piątek, 23 grudnia 2016

Top 5 zapachów na Święta



Są takie perfumy, które od razu kojarzą nam się ze Świętami Bożego Narodzenia. Ciepłe, przyprawowe, otulające. Na chwilę przed tym magicznym czasem, chcę Wam przedstawić moje ukochane zapachy bożonarodzeniowe.

# 5

YSL- Opium


Myślę, że nie muszę nikomu go przestawiać. Choć osobiście bliższa memu sercu jest wersja klasyczna z lat 70tych to i współczesna jest piękna. Intensywna, balsamiczna, narkotyczna woń z mirrą, paczulą i ambrą na czele.


# 4

Botrytis - Ginestet

Gęsty, słodkawy aromat świąteczego piernika na miodzie i suszonych owoców. Zawiesisty, może momentami wydać się za słodki jednak nie można odmówić mu oryginalności. Porównuję do niego również genialny, niestety wycofany już dawno Escada Collection.


# 3

Frapin- 1270



Cudnowny eliksir z prawdziwym miodem, kakao, suszonymi owocami. Słodkawy, przytulny i wyjątkowy jak wyątkowa jest chwila ubierania choinki, siadania do stołu z najbliższymi, otwierania prezentów.

# 2



 Serge Lutens- Rousse


Ciepły, korzenny i poprostu boski! Rousse pachnie jak Glöggi, czyli wino grzane pełne cynamonu, goździków z startą skórką pomarańczy.



# 1

L´Artisan Parfumeur- Tea for Two




Moja absolutna miłość i najlepszy zapach nie tylko na Święta, ale super rozgrzewaczo- otulacz na największe mrozy.Sprawdzone przy fińskich zimach, gdzie śnieg sypie prosto w twarz, a nawet para rajstop pod spodniami niewiele daje, gdy na dworze jest ponad -30stopni. Pyszna, mocno zaparzona herbata z mocą przypraw: cynamonem, kardamonem, imbirem i delikatn nut prawdzowego miodu. Czego jeszcze trzeba do szczęścia? Olofaktoryczne cudo!


Oczywiście to nie wszystkie świąteczne propozycje, bo dodałabym jeszcze Słonika Kenzo, Five o´clock au Gingebre, Safran Troublant i kilka innych, ale ta piątka jest moim zdaniem najbardziej świąteczna :)

A jak u Was z perfumami na Boże Narodzenie?  Czym będziecie pachnieć zasiadając do Wigilijnej  Wieczerzy?



Chciałam Wam życzyć przede wszystkich zdrowych i spokojnych Świąt.Aby żadna przykrość nie przeszkodziła radości tego czasu. Dużo szczęścia i oczywiście dużo prezentów!



piątek, 16 grudnia 2016

Lalique - Living






Roczarowanie roku. Tak w wielkim skrócie mogłabym napisać recenzję Living. Napaliłam się na flakon jak szalona. Gorączkowo czytałam KAŻDĄ recenzje, obejrzałam każdy filmik na ich temat, choć niewiele się dowiedziałam, ale po nutach wiedziałam, że to jest coś czego jeszcze nie mam i chciałam czegoś podobnego do Dior Homme, ale przechylającego się w damską stronę. No cóż, Dior Homme i tak muszę kiedyś kupić, a wielkiego flakonu Living z ulgą się pozbyłam. Czy znaczy to, że jest tak źle? Dla mnie tak, choć wiele osób uważa, że to zapach wyjątkowo oryginalny, inny. Ja dopowiem, że absolutnie nie polecam zakupu go w ciemno,bo z braku możliwości przetestowania ( niestety zapachy Lalique nie występują w Finlandii tak jak wiele innych marek) poprostu kliknęłam go i szok nastąpił dopiero po pierwszych testach, które wypadły negatywnie. W zasadzie sama kompozycja jest ciekawa, ale ma jedną, wielką, wręcz olbrzymią wadę, która skreśla całość i dlatego dla mnie Living to zmarnowany potencjał nad czym bardzo ubolewam.






Patrząc na plakatyreklamowe widzimy na nim kobietę sukcecu, buissnesswoman albo pania architekt. Biała bluzka, czarna marynarka i spodnie. Klasyka w nieco męskim wydaniu. I ten zapach byłby idealnym dopełnieniem do takiego stroju, bo ma wyraźnie męskie akcenty w postaci kolońskiej lawendy ( a ja nie znoszę lawendy!) wraz ze świeżą wetiwerą, jaką również spotykam wyłacznie w kompozycjach z napisem for men. Jednak nie jest tu nazbyt świeżo, bo wychwytuję pewną miękką puchowość i mniemam, że odpowiednialne jest za to drzewo kaszmirowe. To wszystko. Kompozycja na mnie w ogóle się nie zmienia, nie ewoluuje i mam dziwaczne wrażenie wąchania tego wszystkiego zza wielkiej  szyby pełnej smug. Jest niewyraźnie, mętnie jakby błądzić we mgle.

Jeśli ktoś nie znosi słodyczy w perfumach i chce czegoś z dystansem, ale świeżego ( nie mylić ze świeżakiem!) o ostrych kantach to myślę, że będzie to strzał w dziesiątkę, ale tu wychodzi na jaw wyraźna wada tej kompozycji, a mianowicie fatalne parametry. Ja od początku czuję ten zapach bardzo słabo, to taki skin scent. Niesamowicie bliskoskórny, niemrawy. Majaczy na skórze dosłownie kilka krótkich minut po czym bezpowrotnie znika, a że ja wprost nienawidzę skin scentów to tym bardziej łatwiej mi było podjąć decyzję o pozbyciu się bądź co bądź bardzo ładnego, eleganckiego i ciężkiego flakonu.

Myślę, że gdyby nie ta paskudna trwałość i projekcja to z chęcią nosiłabym Living, bo ten zapach jest interesujący aczkolwiek i tak można pomylić tę kompozycję z męskimi wodami i nie dla każdego będzie to fajne. Mój mąż kręcił nosem, że pachnę jak facet ;D,choć i tak ledwo co było czuć, że czegoś użyłam.

Dajcie mu jednak szansę jeśli lubcie same nosić męskie pachnidła o kolońskich nutach i jak ognia unikacie słodyczy w perfumach, a także jeśli lubicie CK Reveal, bo według mnie on ma ten podobny klimat do Living, ale żeby nie było:  to nie jest zamiennik i one nie pachną tak samo!
 Dla mnie jednak propozycja Lalique jest niedopracowana głównie pod względem parametrów dlatego oceniam ją tak nisko.




Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, mięta, lawenda

nuty serca : gałka muszkatałowa, róża, czarny pieprz, irys

nuty bazy: cedr, labdanum, korzeń irysa, drzewo sandałowe, wetiweria, bób tonka, kaszmeran


Ocena : 3 - / 5



Cena: 100ml / ok. 170zł

Dostępność : perfumerie internetowe, nie jestem pewna, gdzie w PL można ten zapach dostać stacjonarnie



A co Wy myślicie o Living?

środa, 14 grudnia 2016

Grudniowy Livbox 2016








Ostatni Livbox w tym roku i bardzo liczyłam, że zawartość będzie iście świąteczna. Może jakieś zimowe limitki, coś do makijażu wszak np. IsaDora wypuściła bardzo ciekawą linię kolorówki na ten sezon. No niestety. Grudniowy Livbox jest dość słaby i żaden produkt za bardzo mnie nie interesuje, no może rozświetlacz i płyn do higieny intymnej, ale i tak mogłoby być lepiej.


Co mamy w grudniowym Livboxie:

1. Jordan- Total Protection-pasta do zębów 75ml

2. Nivea- Caring Shower Silk Mousse-pianka pod prysznic 35ml

3. RFSU-Intim Daily Wash-żel do higieny intymnej 40ml

4. Lumene-Lähde-Hydration Recovery-musująca maska w żelu do twarzy 4ml

5. Manna Kadar-Radiance Split Pan Bronzer and Highlighter Duo- bronzer i rozświetlacz

6. Lumene - Invisible Illumination Nordic Light-rozświetlacz do twarzy 15ml

7. Marabou-Premium 70% czekolada



Jak Wam się podoba zawartość tego boxu? Znacie coś?

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Golden Rose-Prodigy Gel- żelowy lakier do paznokci nr 07





Kolejny żelek, który spodobał mi się głównie kolorystycznie, bo niestety uważam, że lakier GR nie są dobre i przekonałam się o tym kilka razy. Główną ich wadą jest słaba trwałość i Prodigy Gel nie wyróżnia się wśród swoich braci niczym szczególnym dlatego odpuszczę sobie inne odcienie.



Opakowanie:  10,7ml klasyczna buteleczka, a w środku mamy dośc duży i lekko spłaszczony pędzelek

Konsystencja: lakier jest moim zdanie odrobinę zbyt lejący dlatego trzeba uważać przy malowaniu, ale ostatecznie nie jest to jakiś wielki problem. Schnie nie dłużej niż inne lakiery.

Kolor : 07 to tzw marynarski błękit ( navy blue) tak bym go określiła mimo, że na zdjęciu jest granatowy to tak naprawdę  jest o ton jaśniejszy. Ma bardzo mocny, ´´żelkowy´´ połysk.




Działanie: zalecam nałożyć dwie warstwy lakiery, bo jedna robi smugi i prześwity. Kiedy się z tym uporamy ( pomaga w tym fajny pędzelek i stosunkowo szybci czas schnięcia) nalezy nałożyć top coat i tu producent poleca ten sam z linii Prodigy, którego ja nie posiadam, więc sięgnęłam po ten Sally Hansen, bo prawdę powiedziawszy nie uważam, żeby te wszystkie drogeryjne żelowe top coaty różniły się między sobą. Manicure jest bardzo efektowy, pięknie błyszczy, przyciąga elekryzującym kolorem i wszystko było by super, gdyby nie beznadziejna trwałość.

Cieszyłam się tym kolorem niecałe 2 dni, bo po tym czasie zaczął mocno się ścierać i kruszyć i nadawał się do natychmiastowego zmycia.Nie wiem czy z tym top coatem byłaby jakaś różnica, ale czy do każdego lakieru muszę kupować osobny top coat?! Bez przesady. Z innymi żelowymi top coatami ( Wibo, IsaDora) lakier Prodigy zachowywał się tak samo, czyli podejrzewam, że poprostu ´´ten typ tak ma´´ i żadne cuda tu nie pomogą. Szkoda, bo gdyby nie to to wystawiłabym wysoką notę, a tak nijak nie mogę.


Ocena: 2+ / 5

Cena: 10,7ml / ok. 10zł

Dostępność: kupowałam TU


Jak Wam się podoba ten kolor? Miałyście lakiery z serii Prodigy Gel?

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Zużycia miesiąca -listopad 2016



Kolejne denko i idzie mi coraz lepiej, choć niestety wciąż więcej przybywa niż ubywa, ale to u mnie normalne i raczej się nie zmieni:)

Oto co zużyłam w listopadzie:




1. Dr. Organic-organiczny dezodorant Aloe Vera


Przeczytacie o nim TU


Zdania o nim nie zmieniam. W porządku dla osób, które znają właściwości naturalnych deo i mało się pocą. Nie kupię ponownie, bo tak naprawdę niczym mnie nie zachwycił.




2. KTC- olej z migdałów

Tego naturalnego oleju używałam wyłącznie do kąpieli mojego młodszego synka, który jest bardzo rucliwy i nie lubi się smarować. Olej praktycznie nie pachnie i co najważniejsze perfekcyjnie nawilża i natłuszcza skórę, która dzięki temu jest bardziej elastyczna,a  ewentualne suche miejsca znikają. Świetna sprawa! Szkoda, że takie oleje w wielkich butlach za przystępną cenę są u mnie niedostępne :/


3. I Love...- Juicy Watermelon- żel pod prysznic o zapachu soczystego arbuza

Zachwycałam się żelem tej marki o zapachu pianek. Mniej podobała mni się wersja mango -marakuja i niestety arbuz to też nie jest to co lubię. Żel jest przezroczysto różowy i pachnie bardzo słabo czymś co rzeczywiście przypomina wodny zapach arbuza, ale nie trzyma się skóry ani nie czuć go po kąpieli, a na zapachu najbardziej mi zależało! Poza tym żel nie nawilża i trzeba po nim użyć balsamu szczególnie odczułam to kiedy kaloryfery zaczęły grzać. Zwykły żel, którego nie polecam, bo nawet nie pachnie zachęcająco.




4. Ziaja-Liście Zielonej Oliwki-oliwkowy dezodorant bez soli glinu

Przeczytacie om nim TU

Zdania nie zmieniłam. Nie jest to rewelacja, ale myślę, że kupiłabym go ponownie.


5. Oriflame- The One Eye Liner  Stylo- eyeliner w pisaku ( kolor czarny)


Biję się w pierś i odwołuję wszystkie ochy i achy jakie napisałam na temat tego linera. Nie mam pojęcia dlaczego tak się nim zachwycałam i jestem jeszcze bardziej zdumiona, że wcześniej nie zauważyłam jego paskudnej wady, a mianowicie rozmazywania się i spływania. Owszem testowałam go pod tym kątem, ale trzymał się bez zarzutu. Co w takim razie się stało, że pewnego letniego dnia na spacerze piękna kreska rozmazała się tak bardzo, że zafundowała mi oko pandy?! Oczy nie łzawiły, nie było wiatru, nie płakałam i nic z tych rzeczy. Nie wiem, naprawde nie wiem, ale kiedy spojrzałam w lusterko to od razu zrozumiałam dlaczego ludzie tak dziwnie mi się przyglądali;D

Fatalny liner. Nie bierzcie nawet za darmo!


6. Vichy-Purete Thermale- żel do mycia twarzy

To tylko 3ml próbka, która starczyła mi na 2 użycia. Żel jest bezbarwny i ma przyjemny zapach.Mocno się pieni i... poprostu myje. Ani nie nawilża ani nie wysusza. Ot zwykły żel i nie widzę sensu przepłacać, bo jego jakość jest porównywalna do tych drogeryjnych.


7. Dove-DermaSPA-Goodness3-balsam do ciała z olejkiem

Przeczytacie o nim TU

Nie, nie i jeszcze raz nie!


8. Nivea- Baby - aksamitne mleczko nawilżające

To już moje któreś z kolei opakowanie tego mleczka i niezmiennie będę go polecać nie tylko dla dzieci. Nawilża, wygładza i jest bardzo delikatne, a przy tym wielka butla bardzo się opłaca. Oczywiście nie jest to produkt dla atopowej, bardzo wysuszonej skóry,a  normalnej, lekko przesuszonej i o tym trzeba pamiętać.




Znacie coś z mojego denka?