poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Zużycia miesiąca-sierpień 2015


Kolejne denko i tym razem również nie ma tego zbyt wiele, choć staram się zużywać na bieżąco, ale wiadomo jak z tym jest. Szczególnie z kolorówką idzie topornie, bo ciągle coś nowego przybywa:)

Oto co wykończyłam w sierpniu:









1.  Isana- mydło w płynie z ekstraktem z plumerii

Mydło w płynie z letniej serii o pomarańczowym kolorze i bardzo przyjemnym zapachu kwiatów plumerii. Ten aromat bardzo podobał się mojemu Starszemu synkowi, który chętnie mył nim rączki i ciągle zachwycał się tym zapachem:)

Poza tym bez zmian. Mydło dobrze oczyszcza ręce ( np. z podkładów), nie wysusza, choć też nie nawilża. To dobry produkt, którego ogromną zaletą jest właśnie piękny zapach egzotycznych kwiatów. Polecam!

Ocena: 5 / 5

Cena: 500ml / w promocji zapłaciłam 2,50zł

Dostępność: Rosmann


2. Cussons -Carex - Bubble Gum - antybakteryjne mydło w płynie o zapachu gumy balonowej

To mydełko kupuję dla mojego Starszego synka, choć przeważnie wersję truskawkową, tę balonową miał pierwszy raz i bardzo mu się podobała, choć on uwielbia wszystko co pachnie:) Mydło ma barwę intensywnie niebieską i świetnie pachnie dokładnie gumą balonową, a zapach trzyma się skóry po umyciu, bo mój synek ciągle potem wącha rączki i mówi, że ładnie pachną :D

Mydło dobrze się pieni, usuwa brud, dobrze myje, choć wg mnie jest mało wydajne, ale Starszy zdecydowanie używał go za dużo, bo tak uwielbiał jego zapach. Niemniej bardzo polecam, szczególnie dla mam, których dzieci nie przepadają za myciem rąk!

Ocena : 5 /5

Cena: 250ml / ok. 5 zł

Dostępność: w każdym markecie i drogerii


3. Rexona- Shower Fresh- antyperspirant w kulce

Nie wiem, czy ta wersja występuje w Polsce,bo kupiłam ją u siebie w Finlandii w promocji dwa antyperspiranty w cenie jednego. Niestety tak jak Rexonę zawsze lubiłam i używałam tak ten produkt nie sprawdzał się w bardzo gorące dni, których nie brakowało. Owszem nieprzyjemnego zapachu nie było, ale nawet po niewielkim wysyłku, spacerze jak i poprostu siedzeniu na świeżym powietrzu każda bluzka i sukienka miała pod pachami ogromne mokre plamy :/ Były one bardzo widoczne  szczególnie na sukience w odcieniu wojskowej zieleni i na niej też powstały plamy od tego antypersprantu, które na całe szczęście zeszły całkowicie po wypraniu.

Nawet w umiarkowanie ciepłe dni kosmetyk nie dawał rady, a że przecież nie da się chodzić non stop z mokrymi pachami to musiałam kupić coś innego. Nawet zapach nie jest zbyt ładny. Nie podobny do niczego, chemiczny i w ogóle nie świeży. Nigdy więcej wersji Shower Fresh przynajmniej na wielkie upały!

Ocena: 1 / 5

Cena: 50ml / w promocji zapłaciłam 1,90€

Dostępność: w Finlandii w każdym markecie


3. LaciBios Femina- Protecta - specjalistyczny płyn do higieny intymnej

Ten płyn kupiła moja Mama, więc używałyśmy go razem. W mojej ocenie jest bardzo dobry.
Jest bezbarwnym, bezzapachowy, średnio gęsty. Pieni się odpowiednio i co dla mnie najważniejsze nic a nic mnie nie podrażniał ani nie przesuszał. Odświeża na długo i jest bardzo delikatny dlatego polecam go także kobietom w ciąży i po porodzie. W składzie mamy wyciąg z nagietka, pantenol, allantoinę oraz kwas mlekowy. Warto wypróbować!

Ocena: 5 / 5

Cena: 150ml / ok. 8zł

Dostępność: apteki


4. Farmona - Nivelazione - krem dermatologiczny na popękane pięty



Po fatalnym kremie do  stóp Lirene kupiłam znów w Rossmanie ten oto krem Farmony. Skusiła mnie profesjonalna nazwa i miałam nadzieję,że będzie to remedium na moje bardzo wysuszone stopy. Rzeczywiście krem jest dobry, ale nie pomógł mi na tyle, abym chciała do niego wrócić.

Jest gęsty i tłustawy, nie radzę nakładać go przed wyjściem i np. ubrać sandałki, bo będzimy się ślizgać. Trzeba dać mu się wchłonąć, więc jest to dobra propozycja do stosowania wieczorem. Zapach jest typowo kosmetyczny, nie pachnie niczym konkretnym.

W składzie jest propolis, melisa lekarska, allantoina, ekstrakt z miodu i wosk pszczeli. Jak wspomniałam to dobry krem i myślę, że jeśli nie macie dużych problemów ze skórą stóp to będziecie z niego bardzo zadowolone. U mnie wyjątkowo dobrze nawilżał i odżywiał i rano ten stan jeszcze był odczuwalny z tym, że już dużo mniej i wymagana była ponowna aplikacja, ale i tak było nieporównywalnie lepiej niż w przypadku pseudo kremu Lirene. Myślę , że teraz kiedy jakoś doszłam do stanu kiedy moje stopy mają się już lepiej krem bardziej by mi się spodobał,ale jednak nie będę już do niego wracać. W każdym razie koniecznie go wypróbujcie!

Ocena : 4- /5

Cena : 75ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann


5. Lierac- Hydragenist- nawilżający krem dotleniający

Próbka starczyła mi na dwa razy i wiem, że chętnie bym ten krem kupiła, bo rewelacyjnie nawilża i wygładza i jest lekki, świetny pod makijaż. Lekko różowy, o przyjemnym zapachu. Do mojej normalnej, trochę przetłuszczającej się cery był bardzo dobry. Szkoda tylko, że za dość wysoką cenę producent nie zdecydował się na dodatnie sensownych filtrów i za to odejmuję gwiazdkę. Kupię go kiedy wykończę moje zapasy.

Ocena: 4 + ( za brak filtrów) / 5


6. Flos -Lek-Stretch Free - aktywny krem zapobiegający rozstępom


Używanie kremów przeciw rozstępom w czasie kiedy nie jestem już w ciąży wydaje mi się bezsesowne, ponieważ mam do nich skłonnośc jedynie w tym czasie i w obu ciążach mimo smarowania i ćwiczeń i tak się one pojawiły. Ten krem dostałam i poprostu musiałam go przetestować, choć wiedziałam, że żadne rozstępy z nim czy bez niego się nie pojawią. Tak w istocie było, więc naprawdę nie mogę powiedzieć, czy kosmetyk rzeczywiście im przeciwdziała, bo o tym muszą powiedzieć osoby, u których te nieesteyczne linie pokazują się częściej i nie tylko w ciąży.

U mnie ten krem oprócz wygładzenia i dość dobrego nawilżenia nie zrobił absolutnie nic więcej. Używałam go dwa razy dziennie na brzuch  i opakowanie starczyło mi na miesiąc z hakiem. Krem jest lekki, bardzo szybko się wchłania i w ogóle nie jest tłusty, więc od razu możemy się ubrać. Da się wykonać delikatny masaż, aczkolwiek niezbyt długo, dosłownie chwilę. Na skórze potem nie zostaje żaden wyczuwalny film. Pachnie słabo, kosmetycznie.

Żadnego uelastycznienia, ujędrnienia ani regeneracji nie zauważyłam. Skóra brzucha po dwóch porodach prezentuje się tak samo. Owszem brak jej jędrności i mimo ćwiczeń mogłaby wyglądać lepiej, ale jest jak jest i nie to jest dla mnie najważniejsze, bo mogło być gorzej. Ten krem w mojej ocenie nie działa tak jak powinien. Mógłby chociaż ujędrniać, odżywić skórę, a tego nie robi. Zwykłe mazidło, którym można się smarować dla lepszego samopoczucia i nadzieji, że może cud się stanie. Nie polecam, bo to taki sam kosmetyk jak tysiące tego typu z drogerii.

Ocena : 2 / 5

Cena: 150ml / ok. 25zł

Dostępność: apteki




Znacie jakiś kosmetyk z mojego denka?







piątek, 28 sierpnia 2015

Jennifer Lopez - Deseo






Znając wersję męską Deseo długo zwlekałam przed poznaniem tej. Zresztą jednym ze składników jest tu też yuzu, którego nie znoszę, więc tym bardziej się obawiałam co to będzie. Jestem jednak zaskoczona, bo to interesujący zapach letni, napewno wyróżniający się sposród popularnych cytrynowych świeżaków bez ładu i składu.

Kreaując tę kompozycję Jen chciała oddać aromat jej własnego ogrodu i myślę, że to się udało, choć mnie Deseo z ogrodem jednak się nie kojarzy. To zapach mokrej roślinności gdzieś w dżungli gdzie chwilę temu spadł obfity deszcz. Krople deszczu spadają z liści, a powietrze jest jeszcze parne, wilgotne. Bierzemy haust powietrza do płuc by poczuć tę zieleń, powietrze, zieloność, roślinność. Po chwili znów zaczyna padać, a my ubrane jedyne w białą, przezroczystą sukienkę wystawiamy twarz by deszcz ją odświeżył.



Yuzu na całe szczęście wyczuwam bardzo słabo, dużo słabiej niż w wersji męskiej. Na pierwszym planie wychyla się bambus z kwiatem pomarańczy, bergamotą, a paczula dodaje lekko męskiej nuty, która wyjątkowo mi tu odpowiada. Określiłabym tę kompozycję jako chłodno-roślinno-zieloną perfekcyjną na upały tylko niestety dość nietrwałą. Wszystko znika po ok. 3 godzinach, ale nie zraża mnie to i myślę, że kupię flakonik na przyszły sezon.

Warto się z Deseo zapoznać. Jest inny niż wiele celebryckich zapachów, zresztą w ogóle nie pachnie ´´celebrytką´´. J.Lo ´´wykonała´´ kawał dobrek roboty, a dodatku zdjęcia reklamowe są świetnie dobrane do zapachu!

Nuty zapachowe:

nuty głowy: liście bambusa, yuzu, bergamotka, frezja

nuty serca: jaśmin, pelargonia,kwiat pomarańczy, mimoza

nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, bursztyn, mech dębowy, cedr, paczula


Ocena : 5 - / 5

Cena : 50ml / ok. 65zł

Dostępność: perfumerie online




Znacie ten zapach?


 

środa, 26 sierpnia 2015

Rimmel-Lasting Finish Nude 25HR Foundation-długotrwały podkład do twarzy







O ile tusze i kolorowe kredki od Rimmel bardzo lubię to podkłady omijam szerokim łukiem. Miałam kilka w przeszłości i wszystkie były dla mnie za tłuste dlatego kiedy otrzymałam ten podkład byłam pewna, że to znów będzie koloryzowany tłusty krem zapychający pory.

Jest to podkład odporny na pot, temperaturę i wilgoć. Ma też matować, więc zapaliła mi się zielona lampka, że przecież na lato warto coś takiego mieć i gdyby nie kompletnie nietrafiony odcień nr 200 Soft Beige to zatrzymałabym go i z radością używała, a tak powędrował do Mamy i po skończeniu mojego arsenału podkładów kupię dla siebie odpowiedni odcień nr 100 Ivory.


Opakowani:: takie jak lubię, czyli tubka z której da się wycisnąć wszystko do końca

Zapach i Konsystencja: zapachu prawie nie ma natomiast podład jest średnio gęsty, trochę nawte lejący i lepiej nakłada mi się go palcami, bo wtapia się od razu i jest całkowicie niewidoczny. Daje dokładnie efekt nude co bardzo mi odpowiada.










Działanie: to świetny, lekki podkład na każdą porę roku, w ogóle niewyczuwalny na skórze. Krycie zaznaczyłabym jako średnie i o ile mnie to pasuje to te z Was, które mają wypryski, widoczne przebarwienia i inne niedoskonałości nie będą usatysfacjonowane. Obietnica matowanie jest jest kłamstwem, a wiadomo jak to jest dlatego takie informacje zawsze traktuję bardzo sceptycznie. U mnie nawet w ponad 30stopniowe upały cera w ogóle się nie błyszczała nawet w strefie T i co ważne ten mat nie jest płaski, nienaturalny! Nie daje  jednak gwarancji, że i Wy będziecie mogły cieszyć się matową cerą w każdych warunkach, więc o tym musiecie się same przekonać. Nawet pomimo tego, że twarz była spocona to podkład dzielnie trzymał się na miejscu nie zmieniając swojego wyglądu aż do demakijażu, a dotychczas udało się to jedynie DW Estee Lauder!

Oprócz tego moja cera wygląda na wypoczętą, naturalnie rozświetloną, koloryt jest wyrównany. Jako, że ten odcień idealnie nadał się do mojej Mamy to obecnie ona go używa i również bardzo chwali ów podkład, a ma cerę bardzo wrażliwą i mocno przesuszoną.

 Podsumowując:coś mi się zdaje,że ten z wyglądu niepozorny kosmetyk dołączy do grona moich ulubieńców.  Sprawdźcie go koniecznie jeśli poszukujecie trwałego, ale lekkiego podkładu na codzień i koniecznie dobrze wybierzcie odcień!


Ocena : 5+ / 5

Cena: 30ml / ok. 25zł

Dostępność: w szafach Rimmel


A czy Wam też spodobał się ten podkład?




wtorek, 25 sierpnia 2015

Nivea - Cellular Perfect Skin-udoskonalający krem na dzień SPF 15








To mój pierwszy krem tej marki, bo oprócz żeli pod prysznic i serii Baby nie bardzo za nią przepadam. Sama z siebie nie wybrałabym z jej oferty kremu, bo uważam, że inne marki mają je dużo lepsze, ale skoro go otrzymałam to nie będę się uprzedzać i dzielnie potestuję tym bardzej, że producent dużo obiecuje, a ja potrzebowałam lekkiego kremu na dzień...


Opakowanie: bardzo estetyczny słoiczek, choć plasikowy.

Zapach i Konsystencja: krem pachnie świeżo, typowo kosmetycznie z lekko wyczuwalną nutą klasycznego kremu Nivea. Niemniej ten aromat jest ładny. Poza tym jego konsystencja jest lekka co sprawia wrażenie ideału na tę porę roku.



Działanie: do zadań tego preparatu należą:
 - udoskonalenie wyglądu skóry ( NIE)
- zapewnienie jednolitego kolorytu ( NIE)
- poprawienie jędrności i odnowa komórkowa ( po części TAK)
- redukcja zmarszczek ( NIE WIEM)
- skóra ma być gładka i jedwabista,ma mieć młodzieńczy blask ( po części TAK)



po rozsmarowaniu



Krem niestety nie współgra z moją normalną, obecnie trochę skłonną do błyszczenia cerą. Jest dla niej za ciężki. Już od razu po aplikacji zostawia na niej wyczuwalny film, który nie znika, a nałożenie nań podkładu sprawia, że twarz  świeci mi się jak nigdy, pory są powiększone i cały makijaż wygląda już na starcie nieświeżo. Z kolei bez makijażu moja cera po zaaplikowaniu kremu produkuje zbyt dużo sebum niż zazwyczaj, jest tłusta w dotyku i mam dziwne wrażenie, że dusi się pod warstwą tego kosmetyku. W dodatku po regularnym używaniu zaobserwowałam większe jej zanieczyszczenie z czym na ogół problemu nie mam.

Ten krem w zasadzie żadnych cudów nie czyni, bo w trakcie stosowania moja cera w ogóle nie poprawiła swego wyglądu, nie prezentowała się lepiej, ale co muszę przyznać była niezwykle wygładzona i nawilżona na cały dzień i dlatego myślę, że jest to krem przede wszystkim wygładzająco-nawilżający dla kogoś kto nie wie co to przetłuszczanie.Ogólnie myślę, że krem poprostu nie pasuje na gorące dni i lepiej sprawdziłby się jesienią, ale nie chcę już tego próbować po tym jak mnie zapchał. Oddałam go Mamie, która ma cerę bardzo suchą i wrażliwą i owszem była zadowolona, ale do czasu, bowiem u niej owo nawilżenie było zbyt krótkie, a cera sucha i szorstka jak pergamin. Dziwi mnie to, bo jeśli moja cera źle na ten kosmetyk reaguje i z bardzo suchą się nie dogaduje to do jakiej może być?

Zastanawia mnie też od samego początku co mają znaczyć wspomniane przez producenta opalizujące mikropigmenty skoro krem jest całkowicie biały i nie daje żadnej rozświetlającej poświaty ani niczego podobnego! Pozostaje to zagadką. Oprócz tego w składzie mamy wyciąg z magnolii chroniący przed wolnymi rodnikami oraz lumicinol regulujący produkcję melaniny.

Gdyby nie to zapychanie porów i oblepienie skóry oraz wzmaganie przetłuszczania to z chęcią stosowałabym go jako dobrego nawilżacza, ale w tym wypadku mówię mu NIE. No i dodatek filtru SPF 15 to jakaś kpina, powinno być przynajmniej 30!

Ocena: 3- / 5

Cena: 50ml / ok. 40zł

Dostępność: Rossmann


Skład: Aqua, Glycerin, Dimethicone, Ethylhexyl Salicylate, Isopropyl Stearate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Glyceryl Stearate Citrate,Methylpropanediol, Octocrylene, C12-15 Alkyl Benzoate, Tapioca Starch, Cetearyl Alcohol,  Sodium Phenylbenzimidazole Sulfonate, 4-Butylresorcinol, Magnolia Officinalis Bark Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethiconol, Xanthan Gum, Carbomer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Trisodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Diethylhexyl Syringylidenemalonate, Synthetic Fluorphlogopite, Tin Oxide,  Phenoxyethanol, Limonene, Linalool, Citronellol, Benzyl Alcohol, Geraniol, Alpha- Isomethyl Ionone, Parfum, CI 77891


Znacie ten krem?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Sally Hansen - Miracle Gel nr 120 Bare Dare + Avon Diamond Shatter







Po niezbyt udanej przygodzie z top coatem z serii Miracle Gel przyszedł czas przetestować jaki jest lakier. Niestety nie miałam wpływu na wybór koloru i dostałam jak dla mnie okropnego nudziaka nr 120 Bare Dare. Nie znoszę go i kompletnie mi on nie pasuje, bo mam jasną karnację i barwa lakieru poprostu się z nią zlewa, wyglądam jakbym nie miała paznokci! To kolor jedynie dla kogoś z ciemną karnacja, opalonych. Napewno już więcej go nie użyję.

Obawiałam się smug w czasie nakładania i nie pomyliłam się, ale i tak nie jest to aż tak bardzo widoczne, a druga warstwa wszystko pokrywa. Generalnie jednak malowanie nie przysparza żadnych kłopotów za sprawą idealnej konsystencji i pędzelka. Czas schnęcia też jest zadowalający.

Zabezpieczyłam go top coatem Miracle Gel i nie zdumieniem spostrzegłam, że na niektórych paznokciach lakier zaczął zwijać się i schodzić jak folia już po uwaga... 2 godzinach! W tym czasie nie robiłam absolutnie nic takiego co by temu sprzyjało zresztą nawet tanie lakiery tego nie robią, więc co jest grane? Nie dało się tego zamaskować, więc byłam zmuszona sięgnać po zmywacz i zmyć wszystko. Druga próba wypadła nieco bardziej pozytywnie, ale lakier absolutnie nie wytrzymał dłużej niż 2 dni, bo potem zaczął znów przypominać rolującą się folię. Czyżby nie współpracował z top coatem z tej samej rodziny?  Pojęcia nie mam czemu tak się stało tym bardziej, że była to dla mnie kompletna nowość.



Druga sprawa, że czułam się poprostu źle w tym ohydnym kolorze. Jest blady, anemiczny i nie dodaje mi uroku. Jednak jako, że w mojej opinii ten lakier jest za drogi jak na swą beznadziejną jakość to więcej nie skuszę się na żaden kolor z tej linii.


Ocena: 1+ / 5

Cena: 14,7ml / ok. 20zł

Dostępność:np. na ezebra.pl


AVON DIAMOND SHATTER


Dostałam i nie jestem z niego zadowolona. Pomijając fakt, że ogólnie nie przepadam za Shatterami, bo nie lubi brokatowych, ciężkich do zmycia świecidełek to ten akurat prezentuje się nieładnie, bo drobiny są i duże i małe, nierównomierne. Wyglądają jak potłuczone szkło. 



Do niczego innego się przyczepić nie mogę, bo lakier nie jest szorstki w dotyku jak wiele podobnych i zadziwiająco łatwo się zmywa, a chyba większość z Was wie co to znaczy zmywać brokaty, piaski itp. Tu w kilka chwil całe drobiny są usunięte!

Jednak jako, że naprawdę nie przepadam za takimi zdobieniami, to Diamond Shatter idzie w inne ręce.


Ocena: 4 / 5

Cena: 10ml / zależnie od promocji

Dotępność: dostałam


Jak Wam się podobają te lakiery?

piątek, 21 sierpnia 2015

Oriflame- My Naked Truth






W moim prywatnym rankingu zapachy Oriflame stoją wysoko, bo marka nie raz udowodniła, że da się stworzyć porządną, nieoklepaną kompozycję za niedużą sumę, a w dodatku trwałą i oryginalną. Mam tu na myśli M by Marcel Marongiu, Mirage, Amethyst Fatale,Espionage, Love Potion czy Lady Averbury. Do tej listy dopisuję jeden z najnowszych zapachów, wydany w tym roku My Naked Truth, który nabyłam zupełnie w ciemno chcąc czegoś nie drażniącego na upały. Dostałam to co chciałam!

Flakonik jest uroczy i idealnie pasuje do zapachu, a zwykle nie toleruję różu, wolę czerń:) Ten pudrowy róż flakonika oddaje w pełni to co czujemy, mnóstwo kwiatów jabłoni jakbyśmy spacerowały w samym środku sadu ubrane w pastelową, zwiewną sukienkę i trzymając w dłoniach podarowany nam przez ukochanego mały bukiecik bladoróżowych róż. Kwiaty jabłoni to najbardziej wyczuwalna nuta, a tuż za nią są właśnie jasnoróżowe róże, niektóre jeszcze niewpełni rozwinięte mają skulone pąki. Liczi jeśli jest to bardzo delikatne, bez chemiczności jaka zwykle występuje po dodaniu tego owocu. Całość ma charakter  pudrowo -kwiatowy,bardzo wiosenny, romantyczny i poprostu uroczy.

My Naked Truth porównuje się do See by Chloe eau Fraiche, ale nie mogę się do tego odnieść, bo akurat go nie znam, choć patrząc na nuty zapachowe może to być prawda, tam też dominuje kwiat jabłoni.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, bo wiecie, że wolę orienty, kadzidaki, oudy, skórę,a tu zauroczyło mnie coś pudrowo różowego! Wielki plus również za trwałość. Mimo, że to EDT to trzyma się na mnie dobrych kilka godzin.

To bardzo dobra propozycja na ten sezon! Sprawdźcie koniecznie!

Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, kwiat jabłoni, liczi

nuty serca: osmantus, morela, dzika róża

nuty bazy: kwiat bawełny, cedr, drzewo sandałowe 


Ocena: 5 / 5

Cena: 50ml /  zależnie od promocji

Dostępność: Oriflame




A co Wy sądzicie o tej kompozycji?

środa, 19 sierpnia 2015

Burnus - Kamill -Hand Repair 2% Urea -mocno regenerujący krem do rąk z 2% mocznika







Odkąd przyjechałam do Polski mam problem nie tylko z suchymi włosami,ale i dłońmi. Takie rzeczy owszem zdażają mi się, ale jedynie mroźną fińską zimą, a nie latem! Winę za to obarczam twardą, wodę i ciągle szukam dobrego kremu, który złagodzi podrażnienia, sprawi, że nieestetyczne suche, czerwone plamy znikną. Narazie bezskutecznie. Nie pomaga mi krem Kamill mimo, że jest z mocznikiem.


Opakowanie: zwykła tuba z klapką. Minus za to, że nie jest przezroczysta.

Zapach i Konsystencja: obawiałam się aromatu rumianku, którego nie znoszę. Niepotrzebnie. Krem jest bezzapachowy i średnio gęsty. Jeśli nie przesadzimy z nakładaną ilością to wchłania się bardzo szybko bez pozostawiania zbędnej, tłustej warstwy.




Działanie: dla mnie zbyt słabe. Krem owszem nawilża i wygładza, ale po umyciu wszystko to znika i musiałabym znów się smarować, a nie mam na to czasu w ciągu dnia! Natomiast kiedy posmaruję ręce wieczorem już rano są wysuszone. Podrażnienia nawet nie zmalały, czerwone, suche placki jak były tak są tylko zaraz po aplikacji bledną by potem znów się pokazać i tak w kółko. W ogóle nie czuję działania mocznika, a nazwanie tego produktu mocno regenerującym to przesada. To zwykły, codzienny krem dla niewymagających, bo z większymi problemami poprostu sobie nie radzi. Aż strach pomyśleć jak sprawdziłby się w czasie ponad 30stopniowych mrozów do jakich jestem przyzwyczajona.


Podsumowując: jako, że na innych blogach czytałam pochwalne opinie na temat Hand Repair to myślę, że możecie go wypróbować, ale dajcie sobie spokój jeśli macie takie kłopoty ze skórą dłoni jak ja, bo ten krem napewno Wam nie pomoże.


Ocena: 2 / 5

Cena: 75ml / ok. 8zł

Dostępność: Drogerie Natura, Rossmann


A jak u Was sprawdza się ten krem?

wtorek, 18 sierpnia 2015

Oceanic - AA Sun - ochrona przeciwsłoneczna w sprayu SPF 30





W ubiegłe lato używałam kremu do twarzy z tej serii i wtedy go chwaliłam, ale byłam wtedy w ciąży i moja cera inaczej reagowała, miała inne wymagania. Dziś już bym po niego nie sięgnęła. Kolejnym specyfikiem z linii AA Sun jest ten spray ochronny dostępny także jako SPF 50, choć 30tka też mi pasuje, byle nie mniej. Nie wiem czy rzeczywiście wolę spraye niż zwykle mleczka do opalania. Dla mnie forma produktu nie ma znaczenia najważniejsze, że działa i rzeczywiście chroni. Ten spray spełnia swą funkcję, ale ma jedną dla mnie dużą wadę, która sprawia, że nie ma mowy, abym chciała go mieć u siebie ponownie...

Opakowanie: puszka jak w dezodorancie, zaopatrzona w taki sam spray. Działa bez zarzutu, choć z jest nieporęczna z powodu tego, że wbrew temu co mówi producent spray jest tłustawy i chcąc nałożyć więcej tłuścimy butelkę, która wyślizguje się z rąk, są też wtedy problemy z naciśnięciem sprayu. Minus za to!


Zapach i Konsystencja: jest to bezbarwny spray o alkoholowym aromacie,który trochę mi przeszkadza, ale nie jest jakoś bardzo intensywny. Niemniej producent powinien jakoś go zakamuflować np. dodaniem jakieś tropikalnej nuty zapachowej.

Działanie: nie mogę się przyczepić do działania, bo spray użyty tak jak nalezy tj. ok. 20 min przed wyjściem na całe ciało ( oprócz twarzy i osłoniętych części ciała) ochrania mnie przed promieniowaniem, skóra nie jest czerwona, podrażniona,a tak reaguje jeśli bym jej nie posmarowała i wyszła na słońce. Zaznaczam jednak, że nie opalam się i ze sprayu używamw mieście.

Jednak nie zgodzę się z producentem, bo na skórze jest wyczuwalna tłustawa warstwa i czuć, że coś nałożyliśmy. Radzę też poczekać z ubraniem się zaraz po aplikacji, bo mnie spray raz pobrudził sukienkę i pozostała na niej  plama, która zniknęła po praniu. Tak czy inaczej jako ochronny spray na słońce jest bez zarzutu, a o ten wyczuwalny film nie będę się czepiać, bo nie znam kremu z filtrem do ciała, który by nie był lepki i skóra po nim nie sprawiała wrażenia wysmarowania się kostką masła.

Nie wybaczę jednak dodatku szkodliwego Benzophenone-3 na wysokiej pozycji!! Nie toleruję tego składnika i chciałabym,aby producent go wyeliminował, bo to totalnie zniechęca mnie do dalszego użytku tego skądinąd dobrego produktu.

Podsumowując: gdyby nie dodatek Benzophenone-3 poleciłabym ów kosmetyk z pełnym przekonaniem, a tak nie mogę, bo na rynku da się znaleźć specyfik do opalania bez tego świństwa.
Wydaje mi się też, że na opakowaniu powinna widnieć informacja, że spray tę substancję zawiera.


Ocena: byłoby 5- , a tak obniżam na 4 / 5

Cena: 150ml / ok. 30zł

Dostępność: m.in Rossmann


Sklad:Alcohol Denat, Homosalatr, Benzophenone-3, C12-15 Alkyl Benzoate,  Ethylhexyl Salicylatem Diethylhexyl 2,6-Naphthalate, Aqua, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Acrylates / Octylacrylamide, Copolymer, Cyclopentasiloxane, Parfum, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal



Znacie kosmetyki z tej serii?


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Indola -Pure Detox Shampoo - szampon oczyszczający







Wyjeżdżając do Polski zrobiłam listę kosmetyków, które są mi absolutnie niezbędne i jednym z nich jest szampon głęboko oczyszczający. U siebie w domu mam jeszcze pokazywany Wam Paul Mitchell TU

Zdecydowałam się na taki szampon nieznanej mi marki Indola przede wszystkim za dobrą cenę, bo 300ml kosztowało niecałe 20zł. W ogóle polecam używanie takich oczyszczających szamponów raz w tygodniu, bo zmywają one wszystkie zanieczyszczenia, sebum, kosmetyki do stylizacji, a później nałożona maska lepiej działa.

Opakowanie:  butelka zaopatrzona w korek typu ´´klik´´. Duży plus za to, że jest przezroczysta!

Zapach i Konsystencja: szampon jest bezbarwny i pachnie bardzo delikatnie kosmetycznie, świeżo z lekko owocową nutą. Ten aromat jest niewyczuwalny na włosach. Sama konsystencja jest średnio gęsta, dość nawet lejąca, ale bez przesady. Szampon dobrze się pieni i tak samo spłukuje.

Działanie: nie uważam, aby był to szampon lepszy od wspomnianego Shampoo Two Paula Mitchella, a to z tego powodu, że tamten zostawiał włosy rzeczywiście mocno oczyszczone, aż skrzypiące i czuć było, że usunął wszystkie pozostałości tego co wcześniej na włosy nałożyłam. Tu tego uczucia nie mam. Włosy w czasie mycia nie skrzypią, zachowują się tak jakbym wymyła je zwykłym codziennym szamponem. Potem i tak nakładam odżywczą maskę, ale po szamponie Mitchella włosy były lekkie, zwiewne i ta czystość była odczuwalna, tu mi tego brakuje aczkolwiek włosy są świeże, czyste, ale mam wrażenie, że podobny efekt uzyskuję myjąc je normalnym szamponem. Nie sprawia on też, że włosy są dłużej świeże, ale o to pretensji nie mam, bo żaden szampon mi tego nie zapewnia.

Podsumowując: dośc dobry szampon oczyszczający, ale znam lepsze. Ten można kupić ze względu na dobrą cenę. Ja jednak po skończeniu butelki zdecyduję się na inny.

Ocena:4 - / 5

Cena: 300ml / kupiłam za 19,90zł

Dostępność: kupiłam na estelia.pl


Używacie szamponów oczyszczających?


piątek, 14 sierpnia 2015

Miss Sporty- Lasting Colour Maxi Brush nr 544







Bardzo fajny, letni kolor i to największa zaleta tego lakieru. Poza tym bez zmian jak to w serii Lasting Colour Maxi Brush, czyli lakier po jednej warstwie zostawia smugi i prześwity, więc druga jest absolutnie konieczna. Płaskim pędzelkiem wygodnie się maluje, można to zrobić w kilka minut, a czas schnięcia również jest szybki. Jest tylko jedno´´ ale´´- mimo obietnic u mnie lakier nie trzymał się 10 dni, a jedynie 3.

Jednak lubię ten lakier przede wszystkim za ciekawy kolor i z tego powodu polecam przetestować!

Ocena: 4+ / 5

Cena: 7ml / ok. 6zł

Dostępność: Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

środa, 12 sierpnia 2015

Jennifer Aniston- Lolavie




Po skrytykowniu Lovely SJ Parker muszę wyrazić swoją niechęć do pierwszego zapachu aktorki (choć są jeszcze dwa J i najnowszy Near Dusk), której szczerze nie lubię. Wydaje mi się anemiczna, nudna i pospolita. Nie oglądam z nią filmów, nie podoba mi się jej styl ani uroda. Nigdy nie zastanawiałam się jak pachnie, bo byłam przekonana, że to czego używa odzwierciedla jej wizerunek i chyba mam rację, bo Lolavie jest dokładnie takie jak Jen. Nie jestem uprzedzona, bo np. lubię kosmetyki do włosów Living Proof, marki,której Aniston jest współzałożycielką, ale zapachami już lepiej niech się nie zajmuje...

Patrząc na reklamę i miałam nadzieję, że będzie to idealna propozycja na lato. Lekko kwiatowa, świeża, taki zapach typu nude, ale bez słodyczy. Pierwszy test i myślę od razu: proszek do prania! Tak, tak to woń proszku, ale nie mylcie ze świeżo wypraną koszulą, tylko wsadźcie nos do kartonu z proszkiem i będziecie wiedzieli o co mi chodzi. No, ale nic czekam co będzie dalej, bo nie można się zrażać od razu.Tymczasem proszek dalej rządzi i mam wrażenie, że to zasługa piżma z lilią, która jest i tak bardzo słaba. Innych nut poprostu nie ma, nie istnieją i nie ma na co czekać dalej, bo ku mojemu zdumieniu po niecałych 30min zapach wyparował i nie zostało z niego zupełnie nic! Nawet mgiełki zapachowe nie są aż tak nietrwałe i nie kładę tego na karb panujących upałów, bo inne letnie zapachy świetnie się na mnie trzymają.

Pozostałe testy wypadły tak samo, czyli proszek, proszek, proszek i koniec co dało mi już dokładny obraz tego, że Lolavie to kompozycja niedopracowana, bez wyrazu. Powstała w sumie nie wiadomo po co. Owszem czasem potrzebny jest delikatny zapach na codzień, ale Lolavie to mistrz nietrwałości i pobija nawet Lovely SJ Parker!

Z ciekawości potestowałabym też dwa pozostałe zapachy Jen, szczególnie ciekawi mnie Near Dusk. Czy też jest taki słaby? Póki co jednak jestem zniesmaczona. W mojej ocenie to jeden z najgorszych zapachów od gwiazd.









Nuty zapachowe:

nuty głowy: cytrusy, róża

nuty serca: jaśmin, fiołek, lilia

nuty bazy: piżmo drzewo sandałowe, bursztyn


Ocena: 1 / 5

Cena: największa pojemność to 85ml / ok. 40€

Dostępność: perfumerie online


Testowałyście?



wtorek, 11 sierpnia 2015

Batiste- Original- suchy szampon






To mój drugi suchy szampon i po pierwszym ( marki Herbina) obiecałam sobie, że więcej po taki nie sięgnę. Jednak widząc popularnego Batiste nie mogłam się powstrzymać przez przetestowaniem i sprawdzeniem czy wszystkie zachwyty są słuszne. Przecież nawet fryzjerzy go polecają, więc to musi być kosmetyczne objawienie! No nie wiem.. Owszem szampon spełnia swoją główną rolę, ale wg mnie ma dwie duże wady...


Wzięłam wersję Original, bo bałam się, że wersje z zapachami mogą kłócić z aromatem moich perfum. Włosy myję co dwa dni i po ten szampon sięgam między myciami kiedy widzę, że grzywka już nie jest pierwszej świeżości, nasada włosów to samo, a wyjść przecież do ludzi trzeba. Pierwszy zgrzyt: szampon nawet po wyczesaniu jest minimalnie widoczny u nasady włosów i muszę  go jeszcze raz wyczesać za pomocą szczotki z naturalnym włosiem, a i tak mam wrażenie, że na moich kasztanowych włosach coś tam jednak widać.

Druga sprawa to efekt puszytości jaki ma dawać. Owszem daje, ale u mnie powoduje maksymalne puszenie. Włosy latają na wszystkie strony, nie umiem nad nimi zapanować. W dodatku w dotyku są suche i szorstkie, a piękny lśniący kolor robi się matowy!! Tak chyba nie miało być, prawda?  I żeby nie było, że go źle używam: spryskuję włosy z odległości wyprostowanej ręki i tylko troszeczkę, masuję chwilę po czym wyczesuję. To nie wielka filozofia, więc napewno wszystko powinno być ok.
Latem nie sięgam po suszarkę i daję włosom wyschnąć naturalnie i mają one tendencję do falowania, więc potem spryskuję je tylko kosmetykiem z solą morską i mam tzw. beach look i chciałam nieco nadać włosom puszystości właśnie za pomocą Batiste, ale niestety u mnie to nie działa, bo jak już wspomniałam fale strasznie są napuszone, a na głowie mam istną´´ aureolę´´. Kiedy natomiast wyprostuję je prostownicą i spryskam Batiste jest tak samo-puch, puch i jeszcze raz puch! Nie tego oczekuję!

A co z najważniejszą rolą odświeżenia włosów?  Tak, owszem włosy są odświeżone i od biedy mogę wyjść na ulicę, ale ten stan nie trwa długo, bo za kilka godzin już wyraźnie widać, że trzeba je umyć. Nie , nie stosuję go na mega przetłuszczone włosy i nie mam włosów przetuszczających się tylko normalne, obecnie trochę suche przez twardą, polską wodę.

Nie wiem co myśleć. Ja w każdym razie nie wyśpiewuję peanów na jego cześć. Pewnie do innych włosów  sprawdza się lepiej. Nie dziwię się, jeśli ktoś powie,że to dla niego kosmetyczny must have. Mnie za bardzo przeszkadza to, że robi mi z włosów efekt waty cukrowej na patyku no i jak widzę włosy latające mi wokół głowy i żyjące swoim życiem, które po tym suchym szamponie wyglądają jakby we mnie piorun trafił to mam wątpliwości czy chce mi się jeszcze patrzeć na półkę z Batiste... Czyżby kolejny fenomenalny kosmetyk, który mi nie pasuje?

Ocena: 2+ / 5

Cena: 200ml / 15zł

Dostępność: Rossmann


A jakie Wy macie zdanie o suchych szamponach Batiste?  

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Bell - Fasion Colour








Jeśli wiecie jaki ten kolor ma numerek to piszcie koniecznie, bo ja dostałam go bez żadnego oznaczenia i nie umiałam nigdzie go znaleźć:/

Mam dwa lakiery z tej serii : ten różowy ( na fotkach widać go jako czerwień, ale to róż, taki cukierkowy róż) oraz mocną brzoskwinię i mimo, że normalnie nie kupiłabym takich kolorków to te na lato mi się podobają, a ja do wszelakich róży jestem nastawiona negatywnie.

Kryją już po jednej warstwie i mają bardzo fajny połysk, ale najfajniejsza jest w nich konsystencja i łatwość malowania! Naprawdę nawet te z was, które nie malują zbyt często paznokci i nie wychodzi im to dobrze nie będę tu miały problemów. Lakier nakłada się wyjątkowo wygodnie i przede wszystkm szybko! Czas schniecia jest optymalny, napewno nie dłuższy niż zwykle.

Trwałość to równe 3 dni i dla mnie to normalka, nie zaniżę przez to oceny, bo to naprawdę świetne lakiery, cała paleta ma takie barwy, które chętnie bym u siebie widziała.

Nie zastanawiajcie się tylko lećcie po jakiś fajny kolorek z serii Fashion Colour!

Ocena: 5 / 5

Cena: 11g /  ?

Dostępność: nie wiem, dostałam


Jak Wam się podoba ten kolor?


piątek, 7 sierpnia 2015

Sally Hansen - 18K Gold - odżywka wzmacniająca ze złotem







Nowinka w ofercie Sally Hansen -odżywka ze złotem, która ma pełnić rolę utwardzacza. Można ją nakładać solo, jako bazę pod lakier lub na lakier w celu dekoracyjnym ( co wydaje mi się bezsensowne, ale o tym za chwilę). Poza tym mamy oczekiwać po niej nawilżenia, utwardzenia i szybszego wzrostu płytki paznokcia. Czy to godny polecenia produkt? Moim zdaniem nie. Dlaczego? Czytajcie dalej:

Opakowanie: 10ml buteleczka z pędzelkiem. Nic nadzwyczajnego.

Konsystencja: jest to bezbarwny lakier ze złotymi płatkami, które wbrew temu co widać na zdjęciach producenta nie jest tak bardzo napakowany tymi drobinami. Są one raczej luźno zawieszone w lakierze. Zresztą ja i tak nie bardzo wierzę, że to 18karatowe złoto...

Działanie: zaznaczam od razu, że stosuję ją tylko jako bazę pod lakier, bo kiedy nie maluję paznokci to daję im odpocząć i niczym ich nie mażę, bo po co? Natomiast w roli dekoracyjnej, czyli na już położony lakier ta odżywka kompletnie się nie sprawdza, bo drobinki nakładaja się nierówno. Nie da się nałożyć ich tak by była ich taka sama ilość na każdym paznokciu. Raz jest ich więcej, a raz mniej i dlatego nie widzę sensu takiego użycia. Zresztą były by widoczne chyba jedynie na ciemnych lakierach np. czarnym czy granatowym. Muszę też dodać, że po pomalowaniu wysycha w sekundę i nie nabłyszcza paznokci.

Druga sprawa to ta, że  te drobiny mimo tego, że są niewyczuwalne to ciężko schodzą w trakcie zmywania zmywaczem i jeszcze przez dwa dni´´ siedzą´´ na niektórych paznokciach. To kolejny minus. Następny jest taki,iż odżywka w ogóle nie sprawia, aby jakikolwiek lakier trzymał się u mnie dłużej niż zwykle. W ogóle na tym polu nie działa i to samo potwierdza moja Mama, z którą ten kosmetyk używam. Obie też nie zaobserwowałyśmy działania w kwestii nawilżenia i utwardzenia. Paznokcie mamy takie same jak zwykle, choć ja na swoje nie mogę narzekać aczkolwiek mogłyby być trochę twardsze i mniej suche. Co do ich szybszego wzrostu to i tak mi na tym nie zależało, bo same z siebie rosną bardzo szybko.

Jak w takim razie działa ta odżywka? Dla mnie nijak. To normalny bezbarwny lakier z gadżetem w postaci złotych płatków, który można użyć w celu zabezpiecznia paznokci przed odbarwieniem z lakierów. Nic więcej. Nie zniechęcam jednak całkowicie, bo może Wy zauważycie w niej coś niezwykłego?


Ocena: 2 / 5

Cena: 10ml / ok. 15zł

Dostępność : nie wiem, dostałam


Spotkałyście się już tym produktem?

środa, 5 sierpnia 2015

Sarah Jessica Parker - Lovely





Nie oglądałam nigdy Seksu w Wielkim Mieście i wcale nie żałuję, bo takie seriale to nie dla mnie. Jednak po wypróbowaniu innego zapachu Sarah, a mianowicie Twilight, który uważam za bardzo dobry na jesień i zimę porównywalny do Obesssion CK postanowiłam sięgnać po bardzo chwalony Lovely, który z kolei jest porównywany do Narciso Rodrugiez for her. Najpierw była próbka i jakoś tak wpadł mi w ręce flakon przy okazji wymiany i niestety, ale to nie to czego oczekiwałam, teraz już wiem, że poprostu takich zapachów nie lubię...


Delikatność, delikatność, delikatność. Lovely jest zwiewny, przestrzenny, niemal cielisty. Tak bardzo, że w ogóle go na sobie nie czuję i nie chodzi o to, że zapach dobrze współgra z moją skórą, bo otoczenie również go na mnie nie wyczuwa. Dużo tu krystalicznego piżma i konwalii, której mimo, że w składzie brak to mój nos identyfikuje ją na samym starcie. Jednak po pół godzinie, a nawet mniej to wszystko znika, ulatnia się i nie pozostaje ani cień zapachu. Żadna inna nuta już potem na mnie się nie pojawia. Czy jest podobieństwo do Rodrigueza? Niewielkie, bo Lovely zaczyna się alkoholowo to raz. Dwa, że są niesamowicie wręcz nietrwałe ( to kwestia indywidualna rzecz jasna, bo spotkałam się z opiniami jakoby były mocne i ogoniaste!) i jedyne co obie te kompozycje łączy to owo piżmo. Rodrugiez to klasa sama w sobie, zapach, który kojarzy mi się z ołówkową spódnicą, białą koszulą, jest sensualny i seksowny, a Lovely to dla mnie nic ciekawego.

Najbardziej razi mnie tu właśnie zerowa trwałość i projekcja, bo to czynniki, które sprawiają, że dane perfumy skreślam i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Jeśli macie wybierać między Lovely a N. Rodriguez for her to nie zastanawiajcie się tylko wybierzcie te drugie!

Nie jest to typowy kompocik celebrycki i to jedyna zaleta. Nie, dla mnie wielkie NIE.





Nuty zapachowe:

nuty głowy: lawenda, bergamotka,mandarynka, Martini

nuty serca: paczula, orchidea, biały pieprz

nuty bazy: białe piżmo, nuty drzewne, cedr, sól


Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 120zł

Dostępność: perfumerie online


A Wy jak odbieracie Lovely?



wtorek, 4 sierpnia 2015

Skarb Matki - budyń do ciała czekoladowo-pomarańczowy






Budyń do ciała. Kto z nas nie chciałby posmarować się takim smakołykiem? Producenci wiedzą jak przyciągnąć do swoich produktów i to działa, bo mój Starszy bardzo polubił ten kosmetyk i ciągle pyta kiedy będziemy się smarować ´´budyńkiem´´:D. Za sam pomysł producentowi należą się brawa! A jak z działaniem? Nie mogę narzekać, choć pewnie nie jest to kosmetyk dla skóry wrażliwej i bardzo suchej, problematycznej.

Opakowanie:plastikowy słoiczek, zwykły, ale poręczny, bo można wykorzystać produkt do samego końca. Szkoda tylko, że ma 140m, bo to trochę za mało.

Zapach i Konsystencja: wyobrażałam sobie, że budyń będzie miał rzeczywiście konsystencję budyniu i czekoladowy kolor, a także będzie pachniał mocno i jadalnie coś na kształt lubianych przeze mnie, a już trudnych do zdobycia maseł do ciała Fruttini. Nie, tak nie jest, co nie znaczy, że jest źle! Otóż budyń jest lekko beżowy i naprawdę wygląda jak schłodzony, rozmieszany budyń. Trochę ´´ucieka´´ z palców w trakcie nabieranie ze słoiczka, ale ogólnie nie ma przy tym problemów.



Pachnie natomiast lekko kakaowo, a nuta pomarańczowa jest w oddali. Generalnie ten zapach napewno nie jest bardzo mocny,choć wyczuwalny i czuję w nim kosmetyczne naleciałości. W każdym razie dla mnie nie jest typowo jadalny i nie mam ochoty sięgać po łyżkę. Starszemu jednak bardzo odpowiada:)


Działanie: tu nie mam żadnych zastrzeżeń, ale do czego się mogę przyczepić skoro Starszy od urodzenia ma skórę normalną bez skłonności do przesuszeń i nie musi być smarowany codziennie. Nie potrzeba mu specjalistycznych preparatów do nawilżania dlatego budyń ten bardzo dobrze jego skórę wygładza, odżywia i nawilża, a przy tym nie jest tłusty, choć lekka warstwa na ciele jest trochę wyczuwalna, aczolwiek nie utrudnia ubrania się. To produkt przede wszystkim dla skóry normalnej, bo wątpię, aby skóra mocno sucha była z niego zadowolona. Na lato jednak jest jak znalazł!

Pomarudzę jednak trochę nad składem. Nie jest najgorszy, ale mogłby być trochę lepszy, mieć więcej naturalnych substancji w końcu to kosmetyk skierowany przede wszystkim dla dzieci.


Podsumowując: jeśli lubicie ciekawie pachnące kosmetyki i potrzebujecie nawilżacza na teraz to spróbujcie tego czekoladowo-pomarańczowego deseru, bo kto powiedział, że musi on być tylko dla najmłodszych w końcu i my lubimy słodycze:)


Ocena: 4 / 5

Cena: 140ml / ok. 13zł

Dostępność: apteki


Wypróbowałyście już ten budyń?

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Melkior - Nail Lacquer - Wild Love






Marka Melkior kompletnie nic mi nie mówiła. Nigdy o niej nie słyszałam i kiedy dostałam ten lakier pomyślałam, że owszem kolor jest ciekawy, ale to przecież nie wszystko! Poszperałam trochę i odkryłam, że to firma z Rumunii  ( ale lakier jest wyprodukowany w Stanach) mająca w ofercie szeroką gamę produktów do manicure, a także do makijażu. Nie wiem czy jej produkty można dostać stacjonarnie, a póki co zachęcam do zapoznania się z nią TU.

Nazwa mojego odcienia to Wild Love. To wiśniowy bez jakichkolwiek drobinek o ładnym połysku. W ogóle ten kolor jest uniwersalny i nadaje się na każdą okazję i za to go lubię. Wielkie brawa za rewelacyjną konsystencję i pędzelek, dzięki którym lakier nakłada się bardzo szybko i sprawnie bez smug, mazania czy brudzenia. I była by to świetna propozycja na szybko, ale mam co do tego wątpliwości, ponieważ wydaje mi się, że czas schnięcia jest o kilka minut dłuższy niż zazwyczaj. Po 5 minutach lakier w dalszym ciągu był miękki i przypadkowo go uszkodziłam, więc musiałam nowa malować paznokcie tam, gdzie była tego potrzeba. Dla mnie to minus, bo mam czas robić manicure tylko wieczorami, kiedy dzieci śpią i chcę,żeby lakier wysychał i twardniał najszybciej jak się da i wiele to robi.Ten może nie schnie bardzo długo, ale mógłby szybciej.

Szkoda tylko, że trwałość nie jest większa, bo paznokcie pomalowane w piątek rano już w niedzielę nosiły ślady odprysków i musiałam to zamaskować, bo nie mogłam w tej chwili zmyć lakieru całkowicie. Niby jest to minus, ale nie znam lakieru, który jest naprawdę super trwały, bo nawet Essie nie wytrzymuje u mnie dłużej niż 4 dni.

Ta czy inaczej uważam, że z warto przetestować Nail Laquer. Z pewnością wybierzecie ciekawy kolor dla siebie!

Ocena : 4+ / 5

Cena: 15m / 26zł

Dostępność: strona marki


Znacie te kosmetyki? Co sądzicie o tym kolorze?