piątek, 30 października 2015

Clinique - Aromatics in White





Moje pierwsze spotkanie z perfumami Clinique rozpoczęłam od Aromatics in White. Wiem, dość późno, bo przecież jest np. Happy, ale mnie raz, że nie wszystkie te kompozycje składowo  są bliskie, to nie przekonuje mnie ta marka po innym względem aniżeli kolorówką, choć i tej nie używam prawie wcale, bo się zraziłam. Pielęgnacja też mi nie podeszła. Generalnie marka Clinique nie należy do mojej ulubionej i muszę od razu powiedzieć, że nie miało to żadnego znaczenia przy poznawaniu Białego.

W ogóle zastanawiam się od początku dlaczego Biały? Dla mnie zawartość jest ciemnoczerwona niczym dojrzała róża i zapach powinien nosić nazwę Le Rouge i bordową buteleczkę. Zanim spojrzałam na nuty zapachowe byłam przekonana, że będzie to coś podobnego do In White Del Pozo, Pure Poison czy Białej Madonny. Nic z tych rzeczy! Mamy tu słodkawą różę, lekko zahaczającą o konfiturowe klimaty, które tak lubię, bo o ile nie przepadam za typowo różanymi zapachami w stylu ogrodowych kwiatów to słodką różę jak z konfitury ubóstwiam! Ta róża jest przysypana odrobiną pieprzu i... no właśnie to wszystko. Po kilku chwilach ten duet poprostu znika i nic nie wchodzi na jego miejsce, bo kompozycja nic a nic nie ewoluuje. Dało by się to jeszcze zaakceptować, ale nie w tym wypadku, bowiem trwałość i projekcja są skandaliczne. Biały jest niesamowicie bliskoskórny i ulotny. Nic nie dało mi obfite spryskanie-po 5 min ani ja ani zapytane osoby nic już nie czuły. To niedopuszczalne! Dla mnie rozczarowanie. Wielkie rozczarowanie.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: syczuański pieprz, liście fiołka, labdanum

nuty serca: kwiat pomarańczy, róża,paczula

nuty bazy: bursztyn, piżmo, benzoina, wanilia





Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 230zł

Dostępność: perfumerie online



A jak Wam podoba się ten zapach?


środa, 28 października 2015

Oceanic - AA - Oil Infusion2- krem pod oczy redukcja zmarszczek +odżywienia 40+








Podejrzewam, że jeśli przeczytałyście nazwę tego kosmetyku, a konkretnie jego target wiekowy to zastanawiacie się jak 27 latka może używać kremu dla pań 40+. Ano może, bo raz, że go dostała, a dwa, że nie ma w nim  nic takiego co by mogło skórze w moim wieku ( i młodszej) zaszkodzić . Zresztą według mnie to napewno nie jest produkt dla pań w tym wieku, a od 20 -30 bez widocznych zmarszczek, bez bardzo suchej skóry, które pragną jedynie lekkiego kremu na dzień i na noc nawilżająco-odżywczego. Jeśli myślicie, że ten kosmetyk to rewelacja przeciwzmarszczkowa i zarazem silny produkt to tak nie jest. Śmiało można po niego sięgnąć dużo wcześniej choć niekoniecznie trzeba, bo nie ma w nim nic nadzwyczajego. Ot krem pod oczy jakich wiele na rynku.


Opakowanie: typowa mała tubka z wąskim ujściem. Dodatkowo zapakowana w kartonik, na którym widnieje skład. Wolałabym, aby był też wydrukowany na tubce!

Zapach i Konsystencja: krem jest całkowicie bezzapachowy i średnio gęsty, ale aplikuje się go bez problemu nawet pod makijaż, bo nie jest tłusty, nie marze się i wchłania się ekspresowo. To czyni go dobrą propozycją na dzień.



Działanie: jak wspomniałam dla mnie info 40+ to przesada w kierowaniu tego kremu dla pań w tym wieku. Oczywiście nie wiem czy on rzeczywiście usuwa zmarszczki ( raczej wątpię), ale naprawdę to zwyczajny nawilżający krem, który lekko wygładza delikatną skórę wokół oczu i  daje jej nawilżenie na cały dzień. Poza tym jest bardzo łagodny.

W składzie mamy olejek tsubaki i arganowy oraz kompleks Hial+, czyli jak widać nic co nie nadaje się dla młodszej skóry:).


Wypróbujcie jeśli nie spodziewacie się cudów i nie macie zmarszczek, a chcecie tylko nawilżenia i poprostu kremu na dzień. Dla mnie to krem balansujący na granicy między przeciętnym,a dobrym.


Ocena: 4 - / 5

Cena: 15ml / ok. 20zł

Dostępność: m.in Rossmann


Używałyście czegoś z linii Oil Infusion2?

wtorek, 27 października 2015

L´oreal Professionel- Wild Stylers Tecni.Art-Scruff me-żel nadający efekt potarganych włosów








Moje włosy mają naturalną skłonność do falowania. Kiedy nie wysuszę ich suszarką ( a obecnie z tego zrezygnowałam) to po wysuszeniu mam na głowie tzw. beach look. Fale jak po kąpieli w morzu. Wspmagam je tylko wcześniejszą aplikacją wody morskiej w sprayu do włosów i mogę się cieszyć pięknymi falami aż do kolejego mycia, czyli 2 dni. Myślałam jednak czy nie dałoby się użyć czegoś innego niż kosmetyku z wodą morską i tak oto trafiłam na nowy kosmetyk z profesjonalnej linii Loreala-żel. Ogólnie za żelami do włosów nie przepadam, bo jak tylko o nich pomyślę to mam przed oczami osobników, którzy misternie układaja swoje włosy w cienkie igiełki i myślą, że to wygląda fajnie;) W dodatku dla mnie każdy żel musi sklejać pojednycze pasma. Scruff me nie ma wiele wspólnego z klasycznym glutem zwanym żelem. To świetny zastępca wody morskiej do włosów i myślę,że zagrzeje miejsce u mnie na długo.


Opakowanie: zwykła buteleczka, ale zaopatrzona w poręczną pompkę.

Zapach i Konsystencja: żel ma w butelce kolor ciemnobursztynowy, a na dłoni ta barwa jest jaśniejsza.Nie jest to typowa żelowa galaretka, a raczej bardziej płynna, choć nie spływa z dłoni. Pachnie subtelnie, typowo kosmetycznie.




Działanie: nakładając ten produkt na umyte, wysuszone ręcznikiem włosy rano otrzymuję look jaki ma Kirsten Dunst z zdjęć reklamowych tego produktu, nawet moja długość włosów się tu prawie  zgadza ( moje są jeszcze trochę dłuższe)  Włosy są pofalowane, lekko potargane i zmierzwione. Przypomina to look ala Shakira i wyjątkowo mi pasuje. W dodatku żel ani trochę nie obciąża włosów, nie klei ich, nie usztywnia i nie wysusza. Nie zostawia też na nich żadnej warstwy. Włosy są lekkie, sypkie i wyglądają poprostu świetnie.




Wbrew temu jednak co radzi producent nie używam tego produktu na suche włosy i Wam też tego nie polecam, bo się do tego nie nadaje i fryzura wcale nie wygląda dobrze. Jednak aplikowany na wilgotne włosy kreuje naprawdę ciekawy efekt szczególnie z dłuższych włosów. Wystarczy tylko nałożyć niewielką ilość i ugniatać chwilę włosy i poczekać aż same wyschną, więc najlepiej stosować ów żel na noc jeśli tak jak ja myjecie włosy tylko wieczorem. Dla mnie rewelacja!

Dla fanek potarganych włosów kosmetyk obowiązkowy!

Ocena: 5 + / 5

Cena:150ml /  ok. 40zł

Dostępność: online

 Sklad:  Aqua, VP/VA Copolymer, PEG-40 Hydrogetaned Castor Oil, Propylene Glycol, AMP-Acrylates / Allyl Methacrylate Copolymer, Hydroxypropyl Guar, Hydroxyethylcellulose, Methyl Gluceth-20, Methylparaben, Acrylates / Beheneth-25 Methacrylate Copolymer, DMDM Hydantoin, Potassium Sorbate, Triethanolamine, Ethylparaben, Disodium EDTA, Caramel, Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzophenone-4, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Citral, Alpha-Isomethyl Ionone, Hydroxycitronellal, Geraniol, CI 17200 / Red 33, Parfum


Lubicie takie potargane fryzury?

poniedziałek, 26 października 2015

Inglot- O2M Breathable Base-podkładowy lakier do paznokci






Jest to oddychająca baza pod lakier bez toulenu, formaldehydu,kamfory i DBP.  Ogólnie nie przepadam za lakierami Inglota, bo pamiętam jak kilka lat temu wiedziona jakimś szałem zaoparzyłam się w kilka buteleczek i wszystkie okazały się beznadziejnie nietrwałe, a jeden z pieknych metalicznych turkusów zszedł jak folia z paznokci w czasie prysznica... Od tego czasu mówię zdecydowanie NIE lakierom tej firmy.  Tej bazy także nie kupiłam, należy ona do mojej Mamy, która tak jak ja uważa, że to całkowity przeciętniak i nie warto na nią wydawać 40zł.

Baza schnie momentalnie po pomalowaniu i lekko rozjaśnia płytkę paznokcia. Mam też wrażenie, że trochę też ją wygładza. Jednak zupełnie nie przyczynia się do tego, aby jakikolwiek lakier dłużej się utrzymywał. W dodatku śmierdzi mocniej niż inne tego typu produkty.

Jakieś większe zalety?  Naprawdę nie zaważyłam. Zwykła baza podkładowa przeciw przebarwieniu paznokci od lakieru. Nic więcej.

Ocena: 3/ 5

Cena: 11ml / ok. 40zł

Dostępność: salony Inglot

A Wy  jesteście zadowolone z tej bazy?

piątek, 23 października 2015

Juicy Couture- Couture Couture






Monstrancyjny flakon zachęcił mnie do poznania zawartości, choć nie szaleję za Juicy Couture. Podoba mi się tylko ich Brudny Anglik i kwiatowy Juicy Couture. Cały czas chcę wiedzieć jakie jest Viva La Juicy, a narazie skupiam się na mojej 30stce Couture Couture podarowanej mi w drodze wymiany. W zasadzie nie wiem czemu ten zapach jest u mnie, bo próbkowo mnie powalił mnie na kolana, a nawet mnie rozczarował. Obecnie nic się nie zmieniło i dalej sądzę, że to dobra kompozycja, ale bez fajerwerków i nic mnie w niej nie zachwyca. Nie sądzę też, abym flakonik zabrała ze sobą do domu. Mam dużo zapachów, a ta kompozycja nic oryginalnego do mojej kolekcji nie wniesie.

Co w zasadzie mi tu nie odpowiada? Nie umiem tego jednoznacznie określić. Dla mnie Couture Couture jest zbyt zwykłe, poprawne, nie zaskakuje, a ja nie lubię bezpiecznych, prostych kompozycji, choć i one mi się przydają kiedy nie chcę używać perfumowego dziwaka lub straszyć  wrażliwców oudem na placu zabaw:)  Mamy tu łagodny kwiatowy orient w którym wyraźnie dominuje soczysta śliwka z jaśminem. Jest lekko waniliowo, słodkawo, a przy tym otulająco za sprawą bursztynu i sandałowca jednak na mojej skórze całość prawie wcale nie ewoluuje i wszystkie nuty czuć od razu od poczatku do końca. Ten zapach za sprawą tego jaśminu i słodkiej śliwki bardzo przypomina mi kompozycję Ungaro 2007.


Całośc niby jest ładna jednak dla mnie nadaje się do noszenia jedynie na spacery czy wyjście do sklepu tym bardziej, że projekcja i trwałość też nie powalają, a zapach ma problem przebić się spod szalika, więc wolę po niego sięgać w cieplejsze dni, bo to moim zdaniem zapach na wiosnę,lato ewentualnie jesień jeśli nie ma zbyt zimno. W upalne dni też nie jest za ciężki, choć wiadomo zależy to od preferencji.


Poprawny i tylko tyle.


Nuty zapachowe:

nuty głowy:  mandarynka, kwiat pomarańczy, grapefruit

nuty serca: jaśmin, wiciokrzew, śliwka

nuty bazy:  bursztyn, wanilia, drzewo sandałowe


Ocena: 3  / 5

Cena: 100ml / ok. 110zł

Dostępność: perfumerie online



 A jak Wam podoba się Couture Couture?


środa, 21 października 2015

Burnus - Kamill- Hand Repair 5% Urea- skoncentrowany krem do rąk








Ten sam krem tyle, że z 2%Urea nie za bardzo przypadł mi do gustu. Męczę się z nim, aby tylko zużyć tubę. Jednak ta wersja to co innego i mogę ją bardzo polecić dla wszystkich jeśli macie bardzo suchą, wrażliwą skórę dłoni na której pojawiają się czerwone suche placki np. po przyjściu do domu gdy na dworze jest chłodno lub gdy każde mydło do rąk podrażnia Was tak jak mnie.


Opakowanie: dla mnie to jedyna wada. Jest kompletnie nieprzezroczyste i nie da się kontorolować ubytku. Zdecydowanie wolałabym tubę, a nie tę buteleczkę z pompką.


Zapach i Konsystencja: krem jest gęsty, zwarty, balsamowy i kompletnie pozbawiony zapachu co notuję na plus.




Działanie: krem jest prawdziwym remedium na moje wrażliwe dłonie, które fatalnie regują na zimno (najgrubsze rękawiczki to dla mnie podstawa i bez nich nie wychodzę z domu w chłodne dni), polską wodę, chemiczne mydła do rąk. Świetnie łagodzi podrażnienia i mocno odżywia bardzo suchą, zaczerwienioną, łuszczącą się skórę. Kiedy nałożę go wieczorem to rano dłonie wyglądają o wiele lepiej, a regularne używanie sprawia, że skóra jest chroniona i już tak się nie wysusza.

Jak na swoją konsystencję to wchłania się dość szybko i jeśli nie przesadzimy i nie nałożymy za dużo to nie odczujemy nieprzyjemnej tłustej warstwy. Śmiało możemy ten krem zabrać do torebki i mieć zawsze przy sobie. Dodatkowo nie zawiera on parafiny, barwników, substancji zapachowych, emulgatorów.

Ten kosmetyk to alternatywa dla drogich aptecznych kremów. Warto go wypróbować szczególnie teraz, gdy grzeją kaloryfery, a zimne powietrze na dworze to katorga dla delikatnej skóry rąk.


Ocena: 5 / 5

Cena: 50ml / ok. 13zł

Dostępność: np. w Rossmanie


Lubicie kremy Kamill?

wtorek, 20 października 2015

Misslyn -Rich Color Gloss nr 22 Orange Juice







Błyszczyk to kosmetyk, którego nie lubię, a ten jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że wszystkie one są takie same-klejące.W dodatku jeszcze ten nietrafiony kolor... Nie, nic mi się w nim nie podoba!


Opakowanie i Aplikator: prostopadłościenne opakowanie, a w środku lekko wygięty gąbkowy aplikator i za to plus, bo pędzelków nie znoszę.

Zapach i Konsystencja: zapach to jak zawsze kwestia gustu. Tu jest mdląco, kosmetycznie-budyniowo. Nieładnie. Błyszczyk jest kremowy, nie ma w sobie żadnych drobinek.




Działanie: ten błyszczy ma wszystkie wady błyszczyków. Jest gęsty i przez cały czas czułam go na ustach co dawało wrażenie posmarowania ich kremem.W dodatku kolor nr 22 Orange Juice jest kompletnie nie dla mnie, ponieważ kłóci się z moją jasną karnacją i rozbiela naturalną czerwień moich warg sprawiając, że ich poprostu nie ma! Testując go najpierw na dłoni wydawał się rzeczywiście pomarańczowy, a naprawdę jest prawie bezbarwny w tonach nude i na moich ustach koloru praktycznie nie daje, więc co oznacza niby napis na opakowanu Extreme Color skoro nawet połysk jest przeciętny!. Kolejna sprawa, że ta kremowa konsystencja sprawia, że błyszczyk trzeba dobrze rozetrzeć,bo inaczej robi smugi. Spodziewałam się, że przynajmniej trwałość będzie choć trochę zadowalająca, ale też nie. Po niecałej godzinie ściera się praktycznie całkowicie.



Klei się?  Tak, a jako, że mam długie włosy,więc dla mnie to nie do zaakceptowania. Nie znalazłam żadnych zalet, bo gdybym jeszcze otrzymała egzemplarz w intensywnej czerwieni to mogłabym przymknąć oko i używać, a tak nie daję rady i błyszczyk leci w inne ręce.

Zastanawiam się czy go polecać. Nie sugerujecie się kolorem w opakowaniu i nazwą i spróbujcie jeśli lubicie gęste błyszczyki i bardzo jasny kolor ust.

Ocena: 1 / 5

Cena: 4ml / dostałam

Dostępność: dostałam


Znacie kosmetyki Misslyn?

poniedziałek, 19 października 2015

OPI - Anti-Bleak





Piękny kolor od razu zwrócił moją uwagę no i oczywiście wielka sympatia do marki OPI.

Technicznie wad nie ma, bo i malowanie to sama przyjemność i czas schnięcia to zaledwie chwila, a i trwałość niczego sobie, bo 4 pełne dni. Kolor pod dwóch warstwach jest tak samo intensywny jak w buteleczce i wyjątkowo mi pasuje. Jeśli lubicie takie barwy to koniecznie przetestujcie Anti-Bleak!

Ocena: 5 /5

Cena: 15ml / płaciłam 20zł

Dostępność: kupiony na ezebra.pl


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 16 października 2015

Cartier-Baiser Voile EDP





´´Na swych łodygach prostych i strzelistych
Stoją wyniosłe, ciche, zadumane,
Trzymając w dłoniach białych i przejrzystych
Kielichy słońcem po brzegi nalane.

Owad lecący na słodyczy połów
Omija z lękiem liljowe pijaństwo,
Bowiem nie z tego świata jest ich państwo,
Bo białe lilje są kwiatem aniołów.

A kiedy cisza letniego wieczoru
Miękko ułoży się na śpiących kwiatach,
Są tak jak mniszki w swoich białych szatach,
Na anioł pański zwołane z klasztoru.

Zapachy kwiatów słodsze niż wanilje
Płyną ku niebu ciepłą, wonną falą —
Zanim złociste gwiazdy się rozpalą
Mój ogród słucha, jak się modlą lilje´´


Tym wierszem. H.Zbierzchowskiego rozpoczęłam moją recenzję Baiser Voile na Fragrantice i nie mogłabym inaczej rozpocząć i tutaj na swym blogu, bo mam wrażenie, że te słowa idealnie obrazują tę kompozycję jakby były specjalnie dla niej napisanej, a przecież powstały dużo, dużo wcześniej, bo w latach 30 XXw., a Baiser Voile w 2011r.

Są tu jedynie trzy składniki:cytrusy, lilie i zielone nuty, ale całość to ogromny bukiet białych lilii. Ich aromat może zawrócić w głowie. Jest odurzający, wręcz narkotyczny, choć czuć delikatne akordy zielonych liści i goryczkę. Całość jest mocno zielono-kwiatowa i kojarzy mi się z kobietą w wieczorowej białej sukni w deliatnym makijażu, która na szyji nosi ulubiony sznur pereł. Myślę też, że to dobra propozycja jako zapach ślubny i żałuję, że nie ukazała się trochę szybciej, bo pewnie sama bym po nią sięgnęła w tym ważnym dla mnie dniu. 







Nie jestem entuzjastką zapachów kwiatowych szczególnie jeśli mają w sobie wyraźną zieloność,ale Baiser Voile mnie urzekł i myślę, że własny flakon to kwestia czasu. Wiosną będzie idealny szczególnie, że parametry również nie można niczego zarzucić-jest i ´´ogon´´ i całodniowa trwałość, a całość mieści się w cudnym flakoniku jak to u Cartier.

Zapach nie tylko dla kochających lilie i biel!


Nuty zapachowe:

nuty głowy: lilia, cytrusy

nuty serca: lilia

nuty bazy: zielona lilia, nuty zielone



Ocena: 5 / 5

Cena: 100ml / ok. 200zł

Dostępność: perfumerie online


A czy i Was zauroczył Baiser Voile?

środa, 14 października 2015

Aussie- 3 Minute Miracle Shine- 3 minutowa intensywna odżywka








Wiecie już pewnie z wcześniejszcyh wpisów, że nie lubię marki Aussie i jedynie jeden ich produktów uważam za bardzo dobry ( będzie o nim wkrótce), a poza nim nie podoba mi się ani skład ich produktów ani ciut zawyżona cena ani kiepska jakość jednak wiem, że te kosmetyki mają swoje oddane fanki i wszystko jest kwestią gustu oraz rodzaju i potrzeb włosów. Dziś będzie i 3 minutowej intensywnej odżywce z pyłem perłowym i ekstraktem z australijskiego żeń-szenia. Pokazywałam Wam już szampon i odżywkę z tej serii, które wyjątkowo nie przypadły mi do gustu i bardzo obawiałam się przetestować tę 3 minutówkę tym bardziej, że kilka lat temu miałam inną jej wersję, która okazała się fatalna. A jak prezentuje się 3 Minute Miracle Shine?


Opakowanie: wszyscy zachwycają się tą butelką z silikonowym zaworkiem, który się nie brudzi, ale ja nie podzielam zachwytów, bo kiedy już zużyjemy produkt do połowy to coraz trudniej ściskając dozować produkt. Wolałabym zwykłą butlę z zakrętką lub ewentualnie tubę z klapką.

Zapach i Konsystencja: słodki, dość chemiczny ( wg mnie) aromat jest charakterystyczny dla Aussie i o ile na początku może się podobać to później mnie tylko drażnił. Z kolei sama odżywka jest jak widać na fotce gęsta, nie spływa z włosów.





Działanie: nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym intensywnym działaniem, bo ta odżywka wcale taka nie jest i absolutnie nie poleciłabym jej komuś kto potrzebuje mocnego odżywienia, nawilżenia i regeneracji! To nie jest intensywnie działająca odżywka, a zwykła, którą śmiało możemy używać codzienne jeśli tak często myjemy włosy. Nie wysusza, ale to nawilżenie jest niezbyt silne nawet dla ta zdrowych włosów jak moje. Po wysuszeniu są one sypie i lekkie, łatwo je też rozczesać i to w zasadzie tyle zalet. Nie dopatrzylam się obiecywanego blasku i innych cudów i śmiało powiem, że tak działają też normalne, tanie odżywki z niższej półki cenowej, nie warto przepłacać za Aussie.

Jednocześnie oceniam ją trochę wyżej niż szampon i tę drugą odżywkę z serii Miracle Shine, bo działa nieco lepiej niż ten duet choć w dalszym ciągu to żadna rewelacja. Sama jej nie skończę. Przetestowałam i wystarczyło, może komu innemu bardziej podpasuje.


Ocena : 3+ / 5

Cena : 250ml / ok. 25zł

Dostępność: Rossmann

A jakie Wy macie zdanie o tej odżywce?


wtorek, 13 października 2015

Ziaja - Liście Manuka-żel myjący normalizujący + tonik zwężający pory






Seria Liście Manuka składa się z 7 produktów, a ja postanowiłam początkowo kupić tylko żel, nawet nie planowałam toniku, ale kiedy na szybko robiłam zakupy w Rossmanie i chciałam ten sam żel kupić także dla męża pomyliłam buteleczki i pomyłkowo wzięłam tonik. Najpierw chciałam iść go wymienić, ale pomyślałam, że skoro nie ma alkoholu, a zawarto w nim kwas laktobionowy i migdałowy to warto go przetestować. Przeczytajcie moją opinię o tych dwóch produktach, które oceniam jako przeciętne i raczej nie kupię ponownie, bo nie ma w nich nic nadzwyczajnego.

Żel: jak widzicie na fotce poniżej jest bezbarwny i dość lejący. Bardzo przyjemnie, świeżo pachnie zresztą tak samo jak i tonik. Zawiera ekstrakt z liści Manuka, zinc coceth sulfate, kwas laktobionowy, alantoinę, substancje kojąco-nawilżające i prowitaminę B5.



Nie wymagam wiele od żelu do mycia twarzy. Ma tylko głęboko oczyszczać i nie wysuszać. Nie musi dokładnie usuwać makijażu,bo od tego mam olejki i inne preparaty. Chciałam jedynie, aby ten żel pomógł mi jako tako w uporaniu się z wypryskami i zaskórnikami, które nękają mnie od przyjazdu do Polski i nie wiem dlaczego się pojawiają, ale do akcji musiał wkroczyć Skinoren i widzę już poprawę. Z kolei opisywany żel dobrze się pieni, jest łagodny i rzeczywiście dobrze myje ( ale nie dogłębnie) tylko ma wrażenie, że jednak trochę wysusza skórę. Nie ma efektu ściągnięcia, ale nawilżenia też nie. Poza tym bez fajerwerków. To poprostu normalny żel do codziennego użytku zdecydowanie do cery tłustej i ewentualnie mieszanej jeśli nie jest ona też przesuszona. Co więcej wbrew temu co mówi producent nie zaobserwowałam, aby żel redukował produkcję sebum, bo w lecie cera dość mocno mi się przetłuszczała.

Naprawdę nie widzę różnicy między tym żelem, a każdym innym dostępnym w drogerii. Na jego korzyść przemawia jednak bardzo poręczne opakowanie z pompką i niska cena dlatego jeśli nie macie wielkich wymagań i pragniecie jedynie oczyścić cerę to śmiało możecie sięgnąć po ten produkt.  Dla mnie to przeciętniak.

Ocena : 3 / 5

Cena: 200ml / ok. 8zł

Dostępność: Rossmann


Tonik: konsystencja jest typowo tonikowa, czyli to woda o takim samym, przyjemnym aromacie jaki ma też żel. W składzie znalazł się ekstrakt z liści Manuka, glukonian cynku, kwas migdałowy, laktobionowy, prowitamina B5.

Nie mam kłopotów z rozszerzonymi porami, więc nie wiem, czy ten tonik rzeczywiście je zwęża. Wiem natomiast, że lekko szczypie w trakcie aplikacji jeśli mamy jakąś rankę, ale to zupełnie normalne i nie odczuwam z tego powodu dyskomfortu. Używam go raz dziennie rano i uważam, że spełnia swoją funkcję tonizowania i odświeżania, ale nic więcej. Liczyłam na lekkie złuszczenie i poprawienie kolorytu i zahamowanie powstawania wyprysków, a się rozczarowałam. Denerwuje mnie także beznadziejne opakowane ze sprayem, bo dla mnie jest ono nieporęczne. Nie lubię psikać toniku na płatek czy na twarz, więc odkręcam spray i wylewam potrzebną ilość na wacik. Naprawdę nic więcej nie mogę powiedzieć o tym produkcie, bo jest taki sam jak żel-zwykły bez jakiś nadzywczajnych właściwości.

Ocena: 3 / 5

Cena: 200ml / ok. 8zł

Dostępność: Rossmann

Fajnie, że udało mi się sprawdzić te kosmetyki. Dalej lubię Ziaję ( profesjonalną już mniej) aczkolwiek nie skuszę się na inny produkt z manukowej serii. Mam jeszcze zachomikowaną próbkę kremu nawilżającego z tej linii, więc jego recka też za niedługo się pojawi.

Dajcie znać jak u Was sprawdzają się te produkty!

poniedziałek, 12 października 2015

Bell 4D- Caffe Latte nr 04 + Miss Sporty- Candy Shine nr 003









Nie znoszę brązowych lakierów tak samo jak brokatów do ozdabiania paznokci. W ogóle mi to nie pasuje. Caffe Latte nr 04 to kawowy brąz z ładnym połyskiem. Nakłada się go w sekundę, szybciutko wysycha, ale mocno ścierał się już po dwóch dniach i mam wrażenie, że jest gorszej jakości niż pokazywana czerń i biel z tej kawowej serii. Nic mi się w nim nie podoba, źle się w niczym czułam, więc oddałam w inne ręce.

Z kolei Candy Shine to bezbarwny lakier z pływającymi w nim kawałkami brokatu, który jest złoty, czarny i różowy i ma różne kształty, bo różowe i czarne to kropki i sześciany, a złote paseczki. Niestety nie da się go nałożyć równomiernie, bo na jednym paznokciu było więcej drobinek, a na innym mniej i dlatego nie wygląda to fajnie. Zresztą w ogóle mi ten efekt nie odpowiada i najlepiej nakładać ten lakier na jasne kolory, bo na brązowych lakierze był mało widoczny.

Jego zmywanie nie należy do przyjemności i trzeba trochę trzeć płytkę paznokcia, aby brokat zszedł. To także zniechęca mnie do jego ponownego użycia i jego też się pozbywam.

Generalne co kto lubi. Ja podziękuję.

Ocena : lakier: 3  /5, glitter : 3- /5

Cena:lakier : 8g - dostałam, glitter: 7ml / ok. 8,50zł

Dostępność: Rossmann, Hebe


Jak Wam się podobają te lakiery?


piątek, 9 października 2015

Al Rehab - Susan









Bardzo interesują mnie arabskie pachnidła. Są inne od europejskich. Mocniejsze i przede wszystkim znajduję w nim to co szukam, czyli idealnego połączenia oudu z różą, skóry, przypraw. Kupując kilkanaście olejków Al Rehab miała ochotę wziąć także bardzo komplementowaną Susan, ale akurat jej nie było. Dostałam jednak duży flakon z wymianki i chyba jednak wolałabym mniejszą pojemność, łatwiej byłoby mi wtedy go zużyć do końca, bo to nie jest zapach, którym chcę pachnieć codziennie. Muszę mieć na niego humor no i całkowicie odpada jeśli nęka mnie w danym dniu ból głowy-Susan wtedy pokazała, że może nawet przyprawiać o silne mdłości co zwykle mi się nie zdaża.

Czy widząc kolor opakowania nie domyślacie się jak Susan pachnie? Tak jest to dokładnie Amarige, czyli tona tuberozy, gardenii i jaśminu. Mocne uderzenie kwiatów, narkotyzujące, mogące dosłownie zawrócić w głowie. Zdecydowanie kompozycja nie dla każdego i nie na każdą okazję. W moim odczuciu między Susan a Amarige nie ma praktycznie żadnej różnicy, choć ta pierwsza jest na mnie duża trwalsza, bo niestety Amarige po reformie to już niestety nie to samo co kiedyś, ale wciąż to wspaniały, bogaty, kwiatowiec i dziwię się, że kiedyś nie umiałam go docenić.

Jeśli chcecie tańszą alternatywę dla kompozycji Givenchy sięgnijcie po Susan, ale nie do jeansów i t-shirta, a do obcisłej sukienki i karminowej szminki!

Nuty zapachowe:  cytrusy, owoce egzotyczne, kwiaty egzotyczne, wanilia, nuty orientalne 

Ocena: 4+ / 5

Cena: zależna od pojemności

Dostępność : sklepy online


A jak Wam podoba się Susan?

środa, 7 października 2015

Ziaja- maska ściągająca z glinką zieloną







Koniecznie potrzebowałam maski z glinką zieloną, bo tylka taka działa na moją cerę. Im bardziej naturalna tym lepiej. Trafiłam do sklepu, gdzie były kosmetyki gabinetowe m.in lubianej przeze mnie Ziaji i poprosiłam o taką maskę. Pani miała tylko dwie: Bielendy i właśnie Ziaji, a ja niestety nie patrząc na skład ( Bielenda była pod tym względem dużo lepsza!) zdecydowalam się na tańszą Ziaję. I mnie pokarało! Maska jest okropna i nie mogę jej już więcej używać. To zdecydowanie jednak z najgorszych masek oczyszczających jakiej kiedykolwiek używałam.


Opakowanie: duży słoik, który jest poręczny, bo zużyjemy produkt do końca, ale dla mnie to i tak bez znaczenia, bo maska idzie do kosza.




Zapach i Konsystencja: bardzo rzadka, zielona maska, która wręcz wylewa się ze słoiczka i trzeba wyjątkowo uważać przy aplikacji. Nie polecam jej też zabierać nigdzie do torby, bo na bank się wyleje. Jej zapach jest dość przyjemny, perfumowany, kosmetyczny, ale wolałabym, aby go nie było.





Działanie: Maski zawsze nakładam po uprzednim peelingu i tu zaskoczyło mnie to, że ta akurat w ogóle nie zasycha, cały czas jest mokra na skórze! Strasznie się marze w trakcie nakładania, więc trzeba ją nakładać dosyć dużo do pokrycia całej twarzy co jest wielkim minusem, ale jeszcze to nie jest najgorsze. Otóż nie zwróciłam uwagi, że zawiera ona parafinę ( po co ona w kosmetyku oczyszczającym?!) i już po PIERWSZYM użyciu wyskoczyły mi podskórne zaskórniki i kilka zwykłych pryszczy, których normalnie nie mam i pojawiają się bardzo rzadko. To ma być działanie oczyszczające??  Żart.. Zdecydowałam jednak, że dam jej jeszcze szansę i niestety, ale po kolejnych użyciach było dokładnie to samo. Ta maska w ogóle skóry nie oczyszcza, a dodatkowo ją zapycha, jej skład jest niezbyt dobry i pomimo dodatku ekstraktu z białej herbaty, szałwi,oczaru i d-panthenolu mnie ona bardziej szkodzi aniżeli pomaga, a tego wybaczyć nie mogę.

Zmywa się ją po ok. 10-15min i wtedy mogę powiedzieć jedynie, że cera owszem była matowa, ale nie był to taki mat jaki wystepuje po naturalnych glinkach. Cera również nie wyglądała na promienną i oczyszczoną. Ogólnie efekt jak po nałożeniu kiepskiej jakości matującego kremu i zmycie go po kilku minutach.

Jestem bardzo rozczarowana i nigdy nie sięgnę już po profesjonalną Ziaję. Zraziłam się.

Ocena: 1 / 5

Cena: 250ml / zapłaciłam 30zł

Dostępność: online, wybrane sklepy


A jak u Was ta maska się sprawdziła?

wtorek, 6 października 2015

Nivea-Cellular Perfect Skin- Eye Illuminator- udoskonalający krem pod oczy




Po nieudanej przygodzie z kremem z tej serii pokazuję Wam dziś krem pod oczy, który zainteresował mnie tym, że ma być rozświetlający, a przy tym wygląda jak korektor w kredce. Fajny bajer, ale czy się sprawdza?


Opakowanie: tubka z aplikatorem wyglądającym jak kredka. Ja jednak wolę krem wyciskać na palec i wklepywać pod oczy.





Zapach i Konsystencja: krem jest bezzapachowy i dość gęsty. Istotnie przypomina korektor w płynie. Nie ma żadnych zawieszonych w sobie drobinek. Kolorem nie trzeba się przejmować, choć wydaje się on dość ciemny-na mojej jasnej karnacji w ogóle go nie widać, nie barwi w żadnym stopniu.



po rozsmarowaniu


Działanie:  od kremu pod oczy wymagam przede wszystkiem intensywnego nawilżenia i odżywienia, a ten niestety tego nie robi i moim zdaniem nie nadaje się dla wysuszonej skóry jak i dla pań posiadających zmarszczki oraz do skóry dojrzałej. Jego działanie ogólnie nie jest zachwycające. Owszem skóra wysuszona nie jest, ale ja też z nią problemu nie mam tak samo jak z cieniami. Ten krem jeśli już rozświetla to baardzo subtelnie i nie zostawia żadnej poświaty, nie ma efektu jak po użyciu rozświetlacza. W zasadzie to nie widzę jego większego działania, ot maziam się nim rano i wieczorem od 3 miesięcy i nic. Skóra pod oczami wygląda dokładnie tak samo. Nic na plus nic na minus.

Druga sprawa, że kosmetyk w ogóle nie jest tłusty, nie pozostawia po sobie żadnej warstwy i momentalnie się wchłania, więc jest dobrą opcją pod makijaż, ale tylko dla osób, które nie mają wysuszonej skóry! W składzie także mamy Lumicinol i ekstrakt z magnolii czym charakteryzuje się cała linia Cellular Perfect Skin. Mimo zapewnień producenta, że to rewelacyjny kosmetyk dodający blasku i wspierający procesy odnowy komórek, redukujący zmarszczki ja kręcę nosem i oceniam go jako totalnego przeciętniaka. Nie szkodzi, ale niczego konkretnego nie robi dlatego można odpuścić sobie zakup.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 15ml / dostałam

Dostępność: dostałam

Używałyście tego kremu lub innego kosmetyki z tej linii?

poniedziałek, 5 października 2015

Astor- Quick&Shine nr 602 Lady in Black





Lakier kupiony w rossmanowej promocji, bo gdy zauważyłam, że kosztuje niecałe 10zł i ma piękny odcień czerni z lekkim shimmerem to nie wahałam się ani chwili. Zresztą ujęła mnie też nazwa odcienia Lady in Black to coś dla mnie!

Jest to pierwszy lakier marki Astor jaki mam i zastanawiam się czy wszystkie są takie same, czy zależy to od wybranego koloru?  O co mi chodzi? Już wyjaśniam.
Niewątpliwym plusem jest spłaszczony pędzelek i idealna konsystencja dzięki którym nakładanie tak ciemnego lakieru jest wyjątkowo proste i szybkie, a prawdopodobieństwo pobrudzenia sobie skórek dużo mniejsze. Według słów producenta lakier ma zasychać już w 45sekund czego jednak nie mierzyłam, ale faktem jest, że paznokcie były suche już po krótkiej chwili od nałożenia.

Kolejna sprawa to piękny odcień czerni, choć zaskoczyło mnie to, że jest mało lśniący, a po dwóch dniach zaczyna jeszcze bardziej matowieć i wygląda już nieciekawie. Mikroskopijne drobinki, które widać lekko w buteleczce po pomalowaniu są kompletnie nie do zauważenia!  No i sprawa trwałości: po dwóch dniach lakier brzydko odryskiwał, zmatowiał i nadawał się tylko do zmycia mimo, że nie robiłam nic co sprzyjało by temu sprzyjało. Dla mnie to zdecydowanie za krótko i właśnie dlatego zastanawiam się czy skusić się w przyszłości na Quick&Shine. Dobrze chociaż, że zmywa się bez problemu.

W tym wypadku ładny kolor to nie wszystko.Mam mieszane uczucia.

Ocena : 3 / 5

Cena: 8ml / w promocji zapłaciłam 9,95zł

Dostępność: Rossmann

Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 2 października 2015

Jean Paul Gaultier - Classique




Jean Paul Gaultier jest jednym z najsławniejszych projektantów i kiedyś z zainteresowaniem śledziłam jego pokazy mody, choć większość projektów do mnie nie przemawiała, bo była zbyt kontrowersyjna, czasem niestety też wulgarna, nic co sama mogłabym nosić. Trzeba też pamiętać, że to on zaprojektował słynny gorset Madonny o ten :


który nigdy mi się nie podobał jak i piosenki i sam image tej wokalistki:) Dziś jednak będzie o Classique, które mimo wielkich chęci nie spodobało mi się na tyle, abym zechciała mieć choć małą pojemność. Zresztą przekonałam się, że od Gaultiera najbardziej lubię Le Male i Gaultier2 i je też w końcu muszę kupić.

Classique zaczyna się bombą z kwiatu pomarańczy. Jeśli ktoś tego składnika nie lubi to niech lepiej nawet nie zaczyna testów. Mimo, że ja sobie upodobałam aromat tego kwiecia to tu mnie odrzuca. Jest za silny i zbyt dominujący i nie cichnie nawet na minutę, a dodatkowo dołącza do niego słodko-wytrawna wanilia i coś czego nie lubię, czyli ylang ylang, również w dość dużej dawce. Robi się ciężko i przytłaczająco co mnie zdzwiło, bo ja przecież takie klimaty lubię, a okazało się, że Classique mnie poprostu męczy i ... nudzi, bo przez resztę dnia w ogóle na mnie nie ewoluuje wciąż tylko ta wanilia, ylang i kwiat pomarańczy w kółko ani cynamonu ani anyżu nie wyczułam. Nikomu też w moim otoczeniu ten zapach się nie spodobał.

Mimo wszystko uważam ten zapach za zmysłowy i ciepły. Idealny do jesiennych sukienek i kaszmirowych sweterków. Wierzę też, że dla kogoś mógłby to być signature scent, choć dziwiłoby mnie to, ponieważ sama raczej nie wyłowiłabym go z tłumu, bo nie jest on dla mnie jakiś szczególny. Tym bardziej, że i po 4 godzinach już nic na sobie nie czułam. Ponosiłam, zapomniałam i powrotu nie przewiduję.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: kwiat pomarańczy, mandarynka, gruszka, róża, bergamotka

nuty serca: irys, imbir, śliwka,orchidea, ylang-ylang, tuberoza

nuty bazy: bursztyn, piżmo, wanilia, cynamon, drzewo sandałowe


Ocena: 3/5

Cena: 100ml ok. 200zł

Dostępność : perfumerie stacjonarne i online


PS. Jak Wam się podoba spot reklamowy? Ja uważam, że mimo, iż jest dość prosty to jednak oddaje to jak pachnie Classique, choć z drugiej strony nie uważam, aby to był zapach pościelowy:).







A jakie jest Wasze zdanie o Classique?