poniedziałek, 29 czerwca 2015

Calvin Klein - MegaVolume Mascara







Dziś znów o tuszu, ale muszę podzielić się moją opinią o tym produkcie, bo to wielkie rozczarowanie. Znana marka, cena do bardzo niskich nie należy,a produkt tak beznadziejny, że aż nie chce mi się go używać...

Opakowanie: ładne, czarne, minimalistyczne, u góry ma charakterystyczne logo marki


Szczoteczka: nie znoszę takich! Włoski są krótkie, spiralne. Maluje się nią niby dobrze, ale w zasadzie nic ona nie robi tylko tyle, że jest aplikatorem.

Konsystencja: mogłaby być trochę bardziej gęsta, bo tusz lubi brudzić powieki w trakcie malowania.

Działanie: to ma być tusz pogrubiający?! Żart. Kompletnie nie pogrubia! Jedyne co robi to wydłuża, ale zalotka jest tu obowiązkowa, a i tak rzęsy nie prezentują się spektakularnie. Nawet po trzech warstwach nie da się uzyskać mocno podkreślonego spojrzenia. To tusz dla tych, którzy wolą typowo dzienny, delikatny look i wymagają od tuszu tylko lekkiego podkolorowania rzęs i trochę wydłużenia. Mnie takie coś nie zadowala, bo moje rzęsy ´´gubią się´´, są mało widoczne.
Czerń też nie jest jakoś bardzo intensywna. Plus za całodzienną trwałość, ale to żadne osiągnięcie.



Podsumowując : Nie, nie i jeszcze raz nie! Jeśli maluję rzęsy to chcę, aby tusz coś konkretnego z nimi robił. Nie zadowalaja mnie produkty takie jak ten, bo równie dobrze mogłabym nałożyć na rzęsy hennę. Polecam tylko jeśli szukacie maskary dającej naturalny efekt.


Ocena : 2 / 5

Cena:

Dostępność : kupiona na Truskawce

Używałyście tego tuszu?

piątek, 26 czerwca 2015

Maybelline-The Colossal Go Extreme! Volum´ Mascara




Kolejny tusz Maybelline z serii The Colossal. Tym razem wersja Go Extreme! Fajny, choć nie wydaje mi się, aby jakoś bardzo różnił się od reszty swego ´´rodzeństwa´´.



Opakowanie: typowe dla tej serii, czyli żółte tylko tu obwódka i napisy są różowe

Konsystencja: tusz od początku ma odpowiednią konsystencję, nie jest ani za rzadki ani zbyt gęsty, choć trochę brudzi mi powieki w trakcie malowania, ale jest niedawno kupiony, więc pewnie z czasem ta mała niedogodność zniknie. Czerń jest intensywna.

Szczoteczka: nie jest plastikowa co dla jednych będzie wadą, dla innych zaletą. Zależy od preferencji. Z powodu tego, że na zdjęciu nie udało mi się tego odpowiednio uchwycić, to nie zauważycie, że w połowie jest trochę zwężona. Maluje się nią dobrze, ale nie jest specialnie wygodna do dolnych rzęs, bo jest dość duża.

Działanie: tusz działaniem nie różni się od innych Colossali. Mocno wydłuża i pogrubia, daje efekt sztucznych rzęs ( polecam wcześniej też użyć zalotki) i ja właśnie tego od tuszu oczekuję. Trzeba tylko uwazać, bo zdaża mu się sklejać, ale nawet po trzech warstwach nie ma się grubej warstwy maskary na rzęsach. To dobra opcja zarówno na dzień jak i na większe okazje.


Nie kruszy się, nie rozmazuje cały dzień, a potem łatwo poddaje się demakijażowi.

Podsumowując: kolejny bardzo dobry tusz od Maybelline wart poznania, choć nie wyróżnia się na tle innych z tej serii.


Ocena : 5 / 5

Cena: 7ml / ok. 35zł

Dostępność : Rossmann


A jak u Was sprawdza się Go Extreme?

czwartek, 25 czerwca 2015

Montale - Intense Cafe







Uwielbiam zapachy z tzw konfiturową różą, czyli słodką i jeśli na taki natrafię to przeważnie bez wahania kupuję i tak też było z Intense Cafe, a ponadto bardzo lubię kawowe nuty w perfumach. Ta propozycja Montale przywodzi mi na myśl zapach kawiarni, gdzie już od progu czujemy kawę ( ale nie jest ona czarna, a podana w postaci deseru z wanilią), a całe pomieszczenie wypełnione jest także aromatem róż i oba te zapachy mieszkają się. Co dziwne, na samym początku odnotowuję wyraźną obecność oudu, którego niby w składzie nie podano. Oud jest lekko benzynowy przyjemny i trwa na mojej skórze kilka godzin.

To zapach słodki, momentami wręcz jadalny aczkolwiek nie przekracza granicy zasłodzenia. Najlepiej jednak nosi mi się go zimą, bo fajnie otula, a przede wszystkim zwraca uwagę otoczenia, bo jednak wanilia, śmietanka i słodka róża z kawą to nie bylejakie połączenie!

Trwałość jak to u Montale - całodzienna.

Jeden z moich ulubionych zapachów z kategorii gourmandowej. Polecam fanką słodyczy, która nie tuczy :)

Nuty zapachowe:

nuty głowy : nuty kwiatowe

nuty serca: kawa, róża

nuty bazy: ambra, wanilia, białe piżmo


Ocena: 6 / 5

Cena: mam 50ml / ok. 220zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Znacie Intense Cafe?

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Ferity - Fruity Nail - pachnący lakier do paznokci






Jakiś czas temu był lekki szał na te lakiery i widywałam je wszędzie w prawie każdej gazecie. Postanowiłam, że wypróbuję, bo cena niska, a może to będzie coś fajnego? Wybrałam kolor czarny z srebrną poświatą, który ma pachnieć jeżynami i zastanawiam się,czy producent w ogóle wie jak te owoce pachną, bo nie wydaje mi się, żeby ta chemia pachniała przyjemnie owocami. Wyobraźcie sobie typowy smród lakieru zmieszany z czymś co ma udawać owoce jeżyn... Ohyda! Na całe szczeście ten aromat czuć tylko przy malowaniu i parę minut na paznokciach kiedy są jeszcze mokre. Jednak jako, że główną funkcją miał tu być obiecywany zapach to jestem niezadowolona.

Pędzlek jest malutki, ale co się dziwić skoro lakieru jest tylko 4,2ml co mi akurat wystarczy do nacieszenia się kolorem, a jest on bardzo ładny ( ale ja w ogóle uwielbiam czarny manicure) . Te drobinki są malutkie i niewyczuwalne, a sam lakier nakłada się bez problemu, szybko schnie, nie jest ani za rzadki ani zbyt gęsty.

Główną wadą oprócz niefajnego zapachu jest trwałość,a  właściwie jej brak. Na drugi dzień po pomalowaniu lakier odchodził płatami, a nie robiłam nic co mogło by temu sprzyjać! Nie znoszę tego i myślę, że nawet kioskowe lakiery już tak się nie zachowują. Co to ma w ogóle być?! Pomalowałam nim paznokcie na podróż, a kilka godzin wcześniej musiałam je zmywać i malować na nowo już innym lakierem ( postawiłam na niezawodne Essie Sew Psyched). To chyba najmniej trwały lakier jakiego kiedykolwiek używałam! Jego zmywanie też jest nieco dziwne. Najpierw schodzi czarny kolor i płytka paznokci jest srebrna i tę warst trochę trudniej zmyć, trzeba mocniej potrzeć wacikiem.

To nie jest dobry lakier. Nie pachnie, nie jest trwały tylko jego odcień mi się podoba.

Ocena: 2 - / 5

Cena : 4,2ml / ok. 6 zł

Dostępność : online


Miałyśce jakiś lakier tej marki?

niedziela, 21 czerwca 2015

Zużycia miesiąca - czerwiec 2015





W tym miesiącu post z denkiem miał się nie pojawić, bo jako, że już dziś wyjeżdżam do Polski to myślałam, że nie uda mi się do tego czasu nic wykończyć, a okazało się, że jest tego całkiem sporo! Póki co będę się starać wrzucać posty tak czesto jak to będzie możliwe, ale nie wiem jak to będzie wyglądało w praktyce.




1. Ziaja - Intima-kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym

Na początku wydawał mi się bardzo dobry, ale używając go w drugiej ciąży okazało się, że wcale taki fajny nie jest. Ma bardzo, bardzo rzadką konsystencję, wręcz leje się jak woda co znaczenie utrudniało stosowanie. Ma mlecznobiały kolor i przyjemny zapach. Myć myje,  mało się pieni, ale prawie wcale nie odświeża,a  jeśli już to na krótko. Najgorsze jest jednak to, że kiedy w ciąży czasem miałam drobne podrażnienia ten płyn jeszcze je wzmagał i musiałam sięgnąć po podobny płyn Biały Jeleń z korą dębu, który od razu przynosił ulgę. Wielka butla to plus, choć i tak nie mam zamiaru kupić już ani tego płynu ani innych jego wersji.

Ocena : 2  / 5

Cena: 500ml/ ok. 8 zł

Dostępność : Rossmann


2. Eveline Cosmetics- SPA! Professional - Argan&Vanilla-luksusowy balsam do ciała

Pokazywałam Wam już masło z tej serii, peeling i krem do rąk. Teraz czas na balsam i mam wielką nadzieję, że już nic z tej linii mi się nie trafi, bo nie są to dobre produkty. Balsam jest żółtawy i tak samo śmierdzi pseudowanilią jak resztą tych kosmetyków. Ledwo dawałam radę znieść ten smród,a  niestety przechodził też on na ubrania. Jako, że ma dość lekką konsystencję to można go używać także na dzień, ale jest duże ryzyko, że jego woń zmiesza się z perfumami! Szybko się wchłania tylko okropnie się klei. Nawet godzinę czy dwie po nasmarowaniu skóra dalej jest lepiąca i jest to uciążliwe. Pomimo zawartości oleju arganowego, makadamia i kokosowego, allantoiny, masła shea, witamin A, E, d-panthenolu jego nawilżenie mnie nie satysfakcjonuje. Jest co najwyżej przeciętne i tylko dla skóry normalnej, którą nie trzeba codziennie smarować. Z ulgą go zużyłam.

Ocena : 2 - / 5

Cena: 200ml / ok. 15zł

Dostępność: nie wiem, dostałam

3. Global Cosmed - Bobini - Truskawki i Karmelki - płyn do kąpieli

Mój starszy synek uwielbia kąpać się w dużej pianie,a ja pomimo tego, że bardzo uważam na składy kosmetyków to nie moge mu tego odmówić :) Najlepiej sprawdzają się tu płyny Bobini. Ta wersja pachnie mocno truskawkami ( żadnych cukierkowych nut karmelków nie odnotowuję) , a aromat ten nie razi sztucznością i nie jest mega słodki. Na skórze po spłukaniu słabo go czuć. Płyn robi dużą i trwała pianę, która nie opada, tylko jest zwarta i tę kilkuminutową kąpiel wytrzymuje. Co ważne płyn nie wysusza skóry ( ale moje dziecko ma skórę normalną i żadnych skłonności do podrażnień) , choć i tak zawsze potem smaruję go odpowiednim balsamem. Dla kosmetyków Bobini robię wyjątek i będę je kupowała.

Ocena : 5 / 5

Cena: 750ml / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann


4. Yves Rocher - Jardins du Monde - Ziarna kawy z Brazylii

To chyba najlepszy z żeli pdo prysznic z tej serii. Pięknie kawowo pachnie, czuć ten zapach łazience,a przypomina kawę z dużą ilością mleka i choć ja kawy nie pijam, bo nie lubię, kawowych słodyczy nie znoszę to tu ten aromat bardzo mi odpowiada. Konsystencja jest średnio gęsta, kremowa o lekko beżowym zabarwieniu. Dobrze się pieni, myje i nie wysusza skóry, choć też jej nie nawilża jakoś odczuwalnie. Jeśli nie wiecie jaki żel YR kupić to wybierzcie ten!

Ocena: 5 / 5

Cena: 200ml / w promocji zapłaciłam 1,90€

Dostępność : YR


5. Pollena Ostrzeszów- Dzidziuś Junior - Guma Balonowa- pianka do mycia i zabawy

Są dwa rodzaje tej pianki Guma Balonowa w niebieskim kolorze i różowa Truskawka. Guma Balonowa pachnie nieco sztucznie, ale jako, że mój starszy synek używał jej tylko do mycia rączek to zapach tak bardzo nie przeszkadzał, choć mógłby być lepszy. Jest to istotnie pianka, bo naciskając pompkę płyn podwaja objętość. Funkcję mycia spełnia bardzo dobrze, nie mam żadnych zastrzeżeń, choć nie jest to jakiś rewelacyjny kosmetyk. Dzieci polubią go przede wszystkim z powodu piankowej konsystencji i ewentualnie zapachu. Nie wiem, czy kupiłabym go ponownie, pewnie tak jako mydło do dziecięcych rąk.

Ocena : 4 / 5

Cena: 275ml / ok. 9zł

Dostępność : nie pamiętam gdzie kupiłam


6. Yes to- Blueberries - Intensive Skin Repair Serum-intensywne serum naprawcze


Pokazywałam tu serum TU 

Nie lubię go i dalej uważam, że to beznadziejny kosmetyk, który nic nie robi, bo nawet nie nawilża. Nie widziałam po nim żadnych efektów, a co gorsza w połowie opakowania zaczął z niewiadomych powodów wałkować się na każdym kremie, którego użyłam!  Jakoś udało mi się go zmęczyć, ale serdecznie nie polecam!


7. Nivea- Baby - delikatny żel do mycia ciała i włosów

Kupuję ten żel regularnie, bo jest poprostu bardzo dobry. Przezroczysty, delikatnie pachnący i nieuczulający i nie wysusza. Niczego więcej nie oczekuję.

Ocena : 5 / 5

Cena: 750ml / 30zł

Dostępność : Rossmann

8. Yves Rocher - Stylo Regard Waterproof - 04 Violet - wodoodporna kredka do powiek

Jestem zachwycona innymi wersjami kolorystycznymi tej kredki, ale fiolet to poprostu bubel, choć myślę, że trafił mi się popsuty egzemplarz. Po rozpakowaniu i delikatnym przekręceniu mechanizmu rysik wyszedł z wielkim oporem i był tak twardy, że za nic w świecie nie dało się nim pomalować ani na powiece ani testowo na dłoni. Nie zostawiał żadnego koloru! Druga próba skreśliła ten produkt całkowicie, bowiem po otwarciu cały rysik wypadł i roztrzaskał się na podłodze. Nie wiem co o tym myśleć. Uważajcie, bo widać z tego, że nie wszystkie te kredki są takiej samej jakości!


Znacie któryś z tych produktów?

sobota, 20 czerwca 2015

Elizabeth Arden - Advanced Eye-Fix Primer- baza pod cienie







Długo używałam bazy Lumene, bo niestety tu trudno dostać jakąkolwiek inną oprócz jeszcze bazy IsaDora i ewentualnie marek selektywnych, choć i u nich nie widziałam wielkiego wyboru choć zdaje mi się, że to znów wina tutejszych perfumerii. Przerobiłam już bazę ArtDeco i napewno już do niej nie wrócę, bo mimo tego, że spełniała swoją funkcję, to forma opakowania mi nie odpowiada,a co więcej dwa razy zdażyło się, że skamieniała w słoiczku i za nic w świecie nie dało się jej nałożyć. Szukając więc jakieś innej bazy koniecznie w tubce natrafiłam na Advanced Eye Fix Primer marki, która kojarzy mi się przede wszystkim z perfumami, choć ma w swojej ofercie wiele kosmetyków, ale nigdy ich nie próbowałam. Obawiałam się, że ta baza nie będzie dobra, nie znalazłam prawie żadnej opinii na jej temat, ale wzięłam w ciemno i nie żałuję!


Opakowanie: biała tubka z długim dziubkiem, typowa dla baz

Zapach i Konsystencja: bezzapachowa w kolorze podkładu. Nietłusta, ale i nie za sucha. Nakłada się ją w minimalnej ilości i czeka chwilę zanim rozpoczniemy nakładanie cieni.





Działanie: nie wyobrażam sobie makijażu oczu bez nałożenia bazy i jest to dla mnie kosmetyk absolutnie niezbędny. Oczekuję od niego tego, że cienie będą trwałe przez cały dzień aż do demakijażu i to zarówno latem jak i kiedy sypie śnieg. Ta baza mi to daje. Cienie ( obojętnie jakiej marki) są nie do zdarcia od rana do wieczora, a przetestowałam to też w czasie całodziennej podóży i lotu samolotem, gdzie nie mam ani czasu ani ochoty zaglądać co pieć minut do lusterka i sprawdzać czy z makijażem wszystko ok ( zresztą na taką podróż maluję się tylko sprawdzonymi kosmetykami i delikatnie). Czy baza intensyfikuje kolor cieni? Ma to robić, ale moim zdaniem nie ma wielkiej różnicy tylko, że mnie raczej to nie przeszkadza, bo i tak używam mocno napigmentowanych cieni lub pigmentów, więc baza nie musi jeszcze ich barw wzmacniać.


Wydaje mi się też, że działa trochę wodoodpornie, bo kiedy chciałam dla testu usunąć cień z dłoni za pomocą wody i mydła to ten bez bazy zszedł od razu, a w przypadku tego z bazą musiałam mocniej potrzeć aby się rozpuścił.


Podsumowanie:  naprawdę godna polecenia baza, która mnie zaskoczyła, bo nie podejrzewałam, że mi się spodoba. Myślę, że jeśli nie znajdę nic innego to kupię ją ponownie,choć i tak długo potrwa zanim się skończy, bo jest bardzo wydajna. Zachęcam do wypróbowania, bo warto!


Ocena : 5 / 5

Cena: 7,5ml / zapłaciłam w promocji 7€

Dostępność: kupiona na Truskawce


Znacie tę bazę?

piątek, 19 czerwca 2015

Delia - Total Cover - trwały, hypoalergiczny i wodoodporny fluid mocno kryjący





Pochwaliłam ostatnio Delię za wyjątkow dobry olejek do twarzy, ale jak już wspomniałam ta marka ma tak, że albo robi produkty, które miło się używa i warto je przetestować albo totalne buble nienadające się do użytku. Ten fluid właśnie taki jest. Nie wiem czy istnieje gorszy podkład, ale jeśli  tak to ma wielką konkurencję w postaci Total Cover. Zresztą mam dziwne wrażenie, że firma zainspirowała się popularnym Dermacolem i  też chciała stworzyc coś maksymalnie maskującego. Nie wyszło. Zresztą dla mnie też Dermacol to wielkie nieporozumienie i nie wiem jak można używać tego na codzień. Póki co wpisuję Total Cover na liste kosmetyków od których lepiej trzymać się z daleka...

Opakowanie: brzydka, aluminiowa tuba jak apteki. Nie widać ile kosmetyku ubyło,a resztki będziemy wyciskać ( jeśli tylko dobrniemy do końca!) i rolować tubę co jest niesamowicie wkurzające. Kto wymyślił to opakowanie się pytam?!

Odcień : paleta nie jest zbyt duża. Ja mam odcień nr 52 Kość Słoniowa i jest on dla mnie o pół tonu za jasny, a z kolei następny w kolejności Porcelanowy już wygląda zbyt ciemno, więc te kolory nie są dla wszystkich. Radzę przetestować jeśli planujecie zakup.



Zapach i Konsystencja: bezzapachowa, gęsta maź która ciężko się rozsmarowuje na skórze i robi smugi. Trzeba bardzo uważać przy nakładaniu, bo można sobie zrobić krzywdę. Przypomina mi to aplikowanie maści zwanej Tormentiol tym bardziej, że w tym fluidzie rządzi parafina, a skład nie jest fajny, więc uważajcie jeśli macie skłonności do zapychania. To była też jedna z przyczyn dlaczego ten kosmetyk wylądował z hukiem w śmietniku.

Działanie: podkład owszem kryje i to tak, że twarz sprawia wrażenie maski teatralnej co jak łatwo się domyśleć wygląda nienaturalnie i poprostu śmiesznie. Nie da się tak wyjść do ludzi, bo reakcją na nasz wygląd byłby ogólny śmiech :) Co więcej moją twarz ten fluid niesamowicie przetłuszcza i to tak,że błysku nie sposób niczym zmatowić, nawet absorbetki nie pomogły! Fluid jest tłusty i strasznie lepki, wystarczyło dotknąć palcem twarzy, by tą ohydną lepkość poczuć. Okropne uczucie! Oczywiście czuć go na skórze cały dzień, jest bardzo ciężki. Nie zgodzę się też jakoby był wodoodporny, bo robi plamy na kołnierzykach i schodzi przy lekkim potarciu nosa chusteczką, a gdy najpierw nałożyłam go na rękę to potem bez większego problemu dał się zmyć wodą z mydłem. Spróbowałam więc używać go jako korektor punktowy jednak tu też nie zdał egzaminu. Pod oczy jest za ciężki i ta kleistość bardzo przeszkadza,a  co gorsza wchodził w załamania skóry i sprawiał, że spojrzenie wyglądało na zmęczone. Z kolei na wypryski w ogóle się nie nadaje. Ja co prawda nie mam z nimi problemu,ale raz na jakiś czas coś mi wyskoczy i wtedy chciałam to zakryć tym fluidem, który chyba podkarmił nieproszonego gościa, bo urósł on większy i dłużej się goił, ale fakt faktem na samym początku kosmetyk go zakamuflował.

Produkt zawiera filtr SPF 20 ( na stronie producenta jest info o 15 ) tylko co z tego skoro nijak nie na się go stosować ani jako podkład ani w roli korektora. Krycie kryciem,ale  obecnie da się to pogodzić z naturalnym wyglądem, a ten fluid to jakiś przestarzały wynalazek z czasów kiedy sądzono jeszcze, że tylko ciężkie mazie ukryją wszystkie niedoskonałości.


 Nie popełnijcie błędu i nie wydawajcie tych 15zł na to ´´coś´!


Ocena : 0 ( nie zasługuje nawet na 1) / 5

Cena: 25g / ok. 15zł

Dostępność : nie wiem, dostałam




Słyszałyście o tym fluidzie?

czwartek, 18 czerwca 2015

Eveline Cosmetics - Argan&Vanilla Professional- luksusowy krem-serum do rąk i paznokci






Znów kosmetyk z nielubianej przeze mnie serii arganowo-waniliowej od Eveline. Masło do ciała na początku mi sie podobało, ale po drugim opakowaniu chciałam, by jak najprędzej się skończyło. Z balsamem było jeszcze gorzej, a tu teraz mam krem do rąk i nie wiem jak go wykończę, bo nic mi w nim nie odpowiada. Na ´´dzień dobry´´ rozbawił mnie napis jakoby był to kosmetyk luksusowy, bo ja chyba mam inne wyobrażenie o tym co rzeczywiście to znaczy. W każdym bądź razie od razu napiszę,żeby sobie nie zawracać głowy tym kremem. Nie warto.


Opakowanie : nieprzezroczysta ( nie widać ile zużyliśmy!) złoto-czarna tuba, która ma sprawiać wrażenie, że w środku kryje się cudowny eliksir dla dłoni.W zasadzie sam design mi nie przeszkadza i ostatecznie może być.

Zapach i Konsystencja : znacie inne produkty z tej serii? Jeśli nie to spieszę donieść, że mają one wstrętny chemiczny zapach pseudowanilii, którry w kontakcie ze skórą zmienia się w coś jeszcze bardziej ohydnego i niestety intensywnego. Czuć go doskonale jeszcze jakiś czas po posmarowaniu. Nie wiem jak można wyprodukować coś o takim ekhm ´´zapachu´´. Nie chcę sobie nawet wyobrazić by ktokolwiek mógł umyć sie peelingiem z tej serii, wysmarować tym samym masłem lub balsamem i jeszcze na dokładkę sięgnać po ten krem do rąk i położyć się do łóżka. Nasz partner z pewnością nie wytrzymałby tej ´´bomby zapachowej´´. Zresztą spójrzcie na skład :  obecność składnika zapachowego  na drugim miejscu mówi sama za siebie.



Konsystencja jest średnio gęsta o żółtej barwie i krem wchłania się wyjątkowo szybko nie zostawiająć żadnego warstwy ani tłustości co sprawia, że nadawałby się jako krem do biura i torebki. Jednak dla suchych i problematycznych dłoni jest zdecydowanie za słaby. Nie nawilża intensywnie, bo zaraz po umyciu mam wrażenie przesuszenia, a przecież nie mam teraz wielkiego problemu ze skórą dłoni i inne, lżejsze kremy mi odpowiadają! Wygładzenie jest chwilowe i też szybko znika, a wzmocnienia paznokci, zmiękczenia skórek nie zauważyłam, choć jest to obiecywane. Nie wierzę też, że ów krem może redukować przebarwienia i odmładzać, ponieważ nie działa intensywniej niż zwykłe, tanie kremy, ( a niektóre pewnie i nawilżają o niebo lepiej i długotrwale) których mamy zatrzęsienie na półkach w sklepach.

Mimo obecności Rich Nourishing Complex, oleju arganowego, z kiełków pszenicy, kwasy hialuronowego, wyciągu z lukrecji, betainy i d-panthenolu ten produkt nie robi wiele. Mógłby ewentualnie spodobać się tym, którzy nie mają problemów ze skórą rąk i chcą czegoś lekkiego, szybkowchłaniającego się do częstego używania tylko czy dadzą radę udźwignać tę nieprzyjemną, męczącą kompozycję zapachową?


Podsumowując : dużo obietnic, a żadna nie jest spełniona.Na Wizażu ten krem na dobre recenzje dlatego najlepiej przekonać się na własnej skórze, choć osobiście odradzam.


Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 10zł

Dostępność : Rossmann

Skład: Aqua, Glycerin, Parfum, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Sodium Hyaluronate, Propylene Glycol, Glycchiza Glabra Root Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii Shea Butter. Betaine, Triticum Vulgare Germ Oil, Acrylates / C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Allantoin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, Lillal, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol



A jakie Wy macie zdanie o tym kremie?

środa, 17 czerwca 2015

Nuxe - Merveillance expert enriche - odżywczy krem przeciw utrwalonym zmarszczkom do cery suchej i bardzo suchej







Jeśli miałąbym wskazać ulubione kremy do twarzy to byłyby nimi te od Nuxe z serii Merveillance i to zarówno wersja do cery normalnej jaki i ta do suchej i bardzo suchej co jest tym dziwne, że na ogół uciekam jak najdalej od kosmetyków przeznaczonych do tego typu cery, bo widzą mi się jako tłuste zapychacze, które się nie wchłaniają i często mają upchaną w sobie parafinę, która ma niby dawać super nawilżenie. Natomiast ten odżywczy krem, który dziś Wam prezentuję jest poprostu świetny i gorąco zachęcam, abyście się same o tym przekonały :)

Opakowanie: plastikowy słoiczek. Jako, że wolę je od tubek, a w dodatku plastik jest lekki i z tego powodu mogę ten krem zabrać w podróż to dla mnie dodatkowy plus.



Zapach i Konsystencja: jeśli miałyście przyjemność używać jakiegoś produktu Nuxe to wiecie, że pachną one dość intensywnie jakby ziołami i wielu osobom te aromaty bardzo się podobają. Ja też nie będę narzekać.Ten krem pachnie właście ziołowo z nutką herbacianą co jest wyjątkowo przyjemne dla nosa, ale zapach nie jest mocny i na szczęście nie czuć go za bardzo na twarzy.  Jeśli spojrzymy na otwarte opakowanie to widzimy, że kosmetyk jest dość gęsty, zwarty i ubity. Nie wyleje się nawet postawiony do góry nogami. Nabierając na palec przypomina mi masło wyjęte godzinę wcześniej z lodówki.




Działanie: to krem, który ma działać przeciw już utrwalonym zmarszczkom,więc podejrzewam, że większości z Was nie zainteresuje. Ja także nie mam zmarszczek, ale stosuję takie kremy prewencyjnie i wiem, że krzywdy mi nie zrobią. Nie wierzę też w  historie, że skóra może się przekarmić i rozleniwić. Nie może, bo takie kremy działają przede wszystkim mocno nawilżająco i odżywczo i nie ma w nich niczego takiego co by mogło skórze bez zmarszczek zaszkodzić. Oczywiście nie sięgam po kremy dla pań 40+, bo na to mam jeszcze czas. Ten krem nie ma zaznaczonej różnicy wieku, więc każda z nas może go używać, a warto, bo genialnie wygładza już od pierwszego użycia! Naprawdę jestem zdziwona tym bardziej, że to wygłądzenie idzie w parze z solidnym nawilżeniem i odżywieniem i to na długo. Jako, że ja używam go tylko wieczorem przed snem to rano budzę się z wypoczetą cerą o poprawionym kolorycie, a niewiele kremów mi to zapewnia. Tu zdecydowanie widzę rezultaty. Muszę koniecznie dodać też, że mimo tego, że to nie jest kosmetyk do rodzaju mojej cery i obawiałam się, że będzie ona po nim tłusta to tak nie jest! Fakt, że krem nie matuje, ale nie jest ciężki, twarz się po nim nie lepi i nie świeci i co ważne nie zapycha porów. Nie skłamię jeśli napisze, że cera po tym kremie poprostu wypoczywa i relaksuje się.

Podsumowanie: nie ma w nim żadnych wad. To jak dla mnie jeden z najlepszych kremów do stosowania na noc ( choć można też na dzień) . Napewno zagości u mnie ponownie.


Ocena : 5 / 5

Cena: 50ml / ok. 80zł

Dostępność : apteki

Skład: Aqua, Rubus Idaeus ( Raspberry) Fruit Water, Rosa Moschata Seed Oil, Glycerin, Persea Gratissima ( Avocado) Oil, Arachidyl Alcohol, Butyrospermum Parkii ( Shea) Butter, Corylus Avellana ( Hazel) Seed Oil, Pentaerythrityl, Distearate, Dicaprylyl Carbonate, Caprylic / Capric Triglyceride, Parfum, Behenyl Alcohol, Hydroxyethyl Urea, Albizia Julibrissin Bark Extract, Lauroyl Lysine, Dimethicone, Tocopherol, Arachidyl Glucoside, Acrylates C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Caprloyl Glycine, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Sodium Stearoyl Glutamate, Rosa Canica Fruit Oil, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Sodium Glocnate, Xanthan Gum, Dimethicone Crosspolymer, Benzyl Alcohol, Ammonium Lactate, Hemerocallis Fulva Extract, Geranylgeranylisopropanol, Sodium Benzoate


A Wy znacie produkty z linii Merveillance?

wtorek, 16 czerwca 2015

Delia - Witaminy A+E+F-100% serum do twarzy, szyi i dekoltu







Z kosmetykami Delii jest tak, że albo są dobre albo nie tak złe,że nie nadają się do użytku. Nie ma nic pomiędzy. W zasadzie oprócz jej lakierów z serii Coral reszta asortymentu mnie nie interesuje, a kiedy coś jednak trafi w moje ręce to zastanawiam się czy będzie ok czy mam już otworzyć wieko śmietnika... Z opisywanym serum dokładnie tak było. W ogóle nastał teraz trend na wszelakie sera najlepiej z olejem arganowym i każda marka koniecznie musi taki wypuścić na rynek. Boję się ich testować, bo przeważnie mają nienajlepszy skład, a tytułowego składnika jest tyle co kot napłakał i dlatego nie dziwcie się, że podchodziłam bardzo nieufnie do serum Delii. Przeczytawszy jednak skład stwierdziłam, że raczej nie ma się czego obawiać i rozpoczęłam używanie...


Opakowanie : szklane, ale mniejsze niż w przypadku ser, których używałam wcześniej, bo te miały 15-30ml ,a  to ma jedynie 10. Aplikatorem jest tu poręczna pipetka.

Zapach i Konsystencja: bezzapachowy, żółty, tłustawy olejek. Jest jednak mniej tłusty niż kilka jego poprzedników np. serum z wit  C z Biochemii, olejek arganowy itp.

Działanie: stosuję to serum tylko wieczorem pod krem, bo na dzień jest dla mnie za tłuste i prawie się nie wchłania, więc pod makijaż całkowicie odpada. Odczuwalnie nawilża i odżywia skórę i dlatego będzie świetny dla kogoś kto boryka się z przesuszeniem, a w parze z dobrym kremem skóra rzeczywiście wygląda lepiej, jest bardziej jędrna i rozświetlona, czyli efekt działania są widoczne. Serum nie wpływa w żademn sposób na powstawanie wyprysków, nie zapycha porów i myślę, że śmiało mogę polecić go także cerom tłustym też do użytku na noc. W składzie oprócz wspomnianych witamin A, E, F  mamy też kwasy omega 3,6,7,9 oraz koenzym Q10.

Podsumowanie:  fakt, że wolę sera w 100% naturalne, ale to mogę w pełni polecić. Spełnia swoją rolę i przy odpowiedniej pielęgnacji pomoże opóźnić powstanie zmarszczek.


Ocena : 5 / 5

Cena: 10ml / ok. 15zł

Dostępność : nie wiem, dostałam


Skład: 
Glycine Soja Oil, Isododecane Dicaprylyl Ether, Vitis Vinifera Seed Oil, Ethylhexyl Cocoate, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Helianthus Annus Seed Oil, Zea Mays Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum, Ubiquinone, Retinyl Palmitate


Słyszałyście o tym serum?

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Maison Francis Kurkdijan - Amyris Femme






Francis Kurdijan to chyba jeden z najbardziej znanych perfumiarzy, który ma w dorobku takie zapachowe hity jak : Elie Saab Le Parfum i wiele jego odsłon, Green Tea Elizabeth Arden, pięknego waniliowca JPG, czyli Gaultier2, uwielbianego męskiego Le Male i długo by tak można jeszcze wyliczać. Przekonałam się nie raz, że zapachy przez niego stworzone są nietuzinkowe, a całkowicie przepadłam, gdy poznałam kilka propozycji, które sygnuuje własnym nazwiskiem. Zakochałam się w Absolue Pour le Soir, bo to dla mnie miód idealny, Oud jest wspaniały, a Acqua Universalis na lato to wybór doskonały. Amyris Femme to także przepiękny wiosenno-letni aromat, który zaskoczył mnie tym bardziej, że co roku przeżywam istne męki w wyborze odpowiedniego zapachu na ciepłe miesiące i trudno mi coś wybrać, bo nie znoszę cytrusowych świeżaków, a gorumandowce u mnie są akceptowalne tylko, gdy jest chłodniej. Z owocowo- kwiatowcami tej mam problem. A Amyris Femme sprawił, że z miejsca się zakochałam!

Nie wiem do jakiej grupy sklasifikować ten zapach, ale to mało ważne, bo to co czuję jest poprostu piękne! Świeżość najprawdziwszych cytrusów i ich liści sprawia, że dużo tu przestrzeni, powietrza, światła. Nie wiem jak pachnie tytułowy amyris, ale jeśli jest to tak jak irysa i ambry ciężko go wychwycić. Całość jest niesamowicie kobieca i lekka.  Ten zapach nosi kobieta w białym kombinezonie bez rękawów i czarnymi sandałami na obcasie, ma ciemne okulary, a na głowie kapelusz z rondem. Twarzą tego zapachu powinna zostać Monica Bellucci, a zdjęcia powstałyby w Monako, gdzie Monica przechadzałaby się ulicami miasta, a mijani mężczyźni nie mogliby oderwać od niej wzroku. Ona natomiast ich nie dostrzega, tylko idzie w stronę przystani na spotkanie ze swoim wybrankiem, który wita ją przy swoim jachcie i podaje kieliszek schłodzonego Don Perignon...

Martwi mnie tylko to, że prawdopodobnie nigdy flakon tych perfum nie zasili mojej kolekcji, bo cena na to nie pozwala, ale pomarzyć zawsze można :)

Oklaski dla pana Kurdijana!


Nuty zapachowe :

nuty głowy : kwiat cytrynowca, pomarańcza

nuty serca : amyris, irys

nuty bazy : wetiweria, ambra, piżmo


Ocena : 6 / 5

Cena: 70ml / ok. 500zł

Dostępność : np. w perfumerii Quality


Znacie zapachy Kurdijana?  Który jest Waszym ulubionym?

piątek, 12 czerwca 2015

Maybelline - Baby Lips Electro - koloryzujący balsam do ust





Zwykła wersja tego balsamu jest dla mnie fatalna. W ogóle nie nawilża, a wręcz przeciwnie : bardzo przesuszała mi usta i w konsekwencji musiałam ją wyrzucić, bo nie ma sensu zmuszać się do zużycia czegoś co kompletnie nie działa, a wręcz szkodzi. Dostając koloryzjącą wersję Baby Lips Electro pierwszą moją myślą było, że znów bedę musiała przetestować tego wysuszacza i od razu postanowiłam nie cackać się z nim tylko zakończyć przygodę na jednym teście i wywalić do kosza. Okazało się, że nie ma takiej potrzeby, bo ten balsam jest o wiele lepszy niż zwykły Baby Lips i skłonna byłabym nawet kupić go ponownie, bo to całkiem fajny kosmetyk do lekkiego makijażu ust i  sięgam po niego kiedy nie mam ochoty na szminkę i wystarczy mi jedynie tusz i ten balsam na ustach.





Opakowanie : design typowo młodzieżowy, nieco nawet tandetny, ale nie obniżę za to noty, bo opakowanie nie pęka, nic się z nim nie dzieje.

Odcień: mam Strike a Rose i może on zmylić, bo sztyft ma barwę mocnego, żarówiastego różu, a w rzeczywistości na ustach prezentuje się tak:



Nie ma się więc czego obawiać, bo jest to idealny kolor na codzień i wszędzie tam, gdzie chcemy mieć umalowane usta, ale nie możemy sobie pozwolić na mocniejsze barwy.


Konsystencja i Zapach :  Balsam na przyjemny zapach owocowej gumy, który na całe szczęście nie razi sztucznością, bo wiele kosmetyków do ust jeśli pachną balonówą to tak, że robi mi się od tego niedobrze :/  Smaku nie posiada, ale nawet, gdy przez przypadek go ´´zjemy´´ nie poczujemy żadnej goryczy. Konsystencja jest wyjątkowo dobra i ma poślizg przez co kosmetyk łatwo się nakłada, a kolor jest od razu zauważalny.

Działanie: Wielki plus za brak klejenia, bo szlag mnie trafia, gdy włosy mi się przylepiają do ust. Pewnie też to znacie :) Oprócz tego balsam nadaje fajny, delikatny połysk i usta wyglądają przez to na optycznie powiększone i ogólnie najbardziej pasuje mi ten produkt właśnie na wiosnę i lato, gdy chcemy czegoś lekkiego. Przyczepię się jednak do obiecywanego nawilżenia.U mnie to napewno nie jest nawilżenie 8 godzinne,  występuje do 1 godz, a później balsam poprostu się ściera ( jedzenia i picia nie przetrzyma) i mimo, że nie odczuwam potem mocnego wysuszenia to muszę sięgnąć po intensywniej działający balsam do ust, bo Baby Lips Electro jest pod tym względem dla mnie niewystarczający. Oczywiście to nawilżenie i tak jest dużo lepsze niż w bezbarwnej wersji tego balsamu, ale dla mnie to jeszcze za mało. Generalnie nawilżenie uznaję za średnie.
Jako, że nie jest to produkt reklamowany jako długotrwały to i nie ma co się po nim spodziewać, że będzie ´´siedział´´ na ustach do rana do wieczora. Bez jedzenia i picia znika po ok. godzinie i to niezależnie od warunków. Nie będę z tego robić problemu, bo to w końcu tylko koloryzujący balsam.


Podsumowanie : myślę, że warto ten balsam wypróbować. Cena jest niewielka, kolorki interesujące, a efekt końcowy satysfakcjonujący. Gdyby tylko to nawilżenie było lepsze to dałabym piątkę i okrzyknęła jednym z najlepszych lip tintów...


Ocena : 4 / 5

Cena: nie ma podanej gramatury / ok. 10zł

Dostępność : w szafach Maybelline


Znacie już Baby Lips Electro?

środa, 10 czerwca 2015

Oceanic - Skinetic - nawilżający krem na pierwsze zmarszczki do cery suchej i normalnej 30+







Jakiś czas temu  dodałam do codziennej pielęgnacji kosmetyki o działaniu przeciwzmarszczkowym . Szczególnie są to kremy na noc, bo jednak każdy taki kosmetyk był u mnie na tyle silnie nawilżający i odżywiający, że na dzień pod podkład wolałam coś lżejszego. W zasadzie nie natrafiłam jeszcze na krem przeciwzmarszczkowy na dzień, który byłby lekki, nie przetłuszczałby cery, a ponadto byłby napakowany dobroczynnymi składnikam. Wciąż szukam, a krem z linii Skinetic dostępnej w aptekach to tylko krótka i nieprzyjemna przygoda o której już zapomniałam, bo słoiczek, po miesiącu testowania poleciał pędem do kosza. Jak zwykle opiszę wszystko w punktach, bo jakoś zauważyłam, że tak najlepiej mi się opisuje i mam pewność, że niczego nie pominęłam :)


Opakowanie: jak widzicie to szklany słoiczek, zwykły, niczym się nie wyróżnia. Jako, że wolę słoiczki ( tak, wiem, że są niehigieniczne) niż tuby, dzięki nim mogę wykorzystac produkt do końca bez rozcinania czy innej zabawy.

Zapach i Konsystencja : krem pachnie czymś co przypomina mi proszek do prania. Jest to aromat ni to świeży ni chemiczno- kosmetyczny. Nienajlepszy, ale może być, w końcu to nie perfumy. Dalej jest niestety gorzej, bo w konsystencji wyraźnie czuć parafinę, krem jest zwarty w opakowaniu i się nie przelewa, a nakładając go na skórę zauważymy, że staje się lekki. Jednak to tylko pozory. W ogóle zastanawia mnie fakt po co producent zdecydował się na dodanie tu parafiny? Czy ma ona jakieś wyjątkowe działanie przeciwzmarszczkowe i nawilżające? Jest panaceum dla skóry? Nie, napewno nie. Wystarczyło na jej miejsce dać jakiś naturalny olejek i nie byłoby tematu.



Działanie: to działanie przeciwzmarszczkowe ma oczywiście polegać na opóźnieniu powstawanu zmarszczek poprzez solidne nawilżenie i odżywienie skóry. Nie wymagajmy od kremu usunięcia już powstałych zmarszczek, bo żaden tego nie dokona! Ten krem jednak i tak niewiele robi. Przede wszystkim moja cera nie znosi go za to, że strasznie ją przetłuszcza i zostawia odczuwalny parafinowy film, który prawie się nie wchłania i mam uczucie, że skóra się dusi. Dziwne jest to tym bardziej, że jak już wspomniałam sama konsystencja nie jest tak bogata jak w większości kremów przeciwzmarszczkowych szczególnie w tym przedziale wiekowym. Pod makijaż odpada. Raz spróbowałam i twarz świeciła mi się jak latarnia w nocy, a matowanie sypańcem i absorbetka niewiele pomogły (!!). Jako, że to poprostu kremowy tłuścioch to miałam prawo obawiać się, że zapcha mi pory ( czego niby nie zrobił, ale kiedy go używałam cera była rozpulchniona, a pory ogromne) aczkolwiek tu chyba miało być nawilżenie, a nie natłuszczenie:/




W składzie mamy witaminę E, ekstrakt z ryżu himalajskiego i kompleks dermalligence, a mimo to nie polecam tego kremu, no chyba, że komuś kto ma bardzo suchą skórę, parafina i świecenie mu nie straszne. W zasadzie to nawet nie jestem zaskoczona, że ten kosmetyk mi nie pasuje, bo nie pamiętam aby jakikolwiek krem marki Oceanic współgrał z moją cerą. Wszystkie są za tłuste. Krótko mówiąc : darujcie sobie ten krem.

Ocena: 1 / 5

Cena: 50ml / ok. 20zł

Dostępność : apteki


Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Arachidyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Coco-Caprylate / Caprate, Dicaprylyl Carbonate, Palmitic Acid, Tocopheryl Acetate, LecithinPentylene Glycol, Ornithin HCLm Carnosine, Glycine, Histidine, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Acrylamide/ Sodium Acrylate, Copolymer, Trideceth-6, Magnesium Gluconate, Curpic Chloride, Manganese Chloride, Arachidyl Glicoside, Phenoxythenaol, Decylene Glycol, 1,2- Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Carbomer, Panthenol, Triethanolamine, Parfum


Słyszeliście o kosmetykach Skinetic?

wtorek, 9 czerwca 2015

Revlon- Nearly Naked - podkład do twarzy







Ostatnim moim podkładem Revlona był powszechnie znany i lubiany Colorstay w wersjo do cery tłustej i mieszanej. Używałam go 2 lata po czym stwierdziłam, że nie potrzeba mi takiego krycia i co gorsza  na zdjęciach wyglądam nienaturalnie i to ostatecznie przekonało mnie o porzuceniu tego podkładu. Nie zamierzam już doń wracać. Lubię podkłady lekkoe, średnio lub mało kryjące, których na skórze nie czuć dlatego Nearly Naked to strzał w 10, choć musze przyznać, że całkowitym debeściakiem nie jest i widzę w nim kilka wad. Nie awansuje też do grona moich absolutnych faworytów.

Opakowanie: strasznie wkurzające, bo nie ma w nim pompki i podkład wręcz się wylewa! Trzeba bardzo uważać, żeby nie  rozlało się naraz całe opakowanie co wcale nie jest trudne. Nie wiem kto był taki ´´mądry´´ i pomyślał, że pompka tu nie jest potrzebna?! Wielgachny minus za to!


Odcień : mam 130 Shell Coquillage i jak widać ma on wyraźnie żółte tony. Dla mnie jest odpowiedni i idealnie dopasowany. 


Konsystencja i Zapach: podkład jest bezzapachowy i bardzo lejący i gdyby właśnie była tu pompka to aplikowałoby się go lepiej, a tak trzeba balansować z buteleczką i pochylać ją pod takim kątem, żeby wyleciało dokładnie tyle kosmetyku ile chcemy, choć mnie i tak zawsze wylewa się za dużo:/ Z samą aplikacją nie ma na szczęście kłopotu i możemy użyć do tego palców bądź pędzla ( ja akurat tu stawiam na palce). Podkład ma odpowiedni poślizg, nie jest w ogóle tłusty i do razu wtapia się w skórę bedąć na niej totalnie niewidocznym.

Działanie: kiedy zaczęłam przygodę z tym podkładem na dworze było jeszcze chłodno i moja cera nie przetłuszczała się prawie wcale. Obecnie jest cieplej ( choć dalej bez upałów) i po ok. 4 godzinach czuję, że przydałaby się poprawka. Twarz jest odczuwalnie tłusta i błyszcząca na całej powierzchni mimo użycia sypańca. Absorbetka załatwia jednak sprawę i wtedy mat pozostaje na cały dzień aczkolwiek nie wydaje mi się, aby była to dobra propozycja na lato właśnie dla cer, które tak jak moja lubią się wtedy błyszczeć. Fakt, że podkład jest wyjątkowo leciutki, nie czuć go na twarzy i jest niewidoczny nawet z bliska, ale trochę przeszkadza mi to, że nie ma żadnych właściwości matujących, czyli raczej polubią się z nim cery suche i normalne bez tendencji do przetłuszczania się.  Krycie jest bardzo niewielkie i trzeba to mieć na uwadze. To absolutnie nie jest propozycja dla kogoś kto regularnie miewa wypryski, ma widoczne zmiany na skórze, bo ten podkład tego nie zakryje. On ujednolica koloryt skóry, wygładza ją i sprawia, że wygląda wyjątkowo świeżo, promiennie i dziewczęco. Warto wspomnieć o dodatku filtra SPF20!

Jeśli chodzi i trwałość to nie mogę narzekać. Trzyma się dzielnie aż do demakijażu, a używany codziennie nie przyczynia się do powstawania zanieczyszczeń.

Podsumowując: warto go kupić jeśli chcecie lekkiego podkładu, nie macie skóry przetłuszczającej się i wyprysków i przymknięcie oko na okropne, niedopracowane opakowanie. To naprawdę Nearly Naked!

Ocena : 4 / 5

Cena: 30ml / ok. 40zł

Dostępność : nie wiem, dostałam



Używałyście już tego podkładu?

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Thierry Mugler - La Rose Angel






Różana wersja Aniołka zainteresowała mnie tylko i wyłącznie dlatego, że liczyłam na ciepłe nuty czekolady z charakterystyczną muglerowską paczulą. Nie wiem czego się spodziewałam, bo przecież pierwotna wersja jak dotąd mi nie odpowiada, nie umiem jej nosić jest zbyt słodka i męcząca, ale za to uwielbiam jej flankiery. Po raz pierwszy próbowałam zaprzyjaźnić się z La Rose Angel w czasie ciąży, zimą i nie był to najmądrzejszy wybór, bo od razu mnie odrzucił i nawet rozmyślałam, czy by się z flakonem nie pożegnać, ale zadecydowałam, że dam sobie trochę czasu i ponownię testy za jakiś czas. No cóż zmieniło się tylko to, że już mnie od tego zapachu nie odrzuca, ale nie podoba się otoczeniu i sam początek jest poprostu straszny, bo czekolada z paczulą robią na mojej skórze mieszankę wybuchową, która ´´pachnie´´ jak nieumyte ciało po treningu i mokre ciuchy wrzucone do kosza na pranie, gdzie leżą już sobie od kilku dobrych dni.  Jak łatwo się domyślić to nie jest najpiękniejszy aromat, ale czekam dzielnie jakieś 30minut i nadchodzi zmiana : ciemna czekolada jest tą prawdziwą ciemną czekoladą, pachnie naturalnie głęboko i ciepło, a paczula już tak nie ´´daje po nosie´´ i nie jest tak agresywna i nieprzyjemna.



Co jednak z tytułową różą? Ano nie ma. Nic a nic. Nie czuję ani grama róży ani niczego innego. Różany Aniołek jest poprostu czekoladowo-paczulowy z tym, że napewno nie  ´´jadalny´´, nie powoduje ślinotoku i nosząc go nie czujemy się jakbyśmy wyszły z fabryki słodyczy. Jest on wytrawny i niestety, ale nie łatwy dla mnie w noszeniu, bo ten początek strasznie mi przeszkadza i muszę odczekać zanim gdzieś wyjdę, żeby nie straszyć ludzi ( i siebie!) zapachem potu:/ Co więcej zimą dla mnie kompletnie odpada, bo mam wtedy ochotę go zmyć, ale już wczesną wiosną jest odpowiedni.
Czasem chodzi mi po głowie myśl, żeby poprostu go oddać w dobre ręce, bo skoro nie zostaliśmy przyjaciółmi to po co się męczyć, ale myślę, że raz na jakiś czas nie zaszkodzi popachnieć czymś co nie znajduje się na liście moich perfumowych miłości. No i flakonik bardzo trudno już upolować, a jeśli są to cena jest dość wysoka co też niechęca mnie przed pozbyciem sie go ( może to nie brzmi logicznie, ale cóż...:)). Trwałość też mnie zaskoczyła, negatywnie. Po 4 godzinach już nic nie czuję ani ja ani otoczenie.

La Rose Angel i ja to nieudany związek. Miało być dobrze i szczęśliwie, a tymczasem żyjemy razem, ale jakby osobno.

Nuty zapachowe :

nuty głowy: kumaryna, różowy pieprz, bergamotka

nuty serca : śliwka, bułgarska róża

nuty bazy : wanilia, karmel, paczula, czekolada




Ocena : 3 / 5

Cena: 100ml / kupiłam w promocji za 100zł,obecnie ok. 250zł

Dostępność : aukcje



A jaką wersję Aniołka Wy lubicie?

piątek, 5 czerwca 2015

Loreal Professionel - Tecni.Art- Crystal Gloss - spray do włosów zapewniający długotrwały połysk







Nie lubię nabłyszczacy do włosów. Każdy jeden fundował mi mega przetłuszczone, pozlepiane włosy, które owszem połysk miały, ale po godzinie nadawały się tylko do mycia. To samo było u fryzjera kiedy spryskano mi fryzurę takim wynalazkiem i do wieczora włosy szlag trafiał:/ Zresztą mnie nie są potrzebne takie spraye, bo włosy same z siebią lśnią! No, ale kiedy dostałam ten opisywany kosmetyk musiałam sprawdzić jak działa, choć nie za bardzo chciałam i zostawiłam to na dzień kiedy nigdzie nie wychodziłam, więc gdyby pojawił się efekt smalcu na głowie to tragedii by nie było. Muszę przyznać, że nie było tak źle, a wręcz przeciwnie to całkiem dobry produkt z tym, że główną funkcję spełnia raczej słabo.

Opakowanie : puszka typowa dla dezodorantów, ale ma strasznie małą pojemność, bo tylko 100ml, a za taką cenę powinno być 200 lub więcej tym bardziej i podejrzewam, że kosmetyk skończy się szybko.

Zapach i Konsystencja : w czasie spryskiwania produkt trochę śmierdzi, ten aromat jest duszący, można go wytrzymać, ale to dość duży minus. Spray rozpyla się bez problemu równą strugą, nic nie pryska, ani nie ma moczy włosów.

Działanie : nie zauważyłam, aby włosy miały większy połysk niż dotychczas, wyglądają tak samo, różnicy nie ma i niby jest to wada, bo przecież to producent obiecuje najbardziej, nie utrwala też fryzury ( tak ma być)  i nie działa jak lakier. Nie obciąża włosów, nie skleja i jest na nich całkowicie niewyczuwalny, ale robić coś co sprawia, że chyba kupiłabym drugie opakowanie. Otóż po nim włosy dużo mniej mi się puszą, a niestety jest to mój problem mimo, że cały czas dbam o ich nawilżenie i są w dobrej kondycji. Nie znaczy to, że całkowicie puch eliminuje, ale znacznie go ogranicza! Oprócz tego moje długie włosy dużo lepiej się układają, są sypkie i kiedy wyprostuję je prostownicą to wyglądają jak prosto od fryzjera:).

Podsumowując: polemizowałabym z tym, że to spray nabłyszczający i jeśli szukacie czegoś co nada Waszym włosom blask to nie polecam Crystal Gloss w tej roli, ale jako anti frizz i kosmetyk´´ pod prostownicę´´´.


Ocena : 4 / 5

Cena: 100ml /ok. 50zł

Dostępność : salony fryzjerskie i online


Słyszałyście o tym produkcie?

środa, 3 czerwca 2015

Bell - Hypoallergenic - hypoalergiczny fluid matujący







To mój pierwszy podkład marki Bell i sama raczej bym po niego nie sięgnała, bo jakoś boję się naszych polskich podkładów i chyba wynika to z tego, że jeszcze mieszkając w Polsce czasem dawałam im szansę i za każdym razem okazaływało się, że są za tłuste, za ciężkie, a najjaśniejszy odcień przypomina marchewkę. Nie zapomnę też nigdy jak jeden z takich podkładów pozapychał mi pory i długo nie mogłam się z tym uporać. Ja wiem, że to mogą zrobić też podkłady marek zagranicznych i raz rzeczywiście to mi się przytrafiło ( stara wersja True Match Loreala), ale jakoś bardziej im ufam. Podkład, który chcę Wam dziś przybliżyć ma zadanie matować, a poza tym zmniejszać widoczność porów i polecany jest do każdego typu cery (choć na buteleczce pisze, że do cery normalnej, tłustej i suchej,a na kartoniku, że do każdej).

Opakowanie : buteleczka wygląda na szklaną, ale jest plastikowa. Pompka dobrze działa, ale ja wolę takie typu air-less, bo kosmetyk da się dzięki temu zużyć do samego końca, a w tym wypadku zostanie coś na dnie i na ściankach. Jednak nie będę się tego aż tak czepiać.


Odcień : mam odcień 01 Light Beige i jest on idealny dla jasnej cery takiej jak moja. Nie odznacza się, jest niewidoczny.

Konsystencja i Zapach: podkład jest lekki, beztłuszczowy, nie pachnie i nawet nie trzeba nakładać go pędzlem, bo równie dobrze daje się zaapliować palcami. Wtapia się od razu i pozostaje niewidoczny. Można go używać zarówno latem i jak i zimą.

Działanie: od razu po nałożeniu twarz jest zmatowiona z tym, że nie jest to tzw. płaski mat, bo nie czuć żadnego ściągnięcia czy przesuszenia. Zimą mat trzymał mi się cały dzień aż do demakijażu,a teraz, gdy zrobiło się ciepło ( choć tu jeszcze nie ma upałów) twarz zaczęła błyszczeć się po ok. 5-6godz aczkolwiek to nie jest ´´olejowy błysk´´ i nie muszę tego poprawiać, bo wygląda to poprostu normalnie i naturalnie. Jednak z racji tego wątpię, by z podkładu były zadowolone osoby z cerą tłustą i mocno przetłuszczającą się. Krycie jest minimalne. Nie ma mowy o zakamuflowaniu widocznych niedoskonałości czy przebarwień. Mnie to pasuje, bo nie mam z  tym problemu, a jeśli już mi coś wyskoczy ( raz w roku) to sięgam po korektor i tyle. Ten podkład poprostu wyrównuje koloryt i daje naturalne wykończenie. Jedno mnie zdziwiło: otóż producent zapewnia, że ten fluid nadaje pudrowe wykończenie ( czego nota bene nie znoszę!) , a okazało się, że nie, wcale nie i dla mnie jest to wieelki plus!. I jeszcze jedno: jest to bodaj jedyny podkład, który nie brudzi,a robią to chyba wszystkie nawet marek selektywnych. Ten prawie wcale co sprawdziłam mając katar i chusteczki nie nosiły śladu fluidu, pozostał on też na swoim miejscu przez cały dzień.

Podsumowując : jeśli szukacie niedrogiego, lekkiego, niezbyt kryjącego podkładu o dobrym działaniu matującym i macie skórę normalną, niewymagającą to będzie to dobry zakup .Udowodnił mi, że polskie podkłady nie są ( już) takie złe :).

Ocena : 5 / 5

Cena: 30g / ok. 25zł

Dostępność : nie wiem, dostałam


Znacie ten podkład?

wtorek, 2 czerwca 2015

Zużycia miesiąca - maj 2015



Cieszę się, że w tym miesiącu tak dużo udało mi się zużyć, choć tym razem przeważały produkty z których byłam zadowolona. Musze jeszcze dodać, że kolejna notka z ubytkami nie pojawi się w przyszłym miesiącu, bo za parę tygodni wyjeżdżam i posty nie będą się tak regularnie pojawiać, choć będę się starała:)


Oto co wydenkowałam w maju:






1. Global Cosmed - Bobini - płyn do kąpieli z mleczkiem bawełnianym Colowe Bąbelki

Płyny Bobini uwielbia mój starszy synek za to, że robią dużą i trwałą, miękką piankę. Zapach schodzi na dalszy plan i jemu akurat jest to obojętnie czy kupię truskawkowy czy właśnie o zapachu Coli ( smaku i zapachu prawdziwej Coli nie zna) największą frajdą są właśnie bąbelki:) Płyn jest prawie przezroczysty, niezbyt gęsty i pachnie delikatnie dokładnie tak jak ten popularny napój z tym, że nie czuć go potem na skórze, jedynie w trakcie kąpieli. Dla mnie to plus. Pianka jest naprawdę fajna i trzyma się dobrych kilka minut. Co więcej płyn nie wysusza ani nie podrażnia skóry, ale mój synek od urodzenia ma skórę normalną i bezproblemową.  Minus za dodatek SLS i ogólnie skład mógłby być bardziej przyjazny dla maluchów i za to tylko odejmę całą notę w ocenie. Tak czy inaczej będę ten płyn kupowała tak długo, jak mój synek będzie o to prosił :).

Ocena : 4 / 5

Cena: 750ml / ok. 10zł

Dostępność : supermarkety i Rossmann


2. Pollena Ostrzeszów - Biały Jeleń - Hipoalergiczny żel do higieny intymnej - Kora Dębu

Jeden z najlepszych żeli do higieny intymnej jakiego używałam. Stosowałam go przez całą ciążę, w czasie połogu i trochę po nim używając dwa, trzy razy dziennie, bo taki był wydajny. To w zasadzie nie jest żel, a dość rzadki lekko pomarańczowy płyn o delikatny, nienachalnym zapachu. Pieni się wystarczająco, by dokładnie się umyć dlatego naprawdę nie trzeba go nalewać dużo. Ani razu mnie nie podrażnił, a co więcej łagodził małe podrażnienia jakie czasem przydażają się w trakcie ciąży co tym bardziej mnie zdziwiło,iż płyn Ziaji z kwasem mlekowym tylko je wzmacniał i powodował pieczenie. Odświeża na długo co jest ważne i na codzień,a  szczególnie w czasie menstruacji i połogu. Polecam i sama kupię inne płyny Biały Jeleń!

Ocena : 5 + / 5

Cena : 500ml / ok. 8zł

Dostępność : np. w Rossmanie


3. Eveline Cosmetica - Ecoline- ultranawilżający krem na dzień

TU go pokazywałam i aż dziw, że miałam go tak długo, ale bez obaw data ważności była ok :) Niestety odejmę mu aż dwie gwiazdki. Pod koniec straszliwie natłuszczał mi twarz, był ciężki, lepki i zapychał pory. Nie mam pojęcia dlaczego, bo moja cera się nie zmieniła. Nigdy więcej!

Ocena : 2 - / 5


4. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Pharmaceris - Puri-Optic- delikatny płyn do demakijażu oczu


Pokazywany TU

Używałam go na zmianę z innymi dlatego dość długo to trwało zanim opakowanie się skończyło, no i data ważności niebezpiecznie się zbliżała, ale udało się go wykończyć. Ocenę podtrzymuję: to dobry płyn.


5. Yves Rocher - Jardins du Monde - żel pod prysznic Pomarańcza z Florydy

Wolę kremowe żele pod prysznic Yves Rocher, bo te zwykłe mają jak dla mnie słabe zapachy i z tym właśnie tak było. On nie pachnie pomarańczami,a oranżadą w proszku lub Fantą. Średnio mi się to podobało i chciałam jak najszybciej go zużyć co przy zaledwie 200ml opakowaniu nie trwało długo. bo żel starczył dokładnie na miesiąc. Żel jest średnio gęsty, ma pomarańczową barwę i dość mocno się pieni. Dobrze myje, ale balsam po nim jest konieczny, bo nie nawilża, choć też nie wysusza. Kompletny przeciętniak i więcej go nie kupię.

Ocena : 3 / 5

Cena: 200ml / kupiony w promocji za 1,90 €

Dostępność : YR


6. Yves Rocher - Les Plaisirs Nature - Yellow Peach -  brzoskwiniowy peeling do ciała

Mój drugi po waniliowym peeling z serii Les Plaisirs Nature i podtrzymuję swoją wcześniejszą opinię z zaznaczeniem, że więcej już ich nie kupię, bo nie warto. Te peelingi są za słabe, a przynajmniej dla mnie, bo ja chcę mocnego zdzierania i aksamitnej gładkiej skóry, a ten peeling tego nie daje. Jest on kremowy z zatopionymi drobinkami z pestek brzoskwini i zapach jest tu najwiekszym atutem. Jest pysznie nektarynkowy ( nie brzoskwiniowy!) szkoda tylko, że nie zostaje na skórze! Peeling pieni się w czasie mycia co mi przeszkadza, bo w końcu to nie miał być żel pod prysznic! Poza tym coś tam wygładza, pewnie i usuwa martwy naskórek, ale dla amatorek porządnych zdzieraków nie będzie to satysfakcjonujące. Poza tym to opakowanie jest denerwujące, bo kilka razy przy otwieraniu zdarłam sobie lakier z paznokcia :/ Zostawię je jednak , bo mi się przyda do przechowywania domowego peelingu cukrowego. Szczerze mówiąc raczej nie polecam tego produktu. Za tę cenę można wybrać coś lepszego.

Ocena : 3 / 5

Cena: 200ml / ok. 15,90€

Dostępność : YR


7. Coswell - Blanx Med- pasta do wrażliwych zębów

Jedno z moich największych rozczarowań kosmetycznych tego roku to właśnie ta pasta. Polecana na wielu forach jako doskonałe remedium na wrażliwe zęby okazała się poprostu beznadziejna i żałuję, że wydałam na nią 25zł, bo za tę samą cenę miałabym którąś z rewelacyjnych past marki ROCS. Walczę z nadwrażliwością już jakieś 2 lata prawie nic mi nie pomaga,a  tutejsi dentyści zalecają na to tylko mycie zębów popularnymi pastami na nadwrażliwość dostępnymi w marketach co sprawia, że mój problem się jeszcze pogarsza, bo takie pasty są dla mnie zbyt agresywne :/ Tę pastę kupiłam po wielu rekomendacjach i okazało się, że na mnie w ogóle nie działa. Problem jaki był taki jest, nie zmalał nawet o 1 %. Co więcej pasta w żadnych wypadku nie łągodziła bólu jaki towarzyszy nadwrażliwości. Krótko mówiąc nie zrobiła kompletnie nic.

Pasta jest zamknięta w tubie z pompką typu air-less, naciskamy przycisk i dozuje się tyle produktu ile potrzeba. Konsystencja jest gęsta, biała o mocnym miętowym zapachu, choć w smaku ta mięta wcale nie jest intensywna. Pasta pieni się tak jak inne, ani za mocno ani za słabo tylko, że odświeża przeciętnie. Po godzinie mam wrażenie, że nie umyłam zębów. Myć myje i to wszystko. W mojej ocenie kompletnie nie warta swojej ceny, ale wierzę, że innym może pomóc.


Ocena : 1 / 5

Cena: 75ml / ok. 25zł

Dostępność : apteki i online


8. Eveline Cosmetics - Hydra Expert - krem nawilżający +35

TU podtrzymuję swoją ocenę. To godny polecenia krem przede wszystkim nawilżający i nie ma co się tu sugerować, że jest niby dla pań w wieku +35. Młodszym krzywdy nie zrobi,a  szczególnie cera sucha i normalna będą zadowolone. Ja stosowałam go tylko na noc, bo na dzień był dla mnie trochę za tłusty.


9. Eveline Cosmetics - Argan Oil + macadamia - ujędrniający suchy olejek do ciała z olejkiem makadamia

Nie wiem jak to jest, że kosmetyki do twarzy Eveline są dla mnie dobre lub bardzo dobre,a  te do ciała to przeważnie straszne niewypały. Przykładem będzie ten suchy olejek. Wystarczy jedno słowo by go opisać : masakra! Mogliście o nim przeczytać w notce TU .   Wcześniej dałam mu trójkę, bo chyba za krótko go używałam, ale po ponad połowie opakowania ( resztę musiałam wylać!)  jestem już pewna, że nie polecę go absolutnie nikomu.  Stosowałam go tylko na skórę biustu i brzucha i olejek bardzo mi te części ciała wysuszył. Skóra na brzuchu swędziała z przesuszenia,a  na biuście była czerwona i nabawiłam się wysypki! Im więcej tego olejku nakładałam, im częściej po niego sięgałam tym skóra wyglądała gorzej. W końcu nie wytrzymałam i wylałam pół opakowania i to z wielką ulgą po czym szybko sięgnęłam po ukochany olejek Alterra. Ten suchy olejek Eveline to poprostu ohyda. Trzymajcie się z daleka!

Ocena : 0 / 5


10. Isana -Med-krem do rąk z 5% Urea

Lubię ten krem, choć jest strasznie gęsty i tłusty, ale perfekcyjnie się sprawdza w zimie kiedy nawet w rękawiczkach moje dłonie są podrażnione i mega wysuszone. Krem ma dziwny, trudny do sprecyzowania zapach ( czytałam, że wielu kojarzy się on z czarną  herbatą, mnie raczej nie) , który nie jest uciążliwy. Kosmetyk mocno nawilża, wygłądza i natłuszcza dłonie,ale trzeba mieć umiar w nakładaniu, bo jeśli przesadzimy to będzie się wchłaniał i pół godziny ( mnie sie to zdażyło). Warto go mieć jeśli borykacie się z problematyczną skórą rąk, choć do stóp też świetnie się nadaje. Sprawdziłam!

Ocena  : 4+ / 5

Cena : 100ml / ok. 6zł

Dostępność : Rossmann


11. Alterra- olejek do ciała Limonka i Oliwki

Cudo, cudo cudo! Kocham olejki Alterry, bo nic tak dobrze nie nawilża skóry biustu i brzucha. Pisałam już wcześniej o olejku Migdały- Papaja, a ten limonkowo- oliwkowy jest tak samo rewelacyjny. Ma konsystencję typową dla olejków, lekko zielonkawy odcień i obłędnie limonkowo pachnie, nie ma w tym żadnej chemii! Nigdy z tych olejków nie zrezygnuję i jeśli jeszcze ich nie znacie to lećcie do Rossmana i przekonajcie się jakie są genialne :).

Ocena : 6 / 5

Cena: 100ml / ok. 18zł

Dostępność : Rossmann


Znacie któryś z tych produktów?


poniedziałek, 1 czerwca 2015

Lalique - Encre Noire pour Elle





Męska wersja Encre Noire jest świetna bez dwóch zdań i powinna się znaleźć na każdej męskiej półce. Logicznym byłoby spodziewać się, że i damska będzie tak samo dobra, bo jakżeby inaczej? Zdziwił mnie trochę skład, bo wydawał mi się starsznie zwyczajny i coś mnie tknęło, żeby jednak poczekać z zakupem i najpierw dobrze przetestować. Generalnie mam kłopot z tym zapachem. Nie wiem do końca czy mi się podoba i czy jest wart zakupu. Nie ma w sobie nic takiego co by zwracało uwagę, jest przeciętny, na początku nawet nazwałam go ´´nudziarzem´´, ale z drugiej strony nieźle sprawdza się na nieformalne wyjścia, na zakupy i podoba się mojemu mężowi :)

Główne role grają tu ogrodowa, świeża róża z piżmem. Innych składników brak, bo ja absolutnie nie czuję nic ponadto. To poprostu zapach różano-piżmowy, lekko mydlany, niezbyt mocny. To żadne Noir, nie ma w nim czerni, dla mnie ten zapach ma kolor różany lub czerwony. Napewno jest dość elegancki i kobiecy dlatego sprawdzi się na wiele okazji, ale nie spryskałabym nim na ważne wyjście.  W zasadzie sama nie wiem co on nim powiedzieć, bo niczym mnie nie ujął. Jest ładny, ale to za mało. Ja w perfumach szukam czegoś co mnie przyciągnie tak bardzo, że nie będe umiała się oprzeć i przede wszystkim kocham oryginalne, a nawet nieco trudne, kontrowersyjne zapachy. Encre Noire pour Elle w żadnym wypadku taki nie jest.

Najbardziej podoba mi się flakonik, ale ja nie kolekcjonuję flakonów, a zapachy, zresztą sama jego barwa i nazwa wprowadza w błąd tak samo jak w przypadku In Black Jesus del Pozo.

Trwałość i projekcja całkiem dobre. U mnie ok. 6 godzin,a  otoczenie też go czuje. Jako umilacz wiosenno -letni dla miłośniczek aromatu róż i chyba tylko dla nich.

Nuty zapachowe : 

nuty głowy : bergamotka, frezja, ambrette

nuty serca : turecka róża, osmantus, Kephalis

nuty bazy : wetiweria, cedr, piżmo


Ocena : 3 / 5

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność : perfumerie online





A co wy sądzicie o tej kompozycji?