piątek, 29 maja 2015

Dax Cosmetics - Perfecta - Oczyszczanie - mineralny krem myjący - maska 2w1 do cery suchej i wrażliwej








Lubię wieczorem po demakijażu umyć twarz łagodniejszym żelem np. do cery suchej, a rano preferuję te przeznaczone do cer tłustych lub mieszanych. Nie mogłabym tymi łagodnymi żelami zmywać makijażu, bo one się do tego nie nadają - sprawdziłam. Zresztą ja nie uznaję niczego innego do usuwania podkładu i pudru niż olejku bądż rękawicy Glov- on the- go. To tyle jeśli chodzi o moje nawyki. Dziś o będzie o kosmetyku, którego nie lubię i nie polecam, no chyba, że macie cerę odporną na zapychanie i lubicie tłuste mazie. Ja nie, więc cała tubka bez namysłu wylądowała już w koszu.

Jest to krem myjący, którego można używać jako maseczki. Takie 2w1. Zawiera minerały morskie, algi bawełnę i lapis lazuli, a wg słów producenta jest to bogactwo minerałów takich jak krzem, wapń i magnez. Jest jeszcze jeden składnik na samej górze, a mianowicie wstrętna parafina. Zupełnie nie pojmuję po co ją tu dodano, ale nie robi ona z moją cerą nic dobrego i nie ma żadnego cudownego działania. Nie nawilża cery, a ją zakleja i daje złudzenie  nawilżenia! Szkoda, że producent nie postawił na jakiś naturalny olejek... Przechodząc jednak do konkretów :

Opakowanie: zwykła, miękka tuba, która nie jest przezroczysta i nawet pod światło trudno zobaczyć ile produktu zużyłyśmy. Design typowy dla Daxa, więc się go nie czepiam.



Konsystencja: dość lejący krem o bardzo subtelnym typowo kosmetycznym aromacie i chyba jest on taki sam jak w wielu produktach myjących tej marki. Krem się nie pieni, a marze na skórze w czasie mycia.

Działanie :

do mycia twarzy: dla mnie tragedia, bo nie czuję, aby twarz była umyta i odświeżona. Miałam paskudne uczucie obciążenia, zaklejenia i w duchu myślałam, że pewnie zaraz mi coś wyskoczy. Makijażu też ten krem nie zmywa. To znaczy zmywa, ale powierzchownie, bo po przemyciu skóry micelem płatek jest cały brudny z podkładu. Może i skóra nie była po spłukaniu sucha i napięta, ale mnie się to nie zdaża, więc oklasków nie będzie.

jako maska: tragedii ciąg dalszy. Maskę zostawiamy na 15-20min, po czym ścieramy wacikiem. Zaraz po nałożeniu moja skóra jest zalepiona tłustym mazidłem, które się nie wchłania. Zmycie go wacikiem nic nie daje, bo tłusty film nadal zostaje i ma się dobrze w dodatku cera jest strasznie rozpulchniona, błyszczy się jak oszalała, pory są wielgachne. Tu serio obawiałam się, że jutro rano obudzę się z twarza obsypaną pryszczami i podskórnymi zaskórnikami, ale na szczęście po jednym razie nic się nie stało i dałam sobie już spokój z dalszymi próbami, bo to nie ma sensu. Czy maska nawilża? W moim przypadku raczej natłuszcza, choć po zmyciu istotnie cera jest gładka, ale to żaden wyczyn. Inny rezultatów brak.


Podsumowując: ja mówię temu produktowi stanowcze NIE i nie mam zamiaru go polecać.


Ocena : 1 / 5

Cena: 150ml / ok. 13zł

Dostępność : np. Rossmann

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Decyl Glucoside, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Lapis Lazuli Extract, Sea Salt, Glycerin, Enteromorpha Compressa Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Undaria Pinnatifida Extract, Lithothiamnium Caicareum Extract, Gossypium Herbaceum Seed Extract, Allantoin, Carbomer, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Acrylates / C10- C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Parfum, CI 14720


Testowałyście ten produkt?





środa, 27 maja 2015

Rimmel - Extreme Black Wonder´Full Mascara




Bałam się tego tuszu, oj bałam. Czytając wszędzie tak negatywne recenzje, wyobrażałam sobie, że musi to być najgorszy tusz na świecie,choć coś mi mówiło, że może nie jest aż tak źle, bo w końcu to Rimmel, a tych kosmetyków używałam jako nastolatka i lubiłam szczególnie maskary. Nie odważyłam się jednak kupić własnego egzemplarza Wonder ´Full i tak się złożyło, że dostałam go do wypróbowania. Wielkie zdziwienie, bo okazało się, że nie było czego się bać! Tusz jest całkiem dobry!



Opakowanie : podoba mi się , jest takie inne, fajnie leży w dłoni i ma przyjemny brązowy kolor.

Szczoteczka: jest plastikowa, dość duża i dlatego trzeba uważać przy malowaniu dolnych rzęs,bo lubi pobrudzić, ale górne rzęsy maluje się nią bardzo wygodnie. Ja w ogóle lubię plastikowe szczoteczki o ile nie są przekombinowe i ta mi jak najbardziej pasuje.






Konsystencja: jest taka jaka powinna być, czyli ani nie za gęsta ani zbyt wodnita. Tusz szybko wysycha na rzęsach nie usztywniając ich. Ma to być wersja ekstremalnie czarna, ale ja nie zauważyłam, aby taka była. Normalna czerń jak w innych tuszach.

Działanie: spodziwałam się zerowego efektu jaki miałam ostatnio po kilku maskarach naszych polskich marek- niby rzęsy pomalowane kilkoma warstwami,a i tak nie było nic widać. Ten tusz rzeczywiście wydłuża co możecie zauważyć na zdjęciu poniżej, a najlepsze efektu daje w połaczeniu z zalotką i tak właśnie go używam ( zresztą zalotka to mój absolutny ´´must have´´ przed nałożeniem jakiejkolwiek mascary). Pogrubienie jest, ale niewielkie, a szkoda, bo by mi się przydało jako, że mam rzęsy, które nie są zbyt gęste. W przypadku tego tuszu muszę nałożyć trzy warstwy do satysfakcjonującego mnie efektu, wtedy rzęsy są widoczne i ładnie podkreślone z tym, że raczej nie da się tu wyczarować efektu sztucznych rzęs,a  szkoda, bo taki lubię. Plus za brak sklejenia, a minus za rozmazywanie się co niestety robią chyba wszystkie tusze tej firmy! Noszę okulary i nawet lekki wietrzyk sprawia, że oczy mi łzawią, choć nie pamiętam kiedy i czy kiedykolwiek w ogóle jakiś tusz naprawdę mi spłynął, a Wonder´Full przy małej łezce rozmazał się trochę w kąciku oka i trzeba to było poprawić. Tak, tak, wiem, że jest niewodoodporny, ale jednak. Z demakijażem nie ma żadnego kłopotu,każde mleczko czy płyn sobie z nim poradzą.










Podsumowując:  w mojej ocenie ten tusz nie jest ani najlepszy ani najgorszy. Jest poprostu średni. Nie marudzę, zużyję go, bo daje ładny rezultat, choć nie wiem, czy sama go kupię. Wolę tusze Maybelline.

Ocena : 4 - / 5

Cena: 11ml / ok. 30zł ( w Finlandii 12,90€)

Dostępność : Rossmann


A co Wy myślicie o tym tuszu?

wtorek, 26 maja 2015

Revlon - lakier do paznokci nr 390 Iconic







Lakiery Revlon lubię prawie tak samo jak Essie. Prawie, bo chciałabym, aby miały taki sam poręczny pędzelek dzięki którym łatwiej byłoby mi malować paznokcie. Nie znaczy to, że jest to trudne, ale w przypadku lakierów tej marki zdaża mi się ubrudzić skórę wokół palca co spowodowane jest tym, że ów pędzelek jest dość długi i nie umiem nim nałożyć lakieru za jednym pociągnięciem szczególnie jeśli jego kolor jest ciemny.

Dziś chcę Wam pokazać kolor, który wyjątkowo mi się spodobał. Nr 390 Iconic to czerń, ale wbrew temu co widzicie na zdjęciu nie jest ona bardzo mocna i smolista i nie jest to ani grafit ani szarość.  Jest jaśniejsza, nie aż tak bardzo nasycona i to mi się w niej podoba najbardziej. Oczywiście lakier nie ma żadnych drobinek, daje klasyczne błyszczące wykończenie.

Schnie dość szybko, ze zmyciem nie ma żadnego problemu,ale jest jedno ALE : po dwóch dniach widać już było starcia. Może niezbyt duże, bo mogłam jeszcze kolejnego dnia wyjść z tym do ludzi, ale jednak starcia były i zaraz po powrocie do domu musiałam sięgnąć po zmywacz. Dwa dni to dla mnie krótko tym bardziej, że nie robiłam nic co by sprzyjało tej słabej trwałości.

Wydaje mi się jednak, że nie u każdego ten lakier będzie się tak zachowywał tym bardziej, że inne lakiery Revlon, które mam są bardziej trwałe, choć żaden z nich nie trzyma się dłużej niż 3-4dni.

Przymykam na to oko, bo ten kolor jest cudny dla wszystkich tych, którzy tak jak jak kochają czarny manicure!

Ocena: 5 - / 5

Cena: 14,7ml / ok. 20zł ( czasem mniej)

Dostępność : głównie w sklepach online


Jak Wam sie podoba ten kolor?

poniedziałek, 25 maja 2015

Fendi - Palazzo EDP








Ten charakterystyczny flakonik zauważyłam po raz pierwszy kilka lat temu płynąc promem i buszując w perfumerii wolnocłowej. Nic mnie tam za bardzo nie interesowało,nie było nic ponadto co moge dostać w stacjonarnych perfumeriach, a i ceny wcale nie były niższe. Pamiętam, że kupiłam tylko jakieś kosemtyki do włosów i stojąc w kolejce do kasy spostrzegłam koszyk z przecenami,a  w nim Fendi Palazzo! Nie znałam wtedy tego zapachu, flakon kompletnie nic mi nie mówił,ale cena była tak dobra, że grzech było nie wziąć tylko, że nie było testera, a nie chciałam tym razem brać niczego w ciemno, choć kusiło mnie strasznie. Nie oparłam się jednak pokusie i wyszłam bez flakonika i zapomniałam o sprawie. Do dziś nie wiem dlaczego ten zapach znalazł się w koszyku wyprzedażowym i miał tak niską cenę, być może już wtedy był wycofywany?  W każdym bądź razie nigdzie już potem go nie widziałam, ale nie dawało mi to długo spokoju i  niedawno kupiłam wreszcie własny flakon skuszona opisami jak  to piękny, bogaty kwiatowy zapach na czele z kwiatem pomarańczy,a  ja kwiat pomarańczy bardzo lubię! Udało mi się upolować flaszeczkę w dobrej cenie i oszczędzam każdą kropelkę, bo wiem, że drugi raz nie będzie możliwości zakupu.



Jest to kompozycja typowo kwiatowa, bogata, elegancka i bardzo kobieca, choć myślę, że śmiało możną po nią sięgnąć zarówno na dzień (  jesli lubicie mocne zapachy) jak i na ważne uroczystości . Będzie to też dobra propozycja jako zapach ślubny i żałuję, że Palazzo nie towarzyszyło mi wtedy w tym najważniejszym dniu. Kwiat pomarańczy z jaśminem i gwajakiem to trio, które tu rządzi. Bergamotka dodaje świeżości i lekkości, dzięki czemu nie jest to kwiatowy dusiciel. Da się też wyczuć szczyptę różowego pieprzu, ale jest jej tyle ile trzeba, aby dodać całości ´´pazura´´.  Palazzo nosi kobiera ubrana w długą białą, letnią sukienkę i sandały na obcasie ( pewnie od Zanottiego). Jest bardzo ciepło, promienie słoneczne muskają jej skórę, a ona przechadza się uliczkami Rzymu i zatrzymuje przed wystawami znanych butików. Wieczorem ubrana w małą czarną i Louboutiny, z czerwoną szminką na ustach idzie na kolację z ukochanym.

Trwałość i projekcja są dobre. Ok. 6 godz, projekcja na odległość ramion. 

Nietuzinkowy. Poprostu piękny.



Nuty zapachowe :

nuty głowy: bergamotka, cytryna, mandarynka,różowy pieprz

nuty serca : jaśmin, kwiat pomarańczy, róża

nuty bazy : drzewo sandałowe, paczula, drzewo gwajakowe


Ocena : 5 / 5

Cena: 50ml / ok. ceny wahają się między 300 - 400zł

Dostępność : chyba już jedynie na aukcjach



PS. Tu możecie obejrzeć reklamę tego zapachu. Moim zdaniem nic w niej ciekawego. Nie oddaje tego czym pachnie i jaki jest Palazzo.



A jak Wam podoba się Palazzo?

piątek, 22 maja 2015

Maybelline - Fit me! - Anti- Shine Stick- podkład w sztyfcie o podwójnym działaniu odcień Classic Ivory / 120 Vanille






Nie przepadam za podkładami w sztyfcie. Miałam już jeden, innej marki i kompletnie nie przypadł mi do gustu, więc raz na zawsze dałam sobie z nimi spokój i przyrzekłam sobie nigdy więcej po nie nie sięgać. Jednak kiedy dostałam ten podkład od Maybelline pomyślałam, że nic nie szkodzi przetetsować, w końcu lubię tę markę, choć za jej podkładami nie przepadam. Fit me! Anti Shine Stick okazał się kompletnie nie dla mnie,bo ma wady, które strasznie mi przeszkadzają...







Opakowanie : normalne, nic w nim ciekawego,ale nie sprawia problemów, jest wygodne.

Zapach: kosmetyk praktycznie bezzapachowy

Kolor: mam odcień zaznaczony jako Classic Ivory 120 Vanille i jest on jakby dla mnie o pół tonu za jasny ( testowany na dłoni wygląda na dużo ciemniejszy!) aczkolwiek nie wyglądam w nim źle, jest całkowicie niewidoczny na mojej twarzy. Gdybym jednak sama kupowała ten podkład to wybrałabym chyba 130 Buff Beige, choć on z kolei wydaje mi się już za ciemny. Generalnie paleta odcieni mogłaby być lepsza.



Konsystencja : za sucha, o wiele za sucha i zbyt ´´tępa´´ i to mi się nie podoba! Co więcej podkład roluje mi się na każdym kremie zostawiając okruszki jak po mazaniu gumką. Dla mnie to niedopuszczalne! Niestety było tak za każdym razem czy to na kremie nawilżającym czy matującym. Cerę peelinguję raz w tygodniu, więc to też nie o to chodzi. Porażka.



Działanie: podkład ma matować , a u mnie robi to słabo tym bardziej, że nie mam już cery tłustej, a normalną, która owszem ma małą tendencję do błyszczenia, ale panuję nad tym i nie jest to moim problemem. Zwykle cera błyszczy mi się po 6-7 godz niezależnie od warunków. W tym wypadku po 2 godz.cała twarz wygląda już nieświeżo,a  przecież nie mam tu jeszcze upałów i nawet nie chcę myśleć jak ten sztyft by się wtedy zachowywał. Krycie jest minimalne, w zasadzie żadne i dlatego to nie będzie dobra opcja dla kogoś kto ma niedoskonałości czy przebarwienia. Mimo tego, że nie lubię mocno kryjącego efektu, bo bardziej zależy mi na wyrównaniu kolorytu to czuję niedosyt, bo podkład nie robi nawet tego. Moja twarz wcale nie wygląda po nim lepiej jak powinno być po nałożeniu podkładu. No i jeszcze coś : efekt pudru na twarzy. Nie lubię tego, a po nałożeniu opisywanego podkładu czuję na skórze nieprzyjemną pudrową warstwę i to mnie chyba do niego zniechęca najbardziej. Brak nawilżenia, wygładzenie jest, ale niewielkie. Nie dopatrzyłam się żadnych zalet tego kosmetyku, no może jedynie tego, że nie zapycha porów i stąd dwie gwiazdki z minusem. 


Słabo, oj słabo. Chyba nie będę się męczyć i poprostu go wyrzucę.


Ocena : 2 - / 5

Cena: 9ml/ ok. 30zł

Dostępność : Rossmann


Testowałyście ten podkład?

środa, 20 maja 2015

Joko - Long Lasting Lipstick nr 39





Uwielbiam szminki i mam ich wiele w swoim kuferku. Błyszczyki lubiłam kiedyś, ale obecnie strasznie wkurza mnie ich kleistość i mała trwałość, więc sama już ich nie kupuję. Tę szminkę dostałam, bo szczerze mówiąc nie jestem jeszcze całkowicie przekonana do naszych rodzimych marek pod względem kolorówki . Szminka Joko Long Lasting niestety ideałem nie jest, ale nosi się ją przyjemnie, więc aż tak bardzo nie narzekam...

Opakowanie : żaden szczyt estetyki, ale podoba mi się to, że odcień szminki jest ukazany na dole, a nie na naklejce na skuwce lub pod spodem opakowania co często mnie wprowadzało w błąd i w domu okazywało się, że mocna czerwień tak naprawdę jest brudnym różem.  W dodatku sztyft jest ścięty i przez to bardzo fajnie się nim maluje.


Zapach i Konsystencja : zapach i smaku na szczęście nie ma. Piszę´´ na szczęście´´, bo osobiście nie znoszę kiedy kolorowe szminki posiadają smak, bo przeważnie to posmak samej chemii. Wolę też jeśli są bezzapachowe, czyli tu wielki plus. Pomadka jest miękka, ale nie maślana, łatwo sunie po ustach, ma odpowiedni poślizg.



Działanie: ma to być szminka długotrwała, ale taka nie jest! Nie przetrwała ani razu posiłku, picia, pocałunków, a co gorsza w czasie wiatru, gdy moje długie włosy latały na wszystkie strony i chcąc nie chcąc dotykały ust pomadka brudziła mi włosy  które z kolei zostawiały małe ślady na policzkach... Chyba nie muszę tego komentować. W każdym razie ta szminka nie jest long lasting! Kolor blaknie po ok. 2-3godz. ,a  poza tym zostawia ślady na szklankach. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Chyba lepiej by było, gdyby producent nie obiecywał długotrwałości. Zaletą jest to, że kosmetyk nawilża usta i lekko je wygładza ( w ogóle nie wysusza), choć nie polecam nakładać jej na suche usta, bo brzydko to podkreśla ( zresztą kto maluje wysuszone usta?!).

Kolor: mój odcień 39 ( do wyboru mamy 10 odcieni)  nie ma żadnych drobinek. Myślałam, że będzie stonowany, a okazał się mocny i dlatego radzę go przetestować przed zakupem. Mnie pasuje, bo lubię takie barwy na ustach, ale pewnie nie będzie odpowiedni dla każdej z Was.






Mam mały problem z oceną.  Razi mnie to, że miała być to pomadka długotrwała,a  nie jest i to dla mnie poważna wada, ponieważ ja przede wszystkim sięgam po szminki o przedłużonej trwałości. Gdyby jednak przymknać na to oko to jest to całkiem przyjemny produkt w ładnym kolorze. Nie będę bardzo polecać, bo za 20zł możecie dostać lepsze szminki i trwalsze, ale myślę, że tę spokojnie możecie przetestować jeśli oczywiście nie szukacie pomadki nie do zdarcia.


Ocena : 3 + / 5

Cena: nie ma podanej gramtury / ok. 20zł

Dostępność : np. w sklepie producenta TU



Znacie tę pomadkę? Jak Wam sie podoba ten kolor?


wtorek, 19 maja 2015

Wibo - Express Growth nr 164



Lubię lakiery Wibo, a nr 164 jest kolejnym w mojej kolekcji. To taka malinowa czerwień z czerwonymi i złotymi drobinkami. Fajny, ale nie na tyle, żebym się nim zachwycała.


Lakier ma dość rzadką konsystencję, ale nie leje się i maluje się nim bez problemu z tym, że jedna warstwa to za mało, bo kolor jest zbyt blady. Schnie szybko, ale jego trwałość nie powala. Po dwóch dniach ścierał się już z paznokci co możecie zauważyć na zdjęciu powyżej. Zmywa się w sekundę każdym zmywaczem.

To lakierowy średniak. Nie jest idealny, ale koniec końców sięgam po niego od czasu do czasu kiedy mam ochotę na taki kolor.


Ocena : 3 + / 5

Cena: 8,5ml / ok. 5zł

Dostępność : Rossmann



A jak Wam się podoba ten odcień?

poniedziałek, 18 maja 2015

Britney Spears - In Control Curious








Kolejny zapach panny Spears i zastanawiam się, czy ona kiedykolwiek wypuści coś co nie będzie słodkie i pachniało jadalnie? Fajnie by było gdyby się na to zdecydowała, bo niestety, ale wszystkie jej zapachy są utrzymane w tym samym stylu i zaczyna się to już robić nudne. Niemniej lubię je, bo od czasu do czasu sięgam po takie mocne słodziaki. Dziś będzie o In Control Curious, który nie ma nic wspólnego z klasycznym Curious oprócz kształtu flakonika.

Zaskoczenia nie ma. Znowu mamy do czynienia ze słodyczą tylko, że nie jest ona taka intensywna jak np. w Fantasy i nie ma takiej mocy. Trwałość i projekcja In Control Curious jest też ( na mnie) duużo słabsza. Od początku trzyma się bliskoskóry i znika po ok.. 3 godzinach. To zapach karmelu, karmelowych ciągutek i kremowego deseru Creme Brulee. Mimo obecności owoców i kwiatów ja tu ich w ogóle nie czuję. To w 100%  aromat smakowitego deseru na bazie wanilii i kremu z dodatkiem cukru. Wydawałoby się, że musi to być więc niesamowity ulepek, który zabije i nas i osoby wokół, ale nie, bo jak na takiego gourmandowca to jest on dość delikatny i mogę go nosić nawet w cieplejsze dni, choć na lato nie bardzo się nadaje. Słyszałam porównania do BonBon Victor&Rolf i Ginestet Botrytis. W pierwszym przypadku nie wiem, bo nie znam BonBon ( nie interesują mnie zapachy tej marki po poznaniu Flowerbomb, którego nie znoszę), co do Botrytis nie czuję żadnego podobieństwa!  Jeśli już miałabym określić do jakiego innego zapachu In Control jest podobny to byłby to Fancy Jessicy Simpson.



Jako, że przyjemnie mi się go nosi to myślałam nawet, czy nie kupić całego flakonu, ale ostatecznie chyba tego nie zrobię. Niby zapach jest przyjemny, taki otulający, słodki bez uczucia przejedzenia, ale nie powala na kolana. No i ta marna trwałość...


Jeśli lubujecie się w słodziakach, znacie zapachy Britney to koniecznie sprawdzcie In Control Curious i dajcie znać jak Wam się podoba!

Nuty zapachowe :

nuty głowy: nieśplik japoński

nuty serca : orchidea, deser Creme Brulee, wanilia, bób tonka

nuty bazy : drzewo sandałowe, piżmo


Ocena : 4 / 5

Cena: 100ml / ok. 70zł

Dostępność : perfumerie online

piątek, 15 maja 2015

Ziaja - Liście Zielonej Oliwki - skoncentrowany krem oliwkowy foto-ochronny








Nie umiem znaleźć kremu do twarzy z filtrem, który by nie był ciężki, lepki, tłusty, nie bielił i nie zapychał porów. Nie wiem czy mam pecha, czy takiego poprostu nie ma? Za każdym razem mam nadzieję, że nowo kupiony krem będzie tym czego potrzebuję, a w praktyce wychodzą wszystkie jego wcześniej wspomniane wady. To mnie głównie zniechęca przed filtrami,a  przecież wiadomo, że używać ich trzeba, więc zaciskam zęby i poprostu sięgam po filtrowego tłuściocha.

Krem z serii Liście Zielonej Oliwki ma filtr SPF 20, czyli taki jaki jest mi potrzebny, choć osobiście nie przepadam za kremami tej marki, bo prawie wszystkie są dla mojej cery za ciężkie i tu też obawiałam się właśnie tego. Jest tak jak podejrzewałam. Nie mogę go używać i leci do kosza...

Opakowanie : biała, tubka z zielonymi napisami i klapką. Da się pod światło zobaczyć ile w niej jeszcze zostało. Żaden szczyt estetyki, ale dla mnie to bez znaczenia.

Zapach i Konsystencja : krem nie pachnie oliwkowo, ale zapach jest dość przyjemny, taki kosmetyczny i co dla mnie ważne delikatny, bo nie znoszę mocno pachnących produktów do twarzy. Krem jest gęsty i niestety dla mnie za tłusty. Już po nałożeniu zostawia wyczuwalny film, który na mojej normalnej cerze się nie wchłania i przez to pod podkład odpada.



Działanie: nie bieli na szczęście, ale marna to pociecha, bo po niedługim czasie robi mi taki błysk na twarzy, że nie mogłabym się tak nikomu pokazać, poprostu ´´pełnia księżyca´´!  Fakt, że nawilża, ale u mnie to się równa z nadmiernym natłuszczeniem. Szczególnie strefa T wygląda jakbym wylała na siebie olej i najlepiej poprostu umyć twarz, bo nie da się tak chodzić nawet po domu. Po miesiącu zauważyłam też na czole drobne niedoskonałości, a nie mam z nimi na ogół problemu , czyli krem zapycha pory. Nie odpowiada mi też  jego skład, bo jest tam parafina, która zawsze robi mi ´´masakrę´´ na twarzy i moja cera jej nienawidzi.

Nie wiem czy filtr działa, bo nie miałam jak tego sprawdzić. Tu ciągle mam temperaturę nie wyższą niż 10stopni i pochumrno. Nie będę też sprawdzać jak kosmetyk działa latem, bo nie widzę sensu dalszego go używania. Może dla cer suchych będzie lepszy?

Ocena : 2 - / 5

Cena: 50ml / ok. 8zł

Dostępność : Rossmann


Skład : Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, C12-15 Alkyl Benzoate, Octocrylene, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Caprylic / Capric Triglyceride, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Methylene Bis- Benzotriazolyl Tetrometylbutylphenol ( nano), Olea Eueopaea ( Olive) Fruit Oil, Paraffinum Liquidum ( Mineral Oil), Cera Microcristallina ( Microcristalline Wax), Paraffin, Sodium Acrylate / Sodium Acrylodimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Butyrospermum Parkii ( Shea Butter), Panthenol, Propylene Glycol, Olea Europaea Leaf Extract, Tocopherul Acetate, Sodium Polyacrylate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum, Limonene, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Linalool, Geraniol



A jak u Was ten krem się sprawuje?

środa, 13 maja 2015

Oceanic - AA - Formuła Zimowa - pomadka ochronna do ust SPF 25











Mimo, że zima za nami dostałam jakiś czas temu tę pomadkę do wypróbowania. To mój drugi sztyft do ust tej marki i z poprzedniego nie byłam zadowolona, bo strasznie bielił i w ogóle nie nawilżał. W przypadku pomadki z serii zimowej również jestem na nie. Ratuje ją tylko filtr, ale nie wiem czy on w ogóle działa, bo nie mogłam tego sprawdzić. Dla mnie najważniejsze jest to, aby pomadka do ust mocno i długotrwale nawilżała i odżywiała usta oraz by nie zawierała parafiny, a ta niestety nie spełnia tych wymogów, więc po napisaniu tej recenzji od razu poleciała do kosza...


Opakowanie : Nieciekawe, powiedziałabym, że nawet tandetne, ale nie pęka i jakoś się trzyma, więc nie ma co narzekać.

Zapach i Konsystencja: pomadka ma bardzo subtelny, kosmetyczny zapach, który czuć tylko z bliska. Konsystencja jest jednak jak dla mnie zbyt sucha i toporna, lubię pomadki, które mają poślizg, a tu tego mi brakuje. Nie zostawia żadnej błyszczącej powłoki, nie bieli i jest niewidoczna na ustach, więc może być używana także przez mężczyzn.

Działanie: Słabe. Bardzo słabe. W ogóle nie czuję, aby moje usta były po tym sztyfcie nawilżone, gładkie o odżywieniu już nie wspominając. Poprostu nałożyłam coś na wargi i tyle. Zero działania. Pod kolorowe szminki równiez odpada, bo po nałożeniu na nią kolorowej, długotrwałej pomadki, która nie nawilża zbyt mocno moje usta zamiast być w dobrej kondycji jak po innych balsamach tu prezentowały się źle. Odstające skórki i szorstkość...  Strach pomyśleć co by było w zimie.

Nie, nie i jeszcze raz nie!


Ocena : 1 / 5

Cena : 4,2g / ok. 6zł

Dostępność : Rossmann

Skład : Paraffinum Liquidum, Ricinus Communis Seed Oil, Cera Alba, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cera Microcristallina, Octyldodecanol, Lanolin, Petrolatum, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Copernicia Cerifera Cera, Butyrospermumj Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglycerides, Titanium Dioxide, Caprylyl Glycol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Polyhydroxystearic Acid, Stearic Acid, Alumina, Caprylhydroxamic Acid, Glycerin, BHT.


Używałyście tej pomadki?

wtorek, 12 maja 2015

Delia - Coral - lakier do paznokci nr 155





Drugi z lakierów z serii Coral i mam ochotę na więcej! Muszę koniecznie się za nimi rozejrzeć kiedy będę w Polsce. Nr 155 to pastelowa zieleń, mam już taką od Essie i OPI, a ten od Delii niczym im nie ustępuje. Naprawdę!

Lakier jest bardzo fajhny w użyciu. Pędzelkiem szybko się maluje,konsystencja jest idealna, ale potrzebne są dwie warstwy, bo jedna prześwituje. Potem kolor jest taki sam jak w buteleczce. Czas schnęcia również bez zarzutu.

Trwałość to równe 3 dni, a później bardzo łatwo daje się zmyć jakimkolwiek zmywaczem.

Nie widzę żadnych wad.  Bardzo polecam lakiery Coral!


Ocena : 5 / 5

Cena: 11ml / ok.6,50zł

Dostępność : np. TU


Jak Wam się podoba ten kolor?

poniedziałek, 11 maja 2015

Vivienne Westwood - Let it Rock








Kiedy zobaczyłam ten flakon i dowiedziałam się, że główną rolę odgrywa w nim moja ulubiona paczula nie wahałam się długo i kupiłam w ciemno, bo tak lubię najbardziej. Spodziewałam się paczulowego orientu, dość ciężkiego, zmysłowego. Chodziło mi po głowie coś ala Patchouli od Molinarda. Okazało się jednak, że to przerost formy nad treścią i w Let it Rock nie ma ani trochę Rocka!

Sam zapach jest szalenie bezpieczny, taki typowo dzienny. Nie wyobrażam sobie użyć go na większe okazje, bo poprostu zginie w tłumie. Nie zachwyca, nie intryguje i wątpie, aby ktoś w ogóle go pochwali. Ot taki perfumowy nudziarz aczkolwiek nie moge powiedzieć,żeby był odrzucający czy źle bym się w nim czuła, no, ale co więcej można dodać o tak bezbarwnym zapachu? Let it Rock pachnie tak jakby intensywnie nad nim pracowano,a  potem jednak zdecydowano się porzucić pomysł i zostawiono go takim jakim jest. Brak mu ´´pazura´´, brak mu tego ´´czegoś´!.




Paczula owszem jest wyczuwalna tylko, że napewno nie jest naturalna. Czuję w niej pewną sztuczność. Jest dziwaczna. Nie umiem tego inaczej określić, ale myślę, że słowo syntetyczna dobrze to odda. Nie chodzi mi o to, że jest nieprzyjemna tym bardziej, że miesza się z frezją i bergamotką, które cały czas chcą ją zdominować, ale nie umieją i te trzy nuty nieustannie tu ze sobą walczą. Zdałam sobie sprawę, że ta frezja z bergamotą i plastikową paczulą dają wrażenie pewnej kremowości i przyszedł mi na myśl niebieski krem Nivea. Nie wiem skąd to odczucie, ale jest dość mocne i nie tylko ja to zauważyłam.

Jako, że nie jest to zapach mocny i trwały ( czuję go na sobie do 3 godzin) to pasuje mi wiosną i latem. Na jesień i zimę jest zdecydowanie za słaby.

Nie ocenię go nisko tylko z powodu tego, że mogę go nosić i mnie nie drażni oraz dlatego, że bardzo podoba mi się flakonik. Jednak to nic specjalnego, można spokojnie sobie darować testy, bo nic nie tracimy.



Nuty zapachowe: 

nuty głowy : bergamotka, frezja

nuty serca : jaśmin

nuty bazy : bursztyn, paczula


Ocena : 3 / 5

Cena: za moje 50ml zapłaciłam 20€

Dostępność : perfumerie online


Znacie ten zapach?

piątek, 8 maja 2015

Ziaja - Liście Zielonej Oliwki - oliwkowy płyn dwufazowy demakijaż oczu i ust







Płyny i mleczka do demakijażu służą mi tylko do usuwania makijażu oczu i ust. Sięgam też po dwufazowce, które lepiej sobie radzą w przypadku żelowych linerów i trwałych szminek. Tuszów wodoodpornych nie używam i nie zamierzam.

Kosmetyki Ziaji lubię przede wszystkim za ceny, ale z ich działaniem jest różnie. Większośc kremów jest dla mnie za tłusts dlatego ograniczam sie tylko do kupowania żeli do mycia i produktów dla dzieci. Ten płyn trafił w moje ręce w ramach testów i byłam bardzo ciekawa jak się spisze, bo miałam już dwufazowca Ziaji w niebieskiej butelce, który oceniam jako dobry.

Opakowanie: jakie jest, każdy widzi. Zielona, przezroczysta butelka z odkręcaną nakrętką. Nic specjalnego, pojemność też mogłaby być trochę większa, ale generalnie nie ma się tu do czego przyczepić.


Zapach i Konsystencja : To płyn bezzapachowy, wystarczy lekko wstrząsnąć opakowaniem by warstwa wodna i oleista się połaczyły. Niestety mam wrażenie, że płyn jest dużo bardziej tłusty niż większość dwufazówek, których używałam. Normalnie nie przeszkadza mi ta tłusta warstwa, którą zostawiają, bo i tak ja potem zmywam micelem, ale tu czuję jakbym wylała szklankę oleju. Niefajne uczucie.

Działanie: Średnie. Aby zmyć zwykły tusz muszę potrzymać wacik na powiece i potem lekko ją potrzeć i dołożyć więcej płynu, bo inaczej tusz nie za bardzo chce zejść, a naprawdę nie używam jakiś super trwałych mascar i każdy płyn mi je zmywa,a ten ma problemy! Jednak ze szminką, cieniami i eyelinerem radzi już sobie dobrze. Dziwna sprawa. Ciekawa jestem jak w takim razie idzie mu usunięcie tuszu wodoodpornego?!

Plus za brak podrażnień i  jakiegokolwiek dyskomfortu, ale nie jest to kosmetyk do którego wrócę.

Ocena : 3 / 5

Cena: 120ml / ok. 6zł

Dostępność : Rossmann



Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Isohexadecane, Hexyl Laurate, Tocopheryl Acetate, Olea Eauropaea ( Olive) Fruit Oil, Ricinum Communis ( Castor) Seed Oil, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Olea Eauropaea Leaf Extract, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2 Nitropropane-1,3 Diol



A jak się u Was spisuje ten płyn?

środa, 6 maja 2015

Loreal - Super Liner Ultra Precision - eyeliner w płynie








To jeden z lepszych linerów jakich używam. Jeśli nie wiem jaki wybrać lub wybór w tutejszych sklepach jest niewielki to sięgam po Super Liner Ultra Precision. Miałam go już kiedyś w czarnym opakowaniu i nie różnił się niczym od tego w złotym.


Maluje się nim idealnie zarówno cienkie jak i grube linie, a co ważne schnie on bardzo szybko i nie brudzi powiek co wcale nie jest takie oczywiste, bo miałam już eyelinery, które wysychały dobre kilka minut, a w czasie dnia odbijały się na powiekach albo co gorsza zaczynały się kruszyć. Ten tego nie robi i wytrzymuje cały dzień aż do wieczornego demakijażu nawet w upały.



Czerń jest czernią nie żadnym grafitem czy szarością ( a takie przypadki też przerobiłam w niektórych linerach!) , jest intensywna i nie blaknie w ciągu dnia.

Bardzo ważne jest dla mnie by eyeliner nie podrażniał powiek,bo mimo, że nie mam oczu wrażliwych i nigdy nic mnie nie uczula to raz jedyny zdażyło się to pewnemu linerowi po którym powieku poprostu mi spuchły, były czerwone i swędzące i po tym niemiłym incydencie na kilka lat przerzuciłam się na eyelinery marek selektywnych, a od niedawna wracam znów powoli do średniej półki.


Wad nie widzę. Bardzo dobry produkt, który serdecznie polecam!

Ocena : 5 / 5

Cena: 12ml / W Finlandii kosztuje ok. 15€ , ja kupiłam po 10€

Dostępność  w szafach marki


Używałyście tego linera?

wtorek, 5 maja 2015

Essie nr 93 Mezmerised







Kolejny Essiak w mojej kolekcji i nie wiem co jest grane, ale nie jestem z niego zbyt zadowolona. Kolor cudny, uwielbiam ten niebieski, ale dalej jest niestety gorzej i naprawdę się zastanawiam co jest tego przyczyną?!

Pędzelek jak zwykle lekko spłaszczony, maluje się nim dobrze, ale konsystencja jak dla mnie jest minimalnie zbyt lejąca i trzeba przez to uważać. Czas schnięcia bez zarzutu. Sam kolor nie ma żadnych drobinek i wygląda wyjatkowo ładnie już po pierwszej warstwie ( choć ja nakładam dwie) szkoda tylko, że trzyma się tylko jeden dzień! Pomyślicie pewnie, że pewnie to wina zmywania, prania, sprzątania, a ja niczego takiego nie robiłam. Poprostu nałożyłam lakier wieczorem, na bazę i top coat Orly, pozwoliłam wyschnąć godzinę, a rano trzy paznokcie miały widoczne odpryski, które jeszcze pogłębiały się w ciągu dnia. Jako, że nie miałam czasu na zmycie lakieru to zostawiłam go na następny dzień i wtedy poprostu już musiałam sięgnąć po zmywacz, bo manicure prezentował się niechlujnie. Robię wielkie oczy i kręcę głową z niedowierzaniem, bo to pierwszy Essiak, który tak się u mnie zachowuje. Dlaczego? Pojęcia nie mam...

Kolejna sprawa to zmywanie. Lakier bardzo się rozmazywał, pobrudził mi palce i wszedł nawet pod paznokcie nieestetycznie je zabarwiając i pomogło  tylko szorowanie szczotką do paznokci, choć zwykły zmywacz Isany usunął go szybko i bez problemu.

Jestem zdziwiona. Nie dowierzam, że to Essie, lakiery, które tak kocham!


Ocena : 3  / 5

Cena: 13,5ml / płaciłam 15zł

Dostępność : kupowałam TU



Jak Wam się podoba ten kolor?





poniedziałek, 4 maja 2015

Serge Lutens- La Fille de Berlin






La fille de Berlin, czyli Dziewczyna z Berlina. Zapach róży z kolcami dla dziewczyny ostrej nieposkromionej, która może być jednocześnie miła i słodka,a  za chwilę pokazuje pazurki i lepiej z nią nie zadzierać. Wiedziałam, że to będzie zapach dla mnie, choć sama róża to dla mnie trudny składnik, bo wiele jej odsłon nie toleruję. Lubię ją jedynie jeśli jest połączona z oudem, paczulą, dużą dawką pieprzu bądź jest słodka i konfiturowa. Innych nie toleruję.


Skład jest krótki, bo sam Mistrz podaje jedynie ową różę i pieprz, ale ja mam wrażenie, że tu jest coś więcej. Róża jest krwiście czerwona jak zawartość flakonu. Dojrzała, ma kolce, więc lepiej jej nie dotykać. Pieprz chowa się gdzieś z tyłu, mało go jest, bo zaraz za różą wychwytuję bukiet czerwonych goździków i ta nuta jest tak wyraźna, że naprawde nie wierzę, że ich tu nie dodano! Kompozycja jest tak oryginalna, że wzbudza zainteresowanie innych i ja lubię ją nosić w parze z skórzaną ramoneską i koniecznie czarnym smokey eyes:)


Powinnam teraz powiedzieć, że cieszę się, że mam flakon na półce itd, ale nie. Nie mam i nie planuję zakupu, bo projekcja i trwałość u mnie są wyjątkowo słabe. 2 godziny i po wszystkim. Potem nie ma już ani śladu po tej cudnej czerwonej róży. Jaka szkoda!


Koniecznie musicie przetestować tę perełkę nawet jeśli nie przepadacie za różą!


Nuty zapachowe: róża, pieprz


Ocena : 5 - / 5

Cena: 50ml / ok. 250zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


A co Wy myślicie o La Fille de Berlin?

piątek, 1 maja 2015

Zużycia miesiąca - kwiecień 2015




W zeszłym miesiącu znów trochę mi się nazbierało wydenkowanych kosmetyków. Jeden znalazł się tu niespodziewanie, bo nie przypuszczałam, że tak szybko się skończy, a inny muszę wyrzucić, bo nie daję rady go używać...






1. Now Foods - 100% olej z pestek winogron

Oleju tego używałam tylko do kąpieli mojego młodszego dziecka wlewając niewielką ilość do wody w wanience. Olej jest bezzapachowy i świetnie radził sobie z nawilżeniem i natłuszczeniem skóry noworodka, która po wyjściu ze szpitala była wyjątkowo sucha, łuszcząca się. Obecnie jest normalna i w doskonałym stanie. Teraz zużywam olej z pestek moreli tej marki w tym samym celu i napewno będę regularnie kupować te olejki.

Ocena : 5 / 5

Cena: 475ml / 8,40$

Dostępność : iherb


2. Sudocrem- krem antyseptyczny dla dzieci i dorosłych z problemami skórnymi

Tego kremu nie trzeba nikomu przedstawiać. Znają go chyba wszyscy. Mnie to wielkie opakowanie starczyło na bardzo długo, ale na dłuższą metę wolę te mniejsze, bo nawet przy codziennym używaniu data ważności niebezpiecznie się zbliżała. Niemniej to rewelaycjny krem przy przewijaniu. Łagodzi podrażnienia i je leczy. Jest w postaci gęstej, białej mazi. Obecnie zużywam kolejne, mniejsze opakowanie i polecam wszystkim mamom, choć nie tylko, bo to przecież nie tylko preparaty dla dzieci.

Ocena: 5 / 5

Cena: 250g / ok. 20zł

Dostępność : apteki, Rossmann


3. Babydream - emulsja dla kobiet w ciąży

To już moje której opakowanie z kolei i jeden z ulubionych kosmetyków szczególnie do pielęgnacji biustu i nie tylko w ciąży, bo to opakowanie zaczęłam już po niej. Konsystencja jest trochę lejąca, ale nie ma problemów w aplikacji,a  ponadto zapach jest przyjemny i nawet w ciąży mnie nie irytował,a to wyczyn, bo niestety wiele producentów w swoich liniach kosmetyków dla ciężarnych używa takich aromatów, że jest to poprostu nie do wytrzymania!

Tę emulsję stosowałam tylko na brzuch i biust i dzięki niej skóra w tych rejonach jest bardzo gładka, miękka i nawilżona i o to mi chodziło. Jednak przekonałam się, że nie pomaga ona przeciwdziałać rozstępom, bo w ciąży i tak mi się one pojawiły, więc jako szukacie czegoś w ramach prewencji rozstępowej to radzę wybrać coś innego. To poprostu dobry, nietłusty nawilżacz.

Ocena : 5 - / 5

Cena: 250ml / ok. 13zł

Dostępność : Rossmann


4. Eveline Cosmetics- Argan Oil - intensywnie nawilżający balsam pod prysznic

Pokazywałam odżywczą wersję tego produktu i moim zdaniem nawilżająca nie różni się niczym oprócz zapachu, który jest ciężki do sprecyzowania, ale przypomina mi inny kosmetyk tej marki. Poza tym bez zmian. To średnio gęsty balsam, który nakładamy po umyciu się i spłukujemy. Efektów zero. Mojej skóry w ogóle nie nawilża i nie wygładza, a nie mam jej bardzo suchej tylko normalną, lekko przesuszoną. Po nim i tak muszę się nasmarować, więc jaka to oszczędność czasu?  Dla mnie bubel.

Ocena : 1 / 5

Cena: 350ml / ok. 16zł

Dostępność : Rossmann


5. Rexona - Linen Dry - antyperspirant w sztyfcie

Używam antyperspirantów Rexona, ale tylko w kulce. Nie znoszę sztyftów z jednego powodu : zostawiają na mojej skórze dziwną, oblepiającą warstwę, która owszem chroni, ale potem mam problem ją zmyć i trzeba się trochę napracować podczas mycia, żeby ona zniknęła. Ten sztyft właśnie to robi. Zostawia właśnię taką warstwę, która bardzo mi przeszkadzała i dlatego nie ma mowy, aby sięgnęła po niego ponownie. Jednak swoją rolę spełnia na 5. Ani razu mnie nie zawiódł nawet w upały i w czasie całodziennej podróży. Poza tym ma bardzo subtelny, prawie niewuczuwalny zapach i nie podrażnia. Dla tych co lubią sztyfty i Rexonę pozycja obowiązkowa.

Ocena : 4+ / 5

Cena: 40ml / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann


6. Gosh - Intense Eye Liner Pen 06 Blue

Pokazywałam Wam go TU . Poprzedni egzemplarz wypadł mi z kosmetyczki w czasie podróży i się zgubił, więc musiałam kupić nowy. Niestety nie wiem co z nim jest, bo w sklepie normalnie leżał na półce, był dobrze przechowywany, a ja nie użyłam go więcej niż dwa razy, bo kiedy sięgnęłam po niego po raz trzeci był całkowicie wyschnięty i nie dało się nim już pomalować! Dobrze go zakręcałam i trzymałam w kosmetyczce dlatego nie mam pojęcia co się stało, ale zniechęca mnie to do ponownego zakupu mimo, że ten kolor jest piękny. Szkoda Gosh...


7. Yves Rocher - Jardins du Monde - Green Tea from China - żel pod prysznic

Lubię żele pod prysznic tej marki i ten nie jest wyjątkiem. Ma zielony kolor i orzeźwiający zapach ´´kosmetycznej´´ zielonej herbaty. Kosmetyczny dlatego, bo jeśli uwielbiacie zieloną herbatę to wiecie, że ona nie pachnie tak jak jest przedstawiona w wielu kosmetykach. Niemniej mnie ten aromat odpowiada. Poza tym żel dobrze się pieni, dobrze myje i nie przesusza. Niczego więcej od takiego produktu nie oczekuję.

Ocena : 5 / 5

Cena: 200ml / płaciłam w promocji 1,90€

Dostępność : YR


8. Babydream - Lotion - balsam do ciała

Świetny produkt, choć ja uwielbiam wszystkie kosmetyki z linii Babydream szczególnie za ich składy. Ten balsam choć jest niezbyt gęsty to ma ładny zapach ( nie wiem jak go sprecyzować). Używałam go do smarowania starczego synka, który ma skórę normalną i bezproblemową. Balsam idealnie ją nawilżał, wygładzał i co ważne szybko się wchłaniał i nie był tłusty. Czego chcieć więcej?  Kupię ponownie napewno.

Ocena : 5 / 5

Cena: 250ml /  ok. 9zł

Dostępność : Rossmann


Wyrzutek: 

 9.Daiso - Charcoal Face Mask - maska do twarzy z aktywnym węglem

Pokazywałam ją TU .  Myślałam, że jakoś się przełamię i dam radę ją zużyć, ale nic z tego. Poza tym, że nie widzę żadnych efektów jej działania to nie mogę znieść tego, że jej odrywanie to istny koszmar i potem cała umywalka jest brudna. Nie. Nie będę się męczyć i całe opakowanie leci do kosza. Szkoda, wielka szkoda.






Znacie któryś z tych kosmetyków?