piątek, 31 marca 2017

Czech&Speake- Dark Rose





Są różne odsłony róży z oudem. Dla mnie to duet , który bardzo lubię i często też wybieram takie perfumy, choć mówiąc szczerze niewiele mnie już zaskakuje i albo robię się zbyt wybredna albo Dark Rose rewolucją nie jest ani niczym czego nie czułabym już wcześniej. To wciąż dobry zapach tyle, że nic w nim nie zaskakuje i nie sprawia, że miałabym ochotę na swój własny flakon.


Mroczna Róża to w zasadzie nie jest. Ona jest bordowa, dumna i nie ma nic wspólnego z pączkową marmoladą, ale i nie jest całkowicie ogrodowa. Natomiast oud ma lekkie ´´bandażowe´´ zacięcie, które przypomina mi to z oudowych kompozycji Montale. Jednocześnie te dwa składniki nie są jakieś niewiadomo jakie mocne i uważam, że nie ma tu żadnej kontrowersji. To poprostu świeża, oudowa róża bez żadnego dodatku, bo ani szafranu nie czuję ani paczuli ani nic innego. Jest prosto to fakt i niestety na moje skórze ta kompozycja nie dość, że się nie rozwija to znika po dwóch godzinach co w parze z wysoką ceną budzi mieszane uczucia. Owszem ja kocham oudowe zapachy, ale musi się w nich coś dziać, zapach musi ewoluować, wirować, a nie siedzieć leniwie i nic nie robić.


Dla oudowych weteranów Dark Rose nie będzie niczym specjalnym, , ale dla tych którzy wciąż tego składnika sie boją albo chcą poznać jak najwięcej róży z oudem będzie to bezpieczna propozycja.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: szafran, róża

nuty serca: paczula, drzewo sandałowe, oud

nuty bazy: piżmo, biała ambra


Ocena: 4 - / 5

Cena: 100ml / ok. 400zł

Dostępność: perfumerie online



Znacie Dark Rose? Lubicie zapachy z oudem?

środa, 29 marca 2017

L´oreal - Miss Hippie Mega Volume Mascara




Mega pogrubiająca rzęsy maskara,która niestety nie daje efektu ´´Miss Hippie´´, czyli spektakularnie pogrubionych rzęs zarówno górnych jak i dolnych. Więcej już do niej nie wrócę.


Opakowanie: estetyczne, czarno-pomarańczowe o poj. 8,4ml. Szczoteczka jest duża i ma tradycyjne włoski. O ile na górne rzęsy maluje się nią wygodnie to już dolne nie za bardzo.




Konsystencja: tusz nie jest ani za rzadki ani zbyt gęsty dlatego nie przysparza problemów,nie odbija się na powiekach i nie brudzi w trakcie malowania. Ma intensywny czarny kolor.


Działanie : tusz owszem pogrubia, ale nie jest to spektakularne. Po dwóch warstwach ( tyle widzicie na fotce poniżej) mogłoby być lepiej. Oczekiwałam efektu sztucznych rzęs, a tego nie da się tu osiągnąć z tym, że rzęsy są widoczne i nie jest to też ultra naturalny efekt. Tusz szybko zasycha na rzęsach i ciężko nałożyć kolejną warstwę w sumie najlepiej w ogóle tego nie robić, bo rzęsy zaczynają się być posklejane. Dlatego myślę, że w tym wypadku te dwie warstwy wystarczą.

Wydłużenie jest już lepsze, choć i tak to nie to o co mi chodziło, ale jest jako, że jest to tusz stricte pogrubiający to aż tak narzekać nie będę aczkolwiek moim zdaniem ta maskara daje przeciętny rezultat i niestety kruszy się po paru godzinach. Pod okiem mam czarne paprochy :/




Generalnie działanie tego tuszu mnie nie powala. Coś tam niby robi, rzęsy sa pomalowane, ale są lepsze tusze, choć jak wiemy wszystko zależy od rodzaju rzęs, więc może u Was ten kosmetyk będzie się lepiej spisywać?



Ocena: 3 - / 5

Cena: 8,4ml / w Finlandii ten tusz kosztuje ok. 16,50€

Dostępność: w szafacj L´oreal



Testowałyście już ten tusz?

poniedziałek, 27 marca 2017

Mój pierwszy koreański box, czyli marcowy Bearel 2017






Jakiś czas temu wspominałam na blogu, że  zaczynam przygodę z azjatyckimi boxami i oto właśnie przyszedł do mnie marcowy Bearel. Niestety wadą jest to, że te boxy będą przychodzić co 3 miesiące, ale warto poczekać i być cierpliwym, bo zawartość jest bardzo fajna, ale ja nie będę zbyt obiektywna, bo kocham azjatyckie kosmetyki:)

Co więc mamy w marcowym, Bearel´u?




1.Tony Moly- Haeyo Mayo- Hair Nutrition Pack-proteinowa maska do włosów 

2. Holika Holika- Prime Youth EGF- żelowe płatki pod oczy

3. Missha-Herb In Nude Sheet Mask Moisturizing- nawilżająca maska do twarzy w płacie

4. Tony Moly - Pureness 100 Collagen Mask Sheet- kolagenowa maska do twarzy w płacie

5. Tony Moly- Naturalth Goat Milk Peeling Lotion- emulsja peelingująca do twarzy z kozim mlekiem

6. Missha-Super Aqua Ice Tear Sleeping Mask-nawilżająca maska do twarzy na dobranoc

7. Missha-trymer do brwi

8. Benton- Honest TT Mist- mgiełka do twarzy z wyciągiem z drzewa herbacianego

9. Holika Holika - Face 2 Change Volume Fit Strobing Cream SPF 30 i Volume Fit Strobinh Pumping Foundation SPF 50 ( podwójna próbka)

10. Mizon- Intensive Skin Barrier Cream ( próbka)

11. Tony Moly - Floria -Nutra Energy Foam Cleanser ( próbka)

12. Holika Holika - Good Cera- Ultra Toner ( próbka)




Jak Wam się podoba ten box?

piątek, 24 marca 2017

Kenzo- Amour







Klasyk Kenzo tak samo jak Słonik  tyle tylko,  że Amour już do mnie nie przemawia. Ja naprawdę nie mogę pojąć co takiego magicznego może być w wanilii rodem z serka homogenizowanego.

Puchaty, ciepły niczym szklanka gorącego mleka podane do łóżka albo kremowy jak ciepły ryż na mleku. Możliwe. Tyle, że ja naprawdę nie czuję tu nic więcej poza wanilią, która własnie przypomina mi tę ze słodkich serków. Zresztą podobnie opisywałam tani zapach Yoppy Glam, bo istotnie bardzo przypomina on Amour tyle, że trąci chemią, a w tej kompozycji tego nie uświadczymy. Niemniej ta wanilia jest subtelna i snuje się na mnie wyłącznie blisko skóry. 

Waniliowość nużąca i leniwa, czyli zdecydowanie nie taka jaką lubię. Mało się tu dzieje, w ogóle nic się nie dzieje i nie pokusiłabym się o założenie tej kompozycji na jakąś ważną okazję i tak sobie psikam moje ostatnie resztki na dzień w dni kiedy nie chce mi się pachnieć niczym ważnym i charakternym.

Amour jest dobrze wykonany, tego nie mogę zaprzeczyć. Tyle tylko, że nie akceptuję tej pełnej waniliowości, która nie jest niczym przełamana.

Kolejny popularne pachnidło, którego fenomenu nie rozumiem.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy : biała herbata, ryż

nuty serca: kwiat wiśni, frangipani, heliotrop

nuty bazy : piżmo, wanilia, nuty drzewne, kadzidło


Ocena: 3 -  / 5

Cena: 100ml / ok. 200zł

Dostępność : perfumerie online


A jakie Wy macie zdanie o Amour?


środa, 22 marca 2017

L´oreal- Infallible Matte





Matowa szminka w  nowej formie. Dostępna w 6 kolorach : nudziak, blady róż, malinowy róż, oranż, moja pomidorowa czerwień i fiolet .Warto wspomnieć, że nazwy poszczególnych kolorów nawiązują do popularnych utworów i tak posiadany przeze mnie 006 to Disturbia, czyli tytuł piosenki Rihanny.  Cała paleta jest ładna i zastanawiałam się czy nie zakupić jeszcze innego odcienia, choć najbardziej podoba mi się fiolet 008 I Got The Feeling., ale jak widzę na innych blogach na ustach nie jest on typowo fioletowy, ale różowawy i to mnie lekko zniechęca. Tak czy inaczej Infallible Matte to wart polecenia produkt.


Opakowanie: aplikatorem jest tu gąbeczka nasiączona kolorem, więc nie ma obaw, że coś się złamie czy wyleje. Jednak od początku mam wrażenie, że produktu jest mniej niż w standardowych kosmetykach do ust w formie szminki czy płynnej pomadki.



Zapach i Konsystencja: bezzapachowa, sucha, ale z łatwością maluje się usta, chociaż najlepiej to robić po nasmarowaniu ich balsamem i koniecznie polecam zrobić wcześniej peeling. Szminka od razu nadaje kolor.

Kolor : 006 to klasyczna czerwień. Całkowicie matowa nadaje się zarównio na dzień jak i na większe okazje.





Działanie: wg producenta szminka ma trwać 8 godzin na ustach. Nie jest to prawdą, ale kto miałby to przetestować w końcu trzeba coś jeść i pić, prawda?  Tymczasem pomadka bez problemu wytrzymuje picie nie robiąc śladów na szklance i dwudaniowy posiłek, choć kolor jest wtedy trochę wyblakły i przydałaby się poprawka. Natomiast bez jedzenia i picia możemy cieszyć się tym pięknym kolorem ok. 4 godziny i to bez wysuszenia warg. To dobry wynik, a jeszcze bardziej podoba mi się to, że kosmetyk jest niezwykle lekki i praktycznie się go nie czuje.




Dużą zaletą jest też brak rozmazywania co czyni ją także świetną propozycją na randki i wszędzie tam, gdzie chcemy, aby nasz makijaż był nienaganny. Jakieś wady? Jak już wspomniałam mam wrażenie, że produkt skończy się wcześniej niż normalne pomadki, bo jest go jakby mniej, ale i tak nie ma na co narzekać.

Wypróbujcie jeśli uwielbiacie matowe wykończenie na ustach i chcecie czegoś innego niż klasyczna szminka w sztyfcie.


Ocena: 5 - / 5

Cena: nie ma podanej gramatury/ w Finlandii 9,50€

Dostępność : w szafach L´oreal


Testowałyście juz ten produkt?

poniedziałek, 20 marca 2017

OPI- Give Me Space







Jak długo używam lakierów OPI tak nigdy się nie rozczarowałam. W końcu przyszedł czas, żeby zjechać lakier tej marki. Za co? Za tragiczną trwałość!


Opakowanie: tu bez zmian. Pękata butelka o poj. 15ml z lekko spłaszczonym pędzelkiem.

Konsystencja: ogólnie dobra, choć mogłaby być minimalnie bardziej gęsta, bo lakier lubi rozlewać się po płytce paznokcia i malować trzeba spokojnie, nie w pośpiechu


Kolor: strasznie spodobał mi się ciemny granat z bardzo drobym srebrnym pyłem Give Me Space. Wygląda jak rozgwieżdzone niebo nocą.

Działanie: technicznie lakier nie sprawia kłopotu, bo i maluje się nim w miarę szybko ( 2 warstwy to mus mimo, że nie ma smug czy prześwitów), czas schnięcia również jak najbardziej w porządku , to już trwałość woła o pomstę do nieba! Paznokcie pomalowane w czwartek wieczorem i dobrze wysuszone ( malowałam 3 godziny przed snem) następnego dnia w godzinach wczesnopopołudniowych miały wielgachne odpryski jakbym szorowała nimi po betonie, a przecież nie robiłam nic takiego! Nie mogłam sobie pozwolić na zmycie, więc zgrabnie zamalowałam te ubytki, żeby to jako tako wyglądało i myślałam naiwnie, że mam sprawę z głowy. Taaa napewno!

Po niecałej godzinie odryski magiczną siłą znów się pojawiły i to na dodatek jeszcze na tych paznokciach, gdzie ich wcześniej nie było. Generalnie wszystkie 10 paznokci wyglądało tak jakbym z nudów je gryzła, żeby usunąć lakier. Wyobraźcie to teraz sobie. Wkurzona nie na żarty musiałam sięgnąć po zmywacz i teraz się zastanawiam czy ten lakier sam w sobie jest tak beznadziejny lub to może wina top coata Skinfood? Nie wiem. Obawiam się  kolejnego użycia tego OPIaka, no chyba, że kupię jakiś inny top coat i przekonam się co tu jest tak naprawdę grane. Póki co jestem bardzo rozczarowana, bo nie spodziewałam się, że lakier tej marki może nie wytrzymać nawet jednego całego dnia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 15ml /  kupiony za 5 €

Dostępność: TU


A jak Wam podoba się ten kolor?

piątek, 17 marca 2017

V Canto - Mirabile





Dziś o zapachu,który w zasadzie odkryłam przypadkiem i dzieki koleżance, którą pozdrawiam:) Pewnie niszowa marka V Canto niewiele Wam mówi, ale jeśli uwielbiacie MOCNO waniliowe kompozycje to być może ta Was zaspokoi, choć niestety ja nie moge jej docenić i nawet jeden dzień z Mirabile to dla mnie za dużo.

Wanilia ponad wszystko. Waniliowa góra wyższa niż Mount Everest i K2 razem wzięte i mimo, że skład jest bardzo rozbudowany to tak naprawdę nie ma tu nic ponad właśnie tę wanilię, która nawet nie jest puszysta, gładka i budyniowa, a oscyluje w klimatach waniliowych świeczek, olejku do ciasta i cukru wanilinowego. W zasadzie Mirabile pachnie dokładnie jak ciasto do którego dodano zdecydowanie za dużo waniliowego aromatu i wanilinowego cukru, a całość ozdobiono jeszcze waniliwymi ciastkami, a dodatkowo dla klimatu w pomieszczeniu zapalono waniliową świecę. Ufff za dużo tego!

Wanilia nie daje za wygraną i jest z nami od początku do samego końca i daje nieźle popalić, bo trwałośc tych perfum jest całodniowa i potrafi bardzo zmęczyć szczególnie, że nic się tu nie dzieje. Jest jednostajnie i poprostu nudno. Unisex? Moim zdaniem kompozycja zdecydowanie damska, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby facet chciał pachnieć na kilometr waniliową świecą, ale co kto lubi.

I mogłabym napisać coś więcej, ale w zasadzie nie ma co, bo zapach dla mnie jest nijaki, a mówi to fanka wanilii tyle, że nie w takiej postaci. Przewaniliowano tu i to ostro.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: wanilia, słód, opponax

nuty serca: rum, geranium, agathosma, lawenda, róża, mleko

nuty bazy : absolut z wanilii, paczula, gożdziki, bób tonka, białe piżmo




Ocena: 1 / 5

Cena: 100ml / ok. 300zł

Dostępność: perfumerie online i wybrane stacjonarne




Znacie markę V Canto i Mirabile? Lubicie wanilię w perfumach?

środa, 15 marca 2017

Nyx- Stay Matte But Not Flat-podkład w kompakcie






Przy okazji recenzji kompaktowca Accord Parfait TU  wspominałam jak ciężko znaleźć porządny tego typu podkład za kwotę do lub nawet poniżej 50zł.   Dlatego po bardzo długich wahaniach i wielu przeczytanych postach skusiłam się na zakup Stay Matte But Not Flat, który w zasadzie zbiera pozytywne recenzje, a jako, że bardzo lubię kosmetyki do ust  marki Nyx to miałam nadzieję, że dostanę coś do czego będę wracać i przestanę co chwila poszukiwać podkładu w kompakcie. Srogo się jednak zawiodłam i nie ma mowy,żebym powtórzyła zakup tego produktu. W moim przypadku on nie spełnia swojej roli i czekam cierpliwie, aż zobacze dno w puderniczce i wtedy odetchnę z ulgą.


Opakowanie: czarna, dość solidnie wykonana puderniczka, która dodatkowo ma lusterko i osobną przegródkę na gąbeczkę. Poj. to 7,5g

Zapach i Konsystencja: podkład jest bezzapachowy i mimo, że dośc mocno go sprasowano to zdarza się, że pyli w trakcie aplikacji. Jednak nakłada się go dobrze zarówno gąbką jak i pędzlem aczkolwiek ja zdecydowanie wolę ten drugi sposób.




Odcień : miałam problem z wyborem pasującego odcienia, bo moja karnacja jest jasna, ale nie bardzo blada. Ostatecznie zdecydowałam się na  04 Creamy Natural i niby jest ok, ale jednak wydaje mi się trochę za jasny, choć może to wynikać z ogólnych wad tego produktu. Niemniej ten kolor będzie dobry dla wszystkich bladolicych, ponieważ jest zupełnie niewidoczny.




Działanie: producent obiecuje, że podkład jest odporny na wodę, pot i jest jedwabisty na skórze,a w dodatku matuje. No cóż nie do końca tak jest, ponieważ jest on kompletnie niewidoczny na skórze ( co samo w sobie byłoby zaletą) zarówno kiedy nakładam go pędzlem jak i gąbeczką cera wygląda dokładnie tak samo jak przed aplikacją. Koloryt NIE jest wyrównany, a na tym bardzo mi zależy i to dla mnie niezmiernie ważne, krycie jest zerowe, bo podkład nie zakrywa nawet minimalnych zaczerwienień czy malutkich wyprysków. Korektor jest tu niezbędny.

Mimo, że obecnie moja cera jest w bardzo dobry stanie, ale jest trochę przesuszona przez zimno i ogrzewanie to ten podkład nie upiększa jej w żaden sposób i nie przeboleję tego, że nie wyrównuje kolorytu! Fakt, że cera jest po nim matowa, ale jak wspomniałam moja nie przetłuszcza się teraz ani trochę, więc nie jestem pewna,czy dziewczyny walczące z sebum będą zadowolone z tego kosmetyku.  Kolejna wada to trwałość, a w zasadzie jej brak. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, że godzinę po nałożeniu podkład tajemniczo znika, a płatek kosmetyczny jest praktycznie czysty! Czary jakieś czy co? Dlatego też zbywam śmiechem te obietnice o wodoodporności i odporności na pot skoro kosmetyk nie trzyma się skóry nawet w normalnych warunkach.

W ogóle według mnie to nie jest podkład, a zwykły puder do wykończenia makijażu, bo jedyną jego cechą jest jako takie matowanie i nie zatykanie porów. Dlatego jeśli szukacie lekkiego, kryjącego i wyrównującego podkładu na codzień to serdecznie odradzam Stay Matte But Not Flat, bo nie spełnia swojej roli. Żałuję, że go kupiłam i znów za jakiś czas przyjdzie mi gorączkowe poszukiwanie kompaktowaca z prawdziwego zdarzenia.


Ocena: 1 / 5

Cena: 7,5g / w Finlandii zapłaciłam 14,90€

Dostępność: głównie online


A czy Wy testowałyście ten podkład? Jak się u Was spisuje?

poniedziałek, 13 marca 2017

Schwarzkopf- Bonacure Color Freeze-odżywka w sprayu






Tę odżywkę dostałam od mojej fryzjerki do której chodzę kiedy jestem w Polsce. Bardzo ją chwaliła, a ja choć nie przepadam za kosmetykami tej marki to z ochotą prezent przyjęłam i tak już od ponad roku męczę tę odżywkę i mam nadzieję, że wreszcie się skończy. Ja w ogóle ostatnio kręcę nosem na wszystkie kupne odżywki w sprayu, bo nie mogę znaleźć takiej z idealnym składem, więc moim głównym włosowym psikaczem jest teraz mikstura z lnu, odżywki i oleju makadamia z dodatkiem kropli olejku o zapachu białego piżma. Wracając jednak do odżywki Color Freeze to nie jest ona najlepszym kosmetykiem i nie polecę jej nikomu.


Opakowanie: różowo-przezroczysta butelka o poj. 200ml. Spray działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią dawkę mgiełki.

Zapach i Konsystencja: odżywka jest dwufazowa. Jedna warstwa jest różowawa, a druga przezroczysta, a po wstrząśnięciu otrzymujemy różowy płyn o konsystencji wody, który pachnie alkoholem z dodatkiem jakieś nuty typowej dla perfumowanych kosmetyków jednak jest to tak delikatne, że nie trzyma się włosów. Alkohol jest dość mocno tu wyczuwalny.


Skład: No cóż wysuszający alkohol denaturowany  mamy już na 3 pozycji, więc na dłuższą metę kosmetyk będzie przesuszać włosy, ale po co ładować potencjalnego przesuszacza do odżywki, która ma m.in nawilżać? Są filtry w tym niestety kontrowersyjny Benzophenone-4, którego unikam jak ognia, jest hydrolizowana keratyna, hydrolizowane proteiny z  warzyw, silikony, kwas mlekowy, pantenol.Generalnie skład mocno średni i to główna przyczyna dlaczego ten spray mi nie odpowiada. Czy tak trudno jest wyprodukować spray ochronny do włosów farbownaych z naturalnych albo przynajmniej z większością naturalnych składników? Widzę, że chyba tak.




Działanie: jako, że farbuję włosy na różne odcienie czerwieni to odrost widzę po ok miesiącu- półtora, choć na całej długości czerwień nie blaknie przez dwa pełne miesiące.
Ten spray ma za zadanie domknąć łuski włosa, aby kolor trzymał się dłużej. No niestety tego nie zaobserwowałam .Pomaga tylko w rozczesaniu włosów, czyli jest takim rozplątywaczem jeśli ktoś tak jak ja ma włosy mocno falowane i zdarza się po myciu, że są skołtunione. Kilka psiknięć i można delikatnie rozplątać kosmyki palcami lub jak kto woli czesać, choć ja wzbraniam się przed rozczesywaniem mokrych włosów, ale wiem, że moim to nigdy nie szkodziło. Czytałam, że inne dziewczyny zauważyły, iż po tej odżywce włosy mają miękkie, gładkie i lśniące. Ja mam takie i bez tego produktu, więc ciężko mi to ocenić, ale ten spray napewno mi ich dodatkowo nie nabłyszczył.

Nazwę ten spray różową wodą, a nie odżywką, bo odżywka powinna też nawilżać włosy, odżywić je. Dlatego jeśli szukacie kosmetyku do włosów farbowanych to odradzam Color Freeze, bo ten produkt poprostu nie działa, bo samo ułatwienie rozczesywania to nie wszystko.


Ocena: 1 / 5

Cena: 200ml / ok 20zł

Dostępność: w salonach pracujących na kosmetykach profesjonalnych Schwarzkopf, w sklepach fryzjerkich, online



Testowałyście tę odżywkę?

piątek, 10 marca 2017

Escada Fiesta Carioca




Limitowana edycja stworzona na 25lecie letniaków Escady i nie wyłamuje się ona z tradycyjnego schematu zapachów tej marki, czyli jest przeraźliwie słodko. Osobiście nie jestem miłośniczką tak zasłodzonych kompozycji, a Escadę lubię jedynie za wycofaną Escada Collection, która owszem też jest słodka, ale nie w taki tani, infantylny sposób jak letnie propozycje tej marki.

Opakowanie i flakon prrzywodzą na myśl imprezę na jakieś egzotycznej wyspie, gdzie muzyka rozgrzewa do tańca, a kolorowe drinki leją się hektolitrami. Tymczasem ja nigdy w życiu nie użyłabym czegoś tak ulepnego w gorące dni, bo nie dałabym rady. Marakuja i malina, ale nie prawdziwe, a w wersji landrynkowej są dodatkowo posłodzone jeszcze jakimś syropem lub samym białym cukrem i to one grają tu główną rolę od początku do szybkiego końca, bo i trwałością ten zapach nie grzeszy.


Nie da się więcej o nim powiedzieć, bo i sam zapach się nie zmienia i bardzo razi sztuczną nutą owocowych cukierków. Mam wrażenie, że mogłaby go wydać Katy Perry. Na lato i słoneczne dni, na wakacje poszukuję czegoś bez tony cukru i syropu, więc nie zabrałabym ze sobą tego flakonu nawet gdyby nic innego nie było w perfumeriach.

Fiesta Carioca to propozycja wyłącznie dla zagorzałych fanek letnich edycji zapachów Escady i tym, które lubią pachnieć super słodko aż do bólu zębów. Reszcie radzę uważać.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: marakuja, malina, liście fiołka

nuty serca: kwiat marakuji, kwiat pomarańczy, jaśmin

nuty bazy: piżmo, cedr, benzoina


Ocena: 1 / 5

Cena: nie jestem pewna czy ten zapach jest już dostępny w PL, w Finlandii kosztuje 60€ za 50ml i 45€ za 30ml

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne



Testowałyście już Fiesta Carioca?


środa, 8 marca 2017

Biolaven Organic- szampon do włosów z olejkiem z pestek winogron i lawendowym






Kosmetyki Biolaven produkuje nasza polska marka Sylveco, której produkty bardzo lubię i chętnie używam. Bałam się natomiast tego szamponu z powodu tego, że naturalne szampony na moich włosach się nie sprawdzają.Wiem, że brzmi to dziwnie, ale wypróbowałam już ich wiele i jak dotąd bez pozytywów. One przede wszystkim straszliwie plączą i matowią mi włosy ( mam średnioporowate, ale zdrowe i nie przesuszone i nawet tona odżywki ( zawsze stosowałam z tej samej serii lub podobną składowo) dawała mizerne rezultaty. Nigdy nie zapomnę dramatu z szamponem różanym i odżywką Urtekram, bo takich zmechaconych włosów wyglądających jak kłębek wełny albo dready nie miałam nigdy! Dlatego naprawdę z trwogą podchodzę do super naturalnych produktów do mycia włosów, ale postanowiłam znowu do nich powrócić tylko niestety w Finlandii takie szampony i odżywki dość trudno dostać, a jeśli są to nie w popularnych sklepach i za zbyt wygórowane ceny dlatego z pomocą przychodzi mi internet :)

Ten szampon podarowała mi Mama, bo kiedy po raz pierwszy umyłam nim włosy byłam bardzo zadowolona z ich wyglądu, ale dla pewności musze dodać, że używam go wyłącznie z maską  odbudowującą Natura Estonica i ten duet sprawdza się u mnie idealnie. Dziś jednak będzie tylko o szamponie, który jest chyba jednym z najpopularniejszym na blogach, więc założę się, że większość z Was już go próbowała. Nie zaszkodzi jednak przybliżyć go tym, które jeszcze go nie znają.


Opakowanie: nieprzezroczysta butelka o poj. 300ml. Nic do niej nie mam.

Skład: jak najbardziej na plus, bo mamy tu olej z pestek winogron, panthenol, kwas mlekowy, olejek lawendowy i generalnie same dobre rzeczy dlatego szamponu możemu używać na codzień z racji tego, że jest delikatny i nie powinien zaszkodzić nikomu.

Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Vitis, Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lavandula Angustifolia Oil


Zapach i Konsystencja: bezbarwny, dość rzadki o wyjątkowo przyjemnym aromacie winogron, który czuję po umyciu, a nie´´ gasi´´ go nawet odżywka. Szampon pieni się dosyć słabo dlatego muszę umyć moje długie włosy dwa razy, ale w niczym mi to nie przeszkadza. 


 




Działanie: zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że szampon nie plącze moich włosów w trakcie mycia i za to ma u mnie ogromnego plusa! Oczywiście jak już wspomniałam stosuję go z maską odbudowującą Natura Estonica i po naturalnym wysuszeniu są one odczuwalnie nawilżone , choć zaobserwowałam, że skręt moich fal jest po tym duecie jakby mniejszy, a i objętość też, włosy są rzeczywiście bardziej gładkie, mniej się puszą. U mnie ten szampon generalnie sprawia, że włosy są gładsze i dlatego też naturalne fale nie są takie intensywne jak zwykle.

Niemniej to bardzo dobry szampon do codziennego użytku do wszystkicj rodzajów włosów. Polecam z pełnym przekonaniem!



Ocena: 5 - / 5

Cena: 300ml / ok. 13zł

Dostępność: apteki, wybrane sklepy z kosmetykami naturalnymi, online



A jak u Was spisuje się ten szampon?

poniedziałek, 6 marca 2017

Miss Sporty - Check Matte nr 004





 Seria Check Matte to paleta 4 odcieni ( tylko tyle ich widziałam, więc nie jestem pewna) z której wybrałam klasyczną czerń i to nie z potrzeby, ale nie chciałam wychodzić z Rossmana z pustym koszykiem,a  był to mój ostatni dzień pobytu w Polsce. Zapomniałam tylko, że ja nie lubię matowych lakierów i Check Matte sprawia, że nie mam ochotę na więcej, a najchętniej cisnęłabym tym lakierem do kosza.


Opakowanie: typowa dla tej marki pękata buteleczka zawierająca 7ml lakieru. Pędzlek jest krótki i spłaszczony, ale niestety w moim egzemplarzu źle wyprofilowany i tak krzywo ścięty, że zrobiła się z niego miotła przez co bardzo utrudnia aplikację.

Konsystencja: dla mnie zbt lejąca, ponieważ lakier po jednej warstwie strasznie prześwituje i praktycznie nie kryje. Po dwóch jest już o wiele lepiej, ale i tak źle mi się go nakłada.


Działanie: lakier schnie szybko i od razu staje się matowy co niby wygląda ładnie, ale jeśli mamy całkowicie gładką płytkę paznokcia, bo inaczej każda nierówność jest widoczna. Ja zalecam użyć wcześniej Ridge Filler np. Orly i na nim też ten lakier lepiej się trzyma aczkolwiek sama jego trwałośc jest wręcz fatalna.

Prawdą jest, że nie nałożyłam na niego żadnego top coata, bo zepsułoby to matowy efekt, a nie mam takiego, który nie nałyszcza i to chyba dlatego lakier wytrzymał jeden dzień, a nawet mniej.  Gdy pomalowałam paznokcie wieczorem to wczesnym popołudniem widać było wielkie odpryski na wszystkich paznokciach,a  że akurat nie mogłam lakieru zmyć to próbowałam jakoś zamalować te niedokonałości. Nic to jednak nie dało, bo lakier znów zaczął odpadać już po niedługim czasie i wtedy już czym prędzej musiałam go zmyć co na szczęście nie jest trudne i czasochłonne.


Podsumowując to nie jest dobry lakier i nie polecam go w żadnym wypadku. Trwalsze matowe lakiery można dostać wszędzie i dlatego radzę trzymać się z daleka od szafy Miss Sporty, a  i ta matowa czerń to nic specjalnego.


Ocena : 1 / 5

Cena: 7ml / ok. 8,70zł

Dostępność : Rossmann



piątek, 3 marca 2017

Prada-Candy Kiss






Prada Candy Kiss to już moja kolejna wpadka perfumowa i przykro mi z tego powodu tak samo jak w przypadku Living Lalique, nawet może bardziej, bo nie kupowałam flakonika w ciemna dopiero po kilkukrotnych testach, gdzie byłam przekonana,że będzie to dobra opcja na lekki, nieinwazyjny zapach na wiosenne czy letnie dni. Długo oczekiwałam na przesyłkę i też dlatego bardzo chciałam w końcu popachnieć tym Cukierkiem,a  tu niestety okazało się, że ja tu nic nie czuję!






Zapytacie pewnie jak to możliwe, że Candy Kiss nie pachnie. Tak, otóż na mnie nie pachnie praktycznie wcale i co najdziwniejsze, bo testując zapach w perfumerii owszem był on też bardzo, bardzo subtelny, ale wychwytywałam piankową wanilię z leciutkim piżmem, a z własnego ( i żeby nie było:  oryginalnego!) flakoniku absolutnie nic. Powietrze. Myślę, że to wina mojej skóry i mogę mieć pretensje tylko do siebie, bo testowałam ten zapach jedynie na pasku, a zwykle tego nie robię i właśnie na blotterze bardziej się on rozwijał i był mocniejszy. Moja skóra natomiast go ´´zjada´´ w całości.

Dawałam mu wielokrotnie szanse, używałam w wyższe i niższe temperatury, ale nic to nie dało no i dodatkowo nie tylko ja go na sobie nie czułam, ale otoczenie też nie i to zadecydowało, że flakon poleciał w świat i z tego co wiem ma się bardzo dobrze:)
Generalnie Candy Kiss to kompozycja typu nude. Transparentna, lekka jak obłoczek, niemal naga i dlatego myślę, że jest to idealny zapach na wszelkie okazje, gdzie nie powinniśmy być mocno wyperfumowane np. na spotkanie w sprawie pracy, do lekarza, szpitala. Tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że to zapach kapryśny i u kogoś może rzeczywiście pojawić się rzeczona wanilia porównywana do miekkiej pianki z ptasiego mleczka, z piżmem i kwiatem pomarańczy, a u innych będzie to taki efekt jak u mnie, czyli zerowy Z tego też względu zalecam kupno wyłącznie po dokładnym testowaniu na skórze,a  nie na papierku!

Strasznie mi przykro, że nie dogadaliśmy się z Candy Kiss. Zrobił mi nadzieje, a rzeczywistość okazała się brutalna. Chyba muszę sobie w końcu uświadomić, że takie skin scenty nie są dla mnie.


Nuty zapachowe: 

nuty głowy: piżmo

nuty serca: piżmo, kwiat pomarańczy

nuty bazy: piżmo, wanilia


Ocena: 2 / 5

Cena: ja swój flakon 50ml kupiłam w zestawie z mleczkiem do ciała za 52€

Dostępność: perfumerie online i stacjonarne


A jak Wam podoba się Candy Kiss?


środa, 1 marca 2017

Zużycia miesiąca-luty 2017



Luty przeleciał wyjątkowo szybko, a wraz z nim nazbierało mi sie trochę zdenkowanych produktów oraz wyfrunął jeden flakon perfum, których nie używałam praktycznie w ogóle.






1. BI-ES-Kiku-Crazy Jelly -żel do mycia, płyn do kąpieli i szampon w jednym

Kojarzycie pewnie markę Bi-es. Ten żel kupiła mojemu starszemu synowi moja Mama i on bardzo go polubił. Żel jest żółtawy, średnio gęsty i pachnie dokładnie jak żółte żelki np. Haribo, choć ten aromat nie razi chemią ani nie jest bardzo intensywny.Na skórze czuć go wyjątkowo subtelnie. Oprócz tego żel nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża. Jest poprostu takim umilaczem zapachowym. Do mycia włosów i kąpieli go nie używałam,ale żel robi dość mocną pianę, więc pewnie nada się do bąbelkowej kąpieli.

Polecam jeśli lubicie żelki!

Ocena: 4 / 5

Poj. 250ml


2. Ziaja-różany płyn micelarny 

Wielkie NIE. Jeden z najgorszych miceli jakie przyszło mi używać. Nie kupiłam go sama, podarowała mi go Mama, choć lubię produkty Ziaja, ale ten jest według mnie niewypałem. Twierdzę tak ponieważ ilekroć go użyłam do demakijażu oczu nie obyło się bez łez, szczypania i zamglenia pola widzenia. Efekty jak po krojeniu cebuli, a ja nie jestem alergikiem i normalnie nic mnie nie podrażnia. Dlatego postanowiłam zużyć tę butelkę tylko do zmywania podkładu i szminki i tu już przykrych niespodzianek nie było, bo płyn rzeczywiście te kosmetyki usuwa i to by było na tyle. Nie zaobserwowałam nawilżenia czy ukojenia skóry, a jeśli chodzi o dogłębne oczyszczenie to się nie wypowiem, bo zaraz po micelu myję twarz olejkiem lub żelem i wtedy mam pewność, że cały makijaż jest dokładnie zmyty.

Póki co dla mnie różany micel Ziaji to jakieś nieporozumienie.

Ocena: 1 / 5

Poj. 200ml


3. Nuxe- Prodigieux-olejek pod prysznic ze złotymi drobinkami

Tę próbkę otrzymałam przy okazji zakupów w stacjonarnej aptece i muszę powiedzieć, że pełnej wersji nie kupiłabym, bo nie widzę w tym produkcie nic specjalnego. To nie do końca jest olejek, choć ma taką aksamitną konsyystencję i złoty kolor jak niektóre nabłyszczające balsamy do ciała. Pachnie natomiast charakterystycznie jak wiele kremów do twarzy tej marki i mnie ten aromat nawet sie podobał .

Pieni się dość dobrze i istotnie moja skóra była po nim gładsza tyle, że nie mogłam sobie odpuścić balsamu, bo olejek nie nawilżył jej na tyle, abym była zadowolona, a zaznaczam, że mam skórę normalną z małą tendencją do okresowego przesuszenia. Nie wiem w sumie po co producent zabarwił ten olejek na złoto skoro na skórze tego nie widać, nie ma żadnego efektu, a myślałam, że będzie chociaż delikatna złotawa poświata. Na dodatek ta próbka ledwo starczyła mi na jedno umycie.

Zwykły olejek. Bez szału.

Ocena: 3 / 5

Poj. próbka 7ml


4. L´oreal-La Poudre Accord Parfait-podkład w kompakcie

Wszystko na temat tego podkładu napisałam TU

Opakowanie idzie już do kosza, bo zawartość osadziła się tak, że mój pędzel kabuki z LL nie daje rady już nic nabrać. Szkoda, bo wyraźnie widać, że jeszcze conieco zostało, ale im bardziej pocieram pędzlem tym podkład zaczyna pylić ( czego normalnie nie robi) i nie chce mi się już w to bawić. Niemniej to bardzo dobry kosmetyk tylko szkoda, że zamknięty w kwadratowym, a nie owalnym opakowaniu.

5. Ziaja- Mintperfekt-Szałwia-pasta stomatologiczna

Całą tubę tej pasty zostawiła u mnie Mama i postanowiłam sprawdzić co to jest, choć nie przepadam za pastami z fluorem,a  ta właśnie go posiada. Producent informuje też, że nadaje się ona także dla dzieci powyżej 6 lat.

Pasta jest zielonkawa i ma miętowy dość łagodny posmak.Pieni się stosunkowo mocno i przyjemnie odświeża oddech. Jej działanie w niczym nie jest ani lepsze ani gorsze od innych past drogeryjnych. Poprostu dobrze myje i to wszystko. Nie zauważyłam, aby pomogła mi przy nadwrażliwości, ale też nie takie jej działanie, więc wybaczam.

Dobra, tania pasta, którą polecam przetestować jeśli tylko nie macie nic przeciwko fluorowi. U mnie to była jednorazowa przygoda.

Ocena: 4 / 5

Poj. 75ml


6. Cosrx- Natural BHA Skin Returning Emulsion-lekka emulsja z kwasami BHA

Cosrx to koreańska marka, a próbkę tej emulsji otrzymałam przy okazji zakupów na Ebayu. Emulsja rzeczywiście jest bardzo, bardzo lekka i idealna pod makijaż tylko moim zdaniem nie nadaje się dla osób z cerą przesuszoną i odwodnioną, a jedynie tłustą i mieszaną. Ja czułam, że za słabo nawilża i miałam wielką ochotę sięgnąć dodatkowo po jakieś nawadniające serum bądź olejek, bo po kilku godzinach miałam dziwne uczucie lekko ściągniętej skóry. Dlatego jeśli szukacie matującego produktu to warto się bliżej tej emulsji przyjrzeć.

Jest ona prawie bezbarwna i pachnie ni to alkoholem ni szałwią, choć w składzie na pierwszej pozycji mamy wodę z liści wąkrotki azjatyckiej, a dalej z samej rośliny, olejek z skórki pomarańczy, panthenol, allantoinę, kwas salicylowy . Niestety jest też miejsce dla alkoholu i silikonu i ja ten silikon od razu poczułam, bo konsystencja tej emulsji przypomina mi bazę pod makijaż. Bardzo wygładza skórę i jeśli ktoś lubi ten efekt to będzie zachwycony.

Nie wypowiem się jak z działaniem przeciw nadprodukcji sebum, wypryskom, rozszerzonym porom, ponieważ raz, że nie mam tego problemu ( moja cera obecnie jest w rewelacyjnej kondycji i przetłuszcza się w zasadzie jedynie w upały i to też zwykle na czole), a ta maleńka próbka starczyła mi tylko na jedną aplikację. Niemniej uważam, że jeśli macie problem z tłustą skórą wypróbujcie ten produkt. Można go dostać na Ebayu.

Ocena: 3/5


Cena: 100ml / ok 15€


7. Mixa-Baby-łagodząca woda oczyszczająca bez spłukiwania

Kolejne opakowanie i niezmiennie jestem z niej zadowolona.Moje dzieci również ją lubią.

Ocena: 5 / 5

Poj. 250ml


8. Essie- Many Many Mani-intensywny lotion do rąk z olejem zs kolendry i gliceryną

Próbka o poj. 1,5ml wystarczyła mi na nasmarowanie obu dłoni cienką warstwą i napewno tego lotionu nie kupiłabym w pełnej postaci. To rzeczywiście nie jest krem, a właśnie lekki lotion, który szybko się wchłania i... bardzo słabo radzi sobie z nawilżeniem takich mocno przesuszonych dłoni jak moje, które muszą być smarowane kilka razy dziennie. Myślałam, że co jak co, ale Essie się zna i wyprodukuje mocno działający krem, który będzie odżywczy i który przyniesie ukojenie suchej skórze. Niestety tak nie jest. Po nasmarowaniu owszem dłonie są gładkie i nawilżone, ale wszystko to znika zaraz rano, bo kremu użyłam wieczorem. To napewno nie jest intensywnie działający kosmetyk!

Jego zapach jest miły, lekko perfumowany, świeży, ale co z tego skoro produkt działa u mnie nawet gorzej niż drogeryjne mazidła do rąk?!

Ocena: 1 / 5

Poj. próbka 1,5ml

9. Cutrin- Chooz- odświeżający suchy szampon

O ile naprawdę nie przepadam za kosmetykami do włosów marki Cutrin ( są one dostępne tylko w Finlandii) to ten suchy szampon znależiony w jednym z Bette Boxów jest naprawdę godny polecenia i z chęcią kupiłabym go ponownie.

Ma miły zapach, który nie kłoci się z perfumami, a niektóre suche szampony jak dla mnie pachną zbyt intensywnie i drażniąco. Nie zostawia też białego nalotu, a przynajmniej nie tak mocno jak np. Batiste, który na moich wiśniowych włosach jest mocno widoczny i muszę go dokładnie wyczesać. Cutrin jest pod tym względem dużo lepszy. Jego działanie również oceniam o wiele wyżej. Używam go tylko na grzywkę na drugi dzień po umyciu i naturalnym wyuszeniu włosów i dodaje jej objętości i sprawia, że nie przetłuszcza się tak szybko jak zwykle tj. zwykle wytrzymuje 2 dni, a z Cutrin o jeden, a czasem dwa dni dłużej, choć ja zwykle myję włosy co 2, 3 dni.

Nie używam go natomiast ( jak żadnego innego suchego szamponu)  na całe włosy, bo one w ten sposób się u mnie nie sprawdzają, puszą je i matowią. Jednak to tylko moja opnia i moje preferencje.
Polecam ten szampon z pełnym przekonaniem, bo działa!

Ocena: 5 / 5

Poj. 100ml


10. Palmolive- Smooth Delight- mleczko pod prysznic z kakao, olejem macadamia i nawilżającym mlekiem

Miniatura z Bette Boxa o poj. 50ml i chyba nie skuszę się na pełną butlę, bo to mleczko jest bardzo przeciętne. Spodziewałam się lepszego zapachu, myślałam, że to będzie pachniało kakaowo,a tymczasem zapach jest słodkawo kosmetyczny i dla mnie trochę chemiczny. Poza tym bez zmian. Średnio gęsta konsystencja, mocna piana i brak przesuszeń, choć i też brak nawilżenia. Przeciętniak, choć miło się go używało, ale jednak zapach nie dla mnie.

Ocena: 4 / 5

Poj. 50ml


11. Cosrx- Aloe Vera- Oil Free Moisture Cream- nawilżający krem do twarzy i ciała

W zasadzie to jest żel,a  nie krem i może być używany zarówno do twarzy jak i ciała dla skóry wymagającej porządnego nawilżenia. No niestety dla mnie to nawilżenie było za słabe i za krótkotrwałe, a zaznaczam, że nie mam skóry odwodnionej ani bardzo suchej, ale widocznie ogrzewanie i niedawne mrozy zrobiły swoje i teraz potrzebuje ona trochę bardziej odżywczych kremów.

Żel jest bladozielony i ma bardzo subtelny, trudny do opisania, ale neutralny zapach. Bardzo szybko się wchłania, więc jest dobrą bazą pod makijaż, ale ja polecałabym go raczej do cery tłustej i mieszanej ewentualnie normalnej bez skłonności do przesuszeń. Zaraz po nasmarowaniu skóra sprawia wrażenie mocno napojonej, jest gładka i świeża, ale u mnie to nawilżenie zniknęło po ok. 4 godzinach i w sumie od samego początku miałam wrażenie, że powinnam pod ten krem nałożyć jakieś mocniejsze serum. Nie mogłam jednak tego zrobić po raz drugi, bo ta próbka starczyła mi na jedną aplikację na twarz. Na ciało napewno by nie wystarczyło. Dla mnie to przeciętny produkt i nie kupiłabym pełnego opakowania.

Ocena: 3 / 5

Cena : 100ml / ok. 15€

Dostępność : Ebay


12. Lierac-Intitiatic- energetyzująco- wygładzający krem na pierwsze zmarszczki 

Po tak małej próbce niewiele o kosmetyki można powiedzieć , więc absolutnie nie powiem czy ten krem cokolwiek robi z pierwszymi zmarszczkami. To można powiedzieć dopiero po opakowaniu albo kilku. Zresztą ja nie mam zmarszczek, więc i o tym nie mogłabym powiedzieć. Wiem tylko tyle, że to nie jest krem dla mnie i go nie kupię.

Jest bardzo lekki,a  przez to dobry pod makijaż, szybko się wchłania i nie jest tłusty. Niestety u mnie za słabo nawilżał i po kilku godzinach miałam wrażenie ściągniętej skóry,a  używałam go tylko na dzień, choć starczył mi na dwie aplikacje. Nawilża owszem, ale to nawilżenie będzie odpowiednie raczej dla kogoś ze skórą tłustą i mieszaną. Jeśli chodzi o wygładzenie to również to zauważyłam i to od razu, ponieważ na mojej skórze krem dawał efekt ala baza pod makijaż czegoś nie lubię i z tego powodu baz nie używam., choć z tego co przeczytałam sam krem nie zawiera w sobie silikonów, a to duża niespodzianka. Niemniej wolałabym krem, który bardziej nawilża i odżywia, bo ten tego nie robi.

Ocena: 3 / 5

Poj. 2ml


Opuścił mnie :

-  flakon Swarovski Aura Intense 
 


Znacie coś z mojego denka?