piątek, 16 grudnia 2016

Lalique - Living






Roczarowanie roku. Tak w wielkim skrócie mogłabym napisać recenzję Living. Napaliłam się na flakon jak szalona. Gorączkowo czytałam KAŻDĄ recenzje, obejrzałam każdy filmik na ich temat, choć niewiele się dowiedziałam, ale po nutach wiedziałam, że to jest coś czego jeszcze nie mam i chciałam czegoś podobnego do Dior Homme, ale przechylającego się w damską stronę. No cóż, Dior Homme i tak muszę kiedyś kupić, a wielkiego flakonu Living z ulgą się pozbyłam. Czy znaczy to, że jest tak źle? Dla mnie tak, choć wiele osób uważa, że to zapach wyjątkowo oryginalny, inny. Ja dopowiem, że absolutnie nie polecam zakupu go w ciemno,bo z braku możliwości przetestowania ( niestety zapachy Lalique nie występują w Finlandii tak jak wiele innych marek) poprostu kliknęłam go i szok nastąpił dopiero po pierwszych testach, które wypadły negatywnie. W zasadzie sama kompozycja jest ciekawa, ale ma jedną, wielką, wręcz olbrzymią wadę, która skreśla całość i dlatego dla mnie Living to zmarnowany potencjał nad czym bardzo ubolewam.






Patrząc na plakatyreklamowe widzimy na nim kobietę sukcecu, buissnesswoman albo pania architekt. Biała bluzka, czarna marynarka i spodnie. Klasyka w nieco męskim wydaniu. I ten zapach byłby idealnym dopełnieniem do takiego stroju, bo ma wyraźnie męskie akcenty w postaci kolońskiej lawendy ( a ja nie znoszę lawendy!) wraz ze świeżą wetiwerą, jaką również spotykam wyłacznie w kompozycjach z napisem for men. Jednak nie jest tu nazbyt świeżo, bo wychwytuję pewną miękką puchowość i mniemam, że odpowiednialne jest za to drzewo kaszmirowe. To wszystko. Kompozycja na mnie w ogóle się nie zmienia, nie ewoluuje i mam dziwaczne wrażenie wąchania tego wszystkiego zza wielkiej  szyby pełnej smug. Jest niewyraźnie, mętnie jakby błądzić we mgle.

Jeśli ktoś nie znosi słodyczy w perfumach i chce czegoś z dystansem, ale świeżego ( nie mylić ze świeżakiem!) o ostrych kantach to myślę, że będzie to strzał w dziesiątkę, ale tu wychodzi na jaw wyraźna wada tej kompozycji, a mianowicie fatalne parametry. Ja od początku czuję ten zapach bardzo słabo, to taki skin scent. Niesamowicie bliskoskórny, niemrawy. Majaczy na skórze dosłownie kilka krótkich minut po czym bezpowrotnie znika, a że ja wprost nienawidzę skin scentów to tym bardziej łatwiej mi było podjąć decyzję o pozbyciu się bądź co bądź bardzo ładnego, eleganckiego i ciężkiego flakonu.

Myślę, że gdyby nie ta paskudna trwałość i projekcja to z chęcią nosiłabym Living, bo ten zapach jest interesujący aczkolwiek i tak można pomylić tę kompozycję z męskimi wodami i nie dla każdego będzie to fajne. Mój mąż kręcił nosem, że pachnę jak facet ;D,choć i tak ledwo co było czuć, że czegoś użyłam.

Dajcie mu jednak szansę jeśli lubcie same nosić męskie pachnidła o kolońskich nutach i jak ognia unikacie słodyczy w perfumach, a także jeśli lubicie CK Reveal, bo według mnie on ma ten podobny klimat do Living, ale żeby nie było:  to nie jest zamiennik i one nie pachną tak samo!
 Dla mnie jednak propozycja Lalique jest niedopracowana głównie pod względem parametrów dlatego oceniam ją tak nisko.




Nuty zapachowe:

nuty głowy: bergamotka, mięta, lawenda

nuty serca : gałka muszkatałowa, róża, czarny pieprz, irys

nuty bazy: cedr, labdanum, korzeń irysa, drzewo sandałowe, wetiweria, bób tonka, kaszmeran


Ocena : 3 - / 5



Cena: 100ml / ok. 170zł

Dostępność : perfumerie internetowe, nie jestem pewna, gdzie w PL można ten zapach dostać stacjonarnie



A co Wy myślicie o Living?

2 komentarze:

  1. Tez mi się flakon podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo jest jeszcze lepszy. Ciężki i taki poprostu mega elegancki. Szkoda, że zapach to już inna bajka.

      Usuń