piątek, 21 października 2016

Katy Perry - Mad Love




Po ( według mnie) kompletnie nieudanym Mad Potion, który pachnie jak żywcem ściągnięty z Wanilii Yves Rocher myślałam, że panna Perry przystopuje, pomyśli  i albo przestanie wypuszczać swoje perfumowe stwory albo na rynku ukaże się zapach z jej nazwiskiem, który możnaby uznać za dobry i nie będzie on przeznaczony dla małych dziewczynek. Naiwna jestem jeśli tak sądziłam, bo oto mamy nastepnego różowego potworka w postaci Mad Love. Czy ta nazwa odnosi się do jej romansu z Orlando Bloom? Tego nie wiem, ale mogę przypuszczać, że tak, choć reklama i plakaty promocyjne straszą mnie miną Katy jak z kiepskiej komedii romantycznej z głupawą fabułą.

Mad Love też pachnie różowo i choć skład w sumie całkiem mnie zainteresował, bo myślałam, że dostanę słodkawego, pysznego kokosa ( zawsze mnie z tym kokosem nabieraja, no!) to jest to aromat truskawkowo-malinowych landrynek i tylko ich. Nie ma tu  nic poza tym. Wiecie jak takie cuksy pachną? Są mocno owocowe,  kwaśnawe  i lekko barwią język. Można je dostać i na wagę w lokalnych marketach i w przezroczytych paczkach z logo nieznanej firmy. Nie są aż tak bardzo zacukrzone, choć nie da się zjeść więcej niż kilka na raz. To ten zapach!  Mad Love nie przypomina może zapachów Escady, bo jednak tu nie ma zamulającej słodyczy od której boli głowa, ale jednak jest to zapach słodki i jeśli nie lubicie pachnieć jak owocowe landryny to lepiej omijajcie go szerokim łukiem. Nadmiernej chemii jednak tu nie ma i całe szczeście, bo byłoby już niebezpiecznie.

Mocna nuta truskawek i malin nie zmienia się ani odrobinę i od początku do końca jest taka sama, nie dochodzi do niej żadej inny składnik, a szkoda, bo może wtedy nie byłoby tak monotonnie. Jednocześnie mam nieodparte wrażnie, że to perfumy stworzone dla 10latek lub ewentualnie nastolatek lubiących różowe fatałaszki i żarówiasty manicure w tym samym odcieniu. Nie jest poważny, a infantylny i nie wyobrażam go sobie użyć nigdzie indziej niż na spotkanie z przyjaciółkami lub na wycieczkę do lunaparku ewentualnie do szkoły jeśli chodzimy jeszcze do podstawówki albo gimnazjum. W zasadzie nie spodziewałam się żadnej rewelacji i też jej nie otrzymałam, bo to bardzo prosty zapach, bezpieczny i powiem wprost, że dziecinny. Do sprezentowania młodszej córce ( gdybym ją miała),ale nie do noszenia na sobie samej, bo to nie dla mnie.





Flakon bije w oczy bazarowym wyglądem i na żywo jest naprawdę nieładny. Natomiast parametry mnie zaskoczyły, bo o ile poprzednia wersja trzymała się gorzej niż mgiełka zapachowa o tyle Mad Love czuć doskonale i  dość długo ( u mnie ok. 4 godz) i to niewątpliwa zaleta.

Nie jest to może nieudana propozycja zapachowa, bo nie powiem, żeby zapach był brzydki czy mnie odrzucił, ale ja szukam czegoś bardziej ambitnego choć słodziakami nie pogardzę i ktoś się pewnie zaśmieje, że podoba mi się coś takiego jak Fantasy, a już Mad Love nie. Może i tak, ale Mad Love naprawdę niczym się nie wyróżnia i utonie w morzu zapomnienia tudzież rozpuści się jak różowe cukierki zapomniane w nagrzanym aucie i nikt nawet tego nie zauważy.

Zachęcam jednak do testów, bo na ciepłe dni dla tych z Was, które lubią pachnieć poprostu słodko owocowo może to być strzał w 10.


Nuty zapachowe:

nuty głowy: sorbet jabłkowy, truskawka,  różowy grapefruit

nuty serca : Lamprocapnos spectabilis, czyli kwiat zwany serduszka okazałe, piwonia, jaśmin

nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, kokos


Ocena : 3 - / 5

Cena: 100ml / ok. 110zł, w Finlandii jest dostępne jedynie 30ml za 30€

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne



Testowałyście już Mad Love?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz