poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Golden Rose - Color Expert nr 112






Nie przepadam za lakierami Golden Rose, ale ten egzemplarz dostałam na urodziny, a że spodobał mi się kolor to pomyślałam, że może tym razem się nie zawiodę. No cóż, rewelacji nie ma. To przeciętny lakier jakich wiele na rynku i nawet ten odcień nie jest jakiś  super oryginalny.


Opakowanie: zwykła buteleczka o poj. 10,2ml,a  aplikatorem jest płaski pędzelek.

Konsystencja: dla mnie za rzadka. Lakier rozlewa się po płytce paznokcia i łatwo zniszczyć sobie cały manicure. Trzeba nakładać go ostrożnie.

Kolor : 112 to granat. Taki typowy, nie ma w sobie żadnych świecidełek.

Działanie: lakier nie wyróżnia się niczym na tle innych tego typu kosmetyków. Czas schnięcia jest optymalny i choć jedna warstwa nadaje już pełny, intensywny kolor to zawsze warto dołożyć tę drugą. Niestety mimo obietnic producenta lakier trzymał się u mie tylko dokładnie 2 i pół dnia, a potem zaczął mocno odpryskiwać i tymczasowe zamalowanie ubytków nic nie dało, bo po niedługim czasie wyszły one na nowo.

Ot taki sobie lakier, który niekoniecznie trzeba mieć.



Ocena: 3 / 5

Cena: 10,2ml / nie wie, dostałam

Dostępność : online jak i w sklepach firmowych Golden Rose


Testowałyście lakiery z serii Color Expert?

piątek, 21 kwietnia 2017

Michael Kors - Turquoise






Czy myślicie już o wakacjach? A może zastanawiacie się jaki w tym roku zapach zabrać ze sobą na wakacyjne wojaże lub jakim pachnieć na urlopie nad morzem?  Michael Kors jesienią zeszłego roku wypuścił na rynek typowo letni zapach Turquoise i jest to gratka dla tych, którzy lubują się w  lekkich świeżakach, wręcz morskich, a flakonik jest w tym wypadku doskonale dobrany i odzwierciedla to co mamy w środku.


Zapach jest rześki i świeży tu nie ma niespodzianek i właśnie tego się spodziewałam.  Na pierwszy plan wysuwa się lilia wodna z ogórkiem i morskie akordy. Brzmi to jak spacer brzegiem morza w zwiewnej, lekko prześwitującej sukience, boso. Słychać szum  fal i krzyki mew,a turystów na szczęście nie ma zbyt wielu. Słodyczy tu nie znajdziecie, bo kompozycja jest zimna, orzeźwiająca i dla mnie osobiście nudnawa, ale ja ogólnie nie przepadam za tą kategorią zapachową. Nic wielkiego się tu nie dzieje, nic się nie zmienia, ale pewnie wielbicielki morskich klimatów będą zauroczone. Ja tu jednak nie czuję nic oryginalnego, nic co warto by zapamiętać,a  w porównaniu z wysoką ceną uważam, że z łatwością da się kupić coś podobnego za mniej.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : ogórek, limonka, lilia wodna

nuty serca: orchidea, jaśmin

nuty bazy: wodne nuty, ambroksan, piżmo, cedr


Ocena : 3/5

Cena: w Polsce ok. 230zł za 30ml, w Finlandii 30ml kosztje 70€

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Testowałyście już ten zapach?

środa, 19 kwietnia 2017

Born to Bio- Fleur Vanille- dezodorant w kulce







Kolejny naturalny dezodorant bez soli aluminium i bez parabenów i znów wtopa. Rany, czy naprawdę nie da się wyprodukować porządnego roll onu, który nie będzie śmierdział i naprawdę będzie chronił?!


Opakowanie: plastikowa butelka z kulką o poj. 75ml . Niestety nieprzezroczysta, więc ciężko będzie zauważyć kiedy produkt się skończy, bo dodatkowo oblepiono ją naookoło naklejką.


Zapach i Konsystencja: smród, czysty smród! Tak nie pachnie wanilia ani nic podobnego. Ten zapach jest tak okropny, że nie wiem co producent sobie myślał, że klient nie poczuje? Albo, że najważniejszy jest skład, a deo może śmierdzieć i będzie ok? Niestety skóra pod pachami też nieprzyjemnie pachnie,a jak jeszcze ten zapach zmiesza się z potem to już w ogóle jest katastrofa.
Deozodorant dość szybko schnie i nie brudzi bielizny ani koszulek.


Działanie: to nie jest produkt dla kogoś kto się poci, bo inaczej koszulki będzie miał całe mokre, a i muchy i ludzie padną jak poczują tę mieszankę wybuchową składającą się z aromatu tego kosmetyku zmieszanego z potem. Nie jest to też deo dla mnie, a ja nie pocę się praktycznie wcale, ale co dziwne po tym specyfiku każde ubranie nieprzyjemnie pachnie i jest przepocone nawet kiedy tak naprawdę nie robię nic co by temu sprzyjało. To naprawdę obrzydliwe i zdyskwalifikowało ten dezodorant od pierwszego użycia. Oczywiście używanie go nawet przy minimalnym wysyłku fizycznym mija się z celem, ponieważ dezodorant nie radzi sobie nawet w normalnych warunkach.

Jego cena w tym wypadku to jakieś niepozozumienie i nie zamierzam próbować innej wersji zapachowej, bo wiem, że będzie tak samo śmierdzieć i nie działać. Porażka, totalna porażka. Beznadziejny kosmetyk, którego absolutnie nie polecam.


Ocena: 0 / 5

Cena: 75ml / ok. 8€

Dostępność: nie wiem jak w Polsce, ale tutaj wybrane kosmetyki Born to Bio można nabyć w jednej z sieci marketów.


Testowałyście ten deo?

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Astor- Volume&24H Curl-tusz pogrubiająco-podkręcający





Mam mieszane uczucia w stosuku do tuszy Astor. Kupowałam je dobrych kilka lat wstecz i zawsze miałam problem z ich konsystencją, która na początku jest strasznie rzadka i brudząca, a dopiero po ok. 2-3tygodniach tusz zaczyna zachowywać się normalnie. Druga sprawa, że sama z siebie nie kupię maskar z wygiętą szczoteczką, bo są dla mnie niewygodne i źle mi się nimi maluje. Dlatego nie jestem też zadowolona z Volume&24H Curl.Powiem więcej : efekt jaki ten tusz daje na moich rzęsach jest wręcz opłakany, ale pewnie to zauważycie kiedy spojrzycie na poniżą fotkę.


Opakowanie: zwykłe,czarno-fioletowe, ale trwałe, a napisy się nie zmazują. Szczoteczka ma tradycyjne włosie, jest dość duża i wygięta. Dla mnie niestety nieporęczna, ale mogłabym to przeboleć gdyby nie inne wady tej maskary.






Konsystencja: początkowo tusz jest zbyt rzadki. Tak rzadki, że brudzi powieki i odbija się na nich, zresztą tę wadę ma już do końca. Po ok dwóch tygodniach robi się bardziej gęsty i maluje się nim lepiej, ale to wciąż nie oznacza, że dobrze. Po jakimś czasie jest już z kolei za gęsty i za suchy i pora wyrzucić go do kosza. Kolor jest czarny, ale nie jakiś wybitnie głęboki, ot taka normalna czerń.


Działanie: kiepsko oj kiepsko! Zazdroszczę tym, u których ten tusz daje pełny efekt pogrubienia i podkręcenia, bo moje rzęsy ( naturalnie dośc długie i średnio gęste) są powywijane na wszystkie strony, nierówne, posklejane i ogólem panuje jeden wielki chaos. Zresztą zobaczcie sobie tę fotkę to się przekonacie:





I tak sobie próbowałam, testowałam, na spokojnie i nic to nie dało. Tusz za każdym razem strasznie sklejał mi rzęsy i wyglądało to fatalnie. Co więcej po kilku godzinach miałam czarne paprochy pod oczami , a przy małej łezce ( takie życie okularnicy, że oczy łzawią kiedy wieje wiatr) lekko się rozmazywał. Ja rozumiem, że to nie jest tusz wodoodporny, ale bez przesady!
Pogrubienie i podkręcenia w moim przypadku bardzo marne i pewnie ktoś będzie sądzić, że to wina moich zdolności, ale nie. Maluję się od X lat, przerobiłam już tyle tuszy, że ten poprostu nazwę niewypałem i gorąco go odradzam.


Ocena: 0 / 5

Cena: 10ml / nie jestem pewna, bo swój egzemplarz dostałam w prezencie

Dostępność : np. w Rossmanie w szafach Astor



A jakie Wy macie zdanie o Volume&24H Curl?

piątek, 7 kwietnia 2017

Zużycia miesiąca-marzec 2017



Kolejne, tym razem dość pokaźne denko i cieszę się, że udało mi się tyle tego zużyć i zachomikowane zapasy kosmetyków powoli zaczynają się zmniejszać :)







1. Isana- Kwiat Pomarańczy- krem do rąk


Nie przepadam za żelami pod prysznic Isana, bo wysuszają mi skórę. Nie lubię też ich kremów do rąk i Kwiat Pomarańczy to dla mnie również niewypał. To znaczy jeśli ktoś ma skórę dłoni całkowicie normalną i od czasu do czasu musi ją posmarować to ten krem będzie ok, ale ja mam skórę bardzo wymagającą, mocno przesuszającą się, która lubi nawet pękać do krwi i jak dotąd pomaga mi na to tylko krem apteczny Dermalex. Z kolei krem Isany jest zdecydowanie za lekki. Co z tego, że ma glicerynę, masło kakaowe i pantenol skoro nawilżenie czuję przez kilka minut, maksmalnie do pierwszego mycia, a potem kłopot wraca. Musiałabym maziać się im co chwila, choć i tak robiłam to dość często w czasie dnia, bo krem jest dostatecznie lekki i szybko się wchłania, bez uczucia tłustego filmu. Jego zapach nie jest najlepszy to taki pseudo kosmetyczny zapach kwiatu pomarańczy, nic fajnego.

Nie. To zdecydowanie nie jest krem dla mnie.

Ocena: 0 / 5

2. The Body Shop-Shea- krem pod prysznic

Nie przepadam za kosmetykami The Body Shop. Uważam, że ich ceny są zbyt wygórowane, a niczym się one nie różnią od zwykłych drogeryjnych. Ten krem pod prysznic kupiłam tylko dlatego, że w tym czasie wstąpiłam do salonu tej marki w celu nabycia perfum Bowhanti. Pani sprzedająca nie umiała mi doradzić, który preparat do mycia nie będzie wysuszał skóry i postanowiłam, że wezmę Shea. Beżowy krem ma bardzo subtelny, słabo wyczuwalny zapach, który w kontakcie ze skórą przypomina mi dokładnie czystą, zadbane ciało. Pieni sie dobrze, nie wysusza, ale też nie nawilża. Tylko nie rozumiem tej ceny. Blisko 9 euro za całkowicie przeciętny kosmetyk do mycia? Wielka przesada. Owszem krem jest dobry, ale za niższą kwotę można znaleźć coś podobnego albo i lepszego. To była jednorazowa przygoda.

Ocena: 4 / 5

3. Ziołolek- Linomag- balsam dla dzieci i niemowląt

Średnio gęsty balsam o niezbyt przyjemnym aromacie, który jednak bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i wygładza skórę. Wchłania się może nie od razu, ale warto tę chwilę poczekać, bo wszystkie ewentualne przesuszenia znikają. W składzie mamy wyciąg z rumianku i olej lniany. Warto polecenia kosmetyk i dla dzieci i dla dorosłych!


Ocena: 5 - / 5

4. R.O.C.S- Energy Taurine- remineralizująca pasta do zębów z tauryną

Kolejna pasta moje ulubionej marki. Jest bez fluoru, ma łososiowy kolor i owocowy smak, który ( co mnie zdziwiło) całkiem nieźle odświeża oddech. Nie dopatrzyłam się jakiegokolwiek działania dodanej tu tauryny, ale to nie ma znaczenia. To dobra pasta!


Ocena: 5 / 5


5. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene-Będę Mamą- kremowy płyn do higieny intymnej

To moje drugie opakowanie tego płynu . Pełną recenzję przeczytacie TU

Oceny nie zmieniam. To dobry produkt.

6. Olivado- olej makadamia

Ten olej kupiłam w zwykłym markecie, bo potrzebowałam oleju do kąpieli młodszego synka. Do włosów stosowałam go kilka razy, ale jednak moje pukle wolą olej lniany i mieszankę olejów Agafii. Co by jednak nie mówić to opisywany olej świetnie sprawdził się dolewany do wanienki. Natłuszczał i nawilżał skórę i smarowanie nie było konieczne, a to dla mnie duże ułatwienie, bo mój maluch jest bardzo ruchliwy i niecierpliwy. Poprostu olej godny polecenia!

Ocena: 5 / 5


7. Pierre Fabre- A-Derma- Rheacalm- łagodzące mleczko micelarne do twarzy i oczu

Te mini opakowanie ( 25ml), które jest okropnie nieporęczne w dozowaniu, bo mleczko jest gęste i nie chce wyjść na zewnątrz buteleczki dostałam w jednym z Livboxów. Niestety dla mnie to jakieś nieporozumienie. Konsystencja jest gęsta, sam produkt biały i bezzapachowy i wszystko byłoby ok gdyby nie to, że to mleczko strasznie podrażniało mi oczy, a ja nie jestem wrażliwcem i inne takie kosmetyku nic złego mi nie robią, a tu proszę produkt niby łagodny z apteki!

W kwestii usuwania makijażu też jest średnio. Tusz owszem schodzi, ale najpierw jest rozmazany i kiedy wytrzymałam już to pieczenie i łzawienie jak po krojeniu cebuli to szybko musiałam zmyć to mleczku wodnym micelem, bo inaczej okolica oczu była czerwona i przesuszona. Ewidentnie coś tu jest nie tak. Z podkładem radził sobie dobrze, ale ja i tak od razu myłam twarz olejkiem i potem sięgałam po inny micel. Mleczko zostawia może nie tłustą, ale dość wyczuwalną warstwę na skórze i mnie to przeszkadzało, a poza tym dwa razy zdarzyło się, że po zmyciu nim podkładu policzki były zaróżowione i swędziały. Doprawdy dziwna sprawa z tym mleczkiem, bo jak dotąd nigdy mi się to nie przytrafiło. Dlatego radzę uważać, a najlepiej darować sobie kupno.

Ocena: 0 / 5

8. Bioderma- Sebium - oczyszczający żel do twarzy

Pełną recenzję przeczytacie TU 

Przeciętny żel, nie wart swojej ceny, ale spełnia swoją rolę myjącą. Zostało mi jeszcze drugie opakowanie do zużycia i raczej nie sięgnę po Sebium ponownie, bo nie widzę takiej potrzeby.

9. Tony Moly - Floria - Nutra Energy Foam Cleanser

Emulsja do mycia twarzy koreańskiej marki Tony Moly jest bardzo dobra. Ma zwartą konsystencję, nic się nie wylewa i naprawdę kropelka sprawia, że pojawia się duża piana,a tym samym produkt jest bardzo wydajny, ta mała próbka wystarczyła mi na 6 razy. Dobrze myje, oczyszcza i nie przesusza. Zawiera olej arganowy i kwiatowe ekstrakty. Zaopatrzę się w pełne opakownie.

Ocena: 5 / 5

10. Korres- White Tea - żel do mycia twarzy


To opakowanie  o poj. 16ml znalazłam w Livboxie. Żel jest bezbarwny i pachnie świeżo i przyjemnie, lekko się pieni i przede wszystkim w ogóle nie ściąga ani nie przesusza skóry dlatego polecam go wszystkim tym, którzy na to narzekają. To dobry żel, łagodny, do codziennego używania, choć cena mogłaby być niższa.

Ocena: 5 - / 5

11. Ziaja- Maziajki-żel do zębów dla dzieci Guma Balonowa

Jest to pomarańczowy żel bez dodatku fluoru. Moje dzieci bardzo go lubią i to już chyba nasze 3 opakowanie, a kolejne czeka w szafce na otwarcie. Żel dobrze myje, lekko się pieni i jest bezpieczny w przypadku połknięcia, no i fajnie smakuje. Zdecydowanie produkt wart polecenia dla wszystkich dzieci!

Ocena: 5 / 5

12. Ziaja- pasta do zębów dla dzieci bez fluoru z ksylitolem

Biała, neutralna w smaku pasta dla dzieci z sympatycznym bobrem Eugeniuszem. Może być stosowana od pierwszego ząbka. Delikatnie się pieni i jest bezpieczna w przypadku połknięcia. Kolejny dobry produkt Ziaji!

Ocena: 5 / 5

13. Ziaja- Oczyszczanie Liście Manuka- krem nawilżający balans korygująco-ściągający SPF 10

Rzeczywiście to lekki krem, dobry pod makijaż tylko szkoda, że producent nie zdecydował się na dodanie większego filtru, bo ta 10tka niewiele tu zdziała. Dla mnie to przede wszystkim krem nawilżający,ale właśnie dla skóry normalnej, tłustej i mieszanej. Nietłusty, niezapychający. Nie matuje i to trzeba mieć na uwadze, ale moja skóra od dłuższego czasu się nie błyszczy, a kremy matujące wręcz ją przesuszają, więc matowanie nie jest mi potrzebne. Jednak nie znalazłam w tym kremie nic nadzywczajnego, więc nie pokuszę się o pełnowymiarowy słoiczek.

Ocena: 4 / 5

14. Lumene- Blur -podkład do twarzy 

Jest to podkład średnio kryjący. Mnie trafiła się próbka z odcienem 1.5 Fair Beige, który niestety jest dla mnie o wiele za ciemny, wygląda to tak jakbym się opalała i nałożyła ciut za dużo bronzera i gdyby nie to to było by naprawdę świetnie, bowiem ten podkład sprawia, że moja cera wyglądała jak z okładki magazynu! Była niesamowicie wygładzona, wszystkie zaczerwienienia, niedoskonałości zakryte i to bez efektu maski. Cera cały czas wyglądała naturalnie ( no oczywiście pomijając ten nietrafiony odcień) , ale o wiele, wiele lepiej. Oprócz tego podkład jest trwały i nie wysusza skóry. Z chęcią kupiłabym całe opakowanie.

Ocena: 5 - / 5

15. Laboratorium Diet Esthetic S.A-Skincare Snake Active- przeciwzmarszczkowy krem do twarzy

Bezzapachowy, średnio gęsty krem o strasznie długim składzie i z kontrowersyjnym Benzophenone-3. To daje do myślenia. Mojej skóry praktycznie nie nawilżał, czułam ściągnięcie i musiałam wspomóc się jakimś inym nawilżaczem. Próbka 2 ml wystarczyła mi na jedno użycie, bo kremu było w środku dosłownie odrobinę. Działania przeciwzmarszczkowego oczywiście nie mam jak ocenić, ale i tak nie polecam.

Ocena: 0 / 5



Znacie coś z mojego denka?





poniedziałek, 3 kwietnia 2017

L´oreal - INOA Carmilane





Postanowiłam wypróbować fryzjerską farbę do włosów INOA Carmilane. Bardzo spodobał mi się odcień. 6.66  choć nie wiedziałam ile tubek kupić na moje długie włosy i zdecydowałam się na trzy. Dodatkowo otrzymałam krem aktywujący x3 i taką samą ilość szamponu po koloryzacji INOA.

Jako , że jest to farba bez amoniaku to obawiam się, że może szybciej się wymywać, choć jak wspomniałam czerwienie raczej nie wytrzymują dłużej niż miesiąc, no czasem o tydzień dłużej. Przed farbowaniem nakładam na włosy olej lniany i ten sposób bardzo polecam, bo rzeczywiście są one w dobrej kondycji i chyba nie mogą już wyglądać lepiej.  A jakie jest moje zdanie o farbie Carmilene, czy jest ona godna polecenia?

Opakowanie: aluminiowa tubka o poj. 60g do której dostałam w zestawie 60g aktywatora i szampon po kolorycjacji.

Zapach i Konsystencja: farba w ogóle nie ma nieprzyjemnego zapachu, nie pachnie w ogóle i to dla mnie ogromny plus, choć mówiąc szczerze uodporniłam się na ten smrodek farb do włosów i już mi on nie przeszkadza. Kosmetyk jest gęsty, jakby balsamowaty i wyciskany z tuby ma barwę beżową, a po wymieszaniu z aktywatorem przybiera kolor jagodowego jogurtu, a następnie bardzo ciemnej czerwieni.

Nakładanie: farbę wymieszałam w porcelanowej miseczce i nakładałam pędzelkiem, a robiło się to bardzo wygodnie, bo farba nie spływa, jest taka kremowa i naprawde wygodna w aplikacji. Trzymałam zalecane 35min. Na moje włosy wystarczyły dwie tubki.


Rezultat: ze zmyciem nie ma żadnych problemów, choć jak zawsze w przypadku takich kolorów kabina prysznicowa jest trochę upaćkana, ale łatwo można to umyć. Włosy po naturalnym wysuszeniu są miękkie i bardzo przyjemne w dotyku, nie wypadają, połysk jest widoczny. Niestety kolor moim zdaniem jest zupełnie inny niż na próbniku, gdzie 6.66 to miała być czerwień ´´ paprykowa´´  , a wyszła mi dość ciemna wiśniowa i zupełnie nie wiem dlaczego, bo farba była nakładana na dość jasny odcień czerwieni.


z fleszem



bez flesza


INOA Carmilane to dobra farba, warta polecenia, prosta w nakładaniu i w sumie jestem zadowolona z efektu końcowego. Została mi jeszcze jedna tuba tego odcienia i wymieszam go z jaśniejszym z tej samej serii.


Ocena : 5 - / 5

Cena: zestaw farba + szampon+ aktywator  46,20zł

Dostępność:  kupiony na hairstore.pl



Testowałyście farbę INOA?

piątek, 31 marca 2017

Czech&Speake- Dark Rose





Są różne odsłony róży z oudem. Dla mnie to duet , który bardzo lubię i często też wybieram takie perfumy, choć mówiąc szczerze niewiele mnie już zaskakuje i albo robię się zbyt wybredna albo Dark Rose rewolucją nie jest ani niczym czego nie czułabym już wcześniej. To wciąż dobry zapach tyle, że nic w nim nie zaskakuje i nie sprawia, że miałabym ochotę na swój własny flakon.


Mroczna Róża to w zasadzie nie jest. Ona jest bordowa, dumna i nie ma nic wspólnego z pączkową marmoladą, ale i nie jest całkowicie ogrodowa. Natomiast oud ma lekkie ´´bandażowe´´ zacięcie, które przypomina mi to z oudowych kompozycji Montale. Jednocześnie te dwa składniki nie są jakieś niewiadomo jakie mocne i uważam, że nie ma tu żadnej kontrowersji. To poprostu świeża, oudowa róża bez żadnego dodatku, bo ani szafranu nie czuję ani paczuli ani nic innego. Jest prosto to fakt i niestety na moje skórze ta kompozycja nie dość, że się nie rozwija to znika po dwóch godzinach co w parze z wysoką ceną budzi mieszane uczucia. Owszem ja kocham oudowe zapachy, ale musi się w nich coś dziać, zapach musi ewoluować, wirować, a nie siedzieć leniwie i nic nie robić.


Dla oudowych weteranów Dark Rose nie będzie niczym specjalnym, , ale dla tych którzy wciąż tego składnika sie boją albo chcą poznać jak najwięcej róży z oudem będzie to bezpieczna propozycja.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: szafran, róża

nuty serca: paczula, drzewo sandałowe, oud

nuty bazy: piżmo, biała ambra


Ocena: 4 - / 5

Cena: 100ml / ok. 400zł

Dostępność: perfumerie online



Znacie Dark Rose? Lubicie zapachy z oudem?

środa, 29 marca 2017

L´oreal - Miss Hippie Mega Volume Mascara




Mega pogrubiająca rzęsy maskara,która niestety nie daje efektu ´´Miss Hippie´´, czyli spektakularnie pogrubionych rzęs zarówno górnych jak i dolnych. Więcej już do niej nie wrócę.


Opakowanie: estetyczne, czarno-pomarańczowe o poj. 8,4ml. Szczoteczka jest duża i ma tradycyjne włoski. O ile na górne rzęsy maluje się nią wygodnie to już dolne nie za bardzo.




Konsystencja: tusz nie jest ani za rzadki ani zbyt gęsty dlatego nie przysparza problemów,nie odbija się na powiekach i nie brudzi w trakcie malowania. Ma intensywny czarny kolor.


Działanie : tusz owszem pogrubia, ale nie jest to spektakularne. Po dwóch warstwach ( tyle widzicie na fotce poniżej) mogłoby być lepiej. Oczekiwałam efektu sztucznych rzęs, a tego nie da się tu osiągnąć z tym, że rzęsy są widoczne i nie jest to też ultra naturalny efekt. Tusz szybko zasycha na rzęsach i ciężko nałożyć kolejną warstwę w sumie najlepiej w ogóle tego nie robić, bo rzęsy zaczynają się być posklejane. Dlatego myślę, że w tym wypadku te dwie warstwy wystarczą.

Wydłużenie jest już lepsze, choć i tak to nie to o co mi chodziło, ale jest jako, że jest to tusz stricte pogrubiający to aż tak narzekać nie będę aczkolwiek moim zdaniem ta maskara daje przeciętny rezultat i niestety kruszy się po paru godzinach. Pod okiem mam czarne paprochy :/




Generalnie działanie tego tuszu mnie nie powala. Coś tam niby robi, rzęsy sa pomalowane, ale są lepsze tusze, choć jak wiemy wszystko zależy od rodzaju rzęs, więc może u Was ten kosmetyk będzie się lepiej spisywać?



Ocena: 3 - / 5

Cena: 8,4ml / w Finlandii ten tusz kosztuje ok. 16,50€

Dostępność: w szafacj L´oreal



Testowałyście już ten tusz?

poniedziałek, 27 marca 2017

Mój pierwszy koreański box, czyli marcowy Bearel 2017






Jakiś czas temu wspominałam na blogu, że  zaczynam przygodę z azjatyckimi boxami i oto właśnie przyszedł do mnie marcowy Bearel. Niestety wadą jest to, że te boxy będą przychodzić co 3 miesiące, ale warto poczekać i być cierpliwym, bo zawartość jest bardzo fajna, ale ja nie będę zbyt obiektywna, bo kocham azjatyckie kosmetyki:)

Co więc mamy w marcowym, Bearel´u?




1.Tony Moly- Haeyo Mayo- Hair Nutrition Pack-proteinowa maska do włosów 

2. Holika Holika- Prime Youth EGF- żelowe płatki pod oczy

3. Missha-Herb In Nude Sheet Mask Moisturizing- nawilżająca maska do twarzy w płacie

4. Tony Moly - Pureness 100 Collagen Mask Sheet- kolagenowa maska do twarzy w płacie

5. Tony Moly- Naturalth Goat Milk Peeling Lotion- emulsja peelingująca do twarzy z kozim mlekiem

6. Missha-Super Aqua Ice Tear Sleeping Mask-nawilżająca maska do twarzy na dobranoc

7. Missha-trymer do brwi

8. Benton- Honest TT Mist- mgiełka do twarzy z wyciągiem z drzewa herbacianego

9. Holika Holika - Face 2 Change Volume Fit Strobing Cream SPF 30 i Volume Fit Strobinh Pumping Foundation SPF 50 ( podwójna próbka)

10. Mizon- Intensive Skin Barrier Cream ( próbka)

11. Tony Moly - Floria -Nutra Energy Foam Cleanser ( próbka)

12. Holika Holika - Good Cera- Ultra Toner ( próbka)




Jak Wam się podoba ten box?

piątek, 24 marca 2017

Kenzo- Amour







Klasyk Kenzo tak samo jak Słonik  tyle tylko,  że Amour już do mnie nie przemawia. Ja naprawdę nie mogę pojąć co takiego magicznego może być w wanilii rodem z serka homogenizowanego.

Puchaty, ciepły niczym szklanka gorącego mleka podane do łóżka albo kremowy jak ciepły ryż na mleku. Możliwe. Tyle, że ja naprawdę nie czuję tu nic więcej poza wanilią, która własnie przypomina mi tę ze słodkich serków. Zresztą podobnie opisywałam tani zapach Yoppy Glam, bo istotnie bardzo przypomina on Amour tyle, że trąci chemią, a w tej kompozycji tego nie uświadczymy. Niemniej ta wanilia jest subtelna i snuje się na mnie wyłącznie blisko skóry. 

Waniliowość nużąca i leniwa, czyli zdecydowanie nie taka jaką lubię. Mało się tu dzieje, w ogóle nic się nie dzieje i nie pokusiłabym się o założenie tej kompozycji na jakąś ważną okazję i tak sobie psikam moje ostatnie resztki na dzień w dni kiedy nie chce mi się pachnieć niczym ważnym i charakternym.

Amour jest dobrze wykonany, tego nie mogę zaprzeczyć. Tyle tylko, że nie akceptuję tej pełnej waniliowości, która nie jest niczym przełamana.

Kolejny popularne pachnidło, którego fenomenu nie rozumiem.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : biała herbata, ryż

nuty serca: kwiat wiśni, frangipani, heliotrop

nuty bazy : piżmo, wanilia, nuty drzewne, kadzidło


Ocena: 3 -  / 5

Cena: 100ml / ok. 200zł

Dostępność : perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Amour?


środa, 22 marca 2017

L´oreal- Infallible Matte





Matowa szminka w  nowej formie. Dostępna w 6 kolorach : nudziak, blady róż, malinowy róż, oranż, moja pomidorowa czerwień i fiolet .Warto wspomnieć, że nazwy poszczególnych kolorów nawiązują do popularnych utworów i tak posiadany przeze mnie 006 to Disturbia, czyli tytuł piosenki Rihanny.  Cała paleta jest ładna i zastanawiałam się czy nie zakupić jeszcze innego odcienia, choć najbardziej podoba mi się fiolet 008 I Got The Feeling., ale jak widzę na innych blogach na ustach nie jest on typowo fioletowy, ale różowawy i to mnie lekko zniechęca. Tak czy inaczej Infallible Matte to wart polecenia produkt.


Opakowanie: aplikatorem jest tu gąbeczka nasiączona kolorem, więc nie ma obaw, że coś się złamie czy wyleje. Jednak od początku mam wrażenie, że produktu jest mniej niż w standardowych kosmetykach do ust w formie szminki czy płynnej pomadki.



Zapach i Konsystencja: bezzapachowa, sucha, ale z łatwością maluje się usta, chociaż najlepiej to robić po nasmarowaniu ich balsamem i koniecznie polecam zrobić wcześniej peeling. Szminka od razu nadaje kolor.

Kolor : 006 to klasyczna czerwień. Całkowicie matowa nadaje się zarównio na dzień jak i na większe okazje.





Działanie: wg producenta szminka ma trwać 8 godzin na ustach. Nie jest to prawdą, ale kto miałby to przetestować w końcu trzeba coś jeść i pić, prawda?  Tymczasem pomadka bez problemu wytrzymuje picie nie robiąc śladów na szklance i dwudaniowy posiłek, choć kolor jest wtedy trochę wyblakły i przydałaby się poprawka. Natomiast bez jedzenia i picia możemy cieszyć się tym pięknym kolorem ok. 4 godziny i to bez wysuszenia warg. To dobry wynik, a jeszcze bardziej podoba mi się to, że kosmetyk jest niezwykle lekki i praktycznie się go nie czuje.




Dużą zaletą jest też brak rozmazywania co czyni ją także świetną propozycją na randki i wszędzie tam, gdzie chcemy, aby nasz makijaż był nienaganny. Jakieś wady? Jak już wspomniałam mam wrażenie, że produkt skończy się wcześniej niż normalne pomadki, bo jest go jakby mniej, ale i tak nie ma na co narzekać.

Wypróbujcie jeśli uwielbiacie matowe wykończenie na ustach i chcecie czegoś innego niż klasyczna szminka w sztyfcie.


Ocena: 5 - / 5

Cena: nie ma podanej gramatury/ w Finlandii 9,50€

Dostępność : w szafach L´oreal


Testowałyście juz ten produkt?

poniedziałek, 20 marca 2017

OPI- Give Me Space







Jak długo używam lakierów OPI tak nigdy się nie rozczarowałam. W końcu przyszedł czas, żeby zjechać lakier tej marki. Za co? Za tragiczną trwałość!


Opakowanie: tu bez zmian. Pękata butelka o poj. 15ml z lekko spłaszczonym pędzelkiem.

Konsystencja: ogólnie dobra, choć mogłaby być minimalnie bardziej gęsta, bo lakier lubi rozlewać się po płytce paznokcia i malować trzeba spokojnie, nie w pośpiechu


Kolor: strasznie spodobał mi się ciemny granat z bardzo drobym srebrnym pyłem Give Me Space. Wygląda jak rozgwieżdzone niebo nocą.

Działanie: technicznie lakier nie sprawia kłopotu, bo i maluje się nim w miarę szybko ( 2 warstwy to mus mimo, że nie ma smug czy prześwitów), czas schnięcia również jak najbardziej w porządku , to już trwałość woła o pomstę do nieba! Paznokcie pomalowane w czwartek wieczorem i dobrze wysuszone ( malowałam 3 godziny przed snem) następnego dnia w godzinach wczesnopopołudniowych miały wielgachne odpryski jakbym szorowała nimi po betonie, a przecież nie robiłam nic takiego! Nie mogłam sobie pozwolić na zmycie, więc zgrabnie zamalowałam te ubytki, żeby to jako tako wyglądało i myślałam naiwnie, że mam sprawę z głowy. Taaa napewno!

Po niecałej godzinie odryski magiczną siłą znów się pojawiły i to na dodatek jeszcze na tych paznokciach, gdzie ich wcześniej nie było. Generalnie wszystkie 10 paznokci wyglądało tak jakbym z nudów je gryzła, żeby usunąć lakier. Wyobraźcie to teraz sobie. Wkurzona nie na żarty musiałam sięgnąć po zmywacz i teraz się zastanawiam czy ten lakier sam w sobie jest tak beznadziejny lub to może wina top coata Skinfood? Nie wiem. Obawiam się  kolejnego użycia tego OPIaka, no chyba, że kupię jakiś inny top coat i przekonam się co tu jest tak naprawdę grane. Póki co jestem bardzo rozczarowana, bo nie spodziewałam się, że lakier tej marki może nie wytrzymać nawet jednego całego dnia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 15ml /  kupiony za 5 €

Dostępność: TU


A jak Wam podoba się ten kolor?

piątek, 17 marca 2017

V Canto - Mirabile





Dziś o zapachu,który w zasadzie odkryłam przypadkiem i dzieki koleżance, którą pozdrawiam:) Pewnie niszowa marka V Canto niewiele Wam mówi, ale jeśli uwielbiacie MOCNO waniliowe kompozycje to być może ta Was zaspokoi, choć niestety ja nie moge jej docenić i nawet jeden dzień z Mirabile to dla mnie za dużo.

Wanilia ponad wszystko. Waniliowa góra wyższa niż Mount Everest i K2 razem wzięte i mimo, że skład jest bardzo rozbudowany to tak naprawdę nie ma tu nic ponad właśnie tę wanilię, która nawet nie jest puszysta, gładka i budyniowa, a oscyluje w klimatach waniliowych świeczek, olejku do ciasta i cukru wanilinowego. W zasadzie Mirabile pachnie dokładnie jak ciasto do którego dodano zdecydowanie za dużo waniliowego aromatu i wanilinowego cukru, a całość ozdobiono jeszcze waniliwymi ciastkami, a dodatkowo dla klimatu w pomieszczeniu zapalono waniliową świecę. Ufff za dużo tego!

Wanilia nie daje za wygraną i jest z nami od początku do samego końca i daje nieźle popalić, bo trwałośc tych perfum jest całodniowa i potrafi bardzo zmęczyć szczególnie, że nic się tu nie dzieje. Jest jednostajnie i poprostu nudno. Unisex? Moim zdaniem kompozycja zdecydowanie damska, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby facet chciał pachnieć na kilometr waniliową świecą, ale co kto lubi.

I mogłabym napisać coś więcej, ale w zasadzie nie ma co, bo zapach dla mnie jest nijaki, a mówi to fanka wanilii tyle, że nie w takiej postaci. Przewaniliowano tu i to ostro.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: wanilia, słód, opponax

nuty serca: rum, geranium, agathosma, lawenda, róża, mleko

nuty bazy : absolut z wanilii, paczula, gożdziki, bób tonka, białe piżmo




Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 300zł

Dostępność: perfumerie online i wybrane stacjonarne




Znacie markę V Canto i Mirabile? Lubicie wanilię w perfumach?

środa, 15 marca 2017

Nyx- Stay Matte But Not Flat-podkład w kompakcie






Przy okazji recenzji kompaktowca Accord Parfait TU  wspominałam jak ciężko znaleźć porządny tego typu podkład za kwotę do lub nawet poniżej 50zł.   Dlatego po bardzo długich wahaniach i wielu przeczytanych postach skusiłam się na zakup Stay Matte But Not Flat, który w zasadzie zbiera pozytywne recenzje, a jako, że bardzo lubię kosmetyki do ust  marki Nyx to miałam nadzieję, że dostanę coś do czego będę wracać i przestanę co chwila poszukiwać podkładu w kompakcie. Srogo się jednak zawiodłam i nie ma mowy,żebym powtórzyła zakup tego produktu. W moim przypadku on nie spełnia swojej roli i czekam cierpliwie, aż zobacze dno w puderniczce i wtedy odetchnę z ulgą.


Opakowanie: czarna, dość solidnie wykonana puderniczka, która dodatkowo ma lusterko i osobną przegródkę na gąbeczkę. Poj. to 7,5g

Zapach i Konsystencja: podkład jest bezzapachowy i mimo, że dośc mocno go sprasowano to zdarza się, że pyli w trakcie aplikacji. Jednak nakłada się go dobrze zarówno gąbką jak i pędzlem aczkolwiek ja zdecydowanie wolę ten drugi sposób.




Odcień : miałam problem z wyborem pasującego odcienia, bo moja karnacja jest jasna, ale nie bardzo blada. Ostatecznie zdecydowałam się na  04 Creamy Natural i niby jest ok, ale jednak wydaje mi się trochę za jasny, choć może to wynikać z ogólnych wad tego produktu. Niemniej ten kolor będzie dobry dla wszystkich bladolicych, ponieważ jest zupełnie niewidoczny.




Działanie: producent obiecuje, że podkład jest odporny na wodę, pot i jest jedwabisty na skórze,a w dodatku matuje. No cóż nie do końca tak jest, ponieważ jest on kompletnie niewidoczny na skórze ( co samo w sobie byłoby zaletą) zarówno kiedy nakładam go pędzlem jak i gąbeczką cera wygląda dokładnie tak samo jak przed aplikacją. Koloryt NIE jest wyrównany, a na tym bardzo mi zależy i to dla mnie niezmiernie ważne, krycie jest zerowe, bo podkład nie zakrywa nawet minimalnych zaczerwienień czy malutkich wyprysków. Korektor jest tu niezbędny.

Mimo, że obecnie moja cera jest w bardzo dobry stanie, ale jest trochę przesuszona przez zimno i ogrzewanie to ten podkład nie upiększa jej w żaden sposób i nie przeboleję tego, że nie wyrównuje kolorytu! Fakt, że cera jest po nim matowa, ale jak wspomniałam moja nie przetłuszcza się teraz ani trochę, więc nie jestem pewna,czy dziewczyny walczące z sebum będą zadowolone z tego kosmetyku.  Kolejna wada to trwałość, a w zasadzie jej brak. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, że godzinę po nałożeniu podkład tajemniczo znika, a płatek kosmetyczny jest praktycznie czysty! Czary jakieś czy co? Dlatego też zbywam śmiechem te obietnice o wodoodporności i odporności na pot skoro kosmetyk nie trzyma się skóry nawet w normalnych warunkach.

W ogóle według mnie to nie jest podkład, a zwykły puder do wykończenia makijażu, bo jedyną jego cechą jest jako takie matowanie i nie zatykanie porów. Dlatego jeśli szukacie lekkiego, kryjącego i wyrównującego podkładu na codzień to serdecznie odradzam Stay Matte But Not Flat, bo nie spełnia swojej roli. Żałuję, że go kupiłam i znów za jakiś czas przyjdzie mi gorączkowe poszukiwanie kompaktowaca z prawdziwego zdarzenia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 7,5g / w Finlandii zapłaciłam 14,90€

Dostępność: głównie online


A czy Wy testowałyście ten podkład? Jak się u Was spisuje?

poniedziałek, 13 marca 2017

Schwarzkopf- Bonacure Color Freeze-odżywka w sprayu






Tę odżywkę dostałam od mojej fryzjerki do której chodzę kiedy jestem w Polsce. Bardzo ją chwaliła, a ja choć nie przepadam za kosmetykami tej marki to z ochotą prezent przyjęłam i tak już od ponad roku męczę tę odżywkę i mam nadzieję, że wreszcie się skończy. Ja w ogóle ostatnio kręcę nosem na wszystkie kupne odżywki w sprayu, bo nie mogę znaleźć takiej z idealnym składem, więc moim głównym włosowym psikaczem jest teraz mikstura z lnu, odżywki i oleju makadamia z dodatkiem kropli olejku o zapachu białego piżma. Wracając jednak do odżywki Color Freeze to nie jest ona najlepszym kosmetykiem i nie polecę jej nikomu.


Opakowanie: różowo-przezroczysta butelka o poj. 200ml. Spray działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią dawkę mgiełki.

Zapach i Konsystencja: odżywka jest dwufazowa. Jedna warstwa jest różowawa, a druga przezroczysta, a po wstrząśnięciu otrzymujemy różowy płyn o konsystencji wody, który pachnie alkoholem z dodatkiem jakieś nuty typowej dla perfumowanych kosmetyków jednak jest to tak delikatne, że nie trzyma się włosów. Alkohol jest dość mocno tu wyczuwalny.


Skład: No cóż wysuszający alkohol denaturowany  mamy już na 3 pozycji, więc na dłuższą metę kosmetyk będzie przesuszać włosy, ale po co ładować potencjalnego przesuszacza do odżywki, która ma m.in nawilżać? Są filtry w tym niestety kontrowersyjny Benzophenone-4, którego unikam jak ognia, jest hydrolizowana keratyna, hydrolizowane proteiny z  warzyw, silikony, kwas mlekowy, pantenol.Generalnie skład mocno średni i to główna przyczyna dlaczego ten spray mi nie odpowiada. Czy tak trudno jest wyprodukować spray ochronny do włosów farbownaych z naturalnych albo przynajmniej z większością naturalnych składników? Widzę, że chyba tak.




Działanie: jako, że farbuję włosy na różne odcienie czerwieni to odrost widzę po ok miesiącu- półtora, choć na całej długości czerwień nie blaknie przez dwa pełne miesiące.
Ten spray ma za zadanie domknąć łuski włosa, aby kolor trzymał się dłużej. No niestety tego nie zaobserwowałam .Pomaga tylko w rozczesaniu włosów, czyli jest takim rozplątywaczem jeśli ktoś tak jak ja ma włosy mocno falowane i zdarza się po myciu, że są skołtunione. Kilka psiknięć i można delikatnie rozplątać kosmyki palcami lub jak kto woli czesać, choć ja wzbraniam się przed rozczesywaniem mokrych włosów, ale wiem, że moim to nigdy nie szkodziło. Czytałam, że inne dziewczyny zauważyły, iż po tej odżywce włosy mają miękkie, gładkie i lśniące. Ja mam takie i bez tego produktu, więc ciężko mi to ocenić, ale ten spray napewno mi ich dodatkowo nie nabłyszczył.

Nazwę ten spray różową wodą, a nie odżywką, bo odżywka powinna też nawilżać włosy, odżywić je. Dlatego jeśli szukacie kosmetyku do włosów farbowanych to odradzam Color Freeze, bo ten produkt poprostu nie działa, bo samo ułatwienie rozczesywania to nie wszystko.


Ocena: 1 / 5

Cena: 200ml / ok 20zł

Dostępność: w salonach pracujących na kosmetykach profesjonalnych Schwarzkopf, w sklepach fryzjerkich, online



Testowałyście tę odżywkę?

piątek, 10 marca 2017

Escada Fiesta Carioca




Limitowana edycja stworzona na 25lecie letniaków Escady i nie wyłamuje się ona z tradycyjnego schematu zapachów tej marki, czyli jest przeraźliwie słodko. Osobiście nie jestem miłośniczką tak zasłodzonych kompozycji, a Escadę lubię jedynie za wycofaną Escada Collection, która owszem też jest słodka, ale nie w taki tani, infantylny sposób jak letnie propozycje tej marki.

Opakowanie i flakon prrzywodzą na myśl imprezę na jakieś egzotycznej wyspie, gdzie muzyka rozgrzewa do tańca, a kolorowe drinki leją się hektolitrami. Tymczasem ja nigdy w życiu nie użyłabym czegoś tak ulepnego w gorące dni, bo nie dałabym rady. Marakuja i malina, ale nie prawdziwe, a w wersji landrynkowej są dodatkowo posłodzone jeszcze jakimś syropem lub samym białym cukrem i to one grają tu główną rolę od początku do szybkiego końca, bo i trwałością ten zapach nie grzeszy.


Nie da się więcej o nim powiedzieć, bo i sam zapach się nie zmienia i bardzo razi sztuczną nutą owocowych cukierków. Mam wrażenie, że mogłaby go wydać Katy Perry. Na lato i słoneczne dni, na wakacje poszukuję czegoś bez tony cukru i syropu, więc nie zabrałabym ze sobą tego flakonu nawet gdyby nic innego nie było w perfumeriach.

Fiesta Carioca to propozycja wyłącznie dla zagorzałych fanek letnich edycji zapachów Escady i tym, które lubią pachnieć super słodko aż do bólu zębów. Reszcie radzę uważać.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: marakuja, malina, liście fiołka

nuty serca: kwiat marakuji, kwiat pomarańczy, jaśmin

nuty bazy: piżmo, cedr, benzoina


Ocena: 1 / 5

Cena: nie jestem pewna czy ten zapach jest już dostępny w PL, w Finlandii kosztuje 60€ za 50ml i 45€ za 30ml

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne



Testowałyście już Fiesta Carioca?


środa, 8 marca 2017

Biolaven Organic- szampon do włosów z olejkiem z pestek winogron i lawendowym






Kosmetyki Biolaven produkuje nasza polska marka Sylveco, której produkty bardzo lubię i chętnie używam. Bałam się natomiast tego szamponu z powodu tego, że naturalne szampony na moich włosach się nie sprawdzają.Wiem, że brzmi to dziwnie, ale wypróbowałam już ich wiele i jak dotąd bez pozytywów. One przede wszystkim straszliwie plączą i matowią mi włosy ( mam średnioporowate, ale zdrowe i nie przesuszone i nawet tona odżywki ( zawsze stosowałam z tej samej serii lub podobną składowo) dawała mizerne rezultaty. Nigdy nie zapomnę dramatu z szamponem różanym i odżywką Urtekram, bo takich zmechaconych włosów wyglądających jak kłębek wełny albo dready nie miałam nigdy! Dlatego naprawdę z trwogą podchodzę do super naturalnych produktów do mycia włosów, ale postanowiłam znowu do nich powrócić tylko niestety w Finlandii takie szampony i odżywki dość trudno dostać, a jeśli są to nie w popularnych sklepach i za zbyt wygórowane ceny dlatego z pomocą przychodzi mi internet :)

Ten szampon podarowała mi Mama, bo kiedy po raz pierwszy umyłam nim włosy byłam bardzo zadowolona z ich wyglądu, ale dla pewności musze dodać, że używam go wyłącznie z maską  odbudowującą Natura Estonica i ten duet sprawdza się u mnie idealnie. Dziś jednak będzie tylko o szamponie, który jest chyba jednym z najpopularniejszym na blogach, więc założę się, że większość z Was już go próbowała. Nie zaszkodzi jednak przybliżyć go tym, które jeszcze go nie znają.


Opakowanie: nieprzezroczysta butelka o poj. 300ml. Nic do niej nie mam.

Skład: jak najbardziej na plus, bo mamy tu olej z pestek winogron, panthenol, kwas mlekowy, olejek lawendowy i generalnie same dobre rzeczy dlatego szamponu możemu używać na codzień z racji tego, że jest delikatny i nie powinien zaszkodzić nikomu.

Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Vitis, Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil


Zapach i Konsystencja: bezbarwny, dość rzadki o wyjątkowo przyjemnym aromacie winogron, który czuję po umyciu, a nie´´ gasi´´ go nawet odżywka. Szampon pieni się dosyć słabo dlatego muszę umyć moje długie włosy dwa razy, ale w niczym mi to nie przeszkadza. 


 




Działanie: zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że szampon nie plącze moich włosów w trakcie mycia i za to ma u mnie ogromnego plusa! Oczywiście jak już wspomniałam stosuję go z maską odbudowującą Natura Estonica i po naturalnym wysuszeniu są one odczuwalnie nawilżone , choć zaobserwowałam, że skręt moich fal jest po tym duecie jakby mniejszy, a i objętość też, włosy są rzeczywiście bardziej gładkie, mniej się puszą. U mnie ten szampon generalnie sprawia, że włosy są gładsze i dlatego też naturalne fale nie są takie intensywne jak zwykle.

Niemniej to bardzo dobry szampon do codziennego użytku do wszystkicj rodzajów włosów. Polecam z pełnym przekonaniem!



Ocena: 5 - / 5

Cena: 300ml / ok. 13zł

Dostępność: apteki, wybrane sklepy z kosmetykami naturalnymi, online



A jak u Was spisuje się ten szampon?

poniedziałek, 6 marca 2017

Miss Sporty - Check Matte nr 004





 Seria Check Matte to paleta 4 odcieni ( tylko tyle ich widziałam, więc nie jestem pewna) z której wybrałam klasyczną czerń i to nie z potrzeby, ale nie chciałam wychodzić z Rossmana z pustym koszykiem,a  był to mój ostatni dzień pobytu w Polsce. Zapomniałam tylko, że ja nie lubię matowych lakierów i Check Matte sprawia, że nie mam ochotę na więcej, a najchętniej cisnęłabym tym lakierem do kosza.


Opakowanie: typowa dla tej marki pękata buteleczka zawierająca 7ml lakieru. Pędzlek jest krótki i spłaszczony, ale niestety w moim egzemplarzu źle wyprofilowany i tak krzywo ścięty, że zrobiła się z niego miotła przez co bardzo utrudnia aplikację.

Konsystencja: dla mnie zbt lejąca, ponieważ lakier po jednej warstwie strasznie prześwituje i praktycznie nie kryje. Po dwóch jest już o wiele lepiej, ale i tak źle mi się go nakłada.


Działanie: lakier schnie szybko i od razu staje się matowy co niby wygląda ładnie, ale jeśli mamy całkowicie gładką płytkę paznokcia, bo inaczej każda nierówność jest widoczna. Ja zalecam użyć wcześniej Ridge Filler np. Orly i na nim też ten lakier lepiej się trzyma aczkolwiek sama jego trwałośc jest wręcz fatalna.

Prawdą jest, że nie nałożyłam na niego żadnego top coata, bo zepsułoby to matowy efekt, a nie mam takiego, który nie nałyszcza i to chyba dlatego lakier wytrzymał jeden dzień, a nawet mniej.  Gdy pomalowałam paznokcie wieczorem to wczesnym popołudniem widać było wielkie odpryski na wszystkich paznokciach,a  że akurat nie mogłam lakieru zmyć to próbowałam jakoś zamalować te niedokonałości. Nic to jednak nie dało, bo lakier znów zaczął odpadać już po niedługim czasie i wtedy już czym prędzej musiałam go zmyć co na szczęście nie jest trudne i czasochłonne.


Podsumowując to nie jest dobry lakier i nie polecam go w żadnym wypadku. Trwalsze matowe lakiery można dostać wszędzie i dlatego radzę trzymać się z daleka od szafy Miss Sporty, a  i ta matowa czerń to nic specjalnego.


Ocena : 1 / 5

Cena: 7ml / ok. 8,70zł

Dostępność : Rossmann



piątek, 3 marca 2017

Prada-Candy Kiss






Prada Candy Kiss to już moja kolejna wpadka perfumowa i przykro mi z tego powodu tak samo jak w przypadku Living Lalique, nawet może bardziej, bo nie kupowałam flakonika w ciemna dopiero po kilkukrotnych testach, gdzie byłam przekonana,że będzie to dobra opcja na lekki, nieinwazyjny zapach na wiosenne czy letnie dni. Długo oczekiwałam na przesyłkę i też dlatego bardzo chciałam w końcu popachnieć tym Cukierkiem,a  tu niestety okazało się, że ja tu nic nie czuję!






Zapytacie pewnie jak to możliwe, że Candy Kiss nie pachnie. Tak, otóż na mnie nie pachnie praktycznie wcale i co najdziwniejsze, bo testując zapach w perfumerii owszem był on też bardzo, bardzo subtelny, ale wychwytywałam piankową wanilię z leciutkim piżmem, a z własnego ( i żeby nie było:  oryginalnego!) flakoniku absolutnie nic. Powietrze. Myślę, że to wina mojej skóry i mogę mieć pretensje tylko do siebie, bo testowałam ten zapach jedynie na pasku, a zwykle tego nie robię i właśnie na blotterze bardziej się on rozwijał i był mocniejszy. Moja skóra natomiast go ´´zjada´´ w całości.

Dawałam mu wielokrotnie szanse, używałam w wyższe i niższe temperatury, ale nic to nie dało no i dodatkowo nie tylko ja go na sobie nie czułam, ale otoczenie też nie i to zadecydowało, że flakon poleciał w świat i z tego co wiem ma się bardzo dobrze:)
Generalnie Candy Kiss to kompozycja typu nude. Transparentna, lekka jak obłoczek, niemal naga i dlatego myślę, że jest to idealny zapach na wszelkie okazje, gdzie nie powinniśmy być mocno wyperfumowane np. na spotkanie w sprawie pracy, do lekarza, szpitala. Tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że to zapach kapryśny i u kogoś może rzeczywiście pojawić się rzeczona wanilia porównywana do miekkiej pianki z ptasiego mleczka, z piżmem i kwiatem pomarańczy, a u innych będzie to taki efekt jak u mnie, czyli zerowy Z tego też względu zalecam kupno wyłącznie po dokładnym testowaniu na skórze,a  nie na papierku!

Strasznie mi przykro, że nie dogadaliśmy się z Candy Kiss. Zrobił mi nadzieje, a rzeczywistość okazała się brutalna. Chyba muszę sobie w końcu uświadomić, że takie skin scenty nie są dla mnie.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: piżmo

nuty serca: piżmo, kwiat pomarańczy

nuty bazy: piżmo, wanilia


Ocena: 2 / 5

Cena: ja swój flakon 50ml kupiłam w zestawie z mleczkiem do ciała za 52€

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się Candy Kiss?


środa, 1 marca 2017

Zużycia miesiąca-luty 2017



Luty przeleciał wyjątkowo szybko, a wraz z nim nazbierało mi sie trochę zdenkowanych produktów oraz wyfrunął jeden flakon perfum, których nie używałam praktycznie w ogóle.






1. BI-ES-Kiku-Crazy Jelly -żel do mycia, płyn do kąpieli i szampon w jednym

Kojarzycie pewnie markę Bi-es. Ten żel kupiła mojemu starszemu synowi moja Mama i on bardzo go polubił. Żel jest żółtawy, średnio gęsty i pachnie dokładnie jak żółte żelki np. Haribo, choć ten aromat nie razi chemią ani nie jest bardzo intensywny.Na skórze czuć go wyjątkowo subtelnie. Oprócz tego żel nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża. Jest poprostu takim umilaczem zapachowym. Do mycia włosów i kąpieli go nie używałam,ale żel robi dość mocną pianę, więc pewnie nada się do bąbelkowej kąpieli.

Polecam jeśli lubicie żelki!

Ocena: 4 / 5

Poj. 250ml


2. Ziaja-różany płyn micelarny 

Wielkie NIE. Jeden z najgorszych miceli jakie przyszło mi używać. Nie kupiłam go sama, podarowała mi go Mama, choć lubię produkty Ziaja, ale ten jest według mnie niewypałem. Twierdzę tak ponieważ ilekroć go użyłam do demakijażu oczu nie obyło się bez łez, szczypania i zamglenia pola widzenia. Efekty jak po krojeniu cebuli, a ja nie jestem alergikiem i normalnie nic mnie nie podrażnia. Dlatego postanowiłam zużyć tę butelkę tylko do zmywania podkładu i szminki i tu już przykrych niespodzianek nie było, bo płyn rzeczywiście te kosmetyki usuwa i to by było na tyle. Nie zaobserwowałam nawilżenia czy ukojenia skóry, a jeśli chodzi o dogłębne oczyszczenie to się nie wypowiem, bo zaraz po micelu myję twarz olejkiem lub żelem i wtedy mam pewność, że cały makijaż jest dokładnie zmyty.

Póki co dla mnie różany micel Ziaji to jakieś nieporozumienie.

Ocena: 1 / 5

Poj. 200ml


3. Nuxe- Prodigieux-olejek pod prysznic ze złotymi drobinkami

Tę próbkę otrzymałam przy okazji zakupów w stacjonarnej aptece i muszę powiedzieć, że pełnej wersji nie kupiłabym, bo nie widzę w tym produkcie nic specjalnego. To nie do końca jest olejek, choć ma taką aksamitną konsyystencję i złoty kolor jak niektóre nabłyszczające balsamy do ciała. Pachnie natomiast charakterystycznie jak wiele kremów do twarzy tej marki i mnie ten aromat nawet sie podobał .

Pieni się dość dobrze i istotnie moja skóra była po nim gładsza tyle, że nie mogłam sobie odpuścić balsamu, bo olejek nie nawilżył jej na tyle, abym była zadowolona, a zaznaczam, że mam skórę normalną z małą tendencją do okresowego przesuszenia. Nie wiem w sumie po co producent zabarwił ten olejek na złoto skoro na skórze tego nie widać, nie ma żadnego efektu, a myślałam, że będzie chociaż delikatna złotawa poświata. Na dodatek ta próbka ledwo starczyła mi na jedno umycie.

Zwykły olejek. Bez szału.

Ocena: 3 / 5

Poj. próbka 7ml


4. L´oreal-La Poudre Accord Parfait-podkład w kompakcie

Wszystko na temat tego podkładu napisałam TU

Opakowanie idzie już do kosza, bo zawartość osadziła się tak, że mój pędzel kabuki z LL nie daje rady już nic nabrać. Szkoda, bo wyraźnie widać, że jeszcze conieco zostało, ale im bardziej pocieram pędzlem tym podkład zaczyna pylić ( czego normalnie nie robi) i nie chce mi się już w to bawić. Niemniej to bardzo dobry kosmetyk tylko szkoda, że zamknięty w kwadratowym, a nie owalnym opakowaniu.

5. Ziaja- Mintperfekt-Szałwia-pasta stomatologiczna

Całą tubę tej pasty zostawiła u mnie Mama i postanowiłam sprawdzić co to jest, choć nie przepadam za pastami z fluorem,a  ta właśnie go posiada. Producent informuje też, że nadaje się ona także dla dzieci powyżej 6 lat.

Pasta jest zielonkawa i ma miętowy dość łagodny posmak.Pieni się stosunkowo mocno i przyjemnie odświeża oddech. Jej działanie w niczym nie jest ani lepsze ani gorsze od innych past drogeryjnych. Poprostu dobrze myje i to wszystko. Nie zauważyłam, aby pomogła mi przy nadwrażliwości, ale też nie takie jej działanie, więc wybaczam.

Dobra, tania pasta, którą polecam przetestować jeśli tylko nie macie nic przeciwko fluorowi. U mnie to była jednorazowa przygoda.

Ocena: 4 / 5

Poj. 75ml


6. Cosrx- Natural BHA Skin Returning Emulsion-lekka emulsja z kwasami BHA

Cosrx to koreańska marka, a próbkę tej emulsji otrzymałam przy okazji zakupów na Ebayu. Emulsja rzeczywiście jest bardzo, bardzo lekka i idealna pod makijaż tylko moim zdaniem nie nadaje się dla osób z cerą przesuszoną i odwodnioną, a jedynie tłustą i mieszaną. Ja czułam, że za słabo nawilża i miałam wielką ochotę sięgnąć dodatkowo po jakieś nawadniające serum bądź olejek, bo po kilku godzinach miałam dziwne uczucie lekko ściągniętej skóry. Dlatego jeśli szukacie matującego produktu to warto się bliżej tej emulsji przyjrzeć.

Jest ona prawie bezbarwna i pachnie ni to alkoholem ni szałwią, choć w składzie na pierwszej pozycji mamy wodę z liści wąkrotki azjatyckiej, a dalej z samej rośliny, olejek z skórki pomarańczy, panthenol, allantoinę, kwas salicylowy . Niestety jest też miejsce dla alkoholu i silikonu i ja ten silikon od razu poczułam, bo konsystencja tej emulsji przypomina mi bazę pod makijaż. Bardzo wygładza skórę i jeśli ktoś lubi ten efekt to będzie zachwycony.

Nie wypowiem się jak z działaniem przeciw nadprodukcji sebum, wypryskom, rozszerzonym porom, ponieważ raz, że nie mam tego problemu ( moja cera obecnie jest w rewelacyjnej kondycji i przetłuszcza się w zasadzie jedynie w upały i to też zwykle na czole), a ta maleńka próbka starczyła mi tylko na jedną aplikację. Niemniej uważam, że jeśli macie problem z tłustą skórą wypróbujcie ten produkt. Można go dostać na Ebayu.

Ocena: 3/5


Cena: 100ml / ok 15€


7. Mixa-Baby-łagodząca woda oczyszczająca bez spłukiwania

Kolejne opakowanie i niezmiennie jestem z niej zadowolona.Moje dzieci również ją lubią.

Ocena: 5 / 5

Poj. 250ml


8. Essie- Many Many Mani-intensywny lotion do rąk z olejem zs kolendry i gliceryną

Próbka o poj. 1,5ml wystarczyła mi na nasmarowanie obu dłoni cienką warstwą i napewno tego lotionu nie kupiłabym w pełnej postaci. To rzeczywiście nie jest krem, a właśnie lekki lotion, który szybko się wchłania i... bardzo słabo radzi sobie z nawilżeniem takich mocno przesuszonych dłoni jak moje, które muszą być smarowane kilka razy dziennie. Myślałam, że co jak co, ale Essie się zna i wyprodukuje mocno działający krem, który będzie odżywczy i który przyniesie ukojenie suchej skórze. Niestety tak nie jest. Po nasmarowaniu owszem dłonie są gładkie i nawilżone, ale wszystko to znika zaraz rano, bo kremu użyłam wieczorem. To napewno nie jest intensywnie działający kosmetyk!

Jego zapach jest miły, lekko perfumowany, świeży, ale co z tego skoro produkt działa u mnie nawet gorzej niż drogeryjne mazidła do rąk?!

Ocena: 1 / 5

Poj. próbka 1,5ml

9. Cutrin- Chooz- odświeżający suchy szampon

O ile naprawdę nie przepadam za kosmetykami do włosów marki Cutrin ( są one dostępne tylko w Finlandii) to ten suchy szampon znależiony w jednym z Bette Boxów jest naprawdę godny polecenia i z chęcią kupiłabym go ponownie.

Ma miły zapach, który nie kłoci się z perfumami, a niektóre suche szampony jak dla mnie pachną zbyt intensywnie i drażniąco. Nie zostawia też białego nalotu, a przynajmniej nie tak mocno jak np. Batiste, który na moich wiśniowych włosach jest mocno widoczny i muszę go dokładnie wyczesać. Cutrin jest pod tym względem dużo lepszy. Jego działanie również oceniam o wiele wyżej. Używam go tylko na grzywkę na drugi dzień po umyciu i naturalnym wyuszeniu włosów i dodaje jej objętości i sprawia, że nie przetłuszcza się tak szybko jak zwykle tj. zwykle wytrzymuje 2 dni, a z Cutrin o jeden, a czasem dwa dni dłużej, choć ja zwykle myję włosy co 2, 3 dni.

Nie używam go natomiast ( jak żadnego innego suchego szamponu)  na całe włosy, bo one w ten sposób się u mnie nie sprawdzają, puszą je i matowią. Jednak to tylko moja opnia i moje preferencje.
Polecam ten szampon z pełnym przekonaniem, bo działa!

Ocena: 5 / 5

Poj. 100ml


10. Palmolive- Smooth Delight- mleczko pod prysznic z kakao, olejem macadamia i nawilżającym mlekiem

Miniatura z Bette Boxa o poj. 50ml i chyba nie skuszę się na pełną butlę, bo to mleczko jest bardzo przeciętne. Spodziewałam się lepszego zapachu, myślałam, że to będzie pachniało kakaowo,a tymczasem zapach jest słodkawo kosmetyczny i dla mnie trochę chemiczny. Poza tym bez zmian. Średnio gęsta konsystencja, mocna piana i brak przesuszeń, choć i też brak nawilżenia. Przeciętniak, choć miło się go używało, ale jednak zapach nie dla mnie.

Ocena: 4 / 5

Poj. 50ml


11. Cosrx- Aloe Vera- Oil Free Moisture Cream- nawilżający krem do twarzy i ciała

W zasadzie to jest żel,a  nie krem i może być używany zarówno do twarzy jak i ciała dla skóry wymagającej porządnego nawilżenia. No niestety dla mnie to nawilżenie było za słabe i za krótkotrwałe, a zaznaczam, że nie mam skóry odwodnionej ani bardzo suchej, ale widocznie ogrzewanie i niedawne mrozy zrobiły swoje i teraz potrzebuje ona trochę bardziej odżywczych kremów.

Żel jest bladozielony i ma bardzo subtelny, trudny do opisania, ale neutralny zapach. Bardzo szybko się wchłania, więc jest dobrą bazą pod makijaż, ale ja polecałabym go raczej do cery tłustej i mieszanej ewentualnie normalnej bez skłonności do przesuszeń. Zaraz po nasmarowaniu skóra sprawia wrażenie mocno napojonej, jest gładka i świeża, ale u mnie to nawilżenie zniknęło po ok. 4 godzinach i w sumie od samego początku miałam wrażenie, że powinnam pod ten krem nałożyć jakieś mocniejsze serum. Nie mogłam jednak tego zrobić po raz drugi, bo ta próbka starczyła mi na jedną aplikację na twarz. Na ciało napewno by nie wystarczyło. Dla mnie to przeciętny produkt i nie kupiłabym pełnego opakowania.

Ocena: 3 / 5

Cena : 100ml / ok. 15€

Dostępność : Ebay


12. Lierac-Intitiatic- energetyzująco- wygładzający krem na pierwsze zmarszczki 

Po tak małej próbce niewiele o kosmetyki można powiedzieć , więc absolutnie nie powiem czy ten krem cokolwiek robi z pierwszymi zmarszczkami. To można powiedzieć dopiero po opakowaniu albo kilku. Zresztą ja nie mam zmarszczek, więc i o tym nie mogłabym powiedzieć. Wiem tylko tyle, że to nie jest krem dla mnie i go nie kupię.

Jest bardzo lekki,a  przez to dobry pod makijaż, szybko się wchłania i nie jest tłusty. Niestety u mnie za słabo nawilżał i po kilku godzinach miałam wrażenie ściągniętej skóry,a  używałam go tylko na dzień, choć starczył mi na dwie aplikacje. Nawilża owszem, ale to nawilżenie będzie odpowiednie raczej dla kogoś ze skórą tłustą i mieszaną. Jeśli chodzi o wygładzenie to również to zauważyłam i to od razu, ponieważ na mojej skórze krem dawał efekt ala baza pod makijaż czegoś nie lubię i z tego powodu baz nie używam., choć z tego co przeczytałam sam krem nie zawiera w sobie silikonów, a to duża niespodzianka. Niemniej wolałabym krem, który bardziej nawilża i odżywia, bo ten tego nie robi.

Ocena: 3 / 5

Poj. 2ml


Opuścił mnie :

-  flakon Swarovski Aura Intense 
 


Znacie coś z mojego denka?




poniedziałek, 27 lutego 2017

Cutrin Professional- Sensitive- multispray do włosów






Co to jest multispray? To kosmetyk, który ma według producenta wszechtronne działanie, a w tym przypadku ma dodawać objętości, nabłyszczać oraz ogólnie sprawiać, że fryzura będzie się trzymała dłużej, ot taki efekt lakieru. Nie bardzo to do mnie przemawiało, ponieważ mam bardzo mieszane uczucia względem fińskiej marki Cutrin i oprócz suchego szamponu nic mi od niej nie odpowiada, no i generalnie nie przepadam za kosmetykami typu 10w1, bo wychodzę z założenia, że jak coś jest do wszystkiego to nie może działać i w tym wypadku się to potwierdza.

Nie wiem do jakich włosów jest ten multispray, ale na moich falowanych, któym zawsze brakuje objętości, ale które same w sobie są lśniące, choć lubią też się puszyć opisywany produkt nie spełnił żadnej roli. Oczywiście sama nie zdecydowałam się na jego kupno, a był dodatkiem w jednym z Bette Boxów


Opakowanie: niebieska, nieprzezroczysta butelka o poj. 200ml z końcówką służącą do psikania od nadasy włosów. Do aplikatora nie mam żadnych zastrzeżeń, psika równo i się nie zacina.

Zapach i Konsystencja :  na opakowaniu widnieje info, że produkt jest bezzapachowy, a ja sie z tym nie zgodzę. Pachnie jak alkohol, może nie za mocno, ale napewno nie jest to spray zupełnie bez zapachu. To poprostu alkoholowa woda.

Skład: na pierwszym miejscu mamy niestety alkohol i dlatego nie odważyłabym się stosować tego kosmetyku codziennie z obawy przed przesuszeniem włosów. Poza tym jest gliceryna, silikon, substancja odpowiadająca za utrwalenie fryzury i to w zasadzie wszystko. Skład jest bardzo krótki i w zasadzie pokazuje, że mamy do czynienia z lakierem do włosów.


Działanie: to istotnie jest lakier do włosów, ponieważ pryskając nim włosy od nasady usztywnia je ( nawet po niewielkiej ilości) i włosy są nieprzyjemne w dotyku, coś jak wata cukrowa. Próbowałam eksperymentować z ilością, ale za każdym razem było to samo, więc niestety taka jest wada tego produktu. Oprócz tego nic więcej. Ani nabłyszczenia ani dodania objętości, no chyba, że mówimy tu o puszeniu, bo wokół głowy dużo włosów poprostu się spuszyło a reszta  była usztywniona jak po większości lakierów.

Producent poleca ten kosmetyk jako idealny do stosowania z wałkami i owszem także to wypróbowałam, ale loki wcale nie trzymały mi się dłużej niż zwykle, byly też irytująco sztywne jakbym wylała na nie pół butelki jakiegos mega mocnego lakieru. Nie ma różnicy czy używałam multisprayu na suche czy na mokre włosy, bo rezultaty były dokładnie takie same, czyli sztywne, polakierowane włosy, które na drugi dzień wolałam już umyć.


Nie ma sensu używać czegoś co nie działa dlatego zawartości się pozbędę jak najszybciej tylko butelkę sobie zachowam- przyda się do domowej odżywki z lnem.


Ocena: 0 / 5

Cena: 200ml /  13,90€

Dostępność :  w Finlandii ten spray dostępny jest głównie w perfumerii Sokos Emotion i online



 Używałyście jakiegoś multisprayu?

piątek, 24 lutego 2017

Britney Spears - Cosmic Radiance




Klasyk, czyli Radiance pojawił się  7 lat temu i wiele osób bardzo go lubi mówiąc, że to najlepszy zapach Britney. Mnie niestety nie dane go było poznać, choć planuję od dawna zakup w ciemno, ale po poznaniu flankiera, czyli Cosmic Radiance, który z niewiadomych powodów pojawił się w 2011r zastanawiam się, czy przypadkiem nie będę tego żałować, bo Cosmic Radiance to zapach skrajnie nieudany.



Zapach jest do tego stopnia banalny, że aż strach pomimo, że sam skład obiecuje miły kwiatowo owocowy aromat z domieszką wanilii. Tymczasem to coś jest bylejakie, stworzone na szybko i w zasadzie nie wiem po co skoro ponoć Radiance jest całkiem fajny, więc po co odcinać kupony? Wszyscy wiemy po co. Wyobraźcie sobie wielki mikser i wrzućcie do niego w ciemno jakieś owoce. Moga to być gruszki, ale takie mocno słodkie, mandarynki również bez cienia kwaskowatości, niech będzie też liczi, ale takie z puszki oraz kilka płatków gardenii i całych pąków. Doprawcie wszystko sosem waniliowym i zmieszajcie. To Cosmic Radiance. Jednocześnie zapach nie jest słodki w sposób jadalny, nie przypomina żadnego deseru. Tak pachną owoce z puszki albo bardzo soczyste, miękkie razem z łagodną gardenią i nieprawdziwą wanilią. Sztuczności tu niby nie ma, ale i tak mam wrażenie, że zapach jest płaski i brzmi ´´tanio´´., bo tak pachną ´´psikadła´´ z bardzo niskiej półki, kioskowe perfumy´´ różdzki´´ czy tym podobne zapachy.




Dodam do tej marnej całości fatalne parametry, ponieważ od samego początku zapach na mnie jest strasznie bliskoskórny i nie trzyma się dłużej niż maksymalnie 30min. Czy może być coś gorszego?
Nie, to naprawdę jest nieudany zapach i śmiało możecie go pominąć, nic nie stracicie. 

Britney wstydź się! 


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : mandarynka, gruszka, liczi

nuty serca: piwonia, jaśmin, gardenia, tuberoza

nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, ambra, wanilia


Ocena:  2 - / 5

Cena: 100ml / ok. 80zł

Dostępność : perfumerie online




A co Wy sądzicie o Cosmic Radiance?

środa, 22 lutego 2017

Lumene - Wild Rose Lipstick nr 18 Lupines





Znów Lumene, ale musiałam Wam pokazać szminkę z serii Wild Rose, bo wszystkie kolory z palety ( a jest ona dość spora) są idealne na dzień. Nie krzykliwe, nie kontrowersyjne, a jeśli zdarzy się ciemniejszy odcień też nie ma on w sobie nic takiego co by klasyfikowało go jedynie jako egzemplarz na specjalne okazje. Lumene postanowiło też zmienić czy też może odświeżyć opakowania m.in szminek Wild Rose i szczerze mówiąc mnie to nie odpowiada, bo ta srebrna nasadka wygląda jakbym ją wzięła z innej pomadki. Lepiej by było, aby całe opakowanie zostało w niebieskich barwach. Tyle wstępu, a czy szminka jest godna polecenia? Czytajcie dalej.


Opakowanie: plastikowe,ale porządnie wykonane. Srebrno-granatowe mieści 3,8g produktu, a sam sztyft jest dość mocno ścięty.

Zapach i Konsystencja: pomadka pachnie bardzo subtelnie i tak jakoś´´ pomadkowo´´. Nie ma konkretnej woni, ale nie jest to też zapach pudrowych szminek z przed lat. Jej konsystencja jest dość zbita lekka, gładka i szminkę nakłada się wyjątkowo łatwo i szybko dlatego jest to dobra opcja na szybkie wyjścia jak i na poprawki w miejsach publicznych, choć polecam do tego też lusterko :) Szminka nie jest jednak maślana i nie roztapia się.


Kolor : nr 18 Lupines  to taki fioletowo malinowy róż.. Ciekawy i przede wszystim bardzo uniwersalny. Nie posiada żadnych drobinek, ale nie jest to szminka ani matowa ani nabłyszczająca.





bez flesza



z fleszem


Działanie: szminka jest wyjątkowo komfortowa w noszeniu, bo nie jest lepka, nie przesusza też warg ( choć ze względu na to, że moje są suche to i tak nakładam pod nią wazelinę kokosową Nivea). Nie jets to oczywiście kosmetyk typu long lasting i nie wytrzyma 2 daniowego obiadu z deserem, ale trzyma się dzielnie przez ok 3-4godz, a póżniej równomiernie ściera. Picie przetrzyma, choć robi ślady na szklankach.

Według mnie to naprawdę dobra szminka do użytku codziennego, choć nie tylko, zależy jaki makijaż preferujemy i na jaki mamy ochotę. Nie widzę w niej żadnych wad i wiem, że napewno będę się zaopatrzać w inne kolory. Jeśli będziecie mogły to koniecznie przetestujcie!

Ocena: 5 / 5

Cena: 3,8g / ok. 10€

Dostępność: w Finlandii wszędzie tam gdzie jest szafa tej marki, czyli we wszystkich marketach


Znacie pomadki Lumene? Jak Wam sie podoba ten odcień?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Lumene-Gloss&Care Nail Polish nr 5 Twilight






Ten lakier był dodatkiem do zamówienia z tutejszej perfumerii. Bardzo lubę markę Lumene, choć przekonałam się, że nie wszystko ma takie rewelacyjne i niestety lakiery do paznokci jak i bazy, top coaty to nie jest jej mocna strona. Ten lakier to potwierdza.


Opakowanie: wszystkie produkty do paznokci tej firmy zapakowane są w malutkie 5ml buteleczki, a aplikator to spłaszczony pędzelek.

Konsystencja: bardzo dobra, bowiem lakier nie jest ani za gęsty ani za rzadki. Maluje się nim bez problemów. Nie robi smug ani prześwitów oraz szybko schnie.

Kolor : nr 5 Twilight to metaliczna czerwień. Zdaję sobie sprawę, że na zdjęciu marnie to widać, ale nie udało mi się pokazać tego lepiej. Ten kolor nie jest ani za jasny ani zbyt ciemny. Kojarzy mi się tak bożonarodzeniowo:)

Działanie: jak już wspomniałam samo malowanie paznokci tym lakierem jest łatwe i przyjemne, choć zalecam do pełnego efektu nałożyć dwie warstwy. Wtedy kolor jest lśniący i głęboki. Niestety nie nacieszymy się nim długo. Wyobraźcie sobie moje zdumienie kiedy na drugi dzień po pomalowaniu dwa paznokcie nosiły wyraźne ślady odprysków, a przecież malowałam je wieczorem i pozwoliłam dobrze wyschnąć!

Jako, że nie mogłam sobie pozwolić na zmycie lakieru to na szybko zamalowałam ubytki i naiwnie myślałam, że lakier wytrzyma przynajmniej do wieczora. A guzik! Po godzinie starł się znowu w tych samych miejscach,a  następnego dnia cały manicure wyglądał niechlujnie i nadawał się do natychmiastowego zmycia. Gloss&Care to dwa dni trwałości. Mało, bardzo mało tym bardziej, że te lakiery tanie nie są, ponieważ prawie 7 € za tak małą buteleczkę to dość dużo, prawda? Ale gdyby nie tak fatalna trwałość to lakier mógłby kosztować więcej, a tak niestety dla mnie jest to niewypał.

Nie żebym narzekała na ten konkretny kolor, bo to nie jest mój pierwszy lakier tej marki i one poprostu już tak mają. Ze zmyciem na szczęście problemu nie było, ale to żadne pocieszenie.
 No cóż jakoś tę mini buteleczkę zużyję, a na przyszłość będę pamiętać, żeby nie ulegać super kolorom tych produktów, bo nie idzie to w parze z ich trwałością. Lumene powinno skupić się na tym na czym zna się najlepiej, czyli pielęgnacji twarzy oraz kosmetykom do makijażu, a kwestię paznokci niech zostawi innym firmom.


Ocena: 1 / 5

Cena: 5ml / 6,90€

Dostępność:  w Finlandii te lakiery są dostępne w każdym sklepie z kosmetykami


Znacie lakiery Lumene? Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 17 lutego 2017

Kenzo- Madly EDP






Kenzo Madly w wersji eau de parfum to nie to samo co eau de toilette i jeśli macie w planie zakup to radzę uważać, bo to dwa różne zapachy. O ile zapachu w koncentracji wody toaletowej nie znam to miałam wode perfumowaną, która dla mnie jest jedną z większych moich porażek perfumowych minionego roku. Srodze się zawiodłam, bo oczekiwałam zupełnie czegoś innego,a  dostałam no właśnie co ?


Madly miał pachnieć mocnym, mrocznym kadzidłem z różowym pieprzem,a ja kadzidło wprost uwielbiam! Tymczasem dostałam zapach rysika do ołówków. Nie, nie żartuję. Podejrzewam, że odpowiada za to owy różowy pieprz, bo czułam już coś takiego gdzieś indziej, gdzie ten składnik występował.  Jest więc dziwnie i niekoniecznie przyjemnie tym bardziej, że nic innego nie raczy się pojawić i tak do szybkiego końca jest tylko ten nieszczęsny rysik.





Kompozycja nie jest dla mnie ani słodka, ani balsamiczna, ani otulająca ani kwiatowa. Jest wyjątkowo nijaka. Coś tu poszło nie tak, bo nie ewoluje, tylko krąży wokół tego wstrętnego różowego pieprzy, który na mojej skórze postanowił przybrać tak odpychającą formę i choćbym mu dawała milion szans w różnych porach roku to i tak nic to nie pomogło. Nie polubiliśmy się i to bardzo.


Dodatkowo zapach zebrał na mnie kilka antykomplementów i nawet próbowałam go oddać Mamie, ale ona też nie chciała. Parametry akurat u mnie są wyjątkowo słabe. Zapach od początku jest bliskoskórny i nie wytrzymał nawet godziny co już jest totalnym gwoździem do trumny.
Nie podoba mi się również flakon, który ponoć inspirowany jest ruchami skrzydeł motyla. No cóż, mnie tak się nie kojarzy.


Madly to kapryśny zapach i wpisałam go na listę tych od których trzymam się z daleka. Jak dobrze, że pozbyłam się flakonu!

Koniecznie testujcie przed zakupem!


Nuty zapachowe

nuty głowy: kwiat pomarańczy, różowy pieprz

nuty serca: kadzidło, heliotrop, róża

nuty bazy: piżmo, cedr, wanilia


Ocena: 2 - / 5

Cena: 50ml / kupiłam za 110zł

Dostępność : perfumerie online i aukcje


Znacie ten zapach?

środa, 15 lutego 2017

Tresemme-Runway Collection-Max The Volume- pianka podnosząca włosy u nasady i dodająca objętości






Moje włosy sa naturalnie falowane i lubię to podkreślać. Jednak ciężko im dodać objętości, nawet w salonie fryzjerki zawsze się dziwią, że żadne super spraye i inne cuda na to nie działają.Nawet po modelowaniu na chwilę jest ich więcej,aby po godzinie oklapły, choć nie sa przesuszone ani zniszczone.  Testuję jednak co się da i jak narazie nie znalazłam żadnego kosmetyku, który dałby na głowie satysfakcjonujący rezultat.

Tę piankę znalazłam w jednym z Bette Boxów i miałam mieszane uczucia, ponieważ kosmetyki Tresemme nie należą do moich ulubionych, ale jednak postanowiłam dać jej szansę, bo miałam ogromną nadzieję na fryzurę pełną objętości.Niestety tak jak podejrzewałam ta pianka u mnie sprawdza się bardzo przeciętnie, ale nie jest taka najgorsza. Spokojnie zużyję ją do końca ( co trochę potrwa) i więcej się nie spotkamy.



Opakowanie: plastikowa, nieprzezroczysta butelka z pompką typu airless mieści 150ml produktu.

Zapach i Konsystencja: pianka jest bardzo lekka, lżejsza niż pianki w aerozolu i posiada dośc mocny kosmetyczno perfumowy zapach, który na moich włosach jest niewyczuwalny.


Działanie: piankę nakładam od nasady włosów i najlepiej byłoby wysuszyć je suszarką, ale moje włosy źle na to reagują ( wyjątkiem jest grzywka). Są wtedy niesamowite napuszone i latają na wszystkie strony i trudno mi cokolwiek z tym zrobić dlatego zawsze pozwalam im schnąć naturalnie. W tym wypadku jednak zrobiłam wyjątek i podsuszyłam je modelując włosy na dość grubej szczotce. Pianka lekko usztywnia włosy u nasady dlatego nie radzę przesadzić z jej nakładaniem. 3-5 naciśnięć pompki to moim zdaniem za dużo. Dla mnie wystarczą 2 plus ta trzecia na całe włosy.

Po wysuszeniu owszem włosów jest optycznie więcej, ale nie wygląda to dobrze. Włosy są znowu napuszone i nie ma to zbyt wiele wspólnego z eleganckim dodaniem objętości. Rezultat jest dość słaby, nawet grzywka, którą jednak zawsze suszę suszarką nie prezentowała się najlepiej. 
Kolejnym razem postanowiłam pozwolić włosom przeschnąć samodzielnie ( u mnie trwa to ok 2-3godz) i niestety też klapa. Zero objętości. Generalnie aż tak mi to nie przeszkadza, bo lubię moje fale ala Shakira, ale jednak chciałabym, aby całość była trochę podniesiona u nasady. Zauważyłam jednak, że dzięki tej piance fale są większe i bardziej zdefiniowane i to mi się podoba!

Generalnie jednak to nie jest produkt dla mnie. Nie wykluczam, że u tych z was, które mają bardziej podatne włosy efekt objętości będzie zauważalny, może i spektakularny, ja jestem zawiedziona.


Ocena: 2+ / 5

Cena: 150ml / w Finlandii ta pianka kosztuje ok 7€

Dostępność: nie wiem jak w PL, ale tu ten produkt można dostać we wszystkich marketach


Testowałyście tę piankę? Jaki jest Wasz ulubiony produkt dodajacy objętości?