wtorek, 24 lutego 2015

Uroda - Melisa - balsam do ciała







Ten balsam otrzymałam od Koleżanki, którą pozdrawiam :*. Jako, że teraz boryakm się z przesuszoną skórą na całym ciele, której też przydałby się ujędrnienie i odżywienie to stawiam na naprawdę dobrze i na długo nawilżające smarowidła. Mimo tego, że balsam Melisa jest opisywany jako silnie nawilżający, lekko ujędrniający i zawiera wyciąg z melisty, zielonej herbaty, orzechów makadamia, sorbitol, alantoinę i prowitaminę B5 to jego działanie jest dla mnie za słabe. Co więcej na drugim miejscu w składzie jest parafina :/.





Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nieporęczna butelka. Dobrze,że ma pompkę, ale i tak będzie trzeba przeciąć opakowanie, żeby wydobyć resztki. Poza tym butelka jest nieprzezroczysta, a sam balsam niewydajny. Używam go na zmianę z innym co 2 dzień i mam już mniej niż połowę butelki. Kolejna sprawa to zapach. Mnie przypomina męską wodę po goleniu albo piankę do golenia. Dobrze chociaż, że jest na tyle delikatny, że czuć go w zasadzie tylko wtedy, gdy z bliska powąchamy skórę.

Konsystencja jest średnio gęsta i z samą aplikacją nie ma żadnych problemów, co więcej kosmetyk nie zostawia tłustej warstwy, nie marze się i może być używany zarówno na dzień jak i po wieczornej kąpieli. Ja używam go tylko przed snem i skóra owszem jest lekko wygładzona, skóra jest trochę nawilżona, ale to zdecydowanie za mało, bo już rankiem czuję, że trzeba by ponowić aplikację. To napewno nie jest balsam silnie nawilżający, nic z tych rzeczy i nie nadaje się do szorstkiej, przesuszonej i spragnionej skóry! Myślę, że zadowoli jedynie posiadaczki normalnej, bezproblemowej.


To nie jest to czego szukam w kosmetykach. Moja skóra naprawdę jest wymagająca,a ten balsam nie pielęgnuje jej w taki sposób w jaki oczekuję.

Ocena : 2 / 5

Cena: 200ml /ok. 8zł

Dostępność : online




Używałyście tego balsamu? Jak się u Was sprawdza?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Jacomo - Art Collection # 8



 Nic nam się nie chce, jesteśmy zmęczone, rozdrażnione, mamy wszystkiego i wszystkich dość, a jeszcze dobija nas pogoda za oknem, bo trzyma mróz i musimy marznąć na przystanku albo tak leje, że zanim dojdziemy do pracy, na uczelnię czy gdziekolwiek indziej to jesteśmy przemoczone do suchej nitki co wiąże się z tym, że cała fryzurę szlag trafił i musimy zerkać w lusterko czy aby przypadkiem nie rozmazał nam się tusz. Niech nikt nawet nie próbuje do nas podchodzić, bo jesteśmy jak mina - od razu wybuchamy i jedyne na co mamy ochotę to wrócić do domu, napić się gorącej herbaty i zapomnieć o wszystkim.  Na paskudny humor najlepiej mi pomaga ulubiony zapach ( i tabliczka czekolady!), który może nie sprawi, że od razu będę tryskać energią i uśmiechać się do ludzi, ale skutecznie poprawi mi nastrój. Jednym z takich zapachów jest Jacomo # 8 Art Collection, w której dostępne są także # 2 i # 9 i ten ostatni mocno chodzi mi po głowie i muszę go zdobyć.


Ósemka to zapach otulający, ciepły, korzenny. Bardzo kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia zapachem przypraw, pierniczków. Ten zapach jest jak siedzenie pod ciepłym kocem w pokoju ogrzewanym przez kominek, w którym trzaska palone drewno. Popijamy gorącą, aromatyczną herbatę koniecznie w czerwonym kubku. Herbata jest bogata w naturalne przyprawy takie jak cynamon, imbir, goździki i kardamon. Czuć także suszone owoce. Dodaliśmy do niej także kropelkę mleka, aby złagodzić nieco intensywny smak i dodać kremowości.


Cudnownie mi się go nosi właśnie zimą, bo wspaniale rozgrzewa i od razu czuję się lepiej. Jest tylko jedno ALE. Trwałość. Ubolewam, że tak piękny zapach nie trzyma się na mnie dłużej niż zaledwie 3 -4godz, a potem jest już niewyczuwalny nawet dla otoczenia. Wielka szkoda!



Jeśli jeszcze nie znacie Ósemki to gorąco zachęcam do testów!


Nuty zapachowe :

nuty głowy : imbir, kardamon, czarna herbata

nuty serca : frezja, mleko, suszone owoce

nuty bazy : bursztyn, miód, cynamon


A co Wy sądzicie o tym zapachu?

piątek, 20 lutego 2015

Wella Professionals - SP Luxe Oil - regenerujący eliksir do włosów














Jeśli śledzicie moje wpisy o produktach do włosów to zapewne pamiętacie, że nie jestem zdeklarowaną przeciwniczką silikonów np. w szamponach, odżywkach czy maskach, ale wszystko w granicach normy, bo jeśli kosmetyk składa się głównie z nich i nie ma w nim nic naturalnego to nie zyska mojej sympatii. Szeroko dostępnych olejków do włosów nie za bardzo lubię,bo one niestety bazują właśnie na silikonach i ciągle będę sie upierać, że  kupowanie ich to strata pieniędzy, bo za tyle samo lub mniej dostaniemy czysty, naturalny olej bez wspomagaczy, który zadziała o niebo lepiej niż jego drogeryjny odpowiednik o nienajlepszym składzie. Dlatego całym sercem zachęcam do sięgania po naturalne oleje np. ze słodkich migdałów czy awokado! To tyle na początek. Przechodzę teraz do podzielania się z Wami opinią na temat tego oto ´´eliksiru ´´, który prezentuje się elegancko, bo zamknięto go w szklanej butelce, a nie w plastiku.

Pierwsze spojrzenie na skład mówi jednak wszystko : alkohol denaturowany ( po co? ) i silikony, czyli za fajnie nie jest. W ogóle skąd pomysł, że ten olejek może zregenerować włosy?! Niby jak ma to zrobić skoro wszystkie cenne olejki są na ostatnich miejscach na liście, czyli jest ich śladowa ilość! Nie ma co wierzyć w takie zapewnienia... Zapach kosmetyku jest jakby lekko słodki, choć subtelny ale czuć delikatną alkoholową nutę.

Działanie jest takie, jakie się spodziewałam, czyli nikłe. Moje włosy nie znoszą silikonów w nadmiernej dawce i reaguja na to przetłuszczeniem aczkolwiek ten olejek nie obciąża mi czupryny, choć nakładam go od połowy długości ( szczególnie też na końcówki) zaraz po umyciu. Cóż, nie obserwuje nic ponad bardzo lekkie wygładzenie i to wszystko. Fryzura i tak mi sie puszy szczególnie po zdjęciu czapki i ten kosmetyk na to nie pomaga. Nie robi u mnie praktycznie nic. Nie nawilża też włosów, ale też ich nie wysusza. Jest dla nich całkowicie obojętny.

Wiem, że są miłośniczki takich olejków i chyba tylko im mogę ten produkt polecić. Ja swoje opakowanie skończę, bo jednak specyfik krzywdy nie robi, ale sama napewno nie kupiłabym go ponownie.

Ocena : 2 / 5

Cena: 100 / ok. 45zł

Dostępność : online, w sklepach fryzjerskich i salonach


Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Alcohol Denat, Parfum, Tocopheryl Acetate, Amyl Cinnamal, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Argania Spinosa Kernel Oil, Geraniol, Aqua, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Camellia Oleifera Seed Oil, Limonene 


Słyszałyście o tym olejku ?

środa, 18 lutego 2015

Bell - Gel 4D Confiture - lakier do paznokci z efektem żelu nr 02






Nowa linia lakierów marki Bell 4D podzielona jest na kilka innych : Mega Gloss, Caffe Latte oraz Confiture z której posiadam piękny ciemny fiolet oznaczony nr 02. Uwielbiam takie barwy na paznokciach!

Lakier ma dawać żelowe wykończenie i tak w istocie jest. Poza tym nie zawiera żadnych drobinek. Pędzelek jest lekko spłaszczony, ale mimo to nie obyło się u mnie bez problemów w nakładaniu, ponieważ konsystencja jak na mój gust jest trochę zbyt lejąca i lakier brudził mi skórę wokół paznokci, a tego bardzo nie lubię.

Po jednej warstwie kolor jest praktycznie taki sam jak w buteleczce, nie ma mowy o smugach czy prześwitach. Schnie też bardzo szybko. Szkoda tylko, że już na drugi dzień po pomalowaniu widać było starcia na końcówkach. Nie bardzo mocne, da się tak wyjść do ludzi, ale jednak to nie jest to co lubię. Poza tym następnego dnia tylko się to pobłębiło i musiałam ów lakier zmyć. 2 dni to bardzo słaby wynik tym bardziej, że wtedy nie robiłam nic co mogłoby zaważyć na trwałości lakieru. Muszę też dodać, że przy zmywaniu rozmazywał się po skórze palców, brudził ją jak i cały paznokieć dookoła, a tego bardzo nie lubię!

Z powodu kłopotów przy malowaniu jak i niesatysfakcjonującej trwałości nie mogę ocenić tego lakieru wyżej. Być może inne kolory zachowują się lepiej...


Ocena : 2 / 5

Cena: 8g / ok. 10zł

Dostępność: nie wiem, dostałam


Używałyście już lakierów z serii  Gel 4D?








wtorek, 17 lutego 2015

Tom Ford - Violet Blonde






Drugi zapach Toma Forda, który mam w kolekcji i chyba lubię go nawet bardziej niż Black Orchid. Ma więcej głębi i jest bardziej mroczny, jakoś tak bardziej mi pasuje.
Analizując skład spodziewałam się pudrowego fiołka wraz z irysem i wyraźną zamszową bazą. Rzeczywistość jednak okazała się o niebo lepsza! Toż to cudny dymny fiołek wraz ze swymi liści z kadzidłem, którego niby w składzie brak, ale ja  naprawdę czuję tu kadzidlane nuty!  Na początku zapach jest jakby lekko ostry i odpowiada za to dawka różowego pieprzu, ale znika to po niedługiej chwili i od nadejścia tej pięknej nuty fiołkowej nic się w zasadzie nie zmienia, ale absolutnie mi to nie przeszkadza.



Zapach nie jest ciężki, choć napewno też nie jest delikatny i najbardziej pasuje mi zimą i jesienią szczególnie do czarnych swetrów. Cudownie otula niczym najlepszej jakości szal, a w dodatku jest bardzo trwały. Czuję go od rana do wieczora, a na włosach jest doskonale wyczuwalny do mycia, czyli u mnie 2 dni. Mimo, że zakwalifikowano go do kategorii kwiatowo - drzewno - piżmowej to moim zdaniem jest mu bliżej do orientu w łagodniejszym wydaniu.

Bardzo długo byłam negatywnie nastawiona do fiołkowych zapachów, bo za każdym razem wychodził na mnie nieznośny,duszący puder, a po odkryciu My Queen  i właśnie Violet Blonde zrozumiałam, że nie jest to regułą w tego typu zapachach.

Umieściłam go na swojej prywatnej liście perfumowych miłości na której zajmuje  wysoką pozycję. Cóż więcej mówić ? Lećcie przetestować Violet Blonde, a być może zakochacie się w nim tak jak ja :)


Nuty zapachowe : 

nuty głowy : mandarynka, różowy pieprz, liście fiołka

nuty serca : irys, jaśmin, korzeń irysa

nuty bazy : wetyweria, piżmo, cedr, benzoes, zamsz


Ocena : 5 + / 5

Cena: moje 30ml kosztuje ok. 180zł

Dostępność perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się ten zapach ?

poniedziałek, 16 lutego 2015

Daiso - Charcoal Face Mask - maska do twarzy z aktywnym węglem








Przeczytawszy o tej japońskiej masce na Wizażu czym prędzej musiałam ją wypróbować tym bardziej, że mam słabość do azjatyckich kosmetyków no i uwielbiam wszelkiego rodzaju maski oczyszczające, choć te peel off mniej, a ta maska właśnie jest w takiej formie.



Pierwsze co mnie zdziwiło to to, że maska jest czarna jak smoła ( albo jak węgiel :D ). Ma typową konsystencję dla masek typu peel off, czyli jest trochę lepiąca, ale raczej nie ma problemu z nałożeniem jej na twarz. Dodam, że ja robię to po dokładnym peelingu zresztą jak zawsze w przypadku każdej maski. Z powodu, który zaraz wyjaśnie nie można ograniczyć się do nałożenia cienkiej warstwy kosmetyku, musimy dać jej więcej. Maska nie śmierdzi alkoholem jak to ma zwyczaju wiele takich masek, nie ma w zasadzie żadnego zapachu. Nie zmienia tez barwy cały czas jest czarna co mi się podoba :) Maska zasycha po ok. 5 -7 minutach, ale ja trzymam do 10, a czasem i 15min i niestety tu wychodzi jej jedna wielka wada. Otóż nie wiem jak mocno bym się starała to nie da się jej usunąć za jednym pociągnięciem! Trzeba rwać ją po kawałku, czasem i zdrapywać ze skóry i w moim przypadku naprawde nie ma znaczenia jak grubą warstwę położę. Za żadne skarby świata nie umiem jej usunąć bez sterczenia w łazience dobrych 15min, a i tak resztki muszę zmyć wodą.

Miałam do czynienia z wieloma peel offami i żadna nie była aż tak upierdliwa. Niestety jest też kolejna wada : kiedy zrywałam po raz pierwszy maskę nad umywalką to tworzył się niezły bałagan. Resztki maski oblepiły umywalkę i zostawiały na niej trudne do zmycia czarne ślady, które zeszły dopiero po dokładnym wymyciu umywalki mleczkiem do czyszczenia! Dla mnie to niedopuszczalne. Obecnie daję na umywalkę kawałki ręcznika kuchennego, żeby maska jej nie ubrudziła, ale bardzo mnie ta cecha denerwuje i wraz z fatalnym zrywaniem przyczynia się do tego, że nie kupię jej ponownie. Szczególnie, że efekty jej stosowania są średnie.

Maska ma usuwać zaskórniki i inne niedoskonałości. Ja problemu z niedoskonałościami nie mam, ale muszę się pilnować z każdym użyciem nowego kremu, bo niektóre nie raz przyczyniły się do powstania okropnych zaskórników na policzkach. Co prawda były one pojedncze, ale trudno było je całkowicie usunać. W moim przypadku maska lekko, nawet bardzo lekko rozjaśnia cerę i zamyka pory.  Próbowałam jej także gdy właśnie miałam lekko zatkane pory (przez naturalny eko krem) i nie poradziła sobie z usunęciem pojedynczych zaskórników. Musiałam wspomóc się nieocenioną maseczka z glinki i wtedy nieproszeni goście zniknęli na dobre.

Ta maska nie umywa się do uwielbianych przeze mnie glinek, bo po nich naprawdę widać pozytywne zmiany w wyglądzie skóry, po niej niestety nie. Oczywiście wszystko też zależy od rodzaju cery i dlatego myślę, że jesli lubicie peel offy i walczycie z niedoskonałosciami  to możecie ją przetestować, choć szczerze mówiąc nie wiem, czy jest ona warta ściągania z Ebaya, gdzie chyba tylko tam jest dostępna. Ja póki co zużyje swoją tubę i się pożegnamy na zawsze.


Ocena : 3 / 5

Cena: 80g / ja płaciłam niecałe 4 €

Dostępność : Ebay



Słyszałyście o tej maseczce?

piątek, 13 lutego 2015

L´oreal - Absolut Repair Cellular - szampon regenerujący








Nie potrzebuję szamponów regenerujących, bo nie mam włosów zniszczonych. Bardziej wolę nawilżające, ale moja Mama kupiła sobie litrową butlę Absolut Repair Cellular i odlała mi z niej 300ml do zwykłej butelki (dlatego nie pokazałam prawdziwego foto produktu). Szampon jak zaznacza producent zawiera kwas mlekowy, który rekonstruuje komórki włosów, odżywia i zabezpiecza przed zniszczeniem, aktywny komponent Neofibrine, złożony z ceramidów, odpowiedzialny jest za regenerację i wzmocnienie włosów oraz filtry UV. Nie wiem co takiego rewolucyjnego jest w dodatku kwasu mlekowego, bo widziałam ten składnik w innych szamponach i to nie raz. Jednak czytam tak pozytywne recenzje tego produktu, że dziwię się, że na mnie ten szampon aż tak cudownie nie działa, ale może to dlatego, że ja naprawdę mam zdrowe włosy, którym nic nie dolega?



Szampon jest żółty, dość przyjemnie pachnie ( nie wiem dokładnie czym), choć jak dla mnie za mało się pieni, bo muszę go dołożyć w czasie mycia, ale to nie problem. Włosów nie plącze, nie matowi, choć nie widzę, aby jakoś bardzo nabłyszczał. Nie przyklapuje, ale też nie dodaje im objętości. Nie czuję też, aby jakoś wybitnie je nawilżał czy odżywiał. Są takie same jak zawsze. Dla mnie ten szampon tylko myje i nie przesusza i nic poza tym. Żadnych nadzywczajnych rezultatów nie widzę. Według mnie to szampon jakich wiele na rynku aczkolwiek nie przeczę, że dla tych, którzy naprawde mają kłopot z suchymi włosami może się sprawdzać bardzo dobrze.

Dla mnie szampon ma dobrze myć, oczyszczać  ( ten jednak nie zmywa olejów), nie obciążać i nie przesuszać i Absolut Repair Cellular w sumie to właśnie robi. Fajerwerków nie ma i nie sięgnę po kolejną butelkę ponownie, ale miło było potestować.

Ocena : 4 -  / 5

Cena: 250ml / ok. 25zł

Dostępność: online i sklepy fryzjerskie

A Wy znacie testowałyście ten szampon lub inny produkt z tej serii ?

środa, 11 lutego 2015

Dax Cosmetics - Perfecta - Dekoder Genów Młodości - krem matujący 25 + na dzień i na noc





Czytając nazwę tego kremu ´´´Dekoder Genów Młodości´´ chciało mi się śmiać. Jestem sceptycznie nastawiona do tzw. inteligentnych kremów, które mają sprawić, że odmłodniejemy o dobrych kilka lat albo w ogóle przestaniemy się starzeć. Nie ważne ile taki krem kosztuje i tak nie uwierzę w to, że sprawi, że nasza skóra będzie jędrna, napieta i pozbawiona zmarszczek aż do późnej starości. Owszme stosuję kremy przeciwzmarszczkowe, ale tylko dlatego, bo wiem, że mają więcej składników odpowiednich dla mojej 26 letniej cery i same nawilżające to już teraz trochę za mało. Jednak tak jak pisałam wcześniej : jestem świadoma tego, że one nie usuwają zmarszczek,a  jedynie sprawiają, że powstaną one trochę później. Nawilżają i odżywiają też cerę mocniej niż zwykłe kremy.

Ten krem mimo, że opisano go jako matujący ma też działać przeciwzmarszczkowo. Ponoć w ciągu 14 dni reaktywuje w skórze 14 genów młodości. Poza tym Hialuron Mat  nawilża, zmiejsza pory i matuje, a Oxylina C+E chroni komórki skóry przed wolnymi rodnikami. To krem na dzień braku   i na noc do skóry +25, ja go używam tylko na dzień ( pomimo braku filtrów ), bo za noc jest dla mnie za słaby.


Opakowanie to jak widać szklany, granatowy słoiczek. Nie będę się go czepiać, bo nie mam czego. Wiem, że wiele osób nie lubi kosmetyków pakowanych w ten sposób, bo uważają, że to niehigieniczne. Ja wolę właśnie słoiczki, bo dzięki nim da się zużyć produkt do samego końca bez bawienia się w rozcinanie butelki. Konsystencja tego kremu jest bardzo lekka, nawet lejąca. Pachnie słabo i w sumie nie wiem do końca czym, ale to co czuję jest trochę chemiczne. Kosmetyk wchłania się szybko, bez pozostawiania tłustej warstwy i dlatego stanowi dobrą bazę pod makijaż. Nawilżenie jest odczuwalne aczkolwiek nie jest ono zbyt silne dlatego odradzam ten krem osobą z przesuszoną skórą. Matowanie jednak nie powala. Fakt, że moja cera nie błyszczy się jak oszalała, ale na czole i nosie lubi się przetłuścić po kilku godzinach, choć z odpowiednim podkładem i pudrem nie mam tego problemu i wtedy ten krem też zdaje egzamin. Natomiast bez makijażu już nie za bardzo.Po mniej więcej 3-4 godz. na moim czole, nosie i policzkach zbiera się sebum i jest to wyczuwalne. Skóra co prawda nie jest mocno błyszcząca, ale i nie matowa. To nie jest dobra propozycja dla cer tłustych czy mieszanych. Myślę, że bardziej dla normalnych, choć ja właśnie taką posiadam.

Poza tym nie zaobserwowałam większego działania tego kremu. Oczywiście nie wiem, czy rzeczywiście działa przeciwzmarszczkowo, o tym przekonam się za parę lat i pewnie gdybym zużyła więcej niż jedno opakowanie. To dośc przeciętny krem nawilżająco - matujący na dzień dla tych, którzy nie wymagają od takiego produktu za dużo.Jest w porządku, ale więcej się na niego nie skuszę.

Ocena : 4  -  / 5

Cena: 50ml  / ok. 16zł

Dostępność : Rossmann


Skład: Aqua, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylic/Capric Triglyceride, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Undaria Pinnatifida Extract, Sodium Hyaluronate, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Tocopherul Acetate, Ascorbyl Palmitate, Linoleic Acid, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Carbomer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Methylisothiazolinone, BHA, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Benzyl Salicylate, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, D-Limonene, Parfum


Testowałyście ten krem?

wtorek, 10 lutego 2015

Thierry Mugler - Innocent Rock







Cenię zapachy Muglera i choć nie wszystkie przypały mi do gustu ( Alien to na mnie kwiatowy odświeżacz powietrza, a z Angelem jeszcze do końca się nie zaprzyjaźniłam) to są one bez wątpienia oryginalne, nietuzinkowe i wyróżniają się na tle innych zapachów, a Obcego i Aniołka znają chyba wszyscy i są to obok Euphorii CK najpopularniejsze zapachy wyczuwalne na ulicach szczególnie polskich miast (bo tutaj nigdy nie zdażyło mi się poczuć na kimś zapachu perfum). Z kolei Innocent Rock to popularnych nigdy nie należał. Ciężko go obecnie dostać w sklepach, nie jest już produkowany i nie ma rzeszy fanek i trudno się dziwić, bo mam wrażenie, że został stworzony na szybko, bez większego pomysłu, tak trochę na ´´odwal´´´. Miało być ostro, niegrzecznie, glam rockowo, a jest bezpiecznie , nudno i banalnie.



Zaczynając od flakonu to jest on całkiem  ładny i przede wszystkim poręczny. Widzimy na nim charakterystyczne muglerowskie gwiazdy. Innocent Rock to zapach bardzo słaby zarówno pod względem wykonania jak i trwałości co jest rzeczą raczej niespotykaną u Muglera, który przyzwyczaił nas, że jego zapachy trzymają się skóry wiele godzin i ciągną za sobą ogon, wypełniają pomieszczenie. Mamy tu słabą różę z liczi, a całośc posypaną jest niezbyt dużą ilością pieprzu. I to koniec. Nie ma nic więcej. Zapach w ogóle się nie rozwija, jest od początku do końca taki sam. Nie powiedziałabym, że jest nieładny, bo gdyby popracowano nad projekcją i gdyby zapach miał odpowiednią moc to nawet by mi się podobał, ale on ledwo trzyma się skóry i chyba trzeba  ´´zlać się nim do kostek´´, aby cokolwiek poczuć!  Taką samą sytuacje miałam z Lalique Tendre Kiss, gdzie to sama kompozycja jest niebrzydka,ale zapach tak anemiczny i z zerową projekcją, że aż strach.

Dla mnie ten zapach  to ´´wypadek przy pracy´´. Wielka szkoda, bo pomysł był dobry, ale do wykonania się nie przyłożono. Mój flakon leci do innej właścicielki.


Nuty zapachowe :

nuty głowy : liczi, winogrona

nuty serca : róża

nuty bazy : pieprz


Ocena : 3 - / 5

Cena: 50 ml / ok. 145zł

Dostępność : trudno powiedzieć, bo nigdzie go nie widziałam

Znacie ten zapach ?

poniedziałek, 9 lutego 2015

Maybelline - Super Stay Gel Nail Color 7 Days nr 155 Bubble Gum







Jeśli śledzicie moje wpisy regularnie to pewnie pamiętacie, że nie znoszę różowych lakierów do paznokci, jak też typowych odcieni nude, beży, brązów. Jak łatwo się domyślić ten lakier dostałam i nie miałam wpływu na wybór koloru, bo z pewnością bym go sama nie wybrała. Myślę jednak, że wielu z Was ten cukierkowy róż przypadnie do gustu.


Nazwa tego odcienia, czyli Guma Balonowa jest bardzo trafna. Lakier nie zawiera żadnych drobinek,a  bardzo ładnie i mocno błyszczy dając lekko żelowe wykończenie. Aplikatorem jest tu szeroki i płaski pędzelek, ale o ile takie lubię np. w lakierach Rimmel to tu w parze ze zbyt lejącą konsystencją się to nie sprawdza. Trzeba bardzo uważać w trakcie malowania, bo lakier rozlewa się po płytce i precyzyjna aplikacja wymaga trochę więcej czasu niż zwykle. Co więcej jeśli przez przypadek nałożymy trochę za grubą warstwę  to lakier dłużej schnie i odkształca się.  Smug na szczęście nie robi i od razu kryje po jednej warstwie, choć ja zawsze nakładam dwie. Natomiast czas schnięcia mógłby być trochę lepszy, bo po 2 minutach lakier wciąż był miękki.


Producent gwarantuje 7 dniową trwałość, a małymi literkami z tyłu buteleczki informuje, że owszem tak ma być, ale jeśli nałożymy na lakier top coat. Dla mnie to zrozumiałe, bo nawet nie próbuje sięgać po żaden lakier bez base i top coatów. Jednak u mnie i tak 7 dni się nie trzyma. Ściera się standardowo po 4 dniach jak wszystkie znane mi lakiery. Ze zmyciem nie ma żadnego problemu.

Ogólnie przecietny. Minus za lejącą konsystencję i kłopoty z szybkim nałożeniem. Nie odpowiada mi też kolor, a obiecywana trwałość to też przesada.

Mam też drugi odcień tego lakieru Mint for Life, który też Wam pokażę.

Ocena : 3 / 5

Cena: 10ml / ok. 15zł

Dostępność : w szafach Maybelline



Jak Wam się podoba ten kolor ?

czwartek, 5 lutego 2015

Oriflame - Love Nature - maseczka do twarzy z glinką i olejkiem z drzewa herbacianego








Uwielbiam maseczki z zieloną glinką, a olejek z drzewa herbacianego cenie za dobroczynne właściwości. Moja skóra również za tymi składnikami przepada. Nie wyliczę ile maseczek już miałam i mogłoby się wydawać, że każda powinna działać tak samo,a  jednak tak nie jest. Zdecydowanie najlepsze i przede wszystkim widoczne efekty obserwuję po tych naturalnych, gdzie składniki aktywne zajmują czołowe miejsca. Wspominam o tym nie bez przyczyny, ponieważ maska z linii Love Nature z samą naturą nie ma wiele wspólnego. Spójrzcie na skład, a zauważycie, gdzie znajduje się olejek z drzewa herbacianego. Kaolin co prawda jest na drugim miejscu, ale i tak uważam, że można by zrezygnować np. z parabenów. W każdym razie jeśli szukacie całkowicie naturalnego kosmetyku to to nie jest to.




W działaniu ta maseczka również mnie nie zachwyca. Cudów nie robi, po innych maskach widzę lepsze efekty. Maska jest beżowo - zielona (na skórze wygląda bardziej na białą) i pachnie olejkiem herbacianym z dodatkiem czegoś, czego nie potrafię do końca sprecyzować, a co przypominna mi męską wodę po goleniu. Na szczęście ten aromat nie jest wyczuwalny na twarzy,a  tylko w tubie. Właśnie tuba. Za nią odejmuję gwiazdkę, bo strasznie nie lubię kosmetyków ze zwykła zakretką do odkręcania, są nieporęczne. Sto razy lepsze są zakrętki na zatrzask!

Maskę nakładam raz w tygodniu po dokładnym peelingu i trzymam ok. 10 -15min, czyli wszystko tak jak zaleca producent. Mam cerę bez niedoskonałości, która przetłuszcza się jedynie na czole i trochę na nosie, ale i z tym nie mam większych problemów. Nie wiem też co to rozszerzone pory. Kosmetyk zasycha na skórze bardzo szybko, ale nie ściąga skóry i raczej jej nie przesusza. Ja nie spryskuje twarzy woda termalną podczas trzymania maski na twarzy, bo nie widzę takiej potrzeby.
Po zmyciu cera owszem była oczyszczona, gładka, trochę zmatowiona i to w zasadzie tyle. Ta maska nie działa silnie, jest dość łagodna i myślę, że posiadaczki skóry bardzo tłustej i problematycznej mogą sięgnąć po coś innego, lepszego. Za te 20zł naprawdę nie opłaca się jej kupować. Dużo lepsza jest np. maska glinkowa Queen Helen, Cattier, czy choćby nawet maska Dermaglin.



Ocena :  3 / 5

Cena: 50 ml / ok. 20 zł

Dostępność : Oriflame

Skład: Aqua, Kaolin, Butylene Glycol, Bentonite, Glycerin, Sodium Citrate, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Parfum, Imidazolidinyl, Urea, Citric Acid, Methylparaben,Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Propylparaben, Ethylparaben, CI 77891




Znacie tę maskę? Jaką maskę do twarzy najbardziej lubicie?

wtorek, 3 lutego 2015

Oriflame - Love Nature - krem pod oczy z dziką różą






Krem pod oczy to mój absolutny´´ must have ´´. Musi przede wszystkim dobrze i długotrwale nawilżać, odżywiać i posiadać działanie przeciwzmarszczkowe. Najlepiej jeszcze by było gdyby posiadał filtr SPF minimum 15, ale w dalszym ciągu niewiele kremów jest w niego zaopatrzonych.
Po kremie z ekstraktem z dzikiej róży z serii Love Nature ( która tak naprawdę z naturą nie ma zbyt wiele wspólnego ) nie spodziewałam się zbyt wiele i też zbyt wiele nie otrzymałam.




Ten krem napewno nie nadaje się jak informuje producent to skóry suchej, jest zbyt lekki. Lepszy będzie do skóry normalnej i niewymagającej, młodej i bez zmarszczek, która nie jest przesuszona. Jego konsystencja jest lekka, nietłusta. Krem bardzo szybko się wchłania i jak najbardziej nadaje się do użytku pod makijaż i nie roluje się na nim żaden korektor. Niestety nie robi on nic poza nawilżeniem, a i ono nie jest jakieś rewelacyjne. Moja skóra pod oczami jest w dobrej kondycji, nic jej nie dolega zmarszczek nie mam aczkolwiek działanie tego kremu jest dla mnie za słabe. Oczekuję od takiego produktu silniejszego działania, a nie tylko nawilżenia na średnim poziomie.


Kosmetyk jest poprostu nijaki. Ani nie szkodzi,ani nie pielęgnuje w widoczny sposób. Jest, a jakby go nie było. Gwiazdka leci w dół także za dodatek Benzophenone - 4.


Ocena : 3 / 5

Cena: 15ml / ok. 20zł

Dostępność : Oriflame


 SKŁAD : AQUA, GLYCERIN, COCOS NUCIFERA OIL, ISOPROPYL MYRISTATE, CETYL ALCOHOL, BUTYLENE GLYCOL, BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER, DIMETHICONE, RICINUS COMMUNIS SEED OIL, SORBITAN STEARATE, TETRAHYDROXYPROPYL ETHYLENEDIAMINE, CAPRYLYL GLYCOL, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS OIL, IMIDAZOLIDINYL UREA, CARBOMER, METHYLPARABEN, BENZOPHENONE-4, CERA ALBA, PROPYLPARABEN, DISODIUM EDTA, HYDROGENATED CASTOR OIL, ROSA CANINA FRUIT OIL, CANCELLED CERA CARNAUBA, PHENOXYETHANOL, TOCOPHEROL, CI 16035, CI 19140


Znacie kosmetyki z linii Love Nature ? Testowałyście ten krem ?

poniedziałek, 2 lutego 2015

Guerlain - Shalimar







Zapach - legenda . Perfumowy klasyk, który się albo kocha albo nienawidzi. Ja pokochałam go od pierwszego powąchania i nie wyobrażam sobie nie mieć go na półce. W moim otoczeniu niestety nikt się nim nie zachwyca tak jak ja. Shalimar to zapach, którego będę używać zawsze. To poprostu moja perfumowa miłość. 


Dymny, lekko mroczny, a przy tym wyjątkowo zmysłowy, a to za sprawą charakterystycznej wytrawnej wanillii okopconej kadzidłem. Delikatne skórzane akcenty także tu wyczuwam. Zapach nie ma w sobie ani grama słodyczy ani świeżości ( choć czytałam opinię, że niektórzy wyczuwają w nim  coś słodkiego i cytrusowego, ja w ogóle ) . Mimo wyraźnej obecności cywetu za którym normalnie nie przepadam tu nic mnie nie ´´gryzie ´´ i pokuszę się o stwierdzenie, że ta nuta zwierzęca wyjątkowo tu pasuje.


To jeden z niewielu zapachów, które mogę nosić codziennie i nie narzekam, że mnie nudzi. Uwielbiam go i używam na codzień i na większe okazje jednak sięgam po niego jesienią i zimą, bo na pozostałe pory roku jest ciut za ciężki. Na wiosnę lepiej pasuje mi Eau de Shalimar.

Muszę dołączyć do kolekcji także pozostałe wersje klasyka, czyli niestety wycofany Shalimar Initial i dwie pozostałe jego wersje L´Eau i L´Eau Si Sensuell.

Trwałośc powalająca. Cały dzień, jest wyczuwalny nawet po prysznicu i na mnie jeszcze kolejnego dnia. Moje pefumowe cudo!

Nuty zapachowe: 

nuty głowy : cytrusy, mandarynka, cedr, bergamotka, cytryna

nuty serca : irys, paczula, jaśmin, wetiweria, róża

nuty bazy: skóra, drzewo sandałowe, opponax, piżmo, cywet, wanilia, kadzidło, bób tonka




Ocena : 6 / 5

Cena: za moje 90 ml zapłaciłam 250zł

Dostępność : pefumerie online



PS. Poniżej reklama tego zapachu. Podoba mi się, ale nie bardzo pasuje mi tu Natalia Vodianova.




A co Wy sądzicie o tym zapachu ?

niedziela, 1 lutego 2015

Zużycia miesiąca - styczeń 2015






 Oto co udało mi się zużyć w tym miesiącu :





1. Kneipp - Radość Życia - aromatyczny płyn pielęgnujący pod prysznic

Niezbyt gęsty, żółtawo -  perłowy płyn o zapachu, który trochę kojarzy mi się z cytrynowymi cukierkami Nimm 2, ale nie jest taki słodki. Nienajgorszy, ale w połowie opakowania mi się znudził. Kosmetyk pieni się dość dobrze, choć wielkiej piany nie ma się co spodziewać. Myje, oczyszcza,ale mojej skóry nie nawilżał, balsam był konieczny. W składzie mamy naturalne olejki eteryczne z litsea cubeba i cytryny. Średniak, nie zagości u mnie ponownie.

Ocena : 3 + / 5

Cena: 200ml / nie wiem, dostałam

Dostępność : Rossmann

Skład : Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, PEG-40 Sorbitan Peroleate, Glyceryl Oleate, PEG-18 Glyceryl Oleate/Cocoate, Litsea Cubeba Fruit Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Cymbopogon Nardus (Citronella) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Limonene, Citral, Citronellol, Geraniol, Linalool, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Parfum (Fragrance), Glycol Distearate, Hydroxypropyl Methylcellulose, PEG-14M, Sodium Hydroxide, Silica, Tocopherol, CI 19140.


2. Iwostin - Sensitia - krem intensywnie nawilżający SPF 20

Pokazywałam go TU. Nie dla mnie. Za tłusty, nie wchłania się i zatyka mi pory. Pod koniec opakowania, kiedy jeszcze data ważności była ok zaczął wypływać z niego jakby olej i nie znikało to nawet po wstrząśnieciu opakowaniem. Końcówka poleciała do kosza. To krem chyba tylko dla cer bardzo suchych. Oceny nie zmieniam.



3. Loton - Oil Therapy - olej kokosowy do ciała i włosów


TRAGEDIA. Tak mogę nazwać ten produkt. Od razu wskoczył na moją czarną listę, bo jeszcze nie testowałam olejku, który zamiast nawilżać to sprawił, że skóra jest w gorszym stanie i cały czas staram się to naprawić, a wcale nie jest łatwo. To bezbarwny olejek, który pachnie jak dla mnie dość chemicznie kokosowo ( mało słodko) , ma dobry, krótki skład bez niepotrzebnej chemii i to mnie zmyliło, bo naprawdę myślałam, że będzie to nawilżająca bomba, a prawda okazała się zupełnie inna.

Najpierw zaczełam używać go do włosów tak jak radzi producent, tylko na końcówki. Po 2 tyg. , w sumie nawet nie całych moje zdrowe końcówki przypominały szczotkę. Były szorstkie , suche i rozdwojone! Nie używałam niczego innego, więc była to ewidentna wina tego olejku. Końcówki poszły do ścięcia.  Próbowałam też użyć tego olejku do olejowania całych włosów i po zmyciu sprawdzonym szamponem i nałożeniu lekkiej odżywki były one suche, szorstkie w dotyku i co najgorsze mocno się elekryzowały. Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież olej kokosowy powinien nawilżać, a czemu u mnie działał odwrotnie ?!  Pojęcia nie mam. Dałam temu produktowi ostatnią szansę i zaczęłam używać do ciała, ale tylko na skórę biustu i brzuch i to był błąd. Na biuście wyskoczyły mi wielkie czerwone plamy, skóra już po paru użyciach zrobiła się niesamowicie szorstka, nieprzyjemna w dotyku, to samo zaobserwowałam na brzuchu, gdzie plamy również były widoczne i w dodatku swędziały. Czym prędzej wylałam ten pseudokosmetyk i obecnie muszę mocno nawilżać te rejony, a są one jeszcze mocno przesuszone. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ten olejek tak na mnie podziałał. Stosowałam wcześniej czysty olej kokosowy i wszystko było dobrze...

Nie polecam, choć oczywiście u Was może się spisać lepiej. Ja się trzymam od tego badziewia z daleka.

Ocena :  pierwszy raz daję 0, bo nie zasługuje nawet na 1  / 5

Cena: 125 ml /  nie wiem, dostałam

Dostępność : dostałam

Skład : Cocos Nucifera ( Coconut ) Oil, Helianthus Annus ( Sunflower)  Seed Oil, Caprylic / Capric Triglyceride, Parfum, Tocopheryl Acetate



4. Oriflame - Chiffon EDT




Pokazywany TU . Nie mój zapach. Nie potrafiłam go używać, źle się w nim czułam. Dobrze, że dostałam tylko pół flakonu z wymianki, bo gdybym sama kupiła to chyba bym się załamała. Zużyłam go jako roomspray i w takiej formie mnie nie drażnił. 


5. Olay - Active Hydrating - krem nawilżający na noc

O ile wersja tego kremu na dzień jest dla mnie nie do zaakceptowania to ta na noc jest całkiem dobra do cery normalnej z lekką tendencją do przetłuszczania, czyli takiej jaka jest  obecnie moja. Używałam go w parze z olejem arganowym pod spód i wtedy nawilżanie było jeszcze mocniejsze. 
Krem jest bladoróżowy, pachnie podobnie jak stary puder, ale mnie to w sumie nie przeszkadzało. Szybko się wchłania, nie jest tłusty i rzeczywiście nawilża nie obciążając przy tym cery. Nie zauważyłam, aby robił coś ponadto dlatego właśnie musiałam nakładać pod niego olej arganowy. Nie jest to krem do cery suchej, bo nie nawilża aż tak bardzo. 
Nie kupię go już, bo na noc wolę kremy o działaniu przeciwzmarczkowym. 


Ocena : 4 + / 5

Cena: 50ml / ok. 18zł

Dostępność : nie wiem, czy można go jeszcze dostać, bo nigdzie go już nie widziałam



6. Floris - White Rose EDT 
 

Kolejny nie´´mój´´ zapach.  Dla mnie jest on trochę zbyt oldchoolowy i dlatego nie mogłam go nosić, bo do niczego mi nie pasował. Widzę w nim młodą, śliczną panienkę o złotych lokach, ubraną w krynolinę, mającą pod pachą miniaturowego pieska, a w ręku parasolkę. Zapach nie jest nieładny, ale dałam radę zużyć moje 15 ml (  tyle  dostałam we flakonie z wymianki)  jedynie jako roomspray i świetnie się do tego nadawał, a co więcej zapach był bardzo trwały. White Rose to dokładnie aromat białej róży, fiołka i pudru. 



Nuty zapachowe : 


nuty głowy : aldehydy, goździk ( kwiat)  , nuty zielone 

nuty serca : irys, róża, jaśmin, fiołek

nuty bazy : bursztyn, piżmo, nuty pudrowe


Ocena : 3 / 5

Cena: 100ml / ok. 74£ ( cena z komosu!)

Dostępność : strona producenta


7. Astor - Big & Beautiful False Lash Look  - maskara pogrubiająca

Miałam ją bardzo długo i właśnie dokonała swego żywota, ale do końca spisywała się dobrze. Pokazywałam Wam ją TU . Z czasem ją nawet polubiłam, choć nie kupię jej ponownie ( nawet nie wiem, czy można ją jeszcze dostać ? ) , bo wszystkie tusze Astor mają na początku niefajną, zbyt mokrą konsystencję i to mnie od nich odrzuca. Niemniej daje temu tuszowi pół gwiazdki więcej. 


8. Bio- Oil

Super reklamowany, wszędzie czytam peany na jego cześć jak to usuwa blizny, rozstępy i robi poprostu cuda. Jestem zdziwiona, bo według mnie ten olejek jest moocno przeciętny i nie zauważyłam po nim żadnych rezultatów oprócz lekkiego nawilżenia. Owszem, to małe opakowanie 60ml starczyło mi zaledwie na 2 tyg używania 2 razy dziennie i dlatego nie mogę ocenić działania przeciw rozstępom, bo do tego potrzeba by było kilka opakowań i minimum kilka miesięcy stosowania. Ja jednak nie pokusze się na ponowny zakup. Dla mnie ten produkt naprawdę nie jest żadną rewelacją, no i ma parafinę w składzie na  wysokiej pozycji. Poza tym także posiada retinol, a jak wiemy nie może on być używany w czasie ciąży, więc dlatego nie używałam tego olejku w tym okresie, a producent niby go wtedy też zaleca. Mnie w każdym razie lekarz zalecił wstrzymanie się z tym olejkiem do czasu porodu i tak też zrobiłam, używałam go już po. Według mnie lepiej kupić naturalny olejek niż coś co w dużej mierze składa się z parafiny, bo reszta składników jest daleko w tyle.

Ocena : 3 - / 5

Cena: 60ml / ok. 20zł

Dostępność : kupowałam w aptece


9. Lacalut - Sensitive -  pasta do zębów chroniąca przed nadwrażliwością, krwawieniem dziąseł i próchnicą

 
Ta pasta jest poprostu beznadziejna! Mam duży problem z nadwrażliwością zębów, testuję wiele past i jak narazie żadna mi nie pomaga na tyle, abym zapomniała o swoim problemie. Niestety Lacalut Sensitive przyczyniła się do tego, że teraz moje zęby reagują także na gorąco,a  zanim zaczęłam tej pasty używać tak nie było! Co więcej pasta w żaden sposób nie chroni przed nadwrażliwością, nie łagodzi tego , nie zmniejsza bólu i nie usuwa przyczyny. Nie robi kompletnie nic i równie dobrze mogłabym jej nie używać. Pasta średnio się pieni i trzeba uważać,żeby nie wycisnąć jej za dużo, bo nie jest zbyt gęsta, choć nie jest też lejąca. Ma dość słaby miętowy posmak i nie odświeża oddechu na długo. Myć myje i to niestety wszystko. Najgorsze jest to, że dostałam jeszcze 2 dodatkowe opakowania i zupełnie nie wiem co z nimi zrobić, bo nie chcę już po tę pastę sięgać. Dla mnie to, że po niej odczuwam ból nawet po wypicu niezbyt gorącego napoju całkowicie ją u mnie skreśla. Wcześniej moje zęby reagoway tylko na zimno,a  teraz też i na gorąco. Totalna porażka...

Ocena : 1 / 5

Cena: 75 ml  / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann, apteki






WYRZUTKI:




Wyrzucam je, bo tak zgęstniały, że nie da się już ich nałożyć. Będę tęsknić szczególnie za tym pięknym granatem od Essence.



A jak u Was z zużyciami ?