wtorek, 31 marca 2015

Wibo - Express Growth nr 34 oraz Sally Hansen - Complete Salon Manicure nr 131 Ivory Coat





Czarny lakier to mój ´´must have´´ w kosmetyczce i kolor po który najczęściej sięgam bez względu na okoliczności i porę roku.  Za białym aż tak nie przepadam i nigdy nie maluję nim wszystkich paznokci, a że dosyć dawno skończył mi się już biały lakier to postanowiłam zakupić nowy i wybór padł na ten od Sally Hansen...




Sally Hansen Complete Salon Manicure nr 131 Ivory Coat : przede wszystkim wolałabym, aby nie był perłowy, bo w sklepie na taki nie wyglądał i to mnie zmyliło. Nie wiem czemu przed zakupem nie pooglądałam jego fotek u innych blogerek, ponieważ wtedy raczej napewno bym po niego nie sięgnęła. Jednak zebrałam za niego kilka komplementów, więc go zostawię i będę używać w połaczeniu z czarnym lakierem.  Ma płaski pędzelek, którym bardzo dobrze się maluje, choć lakier po jednej warstwie robi prześwity i smugi. Po drugiej jest niewiele lepiej, ciągle prześwituje płytka paznokcia. Kiedy jednak dodałam trzecią warstwę lakier za długo wysychał i kiedy myślałam, że już jest suchy i nałożyłam top coat cały się rozmazał :/  Musiałam go zmyć i nałożyć od nowa, ale poprzestałam na dwóch warstwach. Krycie jest naprawdę  słabe, choć możliwe, że tylko w przypadku tego odcienia. Trwałość standardowa, czyli po 3 dniach odpryskuje, ale, że jest on tak jasny to aż tak bardzo nie rzuca się to w oczy. Nie jest do końca zły, ale nie kupię go ponownie.

Ocena : 3 / 5

Cena : 14,7ml / zapłaciłam 9 zł

Dostępność : kupiłam TU

Wibo Express Growth nr 34 : bardzo dobry lakier, smoliście czarny o ładnym połysku. Tu nie mam nic do zarzucenia, nawet trzyma się dzielnie 4 dni i  potem odpryski są niewielkie. Jedyne co mnie trochę w nim wkurza to wąski pędzelek. Wolałabym, aby był troszeczkę spłaszczony, bo muszę bardzo uważać, aby w trakcie malowania nie pobrudzić skóry wokół paznokacia. Poza tym dla mnie bez wad.

Ocena : 5 - / 5

Cena: 8ml / ok. 5zł

Dostępność : Rossmann


Jak Wam się podobają te kolory?

poniedziałek, 30 marca 2015

Serge Lutens - Daim Blond






Kolejny z zapachów Mistrza, który uwielbiam. Daim Blond, czyli ´´biały zamsz´´ to kompozycja, która świetnie pasuje mi w połączeniu ze skórzaną kurtką, cienkimi, skórzanymi rękawiczkami i botkami na słupku. Tak lubię ją nosić. Dla mnie wraz z klasyczną Bottega Veneta tworzą duet zapachów, które właśnie idealnie współgrają ze skórzanymi ubraniami.

Daim Blond rozpoczyna się subtelnie i tak trwa aż do końca, co na początku trochę mnie zdziwiło, bo jednak Lutens przyzwyczaił nas,że jego kompozycje są mocne, wyraźiste i przeważnie´´ ogoniaste´´´, ale jednocześnie jest ona otulająca, wręcz intymna.
Pierwszy plan to morele ( wg składu to ich pestki!). Według mnie suszone pomieszane ze świeżymi aczkolwiek nie ma tu jednoznacznej świeżości i owocowości. Te morele nie ociekają sokiem, ale i nie są przejrzałe. To raczej morele, które wąchamy bez przekrojenia dotykając tylko nosem ich aksamitnej skórki. Chwilę potem dołącza zamsz. Jest  to przepiękny, aksamitny zamsz jak zapach torebki, którą kupiliśmy już jakiś czas temu, ale ciągle pachnie ona w tej charakterystyczny sposób. Tu ta zamszowa nuta się nie narzuca tak jak np. w Skin on Skin, gdzie aż kręci mi się w głównie od zamszu i jest go tam zdecydowanie za dużo.

Trwałość duża.U mnie całodzienna, choć jak wspomniałam nie będzie nas czuć z daleka. 
Piękny to zapach pod każdym względem. Elegancki, szalenie kobiecy. Cudowny na jesień.  Muszę w końcu zaopatrzyć się we własny flakon.

Nuty zapachowe :

nuty głowy : głóg, kardamon z Cejlonu

nuty serca : irys, pestki moreli

nuty bazy : piżmo, heliotrop, zamsz




Ocena : 6 / 5

Cena: 50ml / ok. 230zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Znacie ten zapach?

piątek, 27 marca 2015

Ziaja - Liście Zielonej Oliwki - oliwkowy dezodorant bez soli glinu







Nie zaintersowałam się linią Liście Zielonej Oliwki, bo jakoś nie przepadam za tym składnikiem w kosmetykach. Sama nie wiem czemu. Jednak bardzo lubię testować dezodoranty i ten jest jednym z nich. One wszystkie w zasadzie działają u mnie tak samo, rzadko kiedy znajduję między nimi widoczną różnicę i ten od Ziaji również mnie nie zaskoczył. Myślę jednak , że kupię go ponownie, choć nie jest to mistrz w swojej kategorii.

Przede wszystkim dezodorant jest bardzo łagodny, a zwracam na to uwagę, bo w przeszłości miałam potworne uczulenie po pewnym znanym dezodorancie i po nim musiałam zrobić przymusową przerwę od wszystkich tego typu specyfików. Do dziś odpadają u mnie te w sprayu i o bardzo intensywnym zapachu. No właśnie zapach. Opisywany deo pachnie wyjątkowo przyjemnie, świeżo, a zarazem subtelnie i napewno ten aromat nie będzie nikogo drażnił.

A jak z działaniem? Nie należę do osób mocno się pocących, ale na jakiekolwiek wyjścia używam niezawodnej Rexony. W domu natomiast naturalnych deo i ten produkt spisuje się u mnie w domowych warunkach kiedy nie robię nic takiego przy czym możnaby się spocić. Jednakże kompletnie nie nadaje się wtedy, gdy zamierzam np. sprzątać  ani nawet w przypadku niezbyt silnego stresu, bo wtedy koszulka robi się wilgotna. Nie ma jednak plam, a nieprzyjemny zapach choć próbuje się przebić to dość skutecznie zagłusza go aromat tego dezodorantu. Sama nie wiem co o tym sądzić, bo w sumie chyba niewiele z nas siedzi całymi dniami na kanapie i nic nie robi. Jako mama dwójki maluchów wiem co to jest być cały dzień w ruchu :) dlatego zastanawiam się jaką ocenę wystawić temu produktowi. Napewno nie odważyłabym się użyć go wychodząc, no chyba, że do pobliskiego sklepu po bułki. To napewno nie jest preparat dla tych, którzy mocniej się pocą, uprawiają sport i żyją w stresie. Poleciłabym go jednak jeśli chcecie od czasu do czasu odpocząć od typowych antyperspirantów.


Ocena : 3 + / 5

Cena: 60ml / ok. 7zł

Dostępność : Rossmann


Skład: Aqua, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Chlorhexidine Digluconate, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Butylene Glycol, Larrea Divaricata Extract, Lecithin, Citronellyl Methylcrotonate, Olea Europea Leaf Extract, Hydroxyethylcellulose, Glycerylcaprylate, Chlorphenesin, Parfum (Fragnance), Limonene, Hexyl Cimannal, Benzyl Saliculate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool.



A jak u Was się sprawdza ten deo?

czwartek, 26 marca 2015

Bell - Glam Wear nr 513



z topperem Essence Nail Art nr 15 Glitter on me


Lakier ten kupiłam już jakiś czas temu z powodu koloru, który od razu wpadł mi w oko. Bardzo mi się podoba! W ogóle sam lakier jest wyjątkowo dobry, a to była dla mnie niespodzianka, bo jednak lakiery Bell są bardzo nierówne i zdażyło mi się w tej samej serii znaleźć i buble i cudeńka - wszystko zależało od koloru.


Malowanie jest dziecinnie proste za sprawą odpowiedniego pędzelka i konsystencji, która nie jest ani za lejąca ani za gęsta. Schnie też bardzo szybko dlatego pomalowanie 2 warstw nie zajęło mi zbyt dużo czasu, choć jedna w sumie by wystarczyła, bo ten odcień jest intensywny od początku. Jak widać nie ma w sobie żadnych drobinek, daje ładny połysk i co mnie zdziwiło utrzymał się całe 4 dni na paznokciach co niestety nie jest u mnie zjawiskiem dość częstym i nie ma znaczenia czy w tym czasie wykonuje jakieś prace domowe czy nie ( a jeśli tak to tylko w rękawicach). Po tym czasie widać było ścieranie po bokach paznokcia i trzeba było sięgnąć po zmywacz. Zmywa się łatwo, u mnie zwykłym zielonym zmywaczem Isany.


Nic więcej nie dodam, bo to naprawdę fajny lakier i napewno porozglądam się za innymi odcieniami z tej serii.


Ocena : 5 / 5

Cena: 10g / ok. 11zł

Dostępność :  nie jestem pewna, ja kupowałam w drogerii nad morzem



Jak Wam się podoba ten kolor?



poniedziałek, 23 marca 2015

Avon - City Rush








Powiem od razu, że nie lubię zapachów marki Avon. Nie podoba mi się ani jeden, wszystkie mają w sobie tę charakterystyczną ´´avonową´´ nutę, którą rozpoznam od razu. W dodatku wszystkie pachną mi podobnie. Wolę już perfumy Oriflame, bo wśród nich są takie perełki jak np.Mirage.

City Rush to zapach jak dla mnie pozbawiony oryginalności. Jest stworzony na tych samych zasadach jak wszystkie zapachy tej marki, aby było na tyle ładnie, by się sprzedawał. Oczywiście pomaga w tym też Milla Jovovich, która jest twarzą City Rush i deklaruje, że to jej ulubione perfumy ( no jakżeby inaczej!).  Nie mogę wprawdzie powiedzieć powiedzieć, żeby zapach był odpychający, bo jest tak uniwersalny, że spodoba się większości ( co zresztą widać po ocenać w sieci), nadaje się też jako prezent w ciemno. Tylko co z tego skoro dla mnie jest oklepany, nudny i przez to, że mnie wyjątkowo drażni testy globalne były dla mnie nieprzyjemne. Męczyłam się z nim, kilka razy chciałam zmyć, ale dzielnie wytrzymałam te 3 godz, bo potem całość poprostu ulatuje i jest już tylko wyczuwalna bardzo blisko skóry.




To zapach śliwkowo  - waniliowy. Tyle. Niczego więcej nie czuję. Od momentu spryskania do końca jest taki sam, w ogóle się nie zmienia i bardzo szybko zaczynam już czuć nuty bazy, bo praktycznie po pół godzinie od użycia.  Jak łatwo się domyślić całość jest słodkawa, lekko owocowa, ale ja tu czuję syntetyki. Ta śliwka nie jest naturalna, jest za bardzo skąpana w tej wanilii ( wg źródeł to waniliow orchidea i to by się zgadzało), a jak jeszcze dochodzi do tego baza drzewna to już dziękuję. Jest tu też co prawda niemrawa paczula, ale czai się z tyłu i też nie pachnie zbyt naturalnie. To jest to zapach ´´jadalny´´, określiłabym go jako ciepły, bardzo łagodny orient na niezobowiązujące okazje, choć mi nie pasował nawet na spacer, bo czułam się w nim poprostu źle.

Niestety, ale nie ma w nim nic porywającego. To totalny przeciętniak, w dodatku razi mnie w nim ta syntetyczność. Jestem na NIE!


Nuty zapachowe : 

nuty głowy : śliwka, bergamotka, bluszcz

nuty serca :  dalia, róża, waniliowa orchidea

nuty bazy: nuty drzewne, piżmo, paczula



Ocena : 2 - / 5

Cena: 50ml / ok. 90zł

Dostępność : obecnie chyba wycofany z katalogu, widziałam na iperfumy.pl



PS. Reklama nie jest jakaś wybitna, dość przewidująca powiedziałabym, ale pasuje mi do tego zapachu. Milla Jovovich jak zawsze ładnie wygląda :)




A jakie Wy macie zdanie o City Rush?

piątek, 20 marca 2015

Bell - Glam Matt nr 01








Nie do końca lubię matowe lakiery, bo te które miałam ścierały się o wiele szybciej niż zwykłe, a matowa powłoka schodziła już po jednym dniu. Jednak w tym wypadku zainteresowałam się pięknym fioletem! Ten kolor tak mi się podoba, że mogę przymknąć trochę oko na wady tego lakieru, a jest ich kilka...

Z aplikacją nie ma problemów, ale dwie warstwy są konieczne, bo przy jednej widać smugi. Niewielkie, ale jednak są. Plus za to, że lakier bardzo szybko schnie i nie śmierdzi za bardzo, choć i tak na charakterystyczne zapachy lakierów jestem już uodporniona :) Dziwne jednak jest to, że lakier w ogóle nie jest matowy co zresztą widać na zdjęciu. Gdzie ten mat??  Pierwszy raz mi się zdaża, żeby taki lakier miał normalne, błyszczące wykończenie. Hmm...Naprawde nie wiem co o tym sądzić.

Trwałością się nie wyróżnia. Po równo trzech dniach był już tak popękany, że na niektórych paznokciach nie było nawet co zmywać. Słabo, ale u mnie naprawde rzadko się zdarza dłuższa trwałość, a wypróbowałam już miliony baz i top coatów.

Za brak matu odejmuję ocenę. Resztę przeżyję, bo naprawdę mi się ten kolor podoba!

Ocena : 4 - / 5

Cena: 8g / nie wiem

Dostępność : nie wiem, dostałam



Znacie lakiery z tej serii?  Jak Wam się podoba kolor?






środa, 18 marca 2015

Joko - Perfect Your Look - paleta cieni nr 402








Wizualnie fajna paletka z kolorami jakie lubię :  białym, szarymn, granatem i czarnym, która teoretycznie pozwoli na wykonanie smokey eyes. Czemu teoretycznie? Ta paletka to kosmetyczny bubel, który nie nadaje się do użytku!




Wszystkie 4 kolory są całkowicie matowe i wyglądają na mocno napigmentowane, ale to tylko pozory. Podchodziłam do nich kilkanaście razy zmieniając aplikatory, bazy i na nic się to zdało, bo kolory tych cieni na powiece są strasznie wyblakłe, pigmentacja jest bardzo słaba, nawet czarny wygląda na blado szary, a dwóch najjaśniejszych w ogóle nie widać. W dodatku nijak nie mogłam tych cieni nałożyć tak, aby wyglądało to dobrze, bo przy każdej próbkie połaczenia jednego cienia z drugim, blendowania czy rozmazania cienie poprostu się ścierają. Sumując te wszystkie wady łatwo zgadnąć, że trwałość jest zerowa. Do wyboru mamy 4 warianty kolorystyczne.




Nie mam pojęcia, czy to mnie trafił się taki felerny egzamplarz, czy kosmetyk rzeczywiście jest taki beznadziejny (  widzę, że na wielu blogach jest chwalony) , ale nie ma sensu trzymać czegoś, czego nie da się nałożyć, dlatego paleta leci do kosza!



Ocena : 1 ( tylko za opakowanie) / 5

Cena: nie ma podanej gramatury / ok. 20zł

Dostępność: nie wiem, dostałam


A jak Wam podoba się ta paleta?

wtorek, 17 marca 2015

Delia - Eye Opener - Curling Mascara - tusz podkręcający







Z reguły stronię od tuszów podkręcających, bo one i tak nic nie dają, a przeważnie mają wygięte szczoteczki, których bardzo nie lubię. Nie będę też ukrywać, że nie przepadam za tuszami polskich marek, bo jakoś nie dają pożądanego przeze mnie efektu sztucznych rzęs. Tusz Delii również mnie nie przekonał. Nie wyróżnia się on dosłownie niczym, jest to zwykły, tani tusz do używania na dzień i dla osób, które oprócz wydłużenia i delikatnego podkreślenia nie wymagają niczego więcej. Co więcej jest to tusz, którego samego nie mogę używać,bo nie daje u mnie prawie żadnego rezultatu i zalotka jest absolutnie konieczna, choć oczywiście to sprawa indywidualna i nie jest powiedziane, że u Was też tak musi być.

Co mnie od razu wkurzyło w tym tuszu to beznadziejna konsystencja. Tusz jest bardzo suchy już od początku. Tak suchy, że najpierw myślalałam, że opakowanie jest puste! Jest to tak denerwujące, bo żeby pomalować rzęsy trzeba ciągle maczać szczoteczkę w buteleczce!

Czerń jest czernią, nic w niej niezwykłego. Plusem jest to, że tusz nie rozmazuje się, nie kruszy i nie brudzi powiek w trakcie malowania. Jednak u mnie bez zalotki nawet po 3 warstwach nie robi nic oprócz przyciemnienia rzęs i BARDZO delikatnego ich wydłużenia, ale i tak wyglądam wtedy jakbym się nie pomalowała. Z zalotką jest lepiej co widać na poniższym zdjęciu aczkolwiek i tak nie jest to o czym marzę, bo nie satysfakcjonuje mnie do końca taki efekt. Ja oczekuję mocno podreślonych rzęs, a ten tusz tego nie robi.


z zalotką

Szczoteczka jak widać jest plastikowa, wygięta i ma po jednej stronie dłuższe,a po drugiej krótsze włoski. Maluje się nią bez problemów, dociera do każdej, nawet najkrótszej rzęsy.






Kręcę nosem na ten tusz. Szczególnie, że ta paskudna konsystencja naprawdę mnie drażni. Z tego powodu tusz niestety, ale wyląduje w koszu. Nie chce mi się używać czegoś co działa tak przeciętnie.


Ocena : 2 + / 5

Cena: 10ml / ok. 12,50zł

Dostępność : np. TU



Znacie ten tusz?

poniedziałek, 16 marca 2015

Victor&Rolf - Flowerbomb






Kwiatowa Bomba to obok Euphorii CK chyba jeden z najbardziej znanych zapachów. Jest szalenie popularny, choć szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego. Tak, wiem gusta są różne ( i bardzo dobrze!) , ale mnie on w ogóle nie przypadł do gustu. Nie widzę w nim nic ciekawego i przede wszystkim wartego swojej dość wygórowanej ceny. Jest on porównywany do uwielbianego przeze mnie Jimmy Choo EDP . Tylko, że te zapachy nie są podobne aż tak bardzo, wyraźnie się różnią, choć nadają w podobnych klimatach, ale według mnie Flowerbomb nie dorasta Jimmiemu do pięt! Wybaczcie mi zwolenniczki Kwiatowej Bomby, ale cóż poradzę, że poprostu ten zapach mi się nie podoba...


Jest słodki, ale nie  ulepnie cukierkowy. To orchidea z paczulą i wanilią tak tu działają, choć dziwię się, że w składzie nie ma karmelu, bo wyraźnie go tu wyczuwam. Ta słodycz jest wyraźna aczkolwiek wyważona . Jednak nie daję rady nosić tego zapachu, bo poprostu coś mnie w nim drażni, coś sprawia, że czuję się w nim źle i chcę go jak najszybciej z siebie zmyć. Ten zapach jest dla mnie zwykły, nic w nim nie zaskakuje, nic nie czaruje. Poprostu sobie jest i w dodatku w ogóle się nie zmienia w czasie dnia. Trwałość akurat na mnie jest przeciętna. Po ok. 3 godzinach już nic nie wyczuwam, choć włosy pachną delikatnie 2 dni aż do ich umycia.


Nie mogę się do niego przekonać i w sumie nawet nie chcę, ale jeśli jeszcze nie znacie Flowerbomb to zachęcam do testów. Może Wam bardziej się spodoba ta kompozycja :)


Nuty zapachowe:

nuty głowy : bergamotka, herbata, osmantus

nuty serca : jaśmin, kwiat pomarańczy, frezja, róża, orchidea

nuty bazy : piżmo, paczula



Ocena : 3 - / 5

Cena 100ml /ok. 350zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


PS.  Tu możecie zobaczyć reklamę tego zapachu. Według mnie nie ma w niej nic ciekawego. Jest taka zwykła.







A jakie Wy macie zdanie o Flowerbomb ?

piątek, 13 marca 2015

Mincer - Argan Gold - 100% czysty olejek arganowy






Ten olejek podarowała mi Mama kiedy po porodzie i pobycie w szpitalu moja cera byłą szara, zmęczona i przesuszona szpitalną wodą i okazało się, że że ten olejek to doskonałe remedium na te problemy.  To naprawdę rewelacyjny produkt i gorąco zachęcam do zapoznania się z nim!

Olejek jest zamknięty w szklanej buteleczce z pipetką, która bardzo łatwo dozuje się potrzebną ilość. Zaskoczyło mnie tylko to, że bardzo osobliwie pachnie. Kojarzy mi się to hmm´´ toaletowo´´, a że nie chcę się wdawać w szczegóły to powiem tyle, że musiałam się przyzwyczaić do tego zapachu i teraz już mi nie przeszkadza, nie jest już nawet tak mocny albo rzeczywiście mój nos przestał na niego reagować. Olejek jak to olejek jest tłustawy i u mnie nie nadaje się na dzień, choć i tak nie jest tak bardzo tłusty jak np. serum z witaminą C z Biochemii, po którym błyszczę się niemiłosiernie i odczekanie nic nie da, ciągle na skrórze jest tłusta warstwa ( nie zniechęca mnie to jednak do używania tego serum).  Osobiście nakładam ten olejek tylko wieczorem pod kremy, które słabiej nawilżają i rano budzę się z cerą pełną życia o zdrowym kolorycie, lekko rozjaśnioną, wypoczętą i odżywioną.  Muszę też dodać, że olejek absolutnie nie zapycha porów! To czysty olejek arganowy bez żadnych wspomagaczy.


Wiem, że można go dodawać też do kremów, masek itd, ale ja wolę ograniczyć się tylko do aplikowania pod krem. To mi wystarczy. Mój absolutny´´ must have´´ i napewno z niego nie zrezygnuję!


Ocena : 6 / 5

Cena: 15ml / ok. 18 zł

Dostępność: nie wiem, dostałam


A Wy stosujecie olejek arganowy ?

środa, 11 marca 2015

Dior - Hypnotic Poison Eau Sensuelle




Eau Sensuelle to odsłona Hypnotic Poison z 2010r. stworzona przez Francois Demachy. Różni się trochę od pierwowzoru, ale nie jest od niego zbyt odległa. Łączy ich słodycz.

Mówiąc szczerze nie byłam zainteresowana tym zapachem, bo jakąś wielką fanką Hypnotic Poison nie jestem ( wolę Midnight), ale gdy otrzymałam dużą odlewkę stwierdziłam, że  mi się podoba. Zapach jest mocno waniliowy. Ja taki rodzaj wanilii nazywam ´´budyniowym´´ i idealnie to określenie tu pasuje. Ta nuta jest zdecydowanie dominująca, ale dochodzi do tego jeszcze orchidea i drzewo sandałowe co sprawia, że całość jest słodka, ciepła, sensualna i seksowna. Nie jest to jednak  ulep, choć mój mąż kiedy używam HP Eau Sensuelle kręci nosem i mówi, że dla niego jest za słodki:).  Nie mogę jednak oprzeć się myśli, że zapach jakoś bardzo nie ewoluuje i nie jest skomplikowany oraz przede wszystkim jest  mniej trwały niż pierwowzór, mało kwiatowy. Nie czuję go już zupełnie po 3 godzinach i obecnie nie marzę już o własnym flakonie.




Po dłuższym używaniu nie uważam już, aby był to perfumeryjny hit jak myślałam na początku ( chyba ta cudna wanilia mnie tak wtedy zmyliła ). To ciekawa kompozycja  na każdą porę roku ( wykluczając gorące lato ). Na kolana nie rzuca, ale warto przetestować szczególnie jeśli tak jak ja kochacie intensywną wanilię.

Na koniec dodam jeszcze, że bardzo dobrym wyborem był wybór do kampanii reklamowej tego zapachu pięknej Monici Bellucci i mimo, że sama reklama nie jest zbyt udana, bo nie ma w niej nic ciekawego, to Monica jak zawsze jest zjawiskowa.


Nuty zapachowe :

nuty głowy : ylang- ylang, kwiat pomarańczy, róża

nuty serca : waniliowa orchidea, tuberoza, nuty zielone

nuty bazy : drzewo sandałowe, wanilia, piżmo, nuty drzewne



Ocena : 4 / 5

Cena : 100ml / ok. 260zł

Dostępność : perfumerie online


Znacie ten zapach ?  Jak Wam się podoba ?

wtorek, 10 marca 2015

Maybelline - The Mega Plush Volum´ Express Mascara







Tusze Maybelline to moje ulubione z tego przedziału cenowego i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Inne produkty tej marki traktuję z dystansem. Ucieszyłam się zatem kiedy otrzymałam ten tusz w turkusowym opakowaniu szczególnie, że lubię wszystkie odsłony Volum Express. Zdziwiła mnie tylko szczoteczka, bo nie jest plastikowa, ale to szczegół, bo bardzo łatwo się nią maluje i jest poręczna, choć duża.



Tusz ma odpowiednią konsystencję, nie marze się i nie brudzi powiek w trakcie malowania, a to dla mnie ogromny plus, bo szczerze nieznoszę gdy jakaś maskara to robi. Nie kruszy się i nie rozmazuje u mnie przez cały dzień,a  jako okularnicy oczy dość często mi łzawią.Zmywa się ją bardzo szybko praktycznie każdym specyfikiem do demakijażu.  Spodziewałam się jednak spektakularnego efektu pogrubienia,a tego tu nie ma i tusz ten wydłuża i LEKKO pogrubia rzęsy, ale tylko we współpracy z zalotką. Wtedy spojrzenie rzeczywiście nabiera intensywności, ale bez zalotki efekt jest mocno przeciętny, bo nawet po trzech warstwach nie za wiele było widać. Zalotka tu jest absolutnie niezbędna - przynajmniej u mnie.




Generalnie zachwytów nie ma. Maskara jest poprawna, ale wolę pozostałe tusze Maybelline.

Ocena : 3 + / 5

Cena: 9,6ml / ok. 32zł

Dostępność : w szafach Maybelline


A jak u Was sprawdza się ten tusz ?

poniedziałek, 9 marca 2015

Rimmel - Lasting Finish Lipstick nr 170 Alarm








Jeśli chodzi o czerwone odcienie szminek to jestem wierna cudownej Dior Rogue nr 999 i jak dotąd żadna inna jej nie pobiła, ale pomyślałam, że zrobię sobie od niej przerwę i wypróbuję inną czerwień. Padło na tę od Rimmel nr 170 Alarm i szczerze mówiąc nie jestem aż tak zachwycona. Nie ma porównania z moją diorową ulubienicą.




Kiedy testowałam szminkę w drogerii to ten odcień czerwieni wydał mi się odpowiedni. Chyba to sztuczne światło nieco przekłamało,bo w domu okazało się, że dla mnie ta czerwień jest ciut za ciemna i ogólnie taka jakaś bez wyrazu, brak mi w niej głębi. Na swatchach też prezentowała lepiej. Pomadka jest satynowa, daje minimalny połysk, ale u mnie znika on po pół godzinie i wtedy też staje się ona matowa. Nie ma żadnych drobinek czy innych ´´upiększaczy´´ i pachnie czymś co przypomina mi waniliowy budyń, choć nie jest to zapach ´´jadalny´´. Łatwo się ją nanosi na usta, ma odpowiedni poślig aczkolwiek nie jest ´´maślana´´ ani też za sucha. Taka w sam raz.




Czerwień jest intensywna, nie sposób jej przeoczyć, tylko tak jak wspomniałam wcześniej u mnie jest o ton za ciemna i nie jest tak zmysłowa jak w Rouge nr 999, a raczej zwyczajna. Nie znajduję w niej nic szczególnego. Ja czerwień na ustach noszę niezależnie od okazji, ale po tę pomadkę nie sięgam zbyt często.

Muszę też pod nią nakładać odpowiedni balsam, bo inaczej wysusza mi ona wargi. Nie uważam też,a by odznaczała się super trwałością, bo zdażyło mi się, że w czasie wiatru, kiedy włosy musnęły ust delikatnie się rozmazała. Po 2 godz kolor blaknie i trzeba ją nałożyć ponownie, a co więcej widocznie się starła podczas posiłku.


Taka sobie. Nic szczególnego. Jeśli nie chcecie wydawać za dużo na czerwoną szminkę to można ją kupić, ale jeśli potrzebujecie czegoś MEGA to lepiej sobie odpuścić i poszukać czegoś lepszego.


Ocena  : 3  / 5

Cena: 4g / ok. 13zł

Dostępność : w szafach marki Rimmel


Znacie tę pomadkę ? Jak Wam się podoba ten kolor ?

piątek, 6 marca 2015

Avon - Ultra Colour Bold - szminka do ust odcień Hi-Def Plum












Wspominałam nie raz, że nie przepadam za marką Avon i jej kosmetykami. Czasem zdaży się jednak coś co jest na tyle dobre, że bez marudzenia mogę to zużyć do końca. Tak jest w przypadku tej szminki, choć jej kolor jest dość przekłamany. Zanim ją otworzyłam myślałam, że będzie miała piękny śliwkowy odcień, a to mocny róż. Lubię takie, więc nie narzekam, ale powinna się nazywać Hi-Def Pink!

Jak widać nie ma w sobie żadnych drobinek i nie jest całkowicie matowa. Daje lekkie nałyszczenie, ale znika ono po ok. 2 godz.. Nie jest to jednak efekt błyszczyka. Jej konsystencja jest taka jaka ma być, czyli ani nie za twarda ani nie´´ maślana´´. Pachnie słabo, ale da się wyczuć coś na kształt owoców, smaku na szczęście nie posiada. Jak widzicie kolor jest mocno napigmentowany i trzeba się z tym liczyć, bo jeśli nie jesteście miłośniczkami takich widocznych barw to lepiej zrezygnujcie z jej kupna, bo wszystkie jej odcienie są intensywne.

Jestem zadowolona z trwałości, bo pozostała nienaruszona na ustach przez ok. 3-4godz, minimalnie starła się tylko w czasie posiłku aczkolwiek nie robiła śladów na szklankach. Duży plus za to!

Mam tylko jedno zastrzeżenie : mnie ta szminka przesusza wargi i muszę pod nią nakładać odpowiedni balsam, bo inaczej czuję, że usta są szorstkie. Sama w sobie nie nawilża, ale pamiętajcie, że ja mam z natury suche usta szczególnie jesienią i zimą. Zawiera ponoć filtr SPF 15.

Oprócz tego nie zauważyłam wad. Jak na Avon to dobra szminka, warta polecenia szczególnie ten kolor jest naprawdę ładny!


Ocena : 4 + / 5

Cena: 2,6g / w cenie regularnej ok. 26zł

Dostępność : Avon



Znacie tę pomadkę ? Jak Wam się podoba kolor ?





środa, 4 marca 2015

Mancera Aoud Cafe








Kawa i oud najlepiej jeszcze z konfiturową różą to dla mnie połączenie idealne. W tej kompozycji róży brak, ale nie zmienia to faktu , że zapach jest wprost cudowny!


To zapach bogaty, głęboki i przede wszystkim mocno oudowy  ( mimo, że oud nie występuje w składzie!) , więc jeśli nie lubicie się z tym składnikiem to raczej całość wam się nie spodoba. Oud jest tu w postaci jak ja to nazywam : bandażowo - benzynowej, trąci bardzo mocno oudem znanym z zapachów Montale. Naturalnie kawa jest również bardzo mocno wyczuwalna szczególnie na samym pocztku. To dobrej jakości czarna Arabika świeżo zaparzona, gorzka bez żadnej słodyczy, choć niby słodkie nuty powinny też tu być to moim zdaniem ten zapach jest dośc wytrawny, napewno nie gourmandowy. Zanim pokusiłam się o własny flakon myślałam, że będzie on podobny do mojego ukochanego Intense Cafe Montale, ale tak nie jest. Aoud Cafe i Intense Cafe to dwa różne zapachy.

Pomimo tego, że jest tu podobno także porzeczka, brzoskwinia i bergamotka to ja ich w ogóle nie wyczuwam. Zapach nie jest ani trochę świeży, a już napewno nie owocowy. Te nuty tu poprostu się gubią, ale absolutnie mi to nie przeszkadza, bo kawa i oud to perfekcyjna mieszanka.

Muszę też wspomnieć o ogromnej projekcji i trwałości. Na mnie Aoud Cafe trwa i trwa przez cały dzień, dobrze czuć go jeszcze po kąpieli, a na włosach był także doskonale wyczuwalny pomimo ich umycia! W dodatku sam flakon również bardzo mi odpowiada, ma zakręcany korek i wraz z kartonikiem pakujemy go do złotego woreczka.


Piękny. Poprostu piękny. Idealny szczególnie na chłodne dni. Zdecydowanie warto poznać!


Nuty zapachowe :

nuty głowy : brzoskwinia, czarna porzeczka, bergamotka

nuty serca : bursztyn, kwiaty, kawa

nuty bazy : białe piżmo, słodkie nuty, nuty drzewne



Ocena : 6 / 5

Cena: 120ml / zapłaciłam ok. 80€

Dostępność : kupiony na allbeauty.com




Znacie ten zapach ?

wtorek, 3 marca 2015

Essie - lakier nr 100 Sew Psyched














Uwielbiam lakiery Essie przede wszystkim za to jak łatwo się je nakłada, no i oczywiście za rewelacyjne kolory. Sew Psyched to zieleń, powiedziałabym, że taka wojskowa zieleń, ale nie do końca, w w sztucznym świetle wygląda inaczej niż w prawdziwym. Bardzo mi się podoba. 

Lakier nie ma w sobie żadnych drobinek, ładnie nałyszcza, ale nie jest to żelkowe wykończenie. To dobrze, bo nie zawsze tego oczekuję. Jak wszystkie Essie, tak i ten nakłada się dziecinnie prosto już za jednym pociągnięciem spłaszczonego pędzelka. Nie ma mowy o żadnych smugach czy prześwitach, a kolor od razu po jednej warstwie jest intensywny. Schnie również wyjątkowo szybko i nie śmierdzi tak jak lakiery drogeryjnych marek. 

Żałuję tylko, że trwałość tej wersji kolorystycznej jest na moich paznokciach dość krótka. Po 2 dniach widoczne już były odpryski i starcia i lakier nadawał się do zmycia. Nie pomogła tu nawet baza i top coat Nubar. Nie zniechęca mnie to jednak, bo uwielbiam ten odcień! 


Ocena : 5 / 5

Cena: 13,5ml / ok. 15zł

Dostępność : kupuję na ezebra, czyli TU



Jak Wam się podoba ten kolor ?

poniedziałek, 2 marca 2015

Zużycia miesiąca - luty 2015



Kolejne zużycia. W tym miesiącu jestem z siebie zadowolona. Poszło mi bardzo dobrze i pozbyłam się też kosmetyków, które kompletnie mi nie pasowały i męczyłam się, żeby wreszcie dotrwać do końca opakowania...





1. Jason - Kids Only! - naturalna pasta do zębów o smaku pomarańczowym bez fluoru

Tę pastę zużył akurat mój synek i bardzo ją lubił przede wszystkim za łagodny smak pomarańczy. Pasta  jest bezbarwna i jest dość gęsta. Nie pieni się. Nie zawiera fluoru, SLS ani sacharyny. Napewno kupię ją ponownie.

Ocena: 5 / 5

Cena : 119g / 4,25$

Dostępność : iherb


2. Bielenda - Ameryka SPA - nawilżające mleczko do ciała

Mleczko, a raczej lekki balsam o przyjemnym zapachu, który przywodził mi na myśl zieloną herbatę. Niestety kiepski to nawilżacz. Nie poradził sobie z moją ( obecnie)  przesuszoną skórą. W dodatku wyraźnie czułam, że na skórze jest parafinowa warstwa. Kosmetyk nie dawał żadnej ulgi szorstkiej, łaknącej nawilżenia skórze. Dobrze, że był niewydajny i skończył sie w mgnieniu oka. Nie polecam,a  już napewno nie dla suchej skóry.

Ocena : 2 / 5

Cena: 250 ml / nie wiem, dostałam

Dostępność : prawdopodobnie Rossmann


3. Yves Rocher - Jardins du Monde  - kremowy żel pod prysznic Fioletowy Ryż z Laosu

Bardzo mi sie ten żel spodobał. Przede wszystkim z powodu interesującego zapachu, bo przypomina mi właśnie zapach gotującego się ryżu! Jest delikatny, ale czuć go na skórze. Kosmetyk ma kremową konsystencję, dobrze się pieni, nie wysusza, ale też nie nawilża. Pewnie kupię go ponownie.

Ocena : 5 / 5

Cena: 200 ml / ok. 7,90zł

Dostępność : YR


4. Profarm - pichtowy tonik bezalkoholowy


Pokazywałam go TU   

Uważam, że to dobry tonik, aczkolwiek bez rewelacji. Nie zagości u mnie ponownie.



5. Garnier - Mineral  Bio -  mineralny dezodorant Mleczko Kokosowe

 Pokazywany TU

 Zdania o nim nie zmieniłam. Słabo chroni, ma nieładny zapach. Nie polecam, zresztą o ile wiem, to zniknął już z Rossmanów, a przynajmniej ja nigdzie go już nie widuję.


6. Crystal Essence - mineral dezodorant w roll - on

Nie spodobał mi się. Przede wszystkim ochrona była bardzo słaba, a używałam go tylko w domu przy normalnej aktywności i po kilku godzinach koszulka nadawała się tylko do prania w dodatku miała mokre ślady. Nie mam problemów z nadpotliwością, ale nigdy w życiu nie używałabym tego dezodorantu latem i wtedy kiedy muszę gdzieś wyjść. Duży plus za skład, ale przecież działanie też się liczy!

Ocena : 1 / 5

Cena: 66ml / ok. 15 zł

Dostępność : Rossmann


7. Garnier - Body - Oil Beauty - upiększający olejek do ciała

TU  o nim przeczytacie.

Oceniłam go na 3, ale muszę zmienić opinię i to dość znacznie. O ile na całym ciele olejek jako tako dawał radę, ale nie mogłam znieść, że jest tłusty i dziwacznie pachnie, więc ograniczyłam się do smarowania nim tylko skóry biustu i brzucha i tu była tragedia. Skóra przesuszona, szorstka, wręcz łuszcząca się, a na biuście dodatkowo zaczerwieniona. Nawilżenie zerowe. Wylałam końcówkę butelki, bo nie dałam rady już dłużej tego badziewia używać!

Ocena 1  / 5


8. Yves Rocher - Beaute des Pieds - peeling do stóp

W moim prywatnym rankingu to jeden z najlepszych peelingów do stóp, a jego wadą jest śmieszne małe opakowanie, bo co jest 50ml dla peelingu ?! Poza tym same zalety. Peeling jest konkretny i trze mocno, nawet bardzo mocno, co bardzo mi sie podoba. Czyni skórę wygładzoną i to się czuje. Zapach ma ni to lawendowy ni kosmetyczny.  Kupię go napewno ponownie.

Ocena  : 5 / 5

Cena: 50 ml / bez promocji ok. 20zł

Dostępność : YR


9. Yves Rocher - Les Plaisirs Nature - peeling do ciała Wanilia z Upraw Bio

Kupiłam go tylko dlatego, że tu, gdzie mieszkam trudno jest dostać peeling do ciała. Jednak do tego mam mocno mieszane uczucia. Zapach ma ładny, taki sam jak żel pod prysznic z tej samej serii, ale moim zdaniem prawdziwa wanilia to to nie jest, czuć lekko kosmetyczne naleciałości. Drobinki sa wyczuwalne, a mimo to tarcie jest dla mnie za słabe. Peeling niby ściera, ale nie czuję, że martwy naskórek jest dobrze usunięty. Co prawda skóra jest gładka, ale nie ma poównania z peelingami naturalnymi, choćby tymi od Pat &Rub. Peeling ani nie nawilża ani nie wysusza, nie zostawia po sobie żadnego filmu na skórze. Minus za opakowanie. Ciężko się otwiera wieczko i kilka razy zdrapałam sobie przez nie lakier z paznokci :/. Mam jeszcze w zapasie wersję brzoskwiniową, ale nie skuszę się ponownie na peelingi tej marki. W dodatku cena jest przesadzona.

Ocena : 3 - / 5

Cena: 200ml / ok. 19,90 €

Dostępność : YR



10 . Yves Rocher- Hydra Vegetal - nawilżający koncentrat do twarzy


Poczytacie o nim TU

Wylałam końcówke pół opakowanie, bo podejrzwałam, że ów koncentrat przyczynia się do powstawania zaskórników na policzkach, które jakoś dziwnie zaczęły mi wyskakiwać. Miałam rację. Trzymam się od tego produktu z daleka.


11. Eveline - Volume Celebrities Mascara


Pisałam o nim TU

Lubię ten tusz. Naprawdę pogrubiał , separował i wydłużał moje rzęsy. Polecam go z pełnym przekonaniem!


12. Eveline Cosmetics - SPA! Professional - Argan & Vanilla - luksusowe masło do ciała

 Pokazywane TU

Chwaliłam je, ale muszę odjąć ocenę . Radziło sobie dopóty moja skóra znów nie zrobiła się niezośnie sucha i wtedy to masło nie dawało rady z dostatecznym nawilżeniem. W dodatku ten zapach zaczął mi działać na nerwy, a niestety mam w zapasie jeszcze jedno pudełko...

Ocena : 3 - / 5


13. Nivea - Baby - krem S.O.S

Bardzo ten krem lubię i to już moje bodajże 2 opakowanie i nie zamierzam przestać go kupować. Stosuję go jako krem pośladkowy po każdej zmianie pieluszki i świetnie radzi on sobie z każdym zaczerwienieniem czy lekkim podrażnieniem. Trzeba tylko pamiętać, że jest bardzo tłusty. Mnie pomógł kiedy miałam niesamowicie podrażnione dłonie z powodu mrozów. Skóra była popękana, śmiało mogę powiedzieć, że przypomina wtedy jedną wielką ranę. Ten krem perfekcyjnie sobie z tym poradził. Złagodził bół, podrażnienie i po kilku dniach codziennego stosowania skóra wyglądała idealnie. Dla mnie to ´´must have´´´.

Ocena : 5 / 5

Cena:  150 / ok. 15zł

Dostępność : Rossmann




Znacie któryś z tych produktów ?