środa, 28 stycznia 2015

Paloma - Foot SPA - cukrowy peeling do stóp z olejem winogronowym i migdałowym






Trudno mi tutaj znaleźć dobry peeling do stóp. Powiem więcej :  nawet znalezienie kremu do stóp wcale nie jest takie proste, bo na półkach widuję jedynie kilka produktów marki Scholl i nic więcej. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale naprawdę nigdy nie zrozumiem dlaczego w Finlandii rynek kosmetyczny jest tak ubogi... Dlatego też w wiele produktów, których nie mam szans dostać tutaj dostaję z Polski i jednym z nich był właśnie ten cukrowy peeling do stóp. Bardzo chciałam, żeby okazał się on tak dobry jak  Yves Rocher Beaute des Pieds i tak właśnie jest!








Zamknięty w płaskim słoiczku peeling ma dość zwartą konsystencję, ale trzeba uważać przy jego nakładaniu, bo kawałki lubią spadać na podłogę. Pachnie bardzo przyjemnie świeżo, jakby morsko.
Kryształki curku są dobrze wyczuwalne i nie rozpuszczają się od razu, można wykonać krótki masaż w celu lepszego złuszczenia martwego naskórka. Peeling mimo zawartości parafiny na wysokim miejscu w składzie  ( tu AŻ tak mnie ona nie razi, bo nie używam tego kosmetyku nigdzie indziej tylko do stóp) nie jest oblepiająco tłusty, nie zostawia na skórze charakterystycznej warstwy,a  wręcz przeciwnie bardzo dobrze ją wygładza, zmiękcza i nawilża. Wiem co mówię, bo mam naprawdę wymagające stopy i bardzo ciężko jest sprawić, by były one dostatecznie nawilżone i zniknęła nieprzyjemna szorstkość. Stopy po tym peelingu wyglądają i czują się o wiele lepiej. Potem zostaje tylko nałożenie odpowiedniego kremu i możemy cieszyć się zadbanymi stópkami. Ja taki zabieg powtarzam raz w tygodniu oczywiście dochodzi do tego też tarka.



Jeden z moich ulubionych peelingów do stóp. Warto wypróbować!


Ocena : 5 / 5

Cena: 125ml /ok 10zł

Dostępność : jest w Naturze





Używałyście tego peelingu ?

wtorek, 27 stycznia 2015

Tom Ford - Black Orchid EDP








Tym razem nie pokazuję Wam jak wygląda ten flakonik´´ na żywo´´  bo go nie posiadam. Kupiłam na spółkę z koleżanką 100ml tego zapachu i podzieliłyśmy się w ten sposób, że ona wzięła swoją część we flakonie, a ja przepsikałam moją do plastikowej buteleczki ze sprayem. Ja wiem, że wiele osób nie wyobraża sobie tak używać perfum i muszą mieć je we flakonach, ale dla mnie to w zasadzie bez znaczenia jeśli zapach bardzo mi się podoba ( ja też wolę flakony, ale tu zrobiłam wyjątek).

Zapachy Toma Forda mają w sobie coś tajemniczego, nieoreślonego i eleganckiego. Większość z nich kojarzy mi się z kobietą w typie femme fatal, która jest szalenie zmysłowa, seksowna i   nieodgadniona. Działa na mężczyzn jak magnes i lubi to wykorzystywać. Tak też kojarzy mi Black Orchid i świetnie pasuje do niego to zdjęcie reklamowe:




Patrząć na mnogość składników zastanawiałam się co też znajduje się w tej eleganckim, czarnym flakonie i byłam nastawiona na specyficzną nutę dobrej gorzkiej czekolady, lekko kwaśnawą wraz z wytrawną wanilią i jeszcze dodatkową porcją ciemnego kakao. Być może wynikło to z tego, że ja kocham zapachy kakaowe, czekoladowe. Ba, bez skrępowania nazwę siebie niepoprawną czekoladoholiczką i czerpię ogromną radość z odkrywania nowych, czekoladowych smaków. Po części pewnie miałam też takie wyobrażenie o tej kompozycji, bo naczytałam się wielu opinii i w każdej wspominano właśnie o cudownie gęstej ciemnej czekoladzie z lekko likierową nutą. Pragnęłam tak pachnieć...

Jednak po pierwszym kontakcie z Black Orchid wiedziałam już, że nie mam co liczyć na  dawkę wysokiej klasy czekolady. Nie mogę marzyć nawet o jednej kosteczce, bowiem całość to dla mnie tylko i wyłacznie miękka paczula bez wilgotności,´´ piwnicy´´, czy innych tego typu skojarzeń. Paczula jest na początku sama i dopiero po paru minutach dołącza do niej bardzo wyraźna nuta kadzidła, która sprawia, że cała kompozycja staje się dymna i mroczna. Te dwa składniki tworzą całość, nawzajem się uzupełniają i żadne z nich nie próbuje być silniejszym od drugiego. Jednak to one wiodą tu prym i nie pozwalają kompozycji w pełni się na mnie rozwinąć, ponieważ od początku Czarna Orchidea pachnie na mnie tak samo, praktycznie nie ewoluuje i jeśli w innym przypadku uznałabym to za wadę zarzucając kompozycji sztampowość, oskarżając ją  o bycie nudną to tu bardzo mi się to podoba. Aż sama się sobie dziwię, bo zwykle skreślam zapachy, które nie chcą się rozwijać,a  tu nie mogłam przestać wąchać skropionej nim skóry...

Jedno mnie tylko zaskoczyło : przeciętna projekcja. Lubię zapachy mocne, które czuć wyraźnie i ciągną za sobą ´´ogon´´, a tu mi tego zabrakło. Kompozycja jest wprawdzie wyczuwalna przez otoczenie, ale raczej tylko wtedy kiedy powąchamy z bliska. Ubolewam trochę nad tym, że na mnie ten zapach nie jest mocny, a raczej delikatnie oplata skórę i po ok. 4-5godz już słabo go wyczuwam, nie wytrzymuje na mnie całego dnia i to chyba jedyny powód dlaczego nie kupiłabym flakonu po raz drugi. Jednak i tak uważam, że jest jak najbardziej wart poznania właśnie  z powodu pięknej dymnej paczuli.


Nuty zapachowe:

nuty  głowy: jaśmin, gardenia, ylang ylang, bergamotka, cytryna, mandarynka, czarna porzeczka, trufle

nuty serca : przyprawy, owoce, lotos, orchidea

nuty bazy : wetiweria, drzewo sandałowe, paczula, bursztyn, kadzidło, wanilia, czekolada



Ocena : 5 - / 5

Cena: 100ml / ok. 400zł ( 50 i 30ml odpowiednio ok. 300 i 200zł)

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


A co Wy sądzicie o tym zapachu ?

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nowe nabytki







Kilka moich nowych nabytków:

-   L´Elbolario - Dolcelisir - przepiękny zapach rumu, cynamonu , karmelu i wanilii. Słodkość w sam raz na zimę!

- dwa olejki Alterra, które uwielbiam, a tym razem mam wersje zapachowe Limonka i Oliwka oraz Brzoza i Pomarańcza

-  paletka cieni Eye Candy dla zielonych oczu marki Physicians Formula

- 3 lakiery Essie : Sew Psyched, Cashmere Bathrobe, Mezmerised, Sally Hansen Complete Salon Manicure nr 131 Ivory Coat, Astor Fasion Studio nr 202

- kolejny Alien do kolekcji, czyli Thierry Mugler Angel Aqua Chic

Bielenda- drogocenny olejek arganowy ( chciałam zupełnie inny olejek Bielendy, a mianowicie Argan Face Oil z pro-retinolem)

- La Roche Posay -fizjologiczna pianka oczyszczająca ( moja najulubieńsza!)

- Blanx Med - pasta do zębów wrażliwych

- zalotka Shu Uemura

- olejki Al Rehab: Sandra, Balkis, Delightful, Tooty Musk, Choco Musk, Al Sharquiah, Golden, Soft,

- olejki Al Haramain - Million, Makkah

- Garnier Neo - antyperspirant  w kremie wariant Fresh Blossom ( zapomniałam umieścić go na fotce) 

Dojdą do mnie jeszcze flakony Estee Lauder Sensuous, Fendi Palazzo oraz Dior Midnight Poison. Oprócz tego dostałam też ogromny karton kosmetyków do testów i będę jak zawsze dzielić się z Wami opiniami na ich temat :)


Znacie coś z tych rzeczy ?

czwartek, 22 stycznia 2015

Yves Rocher - Reflets Naturels - szampon do włosów blond z rumiankiem









Ten szampon otrzymałam gratis do zamówienia i ucieszyłam się, bo jak już kiedyś wspominałam lubię szampony z dodatkiem rumianku, ale niestety wielu producentów umieszcza ten składnik na szarym końcu listy co jest dla mnie niezrozumiałe. W tym przypadku ekstrakt z tego kwiatu też nie plasuje się zbyt wysoko, choć mimo to szampon jest dość dobry. Nie rewelacyjny, ale poprostu w porządku  i można go używać na codzień o ile nie jesteście posiadaczkami suchych włosów, bo do takich moim zdaniem się nie nadaje.

Jego konsystencja jest średnio gęsta, ma żółty kolor i pachnie czymś co niby dobrze znam, ale nie potrafię do końca sprecyzować. Napewno nie jest to rumianek! Ten aromat kojarzy mi się z zapachem  pewnego kartonikowego soku poziomkowego, w którym dominował cukier , barwniki, ulepszacze, a mimo to był smaczny. Zapamiętałam ten smak z dzieciństwa, ale nie mogę sobie przypomnieć jak ów produkt się nazywał. Szampon mocno się pieni i nic w tym dziwnego, bo zawiera SLS i zupełnie nie pojmuję dlaczego w takim razie producent pisze o ´´łagodnej, roślinnej bazie myjącej´´? Niemniej mnie ten składnik nie szkodzi i nic złego mi się po nim nie dzieje. Chociaż skład mógłby być lepszy, bo dominuje jednak chemia.

Nie spodziewałam się, że mój naturalny kolor  w odcieniu średniego blondu będzie bardziej rozświetlony i  podkreślony. Tak się też nie stało, ale nie spotkałam jeszcze szamponu do blondu, który rzeczywiście robiłby to w 100 %  i te efekty byłyby widoczne. Zresztą moje włosy same w sobie są lśniące i cieszą się doskonała kondycją. Szampon poprostu myje i oczyszcza. Włosy są po nim sypkie, puszyste i nieprzesuszone. Nie obciąża też fryzury. To wszystko. Nie mogę narzekać, że tylko tyle, bo w sumie taka jest rola szamponu, jego głównym zadaniem jest poprostu oczyszczenie i ten szampon to robi.



Zwykły szampon. Przeciętniak w swojej kategorii. Polecam do włosów normalnych. Ja sama raczej nie skuszę się na drugie opakowanie, ale to tylko dlatego, że szybko się nudzę kosmetykami i wciąż potrzebuję czegoś nowego. Można wypróbować.


Ocena : 3+ / 5

Cena: 200ml / bez promocji ok. 11,90zł, w Finlandii 7,90 € bez promocji

Dostępność : YR


Skład : Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocamiphoacetate, Propylene Glycol, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Cocamide MIPA, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Sodium Chloride, Citric Acid, Chamomilla Recutita Flower Extract, Polyquaternium-10, Benzyl Alcohol, Metyhylchloroisothiaolinone, Methylisothiazolinone, CI 15510, CI 19140



Co sądzicie o tym szamponie ?

środa, 21 stycznia 2015

Make up Factory - Golden Glow Stick- brązujący sztyft rozświetlający











Ani brązujący ani jakoś bardzo rozświetlający. Zwykły sztyft, który  w mojej ocenie nie może nawet konkurować z bronzerem Pupa 4Sun ani z rozświetlaczem The Balm, bo z żadnej ze swojej funkcji nie wywiązuje się tak, abym była z niego zadowolona i myślę, że za te 100zł bez problemu można znaleźć lepszy tego typu produkt.






Sztyft stosuję tylko na policzki, choć można też na dekolt i na powieki, ale myślę, że w tym ostatnim przypadku spłynąłby z nich natychmiastowo, a poza tym z pewnością pozostawiły tłustawą powłokę. Ja posiadam ten sztyft w odcieniu Kiss of the Sun i jest on dobry dla jaśniejszych karnacji, czyli dla takiej jak moja. Posiada co prawda mikroskopijne drobinki, ale ciężko je tak naprawdę zauważyć, chyba, że się przyjrzymy z bardzo bliska i to raczej w słoneczny dzień. Konsystencja nie jest tłusta ( a tego się obawiałam) i bardzo łatwo jest go zaaplikować nie robiąc sobie krzywdy.  Niestety u mnie efekt brązowienia i rozświetlenia jest słaby. Niby coś tam widać aczkolwiek nie za bardzo. Policzki  nie są zbyt efektownie podreślone.

Na opakowaniu przeczytam, że sztyft charakteryzuje się bardzo przyjemnym owocowym zapachem przypominającym lato i wakacje... Dziwne, bo dla mnie to jest zwykły, słaby aromat owocowo - kosmetyczny i niczego mi on nie przypomina. Cieszę się wręcz, że jest mało wyczuwalny. Minus za dodatek parafiny co zniechęca mnie do częstego stosowania tego produktu z obawy przed zapchaniem porów.


Szczerze mówiąc to najchętniej bym się tego sztyftu pozbyła ( a niestety mam aż 2 sztuki! ) Jest mi zbędny. Sto razy bardziej wolę zwykłe bronzery i rozświetlacze w kompakcie niż to ´´cudo ´´.


Ocena : 3 / 5

Cena: 7g / ok. 100zł

Dostępność :  nie wiem, dostałam


Skład : Ethylhexyl Palmitate, Octyldodecanol, Paraffin, Nylon-12, Synthetic Wax, Copernica Cerifera Cera ( Copernica Cerifera Carnauba) Wax, Cera Microcristallina Wax, Polytehylene, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Aroma, Benzyl Alcohol, Mica, CI 77491 ( Iron Oxides), CI 77891 ( Titanium Dioxide) 


Znacie ten produkt ?

wtorek, 20 stycznia 2015

E.L.F. - Cream Eyeliner Punk Purple





Ten eyeliner kupiłam trochę przez przypadek. Buszując na iherb.com zauważyłam kilka tych linerów i bardzo spodobał mi się ten fiolet oraz turkus, ale obawiałam się ich kupić, bo miałam kiedyś kilka kosmetyków tej marki i bardzo źle je wspominam.Stwierdziłam jednak, że spróbuje, czy ten eyeliner jest lepszy czy gorszy od dotychczas używanych przeze mnie linerów w słoiczku i wybrałam tylko fiolet o nazwie Punk Purple.  Teraz żałuję, że nie skusiłam się też na ten piękny turkus Teal Tease, bo liner jest bardzo dobry.

Jego konsystencja jest idealna tj. ani nie za miękka ani za twarda. Bardzo łatwo nabrać odpowiednią ilość na pędzelek i zrobić kreskę o porządanej grubości. Nie ma z tym żadnego problemu, a ponadto nic się nie marze ani nie kruszy. Ideał pod względem apllikacji. Kolor taki sam jak w słoiczku, posiada bardzo delikatne drobinki, ale ciężko je dostrzeć, trzeba by się przyjrzeć z baardzo bliska.

Kosmetyk odznacza się też całodzienną trwałością. Trzyma się u mnie aż do demakijażu ( któremu poddaje się bez oporu ) i nie trzeba sięgać po dwufazówki.






E.L.F Cream Eyeliner - Punk Purple, tusz Maybelline Mega Plush


Bardzo jestem z niego zadowolona i napewno kupię jeszcze kilka sztuk w różnych odcieniach!


Ocena : 5 / 5

Cena: 4,7g / w promocji zapłaciłam 0,99$

Dostępność : strona producenta, iherb.com


Znacie ten eyeliner ?

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Jovan - Intense Oud









Oud ( drzewo agarowe)  to jeden z moich ulubionych składników perfum. Uwielbiam jego zdecydowaną i oryginalną, która kojarzy się z zapachem bandaży. Oczywiście nie wszystkie odsłony oudu mi sie podobają, ale tych, które lubię jest zdecydowanie więcej. Bardzo pasuje mi oud wraz z tzw. konfiturową różą i paczulą i to dla mnie trio doskonałe.

Dziś jednak chcę Wam przedstawić inny oudowy zapach : Jovan Intense Oud.Jest on w koncentracji wody kolońskiej, ale to nie zmniejsza jest trwałości i projekcji, bo są one bardzo dobre. Zapach jest mocny ( ale nie jest killerem!) i doskonale wyczuwalny przez wiele godzin, w zasadzie na mnie przez cały dzień. Określiłabym go oudem dla początkujących. Ten składnik czuć wyraźnie i w zasadzie on tu najbardziej dominuje, a szafran i sandałowiec są tylko tłem. Róży czy trawy cytrynowej nie odnotowuję. Świeżości tu brak, bo zapach jest ciepły i otulający i świetnie pasuje mi jesienią i zimą. W dodatku nie jest trudny w noszeniu, ale nie polubicie go  jeśli naprawdę jesteście przeciwniczkami oudu i nie tolerujecie go w żadnej formie. Tu jest on naprawdę łagodny, miękki, a przy tym nie traci nic ze swej charakterystyczności.

To bardzo udany zapach i cieszę się, że znalazł się w mojej kolejkci wraz innym zapachem Jovan Silky Rose. Poluję jeszcze na Secret Amber, ostatni z tej serii.



Nuty zapachowe : 

Nuty głowy : szafran, trawa cytrynowa

Nuty serca : labdanum, róża turecka

Nuty bazy: paczula, drzewo sandałowe, oud


Ocena : 5 / 5

Cena: 88ml / kupiłam za 8€

Dostępność : kupiony na Truskawce


A jakie jest Wasze zdanie na temat oudu ?   Lubicie tę nutę ?

środa, 14 stycznia 2015

Yves Rocher - Stylo Regard Waterproof - wodoodporna kredka do powiek 06 Cuivre








Stylo Regard Waterproof 06 Cuivre, tusz YR Sexy Pulp






Kolejna wersja kolorystyczna moich ulubionych kredek i chyba najsłabsza z tych, które posiadam. Spodziewałam się odcienia złoto - brązowego, ale na powiekach jest bardziej złoty i niestety zbyt delikatny. Słabo go widać, lekko tylko błyszczy i nadaje się raczej do delikatniejszego makijażu. Ja tymi  kredkami lubię robić kreskę na górnej i dolnej powiece i tylko wytuszować rzęsy co daje naprawdę fajny efekt, a tu jest słabiutko właśnie przez ten nijaki odcień. Może na ciemniejszej karnacji będzie on się lepiej prezentował ?

Poza tym bez zmian. Kredka nie jest ani za miękka ani za twarda i nie przysparza żadnych trudności podczas malowania. Nie wiem czy jest rzeczywiście wodoodporna, bo tak jej nie testowałam, ale nie rozmazuje się i nie spływa nawet w deszczu czy w śnieżnej zawieji, a potem łatwo można ją zmyć zwykłym micelem, nie potrzeba dwufazówki.


Gdyby nie ten nietrafiony kolor to byłabym  zadowolona.


Ocena : 4 / 5

Cena: 0,3 g / 9,90€

Dostępność : YR


Znacie kredki Stylo Regard ?

wtorek, 13 stycznia 2015

Oriflame - The One - IluSkin Blush- róż do policzków w odcieniu Luminous Peach










Kolejny kosmetyk z kolorówki z serii The One i kolejny, którzy niczym mnie nie zachwycił.
W opakowaniu mamy rozświetlacz i róż,a  do wyboru 3 odcienie, ja posiadam Luminous Peach i spodziewałam się, że będzie on brzoskwiniowy,bo takie odcienie bardzo lubię. Niestety nie. O ile w kasetce na taki wygląda to na mojej skórze jest koralowy i trochę za mocny, łatwo z nim przesadzić i trzeba mieć dobry pędzel, bo inaczej porobimy sobie plamy, a starcie go też zbyt łatwe nie jest, a co dziwne jest trwałość jest dośc słaba. U mnie jest to pierwszy róż, który zaczął się ścierać po 2 godzinach, co jest ewenementem, bowiem każdy jeden trzyma się do wieczornego demakijażu czy to zimą czy latem.





Rozświetlacz jest lepszy. Rzeczywiście nadaje ładną poświatę i nie ma wielkich kawałów brokatu w sobie. Nie daje co prawda super efektu jak kultowy rozświetlacz The Balm, ale i tak jest w porządku, no i jest trwalszy niż  róż.

Z ręką na sercu nie mogę polecić tego kosmetyku. Z łatwością da się znaleźć coś lepszego. Tu ani kolor nie zachwyca ( mnie wręcz przeciwnie, nie bardzo odpowiada ) ani małe opakowanie ani ogólny efekt.


Ocena : 3 / 5

Cena: 4g / ok. 30- 40zł

Dostępność : Oriflame



Znacie ten róż ?

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Kim Kardashian - Pure Honey EDP










Kto to jest Kim Kardashian chyba nie muszę nikomu mówić. Każdy już pewnie o niej słyszał i wydaje mi się, że ma ona więcej antyfanów niż wielbicieli. W zasadzie za co ona jest tak znana ? Co takiego zrobiła ?  Trudno powiedzieć, bo talentów żadnych nie wykazuje, inteligencja nie jest jej mocną stroną, a urodą też nie powala. Skąd więc taki szał na nią ? Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Kiedyś szokowała i budziła niesmak Paris Hilton, o której rzadko już słychać, a teraz to Kim jest na piedestale i to o niej rozpisują się plotkarskie gazety i portale zresztą ona sama o to zabiega. Nie będę ukrywać, że pałam do niej dużą niechęcią. Jest dla mnie poprostu kobietą bez klasy, pustą i zapatrzoną w siebie materialistką, która dla kariery i pieniędzy zrobi dosłownie wszystko. Dlaczego więc zdecydowałam się na zakup jej perfum skoro jej samej absolutnie nie toleruję ? Tylko i wyłącznie z powodu nut zapachowych, bo uwielbiam miód w perfumach ( w jedzeniu już absolutnie nie ).

Zacznę od flakonika, bo on mi sie poprostu nie podoba. Jest za duży, za ciężki, kanciasty i poprostu nieporęczny. Kartonik też ma za duże gabaryty zupełnie jak Kim :D, ale o ile flakonik jeszcze można przeboleć to jej wygląd napewno nie ;) Chce wyglądać seksownie, a wychodzi to komicznie i odrzuca. Zastanawiacie się pewnie jak pachnie Pure Honey. Ja spodziewałam się mocnego uderzenia kwiatów ( podobnego do pierwszych perfum tej celebrytki nazywających sie  Kim Kardashian ) , ale jest łagodniej. To zapach delikatnie kwiatowy ze słodkim akcentem w postaci wyraźnie wyczuwalnego miodu i niewielkiej ilości kokosa. Jednak ten miód nie ma niestety wiele wspólnego z naturą. Nie, nie jest chemiczny i nie ´´gryzie´´, ale pachnie dokładnie jak perfumowane kosmetyki do ciała o miodowym aromacie. Oczywiście, że nie spodziewałam się po tym zapachu miodu na miarę Absolue Pour le Soir, bo to zupełnie inna bajka i dla mnie miód idealny. Kim ´´stworzyła ´´ poprostu delikatne, słodkawe perfumy, które najlepiej nadają się na wiosnę wg mnie,bo teraz zimą nie umieją przebić się spod grubego szala. Nie jest to żaden ulepek jak Fantasy, więc nie trzeba się tego bać. Trwałośc i projekcja na plus, u mnie wyraźnie go czuć przez ok. 6-7godz, ale bez pozostawiania za sobą´´ ogona´´.


Ten zapach oceniam jako ładny, ale nie powalający na kolana. Dobrze się w nim czuję, więc flaszkę zużyję bez marudzenia aczkolwiek nie ponownię zakupu.




Nuty zapachowe :

nuty głowy : róża, frezja, kwiat mandarynki

nuty serca : wiciokrzew, orchidea, miód, wosk pszczeli

nuty bazy : kokos, wanilia, piżmo


Ocena : 4  / 5

Cena: 100ml / ja kupowałam po ok. 30€

Dostępność : perfumerie online


Słyszeliście o tym zapachu, znacie go ?

piątek, 9 stycznia 2015

Oriflame - The One - Colour Impact - kremowy cień do powiek









Cienie do powiek to dla mnie taki kosmetyk, którego u mnie nigdy nie ma za mało. Zawsze znajdę pretekst do kupienia nowej sztuki jeśli tylko kolor mi się spodoba lub uznam, że jeszcze takiego nie mam i będę cierpieć jeśli sobie go nie sprawię ;) Zdecydowanie jednak wolę cienie w formie prasowanej, bo łatwiej nimi operować, można je ze sobą mieszać i ogólnie sa trwalsze i dają efektowniejszy look. Nie znaczy to oczywiście, że nigdy nie próbowałam cieni w innej formie i chyba doszłam do wniosku, że najmniej odpowiadają mi te musowe, zamkniete w słoiczkach. Nie próbowałam jeszcze wychwalanego pod niebiosa cienia Shiseido Hydro Powder ( szykuję się na jego kupno od dawna, ale zawsze jest coś pilniejszego ) i może on zmieniłby moje podejście do tego typu cieni ?  Nie wiem. Wiem natomiast, że cienie kremowe cienie z kolekcji The One Colour Impact są jednymi z najgorszych jakich kiedykolwiek używałam i z 5, które posiadam tylko 3 jako tako można używać, choć też nie są rewelacyjne. Pozostałe 2 już poleciały do kosza.






Do wyboru mamy 8 kolorów ja posiadam : Beige Pearl, Rose Gold, Olive Green, Deep Indigo, Shimmering Steel. Wszystkie posiadają kolorowe drobinki.  Najbardziej podoba mi się ciemnoniebieski Deep Indigo i to właśnie on okazał się być nie do użytku, bo ma strasznie tępą, suchą konsystencję i za żadne skarby świata nie moge go nałożyć na powiekę ani palcem ani pędzlem ( a próbowałam różnych! ) , bo zostawia jedną wielką plamę, która ściera się w tempie natychmiastowym w dodatku nie ma siły, żeby równo ten cień nałożyć. Jego kolor jest wyblakły,choć testowany na dłoni wygląda na mocno napigmentowany. To samo jest z Rose Gold z tym, że nie wygląda on aż tak źle, bo jest jasny, ale nie pasuje do mojego typu cery, bo daje efekt ´´świnki´´, czyli jest dziwnie różowawy. Próbowałam go używać tylko do rozświetlenia kącików, ale i tak nie wyglądało to za fajnie. Dużo lepiej nadaje się do tego Beige Pearl, choć na całą powiekę też nie da się go nałożyć. Wszystkie cienie mają właśnie te paskudne wady co odcień Deep Indigo,ale Olive Green i Shimmering Steel udało mi opanować, bo odkryłam, że da się je nałożyć tylko i wyłącznie poprzez wklepywanie ich pędzelkiem w skórę powiek warstwa po warstwie i to koniecznie na bazie. Bez bazy nie ma sensu w ogóle tych cieni nakładać, bo od razu się rolują ( Deep Indigo robi to nawet na bazie!). Olive Green i Shimmering Steel wyglądaja ładnie jeśli naprawdę przyłożymy się do ich aplikacji. Szkoda tylko, że z Deep Indigo tak się nie da, bo nie chce on poprostu współpracować i nie da rady  go nałożyć choćby nie wiem co.

Niestety te cienie są nietrwałe i nawet na bazie Lumene nie wytrzymują całego dnia, a tylko kilka godzin. To dla mnie wielka wada, bo u mnie każde cienie trzymaja się aż do wieczornego makijażu. Próbowałam zrobić nimi kreski na górnych powiekach, ale do tego się nie nadają. Wygląda to brzydko, jak rozmazany cień. Poza tym do ich usunięcia nadaje się chyba tylko dwufazówka, bo kilka zwykłych płynów i mleczko ich nie rusza, przynajmnie u mnie.

Czytałam różne opinie o tych cieniach. Jedne są bardzo pochlebne i dziewczyny piszą, że nie ma żadnej trudności w nakładaniu tych cieni co daje mi do myślenia i uważam, że zależy na jaki cień się trafi. Być może nie wszystkie z nich są tej samej jakości. Jeśli rozważacie ich zakup to nie testujcie na dłoni , ale spróbujcie je zaaplikować na powiekę i wtedy się przekonacie. Minus także za zbyt wygórowaną cenę.  Generalnie nie polecam.


Ocena  : 2 / 5

Cena: 0,3g / bez promocji ok. 30zł

Dostępność : Oriflame


Co sądzicie o tych cieniach ?

czwartek, 8 stycznia 2015

Make Up Factory - cień pojedynczy nr 23








na sucho




na mokro



Ten cień to mój pierwszy kosmetyk tej marki. Kolor oznaczony nr 23 to bardzo jasny beż z wieloma złotymi drobinkami. W opakowaniu wygląda na ciemniejszy niż jest w rzeczywistości. Generalnie drobinek jest tak dużo, że cień składa się głównie z nich i nie używam go na sucho, bo jest bardzo słabo widoczny, na mokro prezentuje się lepiej, ale i tak jest to delikatny cień, którego używam razem z eyelinerem. Najpierw nakładając na całą powiekę ów cień,a potem malując kreske linerem i bardzo mi sie taki look podoba, bo cień ładnie połyskuje nie dając dyskotekowego efektu obsypania brokatem.


To cień wypiekany, więc jest on trochę twardawy, ale przez to się nie osypuje i nawet te złote drobinki nigdzie nie ´´wędrują ´´ nam po twarzy. Jest tylko jedna wada tego kosmetyku : bez użycia bazy jest bardzo nietrwały, nie dało sie go wycieniować z innym cieniem, bo od razu znikał, ścierał się. Nie wiem czy tak mają inne wypiekane cienie tej marki, ale mocno mnie to zdziwiło. Jednak i tak nie uważam tego za wielką wadę, bo zawsze stosuję bazę pod cienie i nie ma od tego wyjątku,a  na bazie ten cień trzyma się cały dzień.


Fakt, że wolałabym inna wersję kolorystyczną, ale nie mogę narzekać, bo i taki odcień jest mi potrzebny w makijażu.

Ocena :  4 / 5

Cena: 1,5g / ok. 50zł

Dostępność : online


Jak Wam się podoba ten kolor ?

środa, 7 stycznia 2015

Kneipp - Kwiat Migdała - krem do rąk








Z powodu panujących tu od kilku tygodni mrozów moje dłonie znów stały się szorstkie i przesuszone, ale w ciągu dnia nie mam czasu na ciągłe smarowanie ich kremem, więc ograniczam się do jego użytku tylko wieczorem. Kosmetyki niemieckiej marki Kneipp są dostępne w Rossmannie, a ja oprócz tego kremu stosowałam jeszcze świetny olejek do ciała i kończę właśnie płyn pod prysznic. Dziś jednak będzie o kremie, który w mojej ocenie jest przeciętny i nie poleciłabym go do dłoni mocno wysuszonych, a raczej do normalnych do codziennego użytku oraz jako krem´´ torebkowy´´ ze względu na małą tubkę, w którą jest zapakowany.








Krem jest ani nie za rzadki ani za gęsty i jeśli nie przesadzimy z nakładaną ilością to wchłania się szybko bez niemiłego uczucia tłustych i poklejonych rąk. Od samego początku bardzo spodobał mi się jego zapach. Jest jakby pudrowy, choć w sumie też nie do końca. Trudno to sprecyzować, ale faktem jest, że pachnie przyjemnie. Kosmetyk sprawdza się u mnie, ale tylko wtedy kiedy nie narzekam na kondycję skóry rąk. W przeciwnym wypadku nie daje rady z dostatecznym nawilżeniem i odżywieniem, a także niezbyt dobrze łagodzi ewentualne podrażnienia. Nawilża, zmiękcza i wygładza,ale w przypadku naprawdę wymagajacej skóry ten stan nie trwa długo.


Znam lepsze kremy, ale znam ten gorsze. Ten plasuje się pośrodku. Polecam jesli nie macie problemu ze skóra dłoni. Duży plus za skład!


Ocena : 3 + / 5

Cena:  50ml / ok. 25zł

Dostępność : online, Rossmann




Skład : Aqua, Glycerin, Caprylic / Capric Triglycride, Prunus Amygdalus Dulcis ( Sweet Almond) Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Distarch Phosphate, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Candelilla Cera, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Argania Spinosa Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis ( Sweet Almond) Flower Extract, Bisabobol, Retinyl Palmitate, Citrus Aurantium Dulcis ( Orange) Peel Oil, Pogostemon Cablin Oil, Bulnesia Sarmientoi Extract ( Guaiacwood Oil), Limonene, Linalool, Coumarin, Citronellol, Geraniol, Citral, p-Anisic-Acid, Parfum, Helianthus Annus Hybrid Oil, Caprylyl Glycol, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate, Crosspolymer, Sodium Stearoyl Glutamate, Tocopherol




Słyszałyście o kosmetykach tej marki ?

wtorek, 6 stycznia 2015

Oriflame - The One - Volume Blast Mascara - tusz pogrubiający







Mój drugi tusz tej marki i niestety znów klapa. Jeśli tak ma wyglądać wg producenta  super pogrubienie to ja dziękuję :/  Zaczynając od szczoteczki : lubię takie plastikowe, a ta jest poręczna i dobrze się nią nakłada tusz w dodatku on sam ma dobrą konsystencję i nie brudzi powiek w trakcie malowania, nie rozmazuje się i nie kruszy. To tyle pozytywów.


Strasznie nie podoba mi się w tym tuszu to, że nawet po 4 warstwach ( jak na zdjęciu poniżej )  rezultat jest zbyt naturalny. Rzęsy niby są troszeczkę podkreślone, ale zdecydowanie za słabo przynajmniej dla mnie, bo ja akceptuję tylko tzw. efekt sztucznych rzęs i to też na codzień.Ta maskara lekko tylko wydłuża i tak samo delikatnie pogrubia. Nie ma tu mowy o mocnym efekcie dlatego też nie jest to produkt dla mnie. Plus tylko to, że łatwo się zmywa.



Możecie wypróbować jeśli wolicie naturalnie wyglądające rzęsy inaczej lepiej dać sobie spokój szczególnie, że za te 37zł można dostać o niebo lepszy tusz.


Ocena : 3 - / 5

Cena: 8ml /  bez promocji ok. 37,90zł

Dostępność : Oriflame


Znacie tusze z serii The One ?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Yves Rocher - So Elixir EDP









Zainteresował mnie od razu kiedy wszedł na rynek,czyli w 2009r z powodu tego, że nuty zapachowe to.in paczula i kadzidło,a je uwielbiam. Długo jednak nie decydowałam się na zakup, bo uważałam ( i dalej uważam), że YR trochę przegina z cenami swoich perfum i wiele z nich nie jest warte ponad 100zł. Niedawno załapałam się na promocję i nabyłam zgrabne 50ml wody perfumowanej. Pierwszy testy i pierwsza myśl ´´ ooo paczula z bergamotką!´´. Tak, otwarcie jest świeże własnie za sprawą tego cytrusu, ale charakterystyczna ( jednak nie stęchła czy piwniczna! ) nuta paczuli nie pozwala, aby był to typowy świeżak. Lekkiej słodyczy dodaje tonka, a potem wchodzi niezbyt intensywny jaśmin z delikatną różą, a całość zostaje okadzona stonowanym kadzidłem dodającym całości elegancji i seksapilu.


To zapach wytrawny, mało w nim słodyczy, a jeśli już jest to napewno nie jest to słodycz ´´jadalna´´. Pierwszy raz użyłam go w czasie kilkugodzinnej podróży w słoneczny majowy dzień i niestety trwałośc tego zapachu była bardzo słaba, po 2godz. nie tylko ja nic nie czułam, ale inne osoby również. Teraz, zimą jest znacznie lepiej, bo trwa na mnie praktycznie cały dzień.


Marka Yves Rocher naprawdę wypuściła niezły, wart poznania zapach , bo niestety wiele jej kompozycji  uważam, za nieudane, nijakie i oprócz So Elixir Purple i serii Secret Essences (  z wyłączeniem Wanilii, której nie znoszę ) nie ma tam dla mnie nic ciekawego w tej kategorii.



Zachęcam do testów!



Nuty zapachowe :

bergamotka, jaśmin, róża, paczula, kadzidło, fasola tonka


Ocena : 5 / 5

Cena : 50ml / w Polsce bez promocji ok. 175zł , w Finlandii bez promocjo ok. 60 €

Dostępność : YR


Znacie ten zapach ?

piątek, 2 stycznia 2015

Co sobie kupiłam?








Nie lubię zbytnio chodzić po sklepach, ale lubię kupować i zdecydowanie wolę to robić w spokoju w domu przed komputerem :)  Po pozytywnych testach nowego zapachu Roberto Cavalli Gold for Her musiałam kupić flakonik i wzięłam do niego jeszcze kilka innych drobiazgów :

-  jako, że uwielbiam kremy do twarzy Lumene, a szczególnie starą werję z witaminą C Pure Radiance ( którą zmieniono na Bright Now ) nie mogłam oprzeć się przed nabyciem kremu na dzień i na noc Time Freeze, bo jeszcze ich nie miałam, a jako, że marka zmieniła ich opakowanie to perfumeria robiła wyprzedaż wersji jeszcze w starym słoiczku i tak zamiast 20 € zapłaciłam niecałe 10€

- odżywka do włosów Schwarzkopf Bonacure Q10 razem z sprayem z tej samej linii to jedne z moich ulubionych produktów do włosów, a że zrobiłam sobie od nich dość długą przerwę to czas powrócić teraz do odżywki,a spray nabędę kiedy indziej, bo akurat go nie było



Jak Wam sie podobają moje nabytki ?