piątek, 29 lipca 2016

Zużycia miesiąca - lipiec 2016 i przerwa wakacyjna



W tym miesiącu udało mi się zużyć dość dużo produktów, choć głównie z pielęgnacji, ale w sumie to też ma znaczenie :) Będzie też na blogu mała przerwa ( w międzyczasie pokażę Wam jeszcze sierpniowy Livbox, który ma nadejść lada dzień) i kolejny post ukaże się po 20 sierpnia. Trzymajcie się, wypoczywajcie, a jeśli nie jesteście na wakacjach tylko pracujecie to tymbardziej jestem z Wami :*


Oto co zużyłam w tym miesiącu ( wybaczcie za jakość zdjęć, ale zepsuł mi się aparat i radzę sobie jak mogę) :




1. Bio Cosmetic - Online- 2w1 szampon i żel pod prysznic dla dzieci o zapachu lodów

Które dziecko ( i dorosły)  nie lubi lodów? Myślę, że niewiele podniesie rękę.  Mój starszy synek nie jest wyjątkiem i kiedy dojrzał w sklepie ten kosmetyk ( poprzednio miał wersję czekoladową) od razu o niego poprosił. Oczywiście wbrew nazwie marki to NIE jest żaden eko, czy naturalny produkt. Ma skład typowy dla drogeryjnych żeli pod prysznic. Jest rekomendowany dla dzieci od 3 lat.

Konsystencja perłowa, lekko lejąca o zapachu, który nijak nie przypomina mi lodów. Nie jest ani trochę do nich podobny! To aromat owocowy, trochę słodkawy i szczerze mówiąc nic w nim ciekawego. Czuć w nim sztuczność. Pieni się dość dobrze, choć dużej piany nie robi. Dla mnie to nie problem, bo tego nie wymagam. Ważnę jest dla mnie to, że nie podrażnia i nie wysusza skóry mojego dziecka. Nie używałam go jednak do mycia włosków, bo od tego mam dziecięce szampony. Generalnie nic specjalnego i nie sądzę, abym ten żel jeszcze kupiła, a przynajmniej nie w tej wersji zapachowej.

Ocena: 3+ / 5



2. Mixa - Baby- łagodząca woda oczyszczająca bez spłukiwania

To już moje któreś z kolei opakowanie tej wody. Jak dotąd nie narzekam. To doskonały produkt do oczyszczania dziecięcych buziek. Łagodny, nie wysusza. Nie trzeba mi nic więcej.


Ocena: 5 / 5


3. Paul Mitchell - Awapuhi Moisture Mist- nawilżający spray do włosów

Woda. Poprostu woda. Ten kosmetyk nie robi nic, a już napewno nie nawilża włosów. Z trudem go zużyłam, bo to tak jakby psikać wodą z kranu. Strata pieniędzy.


Ocena : 0 / 5


4. Pollena Ostrzeszów - Dzidziuś Junior - Guma Balonowa - hipoalergiczny płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt

Bardzo fajny, delikatny płyn, który stosuję do kapieli młodszego synka. Płyn pachnie delikatnie gumą balonową ( na skórze tego aromatu nie czuć) i co ważne w ogóle nie podrażnia i nie wysusza, a mój maluszek ma trochę bardziej wrażliwszą skórę niż jego starszy brat. Jest jeszcze wersja truskawowa, którą też wypróbuję. Polecam!


Ocena: 5 / 5


5. Rossmann -Liliputz-pianka do kąpieli o zapachu melona

Tę piankę moje starsze dziecko używało tylko do mycią rąk, ale jednak nie było rewelacji. Nie wiem o jakim zapachu melona tu mowa, bo ja go w ogóle nie czuję. Pianka ma dziwny zapach, wcale nie owocowy. Jest puszysta i poprostu myje nie podrażniając skóry. Nie polecam.


Ocena : 1 / 5


6. Iwostin - Purritin-nawilżający żel do mycia twarzy

Moje drugie opakowanie tego żelu. Dostałam jako gratis do zakupów w aptece, bo sama jednak bym nie kupiła mimo, że jeszcze wcześniej tak myślałam. Okazało się, że za słabo oczyszcza. To taki zwykły żel po którym nie ma uczucia ściągnięcia skóry, choć nawilżeniem bym tego nie nazwała.Wcześniej oceniłam go na 5, ale teraz daję 3.


7. Muumi-pianka do kąpieli dla dzieci i niemowląt

Bardzo puszysta, bezzapachowa pianka do mycia, która jak najbardziej nadaje się do mycia najmłodszych. Nie podrażnia, nie wysusza, a poprostu delikatnie oczyszcza.Dobry produkt za niską cenę.


Ocena: 5 /5


8. Bielenda-Cera Sucha-intensywnie nawilżający krem na dzień hipoalergiczny SPF 10

Jako, że nie mam cery suchej to sama nigdy nie kupiłabym tego kremu. Dostałam go. Niestety był on kompletnie nie dla mnie o czym przekonałam się już po pierwszym użyciu, ale jakoś musiałam go zmęczyć. Średnio gęsty, bezzapachowy i dość tłusty sprawiał, że moja skóra wariowała z nadmiaru sebum. Niesamowicie się przetłuszczała i z tego powodu częściej pojawiały się wypryski i zaskórniki. To naprawdę NIE jest produkt dla innej cery niż mocno wysuszonej!

Ja zużyłam jako balsam do ciała. Plus jest taki, że nie ma tu parafiny w składzie ani jej pochodnych, a mamy mocznik, kwas laktobionowy i olej makadamia. Jednak dla mnie ten krem okazał się koszmarem.

Ocena: 2 / 5


9. Bielenda- Azja SPA- ujędrniające mleczko do ciała

Poczytacie o nim TU

Dobry kosmetyk, choć oczywiście nie ujędrnia nic a nic. W dodatku jest strasznie niewydajny. To moje drugie opakowanie i więcej nie będzie.


10. L´oreal-False Lash Wings Mascara 

Poczytacie o nim TU 

Kupiłam drugi raz i w sumie dalej uważam, że to dobry tusz, ale bez rewelacji.


Wyleciały:

- Beckham Signature for her 
- zapasowa flaszka Yves Rocher Voile d´Ambre




Znacie coś z moich ubytków?

środa, 27 lipca 2016

Tigi- Bed Head- Colour Goddess-maska do włosów farbowanych







Szukałam maski do włosów farbowanych w odcieniu wiśni, czerwieni i zaskoczyło mnie to, że takiej praktycznie na rynku nie ma. Są maski dla blondynek, brunetek, ale dla czerwonowłosych już nie. Mam nadzieję, że ktoś się w końcu tym zajmie, bo taki kolor wymaga nieustannej pielęgnacji i odświeżenia, czasem zwykle produkty do włosów farbowanych to za mało. Tak trafiłam na maskę Tigi, choć po fatalnym szamponie Dumb Blond, którego używałam jeszcze nosząc naturalny kolor przyrzekłam sobie, że nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z produktami tej marki. W wypadku maski naczytałam się samych pozytywnych recenzji no i w kilku miejscach była informacja, że to produkt właśnie do czerwonych włosów, choć na opakowaniu nie ma o tym słowa,więc to chyba jakieś nieporozumienie. Tak czy inaczej maska rzeczywiście działa jak należy, choć nie zauważyłam, aby miała jakikolwiek wpływ na kolor.

Opakowanie: płaski, plastkowy słoiczek. Niestety w środku nie ma folii zabezpieczającej. Poj. to 200g

Zapach i Konsystencja: zwarta, gęsta, kremowa maska, która się nie wylewa. Pachnie obłędnie toffi, choć ten zapach moich włosów nie chce się trzymać.





Działanie: maskę używam raz w tygodniu wraz z pielęgnicą i taka częstotliwość w zupełności wystarczy, bo ma ona tendencję do obciążania i niestety moje włosy po niej są płaskie i bez objętości, a po 1,5 dnia już wyraźnie widać, że potrzebują mycia, czyli szybciej niż zazwyczaj. Nie jest  to zbyt fajne i dlatego absolutnie nie polecam jej jeśli nie macie włosów przesuszonych, szorstkich i nie potraficie dodać im objętości. Mam też zastrzeżenia, czy nadaje się ona do w kręconych, bo moje po umyciu pięknie się falują i kręcą, a po tym produkcie już nie, tylko smętnie wiszą. Ja w każdym razie sięgam po nią kiedy wiem, że następnego dnia będę siedzieć w domu.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że TAK maska mocno odżywia i nawilża i to wyraźnie czuć, chociaż sama nie narzekam na ich przesuszenie mimo farbowania,a i moja fryzjerka dziwiła się jak ja to robię, że włosy nie suche nic a nic. Colour Goddess to bardziej taka kremowa terapia dla włosów po przejściach. Niekoniecznie farbowanych, bo jak dotąd nie zaobserwowałam, aby coś tym kolorem robiła, a już napewno dzięki niej nie trzyma się dłużej ( niestety z tym kolorem już tak jest, że nie da się za bardzo go przedłużyć).

Myślę, że nie pożałujecie jeśli zdecydujecie się wypróbować, a na dokładkę aplikację umiła wyjątkowy zapach krówek. Ja jednak nie zdecyduję się na kolejne opakowanie, ponieważ nie akceptuję tego obciążania, a i tak odżywcza maska nie jest mi potrzebna.

Ocena: 4 / 5

Cena: 200g / kupiłam za 10€

Dostępność : kupiony w jednym z fińskich marketów


Znacie tę maskę? Podpowiedzcie jakie są najlepsze maski do włosów farbowanych

poniedziałek, 25 lipca 2016

Pierre Rene - Professional lakier do paznokci nr 286 Lemon








Ostatnio zachwycił mnie mleczny błękit od Pierre Rene TU, a teraz przyszła pora na wypróbowanie koloru, który nie jest do końca mój, ale o tej porze roku kiedy pogoda jest tak wspaniała jak teraz lubię mieć kolorowy manicure. Jestem jednak w szoku jak lakiery z tej samej firmy, z tej samej serii mogą się tak bardzo różnić! Nr 286 Lemon to całkowita porażka  i wydaje mi się, że w fazie produkcji coś poszło nie tak, bo nawet najtańsze kioskowe lakiery nie są takie złe jak ten!

Opakowanie: standardowo. Buteleczka w ksztacie´´ kopniętego´´ prostopadłościanu o poj. 11ml . Pędzelek jest lekko wydłużony i płaski.

Zapach i Konsystencja: zapach wiadomo jaki jest natomiast konsystencja mogłaby być trochę bardziej gęsta, bo lakier lubi rozlewać się po płytce paznokci w trakcie malowania i trzeba uważać.

Kolor: jest dokładnie cytrynowy. Mnie przypomina przepyszną tartę cytrynową i wygląda bardzo ładnie nawet na nieopalonych dłoniach.




Działanie: niestety dalej jest tylko gorzej, bo lakier po pierwszej warstwie robi niesamowite smugi i prześwity i trzeba dokładnie nałożyć drugą,aby to zakryć, choć czasem i to nie pomaga i potrzebna jest trzecia warstwa. Na szczęście ze schnęciem nie ma problemów. Kiedy już uda nam się tak pomalować paznokcie, żeby efekt był zadowalający to nie nacieszymy się długo pieknym manicure. Dlaczego? Z powodu tragicznej trwałości. Naprawdę rzadko się zdaża, żeby jakiś lakier kilka godzin po pomalowaniu  (gdzie nie było styczności z żadnymi detergentami, nie otwierałam niczego za pomocą paznokci i nie robiłam niczego co by mogło mu zaszkodzić) dosłownie odpadał płatami! Ten sympatyczny cytrynek nie wytrzymał nawet pół dnia. Jako, że nie mogłam sobie pozwolić na użycie zmywacza, bo akurat wtedy nie miałam jak, a w torebce miałam buteleczkę tego lakieru to zamalowałam ubytki i myślałam, że będę mieć spokój, tym bardziej, że tak strasznie to nie wyglądało i od biedy dałoby się z tym wytrzymać do powrotu do domu. Błąd. Nie ważne ile razy bym poprawiała, lakier ciągle odpadał. Nie, nie ścierał się, a właśnie odpadał płatami. Dużymi. Na wszystkich paznokciach. Nie dało się już dłużej tego ukryć. Dla mnie to absolutnie niedopuszczalne i sprawia, że ten kosmetyk  oceniam jako bubel.

Co z tego, że kolor jest fajny, wakacyjny kiedy trzeba mieć naprawdę duże pokłady cierpliwości i nie wkurzyć się, że ponosimy go zaledwie kilka godzin. To nie dla mnie. Ląduje w koszu.

Ocena : 1 ( za kolor ) / 5

Cena: 11ml / ok. 13zł

Dostępność : dostałam


A jak Wam podoba się ten kolor? Znacie lakiery Pierrre Rene?

piątek, 22 lipca 2016

Escada - Born in Paradise







Kiedy widzę na półce w perfumeriach flakony Escady to wiem, że w środku jest niesamowicie słodki płyn, ktorego nie odważyłabym się użyć latem w upały. Zresztą nawet sobie nie wyobrażam takiej sytuacji, że temperatura osiąga ponad 20 stopni, nie mówiąc o 30 a ja z własnej nieprzymuszonej woli sięgam po kolorowy escadowy wypust. Nie, choćby nie wiem co NIE. Zresztą w inne pory roku również bym ich nie użyła.

´´ Urodzona w Raju´´. Nie wiem czy gdybym urodziła się np. na Bora Bora, czy Mauritiusie chciałabym pachnieć tak niesamowicie ulepnie. Raczej postawiłabym na coś świeżego, wodnego, a nie na chemicznego  ( TAK!) psikacza, który na dzień dobry kopie z pół obrotu watą cukrową, cukrem do potęgi entej i każdym słodkim przysmakiem od którego wzrasta poziom cukru we krwi. Za dużo tu tego! Poziom zacukrzenia jest poza wszelkimi limitami i jeśli do niedawna narzekałam na supersłodkie zapachy Kylie, jeśli mówiłam, że Różowa Fantasy jest rozpuszczoną białą czekoladą wyjadaną z wiadra to Born in Paradise to przebija. Nie wiem kto czuje tu kokosy, czy mleko kokosowe, bo go tu nie ma, choć teoretycznie powinno być. Nie ma nawet owoców tylko od początku do końca ohydne,sztuczne, koloryzowane, najtańsze słodycze na czele ze wspomnianą watą, której od dzieciństwa szczerze nienawidzę.

Pachnieć tak latem to było by perfumowe samobójstwo, bo istnieje duże niebezpieczeństwo, że nas zemdli, a i ludzie obok nie dają rady znieść takiej dawki cukru wokół. Co za dużo to niezdrowo! Mnie po godzinie zrobiło się autentycznie niedobrze i czym prędzej biegłam wziąć prysznic, by zmyć z siebie to okropieństwo.

Jest to moja trauma i wiem, że nie zbliżę się już do letnich wypustów tej marki. Tego nie polecam, no chyba, że  lubicie inne Escady i macie wysoki poziom tolerancji na coś tak słodkiego i tandetnego.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: zielone jabłko, arbuz, guawa

nuty serca : mleko kokosowe, ananas

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo, cedr


Ocena: 0 / 5

Cena : 100ml / ok. 170zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jakie jest Wasze zdanie o Born in Paradise?

środa, 20 lipca 2016

Biozell - Professional- Color Mask - tonujcy szampon do włosów w czerwonym odcieniu Chilli oraz naprawcza maska do włosów czerwonych Chilli Pepper







O czerwony odcień włosów trzeba dbać by nie spłukiwał się zbyt szybko i aby na dłużej zachować jego blask. Niestety o ile szamponów dla blondynek i brunetek jest na rynku zatrzęsienie to już dla czerwonowłosych nie. Kilka lat temu używałam takich szamponów i odżywek z cynamonem marki Sunsilk, ale źle je wspominam. Nawet w ofercie salonowych marek nie ma zbyt dużego wyboru pod tym kątem. Jednak w tutejszych sklepach znalazłam kosmetyki fińskiej marki Biozell, a wśrod nich maski do włosów w takich kolorach jak czerń, brąz, bardzo jasny blond, biały, błękit, róż i czerwień.Kilka miesięcy temu pojawiły się też szampony z tej serii, ale jak narazie widziałam je tylko  w kolorze czerwonym. Nie zastanawiałam się długo, bo i cena była przyjazna i na tutejszych blogach dziewczyny zachwalały. No cóż, ja nie będę pisać, że te produktysą dobre, bo nie są. Są bardzo przeciętne i wiem, że napewno nie kupię ich ponownie. Zainwestuję w coś innego co odświeży moją czerwień na głowie.

Opakowanie : w obu przypadkach to czarne, nieprzezroczyste tuby i dla mnie jest to minus, bo nie widać ubytku.

Zapach i Konsystencja: oba kosmetyki są bezzapachowe. Maska ma intensywnie czerwony odcień i jest średnio gęsta, a szampon również jest czerwony,troszeczkę bardziej rzadki, ale napewno nie wodnity.

od lewej: maska, szampon


Działanie: oba kosmetyki nakładamy w rękawiczkach!

Szampon: pieni się dość słabo i żeby umyć moje długie włosy muszę nałożyć go dość dużo i zawsze myję nim dwa razy,bo mam wrażenie, że on nie za bardzo oczyszcza. Na początku stosowałam taką metodę, że najpierw myłam włosy normalnym szamponem, a potem tym czerwonym, ale obecnie nie chce mi się w to bawić. Generalnie jednak to nie jest dobry szampon, gdy włosy wymagają oczyszczenia np. z pianki, lakieru czy są poprostu tłuste. Mam wrażenie, że on nawet nie bardzo pielęgnuje włosy tylko i wyłącznie jako tako myje, bo już w trakcie tej czynności czuję, że są one splątane i wymagają dobrej odżywki. Nawilżenie też mogłoby być lepsze. Kolor a i owszem jest lekko odświeżony,ale jednak rewelacji nie ma. Używam tylko po to, żeby go wykończyć.

Maska: nakładam ją w saunie po umyciu tym samym szamponem na wcześniej dobrze wysuszone  ręcznikiem włosy, pozbywam się z nich nadmiaru wody. Maska dobrze się nakłada, ale też muszę jej użyć dość sporo. Wmasowuje ją dokładnie w całe włosy po czym idę na 15min sesję do sauny. Po tym czasie maskę zmywam i czuję, że włosy rzeczywiście nie są już takie´´ tępe´´ i szorstkie po umyciu szamponem, da się je rozczesać, ale i tak muszę wcześniej je spryskać inną odżywką w spraju, co raczej nie powinno mieć miejsca, bo przecież to maska i ma działać dogłębnie! Tymczasem to napewno nie jest produkt do zniszczonych, przesuszonych kosmyków, bo jej działanie pielęgnacyjne jest słabe. Niby coś tam nawilża, ale to w dalszym ciągu nie to. Kolor też niby jest trochę odświeżony, ale większej różnicy nie widzę.

Oba te kosmetyki sprawiają, że włosy brzydko mi się układają. Są przyklapnięte, wiszą smętnie, a kiedy zostawię je do naturalnego wyschnięcia i normalnie ładnie się kręcą to po tym duecie wyglądam jak zmokła kura, a na drugi dzień fryzura nadaje się do mycia. Czy tak działa dobry kosmetyk? Nie sądzę.

Ocena: 2 -  / 5

Cena: 150ml / ok. 8 €

Dostępność : większość marketów w Finlandii


A czego wy używacie do odświeżenia koloru włosów?

poniedziałek, 18 lipca 2016

L´oreal- Nude Magique- Cushion- rozświetlający podkład do twarzy w musie SPF 29







Szukam dobrego, niezbyt drogiego podkładu prasowanego, który ukrywałby ewentualne niedoskonałości, wyrównywałby koloryt, byłby lekki i współpracowałby z pędzlem kabuki.  Jak dotąd takiego nie znalazłam. Owszem ten z Bare Escentuals, który tak wychwalam jest dobry, ale szukam tańszej alternatywy, a w dodatku zauważyłam, że absolutnie nie nadaje się on na 30 stopniowe upały i nie wytrzymuje całodziennej podróży, ale dziś nie o nim, a o podkładzie, który zauważyłam na stoisku Loreal i wzięłam, bo myślałam, że to będzie to, a w dodatku jest wzrorowany na podkładach azjatyckich i wyprodkowany w Korei, a ja tak lubię tamtejsze produkty! No niestety, 20 euro to nie była dobra inwestycja i żałuję tego zakupu. To nie jest podkład do mojej cery o czym niby powinnam wiedzieć, ale przecież miałam kilka rozświetlających podkładów ( w płynie) i było dobrze, a tu porażka. Według mnie ten podkład ma prawie same wady, ale oczywiście to tylko moja opinia.

Opakowanie:  to ono zwróciło moją uwagę. W środku ma osobną szufladkę na gąbeczkę, która jednak jest beznadziejna i za żadne skarby nie umiałam nią aplikować tego kosmetyku! W konsekwecji poleciała do kosza. Jest też lusterko, a poj. to 14,6g





Kolor: w drogerii o ile się nie mylę, były dostępne 4 odcienie i wszystkie były dość jasne. Nr 1, 2 ( a takie zwykle kupuje) były o wiele za jasne. 4 już trochę za ciemne, więc zdecydowałam się na 3 mimo mojej jasnej ( ale nie mlecznobiałej) karnacji i mimo, że w opakowaniu wygląda na ciemny to w rzeczywistości w ogóle go na skórze nie widać, nic a nic. Stapia się z nią natychmiast nie zostawiając żadego śladu nawet z bliska. Generalnie dziwna paleta barw i absolutnie nie polecam wam wybierać w ciemno, choć myślę, że i tak wielkiej tragedii by nie było zważając na to, że mus jest MEGA delikatny i niewidoczny.






Zapach i Konsystencja: bezzapachowa, puszysta pianka, mus.


Działanie: od początku mam problemy z tym podkładem. Załączoną gąbką nijak nie dało się go nałożyć. Próbowałam kilku pędzli, aż w końcu jako tako da się to zrobić tym płaskim, ´´języczkowym´´ do podkładu, choć trzeba poświęcić na to więcej minut niż zwykle na co nie mam ani czasu ani cierpliwości. Kolejna sprawa to to, że podkład nie kryje w żadnym wypadku i nie mówię tu o jakiś pryszczach czy dużych zmianach skórnych. On nie kryje wcale, twarz wydaje się goła i wygląda dokładnie tak samo jak przed nałożeniem. Wyrównania kolorytu także nie ma, a na tym mi bardzo zależy. Można nałożyć go więcej i tak to nic nie da, nie da się nim budować stopnia krycia, ciężko się w ogóle z nim pracuje.

Co zatem robi? Sprawia, że twarz wygląda jakby była mokra. To taki typ rozświetlenia i nie powiem wygląda ładnie. Na pół godziny. Potem moja twarzy niesamowicie się błyszczy i wyglądam jakbym przebiegła maraton i jeszcze zdecydowała się wziąć udział w Tour de Pologne  w największy upał. Błysk niesamowity! Wygląda to fatalnie szczególnie na zdjęciach. Można to oczywiście zmatowić, ale wtedy rozświetlenie też znika zresztą przekonałam się, że nawet warstwa pudru niewiele na ten błysk poradzi ( raczej absorbetka). Tak więc nie jest to kosmetyk dla kogoś kto ma skórę mieszaną, tłustą, nawet normalną,która lubi od czasu do czasu się błyszczeć.

Mus w ogóle nie przesusza skóry. Jest na niej całkowicie niewidoczny i nawet z bliskiej odległości nikt nie domyśli się, że mamy twarz umalowaną podkładem. Wykończenie jest bardzo, bardzo naturalne, dokładnie nude tylko, że twarz niby powinna wyglądać lepiej, a tak wcale nie jest właśnie z powodu zerowych własciwości kryjących. Wiem, że są osoby, którym to będzie odpowiadało. Ja też nie znoszę mocnego krycia i uczucia tynku na twarzy, ale jednak nie mam cery absolutnie idealnej i gdyby chociaż byłby tu wyrównany kolory to już byłoby ok, a tak to porażka.

Nie jest to też trwały kosmetyk. Nie wytrzymuje całego dnia o czym niejednokrotnie przekonałam się w trakcie demakijażu. Fakt, że w trakcie aplikacji on jakby wtapia się w skórę, ale to jednak dziwne, że potem na płatku kosmetycznym nie było prawie po nim śladu.

Dla kogo jest to,więc skierowany produkt? Osobiście poleciłabym go tylko i wyłącznie jeśli wasza cera jest wręcz idealna. Nie macie czego ukrywać, macie całkowicie wyrównany koloryt, zero problemów z choćby minimalnym błyszczeniem i oczekujecie tylko rozświetlenia i niczego więcej, a całodniowa trwałość wam niepotrzebna.No i jeśli oczywiście lubicie musowe podkłady.

Jestem zła na siebie, że muszę się z nim męczyć tym bardziej, że widze, że jest dość wydajny i prawie wcale go nie ubywa. To jeden z moich nieudanych zakupów w tym roku.

Ocena: 1 / 5

Cena: 14,6g / ok. 20€

Dostępność : w szafach Loreal


Testowałyście już ten podkład?




piątek, 15 lipca 2016

Dolce&Gabbana- Dolce





Lubię projekty i kampanie reklamowe D&G za to jak przedstawiają kobietę. Nie jest ona wulgarna, wyuzdana, nie epatuje tanią seksualnością.Jest czysto kobieca, piękna, pociągająca i zmysłowa. Cieszy się życiem i je celebruje.Nie wszystkie ich ubrania i dodatki oczywiście mi się podobają, nie wszystkie są w moim stylu, ale nie zaprzeczę, że sa oryginalne i trudno je pomylić.  Tak samo jak uwielbiam projekty nieżyjącego już Oscara de la Renty.

Dolce, czyli słodki, (choć wydaje mi się, że dla tych perfum to słowo powinniśmy rozumieć jako łagodny) miały premierę już 2 lata temu, a ja poznałam je niedawno. Są popularne, widzę je w każdej perfumerii, a mimo to nie byłam do nich przekonana, choć flakonik jest uroczy i z tego powodu ( i niestey tylko z tego) świetnie nadaje się na prezent dla ukochanej jesli oczywiście wiemy, że lubi tak subtelne pachnidła, które niby są, a wcale ich nie ma. Reklama też bardzo przypadła mi do gustu.







To taki zapach - duch. Lekki, letni wietrzyk, który tylko muska skórę i znika szybciej niż się pojawia. Nieśmiała lilia wodna z równie bladym neroli i piżmem. Nic więcej się tu nie pojawia, a to co jest od początku do końca jest straszliwie transparentne. Sama na sobie słabo go czuję nawet po solidnym spryskaniu. Nawet na włosach prawie się nie trzyma. Mogło być dobrze, bo gdyby dodano mocy, gdyby postarano się, aby składniki nie były tak ´´skopane i umęczone´´, że boją się bardziej wychylić to myśle, że Dolce miałoby potencjał być ciekawą propozycją na upalne, letnie dni, ale niestety nie jest, no chyba, że ktoś naprawdę lubi pachnieć mega delikatnie i chce dopsikiwać się wielokrotnie w czasie dnia, ale wtedy patrząć na cenę flakonika nie jest to zbyt opłacalne.


Szkoda panowie Dolce i Gabbana. Wielka szkoda. Zaliczam ten zapach do nieudanych tworów i aż nie chce myśleć jak słabe muszą być dwie kolejne jego odsłony.


Nuty zapachowe

nuty głowy: neroli, kwiat papaji

nuty serca:  biały amaryllis, narcyz, biała lilia wodna

nuty bazy: kaszmeran, piżmo


Ocena: 2 / 5

Cena: 75ml / ok. 220zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam się podoba Dolce?

wtorek, 12 lipca 2016

Lipcowy Livbox 2016


Jakiś czas temu narzekałam na pewien Livbox, który nie przypadł mi do gustu. Niestety w tym miesiącu było nawet gorzej. To bez wątpienia najsłabszy z boxów przynajmniej dla mnie. Ja wiem, że musi być równowaga, że nie może być co miesiąc kolorówki czy preparatów do włosów, ale możnaby się bardziej wysilić i skompletować lepiej te 6 produktów. Nie jestem zadowolona.










1. Elivo- krem do rąk z olejkiem arganowym

2. Herbina - Aqua SPA-odświeżający balsam do ciała ( próbka)

3. Transmeri-  Lime & Jogurtti - balsam do ciała pod prysznic

4. MSCHIC-mineralna baza pod makijaż ( tester)

5. MSCHIC- mineralny podkład do twarzy odcień Porcelain ( tester)

6. Herbina - Body Mist- Paradise Passion-mgiełka do ciała

7. Vuokkoset - podpaski cienkie bez skrzydełek i ze skrzydełkami ( 2 sztuki)



A czy Was zainteresowało coś z tego boxa?

poniedziałek, 11 lipca 2016

Pierre Rene lakier nr 308 Milky Blue








Nie znoszę pasteli na paznokciach, nie znoszę jasnych, mlecznych barw, a tu proszę! Ten lakier bardzo mi się spodobał i to do tego stopnia, że szukam podobnego koloru!


Opakowanie: kanciasta butelka, a w środku spłaszczony, dość duży pędzelek. Pojemność to 11ml

Zapach i Konsystencja: Kwestię zapachu pominę, wiadomo dlaczego. Z kolei konsystencja jest jak dla mnie trochę zbyt lejąca i trzeba uważać przy malowaniu, bo lakier lubi się rozlewać na całą płytkę paznokcia, a pierwsza warstwa robi smugi i mocne prześwity.

Kolor : mleczny błękit, który wygląda bardzo ciekawie zarówno na jasnych jak i opalonych dłoniach.


Działanie: Nie mam doświadczenia z lakierami Pierre Rene, nigdy ich nie miałam i nie wiedziałam jakie są, a jak zobaczyłam ten rozbielony pastelowy błękit to się wręcz przeraziłam. Niesłusznie. Fakt, że potrzebne są dwie pełne warstwy( to przecież normalne) do pełnego krycia, ale lakier szybko schnie i bez problemu wytrzymał całe 5 dni co nie zdaża się u mnie dość często. Ten kolor nie jest na szczęście zbyt blady tylko wyraźnie widać, że to błękit i to mi się w nim najbardziej podoba. Jest niby subtelny, a jednak przyciąga uwagę. Ze zmyciem nie trzeba się trudzić, schodzi w sekundę.


Udany lakier o fajnym, wakacyjnym kolorze z pewnością spodoba się wielu. Polecam jak najbardziej tym bardziej, że cała paleta jest bardzo ciekawa!


Ocena: 5 / 5

Cena: 11ml / ok. 13zł

Dostępność: online i w Naturze



Znacie lakiery tej marki? Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 8 lipca 2016

Zlatan Ibrahimovic- Supreme pour Femme







Na fali Euro 2016 ( które oglądam  niejako z ´´przymusu´´;D) dziś będzie w temacie sportowym, bo Supreme to najnowszy i pierwszy zapach damski Zlatana Ibrahimovica, który jest szalenie popularny w Szwecji i pewnie nie tylko tam. Jak sobie radzi na boisku, jakim jest piłkarzem nie wiem zupełnie, bo nie bardzo mnie to interesuje, nie śledzę jego kariery, nie wiem gdzie obecnie gra. Dla mnie to poprostu koleś z tatuażami i kitką ala Samuraj i tyle. Dwóch jego męskich kompozycji nie miałam okazji testować, choć są one u mnie na wyciągnięcie ręki, ale patrząc na skład w zasadzie wiedziałam co to jest, więc odpuściłam. Właściwie zauważyłam taką prawidłowość, że sportowcy sygnuują swoim nazwiskiem zapachy lekkie i świeże ( np. Legacy Ronaldo). Czyżby takie nosili na codzień? A może uważają, że sa one tak uniwersalne, że spodobają się ogółowi? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale widocznie Zlatan też uznał, że kobiety lubią pachnieć delikatnie i świeżo, bo taki jest właśnie Supreme do nich skierowany.

Ta estetyczna niebieska buteleczka na żywo wygląda naprawdę ładnie. Błyszczy  w sztucznym świetle perfumerii i chyba dlatego przyciągnęła mnie do testów, choć jej kolor dużo mówi o tym co znajdziemy w środku. Skład jest oszczędny, żeby nie powiedzieć zwykły i przekłada się na to co czujemy. Otwarcie to świeże, zroszone wodą owoce : gruszki, jabłka ( wg składu nie powinno ich być a jednak ja je czuję), bergamotka i są one otoczone subtelnym aromatem różowej piwonii co sprawia, że całość jest zwiewna, ale niestety brakuje tu jakiegoś kopa w postaci choćby sandałowca, czy  wanilii, bo nic więcej się nie dzieje. Jest zbyt poprawnie, nawet nudnawo, bo ile tak można pachnieć leciutkimi owocami i piwonią? Kompozycja ani trochę nie nie rozwija i cały czas ma taki sam wodno owocowy charakter bez grama słodyczy czy jakiejkolwiek ciężkości.





Widzę go na młodej kobiecie, nastolatce w czasie wakacji, gdzie w długiej sukience typu boho, sandałach i kapeluszu zwiedza zabytki i robi pamiątkowe zdjęcia. Myślę, że do pracy i wszędzie tam, gdzie zależy nam by pachnieć ładnie, lekko i odświeżająco Supreme również będzie dobra propozycją jeśli tylko lubimy wodno- owocowe perfumy i stronimy od wszelkiej słodyczy aczkolwiek cena jest dość wygórowana  ( 250zł serio?!). Jeśli już jednak zdecydujecie się spędzić wakacyjny wypoczynek z Supreme to noście flakonik ze sobą, bo po 2- 3 godz już nic nie czuć.

Niby jest w porządku, a jednak nie do końca. W zamyśle miał to być zapach dla wszystkich kobiet, a nie sądzę, aby zyskał popularność. Jest zbyt mało oryginalny, zbyt płaski i mało odkrywczy. Ja tak pachnieć nie chcę!


Nuty zapachowe: 

zielona mandarynka, bergamotka, gruszka, piwonia





Ocena: 3 - / 5

Cena : 50ml / ok. 250zł

Dostępność: online, a także w szwedzkim i fińskim KICKS



Znacie któryś z zapachów Zlatana?










środa, 6 lipca 2016

Rich - Miracle Renew CC Shampoo- multifunkcyjny szampon CC do włosów






50ml tubka tego szamponu znalazła się w jednym z Livboxów. Nie znam tej marki ani jej innych produktów,więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Jak podaje producent szampon posiada ekstrakt z czerwonych winogron i alg, a jest wolny od sulfatów, parabenów i oleju mineralnego. Jako, że jest multifunkcyjny to ma robić cuda i chronić przed promieniowaniem UV, ciepłem urządzeń do stylicacji, oczyszczać, naprawiać, prostować, nawilżać, nadawać objętości, wygładzać. Dużo jak na jeden produkt i dlatego byłam bardzo sceptycznie nastawona, bo wiem, że szampon ma przede wszystkim dobrze oczyszczać i lekko nawilżać włosy, a od dogłębnej pielęgnacji i innych sztuczek są odżywki, maski itp. Nie myliłam się. To żaden niesamowity wynalazek, który by sprawił, że już na etapie mycia włosów byłby by one jak z reklamy i wszystkie nasze problemy się skończą. To zwyczajny szampon jakich setki na półkach, a jego jakość wcale nie jest wyższa niż marketowych produktów do włosów. Napewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania.


Opakowanie: pełnowymiarowe opakowanie to 250ml tuba co chyba nie jest najlepszym pomysłem z uwagi na konsystencję. Niemniej lepiej tak aniżeli twarda butla, która na dodatek nie chce stać na ´´głowie´´.

Zapach i Konsystencja: perłowy i baardzo lejący. Rozlewa się z opakowania. Kiedy w trakcie mycia zostawiłam otwartą tubę, by nabrać większej ilości szampon już porozlewał się dookoła. Bardzo to irytujące. Jego zapach jest dość przyjemny jagodowo-winogoronowy, ale na włosach go nie czuć, szybko ulatuje.





Działanie: Cóż jak dla mnie nijakie. Owszem szampon myje, bo taka jest jego rola, ale nie robi nic więcej. Nawilżenie jest dość przeciętne. Dodawania objetości jako takiej nie zauważyłam ani żadnego wygładzenia, o prostowaniu nie wspominając. Kolor również nie jest jakoś bardziej błyszczący. Najgorsze jest jednak to, że w trakcie mycia czułam, że szampon plącze włosy i są one dość szorstkie i by to zlikwidować potrzeba była dobra, silna odżywka, a tak chyba nie powinno być, w końcu to szampon CC!  Podejrzewam, że żadna z Was nie ogranicza się tylko do umycia włosów samym szmaponem, ale jeśli są wyjątki to absolutnie po tym  nie można nie użyć maski lub choćby właśnie lepszej, nawilżającej odżywki, bo inaczej nawet Tangle Teezer nie pomoże w rozczesaniu kołtunów.

I jeszcze jedno: szampon słabo się pieni i żeby umyć moje długie włosy musiałam go nakładać 2 razy więcej, a i tak piana szybko znikała i nie dało się tak  myć. Musiałam robić to robić dłużej niż zwykle i poszło na to więcej kosmetyku.

To nie jest dobry produkt i absolutnie nie jest wart swojej ceny, bo za prawie 70zł można kupić wiele lepszych, profesjonalnych szamponów.  Cieszę się, że dane mi było go wypróbować, bo byłabym na siebie wściekła gdybym chciała go kupić za tę cenę i w dużym opakowaniu.  Nie polecam i nie dajcie się nabrać na to rzekome działanie multifunkcyjne.

Ocena: 2 - / 5

Cena: 250ml / ok. 65zł

Dostępność: online


Dajcie znać jeśli znacie ten szampon lub inne kosmetyk tej marki

poniedziałek, 4 lipca 2016

Bee Naturals- Queen Bee Peeper Keeper Eye Balm- balsam pod oczy








Malutkie pudełeczko przyleciało prosto ze Stanów. Skusił mnie całkowicie naturalny i krótki skład, bo jest tu tylko: oliwa z oliwek, olej ryżowy, bielony wosk pszczeli, olej słonecznikowy, olej kokosowy, witamina E, ekstrakt z rozmarynu, olej z nasion marchwi. Tyle i aż tyle, bo to bardzo dobry produkt dla bardzo suchej, zmęczonej skóry wokół oczu, który serdecznie polecam!


Opakowanie: mały, plastikowy słoiczek mieści w przybliżeniu 17g i wydaje się to niewiele, ale kosmetyk ze względu na swoją konsystencję jest bardzo wydajny.

Zapach i Konsystencja: balsam przypomina wazelinę i trzeba ´´pojeżdzić´´ palcem po powierzchni, aby nabrać odpowiednią ilość ( nie da się raczej wziąć zbyt dużo). Jeśli śliski, lekko żółtawy i ma subtelny aromat pochodzący z olejków. Prawie wcale go nie czuć.

Działanie:balsam jest treściwy co zresztą nie powinno dziwić w końcu składa się z tak dobroczynnych składników. Jednak nie nadaje się na dzień, a przynajmniej wtedy, gdy mamy zamiar nałożyć makijażi korektor, bo wtedy balsam będzie się ślizgał i korektor może się zwałkować, spłynąć z racji tego, że balsam jest tłusty i posmarowana skóra poprostu się błyszczy. Podejrzewam, że żadna z Was nie chciałaby wyjść tak  do ludzi:) dlatego sama nakładam ten produkt tylko wieczorem i jest to dobre rozwiązanie.

Nie mam zmarszczek ( i oby zostało tak jak najdłużej) i nie narzekam na bardzo przesuszoną skórę wokół oczu, ale bez nawilżenia dwa razy dziennie nie mogę się obyć, bo czuję wtedy, ściągnięcie, szorstkość. Krem do okolic oczu to dla mnie must have i musi być intensywny. Ten balsam działa idealnie kiedy po długim dniu oczy pieką, a okolica wokół nich nie wygląda najlepiej i domaga się porządnej dawki odżywienia, regeneracji i nawilżającego kopa. Myślę, że zadowolone będą też niego posiadaczki skóry dojrzałej i z widocznymi zmarszczkami. Na dodatek to bardzo delikatny kosmetyk. Nie podrażnia w żadnym stopniu.

To jeden z takich specyfików, które warto mieć. Uratuje i po nieprzespanej nocy, po ciężkim dniu, po imprezie, a i napewno  niejedna mama nocnego płaczka będzie mu wdzięczna. Dla wszystkich, którzy dbają o odpowiednie nawilżenie skóry wokół oczy pozycja obowiązkowa!

Ocena: 6 / 5

Cena: w przeliczeniu ok. 37zł

Dostępność: TU


Słyszałyście o tym balsamie?

piątek, 1 lipca 2016

Zużycia miesiąca-czerwiec 2016



Koniec miesiąca  ( to już?!) i kolejne całkiem satysfakcjonujące denko. Oby tak dalej!






1. Pat&Rub-orzeźwiający balsam do rąk

Zużyty, bo data ważności goniła i w porę się zorientowałam. Mimo, że lubię kosmetyki tej marki to z tego kremu nie jestem zadowolona. Opakowanie jest poręczne, zaopatrzone w pompkę typu airless, a z boku opakowania widać ubytek. Krem jest dośc gęsty o mocnym aromacie cytrusów bez krzty chemii, sa tu rzeczywiście pomarańcze z grapefruitami, dodatkowo w składzie mamy olej słonecznikowy, masło awokado, ekstrakt z cytryny, masło z oliwek, kwas hialuronowy, wit E.

Ja mam obecnie BARDZO BARDZO wrażliwe dłonie, które swędzą, pieką i robi się  na nich czerwona wysypka kiedy tylko użyję niezbyt delikatnego mydła, szamponu, a nawet kremu do rąk i nie rozstaję się z aptecznym kremem Dermalex, który mi to wszystko pięknie łagodzi. Niestety balsam do rąk P&R podrażniał moją delikatną skórę dłoni, która reagowała na niego poprostu źle i ciągle swędziała.

Zdaje sobie sprawę, że jestem przypadkiem ekstremalnym i innym ten krem napewno krzywdy nie zrobi Ja w każdym razie nie mogę  używać żadnych drogeryjnych mazideł do rąk, Jeśli chodzi o nawilżenie to też cudów nie było. Potrzebuję bardzo mocnego nawilżenia, odżywienia i regeneracji, a tu tego nie dostałam. Ręce były gładkie do pierwszego mycia, a krem nałożony wieczorem sprawiał, że budziłam się rano i drapałam jak szalona:/  Cieszę się, że go jakoś zmęczyłam.

Nie odradzam, bo myślę, że zda egzamin jeśli nie macie tak wrażliwych dłoni jak ja.

Poj. 100ml

Ocena: 2 - / 5


2. L´Angelica- Denti Sensibili-pasta do zębów nadwrażliwych


Testuję każdą pastę na moją nadwrażliwość, którą kolejny dentysta określił jako w ´´normie´´ i nie ma co leczyć. No nie wiem. Póki co ta pasta jest bardzo przeciętna i napewno więcej u mnie nie zagości.

Nie zauważyłam, że ma fluor, a on u mnie pogarsza problem i zęby są wtedy jeszcze bardziej wrażliwe. Tu nie było tak źle, ale w czasie używana 2-3 razy dziennie charakterystyczny, ostry ból przy jedzeniu zimnych potraw nie minął ani nie zrobił się ani trochę mniejszy.

Pasta ma bladoróżowy odcień i jest miętowa, choć ta mięta nie jest bardzo mocna, ot taka dla kogoś kto woli jej łagodniejszą formę. Świeżość po umyciu mogłaby jednak trwać dłużej.

Generalnie zwykła pasta, niczym się nie wyróżniająca tyle tylko, że z napisem BIO.

Poj. 75ml

Ocena: 2 / 5


3.Coty-  Eau de  Gaga 001- perfumowany żel pod prysznic

Zestaw perfumy + żel pod prysznic znalazłam w koszu z przecenami w jednym z marketów za wyjątkowo dobrą cenę, a że lubię ten zapach Gagi to nie wahałam sie ani chwili. Żel równiez jest śwetny.

Bezbarwny, dobrze pieniący się żel pachnie tak samo jak perfumy, czyli fiołkiem z limonką w otoczeniu delikatnej skórzano-drzewnej bazy. To świeża kompozycja, ale nie typowy świeżak -cytrusiak. Z powodzeniem można go podsunąć swojemu facetowi, bo to unisex i nie wychyla się w żadną stronę. Nie jest ani bardzo męski ani totalnie kobiecy i to mi sie podoba.

Żel nie podrażnia ani nie wysusza skóry, a mycie nim w otoczeniu tego pięknego aromatu było prawdziwą przyjemnością. Szkoda tylko, że 75ml skończyło sie tak szybko!

Warto wypróbować i przekonać się, że drugi zapach tej wokalistki jest o wiele, wiele lepszy niż poprzedni Fame.

Poj. 75ml

Ocena: 5 / 5


4. Pat&Rub- Face-wodna mgiełka różana do twarzy i ciała

Kosmetyk dla mnie w zasadzie zbędny, bo nie używam mgiełek do ciała i twarzy, wolę toniki, micele, a w czasie upałów jeśli już są nie do wytrzymania to sięgam po wodę termalną w sprayu najlepiej z La Roche lub Vichy.

Ta mgiełka w zasadzie kurzyła się na półce w łazience i postanowiłam szybko ją zużyć zanim minie data ważności. Co można o niej powiedzieć? To woda o zapachu różanym ( naturalnym), którą stosowałam psikając na twarz po jej umyciu a przed nałożeniem kremu. Efektów prawie nie zauważyłam tzn. tak cera była odświeżona i to tyle. Nie było ani nawilżenia ani oczyszczenia. Ot psikadło, które niekoniecznie trzeba mieć. Gadżet.

Ocena: 3 / 5

Poj. 100ml



5. Douglas- XSmall-łagodny dwufazowy płyn do demakijażu oczu

 Bardz dobry produkt, który koniecznie trzeba przetestować! W zasadzie trochę się go obawiałam, bo nie jestem przekonana do kosmetyków produkowanych specjalnie dla sieci sklepów, perfumerii, ale ten płyn warto mieć.

Idealnie zmywa nawet mocny makijaż oczu, ust ( do twarzy oczywiście się nie nadaje) bez smug, podrażnień, zamglenia pola widzenia, łez. Szybko i konkretnie, więc to dobry przyjaciel po długim dniu kiedy marzymy tylko o tym, żeby wrócić do domu, zmyć makijaż i położyć się do łóżka.  Nie testowałam go do zmycia wodoodpornej maskary, bo takiej nie używam, ale mocne smokey czy prawie czarne , trwałe szminki usuwa raz-dwa. Jak to dwufazówka zostawia tłusty film, ale mnie to nie przeszkadza, bo potem i tak myję twarz i sięgam po micel.

Ocena: 5 / 5

Poj. 50ml


6. Rexona- Motion Sense- Tropical-antyperspirant

Antyperspirantów Rexony używam od dawna i jestem z nich zadowolona. Jednak w domowe dni wolę sięgnać po całowicie naturalny deo, który też zawsze muszę mieć w łazience. Ten różowy antyperspirant o lekko słodkawym, kwiatowym aromacie kupiłam, bo wiedziałam, że się nie zawiodę i tak też było. 48h to oczywiście przesada, bo nie wiem kto mógłby to sprawdzić, ale w czasie całego dnia jestem spokojna, że moje koszulki są suche i nie ma nieprzyjemnego zapachu. Nie wiem jednak jak ten kosmetyk poradziłby sobie w naprawde dużych upałach, bo tu aż takich nie ma w dodatku ja nie mam problemów z nadpotliwością. Nie zauważyłam też, aby brudził, a często noszę ciemne rzeczy.

Jest tylko jedno ALE: każdy roll on Rexony jak i sztyft zostawia pod pachami dziwną warstwę, którą trudno potem zmyć i to dla mnie bardzo duży minus.

Ocena: 5 - / 5

Poj. 50ml


7. Sante- Acai Energy - deozodorant w kulce

Przeczytacie o nim TU 

To moje drugie opakowanie i więcej nie będzie nie dlatego, że to zły produkt ( jest dobry i wart polecenia dla kogoś kto mało się poci i używa naturalnych deo), ale poprostu już mi się znudził.


Poj. 50ml


8. Iwostin-Purritin-emulsja matująca do cery tłustej, skłonnej do zmian trądzikowych

Emulsja ta w mojej ocenie jest średnia jak i cała seria. Nie mam co prawda cery trądzikowej, ale lubi się ona przetłuszczać po całym dniu i coś matującego zawsze się przyda.

Konsystencja to rzeczywiście lekka emulsja o delikatnym zapachu, nietłusta, szybko się wchłania bez pozostawiania warstwy. Pod makijaż jak znalazł. Niestety wg mnie działanie matujące jest marne, dużo lepiej robi to ta sama emulsja przeznaczona na noc.

W ciepły dzień moja cera zaczęła się błyszczeć na całej powierzchni po ok. 3 godzinach, nie zauważyłam też regulacji wydzielania seum, a stosowalam ją regularnie. Fakt, że wypryski pojawiają mi się bardzo sporadycznie i w czasie używania tego produktu też ich nie było,ale to nie jego zasługa. Plus za brak uczucia ściągnięcia, wysuszania i pudrowej warstwy. Moim zdaniem to nie jest produkt dla cer tłustych ani dla takich jak moja, czyli normalnych z tendencją do błyszczenia.

Ocena: 2 / 5

Poj. 40ml


9. Oceanic- AA- Intensive Therapy- płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy

Łagodny, bezbarwny micel pozbawiony substancji zapachowych, który bardzo dobrze zmywa zarówno zwykły, lekki jak i mocny makijaż bez podrażnień, łzawienia. Tyle tylko, że jest jedna wada:  piana. Nie wiem dlaczego, bo producent nic o tym nie pisze i mniemam, że tak być nie powinno, a jednak ten płyn na skórze wytwarza leciutk pianę co skreśliło go z użycia jako tonik do całej twarzy mimo, że resztki podkładu zmywał równie dobrze. Do wodoodpornego make up go nie stosowałam, choć ponoć też go usunie. Tak czy inaczej , gdyby nie to pienie się to byłaby maksymalna nota.

Ocena: 4 / 5

Poj. 250ml


10. Palmolive-Feel The Massage-łagodnie peelingujący żel pod prysznic

To malutkie opakowanie znalazłam w Livboxie, starczyło mi na zaledwie kilka myć ( niby w środku coś jeszcze jest, ale nie da się tego wyciągnąć) i wiem, że nie kupie pełnowymiarowej butli z powodu tego, że nie pasuje mi zapach tego żelu. A czym pachnie? Dla mnie płynem do płukania z serii ´´Morning Dew´´. Miałam kiedyś taki i pachniał dokładnie tak samo jak ten żel i o ile w przypadku płynu mi to odpowiadało to nie chcę się myć czymś co pachnie tak samo jak wypłukane pranie. Ten zapach jest dość dobrze wyczuwalny na skórze, choc myśle, że znajdzie swoje zwolenniczki, bo jest świeży, taki czysty.

Drobinki to nie kłamstwo. Są tu wyczuwane, nawet lekko ostre i można z ich pomocą wykonać peeling choć nie będzie on intensywny. Dla mnie miłośniczki mocnego tarcia było to trochę za słabe, ale i tak jest nieźle, bo w innych peelingujących żelach drobin nie czuć prawie wcale. Pieni sie tak samo dobrze jak inne żele Palmolive szkoda tylko, że ta mała butelka jest straszliwie twarda.

Przetestujcie jeśli szukacie peelingującego żelu o świeżym zapachu.

Ocena: 4 / 5

Poj. 50ml

11. Clarins- Creme Solaire Anti Rides 50+- krem do opalania UVA UVB 50+


Tę próbkę otrzymałam w perfumerii w trakcie zakupu perfum i nie wiem co mam myśleć, bo w środku tubki było tak mało kremu ( napewno mniej niż 5ml), że nie starczyło mi to nawet na posmarowanie całego przedramienia! Z racji tego nie wiem czy krem rzeczywiście chroni, a szkoda, bo taka ochrona jest dla mnie obowiązkowa z racji tego, że szybko łapie mnie na czerwono. Nie zamierzam jednak kupowac pełnowymiarowego opakowania. W tym sezonie używam 50tki Piz Buin.


12. Nivea-  Daily Essentials- chusteczki do oczyszczania twarzy

Kolejny produkt z Livboxa i na początku myślałam, że kompletnie mi nie potrzebny, bo po co skoro mam swoje płyny i micele? A jednak chusteczki okazały się na tyle fajne, że wezmę je ze sobą w podróż, gdzie nie lubię tachać ze sobą zbyt dużo kosmetyków ( co wcale nie jest takie proste) i Wam też je polecam.

Nie są tylko do oczyszczenia twarzy, bo ja stosowałam je przede wszystkim do demakijażu oczu i ust i z tej roli wywiązały się na piątkę. Cały makijaż nawet ten mocny schodził bez nadmiernego pocierania, trwałe szminki też. Trochę obawiałam się podrażnień, ale nic takiego się nie stało. Chusteczki są delikatne i nie wysuszają skóry. Wadą jednak może być ich charakterystyczny zapach, który mi średnio pasował. Jest to ten sam aromat jaki ma klasyczny niebieski krem Nivea, a którego ja nie lubię. Jednak to nie perfumy ( chociaż Nivea stworzyła też perfumy o tym zapachu), więc nie jest to dla mnie zbyt ważne.

Polecam. Przydatny produkt!

Ocena: 4+ / 5

Poj. 7 chusteczek ( opakowanie mini)


13. Bayer- Skinoren

To moja druga tubka tego kremu ( jest jeszcze żel, ale wg farmaceuty działa on słabiej). Po pierwszą sięgnęłam w ubiegłym roku w trakcie pobytu w Polsce, gdzie z nieznanego powodu moja cera szalała. Pojawiały się wielkie, bolesne wypryski i nie umiały się szybko zagoić, a gdy już się to stało to zaraz wyskakiwało kilka innych. Poza tym widoczne były zamknięte zaskórniki. Musiałam działać i początkowo myślałam nad zakupem kremu Avene TriAcneal, ale po przeczytaniu kilku blogów zdecydowałam się na Skinoren i to był trafny wybór.

Kremu używałam początkowo codziennie wieczorem i po tygodniu cera zaczęła sie poprawiać, wypryski zbladly, wiekszość z nich szybko sama zniknęła zanim urosła. O dziwo zamknięte zaskórniki, które strasznie ciężko jest usunąć również poznikały, a po miesiącu cera wyglądała o niebo lepiej!  Czytałam, że dziewczyny skarżyły się, że ten krem je podrażnia, że piecze. U mnie nic takiego nie występowało i nie występuje, bo kontynuuję kurację, żeby do zera unicestwić zamknięte zaskórniki, które jeszcze mi się pojawiają choć nie tak licznie i dalej nie wiem z jakiego powodu.

Krem mojej cery nie przesusza w ogóle. Stosuję go co drugi dzień i tylko wieczorem. Czasem nakładam na niego jakieś naturalne serum i taki duet sprawia, że cera rano jest promienna i wypoczęta. Moje przebarwienia wokół oczu, które może i nie były duże, ale BYŁY także zniknęły. Radzę jednak nie stosować go na dzień, a jeśli już musicie to koniecznie zabezpieczcie twarz kremem z jak najwyższym filtrem, bo to kosmetyk z kwasem azelainowym.

Wydaje mi się, że moja cera trochę się do niego przyzwyczaiła, choć zrobiłam 3 miesięczną przerwę miedzy ostatnim opakowaniem. Nie działa już na mnie tak spektakularnie jak wcześniej. Mimo to moja cera wygląda naprawde dobrze.

Polecam jeśli macie problem z cerą i jak dotąd nic Wam nie pomagało na pojawiające się niespodzianki.

Ocena: 5 - / 5

Poj. 30g


Wyrzutki: 

- Clinique- Surge Butter Shine odcień nr 437 Pink-A Boo

Szminkę kupiam całkiem niedawno, więc data ważności też powinna być ok. A jednak po niedługim czasie szminka zepsuła się. Wcześniej była bezzapachowa teraz śmierdzi niesamowicie i ma obrzydliwy gorzki posmak, którego też wcześniej nie było. Leci do kosza, a szkoda, bo kolor jest cudny i świetny na lato.


Opuścili mnie: 

- Kim Kardashian Pure Honey (niestety zbrzydł mi całkowicie, był chemiczny i straszliwie krótkotrwały, mimo, że wcześniej myślałam inaczej).

- L´Erbolario Ambraliquida

-  YSL Baby Doll









Znacie coś z mojego denka?