poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia miesiąca - sierpień 2016



Minęły wakacje, w Finlandii już w połowie sierpnia zaczął się rok szkolny i widać, że nadchodzi jesień. Zresztą w tym roku tutejsze lato nie było zbyt ciepłe, nie było jakiś szalonych upałów. Dni stają się coraz krótsze i zimniejsze, a tego najbardziej nie lubię. Fińska jesień to zdecydowanie nie jest moja ulubiona pora. Przez ten miesiąc nazbierało mi się też trochę zużyć i cały czas liczę na więcej :)


Oto co zużyłam w sierpniu:








1. Oceanic - AA- Intymna Help- płyn do higieny intymnej

Bardzo dobry płyn, który jak najbardziej mogę polecić także w okresie ciąży i połogu, bo nie podrażnia, a nawet łagodzi. Jest biały, bezzapachowy i średniogęsty, dośc dobrze się pieni. Myje, odświeża i jest bardzo łagodny, a to najważniejsze.




2. Ziaja- Mintperfekt- Szałwia-pasta stomatologiczna bez fluoru


Kupiłam tę pastę w firmowym sklepie Ziaji jak tylko pojawiała się na rynku. Przeczekała trochę aż skończę inne i wtedy zabrałam się za nią. Pokładałam w nią duże nadzieje, bo jest przeznaczona dla wrażliwych zębów, a takie niestety mam i jeśli tez tak macie to wiecie jaki to problem szczególnie, że nic nie pomaga, a dentyści twierdzą, że problem nie jest taki duży i nie ma powodu, żeby coś z tym robić :/ Pasta jest przeznaczona także dla dzieci bez ograniczeń wiekowych. Jest gęsta, zielonkawa i ma miętowy smak, który nie jest bardzo mocny. Niestety nie pomogła na wrażliwość i nie przynosiła ulgi i tym jestem najbardziej rozczarowana, choć wiadomo, że na tę przypadłość każdemu pomaga co innego, więc wypróbujcie szczególnie za tak niską cenę. Wolałabym też, aby pasta na dłużej odświeżała oddech,ale i tak jest nieźle. Przeciętna.



2. Herbina-Aqua SPA-odświeżający lekki balsam do ciała

8ml próbka pochodzi z Livboxa i napewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania, bo produkt jest beznadziejny. Rzeczywiście jest bardzo lekki, wchłania się z prędkością światła nie zostawiając żadnej warstwy i... nie nawilża nic a nic. Ja co prawda nie mam już suchej skóry i mogę obyć się bez codziennego smarowania ( co kiedyś było wykluczone), ale dla mnie balsam musi odczuwalnie nawilżać, a ten nijak tego nie robi. Skóra jest taka jak przed aplikacją. W trakcie smarowania czuć chłodzenie, ale nie ma tu mentolu ani żadnych podobnych sztuczek i myślę, że to sprawka tej konystencji. Zapach też mi się nie podoba- jest świeży tylko za bardzo kojarzy mi się z proszkiem do prania. Ponadto 8ml wystarczyło mi na posmarowanie dwóch rąk i przedramion i to jeszcze nie całkowicie. W ogóle wydawało mi się, że w saszetce jest dużo mniej niż podano. Nie polecam. Nie wiem dla kogo niby jest to produkt.


3. Maybelline-Express-zmywacz do paznokci z acetonem

Różowy, śmierdzący zmywacz, który dobrze radzi sobie nawet  brokatami. Nie zauważyła, żeby przesuszał, ale nie używałam go bardzo często. Mogę polecić.

4.Nivea-Double Effect-antyperspirant w kulce

Pamiętam,że kiedyś już go miałam i lubiłam dlatego postanowiłam do niego wrócić. To dobry produkt dla kogoś kto nie ma problemów z nadmiernym poceniem jak ja. Nie poradzi sobie jednak w wielkie upały i przy treningu. Jest najlepszy przy normalnej aktywności. Nie plami ubrań, nie podrażnia i ładnie, subtelnie pachnie.

5. Yves Rocher - peelingująca pianka oczyszczająca do twarzy

To nie pianka,a  dość gęsta pasta z drobinkami, których jednak nie ma za dużo,a  przynajmniej nie na tyle, żeby nazwać ten produkt peelingującym. W usuwaniu makijażu ( co obiecuje producent) też radzi sobie dość kiepsko. Na tyle kiepsko, że kiedy chciałam nim usunąć lekki podkład to rozmazał się on na skórze, potem niby zszedł, ale i tak cały wacik z micelem był brudny, więc dla mnie ta pseudo pianka w ogóle nie spełnia funkcji oczyszczających. Poza tym pozostawia na skórze dziwny film, który prawdopodobnie pochodzi z oleju kokosowego, który jest już na drugim miejscu składu. Nie polubiliśmy się. Cieszę się, że to już koniec tuby i nie chcę go już znać.

6. Celia - szampon regenerujący  do włosów zniszczonych i farbowanych

Pokazywany TU

To była moja druga i zarazem ostatnia saszetka i wydaje mi się, że te szampony są już wycofane, bo nigdzie ich nie widziałam. Szkoda.

7. Oriflame - The One-eyeliner w pisaku odcień czarny

Pisałam o nim kiedyś i byłam zadowolona. Niestety po jakimś czasie dostałam kolejne trzy te same odcienie i klops... albo zmieniono formułę albo coś stało się ze mną. Liner jest straszliwie nietrwały i rozmazuje się nawet kiedy na dworze jest wilgotno ( bez deszczu) . Szkoda mówić co zrobił mi kiedy pewnego razu wybrałam się na spacer. Był to upalny dzień, czyli sucho, oczy też mi nie łzawiły, nie dotykałam ich ani nic z tych rzeczy. Po godzinie od pomalowania spojrzałam w lusterku i myślałam, że padnę! Cały liner był tak rozmazany, że miałam go na górnych jak i pod dolnymi powiekami! Wyglądałam jakbym właśnie wróciła z długiej szychty w kopalni...Zrozumiałam dlaczego przechodnie tak dziwnie mi się przyglądali ;D Oj nie, to najgorszy eyeliner jaki miałam.


8. Dr Organic- Bioactive Skincare-Organic Vitamin E  Super Hydrating Creme

Przeczytacie o nim  TU

Długo mi zajęło zużycie go, ale na szczęście nigdy więcej już się u mnie nie pojawi, bo niestety, ale zapycha,a  to dla mnie największa wada.

9.  Loreal- Volume Million Lashes So Couture So Black

Poczytacie o nim TU

Podtrzymuję swoją opinię o nim. To nie jest może najlepszy tusz tej marki, ale i tak jest dobry i godny polecenia. Ja sama już po niego nie sięgnę, bo lubię zmieniać tusze, ale sprezentowałam nowy egzemplarz Mamie, która jest z niego bardzo zadowolona.



Znacie coś z mojego denka? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz