środa, 29 czerwca 2016

Rimmel- Super Gel Kate nr 041 Darling Dahlia








Żelowa seria lakierów, której kolory wybrała Kate Moss. Mam kilka kolorów i szczerze mówiąc zanim wypróbowałam Darling Dhalia nie wiedziałam czego się spodziewać, bo mam mieszane uczucia do tanich żelowych lakierów. Póki co najbardziej podoba mi się ten odcień a reszta mogłaby być lepsza.

Opakowanie: standardkowa dla lakierów tej marki 12ml buteleczka z aplikatorem w postaci spłaszczonego, wygodnego pędzelka.

Kolor: nr 041 Darling Dhalia to niby czerwień, mocna, żywa, ale wydaje mi się, że jest w niej kropla różu.Chyba  najlepszym określeniem będzie malinowa czerwień i sama się sobie dziwię, że ten odcień mi się spodobał, bo zwykle od takich uciekam. Nie ma w nim żadnych drobinek.

Zapach i Konsystencja: o zapachu chyba nie muszę wspominać:) Jest lakierowy. Natomiast konsystencja jak dla mnie jest trochę zbyt rzadka, lakier trochę rozlewa się po płytce paznokci w trakcie malowania i trzeba to robić uważnie, nie nakładać zbyt dużo. Dwie warstwy są koniecznie i tak też radzi producent, ale nawet po pierwszej nie ma smug, prześwitów, a kolor jest tak samo intensywny jak w opakowaniu. Schnie jak inne lakiery tej marki, czyli szybko.

Działanie: do wykończenia tego lakieru powinno się użyć top coatu z tej samej serii aczkolwiek ja go nie posiadam i posłużyłam się żelowym odpowiednikiem z IsaDory i nie wiem czy ten duet się nie polubił czy Super Gel sam w sobie ma tak słabą trwałość, ale uśmiałam się z obiecanych 14 dn, bo u mnie już po 2 było widać wyraźnie odpryski i nie było mowy o wyjściu ´´do ludzi´´ z takim manicurem. Zdaję sobie jednak sprawę, że może to być winą użycia innego top coatu niż zalecił producent, choć szczerze mówiąc wątpię w to, bo te wszystkie drogeryjne żelowe bazy i coaty działają tak samo.

Lakier rzeczywiście nadaje żelkowe, mocno połyskujące wykończenie, a w parze z tym interesującym kolorem wygląda to świetnie. Szkoda tylko, że zmywanie okazało się testem na cierpliwość. Kosmetyk straszliwie marze się w trakcie usuwania i pobrudził mi całe palce! Już dawno nie zdażył mi się taki bałagan przy zmywaniu lakieru, no i do tego by jakoś doprowadzić to wszystko do porządku potrzebne były 4 waciki. Nie brzmi to zbyt dobrze.


Gdyby nie słaba trawałość i uciążliwe zmywanie to byłby to dobry lakier, bo przecież rimmelowe lakiery są bardzo dobre. Ten zasługuje na dostateczny i nic więcej. Polecam, ale tylko dla koloru i lepiej weźcie od razu top coat z tej samej serii tak dla pewności.

Ocena : 3 / 5

Cena: 12ml / ok. 16zł ( w Finlandii ok 5-7€)

Dostępność: w szafach Rimmel


Miałyście lakier z serii Super Gel?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

L´Erbolario-Ambraliquida





Z racji tego, że kilka dni temu posłałam w świat ten flakonik to wypada, aby podzielić się swoimi wrażeniami na temat tego co kryje się w środku. Sama nazwa od razu mówi, że jest to zapach ambrowy i tak w istocie jest. Na chłodne pory roku w parze z ulubionym szalikiem. Jednak z ulgą pozbyłam się go, bo jednak nie jest to co do końca mi odpowiada.

Zapach jest jesienny, nostalgiczny. Tytułowa ambra jest, ale nie sama, bo nie jest to jednoskładnikowiec. Ambra przeplata się z lepką drzewną żywicą. Paczula z cedrem nie wnoszą zbyt wiele aczkolwiek ta pierwsza zaznacza swą obecność dość wyraźnie. Są tu tez dodane przyprawy, ale szczerze mówiąc nie potrafię ich określić, są ze sobą doskonale zmieszane.Miodu nie ma ani żadnej słodyczy. Jest natomiast wytrawna wanilia i ma ona taki sam charakter jakbyśmy do ciasta dodali zbyt dużo prawdziwego cukru waniliowego, aż czuję tę gorycz w ustach i lekkie pieczenie w gardle! Nuty przeplatają się tworząc wyjątkowo ciekawy, intensywny aromat, który jest doskonale wyczuwalny przez praktycznie cały dzień.

Nie mogłam się jednak do niego przekonać. Doceniam szczególnie, że na półkach w perfumeriach nie ma zbyt wiele takich kompozycji (  z niszy porównałabym go do Ambry Artisana to podobne klimaty) szkoda tylko, że nosiłam je dość rzadko, za rzadko, aby pozwolić im kurzyć się w szafie.

Warto poznać szczególnie jeśli szukacie czegoś otulającego na zimne, deszczowe dni i przede wszystkim jeśli lubicie ambrę w towarzystwie wytrawnych nut.



Nuty zapachowe :

nuty głowy: bergamotka, róża, geranium, wanilia Bourbon

nuty serca : drzewo gwajakowe, cedr, paczula, drzewo sandałowe

nuty bazy: benzoina, styraks, wanilia Bourbon 


Ocena: 4 / 5

Cena: 50ml / ok. 20€

Dostępność: głównie na aukcjach


Testowałyście ten zapach?

środa, 22 czerwca 2016

Daiso - Sleeping Pack - kolagenowa maseczka do twarzy na noc








Rzecz wyszperana na Ebayu. Prosto z Korei, bo ja uwielbiam azjatyckie kosmetyki, a tam takie maski na noc są normalnym rytuałem, więc dlaczego nie brać przykładu z Koreanek wszak mają nieskazitelne cery!

Opakowanie: estetyczna tuba o poj. 100g

Zapach i Konsystencja : bezbarwny , dość zwarty żel, który właściwie nie ma zapachu.






Działanie: maskę nakładamy na umytą, osuszoną twarz i idziemy spać. Nie ma żadnej klejącej warstwy na skórze, bo maska wchłania się niemal natychmiast ( no chyba, że przesadzimy z ilością) i pozostawia lekkie uczucie odświeżenia, chłodzenia oczywiście nie mam tu na myśli mentolu, alkoholu ani tym podobnych niepotrzebnych dodatków. Po chwili cera rzeczywiście jest gładsza i nawilżona i rano ( maski nie zmywamy) ten stan się nie zmienia aczkolwiek liczyłam na efekt WOW, że twarz będzie pozbawiona śladów zmęczenia ( ehh to wstawanie skoro świt), rozświetlona i ogólnie będzie widać duże zmiany. Niestety nie. Według mnie  maska nie działa bardzo intensywnie,a  przynajmniej nie tak jak niektóre kremy czy sera i może być tylko dodatkiem do nocnej pielęgnacji i nie zastąpi kremu i odżywczego serum.

Będzie też za słaba dla cery suchej, odwodnionej, a lepsza dla normalnej, tłustej i mieszanej tym bardziej, że nie zatyka porów, nie przyczynia się do powstawania żadnych niespodzianek i nie przetłuszcza skóry. Cudów nie ma i spodziewałam się czegoś więcej aniżeli tylko dość dobrego nawilżenia w końcu to maska nocna, więc powinna dawać jakiegoś ´´kopa´´skórze.

Jest dobrze, ale nie bardzo dobrze. Nie sądzę, abym skusiła się na nią ponownie. Polecam jednak wszystkim, którzy poprostu lubią takie wynalazki i potrzebują lekkiego nawilżenia w czasie nocnego wypoczynku. Sprawdźcie same, może będziecie bardziej zadowolone niż ja:)


Ocena : 3  / 5

Cena: 100g / ok 4,50€

Dostępność : Ebay


Znacię tę maseczkę?

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Schwarzkopf- Got2b- 2 Sexy Big Volume-suchy szampon nadający objętości








Trzeci suchy szampon, którego używam ( po Herbinie i Batiste) i już wiem, że one praktycznie niczym się między sobą nie różnią. Ten kupiłam, bo koniecznie potrzebowałam takiego odświeżacza fryzury i w sumie zakupu nie żałuję, ale nie sądzę, że kupię go ponownie, bo nie padam na kolana z wrażenia. Dla mnie jest trochę lepszy niż bezzapachowy Batiste, bo tamten bardzo matowił mi włosy, a ten aż tak tego nie robi jednak nie jest pozbawiony wad. Tak czy siak jeden suchy szampon zawsze się przyda w nagłych wypadkach.


Opakowanie : charakterystyczna dla tej serii różowa butelka 200ml z prawidłowo działającym sprayem.


Zapach i Konsystencja: wiadomo jak wygląda suchy szampon i mimo, iż na opakowaniu widnieje napis Invisible Formula to nie jest to prawda. Na włosach widać biały nalot i trzeba to wyczesać co na szczęście nie jest trudne. Szampon pachnie dość słodko malinami i mnie ten zapach średnio odpowiada, bo jest trochę męczący, ale i tak nie tak intensywny jak lakier z tej serii, który´´ kłócił´´ się z perfumami i sprawiał, że głowa pachniała na kilometr.Tu ten zapach się ulatnia po krótkiej chwili i czuć go w zasadzie jedynie przy rozpylaniu.

Działanie: nie używam żadnego szamponu na świeżo umyte włosy, bo każdy sprawia, że włosy mi się puszą i kolor nie jest taki lśniący. Ten też to robi. Dlatego sięgam po niego kiedy widzę, że włosy nie są jeszcze tłuste, ale też nie super świeże, a czeka mnie niespodziewane wyjście. Ten szampon rzeczywiście dodaje objętości aczkolwiek ja bym to bardziej nazwała puszeniem, włosy latają mi na wszystkie strony ( przy Batiste bezzapachowym było to jeszcze większe), choć generalnie są odświeżone i można tak wyjść do ludzi, ale efekt nie trwa długo i po 2 godzinach fryzura wraca do stanu poprzedniego i ´´siada´´, Najczęściej pryskam tym kosmetykiem grzywkę, bo całe włosy jednak tracą blask, chociaż i tak nie wygląda to gorzej niż po wspomnianym Batiste.

Nie marudzę jednak za bardzo, bo szampon mi się przydaje i przekonałam się, że lepiej mieć taki produkt pod ręką. Mam zamiar wypróbować też jakiś suchy szampon marki salonowej i sprawdzić czy byłby lepszy niż drogeryjne. Póki co myślę, że jeśli  suchy szampon to dla was niezbędny kosmetyk to przetestujcie Got2b. 



Ocena: 3+  / 5

Cena: 200ml / zapłaciłam 8€

Dostępność : kupiony w pobliskim markecie



Znacie ten suchy szampon?

piątek, 17 czerwca 2016

Agent Provocatour - Fatale







Bieliźniarska marka Agent Provocatour wypuściła na rynek wiele zapachów, ale tym najpopularniejszym jest oczywiście piękny, mroczny L´Agent ( czemu ja go ciągle nie mam w kolekcji?!). Inne są albo dobre albo dość dobre,a  Fatale jest no może nie fatalny ;D ale zupełnie nie pojmuję po co został stworzony, bo słodziaków to mamy już na pęczki. Aha przecież teraz taka perfumowa moda, że im bardziej słodko tym niby bardziej sexy ( guzik prawda!).

Tak Fatale jest słodki. Za słodki, za ulepkowaty, za mdły. Mogłaby się pod nim podpisać nawet nie Britney, a Kylie Minogue czy Katy Perry i założę się, że pewnie go używają.Nie wiem dla kogo zmysłowa i pociągająca może być plastikowa orchidea zmieszana z wyrobem czekoladopodobnym ( to napewno prawdziwa czekolada nie jest, a jeśli już to taka z Alpen Gold) , ton waty cukrowej ukręconej na festynie przez wąsatego sprzedawce i wanilia razem. Za dużo tu tego!





Do tego wszystkiego Monica Cruz wyginająca się na łańcuchu w bieliźnie nijak mi tu nie pasuje tzn gdyby dać ją do innego zapachu tej marki to tak, ale nie dla takiego zasładzacza jak Fatale. Na ciepłe dni dla mnie odpada, bo z tej słodyczy można zwariować jednak i w zimne dni mnie to skutecznie drażniło i nie mogłam się opędzić od myśli, żeby tylko wrócić do domu i to z siebie zmyć.

Trwałość akurat jest przeciętna, bo 5 godz wytrzymuje, ale dla mnie to i ta było o wiele za długo. W´´ rodzince´´ Fatale mamy też Fatale Pink oraz Fatale Intense, który wyjątkowo mi odpowiada i jest zupełnie inny niż ´´starsi ´´bracia. Mam zamiar go sobie sprawić. Tymczasem tę kompozycję polecam  tylko i wyłącznie miłośniczkom mega gourmandowców, waniliowców i maniaczek przesadnej słodkości. Jeśli tego szukacie w perfumach to się nie zawiedziecie.

Agencie nie idź tą drogą i nie wypuszczaj już takich zapachów, proszę!


Nuty zapachowe:

nuty głowy: różowy pieprz, czarna porzeczka, mango

nuty serca: gardenia, korzeń irysa, paczula

nuty bazy: piżmo, waniliowa orchidea, czekolada, labdanum


Ocena : 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 130zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne



A jak Wam podoba się Fatale?

środa, 15 czerwca 2016

L´oreal-Sublime Mousse nr 660 Cherry Bikini







Moim naturalnym kolorem jest średni miodowy blond, który nosiłam jeszcze do zeszłych wakacji, ale stwierdziłam, że naprawdę źle się w nim już czuję i wyglądam jakoś tak´´ blado´´. Postanowiłam powrócić do wiśniowej czerwieni, którą z dumą nosiłam w czasach nastoletnich i później, więc wybrałam się do mojej ulubionej fryzjerki w Polsce, która wyczarowała mi wprost olśniewający kolor. Po ok.3 miesiącach ( tak długo się utrzymywał przy myciu 2 razy dziennie) widac już było odrost, a że wtedy wciąż byłam na etapie poszukiwania tu dobrego fryzjera ( to naprawdę nie jest takie proste, bo większość tutejszych fryzjerów albo boi się w ogóle robić cokolwiek z długimi włosami albo robi to źle) to postanowiłam rozejrzeć się za dobrą, trwałą farbą w takim samym lub podobnym odcieniu. Warunek był jeden : musi być w piance, bo ja kompletnie nie radzę sobie z nakładaniem zwykłej farby w domu.

Jedyną farbą w piance jaką tu znalazłam była znana mi wcześniej ( miałam krótki epizod z ciemnym brązem, ale to odcień nie dla mnie) Sublime Mousse w kolorze Cherry Bikini, który z tego co wiem nie jest dostępny w Polsce, a i tu widuję go jedynie w 2 hipermarketach i zawsze biorę dwa opakowania na zapas, bo farba jest świetna! Obecnie mam już tu swój salon, który wypróbowałam i będę chodzić na farbowanie kiedy końcówki i grzywka będą prosić o podcięcie, ale jeśli nie będzie takiej potrzeby to będę stosować Sublime Mousse. Dla mnie to farba idealna.

Opakowanie:  w kartoniku mamy buteleczkę z pompką do której przelewamy zawartość mniejszej butelki oznaczonej nr 2, czyli kolor i mieszamy, ale delikatnie, nie powinno się gwałtownie wstrząsać. Dodatkowo para rękawiczek oraz mała buteleczka odżywki 40ml, która mocno odżywia włosy i może je trochę obciążyć dlatego polecam nie przesadzać z ilością i częstotliwością użycia. Ja stosuję ją jako maskę raz w tygodniu i to w zupełności wystarczy.

Kolor : Cherry Bikini to intensywna wiśniowa czerwień. Dla mnie idealna w dodatku bardzo mi pasuje i wiele osób mówi mi, że w takim kolorze wyglądam obłędnie. Zgadzam się z tym :) Dodatkowo ten odcień nie wygląda sztucznie jak peruka jednak nie zalecam farbowania nim jeśli macie blond lub bardzo jasny kolor, bo nie będzie to wyglądało ładnie. Ja używam go już na włosy farbowane na praktycznie identyczny kolor.






Zapach i Konstysystencja: czytałam, że wiele dziewczyn twierdzi, że pianki Sublime Mousse nie śmierdzą, a wręcz mają przyjemny zapach. No nie wiem, może polskie wersje tak mają, ale moja ma typowy aromat farby do włosów, chociaż nie wali on prosto w nos i można to wytrzymać. Farba jest w postaci bardzo puszystej pianki, którą nakłada się wygodnie nawet przy długich włosach, ale jednak warto poprosić kogoś o pomoc. Mnie pomagał mąż, bo inaczej miałabym problem z równomiernym nałożeniem szczególnie z tyłu głowy.

Działanie : Po bardzo, bardzo dokładnym nałożeniu na nieumyte, suche włosy farbę zostawiłam na pół godziny ( naprawdę nie ma potrzeby i nie powinno się wydłużać tego czasu!) po czym zmyłam aż woda przestała być czerwona. Następnie wmasowałam dołączony balsam , spłukałam po 2 minutach i wysuszyłam. Efekt? Cudowny, wyjątkowo lśniący intensywny kolor wiśniowej czerwieni, który dodatkowo pięknie odbijał światło. Nie mogłam się napatrzeć na swoje włosy! W dotyku również były miękkie,w ogóle nie przesuszone i co najważniejsze : nie wypadały, a spotkałam się z opiniami, że te farby to powodują. Oczywiście jest to kwestia indywidualna, ale u mnie zdecydowanie taki negatywne działanie nie wystąpiło. Włosy mają się bardzo dobrze.

Odrost zaczął pojawiać się po ok. 2 miesiącach i wtedy był już dość widoczny. Tego się spodziewalam i w ogóle nie uważam, że to wada, bo tak to jest z tego typu kolorami, że nie trzymają się za długo nawet przy wspomaganiu tonerami, specjalnymi szamponami i podobnymi cudami.Jednak kolor do końca był intensywny i nie wyblakł.

Dla mnie to najlepsza farba dostępna w sklepach i będę ją kupować tak długo jak będzie dostępna. Jestem szczęśliwa, że trafiłam na ten produkt, choć z farbowania w salonie nie zamierzam rezygnować. Polecam z pełnym przekonaniem jeśli lubicie takie kolory i chcecie poeksperymentować, a dodatkowo tak jak ja nie macie wprawy i nie lubicie nakładać tradycyjnej farby w domu.

Ocena : 6 / 5

Cena: w Finlandii ta farba kosztuje ok. 12€

Dostępność : Cherry Bikini jest u mnie dostępny tylko w dwóch sklepach, a inne odcienie łatwiej dostać


Używałyście farb Sublime Mousse?

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Ingrid Cosmetics-No limits Color-błyszczyk





Ten błyszczyk znalazłam w małej osiedlowej drogerii w której często bywałam w trakcie spacerów w czasie pobytu w Polsce w zeszłym roku. Akurat krótko przed Bożym Narodzeniem wystawiono tam kilka nowych produktów w tym malutki stojak z tymi błyszczykami. Marka niewiele mi mówiła, a kolory były bardzo do siebie zbliżone ( dwie czerwienie, brudny róż i podobny do niego oraz nudziak i jasny brąz) i co zdziwiło mnie i panią sprzedająca, że były nieponumerowane. Jednocześnie zapewniono mnie, że ciemniejsze barwy to bardziej szminka w płynie. Zdecydowałam się na intensywną czerwień i na brudny róż, który pokażę innym razem. Czy jestem zadowolona? Po części tak,ale nie kupiłabym ponownie.




Opakowanie :  zwykła buteleczka o poj. 10ml. Aplikator to gąbeczka,którą dobrze się maluje

Zapach i Konsystencja : lekka, nieklejąca o delikatnym aromacie gumy balonowej. Kosmetyk ma w sobie mikroskopijne złotawe drobinki, ale widać je jedynie w świetle i w dodatku trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć.


Kolor : w opakowaniu i na dłoni to mocna czerwień i to może zmylić, bowiem na ustach tylko przez chwilę taka jest po czym robi się delikatniejsza co zresztą widzicie na fotce poniżej. Jeśli nie lubicie mocnych barw nie macie się czego obawiać. To kolor głównie na dzień do pracy,szkoły itp.







Działanie: moim zdaniem to nie całkiem szminka w płynie i też nie do końca błyszczyk, bo ma właśnie konsystencję pomadki w płynie i przez to w ogóle się nie klei co jest niewątpliwie ogromnym plusem. Usta są wygładzone i nawilżone co czuć nawet kiedy kosmetyk zniknie co sprawia, że nie ma potrzeby nakładać pod spód żadnego balsamu. To zalety.

Wadą jest rozmazywanie, bo kiedy zawieje wiatr i moje długie włosy dotkną ust to kilka razy zdażyło mi się mieć czerwony ślad na policzku co jak łatwo się domyślić uroku napewno nie dodaje :/ Na dokładkę kosmetyk nie jest zbyt trwały. Nie wytrzymuje posiłku, a po piciu też musimy go poprawić. Bez tego trzyma się nie więcej niż godzinę, może półtorej. to słaby wynik. Schodzi też w niezbyt fajny sposób, bo najpierw kolor blaknie, a następnie błyszczyk się ´´zjada´´ ze środka ust.

Generalnie za tę cenę to całkiem dobry produkt , którego używam na spacery, szybkie wyjście na zakupy. Na większe okazje nie sięgęłabym po niego. Można przetestować szczególnie jeśli lubicie błyszczyki dające kolor i chcecie czegoś co nie będzie się kleić. Ja się nie zachwycam.

Ocena : 3+ / 5

Cena: 10ml / zapłaciłam niecałe 8 zł

Dostępność : małe drogerie


Znacie kosmetyki Ingrid? Testowałyście ten błyszczyk?


piątek, 10 czerwca 2016

Nina Ricci - Ricci Ricci







Zawartość tego kokardkowego flakonika ( który w ogóle mi się nie podoba) poznałam w czasie ostatniej ciąży, czyli troszeczkę ponad rok temu. Z miejsca mnie odrzuciło.Było słodko do przesady, ulepnie i ilekrość poczułam Ricci Ricci wzmagały się moje ciążowe mdłości. Zresztą ja wtedy miałam ogólną awersję do wszystkiego co słodkie i nie mogłam ścierpieć nawet widoku czekolady. Po ciąży zupełnie o tym zapachu zapomniałam i w zasadzie chyba nawet bałam się ponownie po niego sięgnąć, bo o ile lubię od czasu do czasu zapodać sobie jakiegoś gourmandowca to nie może on być tzw. oblepiaczem zębów, choć wyłamują się z tego tylko zapachy Britney i kilka innych. Generalnie jednak nie może być sztucznie.

Wracając jednak do Ricci Ricci, no właśnie wracając, bo powróciłam do nich  niedawno i od razu okazało sie, że to ciążowe hormony wmówiły mi tę nadmierną słodkość, bo nawet, gdy sugerować się tylko spisem nut to nic ze słodkości tu nie ma. Dla mnie ta kompozycja jest jednak kwaśno- słodka . Wstęp to dużo cytrynowego soku i ogólnie cytryny ( mimo,że powinna być bergamotka) oraz kwaśny, chrupiący rabarbar, a że go nie lubię to i tu mi nie odpowiada. Dalej być może są jakieś kwiaty, choć ciężko mi je uchwycić, tak samo z paczulą. Niemrawy sandałowiec błąka się w bazie i to w sumie tyle. W dodatku całość w ogóle się nie rozwija i od razu jest na mnie bliskoskórna i beznadziejnie nietrwała ( 3 godz!) i koniec.









Patrzę na plakat i reklamę z Jessicą Stam i zastanawiam sie o co chodzi. To prawda, że kompozycja jest dziewczęca ( chyba bardziej nastolatkowa), lekko flirciarska i w zasadzie całkiem przyjemna, gdyby nie fakt, że nie ma w sobie nic oryginalnego co by nie pojawiło się ileś tam razy wcześniej. Śmiało też mogłaby być wydana z podpisem jakieś celebrytki. Jest ładnie, bezpiecznie i myślę, że idealnie na prezent dla kogoś kto lubi pachnieć słodko, ale nie aż za słodko. Szkoda tylko tej trwałości i projekcji :/

Mnie jednak Ricci Ricci nie podoba się i to nie ze względu na oklepany charakter, bo też nie chcę codziennie pachnieć niszą, dymami, skórą itd. Ja poprostu starałam się znaleźć tu coś to by wyróżniało ten zapach, sprawiało, że często bym po niego sięgała i to się nie udało. Łatwy do zapomnienia przyjemniaczek na wiosnę i lato bez dorabiania mu etykietki uwodzicielskiego eliksiru dla niegrzecznych kocic.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: rabarbar, bergamotka, 

nuty serca : bieluń, tuberoza, róża

nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula


Ocena: 3 / 5

Cena: 80ml / ok. 200zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jakie Wy macie zdanie o tej kompozycji?

środa, 8 czerwca 2016

Czerwcowy Livbox 2016



Po niezbyt udanym majowym Livboxie z niecierpliwością czekałam na kolejny i obawiałam się co też znajdzie się w środku. Dziś dostałam go w swoje ręce, otworzyłam i odetchnęłam z ulgą. Jest dobrze! Jestem szczególnie ciekawa tych kosmetyków do włosów Dove, bo ostatni raz używałam ich dobre 10 lat temu jeszcze w starych opakowaniach i wtedy bardzo chwaliłam, a kiedy po raz pierwszy design się zmienił to to już nie było to. Tuszu Essence trochę się obawiam, bo nie mam najlepszego zdania o maskarach tej marki, no i zobaczymy jak to będzie z samoopalaczem. Póki co jestem zadowolona:)






1. Vaseline- Intensive Care - Aloe Soothe- aloesowy balsam w sprayu

2. ACO- Sun Kissed-samoopalacz do twarzy do wszystkich typów cery

3. Batiste-Floral&Fruity Blush- suchy szampon

4. Dove- Regenerate Nourishment- szampon do włosów zniszczonych i ´´po przejściach´´

5. Dove - Regenerate Nourishment- odżywka do włosów zniszczonych i´´ po przejściach ´´

6. Essence- For-Bidden Volume Mascara- tusz pogrubiający

7. Eat Natural - owocowo- orzechowy  baton z migdałami i morelami polany jogurtem


Jak Wam się podoba ta paczka?

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Miss Sporty - Funtasy Holographic Effekt nr 030 Electric Pink





Trzeci z lakierów Funtasy, które miałam ( poprzednie kolory to srebrny TU i niebieski TU   ) i Electric Pink dla mnie jest tym najgorszym właśnie ze względu na swój odcień. Nie wiem czy te lakiery są jeszcze w sprzedaży ( rok temu były) , ale jeśli lubicie drobinki, efekt choinki to jest to lakier dla Was. W przeciwnym wypadku odpuście sobie.


Opakowanie : kulista buteleczka charakterystyczna dla lakierów Miss Sporty. W środku mamy pędzlek równiez typowy dla MS, czyli dość długi i nie płaski.

Kolor : nigdy w życiu nie wybrałabym takie odcienia sama. Dla mnie jest poprostu brzydki. Cukierkowy, dziewczęcy róż z milionami drobinek ( głównie srebrnych) mieni sie niczym bombka z bożonarodzeniowego drzewka. Zmyłam go po jednym dniu, bo źle się czuję w takich kolorach.

Konsystencja: nie ma zastrzeżeń, ani zbyt gęsta ani za wodnita, choć niestety lakier robi prześwity i trzeba nałożyć 3 warstwy do pełnego efektu. Schnie szybko dlatego można go nakładać na godzinę przed imprezą.

Działanie: lakier nadaje dyskotekowe wykończenie, które w tym różu wydaje mi się tandetne. Drobinki nie dają uczucia szorstkości mimo, że jest ich tu sporo i szkoda, że w palecie nie ma koloru czarnego, bo zdecydowanie lepiej by się prezentował z tymi świecidełkami.

Trwałość: nie dałam rady nosić tego lakieru, bo ten kolor kompletnie do mnie nie pasuje, że zmyłam go po niedługim czasie  i z tym nie było problemu, choć drobinki trzymały się paznokci nawet, gdy kolor już zszedł i trzeba było mocno potrzeć, aby zeszły.

Generalnie jestem na nie. Cała seria Funtasy mnie nie przekonuje z powodu nieprzemyślanej palety barw.

Ocena: 2 / 5

Cena:7ml / ok. 9zł

Dostępność: w szafach MS


Miałyście lakiery z serii Funtasy?


piątek, 3 czerwca 2016

Avon - Luck for her






Nie będę ukrywać, że czuję niechęć do zapachów marki Avon. Nie podoba mi się ani jeden. Wszystkie są dla mnie podobne, oklepane i zbyt charakterystyczne, a w dodatku nie grzeszą trwałością. Sama nigdy nie kupiłam ani jednego flakonika avonowych pachnideł i uważam, że nie ma czego żałować. Dziś znów pomarudzę, więc jeśli nie chcecie czytać negatywnej recenzji to możecie pominąć ten post:) Dodaję jednak, że nie jestem uprzedzona do Avonu i nie hejtuję tego zapachu z czystej złośliwości czy/i  pogardy. Poprostu nie znajduję w nim nic co by mi odpowiadało.


Patrząc na flakonik od razu przyszło mi do głowy, że twórcy inspirowali sie Miss Dior Cherie, a szkoda, bo może warto by było wymyślić coś samemu, od podstaw? Nie mogę się jednak czepiać za bardzo, bo flakonik Luck for her nie jest wierną kopię MDC i przecież nie tylko on ma kokardkę. Nie miałam go w dłoniach, więc nie wiem jak wygląda na żywo, ale generalnie i tak nie jest w moim guście.

Skład obrazował, że mam się szykować na coś kwiatowo-owocowo-sandałowego i dziwi mnie przyporządkowanie tej kompozycji do kwiatowego orientu. Jeśli już to jest to bardzo delikatny orient idący w wyraźną słodką stronę i to najbardziej mi tu nie pasuje. Czy są cytrusy? Nie ma. Kwiaty? Nic z tego. Zapach od pierwszej chwili aż do samego końca powala mnie tonami leśnych jagód ( całą mieszanka), które ktoś zblendował na papkę,  a potem posłodził i to lekka ręką. Tej cukrowej słodyczy jest za dużo mimo, że niby nie powinno tego być. To taki prawie dżem z owoców jagodowych i mimo, że normalnie to by mi to nawet odpowiadało, ale właśnie ta mdląca ulepkowatość jest irytująca. Za słodko tu, zdecydowanie za słodko! Inne nuty są niewyczuwalne dla mnie, a to wielka szkoda, bo naprawdę potrzebne jest tu coś co złagodzi tę wkurzająca cukierkowość przecierowych owoców z cukrem. Mimo, że lubię słodkawe kompozycje to w Luck czułam się bardzo źle. Denerwował mnie, miałam wrażenie ´´oblepienia´´, a w ciepłe dni ( powyżej 20st) już było tego za dużo i myślałam tylko o tym, aby iść to coś z siebie zmyć. Myślę, że to zapach raczej na wieczór, no chyba, że ktoś lubi słodziaki o każdej porze dnia i nocy i każdą porą roku. Tylko, że takich fajnych słodziaków jest na rynku dużo ( np. cudny Gold Sugar) i dlatego Luck możemy śmiało pominąć.





Nie ma w tej kompozycji nic nadzywczajnego. Takie słodkie owocki są już wszędzie i łatwo coś podobnego znaleźć zarówno w markecie na niskiej półce jak i w sieciowych perfumeriach. Jednocześnie Luck jest tak prosty w odbiorze i w dodatku wytrzymuje te 3godz., więc mógłby sprawdzić się na nieformalne okazje dla fanek avonowych zapachów. Tylko dla nich. Cieszę się, że mogłam sprawdzić co się kryje w tej kokardkowej butelczynie, bo przekonałam się, że Avon dalej kroczy tą samą ścieżką perfumowego ( i kosmetycznego) banału. Czekam na dzień, kiedy ta firma wypuści pachnidło na  wysokim poziomie. Obawiam się, że się nie doczekam.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, czerwone jagody, mandarynka

nuty serca: Kwiat Kwitnący Nocą ( Cereus), białe kwiaty

nuty bazy: drzewo sandałowe


Ocena: 2 - / 5


Cena: 50ml / zależnie od promocji

Dostępność : online oraz u konsultantek


A jak Wam podoba się Luck for her?

środa, 1 czerwca 2016

Zużycia miesiąca - maj 2016



Koniec miesiąca i znów denko, choć tym razem niezbyt duże, ale i tak cieszy i chciałabym, żeby więcej kosmetyków do włosów i kolorówki znalazło się w kolejnych zużyciach.





1. Yves Rocher - Apple Star Anise- odświeżający żel pod prysznic o zapachu jabłka i anyżku

Jabłko i anyż? Nigdy dotąd nie spotkałam takiego połączenia w kosmetykach, więc od razu kliknełam ten żel do koszyka tym bardziej, że lubię te wielkie ( i niestety nieporęczne) żele, które obowiązkowo powinny mieć pompkę, a nie, że trzeba ją dokupywać!). Jednak się rozczarowałam. Zapachowo. Tu nie ma ani krzty anyżu, w ogóle go nie czuć. Jest tylko delikatne jabłuszko jak w jabłkowych szamponach litrowych za 2zł, czyli niby fajnie,ale nie do końca. Jabłko nie jest sztuczne i ten aromat jest nawet całkiem w porządku aczkolwiek liczyłam, że zostanie podkręcone intensywnym anyżkiem i nic z tego. Zwykłe zielone jabłko i nawet żel ma taki kolor. Dobrze się pieni, nie wysusza, nie nawilża i poprostu myje. Aromat prawie nie trzyma się skóry, bo sam w sobie jest lekki i nieinwazyjny. To ponoć limitka i w sumie dobrze, bo nie widzę powodu, by kiedykolwiek kupować ponownie. Fakt, że kupiłam w promocji za 1,90€ 400ml i tylko dlatego nie marudzę. Niemniej to najzwyklejszy w świecie żel zapakowany we wkurzająca butelkę. Tylko dla fanek jabłkowych zapachów.

Ocena: 3 / 5


2. B&S Foods- żel pod prysznic o zapachu gruszki


Potrzebowałam ładnie pachnącego żelu dla dzieci najlepiej w dużej butelce, a że tutejszy asortyment pod tym względem jest naprawdę skąpy to zdecydowałam się na tę litrową butlę z wizerunkiem Toma i Jerry´ego. Tymczasem mam wątpliwości, czy producent w ogóle ten produkt testował, ponieważ osobiście nawet nie odważyłam się umyć nim mojego starszego synka. Powód? Kiedy wylałam żel na dłonie skóra zaczeła mnie piec i swędzieć jak szalona! Tak, mam mega wrażliwe dłonie, ale inne kosmetyki do mycia mnie nie podrażniają,a  tu proszę! I to ma być kosmetyk skierowany dla dziecka?!

Sam żel jest bezbarwny, średnio gęsty i ma okropny zapach chemicznej gruszki, który przypominał mi takie najtańsze oranżady lub jeszcze gorsze chemiczne świństwo, gdzie owszem ta gruszka jest na pierwszym planie, ale nie ma nic wspólnego z naturą. Ostatecznie żel skończył jako... płyn do mycia podłóg i tu już nie było zastrzeżeń:D  Butelka oczywiście miała pompkę, ale urwała się kiedy butelka raz spadła na podłogę.

Dla mnie ten produkt to jakieś nieporozumienie. Absolutnie nie kupujcie i nie bierzcie za darmo!

Ocena: 0 / 5


3. Eveline Cosmetics- bio Hyaluron 4D- kremowy balsam do ciała SOS

Żadne SOS i napewno nie produkt dla skóry bardzi suchej i suchej,a  dla normalnej i niewymagającej na ciepłe pory roku. Sama mam skórę normalną z lekką tendencją do wysuszania szczególnie zimą i ten balsam oceniam jako dość dobry, ale bez rewelacji. Zresztą ja ogólnie nie przepadam za mazidłami Eveline, bo wszystkie są takie same.

Dość gęsty balsam o trudym do określenia zapachu charakterystcznym dla tej firmy rzeczywiście nie jest za tłusty i dość szybko się wchłania tylko, że lubi się mazać w trakcie aplikacji. Nawilża odpowiednio właśnie dla potrzeb NORMALNEJ skóry, więc to nawilżenie napewno nie jest bardzo intensywne. Regeneracji i odżywienia nie zaobserwowałam. Ot zwykły balsam, który producent postanowił zapakować w głupie opakowanie, bo pompka nie potrafi wydobyć kosmetyku do końca i albo musimy butlę przeciąć albo ciągle stawiać ją do ´´góry nogami´´ co w sumie i tak niewiele daje. W dodatku opakowanie jest nieprzezroczyste.

W składzie mamy 5% Urea, kwas haluronowy, bioolejek makadamia, witaminy A, E, F. Są lepsze balsamy do ciała.

Ocena: 3 / 5

4. Bi-Es- Kiku - Happy Cherries- żel do mycia, płyn do kąpieli i szampon dla dzieci 3w1 o zapachu wiśniowym

Bi-Es, czyli marka zajmująca się produkcją perfumowych ´´odpowiedników´´ i przy okazji zamówień z pewnej apteki internetowej zainteresowałam się żelami dla dzieci. Wziełam dwa w tym właśnie ten wiśniowy z wizerunkiem kotki.

Żel jest perłowo-czerwony i ma bardzo przyejmny zapach wiśniowych cukierków. Napewno spodoba się dzieciom! Używałam go tylko jako żel pod prysznic u starszego synka, bo rekomendowany jest dla dzieci od 3 lat. Nie mam zastrzeżeń. Dobrze się pieni i przede wszystkim nie wysusza ani nie podrażnia ( moich dłoni też nie), a synek bardzo lubił  się nim myć. Dokupiłam dwa inne zapachy tych żeli i myślę, że jak najbardziej mogę je polecić nie tylko dla najmłodszych!

Ocena: 5 / 5


5. Eveline Cosmetics-Fresh&Soft-oczyszczający płyn micelarny 3w1

Zielony micel z przeznaczeniem dla skóry tłustej i mieszanej, choć uważam, że dla normalnej też. Uzywałam go najpierw tylko do zmywania makijażu oczu i ust i z tym radził sobie na piątkę. Nie mówię tu o makijażu wodoodpornym, bo takiego nie robię,ale wszelkie tusze, kredki, cienie, linery i mocne pomadki zmywa ekspresowo nie zostawiając żadnej nieprzyjemnej warstwy i nie podrażniając oczu. Później zdecydowałam, że posłuży mi też jako tonik po porannym i wieczornym myciu twarzy i tu też się nie zawiodłam. Usuwa resztki podkładu, odświeża i tonizuje przygotowując na przyjęcie odpowiedniego kremu. Tego wymagam od micela i to otrzymałam. To dobry kosmety, wart polecenia!

Ocena: 5 / 5


6. Ziaja-Ziajka-żel do zębów dla dzieci bez fluoru od 1 ząbka

Czerwony żel dla dzieci o smaku owocowym został polubiony przez moje maluchy, szczególnie starszy dopominał się, żeby umyć mu ząbki ´´pastą z wiewiórką´´:). Żel przeznaczony jest dla dzieci od 2 do 6 lat, ale wiem, że można nim myć ząbki młodszym dzieciom, więc nie ma co się obawiać szczególnie, że zrezygnowano tu z dodatku fluoru.

Żel dość słabo się pieni, ale dla mnie to nie wada, bo piana nie świadczy o skuteczności jak wiemy. W składzie mamy ekstrakt z tymianku i lukrecji oraz d-panthenol i wszystko było by super gdyby nie fatalna konsystencja. Żel wylewa się do zakrętki i brudzi wszystko dookoła tak, że nawet, gdy nie postawimy tubki pionowo nic nie daje, bo przy odkręcaniu cała nakrętka jest wybrudzona.Dużo żelu się marnuje, więc niestety, ale nie kupię go ponownie, aż marka zdecyduje się zmienić konystencję na bardziej gęstą.

Ocena: 4 / 5

7.R.O.C.S- Barberry- remineralizująca pasta do zębów dla dzieci bez fluoru

Pasta o smaku jagód berberysu, więc jest słodko- kwaśna. Nie zawiera fluoru i jest przeznaczona dla dzieci od lat 3 do 7. Ma w składzie ksylitol. Dość dobrze się pieni i mój starszy synek lubił myć nią ząbki. Szkoda tylko, że opakowanie jest malutkie, bo ma tylko 35ml co przy myciu dwa razy dziennie nie wystarcza na długo. Mimo wszystko i tak kupię ponownie, bo poprostu lubię pasty tej firmy.

Ocena: 5 / 5


8. Oleofarm- Olej sezamowy

Co olej sezamowy robi w moim denku? Otóż używam go ( jak i innych naturalnych olei ) do kąpieli mojego młodszego synka, który ma trochę szorstką skórę. Jest on też bardzo ruchliwy i nie lubi, gdy czymś go smaruję, więc wolę zadbać o prawidłowe nawilżenie jego skóry już w trakcie kąpieli. Do wody wlewam kilka kropli oleju, który świetnie nawilża i odżywia. Skóra jest wręcz jedwabista w dotyku i nie ma absolutnie potrzeby czymś jej jeszcze smarować,a  nawet nie powinno się już tego robić. Owszem olej sezamowy ma specyficzny zapach, ale mnie to nie przeszkadza, nie jest też nieprzyjemny. Oprócz tego stosuję ten olej do przygotowania domowego hummusu.

Serdecznie polecam nie tylko w kuchni! Takie oleje są o niebo lepsze w pielęgnacji dzieci aniżeli drogie kosmetyki z niekoniecznie dobrym składem.

Ocena: 6 / 5


9. Nuxe- Contour des Yeux Prodigieux- przeciwzmarszczkowy krem pod oczy

To było moje drugie opakowanie tego kremu i też go dostała. Sama raczej bym nie kupiła, bo nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Możecie o nim poczytać TU 


10. Maybelline- The Mega Plush Volum´ Express Mascara

Przeczytacie o tym produkcie TU 

To nie jest najlepsza maskara jaką miałam. Jest bardzo średnia. Napewno nie zagości u mnie po raz drugi.







Znacie coś z mojego denka?