piątek, 23 września 2016

Beyonce - Heat Rush






Flankier nielubianego przeze mnie Heat tym razem w pomarańczowej odsłonie wydany w 2010r i chyba tak samo popularny jak pierwowzór, a przynajmniej ja widuję go wszędzie na półkach w tutejszych supermarketach za zbyt wygórowaną cenę. Kolor flakonu idealnie oddaje to co znajduje się w środku zresztą Bey też pomalowano i ubrano ´´pod kolor´´, więc wszystko tu ze sobą współgra.






Narzekałam na Heat, że to straszliwie słodki twór i ponarzekam też na Rush, bo nie mogę ścierpieć tego jak bardzo ten zapach jest płaski i jednostajny i oczywiście to nie byłby Heat, gdyby nie porażał słodyczą na kilometr, choć w tym wypadku jest jakby mniej cukierkowy, a bardziej owocowy. Jedynym owocem i w ogóle jedynym składnikiem, który na mnie wychodzi jest czerwona pomarańcza tyle tylko, że bardzo syntetyczna i nie mająca nic wspólnego z prawdziwym soczystym cytrusem, a bardziej z jakimś wstrętnym drinkiem serwowanym w tanim barze w popularnej nadmorskiej miejscowości pełnej opalonych panienek z pomarańczowym podkładem na twarzy i sztucznymi rzęsami, które co chwila patrzą w lusterko i nakładają kolejną porcję błyszczyka na wydęte wargi. Nie potrafię tej kompozycji opisać inaczej, bo dosłownie tak mi się kojarzy.

Oprócz wspomnianej pomarańczy nie ma tu nic więcej, zapach przez cały czas pozostaje taki sam i kompletnie nie wyróżnia się z tłumu. Zastanawiałam się co mi ta czerwona pomarańcza przypomina, bo wiem, że wąchałam już kiedyś coś podobnego. Tak: C-thru Golden Touch. Jeśli wiecie jak on pachnie to Heat Rush jest do niego bardzo podobny tyle, że dużo bardziej słodki nie tyle słodyczą jadalną co syropowatą, chemiczną pomarańczą, która wkurza już po kilku chwilach i miałam ogromną ochotę iść pod prysznic i zmyć z siebie tego ohydka.

Nie lubię mówić, że jakiś zapach pachnie tanio i wtórnie, ale dla mnie ta propozycja Beyonce taka właśnie jest pomimo tego, że dawałam jej szansę i próbowałam użyć na codzień, na spacer, na szybkie wyjście, na plac zabaw, ale niestety spasowałam. Pokonała mnie ta przesłodzona, plastikowa pomarańcza.

Cieszę się, że na mnie parametry były wyjątkowo słabe i po godzinie zapach znikł, był też od początku wyczuwalny dość blisko skóry. Co jest wadą jeśli akurat Wam ten zapach przypadł do gustu. Tak myślę jaki zapach tej wokalistki mogłabym nazwać przyzwoitym i przychodzi mi na myśl tylko Rise i ewentualnie Wild Orchid, choć to też słodka bomba aczkolwiek w nieco innym stylu. Póki co nie wierzę, że pani Knowles-Carter jest w stanie wypuścić coś dobrego, coś o czym spokojnie mogłabym powiedzieć, że to nie ulepek dla małych dziewczynek i zagorzałych fanek tej ( dla mnie) przereklamowanej wokalistki.


Nuty zapachowe:

nuty głowy : sorbet z passiflory, czerwona pomarańcza, wiśnia

nuty serca: żółta tygrysia orchidea,  kwiat mango, hibiscus

nuty bazy : drzewo tekowe, ambra, piżmo


Ocena : 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 60zł

Dostępność: perfumerie online, stacjonarne, markety


A jak Wam podoba się Heat Rush?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz