poniedziałek, 30 stycznia 2017

L´oreal- Color Riche Gold Obsession Lipstick






Tę szminkę dojrzałam jakoś tak w okolicach listopada i skusiło mnie to, że rzekomo miała nadawać złotawe refleksy. Do wyboru ogólnie jest 5 kolorów i bardzo chciałam najciemniejszy Plum Gold, którego niestety nie było. Dlatego też skusiłam się na tradycyjną czerwień Rouge Gold zresztą oprócz niej i Plum Gold mogłabym jeszcze mieć ewentualnie róż Pink Gold, bo nudziak Nude Gold oraz złoty Pure Gold już są dla mnie nieciekawe. Zachwytów nie ma. To przeciętna szminka i drugi raz bym jej nie kupiła, ale nie żałuję zakupu.


Opakowanie: bardzo ładne czarno-złote. U góry matowe, a dolna część jest lekko błyszcząca. Niestety nigdzie nie ma podanej  gramatury.


Zapach i Konsystencja: szminka pachnie pudrowo, jak typowe szminki. Pamiętam, że niektóre pomadki mojej babci miały taki zapach. Mnie niekoniecznie to odpowiada, ale mogło być gorzej. Smaku na szczęście nie posiada za to sztyft ma w sobie mikroskopijne drobiny, które na ustach widać w świetle, szczególnie sztucznym sś natomiast niewyczuwalne na ustach.  Samą jej konsystencję nazwałabym ´´masłową´´, ponieważ szminka wręcz ślizga się po ustach i przez to jej rozprowadzenie jest wyjątkowo łatwe, nie można sobie nią zrobić krzywdy.


Kolor: Rouge Gold to taka klasyczna czerwień. Widoczna na ustach i w zasadzie ładna, bo można ją nosić i na codzień i na specjalne okazje. Nie jest mocno kryjąca.




Działanie: jeśli lubicie matowe pomadki to tę możecie od razu odrzucić. Daje lekki, błyszczykowy połysk i generalnie wygląda to ładnie szczególnie, że zwykle wolę totalny mat na ustach, ale od czasu do czasu taka zmiana jest potrzebna szczególnie, że dzięki tym mini drobinkom makijaż wygląda ciekawie. Dzięki witaminie E oraz Omega3 szminka ma także pielęgnować usta i rzeczywiście czuć, że nawilża (  a ja o tej porze roku mam ciągle przesuszone usta) i nie trzeba pod nią stosować balsamu.





Szkoda tylko, że przez tę lekką konsystencję szminka nie jest trwała. Po ok. dwóch godzinach praktycznie się´´ zjadła´´, kolor zbladł i potrzebna była poprawka. Jedzenia i picia niestety też nie wytrzyma, więc nie polecam jej na randki i wszędzie tam, gdzie będziecie jeść, pić i dużo gadać :)

Przyjemna pomadka zdecydowanie na codzień dla tych, które lubią nosić czerwień w lżejszym wydaniu albo dopiero się do niej przekonują. Nie jest to jednak żadna rewelacja i nic co koniecznie trzeba mieć tym bardziej, że sam ´´złoty´´ efekt nie jest powalający.


Ocena: 4 / 5

Cena: zapłaciłam 9,90€

Dostępność: szafy L´oreal 


Testowałyście już tę szminkę?

piątek, 27 stycznia 2017

Aquolina-Pink Sugar Sensual




Lubię słodkie zapachy z tym, że nie mogą być przecukrzone i chemiczne. Jeśli już wybieram słodziaka to musi on mnie czyms zaskoczyć, a nie powalić toną waty cukrowej. Nie jestem jednak zdeklarowaną fanka takich kompozycji, bo preferuję oudowce, cięższe orienty itp. Kupując słodziaka kieruję się tylko trzema kryteriami : ma być w miarę naturalnie, nieinfantylnie i  nietandetnie. Niestety Pink Sugar Sensual taki nie jest.

Wszystkiego jest tu za dużo, a przede wszystkim cukru. Ten zapach to utopione w roztopionym białym cukrze mandarynki posypane na dokładkę cukrem waniliowym z  tym, że samych owoców jest zdecydowanie najmniej. Dalej nie ma nic, bo i sam zapach w ogóle się nie zmienia oblepiając cieżką do strawienia słodkością, która podchodzi pod sztuczną i irytująca. Za dużo tu tego! Ja rozumiem, że pewnie taki był zamysł, ale nie zgodzę się, że jest to lżejsza wersja Pink Sugar, bo jest tak samo ulepkowata tyle tylko, że dla mnie mniej trwała.




Nie bardzo rozumiem sugestie producenta i plakat reklamowy z dziewczyną w bieliźnie, bo kompozycja nie jest ani trochę seksowna czy zmysłowa i na żadną randkę jej nie polecam, no chyba, że facet kocha kiedy pachniemy jak tona cukru, ale czy same damy radę to wytrzymać? Pink Sugar Sensual jest infantylny, bo dla mnie tak może pachnieć nastolatka i mała dziewczynka, choć oczywiście zawsze będę powtarzać, że perfumy nie patrzą na wiek i kibicuję takim młodym dziewczynom, które uwielbiają Shalimara, Samsarę i spółkę :) Niemniej tę propozycję Aquoliny nie polecam nikomu, kto nie jest uzależniony od super słodkich, różowych zapachów i zlewa się nimi obficie w dzień i w nocy. Wierzę, że Sensual ma swoje fanki i nie potępiam tego, bo każdy lubi co innego i bardzo mnie to cieszy.

Trwałość uważam za  słabą, bo po ok. 2 godzinach tego cukrowego zawrotu głowy już nic nie czułam i odetchnęłam z ulgą. Otoczenie też zupełnie ten zapach zignorowało, czyli to naprawdę nic ciekawego.

Nie dajcie się zwieść, że to lżejsza wersja Pink Sugar i podejdźcie tylko jeśli macie całkowitą odporność na takie chemiczno-słodkie potworki. 

Nuty zapachowe:

nuty głowy: czarna porzeczka, tangerynka, bergamotka

nuty serca: kwiat pomarańczy, płatki jaśminu, kwiat Tiare

nuty bazy: wanilia, cukier, drzewo sandałowe


Ocena: 2 / 5

Cena: 100ml / ok. 65zł

Dostępność : perfumerie online


A co Wy myślicie o Pink Sugar Sensual?

poniedziałek, 23 stycznia 2017

L´oreal- Feria by Preference odcienie 6.66 i 4.66






Od kilku miesięcy farbuję włosy farbą Feria i bardzo ją sobie chwalę. Wcześniej stosowałam piankę Sublime Mousse, ale niestety została ona wycofana z Finlandii i kompletnie nigdzie nie moge jej znaleźć, a uważam też, że produkt w ogóle zniknął z rynku, bo nigdzie go nie ma. Dlatego właśnie zaufałam Ferii. Stosuję kolory 6.66 Pure Scarlet, czyli bardzo intensywną czerwień którą mieszam z 4.66 Booster Pure Ruby intensywną, głęboką czerwienia i jest to mieszanka idealna. Oczywiście chodzi mi tu o włosy, które są regularnie farbowane na takie odcienie, bo jeśli macie inny kolor włosów i marzy wam się czerwień to radzę wcześniej wybrać się do fryzjera, aby ten pierwszy raz farbowaniem zajął się specjalista.

Ja czerwień nosiłam jako nastolatka, potem na kilka lat wróciłam do naturalnego średniego blondu, który mi nie pasuje wyglądam w nim blado i nie czuję się sobą. W zeszłym roku znowu do niej powróciłam i wiem, że czerwień to w 100%  mój odcień i słyszę to od każdego:)

Jaka jest farba Feria?

Opakowanie:  widzę, że są dwa rodzaje opakowania, ponieważ nr 6.66 zawiera 60ml aktywatora, 90ml farby w płynie, 54ml bardzo dobrej odżywki w tubie. Do tego para czarnych rękawiczek. Tymczasem nr 4.66 to 48ml aktywatora, 72ml farby w kremie, 54ml odżywki w tubie oraz 4,4 ml olejku. Te dwa opakowania spokojnie starczą na włosy mojej długości.

Mieszanie: farbę miesza się bardzo łatwo i nie ma z tym żadnego kłopotu. Ja zawsze robię to w    porcelanowej miseczce i nakładam fryzjerskim pędzelkiem. Zaczynając od jaśniejszego koloru, czyli 6.66: farbę wlewam do pojemnika z aktywatorem i wstrząsam po czym wlewam ją do miseczki. Ma dość wodnitą konsystencję barwy trochę blendszej od soku żurawinowego. Następnie kolor 4.66 : kremową farbę w tubie wyciskamy do butelki z aktywatorem i dodajemy olejek ( który bardzo ładnie pachnie!). Wstrząsamy i wlewamy do miseczki z poprzednim kolorem i mieszamy. Farby świetnie się mieszają, choć oczywiście czuć ich charakterystyczny zapach aczkolwiek w czasie farbowania nie jest on drażniący i mimo, że go nie znoszę to mi nie przeszkadza. Oczywiście pamiętajmy, aby przed farbowaniem wykonać próbę uczuleniową!

Nakładanie: farbę nakładamy na nieumte, dobrze rozczesane włosy. Ja stosuję sposób Anwen i przed farbowaniem nakładam troszeczkę oleju lnianego na całą głowę i ten sposób jest naprawdę rewelacyjny, ponieważ zwykle w czasie zmywania farby włosy miałam dość poplątane, a teraz już nie!  Farbę pozostawiam na 35min i zmywam samą wodą po czym myję szamponem i nakładam załączoną odżywkę, która bardzo fajnie zmiękcza włosy i ułatwia ich rozczesanie.













Działanie: moim zdaniem ta farba nie niszczy włosów ( oczywiście dużo zależy tu od odpowiedniej pielęgnacji i nie przesadzaniem ze zbyt częstym farbowaniem) i co dziwne zauważyłam, że nie wypadają mi po niej włosy w trakcie mycia co działo się po farbach, które stosuje moja fryzjerka, a które  trzymają się u mnie zaledwie 2,5 tygodnia! Tutaj odrost widzę po ok. miesiącu czasem po 1,5miesiąca, wtedy też kolor jest troszeczkę wyblakły, a jak wiadomo czerwienie spłukują się najszybciej i nie działają na to ŻADNE boostery kolorów i inne odświeżacze, wiem, bo sprawdziłam i ani jeden szampon i odżywka do włosów farbowanych nigdy nie przedłużył mi koloru. Jednak ta farba i tak trzyma się u mnie wystarczająco długo, więc nie mam powodu do narzekań. 

Moje włosy po Ferii sa lśniące, gładkie, a kolor żywy i poprostu piękny. Nie zrezygnuję z niej, no chyba, że komuś z Loreal znowu przyjdzie do głowy wycofać odcienie czerwieni. Mam jeszcze ochotę w najbliższym czasie przetestować taki sam odcieńr farby Prodigy i wtedy też podzielę się z Wami moją opinią.

Póki co dla mnie Feria to świetna farba, a kolory 6.66 i 4.66 są idealne dla kogoś kto kocha czerwienie i nie boi się eksperymentów.


Ocena: 5 /5

Cena: opakowanie w Finlandii kosztuje 13€

Dostępność: większość marketów


A jakie Wy macie zdanie o farbie Feria?

piątek, 20 stycznia 2017

Yves Rocher - Accord Chic


Wspominałam przy okazji recenzji Lalique Living , że było to moje wielkie rozczarowanie ubiegłego roku. Drugie miejsce w tej kategorii zajmuje nowość marki Yves Rocher, czyli Accord Chic. Kiedy pojawiło się info, że ta marka wypuszcza na rynek nowość z świetnej linii Secret d´Essences błagałam w myślach, żeby te perfumy dotarły do Finlandii i żeby nie straszyły ceną. Przyszło mi na to czekać trochę dłużej, bo zapach pojawił się tu chyba dwa czy nawet trzy miesiące później niż w Polsce i niestety ma o wiele wyższą cenę ( podobnie było z Rose Oud), ale udało mi się kupić 50ml z gratisem w postaci 15ml miniatury niestety zupełnie w ciemno, ponieważ sklepy tej marki są jedynie w dwóch miastach w całej Finlandii i oczywiście tu, gdzie mieszkam go nie ma, a do najbliższego mam zbyt daleko. Pomyślałam sobie, że przecież musi to być genialna kompozycja, bo te peany na forach i skład. No i wtopa. Nie, nie ma tak źle jak z Living, bo Accord Chic noszę od czasu do czasu, ale absolutnie nie widzę w tym zapachu nic odkrywczego i nic mnie tu nie ujęło. Jest nudno , jednostajne i przede wszystkim szalenie ulotnie.


Nie lubię irysa w postaci pudrowej, a tym bardziej w marchewkowej i bardzo bałam się, żeby tu go nie było. To się udało, tylko  wydaje mi się, że irys nie jest tu sam i kompozycja składa się też z innych, delikatnych kwiatów, których za żadne skarby nie mogę rozpoznać. Sam zaś irys jest biały, leciutki i przymilny. Benzoina, różowy pieprz oraz olibanum i elemi również są mocno ułagodzone i osobiście dla mnie jest to wada, bo przydałoby się podkręcić czymś tego subtelnego irysa, a tak Accord Chic na mojej skórze to iście kwiatowy aromat bez powera, bez mocy. Żaden to killer ani wieczorowy przyjaciel do mocnego makijażu i koktajlowej sukienki. Na zimę też go nie widzę, bo nie umiał przebić się spod szalika i nie jest otulający czy rozgrzewający, a fakt, że zniknął ze mnie po niecałych dwóch godzinach, a i od początku był wyczuwalny tylko blisko skóry sprawia, że żałuję, że skusiłam się na swój flakon.

Naprawdę nie tego się spodziewałam. Dla mnie to taki kwiatowy przeciętniak z lekkim balsamicznym tłem, który można nosić na codzień na zwykle okazje jednak nie polecam decydować się na zakup bez testów.


Nuty zapachowe: różowy pieprz, irys, żywica elemi, olibanum, benzoina


Ocena: 3 / 5

Cena: 50ml / w Finlandii cena bez promocji to prawie 68€, w Polsce ok. 119zł

Dostępność Yves Rocher


A co Wy myślicie o Accord Chic?

środa, 18 stycznia 2017

L´oreal- Le Poudre Accord Parfait - podkład w kompakcie







Bardzo lubię podkłady w kompakcie i używam ich na codzień, bo są delikatne sa na rynku, ale w dość wysokich cenach, a nie zawsze mam ochotę wydawać 100 zł na sam podkład co jest zrozumiałe. Owszem są i tańsze, ale tych jest zdecydowanie mniej. 3 miesiące temu wzięłam sobie za cel znalezienie takiego kosmetyku w kwocie do 50zł i wierzcie mi było wyjątkowo trudno! Na oku miałam kompakt Max Factor i jego napewno wypróbuję. Nie wiem jak jest z podkładami w kompakcie Rimmel i Maybelline, ale trochę się ich obawiam ze względu na niskie noty. Póki co kupiłam mało znany Le Poudre Accord Parfait. Według opisu w sklepie  jest to właśnie podkład, a nie puder. Miałam problem z wyborem koloru, aż w końcu postawiłam na Rose Vanille i to był doby wybór. Generalnie ten podkład jest dobry tylko niestety gorzej z jego dostępnością.

Opakowanie: w pudełeczku z lusterkiem i nieprzydatną dla mnie gąbeczką znajduje się 9g produktu


Konsystencja: podkład ma idealną konsystencją, bo nie jest ani za twardy ani się nie osypuje. Nakładam go pędzlem kabuki LL i nie ma z tym żadnych problemów.

Odcień: jak już wspomniałam ciężko mi było dobrać właściwy kolor, ale Rose Vanille jest idealny dla mojej cery, czyli jasnej , ale nie porcelanowej. Zresztą ten odcień świetnie stapia się ze skóra i jest na niej niewidoczny.





Działanie: dla mnie dobry podkład musi ujednolicać kolory cery i kryć, choć nie chce efektu maski i niepotrzebne mi całkowite krycie. Ten podkład właśnie taki jest: lekki, a jednocześnie cera wygląda po nim lepiej. Oczywiście nie zakamufluje dużych wyprysków czy widocznych niedkoskonałości, ale w parze z korektorem da radę. Ma również działanie matujące, bo moja cera nie błyszczy się po nim przez cały dzień, ale nie wiem jak poradziłby sobie w ciepłe dni.

Twarz wygląda bardzo naturalnie aczkolwiek lepiej, bo jest matowa, drobne niedoskonałości zakryte i koloryt wyrównany i właśnie o to mi chodziło, a jeśli dodać do tego całodzienną trwałość to wychodzi na to, że podkład zasługuje na wysokie noty. Szkoda tylko, że wszystko co dobre musi zostać wycofane :/

Polecam (jeżeli dacie radę gdzieś go złapać) cerze normalnej, mieszanej i umiarkowanie tłustej jeśli szukacie lekkiego, niezapychającego podkładu w kompakcie.


Ocena: 5 - / 5

Cena: 9g / zapłaciłam niecałe 5€

Dostępność: TU


Znacie ten podkład?

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Styczniowy Bette Box ( dawniej LivBox) 2017



LivBox z niewiadomych przyczyn zmienił nazwę na Bette Box co raczej mi nie odpowiada, bo uważam, że poprzednia nazwa była lepsza, ale robić z  tego jakieś tragedii nie będę, bo dla mnie liczy się zawartość boxów, a nie nazwa. Pudełko również z czarnego stało się brązowe i mam wrażenie, że minimalnie głębsze. Mam też nadzieję, żekażda paczka będzie równie fajna, bo z tym niestety bywało różnie.

Styczniowa paczka jest dobra, a co w niej mamy?





1.Tresemme-Runway Selection-Max The Volume-pianka do włosów dodająca objętości

2. Maybelline-The Falsies Push Up Angel  Mascara

3. Lumene- Lähde- Matte Hydration- nawilżająco - matujący kremożel do twarzy do skóry tłustej i mieszanej

4. Evo- Root Canal- spray dodający objętości do włosów

5. MannaKadar- róż



Jak Wam si e podoba zawartość tego boxu?

piątek, 13 stycznia 2017

Yoppy - Golden Glam





Zapachy Yoppy pewnie widziałyście w Naturze. Jest ich kilka rodzajów, ale chyba najpopularniejszym jest Golden Glam. W sumie nie wiem co w tym zapachu jest takiego wyjątkowego, ale poszłam za tłumem i sprawiłam sobie własną flaszeczkę, która jest w  bardzo niskiej cenie. Samo opakowanie tzn. pudełko wydaje mi się tandetne, a owalny flakon również nie należy do najładniejszych, ale nie to jest najważniejsze aczkolwiek i tak żałuję, że zasiliłam moją kolekcję o coś co kompletnie mi nie odpowiada i używam go tylko po to, aby wreszcie widzieć pusta butelkę. Nie mam żadnej przyjemności z pachnienia Golden Glam.


Skład jest rozbudowany i bardzo smaczny szczególnie dla takiej fanki kokosa i wanilii jak ja. Dlatego słusznym było spodziewać się ciepłego waniliowo-kokosowego słodziaka, a dodając, że wiele osób porównuje tę kompozycję do Hypnotic Poison ( dlaczego?) to  byłam niemal pewna, że rozczarowana nie będę. Rzeczywistość jest inna, ponieważ ten zapach pachnie wyjątkowo syntetyczną wanilią, powiedziałabym, że to wanilina. Aromat jest bardzo podobny do tego jakim pachną homogenizowane serki waniliowe, którymi zajadałam się w dzieciństwie. Wtedy je uwielbiałam i śniadanie ze świeżą bułką i takim serkiem to były delicje, dziś swoim dzieciom i sobie serwuje coś bardziej wartościowego. Niemniej dobrze pamiętam ten wanilinowy aromat i mam do niego sentyment, ale nie chce tak pachnieć! Oprócz tej denerwujące pseudo wanilii niestety nie pojawia się nic więcej. Nie ma kokosa, kremowego ryżu, pralin czy nawet kwiatów.

Golden Glam jest straszliwie monotonny, bo sama wanilia w dodatku sztuczna to zbyt nużące. Nie ma jednak zbyt słodko i  jest tu podobieństwo do Kenzo Amour tyle, które na mnie również pachnie jednostajnie i wyłącznie waniliowo, ale jest dużo bogatsze i poprostu lepsze.
Zapach nie ewoluuje, nie zmienia się tylko ciągle dręczy mnie tą wkurzająca wanilią. Co ciekawe parametry tej kompozycji są zmienne, bo  po pierwszy użyciu czułam ją  bliskoskóry i jedynie 2 godziny, a przy innych okazjach było ją dobrze czuć , choć też z dość bliskiej odległości i wkurzała mnie do wieczora.

Nie wiem czy polecić. Musicie same przetestować. Dla mnie jest  sztucznie waniliowo i zbyt nudno.


Nuty zapachowe:

nuty głowy : kokos, praliny, anyż

nuty serca: róża, lilia, orchidea, irys

nuty bazy : wanilia, ambra, piżmo 


Ocena : 2 / 5

Cena: 50ml / ok. 50zł

Dostępność: Drogerie Natura


Znacie zapachy Yoppy?

środa, 11 stycznia 2017

Essie nr 387 Apres Chic







Ten kosmiczny kolor od razu mi się spodobał i wiedziałam, że muszę go mieć! Taki manicure zaserwowałam sobie na Święta i był to zdecydowanie strzał w 10, bo barwa lakieru robi wrażenie.Jednak sam lakier nie jest essiakowym ideałem, chociaż w tym wypadku aż tak mi to nie przeszkadza, bo ten kolor wynagradza wszystko:)

Opakowanie: tu tradycyjnie 13,5 ml buteleczkaz dośc dużym i płaskim pędzlem.


Konsystencja: ani za gęsta ani za rzadka. Idealna, bo lakiery kryje już po jednej warstwie, ale dla lepszego efektu radzę nakładać dwie. 


Kolor: nr 387 Apres Chic to metaliczne, takie nawet kosmiczne srebro. Nie widziałam takiego koloru nigdzie poza OPI, ale i tak nie był on do końca taki sam. Jest świetny i bardzo zwraca uwagę.


 

 Trwałość: lakier schnie tak jak na Essie przystało i generalnie sam manicure nie zajmuje dużo czasu zresztą jeśli znacie lakiery tej marki to wiecie. Jednak zaskoczyła mnie marna trwałość, bo po 2 dniach lakier mocno schodził już i pękał, a nie robiłam nic co by temu sprzyjało i oczywiście zabezpieczyłam go top coatem. Wiem, że niektóre essiaki są bardzo trwałe,a inne wręcz przeciwnie i niestety ten należy do tej drugiej kategorii. Samo zmywanie go nie przysparza żadnych trudności, ale jednak życzyłabym sobie, aby wytrzymał te kilka dni dłużej. 


Mimo tej wady jestem z tego lakieru zadowolona i nie żałuję zakupu. Zachęcam jeśli szukacie odjazdowego koloru na specjalne okazje. 


Ocena: 5 - / 5

Cena: 13,5ml / zapłaciłam 2,5£

Dostępność: kupiony na fragrancedirect


Jak Wam sie podoba ten kolor?
 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Zużycia miesiąca - grudzień 2016



Nowy Rok, a ja jeszcze chce pokazać Wam zdenkowane produkty z grudnia. Jest tego dość dużo co bardzo mnie cieszy.Doszło oczywiście więcej niż ubyło, ale to już u mnie taka reguła.

Oto co zużyłam w miesiącu grudniu:





1. Nivea- Indulgent Moisture-Coconut-pielęgnujący krem pod prysznic o zapachu kokosowym

O ile nie przepadam za kosmetykami do włosów i twarzy Nivea to lubię produlty do mycia ciała i antyperspiranty oraz linię dziecięcą. Niestety ten krem pod prysznic drugi raz nie stanie na mojej łazienkowej półce, ponieważ mnie rozczarował. ´´Poleciałam´´ na niego właśnie ze względu na obiecywany kokosowy zapach, bo jestem jego fanką, a w Finlandii zdobycie kokosowego kosmetyku czy słodyczy o tym smaku to nie lada wyzwanie (no oprócz Rafaello). Zgodze się, że to krem, bo jest średnio gesty i całkiem przyjemny, dobrze się pieni i poprostu myje. Niestety mimo dodatku olejku jojoba moja skóra była przesuszona! Fakt, jest teraz okres kaloryferowy, ale bez przesady, żeby krem pod prysznic sprawiał,że miałam suche łuski na łydkach! Druga sprawa to zapach. Ten kosmetyk NIE pachnie żadnym kokosem! Aromat jest bardzo subtelny i kojarzy mi się z czystością. To nie jest kokos. Po trzecie : wydajność. Zużyłam ten krem w dwa tygodnie, gdzie większość takich kosmetyków o poj. 250ml starcza mi na miesiąc,a  czasem nawet dłużej.

Nie polecam i sama napewno już się nie skuszę.

Ocena: 2 / 5


2. Palmolive-Chocolate Passion- masło do ciała pod prysznic o zapachu czekoladowym

Ten krem pod prysznic, a w zasadzie masło do ciała jak opisuje je producent ´´chodziło´´ za mną od wakacji, gdzie na półce w markecie wydywałam trójpak produktów z tej serii tj. zapach czekoladowy, waniliowy i truskawkowy, ale odstraszała mnie cena i za każdym razem rezygnowałam. Dałam jednak szansę czekoladowemu, bo uwielbiam ten przysmak i miałam nadzieję, że aromat będzie smakowity.Rzeczywiście tak jest! Chocolate Passion ma konsystencję nie tyle masła, a dość gęstego budyniu, dobrze się pieni i co mnie zaskoczyło nie wysusza skóry, choć też jej nie nawilża na tyle, żebym mogła zrezygnować ze smarowania. Czekoladowy zapach jest wyjątkowo apetyczny i pachnie jak słodkie kakao typu Nesquik. Czekoladomaniakom napewno się spodoba, ale innych może odrzucić, bo jest dość intensywny i wyczuwalny przez jakiś czas na skórze. Dla mnie bomba! Niestety jest i wada, a mianowicie słaba wydajność. Kosmetyk skończył się po równo dwóch tygodniach mimo, że go nie wylewałam za dużo. Polecam jednak jeśli szukacie czekoladowo pachnącego preparatu do mycia, bo ciężko takowy znaleźć. Myślę, że skuszę się za jakiś czas na wersję waniliową i truskawkową.


Ocena 4+ / 5

3. Berner- Oxygenol- Muumi- pasta do zębów bez fluoru dla niemowląt i dzieci w wieku 0-2 lat

Pasty Oxygenol sa bardzo popularnymi i jednymi z najtańszych past w Finlandii. Ja kupiłam wersję z Muminkiem dla moich maluchów z tego względu, że pasta ta nie zawiera fluoru,a  ciężko tu taką znaleźć. Pasta jest biała, dość gęsta i ma delikatny owocowy posmak. Pieni się, choć nie za mocno. Moje dzieci ją polubiły i kupię ją ponownie, ale żałuję, że wszystkie te pasty z Muminkiem na opakowaniu nie różnią się od siebie smakowo. Przydałoby się urozmaicenie.


Ocena : 5 / 5

4.Colgate-żel do mycia zębów dla dzieci w wieku 0-6 lat

Żel podarowany mojemu młodszemu synkowi przez panią dentystkę przy okazji obowiązkowej wizyty. Dziwi mnie to, że pani znając przecież wiek dziecka dała dla niego pastę na którą jest za mały zarówno on jak i jego starszy brat. W dodatku zawiera fluor, którego jak wiemy nie wolno połykać. Pani dentystka wiedziała również, że młodszy synek nie potrafi jeszcze wypluwac pasty. No cóż, szkoda komentować jej ´´kompetencje i wiedzę´´. Żel zużyłam sama i powiem, że to nic szczególnego. Niebieski żel, który średnio się pieni i ma bardzo łagodny miętowy posmak, który w zasadzie w ogóle nie odświeża oddechu. Z jednej strony to plus, bo przecież to pasta dla dzieci, więc nie może zionąć mega mocną mięta, a z drugiej może marka postarałaby się o inny smak? Niestety będzie powtórka z rozrywki, bo tym razem mój starszy syn dostał tę pastę od tej samej pani dentystki, więc spodziewajcie się, że żel dla dzieci Colgate pojawi się za jakiś czas w denku.

Zastanawiam się czy polecać. Osobiście uważam, że dla dziecka poniżej 6 lat i takiego, który nie umie jeszcze wypluwać pasty napewno nie. Jeśli stostujecie u waszych pociech pasty z fluorem myślę, że możecie wybrać coś innego niż żel Colgate.

Ocena: 3 / 5

5. Lily Lolo- mineralny podkład sypki w odcieniu BLONDE

Zachwycałam się tym podkładem i teraz nie wiem dlaczego. Po spróbowaniu Annabelle Minerals i innych wiem, że są lepsze sypańce niż LL i dlatego nie kupię go ponownie. Plus za kolor, który bardzo pasuje do mojej jasnej, ale nie porcelanowej karnacji. Minus za zerowe krycie,a  wcześniej wydawało mi się, że jednak kryje. Nie ujednolica też kolorytu. Ot taki sobie lekki jak piórko podkład sypki, którego niekoniecznie polecam.


Ocena: 3 - / 5

6. Isana- zmywacz do paznkci

Wiem, że wiele osób narzeka na ten zielony zmywacz z Isany, a dla mnie jest dobry. Nie było jeszcze takiego lakieru, którego by nie zmył, choć oczywiście przy brokatach trwa to dłużej, ale nie jest niemożliwe. Nie zauważyłam też, aby negatywnie działał na płytkę paznokcia. Jedyny minus to beznadziejna butelka z za dużym otworem z którego zawsze wylewa się zbyt wiele. Kupię jeszcze nie raz.


Ocena: 5- / 5

7. Maybelline- The Colosal Go Extreme Volume Mascara

Przeczytacie o nim TU

Lubię tusze Maybelline i kupuję je w ciemno, bo wiem, że się nie zawiodę. Wersję Go Extreme również polecam, bo jeśli znacie inne wersje The Colosal to na tej się nie zawiedziecie. Oceny nie zmieniam.

8. Batiste-Blush-suchy szampon do włosów

Kultowy Batiste tym razem w wersji Blush dostałam z Livboxu. Opakowanie małe, bo zaledwie 50ml, ale ja używam takich szamponów wyłącznie na grzywkę, bo gdy spryskam  całą  głowie mam siano nie do ujarzmienia. Do odświeżenia grzywki spisuje się jednak na piątkę. Oczywiście nie stosuję go na bardzo tłuste włosy, a jedynie na takie, które nie są jeszcze w najgorszym stanie, ale wymagają odświeżenia przed wyjściem. Ten szampon niestety jak zdecydowana większość suchych szamponów bieli i widać to na moich wiśniowych włosach. Trzeba dobrze to wyczesać! Do działania jednak nie mam zastrzeżeń, choć oczywiście tradycyjnego szamponu to nie zastępuje i należy o tym pamiętać. Nie odpowiada mi tylko aromat, bo wersja Blush ma pachnieć kwiatami, a jest duszna i nieładna. Kwiaty to to nie są napewno.

Kupię ponownie, ale omijam już wersję Original i Blush.

Ocena : 4 / 5

9. Bayer- Skinoren- krem z kwasem azelainowym

To moje bodajże 3 czy 4 opakowanie i na tym koniec. Nie jest mi ten krem potrzebny, bo pozbyłam się podskórnych zaskórników, a na tym mi właśnie zależało i do tego właśnie polecam. To rewelacyjny preparat także, jeśli macie skłonności do wyprysków. Po jednej nocy znikają nawet duże ´´wulkany´´. Mnie nie podrażnił w żadnym razie, ale oczywiście trzeba uważać. Wrócę do niego jeśli zajdzie taka potrzeba.

Ocena: 5 + / 5


10. Junior Elf  Fairytales Princess- Cinderella- Royal Raspberry-2w1 żel pod prysznic i szampon

Kosmetyk złapany w biegu przez mojego starszego synka, któremu spodobała się różowa butelka. Zapach miał być malinowy. Niestety żel jest tragiczny i myślę, że takie coś nie powinno być sprzedawane i dedykowane dzieciom. Po pierwsze jest on wyprodukowany w Chinach i ma paskudny, chemiczny skład. Użyliśmy go do kąpieli tylko raz, resztę zużyłam do mycia podłogi, choć i do tego się nie nadawał. Mój syn ma skórę normalną i ten żel na szczęście jej nie podrażnił, ale była ona lekko przesuszona co już jest niepokojące. Jeśli dodać do tego, że moje dłonie w kontakcie z tym świństwem były czerwone i skóra piekła i swędziała to zastanawiam się czy ktoś to w ogóle przebadał?

Żel ma konsystencję nie do końca stężałej fioletowej galaretki i śmierdzi czymś co napewno nie jest maliną. Pieni się średnio i poprostu myje. Obrzydlistwo! Dodam, że jest to kosmetyk, który stoi w normalnym sklepie na dziale z dziecięcymi artykułami,a nie w sklepie u Chińczyka czy tego typu, a 400ml wcale takie tanie nie jest. Oburzające!

Ocena: 0 / 5

11. Kobo- baza pod cienie 

Baza kupiona z czystej ciekawości po moim ostatnim pobycie w Polsce rok temu. Według mnie jest to odpowiednik bazy ArtDeco i niestety posiada wszystkie jej wady i obu tych produktów nie znoszę.
Bazę nakładamy palcem lub czystym pędzelkiem. Nie ma koloru i zapachu. Na samym początku daje się łatwo nałożyć, ale z biegiem czasu zasycha w opakowaniu, twardnieje i nadaje się tylko do wyrzucenia. Mnie się to właśnie stało. Po kilku miesiącach poprostu wyschła i nic się nie da z tym zrobić, a jest jej jeszcze pól słoiczka. Jako baza spisuje się średnio. Niektóre cienie nie wytrzymywały z nią całego dnia i dotyczyy to też tych droższych z wysokiej półki. Poza tym nie zaobserwowałam, aby intensyfikowała barwy cieni. Strata pieniędzy!

Ocena: 0 / 5

12. Skarb Matki-Budyń- balsam do ciała czekoladowo- pomarańczowy dla dzieci

Poczytacie o nim TU


To moje drugie opakowanie, który w tym wypadku sprezentowała mojemu starszemu synkowi moja mama i ze zdziwieniem spostrzegłam, że kosmetyk pachnie i wygląda inaczej niż poprzednio. Ten egzemplarz nie przypominał schłodzonego budyniu, a typowe masło do ciała, które łatwiej się nabierało. Zapach również był trochę mniej kakaowy, ale dało się wyczuć także pomarańczę. Działanie to samo, czyli w dalszym ciągu to dość dobry produkt dla skóry normalnej niewymagającej. Proszę tylko producenta o lepszy skład! Oceny nie zmieniam.

13.Cien-Bergamot&Cedarwood-mydło do rąk o zapachu bergamotki i drzewa cedrowego

Trzy wersje zapachowe tego mydła były dostępne w Lidlu i nie zastanawiając się ani chwili porwałam wszystkie warianty. Niestety to był błąd i wiem, że napewno nie skuszę się na żadne mydło do rąk Cien. Wariant bergamotka z cedrem jest przezroczyste, dość lejące i ma ohydny zapach taniej wody kolońskiej, którą z powodzeniem mógłby nosić mój dziadek. Typowo męski oldschoolowy zapach,nie podobał się nawet mojemu mężowi.Dodatkowo aromat zostaje na dłoniach przez kilka minut i ma się wrażenie użycia wody po goleniu. Może komuś to pasuje, ale mnie absolutnie nie.

Dodatkowo mydło strasznie przesusza dłonie ( niestety każde mydło Cien mi to robi),a nawet mój starszy synek miał suchą skórę po myciu rąk tym mydłem. Świństwo. Nie polecam nikomu!

Ocena: 0 / 5

14. Iwostin- Re-Liftin-ujędrniająco liftingujący balsam do ciała do skóry wrażliwej i tracącej jędrność

Balsam dostałam już jakiś czas temu i zauważyłam, że za niedługo straci ważność, więc musiałam go szybko skończyć. Cóż, spodziewałam się czegoś o wiele lepszego wszak balsam ma głęboko nawilżać , napinać i ujędrniać skórę, a tak naprawdę nie robi nic takiego. Jest gęsty i ciężko go wydobyć z tuby szczególnie jeśli jest go ok połowa. Bezzapachowy i niezbyt tłusty, więc można go użyć także rano. Niestety nie poradził sobie z moją obecnie dość przesuszoną od mrozów i kaloryferów skórą. Skóra była nawilżona tylko do rana ( po nasmarowaniu wieczorem), a potem znów swędziała i była szorstka. Dlatego uważam, że nie jest to balsam do skóry bardzo suchej, a normalnej, lekko przesuszonej. Cieszę się, że go wreszcie zużyłam.

Ocena : 2+ / 5

15. Nuxe-Merveillance Expert- krem przeciwzmarszczkowy dla skóry normalnej

Ten krem na dzień dostałam wraz z wersją na noc i długo zajęło mi zanim go zużyłam, bo moim zdaniem nie jest on dobry dla cery normalnej,a  suchej i to raczej też nie na ciepłe miesiące. Beżowo żółty krem pachnie dość mocno czymś, czego nie potrafię określić,a  przypomina mi przesłodzoną herbatę. Jest dość tłustawy i zostawia wyczuwalną warstwę na skórzę, która u mnie nie wchłania się całkowicie, a latem sprawiała, że cera szybciej się przetłuszczała dlatego zaczęłam stosować go tylko wczesną wiosną, jesienią i zimą jednak i tak moja twarz błyszczy po tym kosmetyku co mi nie odpowiada. Do nawilżenia i odżywienia nie mogę się przyczepić, bo naprawdę skóra jest gładka ´´napojona´´ i odżywiona, ale jakiś wybitnych efektów nie zaobserwowałam. Dla mnie to krem przede wszystkim nawilżająco- odżywczy bez względu na wiek i tak też go polecam jeśli oczywiście nie narzekacie na nadprodukcję sebum. Ja już do niego nie wrócę.


Ocena : 4 / 5



Znacie coś z mojego denka?