poniedziałek, 24 lipca 2017

Fudge-Urban- Crisp Pear&Sweet Vanilla Dry Shampoo- suchy szampon do włosów o zapachu gruszki i wanilii






Jeszcze jakiś czas temu suchy szampon był dla mnie zbędny, ale przekonałam się, że bardzo pomaga mi w tym, by grzywka ładnie wyglądała i nie była oklapnięta, a niestety lubi się ona przetłuszczać szybciej niż reszta włosów dlatego też po wieczornym myciu rankiem spryskuję ją suchym szamponem. Nie stosuję go jednak do całej fryzury, bo jest mi to niepotrzebne, a i taki kosmetyk bardzo matowi i wysusza mi włosy na całej ich długości.

Na szampon angielskiej marki Fudge zdecydowałam się ze względu na jego niską cenę i w zasadzie nie żałuję, choć nie jest to produkt bez wad, ale są one tam małe, że moge przymknąć na nie oko. Myślę, że jest to kosmetyk porównywalny z szamponami Batiste.


Opakowanie: kolorowa puszka o poj. 200ml. Spray psika równo i się nie zacina.

Zapach i Konsystencja: nie wiem czy są do wyboru inne warianty zapachowe, ale Gruszka z Wanilią to zapach trochę za słodki jak na mój gust. Kłóci się z delikatniejszymi perfumami, ale na całe szczęście wietrzeje po kilku minutach. Szampon niestety nie jest bezbarwny, a biały i bardzo widoczny po spryskaniu dlatego trzeba dokładnie go wyczesać. Mnie zdażyło się kilka razy wyjść z ´´siwymi´´ włosami, bo byłam przekonana, że szampon dobrze wtarłam i wyczesałam, a w świetle dziennym  okazało się, że wcale nie. Dlatego zwracam na to uwagę.

Działanie: szampon rzeczywiście odświeża fryzurę i nadaje puszystości, ale ten stan nie trwa cały dzień, a przynajmniej u mnie. Nie stosuję go na już przetłuszczone włosy to tak dla jasności, ale spryskuję je rano po wieczornym myciu włosów i około południa lub trochę dłużej muszę aplikację ponowić, bo grzywka zaczyna oklapywać, a kiedy jest trochę za długa szybciej traci świeżość i nie wygląda ładnie. Ten szampon na to pomaga, choć nie na cały dzień. Jednak nie jest to dla mnie wielki minus, ponieważ inne suche szampony działały dokładnie w ten sam sposób i jak dotąd nie znalazłam takiego, który by odświeżał włosy aż do wieczora.


Jeśli komuś nie przeszkadza bielenie i trochę zbyt intensywny owocowo- waniliowy aromat to powinien wypróbować szampon Fudge szczególnie jeśli taki produkt jest mu niezbędny. Ogólnie jestem zadowolona, ale nie kupię go ponownie, bo z reguły nie wracam do takich kosmetyków po raz drugi, lubię zmiany. Gdyby jednak nadażyła się okazja i spotkałabym inną wersję zapachową to z pewnością bym się skusiła.

Ocena : 4 + / 5

Cena: 200ml / 3,50€

Dostępność : kupiony TU


Testowałyście ten szampon?

środa, 5 lipca 2017

Zużycia miesiąca-czerwiec 2017



Małe denko, bo nie udało mi się zużyć zbyt wiele, ale zawsze coś :)




1. Vaseline- Intensive Care Sray moisturizer- Aloe Soothe- balsam w sprayu wersja z aloesem

 Ten balsam dostałamw  jednymz  Betteboxów i niestety dla mnie jest to beznadziejny produkt, którego więcej nie chcę. Balsam to w zasadzie strasznie lekka emulsja o dziwacznym zapachu niby aloesowym. Nietłusta i bardzo, bardzo szybko wchłaniająca się dlatego to dobra opcja przede wszystkim na dzień i moim zdaniem jedynie na ciepłe dni dla osób, ktorych skóra w ogóle się nie wysusza. Ja suchej nie mam już od dawna, a jednak to mazidło nie dawało rady. Skóra po kilku godzinach prosiła o nasmarowanie, szczególnie było to odczuwalne po prysznicu. W ogóle miałam wrażenie, że niczego nie używam! Druga sprawa to niezbyt dobra wydajność. Kosmetyk starczył mi na 2 tygodnie smarowania co drugi dzień, czyli na o wiele krócej nie tradycyjny balsam. Jedynie opakowanie jako tako jest w porządku, bo można je zabrać do torby i nic się nie wyleje, ale jednak wady tego produktu przysłaniają wszystko.

Ocena: 1 / 5


2. Avene- woda termalna

Po długiej przerwie wróciłam do wody Avene i znów jestem wściekła, ponieważ stało się to co z kilkoma poprzednimi opakowaniami, a mianowicie po zużyciu połowy wody gaz w butelce się skonczył i do widzenia nie da się już nic zrobić. Woda nie jest super tania, więc takie cyrki są bardzo nie na miejscu. Radziłabym, aby producent coś z tym zrobił, bo raz może sie to zdarzyć, ale kilkanascie razu to już gruba przesada!!



3. Pepsodent- Kids- pasta do zębow dla dzieci od 2-6lat o smaku truskawkowym

 Pepsodent to pasty rekomendowane przez fińskich dentysów i szczerze mówiąc kompletnie tego nie rozumiem. W Polsce Pepsodent to nic innego jak  Signal, czyli nienajlepszej jakości drogeryjne pasty, których nie kupuję. Wersja truskawkowa została podarowana mojemu starszemu synkowi przez panią dentystkę przy okazji obowiązkowej wizyty. Produkt zawiera fluor, ale nie będe z tego powodu lamentować ani się burzyć, bo mleczne zęby czasem potrzebują pasty z fluorem, choć nie częściej niż raz czy dwa razy w tygodniu i tak też moje dzieci ją stosują.

Pasta jest różowo-biała,mocno się pieni i ma zapach i posmak truskawkowych landrynek, ale nie jest bardzo słodka. Myć myje i to główna jej rola. Sama nie kupię, ale jak dostanę znów to się zużyje.

Ocena : 4 / 5


5. Soraya- Świat Natury-Olej z róży-wygładzający krem pod oczy

Miałam już kiedyś ten krem, nawet gdzieś tam wspominałam go na blogu, a jakiś czas temu dostałam to opakowanie gratis do zamówienia w jednej z polskich aptek.No i niestety krem strasznie mnie uczulił, co się u mnie nie zdażyło chyba nigdy. Skóra pod i przede wszystkim na powiekach była bardzo przesuszona, łuszczyła się i było widać wyraźne zaczerwienienie i lekko obrzęk. Kiedy krem odstawiłam sytuacja momentalnie się poprawiła, więc to żaden przypadek. Nie będę się zatem wypowiadać o właściwościach tego produktu, bo to, że mnie uczulił skreśla go całkowicie i zasługuje na najniższą notę. Co ciekawe poprzedni egzemplarz mnie tak nie urządził.

Ocena: 0 / 5


6.Lumene- Lähde- Hydration Recovery-dotleniająca maska do twarzy w żelu


Maska ta jest bodajże dostępna jedynie w 4ml saszetce, a przynajmniej nie widziałam jej w innym opakowaniu. Ten egzemplarz dostałam w Bettebox, a inny gratis przy okazji zakupów w tutejszej perfumerii. Maska ma postać bezbarwnego żelu i ładnie, delikatnie pachnie. Można ją nakładać na da sposoby: po oczyszczeniu twarzy jako tradycyjną maseczkę, którą zmywamy po 5-10 minutach lub jako maskę na całą noc i tę ostatnią opcję wypróbowałam i niestety działanie tej maski mnie nie powala.

Nie jest tłusta, no może troszkę się klei, ale nieznacznie i po kilku minutach praktycznie się wchłania wtedy też czuć, że coś tam nawilża, ale nie jest to intensywne. Rano obudziłam się z cerą, która niby sucha nie była, wszystko z nią było w porządku, a jednak miałam dziwne wrażenie jakbym zapomniała ją wieczorem posmarować. Dlatego według mnie nie jets to maska do zadań specjalnych i napewno nie do suchej i bardzo suchej skóry. Ja mam normalną i poradziła sobie średnio. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych innych zalet zupełnie jakbym nasmarowała twarz żelem do usg. Na plus tylko to, że te 4ml wystarczyły mi na 4 użycia.

Ocena: 1/ 5

7. Sally Hansen-18K Gold-odżywka wzmacniająca ze złotem

Pisałam o niej TU

Zdania nie zmieniam. Dla mnie to produkt, który nic nie robi. Po 2 latach  i dość intensywnym użytkowaniu tak bardzo zgęstniała, że nie da się już jej wydobyć z opakowania, więc leci do kosza.


8. SkinFood-Premium Tomato- rozjaśniajca emulsja do twarzy

Od jakiegoś czasu stosuję koreańską pielęgnacje do twarzy i kolorówkę, a także dbam o skórę wg koreańskich zasad i widzę, że to działa. Emulsję używam po toniku w celu rozpulchnienia twarzy i dlatego z przyjemnością przetestowałam tę pomidorową emulsję. To dobry produkt do stosowania właśnie tak jak robią to Koreanki, czyli przed serum, a po toniku. Nie nadaje się jako krem do twarzy, bo sama w sobie dość słabo nawilża, a przynajmniej za słabo dla mojej normalnej cery.

Emulsja jest biała i rzadka jak woda, ale to typowa cecha takich kosmetyków. Dość przyjemnie pachnie i nie ma to nic wspólnego z pomidorem. Lekko nawilża cerę, rozjaśnia ją w sposób naturalny i to cała jej rola. Oczywiście po tak małej próbce nie ma szans zauwazyć wielkich efektów dlatego myślę, że kiedyś skuszę się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

Ocena: 4 / 5

9. Innisfree-olejek oczyszczający do twarzy z zieloną herbatą

Kocham olejki oczyszczające i z przyjemnością powiem, że ten oto z zieloną herbatą jest bardzo dobry. Jest rzadki pachnie delikatnie zieloną herbatą i bardzo dobrze oczyszcza twarz zarówno z resztek makijażu jak i z sebum bez zatykania porów, bez uczucia zalepienia, tłustości. Kupię go napewno!

Ocena: 5 / 5

10. Ajona- medyczny koncentrat pasty do zębów

Bardzo długo szukałam pasty, która poradzi sobie z moją nadwrażliwością. O Ajonie przeczytałam na forum o nadwrażliwości zębów, gdzie była bardzo polecana i rzeczywiście ona sobie z tym radzi. U mnie nie wyleczyła z tego problemu, ale jest na tyle dobrze, że już rzadziej dopada mnie ten charakterystyczny ból po zjedzeniu czegoś bardzo zimnego i czasem po gorącej herbacie.

Pasta występuje w 25ml aluminowej tubce,która jest uciążliwa w użytkowaniu szczególnie przyn końcu, ale można na to przymknąć oko. Jest bardzo wydajna, bo dozujemy jej naprawdę niewielką ilość. Zdziwiło mnie natomiast to, że dobrze się pieni, choć jej skład na to nie wskazuje. Nie zawiera fluoru i ma ziołowy posmak, choć mogłaby lepiej odświeżać. Tak czy inaczej ona naprawdę działa! Niweluje ból spowodowany nadwrażliwością i nie pojawia się już on za każdym razem, a to naprawdę cud, bo wcześniej było to dla mnie bardzo uciażliwe. Świetna pasta i mys have dla wszystkich nadwrażliwców!

Ocena: 6 / 5

11. Born to Bio- Fraise Candy- truskawkowy żel pod prysznic

Żel kupiłam dla dzieci, bo chciałam takiego, który byłby naturalny, a niestety tutaj bardzo ciężko o taki, a jeśli już się znajdzie to cena jest zdecydowanie zawyżona i tak wydałam 10€ za 300ml tego żeli i po pierwszym użyciu pożałowałam swojej głupoty.

Natura naturą, ale czy ten produkt musi tak śmierdzieć? To nie jest żadna truskawka ani nawet żaden owoc. Nie wiem czym to pachnie, ale to jest odrzucające. Przypomina mi rozmoczony karton! Sam że jest bezbarwny i średnio gęsty, lekko się pieni. Dobrze myje, nie wysusza, ale też nie nawilża. Nie podrażnił dziecięcej skóry. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tyle kosztuje i myślę, że to przesada. Poczułam ulgę, gdy ten śmierdziuch się skończył. Nigdy więcej!

Ocena : 1 / 5

Pozbyłam się: 

- flakon Iceberg Oud
- flakon Yves Rocher Rose Oud



Znacie coś z mojego denka?

środa, 28 czerwca 2017

Ninia Ricci - L´Air du Temps Eau Florale




Flankier Gołąbków, czyli klasycznego L´Air du Temps, którego niestety nie lubię i nic tego nie zmieni. Wersja Eau Florale weszła na rynek kilka miesięcy temu i jest idealną propozycją na sezon wiosenno -letni. To bardzo uniwersalny zapach dla każdej kategorii wiekowej. Wdzięczny, bezpieczny i uroczy.

W zasadzie spoglądając na ten flakon nie myślałam, że zapach mi się spodoba, bo z reguły omijam lekkie, zwiewne´´ kwiatuszki´´, nie lubuję się w ´´cytrusiakach´´ i zawsze ciężko mi wybrać zapach na cieplejsze dni, ale Eau Florale mimo, że nie ma między nami miłości to naprawdę mi się spodobał i myślałam nawet o zakupie wdzięcznej flaszeczki, ale ostatecznie tego nie zrobiłam. Może dlatego, że zakochałam się totalnie w Mandragore Pourpe, a propozycja Niny nie rzuca mnie na kolana. Jest dobrze skonstruowana, ale brakuje jej jeszcze dużo, aby mnie całkowicie zachwycić.

Dobrze, a jak pachnie? Zapach jest niby kwiatowy, ale bardzo nowoczesny i świeży. Wiciokrzew z piwonią to zgrany duet, a właśnie tego oddechu dodaje nuta cytrusów w postaci bergamotki z cytryną, które brzmią naturalnie i absolutnie nie ma tu ´´cytrynowego mleczka do czyszczenia´´. To młodość, uśmiech, szczęście i beztroska .Kompozycja niewątpliwie prosta, bo nie ma tu nic kontrowersyjnego, nic co by odrzucało ( dlatego to też dobra propozycja na prezent) i jak się przekonałam po dłuższym noszeniu niestety też nic co podobałoby mi się na tyle, aby zapragnąć tego kwiatowego Gołąbka dla siebie. Nie to, że jest nudno, bo nie jest. Tylko to zapewne moje wymagania co do takich zapachów. Mnie musi coś zaskoczyć, zwalić z nóg .

Co by jednak nie mówić to Eau Florale nosi się dobrze. Zarówno do jeansów, koszulki i Conversów ( czyli tak jak się zwykle noszę) jak i do letniej sukienki. Na uczelnię, do pracy, na zakupy, na wycieczkę, gdzie kto chce. Sympatyczny zapach o średniej projekcji ( ok. 4-5 godz) napewno wart przetestowania dla wszystkich, którzy lubią świeże kwiatowe zapachy bez jakiejkolwiek cukierkowej słodyczy, która od pewnego czasu jest wszechobecna w perfumeriach.

Flakon jest dostępny tylko w poj. 50ml


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: piwonia, cytryna, bergamotka

nuty serca : gardenia, wiciokrzew, kwiat pomarańczy

nuty bazy: piżmo, fiołek, nuty drzewne


Ocena: 4 + / 5

Cena: w Finlandii jest dostępne 50ml w cenie ok. 55€

Dostępność: nie jestem pewna, czy te perfumy można nabyć w PL, w Finlandii są jedynie w Stockmann Beauty i Sokos Emotion


A jak Wam podoba się Eau Florale?

czwartek, 22 czerwca 2017

Funky Soap naturalny szampon pokrzywowy i odżywka z olejem arganowym - co o nich myślę


Szukałam naturalnego szamponu i odżywki do częstego użytku. Myję włosy co drugi dzień i raz w tygodniu serwuję im szampon z SLSem,a w pozostałe dni bez. Poszukiwałam jednak takiego, który byłby wolny od całej chemii, miałby krótki skład i tak znalazłam angielską marke Funky Soap, która swoje produkty wyrabia ręcznie i wysyła je bezpośrednio do klienta. Z pośród kilku rodzaju szamponów wybrałam ten z wyciągiem z pokrzywy oraz odżywkę z olejkiem arganowym i ylang ylang i miałam w głowie tylko to jak wspaniale będą wyglądać moje włosy po takiej naturalnej kuracji. Tymczasem chyba  moje włosy się z tymi kosmetykami nie polubiły!






Opakowanie: oba produkty zamknięto w przezroczyste 250ml butelki z klapką. Skład jest krótki, bo w przypadku szamponu mamy tu tylko: bazę mydlaną  z kokosa, olej rycynowy, oliwę, olej migdałowy, Neem, olej z kiełków pszenicy, herbatę z pokrzywy, prawoślaz, rozmaryn, trawę cytrynową, skrzyp, lawendę, olejki eteryczne z drzewa cytrynowego, , lawendy, trawy cytrynowej, rozmarynu oraz roślinną glicerynę. Skład odżywki : woda, roślinna gliceryna, olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, wosk emulgujący, optiphen, olejki eteryczne z ylang ylang, lawendy i cytryny.






Zapach i Konsystencja: szampon jest brązowy i niesamowicie rzadki ( producent o tym informuje), dosłownie leje się jak woda i mnie sprawia trudności w dozowaniu. Wyszło na to, że muszę wlewać go do kubeczka i rozmieszać z wodą, a normalnie tej metody nie praktykuję, bo mi nie odpowiada. Jednak i z tym ciężko umyć długie włosy. Zapach natomiast jest bardzo przyjemny jakby trawy cytrynowej z domieszką nut leśnych, żadnej chemii. Odżywka jest kremowa, nietłusta i dobrze się rozprowadza zdziwiło mnie tylko to, że bardzo szybko wsiąka we włosy.Pachnie subtelnie ylangiem z dodatkiem cytryny i lawendy, a ten aromat jest delikatnie wyczuwalny na włosach po wysuszeniu.

Szampon pieni sie dosyć słabo i to normalne. Muszę go dokładać, więc pewnie skończy sie szybciej niż odżywka. Ta zaś nie ma poślizgu charakterystycznego dla marketowych odżywek, więc na początku wydaje się, że wcale nie zmiękczy włosów i nic nie będzie robić.


szampon


odżywka



Działanie: w trakcie mycia włosów szamponem wyraźnie czuję, że są one jakby naoliwione. To tak jakby nałożyć sporą dawkę oleju i zmywać niekoniecznie do tego odpowiednim szamponem. Podejrzewam, że znacie to uczucie. Trochę topornie to idzie. Po spłukaniu włosy absolutnie nie są splątane, ale mam wrażenie, że są jakby ´´tępe´´ i ogólnie dziwne w dotyku. Nie ma uczucia tej świeżości jaką dają inne szampony i odżywka jest tu raczej niezbędna.

Odżywka jak wspomniałam bardzo szybko się wchłania i podczas spłukiwania jej nie czuć, nie daje poślizgu, ale co mnie strasznie zdziwiło to to jak niesamowicie zmiękcza włosy, które są wyjątkowo podatne na rozczesanie. Niestety tu zalety się kończą, ponieważ ten duet straszliwie obciąża mi włosy. Myję je wieczorem i lekko podsuszam chłodnym nawiewem, zaplatam w warkocz i idę spać. Rano normalnie mam fale typu beach look tylko, że po umyciu opisywanym szamponem i odżywką włosy przypominają smętne strąki. Zero objętości. Wyglądam jakbym przez kilka dni unikała prysznica, fale też są nieładne i aż nie chce się wychodzić z domu w  takiej fryzurze.  Po kilku godzinach włosy u nasady są już na tyle nieświeże, że wieczorem trzeba je znowu umyć. Nigdy wcześniej  mi się to nie zdarzyło!

Przyznaję jednak, że te produkty świetnie nawilżają i odżywiają włosy i pewnie będą remedium dla tych z was, które skarżą się na ich przesuszenie i mocne puszenie . Podejrzewam, że polubią je posiadaczki mocno kręconych pukli, które nie chcą dodawać objętości i zależy im na mega dawce nawilżenia. Omijajcie te kosmetyki jeśli macie włosy proste, falowane, normalne i nic im nie dolega, a dodatkowo mają tendencję do przetłuszczania się. Jako, ze skład jest treściwy to bardzo łatwo przedobrzyć czego efektem są właśnie takie  ulizane włosy jakie ja mam po tym duecie. I żeby nie było:  próbowałam używać szamponu z inną odżywką, a odżywkę z innym szamponem i kompletnie nic to nie dało dlatego jestem przekonana, że te kosmetyki poprostu nie są dla moich włosów.

Dam jeszcze szansę pozostałym produktom do włosów Funky Soap tylko szkoda, że wszystkie one posiadają oleje  w składzie i mimo, że samo olejowanie bardzo lubię to już mycie olejami niekoniecznie.


Ocena: za szampon i odżywkę : 3 / 5

Cena:  250ml / ok. 5,30£

Dostępność : Ebay oraz TU


Znacie markę Funky Soap? 

czwartek, 15 czerwca 2017

Zużycia miesiąca-maj 2017


Tak, wiem mamy juz czerwiec, a ja tu jeszcze majowe denko, ale to ten brak czasu, a zresztą pewnie sami rozumiecie. Bez zbędnego gadania pokazuję co zużyłam w ubiegłym miesiącu, a jest tego dość sporo:





1. Fleur de Sante- Precious Skin-krem do twarzy na noc

Krem na noc kompletnie mi nieznanej marki. Podarowany do przetestowania i szczerze mówiąc męczyłam się z nim długo, a to zupełnie przeciętne mazidło, ktore oprócz nawilżenia nic nie robi.

Krem jest gęsty i ma niebieskawe zabarwienie, które wydaje mi się nie jest pochodzenia naturalnego. Jaki jest sens barwić krem do twarzy? Pojęcia nie mam. Pachnie niezbyt przyjemnie i do końca nie udało mi się zidentyfikować co to może być. Na skórze z kolei zostawia wyraźnie wyczywalnuy, tłustawy film, który u mnie nie wchłaniał się. Gdyby to był krem na dzień to byłabym zła, ale tu mogłam to zaakceptować, choć zawsze nakładałam ten produkt godzinę przed pójściem spać,żeby nie wycierać wszystkiego w poduszkę.

Krem nawilża i to właściwie cała jego rola. Myślę, że nada się do skóry suchej i bardzo suchej, ewentualnie do normalnej, ale napewno nie do mieszanej, a tymbardziej  do tłustej. To poprostu taki nocny nawilżacz za zdecydowanie przesadzoną cenę. W dodatku nie mam pojęcia, gdzie można go kupić. Miałam, zużyłam i zapominam.

Ocena : 3 / 5


2. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris- Lirene- Emolient balsam lipidowy

Tak jak nie przepadam za kosmetykami tej marki, tak muszę napisać, że ten balsam lipidowy to bardzo dobry produkt. Jest gęsty, dośc przyjemnie pachnie i przede wszystkim świetnie radzi sobie z przesuszoną skórą. Używałam go co drugi dzień i tyle wystarczyło, bo moja skóra była po nim naprawdę gładka,a  uczucie suchości po prysznicu zniknęło. Mamy tutaj kwasy Omega 3, 6, 9 oraz olej parafinowy i masło kakaowe i o ile balsam potrzebuje chwili do wchłonięcia ( dlatego bardziej polecam go wieczorem) to jego działanie wynagradza nawet fatalne opakowanie. Pompka przestała działać po kilku użyciach, a że balsam jest gęsty to po jej odkręceniu nie chciał spływać, więc musiałam rozciąć twardą butelkę. Bardzi to niewygodne! Niemniej to jeden z lepszych balsamów na rynku.


Ocena : 5 / 5


3. Sephora- Instant Moistuizer- krem nawilżający do twarzy


Nie mam u siebie Sephory. Niestety. Ten krem dostałam jakiś czas temu i dość długo zajęło mi zużycie go również dlatego, że jest bardzo wydajny. Działaniu nie mogę nic zarzucić, bop ma być to krem nawilżający i taki właśnie jest. Fajny jako baza pod podkład i nie tylko.
Dość lekki, na chwilę pozostawia film, który wchłania się może nie do matu, ale nie jest to tłusta warstwa. Moja cera po nim nie błyszczała ani nie była przetłuszczona i myślę, że jest to produkt dla skóry od normalnej po tłustą z tym, że nie dla osób, które mają bardzo duży problem z wydzielaniem sebum. Cera jest przede wszystkim nawilżona na cały dzień i o to właśnie chodzi. Szkoda tylko, że krem nie posiada żadnego filtru, ale i tak go polecam jeśli oczywiście jest jeszcze dostępny w Sephorze.

Ocena: 5- / 5


4. Galenic - Pur- 2in 1 mleczko do demakijażu twarzy i oczu

To też jeden z produktów, które były ze mną dość długo. To mleczko jest bardzo dobrym oczyszczaczem, bo radzi sobie z  całym makijażem, a nie podrażnia, nie wysusza i nie natłuszcza skóry. Wielki plus tutaj daję za brak parafiny, która jest powszechna w takich produktach.

Mleczko jest średniogęste i lekko perfumowane. Tusz, cienie, eyeliner zmywa bez kłopotu ( również te wodoodporne) to samo tyczy się podkładu z tym, że ja potem i tak myję jeszcze twarz żelem bądź olejkiem. To dobry produkt. Nie wiem czy można go jeszcze gdzies dostać, ale jeśli tak to polecam!

Ocena : 5 /5


5. Ziaja- Ziajka- magiczny płyn do kąpieli Hokus Pokus kolorowa kąpięl

 Nie wiem dlaczego magiczny. To zwykły płyn, który na dodatek robi małą i nietrwałą pianę. Pachnie delikatnie, prawie niewyczuwalne i co najważniejsze nie podrażnia skóry dziecka, ale też jej nie nawilża. Więcej go nie kupię.


Ocena: 3/ 5


6.Urtekram - pasta do zębów dla dzieci Lukrecja

Tę pastę znalazłam na najniższej półce w Leclercu, choć jej cena wcale niska nie była, ale dla mnie liczy się to, że nie miała fluoru. Jest dość gęsta, biała i rzeczywiście mocno pachnie i smakuje lukrecją. Moim dzieciom ten smak odpowiadał, ale nie wszyscy go polubią. Pasta nie zawiera też żadnych substancji słodzących i SLS. Pieni się średnio. Poza tym tym to bardzo dobra pasta dla dzieci i dla wszystkich tych, którzy lubią charakterystyczny smak lukrecji.


Ocena: 5 / 5


7. Iwostin- Purritin-żel do mycia twarzy

Drugie opakowanie tego żelu odkopane gdzieś w czeluściach szafki, a że data ważności goniła to musiałam go zużyć. Żel jak żel. Jest średnio gęsty, nie robi dużej piany. Mimo wyciągu z aloesu czułam, że lekko przesusza mi skórę, choć ściągnięcia nie było aczkolwiek nie jest to produkt dla skóry suchej ( choć ja mam normalną). Jako,że nie mam problemów z cerą to u mnie oczywiście nic oprócz oczyszczenia twarzy nie robił. Przeciętniak do którego więcej nie wrócę.

Ocena: 3 / 5


8. Schwarzkopf- Got2b- 2sexy Big Volume- suchy szampon

Opisywałam już ten szampon, ale dla tych, którym nie chce się czytać poprzedniej recki powiem tyle: fajerwerków tu nie ma, ale to dość dobry produkt, na początku myślałam, że jest lepszy, ale z biegiem czasu wyszło, że mógłby jednak działać lepiej.

Nie jest przezroczysty jak głosi napis na opakowaniu. Na ciemnych włosach go widać z tym, że dużo mnie niż np. Batiste czy suchy szampon Fudge, jest też łatwiejszy do wyczesania. Jako, że stosuję go wyłącznie na grzywkę to oceniam działanie tylko na tym polu i powiem, że szampon odświeża fryzurę i można dzięki temu wyjść do ludzi w kryzysowaych sytuacjach, ale radzi sobie gorzej niż taki Batiste czy Tony&Guy,a  w dodatku strasznie raził mnie jego malinowy, intensywny zapach, który kłócił się z lżejszymi perfumami. Jest bardzo wydajny dlatego miałam go tak długo, ale już do niego nie wrócę.

 Ocena: 3 + / 5


9. L´oreal - Nutri Gold- balsam pod oczy


Recenzja tego kremu jest TU

To moje drugie opakowanie i myślę, że wystarczy. Oceny nie zmieniam.


10. Nyx- Stay Matte But Not Flat- podkład w kompakcie odcień Creamy Natural

Recenzja TU 

Dla mnie to puder, a nie podkład. Nigdy więcej!




11. ROCS- pasta do zębów o smaku czekolady z miętą

Pasta bez fluoru o smaku czekoladek After Eight. Kto lubi ten smak będzie zachwycony. Mój starszy synek polubił tę pastę i napewno jeszcze ją kupię. Jak każda pasta ROCS dobrze się pieni i poprostu spełnia swoją rolę na 5.

Ocena: 5 / 5


12. System 4 - Oil Cure Hair Mask

Miniatura tej maski ( 20ml) była w jednym z Bette Boxów. Jest to marka fińska, choć przyznam szczerze, że nie wiem, gdzie ten produkt można kupić, nie ma go nigdzie, nie widziałam jego pełnowymiarowego opakowania. Nic to, bo to przeciętniak. Dla mnie bardziej jako odżywka,a  nie maska, bo niewiele robi.

Jest dośc gęsta i bezzapachowa. Nakładałam ją i solo i przy olejowaniu i jako dodatek do domowej maski z płatków owsianych. Zawsze tylko lekko nawilżała i nic więcej. Dlatego nie widzę sensu się za nią uganiać. Zużyłam i zapomniałam.


13. L´oreal -  Mega Volume Miss Hippie- tusz do rzęs

Recenzja TU

Oceny nie zmieniam. Średni tusz i już do niego nie wrócę.






14. Ziaja- Oczyszczanie- Liście Manuka- krem nawilżający balans korygująco-ściągający

Druga próbka tego kremu i muszę przyznać, że jest niezły, ale nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. Krem u mnie przede wszystkim matował, ale bez uczucia ściągnięcia i przesuszenia. Nawilżenie również było, choć mogłoby być trochę większe. Niemniej jest to dobry krem na dzień pod makijaż.


15. Tony Moly- Green Tea Watery Cream

Bardzo mała próbka, starczyła mi na dwa razy i wiem, że tego kremu nie kupię. To w zasadzie nie krem, a bardzo rzadki, bezbarwny żel o przyjemnym zapachu zielonej herbaty. Wchłania się natychmiastowo i niestety w moim przypadku za słabo nawilżał. Po dwóch godzinach czułam jakbym nie posmarowała niczym skóry po porannym myciu, więc posiadaczki skóry suchej tymbardziej będa niezadowolone. Ten produkt lepiej sprawdza się nakładany jako serum pod inny krem albo w parze właśnie z jakimś serum, ale solo napewno nie. Dziwna sprawa, bo ja nie mam wysuszonej skóry. Myślę, że to produkt dla tłustej i problematycznej.


Ocena: 3 - / 5


W tym miesiącu nie pozbyłam się ani jednego flakonu perfum.



Znacie coś z mojego denka?











poniedziałek, 5 czerwca 2017

Therry Mugler- Cologne







Dla tych przyzwyczajonych do bardzo oryginalnych i często wręcz szokujących kompozycji Muglera Cologne może być wielkim zdziwieniem, bo jest to w dalszym ciągu zapach tego kreatora, ale taki mało muglerowski. Jest prosty, a mimo to bardzo udany i świetnie się nosi w sezonie wiosna- lato szczególnie w upały.








Świeży,zielony i uniwersalny Cologne to taki zapach, który jest dopełnieniem luźnej stylizacji jak jeansy, koszulka i Conversy bądź letnia sukienka i sandały. Wszystko na luzie i bez zadęcia. Do biura napewno też się nada choć jeśli mamy narzucony dress code to raczej nie widzę tej kompozycji w zestawieniu z ołówkową spódnicą i garsonką. Na ślub dla panny młodej raczej  odpada, choć wiadomo co kto lubi. Bergamotka z kwiatem pomarańczy i delikatnye mydlanym piżmem dającym nutę czystości. Ot cały przepis na idealne pachnidło dla każdego kto jednak na ciepłe dni wybiera cytrusowe pachnidła. Ja dotychczas do takich nie byłam przekonana, bo każdy brzmiał chemicznie i cytrusy przypominały detergenty do mycia łazienki. Tutaj tego nie ma.


Cologne nie ma w sobie ani trochę chemicznych naleciałości i nosi się wyjątkowo dobrze zarówno na kobiecej jak i na męskiej skórze, bo nie przechyla się na żadną stronę. Nie jest ani zbyt koloński, a tego najbardziej nie lubię w unisexach. Warto jednak nosić flakon ze sobą, bo parametry nie powalają. Ja nie czuję już go na sobie po 1,5godz i normalnie byłabym z tego powodu wściekła, ale zapach jest tak błogi, że nie mogę się czepiać o to, choć to jednak dośc znaczna wada.


Jeśli szukacie odświeżacza na upalne dni to konieczne sprawdźcie Cologne, nie zawiedziecie się!


Nuty zapachowe:

nuty główy: bergamotka, neroli, petitgrain

nuty serca: kwiat pomarańczy

nuty bazy: piżmo



Ocena: 5- / 5

Cena: 100ml / ok. 120zł

Dostępność : perfumerie online



Znacie Cologne?

środa, 31 maja 2017

Rimmel- Scandaleyes Retro Glam






W czasach nastoletnich ( czyli wcale nie tak dawno) używałam głównie tuszy Rimmel, bo były tanie i dostępne w mojej osiedlowej drogerii, a były to jeszcze lata, gdy Rossmann i podobne sieciówki nie były tak powszechne. Nie miałam wtedy dużych oczekiwań, chciałam poprostu,żeby rzęsy były wydłużone i mocno pogrubione i te tusze spełniały swoją rolę. Potem na jakiś czas z nich zrezygnowałam, a obecnie znów z ciekawością do nich wracam i okazuje się, że albo są dobre albo zupełnie przeciętne i nie warte kolejnego zakupu i Scandaleyes Retro Glam jest dokładnie taki.  Jest to tusz mający optycznie powiększać oczy i nadawać efekt sztucznych rzęs. Niestety nie mogę się z tym zgodzić.


Opakowanie: czarno-białe, grube i estetyczne mieści 12ml produktu. Szczoteczka ma jakby kształt klepsydr i dla mnie właśnie ona jest tu główną winowajczynią. Źle mi się nią maluje.






Konstystencja: nie odbiega od innych tuszy Rimmel, czyli w sam raz. Ani nie za gęsta ani za rzadka. Kolor czarny jednak nie jest jakoś bardzo nasycony.



Działanie: i tu mogłabym napisać krótko, że ten tusz nie spełnia moich wymagań. Denerwuje mnie ta szczoteczka, bo w zasadzie w niczym ona nie pomaga, a tusz nawet po 3 warstwach słabo pogrubia, jedynie trochę wydłuża, ale rezultat końcowy i tak jest raczej naturalny, zdażało mu się też robić z rzęs ´´chude patyki´´ powyginanie we wszystkie strony  Nijak nie umiem osiągnąć tą maskarą obiecywanego efektu sztucznych rzęs. W dodatku nie jest to kosmetyk do użytku w tzw. biegu. Aplikować go powinnyśmy powoli i starannie inaczej skleja.

Jako plus przyznaję to, że nawet po tych 3 warstwach rzęsy nie są ciężkie i nie wygląda to nienaturalnie, bo jak już wspomniałam jest to moim zdaniem kosmetyk do użytku na codzień i dla tych, które preferują lekkie podkreślenie rzęs. No i jeszcze jedno: po niedługim czasie od pomalowania znajduję pod oczami czarne paprochy, czyli sprawa jest jasna: tusz się kruszy i też rozmazuje, bo nawet lekko wilgotne oczy np. od podmuchu wiatru i w kąciku mam czarną smugę. Niedobrze.

W mojej ocenie to nie jest dobry tusz. Może nie jest też zupełnie fatalny, ale w ofercie marki Rimmel da się znaleźć  dużo lepsze. Ten zużyję i więcej napewno go nie kupię.





Ocena: 2+ / 5

Cena: 12ml / zapłaciłam 6€ z groszami

Dostępność: w szafach Rimmel


Dajcie znać, czy testowałyście ten tusz!


poniedziałek, 29 maja 2017

Ados- Neon Fluo nr 11






Seria neonowych kolorów lakierów naszej rodzimej marki Ados przyciągnęła mój wzrok kilka miesiący temu i mimo, że na ogół nie lubię nosić paznokci pomalowanych takimi odcieniami to chyba ta tęknota za ciepłymi i słonecznymi dniami spowodowała, że kupiłam tę intensywną żółć nr 11, a potem pomarańcz i czerwień, ale już przy żółtym wiedziałam, że lakier jest przeciętny i tak naprawdę jedyną jego zaletą jest właśnie ten wakacyjny, rzucający się w oczy odcień.


Opakowanie: małe, 6g, pędzelek jest tradycyjny, ale dobrze się nim maluje


Konsystencja: trochę za rzadka, bo lakier lubi rozlewać się po płytce paznokcia i niestety robi smugi i prześwity


Kolor : nr 11 to bardzo intensywna neonowa żółć, która tak naprawdę jest bardziej nasycona niż na fotce, ale nijak nie udało mi się tego uchwycić, więc musicie wierzyć mi na słowo :)


Działanie: lakier jak już wspomniałam robi smugi i prześwity i to nawet po dwóch warstwach! Trzecia pokrywa płytkę, ale i tak patrząc z bliska nie jest to pełne krycie. Na szczęście czas schnięcia jest dość szybki, bo inaczej nie chciałoby mi się bawić w malowanie.

 Niestety nie nacieszyłam się tym sympatycznym kolorem za długo, bo pomimo zabezpieczenia go top coatem lakier popękał już po niecałych dwóch dnich i to bez robienia jakiś wielkich rzeczy, żadnego prania ręcznego, zmywania czy wyrabiania ciasta, więc w sumie wychodzi na to, że sam w sobie jest niskiej jakości skoro nadaje się do zmycia po ok 48godz!   Ze zmyciem problemu nie ma, choć lakier trochę pobrudził mi skórę naookoło paznokci i nie dało się tego tak szybko usunąć.

Za dużo wad ma ten produkt bym mogła go w pełni polecić. Napewno w ofercie innych marek znajdziecie podobny odcień, a Neo Fluo możecie pominąć.


Ocena: 3 - / 5

Cena: 6g / kupiłam za 4,79zł

Dostępność : TU



Znacie lakiery Neon Fluo?

poniedziałek, 22 maja 2017

Flos-Lek- Eye Care Expert- wypełniajacy krem na´´ kurze łapki´´






Wszystkie kremy pod oczy witam z otwartymi ramionami, a to dlatego, że mam w tych rejonach skórę dość suchą, która lubi się dodatkowo jeszcze przesuszać pod makijażem. Zdarzyło mi się nie raz, że po dokłdnym nawilżeniu nałożyłam korektor, a tu szok: skóra na powiece zaczęła się łuszczyć, była strasznie sucha mimo, że przecież chwilę temu wsmarowałam i w nią krem. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale dobry, treściwy krem pod oczy to kosmetyyk, który obowiązkowo zabrałabym na bezludną wyspę i mimo, że zmarszczek u siebie jeszcze nie widzę to staram się im przeciwdziałać dlatego wybieram głównie kremy przeciwmarszczkowe. Taki też krem naszej rodzimej marki Flos-Lek dostałam do wypróbowania.

Opakowanie: wąska buteleczka 15ml wyposażona w płaski aplikator. Niestety opakowanie nie jest przezroczyste.


Zapach i Konsystencja: bezzapachowy, lekki krem, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.




Działanie: i tu mam mieszane uczucia, bo generalnie kosmetyk w sam sobie jest w porzadku. Nawilża, lekko wygładza i ogólnie krzywdy nie robi, ale jest jakiś taki nijaki. Nie wywiązuje się ze swoich podstawowych zadań w 100%. To nawilżenie nie będzie wystarczające dla kogoś kto ma już zmarszczki i bardzo wysuszoną skórę. U mnie sprawa ma się tak, że kiedy rano nałożę ten krem jest dobrze, ale po aplikacji wieczornej rano już czuję, że muszę dołożyć kolejną porcję. Dlatego bardziej poleciłabym ten specyfik dla tych z was, które mają skórę młodą, nie suchą i potrzebują tylko delikatnego nawilżacza, który dodatkowo będzie działał przeciw zmarszczkom. Do zadań specjalnych ten krem się poprostu nie nadaje.

Czy rzeczywiście wypełnia kurze łapki tego nie wiem aczkolwiek śmiem wątpić. To taki przeciętny krem. Szału nie robi, skóra wygląda po nim tak samo jest tylko trochę bardziej nawilżona. Kosmetyk jakich tysiące na drogeryjnych i aptecznych półkach.Kompletnie niczym się nie wyróżnia. Można wypróbować szczegółnie jeśli poszukujecie kremu pod oczy na dzień.


Ocena: 3 + / 5

Cena:  15ml / ok. 20zł

Dostępność: głównie w aptekach



Znacie ten krem?


piątek, 19 maja 2017

Anna Sui - L´Amour Rose






Matowy flakonik z różowym płynem na fotkach prezentuje się lepiej niż na żywo, choć jest utrzymany w charakterystycznym stylu Anny Sui. W ogóle zapach ten powstał w ubiegłym roku, ale na półkach fińskich perfumerii pojawił się w tym roku w lutym i przeszedł bez echa co w ogóle mnie nie dziwi. Ominęłabym go nawet bez testowania, ale jego skład obiecuje, że w środku będzie nuta moich ulubionych makaroników, więc spodziewałam się jakiegoś różowego słodziaka, może nawet infantylnego, ale przyjemnego.

Tymczasem L´Amour Rose to takie perfumowe byleco co było już tysiące razy głównie na niskich półkach i niczym się nie wyróżnia.Otwarcie to świeżość mandarynki. Słodkawej nie kwaskowatej, a dalej dobiega aromat kwiatu wiśni wraz z inną wyraźną kwiatową nutą, której jednak nie mogę zidentyfikować. Nie wiem jaki to konkretnie kwiat, ale również jest lekki. Czy to ta mimoza? Końcówka to dość niefajne mydlane piżmo i żegnamy się, bo zapach już ucieka. To wszystko trwa bardzo krótko. To tak jakby te składniki biegły w jakimś maratonie jak najszybciej się da. Nie czuję tu nic co ma przypominać watę cukrową i makaroniki, ziemiste, orzechowej nuty pistacji też brak.

Kompozycja jest wyjątkowo subtelna, delikatna. Nawet nie zdąży dobrze osiąść na skórze, a już jej nie ma także parametry są bardzo słabe i to zabawne, bo w tym roku marka wypuściła ten sam zapach w wersji wody toaletowej i nie chcę nawet wiedzieć jak krótki żywot musi tego być skoro woda perfumowana nie trzyma się prawie wcale. Zresztą tu nawet nie chodzi o te parametry. Ta kompozycja jest słaba i bez polotu. Straszliwie banalna i nudna, nic się tu nie dzieje. Niby dla każdego,a tak naprawdę dla nikogo. Spokojnie można sobie odpuścić kupno,a  na prezent też nie polecam, bo obdarowana osoba raczej nie będzie zadowolona.

L´Amour Rose to takie nic. Szkoda wydawać na rynek tak słabe perfumy.


Nuty zapachowe:

nuty główy: mandarynka, pistacje, makaroniki, neroli

nuty serca: kwiat wiśni, mimoza

nuty bazy: wata cukrowa, piżmo


Ocena: 1 / 5

Cena: W Finlandii dostępne jest tylko 30ml w cenie 44€, nie jestem pewna jak z dostępnością w Polsce

Dostępność : w Finlandii w sieci perfumerii Sokos Emotion



Testowałyście już ten zapach?

środa, 17 maja 2017

L´oreal- Colorista Paint -farba do włosów odcień Ronze



L´oreal zaskoczyło i wypuściło na rynek serię Colorista  w której skład wchodzą spraye do koloryzjacji włosów, tradycyjne farby i zmywalne oraz szampon do stopniowego usuwania koloru. Wszystko to w najmodniejszych, odważnych odcieniach. Koniecznie musiałam wypróbować permamentną farbę, ale nie umiałam nigdzie znaleźć odcienia Cherry Red, więc wzięłam Ronze i obawiałam się, czy aby nie będzie to brąz z czerwonawym połyskiem, ale nie. Kolor jest dokładnie taki sam jak na opakowaniu,a to rzadko kiedy się zdarza.




Opakowanie: w opakowaniu znajdziemy tubę z kolorem 60ml, aktywator, dobry jakościowo pędzlek, parę przydatnych foliowych rękawiczek oraz  tubkę odżywki do włosów.

Zapach i Konsystencja: jako, że jest to farba z amoniakiem to ma charakterystyczny zapach. Mnie nie przeszkadza, zdążyłam się przyzwyczaić. Natomiast producent twierdzi, że farba ma postać żelo- kremu. Ja bym powiedziała, że to wygląda bardziej jak  zimny budyń truskawkowy. Po kilku minutach farba robi się bardziej kremowa i ma już odcień mocnej wiśni.

Nakładanie: farbę nakładałam na nieumyte włosy na które wcześniej nałożyłam olej lniany i ten sposób bardzo polecam. Sama aplikacja jest bardzo prosta i pomaga w tym zarówno konsystencja tej farby ( nie spływa, nawet nie brudzi tak bardzo jak inne czerwone farby, których używałam) jak i wspomniany pędzelek. Na włosy mojej długości potrzebne były dwa opakowania produktu.

Odcień: Ronze to wbrew temu co można by sądzić po tej nazwie bardzo ładna wiśniowa czerwień. Na moich włosach wyszła praktycznie taka sama jak na opakowaniu.






Zmywanie: po 30minutach farbę zmyłam najpierw pod strumieniem wody,a  potem umyłam włosy szamponem po koloryzacji L´oreal Inoa i nałożyłam dodaną odżywkę i już wtedy zauważyłam, że włosy są wyjątkowo gładkie i wręcz aksamitne w dotyku. Następnie lekko poduszyłam je suszarką.

Efekt końcowy: kolor wyszedł bardzo lśniący, żywy, a włosy nie są ani trochę przesuszone ani zniszczone. Są bardzo przyjemne w dotyku, ale zauważyłam, że ta dodana odżywka lubi obciążać, więc nie polecam jej używać jeśli wasze włosy lubią oklapnąć i szybko tracą świeżość. Ja z niej zrezygnowałam i będę po nią sięgać tylko po kolejnych farbowaniach.

Jestem bardzo zadowolona z tego produktu i jeśli farba będzie trzymać się te 4 tygodnie ( tak mniej więcej wytrzymują takie kolory) to napewno kupię ją ponownie. Polecam przetestować Colorista Paint, bo odcienie są bardzo ciekawe i można zaszaleć!


Ocena: 5 / 5

Cena: w Finlandii ta farba kosztuje 6,90€

Dostępność :w Finlandii w większości sklepów, w Polsce w Rossmanie



Testowałyście już tę farbę?

poniedziałek, 15 maja 2017

Rzepowe wałki hit czy kit?



Zamarzyła mi się większa objętość włosów, bo moje naturalnie falowane włosy wyglądają po umyciu jakbym dzień spędziła na plaży, ale jednak efektu volume im brakuje. Na nic sie zdają spraye, pianki i inne psikadła, więc wzięłam się za czytanie o rzepowych wałkach i pomyślałam, że może to one wreszcie coś z tym zrobią.Myślałam nad  sławnymi Sleep In Rollers, ale w sklepie znalazłam ich fiński odpowiednik marki Ibero za trochę niższą cenę, który wygląda tak samo. No i obecnie zastanawiam się po co wyrzuciłam te parę groszy w błoto, bo wałki bardziej szkodzą aniżeli pomagają.

Ich średnica to 40mm, więc podejrzewałam, że loków nie będą za bardzo robić tylko dodawać objętości i też o to właśnie mi chodziło.  Nakładałam je więc na podsuszone włosy na które wcześniej aplikowałam lekki spray z jedwabiem albo czasem piankę i po zamontowaniu wałka zabezpieczałam go wsuwką i szłam spać mając nadzieję, że rano obudzę się z hollywodzką fryzurą. Niestety ich ściągnięcie to wyższa szkoła jazdy, bo niemiłosiernie ciągną włosy i pozbycie się ich jest wyjątkowo nieprzyjemne i trwa długo. Podejrzewam, że w przypadku włosów krótszych niż moje może to być łatwiejsze, ale i tak wałki wyrywają kępki włosów! Nie mam pojęcia jak zdjąć je szybko i bezboleśnie bez szkody dla włosów. Myślę, że poprostu one już tak mają.Niemniej jest to ich ogromna wada, w zasadzie dla mnie nie do zaakceptowania.





Na a co z efektem? Ano nic. Włosy były wręcz rozprostowane (!) co mnie szczerze zdziwiło, bo nie pomyślałam, że wałki mogą tak działać. Po naturalnych falach nie było mowy, wyglądało to wręcz tak jakbym trochę niedbale przejechała po puklach prostownicą i nie zależało mi na całkowitym ich wyprostowaniu. Objętość? Nic z tych rzeczy, a mówiąc więcej końcówki włosów były napuszone i pewnie to rezultat ściągania tych rzepów. Generalnie fryzura wyglądała źle, a że nie miałam czasu jej jakoś ogarnąć to zaplotłam warkocz i tyle. Nie tego się jednak spodziewałam, bo wszędzie takie wałki są bardzo polecane, a dziewczyny dzięki nim wyczarowują świetne fryzury pełne objętości.  Nie sądzę, żeby to była moja wina, bo w końcu jak trudne jest nałożenie sobie wałków na głowę? Obawiam się też, że takie rzepowe ustrojstwo używane regularnie fatalnie wpłynie na kondycję włosów, bo rwanie ich to nic co powinno mieć miejsce. Dlatego sama już po nie nie sięgnę. Te kilka testów dało mi do myślenia i nie będę ryzykować.  Zastanawiałam się już nawet czy to z moimi wałkami może być coś nie tak, ale nie. Dziwię się jak można nimi uzyskać oszałamiający efekt kiedy u mnie wyszła jedna wielka tragedia.  Kolejny przereklamowany gadżet.

Ocena: 0 / 5

Cena: 7€ / 10szt

Dostępność: wszędzie w fińskich sklepach


A jakie Wy macie doświadczenia z rzepowymi wałkami?

piątek, 12 maja 2017

Zużycia miesiąca-kwiecień 2017



Mała przerwa na blogu spowodowana poprostu brakiem czasu, a jak już wieczorem siądę do komputera mając w głowie pomysł na nowy post to zmęczenie bierze górę. Dlatego kwietniowe denko pojawia się właśnie teraz z lekkim poślizgiem.






Co wydenkowałam w kwietniu i czego się pozbyłam ?

1. Dr Organic- Organic Rose Otto Skin Toner- tonik Rose Otto

Bardzo delikatny, pięknie pachnący różą tonik, który robi to co ma robić, czyli usuwa ewentualne resztki makijażu, odświeża i tonizuje skórę. W dodatku nie podrażnia oczu. Jeden z lepszych toników jakie miałam i szkoda, że chyba już nie będzie mi go dane kupić ponownie, bo ciężko go dostać.

Ocena: 5 /5

2. Yves Rocher- Pure Bleuet-płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka

To chyba najbardziej znany produkt Yves Rocher. Dwufazówka, czyli u góry mamy wartwę bezbarwną, a na dole białę, które należy wymieszać. Oczywiście płyn zostawia tłustą warstwę i jest to całkowicie normalne, bo nie znam dwufazy, która by tego nie robiła tyle, że mnie to nie przeszkadza, bo potem ścieram to micelem. Płyn jest łagodny i nie podrażnia, a rzeczywiście świetnie radzi sobie z mocnym makijażem. Z wodoodpornym jednak nie próbowałam, bo takiego nie stosuję. Zachomikowane mam jeszcze jedno opakowanie.

Ocena: 5 / 5

3. Astor- Volume&24H Curl-tusz pogrubiająco-podkręcający

Pokazywałam Wam ten tusz niedawno w tym poście TU i cieszę się, że udało mi się wykończyć ten produkt, bo mam o nim złe zdanie. Nigdy więcej!


4. I love...- Minty Choco Chip- żel pod prysznic o zapachu miętowo-czekoladowym

Kolejny żel z serii I love.... Nie znoszę mięty. Akceptuję ją jedynie w gumach do żucia i pastach do zębów więc dlaczego wybrałam tak pachnący żel skoro samo wspomnienie czekoladek After Eight jest dla mnie wyjątkowo przykre? Czysta ciekawość i mówiąc szczerze przyjemnie mi się tego produktu używało.

Żel jest zielonkawy i pachnie delikatnie miętowo. Czekolada jest praktycznie niewyczuwalna. Dobrze się pieni i ogólnie spełnia swoją rolę prysznicowego oczyszczacza. Nie nawilża, ale też nie wysusza. Sympatyczny kosmetyk dla tych, którzy lubują się w mięcie. Ja nie powtórzę zakupu.

Ocena: 4 /5

5. Maybelline- Colorsensational Shine Gloss

Błyszczyk pokazywany TU

To moje drugie opakowanie i śmiesznie się złożyło, bo dostałam ten egzemplarze w dokładnie tym samych kolorach co poprzednio, czyli Pink Shock i Fuchsia Flash .Zdania o tym kosmetyku nie zmieniłam. Jest wart polecenia i myślę, że jeszcze kiedyś skuszę się na jakiś Colorsensational, tyle, że już w innym odcieniu.


6. Isana- krem do ciała Shea&Kakao


Większośc z Was pewnie zna ten krem. To też nie jest moje pierwsze opakowanie, bo pamiętam, że miałam go kilka lat temu i bardzo lubiłam. Niestety nie wiem co jest grane, ale teraz ten kosmetyk bardzo mnie uczulił. Tak bardzo, że za każdym razem miałam na rękach i brzuchu czerwone , swędzące plamy. Dałam temu kremowi kilka szans i niestety wylałam zawartość, bo nie dało się tego używać. Krem owszem nawilża, wygładza i odżywia skórę, troche trwa zanim się wchłonie, ale to żaden problem jeśli oczywiście używamy go wieczorem. Pięknie pachnie słodkim kakao, ale nie wybaczę tego jak mnie urządził!

Ocena: 1 / 5

7. Biotherm- AquaSource Everplump- nawilżający krem do twarzy

1mililitrowa próbka, która starczyła mi na jedną aplikację i napewno nie kupiłabym pełnowymiarowego opakowania nie tylko z powodu dość wysokiej ceny, ale też dlatego, że ten krem słabo sobie radzi z nawilżeniem mojej normalnej skóry. Ma on bardzo lekką konsystencję przez co jest idealny pod makijaż w dodatku nie jest tłusty. Niestety ta konsystencja i uczucie na skórze przypomina mi silikonową bazę pod makijaż  i nic dziwnego, bo silikony zajmują wysoka pozycję w składzie, a że ja silikonowym baz nie lubię to i ten krem mi nie odpowiada.Wchłania się on natychmiastowo i nie zostawia po sobie żadnego śladu. Owszem coś tam nawilża, ale polecałabym go bardziej dla skóry tłustej i mieszanej, a już napewno nie dla suchej i bardzo suchej. Moim zdaniem nie wart swojej ceny.

8. Forever Living - Aloe Propolis Creme- krem aloesowo-propolisowy

Bardzo wydajna próbka 2ml wystarczyła mi na kilka solidnych aplikacji, ale niestety nie jest to krem dla mnie. Konsystencja jest dośc gęsta, o lekko żółtawym zabarwieniu i subtelnym zapachu jakby naturalnego miodu. Na skórze jednak ten krem zostawia dziwną woskową warstwę, która mnie drażniła i potrzeba było długiej chwili, aby zniknęła,choć i tak nie robi tego do końca dlatego też wolałam testować ten produkt jako krem na noc. Skóra była nawilżona, ale nie przesadnie.Bez fajerwerków aczkolwiek raz zdażyło mi się posmarować nim bardzo wysuszone dłonie i kosmetyk poradził sobie o wiele lepiej, bo załagodził podrażnienie i świąd, a ten woskowy film mi tak nie przeszkadzał. Nie kupiłabym jednak całego opakowania.


9. Yves Rocher- Sebo Vegetal- żel- krem matujący

Nie używam już kremów typowo matujących, bo moja skóra tego nie potrzebuje. Jednak tę maleńką 1ml próbkę zużyłam bez marudzenia, bo starczyła tylko na jedną aplikację. Jest to bardzo lekki żelo- krem, który stanowi dobra bazę pod makijaż. Szybko się wchłania nie pozostawiając żadnego śladu. Mojej skóry nie przesuszył, a tego się obawiałam. Miałam nawet wrażenie delikatnego nawilżenia. Matowanie owszem jest i to całkiem niezłe, choć raczej dla skóry, która nie jest wyjątkowo tłusta i problematyczna. Nie dla mnie, ale myślę, że warto go wypróbować.

10.Tony Moly-Panda´s Dream- krem do rąk

Dwie malutkie próbki tego pandowego kremu dostałam przy okazji zakupów koreańskich kosmetyków i chętnie kupiłabym całe opakowanie, bo to bardzo porządny produkt, przecież ja mam suche i mega wrażliwe dłonie, które wiekszość kremu nawilża do pierwszego umycia! Kem pachnie bardzo przyjemnie i ten zapach czuć dłuższą chwilę, ale nie drażni, wręcz przeciwnie. Konsystencja jest lekka, nie ma uczucia tłustości. Byłam zdziwiona jak dobrze ten krem poradził sobie z nawilżeniem moich dłoni, bo suchość  i czerwone plamy z podrażnienia zniknęły od razu i ten stan utrzymał się cały dzien pomimo bardzo częstego mycia rąk. Jedyny minus to mała pojemność pełnowymiarowego opakowania, bo tylko 35g i dość wysoka cena, ale myślę, że skuszę się na zakup pandowego kremu.

11. Lioele-Triple The Solution BB Cream SPF 30

Ten krem to bodajże najlepszy BB jakiego do tej pory używałam i koniecznie muszę kupić całe opakowanie. Nie wiem tylko jaki to odcień, bo próbka nie posiadała tej informacji, ale mniemam, że któryś z ciemniejszych. Krem jest dość gęsty, lekko pachnie i przeraziło mnie na samym początku, że jest dość ciemny, ale po sekundzie od nałożenia wtapia się w skórę i jaśnieje tak, że idealnie pasuje do mojej karnacji. Jest niewidoczny, a jednak sprawia, że twarz wygląda jak z okładki. Jest bardzo gładka, rozświetlona i jednocześnie zmatowiona, ale nie jest to płaski mat. Bardzo dobre jest też jego krycie i pod tym względem wyróżnia się na tle innych kremów BB. Myśle, że jeśli macie coś do ukrycia to warto ten kosmetyk wypóbować. Daje on naturalne wykończenie, nie ma tu żadnej maski z tym, że właśnie krycie jest dużo większe niż w innych tego typu specyfikach.

Trwałość całodzienna, krem trzymał się od rana do wieczora w niezmienionym stanie, nie zapycha porów i na dokładkę posiada filtr SPF 30. Czy trzeba czegoś więcej? Serdecznie polecam.



Opuściły mnie:

- flakon Roberto Cavalli eau de parfum


Znacie coś z mojego denka?



piątek, 28 kwietnia 2017

Elizabeth Arden - Always Red Femme






Nigdy bym nie zwróciła uwagi na ten zapachu Elizabeth Arden, bo szczerze mówiąc nie jestem miłośniczką perfum tej marki. Owszem są ładne, tanie i dobrze, że są, ale dla mnie wiele z nich pachnie bardzo podobnie do siebie. Tak się jednak złożyło, że w trakcie zakupów w tutejszej perfumerii zostałam obdarowana próbką ( sama się zdziwiłam, bo tutaj panie jakoś nie są chętne do rozdawania próbek i naprawdę rzadko kiedy się to zdaża) Always Red Femme. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale patrząc na bądź co bądź estetyczny flakonik pomyślałam, że napewno będzie kwiatowo. Nie do końca, bo kompozycja bardzo mocno kręci się w klimatach Armani Si i jeśli go lubicie to Always Red Femme was nie zawiedzie. Osobiście Si mam nawet w kilku wersjach i w zasadzie zapach Elizabeth Arden może nie jest do końca tym czego oczekiwałam, ale przyznam, że nosi się go całkiem przyjemnie zarówno na cieplejsze jak i zimne dni.


 Podobieństwo do wspomnianego Si wyczuwam z tym, że opisywany zapach nie jest dokładnie taki sam, bo tutaj zamiast porzeczkowego syropu wyraźnie identyfikuję gęsty sok gruszkowy wraz z wanilią. Kolejna różnica to zastąpienie róży kwiatem brzoskwini. Inspiracja kompozycją Armaniego napewno była zresztą obecnie mamy trend w mainstreamie, że damskie pachnidła muszą być mocno słodkie i niestety zaczyna się to robić powoli męczące. Always Red Femme to spójny zapach, który mimo, że niewiele się zmienia to nie jest nudny. Tak można pachnieć każdego dnia idąc do pracy czy na uczelnię. Jest bezpiecznie, a przy tym także kobieco tylko warunek jest jeden: musicie lubić słodkawe zapachy aczkolwiek nie ma się czego obawiać, bo zasłodzenia na amen tu nie ma.

Szkoda, że trwałosć kuleje, bo na mojej skórze zapach jest wyczuwalny jednie przez marne 1,5godz, choć na szczęście nie jest bliskoskórny i dlatego kupiłabym najmniejszą pojemność, bo to sympatyczna kompozycja. Z Si nie może się równać, ale warto przetestować.



Nuty zapachowe:

nuty głowy: pąki czarnej porzeczki,cytryna, gruszka

nuty serca: kwiat brzoskwini, konwalia, jaśmin, dzięgiel

nuty bazy: paczula, mech, cedr, wanilia


Ocena : 4 - / 5

Cena: w Polsce ten zapach nie jest dostępny, w Finlandii 30ml kosztuje ok. 40€

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Testowałyście ten zapach?

środa, 26 kwietnia 2017

Holika Holika- Prime Youth- żelowe płatki pod oczy




Moje w zasadzie drugie żelowe płatki pod oczy, bo pamiętam, że kilka lat temu miałam jakieś inne ( nazwy nie pomnę)  i nie byłam z nich zadowolona. Holika Holika to znana koreańska marka, której produkty używam i lubię, więc pomyślałam, że i płatki będą dobre. Zostawiłam je sobie na dzień kiedy byłam wyjątkowo zmęczona po praktycznie nieprzespanej nocy ( kto ma dzieci to wie o czym mówię ;D), oczy były podkrążone, widać było jakieś zmarszczki i przemęczenie. Niestety jest to produkt jednorazowy i obiecałam sobie, że zaopatrzę się  w inne, większe opakowanie takich płatków, bo świetnie sprawdzają się właśnie w ekstremalnych sytuacjach.


Opakowanie:  w foliowym opakowaniu mamy dwa płatki pod oko lewe i prawe

Zapach i Konsystencja: płatki są dobrze nasączone i w dotyku typowo żelowe, mają bardzo subtelny, świeży zapach, który znika po krótkiej chwili

Działanie: płatki nałożyłam wczesnym popołudniem kiedy stan mojej skóry pod oczami nie był najlepszy. Oczywiście wcześniej trzeba dokładnie zmyć makijaż i najlepiej przemyć okolice oczu wodą micelarną.

Płatki dobrze się przyklejają i nie spadają, a muszę tu dodać, że w czasie ich stosowania nie leżałam tylko robiłam obiad i trzymały się dzielnie na swoim miejscu przez przepisowe 30min. W tym czasie czułam lekkie chłodzenie podobne do nałożenia zimnego żelu pod oczy. Nie ma tu żadnego mentolu ani nic z tych rzeczy.

Po pół godzinie zaobserwowałam, że płatki same zaczeły odpadać i był to moment, żeby je zdjąć. I tu zaskoczyło mnie jak gładka i napięta była skóra pod oczami! Żaden krem tego dotychczas nie zrobił. Poza tym skóra była również nawilżona i przede wszystkim  cienie i podpuchnięcia całkowicie zniknęły jak i uczucie piachu pod oczami i zmęczenia. Ogólnie skóra pod oczami prezentowała się o wiele lepiej.

Jednak po ok. 2 godzinach poczułam, że muszę nałożyć krem pod oczy, bo nawilżenie zaczęło znikać, ale może to wynikać z faktu, że mam dość suchą skórę w tym rejonie niemniej całość do wieczora wyglądała jakbym smacznie spała całą noc i była zrelaksowana jak nigdy:) Taki świeży look.


Osobiście uważam, że płatki żelowe  Prime Youth to dobry produkt i warto go mieć pod ręką szczególnie jeśli źle sypiacie ( lub wcale) i nie chcecie straszyć ludzi wyglądem zombie z zasinionymi oczami. To nie jest produkt silnie działający i nie usunie zmarszczek, ale odświeży spojrzenie i poprawi samopoczucie. Polecam!


Ocena : 5 - / 5

Cena: nie wiem, znalazłam w korean boxie Bearel

Dostępność: głównie na ebayu


Stosujcie płatki pod oczy?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Golden Rose - Color Expert nr 112






Nie przepadam za lakierami Golden Rose, ale ten egzemplarz dostałam na urodziny, a że spodobał mi się kolor to pomyślałam, że może tym razem się nie zawiodę. No cóż, rewelacji nie ma. To przeciętny lakier jakich wiele na rynku i nawet ten odcień nie jest jakiś  super oryginalny.


Opakowanie: zwykła buteleczka o poj. 10,2ml,a  aplikatorem jest płaski pędzelek.

Konsystencja: dla mnie za rzadka. Lakier rozlewa się po płytce paznokcia i łatwo zniszczyć sobie cały manicure. Trzeba nakładać go ostrożnie.

Kolor : 112 to granat. Taki typowy, nie ma w sobie żadnych świecidełek.

Działanie: lakier nie wyróżnia się niczym na tle innych tego typu kosmetyków. Czas schnięcia jest optymalny i choć jedna warstwa nadaje już pełny, intensywny kolor to zawsze warto dołożyć tę drugą. Niestety mimo obietnic producenta lakier trzymał się u mie tylko dokładnie 2 i pół dnia, a potem zaczął mocno odpryskiwać i tymczasowe zamalowanie ubytków nic nie dało, bo po niedługim czasie wyszły one na nowo.

Ot taki sobie lakier, który niekoniecznie trzeba mieć.



Ocena: 3 / 5

Cena: 10,2ml / nie wie, dostałam

Dostępność : online jak i w sklepach firmowych Golden Rose


Testowałyście lakiery z serii Color Expert?

piątek, 21 kwietnia 2017

Michael Kors - Turquoise






Czy myślicie już o wakacjach? A może zastanawiacie się jaki w tym roku zapach zabrać ze sobą na wakacyjne wojaże lub jakim pachnieć na urlopie nad morzem?  Michael Kors jesienią zeszłego roku wypuścił na rynek typowo letni zapach Turquoise i jest to gratka dla tych, którzy lubują się w  lekkich świeżakach, wręcz morskich, a flakonik jest w tym wypadku doskonale dobrany i odzwierciedla to co mamy w środku.


Zapach jest rześki i świeży tu nie ma niespodzianek i właśnie tego się spodziewałam.  Na pierwszy plan wysuwa się lilia wodna z ogórkiem i morskie akordy. Brzmi to jak spacer brzegiem morza w zwiewnej, lekko prześwitującej sukience, boso. Słychać szum  fal i krzyki mew,a turystów na szczęście nie ma zbyt wielu. Słodyczy tu nie znajdziecie, bo kompozycja jest zimna, orzeźwiająca i dla mnie osobiście nudnawa, ale ja ogólnie nie przepadam za tą kategorią zapachową. Nic wielkiego się tu nie dzieje, nic się nie zmienia, ale pewnie wielbicielki morskich klimatów będą zauroczone. Ja tu jednak nie czuję nic oryginalnego, nic co warto by zapamiętać,a  w porównaniu z wysoką ceną uważam, że z łatwością da się kupić coś podobnego za mniej.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : ogórek, limonka, lilia wodna

nuty serca: orchidea, jaśmin

nuty bazy: wodne nuty, ambroksan, piżmo, cedr


Ocena : 3/5

Cena: w Polsce ok. 230zł za 30ml, w Finlandii 30ml kosztje 70€

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Testowałyście już ten zapach?

środa, 19 kwietnia 2017

Born to Bio- Fleur Vanille- dezodorant w kulce







Kolejny naturalny dezodorant bez soli aluminium i bez parabenów i znów wtopa. Rany, czy naprawdę nie da się wyprodukować porządnego roll onu, który nie będzie śmierdział i naprawdę będzie chronił?!


Opakowanie: plastikowa butelka z kulką o poj. 75ml . Niestety nieprzezroczysta, więc ciężko będzie zauważyć kiedy produkt się skończy, bo dodatkowo oblepiono ją naookoło naklejką.


Zapach i Konsystencja: smród, czysty smród! Tak nie pachnie wanilia ani nic podobnego. Ten zapach jest tak okropny, że nie wiem co producent sobie myślał, że klient nie poczuje? Albo, że najważniejszy jest skład, a deo może śmierdzieć i będzie ok? Niestety skóra pod pachami też nieprzyjemnie pachnie,a jak jeszcze ten zapach zmiesza się z potem to już w ogóle jest katastrofa.
Deozodorant dość szybko schnie i nie brudzi bielizny ani koszulek.


Działanie: to nie jest produkt dla kogoś kto się poci, bo inaczej koszulki będzie miał całe mokre, a i muchy i ludzie padną jak poczują tę mieszankę wybuchową składającą się z aromatu tego kosmetyku zmieszanego z potem. Nie jest to też deo dla mnie, a ja nie pocę się praktycznie wcale, ale co dziwne po tym specyfiku każde ubranie nieprzyjemnie pachnie i jest przepocone nawet kiedy tak naprawdę nie robię nic co by temu sprzyjało. To naprawdę obrzydliwe i zdyskwalifikowało ten dezodorant od pierwszego użycia. Oczywiście używanie go nawet przy minimalnym wysyłku fizycznym mija się z celem, ponieważ dezodorant nie radzi sobie nawet w normalnych warunkach.

Jego cena w tym wypadku to jakieś niepozozumienie i nie zamierzam próbować innej wersji zapachowej, bo wiem, że będzie tak samo śmierdzieć i nie działać. Porażka, totalna porażka. Beznadziejny kosmetyk, którego absolutnie nie polecam.


Ocena: 0 / 5

Cena: 75ml / ok. 8€

Dostępność: nie wiem jak w Polsce, ale tutaj wybrane kosmetyki Born to Bio można nabyć w jednej z sieci marketów.


Testowałyście ten deo?

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Astor- Volume&24H Curl-tusz pogrubiająco-podkręcający





Mam mieszane uczucia w stosuku do tuszy Astor. Kupowałam je dobrych kilka lat wstecz i zawsze miałam problem z ich konsystencją, która na początku jest strasznie rzadka i brudząca, a dopiero po ok. 2-3tygodniach tusz zaczyna zachowywać się normalnie. Druga sprawa, że sama z siebie nie kupię maskar z wygiętą szczoteczką, bo są dla mnie niewygodne i źle mi się nimi maluje. Dlatego nie jestem też zadowolona z Volume&24H Curl.Powiem więcej : efekt jaki ten tusz daje na moich rzęsach jest wręcz opłakany, ale pewnie to zauważycie kiedy spojrzycie na poniżą fotkę.


Opakowanie: zwykłe,czarno-fioletowe, ale trwałe, a napisy się nie zmazują. Szczoteczka ma tradycyjne włosie, jest dość duża i wygięta. Dla mnie niestety nieporęczna, ale mogłabym to przeboleć gdyby nie inne wady tej maskary.






Konsystencja: początkowo tusz jest zbyt rzadki. Tak rzadki, że brudzi powieki i odbija się na nich, zresztą tę wadę ma już do końca. Po ok dwóch tygodniach robi się bardziej gęsty i maluje się nim lepiej, ale to wciąż nie oznacza, że dobrze. Po jakimś czasie jest już z kolei za gęsty i za suchy i pora wyrzucić go do kosza. Kolor jest czarny, ale nie jakiś wybitnie głęboki, ot taka normalna czerń.


Działanie: kiepsko oj kiepsko! Zazdroszczę tym, u których ten tusz daje pełny efekt pogrubienia i podkręcenia, bo moje rzęsy ( naturalnie dośc długie i średnio gęste) są powywijane na wszystkie strony, nierówne, posklejane i ogólem panuje jeden wielki chaos. Zresztą zobaczcie sobie tę fotkę to się przekonacie:





I tak sobie próbowałam, testowałam, na spokojnie i nic to nie dało. Tusz za każdym razem strasznie sklejał mi rzęsy i wyglądało to fatalnie. Co więcej po kilku godzinach miałam czarne paprochy pod oczami , a przy małej łezce ( takie życie okularnicy, że oczy łzawią kiedy wieje wiatr) lekko się rozmazywał. Ja rozumiem, że to nie jest tusz wodoodporny, ale bez przesady!
Pogrubienie i podkręcenia w moim przypadku bardzo marne i pewnie ktoś będzie sądzić, że to wina moich zdolności, ale nie. Maluję się od X lat, przerobiłam już tyle tuszy, że ten poprostu nazwę niewypałem i gorąco go odradzam.


Ocena: 0 / 5

Cena: 10ml / nie jestem pewna, bo swój egzemplarz dostałam w prezencie

Dostępność : np. w Rossmanie w szafach Astor



A jakie Wy macie zdanie o Volume&24H Curl?

piątek, 7 kwietnia 2017

Zużycia miesiąca-marzec 2017



Kolejne, tym razem dość pokaźne denko i cieszę się, że udało mi się tyle tego zużyć i zachomikowane zapasy kosmetyków powoli zaczynają się zmniejszać :)







1. Isana- Kwiat Pomarańczy- krem do rąk


Nie przepadam za żelami pod prysznic Isana, bo wysuszają mi skórę. Nie lubię też ich kremów do rąk i Kwiat Pomarańczy to dla mnie również niewypał. To znaczy jeśli ktoś ma skórę dłoni całkowicie normalną i od czasu do czasu musi ją posmarować to ten krem będzie ok, ale ja mam skórę bardzo wymagającą, mocno przesuszającą się, która lubi nawet pękać do krwi i jak dotąd pomaga mi na to tylko krem apteczny Dermalex. Z kolei krem Isany jest zdecydowanie za lekki. Co z tego, że ma glicerynę, masło kakaowe i pantenol skoro nawilżenie czuję przez kilka minut, maksmalnie do pierwszego mycia, a potem kłopot wraca. Musiałabym maziać się im co chwila, choć i tak robiłam to dość często w czasie dnia, bo krem jest dostatecznie lekki i szybko się wchłania, bez uczucia tłustego filmu. Jego zapach nie jest najlepszy to taki pseudo kosmetyczny zapach kwiatu pomarańczy, nic fajnego.

Nie. To zdecydowanie nie jest krem dla mnie.

Ocena: 0 / 5

2. The Body Shop-Shea- krem pod prysznic

Nie przepadam za kosmetykami The Body Shop. Uważam, że ich ceny są zbyt wygórowane, a niczym się one nie różnią od zwykłych drogeryjnych. Ten krem pod prysznic kupiłam tylko dlatego, że w tym czasie wstąpiłam do salonu tej marki w celu nabycia perfum Bowhanti. Pani sprzedająca nie umiała mi doradzić, który preparat do mycia nie będzie wysuszał skóry i postanowiłam, że wezmę Shea. Beżowy krem ma bardzo subtelny, słabo wyczuwalny zapach, który w kontakcie ze skórą przypomina mi dokładnie czystą, zadbane ciało. Pieni sie dobrze, nie wysusza, ale też nie nawilża. Tylko nie rozumiem tej ceny. Blisko 9 euro za całkowicie przeciętny kosmetyk do mycia? Wielka przesada. Owszem krem jest dobry, ale za niższą kwotę można znaleźć coś podobnego albo i lepszego. To była jednorazowa przygoda.

Ocena: 4 / 5

3. Ziołolek- Linomag- balsam dla dzieci i niemowląt

Średnio gęsty balsam o niezbyt przyjemnym aromacie, który jednak bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i wygładza skórę. Wchłania się może nie od razu, ale warto tę chwilę poczekać, bo wszystkie ewentualne przesuszenia znikają. W składzie mamy wyciąg z rumianku i olej lniany. Warto polecenia kosmetyk i dla dzieci i dla dorosłych!


Ocena: 5 - / 5

4. R.O.C.S- Energy Taurine- remineralizująca pasta do zębów z tauryną

Kolejna pasta moje ulubionej marki. Jest bez fluoru, ma łososiowy kolor i owocowy smak, który ( co mnie zdziwiło) całkiem nieźle odświeża oddech. Nie dopatrzyłam się jakiegokolwiek działania dodanej tu tauryny, ale to nie ma znaczenia. To dobra pasta!


Ocena: 5 / 5


5. Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris - Lirene-Będę Mamą- kremowy płyn do higieny intymnej

To moje drugie opakowanie tego płynu . Pełną recenzję przeczytacie TU

Oceny nie zmieniam. To dobry produkt.

6. Olivado- olej makadamia

Ten olej kupiłam w zwykłym markecie, bo potrzebowałam oleju do kąpieli młodszego synka. Do włosów stosowałam go kilka razy, ale jednak moje pukle wolą olej lniany i mieszankę olejów Agafii. Co by jednak nie mówić to opisywany olej świetnie sprawdził się dolewany do wanienki. Natłuszczał i nawilżał skórę i smarowanie nie było konieczne, a to dla mnie duże ułatwienie, bo mój maluch jest bardzo ruchliwy i niecierpliwy. Poprostu olej godny polecenia!

Ocena: 5 / 5


7. Pierre Fabre- A-Derma- Rheacalm- łagodzące mleczko micelarne do twarzy i oczu

Te mini opakowanie ( 25ml), które jest okropnie nieporęczne w dozowaniu, bo mleczko jest gęste i nie chce wyjść na zewnątrz buteleczki dostałam w jednym z Livboxów. Niestety dla mnie to jakieś nieporozumienie. Konsystencja jest gęsta, sam produkt biały i bezzapachowy i wszystko byłoby ok gdyby nie to, że to mleczko strasznie podrażniało mi oczy, a ja nie jestem wrażliwcem i inne takie kosmetyku nic złego mi nie robią, a tu proszę produkt niby łagodny z apteki!

W kwestii usuwania makijażu też jest średnio. Tusz owszem schodzi, ale najpierw jest rozmazany i kiedy wytrzymałam już to pieczenie i łzawienie jak po krojeniu cebuli to szybko musiałam zmyć to mleczku wodnym micelem, bo inaczej okolica oczu była czerwona i przesuszona. Ewidentnie coś tu jest nie tak. Z podkładem radził sobie dobrze, ale ja i tak od razu myłam twarz olejkiem i potem sięgałam po inny micel. Mleczko zostawia może nie tłustą, ale dość wyczuwalną warstwę na skórze i mnie to przeszkadzało, a poza tym dwa razy zdarzyło się, że po zmyciu nim podkładu policzki były zaróżowione i swędziały. Doprawdy dziwna sprawa z tym mleczkiem, bo jak dotąd nigdy mi się to nie przytrafiło. Dlatego radzę uważać, a najlepiej darować sobie kupno.

Ocena: 0 / 5

8. Bioderma- Sebium - oczyszczający żel do twarzy

Pełną recenzję przeczytacie TU 

Przeciętny żel, nie wart swojej ceny, ale spełnia swoją rolę myjącą. Zostało mi jeszcze drugie opakowanie do zużycia i raczej nie sięgnę po Sebium ponownie, bo nie widzę takiej potrzeby.

9. Tony Moly - Floria - Nutra Energy Foam Cleanser

Emulsja do mycia twarzy koreańskiej marki Tony Moly jest bardzo dobra. Ma zwartą konsystencję, nic się nie wylewa i naprawdę kropelka sprawia, że pojawia się duża piana,a tym samym produkt jest bardzo wydajny, ta mała próbka wystarczyła mi na 6 razy. Dobrze myje, oczyszcza i nie przesusza. Zawiera olej arganowy i kwiatowe ekstrakty. Zaopatrzę się w pełne opakownie.

Ocena: 5 / 5

10. Korres- White Tea - żel do mycia twarzy


To opakowanie  o poj. 16ml znalazłam w Livboxie. Żel jest bezbarwny i pachnie świeżo i przyjemnie, lekko się pieni i przede wszystkim w ogóle nie ściąga ani nie przesusza skóry dlatego polecam go wszystkim tym, którzy na to narzekają. To dobry żel, łagodny, do codziennego używania, choć cena mogłaby być niższa.

Ocena: 5 - / 5

11. Ziaja- Maziajki-żel do zębów dla dzieci Guma Balonowa

Jest to pomarańczowy żel bez dodatku fluoru. Moje dzieci bardzo go lubią i to już chyba nasze 3 opakowanie, a kolejne czeka w szafce na otwarcie. Żel dobrze myje, lekko się pieni i jest bezpieczny w przypadku połknięcia, no i fajnie smakuje. Zdecydowanie produkt wart polecenia dla wszystkich dzieci!

Ocena: 5 / 5

12. Ziaja- pasta do zębów dla dzieci bez fluoru z ksylitolem

Biała, neutralna w smaku pasta dla dzieci z sympatycznym bobrem Eugeniuszem. Może być stosowana od pierwszego ząbka. Delikatnie się pieni i jest bezpieczna w przypadku połknięcia. Kolejny dobry produkt Ziaji!

Ocena: 5 / 5

13. Ziaja- Oczyszczanie Liście Manuka- krem nawilżający balans korygująco-ściągający SPF 10

Rzeczywiście to lekki krem, dobry pod makijaż tylko szkoda, że producent nie zdecydował się na dodanie większego filtru, bo ta 10tka niewiele tu zdziała. Dla mnie to przede wszystkim krem nawilżający,ale właśnie dla skóry normalnej, tłustej i mieszanej. Nietłusty, niezapychający. Nie matuje i to trzeba mieć na uwadze, ale moja skóra od dłuższego czasu się nie błyszczy, a kremy matujące wręcz ją przesuszają, więc matowanie nie jest mi potrzebne. Jednak nie znalazłam w tym kremie nic nadzywczajnego, więc nie pokuszę się o pełnowymiarowy słoiczek.

Ocena: 4 / 5

14. Lumene- Blur -podkład do twarzy 

Jest to podkład średnio kryjący. Mnie trafiła się próbka z odcienem 1.5 Fair Beige, który niestety jest dla mnie o wiele za ciemny, wygląda to tak jakbym się opalała i nałożyła ciut za dużo bronzera i gdyby nie to to było by naprawdę świetnie, bowiem ten podkład sprawia, że moja cera wyglądała jak z okładki magazynu! Była niesamowicie wygładzona, wszystkie zaczerwienienia, niedoskonałości zakryte i to bez efektu maski. Cera cały czas wyglądała naturalnie ( no oczywiście pomijając ten nietrafiony odcień) , ale o wiele, wiele lepiej. Oprócz tego podkład jest trwały i nie wysusza skóry. Z chęcią kupiłabym całe opakowanie.

Ocena: 5 - / 5

15. Laboratorium Diet Esthetic S.A-Skincare Snake Active- przeciwzmarszczkowy krem do twarzy

Bezzapachowy, średnio gęsty krem o strasznie długim składzie i z kontrowersyjnym Benzophenone-3. To daje do myślenia. Mojej skóry praktycznie nie nawilżał, czułam ściągnięcie i musiałam wspomóc się jakimś inym nawilżaczem. Próbka 2 ml wystarczyła mi na jedno użycie, bo kremu było w środku dosłownie odrobinę. Działania przeciwzmarszczkowego oczywiście nie mam jak ocenić, ale i tak nie polecam.

Ocena: 0 / 5



Znacie coś z mojego denka?





poniedziałek, 3 kwietnia 2017

L´oreal - INOA Carmilane





Postanowiłam wypróbować fryzjerską farbę do włosów INOA Carmilane. Bardzo spodobał mi się odcień. 6.66  choć nie wiedziałam ile tubek kupić na moje długie włosy i zdecydowałam się na trzy. Dodatkowo otrzymałam krem aktywujący x3 i taką samą ilość szamponu po koloryzacji INOA.

Jako , że jest to farba bez amoniaku to obawiam się, że może szybciej się wymywać, choć jak wspomniałam czerwienie raczej nie wytrzymują dłużej niż miesiąc, no czasem o tydzień dłużej. Przed farbowaniem nakładam na włosy olej lniany i ten sposób bardzo polecam, bo rzeczywiście są one w dobrej kondycji i chyba nie mogą już wyglądać lepiej.  A jakie jest moje zdanie o farbie Carmilene, czy jest ona godna polecenia?

Opakowanie: aluminiowa tubka o poj. 60g do której dostałam w zestawie 60g aktywatora i szampon po kolorycjacji.

Zapach i Konsystencja: farba w ogóle nie ma nieprzyjemnego zapachu, nie pachnie w ogóle i to dla mnie ogromny plus, choć mówiąc szczerze uodporniłam się na ten smrodek farb do włosów i już mi on nie przeszkadza. Kosmetyk jest gęsty, jakby balsamowaty i wyciskany z tuby ma barwę beżową, a po wymieszaniu z aktywatorem przybiera kolor jagodowego jogurtu, a następnie bardzo ciemnej czerwieni.

Nakładanie: farbę wymieszałam w porcelanowej miseczce i nakładałam pędzelkiem, a robiło się to bardzo wygodnie, bo farba nie spływa, jest taka kremowa i naprawde wygodna w aplikacji. Trzymałam zalecane 35min. Na moje włosy wystarczyły dwie tubki.


Rezultat: ze zmyciem nie ma żadnych problemów, choć jak zawsze w przypadku takich kolorów kabina prysznicowa jest trochę upaćkana, ale łatwo można to umyć. Włosy po naturalnym wysuszeniu są miękkie i bardzo przyjemne w dotyku, nie wypadają, połysk jest widoczny. Niestety kolor moim zdaniem jest zupełnie inny niż na próbniku, gdzie 6.66 to miała być czerwień ´´ paprykowa´´  , a wyszła mi dość ciemna wiśniowa i zupełnie nie wiem dlaczego, bo farba była nakładana na dość jasny odcień czerwieni.


z fleszem



bez flesza


INOA Carmilane to dobra farba, warta polecenia, prosta w nakładaniu i w sumie jestem zadowolona z efektu końcowego. Została mi jeszcze jedna tuba tego odcienia i wymieszam go z jaśniejszym z tej samej serii.


Ocena : 5 - / 5

Cena: zestaw farba + szampon+ aktywator  46,20zł

Dostępność:  kupiony na hairstore.pl



Testowałyście farbę INOA?

piątek, 31 marca 2017

Czech&Speake- Dark Rose





Są różne odsłony róży z oudem. Dla mnie to duet , który bardzo lubię i często też wybieram takie perfumy, choć mówiąc szczerze niewiele mnie już zaskakuje i albo robię się zbyt wybredna albo Dark Rose rewolucją nie jest ani niczym czego nie czułabym już wcześniej. To wciąż dobry zapach tyle, że nic w nim nie zaskakuje i nie sprawia, że miałabym ochotę na swój własny flakon.


Mroczna Róża to w zasadzie nie jest. Ona jest bordowa, dumna i nie ma nic wspólnego z pączkową marmoladą, ale i nie jest całkowicie ogrodowa. Natomiast oud ma lekkie ´´bandażowe´´ zacięcie, które przypomina mi to z oudowych kompozycji Montale. Jednocześnie te dwa składniki nie są jakieś niewiadomo jakie mocne i uważam, że nie ma tu żadnej kontrowersji. To poprostu świeża, oudowa róża bez żadnego dodatku, bo ani szafranu nie czuję ani paczuli ani nic innego. Jest prosto to fakt i niestety na moje skórze ta kompozycja nie dość, że się nie rozwija to znika po dwóch godzinach co w parze z wysoką ceną budzi mieszane uczucia. Owszem ja kocham oudowe zapachy, ale musi się w nich coś dziać, zapach musi ewoluować, wirować, a nie siedzieć leniwie i nic nie robić.


Dla oudowych weteranów Dark Rose nie będzie niczym specjalnym, , ale dla tych którzy wciąż tego składnika sie boją albo chcą poznać jak najwięcej róży z oudem będzie to bezpieczna propozycja.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: szafran, róża

nuty serca: paczula, drzewo sandałowe, oud

nuty bazy: piżmo, biała ambra


Ocena: 4 - / 5

Cena: 100ml / ok. 400zł

Dostępność: perfumerie online



Znacie Dark Rose? Lubicie zapachy z oudem?

środa, 29 marca 2017

L´oreal - Miss Hippie Mega Volume Mascara




Mega pogrubiająca rzęsy maskara,która niestety nie daje efektu ´´Miss Hippie´´, czyli spektakularnie pogrubionych rzęs zarówno górnych jak i dolnych. Więcej już do niej nie wrócę.


Opakowanie: estetyczne, czarno-pomarańczowe o poj. 8,4ml. Szczoteczka jest duża i ma tradycyjne włoski. O ile na górne rzęsy maluje się nią wygodnie to już dolne nie za bardzo.




Konsystencja: tusz nie jest ani za rzadki ani zbyt gęsty dlatego nie przysparza problemów,nie odbija się na powiekach i nie brudzi w trakcie malowania. Ma intensywny czarny kolor.


Działanie : tusz owszem pogrubia, ale nie jest to spektakularne. Po dwóch warstwach ( tyle widzicie na fotce poniżej) mogłoby być lepiej. Oczekiwałam efektu sztucznych rzęs, a tego nie da się tu osiągnąć z tym, że rzęsy są widoczne i nie jest to też ultra naturalny efekt. Tusz szybko zasycha na rzęsach i ciężko nałożyć kolejną warstwę w sumie najlepiej w ogóle tego nie robić, bo rzęsy zaczynają się być posklejane. Dlatego myślę, że w tym wypadku te dwie warstwy wystarczą.

Wydłużenie jest już lepsze, choć i tak to nie to o co mi chodziło, ale jest jako, że jest to tusz stricte pogrubiający to aż tak narzekać nie będę aczkolwiek moim zdaniem ta maskara daje przeciętny rezultat i niestety kruszy się po paru godzinach. Pod okiem mam czarne paprochy :/




Generalnie działanie tego tuszu mnie nie powala. Coś tam niby robi, rzęsy sa pomalowane, ale są lepsze tusze, choć jak wiemy wszystko zależy od rodzaju rzęs, więc może u Was ten kosmetyk będzie się lepiej spisywać?



Ocena: 3 - / 5

Cena: 8,4ml / w Finlandii ten tusz kosztuje ok. 16,50€

Dostępność: w szafacj L´oreal



Testowałyście już ten tusz?