piątek, 12 maja 2017

Zużycia miesiąca-kwiecień 2017



Mała przerwa na blogu spowodowana poprostu brakiem czasu, a jak już wieczorem siądę do komputera mając w głowie pomysł na nowy post to zmęczenie bierze górę. Dlatego kwietniowe denko pojawia się właśnie teraz z lekkim poślizgiem.






Co wydenkowałam w kwietniu i czego się pozbyłam ?

1. Dr Organic- Organic Rose Otto Skin Toner- tonik Rose Otto

Bardzo delikatny, pięknie pachnący różą tonik, który robi to co ma robić, czyli usuwa ewentualne resztki makijażu, odświeża i tonizuje skórę. W dodatku nie podrażnia oczu. Jeden z lepszych toników jakie miałam i szkoda, że chyba już nie będzie mi go dane kupić ponownie, bo ciężko go dostać.

Ocena: 5 /5

2. Yves Rocher- Pure Bleuet-płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka

To chyba najbardziej znany produkt Yves Rocher. Dwufazówka, czyli u góry mamy wartwę bezbarwną, a na dole białę, które należy wymieszać. Oczywiście płyn zostawia tłustą warstwę i jest to całkowicie normalne, bo nie znam dwufazy, która by tego nie robiła tyle, że mnie to nie przeszkadza, bo potem ścieram to micelem. Płyn jest łagodny i nie podrażnia, a rzeczywiście świetnie radzi sobie z mocnym makijażem. Z wodoodpornym jednak nie próbowałam, bo takiego nie stosuję. Zachomikowane mam jeszcze jedno opakowanie.

Ocena: 5 / 5

3. Astor- Volume&24H Curl-tusz pogrubiająco-podkręcający

Pokazywałam Wam ten tusz niedawno w tym poście TU i cieszę się, że udało mi się wykończyć ten produkt, bo mam o nim złe zdanie. Nigdy więcej!


4. I love...- Minty Choco Chip- żel pod prysznic o zapachu miętowo-czekoladowym

Kolejny żel z serii I love.... Nie znoszę mięty. Akceptuję ją jedynie w gumach do żucia i pastach do zębów więc dlaczego wybrałam tak pachnący żel skoro samo wspomnienie czekoladek After Eight jest dla mnie wyjątkowo przykre? Czysta ciekawość i mówiąc szczerze przyjemnie mi się tego produktu używało.

Żel jest zielonkawy i pachnie delikatnie miętowo. Czekolada jest praktycznie niewyczuwalna. Dobrze się pieni i ogólnie spełnia swoją rolę prysznicowego oczyszczacza. Nie nawilża, ale też nie wysusza. Sympatyczny kosmetyk dla tych, którzy lubują się w mięcie. Ja nie powtórzę zakupu.

Ocena: 4 /5

5. Maybelline- Colorsensational Shine Gloss

Błyszczyk pokazywany TU

To moje drugie opakowanie i śmiesznie się złożyło, bo dostałam ten egzemplarze w dokładnie tym samych kolorach co poprzednio, czyli Pink Shock i Fuchsia Flash .Zdania o tym kosmetyku nie zmieniłam. Jest wart polecenia i myślę, że jeszcze kiedyś skuszę się na jakiś Colorsensational, tyle, że już w innym odcieniu.


6. Isana- krem do ciała Shea&Kakao


Większośc z Was pewnie zna ten krem. To też nie jest moje pierwsze opakowanie, bo pamiętam, że miałam go kilka lat temu i bardzo lubiłam. Niestety nie wiem co jest grane, ale teraz ten kosmetyk bardzo mnie uczulił. Tak bardzo, że za każdym razem miałam na rękach i brzuchu czerwone , swędzące plamy. Dałam temu kremowi kilka szans i niestety wylałam zawartość, bo nie dało się tego używać. Krem owszem nawilża, wygładza i odżywia skórę, troche trwa zanim się wchłonie, ale to żaden problem jeśli oczywiście używamy go wieczorem. Pięknie pachnie słodkim kakao, ale nie wybaczę tego jak mnie urządził!

Ocena: 1 / 5

7. Biotherm- AquaSource Everplump- nawilżający krem do twarzy

1mililitrowa próbka, która starczyła mi na jedną aplikację i napewno nie kupiłabym pełnowymiarowego opakowania nie tylko z powodu dość wysokiej ceny, ale też dlatego, że ten krem słabo sobie radzi z nawilżeniem mojej normalnej skóry. Ma on bardzo lekką konsystencję przez co jest idealny pod makijaż w dodatku nie jest tłusty. Niestety ta konsystencja i uczucie na skórze przypomina mi silikonową bazę pod makijaż  i nic dziwnego, bo silikony zajmują wysoka pozycję w składzie, a że ja silikonowym baz nie lubię to i ten krem mi nie odpowiada.Wchłania się on natychmiastowo i nie zostawia po sobie żadnego śladu. Owszem coś tam nawilża, ale polecałabym go bardziej dla skóry tłustej i mieszanej, a już napewno nie dla suchej i bardzo suchej. Moim zdaniem nie wart swojej ceny.

8. Forever Living - Aloe Propolis Creme- krem aloesowo-propolisowy

Bardzo wydajna próbka 2ml wystarczyła mi na kilka solidnych aplikacji, ale niestety nie jest to krem dla mnie. Konsystencja jest dośc gęsta, o lekko żółtawym zabarwieniu i subtelnym zapachu jakby naturalnego miodu. Na skórze jednak ten krem zostawia dziwną woskową warstwę, która mnie drażniła i potrzeba było długiej chwili, aby zniknęła,choć i tak nie robi tego do końca dlatego też wolałam testować ten produkt jako krem na noc. Skóra była nawilżona, ale nie przesadnie.Bez fajerwerków aczkolwiek raz zdażyło mi się posmarować nim bardzo wysuszone dłonie i kosmetyk poradził sobie o wiele lepiej, bo załagodził podrażnienie i świąd, a ten woskowy film mi tak nie przeszkadzał. Nie kupiłabym jednak całego opakowania.


9. Yves Rocher- Sebo Vegetal- żel- krem matujący

Nie używam już kremów typowo matujących, bo moja skóra tego nie potrzebuje. Jednak tę maleńką 1ml próbkę zużyłam bez marudzenia, bo starczyła tylko na jedną aplikację. Jest to bardzo lekki żelo- krem, który stanowi dobra bazę pod makijaż. Szybko się wchłania nie pozostawiając żadnego śladu. Mojej skóry nie przesuszył, a tego się obawiałam. Miałam nawet wrażenie delikatnego nawilżenia. Matowanie owszem jest i to całkiem niezłe, choć raczej dla skóry, która nie jest wyjątkowo tłusta i problematyczna. Nie dla mnie, ale myślę, że warto go wypróbować.

10.Tony Moly-Panda´s Dream- krem do rąk

Dwie malutkie próbki tego pandowego kremu dostałam przy okazji zakupów koreańskich kosmetyków i chętnie kupiłabym całe opakowanie, bo to bardzo porządny produkt, przecież ja mam suche i mega wrażliwe dłonie, które wiekszość kremu nawilża do pierwszego umycia! Kem pachnie bardzo przyjemnie i ten zapach czuć dłuższą chwilę, ale nie drażni, wręcz przeciwnie. Konsystencja jest lekka, nie ma uczucia tłustości. Byłam zdziwiona jak dobrze ten krem poradził sobie z nawilżeniem moich dłoni, bo suchość  i czerwone plamy z podrażnienia zniknęły od razu i ten stan utrzymał się cały dzien pomimo bardzo częstego mycia rąk. Jedyny minus to mała pojemność pełnowymiarowego opakowania, bo tylko 35g i dość wysoka cena, ale myślę, że skuszę się na zakup pandowego kremu.

11. Lioele-Triple The Solution BB Cream SPF 30

Ten krem to bodajże najlepszy BB jakiego do tej pory używałam i koniecznie muszę kupić całe opakowanie. Nie wiem tylko jaki to odcień, bo próbka nie posiadała tej informacji, ale mniemam, że któryś z ciemniejszych. Krem jest dość gęsty, lekko pachnie i przeraziło mnie na samym początku, że jest dość ciemny, ale po sekundzie od nałożenia wtapia się w skórę i jaśnieje tak, że idealnie pasuje do mojej karnacji. Jest niewidoczny, a jednak sprawia, że twarz wygląda jak z okładki. Jest bardzo gładka, rozświetlona i jednocześnie zmatowiona, ale nie jest to płaski mat. Bardzo dobre jest też jego krycie i pod tym względem wyróżnia się na tle innych kremów BB. Myśle, że jeśli macie coś do ukrycia to warto ten kosmetyk wypóbować. Daje on naturalne wykończenie, nie ma tu żadnej maski z tym, że właśnie krycie jest dużo większe niż w innych tego typu specyfikach.

Trwałość całodzienna, krem trzymał się od rana do wieczora w niezmienionym stanie, nie zapycha porów i na dokładkę posiada filtr SPF 30. Czy trzeba czegoś więcej? Serdecznie polecam.



Opuściły mnie:

- flakon Roberto Cavalli eau de parfum


Znacie coś z mojego denka?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz