piątek, 31 lipca 2015

Zużycia miesiąca - lipiec 2015


Nie byłam pewna, czy w tym miesiącu uda mi się coś zużyć,a jednak tak, choć nie jest tego dużo, ale zawsze to coś:)




1. Oceanic - Oillan Baby - 3w1 szampon,żel do kąpieli i pod prysznic od pierwszych dni życia

Bardzo dobry produkt, ale straszliwie niewydajny! Starczy mi na 3 tygodnie mycia Małego, choć i tak używałam go zmiennie z innym żelem. Dawno nie miałam tak szybko znikającego żelu do mycia i za to ogromny minus. Niestety z tego też względu nie zagości u mnie ponownie.

To bezbarwny, bezzapachowy, strasznie lejący żel ( tubę koniecznie trzeba od razu zamknąć, bo się z niej wylewa). Bardzo łagodny zarówno dla ciała malucha jak i skóry głowy. Nalany do wanienki dobrze się pieni, ale nie zawiera SLS, SLES, parafiny, PEG i parabenów.Nie wysusza skóry i akurat w przypadku Małego mogę obyć się bez codziennego smarowania, a skóra i tak jest gładka i nawilżona sama w sobie. Do mycia włosków rówież jak najbardzej się nadaje.

Fajny, godny polecenia produkt, ale producent powinien koniecznie popracować nad jego wydajnością i przelać go do butelki z pompką!.

Ocena : 4 /5
Cena: 200ml / ok. 20zł
Dostępność: apteki

2. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene- STOP SUCHOŚCI-krem do stóp

Pokazywany TU . Cieszę się niezmiernie, że udało mi sie to ´´coś´´ skończyć. To bubel, poprostu bubel. Nigdy więcej!


3. Vichy-woda termalna

Tę mini wersję dostałam w aptece w zestawie z innymi mini produktami Vichy. Zużyłam ją do mycia i odświeżania buzi moich dzieci i spisała się świetnie. Łagodzi lekkie podrażnienia, nawilża i odświeża, a w dodatku spray się nie zacina co zdarzyło mi się już w wodach termalnych Iwostin i Avene. Poprostu wart kupienia kosmetyk do codziennego użytku i dla siebie i dla dzieci. Zakupiłam już dwa pełnowymiarowe butelki.

4. Alterra-olejek do masażu Migdały&Papaja

To już któreś opakowanie z rzędu tego olejku i niezmiennie jestem zachwycona! Nie będę się powtarzać, bo możecie przeczytać o nim na blogu. Na pewno kupię ponownie! Rewelacja!

5. Dax Cosmetics- Perfecta- SPA- Domowy pedicure- maska/serum do stóp i wulkaniczny peeling do stóp

Szukając w Rossmanie peelingu do stóp natrafiłam na promocję tego zestawu w saszetce. Nie obiecywałam sobie wiele, bo jestem sceptycznie nastawiona do takich duetów i rozmyślałam, który będzie tym lepszym, a który gorszym. Okazało się, że peeling jest bardzo fajny i szkoda, że nie da się go kupić osobno, w tubie, a maska niestety jets beznadziejna.

Peeling: jest drobnoziarnisty o ciekawym aromacie. Nakładamy go na lekko wilgotne stopy i masujemy po czym spłukujemy. Moja sucha i wymagająca skóra jest bardzo gładka, martwy naskórek usunięty. O to dokładnie mi chodziło. Sam peeling jest dość mocny i właśnie takie lubię. Starczył mi na 2 razy.Należy mu się 5!

Maska/serum: biały, dość rzadki krem, który aromatem przypomina mi cynamom w jego kosmetycznej wersji. Wmasowujemy go  stopy i zostawiamy. Niestety jego działanie jest nikłe, a przynajmniej u mnie. Prawie nie nawilżył, nie wygładził nie odżywił. Nawet nie wiem co w ogóle zrobił, bo stopy prezentowały się tak jakbym po peelingu niczego więcej nie użyła, a na to nie mogę sobie pozwolić. Dla mnie zbędny kosmetyk, choć starczył na ok. 5 razy.

Ocena za peeling : 5 / 5, za maske: 1 / 5

Cena: 2x6ml / w promocji zapłaciłam 1,60zł

Dostępność: Rossmann


6. Vichy-Ideal Soleil- mleczko po opalaniu do codziennej pielęgnacji

To 100ml opakowanie było gratisem przy zakupach w aptece. Zużyłam je do nawilżania całego ciała po wieczornych kąpielach i muszę powiedzieć, że chętnie zaopatrzyłabym się w pełnowymairową tubę, bo to świetny kosmetyk na lato!

Jest to lekka emulsja, która szybko się wchłania, nie jest w ogóle tłusta, więc śmiało możemy nakładać ją także w czasie dnia. Moja skóra była po niej mocno nawilżona, wręcz nawodniona, gładka i elastyczna i taki stan utrzymywał się jeszcze wiele dni. Jedyne co mi nie pasuje do zapach. W zasadzie nie wiem jak go określić. Jest dziwny, jakby plastikowy, dla mnie nieładny, ale dało się go znieść ze wzlędu na rewelacyjne działanie pielęgnacyjne. Zaopatrzcie się w nie nie tylko na wakacyjny wyjazd!

Ocena: 5 / 5









Znacie coś z mojego denka?

środa, 29 lipca 2015

Skarb Matki - pianka do higieny intymnej






Marka Skarb Matki należy do rodziny Makarczyków i ma w swojej ofercie produkty dla Mam i dzieci. Kiedyś miałam ich krem nawilżający i niestety, ale kompletnie mojemu dziecku nie pasował, więc dałam sobie spokój i na jakiś czas zapomniałam o kosmetykach tej firmy. Wpadły mi jednak w ręce dwa jej specyfki, a jednym z nich jest ta pianka. W ogóle dla mnie taki kosmetyk do rzecz obowiązkowa i nie wyobrażam sobie myć zwykłym mydłem (specjalne mydełka do tego przeznaczone to co innego) lub o zgrozo samą wodą lub żelem pod prysznic. Nie zliczę ile takich kossmetyków używałam i wiem, że jest między nimi różnica, bo inne były bardzo słabe,a pozostałe wyjątkowo dobre. Cena wbrew pozorom nie miała tu nic do rzeczy. Jest to jednak moja pierwsza w życiu pianka i oto jak się prezentuje:

Opakowanie : ładne,poręczne, choć troche małe, mogłoby byc więcej niż 250ml, bo przecież takie produktu używamy więcej niż raz dziennie

Zapach i Konsystencja: zapach jest bardzo delikatny, ja właściwie czuję coś jedynie przy mocnym wwąchaniu się. To dobrze, bo bardzo nie lubię mocno perfumowanych produktów do tej części ciała i uważam to za bezsensowne skoro może prowadzić do uczuleń. Kiedy odkręcimy pompkę to zauważymy, że  w środku jest płyn koloru bursztynowego, a po wyciśnięciu na dłoń mamy białą, puszystą, zwartą piankę.

Działanie: od środka do higieny intymnej wymagam żeby nie podrażniał, odświeżał i dobrze mył i ten te warunki spełnia, chociaż wbrew temu co zapewnia producent nie zauważyłam nawilżenia i natłuszczenia ( choć też w żadnym razie nie wysusza!). Ma w składzie SLS, więc zrezygnujcie z kupna jeśli go nie tolerujecie. Mnie on krzywdy nie robi, ale uważam, że możnaby go sobie odpuścić szczególnie, że pianka przeznaczona jest też dla kobiet w ciąży i w połogu, a sama wiem jak to jest, gdy w tym stanie coś uczula i najważniejsze to łagodność i jeszcze raz łagodność. Pianka sama w sobie jest delikatna, krzywdy napewno nie zrobi,  choć zauważyłam, że nie odświeża na cały dzień, ale nie będę się tego czepiać, bo mało który taki kosmetyk to robi, a przecież zawsze można sięgnąć po specjalne chusteczki lub to iść pod prysznic.

W składzie znajduje się kwas mlekowy, ekstrakt z zielonej herbaty i dzikiej róży


Podsumowując: fajnie było wypróbować coś innego niż wszechobecne płyny. Forma pianki bardzo mi odpowiada i choć sam w sobie produkt jest bez zarzutu to raczej nie wyróżnia się działaniem na tle podobnych produktów. 5 jednak należy się, bo działa jak powinna!


Ocena: 5 / 5

Cena: 250ml / ok. 20zł

Dostępność: apteki


Miałyście tę piankę?



wtorek, 28 lipca 2015

Oceanic - Oillan Baby - nawilżające mleczko do ciała





To mleczko otrzymałam wraz z żelem do mycia dla dzieci. Bardzo spodobało mi się to, że wszystkie kosmetyki z tej linii nie zawierają parafiny ( tak, producenci zdecydowanie ją uwielbiaja szczególnie w produktach dla dzieciaczków), parabenów, konserwantów, silikonów, PEG i parabenów.




Opakowanie: minus i to duży. Tuba jest nieporęczna w pielęgnacji dziecka najlepiej sprawdzają się kosmetyki zamknięte w butlach z pompką! W dodatku jest nieprzezroczysta.

Zapach i Konsystencja: bezzapachowe, dość gęste mleczko, które bardziej nazwałabym balsamem. Trochę się marze w trakcie nakładania i nie od razu wchłania,ale nie zostawia nadmiernie tłustej powłoki. Przypomina mi podobny produkt marki Pat&Rub, czyli ich nawilżający balsam z serii Sweet, który też miałam.




Działanie: używam je w pielęgnacji Małego, który ma skórę zdrową, normalną bez przesuszeń i mleczko działa wyjątkowo dobrze. Zmiękcza, odżywia, mocno nawilża i myślę, że polubi go także problematyczna skóra.Oczywiście śmiało możecie go używać same szczególnie jeśli właśnie poszukujecie dobrego nawilżacza koniecznie bez zapachu pamiętajcie tylko, że mimo tego, że to nie jest´´ tłuścioch´´ to nie nadaje się do użytku w ´´biegu´´

Podsumowując: fajny kosmetyk do codziennej pielęgnacji nie tylko dla dzieci!.


Ocena: 5/ 5

Cena: 200ml / ok.16zł

Dostępność: apteki


Znacie produkty Oilan Baby?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Miss Sporty - Lasting Colour Maxi Brush nr 546





Przyjemny pastelowy pomarańcz, który mimo, że raczej nie w moim stylu to na lato jak najbardziej może być, a na opalonych dłoniach będzie sie prezentował jeszcze lepiej niż u mnie.

Lakier ma tak jak wszystkie z tej serii płaski, poręczny pędzelek, odpowienią konsystencję i szybko schnie, ale niestety marze się i rozlewa na płytce paznokcie i jeśli się nie przyłożymy i nie poświęcmy więcej czasu na malowanie to mocno to widać. Po jednej warstwie są prześwity, więc druga jest konieczna. Ma bardzo fajne, żelowe wykończenie, ale nie jest zbyt trwały i obiecanych 10 dni nie wytrzymał. Po trzech już cały popękał.


Fajnie wygląda, zużyję, go, ale nie pałam miłością ani nawet wielką sympatią.

Ocena : 3 / 5

Cena: 7ml / ok. 6zł

Dostępność: w szafach Miss Sporty

Jak się Wam podoba ten kolor?

sobota, 25 lipca 2015

Aussie - Miracle Shine - szampon i odżywka do włosów matowych i zmęczonych







Pierwsze moje spotkanie z kosmetykami Aussie było dawno, nie występowały jeszcze w Polsce, a w Finlandii były nowością i właśnie wtedy w grudniowe popołudnie wypatrzyłam je na jednej z półek w centrum handlowym. Cena była wysoka, bo za zestaw szampon plus odżywka przyszło mi zapłacić 30€ ( co po czasie uznałam za całkowitą głupotę), ale ciekawiło mnie to, że są z Australii, więc pewnie muszą być dobre. Pamiętam, że wzięłam wtedy wariant do włosów długich Lucious Long i strasznie potem tego żałowałam. Moje włosy tych kosmetyków nie polubiły i w efekcie nie chcąc ich wyrzucać powędrowały w inne ręce, a ja żałowałam wydanej na nie kwoty, bo za tyle miałabym profesjonalne preparaty ze sklepu fryzjerskiego. Cóż, postanowiłam nigdy, przenigdy już do Aussie nie wracać i postanowienia dotrzymałam... aż do ostatniego miesiąca kiedy to otrzymałam kilka tych produktów w tym szampon, odżywkę i kurację ( o niej w innym poście) do włosów matowych i zmęczonych.

Mam obecnie farbowane włosy na kasztanowy z rudymi refleksami, który wygląda bardzo naturalnie, jest sam w sobie piękny i błyszczący, a sam proces koloryzacji odbył sie w salonie. Z tym, że tutejsza woda jest dla moich włosów fatalna. Wysusza je i matowi i muszę jeszcze bardziej dbać o ich nawilżenie,  stosuję cały batalion odpowiednich produktów z olejami i lnem włącznie. Wiedziałam, że duet Aussie mi w tym nie pomoże i miałam rację! Dla mnie osobiście te kosmetyki są beznadziejne począwszy od ich składu,a na działaniu, ale po kolei:

Opakowanie : nie podoba mi się, bo butelki są nieprzezroczyste. Wolę też ich design zza Oceanu, gdzie są fioletowe.

Zapach i Konsystencja : oba kosmetyki pachną słodkawo, mnie ten aromat przypomina cukierki, ale po spłukaniu już go nie czuję. Szampon jest perłowy ( dla mnie to minus!), średnio gęsty, a odżywka ma konsystencję budyniu, trzyma się włosów i nie spływa z nich. Szampon bardzo mocno się pieni, ale to mnie akurat nie zaskoczyło zresztą skład kosmetyków Aussie nie jest najlepszy. Co z tego, że jak podaje producent mamy tu puder perłowy i australijski żeń -szeń skoro są one na dalekich, prawie ostatnich miejscach na liście INCI! Równie dobrze mogłoby ich nie być.

Działanie: logicznym jest sądzić, że te kosmetyki mają nabłyszczać włosy, a u mnie niestety efekt jest odwrotny! Włosy po umyciu i wysuszeniu czy to suszarką czy to w sposób naturalny strasznie się puszą i muszę koniecznie wspomóc się preparatem anti frizz! Wyglądają jak jedna wielka kopa siana,są suche i gdzieś zniknął ich blask, a przecież miało być zupełnie inaczej! Mam trudności z ich ułożeniem i muszę wspomóc się prostownicą. 

Szampon w dodatku już w trakcie spłukiwania plącze mi moje długie włosy i sprawia, że są szorstkie. Odżywka owszem nieweluje to, pomaga w rozczesywaniu, ale na tym jej rola się kończy. W ogóle nie nawilża i nie odżywia włosów i nie działa w inny sposób. To poprostu najzwyczajniejsza odżywka na świecie, która niczym się nie wyróżnia. Zresztą twierdzę, że wydawanie na szampon i odżywkę Aussie 20zł czy więcej to strata pieniedzy, bo te kosmetyki naprawdę nie różnią się niczym od najtańszych drogeryjnych produktów do włosów i obojętnie z jakiej serii bym je nie wzięła ich działanie jest takie same : szampon poprostu jako tako myje ( olejów nie zmywa w ogóle), a odżywka trochę zmiękcza i to wszystko.


Moje włosy błagają,abym wiecej im tych kosmetyków nie serwowała i ja sie do tej prośby przychylę. Sama z siebie nigdy już nie chcę mieć do czynienia z produktami tej marki. 

Ocena za szampon i odżywkę : 1 / 5

Cena: szampon 300ml, odżywka 250ml / ok. 20zł

Dostępność: Rossmann


Miałyście produkty z tej serii? Lubicie Aussie?




środa, 22 lipca 2015

Lierac - olejek oczyszczający do demakijażu twarzy i oczu






Jestem przyzwyczajona do zmywania makijażu twarzy olejkami, a potem rękawicą Glov. Choćby nie wiem co nie użyję do tego micela, mleczka czy zwykłego żelu, bo czuję się wtedy niedomyta i mam wrażenie, że twarz w dalszym ciągu jest brudna. Przyjeżdzając do Polski nie wzięłam ze sobą olejków, które mam w łazience, bo moje walizki i tak były wystarczająco ciężkie. Postanowiłam kupić coś na miejscu i nie było to łatwe, bo jednak takich olejków myjących nie ma zbyt wiele na rynku. Znalazłam coś takiego u Bielendy i nawet kupiłam, ale chyba upał podziałał na mnie tak, że zapomniałam przeczytać skład,a tam na drugim miejscu widnieje parafina, więc nie zaryzykuję mycia tym twarzy.

Przeczytałam, że apteczna marka Lierac ma w swojej ofercie m.in ten olejek do demakijażu i nie wahając się natychmiast pobiegłam do apteki. Skład produktu jest jak najbardziej w porządku, a sam kosmetyk również spełnia swoją rolę więc będę go kupować do końca pobytu, a kto wie pewnie też jak wrócę do domu, choć w Finlandii cena tego olejku jes zawyżona.

Opakowanie : fajna, poręczna butelka z pompką w żółtym kolorze, który od razy rzuca się w oczy.

Zapach i Konsystencja:to bezbarwny, rzadki olejek. Nie ma zapachu, nie pieni się, choć trzeba uważać w trakcie aplikacji, bo może się rozlać. W opakowaniu wydaje się gęsty, ale naprawdę taki nie jest.

Działanie:  to olejek do stosowania z wodą co oznacza, że masujemy nim zwilżoną twarz po czym spłukujemy. Nie ma co oczekiwać piany, a co więcej olejek jakby wsiąka w skórę i muszę go jeszcze dołożyć, bo jakby znika w trakcie masażu. Rozpuszcza on dokładnie cały podkład, puder, róż i pozostawia po sobie cerę nawilżoną i bardzo gładką z tym, że ja dla pewności przemywam twarz jeszcze micelem bądź myję rękawicą do demakijażu dla pełnego efektu całkowicie oczyszczonej twarzy.  Wbrew jednak temu co pisze producent u mnie nie nadaje się on do zmywania makijażu z oczu, bo bardzo szczypie, a ja nie jestem wrażliwcem! Bardzo mnie to dziwi i nie wiem skąd się to bierze, ale poleci za to pół gwiazdki w dół. Kiedy tylko dotknę nim powieki zaczyna się efekt jak po krojeniu cebuli! Dlatego zalecam ostrożność nawet jeśli tak jak ja nie macie oczu skłonnych do podrażnień.

W składzie mamy probiotyki, ekstrakt z Yakonu, olej jojoba i makadamia.


Podsumowując: jako fanatyczka olejków  ten polecam z tym, że jedynie do twarzy z dala od oczu. Fajnie oczyszcza, dba o cerę, nawilża ja. Mnie niczego wiecej nie trzeba. Jeśli też lubicie olejkowy demakijaż to zainteresujcie się tym produktem!


Ocena: 5 - / 5

Cena: 150ml / płaciłam 61zł

Dostępność: apteki


Stosowałyście ten olejek?  Czym zmywacie makijaż twarzy?









wtorek, 21 lipca 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Pharmaceris Baby- bezpieczny krem ochronny do twarzy i ciała SPF 50+





Kolejny filtr tyle, że dla dzieci i to od chwili narodzin jak pisze producent, ale wiadomo, że dla maluchów przed 6 miesiącem życia kremy z filtrem nie są odpowiednie. Każdego roku szukam dobrego filtra dla moich dzieci, a dla Młodszego to pierwsze lato jeszcze na dodatek w Polsce, gdzie upały są dla niego wyjątkowo męczące, bo jest nieprzyzwyczajony do takiej pogody. W tamtym roku, kiedy Małego nie było jeszcze na świecie Starszego smarowałam filtrem Babydream, a w tym roku postawiłam na Pharmaceris.

Opakowanie: mała, nierzezroczysta tubka, która niby wszędzie się zmieści, ale wolałabym, aby kosmetyku było więcej niż 50ml


Zapach i Konsystencja: krem pachnie bardzo subtelnie, prawie niewyczuwalnie i dobrze, bo gdyby było inaczej to odjęłabym gwiazdkę. Nie toleruję substancji zapachowych w kosmetykach dla niemowląt. Sam krem jest gęsty, marze się w trakcie nakładania, a zarówno Starszy jak i Młodszy są wyjątkowo ruchliwi, więc tym bardziej smarowanie nie przychodzi łatwo.



po rozsmarowaniu


Działanie: krem strasznie bieli i trzeba go naprawdę dobrze rozsmarować, choć i tak skóra jest widocznie pobielona. Wydaje mi się, że chyba każdy filtr dla dzieci bieli, bo nie spotkałam się z takim,który by tego nie robił,ale jest to trochę denerwujące. Poza tym jest dość tłusty i zostawia świecącą warstewkę i to akurat tak mi nie przeszkadza, ale jeśli same chciałybyście sięgnać po ten krem to myślę, że nie dacie rady nałoźyć na niego podkładu.

W kwestii ochrony nie mam się do czego przyczepić. Starszy codziennie bawi się na dworze, a 20min przed wyjściem smaruję go tym kremem i mimo tego, że ma jasną karnację to skóra się nie opaliła ani nie zaczerwieniła i o to chodzi. Młodszy jeździ na spacery w wózku i jest chroniony także przez parasolkę i u niego tak samo dobrze krem się sprawdza. Słyszałam jakoby filtry marki Eris były niestabilne, ale naprawdę nie mogę narzekać na ten krem w kwestii ochrony, choć oczywiście dzieci nie są na dworze w godzinach największego upału i nie spędzają tam wiele godzin.


Podsumowując: mimo tego, że nie lubię marki Eris i jej produktów to ten mogę śmiało polecić, choć nie jest to ideał ze względu na owo bielenie i czas rozsmarowania.


Ocena: 4/5

Cena: 50ml/  ok. 35zł

Dostępność: apteki


Znacie ten krem?




poniedziałek, 20 lipca 2015

Wibo - Leather Nail Polish - lakier imitujący efekt skóry nr 3







Lakier  ´´podkradłam´´ mojej Mamie, bo raz, że bardzo spodobał mi się jego odcień, a dwa, że efekt skóry to coś nowego i nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam. Lakiery Wibo lubię, chętnie kupuję i wiedziałam, że się nie zawiodę.

Pierwsza rzecz to kolor. Uwielbiam takie odcienie niezależnie od pory roku zresztą w ogóle lubię manicure w ciemnych barwach, chociaż czasem sięgnę też po jakiś mocno kolorowy lakier, czemu nie? Nr 3 to odcień czerwonego wina. Jest ciemny, głęboki i intensywny. Nie sposób go nie zauważyć. Pędzelek jest lekko spłaszczony i maluje się nim wygodnie, szczególnie, że również sam lakier ma odpowiednią konsystencję, choć i tak trzeba uważać, aby nie pobrudzić sobie skóry jak to czasem bywa w przypadku ciemnych lakierów. Ogólnie jednak pod względem technicznym nic mu nie zarzucę.

Czas schnięcia jest taki sam jak w przypadku innych lakierów, a obiecywany efekt skóry rzeczywiście się pojawia kiedy lakier całkowicie wyschnie. Prezentuje się ciekawe, jest przez to matowy i chropowaty w dotyku (co pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu), ale nie polecam nakładania na niego żadnego top coatu, bo tytułowy efekt od razy znika! Zaskoczyło mnie to bardzo i uważam to za wadę, bo ja jednak muszę czymś każdy lakier zabezpieczyć. Generalnie jednak myślałam, że efekt skóry będzie bardziej widoczny i intensywniejszy. Szkoda.

Trwałość bez zmian. 3 dni i do zmycia, przy którym musiałam się trochę namęczyć, bo lakier kleił się do wacika. Nie obyło się też bez tarcia.

Z powodu tego świetnego koloru daje 4 gwiazdki, ale myślę, że była to jednorazowa przygoda z tym lakierem i chyba już do niego nie wrócę.

Ocena : 4 / 5

Cena : 8,5 ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann

Miałyście lakier z tej serii?

piątek, 17 lipca 2015

Sally Hansen - Miracle Gel - lakier nawierchniowy z efektem żelowym







Pewnie znacie ten top coat, a jeśli go nie używałyście to pewnie gdzieś tam go widziałyście czy to w sklepach czy buszujac w internecie. Strasznie byłam nim zainteresowana od razu kiedy się pojawił, bo obsesyjnie poszukuję bazy i top coatu dzieki którym lakiery trzymały by mi się dłużej i jeszcze takich nie znalazłam, choć szukam w różnych półkach cenowych. Tak się złożyło, że mam dwie buteleczki Miracle Gel i wiem, że trzeciej nie będzie. Ten produkt pomimo tego, że na Wizażu zebrał świetne recenzje to mnie nie zachwyca. Uważam, że nie wyróżnia się niczym na tle innych top coatów i nie jest alternatywą dla żelowego maniure robionego w salonie...

Opakowanie: fajna , czarna buteleczka tylko szkoda, że kompletnie nieprzezroczysta!

Konsystencja:bezbarwny lakier. Nie za rzadki i nie zbyt gęsty. Jest taki jaki być powinien.

Działanie: nie wierzyłam, że lakier rzeczywiście może utrzymać się do 14dni i miałam rację, bo tak nie jest. Nie trzyma się nawet tygodnia, bo tak jak zawsze po maksymalnie 4 dniach widzę już starcia i odpryski,a nie robię nic co by temu sprzyjało. Dodam, że ten top coat nie przedłuża mi trwałości żadnego kolorowego lakieru nawet tego od Essie czy OPI , a także z serii Miracle Gel. Każdy nadaje się do zmycia po mniej więcej takim samym czasie. Tak, jestem rozczarowana, bo jednak myślałam, że będzie to jakaś rewelacja, coś innego! Denerwuje mnie też to, że top coat wcale nie przyspiesza wysychania lakierów, w ogóle na tym polu nie działa i ponadto kiedy pomaluję nim dobrze wyschnięty lakier to´´ zabiera´´ on jego kolor i pędzlek zabarwia się na kolor danego lakieru! Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, ale wolałabym, żeby tego nie było.

Kolejna sprawa to obiecywany żelowy połysk. Polemizowałabym z tym. Owszem lakiery fajnie błyszczą aczkolwiek tak samo zachowują się i bez Miracle Gel i on tu niewiele wnosi.


Podsumowując: dla mnie przereklamowany przeciętniak taki sam jak setki top coatów. Jako, że wiele osób go chwali to najlepiej przekonać się na własnych paznokciach.


Ocena: 3 - / 5

Cena: 14,7ml / ok. 25zł

Dostępność: jeden dostałam , drugi kupiłam na ezebra.pl


A co Wy o nim sądzicie?

środa, 15 lipca 2015

Vichy - Ideal Soleil - matujący krem do twarzy SPF 50






Narzekałam od dawna, że nie umiem znaleść kremu z porządnym filtrem, który by nie bielił i nie był masakrycznie tłusty. Każdy był. Jeśli nawet dało mi się na niego położyć podkład to po chwili cera błyszczała się ja oszalała,a pory wychodziły na wierzch. Zeszłego lata nie miałam takiego problemu, bo byłam w ciąży i cera tak się nie świeciła z powodu upałów ( no i w Finlandii nie były one zbyt duże) i wtedy używane inne kremy z filtrem mi pasowały. Teraz już bym po nie nie sięgnęła. Zdesperowana znalazłam info o matującym kremie Vichy. Miałam już podobny tej marki z SPF 30 jakieś 4 lata temu, wtedy był on zapakowany w białą buteleczkę z pomarańczową zakrętką. Nie był idealny, ale coś mi mówiło, że może powinnam dać szansę Ideal Soleil?  Tak zrobiłam i wiecie co?  Zakończyłam poszukiwania, bo znalazłam wreszcie filtrowy ideał!!


Opakowanie: żółta, nieprzezroczysta tuba i to jedyny minus jak dla mnie

Zapach i Konsystencja: krem ma bardzo subtelny zapach, praktycznie go nie czuć. Jest biały i średnio gęsty.Trochę marze się w czasie nakładania i zupełnie nie jest tłusty. Jak najbardziej nadaje się pod podkład i co dla mnie super ważne nic a nic nie bieli!!



 
po rozsmarowaniu


Działanie: wybrałam wariant z SPF 50 ( jest jeszcze 30tka), bo mam małe przebarwienia wokół oczu i nie mogę sobie pozwolić na to, by się pogłębiły. Ten krem chroni jak najbardziej, choć ja i tak unikam słońca i absolutnie się nie opalam. Moja twarz ani trochę nie zmieniła odcienia,nie pojawiły się żadne posłoneczne plamy ani piegi. Twarz od chwili nałożenia jest zupełnie matowa i w czasie dnia praktycznie się nie przetłuszcza, choć kiedy jest największy upał ( taki powyżej 30 stopni) czoło i nos lekko mi sie błyszczały, ale absorbetka załatwiła sprawę. Jednak i tak to matowanie jest świetne, bo od chwili przyjazdu do Polski moja cera lubi się bardziej przetłuszczać, a zwykle taka nie jest. 

Nie zauważyłam także, aby krem zapychał i bardzo na to uważam, bo wiele filtrów niestety serwowało mi mnóstwo zaskórników na policzkach :/.  Generalnie sprawa z filtrami nie jest łatwa, bo używać ich trzeba, a niewiele jest naprawdę takich, które odpowiadają cerze tłustej i mieszanej i mam wielką nadzieję, że to się będzie zmieniało.


Podsumowując: dziękuję marce Vichy za wyprodukowanie kosmetyku, który odpowiada mi pod każdym względem. Będę wierna temu filtrowi tak długo jak długo będzie na rynku i zachęcam, abyście koniecznie go przetestowały!


Ocena: 6 / 5

Cena:50ml / ok. 40zł

Dostępność: apteki


Używałyście tego filtru?

wtorek, 14 lipca 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene - Stop Suchości - krem do stóp 10% Urea






W poszukiwaniu kremu do stóp udałam się do pobliskiego Rossmanna, który słynie z tego, że jest w nim o wiele mniej produktów niż w innych sieciach tych drogerii, nowości albo się nie pojawiają albo z opóźnieniem i generalnie nic w nim nigdy nie ma. Jak się spodziewałam wybór kremu do stóp był ograniczony i na półce były jedynie kremy z linii Lirene i chcąc nie chcąc musiałam jakiś wybrać, bo nie mogę sobie pozwolić na nieposmarowanie stóp wieczorem z powodu tego, że są one suche. Wybrałam wariant do skóry suchej i żałuję, bo to nie jest dobry produkt!

Opakowanie : zwykła, biało-niebieska tubka, w dodatku nieprzezroczysta, jednak to tylko krem do stóp, więc bardziej liczy się tu działanie.

Zapach i Konsystencja: wielki plus, że krem nie pachnie cytrynowo ani miętowo, bo takich zapachów w kremach nie znoszę. Jego aromat jest delikatny, jakby kremowy i nie utrzymuje się na skórze. Konsystencja z kolei jest bardzo lekka, praktycznie w ogóle nie tłusta. Krem nałożony nawet w dużej ilości wchłania się bardzo szybko nie pozostawiając po sobie żadnej warstwy tylko niestety przekłada się to na działanie, a w zasadzie jego brak...




Działanie: mimo tego, że jest tu mocznik w 10% stężeniu to praktycznie tego nie czuć. Krem moich stóp nie nawilża prawie wcale, bo kiedy nasmaruję je wieczorem to rano już są suche i w ciągu dnia kiedy mam choćby chwilę czasu to muszę koniecznie ponawiać aplikację, a przecież nie o to chodzi!  Nie mam jakiegoś ogromnego problemu ze skórą stóp oprócz tego, że bardzo lubi się ona przesuszać i mało co na to pomaga, a ten krem to takie zwykłe mazidło na którym nie mogę polegać. Stop Suchości brzmi w tym wypadku wyjątkowo głupio...

Podsumowując: jestem zła na siebie, że wydałam pieniądze na ten kosmetyk. Drugi raz tego błędu nie popełnię!


Ocena: 1 / 5

Cena: 75ml/ ok.12zł

Dostępność Rossmann


Znacie kremy do stóp z tej serii?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Miss Sporty - Funtasy Holograpic nr 020 Steelusion







Kolejny odcień lakieru Funtasy Holograpic i ten też raczej mi nie odpowiada. Jest zbyt dyskotekowy, za bardzo się świeci i moim zdaniem wygląda ´´tanio´´. Jest to szaro-srebrny z wieloma wielokolorowymi drobinami. Technicznie nie różni się od pokazywanego parę postów wcześniej 040 A Dream Come Blue. Też wytrzymuje ok. 3-4 dni  i tak samo mam potem małe kłopoty z jego zmyciem, a dokładniej z pozbyciem się tych świecidełek.

Nie moja lakierowa bajka, ale sięgnę po niego od czasu do czasu, choć niezbyt chętnie.


Ocena: 3 / 5

Cena : 7ml / ok 9zł

Dostępność: Rossmann


Co sądzicie o tym kolorze?

piątek, 10 lipca 2015

Toni&Guy- Casual- spray na bazie soli morskiej







W sezonie letnim jestem uzależniona od sprayów z solą morską , bo moje z natury falowane włosy świetnie się po takim produkcie układają , a ponadto taki styl bardzo mi pasuje. Jak narazie nic nie pobiło sprayu z solą od Balmain, ale drugi na liście jest ten od Toni&Guy kupiony przeze mnie raczej bez większej nadzieji, ot dlatego tylko, że w Rossmanie był jedynie on i spray marki Schwarzkopf z serii Styliste Utime, który też napewno wypróbuję. Nie znam marki Toni&Guy, nie wiedziałam czego się spodziewać, więc wzięłam na początek mniejszą pojemność 75ml, która pewnie i tak starczy mi na długo.


Opakowanie: niebieskawo-zielona buteleczka ze sprayem. Niestety nieprzezroczysta. W mini wersji zmieści się nawet do małej torebki.

Zapach i Konsystencja: zapach jest przyjemny, delikatny, niezbyt czuję go na włosach co uważam za plus, bo nie miesza się z perfumami. Konsystencja jest typowa dla takich produktów, czyli bezbarwna woda.

Działanie: używam tego sprayu po umyciu i nałożeniu pianki. Spryskuję kilka razy po czym ugniatam włosy i pozwalam im naturalnie wyschnąć. Bardzo cieszy mnie to, że ów spray nie skleja włosów, bo nie jest to niestety regułą i miałam już spraye z solą, które mocno sklejały robiąc na głowie coś podobnego do spryskania całej głowy kiepskiej jakości lakierem. Rano moje długie włosy są pięknie pofalowane jakbym właśnie co wykąpała się w morzu i wysuszyła je na słońcu. Są lekkie, puszyste ( ale nie napuszone!), lśniące i taki stan utrzymuje się całe dwa dni, bo potem oczywiście muszę je umyć. Spray nie zawiera alkohoul i nie przesusza włosów, , jednak nie radzę sięgać po ten kosmetyk codziennie szczególnie w przypadku włosów suchych i zniszczonych.

Nie gwarantuję też, że u Was spisze się tak samo wspaniale i będziecie cieszyć się pięknymi falami jak australijska surferka wszak każdy ma inny rodzaj włosów:) Ja wiem, że kupię ten spray jeszcze nie raz!




Ocena: 5 + / 5

Cena: 75ml / 13zł

Dostępność: Rossmann

Używałyście tego sprayu?


czwartek, 9 lipca 2015

Miss Sporty - Studio Lash Miaoww Look Maskara - tusz wydłużający i pogrubiający do rzęs





Z kosmetykami Miss Sporty mam tak, że poprostu mi nie odpowiadają, a przynajmniej oprócz lakierów do paznokci nie natrafiłam na produkt tej marki, który by mi w pełni odpowiadał. Najgorsze jednak są tusze. Rzadkie jak woda, brudzą powieki, rozmazują się i prawie nic z rzęsami nie robią. Wiem,że pewnie mają one swoje zwolenniczki, ale ja będę się od nich trzymała z daleka co nie jest takie trudne, bo nowa kocia maskara znów okazała się porażką na całej linii!

To miał być tusz nadający zalotne, kocie spojrzenie i nic z tego nie wyszło...

Opakowanie: dla mnie tandetne, powleczone zwykłą naklejką. Wygląda jak z bazaru albo ze sklepu ´´wszystko po 5zł ´´


Szczoteczka: niby poręczna, bo używanie jej nie przysparza trudności, jest plastikowa i z jednej strony wygięta. Jednak jak takich nie lubię, więc to kolejny minus.




Konsystencja:dobrze, że nie jest tak wodnista jak w innych tuszach tej marki i nie brudzi w czasie malowania, ale i tak trzeba odczekać zanim nałoży się kolejne warstwy, bo inaczej tusz skleja rzęsy. Jeden podstawowy plus to to, że ich nie usztywnia nawet po kilku warstwach.

Działanie: podstawową rolą tej maskary jest wydłużenie i pogrubienie, czyli dokładnie to czego wymagam. Rozśmieszyło mnie  to, że producent podaje, że tusz ten ma maksymalnie wydłużać o 44%  i pogrubiaż aż 11 krotnie. Jak to sprawdzić? Nie wiem, ale tak czy inaczej takiego efektu w ogóle nie ma. Zresztą spójrzcie na zdjęcie poniżej i przekonacie sie, że ten tusz prawie nic nie robi!



Wydłużenie jest bardzo słabe, a co najgorsze tusz robi mi z rzęs cienkie patyki i jest to widoczne szczególnie z bliska! Pogrubienia nie odnotowałam. Faktem jest, że nie mogę pochwalić się naturalnie długimi rzęsami (choć krótkie też nie są), nie są one też jakoś wybitnie gęste dlatego wręcz żądam od wszystkich tuszów, aby perfekcyjnie podkreśliły spojrzenie, maksymalnie wydłużając i pogrubiając oraz dając wrażenie tzw. sztucznych rzęs, ale bez wrażenia, że musiałam użyć na to pół opakowania tuszu:). Z tym ´´kocim´´ tuszem takiego looku nie da się uzyskać, no chyba, że macie naprawdę zjawiskowe rzęsy i chcecie je tylko delikatnie podreślić i przyczernić albo zależy Wam na bardzo naturalnym wykończeniu.

Nie umiałam uzyskać satysfakcjonujacego mnie efektu nawet po 4 warstwach (tyle jest na zdjęciu powyżej), a w dodatku zostałam zapytana dlaczego dziś nie umalowałam rzęs kiedy ja przecież siegnęłam po Miaoww Look Mascara i męczyłam się z nią dobre 15min! To chyba mówi samo za siebie...

Nie jest też trwały. W czasie obecnych upałów odbija się na górnych powiekach i kruszy się, ale nie rozmazuje. Bardzo łatwo go zmyć każdym płynem do demakijażu.



Podsumowując: powiedziałabym: darujcie sobie, bo nie warto na niego wydawać nawet tych paru groszy, ale myślę, że komuś może jednak ten tusz się spodobać, więc przekonajcie się same :) Ja pasuję i wyrzucam go, bo nie chcę czegoś takiego używać.


Ocena : 2 - / 5

Cena: 8ml / nie wiem, dostałam

Dostępność: Rossman, w szafach Miss Sporty


A co Wy sądzicie o tym tuszu?





wtorek, 7 lipca 2015

Bell - Gel 4D - Caffe Latte nr 05 i 01






Kolejne dwa lakier z linii Gel 4D. Tym razem smolista czerń 05 i jak ja to nazywam ´´korektorowa´´ biel 01. Oba kolory w 100% moje, bo albo używam ich razem w różnych kombinacjach. Dziś na przykład tak jak widzicie na fotce :)


Pisałam już o lakierach Bell Gel 4D i te też muszę pochwalić, bo są świetne i nie znajduję w nich żadnej wady. Spłaszczonym pędzelkiem maluje się szybko i co ważne szczególnie w przypadku ciemnych odcieni lakier nie spływa po płytce i nie brudzi skóry wokół co zawsze doprowadza mnie do szału:). Schną szybko porównywalnie z lakierami np. Rimmel.

Biel i czerń są intensywne już po pierwszej warstwie i jeśli ktoś nie chce nie musi dodawać drugiej, choć ja i tak to robię. Nie ma żadnych smug co jest szczególnie ważne i zdaża się w przypadku białych odcieni. Poprostu te lakiery są tak fajne w obsłudze, że aż chce się nimi malować i w dodatku dają świetne, lekko żelowe wykończenie z połyskiem co jest najbardziej widoczne u czerni.



Trwałość nie dorówna oczywiście pradziwemu manicure żelowemu, nie ma co się łudzić, bo nawet sławny żelowy Top Coat Sally Hansen tego nie zmienia i po 3-4 dniach ( u mnie) trzeba sięgnąć po zmywacz, a z samym zmyciem nie ma żadnego kłopotu, choć ta czerń troszeczkę się rozmazuje, ale jeszcze nie miałm czarnego lakieru, który by tego nie robił.


Warto te lakiery wypróbować. Naprawdę! Paleta jest ciekawa, cena niska, więc nie czekajcie tylko lećcie je kupić! 


Ocena : 5+ / 5

Cena: 8g / nie wiem

Dostępność: dostałam


Jak Wam się podobają te kolory?

poniedziałek, 6 lipca 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Pharmaceris - Sensi-Micellar-nawilżający płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu







Miceli zwykle używam w charakterze toniku i do zmycia makijażu. Z reguły nie jestem wybredna, bo praktycznie każdy taki produkt jeśli nie radzi sobie z dokładnym usunięciem mocniejszego makijażu oczu ( co mi się już przydarzyło) to przynajmniej odświeża i tonizuje skórę. Ten nawilżający płyn micelarny należy co prawda do mojej Mamy, ale zanim kupiłam odpowiedni tego typu kosmetyk dla siebie stosowałam go codziennie i mam mieszane uczucia...

Opakowanie: typowe dla Pharmaceris. Duży plus, że przezroczyste.

Zapach i Konsystencja: bezbarwny płyn o prawie niewyczuwalnym zapachu

Działanie : jest on przeznaczony dla cery alergicznej i wrażliwej, czyli dokładnie takiej jaką ma moja Mama. Ja wręcz przeciwnie, a w dodatku od czasu przyjazdu cera zmieniła mi sie na tłustą i lubi się błyszczeć ( pewnie też z powodu tych strasznych upałów!)  i niestety, ale ten płyn użyty jako tonik po umyciu twarzy żelem (obecnie stosuję Ziaja Żel Oczyszczający z Liścmi Manuka) sprawia, że za chwilę skóra jest przetłuszczona, a w ciągu dnia tylko sie to wzmaga. Czuję też dziwny film i myślę, że to wina obecnej  w składzie gliceryny. Fakt, płyn nawilża, bo skóra jest gładka w dotyku, ale bardzo nie podoba mi się właśnie ta nadprodukcja sebum i z tego względu musiałam kupić micel przeznaczony dla mojego typu skóry.

Co do zmycia makijażu ( oczu i ust) to tu nie mogę narzekać. Tusz, kredka / eyeliner, cienie wszystko jest zmyte szybko i bez podrażnień. To samo tyczy się szminki. Oczywiście nie mówię tu o makijażu wodoodpornym i podkładzie, pudrze, bo je zmywam tylko za pomocą odpowiedniego preparatu i wody.


Podsumowując: tak, jako płyn do demakijażu szczególnie tego niezbyt mocnego. Jako tonik tylko dla cer suchych i tych bez skłonności do przetłuszczania.

Ocena : daje 4, bo płyn wywiązuje się ze swojej roli, ale nie jest przeznaczony dla mnie / 5

Cena: 200ml / ok. 20zł

Dostępność: apteki


Znacie ten płyn?



piątek, 3 lipca 2015

Etude House - Baker Powder - Pore Cleanising Foam - głęboko oczyszczająca pianka do mycia twarzy







Ten kosmetyk zauważyłam na Wizażu i polecano go jako genialny zmywacz makijażu w szczególności podkładu i filtrów. Nie wahałam się ani chwili i kupiłam, bo i tak uwielbiam azjatyckie (szczególnie koreańskie i japońskie) kosmetyki, więc prędzej czy później i tak bym tę piankę kupiła buszując jak zawsze po Ebayu :). Jak się sprawuje? Tak dobrze, że dopóki będzie dla mnie łatwo dostępna tak długo będę jej używała!

Opakowanie: ładna graficznie tubka, choć niestety nieprzezroczysta

Zapach i Konsystencja: bardzo podoba mi się zapach tego produktu. Pachnie delikatnie jakby czystością, świeżością z dodatkiem nuty cytrusowej, ale napewno nic tu nie przypomina płynów do czyszczenia lub innych chemicznie cytrynowych detergentów. Konsystencja z kolei to niezupełnie pianka, a gęsty, biały krem, który przywodzi mi na myśl emulsję do mycia twarzy Avon Anew Aqua Youth i tak samo mocno się pieni. Potrzeba naprawdę niewielkiej ilości produktu, aby umyć całą twarz co czyni go bardzo, bardzo wydajnym.



Działanie: producent nie kłamie! Ta pianka rewelacyjnie oczyszcza skórę z podkładów, tłustych kremów, filtrów i to tak dobrze, że użyty potem płatek nasączony micelem jest zupełnie czysty,a skóra nie przesuszona, nie ma mowy o ściągnięciu aczkolwiek chyba najbardziej zadowolone z tego specyfiku  będą posiadaczki cery skłonnej do przetłuszczania i powstawania wyprysków. Nie jest to kosmetyk do usuwania makijażu oczu i o tym trzeba pamiętać.

Podsumowując: zdecydowanie godny polecenia produkt przydatny wszystkim, którzy tak jak ja nie wyobrażają sobie usuwania makijażu bez użycia wody. Fakt, że dostępność jest ograniczona, ale warto się wysilić i poszukać.

Ocena: 6 / 5

Cena: 170ml / ok. 35zł

Dostępność : m.in Ebay


Słyszałyście o tym produkcie?

środa, 1 lipca 2015

Miss Sporty - Funtasy nr 040








Lakier z kolekcji Funtasy posiadam w dwóch odcieniach. Dziś zajmę się nr 040 - elektryzującym niebieskim z drobinkami. W zasadzie ten odcień na paznokciach jest jaśniejszy niż w buteleczce, ale i tak nie zostanie moim ulubionym. Nie widzę w nim nic ciekawego, choć ponoć teraz niebieski manicure jest wyjątkowo modny, no cóż ja wolę ciemny granat.

Pędzelek jak to w lakierach tej marki jest wygodny, żadnych problemów z malowaniem nie ma aczkolwiek pierwsza warstwa za bardzo prześwituje i kolor jest wyblakły. Obowiązkowo trzeba nałóżyć dwie, a w moim przypadku nawet trzy do pełnego efektu. Nie lubię tego i za to gwiazdka w dół. Druga sprawa to brokat. Tak to dokładnie jest brokat,a  nie malutkie drobinki, choć takie się wydają i nie czuć ich na paznokciach, nie powodują też charakterystycznego uczucia ´´szorstkości ´´. Otóż miałam may kłopot by go zmyć, bo trzeba było mocno trzeć, wacik się rozwarstwiał i przyklejał do brokatu, a i tak jeszcze na drugi dzień po zmyciu gdzieniegdzie widać było świecące drobiny. To sprawia, że niechętnie sięgam po takie błyszczące lakiery.

Czas schnięcia jest optymalny, a sam lakier ładnie wygląda na paznokciach choć nie powiem, żeby dobrze mi się go nosiło. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że ten kolor i wykończenie jest trochę tandetne. Trwałość również nie powala : trzy dni i pojawiły się odpryski.

Widzę ten odcień jedynie na lato lub na imprezę. Sięgnę po niego jeszcze nie raz, żeby skończyć butetelczkę, ale nie czuję do niego wielkiej sympatii.


Ocena: 3 / 5

Cena: 7ml / ok. 9zł

Dostępność: Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?