piątek, 30 września 2016

Marc Jacobs - Daisy Dream





Daisy Dream przyciąga wzrok w perfumerii swoim wyjątkowo esteycznym flakonikiem, który pewnie większość dziewczyn i kobiet chciałaby mieć na półce. Nie interesował mnie jednak, bo nie przepadam za zapachami Jacobsa i nie podoba mi się żaden z nich. Tak się jednak złożyło, że kilka próbek dostałam gratis przy innym zakupie ( co mnie bardzo zdziwiło, bo w tutejszych perfumeriach panie nie dodawają żadnych próbek czy gratisów niezależnie od tego co i za ile się kupi, nie robią też próbek na życzenie) i pomyślałam, że to nie będzie żadna rewelacja, ale sprawdzić warto.

Dziwię się cenie, bo jest zdecydowanie zbyt wygórowana za coś co praktycznie nie pachnie. Poważnie! Mgiełki zapachowe mają intensywniejszy zapach i niektóre z nich dłużej się utrzymują niż ta woda toaletowa, a ponieważ nienawidzę perfum, które są bliskoskórne i ledwo co je czuć to Daisy Dream są dla mnie skreślone zresztą ich skład to też nie jest to co lubię i czego szukam i sama nigdy bym ich nie kupiła.




Od początku do ( szybkiego) końca nie daję rady rozróżnić poszczególnych owoców, bo są tak gładko zmiksowane. To coś takiego jak owocowa papka dla niemowląt, ale z owoców, które słabą pachną i są rozwodnione. Kokosa nie ma ani żadnej słodyczy i myślę, że tego tu najbardziej brakuje, bo może wtedy kompozycja byłaby bardziej znośna i dałby się ją nosić choćby idąć po tzw. bułki do piekarni. To wodna, bylejaka pulpa z owoców bez ładu i składu rozjechana blenderem byle jak i to w zasadzie wszystko, bo nic więcej nie można o tym zapachu powiedzieć. Nie zmienia się i zresztą nawet nie może, bo po 5 minutach cały ulatnia się w eter nie zostawiając po sobie kompletnie nic. Pytam więc po co tworzyć takie beznadziejne zapachy? Co z tego, że ich twórcami są Ann Gottlieb , która jest´´ matką´´ mojego ukochanego Esprit d´ Oscar oraz Alberto Morillas mający na koncie wiele pięknych kompozycji skoro Daisy Dream to jakiś (nie ) tani żart! Coś co praktycznie nie pachnie i trzyma się skóry przez dosłownie kilka krótkich minut nie powinno być w ogóle produkowane lub jeśli już to stać na najniższych półkach w markecie i kosztować 5zł  nie więcej.



Porażka i to na całej linii. Nie nadaje się toto nawet na prezent ( no chyba, żeby flakon trzymać jako element dekoracji,a  z zawartości nie korzystać), bo kto z tego będzie zadowolony? Może 10 letnia dziewczynka i nikt poza tym.

Nuty zapachowe : 

nuty głowy : jeżyna, gruszka, grapefruit

nuty serca : wisteria, jaśmin, liczi

nuty bazy: woda kokosowa, piżmo, białe drzewa


Ocena :

zapach: 0 / 5

flakon: 4/ 5



Cena: 100ml / ok. 220 zł

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się Daisy Dream?




środa, 28 września 2016

Torf Corporation - Lovena - regenerujący krem do rąk







Po bardzo udanym micelu Loveny przyszła pora na kolejną nowość,a mianowicie krem regenerujący do rąk tej marki. W zasadzie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać, bo moje dłonie są bardzo wrażliwe i źle reagują na drogeryjne kremy, które też nie potrafią ich odpowiednio nawilżyć. Kto wie co to znaczy ekstremalnie wysuszone ręce, swędzące po którymś z kolei polecanym kremie ten zna ten ból. I niestety krem Loveny to żadne remedium na moją przypadłość, a bardzo przeciętny produkt do używania w ciągu dnia lub do zabrania do torebki i tylko dla osób, które nie narzekają na nadmierną suchość.



Opakowanie: miękka tuba o poj. 125ml

Zapach i Konsystencja: średnio gęsta o dość przyjemnym, delikatnym aromacie, który trudno określić . Krem nie jest tłusty i bardzo szybko sie wchłania bez pozostawiania wyczuwalnego filmu.









Działanie: niestety, ale nie powala. To krem, któy trzeba nakładac wielokrotnie w czasie dnia, bo nawilża powierzchownie i na krótko. Owszem złagodził świąd i przesuszenie, ale nie na długo, bo po umyciu znów musiałam go zaaplikować, a nie mam za bardzo na to czasu w trakcie dnia i od kremu do rąk oczekuję bardzo silnego działania, choć przekonałam się, że mało który drogeryjny nawilżacz tak działa i nie wszystkie apteczne popularnych marek też dają radę.

Nic mi nie daje nałożenie wieczorem grubej warstwy tego kosmetyku, bo rano budzę się już z nieprzyjemnie szorstką skórą. Także działanie jest typowe dla tego typu kremów i naprawdę nie odpowiada skórze wymagającej. Nie jest to też absolutnie produkt SOS jak głosi napis na opakowaniu. Ekstrakt z bawełny i alantoiny niewiele tu daje, a na drugim miejscu w składzie mamy już niepotrzebną parafinę.


Plusem jest to, że krem mnie nie podrażnił co zdarzało się w przeszłości i tym się broni, bo zużyję go do końca bez marudzenia aczkolwiek nie polecam jeśli szuklacie remedium dla bardzo suchej skóry dłoni.



Ocena: 3 - / 5

Cena: 125ml / nie wiem,dostałam

Dostępność : wydaje mi się, że w Biedronce, ale nie jestem pewna


Znacie produkty Lovena?


poniedziałek, 26 września 2016

Essie nr 273 Cashmere Bathrobe


Kolejny Essiak w mojej kolekcji i przekonuję się, że one mają różną trwałość. Jedne są pod tym względem lepsze inne gorsze. Ten zalicza się do tej drugiej grupy aczkolwiek i tak go lubię szczególnie za ładny kolor.







Opakowanie: tu nie ma sie nad czym rozwodzić. Jest typowe dla lakierów Essie, mieści 13,5ml, a pędzelek jest spłaszczony.


Konsystencja: standardowa dla lakierów tej marki, czyli ani nie za rzadka ani za gęsta. Nie ma żadnych smug, prześwitów, a kolor jest intensywny już po jednej warstwie.


Kolor:  273 Cashmere Bathrobe to ciemny szary, oscylujący w granicach grafitu z mikroskopijnymi drobinami w kolorze srebrnym i fioletowym, ale widać je jedynie jeśli bardzo sie przyjrzymy i raczej tylko w świetle.






Działanie:  To lakier,którego możemy użyć krótko przed wyjściem, bo bardzo szybko schnie i ja upartego jedna warstwa wystarczy by nadać intensywny kolor i połysk. Szkoda tylko, że to wszystko trwa zaledwie 2 dni. Lakier był już wtedy tak mocno starty, że wyglądało to niechlujnie i musiało byc zmyte. Mimo wszystko jednak lubię go szczególnie w taką pogodę jaka tu obecnie panuje, czyli szarą, ponurą, jesienną.


Ocena : 3 + / 5

Cena: 13,5ml / zapaciłam 18zł

Dostępność : kupiony na ezebra



Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 23 września 2016

Beyonce - Heat Rush






Flankier nielubianego przeze mnie Heat tym razem w pomarańczowej odsłonie wydany w 2010r i chyba tak samo popularny jak pierwowzór, a przynajmniej ja widuję go wszędzie na półkach w tutejszych supermarketach za zbyt wygórowaną cenę. Kolor flakonu idealnie oddaje to co znajduje się w środku zresztą Bey też pomalowano i ubrano ´´pod kolor´´, więc wszystko tu ze sobą współgra.






Narzekałam na Heat, że to straszliwie słodki twór i ponarzekam też na Rush, bo nie mogę ścierpieć tego jak bardzo ten zapach jest płaski i jednostajny i oczywiście to nie byłby Heat, gdyby nie porażał słodyczą na kilometr, choć w tym wypadku jest jakby mniej cukierkowy, a bardziej owocowy. Jedynym owocem i w ogóle jedynym składnikiem, który na mnie wychodzi jest czerwona pomarańcza tyle tylko, że bardzo syntetyczna i nie mająca nic wspólnego z prawdziwym soczystym cytrusem, a bardziej z jakimś wstrętnym drinkiem serwowanym w tanim barze w popularnej nadmorskiej miejscowości pełnej opalonych panienek z pomarańczowym podkładem na twarzy i sztucznymi rzęsami, które co chwila patrzą w lusterko i nakładają kolejną porcję błyszczyka na wydęte wargi. Nie potrafię tej kompozycji opisać inaczej, bo dosłownie tak mi się kojarzy.

Oprócz wspomnianej pomarańczy nie ma tu nic więcej, zapach przez cały czas pozostaje taki sam i kompletnie nie wyróżnia się z tłumu. Zastanawiałam się co mi ta czerwona pomarańcza przypomina, bo wiem, że wąchałam już kiedyś coś podobnego. Tak: C-thru Golden Touch. Jeśli wiecie jak on pachnie to Heat Rush jest do niego bardzo podobny tyle, że dużo bardziej słodki nie tyle słodyczą jadalną co syropowatą, chemiczną pomarańczą, która wkurza już po kilku chwilach i miałam ogromną ochotę iść pod prysznic i zmyć z siebie tego ohydka.

Nie lubię mówić, że jakiś zapach pachnie tanio i wtórnie, ale dla mnie ta propozycja Beyonce taka właśnie jest pomimo tego, że dawałam jej szansę i próbowałam użyć na codzień, na spacer, na szybkie wyjście, na plac zabaw, ale niestety spasowałam. Pokonała mnie ta przesłodzona, plastikowa pomarańcza.

Cieszę się, że na mnie parametry były wyjątkowo słabe i po godzinie zapach znikł, był też od początku wyczuwalny dość blisko skóry. Co jest wadą jeśli akurat Wam ten zapach przypadł do gustu. Tak myślę jaki zapach tej wokalistki mogłabym nazwać przyzwoitym i przychodzi mi na myśl tylko Rise i ewentualnie Wild Orchid, choć to też słodka bomba aczkolwiek w nieco innym stylu. Póki co nie wierzę, że pani Knowles-Carter jest w stanie wypuścić coś dobrego, coś o czym spokojnie mogłabym powiedzieć, że to nie ulepek dla małych dziewczynek i zagorzałych fanek tej ( dla mnie) przereklamowanej wokalistki.


Nuty zapachowe:

nuty głowy : sorbet z passiflory, czerwona pomarańcza, wiśnia

nuty serca: żółta tygrysia orchidea,  kwiat mango, hibiscus

nuty bazy : drzewo tekowe, ambra, piżmo


Ocena : 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 60zł

Dostępność: perfumerie online, stacjonarne, markety


A jak Wam podoba się Heat Rush?

środa, 21 września 2016

Tresemme- Runaway Collection - Get Sleek- wygładzająco- dyscyplinujący krem do włosów







Nie lubię kosmetyków  Tresemme. Kilka razy mocno się na nich zawiodłam i od tego czasu omijam szerokim łukiem, nie daję się nawet zwabić na nich niskie ceny. Kiedy jednak zobaczyłam w gazetce promocyjnej, że pojawiła się nowa seria, a w niej kosmetyki do prostowania i do fal i loków postanowiłam zaryzykować. I tym oto sposobem kupiłam zarówno ten wygładzający krem jak i piankę do fal oraz żel do włosów kręconych i mam mieszane uczucia szczególnie jeśli chodzi o dziś opisywany krem. Moim zdaniem nie spełnia on objetnic producenta i żałuję zakupu.

Mam włosy naturalnie falowane i na codzień lubię je tylko spryskać solą morską bądź po umyciu wgnieść piankę, żel lub inny produkt, który te fale podreśli i zaakcentuje tzw. beach look. Taka fryzura jest łatwa i szybka do zrobieni, a w dodatku efektowna. Jednak raz w tygodniu w weekend  preferuję całkowicie włosy wyprostować i do tego celu używam kosmetyku anti frizz, żeby włosy nie zaczeły się kręcić i puszyć, bo mają do tego skłonność szczególnie w wilgotną pogodę. Nie zliczę ile takich produktów już wypróbowałam i trzymam się opinii, że te profesjonalne, droższe, salonowe są lepsze niż drogeryjne. Dlatego naprawdę nie wiem co mnie podkusiło do nabycia Get Sleek.


Opakowanie: czarna, nieprzezroczysta buteleczka 125ml z pompką

Zapach i Konsystencja: biały krem, który w zasadzie przypomina mi mleczko do demakijażu o dość intensywnym, lekko słodkawym aromacie rodem z kosmetyków fryzjerskich, na włosach ten zapach jest praktycznie niewyczuwalny.



Działanie: krem nakładamy na wysuszone ręcznikiem włosy po ich umyciu po czym rozczesujemy i suszymy suszarką. Przede wszyskim radzę nie przesadzać z ilością, bo krem obciąża . Mała kropla na moje długie włosy w zupełności wystarczy. Testowałam ten produkt na dwa różne sposoby: susząc suszarką oraz zostawiając je do samodzielnego wyschnięcia i nie widzę różnicy, bo produkt niestety, ale nie działa.

W trakcie suszenia suszarką rozczesywałam włosy szczotką, aby maksymalnie je wyprostować. U mnie jest to dość długi proces i by wysuszyć całe włosy potrzeba dobrych kilku minut i cierpliwości. Chciałam przede wszystkim zniwelować ich puszenie, bo taki efekt osiągam po użyciu suszarki i ten krem absolutnie nie pomogł. Włosy nie były całkowicie gładkie, końcówki były napuszone, a fryzura nie wyglądała wyjściowo, ale postanowiłam zobaczyć jak będzie to wyglądało rano i popracować z prostownicą. Następnego ranka rozczesałam włosy i zabrałam się za ich prostowanie i tu poszło dobrze, choć i tak włosy nie były tak gładkie jak u fryzjera, a czułam też, że sa już lekko obciążone, brakowało im lekkości. Cała moja praca poszła jednak na marne, bo po wyjściu na dwór w dość słoneczną aczkolwiek trochę wilgotną pogodę bez deszczu fryzurę szlag trafił! Włosy zaczeły kręcić się jak szalone na całej długości,a ja zyskałam look ala owca. Wyglądało to poprostu strasznie... Gdzie niby ten efekt ani frizz ?! Bzdura! Jedyną radą było ponowne umycie włosów, ale już zrezygnowałam z nakładania Get Sleek.

Kolejnym razem dałam włosom naturalnie wyschnać i rano były one poskręcane jak zawsze. Prostownica je okiełznała, ale też nie było takiej gładkości jaką wyczarowuje fryzjer w salonie. Po wyjściu na dwór w słoneczny ciepły dzień włosy wytrzymały kilka godzin po czym zaczęły się puszyć z niewiadomego powodu i wieczorem prosiły się już o umycie. Kolejny raz napiszę, że obiecywany rezultat dyscyplinujący to w tym wypadku bujda. Doszłam poprostu do wniosku, że jakkolwiek bym próbowała to ten krem nie spełnia swojej funkcji i nie wygładza ani nie dyscypilnuje włosów skłonnych do puszenia. Zastanawiam sie teraz co z nim zrobić czy wyrzucić czy jakoś się pomęczyć i zużyć do końca?  Nie polecam w żadnym wypadku, bo to strata pieniędzy.


Ocena : 1 / 5

Cena: 125ml / ok 7€

Dostępność: w Finlandii w wybranych supermarketach


Znacie produkty z tej linii Tresemme?

poniedziałek, 19 września 2016

IsaDora-Gel Nail Lacquer nr 227 Orange Dream









Lakier znaleziony w jednym z pierwszych Livboxów, które dostałam i choć nie przepadam za takimi odcieniami to ten polubiłam, bo jest energrtuzyjący, świeży i nadaje się nie tylko na lato. Niestety nie zaopatrzę się w więcej kolorów, mimo, że technicznie ten produkt zasługuje na bardzo wysoką notę, bowiem jego trwałośc jest fatalna : /


Opakowanie: 6ml szklana buteleczka,a w środku płaski, dość krótki i baardzo poręczny pędzelek

Konsystencja: niby dośc rzadka,a jednak nie na tyle, aby były jakiekolwiek kłopoty w malowaniu. Pomaga w tym wspomniany wcześniej świetny pędzelek, którym nakłada się lakier w sekundę!

Kolor : 227 Orange Dream to pomarańcz bez żadnych dodatków. Nie za ostry, ale też nie pastelowy. Polubiłam go i noszę z przyjemnością.

Działanie: Lakier w ogóle nie robi smug, prześwitów i jeśli się śpieszymy to wystarczy jedna warstwa, a wtedy kolor będzie lśniący i intensywny. Oczywiście producent zaleca wykończyć lakier top coatem z tej samej serii, dzięki czemu będziemy się cieszyć żelową trwałością do tygodnia. Niestety to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością!

Po pomalowaniu nie musimy czekać długo aż lakier przeschnie dlatego to byłby dobry kosmetyk kiedy mamy niewiele czasu do wyjścia i chcemy szybko zrobić manicure. Pod warunkiem jednak, że nie będziemy poza domem dłużej niż 2 dni, bo tyle właśnie ten lakier wytrzymuje i to zabezpieczony top coatem z tej samej linii. Po tym czasie widoczne były mocne odpryski na wszystkich paznokciach i nie pozostało mi nic innego niż sięgnięcie po zmywacz.

Nie jestem zadowolona, bo 2 dni to zdecydowanie zbyt krótko tym bardziej, że nie robiłam nic co by wpłynęło na tak beznadziejną trwałość. Nie mogę polecić tego lakieru, bo oprócz fajnego koloru i rewelacyjnej aplikacji nie oferuje nic więcej, chociaż może u Was spisze się lepiej? Trzymajcie się jednak z daleka od top coatu z tej linii, bo to bubel, który nie radzi sobie w przypadku żadnego lakieru.

Ocena : 3 -  / 5

Cena: 6ml / w Finlandii 9,50€

Dostępność: nie wiem jak w Polsce, ale tu kosmetyki tej marki są w perfumeriach


Spotkałyście się z tym lakierem? Jak Wam się podoba kolor?

piątek, 16 września 2016

Montale - Jasmine Full





Jaśmin jest moim ulubionym kwiatowym składnikiem w perfumach, ale zanim poznałam Jasmin Full miałam do niego dość obojętny stosunek i nie wierzyłam, że może czymś zaskoczyć szczególnie solo. Obecnie stawiam tę kompozycję w piątce moich ulubionych i muszę mieć własny flakon.

Jasmin Full - ta nazwa w pełni oddaje to co czujemy. Jaśmin na całego. Mocny i głośny bez kompromisów. Czasem słodki, czasem ostry prowokuje otoczenie choć może też odrzucać w końcu nie każdy wytrzyma taką dawkę białego kwiecia na raz. Jest narkotyczny, upaja, hipnotyzuje, ale zawsze jest sobą, niczego nie udaje. Kompozycja niby posiada jeszcze w sobie wiciokrzew i kwiat pomarańczy, ale dla mnie jest jednoskładnikowa i rządzi tu ´´twardą ręką´´ Król Jaśmin, który budzi respekt .Trzeba lubić tę nutę, aby nosić te perufmy na sobie, bo mają bardzo dużą trwałość oraz są świetnie wyczuwalne i zostawiają spory ogon także nie polecam spryskiwania się więcej niż dwa razy, bo inaczej aromat może obezwładnić innych i zamiast przyjemnych komplementów usłyszymy niemiłe komentarze czego niestety sama doświadczyłam przesadzając z aplikacją :)

To niewątpliwie przepiękny zapach i równie cudnie ujęty jaśmin. Zapewno wielu go pokocha ( jak ja), ale też wielu może wystraszyć. Jasmin Full to pozycja obowiązkowa dla jaśminomaniaków i fanów Montale. Przetestujcie koniecznie!


Nuty zapachowe:

jaśmin, wiciokrzew, kwiat pomarańczy 
 

Ocena: 5 + / 5

Cena: 100ml / ok. 270zł

Dostępność: perfumerie online i wybrane stacjonarne


Znacie Jasmin Full? Lubicie jaśmin w perfumach?

środa, 14 września 2016

Soraya-Ideal Beauty- lekki hydro-krem na dzień do cery suchej i wrażliwej






Od dawna nie miałam kremu do twarzy na dzień polskiej marki. Nie to, że nie lubię, nic z tych rzeczy, ale jakoś nie znalazłam w ofercie żadnej marki nic co by mi odpowiadało na tyle, żebym z przyjemnością kremu używała. Z Sorayą też dawno nie miałam do czynienia, a szkoda, bo widzę, że marka się rozwija, zmienia design i jej produkty nie przypominają już poprzednich, które pamiętam jako nienajlepszej jakości. Otrzymałam ten krem do wypróbowania i pierwsze co mnie wystraszyło to to, że jest niby dla cery suchej. Ja mam normalną, która lubi czasem zabłysnąć, więc byłam przekonana, że kosmetyk będzie ciężkim, tłustym mazidłem z parafiną w składzie. Nie wierzyłam, że może być inaczej nawet wiedząc, że ma to być lekki hydro-krem. Myliłam się. Zresztą przeczytajcie sami:

Opakowanie: przezroczysty, szklany, pękaty słoiczek 50ml

Zapach i Konsystencja: kosmetyk wygląda jak malinowy, schłodzony budyń, lekko się też trzęsie jeśli poruszymy słoiczkiem,a  pod światło widać, że ma jakby maleńke różowe drobinki, które jednak nie są tu potrzebne i nie wiem po co producent się na to zdecydował. Zapach jest bardzo subtelny, obecny tylko jeśli mocniej się´´ wwąchamy´´. Jest typowo kosmetyczny.






Działanie: Krem nie jest w ogóle tłusty ani ciężki i to mnie najbardziej zaskoczyło, bo jednak większość kosmetyków do skóry suchej jest bardziej treściwych. Zresztą będę polemizować z tym jakoby był to produkt właśnie do takiej skóry. Nie mogę się z tym zgodzić, ponieważ owo nawilżenie nie jest spektakularne i szczerze wątpię,aby ten kto miał wysuszoną skórę był z niego zadowolony.




Krem wchłania się od razu po aplikacji nie zostawiając żadnego filmu, więc szybko możemy kłaść podkład ( w tym wypadku to produkt idealny pod makijaż!). Cera jest nawet lekko zmatowiona co docenią osoby ze skórą normalną i mieszaną, bo dla tłustej i mocno przetłuszczającej się będzie to już niewystarczające.Jednocześnie nie ma się wrażenia jakbyśmy oprószyły twarz pudrem co też niestety robią niektóre matujące kremy. Zresztą przypomnę, że to nie jest krem sticte matujący, a właśnie nawilżający, wygładzający i łagodzący.

Osobiście na dzień nie potrzebuję silnego nawilżenia. Owszem musi być, ale w granicach normy, bo inaczej skóra lubi się wtedy niepotrzebnie błyszczeć. Ten krem właśnie to robi: nawilża, ale bez przesady.U mnie ten stan trwa do wieczora aczkolwiek jak już wspominałam to nie jest odpowiednie dla skóry suchej, bo ona potrzebuje dużo większej porcji nawilżenia i odżywienia, a ten kosmetyk tego nie robi.

Muszę jednak przyznać, że rzeczywiście skóra jest odczuwalnie wygładzona natomiast obiecanego efektu odświeżenia i wypoczęcia nie zaobserwowałam, a przydałoby się. Dobrze chociaż, że nie ma działania komodogennego.

Podsumowując uważam, że krem jest dobry, ale NIE odpowiedni dla przesuszonej skóry i dla kogoś kto spodziewa się bomby nawilżającej. Wybierzcie go jeśli szukacie czegoś lekkiego pod makijaż.

Ocena : 4 - / 5

Cena: 50ml /  nie wiem, dostałam

Dostępność: Rossmann

Znacie ten krem?

poniedziałek, 12 września 2016

Wrześniowy Livbox 2016



Kolejna paczka z kosmetykami i myślę, że zawartość jest ok, ale nie powala. Szkoda,że tym razem nie było próbki perfum lub ´´pachnącej kartki´´.







1. Makiash-lakier do paznokci ( czerwony)

2. Cutrin Professional- Chooz-odświeżający suchy szampon do włosów ( 100ml)

3. Dermalogica- Skin Renewal Booster Serum ( 10ml)

4. Lumene- Sensitive Touch-łagodny płyn do demakijażu oczu (100ml)

5. Korres-Bazylia i Cytryna-żel pod prysznic(40ml)

6. Schwarzkopf Professional- Bonacure- Cell Perfector- Moisture Kick-nawilżająca odżywka w sprayu (100ml)

7. IsaDora- Inner Kajal nr 56 Blonde



Znacie coś z tej paczki? Jak Wam się podoba jej zawartość?

piątek, 9 września 2016

Alaia- Alaia EDP





Jedno z moich zapaachiowych rozczarowań tego roku. Kiedy poznałam nuty i recenzje innych cieszyłam się już w myślach, że będę miała ten piękny czarny flakon i będę pławić się w tych skórzanych nutach, a kiedy przyszło do testów okazało się, że nie było potrzeby się aż tak ekscytować.

Alaia jest ładna. Ma czarne do pasa włosy, usta wymalowane czerwoną szminką i lubi nosić sukienki do prawdziwej skórzanej kurtki, ale nie jest to ramoneska. Nie przepada też za Conversami, woli baleriny albo  buty na lekkim obcasie. Jej ulubionym zapachem jest zapach piżma i fiołków, a także czyste górskie powietrze zresztą ona od jakiegoś czasu często bywa w górach. Taka jest Alaia.

Zdziwicie się pewnie jeśli same znacie tę kompozycję i jeśli czujecie w niej duże pokłady skóry. Ja nie czuję niczego takiego, a właśnie fiołki na pokładzie z piżma i coś świeżego, co jak uważam jest właśnie tym akordem górskiego powietrza.Piżmo do entej potęgi, które na szczęście temperuje trochę fiołek, choć to i tak za wiele nie zmienia, gdyż cała kompozycja dla mojego nosa jest szalenie bezpioeczna. Nic się tu nie dzieje, nie ma żadnego´´ pazura´´, szaleństwa czy choćby minimalnie tego CZEGOŚ co by sprawiało, że zapach byłyby jakiś inny. Według mnie nie jest. Znudził mi sie po całym dniu noszenia,bo ileż można nosić piżmowe fiołki?

Cieszę się, że dla kogoś ta kompozycja jest kobieca, elegancka być może nawet seksowna i nosi ją z przyjemnością. Ja czułam się w Alai poprostu niedobrze. Dokładnie tak samo jak w źle skrojonej garsonce czy o numer za dużych butach. Ten zapach do mnie nie pasuje. Jego parametry są bardzo dobre, bo męczyłąm się z nim cały dzień, włosy pachniały nim dwa dni aż do mycia  natomiast skóra jeszcze po wieczornej kąpieli.

Bronię się przed użyciem słowa przeciętniak i nie chcę go tu zastosować, bo wiem, że na kimś te perfumy napewno oddają całe swoje piękną i chciałabym poczuć te skórzane akordy. Nie będzie jednak więcej prób. Nie spotkam się już z Alaią.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: nuty górskiego powietrza, różowy pieprz

nuty serca: frezja, piwonia, róża

nuty bazy: białe piżmo, skóra, fiołek


Ocena : 3 - / 5

Cena:100ml / ok. 250zł

Dostępność : perfumerie online



A jakie jest Wasze zdanie o tej kompozycji?

środa, 7 września 2016

Torf Corporation - Lovena - płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu








Wydaje mi się, że ten płyn jest dostępny w Biedronce, ale głowy nie dam, bo kiedy ostatni raz tam byłam ( rok temu) to go nie widziałam. Poszukajcie go jednak, bo warto. To świetny, niedrogi micel! Zreszta będę do upartego powtarzać, że osobiście nie widzę sensu wydawania pieniędzy na drogie,  micele i płyny do demakijażu marek selektywnych skoro w drogeriach można dostać takie same jakościowo za ułamek tej kwoty. No, ale jeśli ktoś lubi mieć w łazience płyn służacy tylko do usuwania maskary w pięknej buteleczce, która pewnie kosztuje więcej niż zawartość, a i marka ´´krzyczy´´, że jest drogo to oczywiście ma do tego prawo :) Ja się nie ugnę tym bardziej, że wypróbowałam te bardzo drogie zmywacze i naprawdę nie widzę w nich nic co usprawiedliwiało by ich zawyżone ceny. Przechodząc do recenzji micela Lovena:


Opakowanie: wygodna, przezroczysta butelka z klapka o poj. 200ml

Zapach i Konsystencja: ´´´woda´´, która praktycznie nie ma zapachu

Działanie: od razu powiem,że nie próbowałam nim zmywać podkładu, pudru czy nawet kremu BB, CC, podkładu w pudrze. Nie mam w zwyczaju tego robić micelami, bo wtedy czuję się´´ niedomyta´´. Do tego celu używam wyłacznie olejku do demakijażu, ewentualnie żelu do twarzy,a dopiero potem jeśli jest taka potrzeba sięgam po micel, żeby nie było watpliwości, że cera jest całkowicie oczyszczona.

Z powodzeniem jednak zmywam nim cały makijaż oczu ( liner, tusz, cienie) oraz trwałe i mocno napigmentowane pomadki i płyn radzi sobie z tym zadaniem na piątkę.Demakijaż trwa zaledwie chwilę i nie ma żadnego rozmazywania tylko kolorówka rozpuszcza się i już!  Dodając do tego całkowity brak podrażnień, łzawienia czy nawet wysuszenia czyni go naprawdę godnym polecenia.

Nie zastanawiajcie się tylko lećcie kupić i podzielcie się opiniami!


Ocena: 5 / 5

Cena: 200ml / nie wiem,dostałam

Dostępność : w Biedronce?

poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia miesiąca - sierpień 2016



Minęły wakacje, w Finlandii już w połowie sierpnia zaczął się rok szkolny i widać, że nadchodzi jesień. Zresztą w tym roku tutejsze lato nie było zbyt ciepłe, nie było jakiś szalonych upałów. Dni stają się coraz krótsze i zimniejsze, a tego najbardziej nie lubię. Fińska jesień to zdecydowanie nie jest moja ulubiona pora. Przez ten miesiąc nazbierało mi się też trochę zużyć i cały czas liczę na więcej :)


Oto co zużyłam w sierpniu:








1. Oceanic - AA- Intymna Help- płyn do higieny intymnej

Bardzo dobry płyn, który jak najbardziej mogę polecić także w okresie ciąży i połogu, bo nie podrażnia, a nawet łagodzi. Jest biały, bezzapachowy i średniogęsty, dośc dobrze się pieni. Myje, odświeża i jest bardzo łagodny, a to najważniejsze.




2. Ziaja- Mintperfekt- Szałwia-pasta stomatologiczna bez fluoru


Kupiłam tę pastę w firmowym sklepie Ziaji jak tylko pojawiała się na rynku. Przeczekała trochę aż skończę inne i wtedy zabrałam się za nią. Pokładałam w nią duże nadzieje, bo jest przeznaczona dla wrażliwych zębów, a takie niestety mam i jeśli tez tak macie to wiecie jaki to problem szczególnie, że nic nie pomaga, a dentyści twierdzą, że problem nie jest taki duży i nie ma powodu, żeby coś z tym robić :/ Pasta jest przeznaczona także dla dzieci bez ograniczeń wiekowych. Jest gęsta, zielonkawa i ma miętowy smak, który nie jest bardzo mocny. Niestety nie pomogła na wrażliwość i nie przynosiła ulgi i tym jestem najbardziej rozczarowana, choć wiadomo, że na tę przypadłość każdemu pomaga co innego, więc wypróbujcie szczególnie za tak niską cenę. Wolałabym też, aby pasta na dłużej odświeżała oddech,ale i tak jest nieźle. Przeciętna.



2. Herbina-Aqua SPA-odświeżający lekki balsam do ciała

8ml próbka pochodzi z Livboxa i napewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo produkt jest beznadziejny. Rzeczywiście jest bardzo lekki, wchłania się z prędkością światła nie zostawiając żadnej warstwy i... nie nawilża nic a nic. Ja co prawda nie mam już suchej skóry i mogę obyć się bez codziennego smarowania ( co kiedyś było wykluczone), ale dla mnie balsam musi odczuwalnie nawilżać, a ten nijak tego nie robi. Skóra jest taka jak przed aplikacją. W trakcie smarowania czuć chłodzenie, ale nie ma tu mentolu ani żadnych podobnych sztuczek i myślę, że to sprawka tej konystencji. Zapach też mi się nie podoba- jest świeży tylko za bardzo kojarzy mi się z proszkiem do prania. Ponadto 8ml wystarczyło mi na posmarowanie dwóch rąk i przedramion i to jeszcze nie całkowicie. W ogóle wydawało mi się, że w saszetce jest dużo mniej niż podano. Nie polecam. Nie wiem dla kogo niby jest to produkt.


3. Maybelline-Express-zmywacz do paznokci z acetonem

Różowy, śmierdzący zmywacz, który dobrze radzi sobie nawet  brokatami. Nie zauważyła, żeby przesuszał, ale nie używałam go bardzo często. Mogę polecić.

4.Nivea-Double Effect-antyperspirant w kulce

Pamiętam,że kiedyś już go miałam i lubiłam dlatego postanowiłam do niego wrócić. To dobry produkt dla kogoś kto nie ma problemów z nadmiernym poceniem jak ja. Nie poradzi sobie jednak w wielkie upały i przy treningu. Jest najlepszy przy normalnej aktywności. Nie plami ubrań, nie podrażnia i ładnie, subtelnie pachnie.

5. Yves Rocher - peelingująca pianka oczyszczająca do twarzy

To nie pianka,a  dość gęsta pasta z drobinkami, których jednak nie ma za dużo,a  przynajmniej nie na tyle, żeby nazwać ten produkt peelingującym. W usuwaniu makijażu ( co obiecuje producent) też radzi sobie dość kiepsko. Na tyle kiepsko, że kiedy chciałam nim usunąć lekki podkład to rozmazał się on na skórze, potem niby zszedł, ale i tak cały wacik z micelem był brudny, więc dla mnie ta pseudo pianka w ogóle nie spełnia funkcji oczyszczających. Poza tym pozostawia na skórze dziwny film, który prawdopodobnie pochodzi z oleju kokosowego, który jest już na drugim miejscu składu. Nie polubiliśmy się. Cieszę się, że to już koniec tuby i nie chcę go już znać.

6. Celia - szampon regenerujący  do włosów zniszczonych i farbowanych

Pokazywany TU

To była moja druga i zarazem ostatnia saszetka i wydaje mi się, że te szampony są już wycofane, bo nigdzie ich nie widziałam. Szkoda.

7. Oriflame - The One-eyeliner w pisaku odcień czarny

Pisałam o nim kiedyś i byłam zadowolona. Niestety po jakimś czasie dostałam kolejne trzy te same odcienie i klops... albo zmieniono formułę albo coś stało się ze mną. Liner jest straszliwie nietrwały i rozmazuje się nawet kiedy na dworze jest wilgotno ( bez deszczu) . Szkoda mówić co zrobił mi kiedy pewnego razu wybrałam się na spacer. Był to upalny dzień, czyli sucho, oczy też mi nie łzawiły, nie dotykałam ich ani nic z tych rzeczy. Po godzinie od pomalowania spojrzałam w lusterku i myślałam, że padnę! Cały liner był tak rozmazany, że miałam go na górnych jak i pod dolnymi powiekami! Wyglądałam jakbym właśnie wróciła z długiej szychty w kopalni...Zrozumiałam dlaczego przechodnie tak dziwnie mi się przyglądali ;D Oj nie, to najgorszy eyeliner jaki miałam.


8. Dr Organic- Bioactive Skincare-Organic Vitamin E  Super Hydrating Creme

Przeczytacie o nim  TU

Długo mi zajęło zużycie go, ale na szczęście nigdy więcej już się u mnie nie pojawi, bo niestety, ale zapycha,a  to dla mnie największa wada.

9.  Loreal- Volume Million Lashes So Couture So Black

Poczytacie o nim TU

Podtrzymuję swoją opinię o nim. To nie jest może najlepszy tusz tej marki, ale i tak jest dobry i godny polecenia. Ja sama już po niego nie sięgnę, bo lubię zmieniać tusze, ale sprezentowałam nowy egzemplarz Mamie, która jest z niego bardzo zadowolona.



Znacie coś z mojego denka?