wtorek, 22 grudnia 2015

Wesołych Świąt!







Święta tuż tuż. Pewnie już większość z Was ma podarunki dla bliskich, przygotowuje świąteczne potrawy, a może wyjeżdża gdzieś na świąteczny wypoczynek.  Dlatego chcę Wam życzyć wszystkiego co najlepsze. Abyście spędzili ten czas z tymi, których kochacie w miłej, ciepłej atmosferze pełnej radości i spokoju, a Nowy Rok 2016 okazał się jeszcze lepszy niż poprzedni! Trzymajcie się ciepło! Kolejny post ukaże się już po moim powrocie do Finlandii, czyli po 3 stycznia:)



poniedziałek, 21 grudnia 2015

May to be Cosmetics- Las Vegas Glam&Shine nr 611






Kolejny lakier May to be Cosmetics. Marki, którą odkryłam w małej, osiedlowej drogerii. Niestety tym razem nie trafiłam z kolorem, bo w sztucznym świetle sklepu ten szary wydawał się taki jak lubię, a w rzeczywistości jest dużo jaśniejszy, zbyt jasny jak dla mnie. Musiałam go połączyć z czernią Caffe Latte od Bell, choć i tak nie wygląda to jakoś oryginalnie. W dodatku ten  szary odcień jest najmniej trwały i ma gorszą konsystencję aniżeli pozostałe pokazywane przeze mnie lakiery tejże firmy co jest dość dziwne.

Pędzelek krótki i wygodny, ale malowanie już takie fajne nie było, bo lakier okazał się trochę za gęsty i mazał się, smużył. Jedna warstwa niby dawała intensywny kolor i pełne krycie, ale jednak te smugi było widać. Do aplikacji trzeba się przyłożyć. Czas schnięcia niby krótki, a w praktyce okazało się, że po 20min lakier nie strwardniał co poskutkowało nieestetycznym wgnieceniem i malowaniem od nowa. Kolejna niepsodzianka czekała mnie jednak na drugi dzień, bo oto lakier raczył odprysnąć, a że nie miałam możliwości go zmyć to szybko zamalowałam to co trzeba ( widzicie to na fotce) i zapomniałam o sprawie.

Minus i jednak daję za to, że ten odcień ma bardzo słaby połysk, a dwie pokazywane wcześniej czerwienie były tego zupełnym przeciwieństwem. Trwałość też nie zachwyca. 3 dni i do zmycia.

Żałuję, że go kupiłam i od tak bladych kolorów będę się już trzymać z daleka na zawsze.


Ocena: 2 - / 5

Cena: 10ml / płaciłam 8,50zł

Dostępność: osiedlowa drogeria


A czy Wy testowałyście już lakiery May to be Cosmetics?

piątek, 18 grudnia 2015

Thierry Mugler- Alien Essence Absolute




Jak to jest, ż klasycznego Aliena nie lubię, drażni mnie ten odświeżaczowy jaśmin, a wszystkie jego flankiery wprost uwielbiam?  Wersja Essence Absolute to moje zauroczenie w tym miesiącu.Przepadłam i wiem, że muszę sobie sprawić flakon.


Jaśmin zdecydowanie potrzebował dodatku wanilii i ambry z mirrą, a że wszystkie te składniki idealnie się uzupełniają i żadne ze sobą nie walczy to efekt końcowy jest oszałamiający! Wyszedł zapach ciepły, o burszynowie barwie ( dosłownie i w przenośni, bo kolor płynu idealnie pasuje do tego co czujemy), bardzo zmysłowy i elegancki. Zapewniam, że nikt nie pozostanie na niego obojętnym! Mugler co chwila zaskakuje mnie swoim podejściem do komponowania zapachów, bowiem jeszcze nikomu nie udało się stworzyć tak pięknej odsłonu jaśminu , a to przecież wydawałoby się banalny składnik i nie może z niego powstać nic zaskakującego. Alien Essence Absolute jest ponad to.

Fakt, że to w dalszym ciągu alienowy jaśmin tylko, że tu zyskuje inne oblicze. O ile w klasyku ten kwiat mnie poprostu denerwuje, bo pachnie sztucznie i nijako to tutaj całkowicie zniewala. To kompozycja na wielkie okazje,na randkę i wszędzie tam, gdzie chcemy być zauważone, czuć się docenione i mamy zamiar podkreślić nas seksapil. Do tego rozświetlający makijaż i czerwona szminka i możemy podbijać świat:)







Nie miałam w rękach flakoniku, ale widziałam na fotkach, że wygląda wyjątkowo i choć sroką nie jestem to chciałabym go mieć aczkolwiek bardziej dla samego zapachu i też dla tego, że parametry są bardzo dobre. Pachniemy nim cały dzień!


Cudny. Poprostu cudny. Same się przekonajcie.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: jaśmin

nuty serca : drzewo kaszmirowe, korzeń irysa

nuty bazy: wanilia, biała ambra, mirra, kadzidło


Ocena: 6 / 5

Cena: 60ml / ok. 200zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się ten Złoty Alien?

środa, 16 grudnia 2015

Receptury Agafii - miętowy naturalny proszek do zębów ´´Wybielanie´´







Czy słyszeliście kiedyś o proszku do zębów?  Ja nigdy, ale kupiła go moja Mama mówiąc, że lata temu używała podobnego produktu i bardzo go lubiła za świetne oczyszczanie zębów. Miałam mieszane uczucia,choć ostatnio stałam się fanką kosmetyków babuszki Agafii. Proszek występuję w dwóch wersjach i oprócz miętowej jest także ziołowa, a największą zaletą jest brak SLES, SLS, cukru, fluoru, ftalanów, parabenów, gluteny, metali ciężkich, chlorheksydyny, formaldehydu, aluminium. To praktycznie całkowicie naturalny produkt do stosowania dla całej rodziny, który jest dużo łagodniejszy niż popularne pasty wybielające.


Opakowanie: to proszek, więc nie może być zamnknięty w tubę, ale ten płaski słoiczek jest dość nieporęczny, bo mimo nakładki zabezpieczającej trzeba uważać, aby zawartość się nie wysypała. Odpada także zabranie produktu do torebki, w podróż. Warto wspomnieć, że w środku znajdziemy plastiową łyżeczkę pomocą w aplikacji lub przesypywaniu proszku.


Zapach i Konsystencja: zielonkawy, miętowo pachnący proszek, który w konsystencji przypomina właśnie proszek do prania, a nie np. puder sypki.




Działanie: Jestem wierna sonicznej szczoteczce,która nieporównywalnie lepiej czyści zęby aniżeli szczoteczka elektryczna czy zwykła i dzięki niej nie mam problemu z kamieniem, nalotem itp. Kawy ani wina nie pijam, ale uwielbiam herbatę, a jak wiadomo ona także pozostawia osad na zębach. Ten proszek sprawia, że zęby rzeczywiście są odczuwalnie bardziej czyste i to czuć. Poczujecie różnicę szczególnie jeśli na codzień używacie drogeryjnych past.

Proszek  daje lekką pianę, ale nie jest ona taka sama jak w przypadku zwyłych past, ma naturalny miętowy posmak , który nie jest ani zbyt ostry ani bardzo łągodny. To taka delikatna mięta. Bardzo się cieszę, że zrezygnowano tu z dodawania substancji słodzących, bo dla mnie nie ma nic gorszego niż nieznośmy słodki posmak w ustach szczególnie jeśli pasta nie jest owocowa, a ziołowa lub miętowa. Ostatnio miałam taki problem z ziołową pastą R.O.C i będę się tego wystrzegać.

Zęby są czyste, jakby wypolerowane, a osad usunięty. Oczywiście ten kto liczy na całkowitą biel i hollywoodzki uśmiech ten się gorzko rozczaruję, ale nie ma tu o tym mowy i nikt u niczego takiego nie obiecuje! Ja mam z natury białe zęby, więc jestem zadowolona. Życzyłabym sobie tylko, aby odswieżenie trochę dłużej się utrzymywało.

Ciekawy produkt, który przede wszystkim działa jak należy, jest bezpieczny i ma bardzo dobry skład. Zdecydowanie wart wypróbowania!

 Skład (INCI): Organic Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract (organiczny ekstrakt mięty), Organic Melissa Officinalis Leaf Extract ( organiczny ekstrakt melisy), Organic Schizandra Chinensis Fruit Extract (organiczny ekstrakt z owoców cytryńca chińskiego), Calcium Carbonate (węglan wapnia), Sodium Bicarbonate, Mentha Piperita Essential Oil (olejek eteryczny z mięty pieprzowej), Salvia Officinalis Essential Oil (olejek eteryczny z szałwii lekarskiej)



Ocena: 5 / 5

Cena: 120ml / ok. 20zł

Dostępność: kupiony na skarbysyberii.pl


Stosowałyście już proszek do zębów?


wtorek, 15 grudnia 2015

Misslyn - Sweet Macaron lip balm-Strawberry








Nie rozumiem dlaczego na odwrocie opakowania przetłumaczono, iż jest to błyszczyk do ust. Nie. To zapachowa wazelina do ust inspirowana przepysznymi makaronikami, które osobiście mogłabym jeść codziennie i  nie miała dość. Uwielbiam je, choć sama nigdy nie pokusiłam się, aby je przygotować. Chyba aż tak bardzo nie wierzę w swoje zdolności kulinarne:)

Wiem, że do wyboru jest kilka wersji zapachowych, ale ja na truskawkowej poprzestanę, bo jak dla mnie ten produkt ma praktyczne same wady, choć w jednym z kobiecych magazynów bardzo go zachwalano i zupełnie nie rozumiem dlaczego, bo na rynku jest mnóstwo lepszych nawilżaczy do ust, a ja jeśli mam wybrać taką wazelinkę to sto razy bardziej wolę masełko do ust Nivea.


Opakowanie: wkurzająca metalowa puszeczka, której nie da się otworzyć jeśli mamy zmarznięte,mokre lub tłuste dłonie. Jest i tak lepiej niż w porównaniu z takim samym produktem Agathy Ruz de la Prada, który kiedyś miałam, a który był tak pancernie zamknięty, że jeśli nie posiadamy silnego mężczyzny w domu lub jeśli  same nie mamy mięśni Pudziana to możemy zapomnieć o otwarciu puszeczki. Nie znoszę takich opakowań także dlatego, że rezerwują ów produkt tylko do użytku domowego i z użyciem palca bądź pędzelka.


Zapach i Konsystencja: nie ma się nad czym rozwodzić. Wazelina pachnie typowo chemiczną truskawką i mnie osobiście ten zapach odrzuca. Nie ma w nim nic przyjemnego. Plusem jest tylko to, że konsystencja okazała się miękka, tak, że łatwo nabrać za dużo, ale dzięki temu nie trzeba´´ jeździć´´ palcem po powierzchni.




Działanie: praktycznie znikome, bo nie mogę powiedzieć, aby ten produkt dbał o moją suche usta, robi to jedynie powierzchownie i na krótko. Nałożony wieczorem nie łagodzi spierzchniętych warg, a tylko lekko nawilża. Rano usta wracają do stanu poprzedniego.Nie barwi ich mimo, że sam jest blado różowy, daje jednak subtelny połysk jak typowa wazelina.  Znów porównam ten produkt do masełka Nivea i Sweet Macaron wypada bardzo blado. W zasadzie nie wiem po co używać czegoś co nic nie robi, bo nie nadaje się nawet pod szminkę ( wypróbowałam i każda się ´´ważyła´´).  No i jeszcze jedno: wyprodukowano go w Chinach co mówi samo za siebie, nie podano też składu. Ja podziękuję. Nieważne ile razy jeszcze będzie gdzieś zachwalany. Dla mnie to chemiczny bubel, który po dodaniu tej notki zaliczy kosz.


Ocena: nie ma plusów 0 / 5

Cena: 10g / nie wiem

 Dostępność: dostałam



Miałyście ten balsam?

poniedziałek, 14 grudnia 2015

O.P.I - Uh-Oh Roll Down The Window





Niespotykany kolor tzw. wojskowa zieleń od razu zwrócił moją uwagę-jest świetny!  Oprócz tego jak to u OPI lakier żadnych wad nie posiada.

Malowanie to sama przyjemność, nic się nie brudzi, nie rozmazuje , można by to zrobić niemal z zamkniętymi oczami!  Jedna warstwa daje nasycony kolor, ale dobrze jest położyć dwie i zabezpieczyć top coatem. Czas schnięcia i twardnienia to dosłownie kilka chwil, a kolor jest intensywny, zwraca uwagę i ładnie błyszczy.

U mnie lakier trzymał się całe 5 dni, a to długo, bo bardzo często myję ręce i wiele lakierów po 3 dniach tego nie wytrzymuje. OPI po raz kolejny pokazało, że robi rewelacyjne lakiery i zastanawiam się nawet czy nie wygrywa u mnie w prywatnym rankingu z Essie.

Uh - Oh Roll Down The Window zaliczam do moich lakierowych faworytów!


Ocena: 6 / 5

Cena: 15ml / ok. 20zł

Dostępność : kupiony na ezebra.pl


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 11 grudnia 2015

Armani Prive-Cuir Noir




Armani Prive. Nigdy nie miałam do czynienia z zapachami tej linii, bo raz, że u mnie próżno ich szukać i nie ma niszowych perfumerii to szczerze mówiąc nie byłam nimi zaintersowana także ze względu na cenę. Wydawanie ok. 200€ na flakon w przypadku gdyby jakaś kompozycja przypadła mi do gustu jest wykluczone. Nie uznaję takich cen i nie uważam, żeby były czymś uzasadnione.Fakt, składniki są wysokiej jakości, płacimy za flakon i markę, ale i to do mnie nie przemawia, aby wydawać na jakiekolwiek perfumy taką cenę i więcej. Wracając jednak do kompozycji, którą chcę Wam dziś przedstawić: Cuir Noir wyjątkowo nie jest. To znaczy owszem to piękny, ciepły zapach jesienno-zimowy, otulający, rozgrzewający, choć wzbudza też lekki dystans. Nie znajduję w nim jednak nic takiego czego już bym nie znała. Co więcej bardzo przypomina mi zapach 24 Scent Story, a różni się od niego tylko tym, że jest mniej słodki.


Nie wiem dlaczego Cuir skoro ja skóry nie wyczuwam praktycznie wcale. Jest tu za to dużo łagodnego oudu, bardzo przystępnego wraz z wanilią w słodkawej ( ale nie deserowej ) postaci, a także sandałowca. I tak to trwa sobie od początku do końca niewiele się zmieniając, nie ewoluując.To taki przyjazny zapach z miękkim wykończeniem, lekko dymny aczkowiek nie jest to dla mnie nic zachwycającego. Nosi się dobrze i tylko tyle.

Kojarzy mi się z ciepłem kominka, przy którym siedzimey popijając czerwone wino owinięci w koc kiedy za oknem pada deszcz...

Może wybrzydzam, może jestem zbyt wybredna, ale fajerwerków tu nie ma. To jednak wciąż bardzo dobrej jakości kompozycja dla amatorek rozgrzewajacych zapachów, choć szczerze mówiąć ja wolę tańszy 24 Scent Story również ze względu na lepsze parametry. Curi Noir nie wytrzymuje na mnie dłużej niż 4 godziny.

Wart testów napewno. Pełnowymiarowego flakonu według mnie niekoniecznie.

Nuty zapachowe:

 nuty głowy : drzewo sandałowe,esencja różana, kolendra, gałka muszkatałowa

nuty serca: skóra, drzewo gwajakowe, oud

nuty bazy: wanilia, benzoina


Ocena: 4 + / 5

Cena: 100ml / ok. 800zł

Dostępność: online i w perfumariach niszowych


A jak Wam podoba sie Cuir Noir?

środa, 9 grudnia 2015

Le Petit Marseillais- odżywczy krem do rąk






Niedawno recenzowałam krem regenerujący do rąk Małego Marsylijczyka. Nie jestem nim szczególnie zachwycona i nie inaczej jest z kremem odżywczym. One w zasadzie działaniem niewiele się u mnie różnią. To poprostu przeciętne kremy dla niewymagających, które nie radzą sobie w pielęgnacji wrażliwych, bardzo suchych dłoni. Ta wersja jest wzbogacona o masło Shea, olej arganowy i słodkie migdały.


Opakowanie:  zwykła, nieprzezroczysta tuba z żółtą klapką. Można spakować do torebki i zajmie niewiele miejsca.


Zapach i Konsystencja: krem nie jest taki gęsty jak jego regenerujacy ´´brat´´ i łatwiej wycisnąć go z tuby. Jeśli nie przesadzimy z ilością to szybko się wchłania i nie jest tłusty. Ma jednak dla mnie niezbyt przyjemny chemiczny zapach, który chyba miał być migdałowy. Nie odrzuca, choć mógłby być lepszy.





Działanie: wspominałam nie raz, że mam straszliwie wrażliwą skórę dłoni, która reaguje bardzo gwałtownie na zimno, wodę i mydła w płynie. Jest wtedy bardzo zaczerwieniona, mocno sucha, łuszczy się, swędzi i ogólnie wygląda to fatalnie. Wstyd pokazywać ręce!  Ten krem mi nie pomaga, a przynajmniej nie na tyle, aby problem zniknął lub choć zmniejszył się.

Po posmarowaniu przynosi chwilową ulgę i problem wraca wraz z pierwszym myciem rąk lub wyjściem na zewnątrz bez rękawiczek. Nałożony wieczorem owszem łagodzi świąd i suchość aczkolwiek rano wszystko wraca do punktu wyjścia. Nie jest to dobry krem na zimne miesiące o czym właśnie się przekonuję, no chyba, że dla kogoś kto ma skórę dłoni normalną, nie narzeka na przesuszenie, a po kremy do rąk sięga raz dziennie i nie ma wielkich wymagać ewentualnie potrzebuje kremu do zabrania do pracy, noszenia w torebce. Nawilżenie i odżywienie są dla mnie zbyt powierzchowne  i krótkotrwałe.

Tani krem, bardzo przeciętne działanie. Regenerującą wersje oceniłam na dostateczny, ta zasługuje na to samo tyle, że z minusem.



Ocena: 3 - / 5

Cena: 75ml / ok. 12zł

Dostępność: w większości marketów, Rossmann



Lubicie kremy Le Petit Marseillais?


wtorek, 8 grudnia 2015

Garnier- Skin Naturals- Miracle Cream-krem przeciwzmarszczkowy na noc z efektem metamorfozy skóry




Napewno kojarzycie ten krem, ponieważ był często reklamowany. Mam mieszane uczucia względem kremów Garnier, to dopiero mój drugi. Jak wskazuje nazwa jest on przeznaczony do użytku na noc, na opakowaniu nie ma przedziału wiekowego, więc uważam, że jest on dla wszystkich tych, którzy zaczynają profilaktykę przeciw zmarszczkom jak i dla osób, które mają już niewielkie zmarszczki. Producent nie pokusił się także, by sklasifikować ów produkt do konkretnego rodzaju cery, a ja uważam, że śmiało można go spróbować zarówno przy cerze tłustej jak i suchej, normalnej czy mieszanej.

W składzie mamy:LHA, adenozynę, tajemniczy Beauty Complex, kwas hialuronowy, wyciąg z ruskusa, olej jojoba i lawandynowy. Warto wspomnieć także , iż ma to być krem o sile maseczki nakładanej wg sposobu Azjatek -na noc. Czy ten krem jest rzeczywiście tak wspaniały?  Oto moja opinia:


Opakowanie: plastikowy, lekki słoiczek. Typowy dla kremów Garniera.

Zapach i Konsystencja: dość chemiczny aromat. W zasadzie nie jest najlepszy i nie potrafię go sprecyzować. Mnie nie przeszkadza, ale wolałabym, aby go nie było. Konsystencja natomiast w słoiczku jest dość ciekawa. Lekko ciągnąca, jakby budyniowa, na skórze natomiast krem wydaje się lekki,ale rzeczywiście otula twarz jak maseczka.



Działanie:  Nie należy się tego kremu bać. Nie działa intensywnie i nie będzie za mocny dla 20latek, wierzcie mi. Nie sądzę, aby był rewelacją  w przypadku cery dojrzałej, która wymaga mocnej pielęgnacji, choć oczywiście mogę się mylić, bo sama zmarszczek nie mam.




Ten kosmetyk przede wszystkim bardzo dobrze odżywia , poprawia koloryt i nawilża twarz tak, że rano jest w lepszej kondycji nawet jeśli nie spałyśmy zbyt dobrze. Fakt, że zostawia na skórze wyczuwalną warstwę, która u mnie się nie wchłania, ale mniemam, że tak ma być w końcu to krem-maseczka. Po przebudzeniu moja twarz jest wprawdzie nie jest matowa aczkolwiek tego nie oczekuję, bo to nie krem matujący! Nie działa komodogennie co sprawdziłam, a kilku miesięcy co chwila przytrafiaja mi się niedoskonałości co doprowadza mnie do szału, bo winna jest prawdopodobnie polska woda i zanieczyszczenie powietrza.

Jak już wpomniałam jest to bardzo dobrej jakości krem dla kogoś kto pragnie wygładzenia, poprawy kolorytu, odżywienia i nawilżenia, a przy tym nie chce, aby krem wchłaniał się całkowicie, ale też by nie był za tłusty. Polemizowałabym, aby był to cudowny krem, ale spełnia wiekszość obietnic producenta. Zachęcam do wypróbowania, chociaż ja nie skuszę się na drugie opakowanie, bo zawsze zmieniam krem po skończeniu.

Ocena: 5 - / 5

Cena: 50 ml / ok. 40zł

Dostępność: w większości drogerii, marketów



Stosowałyście już Miracle Cream?






poniedziałek, 7 grudnia 2015

Wibo-Lovely- UV Shine - lakier świecący pod lampą UV nr 6





Ten fiolet tak mi się spodobał, że czym prędzej wrzuciłam lakier do koszyka, choć obawiałam się o jego jakość, bo niestety lakiery Lovely albo są świetne albo beznadziejne. Tu na szczęście okazało się, że trafiłam w 10!

Dość krótkim i grubszym pędzelkiem maluje się wygodnie tym bardziej, że lakier ma odpowiednią konsystencję i sama aplikacja trwa naprawdę kilka minut. Szybkość schnięcia i twardnienie również zasługuje na 5. Jedna warstwa w zasadzie by wystarczyła, ale ja jestem przyzwyczajona do dwóch i wtedy kolor jest jeszcze bardziej głęboki z lśniącym wykończeniem. Jasny, bardzo rzucający się w oczy fiolet bez żadnych zbędnych świecidełek. To lubię!

Jego trwałości również nic nie zarzucę, choć wiem, że dla wielu 4 dni to za mało,ale u mnie nawet lakiery Essie nie trzymają się dłużej. Ze zmyciem nie ma żadnych kłopotów.

Czy lakier jednak rzeczywiście świeci w świetle UV? Niestety nie wiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić aczkolwiek dla mnie to nieistotne.

Świetny kolor i bardzo dobra jakość!

Ocena: 5 / 5

Cena: 8ml/ ok. 6zł

Dostępność: Rossmann


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 4 grudnia 2015

Naomi Campbell -Queen of Gold








Najbardziej znanym zapachem Naomi jest ten nazywany jej imieniem i nazwiskiem, czyli Naomi Campbell. Uwielbiają go miłośniczki słodyczy w perfumach, choć z tego co słyszałam przeszedł on reformulację. Testowałam go dość dawno i pobieżnie, ale niespecjalnie przypadł mi do gustu. Oprócz tego nie znam praktycznie wcale innych kompozycji tej ikony mody, aż tu przyszła do mnie z wymianki mała flaszeczka Queen of Gold. Cóż flakonik nieco tandetny, wyglądający tanio, szczególnie ta pazurowa zakrętka, ale przecież to nic takiego, bo ja nie kupuję perfum dla opakowania . Liczy się tylko i wyłącznie zapach... no i trwałość.

´´Królowa Złota´´ to zapach z kategorii gourmandowców. Ciepły,przytulny, bardzo dobrze spisuje się w zimne dni np. do dzianinowej sukienki.  Fakt, czuję lekko syntetyczne składniki, ale nie ma tu nadmiernej sztuczności i przesadnej słodyczy, która może drażnić i nic tu nas nie zasłodzi na amen. Wanilia w swojej deserowej odsłonie wraz z ciemną czekoladą . Jednak nie jest to czekolada wysokiej jakości, bo jednak bardziej przypomina mi czekoladę do malowania ciała (jeśli wiecie jak ona pachnie). Na początku  jest mocno słodka, dojrzała gruszka, która sprawia, że całość nie obraca się tylko wokół wanilii i czekolady, bo jednak byłoby to trochę nudne. Kwiatów nie ma, a przynajmniej ja ich w ogóle nie czuję.




Całość nie zmienia się praktycznie wcale w ciągu dnia i faktem jest, że jest to kompozycja dość jednostajna oscylująca wokół wanilii i czekolady z owocowym tłem. Bezpieczna, choć typowo dzienna. Dużą zaletą jest dobra trwałość, bo ok. 5-6 godzinna, a tego się nie spodziewałam, bo perfumy są tanie i powszechnie dostępne, chciaż nie ma co generalizować. Znam wiele perfum nawet niszowych za niemałą kwotę, które posiadają zerową trwałość i projekcję!

Queen of Gold to jeden z lepszych słodziaków celebryckich. Jeśli przeszkadza Wam nadmierne zacukrzenie Fantasy, nie trawicie mdlących ulepów Kylie Minogue i chciecie się otulić w wanilii i czekoladzie to jak najbardziej przetestujcie kompozycję Naomi.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: passiflora, gruszka, czarna porzeczka

nuty serca: śliwka, jaśmin, płatki róży, frezja

nuty bazy: ciemna czekolada, wanilia, drzewo sandałowe


Ocena : 4+ / 5

Cena: 50ml / ok. 70zł

Dostępność: perfumerie online i Rossman


A co Wy sądzicie o tym zapachu?

wtorek, 1 grudnia 2015

Zużycia miesiąca- listopad 2015


 Ostatnie denko w tym roku. Ostatnie, bo grudniowego nie zdążę Wam pokazać z powodu przerwy, a po Nowym Roku wracam do Finlandii. Jestem zadowolona, bo w listopadzie zużyłam dużo z pielęgnacji, choć nie wszystkie rzeczy przypadły mi do gustu.






1.Bielenda-Ameryka SPA-nawilżający peeling solny do ciała

Peeling kupiony z tzw.´´ braku laku´´, bo w składzie jest parafina i to się niestety czuje, ale nie jest to najgorszy produkt. Dla mnie jednak jest zbyt słabym zdzierakiem i nie nawilża skóry tak jak naturalne cukrowe bądź solne peelingi na bazie naturalnych olejków. Ma jasnozielony kolor i dziwaczny kosmetyczny zapach, który można przeboleć, ale wolałabym,aby był bardziej naturalny.

Drobinki są wyczuwalne, ale rozpuszczają się szybko w trakcie mycia nawet kiedy najpierw nakładałam peeling na suchą skórę. Dlatego złuszczanie jest według mnie średnie. Skóra owszem jest gładka, ale nie nawilżona. Zużyłam i więcej nie chcę.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 200g / ?

Dostępność: markety, Rossmann itp.



2. Farmona-Let´s Celebrate-Mojito-ekskluzywne masło do ciała Mięta&Limonka

Nie ekskluzywne to po pierwsze. Po drugie:to jak pachnie to masło w ogóle nie przypomina mi drinku Mojito, a miętowo-cytrynową pastę do zębów z tym, że nie jest to aromat nieprzyjemny, ot taki sobie. Zostaje na ciele i przechodzi na piżamę.

Nie jest to w sumie masło, a powiedziałabym krem do ciała z niebieskimi kuleczkami, które są niewyczuwalne i nie odgrywają żadnej roli. Niestety jest tu parafina i czuć to, bowiem na skórze zostaje charakterystyczny film. Niby nie ciężki, nie zapychający, ale jednak jest i za to daję minusa, bo ta parafina jest tu kompletnie niepotrzebna! Jest to raczej kosmetyk do użytku wieczornego, bo trochę się marze i musi się wchłonąć z tym, że nie jest bardzo tłusty. Nawilża, wygładza-tu bez rozczarowań tyle,że nie jest to żadna rewelacja i do skóry bardzo suchej, wymagającej nie polecam.  Skończyłam opakowanie i wystarczy.

Ocena: 4 / 5

Cena: 200ml /dostałam

Dostępność: np. w Rossmanie


3. Skarb Matki- Femina-pianka do higieny intymnej

Przeczytacie o niej TU

Niestety poleci gwiazdka w dół, ponieważ w połowie opakowanie zepsuła mi się pompka ( butelka nie spadła ani nic podobnego się z nią nie stało) i nijak nie dało się dozować produktu inaczej aniżeli wylewając go wprost na dłoń, więc nie była to już pianka a woda i to drastycznie obniżyło jej wydajność, choć i tak przy częstym używaniu posłużyła mi długo. No i było to szalenie niewygodne.

Tak czy inaczej to wciąż dobry kosmetyk, wart polecenia nie tylko Mamom!

Ocena: 4 / 5

4. Toni&Guy-Casual-sól morska w sprayu

Przeczytacie o niej  TU 

Zdania nie zmieniam. To bardzo dobry produkt!




5. Ziaja-Liście Manuka-żel myjący normalizujący na dzień/ na noc

  Niedawno dzieliłam się z Wami opinią o tym żelu TU

To przeciętniak, jest taki sam jak wiele innych żeli, ale nie narzekałam w czasie jego stosowania. Nie kupię jednak ponownie, choć cena jest bardzo przyjazna.


6. La Roche Posay-Lipikar-kojący i ochronny żel myjący do twarzy i ciała

Moje ostatnie odkrycie. Żel poleciła mi pani farmaceutka kiedy poprosiłam o coś do mycia dla niemowląt co nadaje się także do włosów i będzie w dużej butli. Poleciła Lipikar i muszę powiedzieć, że to świetny produkt!

Bezbarwny żel o przyjemnym zapachu, dość dobrze się pieni i jest wyjątkowo łagodny. Nie wysusza skóry, nie plącze włosków i moja pociecha mająca skórę normalną mogła obyć się bez codziennego smarowania.  Zawiera masło karite, niacynamid i glicerynę i można go stosować także u dorosłych do mycia twarzy i higieny intymnej, ale tego nie wypróbowałam. Kupię jeszcze nie raz i gorąco polecam, tym bardziej, że jets bardzo wydajny!

Ocena: 6 / 5

Cena: 400ml / zapłaciłam 40zł

Dostępność: apteki


7. BeBeauty-Hydrate-nawilżający płyn micelarny 2w1

Płyn kupiony przez moją Mamę w Biedronce, a wyprodukowany przez Tołpę. Przeznaczony dla cery normalnej ma nawilżać i usuwać także wodoodporny makijaż, choć tego nie przetestowałam, bo nie używam trwałego tuszu, choć zgodzę się, że wodoodporny liner zmył się bez trudu.

Płyn jest perfumowany, choć mnie to nie przeszkadza aczkolwiek moją Mamę bardzo podrażniał i nie była w stanie więcej go używać. Ja natomiast nie zgłaszam skarg. Płyn świetnie radzi sobie ze zmyciem makijażu oczu i ust (do twarzy go nie stosowałam) i nie wysuszał ani trochę, nie było rozmazywania, efektu pandy. Dla mnie kosmetyk na piątkę, ale bądźcie ostroźne jeśli jesteście wrażliwcami!

Ocena: 5 / 5

Cena: 200ml / nie wiem

Dostępność: Biedronka

8. Isana-mydło w płynie Mango i Pomarańcza 

Mydło o pomarańczowej barwie i mocno owocowym zapachu pomarańczy z dość kosmetycznym mango. Niestety wbrew temu co zapewnia producent to mydło strasznie podrażniało mi wrażliwą skórę rąk i przesuszało. Zauważyłam, że mydła Isany są dla mnie zbyt agresywne dlatego nie mogę mu dać zbyt wysokiej noty.


Ocena: 2 / 5

Cena: 500ml / kupiłam w promocji za 1,60zł

Dostępność: Rossmann


9. Mustela-Hydra Bebe-nawilżający krem dla dzieci i niemowląt

Wydaje mi się, że kiedyś Wam ten krem już pokazywałam, bo nie jest to moje pierwsze opakowanie. To bardzo dobry, lekki, nie tłusty krem,który stosowałam u obojga dzieci z pozytywnym skutkiem. Zmieniłabym w nim tylko dość intensywny rumiankowy zapach,bo uważam, że produkty dla najmłodszych nie powinny tak mocno pachnieć. Jednak krem świetnie wygładza i nawilża, koi podrażnienia no i mała tubka jest bardzo praktyczna w podróży. Żadnych wad. Jak najbardziej polecam!

Ocena: 5+ / 5

Cena: 40ml / ok. 30zł

Dostępność: apteki

10. Ziaja- Mintperfect-Sensitiv-pasta stomatologiczna przeciwpróchnicza

Ziaja powiększyła swój asortyment o produkty do zębów dla dorosłych, a miniaturka tej pasty była w jednym z kobiecych czasopism, więc ucieszyłam się, że będę mogła wypróbować tę nowość zanim zdecydowałabym zakupić większe opakowanie.

Pasta nie posiada fluoru co uważam za plus, bo fluor powoduje u mnie zaostrzenie nadwrażliwości co dziwi wszystkich dentystów, ale tak niestety jest. Zamiast tego ma xylitol i glukonian wapnia i nadaje się także dla dzieci, które umieją już wypluwać pastę w trakcie mycia.

Jest biała i dość gęsta, choć spodziewałam się mocniejszej mięty, a tymczasem pasta jest łagodna i nie odświeża oddechu na długo, choć dla kogoś może będzie w sam raz. Kwestia upodobań. Duży plus, że nie wysusza i nie jest słodka czego szczerze nie znoszę! Dobrze się pieni.

Czy zminimalizowała moją nadwrażliwość? Nie mogę tego ocenić po tygodniu stosowania, bo na tyle starczyła mi na mini tubka. Planuję jednak zakup tej pasty w normalnym opakowaniu wraz z płynem do płukania ust w tej samej wersji Sensitiv. Nie będę jej oceniała, bo za krótko jej używałam jednak polecam szczególnie za tak niską cenę.


11. Iwostin - Perfectin - Re-Liftin-profesjonalny peeling na noc

Pisałam o nim TU

Podtrzymuję swoje zdanie: strata pieniędzy.


12. Vichy-Liftactiv Serum 10

3ml próbka tego serum podarowana mi została w aptece i tak jak lubię markę Vichy tak zastanawiam się co to właściwie jest i dlaczego kosztuje tyle ile kosztuje? Bezbarwny, dość rzadki żel o kosmetycznym zapachu strasznie kleił się na mojej skórze i co było najgorsze nałożony pod jakikolwiek krem ( matujący, nawilżający) sprawiał, że ów krem straszliwie się wałkował i pozostawiał okruszki niczym po zmazaniu gumką do ścierania! Od razu uprzedzam, że nie była to kwestia użycia peelingu czy tego, że krem mi nie pasuje. Poprostu to serum jest nie do użytku, no i moją twarz dodatkowo ściągało. Opakowanie starczyło mi na dwa użycia, więc jasne, że nie mogę nic powiedzieć o efektach, ale absolutnie nie skuszę się na kupno pełnowymiarowego opakowania.


13. R.O.C.S-remineralizując pasta Double Mint

Bardzo lubię pasty tej rosyjskiej marki i chętnie je kupuję szczególnie te o owocowych smakach. Tę kupiłam, bo chciałam czegoś mocno miętowego. Nie zawiera ona fluoru, a bromelinę, xylitol, wapń, fosfor, magnez.

Z tą podwójną miętą to troszeczkę przesada. Znam mocniejsze pasty, bardziej odświeżające.Ta jest pod tym względem średnia. Swoją rolę codziennej, łagodnej pasty spełnia bardzo dobrze, ale nie wyróżnia się niczym na tle innych. Nie pomogła mi też przy nadwrażliwości.  Dobra, choć nie kupię jej powtórnie.

Ocena: 3/ 5

Cena: 60ml / 24zł

Dostępność: kupiona na spadental.pl


Znacie coś z mojego denka?