sie autentycznie niedobrze.


Pierwszy psik i odpadam. Dopadło mnie stado wściekłych brzoskwiń, ale już mało soczystych, raczej suchawych. Mam nawet wrażenie, że czuję nawet ich aksamitną, włochatą skórkę, aczkolwiek ogromu soków w nich już mało. Na dokładkę posypano je hojna ręką cukrem waniliowym, ziarenkami wanilii z tym, że jest to mało słodkie, wręcz suche. Kiedy zapach już osiądzie na skórze to rzeczywiście odnajduję w nim nieznośną brzoskwiniowo-waniliową słodycz, ale jakby pylistą, lekko pudrową co kompletnie mi nie odpowiada. Jeśli spodziewacie się, że Burberry jest podobne do The One to spieszę donieść, że nie jest tak. Owszem i tu i tu dominują te same składniki, ale w The One są one ulepkowate, syropowe jakby ktoś polał je chemcznym waniliowym syropem. Burberry natomiast nadmierną słodyczą nie razi, jest mniej gourmandowy.

Wkurzające brzoskwinie z wanilią prześladowały mnie na szczęście dość krótko, bo zaledwie 3 godz, ale i tak skutecznie mnie do siebie zniecheciły i cały ten czas dawały o sobie znać przy każdym ruchu. Nie polecam też używać tej kompozycji przy treningu, ja raz byłam taka ´´mądra´´ i rozbolała mnie od niego głowa zresztą to zapach do ciepłych sweterków, golfów, trenczu, a nie do sportowego stylu:D Nie popełniajcie tego błędu!

Ja się w ogóle nie zbyt lubię z kompozycjami Burberry, choć wyjątkiem jest tu cudny damski The Beat. Miałam kiedyś Touch for Women i uparcie sobie wmawiałam, że to zapach stworzony dla mnie, a tak nie było i ucieszyłam się niezmiernie kiedy wreszcie podjęłam słuszną decyzję o pozbyciu się go, ot taki niewygodny był na mojej półeczce, bo nie chciałam go już więcej używać.

Tak czy inaczej klasyczny Burberry sprawia, że mam dość. Nie potrafię go polubić i nawet nie chcę.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: brzoskwinia, morela, gruszka, czarna porzeczka

nuty serca: jaśmin, drzewo sandałowe, cedr

nuty bazy: wanilia, piżmo, mech dębowy




Ocena: 1 / 5   ( dla mnie to zapachowa trauma)

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność: perfumerie online


A co Wy myślicie o Burberry Women?

środa, 11 listopada 2015

Olay-Anti-Wrinkle-wzmacniająco-ujedrniający krem na noc






Nie lubię kosmetyków Olay. Nie pasują mi i sama po nie nie sięgam. Ten krem otrzymałam i kręciłam nosem, bo owszem używam kosmetyków przeciwzmarszczkowych ( prewencyjnie), ale Olay to naprawdę nie jest coś o lubię i tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać.

Jest to krem na noc dla grupy wiekowej od 30-60lat, więc teoretycznie nie dla mnie, ale nie ma w nim nic takiego co może zaszkodzić nawet 20latką, więc nie ma co się obawiać. Mamy tu połączenie niacynamidu z witaminą E, prowitaminę B5 i silnie nawilżające składniki ( niestety to gliceryna), znalazło się też kilka silikonów. Używam go od 4 miesięcy regularnie, a producent zapewnia, że powinnam zauważyć jędrniejszą skórę już po 28 dniach. Czy tak jest?  Po kolei:


Opakowanie: plastikowy słoiczek. Nic specjalnego, ale ważne, że jest lekki i poręczny.

Zapach i Konsystencja: pierwsze wrażenie to to, że krem jest dość lekki i pachnie niby kosmetycznie, ale wyczuwam w nim dziwaczną nutkę. Taka sama jest w nawilżającym kremie tej samej marki z różową zakrętką. Jednak ten aromat w niczym mi nie przeszkadza.





Działanie:  spodziewałam się, że krem będzie tłusty i zapychający w sumie sama nie wiem dlaczego, być może wynika to z mojego uprezedzenia do tej marki? Prawda jest taka, że kosmetyk owszem pozostawia na mojej skórze wyczuwalną, odżywczą warstewkę, która się nie wchłania aczkolwiek nie działa komodogennie. Mocno nawilża i wygładza ( tak, tak te silikony!) , a także odżywia. Rano cera wygląda na wypoczetą, jest elastyczna i miła w dotyku. Tyle i aż tyle, bo tego właśnie oczekuję od nocnej pielęgnacji i ten specyfik mi to daje. Nie twierdzę, że to absolutna rewelacja i zastrzyk młodości w słoiczku, ale dobry krem bez względu na wiek. Zmarszczek nie usunie, ale poprzez odpowiednie nawilżenie i odżywienie napewno opóźni ich powstawanie.

Myślę, że mogę go polecić wszystkim, którzy poszukują poprostu nawilżaczo-odżywiacza na noc.

Ocena: 4+ / 5

Cena: 50ml / dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie


A co Wy myślicie o tym kremie?






wtorek, 10 listopada 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene-Beauty Collection- kokosowy peeling solny







Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przygotowania domowego peelingu z soli lub cukru i naturalnego oleju i chyba ten plan wreszcie zrealizuję, bo nie mogę trafić na odpowiedni peeling ze sklepu. Tylko peelingi Pat&Rub jak dotąd mi odpowiadają, ale nie mam już do nich dostępu, więc testuję wszystko co wpadnie mi w ręce, a zwie się peelingiem. Tak też trafiłam w Naturze na kokosowy solny peeling z serii Lirene. Do wyboru był jeszcze bodajże różany i brzoskwiniowy aczkolwiek nawet się nad nimi nie zastanawiałam, bo moja słabość do kokosów zwyciężyła. Okazało się jednak, że 16 zł poszło do kosza, a produkt w ogóle nie spełnia swojej roli ( albo to ja mam jakieś super wyymagania, choć wątpię) i znów sprawdziło, że kosmetyki marki Eris z serii pielęgnacyjnej kompletnie mi nie odpowiadają. Żałuję, bardzo żałuję, że nie wybrałam chociaż słoiczkowych peelingów Perfecty, bo chyba byłyby lepsze.


Opakowanie: biała tuba z klapką sprawia dobre wrażenie, ale ja i tak wolę słoiczki.

Zapach i Konsystencja:największy żart to obiecywany cudowny kokosowy zapach. Producent chyba nie ma pojęcia jak kokos pachnie, bo to co tu mamy nie przypomina go nawet w 1%. Spodziewałam się kosmetycznej wersji słodkiego kokosa, może coś podobnego do kokosowego żelu pod prysznic Ziaji , a to co tu mamy jest dziwaczne. Nie potrafię określić czym konkretnie pachnie ten peeling, ale kokos to nie jest napewno. Aromat na szczęście jest delikatny, bo nie za bardzo mi się podoba. Ogromny minus za to!!

Peeling jest solny, a w składzie soli nie ma jest za to cukier (??), choć kiedy na skórze mamy drobną ranę wtedy czuć wyraźnie szczypanie, więc radzę uważać. Jest biały, średnio gęsty z wyczuwalnymi drobinami.



Działanie: jeśli to ma być peeling to ja dziękuję... Dla mnie taki kosmetyk ma odczuwalnie ścierać, a ciało ma po nim być supergładkie i nawilżone, że nie trzeba już potem sięgać po balsam. Pomarzyć można, bo ja swoje, a peeling Lirene swoje. Na mokrej skórze drobinki w mig sie rozpuszczają i zupełnie ich nie czuć i jak łatwo się domyślić efektu ścierania nie ma. Nie zraziłam się. Wszak wiele peelingów działa lepiej na suchej skórze jednak i tu nic z tego. Peeling bardziej masuje, jest zbyt delikatny i gdyby nie to, że w ogóle się nie pieni to możnaby go pomylić z żelem peelingującym pod prysznic. Wiem, że są miłośniczki delikatnego miziania, ale ja lubię peelingowe zdzieraki!

Ze spłukiwaniem nie ma najmniejszego problemu, bo drobiny i tak szybciej się rozpuszczają, a na skórze nie pozostaje żadna warstwa, więc użycie czegoś nawilżającego jest koniecznością w przypadku skóry suchej. Generalnie ten peeling w ogóle nie spełnia moich wymagań i wręcz zmuszam się do skończenia tuby, a przecież zupełnie nie o to chodzi. Kosmetyk ma dawać przyjemność, a tu o nia trudno gdy czuję coś niewiadomojakiego co ma peelingować, a tego nie robi.

Kolejny raz srogo zawiodłam się na preparatach tej firmy i już nawet nie chce mi się spoglądać na nie na półce w sklepie.


Ocena: 2 / 5

Cena: 220g / ok. 16zł

Dostępność: kupiłam w Naturze


A Wy jesteście zadowolone z tego peelingu?

poniedziałek, 9 listopada 2015

Golden Rose- Rich Color nr 60




W małej drogerii ekspedientka miała wiele palet lakierów do paznokci, ale nijak nie przekładało się to na stan rzeczywisty, bo co drugiego odcienia nie było, a znudzona Pani była juz wyraźnie rozdrażniona, więc co by nie drażnić lwa ;D stwierdziłam, że wezmę ten na oko bylejaki fiolet Golden Rose, choć mam już lakier z serii Rich Color i ich trwałość jest marna, ale co tam, moja słabość do fioletów zwyciężyła.

Dobrze zrobiłam, bo okazało sie, że kolor jest piękny! Lekko metaliczny i głęboki, w innym świetle wygląda jak niebieski, choć wyraźnie widać, że to jednak fiolet. Płaskim pędzelkiem maluje się szybko, choć wbrew temu co jest napisane na buteleczce jedna warstwa to za mało. Lakier robi prześwity i druga musi być dodana, wtedy jest perfekcyjnie. Czas schnięcia również bez zarzutu, a w dodatku lakier ma bardzo ładny połysk.

Obawiałam się jednak krótkiej trwałości, bowiem dwa pozostałe odcienie Rich Color, które mam są bardzo nietrwałe, a tu okazało się, że´´ brat´´ z tej samej serii spokojnie wytrzymał całe 4 dni i bardzo częste mycie rąk! Jednak najbardziej zachwyca mnie ten cudny fiolet! Dawno nie spotkałam się z tak  cudnym odcieniem śliwki przebłyskującej na niebiesko.

Poztywne zaskoczenie i brawa dla marki za odcień nr 60!

Ocena : 5 + / 5

Cena: 10,5ml / kupiłam za 6zł

Dostępność: kupiony w małej drogerii


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 6 listopada 2015

Calvin Klein-Sheer Beauty





Jest coś co odpycha mnie w danej kompozycji najbardziej, a mianowicie trwałość, jej ulotność. Nie toleruję skin scentów, perfum tak delikatnych, że trzeba mocną się wwąchać, aby cokolwiek poczuć, a które znikają jak poranna mgła po chwili od spryskania i nawet osoby trzecie nic nie czują. Tak mogłabym opisać flankier CK Beauty, czyli Sheer Beauty.  Ten wydany w 2012r zapach reklamuje  holenderska modelka Daphne Groeneveld, choć dla mnie jej uroda jest dość dyskusyjna, co kto lubi., a całość utrzymana jest w klimatach owocowo-kwiatowych z przeznaczeniem do użytku na lato i wiosnę, bo jestem przekonana, że teraz nikt by na Was tego nie poczuł, a zapach nie przebiłby się spod chusty czy szalika.

Jest tu strasznie delikatnie. Zbyt delikatne i w dodatku blado. Brak tej kompozycji oryginalności, czegoś za co można by ją zapamiętać. Muszę ją niestety nazwać bylejaką, niedopracowaną. Nie nosiłabym jej nawet gdybym flakon dostała za darmo! Myślę jednak, że jeśli lubicie pachnieć lekko, zwiewnie i wyczuwalnie tylko dla własnego nosa ( choć i tak słabo) to ewentualnie może Wam się spodobać.



Liczyłam na nutę Bellini, czyli koktajlu na bazie mojego ulubionego Prosecco i brzoskwiń, ale nic takiego nie czuję. Zamiast tego zaserowano tu coś kwiatowo piżmowego, czego nie potrafię do końca określić, a co jest wręcz przezroczyte. Co jednak najgorsze zamiast rozwinąć się zapach znika ze mnie po sekundzie od użycia i nic mi nie dało zużycie naraz całkiem pokaźnej próbki-brak tu kompletnie trwałości i projekcji!

Naprawdę nic by się nie stało, gdyby Klein odpuściłby sobie wypuszczenie na rynek Sheer Beauty. Ani to ładne, ani trwałe. Nudny zwyklak.

Nuty zapachowe :

nuty głowy: bergamotka, czerwone jagody, koktajl Bellini

nuty serca: piwonia, różowa lilia, jaśmin

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, kwiat wanilii


Ocena: 1 (nic mi się w nie podoba) / 5


Cena: 100ml / ok.  115zł

Dostępność: perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Sheer Beauty?

środa, 4 listopada 2015

Essence-I love stage-baza pod cienie







Baza pod cienie to taki kosmetyk bez którego nawet nie zabieram się za robienie makijażu. Z nią każde cienie utrzymują się cały dzień bez względu na pogodę i okoliczności. Miałam kilka baz i jak narazie wygrywa u mnie Lumene do której z resztą mam łatwy dostęp. Natomiast najbardziej nie spodobała mi się ta od ArtDeco z powodu tego, że zasychała na kamień w słoiczku już po niedługim czasie od zakupu. Mam jeszcze w kosmetyczce bazę Urban Decay, E. Arden ( o której możecie poczytać TU ) oraz Kobo,a tę od Essence kupiłam, bo naprawdę rzadko mam sposobność używania produktów tej marki i pomyślałam, że skoro chcę coś od niej kupić to niech to będzie ta baza, bo i tak w tej Naturze nie było nic ciekawego w szafie Essence.

Czytałam, że dziewczyny nie chwalą tego produktu. Nie pochwalę go i ja, choć nie jest to totalny bubel nadający się do kosza, ale i nie kosmetyk, który mógłby choć trochę dorównać mistrzowi z Lumene. Tu niestety sprawdza się powiedzenie : cena adekwatna do jakości.

Opakowanie: takie jak w błyszczykach.Buteleczka z gąbkowym aplikatorem. Według mnie to dobre rozwiązanie.

Zapach i Konsystencja: baza nie pachnie. Ma za to żółtawe zabarwienie i wygląda jak korektor lub podkład do twarzy. Nie ma się jednak co bać, bo ten żółty kolor po rozporowadzeniu jest zupełnie niewidoczny. Konsystencja również przypomina mi korektor i czytałam nawet, że niektóre dziewczyny tak też tej bazy używają, bo nie spełniała swej pierwotnej roli. Ja bym się nie pokusiła.



























Działanie: bardzo, bardzo przeciętne zahaczające o słabe. Nieważne jakie cienie nałożę, a one i tak nie wytrzymują całego dnia ( przy innych bazach tak właśnie jest!). Rolują się w załamaniu po ok. 2-3godz nawet gdy na dworze jest chłodno, a w czasie upałów ten czas jeszcze się skraca. Ta baza nie jest w stanie temu przeciwdziałać dlatego absolutnie nie polecam jej na ważne wyjścia i wszędzie tam, gdzie makijaż musi być nienaganny, bo zwyczajnie wylądujecie w łazience na poprawkach i to dość częstych.


Poza tym baza w ogóle nie sprawia, że kolory cieni stają się bardziej intensywne, głębokie, bo nawet na swatchach zauważycie, że z bazą jest nawet minimalnie gorzej. Nie rozumiem też kompletnie co producent miał na myśli pisząc, że baza sprawdzi się też jako samodzielny cień. Niby jak skoro ten brzydki żóty kolor wyglądałby na powiece jak nierozsmarowany korektor!
Daleko jej, bardzo daleko nawet do bazy Kobo, która jest w podobnym przedziale cenowym i jeśli dalej się wahacie czy brać I love stage to powiem krótko: nie, bo to marnowanie pieniędzy, nawet tych paru groszy na coś co nie działa jak należy. Baza ma sprawiać, że wszystkie cienie zyskają pancerną trwałość. Ta tego nie daje, więc nie mogę jej polecić. Sama swoje opakowanie zużyję z tym, że nie ma mowy, abym kiedykolwiek do niej wróciła nawet, gdybym nie mogła znaleźć nic innego.

Ocena: 2 / 5

Cena: 4ml / ok.12zł

Dostępność: np. w Naturze



A czy Wy jesteście zadowolone z tej bazy?


wtorek, 3 listopada 2015

Zużycia miesiąca -październik 2015



Kolejny miesiąc minął, a mnie zostało już niedługo do powrotu do domu. W październiku nie udało mi się zużyć wiele, ale po dłuższym czasie nareszcie jest też coś z kolorówki i wygląda na to, że i w listopadzie coś będzie. Dajcie znać czy coś z mojego denka znacie!




1. Olej ze słodkich migdałów

Używałam go tylko do pielęgnacji skóry brzucha i biustu. Sprawdził się świetnie jak zawsze zresztą, bo to nie mój pierwszy olej z migdałów, ale pierwszy ze sklepy esent.pl. Bezzapachowy, przezroczystożółty, dobrze się rozsmarowuje i nie podrażnia. Owszem jest tłusty, ale to normalne w końcu to olej. Kupię nie raz z tym, że już innej marki, bo nie będę miała okazji zamawiać z tego sklepu ponownie.

Ocena: 5 + / 5

Cena: 500ml / 42zł

Dostępność: esent.pl


2. Skarb Matki- Czekoladowo-pomarańczowy budyń do ciała dla dzieci

Pokazywałam go TU

Oceny nie zmieniam, ale prosiłabym, aby producent popracował trochę nad składem, aby był bardziej naturalny no i nad dostępnością, bo stacjonarnie nie udało mi się nigdzie go spotkać. Ciągle się zastanawiam czy kupić drugie opakowanie, ale chyba jednak nie.


3. Garnier-Foot-silnie regenerujący krem przeciw szosrtkości stóp 

Krem kupiony na´´ szybko´´ i bez namysłu, bo w markecie nie było nic innego. Okazało się, że dobrze trafiłam. Rzeczywiście jest to gęsty krem ( aż trudno go było z tuby wydobyć!) o przyjemnym zapachu podobnym do balsamu z tej serii. Mocno nawilża, wygładza  i przede wszystkim odżywia suchą, problematyczną skórę stóp.

Nie jest to krem na dzień, bo trochę mu zajmuje wchłonięcie i zostawia tłustawą warstwę, ale rano moje stopy były w dużo lepszej kondycji, a wiem co mówię, bo większość kremów tylko powierzchownie nawilża i trzeba by je nakładać ze 3 razy dziennie. Ten polecam z pełnym przekonaniem i napewno kupiłabym go ponownie!

Ocena: 5 + / 5

Cena: 100ml / nie pamiętam

Dostępność: kupiłam w Tesco


4. Global Cosmed-Bobini-Wanilia i Kokoski-płyn do kąpieli

Wybrał go mój starszy synek-fan pachnących kosmetyków. To kolejny produkt z serii Bobini z którego oboje jesteśmy zadowoleni. Był używany pod prysznic, a nie do kąpieli. To średnio gęsty, perłowy płyn o bardzo przyjemnym kokosowo-waniliowym aromacie, który nie jest bardzo mocny,na skórze troszeczkę go czuć. Jest łagodny, nie podrażnia, dobrze myje i fajnie się pieni. Chciałabym tylko, aby marka postarała się o lepsze składy swoich produktów dla dzieci. Myślę, że dałoby się bardziej naturalnie. Póki polecam tę wersję fanom wanilli i kokosa w subtelnym wydaniu.

Ocena: 5 / 5

Cena; 750ml / ok. 10zł

Dostępność: kupiłam w Kauflandzie


5. Nivea-Baby-Pure&Sensitive-łagodzący żel do mycia ciała i włosków


Tego żelu z kolei używałam przy pielęgnacji młodszego szkraba i to zarówno do kąpieli, mycia włosków jak i mycia po każdej zmianie pieluszki ( nie stosuję chusteczek).  To biała, dość rzadka emulsja o ładnym zapachu typowym dla kosmetyków z serii Baby od Nivea.


Jest łagodna, choć dość mocno się pieni, aczkolwiek skóry mojego dziecka w żadnym stopniu nie wysuszyła ani nie podrażniła. Włoski są puszyste, czyste i nie ma problemu z ich rozczesaniem. Dobry kosmetyk, który już kiedyś miałam i pewnie nie raz jeszcze u mnie zagości.


Ocena: 5 / 5


Cena: 250ml / 15zł


Dostępność: Rossmann




6. IsaDora- Build-Up Mascara Extra Volume-pogrubiający tusz do rzęs


Prezentowałam go Wam TU

Pewnie złapie się za głowę, ale tak miałam go 3 lata! W ciągu tego czasu sprawował się idealne i dopiero teraz się skończył. Niemożliwe? A jednak ! Tylko, że używałam go na zmianę z innymi co wydłużyło okres jego trwałości. Niemniej to świetny pogrubiający tusz, który polecam z pełnym przekonaniem!


7. Luksja-Juicy-Cranberry&Manuka Honey-nawilżające mydło w płynie 

Nawilżającym bym tego mydła nie nazwała, ponieważ wysuszało mi skórę rąk, ale pozostali domownicy nie narzekali, więc problemem są właśnie moje wrażliwe dłonie. Mydło jak mydło. Myje, dobrze się pieni i przede wszystkim ładnie słodkawo pachnie (nie żurawiną, ale jak słodka guma do żucia o smaku owoców leśnych), a sam kolor mydła jest perłowo- różowy. Nic nadzwyczajnego, ale do mycia rąk może być.

Ocena: 3 / 5

Cena: 400ml / ok. 3,50zł

Dostępność: kupione w Kauflandzie

poniedziałek, 2 listopada 2015

Miss Sporty - Crush on You 3D Texture- lakier do paznokci z efektem piasku nr 062





Zakup tego lakieru był nie do końca kontrolowany. Buszując w Rossmanie uparłam się, że znajdę tam jakiś ciemny lakier, a że akurat ten Rossmann jest poprostu beznadziejny i jest tam dużo mniej artykułów niż w innych Rossmannach to nie było to takie proste. Dominowały same jasne kolory i już miałam wyjść z niczym, gdy mój wzrok padł na piękną czerń od Miss Sporty. Nie czytając etykietki porwałam lakier i pognałam do kasy.

W domu okazało się, że kupiłam... ´´piasek´´! Cóż nie lubię lakierów o takim wykończeniu tylko z jednego powodu: ich zmywanie to istny koszmar, ale postanowiłam się nie zrażać tylko nałożyć Crush on You i zobaczyć jaki będzie. Nr 062 to czerń z srebrnymi drobinami, które są dość duże i je widać i ja jako przeciwniczka wszelakich drobinek stwierdzam, że w połączeniu z czernią to bardzo pasuje i mi się podoba! Poza tym lakier nakłada się szybko i bez problemów, ale dwie warstwy to konieczność, bo jedna trochę prześwituje. Warto też nałożyć na wierzch top coat jeśli nie lubi się uczucia szortkości co ten lakier niestety daje, ale takie już są piaski.

Schnie bardzo szybko i wygląda tak fajnie, że z przyjemnością go nosiłam całe 4 dni, bo tyle wytrzymał. Potem, gdy czas było na zmycie zaczęły się´´ schody´´. Trzeba mocno trzeć, aby lakier raczył zejść, a i tak trwało to dość długo. Srebrne drobiny zostały też gdzieniegdzie na paznokciach i zmyły się dopiero po użyciu szczoteczki do paznokci. Usunięcie tego lakieru trochę napsuło mi nerwów aczkolwiek dalej twierdzę, że dla tego koloru i efektu piaskowej czerni ze srebrnym brokatem warto. Sama nie kupię innego odcienia z palety, bo pozostałe barwy są kompletnie nie w moim guście.

Polecam jeśli  lubicie´´ piaski´´!


Ocena: 4+ / 5

Cena: 7ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann



Jak Wam się podoba ten lakier?

piątek, 30 października 2015

Clinique - Aromatics in White





Moje pierwsze spotkanie z perfumami Clinique rozpoczęłam od Aromatics in White. Wiem, dość późno, bo przecież jest np. Happy, ale mnie raz, że nie wszystkie te kompozycje składowo  są bliskie, to nie przekonuje mnie ta marka po innym względem aniżeli kolorówką, choć i tej nie używam prawie wcale, bo się zraziłam. Pielęgnacja też mi nie podeszła. Generalnie marka Clinique nie należy do mojej ulubionej i muszę od razu powiedzieć, że nie miało to żadnego znaczenia przy poznawaniu Białego.

W ogóle zastanawiam się od początku dlaczego Biały? Dla mnie zawartość jest ciemnoczerwona niczym dojrzała róża i zapach powinien nosić nazwę Le Rouge i bordową buteleczkę. Zanim spojrzałam na nuty zapachowe byłam przekonana, że będzie to coś podobnego do In White Del Pozo, Pure Poison czy Białej Madonny. Nic z tych rzeczy! Mamy tu słodkawą różę, lekko zahaczającą o konfiturowe klimaty, które tak lubię, bo o ile nie przepadam za typowo różanymi zapachami w stylu ogrodowych kwiatów to słodką różę jak z konfitury ubóstwiam! Ta róża jest przysypana odrobiną pieprzu i... no właśnie to wszystko. Po kilku chwilach ten duet poprostu znika i nic nie wchodzi na jego miejsce, bo kompozycja nic a nic nie ewoluuje. Dało by się to jeszcze zaakceptować, ale nie w tym wypadku, bowiem trwałość i projekcja są skandaliczne. Biały jest niesamowicie bliskoskórny i ulotny. Nic nie dało mi obfite spryskanie-po 5 min ani ja ani zapytane osoby nic już nie czuły. To niedopuszczalne! Dla mnie rozczarowanie. Wielkie rozczarowanie.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: syczuański pieprz, liście fiołka, labdanum

nuty serca: kwiat pomarańczy, róża,paczula

nuty bazy: bursztyn, piżmo, benzoina, wanilia





Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 230zł

Dostępność: perfumerie online



A jak Wam podoba się ten zapach?