środa, 30 sierpnia 2017

Christina Aguilera - Glam X




Dzisiejsze nastolatki pewnie bardzo słabo albo w ogóle nie kojarzą Christiny Aguilery i trudno się im dziwić wszak nie nagrywa ona już albumów, nie jest zbyt obecna w mediach, na ściankach, nic o niej nie słychać. Ja pamiętam ją z początków jej kariery i zawsze dziwiłam się, że dziewczyna z takim głosem ( który bardzo wiele uczestniczek programów typu Mam Talent, X Factor itp próbuje naśladować) śpiewa głupawe, cukierkowe pioseneczki zamiast nagrać przeboje w stylu Etty James czy Arethy Franklin. Zmarnowany potencjał, ale przecież Christina nie raz i nie dwa udowodniła, że soulowe kawałki wychodzą jej najlepiej, więc o co chodzi?  Mimo, że nigdy nie byłam jej fanką to czekałam aż weźmie się w garść i nagra coś dobrego i myślę, że już się pewnie nie doczekam. Wracając jednak do Glam X. Jest to zapach wydany na 10lecie zapachowych kompozycji Christiny i na rynek wszedł w tym roku.

Jako, że mam niezbyt dobre doświadczenia z zapachami tej wokalistki to obawiałam się tego ´´czegoś´´ w złotym flakonie. No i tak po prawdzie nie jest to zła kompozycja, pewnie wielu osobom się spodoba.Nie jest to jednak żaden szał, a zapach utrzymany właśnie w klimacie wcześniejszych propozycji Kryśki.  Ja tu czuję dużo wanilii mimo, że ponoć nie ma jej składzie. Wanilia jest i kropka. Od początku do samego końca, ale zaraz po spryskaniu pojawia się soczysta mandarynka z równie świeżą ale słodką  ( karmelizowaną!) brzoskwinią. Następnie charakterystyczna kremowość heliotropu oraz słodkawa benzoina i właśnie ta wanilia, która i tak kręciła się tu od pierwszych kilku minut.

Mówiąc oględnie jest to zapach słodko-świeżo-waniliowy i według mnie bardzo uniwersalny, bo nada się i do szkoły, na uczelnię, na zakupy i myślę, że na imprezy. Nie czuję tu wszechogarniającej słodyczy, ton cukru i to bardzo dobrze aczkolwiek bądźcie przygotowane na waniliowo benzoinową słodycz z owocowym podbiciem. Jeśli dla kogoś brzmi to apetycznie to może śmiało po Glam X sięgnąć ( odradzam jednak w bardzo ciepłe dni), bo parametry są całkiem niezłe.







Tak patrzę na zdjęcie reklamowe i Christina wygląda na nim jak nie ona, a jakiś króliczek Playboya. Tandetnie, plastikowo i nieładnie. Sam zapach pomimo tego, że napewno odkrywczy nie jest to mnie nie odrzuca. Flakonu co prawda nie kupię, bo ostatnimi czasy męczą mnie słodkie zapachy, ale polecam tym z was, które szukają czegoś w takich klimatach i znają poprzednie kompozycyzje Aguilery.


Ocena: 4 / 5

Cena: dostępne poj to 30 i 60ml / ok. 70zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne


Nuty zapachowe:

nuty głowy: anyż gwiazdkowaty, karmelizowana brzoskwinia, mandarynka

nuty serca: konwalia, heliotrop, jaśmin

nuty bazy: drzewo sandałowe, ambra, piżmo 




A jak wam podoba się Glam X?

niedziela, 27 sierpnia 2017

Matrix-Total Results-Texture Game- szampon i odżywka z polimerami








Te zielone opakowania rzuciły mi się w oczy przy okazji zakupów w jednym z marketów, gdzie odkryłam, że można dostać kilka ciekawych, fryzjerkich produktów jakk Redken,Fudge i właśnie Matrix za ceny niższe niż w salonach i w sieci. Nie kupiłam jednak od razu tylko najpierw poczytałam trochę na temat produltów z linii Texture Game i wyszło na to, że mają one definiować fryzurę, nadawać kształtu i są szczególnie polecane dla włosów falowanych, czyli takich jak moje. Przy kolejnej wizycie wrzuciłam do koszyka szampon i odżywkę, ale po dłuższym używaniu mam mieszane uczucia i wiem, że raczej zakupu nie powtórzę. Składu czepiać się nie będę, bo wiedziałam co kupuję i nie jest to najdelikatniejszy szampon do codziennego stosowania, odżywka też cudownych substancji w sobie nie zawiera.  Jednak nie widzę jakiś większych efektów.

Chciałam jeszcze zaznaczyć, że są chyba dwie wersje tych kosmetyków. Texture Game oraz Rock It, a z tego co czytałam to jedno i to samo.

Opakowanie: oba produkty mają po 300ml i zamknięto je w zielonych butelkach, które ( mimo, że na zdjęciu tego nie widać) są przezroczyste


Zapach i Konsystencja:

szampon: bezbarwny, niezbyt gęsty, ale też nie wodnity. Pachnie świeżo, podobnie do odświeżających żeli pod prysznic i ten aromat mimo, że delikatny trzyma się włosów przez kilka godzin.



odżywka: biała, średnio gęsta, nietłusta. Ma konsystencję typową dla odżywek i pachnie dokładnie tak samo jak szampon.



Działanie:

szampon: mocno się pieni, co mnie nie zaskoczyło i czuć, że jakby wygładza  włosy w trakcie mycia, nie plącze ich i dobrze oczyszcza.

odżywka: odczuwalnie zmiękcza i wygładza włosy, ułatwia ich rozczesanie, robi poprostu to co większość odżywek, ale nie jest to kosmetyk, który dobrze nawilża, nie zauważyłam nic w tej kwestii.

Ten duet niestety obciąża mi włosy co widać szczególnie u nasady i na grzywce.Włosy są trochę zbyt sypkie i zbyt wygładzone, latają na wszystkie strony. Są bardzo lekkie, a jednak grzywka już rano po wieczornym umyciu nie wygladała zbyt świeżo co mocno mnie zdzwiło. Daje mi to do myślenia i uważam, że nie jest to produkt do włosów z tendencją do przetłuszczania i dla tych, którzy tak jak ja muszą myć je co 2 dni, bo przetłuszczają się one od nasady. Nie zaobserwowałam jakiegokolwiek działania na włosy falowane. Fale nie były lepiej zdefiniowane, nie było mocniejszej kręcenia. Efekt poprostu jak po zwykłym szamponie do każdego rodzaju włosów. Jednak kiedy dałam włosom wyschnąć bez zaplatania je w warkocz wtedy były one bardzo gładkie i... proste!. Dziwny efekt aczkolwiek podobał mi się tylko niestety dobry stan fryzury szybko znika, bo jak wspomniałam moje włosy szybciej się robią się nieświeże.

Oczywiście z racji niezbyt chlubnego składu nie używam tych produktów częściej niż raz w tygodniu, czasem nawet rzadziej. Jestem trochę rozczarowana, bo naprawdę sądziłam, że ten szampon z odżywką nadadzą włosom objętości, a fale będą mocniejsze. Nic z tego. Dlatego ponownego zakupu napewno nie będzie.Bardzo przeciętne produkty.


Ocena : 3 / 5

Cena: oba produkty mają po 300ml i zapłaciłam za każdy 10€

Dostępność: w Polsce można ten duet nabyć chyba głównie online, w Finlandii w sieci sklepów Tokmanni

Skład: szampon:  Water, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Lauryl Sulfate, Cocamide MIPA, Glycerin, Sodium Chloride, Hexylene Glycol, Parfum, Sodium Benzoate, Salicylic Acid, Polyquaternium-10, Glycine, Proline, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Wheat Protein, Limonene, Sodium Hyroxide, Citric Acid

odżywka: Water, Cetearyl Alcohol, Behetrimonium Chlroide, Starch Acetate, Parfum, Cetyl Esters, Hydroxyethulcellulose, Isopropy Alkohol, Citric Acid, Benzoic Acid, Sodium Hydroxide, Chlorhexidine Digluconate, Glycine, Proline, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Wheat Protein, Limonene


Znacie produkty z serii Total Results?

niedziela, 20 sierpnia 2017

Rimmel-Moisture Renew nr 200 Latino





O ile tusze Rimmel są dla mnie dość przeciętne i uważam, że ok 10lat temu były lepsze to już szminki tej marki bardzo lubię i ciężko mi sobie odmówić nabycia kolejnego koloru i tak też było jakoś czas temu. Zakupiłam nr 200 Latino, bo pomyślałam, że taki odcień świetnie się będzie nadawał na codzień. Rozczarowania nie ma. To szminka, która może konkurować z tymi marek selektywnych, a wiem co mówię, bo był czas, że kompletnie zaślepiona wydawałam sporo pieniędzy na drogie pomadki z najwyższych półek perfumerii. Owszem niektóre ze względu na swoje unikatowe kolory były tego warte, ale zdecydowana większość raczej nie, bo ich trwałość i jakość jest w wielu przypadkach taka sama jak np. szminek Rimmel. Nie mówię, że całkowicie zrezygnowałam z kupna drogich szminek ( szczególnie kiedy jakiś odcień wpadnie mi w oko i go jeszcze nie mam albo tak mi się wydaje), ale nie są już one dla mnie nr 1.

Wracając do Moisture Renew. To szminka, którą warto mieć,a z pośród rozbudowanej palety napewno wybierzecie odcień dla siebie. Moje spostrzeżenia na jej temat:



Opakowanie: tradyjne jak to u szminek z tej serii, czy góra fioletowa, dół srebrny. Poj. 4g

Zapach i Konsystencja: zapach również jest mocno charakterystyczny i przypomina mi jakiś perfumowany krem.Sama szminka ma idealną konsystencję, nie jest ani zbyt maślana ani za twarda. Gładko sunie po ustach i od razu nadaje kolor.


Kolor : nr 200 Latino to róż i może wydawać się zbyt cukierkowy, ale tak naprawdę jest wyważony i nie wygląda tandetnie. Pasuje na codzień jak i na większe okazje. Ma w sobie bardzo mikroskopijne srebrne drobinki, których na ustach się nie dopatrzymy. Wykończenie określiłabym jako pólśniące. Nie jest to efekt błyszczyku, żadna tafla, coś pomiędzy. Moim zdaniem wygląda to bardzo ładnie i optycznie powiększa wargi.



Działanie: i tu nie mam się też do czego przyczepić. Szminka nakłada się jednym pociągnięciem tylko zalecam nie robić tego w biegu i użyć lusterka, bo kolor jest widoczny. Przyznam, że nie nakładam w tym wypadku konturówki, bo nie znalazłam pasującego odcienia i dziwię się, że marka Rimmel o to nie zadbała. Niemniej nie jest to jakaś katastrofa.



Szminka ma nawilżać i  to robi. Nie muszę pod nią nakładać żadnego balsamu, a usta mam wymagające i lubiące się przesuszać co jak wiadomo pod wszelakimi pomadkami i błyszczykami wygląda fatalnie. Moisture Renew nie dość, że jest lekka i nie czuć jej na wargach to istotnie sprawia, że są gładkie i za to ma u mnie kolejnego wielkiego plusa!  Pozostała kwestia trwałości, bo przecież wszystkie lubimy kiedy dana pomadka jest wręcz pancerna i przetrzyma wszystko. W tym wypadku nikt nie obiecuje, że to produkt long lasting, więc nie ma co się tego spodziewać i marudzić aczkolwiek kosmetyk wytrzymuje picie i mały posiłek. Starł się po zjedzeniu lodów, ale to naturalne i w ogóle mnie nie dziwi. Bez tego dzielnie trzyma się ok 3-3,5godziny.

Podsumowując nie mam absolutnie żadnych´´ ale´´ do tej szminki. Lubię ją, chętnie i często używam (jeśli pasuje mi do stroju) i napewno kupię inne odcienie, jeśli znów dojrzę taki, który mi odpowiada. Kupcie, a napewno nie będziecie rozczarowane :)


Ocena: 5 / 5

Cena: 4g / ok. 25zł

Dostępność: w szafach Rimmel, mój egzemplarz kupiłam w Rossmanie

wtorek, 15 sierpnia 2017

Katy Perry- Killer Queen




Przeglądając moje starsze posty zorientowałam się, że jest u mnie recenzja Spring Reign i Mad Potion i Meow, ale nie ma Killer Queen, a przecież to jeden z bardziej popularnych zapachów celebryckich. Może nie tak znany jak Heat czy Fantasy, ale jednak pewnie większość z Was widziała ten flakon, a może i pokusiła się o wypróbowanie? Ja flakonu od początku nie miałam zamiaru kupować, bo niestety ten zapach mnie zmiażdzył już po jednym teście, a potem dostałam dość pokaźny dekant, którego zużycie tak mnie zmęczyło, że nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z tym zapachem.




Tu słodycz aż się wylewa na wszystkie strony. Jest jej przeraźliwie dużo. Niezidentyfikowane owoce jagodowe i śliwki solidnie posypano cukrem tak, że nie da się tego zjeść i dodano kilka pudełek nadziewanych czekoladek. Dla kogoś to brzmi apetycznie? Można się nabawić bólu zębów od samego wąchania. Pamiętam kiedy postanowiłam się jednak nie zrażać i w ciepły letni dzień wybrałam się na spacer wypsikana Killer Queen. Spacer zakończyłam z bólem głowy i rozdrażnieniem, bo ta wszechogarniająca słodycz była nie do wytrzymania. Później jakoś zużyłam te całe 10ml w jesienne słoty, ale i tak nic to nie dało, bo za każdym razem przeklinałam siebie, że jednak nie sięgnęłam po coś innego i tak jak lubię od czasu do czasu jadalne zapachy, akceptuję Fantasy, LVEB na przykład to przy Killer Queen mówię dziesięć razy nie.

Nos w osobie pana L. Le Guernec´a, który stworzył to pachnidło chyba miał katar i nie poczuł jak wielkiego ulepa tworzy. Nic tu się nie zmienia, mieszanina mdlących landrynek jest od początku taka sama. To tak jakby najeść się słodyczy  i jeszcze pod koniec dnia pozagryzać to wszystko bombonierką i zapić tanią, czerwoną oranżadą.Ugh...
Katy oczywiście też zrobiła reklamę ocierającą się o kicz i tandetę, ale w jej przypadku to norma. Nie będę tego nawet komentować, ale przykro mi, że nazwa tego zapachu wzięła się z ulubionej piosenki tej wokalistki, czyli Killer Queen Queenów. To chyba jakiś kiepski żart. Nie wyobrażam sobie, że tak mogłaby pachnieć Mordercza Królowa o której śpiewa Freddy Mercury!


Dla mnie to jeden z najgorszych celebryciaków. Nie znoszę go za całokształt. Na całe szczęście u mnie po 4 godzinach jest on już słabo wyczuwalny i to jedyna pociecha. Czekam jednak na najnowszy zapach Katy Indi, bo ponoć jest diametralnie różny od jej poprzednich wypustów. Mam nadzieję, że pojawi się gdzieś na widoku. Póki co Killer Queen to kompozycja dla zdeklarowanych maniaczek mega słodkich zapachów i dla nikogo poza tym.



Nuty zapachowe:

nuty głowy : dzikie jagody, śliwka, bergamotka

nuty serca: kwiat Celosia, jaśmin Sambac, plumeria

nuty bazy: kaszmeran, paczula, pralinki


Ocena:  1 / 5

Cena: 100ml / od ok. 50zł

Dostępność : perfumerie online i tam najbardziej się opłaca kupić


A jakie Wy macie zdanie o Killer Queen?

niedziela, 13 sierpnia 2017

INOA Carmilane L´oreal po raz kolejny






 Na początku lipca kolejny raz sięgnęłam po profesjonalną farbę z linii czerwieni  INOA Loreal Carmilane. Tym razem zmieszałam odcień 5.62 i używany już wcześniej 6.66 używając aktywatora 3%. Nie będę się powtarzać , bo wszystko na temat tej farby napisałam TU

Kolor wyszedł właściwie taki jaki miał być, czyli wiśniowy, choć szczególnie odcień 5.62 na próbniku wygląda na bardzo ciemne bordo i obawiałam się co z tego wyniknie. Jak widać jest całkiem nieźle.  Muszę jednak zaznaczyć, że farba ta była nakładana na podobny kolor czerwieni, więc naprawdę nie wiem jak sprawowałaby się u kogoś kto chce przejść np z blondu na czerwień. Jeśli macie taki zamiar najlepiej ten pierwszy raz zostawić dla profesjonalisty i udać się do salonu.Na włosy mojej długości potrzebne są dwa opakowania.






Oprócz tego bez zmian, czyli farba nie wpłynęła w jakikolwiek negatywny sposób na kondycję moich włosów tj. nie przesuszyła ich, nie wypadają i nic złego się z nimi nie dzieje. Z kolei niewielki odrost pojawił się po 3 tygodniach, ale ja zawsze przedłużam okres między kolejnymi farbowaniami maskując odrost specjalnym sprayem , bo na całej długości włosów kolor wyblakł po 4 tygodniach do jaśniejszej paprykowej czerwieni i jest to do zaakceptowania . Generalnie włosy farbuję co 1,5miesiąca i w najbliższych dniach będę się musiała za to zabrać, bo odrost jest już teraz na tyle duży, że zaczyna mi to przeszkadzać.

Jeszcze raz powiem, że seria Carmilane to farby godne polecenia.Tylko nie sugerujcie sie próbnikiem, bo kolory na nim wyglądają na bardzo ciemne!


Ocena: 5 / 5

Cena: cały zestaw wraz z aktywatorem kosztował mnie 46,20zł

Dostępność: hairstore.pl


Jak wam się podoba ten kolor? Znacie farby Carmilne?

czwartek, 10 sierpnia 2017

Zużycia miesiąca-lipiec 2017



Nie nadążam z tymi zużyciami, bo miesiące tak szybko się kończą. W lipcu całkiem nieźle mi poszło i wyleciały ode mnie też trzy flakony perfum z którymi nie udało mi się zaprzyjaźnić.




1. Ziaja-Blubel-mydło pod prysznic na różowo żurawina, poziomka

Miałam już kiedyś to mydło, a także w innych wersjach i to bardzo dobry, tani produkt. Nie mam się do czego przyczepić. Mydło jest różowe, ładnie, delikatnie pachnie czerwonymi owocami, delikatnie się pieni. Nie wysusza, choć też nie nawilża. Moim zdaniem jets o wiele lepsze niż żele pod prysznic Palmolive i Dove.


2. Deluxe- olej z awokado

Kupiłam go w Lidlu. Nie miałam zamiaru używać go do włosów,bo moje raczej preferują olej lniany. Dlatego ten z awokadu wlewałam do wanienki przy okazji kąpieli młodszego synka, który niekoniecznie lubi się smarować po umyciu . Olejek mocno natłuszcza i odżywia skórę tak, że absolutnie nie ma potrzeby już jej czymkolwiek potem traktować, a przy tym skóra nie jest naoliwiona. Muszę wypróbować jeszcze jak ten olej sprawdzi się na moich włosach.


3. Eveline Cosmetics - Body Glam Argan - luksusowy jedwab do ciała do skóry normalnej i wrażliwej

Nie lubię  kosmetyków tej marki i nie będę tego ukrywać. Jedynie kremy do twarzy kiedyś stosowałam, ale również nie była to jakaś rewelacja. Najgorsze jednak są kosmetyki do ciała w tym właśnie ten jedwab. W zasadzie to lekki lotion, który nadaje się jedynie dla osób, które w ogóle nie maja przesuszonej skóry,a  chcą tylko delikatnie ją nawilżyć. Absolutnie nie jest to produkt dla suchej skóry, choć moja jest obecnie normalna, a i tak czułam jak ten jedwab słabo radzi sobie z nawilżaniem.

Zapach jest znany każdemu kto wcześniej stosował kosmetyki linii Body Glam Argan, bo wszystkie one mają ten sam perfumowany, słodkawy aromat, który mi nie odpowiada. Kosmetyk wchłania się bardzo szybko dlatego będzie się bardziej nadawał na dzień. Czuć też zawartość silikonu, bo skóra w dotyku wydaje się być potraktowana bazą pod podkład, pewnie znacie to uczucie. Nawilżenie owszem jakieś tam jest, ale słabe i krótkotrwałe. To nie jest produkt do zadań specjalnych, nie ukoi suchej skóry. Wygładza tylko. O rzekomym ujędrnieniu też nie ma mowy. Być może na ciepłe dni komuś ten produkt przypadnie do gustu. Ja nie widzę dla niego przeznaczenia.

4. Sylveco-lipowy płyn micelarny

Żółtawy, pachnący lekko ziołowo płyn zawiera wyciąg z lipy, aloesu oraz proteiny owsa i jest bardzo delikatny. Bez problemu radził sobie u mnie ze zmyciem całego makijażu oczu, ust i twarzy (potem myłam twarz żelem lub olejkiem)  bez rozmazywania. Zgodzę się też z tym, że nie wysusza i może być stosowany zamiast toniku po uprzednim umyciu skóry. Nasz polski produkt wysokiej jakości!


5. Urtekram-Aloe Vera Shower Gel

500ml butlę tego żelu kupiłam dla dzieci,bo strasznie trudno tutaj dostać jakikolwiek produkt do mycia dla dzieci z dobrym składem. Ten żel może nie jest najtańszy, ale bardzo wydajny i przede wszystkim delikatny dla dziecięcej skóry. Jest prawie bezbarwny, pieni się dość przeciętnie ( nie przeszkadza to w myciu) i bardzo ładnie pachnie skórką pomarańczową z tym, ze ten aromat jest pochodzenia naturalnego i jest subtelny. Oprócz tego żel myje, nie wysusza i jak najbardziej sprawdza się w swojej roli. W zapasie czeka jeszcze wersja różana.


6. Ziaja- Ziajka-mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt

Bardzo dobre mleczko do ciała, które przyjemnie pachnie i świetnie nawilża. Nie sądzę, aby był to produkt dla bardzo wysuszonej skóry, ale dla normalnej jak najbardziej. Wchłanianie trwa chwilę, ale nie jest to tłusty kosmetyk. W składzie mamy ekstrakt z owoców drzewa Tara, olej bawełniany, kompleks wapniowy, d-panthenol, witaminę E. Usunełabym z listy tylko parafinę, bo można ją zastąpić naturalnym olejem. Tak czy inaczje polecam ten produkt!

7. Pharmatheiss Cosmetics- Granatapfel Intensiveserum-serum do twarzy z ekstraktem z granatu

Dostałam to serum jakiś czas temu i w sumie od niechcenia zaczęłam używać. Muszę jednak przyznać, że to godny polecenia produkt zarówno do stosowania na dzień jak i wieczorem pod krem. Lekka, biała emulsja jest bardzo wodnita, ale nie przeszkadza to w niczym. Wchłania się bardzo szybko bez uczucia oblepienia czy tłustości, a od razu czuć, że nawilża i to dość mocno. Moja cera po regularnym używaniu stała się jakby bardziej wypoczęta i przede wszystkim bardziej odżywiona. W dodatku serum jest bardzo wydajne. Nie sądzę jednak, abym rozglądała się za nim i chciała używać podobnie,bo jednak wolę koreańskie produkty, ale to serum z granatem zasługuje na 5!


8. R.O.C.S- Blooming Sakura - remineralizująca pasta do zębów  Kwiat Wiśni

Kolejna pasta rosyjskiej marki ROCS, którą bardzo lubię. Myślałam jednak, że pasta będzie miała posmak wiśniowy, a okazała się dość mocno miętowa! Poza tym bez zmian: dość mocno się pieni, nie zawiera fluoru ani SLS, SLES i poprostu dobrze wywiązuje sie ze swojej roli pasty do zębów.

9.Rimmel-Wonder´Full-tusz z olejkiem arganowym

Pewnie większość z was zna tę maskarę.Mimo bardzo wielu negatywów jakie na jej temat przeczytałam uważam, że nie jest to zły produkt, choć napewno już do niego nie wrócę. Wielka szczoteczka z silikoowymi wypustkami może była poręczna przy górnych rzęsach, ale na dolnych już nie i to jedna z głównych wad. Oprocz tego tusz dość dobrze się nakłada, ale po jednej warstwie efekt jets mizerny, a i druga nie robi za wiele. Z tym tuszem trzeba ´´pracować´´ i nie nadaje się on do użytku kiedy się spieszymy i mamy mało czasu. Dość powiedzieć, że w moim przypadku potrzeba było 3 warstw, aby rzęsy były widoczne, pogrubione i wydłużone. Na szczeście nie wyglądałam karykaturalnie i ogólnie trudno tą maskara uzyskać efekt sztucznych rzęs co jednych zadowoli, a innych nie. Co kto lubi. Ja tu nie widziałam nic nadzywczajnego, ot zwykły tusz, ktory można raz kupić do wypróbowania. Tragedii nie ma, rewelacji też nie.

10. Clarena- O2xylogic Cream-krem tleonowy do twarzy

Próbkę tego kremu otrzymałam przy okazji kupna profesjonalnej farby do włosów i rzuciłam w kąt, bo mam niemiłe doświadczenia z marką Clarena. Potem jednak spojrzałam na skład tego kremu i pomyślałam, że może to będzie dobry krem nawilżający? Tak też jest. To idealny poranny nawilżacz! Lekki jak mus, zupełnie beztłuszczowy krem o przyjemnym, odświeżającym zapachu. Szybko sie wchłania i nadaje się pod makijaż. Co więcej ta próbka starczyła mi na 4 zastosowania i zauważyłam, że moja cera wyglądała na bardziej wypoczętą i promienną oraz oczywiście była mocno nawilżona. Myślę nad pełnowymiarowym opakowaniem.

11. Evree- Facial Care-Magic Rose- upiększający krem do twarzy do skóry mieszanej 

2ml dośc wydajna próbka i wiem, że kupię pełnowymiarowe opakowanie, bo ten krem jest bardzo dobry i nie tylko do mieszanej cery. Do normalnej i suchej również go polecam. Lekko różowawy krem pachnie bardzo subtelnie różą i wydaje sie treściwy. To prawda, trzeba chwilkę poczekać aż się wchłonie, ale nie ma uczucia tłustości, krem nie jest ciężki i nadaje się zarówno na dzień jak i na noc.
Przede wszystkim bardzo fajnie odżywia i nawilża i to jego główne zalety. Polecam jeśli szukacie właśnie niezbyt drogiego kremu i nie patrzcie, że jest on przeznaczony dla pań 30+, nie ma tu nic czego by nie mogła stosować młodsza cera.

12. Missha- Herb In Nude-Sheet Mask- Moisturizing Care

Koreanki ubóstwiają maseczki w płacie i ja też jestem ich zwolenniczką. Jedną z takich masek dostałam w paczce i postanowiłam użyć w dniu kiedy moja cera wyglądała na szarą, zmęczoną, a ja sama byłam mocno niewyspana. Maskę nakładamy na oczyszczoną skórę na 15-20 ( ja trzymałam 20). Jest ona w bardzo cienkim płacie materiały, więc trzeba uważać, aby jej nie rozerwać co jest dość proste, bo dodatkowo jest tak mocno nasączona, że aż cieknie.

Na początku maska daje przyjemne uczucie chłodzenia ( żadna tam mięta ani nic z tych rzeczy!) i miło z nią sie relaksuje tym bardziej, że wcale leżeć nie trzeba, bo nie spada z twarzy. Po 20min zdejmujemy ją i wmasowujemy resztki substancji aktywnej. Nie myjemy twarzy, nie spłukujemy. Tylko potem od razu nakładamy ulubiony krem. Bardzo zdziwiło mnie to, że moja skóra była rozjaśniona.Owszem jest ona jasna, ale po tej masce wyglądała niesamowicie dobrze! Gładka, mocno nawilżona, wręcz napompowana i odżywiona, a przy tym znikneły wszelkie ślady zmęczenia. Nigdy po żadnej masce mi się to nie zdarzyło. Dlatego myślę, że jest to wspaniały produkt przed wielkim wyjściem jak i rano jeśli macie czas przed wyjściem. Warto ją mieć w pogotowiu, bo naprawde czyni cuda.



Opuściły mnie:

- flakon Living Lalique
- flakon Gaaraż by Krystian Wieczorek ´´Podwójny horyzont i cień kruka ´´
- flakon ID Parfums Oh Delice! 

Wszystkie te zapachy mocno mnie męczyły i nie były w moim guście. Z kolei w przypadku Living Lalique, gdzie dawałam temu zapachowi wiele, wiele prób okazał się absolutnie nie dla mnie, bo wcale go nie czułam także bez żalu pozbyłam się tych flakonów i obecnie są w dobrych rękach :)


Znacie coś z mojego denka?








środa, 2 sierpnia 2017

Moschino-Fresh Couture





Założę się, że widzieliście ten dziwaczny flakon w perfumerii i pewnie większość z was od razu go skrytykowała, że wygląda tandetnie i przypomina  płyn do mycia szyb. Zgodzę się z tym w całości. Ten flakon zaprojektował nie kto inny, a Jeremy Scott ten sam, który stoi za projektem Miśka z zapachu Toy Moschino. Ogólnie lubię jego projekty, bo są zaskakujące, ale czasem kręcę głową i zastanawiam się co za wizję miał tym razem. Generalnie facet lubi zaskakiwać i właśnie dlatego zrobiono ten psikaczowy flakonik, a twarzą kampanii reklamowej została znana modelka Linda Evangelista. Dla mnie całość jest mocno średnia, a kiedy jeszcze spojrzałam na nuty zapachowe to byłam przekonana, że to nie będzie nic fajnego i się nie pomyliłam.





Uważam, że marka zapomniała, że opakowanie to jedno, ale zapach to rzecz pierwszorzędna. Owszem znam osoby, które kupują perfumy ze względu na flakon, ale raczej wątpię, żeby ten moschinowy ohydek spodobał się ogółowi. Flakon jest poprostu bazarowy, a sam zapach to już w ogóle szkoda gadać. Ma być Fresh i jest fresh z tym, że od początku razi mnie mocna chemiczność tej kompozycji. To coś jak nuta detergentu ( to chyba nie celowe?). Mamy tu chemiczne, nudne cytrusy okraszone osmantusem i piwonią i to wszystko. Całość ma wyraźny świeży wydźwięk i jest do bólu nudna. Nic się tu nie dzieje, a przydały by się jakieś mocniejsze i bardziej charakterne składniki, żeby tego nudziarza podkręcić!

Tymczasem zapach praktycznie nie ewoluuje.Nie ma tu żadnej paczuli, ambry czy nut drzewnych tylko sama sztuczne cytrusy z piwonią. W ogóle nie ma co rozwodzić się nad Fresh Couture, bo oprócz opakowania (które może  przypaść komuś do gustu jeśli lubi się takie udziwnienia)  nie znajduję tu nic godnego uwagi. Takich zapachów jest na pęczki szczególnie na niskich półkach w supermarketach. W dodatku parametry również nie powalają.

Jeśli jednak jesteście fankami Jeremiego Scotta i Moschino i lubicie delikatne cytrusowe zapachy to przetestujcie. W innym wypadku serdecznie NIE polecam.

Nuty zapachowe:

nuty głowy: mandarynka, bergamotka, ylang ylang
nuty serca: malina, piwonia, osmantus
nuty bazy: paczula, nuty drzewne, ambroksan



Ocena: 1/ 5

Cena: 100ml / ok. 160zł

Dostępność : perfumerie online i stacjonarne



A co Wy myślicie o Fresh Couture?