poniedziałek, 30 listopada 2015

May to be Cosmetics- Las Vegas Glam&Shine nr 608







Nr 608 to intensywna, ´´strażacka czerwień´´. Bardzo podobna do nr 607 lakieru z tej samej serii, który możecie zobaczyć TU 

Ta czerwień jest jednak o pół tonu ciemniejsza, choć szczerze mówiąc ta różnica nie jest jakoś bardzo zauważalna, ot jeśli przypatrzymy się dokładniej. Poza tym bez zmian. Pędzelkiem maluje się wyjątkowo dobrze, lakier potrzebuje jednak dwóch warstw, a wtedy zyskuje intensywnie lśniące wykończenie. Producent nazywa je winylowym i ma rację.

Lakier bardzo szybko wysycha, choć nie wiem czemu ten kolor już po 2 dniach zaczął odpryskiwać, więc jest to dość średni wynik,ale i tak ten kolor nosiło mi się bardzo dobrze. Zresztą polubiłam lakiery tej nieznanej marki i dokupię inne kolory, bo  w maałej drogerii obok mają pokaźną paletę.

Fajny kolor, jeśli lubicie czerwienie i mocny połysk to poszukajcie tego lakieru!


Ocena: 4 / 5

Cena: 10ml / zapłaciłam 8,50zł

Dostępność: kupiony w osiedlowej drogerii


Znacie lakiery tej marki? Lubicie takie mocne czerwienie?


piątek, 27 listopada 2015

Burberry- Brit Rhythm for Women




Miał być rock, miała byś skórzana kurtka ramoneska ( uwielbiam!), klasyczne smokey eyes ( tak, tak tak!), adrenalina, zadziorność. Śmieję się kiedy to piszę, bo sama dałam się nabrać. Przede wszystkim nazwa Rhytm nijak  tu nie pasuje- Poudre lub Iris jak najbardziej, bo to iście pudrowo irysowy zapach. 

Nie jestem miłośniczką pudrowców, a irys w wielu wypadkach zmienia się na mnie w zapach świeżej marchewki czego nie znoszę. Tu jednak na początku prym wiedzie piżmowe mydełko i przywodzi na myśl zapach świeżo umytej skóry, ale raczej w Białym Jeleniu aniżeli w czymś bardziej wykwintnym. Są i aldehydy, choć raczej nieszkodliwe, nie ma w nich tej wściekłości jaka często się zdaża, bo ja naprawde uciekam jak najdalej od aldehydów i mam do nich wstręt. No i pudrowy irys. To on gra główną rolę, a piżmo i aldehydy tylko asystują jednak również wyraźnie zaznaczają swą obecność. 

Zastanawiam się co ten zapach ma wspólnego z energiczną, pełną dynamiki muzyką na żywo ( taki był zamysł twórców), bo chyba chodziło im o koncert chopinowski, a nie występ Metallici, gdzie i skórzana kurtka i smokey eyes są dużo bardziej na miejscu. Ja muzykę kocham zarówno klasykę jak i mocne brzmienia, ale Rhythm nigdy w życiu nie założyłabym na koncert i to obojętnie jaki. Przy samych testach wynudziłam się niesamowicie i doszłam do wniosku, że to zapach do pudrowej różowej obcisłej sukienki, wysokich beżowych obcasów i białej kurtki. Na randkę, gdzie doskonale znamy swojego partnera i nie chcemy go niczym zaskakiwać, nie zależy nam też, aby go uwieść, bo mamy go już w ´´garści ´´.




 Jednocześnie Rhythm jest pozbawiony energii, brak tu pazura, powera, jest nudno i przewidywalnie, nic za bardzo się nie dzieje.  Czytałam, że dla wielu to zapach mocny, ale na mnie absolutnie nie. Jest łagodny jak biały, puszysty koteczek i niestety nie tak miły. 

Trwałość i projekcja na mnie też siada. Po 3 godzinach wszystko zniknęło, a ja nie miałam ochoty na powtórną aplikację. 

Dla wielbicielek pudrowych zapachów, grzecznych dziewczynek i napewno nie do skórzanej ramoneski i looku jaki prezentuje w reklamie Suki Waterhouse!





Nuty zapachowe:

nuty głowy: lawenda, różowy pieprz, neroli, aldehydy

nuty serca: irys, kwiat pomarańczy, liście jeżyn, Petalia

nuty bazy: wetiweria, piżmo, cedr, nuty drzewne, bób tonka


Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam się podoba Brit Rhythm?







środa, 25 listopada 2015

Isana-Colorglanz-ekspersowa odżywka do włosów w sprayu







Ciężko jest znaleźć odżywkę w sprayu, bo jednak dominują te tradycyjne, a mnie była właśnie potrzebna lekka, nawilżająca w formie sprayu. Postanowiłam kupić tę od Isany do włosów farbowanych i z pasemkami, choć za 6zł nie spodziewałam się cudów, ale wiele razy przekonałam się, że drogie produkty nie działałby tak jak powinny. Jest to odżywka z olejkiem z pestek moreli, choć początek składu to silikony,więc jeśli ich nie tolerujecie to odpuśćie sobie zakup. Produkt ma powodować większą elastyczność włosów, łatwiejsze rozczesywanie, wyrazisty połysk oraz świeży kolor na dłużej.

Opakowanie: plastikowa, przezroczysta butelka 200ml ze sprayem, który dozuje odpowiednią mgiełkę.

Zapach i Konsystencja: odżywka jest dwufazowa: dół pomarańczowy, a góra mlecznobiała, aby zmieszać ze sobą te warstwy należy potrzasnąć butelką i otrzymujemy brzoskwiniowy kolor kosmetyku, który pachnie kosmetycznie-owocowo i ten zapach akurat mouch włosów się nie trzyma.

Działanie:  nie spodziewałam się jakieś wyjątkowej pielęgnacji i jej nie otrzymałam. To dość przeciętny produkt, który w moim przypadku absolutnie nie wpływa ani na połysk koloru ani na jego długotrwałość. Przyznam jednak, że istotnie po użyciu tej odżywki włosy trochę lepiej się rozczesuje.

Odżywka jest niby lekka( 4 psiki moje długie włosy wystarczą), jednak kiedy raz spryskałam je odrobinę za bardzo to kolejnego dnia fryzura była zbyt ´´płaska´´ i  szybko się przetłuściła dlatego radzę uważać. Nie mogę jednak nic więcej o niej napisać, bo naprawdę nie ma o czym. To nie jest intensywnie pielęgnujący produkt, a lekka mgiełka dzięki której grzebień czy szczotka łatwiej suną po mokrych włosach. Nie zupełnie o to mi chodziło, więc obecnie nie mam ochoty na zbyt częste jej używanie.Gdyby zdecydowano się wzbogacić skład o naturalne olejki i odżywka naprawdę odczuwalnie nawilżałaby i nadawała połysk to kupiłabym ją ponownie, ale w tym wypadku nie i nawet nie spakuję jej do walizki wracając do domu.


Ocena: 4 - / 5

Cena: 200ml / zapłaciłam 6zł

Dostępność: Rossmann


A jak u Was sprawdza się ta odżywka?

wtorek, 24 listopada 2015

Oceanic-AA-Oil Infusion2-krem na noc regeneracja+sprężystość 40+







Znów krem nie dla mojego przedziału wiekowego, więc jak pewnie się domyślacie sama go nie kupiłam. Z tej serii pokazywałam Wam już krem pod oczy TU 

Używałam także kremu na dzień, ale nie dałam rady kontynuować jego stosowania, bo okazał się straszliwie tłusty i zapchał mi pory, choć okazało się, że bardzo suchej i wrażliwej skóry mojej Mamy był w sam raz. Natomiast wersja nocna to dobry krem, bez fajerwerków i znów powtórzę to co pisałam o kremach dla cer dojrzałych: nie ma tu nic co mogłoby zaszkodzić młodszym osobom, więc śmiało możecie po niego sięgnąć jeśli potrzebujecie nawilżaczo-odżywiacza na noc.


Opakowanie: zwykły szklany słoiczek 50ml

Zapach i Konsystencja: w opakowaniu krem wydaje się gęsty, ma subtelny jakby kwiatowy zapach.




Działanie: spodziewałam się tłustej ´´kołderki´´ na twarzy, bo wersja dzienna była dla mnie mega ciężka i dosłownie czułam tę ciężkość na skórze. W tym wypadku jednak jest inaczej, bo krem jest lżejszy, nie daje zostawia tej uciążliwej warstwy, chociaż i tak czuję, że posmarowałam czymś twarz i ten film wchłania się przez ok. 15min jednocześnie jednak cera się nie błyszczy, nie jest lepka i nie mam wrażenia, że nie ´´oddycha´´ co robił jego dzienny ´´brat´´.




Czuć nawilżenie, które będzie wystarczające dla cery od normalnej po mieszaną , tłustą i suchą, ale podejrzewam, że dla naprawdę wymagającej może być niewystarczające. Trwa ono całą noc, a dodatkowo cera jest odżywiona, rano wygląda na wypoczętą, choć moja akurat jest po tym kremie przetłuszczona, ale mało który krem nocny tego nie robi i nie ma to dla mnie większego znaczenia. Ważne natomiast, że nie zaobserowałam po nim pogorszenia stanu cery, a odkąd przyjechałam do Polski non stop coś mi wyskakuje i nie mogę dość z czego to jest, bo również stan moich włosów się pogorszył ( obwinam wodę ). Pomimo tego, że krem ma parafinę ( a fe!) w połowie składu  to nic mi się złego nie dzieje , ale zaznaczam, że nakładam ten krem na zmianę z innymi, a pod spód smaruje Skinorenem.

W składzie oczywiście mamy olejek tsubaki, kompleks Hial+, olej arganowy, mikrolipidowy system MLS, który zapewnia spoistość komórek i wspomaga regenerację skóry.

Jak jednak wspomniałam wyżej nie uważam, aby to był krem do zadań specjalnych i bomba przeciwzmarszczkowa. To dość zwykły krem dla każdego przedziału wiekowego dla wszystkich, którzy potrzebują poprostu nawilżyć i odżywić twarz nocą. Cudów nie ma i nie będzie. Ja nie zabiorę go ze sobą do domu, zostawię go Mamie.

Ocena: 4 / 5

Cena: 50ml / dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie



Używałyście kosmetyków z z tej serii?

poniedziałek, 23 listopada 2015

Ados-Extra Long Lasting Nail Polish nr 736






Jak mogłam nie kupić sobie kolejnej czerni do kolekcji tym bardziej, że to nie jest zwykła czerń, bo posiada złoty shimmer, który choć nie jest bardzo widoczny to jednak można zauważyć, że coś jednak migocze. Cena też jest bardzo przyjazna jednak wbrew temu co pisze na buteleczce absolutnie nie jest to lakier long lasting!

Pędzelek jest dość cienki, długi, ale maluje się nim bardzo wygodnie, a dodatkowo świetna konsystencja także to ułatwia i nie ma mowy o ubrudzeniach jak to bywa w przypadku ciemnych lakierów. Dwie warstwy są obowiązkowe, bo po jednej widać wyraźne prześwity jednak lakier schnie i twardnieje bardzo szybko, więc tu też jest w porządku.

Jedyną wadą tego lakieru jest kiepska trwałość. Po półtorej dnia od pomalowania zaczął mocno odpryskiwać,a  że nie mogłam wtedy go zmyć to to kamuflowałam, ale kolejnego dnia już się nie dało,więc poszedł do zmycia. Gdyby nie to dałabym najwyższą notę, bo wyjątkowo mi ta czerń ze złotem przypadła do gustu , a tak będzie czwórka z minusem.

Myślę jednak, że skuszę się na więcej kolorów tego lakieru od tak do wypróbowania czy ich trwałość jest lepsza, no i paleta barw jest bardzo okazała!

Ocena: 4 - / 5

Cena: 9ml / zapłaciłam 5,42zł

Dostępność: kupiony TU



Miałyście lakiery Ados?

piątek, 20 listopada 2015

Versace-Eros pour Femme



Damska wersja Erosa pojawiła się w zeszłym roku i od razu przykuła uwagę ze względu na złoty, tandetny flakonik na ´´bogato´´ jak to u Versace. Jednak po zapoznaniu się z nutami i wersją męską stwierdziłam, że to nie dla mnie, ale tak się złożyło, że miałam okazję dobrze się z Erosem zapoznać i jestem zdegustowana. Zapach jest słaby pod każdym względem. Nie kupiłabym go nikomu nawet w prezencie.

Myśląc o perfumach mającym w nazwie imię mitologicznego boga miłości od razu czuję jaśmin, gardenię, różę, ambrę i słodkie nuty i taki też powinien być ten zapach, ale nie jest. To blade, anemiczne niewiadomo co, które znika ze skóry po sekundzie i w ogóle jest niewyczuwalne!
Cytrynka z bergamotką, jakiś plątający się jaśmin i nic więcej, zero ewoluucji, głębi. Ot poprotu świeży, typowo letnio-wiosenna kompozycja z naciskiem do użytku na dzień dla kogoś kto nie lubi się wyróżniać i nie ma wymagań do perfum, tylko chce czymś pachnieć. Tylko, że równie dobrze można wybrać coś innego i to w niższej cenie, bo Eros absolutnie nie jest wart ponad 200zł!



Naprawdę jestem wręcz´´ uczulona´´ na takie świeże bezbarwne, nudne ´´zapaszki´´ stworzone nie wiedzieć dlaczego i dla kogo. Nic nie tracicie jeśli jeszcze Erosa nie znacie. Tak nie pachnie miłość.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: sycylijska cytryna, kalabryjska bergamotka, granat

nuty serca: kwiat cytryny, jaśmin, jaśmin Sambac, piwonia

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, nuty drzewne, ambroksan


Ocena: 1 ( nic mi się w nim nie podoba nawet ten kiczowaty złoty flakon) / 5

Cena: 100ml / ok. 260zł

Dostępność: perfumerie stacjonarne i online


A jak Wam podoba się damski Eros?

środa, 18 listopada 2015

Ziaja-De-makijaż-mleczko micelarne uniwersalne




Mleczko kupiłam na prośbę Mamy, bo jej bardzo wrażliwa cera i oczy w kwestii demakijażu tolerują jedynie mleczka. Pomyślałam, że skoro lubię dwufazówkę tej marki to i warto się przekonać jak sprawuje się to micelarne mleczko. Stało się jednak coś czego bym się w ogóle nie spodziewała, a co sprawiło, że absolutnie już nie sięgnę po ten kosmetyk.


Opakowanie: Ziaja lubi minimalizm, a mnie to nie przeszkadza. Opakowanie mogłoby być tylko przezroczyste.

Zapach i Konsystencja: białe, średnio gęste mleczko o niezwykle subtelnym aromacie, w zasadzie prawie bezzapachowe.

 


Działanie:  nie jestem wrażliwcem, żaden kosmetyk mnie nie uczula, a tu proszę mleczko Ziaji sprawiało, że oczy były załzawione jakby kroiła kilogram cebuli! W dodatku piekły i widziałam przez ´´mgłę´´. Dla mnie to wystarczający powód do wystawienia negatywnej oceny, ale muszę jeszcze wspomnieć o zmywaniu makijażu. Otóż usuwałam tym mleczkiem tylko szminkę , tusz, eyeliner i cień i o ile makijaż ust zszedł od razu to tusz i eyeliner najpierw się rozmazały,a  dopiero kiedy ponownie przetarłam oczy wacikiem zeszły z tym, że nie do końca. Pozostał tzw. ´´efekt pandy´´ i musiałam wspomóc się micelem Biodermy, aby całość została całkowicie rozpuszona, a dodam, że nie stosuję tuszu wodoodpornego, a liner również nie należał do tych long lasting.

Jako, że absolutnie nie stosuję mleczek do usunięcia podkładu to nie mogę się wypowiedzieć jak radzi sobie w tej kwestii, ale podpytałam moją Mamę, która jest z tego mleczka bardzo zadowolona i twierdzi, że idealnie odpowiada jej potrzebom tj. usuwa makijaż (bez podrażnień) oraz podkład. Hmm... dziwna sprawa, że wrażliwca ten produkt nie uczula, natomiast moje oczy tak źle na niego zareagowały. Bądźcie jednak ostrożne i pamiętajcie, że jeśli macie skłonność do zapychania i przetłuszczania cery to lepiej nie próbujcie zmywać tym specyfikiem całej twarzy, ponieważ w składzie znalazła się parafina.

Tak, jak lubię Ziaję tak nie mogę wystawić temu mleczku wysokiej oceny. Wiem, że podrażnienia to kwestia indywidualna, aczkolwiek w mojej ocenie ono także niezbyt dobrze zmywa makijaż.


Ocena: 1 / 5

Cena: 200ml / zapłaciłam 8zł

Dostępność: apteki, drogerie, markety


A jak u Was spisuje się to mleczko?

wtorek, 17 listopada 2015

Bioderma-Sebium-oczyszczający żel do mycia twarzy do cery tłustej i mieszanej







Manukowy żel do twarzy Ziaji już mi się skończył, więc wybrałam się o apteki po jakiś do cery tłustej / mieszanej, ale moim warunkiem była cena maksymalnie do 25zł. Pani farmaceutce szeroki uśmiech zszedł z twarzy kiedy jej o tym powiedziałam, bo przecież chciała mi zaproponować ´´ taki fajny, nowy dobrze oczyszczający za 50zł, no, a za 25zł to będzie ciężko´´. Nie wydaję na żel do mycia takiej kwoty, więc już miałam wyjść kiedy jednak Pani się przypomniało, że mają dwupak Sebium Biodermy. Dwa żele po 34zł. No cóż, pomyślałam, że to i tak za dużo, ale może jednak warto? W końcu mam i micel i krem do twarzy z tej serii to czemu by nie dopełnić pielęgnacji żelem? Teraz tak się zastanawiam, czym właściwie różni się ten apteczny żel od innych, tanich dostepnych np. w Rossmanie. Podejrzewam, że niczym. Nie, nie żałuję, że go kupiłam, aczkolwiek uważam, że nie powinnien kosztować więcej niż 15zł.


Opakowanie: nieporęczna, miękka, przezroczysta tuba. Dużo lepsza byłaby butla z pompką, bo żel lubi wylewać się do zakrętki.

Zapach i Konsystencja: niebieski, żel o konsystencji kisielu i delikatnym, kosmetycznym
zapachu.Pieni sie średnio.



Działanie:  to najzwyklejszy w świecie żel do mycia twarzy i polemizowałabym, że super oczyszczający, bo resztek podkładu nie do końca zmył, więc nie polecam go jako środka do demakijażu twarzy.  Używam go dwa razy dziennie i potwierdzam, że jest łagodny i nie wysusza skóry, nie ściąga jej. Zmywa sebum pozostawiając twarz lekko zmatowioną i odświeżoną. Innych rewelacji brak. Tak działają jego koledzy z drogeryjnej półki za połowę tej ceny albo i jeszcze mnie. Co więcej żel w ogóle nie ma wpływu na niedoskonałości. Zwyklak, który poprostu myje twarz i ponadto. Nie zachwycam się nim i napewno po użyciu tych dwóch tub nie sięgnę po niego ponownie, ale i nie ma w nim nic takiego co mogło by zaszkodzić.


Jeśli potrzebujecie zwykłego, niewysuszającego żelu do mycia przetłuszczającej się cery i ufacie tylko produktom aptecznym możecie sięgnąć po Sebium.W przeciwnym wypadku idźcie do Rossmana i rozejrzyjcie się za podobnymi kosmetykami.


Ocena: 4 / 5

Cena : 2x200ml za dwupak zapłaciłam 34zł

Dostępność: apteka


A czy Wy używałyście tego żelu?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Wibo-Lovely-Gloss Like Gel nr 90







Tę ciekawą zieleń dojrzałam na półce w Rossmanie i od razu wylądowała w koszyku, bo akurat takie barwy lubię, a prawie ich nie mam. Nie wiem co jest grane, bo przecież mam kilka lakierów z serii Gloss like Gel i uważam, że są bardzo dobre. Ten jest niechlubnym wyjątkiem, wypadkiem przy pracy. Najgorszy lakier z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia!

Pędzelek i konsystencja nie różnąi się od innych lakierów z tej serii. Potrzeba jednak dwóch warstw, aby pozbyć się smug i prześwitów, to jeszcze jednak można przeżyć, dalej jest gorzej. Lakier owszem wysycha szybko, ale nawet po 5 godzinach (!) był miękki i porobiły mi się wgniecenia, odcisnęły wzorki, więc musiałam malować jeszcze raz. Kolejnym razem bardzo starałam się, by nie robić nic co by mogło skrócić żywotność lakieru, ale to i tak nic nie dało, bowiem lakier sam z siebie zaczął się ścierać pod koniec dnia, a nie miał ku temu żadnych powodów! W dalszym ciągu był też na tyle miękki, że łatwo można go było ´´ściągnąć´´ palcem z paznokcia. Nie rozumiem tego, bo pozostałe odcienie Gloss like Gel są naprawdę udane i przede wszystkim trwałe!

Trwałość jest więc praktycznie kilkugodzinna, ponieważ nawet kiedy zamaskowałam odpryski i starcia to za chwilę one i tak znów się pojawiały ( jakby same z siebie), więc nie było sensu w ten sposób dalej się bawić tylko sięgnąć po wacik i zmywacz.  To straszny bubel, którego nie da się używać, bo można sobie tylko napsuć nerwów. Jednymi plusem jest ciekawy odcień zieleni z ładnym połyskiem.


Ocena: 1 / 5

Cena: 8ml / ok. 6zł

Dostępność:Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 13 listopada 2015

Burberry-Women






Klasyka Burberry. Zapach powszechnie znany i bardzo lubiany. Określany jako szalenie kobiecy, ciepły, bezpieczny, zmysłowy. U mnie plasuję się wysoko na prywatnej liście perfumowych traum (razem z D&G The One). Męczący, drażniący i gdy go nosiłam źle się czułam, wszystko mnie denerwowało, nie potrafiłam się skupić. Winię za to duet, który zwykle omijam w zapachach, a mianowicie brzoskwinie z wanilią.Od tej mieszanki robi mi sie autentycznie niedobrze.


Pierwszy psik i odpadam. Dopadło mnie stado wściekłych brzoskwiń, ale już mało soczystych, raczej suchawych. Mam nawet wrażenie, że czuję nawet ich aksamitną, włochatą skórkę, aczkolwiek ogromu soków w nich już mało. Na dokładkę posypano je hojna ręką cukrem waniliowym, ziarenkami wanilii z tym, że jest to mało słodkie, wręcz suche. Kiedy zapach już osiądzie na skórze to rzeczywiście odnajduję w nim nieznośną brzoskwiniowo-waniliową słodycz, ale jakby pylistą, lekko pudrową co kompletnie mi nie odpowiada. Jeśli spodziewacie się, że Burberry jest podobne do The One to spieszę donieść, że nie jest tak. Owszem i tu i tu dominują te same składniki, ale w The One są one ulepkowate, syropowe jakby ktoś polał je chemcznym waniliowym syropem. Burberry natomiast nadmierną słodyczą nie razi, jest mniej gourmandowy.

Wkurzające brzoskwinie z wanilią prześladowały mnie na szczęście dość krótko, bo zaledwie 3 godz, ale i tak skutecznie mnie do siebie zniecheciły i cały ten czas dawały o sobie znać przy każdym ruchu. Nie polecam też używać tej kompozycji przy treningu, ja raz byłam taka ´´mądra´´ i rozbolała mnie od niego głowa zresztą to zapach do ciepłych sweterków, golfów, trenczu, a nie do sportowego stylu:D Nie popełniajcie tego błędu!

Ja się w ogóle nie zbyt lubię z kompozycjami Burberry, choć wyjątkiem jest tu cudny damski The Beat. Miałam kiedyś Touch for Women i uparcie sobie wmawiałam, że to zapach stworzony dla mnie, a tak nie było i ucieszyłam się niezmiernie kiedy wreszcie podjęłam słuszną decyzję o pozbyciu się go, ot taki niewygodny był na mojej półeczce, bo nie chciałam go już więcej używać.

Tak czy inaczej klasyczny Burberry sprawia, że mam dość. Nie potrafię go polubić i nawet nie chcę.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: brzoskwinia, morela, gruszka, czarna porzeczka

nuty serca: jaśmin, drzewo sandałowe, cedr

nuty bazy: wanilia, piżmo, mech dębowy




Ocena: 1 / 5   ( dla mnie to zapachowa trauma)

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność: perfumerie online


A co Wy myślicie o Burberry Women?

środa, 11 listopada 2015

Olay-Anti-Wrinkle-wzmacniająco-ujedrniający krem na noc






Nie lubię kosmetyków Olay. Nie pasują mi i sama po nie nie sięgam. Ten krem otrzymałam i kręciłam nosem, bo owszem używam kosmetyków przeciwzmarszczkowych ( prewencyjnie), ale Olay to naprawdę nie jest coś o lubię i tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać.

Jest to krem na noc dla grupy wiekowej od 30-60lat, więc teoretycznie nie dla mnie, ale nie ma w nim nic takiego co może zaszkodzić nawet 20latką, więc nie ma co się obawiać. Mamy tu połączenie niacynamidu z witaminą E, prowitaminę B5 i silnie nawilżające składniki ( niestety to gliceryna), znalazło się też kilka silikonów. Używam go od 4 miesięcy regularnie, a producent zapewnia, że powinnam zauważyć jędrniejszą skórę już po 28 dniach. Czy tak jest?  Po kolei:


Opakowanie: plastikowy słoiczek. Nic specjalnego, ale ważne, że jest lekki i poręczny.

Zapach i Konsystencja: pierwsze wrażenie to to, że krem jest dość lekki i pachnie niby kosmetycznie, ale wyczuwam w nim dziwaczną nutkę. Taka sama jest w nawilżającym kremie tej samej marki z różową zakrętką. Jednak ten aromat w niczym mi nie przeszkadza.





Działanie:  spodziewałam się, że krem będzie tłusty i zapychający w sumie sama nie wiem dlaczego, być może wynika to z mojego uprezedzenia do tej marki? Prawda jest taka, że kosmetyk owszem pozostawia na mojej skórze wyczuwalną, odżywczą warstewkę, która się nie wchłania aczkolwiek nie działa komodogennie. Mocno nawilża i wygładza ( tak, tak te silikony!) , a także odżywia. Rano cera wygląda na wypoczetą, jest elastyczna i miła w dotyku. Tyle i aż tyle, bo tego właśnie oczekuję od nocnej pielęgnacji i ten specyfik mi to daje. Nie twierdzę, że to absolutna rewelacja i zastrzyk młodości w słoiczku, ale dobry krem bez względu na wiek. Zmarszczek nie usunie, ale poprzez odpowiednie nawilżenie i odżywienie napewno opóźni ich powstawanie.

Myślę, że mogę go polecić wszystkim, którzy poszukują poprostu nawilżaczo-odżywiacza na noc.

Ocena: 4+ / 5

Cena: 50ml / dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie


A co Wy myślicie o tym kremie?






wtorek, 10 listopada 2015

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene-Beauty Collection- kokosowy peeling solny







Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przygotowania domowego peelingu z soli lub cukru i naturalnego oleju i chyba ten plan wreszcie zrealizuję, bo nie mogę trafić na odpowiedni peeling ze sklepu. Tylko peelingi Pat&Rub jak dotąd mi odpowiadają, ale nie mam już do nich dostępu, więc testuję wszystko co wpadnie mi w ręce, a zwie się peelingiem. Tak też trafiłam w Naturze na kokosowy solny peeling z serii Lirene. Do wyboru był jeszcze bodajże różany i brzoskwiniowy aczkolwiek nawet się nad nimi nie zastanawiałam, bo moja słabość do kokosów zwyciężyła. Okazało się jednak, że 16 zł poszło do kosza, a produkt w ogóle nie spełnia swojej roli ( albo to ja mam jakieś super wyymagania, choć wątpię) i znów sprawdziło, że kosmetyki marki Eris z serii pielęgnacyjnej kompletnie mi nie odpowiadają. Żałuję, bardzo żałuję, że nie wybrałam chociaż słoiczkowych peelingów Perfecty, bo chyba byłyby lepsze.


Opakowanie: biała tuba z klapką sprawia dobre wrażenie, ale ja i tak wolę słoiczki.

Zapach i Konsystencja:największy żart to obiecywany cudowny kokosowy zapach. Producent chyba nie ma pojęcia jak kokos pachnie, bo to co tu mamy nie przypomina go nawet w 1%. Spodziewałam się kosmetycznej wersji słodkiego kokosa, może coś podobnego do kokosowego żelu pod prysznic Ziaji , a to co tu mamy jest dziwaczne. Nie potrafię określić czym konkretnie pachnie ten peeling, ale kokos to nie jest napewno. Aromat na szczęście jest delikatny, bo nie za bardzo mi się podoba. Ogromny minus za to!!

Peeling jest solny, a w składzie soli nie ma jest za to cukier (??), choć kiedy na skórze mamy drobną ranę wtedy czuć wyraźnie szczypanie, więc radzę uważać. Jest biały, średnio gęsty z wyczuwalnymi drobinami.



Działanie: jeśli to ma być peeling to ja dziękuję... Dla mnie taki kosmetyk ma odczuwalnie ścierać, a ciało ma po nim być supergładkie i nawilżone, że nie trzeba już potem sięgać po balsam. Pomarzyć można, bo ja swoje, a peeling Lirene swoje. Na mokrej skórze drobinki w mig sie rozpuszczają i zupełnie ich nie czuć i jak łatwo się domyślić efektu ścierania nie ma. Nie zraziłam się. Wszak wiele peelingów działa lepiej na suchej skórze jednak i tu nic z tego. Peeling bardziej masuje, jest zbyt delikatny i gdyby nie to, że w ogóle się nie pieni to możnaby go pomylić z żelem peelingującym pod prysznic. Wiem, że są miłośniczki delikatnego miziania, ale ja lubię peelingowe zdzieraki!

Ze spłukiwaniem nie ma najmniejszego problemu, bo drobiny i tak szybciej się rozpuszczają, a na skórze nie pozostaje żadna warstwa, więc użycie czegoś nawilżającego jest koniecznością w przypadku skóry suchej. Generalnie ten peeling w ogóle nie spełnia moich wymagań i wręcz zmuszam się do skończenia tuby, a przecież zupełnie nie o to chodzi. Kosmetyk ma dawać przyjemność, a tu o nia trudno gdy czuję coś niewiadomojakiego co ma peelingować, a tego nie robi.

Kolejny raz srogo zawiodłam się na preparatach tej firmy i już nawet nie chce mi się spoglądać na nie na półce w sklepie.


Ocena: 2 / 5

Cena: 220g / ok. 16zł

Dostępność: kupiłam w Naturze


A Wy jesteście zadowolone z tego peelingu?

poniedziałek, 9 listopada 2015

Golden Rose- Rich Color nr 60




W małej drogerii ekspedientka miała wiele palet lakierów do paznokci, ale nijak nie przekładało się to na stan rzeczywisty, bo co drugiego odcienia nie było, a znudzona Pani była juz wyraźnie rozdrażniona, więc co by nie drażnić lwa ;D stwierdziłam, że wezmę ten na oko bylejaki fiolet Golden Rose, choć mam już lakier z serii Rich Color i ich trwałość jest marna, ale co tam, moja słabość do fioletów zwyciężyła.

Dobrze zrobiłam, bo okazało sie, że kolor jest piękny! Lekko metaliczny i głęboki, w innym świetle wygląda jak niebieski, choć wyraźnie widać, że to jednak fiolet. Płaskim pędzelkiem maluje się szybko, choć wbrew temu co jest napisane na buteleczce jedna warstwa to za mało. Lakier robi prześwity i druga musi być dodana, wtedy jest perfekcyjnie. Czas schnięcia również bez zarzutu, a w dodatku lakier ma bardzo ładny połysk.

Obawiałam się jednak krótkiej trwałości, bowiem dwa pozostałe odcienie Rich Color, które mam są bardzo nietrwałe, a tu okazało się, że´´ brat´´ z tej samej serii spokojnie wytrzymał całe 4 dni i bardzo częste mycie rąk! Jednak najbardziej zachwyca mnie ten cudny fiolet! Dawno nie spotkałam się z tak  cudnym odcieniem śliwki przebłyskującej na niebiesko.

Poztywne zaskoczenie i brawa dla marki za odcień nr 60!

Ocena : 5 + / 5

Cena: 10,5ml / kupiłam za 6zł

Dostępność: kupiony w małej drogerii


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 6 listopada 2015

Calvin Klein-Sheer Beauty





Jest coś co odpycha mnie w danej kompozycji najbardziej, a mianowicie trwałość, jej ulotność. Nie toleruję skin scentów, perfum tak delikatnych, że trzeba mocną się wwąchać, aby cokolwiek poczuć, a które znikają jak poranna mgła po chwili od spryskania i nawet osoby trzecie nic nie czują. Tak mogłabym opisać flankier CK Beauty, czyli Sheer Beauty.  Ten wydany w 2012r zapach reklamuje  holenderska modelka Daphne Groeneveld, choć dla mnie jej uroda jest dość dyskusyjna, co kto lubi., a całość utrzymana jest w klimatach owocowo-kwiatowych z przeznaczeniem do użytku na lato i wiosnę, bo jestem przekonana, że teraz nikt by na Was tego nie poczuł, a zapach nie przebiłby się spod chusty czy szalika.

Jest tu strasznie delikatnie. Zbyt delikatne i w dodatku blado. Brak tej kompozycji oryginalności, czegoś za co można by ją zapamiętać. Muszę ją niestety nazwać bylejaką, niedopracowaną. Nie nosiłabym jej nawet gdybym flakon dostała za darmo! Myślę jednak, że jeśli lubicie pachnieć lekko, zwiewnie i wyczuwalnie tylko dla własnego nosa ( choć i tak słabo) to ewentualnie może Wam się spodobać.



Liczyłam na nutę Bellini, czyli koktajlu na bazie mojego ulubionego Prosecco i brzoskwiń, ale nic takiego nie czuję. Zamiast tego zaserowano tu coś kwiatowo piżmowego, czego nie potrafię do końca określić, a co jest wręcz przezroczyte. Co jednak najgorsze zamiast rozwinąć się zapach znika ze mnie po sekundzie od użycia i nic mi nie dało zużycie naraz całkiem pokaźnej próbki-brak tu kompletnie trwałości i projekcji!

Naprawdę nic by się nie stało, gdyby Klein odpuściłby sobie wypuszczenie na rynek Sheer Beauty. Ani to ładne, ani trwałe. Nudny zwyklak.

Nuty zapachowe :

nuty głowy: bergamotka, czerwone jagody, koktajl Bellini

nuty serca: piwonia, różowa lilia, jaśmin

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, kwiat wanilii


Ocena: 1 (nic mi się w nie podoba) / 5


Cena: 100ml / ok.  115zł

Dostępność: perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Sheer Beauty?

środa, 4 listopada 2015

Essence-I love stage-baza pod cienie







Baza pod cienie to taki kosmetyk bez którego nawet nie zabieram się za robienie makijażu. Z nią każde cienie utrzymują się cały dzień bez względu na pogodę i okoliczności. Miałam kilka baz i jak narazie wygrywa u mnie Lumene do której z resztą mam łatwy dostęp. Natomiast najbardziej nie spodobała mi się ta od ArtDeco z powodu tego, że zasychała na kamień w słoiczku już po niedługim czasie od zakupu. Mam jeszcze w kosmetyczce bazę Urban Decay, E. Arden ( o której możecie poczytać TU ) oraz Kobo,a tę od Essence kupiłam, bo naprawdę rzadko mam sposobność używania produktów tej marki i pomyślałam, że skoro chcę coś od niej kupić to niech to będzie ta baza, bo i tak w tej Naturze nie było nic ciekawego w szafie Essence.

Czytałam, że dziewczyny nie chwalą tego produktu. Nie pochwalę go i ja, choć nie jest to totalny bubel nadający się do kosza, ale i nie kosmetyk, który mógłby choć trochę dorównać mistrzowi z Lumene. Tu niestety sprawdza się powiedzenie : cena adekwatna do jakości.

Opakowanie: takie jak w błyszczykach.Buteleczka z gąbkowym aplikatorem. Według mnie to dobre rozwiązanie.

Zapach i Konsystencja: baza nie pachnie. Ma za to żółtawe zabarwienie i wygląda jak korektor lub podkład do twarzy. Nie ma się jednak co bać, bo ten żółty kolor po rozporowadzeniu jest zupełnie niewidoczny. Konsystencja również przypomina mi korektor i czytałam nawet, że niektóre dziewczyny tak też tej bazy używają, bo nie spełniała swej pierwotnej roli. Ja bym się nie pokusiła.



























Działanie: bardzo, bardzo przeciętne zahaczające o słabe. Nieważne jakie cienie nałożę, a one i tak nie wytrzymują całego dnia ( przy innych bazach tak właśnie jest!). Rolują się w załamaniu po ok. 2-3godz nawet gdy na dworze jest chłodno, a w czasie upałów ten czas jeszcze się skraca. Ta baza nie jest w stanie temu przeciwdziałać dlatego absolutnie nie polecam jej na ważne wyjścia i wszędzie tam, gdzie makijaż musi być nienaganny, bo zwyczajnie wylądujecie w łazience na poprawkach i to dość częstych.


Poza tym baza w ogóle nie sprawia, że kolory cieni stają się bardziej intensywne, głębokie, bo nawet na swatchach zauważycie, że z bazą jest nawet minimalnie gorzej. Nie rozumiem też kompletnie co producent miał na myśli pisząc, że baza sprawdzi się też jako samodzielny cień. Niby jak skoro ten brzydki żóty kolor wyglądałby na powiece jak nierozsmarowany korektor!
Daleko jej, bardzo daleko nawet do bazy Kobo, która jest w podobnym przedziale cenowym i jeśli dalej się wahacie czy brać I love stage to powiem krótko: nie, bo to marnowanie pieniędzy, nawet tych paru groszy na coś co nie działa jak należy. Baza ma sprawiać, że wszystkie cienie zyskają pancerną trwałość. Ta tego nie daje, więc nie mogę jej polecić. Sama swoje opakowanie zużyję z tym, że nie ma mowy, abym kiedykolwiek do niej wróciła nawet, gdybym nie mogła znaleźć nic innego.

Ocena: 2 / 5

Cena: 4ml / ok.12zł

Dostępność: np. w Naturze



A czy Wy jesteście zadowolone z tej bazy?


wtorek, 3 listopada 2015

Zużycia miesiąca -październik 2015



Kolejny miesiąc minął, a mnie zostało już niedługo do powrotu do domu. W październiku nie udało mi się zużyć wiele, ale po dłuższym czasie nareszcie jest też coś z kolorówki i wygląda na to, że i w listopadzie coś będzie. Dajcie znać czy coś z mojego denka znacie!




1. Olej ze słodkich migdałów

Używałam go tylko do pielęgnacji skóry brzucha i biustu. Sprawdził się świetnie jak zawsze zresztą, bo to nie mój pierwszy olej z migdałów, ale pierwszy ze sklepy esent.pl. Bezzapachowy, przezroczystożółty, dobrze się rozsmarowuje i nie podrażnia. Owszem jest tłusty, ale to normalne w końcu to olej. Kupię nie raz z tym, że już innej marki, bo nie będę miała okazji zamawiać z tego sklepu ponownie.

Ocena: 5 + / 5

Cena: 500ml / 42zł

Dostępność: esent.pl


2. Skarb Matki- Czekoladowo-pomarańczowy budyń do ciała dla dzieci

Pokazywałam go TU

Oceny nie zmieniam, ale prosiłabym, aby producent popracował trochę nad składem, aby był bardziej naturalny no i nad dostępnością, bo stacjonarnie nie udało mi się nigdzie go spotkać. Ciągle się zastanawiam czy kupić drugie opakowanie, ale chyba jednak nie.


3. Garnier-Foot-silnie regenerujący krem przeciw szosrtkości stóp 

Krem kupiony na´´ szybko´´ i bez namysłu, bo w markecie nie było nic innego. Okazało się, że dobrze trafiłam. Rzeczywiście jest to gęsty krem ( aż trudno go było z tuby wydobyć!) o przyjemnym zapachu podobnym do balsamu z tej serii. Mocno nawilża, wygładza  i przede wszystkim odżywia suchą, problematyczną skórę stóp.

Nie jest to krem na dzień, bo trochę mu zajmuje wchłonięcie i zostawia tłustawą warstwę, ale rano moje stopy były w dużo lepszej kondycji, a wiem co mówię, bo większość kremów tylko powierzchownie nawilża i trzeba by je nakładać ze 3 razy dziennie. Ten polecam z pełnym przekonaniem i napewno kupiłabym go ponownie!

Ocena: 5 + / 5

Cena: 100ml / nie pamiętam

Dostępność: kupiłam w Tesco


4. Global Cosmed-Bobini-Wanilia i Kokoski-płyn do kąpieli

Wybrał go mój starszy synek-fan pachnących kosmetyków. To kolejny produkt z serii Bobini z którego oboje jesteśmy zadowoleni. Był używany pod prysznic, a nie do kąpieli. To średnio gęsty, perłowy płyn o bardzo przyjemnym kokosowo-waniliowym aromacie, który nie jest bardzo mocny,na skórze troszeczkę go czuć. Jest łagodny, nie podrażnia, dobrze myje i fajnie się pieni. Chciałabym tylko, aby marka postarała się o lepsze składy swoich produktów dla dzieci. Myślę, że dałoby się bardziej naturalnie. Póki polecam tę wersję fanom wanilli i kokosa w subtelnym wydaniu.

Ocena: 5 / 5

Cena; 750ml / ok. 10zł

Dostępność: kupiłam w Kauflandzie


5. Nivea-Baby-Pure&Sensitive-łagodzący żel do mycia ciała i włosków


Tego żelu z kolei używałam przy pielęgnacji młodszego szkraba i to zarówno do kąpieli, mycia włosków jak i mycia po każdej zmianie pieluszki ( nie stosuję chusteczek).  To biała, dość rzadka emulsja o ładnym zapachu typowym dla kosmetyków z serii Baby od Nivea.


Jest łagodna, choć dość mocno się pieni, aczkolwiek skóry mojego dziecka w żadnym stopniu nie wysuszyła ani nie podrażniła. Włoski są puszyste, czyste i nie ma problemu z ich rozczesaniem. Dobry kosmetyk, który już kiedyś miałam i pewnie nie raz jeszcze u mnie zagości.


Ocena: 5 / 5


Cena: 250ml / 15zł


Dostępność: Rossmann




6. IsaDora- Build-Up Mascara Extra Volume-pogrubiający tusz do rzęs


Prezentowałam go Wam TU

Pewnie złapie się za głowę, ale tak miałam go 3 lata! W ciągu tego czasu sprawował się idealne i dopiero teraz się skończył. Niemożliwe? A jednak ! Tylko, że używałam go na zmianę z innymi co wydłużyło okres jego trwałości. Niemniej to świetny pogrubiający tusz, który polecam z pełnym przekonaniem!


7. Luksja-Juicy-Cranberry&Manuka Honey-nawilżające mydło w płynie 

Nawilżającym bym tego mydła nie nazwała, ponieważ wysuszało mi skórę rąk, ale pozostali domownicy nie narzekali, więc problemem są właśnie moje wrażliwe dłonie. Mydło jak mydło. Myje, dobrze się pieni i przede wszystkim ładnie słodkawo pachnie (nie żurawiną, ale jak słodka guma do żucia o smaku owoców leśnych), a sam kolor mydła jest perłowo- różowy. Nic nadzwyczajnego, ale do mycia rąk może być.

Ocena: 3 / 5

Cena: 400ml / ok. 3,50zł

Dostępność: kupione w Kauflandzie

poniedziałek, 2 listopada 2015

Miss Sporty - Crush on You 3D Texture- lakier do paznokci z efektem piasku nr 062





Zakup tego lakieru był nie do końca kontrolowany. Buszując w Rossmanie uparłam się, że znajdę tam jakiś ciemny lakier, a że akurat ten Rossmann jest poprostu beznadziejny i jest tam dużo mniej artykułów niż w innych Rossmannach to nie było to takie proste. Dominowały same jasne kolory i już miałam wyjść z niczym, gdy mój wzrok padł na piękną czerń od Miss Sporty. Nie czytając etykietki porwałam lakier i pognałam do kasy.

W domu okazało się, że kupiłam... ´´piasek´´! Cóż nie lubię lakierów o takim wykończeniu tylko z jednego powodu: ich zmywanie to istny koszmar, ale postanowiłam się nie zrażać tylko nałożyć Crush on You i zobaczyć jaki będzie. Nr 062 to czerń z srebrnymi drobinami, które są dość duże i je widać i ja jako przeciwniczka wszelakich drobinek stwierdzam, że w połączeniu z czernią to bardzo pasuje i mi się podoba! Poza tym lakier nakłada się szybko i bez problemów, ale dwie warstwy to konieczność, bo jedna trochę prześwituje. Warto też nałożyć na wierzch top coat jeśli nie lubi się uczucia szortkości co ten lakier niestety daje, ale takie już są piaski.

Schnie bardzo szybko i wygląda tak fajnie, że z przyjemnością go nosiłam całe 4 dni, bo tyle wytrzymał. Potem, gdy czas było na zmycie zaczęły się´´ schody´´. Trzeba mocno trzeć, aby lakier raczył zejść, a i tak trwało to dość długo. Srebrne drobiny zostały też gdzieniegdzie na paznokciach i zmyły się dopiero po użyciu szczoteczki do paznokci. Usunięcie tego lakieru trochę napsuło mi nerwów aczkolwiek dalej twierdzę, że dla tego koloru i efektu piaskowej czerni ze srebrnym brokatem warto. Sama nie kupię innego odcienia z palety, bo pozostałe barwy są kompletnie nie w moim guście.

Polecam jeśli  lubicie´´ piaski´´!


Ocena: 4+ / 5

Cena: 7ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann



Jak Wam się podoba ten lakier?