poniedziałek, 27 lutego 2017

Cutrin Professional- Sensitive- multispray do włosów






Co to jest multispray? To kosmetyk, który ma według producenta wszechtronne działanie, a w tym przypadku ma dodawać objętości, nabłyszczać oraz ogólnie sprawiać, że fryzura będzie się trzymała dłużej, ot taki efekt lakieru. Nie bardzo to do mnie przemawiało, ponieważ mam bardzo mieszane uczucia względem fińskiej marki Cutrin i oprócz suchego szamponu nic mi od niej nie odpowiada, no i generalnie nie przepadam za kosmetykami typu 10w1, bo wychodzę z założenia, że jak coś jest do wszystkiego to nie może działać i w tym wypadku się to potwierdza.

Nie wiem do jakich włosów jest ten multispray, ale na moich falowanych, któym zawsze brakuje objętości, ale które same w sobie są lśniące, choć lubią też się puszyć opisywany produkt nie spełnił żadnej roli. Oczywiście sama nie zdecydowałam się na jego kupno, a był dodatkiem w jednym z Bette Boxów


Opakowanie: niebieska, nieprzezroczysta butelka o poj. 200ml z końcówką służącą do psikania od nadasy włosów. Do aplikatora nie mam żadnych zastrzeżeń, psika równo i się nie zacina.

Zapach i Konsystencja :  na opakowaniu widnieje info, że produkt jest bezzapachowy, a ja sie z tym nie zgodzę. Pachnie jak alkohol, może nie za mocno, ale napewno nie jest to spray zupełnie bez zapachu. To poprostu alkoholowa woda.

Skład: na pierwszym miejscu mamy niestety alkohol i dlatego nie odważyłabym się stosować tego kosmetyku codziennie z obawy przed przesuszeniem włosów. Poza tym jest gliceryna, silikon, substancja odpowiadająca za utrwalenie fryzury i to w zasadzie wszystko. Skład jest bardzo krótki i w zasadzie pokazuje, że mamy do czynienia z lakierem do włosów.


Działanie: to istotnie jest lakier do włosów, ponieważ pryskając nim włosy od nasady usztywnia je ( nawet po niewielkiej ilości) i włosy są nieprzyjemne w dotyku, coś jak wata cukrowa. Próbowałam eksperymentować z ilością, ale za każdym razem było to samo, więc niestety taka jest wada tego produktu. Oprócz tego nic więcej. Ani nabłyszczenia ani dodania objętości, no chyba, że mówimy tu o puszeniu, bo wokół głowy dużo włosów poprostu się spuszyło a reszta  była usztywniona jak po większości lakierów.

Producent poleca ten kosmetyk jako idealny do stosowania z wałkami i owszem także to wypróbowałam, ale loki wcale nie trzymały mi się dłużej niż zwykle, byly też irytująco sztywne jakbym wylała na nie pół butelki jakiegos mega mocnego lakieru. Nie ma różnicy czy używałam multisprayu na suche czy na mokre włosy, bo rezultaty były dokładnie takie same, czyli sztywne, polakierowane włosy, które na drugi dzień wolałam już umyć.


Nie ma sensu używać czegoś co nie działa dlatego zawartości się pozbędę jak najszybciej tylko butelkę sobie zachowam- przyda się do domowej odżywki z lnem.


Ocena: 0 / 5

Cena: 200ml /  13,90€

Dostępność :  w Finlandii ten spray dostępny jest głównie w perfumerii Sokos Emotion i online



 Używałyście jakiegoś multisprayu?

piątek, 24 lutego 2017

Britney Spears - Cosmic Radiance




Klasyk, czyli Radiance pojawił się  7 lat temu i wiele osób bardzo go lubi mówiąc, że to najlepszy zapach Britney. Mnie niestety nie dane go było poznać, choć planuję od dawna zakup w ciemno, ale po poznaniu flankiera, czyli Cosmic Radiance, który z niewiadomych powodów pojawił się w 2011r zastanawiam się, czy przypadkiem nie będę tego żałować, bo Cosmic Radiance to zapach skrajnie nieudany.



Zapach jest do tego stopnia banalny, że aż strach pomimo, że sam skład obiecuje miły kwiatowo owocowy aromat z domieszką wanilii. Tymczasem to coś jest bylejakie, stworzone na szybko i w zasadzie nie wiem po co skoro ponoć Radiance jest całkiem fajny, więc po co odcinać kupony? Wszyscy wiemy po co. Wyobraźcie sobie wielki mikser i wrzućcie do niego w ciemno jakieś owoce. Moga to być gruszki, ale takie mocno słodkie, mandarynki również bez cienia kwaskowatości, niech będzie też liczi, ale takie z puszki oraz kilka płatków gardenii i całych pąków. Doprawcie wszystko sosem waniliowym i zmieszajcie. To Cosmic Radiance. Jednocześnie zapach nie jest słodki w sposób jadalny, nie przypomina żadnego deseru. Tak pachną owoce z puszki albo bardzo soczyste, miękkie razem z łagodną gardenią i nieprawdziwą wanilią. Sztuczności tu niby nie ma, ale i tak mam wrażenie, że zapach jest płaski i brzmi ´´tanio´´., bo tak pachną ´´psikadła´´ z bardzo niskiej półki, kioskowe perfumy´´ różdzki´´ czy tym podobne zapachy.




Dodam do tej marnej całości fatalne parametry, ponieważ od samego początku zapach na mnie jest strasznie bliskoskórny i nie trzyma się dłużej niż maksymalnie 30min. Czy może być coś gorszego?
Nie, to naprawdę jest nieudany zapach i śmiało możecie go pominąć, nic nie stracicie. 

Britney wstydź się! 


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : mandarynka, gruszka, liczi

nuty serca: piwonia, jaśmin, gardenia, tuberoza

nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe, ambra, wanilia


Ocena:  2 - / 5

Cena: 100ml / ok. 80zł

Dostępność : perfumerie online




A co Wy sądzicie o Cosmic Radiance?

środa, 22 lutego 2017

Lumene - Wild Rose Lipstick nr 18 Lupines





Znów Lumene, ale musiałam Wam pokazać szminkę z serii Wild Rose, bo wszystkie kolory z palety ( a jest ona dość spora) są idealne na dzień. Nie krzykliwe, nie kontrowersyjne, a jeśli zdarzy się ciemniejszy odcień też nie ma on w sobie nic takiego co by klasyfikowało go jedynie jako egzemplarz na specjalne okazje. Lumene postanowiło też zmienić czy też może odświeżyć opakowania m.in szminek Wild Rose i szczerze mówiąc mnie to nie odpowiada, bo ta srebrna nasadka wygląda jakbym ją wzięła z innej pomadki. Lepiej by było, aby całe opakowanie zostało w niebieskich barwach. Tyle wstępu, a czy szminka jest godna polecenia? Czytajcie dalej.


Opakowanie: plastikowe,ale porządnie wykonane. Srebrno-granatowe mieści 3,8g produktu, a sam sztyft jest dość mocno ścięty.

Zapach i Konsystencja: pomadka pachnie bardzo subtelnie i tak jakoś´´ pomadkowo´´. Nie ma konkretnej woni, ale nie jest to też zapach pudrowych szminek z przed lat. Jej konsystencja jest dość zbita lekka, gładka i szminkę nakłada się wyjątkowo łatwo i szybko dlatego jest to dobra opcja na szybkie wyjścia jak i na poprawki w miejsach publicznych, choć polecam do tego też lusterko :) Szminka nie jest jednak maślana i nie roztapia się.


Kolor : nr 18 Lupines  to taki fioletowo malinowy róż.. Ciekawy i przede wszystim bardzo uniwersalny. Nie posiada żadnych drobinek, ale nie jest to szminka ani matowa ani nabłyszczająca.





bez flesza



z fleszem


Działanie: szminka jest wyjątkowo komfortowa w noszeniu, bo nie jest lepka, nie przesusza też warg ( choć ze względu na to, że moje są suche to i tak nakładam pod nią wazelinę kokosową Nivea). Nie jets to oczywiście kosmetyk typu long lasting i nie wytrzyma 2 daniowego obiadu z deserem, ale trzyma się dzielnie przez ok 3-4godz, a póżniej równomiernie ściera. Picie przetrzyma, choć robi ślady na szklankach.

Według mnie to naprawdę dobra szminka do użytku codziennego, choć nie tylko, zależy jaki makijaż preferujemy i na jaki mamy ochotę. Nie widzę w niej żadnych wad i wiem, że napewno będę się zaopatrzać w inne kolory. Jeśli będziecie mogły to koniecznie przetestujcie!

Ocena: 5 / 5

Cena: 3,8g / ok. 10€

Dostępność: w Finlandii wszędzie tam gdzie jest szafa tej marki, czyli we wszystkich marketach


Znacie pomadki Lumene? Jak Wam sie podoba ten odcień?

poniedziałek, 20 lutego 2017

Lumene-Gloss&Care Nail Polish nr 5 Twilight






Ten lakier był dodatkiem do zamówienia z tutejszej perfumerii. Bardzo lubę markę Lumene, choć przekonałam się, że nie wszystko ma takie rewelacyjne i niestety lakiery do paznokci jak i bazy, top coaty to nie jest jej mocna strona. Ten lakier to potwierdza.


Opakowanie: wszystkie produkty do paznokci tej firmy zapakowane są w malutkie 5ml buteleczki, a aplikator to spłaszczony pędzelek.

Konsystencja: bardzo dobra, bowiem lakier nie jest ani za gęsty ani za rzadki. Maluje się nim bez problemów. Nie robi smug ani prześwitów oraz szybko schnie.

Kolor : nr 5 Twilight to metaliczna czerwień. Zdaję sobie sprawę, że na zdjęciu marnie to widać, ale nie udało mi się pokazać tego lepiej. Ten kolor nie jest ani za jasny ani zbyt ciemny. Kojarzy mi się tak bożonarodzeniowo:)

Działanie: jak już wspomniałam samo malowanie paznokci tym lakierem jest łatwe i przyjemne, choć zalecam do pełnego efektu nałożyć dwie warstwy. Wtedy kolor jest lśniący i głęboki. Niestety nie nacieszymy się nim długo. Wyobraźcie sobie moje zdumienie kiedy na drugi dzień po pomalowaniu dwa paznokcie nosiły wyraźne ślady odprysków, a przecież malowałam je wieczorem i pozwoliłam dobrze wyschnąć!

Jako, że nie mogłam sobie pozwolić na zmycie lakieru to na szybko zamalowałam ubytki i naiwnie myślałam, że lakier wytrzyma przynajmniej do wieczora. A guzik! Po godzinie starł się znowu w tych samych miejscach,a  następnego dnia cały manicure wyglądał niechlujnie i nadawał się do natychmiastowego zmycia. Gloss&Care to dwa dni trwałości. Mało, bardzo mało tym bardziej, że te lakiery tanie nie są, ponieważ prawie 7 € za tak małą buteleczkę to dość dużo, prawda? Ale gdyby nie tak fatalna trwałość to lakier mógłby kosztować więcej, a tak niestety dla mnie jest to niewypał.

Nie żebym narzekała na ten konkretny kolor, bo to nie jest mój pierwszy lakier tej marki i one poprostu już tak mają. Ze zmyciem na szczęście problemu nie było, ale to żadne pocieszenie.
 No cóż jakoś tę mini buteleczkę zużyję, a na przyszłość będę pamiętać, żeby nie ulegać super kolorom tych produktów, bo nie idzie to w parze z ich trwałością. Lumene powinno skupić się na tym na czym zna się najlepiej, czyli pielęgnacji twarzy oraz kosmetykom do makijażu, a kwestię paznokci niech zostawi innym firmom.


Ocena: 1 / 5

Cena: 5ml / 6,90€

Dostępność:  w Finlandii te lakiery są dostępne w każdym sklepie z kosmetykami


Znacie lakiery Lumene? Jak Wam się podoba ten kolor?

piątek, 17 lutego 2017

Kenzo- Madly EDP






Kenzo Madly w wersji eau de parfum to nie to samo co eau de toilette i jeśli macie w planie zakup to radzę uważać, bo to dwa różne zapachy. O ile zapachu w koncentracji wody toaletowej nie znam to miałam wode perfumowaną, która dla mnie jest jedną z większych moich porażek perfumowych minionego roku. Srodze się zawiodłam, bo oczekiwałam zupełnie czegoś innego,a  dostałam no właśnie co ?


Madly miał pachnieć mocnym, mrocznym kadzidłem z różowym pieprzem,a ja kadzidło wprost uwielbiam! Tymczasem dostałam zapach rysika do ołówków. Nie, nie żartuję. Podejrzewam, że odpowiada za to owy różowy pieprz, bo czułam już coś takiego gdzieś indziej, gdzie ten składnik występował.  Jest więc dziwnie i niekoniecznie przyjemnie tym bardziej, że nic innego nie raczy się pojawić i tak do szybkiego końca jest tylko ten nieszczęsny rysik.





Kompozycja nie jest dla mnie ani słodka, ani balsamiczna, ani otulająca ani kwiatowa. Jest wyjątkowo nijaka. Coś tu poszło nie tak, bo nie ewoluje, tylko krąży wokół tego wstrętnego różowego pieprzy, który na mojej skórze postanowił przybrać tak odpychającą formę i choćbym mu dawała milion szans w różnych porach roku to i tak nic to nie pomogło. Nie polubiliśmy się i to bardzo.


Dodatkowo zapach zebrał na mnie kilka antykomplementów i nawet próbowałam go oddać Mamie, ale ona też nie chciała. Parametry akurat u mnie są wyjątkowo słabe. Zapach od początku jest bliskoskórny i nie wytrzymał nawet godziny co już jest totalnym gwoździem do trumny.
Nie podoba mi się również flakon, który ponoć inspirowany jest ruchami skrzydeł motyla. No cóż, mnie tak się nie kojarzy.


Madly to kapryśny zapach i wpisałam go na listę tych od których trzymam się z daleka. Jak dobrze, że pozbyłam się flakonu!

Koniecznie testujcie przed zakupem!


Nuty zapachowe

nuty głowy: kwiat pomarańczy, różowy pieprz

nuty serca: kadzidło, heliotrop, róża

nuty bazy: piżmo, cedr, wanilia


Ocena: 2 - / 5

Cena: 50ml / kupiłam za 110zł

Dostępność : perfumerie online i aukcje


Znacie ten zapach?

środa, 15 lutego 2017

Tresemme-Runway Collection-Max The Volume- pianka podnosząca włosy u nasady i dodająca objętości






Moje włosy sa naturalnie falowane i lubię to podkreślać. Jednak ciężko im dodać objętości, nawet w salonie fryzjerki zawsze się dziwią, że żadne super spraye i inne cuda na to nie działają.Nawet po modelowaniu na chwilę jest ich więcej,aby po godzinie oklapły, choć nie sa przesuszone ani zniszczone.  Testuję jednak co się da i jak narazie nie znalazłam żadnego kosmetyku, który dałby na głowie satysfakcjonujący rezultat.

Tę piankę znalazłam w jednym z Bette Boxów i miałam mieszane uczucia, ponieważ kosmetyki Tresemme nie należą do moich ulubionych, ale jednak postanowiłam dać jej szansę, bo miałam ogromną nadzieję na fryzurę pełną objętości.Niestety tak jak podejrzewałam ta pianka u mnie sprawdza się bardzo przeciętnie, ale nie jest taka najgorsza. Spokojnie zużyję ją do końca ( co trochę potrwa) i więcej się nie spotkamy.



Opakowanie: plastikowa, nieprzezroczysta butelka z pompką typu airless mieści 150ml produktu.

Zapach i Konsystencja: pianka jest bardzo lekka, lżejsza niż pianki w aerozolu i posiada dośc mocny kosmetyczno perfumowy zapach, który na moich włosach jest niewyczuwalny.


Działanie: piankę nakładam od nasady włosów i najlepiej byłoby wysuszyć je suszarką, ale moje włosy źle na to reagują ( wyjątkiem jest grzywka). Są wtedy niesamowite napuszone i latają na wszystkie strony i trudno mi cokolwiek z tym zrobić dlatego zawsze pozwalam im schnąć naturalnie. W tym wypadku jednak zrobiłam wyjątek i podsuszyłam je modelując włosy na dość grubej szczotce. Pianka lekko usztywnia włosy u nasady dlatego nie radzę przesadzić z jej nakładaniem. 3-5 naciśnięć pompki to moim zdaniem za dużo. Dla mnie wystarczą 2 plus ta trzecia na całe włosy.

Po wysuszeniu owszem włosów jest optycznie więcej, ale nie wygląda to dobrze. Włosy są znowu napuszone i nie ma to zbyt wiele wspólnego z eleganckim dodaniem objętości. Rezultat jest dość słaby, nawet grzywka, którą jednak zawsze suszę suszarką nie prezentowała się najlepiej. 
Kolejnym razem postanowiłam pozwolić włosom przeschnąć samodzielnie ( u mnie trwa to ok 2-3godz) i niestety też klapa. Zero objętości. Generalnie aż tak mi to nie przeszkadza, bo lubię moje fale ala Shakira, ale jednak chciałabym, aby całość była trochę podniesiona u nasady. Zauważyłam jednak, że dzięki tej piance fale są większe i bardziej zdefiniowane i to mi się podoba!

Generalnie jednak to nie jest produkt dla mnie. Nie wykluczam, że u tych z was, które mają bardziej podatne włosy efekt objętości będzie zauważalny, może i spektakularny, ja jestem zawiedziona.


Ocena: 2+ / 5

Cena: 150ml / w Finlandii ta pianka kosztuje ok 7€

Dostępność: nie wiem jak w PL, ale tu ten produkt można dostać we wszystkich marketach


Testowałyście tę piankę? Jaki jest Wasz ulubiony produkt dodajacy objętości?

poniedziałek, 13 lutego 2017

Lutowy Bette Box 2017



Ostatni Bette Box jaki wam pokazuję, a to dlatego, że od marca zaczynam przygodę z pudełkami Bearel. Będą się pojawiały co 3 miesiące i będa zawierały wyłącznie oryginalne koreańskie kosmetyki. Jestem bardzo ciekawa jak to wypadnie, ale póki co przedstawiam całkiem niezłą zawartość lutowego Bette Boxa!




1. Palmolive- Feel Glamorous-antyperspirant o zapachu malinowym

2. Helein-Biotin+-suplement diety z biotyną, witaminą C, cynkiem i cysteiną

3.  Zadig&Voltaire This is Her i This is Him- zapachowa kartka

4. A-Derma-Rheacalm-micelarne mleczko do twarzy (miniatura)

5. Schwarzkopf- BC - Oil Miracle- olej z orzecha brazylijskiego ( miniatura)

6. Lumene- Nordic Noir Deep Impact Mascara

7. Nivea- Cellular Perfect Skin Illumination- rozświetlający krem pod oczy




Zawartość boxa całkiem w porządku, mimo, że zapach This is Him mam i sama używam, bo jest świetny,  damska wersja mi nie odpowiada, a krem Nivea również miałam i uważam  za fatalny. Zaczęłam też już zażywać ten suplement z biotyną, która jak wiemy działa na włosy i paznokcie i zobaczymy jakie będa efekty po opakowaniu :)

Dajcie znać jak Wam się podobają produkty z tej paczki i czy coś znacie!

piątek, 10 lutego 2017

Mancera-Roses Vanille




Kolejna odsłona słodkiej róży w perfumach tym razem w wydaniu marki, która plasuje się bardzo wysoko na liście moich ulubionych -Mancera Roses Vanille,czyli róża z wanilią.


Jest to dosyć prosty zapach, bo główną rolę odgrywa konfiturowa ( dla mnie różowa) róża obsypana cukrem zwykłym i naturalnym waniliowym. Wydawałoby się, że skoro jest tu cukier to musi to być ulepek i nieznośny słodziak. No cóż, pewnie dla kogoś kto nie toleruje słodkości w perfumach tak będzie, ale ja uważam, że Roses Vanille nie jest zbyt przesłodzony i nie męczy aczkolwiek sięgam po niego tylko w zimne pory roku, bo tak najlepiej mi pasuje.

Niby oudu tu nie dodano, a ja go czuję. Nie jest co prawda bardzo intensywny, ale to taka lekko ´´benzynowa´´ jego odsłona i wbrew pozorom podkręca to całość i nadaje ciekawego wymiaru aczkolwiek w innych recenzjach nie spotkałam się z tym, aby ktoś o nim wspominał przy okazji Rose Vanille, więc czyżby on się pojawiał tylko na mnie?  Druga sprawa, że jeśli myślicie, że ten zapach jest cukierkowo´´ jadalny´´ czy infantylny to tak absolutnie nie jest. Ta słodycz jest elegancka i z powodzeniem można tę kompozycję nosić nawet na większe okazje-gwarantuję, że wzbudzi ciekawość! Tym bardziej, że parametry są bardzo duże i kompozycja spokojnie wytrzyma cały dzień, a na moich włosach dwa dni do ich umycia.


Świetny zapach, jeden z moich pewniaków! Koniecznie się z nim zapoznajcie jeśli jeszcze nie znacie.

Nuty zapachowe ( wg oficjalnej strony marki)

nuty głowy: cytryna z Kalabriii

nuty serca: różane Turkish Delight ( Lokum)

nuty bazy: cedr, wanilia, białe piżmo



Ocena: 6 / 5

Cena:120ml kupiłam za 85€

Dostępność : perfumerie online i niszowe perfumerie stacjonarne



A co Wy sądzicie o Roses Vanille?

środa, 8 lutego 2017

Lavera - Sensitive 24 h Roll On Deodorant- dezodorant w kulce dla skóry wrażliwej







Pokazywałam już na blogu naturalne dezodoranty, bo takich używam ´´po domu´´. Ciężko znaleźć produkt tego typu, który nie miałby żadnych wad i chciałabym do niego wrócić. Po przetestowaniu wielu, naprawdę wielu nie natrafiłam na mistrza w tej kategorii. Jednak widząc dezodorant Lavery pomyślałam, że koniecznie muszę sprawdzić jaki jest, a nuż okazałby się tym jedynym? Do wyboru mamy trzy warianty: niebieski Fresh z trawą cytrynową, srebrny Invisible z ekstraktem z perły oraz mój różowy Sensitive z wyciągiem z koziego mleka. Kosmetyk nie zawiera soli aluminium i na tym najbardziej mi zależało, a zresztą znając produkty Lavery wiedziałam, że tak będzie.

Niestety deo jest poprostu zły czekam aż to opakowanie mi się skończy po czym z przyjemnością cisnę je do kosza i już NIGDY nie kupię ponownie, pozostałych wersji też.

Opakowanie: plastikowe, odwrócone do góry nogami co jest wygodne. Mieści 50ml produktu.

Zapach i Konsysystencja: deo jest płynny, zalecam zaczekać chwilę przed ubraniem się, choć mnie nie robi żadnych plam na ciemnych ubraniach i bieliźnie i o ile to jest w porządku to nie moge znieść jego zapachu. Z założenia miał być chyba bezzapachowy, a śmierdzi czymś bliżej nieokreślonym. Zdecydowanie tak nie powinien pachnieć dezodorant!


Działanie: w zasadzie zerowe, ponieważ kosmetyk w ogóle nie wywiązuje się ze swojej roli chroniącej, a zaznaczam, że ja nie mam problemów z nadmiernym poceniem nawet latem, a tymczasem mamy teraz zimę, u mnie są mrozy, a ten deo w ogólnie nie chroni. Wstyd się przyznać nawet samej przed sobą, ale kilka razy zauważyłam, że sweter, koszulka poprostu śmierdziały potem, a w tym czasie nie robiłam nic co sprzyjałoby takiemu spoceniu się, więc o co chodzi? Ilekroć nałożę ten dezodorant  jest tak samo. Musiałabym co godzinę go zmywać i nakładać ponownie, a wiadomo, że tak się nie da i nie zawsze można. W dodatku ten jego ohydny aromat wraz ze spoconą skórą tworzą mieszankę wybuchową, więc czym prędzej lecę pod prysznic. Próbowałam używać tego kosmetyku poza domem, ale porzuciłam to bardzo szybko.

Nie wiem dla kogo jest ten produkt. Te z was, które poca się bardziej ode mnie powinny omijać go szerokim łukiem ,a  zresztą wszystkim innym też to wyjdzie na dobre. Co to za deozodorant po którym czuję się jakbym przed kilka godzin rąbała drewno w lesie w czasie największego upału,a  przecież przeszłam się tylko na godzinny spacer w mroźną pogodę. No i te obiecywane 24h...

Ocena: 0 / 5

Cena: 50ml / w Finlandii ok. 8€

Dostępność : nie wiem jak w PL, ale tu ten deo znajdziemy w marketach Prisma


Znacie ten produkt? Jaki naturalny deo jest waszym ulubionym?

poniedziałek, 6 lutego 2017

Zużycia miesiąca- styczeń 2017


W styczniu nie wydenkowałam zbyt dużo, ale ważne, że coś ubyło w tym kilka flakonów zmieniło właścicieli:)




1. Dove - Purely Pampering- Sweet Cream with Peony- krem pod prysznic o zapachu śmietanki z piwonią

Śmietanka z piwonią?  Zainteresowała mnie ta wariacja zapachowa i zapomniałam, że przecież ja nie lubię żeli Dove, ale zaryzykowałam. Konsystencja, pienienie i mycie jest takie same jak w przypadku innych żeli Dove. Natomiast zapach jest lekko słodki, kwiatowy, w zasadzie nic w nim nadzwyczajnego, jest na tyle subtelny, że nie jest wyczuwalny w czasie mycia, a na skórze do godziny po prysznicu. Niestety moja skóra po tym żelu była przesuszona i szorstka, balsam był konieczny, a na dodatek za każdym razem pojawiały mi się czerwone, swędzące plamy :/ Tak, ten produkt mnie uczulił, co dotychczas nigdy mi się nie zdażyło, nie jestem alergikiem. Jeśli to ma być żel nawilżający to naprawdę nie wiem dla kogo, skoro moją normalną skórę tak przesuszał. Raz i nigdy więcej!



2. Soraya-Piękne Ciało-krem do rąk i paznokci

Ten krem nie jest już pewnie w sprzedaży, bo i była to limitka, a ja dostałam ją od koleżanki, której serdecznie dziękuję:) Niestety krem absolutnie nie sprawdził się w przypadku moich wrażliwych i bardzo skłonnych do przesuszania dłoni. Jest różowy, średnio gęsty i pachnie dość nieprzyjemnie, typowo kosmetycznie z naleciałością chemii. Jeśli nie nakładałam go za dużo to wchłaniał się szybko, ale nawilżenie było jedyne powierzchnowne i znikało po pierwszym umyciu rąk. Musiałabym ten krem nakładać kilkanaście razy dziennie, a nie mam na to czasu! Jako wieczorny krem też był do niczego. Dłoni były gładkie, i miłe w dotyku, ale rano znów wracały do poprzedniego stanu. To raczej kosmetyk dla normalnych, bezproblemowych dłoni.


3. Cien-Patchouli&Clove-mydło w płynie Paczula&Goździki

Ostatnie mydło z 3, które kupiłam w Lidlu i to ma chyba najgorszy zapach, a przynajmniej domownicy najbardziej na niego narzekali. Paczula z gożdzikami daje efekt wody kolońskiej w klimacie mocno retro. Nie podoba mi się i to bardzo,na nieszczeście jest wyczuwalne na dłoniahc po umyciu. Samo mydło jest praktycznie bezbarwne z lekkim różowym zabarwieniem, mocno się pieni i strasznie wysusza dłonie nawet dziecięce! To już samo za siebie mówi jak fatalny jest ten produkt. Nigdy więcej mydeł Cien!



4. Dove- Advanced Hair Series-Regenerate Nourishment-szampon z wyciągiem z alg czerwonych

Ten szampon pochodzi z czerwcowej Livboxa i skończył się dużo wcześniej niż odżywka co w sumie zwykle mi się zdaża. Nie lubię produktów Dove i bałam się tego szamponu, mimo, że moja mama bardzo go chwaliła po przetestowaniu. Dla mnie to najzwyklejszy szampon i tyle. Ma perłową, dość lejącą konsystencję i intensywny, perfumowany zapach. Dla mnie ta konsystencja to minus, bo zwykle po takich perłowych szamponach moje włosy sa przyklapnęte i szybciej tracą świeżość i tak też było w tym wypadku. Włosy w czasie mycia nie plączą się, ładnie pachną, ale po naturalnym wysuszeniu moje fale były smętne i fryzurze brak było objętości. Po kilku godzinach wyglądałam jakbym nie myła włosów od tygodnia. Czy szampon regeneruje i nawilża włosy?  U mnie nie ma co regenerować, bo włosy mam zdrowe i nie są przesuszone. Zwykły szampon i cieszę się, że już się skończył, bo całego opakowania napewno nie kupię.



5. Benefit- Moisturize Triple Performing SPF 15- nawilżająca emlusja do twarzy

Miałam już kiedyś tę emulsję to bodaj moje 3 opakowanie i bynajmniej nie kupuję ich sama, bo o ile pierwsze opakowanie dało mi do myślenia, że to fajny produkt tak z kazdym kolejnym przekonywałam się, że wcale nie. Krem jest zapkowany w nieporęczną, szklaną buteleczkę z pompką i za każdym razem działo się tak samo: kremu było jeszcze sporo, a pompka już nie dawała rady go wydobyć, rozkręcić tego się nie dało, rozbić nie bardzo, więc krem lądował w koszu. Jako, że emulsja tania nie jest producentowi należaloby pogrozić palcem i upomnieć, aby zadbał o lepsze opakowanie albo inną pompkę.

Sam krem jest średnio gęsty i ma dośc przyjemny, kosmetyczny zapach. Jednak jego działanie nawilżające zadowoli raczej posiadaczki skóry suchej i potrzebującej mocnego nawilżenia,ponieważ moja normalna cera, która zima lubi się przesuszać, a latem błyszczeć ( czy ja nie mam czasem mieszanej cery? ) za bardzo się po tym kremie świeciła, a i krem okazał się za tłusty i za treściwy, a dziwne, bo w czasie pierwszego opakowanie byłam z tego zadowolona.

To krem stricte nawilżający dla kogoś kto nie potrzebuje niczego więcej, czyli już nie dla mnie.


6.Iwostin - Purritin - krem na noc redukujący niedoskonałości

Krem dostałam razem z wersją dzienną, która skończyła mi się dużo wcześniej. Uważam jednak, że wersja nocna jest lepsza, choć i tak nie jest to kosmetyk do którego wrócę. W składzie mamy Zincidone, alfa i beta hydroksykwasy i kwas laktobionowy. Jest to produkt do cery tłustej ze zmianami trądzikowatymi, czyli nie dla mnie, bo trądziku nie miałam nigdy.

To średnio gęsty krem o bardzo subtelnym zapachu, który szybko się wchłania i sprawiał, że moja twarzy była matowa, a nie robiła tego wersja dzienna. Musiałam jednak nakładać pod spód nawilżajace serum, bo lubię kiedy na noc cera dostaje zastrzyk nawilżenia, a ten krem robi to słabo. Cera owszem była wygładzona, ale ewenyualne wypryski nie znikały szybciej, zamknięte pory również ani drgnęły i generalnie krem nie poprawił stanu mojej cery dlatego uważam, że dla problematycznych cer może okazać sie za słaby.

Ja do niego nie wróće, bo nie widzę takiej potrzeby, ale jeśli zmagacie się z tłustą skórą i chcecie czegoś matującego to ten krem może być dobrą opcją.


7. Pepsodent-White Now- Glossy Chic- wybielająca pasta do zębów

Pasta pochodzi z jednego z Livboxów, sama bym jej nie kupiła, bo nie lubie past wybielających i z fluorem. Bałam się jej użyć z uwagi na to, że od lat zmagam się z nadwrażliwością zębów i żaden dentysta nie chce mi pomóc twierdząc, że to nic takiego ( haha dobre sobie!). Jednak zdecydowałam, że może nie będzie tak źle i przystapiłam do testowania pasty Glossy Chic. Muszę tu nadmienić, że pasty Pepsodent sa rekomendowane przez fińskich dentystów tak samo jak pasty Colgate i mogłabym powiedzieć, że dla mnie to jest to samo. Nie wiem co w nich niby takiego, że dentyści je polecają, ale pewnie wiadomo, kontrakt z firmą, reklama itp, ja się na to nie daję złapać.

Glossy Chic jest barwy niebieskiej i mnie osobiście doprowadzało to do szału, ponieważ pasta strasznie brudzi umywalkę i robi na niej niebieskie smugi. Musiałam co chwilę to myć umywalkę.  Mocno się pieni i całkiem nieźle odświeża oddech. Zauważyłam też, że rzeczywiście usuwa przebarwienia ( u mnie akurat z regularnie pitej herbaty), bo na tym polega to obiecywane wybielenie,a problem nadwrażliwości nie pogorszył się, czego tak się bałam. O dziwo to całkiem niezła pasta, choć i tak więcej u mnie się nie pojawi, no chyba, że będzie  wersja bez fluoru w co szczerze wątpię.

8. Bio Cosmetic Sweden-Online- Coconut Milk- 2w1 szampon i żel pod prysznic o zapachu mleczka kokosowego


Ostatnia wersja´´ zwierzątkowych´´ żeli pod prysznic szwedzkiej marki, która w ogóle nie jest BIO i nie powinna tak się nazywać. Mleczko kokosowe pachnie subtelnie kosmetycznym kokosem i przypomina to bardzo kokosową serię do ciała Ziaji. Konsystencja jest dość lejąca o perłowej barwie, pieni się dobrze. Jako, że nie używałam tego żelu do mycia włosów oich dzieci to nie wypowiem się jak działa, ale do ciała jest w porządku. Nie nawilża, ale też nie wysusza. Totalnie zwykły żel o miłym zapachu, który delikatnie czuć na ciele. Jednorazowa przygoda.






Odleciały :

- flakon Prada Candy Kiss

- flakon Kenzo Madly EDP

- Flakon Lanvin Ambre Orange








Znacie coś z mojego denka?



piątek, 3 lutego 2017

Ghost- Ghost The Fragrance




Lubicie nutę konfiturowej, pączkowej róży w perfumach?  Jeśli tak to zapach dość mało popularnej marki Ghost jest dla Was ( i dla mnie). Odkryłam go przypadkowo tzn dużo o nim czytałam, ale bałam się kupić w ciemno, bo nie wierzyłam do końca, że to jest taka róża jakiej szukam. Jednak po przetestowaniu już jestem pewna, że muszę mieć ten smukły, niebieski flakonik w kolekcji, choć nie jest on zbyt łatwy do zdobycia.

Analizując skład wystraszyłam się brzoskwini. Nie znoszę jej w perfumach, a jako owoc moge zjeść jedynie w cieście typu sernik, nie lubię też jej zapachu. Kiedy widzę wanilię i brzoskwinię to boję się jeszcze bardziej, ponieważ mdli mnie od takich kompozycji jak The One, gdzie brzoskwinia  z wanilią są strasznie ulepne, nie toleruję Burberry Woman za pudrową brzoskwinię z wanilią i właśnie myślałam, czy Ghost będzie podobny, bo tego bym nie zniosła. Jednak tak nie jest.

Ghost to słodke, urocza róże z przydomowego krzaka z których zrobiono pyszny dżem doprawiony także naturalnym cukrem waniliowym. Dwa składniki i tylko dwa, ponieważ nie identyfikuję na szczeście żadnej brzoskwini ani też jaśminu, piżma itd. Być może dla kogoś może to być monotonne, bo i zapach nie zmienia się w czasie trwania ( a czuję go ok. 5 godzin doskonale), ale jako, że nie znalazłam wiele takich słodkich róż, które mi odpowiadają to brak ewolucjii w ogóle mi tu nie przeszkadza.

Słodycz nie jest bynajmniej cukierkowa raczej waniliowo pudrowa, miękka, a sam zapach nie pachnie na kilometr nie jest też bliskoskórny i powiedziałabym, że sprawdzi się zarówno na dzień jak i na większe okazje, choć raczej nie na gorące dni.Bardzo miło nosiło mi się go nawet w czasie wysyłku fizycznego kiedy to zwykle nie lubię pachnieć czymkolwiek.To niby prosty zapach, bo nie ma nic złożonego w dżemowej róży obsypanej wanilią, ale jest w nim coś co sprawia, że jest na swój sposób wyjątkowy, a dodatkowo nie sądzę, aby ktoś na niego narzekał czy przeszkadzał, bo nie jest kontrowersyjny.


Ciekawy zapach dla amatorów takiej odsłony róży. Jeśli i Wy taką lubicie to nie wahajcie się przetestować Ghost i dajcie znać jeśli już go znacie!

Nuty zapachowe:

nuty głowy : róża, jaśmin

nuty serca: ambra, wanilia, brzoskwinia

nuty bazy: drzewo sandałowe, piżmo


Ocena: 5 / 5

Cena:-

Dostępność : zapach dość trudny do zdobycia, raczej tylko online

środa, 1 lutego 2017

H&M-Clean Canvas-peeling do ust






Wiadomo, że lepiej i zdecydowanie taniej jest zrobić domowy, naturalny peeling do ust za pomoca cukru i miodu, ale czasem mamy ochotę wypróbować coś dostępnego w sklepach. Zawsze bawi mnie to, że producenci życzą sobie dość sporo za tak prosty produkt jakim jest peeling i dlatego osobiście nie kupuję ich zbyt często, bo nie widzę sensu płacić praktycznie sto procent więcej niż wychodzi zrobienie domowego peelingu. Szczególnie irytujące jest to, gdy sklepowy peeling nie spełnia swojej roli tak jak kosmetyk dobrze wszystkim znanej odzieżowej marki H&M.

Opakowanie: szklany, malutki słoiczek o poj. 7,7g z którego będzie ciężko wygrzebać peeling do końca. Zdecydowanie lepsza była by tubka albo sztyft jak w przypadku peelingu Sylveco.

Zapach i Konsystencja:kosmetyk ma beżową barwę i przypomina wazelinę czemu trudno się dziwić, bo zawiera ją wysoko w składzie. Pachnie apetycznie jak ciasteczka, ale niestety drobinek ma w sobie tyle co kot napłakał. Są małe i praktycznie niewyczuwalne.






Działanie: to nie jest peeling, bo nie spełnia tej roli w ogóle właśnie przez to, że drobinki nie ścierają martwego naskórka, bo jest ich tu za mało. To wazelina, która trochę nawilża i natłuszcza usta, ale dla mnie słabo się nadaje, bo efekt nie trzyma się długo, a pod szminki odpada, bo te nieliczne drobiny wychodzą na wierzch i wygląda to naprawde źle.Nie wiadomo co z tym kosmetykiem zrobić, więc poprostu wyląduje w koszu, a ja poszukam jakiegoś innego peelingu do przetestowania między wyrabianiem domowego.


Nie polecam, a cena 30zł za tak beznadziejny pseudo peeling to jakis żart.


Ocena: 1 / 5

Cena: 7,7g / 29,90zł

Dostępność. w H&M na stoisku z kolorówką


Testowałyście ten produkt? Jaki sklepowy peeling do ust polecacie?