środa, 27 lipca 2016

Tigi- Bed Head- Colour Goddess-maska do włosów farbowanych







Szukałam maski do włosów farbowanych w odcieniu wiśni, czerwieni i zaskoczyło mnie to, że takiej praktycznie na rynku nie ma. Są maski dla blondynek, brunetek, ale dla czerwonowłosych już nie. Mam nadzieję, że ktoś się w końcu tym zajmie, bo taki kolor wymaga nieustannej pielęgnacji i odświeżenia, czasem zwykle produkty do włosów farbowanych to za mało. Tak trafiłam na maskę Tigi, choć po fatalnym szamponie Dumb Blond, którego używałam jeszcze nosząc naturalny kolor przyrzekłam sobie, że nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z produktami tej marki. W wypadku maski naczytałam się samych pozytywnych recenzji no i w kilku miejscach była informacja, że to produkt właśnie do czerwonych włosów, choć na opakowaniu nie ma o tym słowa,więc to chyba jakieś nieporozumienie. Tak czy inaczej maska rzeczywiście działa jak należy, choć nie zauważyłam, aby miała jakikolwiek wpływ na kolor.

Opakowanie: płaski, plastkowy słoiczek. Niestety w środku nie ma folii zabezpieczającej. Poj. to 200g

Zapach i Konsystencja: zwarta, gęsta, kremowa maska, która się nie wylewa. Pachnie obłędnie toffi, choć ten zapach moich włosów nie chce się trzymać.





Działanie: maskę używam raz w tygodniu wraz z pielęgnicą i taka częstotliwość w zupełności wystarczy, bo ma ona tendencję do obciążania i niestety moje włosy po niej są płaskie i bez objętości, a po 1,5 dnia już wyraźnie widać, że potrzebują mycia, czyli szybciej niż zazwyczaj. Nie jest  to zbyt fajne i dlatego absolutnie nie polecam jej jeśli nie macie włosów przesuszonych, szorstkich i nie potraficie dodać im objętości. Mam też zastrzeżenia, czy nadaje się ona do w kręconych, bo moje po umyciu pięknie się falują i kręcą, a po tym produkcie już nie, tylko smętnie wiszą. Ja w każdym razie sięgam po nią kiedy wiem, że następnego dnia będę siedzieć w domu.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, że TAK maska mocno odżywia i nawilża i to wyraźnie czuć, chociaż sama nie narzekam na ich przesuszenie mimo farbowania,a i moja fryzjerka dziwiła się jak ja to robię, że włosy nie suche nic a nic. Colour Goddess to bardziej taka kremowa terapia dla włosów po przejściach. Niekoniecznie farbowanych, bo jak dotąd nie zaobserwowałam, aby coś tym kolorem robiła, a już napewno dzięki niej nie trzyma się dłużej ( niestety z tym kolorem już tak jest, że nie da się za bardzo go przedłużyć).

Myślę, że nie pożałujecie jeśli zdecydujecie się wypróbować, a na dokładkę aplikację umiła wyjątkowy zapach krówek. Ja jednak nie zdecyduję się na kolejne opakowanie, ponieważ nie akceptuję tego obciążania, a i tak odżywcza maska nie jest mi potrzebna.

Ocena: 4 / 5

Cena: 200g / kupiłam za 10€

Dostępność : kupiony w jednym z fińskich marketów


Znacie tę maskę? Podpowiedzcie jakie są najlepsze maski do włosów farbowanych

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz