środa, 30 marca 2016

Zużycia miesiąca - marzec 2016



W tym miesiący poszło mi dość kiepsko ze zużyciami, bo jest tego dosłownie parę sztuk, ale dobre i to szczególnie cieszę się, że i jest coś z kolorówki, bo tu zawsze więcej przybywa niż ubywa.




1. Bielenda- Drogocenny Olejek do twarzy ciała i włosów

Kupiony przed przypadek i obawiałam się, że będzie taki sam jak znienawidzone przeze mnie suche olejki, które mnie podrażniają i niemiłosniernie wysuszają skórę. Myliłam się. To typowy olejek, który działa tak jak powinien. Jest trochę tłustawy, choć jeśli nie przesadzimy z aplikacją to wchłania się dość szybko jak na tego typu produkty, a pachnie tak samo jak kiedyś pachniały kosmetyki Bielendy z serii Powitanie z Afryką i mnie ten aromat pasuje.

Olejku używałam tylko do skóy brzucha i biustu i sprawdził się znakomicie. Mocno nawilża i wygładza te partie ciała, a na tym mi najbardziej zależy. Wkurzające jest tylko opakowanie, bo starsznie nieporęczne. Jeśli zdecydujemy się pryskać ze sprayu to potłuścimy całe opakowanie, więc ja wykręcałam tę pompkę i lałam olejek bezpośrednio na dłoń. Pochwalę jednak producenta za to, że nie zdecydował się dodać do składu parafiny, bo to niestety wciąż bardzo modne i tanie.

Polecam. To dobry produkt!

Ocena: 5 - / 5


2. DM- Balea- żel pod prysznic Cocos & Nectarine

Ten produkt dostałam jeszcze będąc w ostatniej ciąży od Koleżanki,którą serdecznie pozdrawiam, bo czasem tu zagląda :)  To mój pierwszy kosmetyk Balei i z chęcią poznałabym inne, ale niestety jest to prawie niemożliwe, bo nie mam do nich dostępu na codzień.

Uwiebiam zapach kokosu w kosmetykach, więc tym bardziej cieszyłam się z tego żelu. Jest to bardziej kremowa, biała emulsja, gdzie nektarynka gra pierwsze skrzypce, ale kokos można poczuć na drugim planie. Zapach jest lekko słodkawy, wakacyjny i poprawiający nastrój. Czuć go w całej łazience, choć na skórze się nie trzyma. Żel dobrze się pieni, nie podrażnia, nie wysusza i też nie nawilża, czyli działa typowo jak inne produkty myjące.

Polecam, choć nie wiem czy ten zapach jest gdzieś jeszcze dostępny.

Ocena : 5 / 5


3. R.O.C.S - Summer Swirl -  remineralizująca pasta dla dzieci z fluorem

Kolejna pasta rosyjskiej marki R.O.C.S., którą polecam. Jako, że mój starszy synek ma kolekcję past do zębów z xylitolem to postanowiłam, że dwie z flourem nie zaszkodzą, choć mam swoje zdanie na ten temat i dlatego kupiłam Summer Swirl i poprzednio pokazywaną cytrusową.

Summer Swirl ma smak malin i truskawek. Nie jest za słodka, bo nie zawiera sorbitolu ani innych dosładzaczy co niestety jest nagminne w pastach nie tylko dla dzieci, a czego szczerze nie znoszę. Oprócz fluoru zawiera też 10% xylitolu. .  Biała pasta dobrze się pieni, choć mniej niż drogeryjne pasty dla dzieci, nie ma SLS i SLES i to też bardzo mi odpowiada.Mój synek z przyjemnością mył nią ząbki. Minusem jest tu tylko dość małe opakowanie, bo powinno być przynajmniej 50ml, a nie 35!

Ocena : 5 - / 5


4. Maybelline - The One by One Volume Express Mascara Satin Black- pogrubiający tusz do rzęs


Przeczytacie o nim TU

Dopiero teraz mi się skończył, a do końca miał odpowiednią konsystencję. To jeden z najlepszych tuszy jakie miałam i z chęcią potestuję jego inne wersje.


5. Skarb Matki - Delikatne Mydełko dla niemowląt i dzieci

Marka dziecięca, a składy ich kosmetyków zdecydowanie mogłby być bardziej naturalne, bo jeden naturalny ekstrakt to trochę za mało w dodatku pod koniec składu. No i to powleczone naklejką opakowanie przez które nie widać ile produktu zużyto. W środku mamy perłowe, średnio gęste mydełko o niezbyt przyjemnym typowo mydlanym aromacie. Nie wiem czy z założenia ten aromat miał taki być, ale jeśli tak to lepiej, żeby go w ogóle nie było. Drażnił mnie.

Ograniczyłam się do stosowania tego mydełka jedynie prz przewijaniu ( nie używam z mokrych chusteczek ) i do tego celu sprawdzało się dobrze i co najważniejsze nie podrażniało obecnie dość delikatnej skóry mojego młodszego maluszka. Jednak jest to bardzo przeciętny kosmetyk i można kupić coś o wiele lepszego. Ja już więcej się nie skuszę.

Ocena : 3 - / 5


6. Farmona - Nivelazione- intensywnie nawilżający krem -maska do dłoni

Pokazywany TU 

Nareszcie go zużyłam i zdanie nie zmieniam. Dla mnie to bubel. W dodatku podrażniał.



Znacie coś z mojego denka?



 

poniedziałek, 28 marca 2016

Rusk- Sensories - szampon głęboko oczyszczający do włosów








To nie jest mój pierwszy tego typu szampon. Wcześniej używałam takiego od Paul Mitchell, a chcąc odmiany kupiłam Rusk, choć marka kompletnie nic mi nie mówi. Nie lubię kosmetyków, które są przeciętne i niczym nadzywczajnym się nie charakteryzują. Ten niestety taki jest i po skończeniu butelki kupię inny głęboko oczyszczający szampon, bo muszę go używać raz w tygodniu przed nałożeniem maski.


Opakowanie : butelka z korkiem typu´´ klik´´. Poręczna, choc trochę duża, ale nie sądzę, aby ktoś zabierał taki szampon w podróż.

Zapach i Konsystencja: na początku myślałam,że to butelka jest fioletowa, ale nie. To szampon. Jest właśnie przezroczysto-fioletowy ( na fotce wygląda na całkowicie przezroczysty), średnio gęsty, dobrze się pieni i pachnie wyjątkowo subtelnie miętą, choć trzeba się wwąchać, aby to poczuć.



Działanie: po wcześniej używanym oczyszczającym szamponie czułam, że zmyłam z włosów wszelkie kosmetyki do stylizacji ( kto stosuje takie szampony to wie o czym piszę). Natomiast tu tego uczucia nie ma. Szampon Rusk zachowuje się jak każdy normalny szampon niekoniecznie oczyszczający. Śmiało porównam go do najtańszych litrowych szamponów dostępnych w marketach z tym wyjątkiem,że takie szampony plątały mi włosy, a ten nie. Włosy są poprostu... umyte i nic więcej. Oczywiście tak ma być, ale nie czuję tego głębokiego oczyszczenia jak wcześniej. Równie dobrze mogłabym zastosować inny szampon bez dopisku oczyszczający i efekty byłby taki sam.

Nie wiem co mam o tym myśleć, ale moim zdaniem to nie jest głęboko oczyszczający szampon, a taki do codziennego stosowania, na opakowaniu nie ma nawet wzmianki o tym, by używać go nie częściej niż raz w tygodniu, więc mniemam, że działa bardzo łagodnie. Nie polecam go dla tych z Was, którzy regularnie chodzą na basen lub nakładają duże ilości środków do stylizacji i potrzebują totalnego oczyszczenia włosów. Sięgnijcie wtedy lepiej po których z oczyszczaczy Paul Mitchell.

Na koniec dodam, że szampon nie sprawia, że mogłabym myć włosy rzadziej ( robię to co 2 dni), ale nie taka jest jego rola, chociaż osoby z przetłuszczającą się czupryną naprawdę powinny zainteresować się takimi szamponami. Wszyscy inni też, bo włosy potrzebują takiego detoksu.

Ten szampon  jednak niekoniecznie polecam. Jest zbyt przeciętny. Żałuję, że nie skusiłam się na wersję z olejkiem z drzewa herbacianego tej samej firmy, bo czuję, że byłabym bardziej zadowolona. 

Ocena: 3 - / 5

Cena: 400ml / zapłaciłam 14€

Dostępność : Truskawka



Stosujecie oczyszczające szampony?

piątek, 25 marca 2016

Chanel - Coromandel





Gdybym miała podać zapach marki Chanel, który najbardziej lubię to jest to Coco Noir i na tym koniec. Kiedyś podobał mi się Mademoiselle, ale przestał, bo jest na mnie nietrwały i zbyt popularny, to samo z Chance. Mam do kompozycji tego najsławniejszego domu mody mocno mieszane uczucia. No, a od słynnej 5tki trzymam się jak najdalej i nie mogę pojąć jej fenomenu.

Przyszedł czas na poznanie propozycji z linii Les Exclusifs - Coromandel. Nazwa wzięła się od chińskich lakierowanych parawanów, które z lubością kolekcjonowała Coco Chanel.  Co tu mamy? Tylko i wyłącznie ziemistą, suchą paczulę. Identyczną jaka występuje w Molinard Patchouli Intense i Pradzie Intense i oba te zapachy mi nie pasują, bo ta paczula jest zbyt drażniąca, wierci w nosie i mnie poprostu nudzi, a muszę dodać, że paczulę to ja kocham, ale nie w takim wydaniu. Wyobrażałam sobie Coromandel zupełnie, zupełnie inaczej!

Patrząc na nuty wyobrażałam sobie słodziaka ( ahh ta biała czekolada) z ciepłą wanilią, okopconego kadzidłem z drzewnym podbiciem. Niestety to co dostałam kompletnie mi nie odpowiada. Gdyby ta paczula wiązała się z jeszcze innym składnikiem i byłby to zapachowy duet byłoby dobrze, a nie jest, gdyż mamy paczulowe solo. Jednostajne i nużące, bo ciągle gra jedną melodię. Nie ma tu ani krzty słodyczy ( a przynajmniej ja jej nie wyczuwam).

Coromandel niewątpliwie jest tajemniczy, jesienny, szary, melancholijny. Zmusza do refleksji i dlatego świetnie nadaje się właśnie na jesień czy zimę. Doprawdy dziwię się sobie, że mi się nie spodobał, ale to chyba przez to, że mam przesyt tego wydania paczuli i nie chcę pachnieć czymś co już czułam gdzie indziej i to do złudzenia podobnie.

Trwałość godna pochwały. Cały dzień, a na ubraniach trwa jeszcze bardzo długo. Myślę, że wielu osobom przypadnie on do gustu ( jeśli tylko zaakceptują cenę), ale osobiście wolę taką paczulę u Molinarda.

Doceniam, ale nosić nie chcę.

Nuty zapachowe:

nuty głowy : cytrusy, gorzka pomarańcza, neroli

nuty serca : jaśmin, róża, paczula, korzeń irysa

nuty bazy : kadzidło, olibanum, benzoina, nuty drzewne, piżmo, wanilia, biała czekolada


Ocena: 3 - / 5

Cena: 200ml / 200€

Dostępność: butiki Chanel


A jak Wam podoba się ten zapach?

środa, 23 marca 2016

John Frieda - Frizz Ease- intensywna maska do włosów







Jest to maska głęboko odżywiająca z olejem z awokado, która ma wzmacniać włosy suche, uszkodzone i kręcone,a  także nawilżać, wygładzać i nabłyszczać. I myślę, że rzeczywiście spełnia swoją funkcję tym bardziej jeśli użyję potem pielęgnicy moje włosy są naprawdę w bardzo dobrym stanie!

Opakowanie: zwykły słoiczek i to mi się podoba, bo dzięki temu zużyjemy produkt do samego końca


Zapach i Konstystencja: maska ma konsystencję kremu do twarzy. Jest średnio gęsta, nie spływa z włosów. Ciężko opisać czym pachnie, ale jest to typowy kosmetyczny dość przyjemny aromat, który na moich włosach nie jest wyczuwalny.












Działanie  :  zainwestowałam w pielęgnicę i był to bardzo dobry wybór, bo dzięki niej wszelkie maski do włosów działają intensywniej i efektywniej. Frizz Ease nakładam na uprzednio umyte oczyszczającym szamponem włosy i pozostawiam na ok. 10min używając pielęgnicy. Pozwalam im wyschnąć samodzielnie. Rano są przede wszystkim bardzo miękkie w dotyku, wręcz aksamitne i aż chce się ich dotykać. Rzeczywiście maska ma działanie lekko wygładzające, bo normalnie moje włosy mają tendencje do falowania i wyglądają jak po pobycie nad morzem, a po tej masce falują zdecydowanie mniej i w ogóle się nie puszą.  Jako, że farbuję włosy na wiśniowy kolor to same w sobie są one błyszczące i ta maska istotnie to podkreśla szczególnie w świetle dziennym.

Co się tyczy nawilżenia to tu też nie mogę narzekać, a jeszcze niedawno miałam włosy wyraźnie przesuszone. Owszem nie jest to kosmetyk głęboko odżywczy jak głosi napis na opakowaniu, bo wątpię, że bardzo zniszczone i mocno przesuszone włosy będą z niej całkowicie zadowolone, ale warto go wypróbować. Nie obciąża też czupryny.

Uważam, że to bardzo dobry produkt, a rzadko tak myślę  o drogeryjnych kosmetykach do włosów. Ta maska jest idealna do praktycznie wszystkich rodzajów włosów i nie zawiedziecie się na niej!


Ocena : 5 / 5

Cena: 150ml / ok. 30zł

Dostępność: dostałam


Znacie tę maskę?













poniedziałek, 21 marca 2016

Sally Hansen - Insta-Dri nr 180 Jet Set Jade







To mój kolejny lakier SH i chyba dam sobie spokój z tą marką. Za każdym razem jest to samo: piękny kolor, a beznadziejna trwałość. Znów się to powtórzyło.

180 Jet Set Jade to metaliczna, butelkowa zieleń, kóra bardzo mi się spodobała i rzeczywiście na paznokciach wygląda tak samo interesująco jak w buteleczce. Niestety tylko do następnego dnia, bo po popułudniu następnego dnia od pomalowania traci blask, jakby matowieje i nie ma w nim już nic zachwycającego. Co więcej wyraźnie ściera się od nasady paznokacia i na całej jego powierzchni,a co za tym idzie manicure nie wytrzymał całych dwóch dni!

Zaletą jest tylko rewelacyjna konsystencja i spłaszczony pędzelek, bo dzięki nim lakier nakłada się w trymiga, bardzo szybko schnie, choć jedna tworzy prześwity, więc dwie to absolutna konieczność do pełnego krycia. Ze zmyciem nie ma najmniejszego problemu.

Szkoda, że tak słaba trwałość przekreśliła mój kolejny zakup jakiegkolwiek lakieru tej marki. Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, czy one rzeczywiście są tak nietrwałe? Dajcie znać jak to jest u Was i co myślicie o 180 Jet Set Jade.


Ocena: 2 / 5

Cena: 9,17ml / zapłaciłam 6zł

Dostępność : kupiony na ezebra.pl

piątek, 18 marca 2016

Katy Perry - Katy Perry´s Mad Potion





Czekałam na ten zapach nie dlatego, że sygnuuje go Katy. Nie lubię ani jej ani jej infantylnego, tandetnego stylu oraz głupawych piosenek. Czekałam, bo w składzie jest wanilia, a ja bardzo wanilię lubię, dwa pozostałe zapachy Katy Meow i Purr mam i lubię, bo to fajne poprawiacze nastroju. Serii Killer Queen już podziękowałam, a Mad Potion obwołam najgorszym zapachem, tej wokalistki. Już dawno nic celebryckiego mnie tak nie rozczarowało!




Tandetny do potęgi entej flakonik wygląda jak z półeczki 6 letniej dziewczynki. W środku natomiast skrywa... wanilię. Tak wanilię i nic więcej. To ta sama wanilia jaką znamy z zapachu waniliowego Yves Rocher. Kropka w kropkę ta sama. Nawet je porównałam i wyszło na to, że mój nos się nie myli: spece od marketingu przelali Wanilię YR do flakonika Mad Potion.

Najgorsze jest jednak to, że całość w ogóle nie ewoluuje. Zapach jest tak płaski, jednostajny, że pachnie jak roomspray, a nie perfumy ( zresztą ja Wanilii YR też nie użyłabym w roli perfum). Czy może być coś jeszcze gorszego? Tak  : parametry, a w zasadzie ich brak. Kompozycja jest szalenie delikatna i od początku słabo ją wyczuwam. Nie pomogło solidne spryskanie, bo zniknęła po 5 minutach nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Na włosach jakaś subtelna waniliowa chmurka osiadła, choć i tak mnie to nie pociesza.

Tej kompozycji nawet nie sposób opisać, bo nie ma co skoro to tylko i wyłącznie słodkawa wanilia w płynie. Nie pasuje mi także kampania reklamowa, bo nie pasuje do całości. Wiem, że po pannie Perry nie możemy się spodziewać wybitnych kompozycji, ale myślałam, że ma ona choć trochę gustu i podpisze się pod czymś ciekawym ( ehh ta naiwność). Tę różową butelczynę widzę tylko i wyłącznie na toaletce młodszej siostry, córeczki, bo na dziecku taka waniliowość się sprawdzi. Oczywiście jeśli lubicie Wanilię YR i chcecie ją w wyższej cenie to też sięgnijcie po Mad Potion. Wszystkich innych przestrzegam przed tym różowym potworkiem, a Katy niech sobie już daruje wypuszczanie kolejnych zapachów,bo jeden jest gorszy od drugiego.


Zapisuję na listę celebryckich gniotów.


Nuty zapachowe :

nuty głowy: waniliowa orchidea, piwonia, jabłkowe piżmo ( ?)

nuty serca: wanilia, piżmo, płatki jaśminu

nuty bazy : wanilia, piżmo, ambra


Ocena : 0 / 5

Cena: 100ml / ok. 85zł

Dostępność : perfumerie stacjonarne, online, Rossmann


PS. Tu możecie obejrzeć reklamę tych perfum. Jest dokładnie w stylu Katy i w mój gust nie trafia w żadnym razie.




A Wy testowałyscie Mad Potion? Jak Wam się podoba?

środa, 16 marca 2016

Rimmel - The Only 1 nr 810 One of a Kind






Nowa szminka Rimmel i od razu wpadła mi w oko z powodu bardzo ciekawej gamy odcieni, których jest 13 i są takie jak lubię, czyli widoczne, nasycone. Kilka odcieni nadaje się na dzień, a mój One of a Kind pewnie więkość wolałaby zostawić na większe okazję, ale ja lubię po nią sięgnąć w czasie dnia. Oprócz niej wyjątkowo podoba mi się kolor Oh so Wicked i pewnie go sobie też sprawię tymbardziej, że pomadka jest naprawde świetna!


Opakowanie : ładne, czarne, lekko połyskujące. Jedynym minusem jak dla mnie jest kształt sztyftu. Wolałabym, by był tradycyjny, a nie ścięty pod skosem. Niezbyt wygodnie mi się nią maluje i muszę używać do tego pędzelka.

Zapach i Konsystencja: zapach niekoniecznie mi odpowiada, bo jest jakby świeży i nie pasuje do szminki, choć też mi nie przeszkadza, jest delikatny i czuć go tylko kiedy przybliżymy sztyft do nosa. Smaku nie posiada. Drobinek na szczęście też nie. Nie jest to szminka matowa, nie daje też błyszczykowego połysku.






Działanie: jak widzicie ten kolor jest bardzo mocny i idealnie stapia się z ustami jednak nie mogę się zgodzić z tym jakoby była to szminka intensywnie nawilżająca. Owszem nie wysusza, ale osobiście muszę pod nią nałożyć jakiś balsam, no i absolutnie nie polecam nakładać na choćby minimalnie przesuszone usta ( mam nadzieję, że nikt tego nie robi). Nosi się ją bardzo komfortowo. Jest lekka, nie czuć że coś się ma na ustach, a bez jedzenia i picia spokojnie wytrzymuje ( u mnie ok. 4 godzin), poskromił ją jednak  posiłek i wypicie herbaty tzn. połysk znikł, kolor jakby przybladł i konieczna była poprawka, ale pamiętajmy, że nie jest to szminka typu long lasting.




Marka Rimmel znów udowodniła, że robi jedne z najlepszych szminek w tej kategorii cenowej. Chciałabym jednak, aby wprowadzono jeszcze ciemniejsze kolory np. fiolety, bo bardzo trudno takie dostać. Tak czy inaczej serdecznie tę szminkę polecam. Myślę, że dla wielu z Was okaże się tą jedyną. 


Ocena : 5 / 5

Cena: 3,4g / ja zapłaciłam 7€

Dostępność : w szafach Rimmel


Testowałyście już tę szminkę ? Jak Wam się podoba?

poniedziałek, 14 marca 2016

Wibo - Gel Like Top Coat









Od dawna szukam idealnego top coatu i bazy. Narazie z marnym skutkiem, bo przekonuję się, że nie ważne czy tanie czy drogie cudów nie robią i lakier nie trzyma się długo. W ostatnie dni przed moim powrotem do Finlandii buszowałam jeszcze w Rossmannie szukając w zasadzie niewiadomo czego. Tak trafiłam na ten top coat. Nie czytałam wcześniej recenzji. Poprostu wrzuciłam go do koszyka i to był błąd. To nie jest najlepszy produkt.


Opakowanie: jakie jest każdy widzi. Denerwuje mnie w nim tylko ten wąski i długi pędzelek. Wolałabym, aby był spłaszczony.

Zapach i Konsystencja: nie ma chyba co opisywać jak pachnie lakier do paznokci, bo każdy to wie. Z kolei jego konsystencja nie jest ani za gęsta ani za wodnita, choć  kilka razy zdażyło mu się zrobić nieładne, widoczne smugi na ciemnym lakierze. Schnie szybko.


Działanie: w zasadzie żadne, bo głównego zadania, czyli żelowego efektu nie daje, a przynajmniej ja nie widzę jakiejkolwiek różnicy. Nie chroni także przed odpryskiwaniem, bo nawet temu sprzyja! Otóż jakiego lakieru bym nie użyła to ścierał się on i odpryskiwał po kilku godzinach od pomalowaniu lub zaraz następnego dnia i nic się z tym nie dało zrobić jak poprostu sięgnąć po zmywacz. Jednak rekordem było odprysknięcie lakieru już po 2 godzinach od pomalowania co nigdy mi się nie zdażyło kiedy zabezpieczyłam go innym top coatem. Natomiast obiecywany połysk i wygładzenie również nie powalają i nie są jakieś nadzwyczajne. Równie dobrze możemy pomalować paznokcie zwykłym bezbarwnym lakierem bez żadnych właściwości, a może i on nawet lepiej zabezpieczyłby nas manicure?

W każdym razie Gel Like Top Coat to beznadziejny produkt i chyba w najbliższym czasie zaliczy kosz na śmieci. Widzę, że na Wizażu zbiera dobre opinie, ale ja nie polecam, to strata nawet tych paru groszy.

Ocena: 0 / 5

Cena: 8,5ml / ok. 7zł

Dostępność: Rossmann


A Wy byłyście zadowolone z tego top coatu?

piątek, 11 marca 2016

Aquolina - Gold Sugar





Ciągle szukacie słodziaka idealnego nie powalającego ceną, trwałego i nie chemicznego? Gold Sugar to jest to! Pewnie się zdziwicie jak to możliwe, bo Pink Sugar zasładza na amen, więc pewnie Gold również. Nic z tych rzeczy.

Duży pucharek pomarańczowo - śmietankowego deseru z wanilią, palonym cukrem, a na wierzchu posypany odrobiną wiórków kokosowych. Boicie sie przesłodzenia? Niesłusznie, bo Złoty Cukier to kompozycja wyważona, skonstruowana tak, że nie ma się uczucia przesytu ani bólu zębów.

Ten zapach jest jakby bardziej dojrzalszy niż Pink Sugar, mniej infantylny i wprost idealny na zimne, szare, ponure dni, bo momentalnie poprawia humor, a przy tym nie dodaje zbędnych kalorii:) Kremowy, mleczny z lekką cytrusową nutą na początku, a później ciepły, przytulny piżmowo -sandałowy.

To mój zdecydowany faworyt z wszystkich zapachów Aquoliny. Przebija Black i Blue Sugar, choć ciągle nie mam własnego flakonu i w końcu muszę jednak go kupić, bo nie ma osoby, której Złoty by się nie podobał.

Nawet jeśli uciekacie od gourmandowców to Gold Sugar musicie poznać. A tym, którzy kochają słodziaki gwarantuję, że ten zapach będzie ich nową miłością!


Nuty zapachowe:

nuty głowy : pomarańcza, mandarynka, neroli

nuty serca: deser Creme Brule, kokos, kwiat pomarańczy

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, bita śmietana


Ocena: 6 / 5

Cena: 100ml/ ok. 80zł

Dostępność: perfumerie online


A jak Wam podoba się Gold Sugar?

środa, 9 marca 2016

Marcowy LivBox



Kolejny LivBox i z niego też jestem bardzo zadowolona. Tym razem znalazły się w nim 4 pełnowymiarowe produkty i jedna próbka.











- Lumene- Longwear Blur SPF15 ( w odcieniu Very Light)-podkład w kompakcie

- Dermosil -Trio Brow Kit-cienie do brwi 

- Vichy - Idealia - regenerujący balsam w żelu na noc

- Eucerin- Sun Cream CC 50 SPF ( odcień Medium)

- Cutrin - Sensitive  Multispray - spray do włosów o wszechstronnym zastosowaniu, dodający objętości



Jak Wam się podobna zawartość tego LivBoxu?

poniedziałek, 7 marca 2016

Essie - Damsel in a dress nr 46





Przekonałam się, że lakiery Essie są różne. Kilka z nich mogło ´´pochwalić´´ się bardzo słabą trwałością i ciągle nie wiem od czego to zależy. Jednak Damsel in a dress  to rewelacja!

Bardzo ciemny odcień wina ( od razu mi się spodobał) z daleka wygląda na czarny. Nie ma w sobie żadnych niepotrzebnych świecidełek. Pędzelek z kolei jest lekko spłaszczony i maluje się nim tak dobrze, że zajmuje to dosłownie chwilę,a pomaga w tym też genialna konsystencja. Śmiało możecie malować tym odcieniem paznokcie na godzinę przed wyjściem!  Dwie warstwy to najlepsze rozwiązanie, ale nawet jeśli ograniczycie się do jednej to i tak kolor będzie bardzo intensywny i głęboki, a co najważniejsze to to, że to pierwszy lakier, który trzymał się u mnie całe 6 dni!! Ze zmywaniem też nie ma żadnego kłopotu.

Czy trzeba czegoś więcej? Damsel in a dress w połączeniu z czarną sukienka i szminką w podobnym odcieniu ( np. Sleek Vamp czy MAC Hang Up) i ciemnym makijażem oczu tworzy mroczny, seksowny look. Koniecznie wypróbujcie.

Ocena: 6 / 5


Cena: 13,5ml / zapłaciłam 17zł

Dostępność : np. TU


Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 4 marca 2016

Honore des Pres - I Love Les Carottes





Lubicie dosłowne zapachy?  Zapach mokrej trawy po deszczu, ściętego drzewa, a może smoły, nowej skórzanej torebki czy lakierowanego drewna? A co powiecie na marchewkę?  Mimo, że lubię to warzywo to nie wyobrażałam sobie, że możnaby chcieć nim pachnieć, w końcu to taki słodko-ziemisty aromat no i do głowy by mi nie przyszło, że ktoś chciałby stworzyć perfumy o zapachu dojrzałej karotki ( czy Demeter takich przypadkiem nie ma?), a jednak tak jest i niezmiernie mnie to dziwi.

I Love les Carrotes pachnie dokładnie tak jak jest napisane: marchwią. Koszami świeżo zerwanej, oczyszczonej, dojrzałej marchewki z lekką nutą rozgrzebanej ziemi ( to chyba ten irys z paczula). Na początku był szok i sama siebie pytałam co to w ogóle jest i to chyba nie mogą być perfumy?! Aromat jest tak prawdziwy, że już chyba bardziej być nie może i pomimo tego, że w składzie występują też inne składniki to nie czuć tu nic poza główną bohaterką. Myślę, że nawet wielkie miłośniczki tego zdrowego warzywa chyba nie chcą nim pachnieć , kto by w ogóle chciał czuć się jak warzywo:) 100% marchwi w marchwi.

Dla królików, świnek morskich jak najbardziej. Dla ludzi tylko jako ciekawostka zapachowa ;)

Nie mogę ocenić tej kompozycji, bo jako perfumy do noszenia na codzień i od święta kompletnie odpadają, ale jako całość to ciekawa propozycja warta sprawdzenia.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: surowa, świeża marchew

nuty serca: słodka pomarańcza, irys, wanilia

nuty bazy: paczula, styraks


Cena: 50ml / ok. 320zł

Dostępność: perfumerie niszowe



A Wy lubicie zapach marchwi? Co sądzicie o I Love les Carottes?

środa, 2 marca 2016

Zużycia miesiąca - luty 2016



Kolejne zużycia i jak widac udało mi się zdenkować całkiem sporo! Cieszę się też, że opuściły mnie zapachy, których nie używałam.









1. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene- miodowy nektar do mycia ciała

Nektar to chyba przesada. To zwykła żółtawa emulsja o irytującym ( dla mnie) aromacie, który na siłę chce pachnieć jak ´´pomarańcza zatopiona w miodzie´´ ( cytat na opakowaniu), ale jest sztuczny. Oprócz tego bez fajerwerków. Kosmetyk pieni się przeciętnie, myje jak należy nie nawilża, ale też drastycznie nie wysusza. Można kupić tylko ze względu na duże opakowanie i jeśli tolerujemy takie pseudo słodkie zapachy.

Ocena: 3 - / 5

Cena: 400ml / dostałam


2. Paul Mitchel - Claryfing Shampoo Two - głęboko oczyszczający szampon

Możecie o nim poczytać  TU

To moja druga butelka tego szamponu i chyba kolejnej nie będzie, bo lubię zmieniać kosmetyki i nie przywiązuję się do nich jeśli nie są naprawdę wyjątkowe. Jednak zdania nie zmieniam, bo to wciąż godny polecenia szampon oczyszczający łagodny nawet do włosów farbowanych.




3. Alterra - masło do ciała Winogrona i Kakao

Przeczytacie o nim TU

Poprostu dobre masło do ciała, choć nie widziałam go już w Rossmannie, czyżby wycofano?


4. Oriflame - Nature Secrets- ochronny krem do rąk Wanilia i Granat

Recenzja TU 

Odejmuję aż dwie gwiazdki, bo krem w ogóle nie nawilża, a wręcz wysuszł mi dłonie. Okropność!











5. Liliputz- szampon i żel pod prysznic

Ten kosmetyk kupiłam dla starszego synka i on od razu polubił jego zapach. Ja mniej, bo jest on owocowy z wyczuwalną ´´męską nutą´´ i to mi w nim nie pasowało. Mógłby być lepszy. Żel ma intensywny niebieski kolor i pieni się dość dobrze. Nie podrażnia, nie wysusza, choć i nie nawilża. Nie myłam nim włosów dziecka, więc nie wiem jak się wtedy spisuje, ale jako do wypróbowania na raz może być. Więcej raczej nie kupię.


Ocena: 3 / 5

Cena: 200ml / ok. 8zł

Dostępność : Rossmann


6. Mustela- Stelatopia- woda micelarna dla niemowląt i dzieci

Poczytacie o niej TU

Zdania nie zmieniam. Gdyby nie ten alkoholowy zapach to kupowałabym ją częściej, a tak po tym opakowaniu spasuję.





7. Schwarzkopf-Osis+-Flatliner-spray do prostowania włosów

Przeczytacie o nim TU

Dość długo zajęło wykończenie mi tego produktu i wiem, że napewno już nigdy do niego nie wrócę. Woda z alkoholem, która nic nie robi.


8. Garnier - Miracle Skin Cream Eyes- krem przeciwzmarszczkowy pod oczy

Pokazywany TU

Odejmuję dwie gwiazdki, bo to fatalny krem.Nie dość, że kompletnie nie nawilża to jeszcze w połowie opakowania zaczął mnie bardzo podrażniać. Za każdym razem aplikacja kończyła się morzem łez jak prz krojeniu cebuli. Musiałam go zmywać micelem i nakładać inny krem. Takim sposobem pół tubki idzie do kosza. Bardzo NIE polecam!






9. Libero-Bubble Bath- płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt

Pokazywałam Wam już inny produkt Libero, marki bardzo popularnej w Finlandii, gdzie jej pieluszki cyz chusteczki są w każdym sklepie. Ten płyn do kąpieli kupiłam z myślą o moim młodszym synku, któy uwielbia pluskać się w wannie, a zauważyłam ostatnio, że ma on trochę bardziej wrażliwą skórę aniżeli Starszy. Opisywany płyn jest bezbarwny i całkowicie bezzapachowy. Tworzy dośc dużą piankę, która pozwala na kilkuminutową kąpiel i nie opada od razu. Poza tym płyn nie wysusza i nie podrażnia skóry. Niestety dużą wadą dla mnie jest bardzo małe opakowanie, które starczyło mi na zaledwie kilka kąpieli. Zdecydowanie butelka powinna mieć pół litra, a nie marne 200 i to sprawia, że raczje już nie kupię tego produktu ponownie mimo, że uśmiecha się do mnie z każdej sklepowej półki.

Ocena: 4 / 5

Cena: 200ml / ok. 5€

Dostępność : w Finlandii w każdym markecie

10. Libero - oliwka do ciała

Tę oliwkę otrzymałam w torbie z wyprawką dla mamy i maluszka w szpitalu po porodzie. Z reguły nie używam oliwek do ciała dla dziecka, wolę balsamy i tę oliwkę wlewałam do wanienki do kąpieli. Sprawdzała się bardzo dobrze. Skóra dziecka była natłuszczona, miękka i gładka,nie trzeba było jej niczym już smarować. Skład jest bardzo prosty, bo jest tu tylko olej rzepakowy, kwas cytrynowy i witamina E. Szkoda tylko, że pełnowymiarowe opakowanie jest  bardzo małe i raczej się na nie nie skuszę.

Ocena : 4 + / 5

Cena: moja miniatura ma 50ml, pełnowymiarowe opakowanie to 150ml /  ok. 5€

Dostępność: W Finlandii w każdym markecie




11. Fragonard-Fleur d´Oranger-żel pod prysznic i do kąpieli

Te małe opakowanie żelu dostałam w prezencie, bo lubię zapachy Fragonard jak i aromat kwiatu pomaraćzy,a  kosmetyk pachnie nim bardzo intensywnie i naturalnie. Z pewnością nie spodoba się to każdemu. Używałam go jednak tylko do mycia rąk, ponieważ opakowanie jest tak nieporęczne ( buteleczkę trzeba ściskać lub wytrząsać zawartość), że pod prysznicem byłoby to wyjątkowo denerwujące. Konsystencja jest dość płynna o przezroczysto pomarańczowej barwie. Pieni się dobrze i nie wysusza nadmiernie skóry, choć jej nie nawilża. Na długo pozostawia upojny aromat kwiatu pomarańczy na umytej skórze. Polecam, ale tylko jeśli lubicie ten charakterystyczny zapach!

Ocena: 4 + / 5

Cena: 30ml / dostałam

12. Algenist- żel pod oczy ujędrniająco-liftingujący

To moje drugie opakowanie tego żelu i nie dlatego drugie, że produkt tak mi się spodobał, ale oba dostałam i raczej nie skakałam z radości. Dla mnie to bardzo przeciętny kosmetyk z zawyżoną ceną.

Bezbarwny i prawie bezzapachowy żel nawilża wyjątkowo przeciętnie, a ja przecież nie mam zmarszczek ani suchej skóry wokół oczu! Barzdo, bardzo subtelnie rozświetla ( naturalnie) i na tym koniec. Nie zauważyłam nic więcej. Tak, wiem może dla tych, którzy mają już widoczne zmarszczki ten produkt rzeczywiście coś daje, może pomaga pozbyć się cieni, podpuchnięć, ale i tak uważam, że nie ma sensu wydawać takiej kwoty na ten żel, bo na rynku jest wiele innych, podobnych, a że on się nie klei? To i tak mnie nie przekonuje. Rozbudowany skład, szumne obietnice i tyle. A no i wyjątkowo wkurzające opakowanie, bo ze szklanej buteleczki z pompką nijak nie da się wydostać żelu pod koniec. Pompka już nie dosięga i trzeba wydłubywać resztki patyczkiem kosmetycznym. Dla mnie to niedopuszczalne. Przerost formy nad treścią.

Ocena: 2 / 5

Cena: 15ml / dostałam

13. R.O.C.S-Kids-remineralizująca pasta do zębów dla dzieci Citrus Rainbow

Pastę zużył mój Starszy synek i lubił ją za ciekawy cytrusowy smak. Pasta ta posiada fluor, jest biała i pieni się tak w sam raz. Nie zauważyłam żandych wad w czasie jej używania, a że pasty ROCS należą do naszych ulubionych to pewnie Citrus Rainbow pojawi się u nas ponownie

Ocena : 5 / 5

Cena: 35ml / ok. 20zł

Dostępność np. spadental.pl





14. Nubar - Diamont- top coat

Pokazywany TU

Straszliwie zgęstniał w buteleczce i mimo, że zostało go tam może 5ml to jest już nie do użytku. Zresztą i tak nie uważam, aby był to rewelacyjny produkt. Nie kupię ponownie.



15. Rimmel -Pro Super Wear- nabłyszczający top coat

 Przeczytacie o nim TU

On także zgęstniał tak bardzo, że nadaje się tylko do kosza. Zdania o nim nie zmieniam, bo uważam, że to przeciętniak i nie warto mu dawać drugiej szansy.


Opuściły mnie flakony:

- Jessica Simpson Fancy Love
- Yves Rocher Naturelle 


Znacie coś z mojego denka?