środa, 18 maja 2016

Katy Perry- Spring Reign




Przy okazji recenzji na temat innych zapachów panny Perry wspominałam, że nie darzę tej wokalistki sympatią, bo wieje mi od niej tandetą, a jej wokalne umiejętności oraz niby chwytliwe, ale ciężkostrawne pioseneczki sprawiają, że mam ochotę zapytać kto tego słucha. Jednak o gustach ( jakichkolwiek) się nie dyskutuje i nie wszyscy muszą lubić to samo. Podobają mi się jednak dwa jej zapachy, a mianowicie Purr i Meow (których używam jedynie na spacery i wychodząc z dziećmi na plac zabaw) i mimo, że to nie żadne wielkie hity perfumiarskie, a poprostu przyjemne ´´psikadła´´ to żałuję, że Katy nie chce iść w innym kierunku i nie zaserwuje nam czegoś bardziej dojrzalszego tylko jej zapachy są wciąż bardzo słodkie i infantylne. Patrząc jednak na nią nie spodziewam się jakiejkolwiek ewolucji w żadnym kierunku.

Spring Reign to ponoć limitka, a u mnie można ją spotkać w praktycznie każdym większym markecie za cenę 30 € za 30ml.Myślę, że to za dużo. Ten różowy kartonik tak mi się narzucał na każdych zakupach, że w końcu postanowiłam przetestować co kryje się w środku tego równie różowiutkiego flakonika znanego z serii Killer Queen. Skład mówił mi, że będzie to coś mocno kwiatowego, wiosennego i miałam nadzieję,że tym razem zrezygnowano tu z mdlącej słodyczy. Tak też w sumie jest.







Mamy tu bukiet frezji i gardenii i jakieś owoce, których ponoć w składzie nie ma być, ale ja wyraźnie wyczuwam jakąś bliżej nieokreśloną owocowość. Róży, drzewnych nut czy benzoesu nie ma tu za grosz zresztą te kwiaty też są jakieś takie nijakie, bezpłciowe i nie pachną tak naturalnie jak powinny. Mimo, że wybitnej sztuczności tu nie ma to jednak czuć, że Spring Reign ukręcono ze składników niezbyt wysokiej jakości, ale w sumie nie powinno mnie to dziwić. Jednocześnie wyraźnie wyczuwam tu echa Killer Queen i Queen Oh So Sheer. Nie potrafię tego dokładnie określić, ale pewnie kojarzycie tę charakterystyczną avonową nutę w perfumach Avon z powodu której lwia część jej pachnideł pachnie bardzo charakterystycznie i od razu wiadomo z jaką marką mamy do czynienia. W Spring Reign jest coś podobnego co od razu sprawiło, że nie można się nie zorientować, że to nie zapach pochodzący z linii Killer Queen. Nie ma tu wyraźnej cukierkowej słodyczy, która potwornie drażni mnie w klasyku i to niby dobrze tyle, że jest potwornie bezpiecznie i poprostu nudno!

Kompletnie nic się tu nie dzieje, zapach słabo ewoluuje i od początku do końca jest taki sam, czyli ciut kwiatków, w tle tajemnicze owoce i ta znana już nutka całej serii. To kompozycja powielająca udeptany schemat typowych zapachów z kategorii kwiatowo-owocowej i znaczy to, że jest prosto i łagodnie w sam raz do noszenia na codzień na wyskok po bułki do piekarni ewentualnie na spacer z psem i to krótki, bo i krótka jest żywotność tej kompozycji. Ot  po pół godzinie już go na sobie nie czułam.

Dla kogo zaten jest Spring Reign? Napewno dla zdeklarowanych fanek Katy, które mają wszystkie poprzednie zapachy na półce. Myślę, że byłby to też dobry prezent dla młodszej siostry i dla tych, którzy chcą pachnieć wiosną i latem czymś nieskomplikowanym, lekkim i kwiatowym co spodoba się ogółowi. Tylko, że na rynku jest tak wiele pięknych zapachów, że warto poszukać czegoś lepszego.

Nuty zapachowe: 

nuty głowy: różowa frezja, fiołek, kwiat porzeczki

nuty serca: róża majowa, gardenia, dzięgiel

nuty bazy: benzoina, kaszmeran, cedr



Ocena: 2 /5

Cena:100ml / ok. 80zł

Dostępność: perfumerie online


A jak Wam podoba się Spring Reign?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz