środa, 30 września 2015

Zużycia miesiąca-wrzesień 2015


Kolejne denko i znów nie ma tego za wiele i kolejny raz nic z kolorówki, choć widzę, że dwa tusze już prawie się kończą, więc pewnie wydenkuję je do przyszłego miesiąca. Póki co oto moje wrześniowe zużycia:





1. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris-Pharmaceris Baby- bezpieczny krem ochronny do ciała i twarzy SPF 50

Możecie poczytać o nim TU

Oceny nie zmieniam, ale jednak już go nie kupię. Wolę filtr Musteli.


2. Le Petit Marseillias - kremowy żel pod prysznic i do kąpieli Morela i Orzech Laskowy

Bardzo dobry żel ( a w zasadzie kremowa emulsja, bo taką ma konsytencję) o pięknym słodkim aromacie moreli, który przypomina mi dżem z tych owoców. Natomiast nie wiem o co chodzi z tym orzechem laskowym, bo jego obecności nie stwierdziłam. Aromat moreli jest mocny i nawet po prysznicu dobrze go czuć na skórze i w łazience. Poza tym żel świetnie się pieni, nie wysusza skóry i poprostu dobrze myje. Jedyną wadą jest okropnie nieporęczne opakowanie, bo powinno mieć pompkę lub inną zatyczkę! Żel leje się po butelce w trakcie aplikacji, więc musiałam go przelać do innego opakowania.  Z chęcią wypróbuję inne żele do mycia Małego Marsylijczyka!


Ocena: 5 - / 5

Cena:650ml / ok. 15zł

Dostępność: np. w Rossmanie


3. Oceanic - AA - Sun- ochrona przeciwsłoneczna w sprayu SPF 30

Pokazywany TU 

Oceny nie zmieniam, ale nie polecę z pełnym przekonaniem z powodu Benzophenone-3 w składzie i dlatego sama napewno już po ten spray nie sięgnę.


4. Global Cosmed- Bobini Gruszkowe Psoty- szampon, żel i płyn do kąpieli

Mój starszy synek uwielbia pachnące żele do kąpieli i co chwila wybiera sobie inny. Gruszkowe Psoty również mu się spodobały. Jest perłowy, średnio gęsty i bardzo ładnie pachnie oczywiście gruszkowo choć ten aromat jest moim zdaniem słabszy niż inne z tej serii.
Używany był w charakterze płynu do kąpieli i żelu pod prysznic i w obu przypadkach sprawdził się  na piątkę. Nie podrażnia i nie wysusza, mogłam śmiało zrezygnować ze smarowania synka, choć zaznaczam, że ma on skórę normalną i niewrażliwą. Pieni sie bardzo dobrze i tworzy trwałą, pachnąca piankę. Wart polecenia!

Ocena: 5 / 5

Cena: 400ml / ok. 10zł

Dostępność: np. w Rossmanie


5. Dove -Silk Glow - odżywczy żel pod prysznic

Tę dużą butlę dostała moja Mama, więc wszyscy jej używaliśmy. Zwykle kręcę nosem na żele Dove, bo w Finlandii są one dosłownie wszędzie i na każdym kroku, więc jeśli nie ma co wybrać to zawsze jest żel Dove:) Silk Glow używałam po raz pierwszy i uważam, że jest dobry tylko nie zgodzę się z tym jakoby moja skóra miałaby być nawilżona. Nie jest. To poprostu mocno kremowy żel o ciekawym kremowym zapachu. Mocno sie pieni, dobrze myje i powtórzę raz jeszcze: mojej skóry NIE nawilża, bo i tak muszę sie potem czymś posmarować. Niemniej wart wypróbowania, choć dla mnie to jednorazowa przygoda i do niego już nie wrócę.

Ocena: 5 - / 5

Cena: 500ml / w zależności od sklepu

Dostępność: np. w Rossmanie


6. Oceanic - AA- Oil Essence - multi balsam do pielęgnacji ciała do skóry suchej

Balsam w niesamowicie wkurzającym opakowaniu, które jest wykonane ze zbyt twardego plastiku i trzeba zawartośc wytrząsać już od samego początku, a potem trzymać tylko na ´´głowie´´. Nie pomaga w tym też gęsta konsystencja, ale w działanu balsam jest dobry. Nie rewelacyjny, bo do bardzo suchej skóry się nie sprawdzi. W przypadku mojej normalnej, lekko wysuszonej było dobrze. Skóra od razu była gładka, odżywiona i nawilżona na dłużej niż jeden dzień i to uczucie nie znikało po umyciu. Balsam trochę się marze w trakcie aplikacjimi zostawia lekko wyczuwalny film, ale mnie aż tak bardzo to nie przeszkadzało, bo używałam go tylko wieczorem. Fakt, że parafina jest zaraz na początku składu, więc za to duży minus, bo przecież producent chwali się obecnością oleju tsubaki i arganowego, więc dlaczego dodał też zbędną parafinę?!

Balsam ma pachnieć jak kwiat ylang-ylang. Moim zdaniem nie do końca tak jest. Pachnie poprostu kwiatowo i dość nijako. Na całe szczęście ten aromat nie jest bardzo mocny.  Mimo drobnych wad uważam, że to dobry produkt, ale sama już do niego nie wrócę.

Ocena: 4 / 5

Cena: 250ml/  dostałam

Dostępność: dostałam


7. Lierac - Diopticerne - krem rozjaśniający cienie pod oczami

Tę 5ml tubkę dostałam w zestawie z innym kremem Lierac i w zasadzie nie wiem czemu, bo nie mam problemu cieniami. Są, owszem, ale bardzo niewielkie i z łatwością kryje je korektor. Druga sprawa, że dla mnie ten kosmetyk to nie krem, a leciutka emulsja, która nawet dobrze nie nawilża. Ot takie mazidlo do używania nie wiadomo po co. Zużyłam i zapomniałam. W ofercie jest jeszcze wersja z kolorem.

Nie będę oceniać, bo jest to preparat nie dla moich potrzeb, więc nie wiem czy wywiązuje się z głównego zdania.
zęst

8. Babydream - żel do mycia niemowląt

Jeden z moich ulubionych kosmetyków dla maluszków. Świetny skład, super łagodność zarówno przy stosowaniu do mycia ciała jak i włosków. Bezbarwny żel o przyjemnym zapachu bardzo dobrze zmywa też oleje! Warto go mieć!

Ocena: 6 / 5

Cena: 500ml / ok. 10zł

Dostępność: Rossmann


9. Oceanic - AA- Intymna PRO- specjalistyczny płyn do higieny intymnej Fresh

Kosmetyk kupiony przez moją Mamę,więc razem używałyśmy. Nie podoba mi się to, że jest on koloru zielonego, bo nie rozumiem potrzeby koloryzowania takich produktów. Przecież to dodatkowe ryzyku podrażnienia! Mnie jednak nic się nie stało, ale nie jest to produkt wybitny. Poprostu zwykły żel do częstego użytku, którey jednak nie odświeża na długo. Myć myje, nie wysusza i nie podrażnia. Ma delikatny, jakby roślinno- kosmetyczny zapach. Można wypróbować jeśli nie zwracacie uwagi na to, czy płyn do higieny intymnej jest barwiony.

Ocena: 4 - / 5

Cena: 200ml / ok 12zł

Dostępność: np. w Rossmanie


Znacie coś z moich zużyć?







wtorek, 29 września 2015

Farmona - Monoi&Thermo- termoochronny spray





Zrezygnowałam z suszarki, bo polska woda dostatecznie mocno mi moje włosy wysusza. Prostuję jednak moje włosy, bo w takiej fryzurze czuję się najlepiej i najszybciej mogę ją stworzyć. Pamiętam jednak, aby nie przesadzać z tym i sięgam po prostownicę raz w tygodniu przedtem zabezpieczając włosy środkiem termoochronnym. Obecnie używam dwóch, a dziś będzie o tym marki Farmona z serii Monoi &Thermo. W skład serii wchodzi też szampon ochronny i balsam regenerujący, które bardzo chętnie także bym wypróbowała.

Dla mnie spraye termoochronne nie różnią się zbytnio między sobą, a wiem co mówię, bo stosuję je od lat i skaczę od półki wysokiej do średniej i niskiej. Zdażało się jednak, że niektóre obciążały włosy i przeważnie robiły to te tańsze. Nie jestem jednak przywiązana do konkretnego produktu i   zmieniam je często. Ten spray również spełnia moje oczekiwania i jak najbardziej mogę go polecić.
.


Opakowanie: zwykła, plastikowa butelka ze sprayem, który trochę jednak moczy włosy, więc trzeba uważać w trakcie aplikacji, by nie przesadzić.

Zapach i Konsystencja: pomarańczowa woda o przyjemnym zapachu jakby słodkawo kwiatowym, ale nie jest on bardzo intensywny w tle wyczuwam też delikatną nutę alkoholu, który nie wiedzieć czemu znalazł się w składzie.

Działanie: producent zapewnia nas, że ten produkt odżywia włosy i utrwala fryzjurę. Otóż nie i te obietnice można włożyć między bajki. To poprostu dobry spray, którego używamy przed sięgnięciem po wszelakie urządzenia do stylizacji włosów na ´´ciepło´´.  Nie obciąża, nie matowi ani nie skleja, ale oczywiście przesada w aplikacji też nie jest wskazana. Osobiście uważam, że prostownica szkodzi wtedy, gdy używamy jej za często, nie stosujemy żadnego termoochraniacza i poprostu nie dbamy o włosy jak należy tj. myjemy je tylko szamponem, zapominamy o maskach, olejach itd. Oczywiście dużą rolę odgrywa też wybór odpowiedniego sprzętu, bo przekonałam się, że nie zawsze najdroższe znaczy najlepsze, a o tanim lepiej zapomnieć. Od lat chwalę i będe chwalić prostownice Remington.

Produkt wart polecenia i dajcie znać jesli stosowałyście inne produkty z tej serii!


Ocena : 5- / 5

Cena: 250ml/ nie wiem, dostałam

Dostępność: dostałam

A jaki Wy spray termoochronny teraz stosujecie?


poniedziałek, 28 września 2015

Revlon - Colorstay Gel Envy nr 440 Wild Card





Świetny, intensywny, elektryzujący kolor, którego nie sposób nie zauważyć to najbardziej podoba mi się w tym lakierze, bo jego jakość niczym nie odbiega od tańszych ´´kolegów´´.

Malowanie to też przyjemność, bo lakier kryje już po jednej warstwie, choć wg rady producenta nalezy nałożyć dwie z tego względu, że to lakier 2w1, czyli ma już w sobie bazę. W ogóle sama aplikacja jest szybka i kompletnie bezproblemowa za sprawą rewelacyjnej konsystencji i lekko spłaszczonego pędzelka. Szkoda tylko, że psuje to czas schnięcia. Otóż po 20min od pomalowania lakier okazał się wciąż miękki i jako, że malowałam paznokcie przed pójściem spać to rano miałam na nim odbity wzorek z pościeli:/ Nie zdażyło mi się to jak dotąd z nawet tanimi lakierami nieznanych marek, więc tu duży minus dla Revlonu!

Najlepiej zaopatrzyć się w top coatz tej samej serii, choć niekoniecznie. Myślę, że nawet z nim Colorstay Gel Envy nie grzeszy trwałością, bo po 3 dniach mocno już odpryskiwał i zmycie było konieczne,a zmywa się szybko i nie rozmazuje.

To nie jest żadna rewelacja. Normalny lakier tyle, że w szałowym kolorze i tylko dlatego będę go używała pamiętając, by nie kłaść się spać zaraz po pomalowaniu.

Ocena 4 - / 5

Cena: 11,7ml / dostałam

Dostępość: nie wiem, dostałam


Miałyście lakiery z tej serii? Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 25 września 2015

Yves Rocher-Neonatura Souffle









Mniej znana wersja Neonatury, która nie powinna w ogóle nosić tej nazwy, ponieważ to dwa kompletne różne zapachy i o ile wersja podstawową uwielbiam i nie pojmuję dlaczego YR zdecydowało się ją wycofać ( obecnie flakon osiąga kosmiczne ceny) to Souffle to dno dna. Gorzej się już chyba nie dało.

Jeśli spojrzymy na nuty to widzimy, że powinnien to być zapach raczej na wiosnę, lato ciepły, lekko cytrusowy-kwiatowo słodkawy. Niestety od samego początku czuć niewiele więcej niż słabe cytryny i ich skórki oraz podsuszony już imbir, który nic konkretnego już tu nie wnosi, bo jest już niezbyt świeży. Gardenia tahitańska jeśli jest to wyjątkowo anemiczna, bo prawie wcale jej nie czuć. Innych kwiatów również brak nie wspominając o wanilii czy bursztynie.

Najgorsze jest jednak to, że można na raz zużyć całkiem sporo, a i tak po chwili perfumy poprostu się ulatniają. Ich trwałość i projekcja są bardzo marne, bo na mnie Souffle gaśnie już po niecałej godzinie zresztą nawet w ogóle się nie rozwija wciąż jest tylko cytryna z imbirem jak z mgiełki zapachowej. Wstyd, że YR postanowiło wypuścić coś tak nieudanego, ale na szczęście i Souffle jest już wycofany, choć można je jeszcze spotkać. Ja radzę trzymać się z daleka. Nieudany twór, wypuszczony niewiadomo po co i dla kogo. I tylko szkoda starej, dobrej Neonatury Cocoon...


Nuty zapachowe:

nuty głowy : imbir, mandarynka, cytryna, bergamotka

nuty serca: jaśmin, ylang ylang, kwiat gardenii tahitańskiej ( Tiare)

nuty bazy: bursztyn, benzoina, wanilia


Ocena: 1 / 5

Cena:?

Dostępność : aukcje


Znacie ten zapach?

środa, 23 września 2015

Iwostin- Perfectin Re-Liftin-profesjonalny peeling na noc dla skóry dojrzałej






Interesował mnie ten peeling od dłuższego czasu i postanowiłam sobie go sprawić kiedy zawitam do Polski. Są 3 warianty do wyboru: przeciw niedoskonałości dla cery tłustej i mieszanej, do skóry dojrzałej i na przebarwienia. Szkoda, że nie zdecydowałam się jednak na ten do skóry tłustej, bo odkąd tu przyjechałam walczę z zamkniętymi zaskórnikami i nie wiem czym są one spowodowane. Z drugiej strony jednak im dłużej używam wersji Re-Liftin tym bardziej wątpię w jej działanie. Obecnie mija 3 miesiąc regularnego używania, a ja nie widzę absolutnie żadnych rezultatów  i wiem, że kolejnego opakowania napewno już nie kupię. Zresztą i tak uważam, że dla skóry dojrzałej ( 40letniej) ten produkt będzie za słaby i śmiało można z niego korzystać wcześniej i nie bać się, bo krzywdy napewno nie zrobi.  Póki co jednak jestem rozczarowana i to mocno.


Opakowanie: szklana buteleczka z pipetką, która dozuje tyle ile trzeba. Nie mam się do czego przyczepić.




Zapach i Konsystencja: bezbarwny i bezzapachowy dość lejący płyn.





Działanie: peeling używamy na noc pod swój ulubiony krem ( niekoniecznie z tej samej linii, choć dobrze by było) . Najpierw stosujemy go codziennie przed 2 tyg, a następnie co 1-2 razy w tygodniu pamiętając by w dzień smarować twarz kremem z filtrem.

Stosuję się do tych zaleceń i nie zauważyłam nic. Kompletnie nic. Fakt, że zmarszczek nie mam i moja cera wygląda młodo, ale moim zdaniem peeling w ogóle nie złuszcza naskórka, nie wygładza. W trakcie nakładania nie ma  szczypania, jest on niewyczuwalny na skórze i nie pozostawia  filmu, nie podrażnia w żadnej sposób, nie powoduje zaczerwienienia.  Momentalnie się wchłania nie nawilżając skóry, bo moja była matowa i lekko ściągnięta także naprawdę warto wklepać potem krem na noc. Jednak po 3 miesiącach powinnam już coś zaobserwować, a tymczasem mam wrażenie smarowania skóry bezbarwną mazią, która nic nie robi.

Niby w składzie jest 7% kwas laktobionowy,Actopontine i Reginine tylko co z tego? Naprawdę nie znoszę kosmetyków po których nie ma żadnego rezultatu i żałuję wydanych pieniędzy na ten peeling. Oczywiście dokończę buteleczkę i poinformuję Was, jeśli coś się zmieni aczkolwiek nie wydaje mi się, że jakieś zmiany będą. Osobiście nie polecam.

Ocena: 1+ / 5

Cena: 30ml / ok.40zł

Dostępność: apteki

Używałyście tych peelingów Iwostin?

wtorek, 22 września 2015

Paese-eyeliner w płynie











Noszę okulary i bez względu na porę roku mam problem z łzawiącymi oczami. Najgorzej jest w wietrzne dni, bo jeszcze w ładną pogodę ten kłopot nie jest tak nasilony, a jako, że uwielbiam eyelinery to ciągle denerwowało mnie to, że każdy jeden rozmazuje się w końciku oka i piękna wykonana rankiem ´´jaskółka´´ po wyjściu na dwór cała się rozpływa, a ja ratuję się lusterkiem i patyczkiem higienicznym:/ Długo szukałam wodoodpornego linera i myślałam, że te żelowe będa bardziej trwałe co okazało się nieprawdą. Zrezygnowana poszłam ostatnio do małej drogerii,którą bardzo lubię i często odwiedzam kiedy jestem w Polsce, bo mają tam wiele kosmetyków na które trudno natrafić w wielkich sieciowych drogeriach.

Poprosiłam Panią o czarny eyeliner w płynie koniecznie wodoodporny. Podała mi kartonik, a w środku znajdował się kałamarz z linerem Paese. Znam tę markę i mam do niej mieszane uczucia, ale dawno już nie testowałam jej produktów, więc pomyślałam, że zaryzykuję tym bardziej, że wg obietnic producenta ów kosmetyk ma być odporny na wodę, rozmazywanie i ścieranie, choć jeśli mam być szczera to nie bardzo w to wierzyłam, bo skoro nawet drogie linery i tak mi się rozmazywały to czy inaczej będzie z takim za trochę ponad 20zł?  I tu muszę odszczekać i pokornie przyznać, że się myliłam. Ten liner rzeczywiście jest trwały!

Opakowanie : czarna buteleczka na której niestety nie doszukałam się pojemności. Nie ma jej też na kartoniku i to dla mnie dziwne.

Aplikator: cienki pędzelek. Dla mnie trochę za cienki, ponieważ nowicjuszki będą miały problem z narysowaniem idealnej jaskółki. Ja daję radę i nie uważam, aby to było trudne aczkolwiek pędzlek mógłby być minimalnie grubszy.




Działanie: czerń jest intensywna i lśniąca. Liner zasycha po pomalowaniu niemal natychmiast i co dla mnie ważne nie podrażnia powiek. Można nim wykonać zarówno cieńsze jak i grubsze kreski, które przetrwają cały dzień niezależnie od pogody. U mnie wytrzymały w nienagannym stanie nawet łzawienie oczu,a to naprawdę wielka sztuka! Jednak moim zdaniem nie jest to produkt wodoodporny, ponieważ testowany na dłoni i potraktowany kroplą wody zmył się natychmiast bez zostawiania jakiegokolwiek śladu. Tak samo szybko zmywa się jakimkolwiek preparatem do demakijażu niekoniecznie dwufazówką.




Nie spodziewałam się, że ten liner będzie taki dobry i chyba dokupię drugi egzemplarz. Szczerze polecam!

Ocena: 5+ / 5

Cena: zapłaciłam 22zł

Dostępność: kupiłam w małej drogerii

Znacie ten eyeliner?


P.S Wybaczcie te beznadziejne zdjęcia, ale tym aparatem się poprostu nie da zrobić dobrego swatcha. 


poniedziałek, 21 września 2015

May to Be Cosmetics- Las Vegas Glam&Shine-lakier o przedłużonej trwałości nr 607







Lakiery kupiony zupełnym przypadkiem w ramach akcji odwiedzania małych drogerii, gdzie nierzadko można trafić na kosmetyczne perełki. I ten lakier, nieznanej marki właśnie taki jest. Świetny!

Kolor 607 to intensywna, ´´strażacka´´ czerwień o żelkowym połysku. Bez jakichkolwiek drobinek. Obawiałam się konsystencji,ale nie było czego. Mimo, że pędzelek nie jest zbyt duży to lakier nakłada się wyjątkowo dobrze i szybko, a kryje już po jednej warstwie, choć ja i tak nakładam dwie, ale nawet nie trzeba tego robić. Czas schnęcia też mnie zaskoczył. Ani się obejrzałam,a paznokcie były już suche i rano ( maluję je zawsze wieczorem) nie było żadnych zagnieceń czy innych uszkodzeń.

Czy trzyma się dłużej niż inne lakiery? Raczej nie. U mnie po 3 dniach widać było małe odpryski aczkolwiek ten odcień tak mi się podoba, że zmyłam go dopiero po 4 dniach, gdy było to już bardziej widoczne.

Jeśli zauważycie gdzieś w małych drogeriach te lakiery to nie wahajcie się tylko koniecznie kupcie. Sama mam zamiar nabyć jeszcze kilka kolorów!

Ocena: 5+ / 5

Cena:10ml/ 8,50zł

Dostępność: drogerie


Znacie te lakiery? Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 18 września 2015

Dsquared2 - Potion for women





Od jakiegoś czasu zauważyłam, że robię się wybredna pod względem zapachów. Prawie nic mi nie pasuje, kręcę nosem, marudzę, a jedyne perełki bliskie mojej duszy odnajduję w niszy.  Pamiętam, że jakiś czas temu poznałam męską wersję Potion, ale chyba nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, bo... kompletnie nie pamiętam jak pachnie. Wiem natomiast, że od damskiej będe się trzymała z daleka. Na zawsze. 

Nie mogę uwierzyć, że w tym ładnym flakoniku zamknięto aromat jeżynowo-jagodowego szamponu. Jeśli znacie Amethyst Lalique to już wiecie jak pachnie Potion. Dla mnie te dwie kompozycje w zasadzie się nie różnią i obu ich szczerze nie lubię. Nosząc Potion czułam się jakbym wylała na siebie właśnie jagodowy szampon i wymyła się toaletowym mydełkiem. Nutą dominującą są tu dość sztuczne jeżyny i mydełkowe piżmo. Coś musi być jednak jeszcze, bo skład jest interesujący przecież! No nic. Kompletnie nic. Zresztą nawet nie mam się nad czym rozwodzić, bowiem cały ten jeżynowy szamponik ulatuje ze mnie w mig i po 2 godz kompletnie nic na sobie nie czułam, a dodam, że wcześniej spryskałam się hojnie!

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że to w mojej opinii zapach kompletnie niedopracowany. Zero w nim kobiecości, zmysłowości, tajemnicy. Jest prosty do bólu i mało oryginalny. Nie chcę czymś takim pachnieć i wpisuję go na osobistą listę zapachowych ´´antyzapachów´´.

Wypróbujcie jedynie jeśli lubicie Amethyst i mydełkowo jagodowe klimaty. 






Nuty zapachowe:

nuty głowy: skórka bergamotki, jeżyny,fiołek

nuty serca: płatki róży, jaśmin, konwalia, rabarbar

nuty bazy: białe piżmo, piżmo,bursztyn, paczula, wanilia





Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 150zł

Dostępność: perfumerie online


A jak Wy odbieraccie Potion?

środa, 16 września 2015

Mustela - spray przeciwsłoneczny 50+UVB-UVA 25 PPD




Polecono mi ten kosmetyk, gdy zapytałam w aptece o produkt z jak najwyższą ochroną dla dzieci w wieku poniżej roku i przedszkolnego. Chciałam koniecznie spray, ponieważ łatwiej mi się go aplikuje, a moje dzieci są strasznie niecierpliwe w trakcie smarowania i bardzo ruchliwe. Nie namyślałam się długo, bo ufam Musteli i oprócz beznadziejnego żelu do nóg dla ciężarnych ma naprawdę godne polecenia specyfiki. Kosmetyk posiada 86% składników pochodzenia naturalnego:

  • System filtrów w 100% organiczno-mineralnych zawierający Tinosorb S i TiO2 naturalnego pochodzenia, bez nanocząsteczek
  • Chroniony patentem kompleks roślinny na bazie awokado: zapewnia wzmożoną ochronę komórkową i skórną. 
Opakowanie: bardzo poręczne, bo wyposażone w spray, który psika dokładnie tyle ile potrzebuję, choć myślę, że pod koniec i tak będę musiała tę tubę rozciąć

Zapach i Konsystencja: emulsja jest trochę lejąca ( w niczym mi to nie przeszkadza). Pachnie bardzo subtelne, w zasadzie tylko wtedy gdy zbliżymy nos do posmarowanego miejsca.



po rozsmarowaniu


Działanie: preparat rewelacyjnie sprawdził się na duże upały. Dużo lepiej niż pokazywana wcześniej ochrona dla dzieci od Pharmaceris! Owszem kosmetyk jest trochę tłustawy, nie wchłania się do końca i skóra się po nim błyszczy, ale nic a nic nie bieli, a to ogromny plus!!  O ile dzieciom nie robi różnicy świecąca warstwa na buzi to myślę, że dorosłym będzie to przeszkadzało i nie jestem pewna, czy da się na to położyć podkład.

Następną niewątpliwą zaletą jest, że skóra nawet po zmyciu kosmetyku jest gładka i dobrze nawilżona, nie wystąpiły żadne podrażnienia. Co się tyczy ochrony przeciwsłonecznej to wielkie brawa dla Musteli! Nawet w wielkie upały jasna skóra moich dzieciaków była doskonale chroniona, ale trzeba pamiętać, by smarować nie na dworze, ale 20min PRZED wyjściem i ponawiać aplikację po ok. 2-3 godz i koniecznie po kontakcie z wodą, bo ja jednak nie wierzę , że potem filtry działają.

Cieszę się, że zdecydowałam o zakupie tego sprayu. Bez wątpienia jest najlepszym jaki dotychczas stosowałam dla dzieci i będę do niego wracać. Nie chcę już innego!


Ocena : 5+ / 5

Cena: 200ml / w promocji zapłaciłam 56zł

Dostępność: apteki

Skład
Aqua (Water), Coco-Caprylate/Caprate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Lauryl Glucoside, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Ethylhexyl Triazone, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Titanium Dioxide, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Pentylene Glycol, Potassium Cetyl Phosphate, Stearalkonium Hectorite, Tocopherol, Glyceryl Caprylate, Sodium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Alumina, Xanthan Gum, Jojoba Esters, Propylene Carbonate, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract.



Stosowałyście ten spray? Lubicie kosmetyki Mustela?




wtorek, 15 września 2015

Bioderma -Sebium H2O- oczyszczający płyn micelarny







Kosmetyk kultowy znany chyba wszystkim. Używają go też znane modelki, celebytki i wszyscy się nad nim rozpływają, że nie ma niczego lepszego. Jako, że wersja do cery wrażliwej ( czerwona zakrętka) mi nie pasowała to postanowiłam kupić odpowiednią dla swojej cery, a że w pobliskiej aptece trafilam na promocję dwupaka za cenę jednej butelki, więc mam ogólem 1litr micela. Czy było warto? Mówiąc szczerze nie wiem czym tu się zachwycać. Micel jak micel. Znam inne, które działają dokładnie tak samo. Skończę te dwie butelki i nie sądzę, żebym już do tego produktu wróciła, ale po kolei:


Opakowanie: mam wersje 500ml w dużej butelce. Na podróż jest za duża , więc muszę się spieszyć z użyciem i mam nadzieję, że tę drugą butlę uda mi się szybko wykończyć, bo nie chcę jej brać do walizki.


Zapach i Konsystencja: niebieska woda o lekko alkoholowym aromacie.

Działanie: stosuję ten płyn do demakijażu i jako tonik po umyciu twarzy żelem.

demakijaż: płyn ma usunąć tusz, cienie, liner i szminkę i dokładnie to robi. Nie rozmazuje makijażu, a poprostu go rozpuszcza, bez pozostawiania efektu ´´pandy´´. Radzi sobie nawet z  mocną, trwałą szmink, a przy tym jest delikatny. Jako płyn do demakijażu jest jak najbardziej godny polecenia, aczkolwiek u mnie działa tak samo jak każdy inny tego typu produkt,więc nie widzę sensu przepłacać.

tonik: tu nie widzę jakiegokolwiek działania. Owszem, płyn odświeża i przygotowuje na aplikacje kremu, ale nie robi nic więcej. Ma ponoć usuwać niedoskonałości i im przeciwdziałać tylko, że niczego takiego nie zauważyłam, a przez tutejszą wodę niestety mam mały problem z zaskórnikami zamkniętymi i musiałam sięgnać po Skinoren.  Natomiast płyn rzeczywiście usuwa ewentualne resztki podkładu i doszczycza skórę nie podrażniając i nie wysuszając jej. Jednak tu znowu rewelacji nie ma, inne micele sprawują się dokładnie tak samo.


To dobry produkt, ale dla mnie żaden fenomen. Nie rozumiem jego sławy. Zwykły micel apteczny.

Ocena: 4+ / 5

Cena: za 2x500ml zapłaciłam 56zł

Dostępność: apteki

Skład: Aqua, PEG-6 Caprylic / Capric Glycerides, Sodium Citrate, Zinc, Gluconate, Coper Sulfate, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Mannitol, Xylitol, Rhamnose, Fructooligosaccharides, Propylene Glycol, Citric Acid, Disodium EDTA, Cetrimonium Bromide, Fragrance


A co Wy sądzicie o Sebium H2O?





poniedziałek, 14 września 2015

Miss Sporty-Lasting Colour Maxi Brush nr 548





Kolor dziwny, bo dalej nie doszłam do tego czy jest fioletowy czy fioletowo-szary. Niespotykany w każdym razie i o ile na samym początku mi się spodobał to po pierwszym malowaniu już wiem, że jest dla mnie za jasny i nie chcę go  kolekcji.

Technicznie w zasadzie niczym się nie różni od pozostałych lakierów z linii Lasting Colour Maxi Brus, bo o ile konsystencja jets trochę lejąca i trzeba uważać przy malowaniu to nałada się go dobrze i co ważne szybko. Smug też jakoś nie robi, a przynajmniej mniej niż pozostałe kolory, które pokazywałam. Dwie warstwy to konieczność, ale nie mam z tym problemu, bo  lakier schnie szybko. Jednak jego trwałość nie powala. Po dwóch dniach zaczął ścierać się na końcówkach,a  trzeciego już musiałam ( i chciałam) go zmyć.

Ten kolor mnie nie przekonuje.

Ocena: 3+/5

Cena: 7ml / ok. 6zł

Dostępność: w szafach Miss Sporty


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 11 września 2015

Calvin Klein-Eternity








Poznany dwa lata temu. Przypadkowo. Sięgnęłam po klasyczny flakonik z zieloną zawartością i przepadłam... Czym prędzej chciałam kupić, na już na szybko, na zbliżającą się wiosnę. Nie kupiłam. Zapomniałam. Niedawno jednak przypominałam sobie i sprezentowałam Mamie. Oczywiście chciałam też trochę go ponosić, bo to wiosna i moc kwiatów zamknięta we flakonie, a kolor płynu idealnie odzwierciedla to co czujemy. I stało się coś dziwnego. Eternity już przestało mnie czarować. Zobojętniałam, a flakon zostawiłam Mamie i już nawet na niego nie patrzę...


To bardzo znany zapach, więc mniemam, że większość z Was z pewnością go zna. Ponoć dla wielu jest ( jak ja nie znoszę tego słowa!) tfu tfu '' babciny''.  Niektórzy narzekają, że dusi i czują w nim dziwne metaliczne nuty. Słowem Eternity wywołuje mieszane emocje, ale zauważyłam, że nie podoba się on osobą młodszym, nastolatką i również uważam, że raczej do nich nie pasuje. Ten zapach potrzebuje zrozumienia. Mnie bardzo przypomina Sun Moon Stars Lagerfelda i nic dziwnego, bo obie kompozycje stworzyła Sofia Grojsmann i czuć to bardzo wyraźnie. Oba zapachy mają charakterystyczną lekką metaliczność, o której wspomiałam wyżej. Myślę, że to za sprawą goździka bohatera obu kompozycji. Tu również ów goździk rządzi, ale nie sam.

Eternity to zapach małej kwiaciarni, gdzie miła pani kwiaciarka trzyma kwiaty wszędzie dookoła, a jest ich tak dużo,że powietrze jest aż duszne od ich aromatu. Konwalie, goździki, lilie, narcyzy.  Przechadzając się dotykamy ich płatków i zbliżamy nos do kielichów wybierając, które z nich najbardziej pasowałyby na bukiet dla mamy. Pani uśmiecha się i zagaduje, radzi, jakie z nich najlepiej nadają się na kwiatowy podarunek. W końcu godzimy się z jej sugestią i po chwili pani znika na zapleczu , a my słyszymy rozwijaną folię, nożyczki tnące ozdobną tasiemkę oraz jej miękki głos wyśpiewujący pod nosem jakąś znaną nam ze słyszenia radiową piosenkę. Pani wraca i z tym samym ciepłym uśmiechem podaje nam przygotowany bukiet. Jest piękny!  To konowalie, goździki, lilie, kilka narcyzów. Mama będzie zachwycona!




Odurzająca woń kwiecia jest wyjątkowo mocna, ogoniasta i nie daje o sobie zapomnieć przez cały dzień i żałuję, że to było tylko krótkie spotkanie. Nie sądzę, aby nasze drogi jeszcze się połączyły. Choć może za jakiś czas zmienię zdanie?



Nuty zapachowe:

nuty głowy:cytrusy, nuty zielone, mandarynka, frezja,szałwia

nuty serca: lilia, fiołek, goździk, jaśmin, aksamitka, konwalia, róża, narcyz

nuty bazy: drzewo sandałowe, bursztyn, paczula, piżmo, heliotrop


Ocena: 4 - / 5

Cena: 100ml ok. 100zł

Dostępność: online i stacjonarnie



Ps. Reklama z Christy Turlington i jej mężem Edem Burnsem kompetnie mi do tego zapachu nie pasuje, bo dla mnie Eternity to nie jest zapach zmysłowy, seksowny, cielesny.



 A jak Wy odbieracie Eternity?

środa, 9 września 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Provoke- Shiny Lip Gloss -błyszczyk do ust









Wiem, że mało teraz na blogu kolorówki typu cienie, szminki itp, ale zapomniałam z domu swojego aparatu, a ten który użyczam nie robi tak dobrych fotek i męczę się z nim za każdym razem. Musicie wybaczyć złą jakość zdjęć, które się teraz pojawiają, ale obiecuję, że od Nowego Roku będzie po staremu:)

Dziś o błyszczyku z szeroko komentowanej serii Provoke od Dr Ireny Eris. Nie powinno mnie to obchodzić, bo omijam tę markę i oprócz kilku podkładów nic mi nie pasuje, a szczególnie z pielęgnacji. W ogóle jestem zdelarowaną przeciwniczką błyszczyków i ich nie znoszę. Kilka lat temu kupowałam je namiętnie, ale kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z czerwoną szminką już wiem, że do klejących błyszczyków nie wrócę za żadne skarby.

Nie znam serii Provoke, choć interesował mnie rozświetlacz, ale nigdy nie widziałam tych kosmetyków stacjonarnie, więc dałam sobie spokój zresztą nie zdradzę swojego Mary Lou:). Wiedziałam, że nie będę zadowolona z tego lip glossa, choć w duchu miałam nadzieję, że go sobie zostawię i będę używać na krótkie spacery i na szybkie wyjście do sklepu po tzw. ´´bułki´´. W praktyce wygląda to tak, że nie chcę go widzieć. Ma on wszystkie najgorsze cechy błyszczyków i jeśli też za nimi zbytnio nie przepadacie to absolutnie sobie go darujcie!


Opakowanie: czy nie przypomina Wam to z błyszczyka od Estee Lauder Pure Color? Fakt, że nie jest łudząco podobne, bo w EL zakrętka jest złotawa. Jednak i tak mi się nie podoba.






Kolor: błyszczyk dostałam, więc nie miałam wypływu na wybór odcienia. Mam nr 4 Hipnotic Pink. W opakowaniu wydaje się mocno napigmentowany, a tak naprawdę jest półtransparentny i na moich wargach prawie niewidoczny. Jako, że nie lubię przezroczystych kolorów na ustach to uznaję to za minus.Ma malutkie drobinki, które widać jedynie w świetle sztucznym lub naturalnym. Do wyboru mamy 12 odcieni.




Zapach i Konsystencja: lip gloss pachnie jakby owocami albo jak kto woli owocow gumą. Mnie takie aromaty nie przekonują, ale ten może być tym bardziej, że brak tu smaku, a to już dla mnie wielki plus. Sama konsystencja jest natomiast gęstawa, kisielowata i niestety dla mnie przypomina klej i tak też zachowuje sie na ustach. Czuć, że mamy pomalowane usta, dla mnie noszenie tego błyszczyka było niekomfortowe, bo miałam wrażenie ciężkiej warstwy.

Działanie:  w błyszczykach szczerze nienawidzę tego, że się kleją. Jedne bardziej, inne mniej,ale robią to wszystkie nawet te ze z wysokiej półki. Ten opisywany klei się wręcz niesamowicie i równie dobrze mogłabym go użyć jako kleju do tapet:/ Wargi zlepiają się ze sobą już zaraz po pomalowaniu, a jeśli do tego wszystkiego wieje na dworze wiatr to można dostać szału... Na dokładkę jak wspomniałam wyżej błyszczyk jest ciężki i czuć go na ustach i niestety, ale też się waży i powoduje powstawanie tzw. nieestetycznych białych kresek ( mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi).

Tak, usta są po nim gładkie i miękkie nawet kiedy błyszczyk zejdzie ( co naprawdę nie trwa długo) i to chyba jedyna jego zaleta, bo nawet moje przesuszone usta były po nim wyraźnie nawilżone. Tylko jakoś marne to pocieszenie. Pewnie na zdjęciach słabo to widać ( ehh ten aparat) , ale usta są dość ładnie nabłyszczone, pełne i wygładzone tylko, że to samo robi milion innych błyszczyków i ten w niczym nie jest jakiś nadzywczajny.

Podsumowując:  klajster nie błyszczyk! Nie wyobrażam sobie czegoś takiego używać! Serdecznie NIE polecam.


Ocena: 1 / 5

Cena: 3,5ml / nie wiem dostałam

Dostępność: wiem, że można kupić na stronie producenta, ale stacjonarnie nie widziałam nigdzie


Używałyście tego błyszczyka lub innego produktu z serii Provoke?



wtorek, 8 września 2015

Różowy cukierek od Miss Sporty, czyli Lasting Colour Maxi Brush nr 480







Sama się zdziwiłam, że mogę tak wyjść do ludzi z takim manicure i nie pokłócę się sama ze sobą, bo nie znoszę pasteli i ´´słitaśnych różowiutkich kolorków´´, ale pomyślałam, że i tak muszę ten odcień przetestować, a samego różu mieć nie chcę, więc wypadło, że w jego towarzystwie pojawią się pokazywana brzoskwinia nr 546 i fajna mięta nr 544.

Róż jest pastelowy, nie ma żadnych drobinek i jest kompletnie nie dla mnie. Źle się w nim czułam, a byłoby jeszcze gorzej jakbym wszystkie paznokcie nim pomalowała. Zbyt cukierkowy i dziewczęcy:)
Oprócz tego smuży w czasie nakładania i nawet po dwóch warstwach jest blady, prześwituje przez niego płytka paznokcia.

Schnie szybko, ale po trzech dniach wyraźnie już pękał po bokach i w sumie to dobrze, bo dłużej i tak nie dałabym rady go nosić. To była jednorazowa przygoda i lakier czym prędzej idzie w inne ręce.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 7ml / ok. 7zł

Dostępność: w szafach Miss Sporty


Jak Wam się podoba ten kolor?

poniedziałek, 7 września 2015

Aussie -Miracle Hairspray-Shine+Hold-lakier do włosów







Lakier do włosów jest jednym z kosmetyków, których nie znoszę i nic mnie nie zmusi, aby je kupić, a że mam kilka na półce to tylko dlatego,że je dostałam, choć i tak ich nie używam i muszę w końcu je wyrzucić. Dziś znów będzie o Aussie, bo ta marka po raz kolejny mi podpadła. Nie wiem czy mam takiego pecha, czy te produkty są rzeczywiście tak fatalne, wręcz nie do użytku? W każdym razie kiedy ten lakier dostałam w swoje ręce wiedziałam, że będzie źle i tak jest. To nie lakier. To poprostu bubel!


Opakowanie: duże, z designem typowym dla marki. Dla mnie nic specjalnego, ale liczy się tylko zawartość.

Zapach i Konsystencja: nad konsystencją nie ma co się rozwodzić. Wiadomo jaka jest. Plus, że spray działa bez zarzutu i nie działa jak sikawka, a psika odpowiednim strumieniem. Natomiast zapach jest niezbyt fajny, bo alkoholowy, choć nie wiem co lepsze, bo kiedyś miałam lakier ( różowy Got2be), który pachniał tak słodko i tak intensywnie, że zagłuszał moje perfumy i od tego aromatu bolała głowa. Tu mimo tego, że alkohol czuć ( jak ma być inaczej skoro skład mówi sam za siebie?!) to i tak wolę to niż jakieś sztuczne perfumowane aromaty.

Działanie: lakieru użyłam po zrobieniu loków na dość ważną, rodzinną uroczystość. Dzień był ciepły, zero wilgoci w powietrzu,zero wiatru czy deszczu. Żadnych tańców czy tym podobnych rzeczy. Poprostu normalne rodzinne spotkanie przy stole. Niestety ułożone loki ( za pomocą urządzenia Babyliss do loków) przetrwały dosłownie 2 godziny, bo potem zaczęły sie wyraźnie prostować i puszyć, a przecież spryskałam je dokładnie Miracle Hairspray! . Całą fryzurę szlag trafił.

Druga sprawa, to to, że mimo, iż pryskałam z odpowiedniej odległości i nie przesadzałam to lakier rozłożył się nierównomiernie tj. u nasady było go zdecydowanie więcej i tam włosy były też posklejane i nieprzyjemne w dotyku, a po niedługim czasie włosy wyglądały na przetłuszczone i to co zostało z pięknych loków smętnie wisiało... Miałam w swoim życiu wiele lakierów, ale żaden tak się nie zachowywał. Ten w ogóle nie utrwala, jest zwykłą obciążająco-sklejającą mgiełką.

Co tu dużo mówić. Produkt ani trochę nie spełnia swojej funkcji, bo nawet obiecywanego nabłyszczenia nie zauważyłam. Więcej prób nie będzie i najchętnie wyrzuciłabym go do kosza,bo tam jest jego miejsce, ale moja Mama wyraziła chęć używania go w pracy, więc powędruje w jej ręce. Ze swojej strony nie polecam i jestem mocno zdegustowana tak beznadziejnym kosmetykiem.


Ocena: 1 / 5

Cena: 250ml / ok. 20zł

Dostępność: Rossmann


A jakie Wy macie doświadczenia z tym lakierem?

piątek, 4 września 2015

Versace - Versense






Versense otrzymałam z wymianki. W ciemno, bo szukałam czegoś co da mi przetrwać ogromne upały. Gdzieś tam kiedyś czytałam o tym zapachu,ale niespacjalnie mnie zainteresował. Dziś kiedy jestem posiadaczką flakonika i dobrze się zapoznałam z zawartością mogę powiedzieć, że to świetna propozycja na lato, która ma tylko jedną wadę, a mianowicie trwałość.

Spis nut trochę mnie przeraził, bo jednak nie należę do osób, które lubią cytusowe świeżaki i czegoś takiego właśnie się obawiałam-klonu znienawidzonego Light Blue. Na całe szczęście jednak te dwa zapachy nie są ani trochę podobne, bo w LB jest tylko i wyłącznie chemiczna cytrynka, a Versence rozpoczyna się świeżością bergamotki i innych cytrusów, czuć nawet gorycz ich skórki, a przy tym ani krzty chemiczności. Za wyczuwalny męski pierwiastek odpowiada cedr, a jaśmin z drzewem sanadłowym pięknie to wszystko oplata. Bergamotka daje także charakterysyczną herbacianą nutkę i nosząć Versense przenoszę się myślami do małej herbaciarni gdzieś w parku, gdzie popijam mrożoną Earl Grey i na lunch zamawiam sałatkę owocową.

To kompozycja wręcz stworzona na upały, lekka, przestrzenna, energetyzująca i bardzo uniwersalna. Szkoda tylko, że trzyma się blisko skóry i znika już po 2 godzinach i to sprawia, że flakonik zużyję z prawdziwą przyjemnością,, ale nie będzie powtórki, bo nie ma nic gorszego niż beznadziejna trwałość.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, cytrusy, figa, gruszka

nuty serca: lilia, jaśmin, kardamon, narcyz

nuty bazy: drzewo sandałowe, cedr, drzewo oliwne,piżmo


Ocena: 4 ( cała gwiazdka odebrana za trwałość) / 5

Cena: 100ml ok. 180zł

Dostępność: perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Versense?

środa, 2 września 2015

Le Petit Marseillais- regenerujący krem do rąk







Lubię żele pod prysznic tej marki, więc ucieszyłam się kiedy otrzymałam kilka innych jej kosmetyków w tym dwa kremy do rąk. W wersji regenerującej wzbogacono go o masło Shea, wosk pszczeli i aloes co dało mi nadzieje, że poradzi on sobie z moimi wysuszonymi od twardej, polskiej wody dłońmi. Po dłuższym używaniu już wiem, że jednak wolę tylko żele Małego Marsylijczyka,a krem regenerujacy wcale nie regeneruje...


Opakowanie: zwykła tubka, nieprzezroczysta. Żaden szczyt estetyki, ale jest na tyle mała, że bez problemu zmieści się i do mniejszej torebki.


Zapach i Konsystencja:krem pachnie miodowo, ale jest to aromat kosmetyczny, z naturą ma niewiele wspólnego. Mnie odpowiada. Konsystencja z kolei jest dość gęsta, nawet powiedziałabym, że bliżej temu kremowi do balsamu. Jeśli nie użyjemy za dużo na raz to krem szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie denerwującej tłustości. Dlatego to dobra opcja do tego by ten produkt mieć przy sobie w torebce.



Działanie: wspominałam, że odkąd tu przyjechałam borykam się m.in z przesuszonymi dłońmi. Jeszcze kilka tygodni temu sytuacja była fatalna, suche placki między palcami, na dłoniach czerwone wykwity, a skóra sucha jak pergamin. Obecnie jest lepiej choć gdzieniegdzie suchość pozostała. Tego kremu jednak absolutnie nie nazwałabym regenerującym, bo nie poradził sobie z nadmierną suchością, nie złagodził podrażnień, a jedynie lekko nawilżał. To nawilżenie znikało przy pierwszym myciu, a kiedy posmarowałam dłonie wieczorem przed snem, to rano już błagały o kolejną dawkę kremu.

Z kolei teraz kiedy mogę powiedzieć, że moje dłonie mają się lepiej ów krem tylko delikatnie nawilża i wygładza. Nic więcej. Napewno nie poleciłabym go problematycznej skórze rąk, bardzo suchej, wrażliwej. Jest za słaby. Dużo bardziej spodoba się Wam jeśli potrzebujecie tylko lekkiego nawilżenia w ciągu dnia i możecie sobie pozwolić na nakładanie kosmetyku kilka razy dziennie.Jestem przekonana, że krem nie sprawdzi się zimą, a już napewno nie u mnie, gdzie 30stopniowe mrozy to normalka.

Podsumowując: najzwyklejszy krem dla niewymagających. Zużyję, ale nie ma mowy, abym wróciła do niego ponownie.


Ocena: 3 / 5

Cena: 75ml / ok. 12zł

Dostępność: Rossmann


A jak u Was sprawdza się ten krem?

wtorek, 1 września 2015

Lakier Mini Virtual Winter







Lakier kupiła moja Mama w małej drogerii. Od razu spodobał mi się ten kolor metalicznej ciemnej zieleni i choć pędzelek w tak małej buteleczce jest równieniż mini to maluje się nim nadzywczaj dobrze. Dwie warstwy spokojnie wystarczą do uzyskania nasyconego koloru. Czas schnęcia również optymalny. Niestety trwałość już nie zachwyca, bowiem po dwóch dniach lakier wyraźnie ścierał się, a przy takim intensywnym odcieniu było to zauważalne. Szkoda, wielka szkoda, bo sam kolor jest cudny i właśnie dlatego chyba przymknę oko na beznadzieją trwałość i będę go nosić szczególnie jesienią.

Z tego co przeczytałam paleta kolorów wynosi ok. 40 odcieni, ale te lakiery znajdziecie raczej w małych drogeriach. Ja sama rozejrzę się jeszcze za nimi w pobliżu, bo interesują mnie pozostałe ciemne barwy. Niestety nie wiem jaki mój kolor ma nr, bo nie ma takiego info na buteleczce i jak dowiedziałam się inne dziewczyny też miały taki problem.

Jeśli gdzieś się natkniecie na Mini Virtual Winter to zachęcam do wypróbowania. Za tak niską cenę warto.

Ocena: 4- / 5

Cena: 5ml / ok. 3zł

Dostępność: małe drogerie, bazary


Jak Wam się podoba ten kolor?