poniedziałek, 24 lipca 2017

Fudge-Urban- Crisp Pear&Sweet Vanilla Dry Shampoo- suchy szampon do włosów o zapachu gruszki i wanilii






Jeszcze jakiś czas temu suchy szampon był dla mnie zbędny, ale przekonałam się, że bardzo pomaga mi w tym, by grzywka ładnie wyglądała i nie była oklapnięta, a niestety lubi się ona przetłuszczać szybciej niż reszta włosów dlatego też po wieczornym myciu rankiem spryskuję ją suchym szamponem. Nie stosuję go jednak do całej fryzury, bo jest mi to niepotrzebne, a i taki kosmetyk bardzo matowi i wysusza mi włosy na całej ich długości.

Na szampon angielskiej marki Fudge zdecydowałam się ze względu na jego niską cenę i w zasadzie nie żałuję, choć nie jest to produkt bez wad, ale są one tam małe, że moge przymknąć na nie oko. Myślę, że jest to kosmetyk porównywalny z szamponami Batiste.


Opakowanie: kolorowa puszka o poj. 200ml. Spray psika równo i się nie zacina.

Zapach i Konsystencja: nie wiem czy są do wyboru inne warianty zapachowe, ale Gruszka z Wanilią to zapach trochę za słodki jak na mój gust. Kłóci się z delikatniejszymi perfumami, ale na całe szczęście wietrzeje po kilku minutach. Szampon niestety nie jest bezbarwny, a biały i bardzo widoczny po spryskaniu dlatego trzeba dokładnie go wyczesać. Mnie zdażyło się kilka razy wyjść z ´´siwymi´´ włosami, bo byłam przekonana, że szampon dobrze wtarłam i wyczesałam, a w świetle dziennym  okazało się, że wcale nie. Dlatego zwracam na to uwagę.

Działanie: szampon rzeczywiście odświeża fryzurę i nadaje puszystości, ale ten stan nie trwa cały dzień, a przynajmniej u mnie. Nie stosuję go na już przetłuszczone włosy to tak dla jasności, ale spryskuję je rano po wieczornym myciu włosów i około południa lub trochę dłużej muszę aplikację ponowić, bo grzywka zaczyna oklapywać, a kiedy jest trochę za długa szybciej traci świeżość i nie wygląda ładnie. Ten szampon na to pomaga, choć nie na cały dzień. Jednak nie jest to dla mnie wielki minus, ponieważ inne suche szampony działały dokładnie w ten sam sposób i jak dotąd nie znalazłam takiego, który by odświeżał włosy aż do wieczora.


Jeśli komuś nie przeszkadza bielenie i trochę zbyt intensywny owocowo- waniliowy aromat to powinien wypróbować szampon Fudge szczególnie jeśli taki produkt jest mu niezbędny. Ogólnie jestem zadowolona, ale nie kupię go ponownie, bo z reguły nie wracam do takich kosmetyków po raz drugi, lubię zmiany. Gdyby jednak nadażyła się okazja i spotkałabym inną wersję zapachową to z pewnością bym się skusiła.

Ocena : 4 + / 5

Cena: 200ml / 3,50€

Dostępność : kupiony TU


Testowałyście ten szampon?

środa, 5 lipca 2017

Zużycia miesiąca-czerwiec 2017



Małe denko, bo nie udało mi się zużyć zbyt wiele, ale zawsze coś :)




1. Vaseline- Intensive Care Sray moisturizer- Aloe Soothe- balsam w sprayu wersja z aloesem

 Ten balsam dostałamw  jednymz  Betteboxów i niestety dla mnie jest to beznadziejny produkt, którego więcej nie chcę. Balsam to w zasadzie strasznie lekka emulsja o dziwacznym zapachu niby aloesowym. Nietłusta i bardzo, bardzo szybko wchłaniająca się dlatego to dobra opcja przede wszystkim na dzień i moim zdaniem jedynie na ciepłe dni dla osób, ktorych skóra w ogóle się nie wysusza. Ja suchej nie mam już od dawna, a jednak to mazidło nie dawało rady. Skóra po kilku godzinach prosiła o nasmarowanie, szczególnie było to odczuwalne po prysznicu. W ogóle miałam wrażenie, że niczego nie używam! Druga sprawa to niezbyt dobra wydajność. Kosmetyk starczył mi na 2 tygodnie smarowania co drugi dzień, czyli na o wiele krócej nie tradycyjny balsam. Jedynie opakowanie jako tako jest w porządku, bo można je zabrać do torby i nic się nie wyleje, ale jednak wady tego produktu przysłaniają wszystko.

Ocena: 1 / 5


2. Avene- woda termalna

Po długiej przerwie wróciłam do wody Avene i znów jestem wściekła, ponieważ stało się to co z kilkoma poprzednimi opakowaniami, a mianowicie po zużyciu połowy wody gaz w butelce się skonczył i do widzenia nie da się już nic zrobić. Woda nie jest super tania, więc takie cyrki są bardzo nie na miejscu. Radziłabym, aby producent coś z tym zrobił, bo raz może sie to zdarzyć, ale kilkanascie razu to już gruba przesada!!



3. Pepsodent- Kids- pasta do zębow dla dzieci od 2-6lat o smaku truskawkowym

 Pepsodent to pasty rekomendowane przez fińskich dentysów i szczerze mówiąc kompletnie tego nie rozumiem. W Polsce Pepsodent to nic innego jak  Signal, czyli nienajlepszej jakości drogeryjne pasty, których nie kupuję. Wersja truskawkowa została podarowana mojemu starszemu synkowi przez panią dentystkę przy okazji obowiązkowej wizyty. Produkt zawiera fluor, ale nie będe z tego powodu lamentować ani się burzyć, bo mleczne zęby czasem potrzebują pasty z fluorem, choć nie częściej niż raz czy dwa razy w tygodniu i tak też moje dzieci ją stosują.

Pasta jest różowo-biała,mocno się pieni i ma zapach i posmak truskawkowych landrynek, ale nie jest bardzo słodka. Myć myje i to główna jej rola. Sama nie kupię, ale jak dostanę znów to się zużyje.

Ocena : 4 / 5


5. Soraya- Świat Natury-Olej z róży-wygładzający krem pod oczy

Miałam już kiedyś ten krem, nawet gdzieś tam wspominałam go na blogu, a jakiś czas temu dostałam to opakowanie gratis do zamówienia w jednej z polskich aptek.No i niestety krem strasznie mnie uczulił, co się u mnie nie zdażyło chyba nigdy. Skóra pod i przede wszystkim na powiekach była bardzo przesuszona, łuszczyła się i było widać wyraźne zaczerwienienie i lekko obrzęk. Kiedy krem odstawiłam sytuacja momentalnie się poprawiła, więc to żaden przypadek. Nie będę się zatem wypowiadać o właściwościach tego produktu, bo to, że mnie uczulił skreśla go całkowicie i zasługuje na najniższą notę. Co ciekawe poprzedni egzemplarz mnie tak nie urządził.

Ocena: 0 / 5


6.Lumene- Lähde- Hydration Recovery-dotleniająca maska do twarzy w żelu


Maska ta jest bodajże dostępna jedynie w 4ml saszetce, a przynajmniej nie widziałam jej w innym opakowaniu. Ten egzemplarz dostałam w Bettebox, a inny gratis przy okazji zakupów w tutejszej perfumerii. Maska ma postać bezbarwnego żelu i ładnie, delikatnie pachnie. Można ją nakładać na da sposoby: po oczyszczeniu twarzy jako tradycyjną maseczkę, którą zmywamy po 5-10 minutach lub jako maskę na całą noc i tę ostatnią opcję wypróbowałam i niestety działanie tej maski mnie nie powala.

Nie jest tłusta, no może troszkę się klei, ale nieznacznie i po kilku minutach praktycznie się wchłania wtedy też czuć, że coś tam nawilża, ale nie jest to intensywne. Rano obudziłam się z cerą, która niby sucha nie była, wszystko z nią było w porządku, a jednak miałam dziwne wrażenie jakbym zapomniała ją wieczorem posmarować. Dlatego według mnie nie jets to maska do zadań specjalnych i napewno nie do suchej i bardzo suchej skóry. Ja mam normalną i poradziła sobie średnio. Oprócz tego nie zauważyłam żadnych innych zalet zupełnie jakbym nasmarowała twarz żelem do usg. Na plus tylko to, że te 4ml wystarczyły mi na 4 użycia.

Ocena: 1/ 5

7. Sally Hansen-18K Gold-odżywka wzmacniająca ze złotem

Pisałam o niej TU

Zdania nie zmieniam. Dla mnie to produkt, który nic nie robi. Po 2 latach  i dość intensywnym użytkowaniu tak bardzo zgęstniała, że nie da się już jej wydobyć z opakowania, więc leci do kosza.


8. SkinFood-Premium Tomato- rozjaśniajca emulsja do twarzy

Od jakiegoś czasu stosuję koreańską pielęgnacje do twarzy i kolorówkę, a także dbam o skórę wg koreańskich zasad i widzę, że to działa. Emulsję używam po toniku w celu rozpulchnienia twarzy i dlatego z przyjemnością przetestowałam tę pomidorową emulsję. To dobry produkt do stosowania właśnie tak jak robią to Koreanki, czyli przed serum, a po toniku. Nie nadaje się jako krem do twarzy, bo sama w sobie dość słabo nawilża, a przynajmniej za słabo dla mojej normalnej cery.

Emulsja jest biała i rzadka jak woda, ale to typowa cecha takich kosmetyków. Dość przyjemnie pachnie i nie ma to nic wspólnego z pomidorem. Lekko nawilża cerę, rozjaśnia ją w sposób naturalny i to cała jej rola. Oczywiście po tak małej próbce nie ma szans zauwazyć wielkich efektów dlatego myślę, że kiedyś skuszę się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

Ocena: 4 / 5

9. Innisfree-olejek oczyszczający do twarzy z zieloną herbatą

Kocham olejki oczyszczające i z przyjemnością powiem, że ten oto z zieloną herbatą jest bardzo dobry. Jest rzadki pachnie delikatnie zieloną herbatą i bardzo dobrze oczyszcza twarz zarówno z resztek makijażu jak i z sebum bez zatykania porów, bez uczucia zalepienia, tłustości. Kupię go napewno!

Ocena: 5 / 5

10. Ajona- medyczny koncentrat pasty do zębów

Bardzo długo szukałam pasty, która poradzi sobie z moją nadwrażliwością. O Ajonie przeczytałam na forum o nadwrażliwości zębów, gdzie była bardzo polecana i rzeczywiście ona sobie z tym radzi. U mnie nie wyleczyła z tego problemu, ale jest na tyle dobrze, że już rzadziej dopada mnie ten charakterystyczny ból po zjedzeniu czegoś bardzo zimnego i czasem po gorącej herbacie.

Pasta występuje w 25ml aluminowej tubce,która jest uciążliwa w użytkowaniu szczególnie przyn końcu, ale można na to przymknąć oko. Jest bardzo wydajna, bo dozujemy jej naprawdę niewielką ilość. Zdziwiło mnie natomiast to, że dobrze się pieni, choć jej skład na to nie wskazuje. Nie zawiera fluoru i ma ziołowy posmak, choć mogłaby lepiej odświeżać. Tak czy inaczej ona naprawdę działa! Niweluje ból spowodowany nadwrażliwością i nie pojawia się już on za każdym razem, a to naprawdę cud, bo wcześniej było to dla mnie bardzo uciażliwe. Świetna pasta i mys have dla wszystkich nadwrażliwców!

Ocena: 6 / 5

11. Born to Bio- Fraise Candy- truskawkowy żel pod prysznic

Żel kupiłam dla dzieci, bo chciałam takiego, który byłby naturalny, a niestety tutaj bardzo ciężko o taki, a jeśli już się znajdzie to cena jest zdecydowanie zawyżona i tak wydałam 10€ za 300ml tego żeli i po pierwszym użyciu pożałowałam swojej głupoty.

Natura naturą, ale czy ten produkt musi tak śmierdzieć? To nie jest żadna truskawka ani nawet żaden owoc. Nie wiem czym to pachnie, ale to jest odrzucające. Przypomina mi rozmoczony karton! Sam że jest bezbarwny i średnio gęsty, lekko się pieni. Dobrze myje, nie wysusza, ale też nie nawilża. Nie podrażnił dziecięcej skóry. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tyle kosztuje i myślę, że to przesada. Poczułam ulgę, gdy ten śmierdziuch się skończył. Nigdy więcej!

Ocena : 1 / 5

Pozbyłam się: 

- flakon Iceberg Oud
- flakon Yves Rocher Rose Oud



Znacie coś z mojego denka?