poniedziałek, 30 maja 2016

Wibo- Wow Glamorous Sand - lakier z efektem brokatowego piasku nr 3






Niby nie cierpię piasków,ale ciągnie mnie do nich, a potem w porę sie powstrzymuję i przypominam jakie  mam cyrki z ich zmyciem z paznokci i tego najbardziej nienawidzę. Ten piasek jednak dostałam i długo wahałam się przed pierwszym użyciem. Niesłusznie. To jeden z najlepszych takich lakierów, a wiem co mówię, bo nawet Essie mnie w tej kategorii nie zadowolił, a tu proszę Wibo!


Opakowanie: typowa buteleczka jak to u Wibo tylko w moim egzemplarzu nie ma podanej gramatury ani składu.

Konsystencja: nie ma co narzekać, bo ani za gęsta ani za rzadka. Lakierem maluje się naprawdę dobrze, nic się nie rozlewa i mimo, że odcień jest ciemny to dzięki temu pędzelkowi ( jest standardowy u tej marki) można to zrobić w kilka minut, choć polecam nałożyć dwie warstwy dla pełni koloru. Nie ma smug ani prześwitów.

Kolor : nr 3 to taki trochę niejednoznaczny kolor. Dla mnie jest to ciemna śliwka w czekoladzie ze złotymi drobinkami. Bardzo mi sie podoba.

Działanie: lakier schnie szybko i od razu można wyczuć, ze to rzeczywiście piasek. Paznokcie są szorstkie ( nie każdy to polubi) i mienią się drobinkami, które jednak nie są zbyt duże,a świetnie współgrają z tym ciekawym odcieniem.

Trwałość : 4 dni. Po tym czasie widocznie ścierał się i trzeba było go zmyć i tu niespodzianka! Myślałam, że znów spędzę pół godziny z toną wacików, by zmyć uparty piasek i się bardzo zdziwiłam. Pozytywnie. Dwa płatki wystarczyły,by usunąć cały lakier z dwóch dłoni! Bez szarpania, tarcia i nerwów. Trzeciego użyłam tylko dla pewności, a nawet drobinki zostały już zmyte. Dla mnie to wprost niemożliwe, bowiem zawsze miałam ogromne problemy z tym, by zetrzeć taki lakier i nieważne jakiego zmywacza użyłam zawsze było tak samo.

Wow. Tak jest Wow i żałuję, że nie zaopatrzyłam się w kilka kolorów więcej! Chciałabym,aby wszystkie piaskowe lakiery takie były.

Ocena : 6 / 5

Cena: -

Dostępność : nie jestem pewna, czy lakier nie jest wycofany, a jeśli nie to szukajcie oczywiście w szafach Wibo w Rossmannie


Miałyście lakier z tej serii? 

piątek, 27 maja 2016

Yves Saint Laurent - Baby Doll





Róż, no cóż... Babydoll słodki, dziewczęcy cukierasek zamknięty w uroczym flakoniku inspirowanym dziecięcą zabawką´´ bąkiem´´. Jak pachnie? Jest mdląco słodki, cukierkowy i infantylny. Nie. Tak wcale nie jest. To jeden z tych zapachów przy których gorzko się rozczarowałam. Wielkie nadzieje, czytanie tysięcy recenzji, gdzie wszędzie były słowa, że owocowo kwaśny, słodki i taki cudowny, że ohh i można zemdleć z wrażenia. Mój błąd, że nie testowałam wcześniej, ale u mnie w perfumeriach nigdy go nie widziałam co samo w sobie jest dziwne, bo to jeden z bardziej popularnych zapachów tego domu mody. Coś mi jednak mówiło, żeby sobie darować kupno i podejść ostrożnie, aż w końcu dostałam używkę we flakoniku. Niewiele tego, ale dla mnie to i tak za dużo jako, że od pierwszego kontaktu już wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. 




Ja naprawdę nie wiem jak to jest możliwe, że nie czuję tu ani krzty kwaśnych owoców i jakiejkolwiek słodyczy. W ogóle od początku do końca ( czyli ok. 3 godz.) Baby Doll pachnie na mnie ohydnym szarym mydłem z dodatkiem liści porzeczki i niezbyt świeżej już róży. Ta mydlana nuta jest niesamowicie mocna i tłamsi tę biedną różyczkę i sprawia, że aromat  porzeczek ( którego notabene bardzo nie lubię) miesza się i wychodzi z tego mieszanka dla mnie nie do zaakceptowania. To tak jakbym wymyła się Białym Jeleniem, ale tak konkretnie od stóp do głów i wytarzała się w krzakach porzeczek i zmizerniałych róż, bo napewno nie są to róże świeże. Gdyby jeszcze tego paskudnego mydła nie było tak czuć, gdyby było delikatne lekko piżmowe to nie marudziłabym choć i tak nie mogę nazwać tej kompozycji ładną. Dziwne jest tylko to, że piżma tu brak,więc skąd ten mydlany efekt? Mam podejrzenia, że to konwalia tak tu namieszała.
Całość jest dość lekka, zwiewna i typowo wiosenno-letnia. Trwałość na mnie jest słaba i akurat tu mnie to cieszy.

Plakat reklamowy obrazuje tę kompozycję zupełnie inaczej i to mnie zmyliło. Nawet studiując skład nie liczyłam, że sławne Baby Doll to różano porzeczkowe mydło! I tak sobie mam ten maluteńki flakonik i najchętniej bym się go pozbyła, choć nie ma to sensu, bo wiem, że jakoś dam radę go zużyć (z zaciśnietymi zębami i nie robiąc zbyt głebokich wdechów coby za bardzo nie czuć).

Tak się zastanawiam, czy YSL nie wycofało już tego zapachu, bo obecnie jest dość trudno dostępny, rzadziej widuję go w perfumeriach online. Jeśli jednak marzycie o tym bączkowym flakoniku to absolutnie nie decydujcie się na zakup w ciemno, bo możecie się zdziwić.



Nuty zapachowe:

nuty głowy: czarna porzeczka, pomarańcza, jabłko, ananas

nuty serca: róża, frezja, konwalia, heliotrop

nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, bób tonka, wanilia


Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml ok. 220zł

Dostępność: głównie perfumerir online i aukcje


A jakie Wy macie zdanie o Baby Doll?


wtorek, 24 maja 2016

Astor - Fashion Studio nr 202





Fiolet i czerń to moje ulubione kolory. Dlatego też kupiłam ten lakier tylko i wyłącznie ze względu na jego piękny odcień fioletu.Nie wiedziałam jednak czego się spodziewać, bo Astor to nie jest moja ulubiona marka i lubię z niej tylko podkład Skin Match i miałam kilka tuszy, a poza tym to podchodzę ostrożnie do jej produktów, bo kilka razy mocno się rozczarowałam.Tymczasem ten lakier jak na swoją niską cenę jest  całkiem w porządku. Nie bardzo dobry, bo jednak dość kiepska trwałość zaniża ocenę końcową, ale jeśli zauważę jeszcze jakiś inny fajny kolor to prawdopodobnie znów sie skuszę.


Opakowanie: nie ma co się rozwodzić. Jest dość małe, bo dla kogoś 6ml to może być niewiele, ale ja nie lubię dużych opakowań lakierów do paznokci, bo szybko mi się nudzą i nie da się ich zużyć do końca zanim nie wyschną. Pędzelek jest wygodny, choć nie spłaszczony, ale maluje się nim bez jakichkolwiek problemów

Konsystencja: troszeczkę zbyt lejąca, więc radze uważać, bo chwila nieuwagi może zakończyć się rozlanym lakierem na płytce paznokcia. Schnie jednak szybko aczkolwiek trzeba poczekać aż zupełnie stwardnieje. Mnie się zdażyło, że po godzinie lakier na dwóch paznokciach wciąż był miękki i porobiły się wgniecenia.

Kolor: fiolet. Poprostu fiolet ( na fotce podchodzi pod niebieski, ale absolutnie nim nie jest!) Ani nie za ciemny ani zbyt jasny. Bez żadnych zbędnych świecidełek. Daje ładny połysk.

Trwałość: 2 dni to mało, bo wtedy lakier zaczął już brzydko odpryskiwać z boków paznokci i było to na tyle widoczne, że wymagało natychmiastowego zmycia. Większość lakierów wytrzymuje u mnie ok. 3-4 dni, ten poniżej niezależnie od warunków co dość mi przeszkadza.

Podsumowanie: lakier ma wady, ale ze względu na ten interesujący fiolet lubię go używać. Przymykam oko na słabą żywotność i myślę, że mogę go polecić. Nie tracicie zbyt wiele, a napewno znajdziecie w palecie odpowiedni dla Was odcień. Wypróbujcie!


Ocena: 3+ / 5

Cena: 6ml / zapłaciłam 4zł

Dostępność : kupowałam na ezebra.pl


Miałyście lakier z serii Fashion Studio? 

poniedziałek, 23 maja 2016

Lumene-Natural Code- Candy Smile Lip Balm- All About Pink






Coś mnie wzięło, żeby porozglądać się na koloryzyującym balsamem do ust, żeby mieć taki kosmetyk pod ręką wychodząc na spacer i tym podobne okazje, gdzie moim jedynym makijażem jest tusz do rzęs i balsam do ust lub ewentualnie nieklejący błyszczyk. Zależało mi, aby tinted balm dawał wyraźny kolor, ale niestety nigdzie takiego nie umiałam znaleźć oprócz w ofercie Maybelline, a ich balsamów nie chciałam już testować po raz drugi. Padło więc na Lumene po przeglądnięciu swatchów. W ofercie są dwa kolory: mój All About Pink, czyli róż oraz brzoskwiniowy, który na fotkach nie dawał żadnego koloru, więc z góry go odrzuciłam.

Niestety z tego balsamu nie jestem zadowolona i żałuję tych niecałych 4€, które na niego wydałam. Nie chcę i nie lubię go używać i skończy w koszu.Szkoda, bo dziewczyny na blogach go chwaliły. Ja niestety nie podzielam zachwytów.


Opakowanie: plastikowe dość dobrze wykonane opakowanie nie trąci tandetą. Dodatkowo całość jest zapakowana w papierowy kartonik.

Zapach i Konsystencja: sztyf nie jest maślano tłusty, a nie za suchy. Ma bardzo dobrą konsystencję, choć mnie brakuje tego poślizgu, żeby jeszcze lepiej się go nakładało.  Nie ma w sobie żadnych drobinek. Pachnie malinowo z wyraźną nutką jakiś innych owoców z tym, że ten aromat nie jest bardzo intensywny.

Kolor: jak widać sztyft jest mocnoróżowy i byłam przekonana, że taki róż uzyskam na ustach.W rzeczywistości kolor jest delikatniejszy, ja bym go określiła jako´´ słodko-różowy´´ niestety trochę w stylu Barbie, co mi nie odpowiada.







Działanie: balsam jest bardzo lekki i o ile w ciepłe dni będzie to zaletą to już zimą jest to wielka wada, bo wpływa znacznie na nawilżenie,a w zasadzie jego brak. Moje usta wymagają codziennego nawilżenia ( na noc) i raz w tygodniu robię im delikatny peeling, aby szminki ładnie się na nich prezentowały. Tymczasem ten balsam mi je przesuszył! Po chwili od nałożenia miałam nieprzyjemne uczucie szorstkości i czułam potrzebę sięgnięcia po bardziej treściwy nawilżacz do ust. Było to uciążliwe szczególnie wtedy,gdy na dworze było zimno. Dlatego dla mnie to nawilżenie jest tu praktycznie zerowe i balsam nie pielęgnuje ust w żaden sposób.

Jego trwałośc również jest godna pożałowania. Nie trzeba nawet nic jeść czy pić, a schodzi z ust po kilku minutach. Tak, wiem to tylko balsam, a nie trwała szminka, ale bez przesady. Są podobne produkty ( niebarwiące) , które raz, że mocno nawilżają to trzymają się zdecydowanie dłużej i chronią wargi.
Ja od jakiegkolwiek balsamu do wymagam przede wszystkim tego,że moje usta będą gładkie i mocno nawilżone, moge nawet zapomnieć o nietrafionym kolorze i gdyby Candy Smile to robił to spojrzałabym na niego łaskawszym okiem, a tak no nie mogę go polecić, no chyba, że nie macie nawet lekko przesuszonych ust, ale wciąż myślę, że w takim razie lepiej kupić coś innego.

Jestem rozczarowana i doszło do mnie, że nie mogę ślepo kupować wszystkiego od Lumene, bo im też zdażają się buble.

Ocena: 1 / 5

Cena: nie ma podanej gramatury / niecałe 4€

Dostępność: w szafach Lumene Code jak i w marketach razem z innymi balsamami do ust


A jaki jest Wasz ulubiony kolorowy balsam do ust?







środa, 18 maja 2016

Katy Perry- Spring Reign




Przy okazji recenzji na temat innych zapachów panny Perry wspominałam, że nie darzę tej wokalistki sympatią, bo wieje mi od niej tandetą, a jej wokalne umiejętności oraz niby chwytliwe, ale ciężkostrawne pioseneczki sprawiają, że mam ochotę zapytać kto tego słucha. Jednak o gustach ( jakichkolwiek) się nie dyskutuje i nie wszyscy muszą lubić to samo. Podobają mi się jednak dwa jej zapachy, a mianowicie Purr i Meow (których używam jedynie na spacery i wychodząc z dziećmi na plac zabaw) i mimo, że to nie żadne wielkie hity perfumiarskie, a poprostu przyjemne ´´psikadła´´ to żałuję, że Katy nie chce iść w innym kierunku i nie zaserwuje nam czegoś bardziej dojrzalszego tylko jej zapachy są wciąż bardzo słodkie i infantylne. Patrząc jednak na nią nie spodziewam się jakiejkolwiek ewolucji w żadnym kierunku.

Spring Reign to ponoć limitka, a u mnie można ją spotkać w praktycznie każdym większym markecie za cenę 30 € za 30ml.Myślę, że to za dużo. Ten różowy kartonik tak mi się narzucał na każdych zakupach, że w końcu postanowiłam przetestować co kryje się w środku tego równie różowiutkiego flakonika znanego z serii Killer Queen. Skład mówił mi, że będzie to coś mocno kwiatowego, wiosennego i miałam nadzieję,że tym razem zrezygnowano tu z mdlącej słodyczy. Tak też w sumie jest.







Mamy tu bukiet frezji i gardenii i jakieś owoce, których ponoć w składzie nie ma być, ale ja wyraźnie wyczuwam jakąś bliżej nieokreśloną owocowość. Róży, drzewnych nut czy benzoesu nie ma tu za grosz zresztą te kwiaty też są jakieś takie nijakie, bezpłciowe i nie pachną tak naturalnie jak powinny. Mimo, że wybitnej sztuczności tu nie ma to jednak czuć, że Spring Reign ukręcono ze składników niezbyt wysokiej jakości, ale w sumie nie powinno mnie to dziwić. Jednocześnie wyraźnie wyczuwam tu echa Killer Queen i Queen Oh So Sheer. Nie potrafię tego dokładnie określić, ale pewnie kojarzycie tę charakterystyczną avonową nutę w perfumach Avon z powodu której lwia część jej pachnideł pachnie bardzo charakterystycznie i od razu wiadomo z jaką marką mamy do czynienia. W Spring Reign jest coś podobnego co od razu sprawiło, że nie można się nie zorientować, że to nie zapach pochodzący z linii Killer Queen. Nie ma tu wyraźnej cukierkowej słodyczy, która potwornie drażni mnie w klasyku i to niby dobrze tyle, że jest potwornie bezpiecznie i poprostu nudno!

Kompletnie nic się tu nie dzieje, zapach słabo ewoluuje i od początku do końca jest taki sam, czyli ciut kwiatków, w tle tajemnicze owoce i ta znana już nutka całej serii. To kompozycja powielająca udeptany schemat typowych zapachów z kategorii kwiatowo-owocowej i znaczy to, że jest prosto i łagodnie w sam raz do noszenia na codzień na wyskok po bułki do piekarni ewentualnie na spacer z psem i to krótki, bo i krótka jest żywotność tej kompozycji. Ot  po pół godzinie już go na sobie nie czułam.

Dla kogo zaten jest Spring Reign? Napewno dla zdeklarowanych fanek Katy, które mają wszystkie poprzednie zapachy na półce. Myślę, że byłby to też dobry prezent dla młodszej siostry i dla tych, którzy chcą pachnieć wiosną i latem czymś nieskomplikowanym, lekkim i kwiatowym co spodoba się ogółowi. Tylko, że na rynku jest tak wiele pięknych zapachów, że warto poszukać czegoś lepszego.

Nuty zapachowe: 

nuty głowy: różowa frezja, fiołek, kwiat porzeczki

nuty serca: róża majowa, gardenia, dzięgiel

nuty bazy: benzoina, kaszmeran, cedr



Ocena: 2 /5

Cena:100ml / ok. 80zł

Dostępność: perfumerie online


A jak Wam podoba się Spring Reign?

wtorek, 17 maja 2016

Lumene - Longwear Blur SPF 15-podkład w kompakcie odcień 0 Light Ivory






Mój drugi podkład w kompakcie i niestety nie jestem z niego zadowolona. Być może to kwestia kompletnie  niedobranego odcienia, a może kosmetyk sam w sobie jest taki beznadziejny? Znalazłam go w kwietniowym Livboxie.

Opakowanie: ładna, porządnie wykonana puderniczka z lusterkiem i nieprzydatną gąbeczką. Szkoda tylko, że nie ma na nią osobnej szufladki, bo lubi wypadać w czasie otwierania pudełka.

Zapach i Konsystencja: bezzapachowy puder o odpowiedniej konsystencji co oznacza, że nie jest ani zbyt sypki ani za twardy. Nie pyli w trakcie aplikacji.




Odcień: tak mam jasną karnację, ale nie jest ona mlecznobiała, nie przypomina czystej bieli czy mąki, bo chyba tylko dla takich jest kierowany odcień 0 Light Ivory. Zdecydowanie dla mnie za jasny. Fakt, że całkowicie niewidoczny, ale jednak nie jest dla mnie. Gdybym sama kupowała ten podkład wzięłabym nr 1 Classic Beige, bo już nr 2 Soft Honey wydaje mi się zbyt ciemny. Nr 0 moga śmiało kupować wszystkie posiadaczki BARDZO jasnej skóry.




Działanie: podkład wg mnie nie nadaje się do nakładania załączoną gąbeczką, bo trzeba by na to poświęcić dobre kilka minut dlatego wolę aplikować go pędzlem kabuki od Lily Lolo, który bardzo lubię. Nie lubię mocno kryjących podkładów, ale jednak muszą one trochę maskować ewentualne niedoskonałości i wyrównywać koloryt. Ten kosmetyk tego w ogóle nie robi sprawiając, że cera wygląda dokładnie tak samo jak przed jego nałożeniem, nie ma też żadnej wyczuwalnej warstwy.  Oczywiście to plus, że jest maksymalnie naturalne wykończenie aczkolwiek tu jest aż do przesady, bo cera nie wygląda lepiej ( a przecież powinna!) po jego nałożeniu. Dlatego jeśli macie nawet minimalne niedoskonałości, szarą, zmęczoną cerę, lekkie przebarwienia lub cokolwiek innego co chciałybyście skryć przed światem i ciekawskim spojrzeniem innych to lepiej darujcie sobie ten podkład, bo napewno w tym nie pomoże.


Druga sprawa to matowanie, bo tego oczekuję i to obiecuje producent. Nie ma tego. To nie jest podkład o takich właściwościach, ponieważ moja normalna cera z lekką tendencją do błyszczenia ( głównie jednak latem lub przy mocno nawilżającym/odżywczym kremie) nieestetycznie świeciła się już po godzinie, a w dodatku cały podkład poprostu się ulotnił, bo wieczorem w trakcie demakijażu płatek kosmetyczny był kompletnie czysty.


Nie jestem też pewna co właściwości komodogennych, bowiem przy codziennym używaniu zauważyłam drobne niedoskonałości i kilka zapchanych porów, a przecież moja cera zwykle jest w nienagannym stanie! Nie widzę sensu używania czegoś, co tak naprawdę nie spełnia swojej roli i prawdopodobnie podkład wyląduje w koszu. Jestem zdzwiona tym jak słaby jest to produkt, bo zawsze byłam bardzo zadwolona z produktów Lumene, a tu takie coś!


Nie polecam. Wiem, że jest jeszcze wersja w tubce, ale nie chcę jej testować.

Ocena : 1 / 5

Cena: 10g / ok. 18€

Dostępność: w Finlandii wszędzie, gdzie są szafy Lumene


Testowałyście już ten podkład? Lubicie podkłady w kompakcie?

wtorek, 10 maja 2016

Majowy Livbox 2016







Wykrakałam. Poprzednie paczki z kosmetykami Livbox mi się podobały i byłam przekonana, że utrzyma się ten sam poziom, a jednak nie. Majowa paczka w mojej ocenie jest najsłabsza i żałuję, że zamiast np. czekolady ( którą i tak oddam mężowi, bo nie lubi białej) nie ma czegoś z kolorówki lub próbki perfum, bo wcześniej się zdażały. Zainteresowały mnie jednak te gumki do włosów niewątpliwie inspirowane Invisibobble, które miałam kupić. Natomiast za zbędne uważam  chusteczki do demakijażu Nivea i spray teksturyzujący do włosów oraz ten oczyszczajacy szampon, bo niby jest on do każdego rodzaju włosów,ale obawiam się go użyć na moje włosy w kolorze ciemnej wiśni.





1. Neutrogena-Visibly Clear - CC Cream odcień Light

2. Ibero-gumki do włosów

3. Biozell-spray teksturyzujący do włosów

4. Nivea - chusteczki oczyszczające do twarzy

5. Palmolive- Feel the Massage- peelingujący żel pod prysznic

6. Cutrin- Pure ISM-Anti-Green Shampoo-szampon oczyszczający przeciw żółtemu i zielonemu nalotowi oraz innym zanieszczyszczeniom

7. Panda- czekolada biała z malinami



A jak Wam podoba się zawartość tej paczki?

poniedziałek, 9 maja 2016

Essence - The Gel Nail Polish- The Matt nr 22 I love my blue jeans






Na początku tego roku odkryłam, że w dwóch tutejszych marketach pojawiły się szafy Essence i bardzo mnie to ucieszyło, choć chyba nie ma tam limitowanek, bo nie widzę, aby takowe się pojawiały, a na nich najbardziej mi zależy. Postanowiłam jednak sprawdzić jakie są lakiery tej marki i wybrałam dwa odcienie m.in ten matowy granat nr 22. To był błąd i wyrzucone pieniądze, bo lakier jest BEZNADZIEJNY.

Opakowanie : poręczne, mieści 8ml, a pędzlek jest dość krótki, lekko spłaszczony i duży jednak maluje się nim bardzo dobrze

Konsystencja: lakier jest dość wodnity, lubi się rozlewać, więc trzeba uważać przy malowaniu jednak nie ma z tym problemów i można to zrobić szybko. Dwie warstwy wystarczą, a dodatkowo szybko schnie.

Kolor : piękny matowy granat i choć nie przepadam za matowym wykończeniem to tu mi się to podobało.






 Trwałość : zerowa, poprostu zerowa. Paznokcie pomalowane wieczorem już rano nosiły ślady odprysków mimo, że nic przecież nie robiłam! Nie miałam czasu by zmyć lakier, więc musiałam zamalować odpryski i wyglądało to dobrze przynajmniej z daleka. Niestety już po godzinie lakier zaczął znów odpryskiwać i dodatkowo ścierać się z końcówek. W tym czasie nie sprzątałam ani nie robiłam nic z dłońmi co mogłoby sprzyjać ścieraniu się lakieru, więc nie wiem o co chodzi. Postanowiłam wieczorem usunąć lakier i na nowo go nałożyć. Następnego dnia  zszed on płatami w trakcie odpakowywania pudełka ( nie, nie robiłam tego za pomocą paznokci, niczego nie drapałam) i to ostatecznie zadecydowało, że sięgnęłam znów po zmywacz, ale nie zaryzykowałam malowania tym bublem po raz trzeci, nie miałam do tego nerwów.

Tylko raz mi się zdażyło, że lakier do paznokci schodził płatami po kilku godzinach, a było to w przypadku ´´oddychającego´´ lakieru Inglot i nie sądziłam, że jeszcze kiedyś mi się to przydarzy. Totalne rozczarowanie i myślę, że wyrzucę ten lakier do kosza, bo co mi z tego, że ma piękny odcień skoro w ogóle się nie trzyma i odpryskuje z byle powodu!

Odradzam. Szkoda nawet tych paru groszy!

Ocena : 1 / 5

Cena: 8ml / zapłaciłam ok.2€

Dostępność : w szafach Essence



Używałyście matowych lakierów Essence? Jak Wam się podoba ten kolor?

środa, 4 maja 2016

Sylveco- Dla dzieci-krem pielęgnujący do twarzy i ciała





Ile ja się tego kremu naszukałam! W 3 dużych miastach nie mogłam go znaleźć, a przecież sklepy, które odwiedzałam miały w ofercie kosmetyki tej polskiej marki. Co więcej jeden ze sklepów stacjonarnych podany na stronie firmy już nie istnieje, a w innym panie ekspedientki dziwnie na mnie patrzyły kiedy pytałam o ten konkretny produkt, bo chyba nawet same nie wiedziały, że Sylveco ma coś takiego w ofercie. Pytałam  producenta w mailu o dane sklepów w konkretnym województwie, gdzie napewno ten krem kupię, ale niestety nikt mi nie odpisał. Postanowiłam więc zamówić go na Allegro mimo, że jego cena była troszeczke wyższa. Zależało mi, bo zamierzałam stosować go na dziecięcej skórze, no i dodatkowo przyciągała mnie wypróbowana marka i świetny skład. Czy było warto?  Tak, zdecydowanie tak!


Opakowanie:  plastikowy słoiczek o poj. 150ml wystarcza na długo, choć jest mniej poręczny w podróży ( o czym się przekonałam), bo zawartość trochę wylała się do zakrętki. Fajnie by było, gdyby producent zdecydował się wypuścić ten kosmetyk także w tubce lub buteleczce z pompką.

Zapach i Konsystencja:  Biały, niezbyt gęsty, ale też nie wodnity krem pachnie lekko, przyjemnie w dość nieokreślony sposób, ale napewno nie czuć tu nic sztucznego.





Działanie:  jest to krem zarówno do ciała ja i buzi dziecka szczególnie w okresie wiosenno-letnim, bo na zimne dni, mróz raczej się nie nadaje no chyba, że w domu. Ja ograniczyłam się jedynie do smarowania buziek moich Szkrabów i jestem najbardziej zadowolona z tego, że krem rzeczywiście odczuwalnie wygładza i nawilża. Oczywiście większość dzieci sama w sobie ma aksamitnie gładką skórę, a ten krem dba o to, by się nie przesuszała.

Jeśli jednak chodzi o łagodzenie podrażnień to tu jest różnie.Owszem to nie krem specjalistyczny i absolutnie nie wymagam od niego silnego działania przeciw podrażnieniu, ale gdy mój młodszy synek miał czerwony, suchy placek na policzku ( z niewiadomego powodu) ten krem jedynie to  miejsce nawilżył, a podrażnienie pozostało i zniknęło dopiero po innym produkcie poleconym przez lekarza. Jeśli więc Wasze maluchy mają wymagającą skórę, skłonną do podrażnień i oczekujecie, że ten krem je zmniejszy to jednak bym na to nie liczyła. On przede wszystkim bardzo dobrze nawilża i zapobiega ich powstawaniu, chroni skórę. Uważam też, że dla atopowej skóry, bardzo mocno wysuszonej, swędzącej to będzie trochę za słaby produkt.

Wielki plus za to, iż krem nie jest tłusty, nie bieli i nie pozostawia klejącej warstwy na skórze oraz, że nie trzeba czekać niewiadomo ile aż się wchłonie i właśnie z tego powodu odrzuciłam już kremy Bambino i Ziajki zresztą nie przekonują mnie też ich składy.

Jako krem do ciała też sprawdzi się dobrze i polecam to sprawdzić zresztą nie tylko u dzieci, bo to propozycja warta przetestowania dla wszystkich, którzy szukają solidnego nawilżacza z porządnym składem.

Ocena : 5 / 5

Cena: zapłaciłam 28zł / 150ml

Dostępność : kupiony na allegro



Znacie ten krem i inne dziecięce kosmetyki Sylveco?

wtorek, 3 maja 2016

Zużycia miesiąca - kwiecień 2016



Koniec miesiąca i tym razem ubytków nie za wiele, choć na szczęście coś z kolorówki się znalazło i wygląda na to, że w kolejnym denku również będzie i to zawsze mnie niezmiernie cieszy, bo jak kiedyś wspomniałam kosmetyki do makijażu częściej się u mnie pojawiają aniżeli znikają, choć już nad tym panuję :)

Oto co wykończyłam w kwietniu:





1. IsaDora- Mascara Volume 2.0-pogrubiający tusz do rzęs

Przeczytacie o niej TU

To moje drugie opakowanie, które też dostałam. Nie jest to najlepsza maskara jakiej używałam i też w przypadku tego drugiego opakowania nie mogłam zużyć go do końca, bo tusz wysechł, a jest go w środku jeszcze dosyć dużo. Nie żałuję jednak, bo nie przekonał mnie do siebie i napewno nie zagości u mnie po raz trzeci. Oceny nie zmieniam. Tragedii nie ma, ale rewelacji też nie.

2. Vichy- Idealia- Skin Sleep-regenerujący balsam na noc w żelu

Miniaturka pochodzi z ostatniego Livboxa i byłam bardzo ciekawa jak ten balsam się sprawdzi, bo interesuje mnie cała linia Skin Sleep. No cóż przynajmniej tego produktu napewno nie kupię w pełnwymiarowym opakowaniu, bo nie widzę w nim nic nadzywczajnego, a co więcej posiada on wielką wadę, która mnie do niego zniechęca: bardzo słabo nawilża. Wymagam intensywnego nawilżenia i odżwywienia od produktów na noc i ten produkt kompletnie mnie na tym polu zawiódł.

To w zasadzie nie jest żel, a jakby emulsja, lekki krem o dość przyjemnym, trudnym do sprecyzowania aromacie. Wchłania sie z prędkością światła i... nic. Nie robi kompletnie nic. Oczywiście nie mogę stwierdzić czy spełnia obietnice producenta, bo to niemożliwe w przypadku zużycia 3ml tubki, która starczyła mi na 3 razy. Jednak moja normalna skóra domagała się po nim nawilżenia, którego jej nie zapewniono. Skóra była sucha! Dla mnie to niedopuszczalne!

Rano cera wyglądała jak zawsze, czyli była rozświetlona i w dobrej kondycji, ale to mnie nie dziwi,bo bardzo o nią dbam, odpowiednio się odżywiam, nie palę,nie lubię alkoholu i nie zarywam nocy. Jestem na nie. Nie podoba mi się ten balsam.

Ocena:1 / 5


3. Salvatore Ferragamo - Tuscan Soul - żel pod prysznic i do kąpieli

Dwie buteleczki tego żelu dostałam gratis do zakupów w perfumerii. Jedną sprezentowałam koleżance, a drugą sobie zatrzymałam. Niestety nie testowałam nigdy zapachu Tuscan Soul, więc nie wiem czy różni się bardzo od perfumowanego żelu pod prysznic, ale i tak jest bardzo ladny. Lekki, cytrosowy i bardzo odświeżajacy bez nieznośnej chemicznej nuty. Trwały, bo czułam go na sobie już po prysznicu. Niestety ogromną wadą jest beznadziejne opakowanie, bo po paru użyciach naprawdę trudno cokolwiek z niego wycisnać. Nie pomaga ustawianie butelki´´ na głowie´´ , a że nie mam czasu kombinować jak dostać się do żelu pod prysznic to postanowiłam zużyć go jako mydło do rąk jednak tu też żółtawy żel wypływał bardzo opornie. Niemniej udało mi się go wykończyć.

Za piękny zapach lata należy się wysoka nota tylko to wkurzające opakowanie trochę psuje całość.

Ocena: 4 / 5


4. HIPP- mleczko pielęgnacyjne dla niemowląt

Wspominałam kiedyś, że bardzo lubię markę HIPP za jej kosmetyki,a przede wszystkim za to mleczko pielęgnacyjne. Jakiś czas temu można je było dostać w różowej butelce z niebieską zakrętką-klapką, a teraz jak widzicie jest biała.Sama jakość produktu nie uległa zmianie. To wciaż rewelacyjny balsam nie tylko dla niemowląt.

Smarowałam nim oba moje maluchy,które mają skórę normalną (młodszy obecnie troszeczkę wysuszoną) i ten balsam przede wszystkim świetnie wygładza i nawilża bez pozostawiania nienośnego uczucia tłustości. Jest lekki, ale nie lejący, szybko się wchłania i bardzo ładnie pachnie czymś co przypomina mi kosmetyczną wersję migdałów.

Polecam dla wszystkich!

Ocena: 6 / 5


5. Soraya- Vitamin- oczyszczający żel do mycia twarzy do cery tłustej i mieszanej

Żel do mycia twarzy, który chyba jest już niedostępy w sprzedaży, bo nigdzie go już nie widziałam. Zwykły. Niczym się nie wyróżnia. Nie redukuje wyprysków, zaskórników. Nie nawilża i nie matuje. Ot normalny oczyszczający  (nie głęboko) zielonkawy żel o przyjemnym zapachu przypominającym kosmetyczna wersję zielonej herbaty. Dobrze sie pieni tylko nie czułam po nim żadnego nawilżenia aczkolwiek nie wysusza też skóry na wiór. Skończyłam i nie kupiłabym nawet gdybym mogła.

Ocena: 3 / 5

6. Be Beauty - micelarny żel do nawilżający do mycia i demakijażu

Swego czasu był istny szał na ten żel i dziewczyny bardzo go chwaliły. Dlatego postanowiłam sprawdzić jak to z nim jest, choć trochę to potrwało, bo przez dłuższy czas nie mogłam na niego trafić albo nie bylo okazji by wybrać się do Polski. Obecnie nie wiem, czy jeszcze jest dostępny w Biedronce, ale jeśli nie to płakać nie będę, bo nie polubiliśmy się.

To bezbarwny, lekko perfumowany żel, który praktycznie się nie pieni. Jest śliski. Nie bardzo też rozumiem jakim cudem ma on zmywać makijaż, bo u mnie miał z tym wielki problem, a przecież nie maluję się mocno! Nie używałam go do usunięcia makijazu oczu ani ust jedynie do podkładu i z tym poradził sobie poprostu źle. Podkład ( nie długotrwały, nie ciężki i nie mocno kryjacy) najpierw sie rozmazał, a przy powtórym umycu twarzy tym żelem owszem zszedł, ale tylko powierzchownie, bo wacik był potem cały brudny. Na nic mi taka pomoc dlatego stosowałam już ten kosmetyk tylko rano do umycia twarzy i nie czułam po nim żadnego odświeżenia ani nawilżenia. Umyłam twarz i tyle.

Nie podoba mi się ten żel i żałuję, że go wypróbowałam mimo, że cena była bardzo niska.

Ocena: 1 / 5


7. Tołpa-Dermo Face-Sebio- normalizujący żel do mycia twarzy

Przeczytacie o nim TU

Lubiłam go i kupiła drugie opakowanie, które też już wykończyłam. Zdania nie zmieniam. To dobry żel wart zakupu.


8. Forever Living - Forever Bright - żel do mycia zębów z aloe vera bez fluoru

Przeczytacie o niej TU 

To było moje któreś z kolei opakowanie i mam nadzieję, że jak narazie ostatnie, bo lubię zmieniać pasty do zębów, a ta już mi się znudziła. Niemniej jest to bardzo dobry produkt wart poznania i w dodatku niesamowicie wydajny.Sprawdźcie szczególnie jeśli tak jak ja nie lubicie past z fluorem.

9. Bio Cosmetic Sweden- Online- szampon i żel pod prysznic 2w1 o zapachu czekolady dla dzieci

Ten żel znalazłam na półce w markecie i mój starszy synek od razu chciał je mieć,a że sama byłam ciekawa co to takiego,więc wersja czekoladowa powędrowała do koszyka. Do wyboru jest jeszcze żel o zapachu : gumy balonowej, lodów, mleczka kokosowego i chyba koktajlu.Wszystkie zamnięte w nieco tandetnym opakowaniu z buźką zwierzaka.

Sam żel jest dla mnie bardziej emulsją o perłowym kolorze i bardzo intensywnym zapachu kokosowej czekolady. Jest w tym nutka chemii, ale nie gryzącej, nic tu nie odrzuca jednak nie jest to oczywiście całkowicie naturalna woń czekolady. Dobrze się pieni i co dla mnie było niezmiernie ważne nie uczula i nie przesusza dziecięcej skóry. Czekoladowy aromat był wyczuwalny na skórze chociaż najbardziej w trakcie mycia. Nie testowałam go w roli szamponu.

Nie podoba mi się skład, bo jednak to produkt dla dzieci, ale na szybkie mycie pod prysznicem dla ładnego zapachu mogę raz na jakiś czas kupić opakowanie tego żelu. Jednak apeluję do producenta, aby postarał się dodać naturalne ekstrakty i to na wysokich pozycjach.

Ocena: 3 + / 5


10. Colgate- Max White One - Optic-  wybielajaca pasta do zębów

Nie toleruję drogeryjnych past do zębów, no chyba, że są naturalne i bez fluoru. Wybielania mi nie trzeba, bo moje zęby są naturalnie białe, ale w LivBoxie znalazłam tę miniaturę i postanowiłam ją zużyć na spółkę z mężem, bo pomyślałam, że krzywda mi się nie stanie. Rzeczywiście nie było tak źle jednak i tak nie zmieniłam zdania do Colgate i wszystkich innych past tego typu.

Pasta ma sinoniebieski kolor z zatopionymi ciemnoniebieskimi kuleczkami. Pieni się tak jak inne pasty Colgate, czyli mocno. Jej miętowy smak nie jest ani za mocny ani zbyt łagodny-mnie pasował. Wybielenia oczywiście nie zaobserwowałam, ale chyba nikt nie myśli, że mogło być? Takie pasty tylko usuwają przebarwienia po kawie, winie itp i dzięki temu zęby wydają się bielsze.Ja kawy nie piję, nie palę, wina też nie tylko jestem ogromną fanką herbaty, ale czarną pijam tylko do śniadania w czasie dnia delektuję się naturalnymi owocowymi lub ziołowymi. Mój mąż także nie zabserwował żadnej zmiany w odcieni zębów, ale myślę, że trzeba by na to więcej niż jednej malutkiej tubki 19ml.

Tak czy inaczej myślę, że sama pasta jest warta polecenia dla tych z Was, które lubią Colgate i pasty wybielające. Nie rozczarujecie się.

Ocena: 4/5


Znacie jakiś kosmetyk z mojego denka?